Listy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 1

Listy ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”
(opracował: dr Jarosław Kopiński, IPN O/Lublin)

W sprawie obiektowej krypt. „Dzikusy” [czytaj więcej: część 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8] założonej przez Wydział III WUBP w Lublinie na grupę Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" [czytaj więcej: część 1, 2, 3] są zachowane cztery odpisy listów napisanych przez „Żelaznego”.

Pierwszy z nich został napisany do mistrza stolarskiego – Nowodzińskiego zam. w Woli Wereszczyńskiej w listopadzie 1947 roku. „Żelazny” zwraca się w nim o postawienie płotków nagrobnych wokół grobów byłych żołnierzy z oddziału WIN, którzy polegli w walce z UB.
Pozostałe trzy zostały napisane do rodziców osiadłych w okolicach Braniewa. Na przełomie 1949/50 r. UB wpadło na trop rodziny ukrywającego się na Lubelszczyźnie Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”. Chcąc uzyskać więcej informacji podjęto wtedy decyzję o monitorowaniu korespondencji przychodzącej do rodziny Turskich, bo pod takim nazwiskiem ukrywali się rodzice braci Taraszkiewiczów.
Zakładano wtedy, że być może uda się uzyskać wyjście na nieuchwytną grupę, która przysparzała swoją działalnością wiele problemów Szefom UB w Lublinie, Chełmie i Włodawie. W tym miejscu należy podkreślić, że UB w latach 1949-1950 nie była w posiadaniu szczegółowych informacji o grupie, jej składzie, uzbrojeniu, nie mówiąc o tzw. „meliniarzach”. Nie dysponowała również zdjęciami „Żelaznego”. Chwytano się więc każdego sposobu, aby dotrzeć do grupy. Stąd próba rozpracowania najbliższej rodziny zakończona aresztowaniem siostry „Żelaznego” – Rozalii.

Ppor. cz.w. Edward Taraszkiewicz "Żelazny"

Listy powstały w latach 1947-1950. Ich treść wiele mówi o samym „Żelaznym”, jego rodzinie oraz panującej w niej relacjach międzyludzkich. Pokazuje, że nie był on „krwawym mordercą”, ani też watażką-bandytą, jak to wtedy przedstawiała propaganda komunistyczna. Listy przepisane przez funkcjonariuszy UB mają wiele błędów literowych. Podczas przepisywania zachowałem oryginalną pisownię.

Oprócz listów Edward Taraszkiewicz „Żelazny” pozostawił po sobie rękopisy pamiętników oraz wykaz poległych żołnierzy z oddziału. To kolejne dokumenty, dzięki którym można odtworzyć historię grupy, problemy z jakimi się borykała wtedy i poznać skalę oporu wobec nowej władzy na terenie dawnego powiatu włodawskiego i częściowo chełmskiego.

Oto treść tych listów:

„Lublin dnia 27.11.47 r.1 Odpis Ściśle tajne
adresat: Nowodziński – mistrz stolarski zam.
w kol. Wola Wereszczyńska,
poczt. Wola Wereszczyńska
Nadawca: NN
st. poczt. Lublin


Panie Nowodziński!

Niniejszym rozkazuję panu natychmiast postawić te wykończone płotki nagrobkowe – na miejsce.! Miejsce, gdzie są pochowani nasi koledzy t. znaczy we wspólnej mogile „Ryś2 i Słoń3” i osobna śp. „Barabas”4 i śp. „Żuk”5 wskaże panu z pewnością pan Kruk6 ich miejsca. Zresztą i pański syn Marek wie o tem też b. dobrze. Dla wyrównania rachunku pieniężnego to ja kiedyś w nocy kogoś przyśle do pana który to co panu się należy za prace – ureguluje!!! Ja panu kiedyś powiedziałem, ze ja sam jestem robotnikiem i umiem robotnika szanować! Niech pan nie myśli ze względu na wojsko, które kwateruje się we wsi to ja balem się sam przyjść i pisze ten list….. O nie! Nie przyszedłem sam bo wiem ze syn pański Marcel nas się boi i mógłby w nocy uciekać ja pomyślałbym ze to Bolek7 i mógłbym go niewinnie skrzywdzić – Niech się Marcel nie boi – niech tylko zerwie ta nic w która się wplątał! Ja od wiosny wiem o wszystkim! Jak pan te plotki postawi to dopiero może pan pójść na posterunek M.O do gminy, pokazać ta kartkę i powiedzie ze był pan pod kara śmierci zmuszony to zrobić. Niech pan nielekcewazy mego rozkazu bo będzie naprawdę źle!

M.p. dnia 16.11.47 r.

Cześć „ZELAZNY”8 pieczęć prostokątna z napisem
Komendant Oddz. „WiN”
„Jastrzab”9


Wyk. W.J.
za zgodność:


Oryginał podpisu Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego"

Drugi list został napisany w lipcu 1950 roku na adres: Turski Władysław Nowy Staw ul. Mickiewicza 28, pow. Gdańsk

„Dnia 9.7.1950
Odpis nr 6464

Kochana Ciociu10, Wujaszku11, Jureczku12 i Janko13!

Chce Wam donieść w tych paru słowach, że jestem jeszcze z Łaski Bożej żywy i zdrowy, czego i Wam z całego serca życzę. Radbym wiedzieć jaka podróż miała Janeczka, ale przypuszczam, że dobrą. Po te czapki jeszcze nie chodziłem odebrać, bo mi nie pasowało narazie tam iść bo to jest bardzo daleko. Pozatem jest koło mnie naogól dobrze słychać, tak że mam nadzieję że szybko się zobaczymy. Pilnujcie Jureczka moich kochani i dbajcie wyłącznie o Siebie nie wierzcie dzisiaj nikomu – bo świat jest okropnie fałszywy. To byłoby wszystko na dziś. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i całuję gorąco oraz życzę ojczulkowi szybkiego powrotu do zdrowia.

Wasz Edek

Przesyłam pozdrowienia dla p. Hołubowiczów14 dla Was wszystkich i pozdrowienia od Łukasza15 i Kazika.16

2 egz. AW Za zgodność
/podpis nieczytelny/17


Przypisy do częśći 1:
1.
Spraw obiektowa krypt. „Dzikusy” IPN Lu 08/213 t.21 k.5
2. Zdzisław Kogut „Ryś” zginął 24 grudnia 1946 roku w walce z grupą operacyjną KBW i UB w Woli Wereszczyńskiej. Pochowany na cmentarzu w Woli Wereszczyńskiej.
3. Milaniuk Józef „Słoń”, żołnierz oddziału WiN Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, ciężko ranny w walce z grupą operacyjną został pojmany przez funkcjonariuszy UB. Po przesłuchaniu został zastrzelony i pozostawiony na miejscu walki. Pochowany na cmentarzu w Woli Wereszczyńskiej
4. Bieliński Stefan, członek oddziału Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w sierpniu 1945 roku. Pochowany na cmentarzu w Woli Wereszczyńskiej
5. NN
6. NN
7. NN, żołnierz oddziału WiN Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, podejrzewany przez „Żelaznego” o skrytobójcze zastrzelenie „Jastrzębia” podczas akcji na grupę KBW stacjonującą w szkole w Siemieniu, pow. Radzyń Podlaski. Kilkanaście dni później bez śledztwa został zlikwidowany przez patrol Stanisława Kuchcewicza „Wiktora”.
8. Edward Taraszkiewicz „Żelazny”, żołnierz WiN, nie ujawnił się w kwietniu 1947 roku, wraz z kilkoma żołnierzami ukrywał się na terenie powiatu włodawskiego i chełmskiego. Zginął podczas walki z grupą operacyjną „W” 6 października 1951 roku w miejscowości Zbereże.
9. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”, brat Edwarda, dowódca oddziału WiN, ciężko ranny 3 stycznia 1947 roku podczas akcji na grupę KBW stacjonującą w szkole w Siemieniu, pow. Radzyń Podlaski. Zmarł w trakcie transportu do lekarza. Pochowany został na cmentarzu w Siemieniu przez grupę żołnierzy WiN z powiatu radzyńskiego. Funkcjonariuszom UB, a potem SB nie udało się ustalić miejsca pochówku „Jastrzębia”. Z rodziny wiedział jedynie „Żelazny”. Dopiero w 1989 roku Janusz Tracz „Kłos” poinformował Rozalię Taraszkiewicz o ostatnich godzinach jej brata Leona oraz o jego grobie.
10. Tak tytułował w swoich listach swoją mamę.
11. Tak w korespondencji zwracał się do swego ojca.
12. Najmłodszy z braci Taraszkiewiczów – Józef
13. siostra Rozalia Taraszkiewicz
14. Państwo Hołubowiczowie byli zaprzyjaźnieni z rodziną Taraszkiewiczów
15. Łukasz Domański „Znicz” żołnierz NSZ, później WiN, w kwietniu 1947 roku nie ujawnił się. W 1949 roku dołączył do „Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”. 6 października ciężko ranny dostał się w ręce UB. Jego zeznania pozwoliły na aresztowanie osób współpracujących z grupą „Żelaznego”. Został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano.
16. Stanisław Torbicz „Kazik” żołnierz z patrolu Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” Zginął 6 października 1951 roku w Zbereżu w walce z grupą operacyjną „W”
17. Teczka Obiektowa krypt. „Dzikusy” IPN Lu 08/213, t.21, k.74 a

Listy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 2>
Strona główna>

Listy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 2


Kolejny list został nadany z poczty w Sawinie na adres W.P. Turski Władysław, Staw, ul. Mickiewicza 28, pow. Gdańsk. Oto jego treść:

„Sobota, dnia 6 sierpnia 1950.
Moi kochani.
W pierwszych słowach mego listu pozdrawiam Was serdecznie, że jestem z łaski Bożej żywy i zdrowy, czego i Wam życzę z całego serca. Życie moje przebiega teraz jakoś spokojnie i dużo i dlatego też lepiej. Z tego powodu też przerabiam szybciej i łatwiej obce języki, których się uczę. U Stefana18 od tamtej pory jeszcze nie byłem i nic nie wiem co tam słychać. Mam nadzieję, że u Was wszystko jest w porządku, że jesteście zdrowi, bo to jest najważniejsze. żyjcie sobie zgodnie i mądrze, bo ludzie dziś są okropnie „nifowfifug”, tak że nie sposób to sobie nawet wyobrazić. Nie wierzcie dziś nikomu, nawet najlepszym. Listów żadnych nigdzie do mnie nie przysyłajcie narazie, aż ja Wam sam przyślę adres. Kończę na tym przesyłam Wam wszystkim najserdeczniejsze życzenia i pozdrowienia.

Wasz Edek


Pozdrowienia dla Janki od mych kolegów Kazika i Łukasza oraz dla wszystkich. Kłaniajcie się w każdym liście do Ciotki Marii ode mnie i dla jej rodziny. Pozdrówcie również serdecznie i państwo H19. ode mnie.

1 egz. CE./R

Za zgodność
/ brak podpisu/20

Ostatni List został napisany w dniu 5 września 1950 roku i został wysłany 11 września z poczty w Puchaczowie:

„Odpis nr 8562

Dnia 5 września 1950

Moja kochana ciociu, wujaszku, Jureczku i Janeczko!

W pierwszych słowach mojego listu chce was powiadomić, że jestem z łaski Bożej żywy i zdrowy, czego i wam z całego serca życzę. Życie moje przebiega tak jak zwykle, no ale grunt, że człowiek jest jeszcze zdrowym – bo zdrowie to najważniejsza rzecz. U Stefana nie byłem od tej pory jak była tam Janka. Jakoś droga moja nie wypada w tamte strony. Ale teraz będę pewnie u niego niezadługo. Radbym wiedzieć co u was słychać dobrego. Jak wasze zdrowie i co tam dobrego słychać. Jestem trochę zmartwiony, go w ostatnich czasach to mi się jakoś złe śniło o was, ale mam nadzieję, że Bóg najwyższy nie pozwoli was ukarać bo i tak przechodziliście już dosyć biedy i nędzy. Niech Janeczka napisze list do mnie na ten sam adres to jest do Aleksandra Konika21, wieś Kamionka p-ta Siedliszcze nad Wieprzem, pow. Chełm Lubelski. Wewnątrz niech dopisze u góry że to dla pana Tomasza22. Dużo nie piszcie, tylko co najważniejsze. Posyłam w tym liście Jurkowi 500 zł oraz kilka znaczków pocztowych na listy. Na tym kończę posyłam wam moje najserdeczniejsze pozdrowienia i ukłony i całuję was mocno Wasz Edek.
Pozdrowienia od moich kolegów( kłaniajcie się zawsze dla cioci „F” ode mnie). Czy otrzymaliście list od /sh/ H, który pisałem do nich i do was ostatnio?)

Drogi Jureczku !!!!

W pierwszych słowach mego listu całuję cię mocno i naciskam mój mały łobuzie. Nie wiem czy zdałeś do III-klasy- ale spodziewam się, że napewno zdałeś. Dlatego też posyłam Ci 500 zł. ażebyś sobie codziennie kupił kawałek kiełbasy i bułeczkę, bo z cukierków to pożytku żadnego nie będziesz miał. Ja ci teraz będę zawsze coś przysyłał w liści, bo teraz trochę zarobiłem pieniędzy jak Bóg da to jeszcze zarobię to ci przyślę ubranie albo co innego. Ale jak się dowiem żeś nie zdał albo się źle uczysz i nie słuchasz mamy i taty to ci przyślę rózgę. Pamiętaj Jureczku o to ja cię bardzo proszę bądź posłusznym dla rodziców. Ja o tobie nigdy nie zapomnę, Jak będziesz dobrym chłopcem. W szkole nie bij nikogo i chodź do kościoła i słuchaj co ksiądz mówi na lekcji religii. Napisz mi teraz duży i ładny list i opisz mi wszystko mi w nim wszystko jak ci w szkole leci nauka, itd. Żegnam, całuję cię mocno. Edek.

Uwagi: w środku znajdował się banknot 500 zł i znaczki pocztowe na sumę 1.390 zł.

Za zgodność
/podpis nieczytelny/”23


Przypisy do częśći 2:
18. Stefan Kaznowki – mieszkaniec wsi Stępków, bliski współpracownik Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego
19. Chodzi o państwo Hołubowiczów
20. Teczka Obiektowa krypt. „Dzikusy” IPN LU 08/213, t.21, k. 18
21. Współpracownik grupy „Żelaznego”
22. Wobec nieznajomych Edward Taraszkiewicz występował jako „Pan Tomasz”.
23. Teczka obiektowa „Dzikusy” IPN LU 08/213, t.21, k.19

Listy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 1>
Strona główna>

"Z archiwum IPN" – "Wołyniak" w TV Polonia


W poniedziałek 26 marca 2007 r. o godz. 18:00 TV Polonia wyemituje kolejny program z cyklu "Z Archiwum IPN", tym razem opowiadający historię kapitana Józefa Zadzierskiego ps. "Wołyniak" (1923-1946).

Kpt. Józef Zadzierski "Wołyniak"

"Z archiwum IPN" – "Wołyniak"
TVP Polonia,
26.03.2007 (Poniedziałek), godzina 18.00
27.03.2007 (Wtorek), godzina 00.20.
Czas trwania: 24 minuty
Scenariusz: Tadeusz Doroszuk

Dokument opowiada o życiu i działalności konspiracyjnej kpt. Józefa Zadzierskiego "Wołyniaka", dowódcy oddziału partyzanckiego Narodowej Organizacji Wojskowej (Narodowego Zjednoczenia Wojskowego), działającego na Rzeszowszczyźnie i południowej Lubelszczyźnie. Program, w którym występują towarzysze walki "Wołyniaka" i historycy zajmujący się badaniem tej tematyki, przybliża sylwetkę tego, jak mówili niektórzy, "ostatniego zagończyka Rzeczpospolitej" oraz ukazuje kulisy operacji UB, która w 1950 roku doprowadziła do rozbicia grupy Adama Kusza "Garbatego", będącej pozostałością oddziału "Wołyniaka".

Ożanna, uroczystości z okazji święta 3 Maja 1945 r., na cztery dni przed bitwą z NKWD pod Kuryłówką. Przed oddziałami partyzantów NZW, stoją ich dowódcy, w kolejności (od prawej): kpt. Józef Zadzierski "Wołyniak", por. Stanisław Pelczar "Majka", Bronisław Gliniak "Radwan".

Więcej na temat kpt. Józefa Zadzierskiego "Wołyniaka" czytaj TUTAJ>

Film o Żołnierzach Wyklętych w TVP 2

„Żołnierze Wyklęci” w

W poniedziałek 26 marca, o godz. 23:50 TVP2 zaprezentuje długo oczekiwany film dokumentalny w reżyserii Wincentego Ronisza pt. „Żołnierze Wyklęci”.
Film opowiada o losach tysięcy uczestników powojennego podziemia zbrojnego. Walczyli samotnie w lasach, bez nadziei na zwycięstwo, wierni ideałom wolnej i rządzonej przez demokratycznie wybrane władze Polsce. Dopiero po blisko pół wieku historia przyznała rację tym żołnierzom wyklętym.

Scenariusz, komentarz, reżyseria: Wincenty Ronisz
Zdjęcia: Grzegorz Borowski
Produkcja: Fundacja Filmowa Armii Krajowej – Telewizja Polska SA, Polska 2006
Czas: 57 min.

„Chcieliśmy iść na pomoc powstaniu warszawskiemu, ale gońcy przyszli z meldunkiem, że Sowieci rozbrajają i nie ma możliwości dojścia do Warszawy. Komendant kazał składać broń, pożegnał się z nami z łezką w oku i mówi: chłopcy, nie wiem, ale nasza walka się chyba nie skończy, będziemy musieli dalej walczyć o Polskę” – wspomina pełne wątpliwości chwile jeden z żołnierzy „Zapory” – majora Hieronima Dekutowskiego. On i wielu innych członków Armii Krajowej nie postrzegali wkroczenia Sowietów na polskie ziemie jako wyzwolenia.

Choć nieświadomi ustaleń wielkiej polityki na konferencjach w Teheranie i, niedługo potem, w Jałcie, partyzanci przeczuwali najgorsze. Szybko wyszło na jaw, jak próżne były nadzieje na demokratyczny charakter Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. I kiedy na ich oczach zaczynał szaleć terror komunistyczny, gdy daleko na Wschodzie zaczynał się „proces szesnastu”, kiedy coraz więcej akowców trafiało do katowni Urzędu Bezpieczeństwa i ginęło bez wieści, żołnierze Armii Krajowej postanowili raz jeszcze chwycić za broń. W ciągu nieco ponad dziesięciu lat, pomiędzy 1945 a 1956 rokiem, przez szeregi partyzantów przeszło około 150 tysięcy ludzi. Do czasu tzw. ujawnienia w 1947 roku, w lasach walczyło ponad 10 tysięcy żołnierzy.

Na terenie ziemi łódzkiej działała jednostka dowodzone przez kapitana Stanisława Sojczyńskiego, pseudonim „Waszyc”. Atakami na więzienia w Kielcach i Radomiu rozgłos zdobyli żołnierze „Szarego” i „Harnasia”. Na Podhalu działał słynny „Ogień” – Józef Kuraś, na Białostoczczyźnie – dowódca V Wileńskiej Brygady AK Zygmunt Szendzielarz, pseudonim „Łupaszka”. Choć władze od początku zmobilizowały przeciw partyzantom znaczne siły, szeregi przeciwników komunistycznego reżimu wciąż rosły. Żołnierze wykonywali różnego rodzaju misje, atakowali posterunki wojskowych, walczyli z Sowietami, odbijali więźniów. Czasem brali odwet na konfidentach. Bywało, że w tych akcjach ginęli przypadkowi ludzie, co pomagało komunistom nazywać partyzantów bandytami. Z miesiąca na miesiąc sytuacja żołnierzy z lasów stawała się coraz trudniejsza. Wprawdzie udawało się im wygrywać bitwy nawet z połączonymi siłami UB, KBW i NKWD, to przewaga wroga była przytłaczająca. Przywódcy ginęli w zasadzkach zdradzeni przez szpicli, gasła nadzieja na interwencję Zachodu. Wielu partyzantów skorzystało z oferowanej przez władze amnestii podczas tzw. ujawnienia, choć dla licznych wiązało się to później z prześladowaniem i torturami. W lasach pozostała już tylko garstka, dla której nie było ratunku. Ostatni partyzant Białostocczyzny, Stanisław „Ryba” Marchewka, zginął w obławie sił porządkowych w 1957 roku… Film Wincentego Ronisza opowiada o losach tysięcy uczestników powojennego podziemia zbrojnego. Walczyli samotnie w lasach, bez nadziei na zwycięstwo, wierni ideałom wolnej i rządzonej przez demokratycznie wybrane władze Polsce. Dopiero po blisko pół wieku historia przyznała rację tym żołnierzom wyklętym.

Źródło: TVP

Tadeusz Szyma – Chwała wyklętym !!

Do polskiego słownika patriotycznych zawołań powinno wejść i takie, jakie zostało uwydatnione w tytule tej recenzji, a które mogłoby się stać swoistym dopełnieniem bolesnego, lecz przecież podnoszącego na duchu: „Gloria victis – Chwała zwyciężonym”, jakie zadedykowała niegdyś Eliza Orzeszkowa bohaterskim powstańcom styczniowym.
Dla uczczenia żołnierzy wyklętych – nie mniej heroicznie zmagających się z „czerwoną powodzią”, w której „tonęła Polska” po drugiej wojnie światowej, trudno znaleźć równie trafną łacińską sentencję. Może „Gloria anathematis”? Bo przecież bałwochwalcy spod znaku sowieckiej gwiazdy rzucili na nich ideologiczną anatemę. A może „Gloria infamibus – Chwała zniesławionym?”

Było ich wielu, zdumiewająco wielu, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę nadzwyczaj trudne, a raczej po prostu beznadziejne warunki, w jakich decydowali się na dalszy czynny opór. Dość przytoczyć szacunkowe dane, jakie w napisach końcowych swoich „Żołnierzy wyklętych” podaje Wincenty Ronisz, zadziwiający wciąż energią i pracowitością klasyk polskiego dokumentu historycznego: „W latach 1945-56 przez szeregi podziemia niepodległościowego przeszło około 150.000 osób. W roku 1945 w lasach pozostawało 13-15 tysięcy partyzantów”, w rok później – jeszcze 10 tysięcy, a po tak zwanej akcji „ujawniania” w 1947 – nadal nie złożyło broni jakieś tysiąc siedmiuset leśnych. To wprost niewiarygodne, że nawet po odwilżowym polskim Październiku na Białostocczyźnie nadal zajadle tropiono Stanisława Marchewkę pseudonim „Ryba”, który – podobnie jak tylu innych „wyklętych”, zdradzony przez konfidenta – zginął w swym wiejskim bunkrze, z granatem uwiązanym na szyi, dopiero w następnym roku. A ostatniego niezłomnego – Józefa Franczaka pseudonim „Lalek”, ukrywającego się na Lubelszczyźnie, dopadli w końcu „utrwalacze władzy ludowej”, jak to się kiedyś szyderczo określało – jeszcze później, bo aż pod koniec października 1963 roku!

To właśnie jemu, przed z górą dziesięciu laty, poświęcił ciekawy dokument Tadeusz Arciuch. Ale wówczas kierowana przeze mnie Redakcja Filmu Dokumentalnego telewizyjnej Jedynki zbierała za to pryncypialne cięgi. – „Za dużo historii” – wyrokował wtedy wyróżniający się przecież polityczną otwartością w szeregach dawnych pezetpeerowców, poseł Andrzej Urbańczyk. Mimo to, udało się zrealizować jeszcze parę innych filmów, jak choćby – z udziałem Zbigniewa Herberta – szkic do portretu legendarnego i szczególnie wyklinanego „Ognia” autorstwa Tadeusza Pawlickiego, czy też o innych bohaterach zmagań niepodległościowego podziemia z władzą osadzaną w Polsce na sowieckich czołgach. Teraz nadszedł czas na ekranową syntezę całego, wciąż dość słabo znanego i nie dość przypominanego w mediach rozdziału naszych powojennych dziejów.
Rozdziału niewątpliwie najtragiczniejszego. I zapewne nikt dziś nie mógł zrobić tego równie prosto i pięknie, tak czytelnie a zarazem serdecznie, jak to właśnie uczynił Wincenty Ronisz, wystawiając w ten sposób „wyklętym” filmowy pomnik, w najlepszym sensie słowa.

Zrealizowany dla telewizyjnej Dwójki przy wsparciu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej film ma charakterystyczną dla tego wybitnego dokumental
isty strukturę i styl: narracji, sposobu splatania wątków, tworzenia atmosfery emocjonalnej. Z samych prawie archiwaliów, z których część wprawdzie jest już znana, ale sporo jeszcze nie zdążyło się widzom opatrzyć, skomponowany został epicki i nieco edukacyjny, z konieczności, prolog, w którym reżyser przypomina skrótowo przebieg najważniejszych wydarzeń – rozgrywających się początkowo jeszcze w przedwojennych granicach Polski – poczynając od stycznia 1944 roku. Oszczędny, celny, a przy tym nie pozbawiony osobistego, autorskiego piętna komentarz układa się tutaj w zwięzłą lekcję naszej powojennej historii.

Uporządkowane partie archiwalnych zestawień montażowych przypominają też późniejsze znamienne wydarzenia, takie jak pokazowy proces w Moskwie szesnastu przywódców polskiego państwa podziemnego, sfałszowane przez komunistów wybory do sejmu na początku 1947 roku czy też ważne wystąpienia Bieruta i Gomułki. Archiwalia tego rodzaju, ale już krótsze, będą powracać parokrotnie, budując niezbędne tło i właściwy kontekst historyczny, pouczającą ilustrację bądź dramatyczny kontrast dla epicko-lirycznej opowieści o tych, którzy pomimo postępującej sowietyzacji kraju i umacniania – terrorem – nowej władzy, nigdy nie pogodzili się z utratą niepodległości Polski. Zarejestrowana przed laty w kronice filmowej szampańska zabawa czerwonych nuworyszy, którą Ronisz puentuje wstrząsające przykłady nasilania okrutnych represji wobec patriotów, podnosi emocjonalną temperaturę odbioru.

Pomiędzy fragmentami historycznych rejestracji co czas jakiś pojawiają się, płynnie w nie wkomponowane i zharmonizowane z klimatem narracji, wymowne zdjęcia pejzażowe Grzegorza Borowskiego – stałego od dawna Roniszowego operatora, który wędrując z nim po śladach dramatycznych wydarzeń sprzed lat, potrafi poprzez surowe piękno krajobrazu, charakterystyczne detale przyrodnicze czy architektoniczne i trafnie wypatrzone, symboliczne znaki ewokować sugestywnie niegdysiejszy dramatyzm, grozę i tragizm tego, co się tam działo. Takie nastroje można odczuć w zimowych widokach górskich połaci, na których niegdyś panował „Ogień”, albo wystającej z kopnego śniegu, na wiejskim cmentarzu, pordzewiałej pasyjki bez krucyfiksu, z wyciągniętymi w górę ramionami Chrystusa, czy też w ujęciu przylegających do siebie, już pogodzonych na zawsze, przydrożnych pomniczków, z których starszy to ślad peerelowskiej, fałszywej chwalby bezpieczniaków, a nowszy – przywróconej dopiero stosunkowo niedawno pamięci ich ofiar, owych żołnierzy wyklętych.

Najcenniejszym wszakże składnikiem dokumentalnej kompozycji są wspomagane niezbyt licznymi zdjęciami fotograficznymi sprzed lat bardzo ciekawe, obfitujące w zaskakujące szczegóły i nasycone realistycznym konkretem wspomnieniowe świadectwa ostatnich z tych nielicznych, którzy cudem przeżyli. Są to uderzające autentyzmem i siłą wyrazu, ogromnie czasem wzruszające relacje świadków a często także aktywnych uczestników tamtych wydarzeń i towarzyszy walk bohaterskich szefów leśnych oddziałów. Dziś – wiernych strażników pamięci dowódców takich jak m.in. Zygmunt Szyndzielarz – „Łupaszka”, który ze swymi ludźmi przeszedł z Litwy na Białostocczyznę, a później próbował dywersji na Pomorzu i w Borach Tucholskich, jak lepiej znany z pseudonimu niż z nazwiska Józef Kuraś, „król Podhala” – major „Ogień”, czy będący postrachem enkawudzistów, ubowców i milicjantów na Podlasiu – Władysław Łukasiuk, konspiracyjnie nazywany „Młotem” dowódca 6 Brygady Wileńskiej. Wyraziste twarze tych niedobitków oraz ich pełne podziwu, a chwilami nawet miłości do dawnych przywódców opowiadania – czy to o weselu a potem samobójstwie zdradzonego „Ognia”, czy o więziennej egzekucji „Łupaszki”, o której znak dawał współwięźniom wiatr stukający oknem, albo o likwidacji we wsi Dąbrówka niezłomnego „Uskoka”, czyli Zdzisława Brońskiego, który ukrywał się w bunkrze pod stodołą i którego zapiski z pamiętnika: o woli życia w niepodległym państwie i o czerwonym potopie – również znalazły się w filmie, na długo pozostaną w pamięci. Lidia Eberle, dawna sanitariuszka „Ewa” i Zygmunt Błażejewicz „Zygmunt” – od „Łupaszki”, Marian Pawełczak „Morwa” i Eugeniusz Mordoń „Gitarka” z oddziału „Zapory”, wspomagającego „Ognia”, podkomendni legendarnego majora: Kazimierz Paolo „Skała” i Zbigniew Paliwoda „Jur”, a także śpiewnie zaciągający kresowiak Teofil Lipka z Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, oraz świadkowie walki i tragicznego końca „Młota”: Franciszek Rytel ze wsi Czaje – Wólka i Józef Malinowski – to wyraziste, nie wszystkie przecież postacie narratorów sprzed kamery w filmie Ronisza. Powracające kolejno ich relacje reżyser splata w spójną epicko-liryczną całość. Fragmenty różnych opowieści, z różnych stron Polski, potraktowane jako luźne urywki, znajdują jednak swoje właściwe miejsce w toku syntetyzującej konstrukcji, która dzięki temu zachowuje naturalność i dość swobodny układ.

W końcowej partii filmu nad dramatyzmem wspomnień górę bierze żałobny liryzm, wyraźnie podkreślony trafną ilustracją muzyczną. To jakby rekompensata za to, że brakowało go wówczas, gdy żołnierze wyklęci oddawali życie za niepodległość Ojczyzny. – „Jak zginę, to za kraj” – mówi dziś jeden z tych, którzy cudem ocaleli, wspominając chwile oczekiwania na egzekucyjny strzał. Cudem też zdać się może teraz szczęśliwe ocalenie pamięci o ich ofierze. Największej z możliwych, bo ofierze życia, przez lat tyle jednak zniesławianej, zamazywanej, wzgardzonej. Pamięci wyklętej, bo – jak mówi jeden ze świadków tamtych czasów – „komuna się bała, że zabici i te groby mogą im jeszcze w życiu zaszkodzić”.

Źródło: kino.onet.pl

Dokument o kpt. "Młocie" w TV Polonia

Historia "Młota" czyli dwie Polski

W najbliższy poniedziałek o godz. 22:20 TV Polonia wyemituje film dokumentalny pt. "Historia "Młota" czyli dwie Polski", ukazujący sylwetkę i okoliczności śmierci kpt. Władysława Łukasiuka ps. "Młot", dowódcy VI Brygady Wileńskiej AK walczącej na Podlasiu z komunistycznym reżimem w latach 1945-1953.

kpt. Władysław Łukasiuk "Młot"

TV Polonia: Poniedziałek 22:20   
Emisje powtórkowe:
27.03.2007 o  04.22
27.03.2007 o 10.40

Reżyseria: Krzysztof Wojciechowski
Scenariusz: Krzysztof Wojciechowski
Zdjęcia: Jerzy Bonczyk, Krzysztof Wojciechowski
Muzyka: Czesław Niemen ("Bema pamięci żałobny rapsod")
Produkcja: Polska
Rok produkcji: 2002

Leniwie płynące rzeki, znieruchomiałe starorzecza, stawy, zielone łąki, moczary, potoki z wierzbami nad brzegiem. Bukolicznie, cicho, sennie. Ale na Podlasiu nie zawsze było spokojnie. W rodzinnej tradycji mieszkańców tych stron nadal żyją wydarzenia 1863 roku, jakby wyjęte z kartonów Grottgera, a pamięć najstarszych Podlasian przechowuje obrazy wojny polsko-bolszewickiej, sowieckiej, a potem niemieckiej okupacji, wreszcie – szczególnie dramatycznych, bo bratobójczych walk toczonych w tym regionie jeszcze przez kilka lat po 1945 roku. Tragicznych w dwójnasób, bowiem nie wszystkie wystrzeliwane kule raziły ludzi stojących po drugiej stronie granicy oddzielającej ostatnich żołnierzy II Rzeczypospolitej i państwa Podziemnego, od funkcjonariuszy przyniesionego na radzieckich bagnetach reżimu.

Ofiarą niektórych partyzanckich pocisków byli towarzysze broni… Tak właśnie, z ręki podwładnego, zginął bohater filmu – Władysław Łukasiuk, pseudonim "Młot". Jego siostra, Maria Sobolewska, pomagała bojownikom. Piekła im chleb, robiła konieczne zakupy w miasteczku. Do czasu. Zadenuncjowana przez sąsiada, trafiła w ręce oprawców z organów bezpieczeństwa. Mimo nieludzkiego bicia, tortur i trzech miesięcy spędzonych w karcerze, młoda dziewczyna nie załamała się, odmówiła współpracy z UB. Wyrokiem sądu została skazana – "za zdradę ojczyzny" – na dziesięć lat więzienia, z czego sześć przesiedziała. Po powrocie zastała dobytek rozgrabiony. Ale dobrzy ludzie pomogli. Nie udało się jej jednak trafić na ślad mogiły brata.

Zamordowany w lesie przez podkomendnego został pogrzebany na bezludziu, gdzieś nad Nurcem. Ludzie z sokołowskiego UB, powiadomieni przez zdrajcę, odkopali ciało i wywieźli w nieznane do dziś miejsce. To nie jedyna zagadka. Nie do końca wiadomo, kto zabił "Młota". Pada nazwisko dwóch braci walczących w oddziale Władysława Łukasiuka. Czy któryś z nich popełnił zbrodnię? Dlaczego? Na zlecenie bezpieki, czy też z powodów osobistych? Z zemsty? A może nie wytrzymał nerwowo atmosfery zaszczucia, rozłąki z bliskimi, osaczenia w leśnej głuszy przez swoich przecież rodaków, krajan, znajomków? Maria Sobolewska milczy, jej rówieśni sąsiedzi zasłaniają się niepamięcią, bądź wręcz odmawiają odpowiedzi. Po co rozgrzebywać stare sprawy? Lepiej nie mówić, lepiej nie wiedzieć. Ale prawda, choć bolesna, ujrzy światło dzienne.

Emisja 26.03.2007 o 22.20, 04.20 i 27.03.2007 o 10.40 Emisja z napisami angielskimi. Premiera na antenie TV Polonia.


Podlasie, jesień 1947. Żołnierze 2. szwadronu VI Brygady Wileńskiej AK. Kpt. "Młot" klęczy pierwszy od prawej (nad nim cyfra 5).

Ppor./kpt. Władysław Łukasiuk „Młot" urodził się 16 II 1906 r. we wsi Tokary pow. Siedlce w rodzinie chłopskiej, jako najstarszy z czworga dzieci Marcina i Marianny (z domu Swentkowskiej). Mimo, iż jego rodzice byli ludźmi prostymi, zadbali o wykształcenie pierworodnego syna. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Tokarach kształcił się w gimnazjum im. J. Kraszewskiego w Drohiczynie, a po krótkiej przerwie w 1923 r. spowodowanej trudną sytuacją rodzinną, ponownie podjął naukę w prywatnym gimnazjum w Sokołowie Podlaskim (ukończył 6 klas gimnazjum). Po zakończeniu edukacji pracował jako pisarz – buchalter w tartaku w Korczewie pow. Siedlce. Nie uchylał się również od pracy społecznej i około 1927 r. został prezesem Ochotniczej Straży Pożarnej w swej rodzinnej wsi. W 1929 r. W. Łukasiuk został powołany do wojska. Służbę odbywał w 3 pułku strzelców konnych w Wołkowysku. Wykształcenie, dobra kondycja fizyczna i predyspozycje psychiczne stwarzały mu możliwość podoficerskiej kariery wojskowej, bardzo atrakcyjnej dla młodego chłopaka ze wsi. Niestety, podczas ujeżdżania konia na placu koszarowym uległ wypadkowi, doznając poważnych obrażeń głowy i złamania w kolanie lewej nogi. Po powrocie do zdrowia wyszedł z wojska w 1933 r. w stopniu plutonowego. Następstwem wypadku było jednak trwałe kalectwo – lewa noga na zawsze pozostała sztywna. W. Łukasiuk po zawarciu związku małżeńskiego z Jadwigą Oksiutówną osiedlił się w Mężeninie nad Bugiem (gm. Sarnaki pow. Siedlce), skąd pochodziła jego żona. Miał z nią troje dzieci: synów Zygmunta i Andrzeja (urodzonych w 1937 i 1939 r.) oraz córkę Martę (urodzoną w 1942 r.). Do wybuchu wojny pełnił funkcję zastępcy wójta gminy Sarnaki. Utrzymywał się z prowadzenia wiejskiego sklepiku. Starostwo wydzierżawiło mu także dwa odcinki rzeki Bug. Każdy, kto chciał tu łowić ryby lub uprawiać sporty wodne musiał uzyskać zgodę W. Łukasiuka i uiścić stosowną opłatę. Trzeba dodać, że sam W. Łukasiuk był zapalonym rybakiem i wiele czasu spędzał nad Bugiem. Istnieje uzasadnione przypuszczenie, że w okresie tym pracował dla polskiego wywiadu, rozpracowując lewicujących wolnomularzy z Zakonu Wszechświatowego Zjednoczonego Wolnomularstwa „Le Droit Humain" oraz Polskiego Towarzystwa Teozoficznego, odbywających spotkania we dworze w Mężeninie (pod oficjalnym szyldem „Spółdzielni dla prowadzenia kolonii letnich"). Rozpracowywał m.in. Wandę Wasilewską będącą częstym gościem w mężenińskim dworze, komunistkę, która złowrogo zapisała się w historii Polski.

W wojnie obronnej 1939 r. W. Łukasiuk nie brał udziału, gdyż ze względu na swe kalectwo był zwolniony ze służby wojskowej. Natomiast od pierwszych miesięcy okupacji uczestniczył w konspiracyjnej pracy niepodległościowej. Już 4 II 1940 r. został zaprzysiężony jako żołnierz ZWZ (następnie AK). Dowodził drużyną konspiracyjną z Mężeninia, wchodzącą w skład 8 kompanii utworzonej na terenie IX Ośrodka Sarnaki – Górki Obwodu AK Siedlce. Najpoważniejszym przedsięwzięciem organizacyjnym, w którym uczestniczyła drużyna „Młota", była „akcja V" polegająca na zbieraniu elementów niemieckich rakiet V-2. Nocą 9/10 VIII 1944 r. drużyna „Młota" uczestniczyła w odbiorze alianckiego zrzutu broni. 4 X 1944 r. „Młot" będąc zagrożony aresztowaniem przez NKWD poszedł na stałe „do las
u" (tę datę, jako początek swej działalności partyzanckiej, podawał w dokumentacji 5 i 6 Brygady Wileńskiej). Od tej chwili do końca życia pozostawał już na „nielegalnej stopie", chodził po terenie w mundurze i z bronią.

Zimą 1944/45 r. plut. „Młot" nawiązał pierwszy kontakt organizacyjny z Obwodem Bielsk Podlaski, należącym do Białostockiego Okręgu AK. 18 III 1945 r. patrol „Młota" wspólnie z oddziałem T. Chomko „Gerwazego" rozbił grupę operacyjną NKWD na drodze Mężenin – Figały, zadając jej wysokie straty i odbijając kilkunastu aresztowanych. Wkrótce potem grupa „Młota" weszła w skład oddziału partyzanckiego AK-AKO Bielsk Podlaski dowodzonego przez ppor. Teodora Śmiałowskiego „Szumnego", gdzie „Młot" objął funkcję dowódcy pierwszego plutonu, a prawdopodobnie także zastępcy komendanta. Jego pluton wyróżniał się bojowością na tle innych pododdziałów tej jednostki. W szeregach tej jednostki „Młot" i jego żołnierze uczestniczyli w wielu udanych akcjach bojowych, m.in. w walce z grupą operacyjną NKWD, KBW i MO w rejonie Ostrożan. Najsłynniejszą akcją oddziału ppor. „Szumnego", w której pluton „Młota" odegrał główną rolę, było uderzenie na kompanię 11 pułku KBW (w sile ponad 130 żołnierzy) kwaterującą w Siemiatyczach.

Podczas służby w oddziale ppor. „Szumnego" plut. „Młot" złożył egzamin Kursu Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty (SPRP), zorganizowanego dla kadry dowódczej Obwodu AK-AKO’ Bielsk Podlaski. W dwa miesiące później, w sierpniu 1945 r. pchor. „Młot" został awansowany do stopnia podporucznika czasu wojny. Opinia na jego wniosku awansowym była sformułowana następująco: „W czasie akcji „Burza" odznaczył się odwagą i inicjatywą. Następnie był dowódcą plutonu partyzanckiego, dokonał szeregu pomyślnych akcji, zlikwidował wielu szpiclów, był wzorem odwagi w walce". Kolejne awanse: sierż. pchor. (VI 1945 r.) , ppor. cz.w. (15 VIII 1945 r.), por. (X 1946 r.), kpt. (11 XI 1947 r.). Został też odznaczony KW.

Po śmierci ppor. „Szumnego" 26 VII 1945 r. w walce z grupą operacyjną KBW dowodzony przezeń oddział został rozformowany. Jednak „Młot" dołączył 1 VIII 1945 r. wraz ze swoim plutonem do 5 Brygady Wileńskiej. W sierpniu 1945 r. walczył wraz ze szwadronem por. „Zygmunta" pod Sikorami, Zalesiem i w Miodusach Pokrzywnych. Po demobilizacji 5 Brygady pozostał wraz z ppor. Lucjanem Minkiewiczem „Wiktorem" w polu na czele oddziału kadrowego. Na zlecenie Obwodu WiN Bielsk Podlaski wykonał jesienią 1945 r. szereg udanych akcji bojowych (najbardziej spektakularną z nich był zwycięski bój z grupą operacyjną NKWD 30 XI 1945 r. pod Łempicami). Od lutego 1946 r. oddział dowodzony przez „Wiktora" i „Młota" przeszedł ponownie pod rozkazy mjr „Łupaszki" i otrzymał nazwę 6 Brygady Wileńskiej.

W 6 Brygadzie Wileńskiej „Młot" początkowo pełnił funkcję zastępcy dowódcy, zaś od 18 10 1946 r. mianowany został przez mjr. „Łupaszkę" jej dowódcą. Przez dalsze 3 lata dowodził nią, potrafiąc utrzymać się w terenie nawet w najtrudniejszych okresach. Był człowiekiem solidnym, odpowiedzialnym, mającym przy tym świetny instynkt partyzancki. Wyróżniała go mocno zarysowana osobowość i bardzo silny charakter. Odbiciem jego rzetelności w sprawach codziennych jest drobiazgowo prowadzona księgowość 6 Brygady Wileńskiej (nie było mowy o lekkomyślnym szafowaniu ciężko zdobywanymi środkami finansowymi). Osobiście był bardzo odważny. Pomimo kalectwa zawsze maszerował z oddziałem. Starzy mieszkańcy Podlasia pamiętają, że poruszanie się sprawiało mu trudność, często podpierał się używanym przez siebie dziesięciostrzałowym karabinem SWT (tzw. samozariadką). Z pozornie niewyróżniającego się niczym szczególnym terenowego dowódcy niskiego szczebla, w ciągu kilku lat „wyrósł" na najwybitniejszego partyzanta Podlasia. Jego autorytetowi ulegali najlepsi partyzanci i konspiratorzy Podlasia, zdecydowani na kontynuowanie zbrojnej walki o niepodległość po amnestii lutowej 1947 r. – por./kpt. „Huzar", por. „Brzask", plut. „Sokolik", plut. „Ryg" i inni. Cenił go i bardzo się z nim liczył sam major „Łupaszka". Charakteryzował go poprawny stosunek do ludności, bez względu na pochodzenie narodowe, stanowe, czy religijne. W oddziale, rekrutującym się głównie z ludności wiejskiej i małomiasteczkowej, służyli zgodnie zarówno żołnierze pochodzenia drobnoszlacheckiego jak i włościańskiego; w tym także prawosławni. Dbałość o ludność (przejawiająca się m.in. w skutecznym zwalczaniu bandytyzmu i złodziejstwa), dyscyplina panująca w 6 Brygadzie, a także konsekwencja w walce z kolejnymi okupantami sprawiły, że jeszcze za życia stał się wśród ludności Podlasia postacią niezwykle popularną, można powiedzieć – legendarną. Wśród podkomendnych był niezwykle lubiany i szanowany. Z kolei władze komunistyczne przez pół wieku budowały oszczerczą „czarną legendę" „Młota", której pokłosie zbieramy do dzisiaj. Kpt. W. Łukasiuk „Młot" zginął 27 VI 1949 r. na kolonii wsi Czaje Wólka, jak można sądzić w wyniku nieporozumienia, z ręki swego podkomendnego Czesława Dybowskiego „Rejtana" (zwłoki zostały wykopane 13 VIII 1949 r. przez funkcjonariuszy UBP – miejsce pochówku do dziś jest nieznane).

Biogram kpt. "Młota" autorstwa Kazimierza Krajewskiego i Tomasza Łabuszewskiego

Wierny przysiędze Hipokratesa – część 1

Sprawa felczera Andrzeja Fedorowicza z Sosnowicy oskarżonego o leczenie partyzantów w latach 1946-1951
Dr Jarosław Kopiński IPN O/Lublin

7 października 1951 roku, dzień po likwidacji grupy WiN dowodzonej przez Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” został zatrzymany przez funkcjonariuszy PUBP we Włodawie Fedorowicz Andrzej, s. Jana ur. 1892, zam. Sosnowica. Oskarżono go o przestępstwo z art. 14 paragraf 1 dekretu z dnia 13 czerwca 1946 roku.1 10 października Prokurator Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Lublinie mjr Marek Szauber wydał postanowienie o aresztowaniu Fedorowicza zarzucając mu udzielanie w latach 1949-1951 czynnej pomocy członkom bandy „Żelaznego”2. Został osadzony w więzieniu w Chełmie. Kilka dni później, mianowicie 18 października oficer śledczy PUBP w Chełmie ppor Władysław Makowski wszczął śledztwo przeciwko wspomnianemu Fedorowiczowi.

Pierwsze informacje UB uzyskało o pomocy świadczonej partyzantom przez felczera Fedorowicza w lutym 1951 roku. Podał je przesłuchiwany w Szczecinie Monstrański Jan3, który zeznał, że dowiedział się od Jana Jarmuła i Edwarda Konstantynowa, że „(…) w Sosnowicy pow. Włodawa woj. Lubelskie mieszka doktor Fedorowicz, który jest w bliskim kontakcie z niedobitkami bandy „Jastrzębia” i „Żelaznego” ukrywającymi i grasującymi w woj. lubelskim. Zatem ten według tego co mi opowiadali wyżej wymienieni pomaga bandytom udzielając im pomocy lekarskiej, robiąc opatrunki, w ten sam sposób pomaga im też córka doktora Fedorowicza, studentka medycyny.”4
W kolejnym zeznaniu Monstarński poszerzył informacje przekazane mu przez Jana Jarmuła5. Po tym zeznaniu 20 marca 1951 roku został przesłuchany więzień Konstantynow Edward, który potwierdził, że wraz z Edwardem Taraszkiewiczem6 kilkakrotnie był w 1946 roku u felczera7.

Ciekawe jest pierwsze przesłuchanie Andrzeja Fedorowicza, można by powiedzieć, klasyczne. Miał on opowiedzieć swój życiorys. Fedorowicz zeznał, że służył w armii carskiej w czasie I wojny światowej w charakterze felczera, następnie w 1920 roku powrócił do swojej rodzinnej miejscowości. Praktykował jako felczer powiatowy we Włodawie. Wymienił też, co uszło uwadze przesłuchującego, że w trakcie okupacji niemieckiej leczył partyzantów z ugrupowań Satanowskiego8, Czarnego9 i Chila10 oraz partyzantów AK z oddziału „Jaremy”11.
W 1944 roku został powołany do LWP i skierowany do 6 DP wchodzącej w skład I AWP, z którą przeszedł szlak bojowy na stanowisku felczera batalionowego.12 Został zdemobilizowany w 1946 roku i wrócił na teren Sosnowicy. W trakcie pierwszego przesłuchania zeznał, że przychodzili do niego partyzanci z grupy „Jastrzębia”, którym musiał udzielić pomocy, gdyż grozili mu bronią. Zeznał też, że zwracał się do niego z prośbą o pomoc Adam Zalewski13 oraz ukrywający się Karol Mielniczuk. W kolejnych zeznaniach Fedorowicz potwierdził swoje kontakty z partyzantami, opowiadając o ich leczeniu.14

13 października 1951 roku został przesłuchany przez oficera śledczego PUBP w Chełmie Wacława Lekszyckiego członek oddziału „Jastrzębia” Prucnal Feliks, który zeznał między innymi, że Fedorowicz były przywożony na kwatery do rannych partyzantów przez dowódcę oddziału Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”.15 W tym dniu została przeprowadzona konfrontacja Feliksa Prucnala z Andrzejem Fedorowiczem, w trakcie której Fedorowicz nie przyznał się do leczenia partyzantów na „melinach”.16 Kolejny świadek Adam Zalewski zeznał, że na prośbę ukrywających się partyzantów dostarczył im w lipcu 1950 roku zastrzyki kupione przez Felczera Fedorowicza w aptece w Sosnowicy. Oświadczył również, że informował Fedorowicza dla kogo są te lekarstwa.17

19 października felczer Fedorowicz został przesłuchany przez podprokuratora kpt Stefana Wiktora. Zeznał, podtrzymując poprzednie zeznania składane przed oficerem śledczym PUBP w Chełmie, że przychodzili do niego partyzanci w latach 1946-1950, ale on meldował o nich do Urzędu Gminy w Sosnowicy.18 Po tym przesłuchaniu podprokurator na podstawie jedynie dwóch świadków: Prucnala Feliksa i Adama Zalewskiego podjął decyzję o pociągnięciu Andrzeja Fedorowicza do odpowiedzialności karnej za kilkakrotną pomoc medyczną udzielaną partyzantom oraz za dostarczanie lekarstw.19 W tym samym dniu podejrzany został zapoznany z wynikami śledztwa, które było ujęte na 38 kartach.

Powstaje pytanie, skąd taki pośpiech w działaniach podprokuratora i oficerów śledczych. Moim zdaniem chodziło o szybkie postawienie zarzutów i przeprowadzenie procesu pokazowego, którym de facto chciano spacyfikować oporne środowiska, zwłaszcza wiejskie. Ostatecznie zamiast Fedorowicza wybrano do procesu pokazowego rodzeństwo Dobrowolskich z Urszulina uznając, że ich wina była znacznie cięższa, gdyż przez ponad rok przechowywali oni grupę „Żelaznego” w swoich zabudowaniach.
Jako swoiste kuriozum śledztwie należy przytoczyć charakterystykę sporządzoną przez Posterunek MO w Sosnowicy, w której można zacytować między innymi:
„W okresie okupacji nadal zamieszkiwał i pracował jako felczer, oficjalnie do organizacji podziemnych AK nie należał, lecz współpracował oraz był przychylnie ustosunkowany do okupanta, gdzie w tym okresie utrzymywał przyjazną znajomość z niemiecką policją” I dalej :”(…) Jako felczer bardzo w ordynarny sposób odnosił się do ludności biedniejszej, której z niechęcią udzielał pomocy lekarskiej”20
Całkowicie odmienną opinię wystawił Sekretarz GRN w Sosnowicy, który w zdaniu końcowym pisze:
„Nadmienia się, że jest opinii nieposzlakowanej, wśród społeczeństwa cieszy się dobrą opinią i zaufaniem”.21

25 października mjr Szauber Marek wydał postanowienie o zatwierdzeniu aktu oskarżenia sporządzonego przez oficera śledczego WUBP w Lublinie.22
Rodzina oskarżone
go chcąc bronić go wynajęła w listopadzie lubelskiego adwokata Mikołaja Reńskiego, który wystąpił o widzenie z więźniem.
7 Listopada odbyło się w Lublinie posiedzenie niejawne WSR, któremu przewodniczył mjr Juliusz Surażski. Postanowiono na nim akta sprawy przeciwko Fedorowiczowi skierować do ponownego uzupełnienia w śledztwie prowadzonym przez WPR, a nie WUBP oraz utrzymać w mocy areszt jako środek zapobiegawczy.23
19 listopada 1951 roku kpt. Wiktor Stefan przesłuchał mieszkańca wsi Sosnowica Józefa Szumskiego, który pełnił obowiązki wójta gminy Sosnowica od listopada 1946 do sierpnia 1947 (na niego powoływał się Fedorowicz, zeznając, że meldował jemu o pobycie partyzantów). Szumski zeznał, że nie przypomina sobie, aby Fedorowicz meldował mu o pobycie u niego partyzantów, mógł to mówić sekretarzowi gminy Tadeuszowi Szczygielskiemu. Jednocześnie powiedział, że:
„(…) jako felczer cieszył się dobrą opinią i był lubiany przez ludność wsi Sosnowica i okolicznych wsi, gdyż otaczał troskliwą opieką chorych, znał się na leczeniu ziołami, także ściągali do niego ludzie obcy nawet z innych gmin. Był specjalistą chorób dziecinnych. Biednych leczył bezpłatnie. Nikomu nie odmawiał pomocy lekarskiej, jeździł do chorych w dzień i w nocy. Za czasów okupacji niemieckiej jak słyszałem od ludzi, że nie jaki Kowalewski, imienia jego nie pamiętam, pochodzący z Lejna gm. Wola Wereszczyńska, pow. Włodawa (ojciec jego był młynarzem) woził Fedorowicza Andrzeja do partyzantów radzieckich, którym udzielał pomocy lekarskiej. Tak przed wojną jak i w czasie okupacji Fedorowicz leczył bezpłatnie biedną ludność żydowską zamieszkałą w Sosnowicy i nazywali go swoim ojcem. Panie, do mnie mówili, Panie Szumski, tak Fedorowicz to jest naszym ojcem. Obecnie przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej Wołoskowola z siedzibą w Sosnowicy jest Pająk (imienia jego nie znam). Za czasów okupacji niemieckiej Fedorowicz leczył partyzantów żydowskich, których dowódcą był niejaki Dąbrowski o ps. „Chyl”. Wiem to stąd, gdyż byli u mnie na kolacji i sami o tym mówili”.24
Kolejny przesłuchiwany w sprawie Tadeusz Parczyński – sekretarz gminy w latach 1946-1947 – nie potwierdził, aby Fedorowicz meldował mu osobiście o pobycie partyzantów, bądź swoich wyjazdach do nich.25


Przypisy do części 1:
1. Postanowienie o zarządzeniu rewizji z dnia 7.paździenika 1951, IPN LU 31/72,k.7
2. Postanowienie o tymczasowym aresztowaniu z dnia 10.10.1951, IPN Lu 31/72, k.11-11v
3. Monastrański Jan ur. 28.02.1921, skazany przez sąd rumuński za fałszowanie dokumentów na 7 lat wiezienia, następnie skazany w 1944 roku przez sąd polowy 5 DP LWP za napad na karę smierci, ułaskawiony do 10 lat, w 1946 roku został zwolniony. Ponownie aresztowany w 1949 roku przez funkcjonariuszy WUBP w Szczecinie.
4. Protokół przesłuchania świadka z dnia 6 lutego 1951 roku IPN LU 31/72,k. 15-15v
5. Protokół przesłuchania świadka z dnia 19 mara 1951 roku IPN LU 31/72,k. 16-18
6. Edward Taraszkiewicz "Żelazny", "Grot", żołnierz WiN. W 1945 roku powrócił z robót przymusowych w Niemczech. Wstąpił do oddziału dowodzonego przez swego młodszego brata Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia". W 1947 roku, po śmierci brata objął dowództwo nad oddziałem. Nie dowierzając zapewnieniom ówczesnych władz komunistycznych , nie ujawnił się w kwietniu 1947 roku. Zginął w walce z grupą operacyjną KBW i UB 6 października 1951 roku w Zbereżu koło Włodawy. Miał 31 lat.
7. Protokół przesłuchania świadka z dnia 20 marca roku IPN LU 31/72,k. 19-19v
8. Grupa Satanowskiego "Jeszcze Polska nie zginęła" była podporządkowana Sztabowi Partyzanckiemu.
9. Oddział partyzantki sowieckiej dowodzony przez płka Iwana Baanowa "Czornyj" operował na terenie północnej Lubelszczyzny w 1944 roku.
10. Oddział Chyla Gryszpana składał się z partyzantów żydowskich- uciekinierów z gett oraz z obozów śmierci w Sobiborze i w Treblince.
11. Oddział AK dowodzony przez kpt. Bolesława Flisiuka "Jaremę" został stworzony w 1944 roku. Tworzyli go żołnierze z Obwodu AK Włodawa.
12. Był odznaczony medalem na polu chwały, Medalem za Warszawę, Odrę i Nysę, odznaką Grunwaldu.
13. Protokół przesłuchania podejrzanego z dnia 8 października 1951 roku IPN LU 31/72,k. 20-23
14. Protokół przesłuchania podejrzanego z dnia 10, 11,12 października 1951 roku IPN LU 31/72,k. 24-30
15. Protokół przesłuchania świadka z dnia 13 października 1951 roku IPN LU 31/72,k. 30-31
16. Protokól konfrontacji z dnia 13.10.1951 roku IPN LU 31/72, k. 32-33 Kolejną konfrontację przeprowadzono w obecności podprokuratora WPR w Lublinie kpt Wiktora Stefana. Nie przyniosła ona również spodziewanych przez śledczych rezultatów.
17. Protokół przesłuchania świadka z dnia 14 października 1951 roku IPN LU 31/72,k. 34-35
18. Protokół przesłuchania podejrzanego z dnia 19 października 1951 roku IPN LU 31/72,k. 41-43
19. Postanowienie o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej z dnia 20 października 1951 roku IPN LU-31/72, k.44
20. Charakterystyka z dnia 19 października 1951 roku Andrzeja Fedorowicza, IPN LU 31/72, k. 48
21. Opinia dot. Andrzeja Fedorowicza, IPN LU 31/72, k49
22. Postanowienie o zatwierdzeniu aktu oskarżenia z dnia 25 października 1951 r. IPN LU 31/72, k. 53
23. Wyciąg ze wspólnego protokołu posiedzenia niejawnego z dnia 7 listopada 1951 roku IPN LU 31/72, k. 60
24. Protokół przesłuchania świadka J. Szumskiego z dnia 19 listopada 1951 r. IPN LU-31/72, k.63 i n.
25. Protokół przesłuchania świadka T. Parczyńskiego z dnia 21 listopada 1951 roku IPN LU 31/72 W piśmie do Prokuratury Przewodniczący GRN w Sosnowicy Stanisław Pająk napisał, że meldunki z lat 1945-1947
dotyczące pobytu partyzantów nie zachowały się, gdyż prawdopodobnie zostały spalone przez grupę "Jastrzębia" – patrz pismo z dnia 29 listopada 1951 roku IPN LU 31/72, k. 73

Wierny przysiędze Hipokratesa – część 2>

Wierny przysiędze Hipokratesa – część 2


Sosnowica. Pozostałości po domu Andrzeja Fedorowicza.

8 grudnia 1951 roku akta przeciwko Andrzejowi Fedorowiczowi ponownie zostały przesłany do WSR w Lublinie. W styczniu po analizie zgromadzonych materiałów w sprawie mecenas Mikołaj Reński zgłosił wniosek o zbadanie nowych świadków:
1. Bolesława Turbinowskiego, s. Szlomy, zam. Dzierżoniów ul. Wesoła,
2. Henryka Burdala z Łodzi,
3.Stefana Kowalewskiego z Olsztyna,
4. Turbinera Kindera z Łodzi,
5. Łotysa Wacława z Sosnowicy,
6. Szustaka Andrzeja z Kodeńca,
7. Budzyńskiego Stanisława z wsi Górki.

Świadkowie ci mieli zeznać, że:
1. w czasie okupacji niemieckiej walcząc w żydowskim oddziale partyzanckim był świadkiem, jak oskarżony udzielał pomocy jemu jak i innym partyzantom,

2. że w czasie okupacji niemieckiej leczył bezpłatnie zbiegłego z niewoli żołnierza sowieckiego za co groziła mu kara śmierci,

3. że jako członek AL korzystał z pomocy lekarskiej udzielanej mu przez oskarżonego, którego woził również do lasów, gdzie udzielał on pomocy lekarskiej partyzantce aelowskiej i żydowskiej,

4. że jako uciekinierka z obozu śmierci w Sobiborze i będąca ciężko chorą znalazła w oskarżonym oparcie i pomoc, a przede wszystkim pomoc lekarską,

5,6,7. że oskarżony bezinteresownie udzielał pomocy lekarskiej podczas okupacji niemieckiej partyzantom z oddziałów polskich, żydowskich i radzieckich.26
Jednocześnie obrońca na prośbę rodziny wystąpił o zbadanie stanu zdrowia oskarżonego, co też uczyniono. Zezwolono, co było rzadkością w ówczesnych czasach na widzenie obrońcy z oskarżonym.

17 stycznia 1952 roku na sesji wyjazdowej w Chełmie odbyła się rozprawa sądowa. Sądził sąd w składzie: Przewodniczący kpt. Bolesław Kardasz strz. Monda Stefan i strz. Emil Bałuta. Oskarżał nadprokurator kpt. Wiktor Stefan. Zabierając głos na rozprawie oskarżony wyjaśnił, że nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów zawartych w akcie oskarżenia i złożył obszerne zeznania wyjaśniające.
Zeznania te zostały potwierdzone przez wezwanych przez obronę świadków: Józefa Szumskiego i Tadeusza Parczyńskiego, którzy potwierdzili podczas procesu, że mógł mieć miejsce fakt meldunku o pobycie partyzantów dokonany przez oskarżonego, ale nie ma na to stosownej dokumentacji w gminie, a oni nie pamiętają o tym.
Ciekawe zeznania na rozprawie złożyli: Bolesław Turbinowski, s. Szlomy, który potwierdził, że oskarżony zawsze niósł pomoc rannym partyzantom, w tym również uciekinierom z obozu śmierci w Sobiborze. Dodał, że robił to bezpłatnie.27
Również Turbiner Kinder zeznała:
„(…) Pewnego razu w czasie okupacji zostałam silnie pobita kołkiem tak, że myślałam, że nie wytrzymam, zaraz posłałam córkę po doktora Chomickiego jednak ten bał się przyjść i odmówił. Córka wobec tego zwróciła się do Fedorowicza, który mimo wszystko przyszedł i zbadał mnie. Okazało się, że miałam złamane żebro, Fedorowicz opatrzył mnie nasmarował maścią. Żeby nie Fedorowicz to na pewno bym już nie żyła, bo w tym czasie nikt inny nie odważył się udzielić pomocy żydkom. Później kiedy byłam z rodziną już w lesie Fedorowicz też mnie leczył, przywoził lekarstwa i za to nie chciał żadnych pieniędzy. Fedorowicz również i innych, kto tylko był biedny leczył bez grosza….W tym czasie Fedorowiczowi groziła śmierć za udzielanie pomocy żydkom jednak on był odważny i nie bał się niczego”.28

W ostatnie mowie prokurator zażądał 5 lat więzienia, natomiast oskarżony poprosił o najniższy wymiar kary.29 Skazany został na łączną karę dwóch lat więzienia z zawieszeniem na 3 lata.30
19 stycznia 1952 roku więzień Fedorowicz opuścił wiezienie w Chełmie.

24 lipca 1952 roku Naczelny Prokurator Wojskowy złożył wniosek rewizyjny w sprawie Fedorowicza zarzucając sądowi I instancji oparcie się tylko na zeznaniach oskarżonego złożonych na rozprawie oraz Józefa Szumskiego. „Przyjmując kwaflikację prawną Sąd I instancji w konkretnym przypadku stanął na politycznie i prawnie błędnym stanowisku. Wyszedł bowiem Sąd z założenia, że oskarżony z tytułu swego zawodu winien był każdemu udzielić pomocy lekarskiej w ramach swej wiedzy i uprawnień i dlatego w tym wypadku nie można zastosować kwalifikacji z art 14 paragraf 1 MKK. Z takim poglądem nie można się zgodzić”.31
Najwyższy Sąd Wojskowy po rozpatrzeniu sprawy postanowił uchylić wyrok i skierować ponownie sprawę do rozpatrzenia przez Sąd Wojskowy w Lublinie.32
27 stycznia 1953 roku decyzją WPR w Lublinie Andrzej Fedorowicz trafił z powrotem do wiezienia, tym razem z art. 28 do art. 86 KKWP.33
Ponownie funkcjonariusze WUBP w Lublinie rozpoczęli śledztwo, ale tym razem oskarżony nie przyznawał się do winy. 28 stycznia śledztwo zostało zamknięte i sporządzony został akt oskarżenia. Dodatkowo przesłuchano w nim tylko więźnia Feliksa Majewskiego,34 którego zeznanie nie obciążało oskarżonego. Oficerowie śledczy WUBP w Lublinie sprawę potraktowali niezwykle rutynowo, gdyż zapewne zdawali sobie sprawę, że wyrok w niej musi zapaść po ich myśli. 25 lutego 1953 roku na niejawnym posiedzeniu, któremu ponownie przewodniczył mjr Surażski Juliusz postanowiono skierować akt oskarżenia do rozpatrzenia na rozprawie oraz podtrzymać areszt w stosunku do oskarżonego.35

Z kolei obrona korzystając z okazji wystąpiła z nowymi świadkami, którzy mieli potwierdzić jej linię. Jednocześnie dostarczono do sądu podanie podpisane przez mieszkańców wsi z gminy Sosnowica: Pieszowoli, Białki, Górek, Olchówki, Orzechowa, Marianki i Sosnowicy. W sumie jak wynika z zachowanych akt w obronie więźnia podpisało się kilkuset mieszkańców wspomnianych wsi.36
10 czerwca 1953 roku odbyła się ponowna rozprawa, której przewodniczył por. Basiński Leszek, a oskarżał podprokurator por. Leberda Edward. Po przesłuchaniu świadków sąd wydał wyrok skazując oskarżonego łącznie na mocy art. 86 par. 2 KKWP na 5 lat, utratę praw publicznych na okres 2 lat i przepadek mienia. Po zastosowaniu amnestii z 1952 roku wyrok złagodzono do 3 lat i 4 miesięcy.37
17 czerwca 1953 roku adwokat wniósł skargę rewizyjną, którą Najwyższy Sąd Wojskowy pozostawił decyzją z dnia 17 lipca bez biegu.38
3 grudnia 1953 lekarz więzienia w Lublinie rozpoznał u oskarżonego gruźlicę włóknistą obu płuc.39
W styczniu 1954 roku Rada Państwa skorzystała z prawa łaski i zawiesiła wykonywanie kary na okres lat dwóch.40
20 stycznia 1954 roku więzień Fedorowicz Andrzej opuścił mury zakładu karne
go.

Podsumowując, sprawa przeciwko Andrzejowi Fedorowiczowi ma kilka wątków. Po pierwsze, pokazuje represyjność ówczesnego aparatu bezpieczeństwa państwa, który aresztując człowieka opierał się tylko na niejasnych przesłankach o pomocy udzielanej partyzantom. Nie potwierdzili tego zatrzymani w 1951 r. żołnierze z grupy Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”: Stanisław Marciniak i Łukasz Domański. Po drugie widoczne jest bardzo mocno, można by rzec niechlujstwo funkcjonariuszy śledczych UB, którzy zadowolili się kilkoma przesłuchaniami oskarżonego oraz zrobili jedną konfrontację. Ich zdaniem to powinno było wystarczyć dla Sądu. Co ciekawe, prawdopodobnie pośpiech ten był powodowany chęcią urządzenia procesu pokazowego oskarżonemu. Nie wzięli pod uwagę późniejszego zachowania oskarżonego, który na rozprawie odwołał wszystkie swoje zeznania złożone, jak tłumaczył, pod przymusem. Po trzecie, zastanawiające jest zachowanie składu sędziowskiego Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie, który dopuścił świadków obrony oraz w wyroku skazującym wziął pod uwagę wszystkie okoliczności, w tym między innymi postawę oskarżonego w trakcie wojny.

Wreszcie, po czwarte, co wynika z zachowanych akt i co też należy podkreślić, to fakt, że wyłania się z nich wspaniała postawa felczera Andrzeja Fedorowicza w trakcie okupacji niemieckiej, o której, gdyby nie akta sądowe i zeznania świadków, zapewne nie dowiedzielibyśmy się od niego samego. Niesienie w trakcie okupacji niemieckiej pomocy rannym partyzantom: radzieckim, żydowskim i polskim oraz ukrywającym się osobom narodowości żydowskiej wymagało dużego poświęcenia i niezwykłej odwagi, którą nie każdy posiadał. Za to w każdej chwili groziła mu kara śmierci ze strony okupanta – żandarmów niemieckich, którzy stacjonowali w Sosnowicy.
Inni odmawiali. On nie odmówił nigdy i co też jest bardzo ważne, nie brał od potrzebujących pieniędzy za wyświadczoną pomoc. Ba, nawet zostawiał leki chorym bez pobrania za nie zapłaty.
Andrzej Fedorowicz zmarł 23 stycznia 1959 roku. Jest pochowany na cmentarzu w Sosnowicy.

Grób Andrzeja Fedorowicza na cmentarzu w Sosnowicy.

Dr Jarosław Kopiński, IPN O/Lublin


Przypisy do części 2:
26. Pismo adwokata M. Reńskiego z dnia 4 stycznia 1952 roku IPN LU 31/72, k. 82-82v.
27. Protokół rozprawy głównej z dnia 17 stycznia 1952 IPN LU 31/72, k. 90 i n.
28. tamże.
29. tamże, k.99v.
30. Wyrok w sprawie przeciwko Andrzejowi Fedorowiczowi IPN LU 31/72 k. 100 i n.
31. Wniosek rewizyjny z dnia 24 lipca 1952 roku IPN Lu 31/72, k. 108-108v
32. Postanowienie IPN LU 31/72, k. 111-112.
33. Postanowienie o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej z dnia 28 stycznia 1953 roku IPN LU 31/72.
34. Feliks Majewski ps. "Róg", żołnierz AK. W 1945 roku nie ujawnił swojej działalności. Przeszedł do Zrzeszenia WiN, w którym objął funkcję Komendanta Rejonu II Obwodu WiN Włodawa. W kwietniu 1947 roku ujawnił się, ale nadal utrzymywał kontakt z grupą Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego". Aresztowany, na skutek donosu informatora WUBP w Lublinie Tadeusza Topolskiego został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie na karę wieloletniego więzienia.
35. tamże, k. 127 i n.
36. tamże, k. 139 i n.
37. Wyrok w sprawie Andrzeja Fedorowicza IPN LU 31/72, k. 196 i n.
38. tamże, pismo adwokata z dnia 17 czerwca 1953 roku o protokół rozprawy niejawnej NSW z dnia 17 lipca 1953 roku, k.201-202, 204-205.
39. Orzeczenie lekarskie z 3 grudnia 1953 roku – k. 221.
40. Pismo Prezesa NSW z dnia 14 stycznia 1954 roku – IPN LU 31/72, k.224.

Wierny przysiędze Hipokratesa – część 1>
Strona główna>

„Słowo honoru” – premiera przedstawienia w TVP1

Scena Faktu zaprasza na premierę przedstawienia „Słowo honoru” Krzysztofa Zaleskiego i Pawła Wieczorkiewicza w reżyserii Krzysztofa Zaleskiego, która odbędzie się w poniedziałek 19 marca 2007 (TVP Program 1, godz. 21.00)

Scena Faktu Teatru TV przedstawi spektakl, którego kanwą są powojenne losy kapitana Armii Krajowej – Emilii Marceliny Malessy „Marcysi”, organizatorki i kierownika komórki łączności zagranicznej AK.

Emilia Malessa reprezentuje formację pokoleniową i ideową Rzeczypospolitej, dla której takie pojęcia jak „honor”, „wierność”, „odpowiedzialność” nie były czczymi frazesami. Natomiast dla służby bezpieczeństwa – forpoczty władzy komunistycznej – pojęcia te stanowiły instrumenty wykorzystywane w grze operacyjnej, mającej na celu fizyczne zniszczenie i wyeliminowanie przeciwnika. Tym przeciwnikiem było środowisko niepodległościowe związane ze strukturami Polskiego Państwa Podziemnego.

Spektakl obrazuje starcie tych dwóch postaw, mających swe personifikacje w osobach Emilli Malessy i prowadzącego przeciw niej śledztwo – kapitana Różańskiego. Los Emilii Malessy ma wymiar tragiczny w najgłębszym sensie tego słowa.

Obsada:
Maria Pakulnis (Emila Malessa – „Marcysia”), Anna Grycewicz (Izabela Tańska-Kwapińska – „Iwona”), Monika Krzywkowska (Maria Kann – „Murka”), Katarzyna Herman (Wacława Zapolska – „Basia”), Piotr Adamczyk (Ppłk Józef Rybicki – „Maciej”), Leon Charewicz (Płk Jan Rzepecki – „Prezes”), Robert Gonera (Kpt. Jan Piwnik – „Ponury”/, Jarosław Gajewski (Ppłk Ludwik Muzyczka – „Benedykt”), Jacek Rozenek (Kpt. Józef Różański), Janusz R. Nowicki (Władysław Garnowski), Robert Jarociński (Prokurator), Wojciech Wysocki (Funkcjonariusz IV Wydziału MBP), Jan Pęczek, Marcin Bosak, Jacek Mikołajczak, Andrzej Mastalerz, Przemysław Kaczyński, Sebastian Skoczeń (Funkcjonariusze MBP), Andrzej Piszczatowski (Ppłk Jurij Nikołaszkin), Marcin Troński (Ppłk Siergiej Dawydow), Karolina Dryzner, Joanna Pierzak, Bożena Stachura, Katarzyna Zielińska, Katarzyna Tatarak (Składające Przysięgę), Jerzy Łapiński (/Fotograf), Paulina Chruściel (Kobieta u Fotografa)/, Monika Pikuła (Dziewczyna), Barbara Baryżewska (Starsza Kobieta), Barbara Sołtysik (Matka), Krzysztof Ogłoza, Marcin Sitek, Wojciech Solarz (Mężczyźni na ulicy), Tomasz Leszczyński, Andrzej Ferenc, Tadeusz Borowski (Lektorzy).

Czas: 76’ 52’’
Autorzy: Krzysztof Zaleski, Paweł Wieczorkiewicz
Reżyseria: Krzysztof Zaleski
Zdjęcia: Jacek Petrycki
Scenografia: Marek Chowaniec
Kostiumy: Małgorzata Chachaj
Montaż: Grażyna Łuckoś
Dźwięk: Wacław Pilkowski, Błażej Kukla
Opracowanie muzyczne: Małgorzata Małaszko
Konsultacja historyczna: dr Tomasz Łabuszewski (IPN)

Emila Malessa – „Marcysia”
Urodzona 26 lutego 1909 r. w Rostowie nad Donem w rodzinie o tradycjach patriotycznych (obydwaj dziadkowie brali udział w Powstaniu Styczniowym). Uczestniczyła w kampanii wrześniowej jako ochotnik (w pomocniczej służbie wojskowej) w szeregach 19 DP. W konspiracji SZP-ZWZ-AK od połowy października 1939 r. – najpierw w komórce szyfrów, a następnie jako kierowniczka komórki łączności zagranicznej (przekształconej później w Wydział Łączności Zagranicznej Oddziału V KG ZWZ-AK kryptonim „Zenobia”, „Łza”, „Załoga”, „Zagroda”).

Uczestniczka Powstania Warszawskiego – w 1. batalionie „Rum” w Obwodzie Śródmieście. Po jego upadku wydostała się z Warszawy wraz z ludnością cywilną i kontynuowała działalność niepodległościową na terenie Krakowa aż do rozwiązania AK w styczniu 1945 r. W ramach Delegatury Sił Zbrojnych i I Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN pełniła funkcje kierowniczki komórki łączności zagranicznej. 16 października 1945 r. zgłosiła chęć zakończenia działalności konspiracyjnej (na co uzyskała zgodę przełożonych). Przekazanie obowiązków służbowych miało nastąpić 5 listopada 1945 r.

W nocy z 30 na 31 października 1945 r. została aresztowana w Warszawie przez UB. 10 listopada 1945 r., po uzyskaniu od naczelnika IV Samodzielnego Wydziału MBP kpt. Jacka (Józefa) Różańskiego deklaracji o nierepresjonowaniu podległych jej konspiratorów oraz po kontakcie z aresztowanym 5 listopada prezesem I Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN płk Janem Rzepeckim, zdecydowała się na ujawnienie resortowi wszystkich swoich ludzi. Sądzona w procesie I Zarządu Głównego WiN w Warszawie i skazana przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie 3 lutego 1947 r. na 2 lata więzienia. Ułaskawiona przez prezydenta RP Bolesława Bieruta i zwolniona z więzienia 5 lutego 1947 r.
Wobec złamania przez MBP zawartych wcześniej umów podejmowała liczne próby uwolnienia aresztowanych przez resort konspiratorów (w tym m.in. głodówkę w kwietniu 1949 r.).

W liście do Różańskiego pisała wówczas:
„Po wyczerpaniu na przestrzeni trzech i pół lat wszystkich środków dla uzyskania zwolnienia pozostałych ujawnionych, donoszę Panu Pułkownikowi, że od 9 kwietnia podjęłam głodówkę, jako ostatni z mojej strony akt protestu przeciwko niedotrzymaniu umowy dotyczącej akcji ujawniania WiN i grupy »Liceum«. Mając za sobą wypełnienie wszystkich obowiązków wobec mego kraju w okresie okupacji oraz w pierwszym okresie niepodległości przez dokonanie aktu ujawniania, mam niewątpliwie prawo oczekiwać od władz bezpieczeństwa, a w szczególności od Pana Pułkownika jako głównego inicjatora akcji ujawniania, decyzji, która zapobiegnie mojej śmierci i dalszemu więzieniu lojalnie ujawnionych wobec państwa ludzi”.

W związku z bezskutecznością owych starań oraz świadomością roli, którą bezwiednie odegrała przy ujawnieniu swoich współpracowników, 5 czerwca 1949 r. popełniła samobójstwo. Pochowana na Cmentarzu Bródnowskim, 19 września 2005 r., staraniem swoich podkomendnych po uroczystej mszy św. w Katedrze Polowej WP przeniesiona do Panteonu Żołnierzy Polski Walczącej na warszawskim Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Robert Gonera w roli por. cc Jana Piwnika "Ponurego"

Trzykrotnie zamężna. Od 1943 r. żona por. cichociemnego Jana Piwnika „Ponurego”, szefa Kedywu, dowódcy zgrupowania partyzanckiego w Okręgu Kieleckim AK, a następnie dowódcy VII batalionu 77 pp. AK w Okręgu Nowogródzkim (poległ w 1944 r.)

Źródło: TVP.PL-TEATR TELEWIZJI

V Rajd Pieszy szlakiem żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK

Strona poświęcona Rajdowi Pieszemu szlakiem żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszko"

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do odwiedzenia nowo powstałej strony poświęconej Rajdowi Pieszemu szlakiem żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszko".

Informacje o V Rajdzie

V Rajd Pieszy szlakiem żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej mjr. "Łupaszki" – 23-28 czerwca 2007, Bory Tucholskie-Ziemia Sztumska

Organizatorzy
Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej IPN Oddział Gdańsk
70 Sopocka Drużyna Harcerzy ZHR

Honorowy patronat
Światowy Związek Żołnierzy AK

INFORMACJE

Założenia programowe:
– zdobycie wiedzy na temat działalności podziemia niepodległościowego w Polsce po 1944 roku
– poznanie specyfiki dziejów Kaszub, Kociewia i Powiśla, zwłaszcza w okresie wojny i w pierwszych latach powojennych
– kształtowanie postaw etycznych i obywatelskich według hasła: „Bóg – Honor – Ojczyzna”
– wykorzystanie wzorów postaw żołnierzy mjr. „Łupaszki” i pozostałych żołnierzy polskiego podziemia (ofiarność, braterstwo, dyscyplina, praca nad sobą)
– sprawdzenie własnych umiejętności samodzielnego poruszania się w terenie z wykorzystaniem mapy, kompasu itp.
– spotkanie z „żywą” historią – spotkanie z kombatantami podziemia niepodległościowego.

Koncepcja organizacyjna:
– rajd ma charakter rajdu pieszego
– każdy z patroli porusza się w terenie samodzielnie na podstawie otrzymanych rozkazów
– w czasie rajdu patrole spotykają się z sytuacjami podobnymi do partyzanckiego życia, wykonując zadania z zakresu terenoznawstwa, samarytanki, wywiadu, zadania historyczne

Uczestnicy:
Młodzież w wieku 14-18 lat (młodzież w innej kategorii wiekowej – po ustaleniu z organizatorami) zorganizowana w 15 patroli /9 osób + pełnoletni opiekun/ Wymagana jest odpowiednia tężyzna fizyczna do pokonania marszem odległości od 20 do 30 km dziennie.

Wyposażenie:
– osobiste: plecak, śpiwór, karimata, wygodne buty do marszu, strój przeciwdeszczowy, niezbędnik, menażka, manierka, latarka, ewentualnie osobisty prowiant na drogę
– dodatkowe: kompas (konieczny co najmniej jeden w patrolu), apteczka, telefon komórkowy (przynajmniej jeden w patrolu)

Obowiązki i regulaminy:
– uczestników rajdu obowiązuje ścisły zakaz spożywania alkoholu i zakaz palenia ognisk poza miejscem wskazanym przez organizatorów
– patrole mają obowiązek stosować się do regulaminu poruszania się po drogach i załączonego regulaminu rajdu

Ubezpieczenie NW:
– ubezpiecza organizator

Dojazd:
– Rajd rozpoczyna się w Gdańsku na głównym punkcie startowym. Dalsze punkty zostaną określone we wstępnych rozkazach Rajdowych, po ostatecznym sformowaniu patroli. Dojazd środkami komunikacji publicznej, ewentualnie dojazd we własnym zakresie.

KOSZTY:
– Uczestnik pokrywa we własnym zakresie koszty dojazdu do Gdańska w dniu 23 czerwca (cena zależna od miejsca zamieszkania uczestnika), dojazdu na punkty startowe z Gdańska w tym samym dniu (nie więcej niż 30 zł) oraz koszty wyjazdu z Czernina (koszt biletu PKP do Gdańska około 20 zł). W czasie marszu nie będą potrzebne żadne dodatkowe opłaty, za wyjątkiem „kieszonkowego” na drobne zakupy po drodze (w celu ewentualnego uzupełnienia wyżywienia).

Zadania:
– Na punkcie startowym następuje otwarcie rozkazu startowego i rozpoczyna się realizowanie zadań.
– Każdy patrol otrzymuje „patrona” (posługiwać się będzie pseudonimem jednego z partyzantów podziemia niepodległościowego) i wykonuje zadania samodzielnie.
– Do zadań należeć będzie m.in. nauczenie się piosenki (dostarczone zostaną tekst i linia melodyczna), opanowanie biogramu „patrona” patrolu i otrzymanych po drodze materiałów historycznych, odnalezienie wskazanego przez organizatorów miejsca historycznego, zebranie relacji od miejscowej ludności (wskazane będzie zabranie ze sobą długopisu i cienkiego zeszytu do spisywania najważniejszych informacji) oraz przeprowadzenie akcji informacyjnej w wyznaczonej miejscowości (materiały do akcji zostaną dostarczone przez organizatorów). Kolejne zadania wydawane będą w czasie Rajdu, w punktach wskazanych przez organizatorów.
– Przeprowadzona zostanie także „gra terenowa”, podczas której patrol będzie miał do wykonania zadania specjalne m.in. z zakresu „samarytanki”.
– Zadania będą oceniane na koniec Rajdu i przyznawane będą punkty według skali otrzymanej w regulaminie.

Wyżywienie:
– Wyżywienie podczas marszu zapewnione jest przez organizatorów. Raz dziennie każdy uczestnik rajdu otrzyma pakiet żywnościowy. Przykładowy skład: bochenek chleba, dwa serki topione, mały pasztet, batonik, chińska zupka. Z dotychczasowego doświadczenia wynika, że taki pakiet żywnościowy jest w pełni wystarczający. Resztę posiłków, w zależności od osobistych potrzeb, uczestnicy zapewniają sobie we własnym zakresie.
– Wodę i napoje uczestnicy zapewniają we własnym zakresie. Dla wygody warto zabrać jeden kociołek na patrol, aby móc zagotować wodę na ognisku lub kocherze.
– W dniu 26-go wieczorem oraz w dniu 27-go przez cały dzień a także 28-go rano organizatorzy zapewniają pełne wyżywienie dla wszystkich uczestników (w tym ciepłe posiłki).

Noclegi:
– Patrole organizują noclegi na własną rękę. Możliwe jest nocowanie w namiotach (odradzamy ze względu na dodatkowy ciężar podczas marszu), napotkanych gospodarstwach lub w otwartym terenie przy dobrej pogodzie. W niektórych miejscach organizatorzy w dostarczonych rozkazach mogą wskazywać miejsca, gdzie można przenocować (zostało to już uzgodnione z gospodarzami). Nocleg na „własną rękę” a nie w punktach rezerwowych, zorganizowanych przez organizatorów, będzie dodatkowo oceniany.
– Nocleg z 26-go na 27-my oraz 27-my na 28-ty zapewniają organizatorzy (sala gimnastyczna). Niezbędne więc będą karimaty i śpiwory.
– Dla grup dojeżdżających z głębi Polski, możliwe jest zorganizowanie noclegu z 22-go na 23-go w Gdańsku
. Należy to jednak odpowiednio wcześniej zgłosić.

Terminarz:
– 23-ty czerwca – sobota
• 9.00 – 11.00 – wykłady wstępne (historia podziemia niepodległościowego, zasady walk partyzanckich, podstawy znajomości mapy i samarytanki)
• 11.00 – wydanie rozkazów, biogramów patronów patroli i materiałów historycznych, pierwszego pakietu żywnościowego. Dojazd na punkty startowe i wymarsz
– 23-ty – 26-my czerwca
Rajd (dzienne trasy od 15 do 30 km – zależne od składu patrolu). Zadania po drodze:
• akcja informacyjna (rozdawanie po drodze materiałów historycznych – ulotek i rozwieszenie plakatów, przygotowanych przez organizatorów)
• zbieranie relacji
• znalezienie magazynu żywności według otrzymanych rozkazów
– 26-my czerwca wieczorem
ognisko, połączone ze składaniem relacji z trasy Rajdu i wykonaniem piosenki. Rozdanie koszulek rajdowych, naszywek i upominków.
– 27-my czerwca
9.00-16.00 – gra terenowa:
8.30 – wyjazd autobusami do szkoły w Piekle
9.00 –wykłady o historii Powiśla i wymarsz patroli w teren
Fabuła: oddziały podziemia niepodległościowego.
Punkty typu:
• odbieranie meldunku z miejsca ukrycia
• zaopatrzenie rannego – samarytanka
• egzamin ze znajomości piosenki
• egzamin ze znajomości biogramu patrona patrolu i materiałów historycznych
• „opanowanie” punktu terenowego (umiejętność skrytego podejścia)
• ewakuacja rannego na zrobionych noszach
17.00 zbiórka w Czerninie i obiad
18.00 uroczyste ognisko, spotkanie z kombatantami i gośćmi honorowymi oraz rozdanie nagród. Uroczyste zakończenie rajdu.
– 28-ty czerwca
9.00 – msza święta za spokój duszy por. Zdzisława Badochy „Żelaznego” i wyjazd do domów

Uwagi:
– W czasie marszu decyzje podejmuje dowódca patrolu, przejmując jednocześnie odpowiedzialność za wszystkich członków patrolu.
– Kontakt z organizatorami możliwy jest poprzez telefon komórkowy (proponujemy zabrać przynajmniej jeden aparat na patrol). Wszelkie dane uczestnicy otrzymają w pakiecie startowym.
– Organizatorzy dysponują samochodem, który w wyjątkowych wypadkach może być wykorzystany przez uczestników (patrz Regulamin Rajdu).
– Organizatorzy mogą zaopiekować się dodatkowym bagażem na czas Rajdu (np. gitara). Bagaż trzeba dostarczyć do organizatorów do 23-go czerwca rano a można go odebrać dopiero 26-go czerwca wieczorem.

Wszelkie informacje dodatkowe można uzyskać u:
Piotra Malinowskiego – mail: [email protected]
Piotra Niwińskiego – mail: [email protected] lub [email protected]

Oni wydali "Ognia" – po konferencji IPN i PTH…

IPN ujawnia nazwiska zdrajców winnych śmierci mjr. Józefa Kurasia "Ognia" !!!


Stanisław Byrdak, Antoni Twaróg i Stefania Kruk
to osoby, które zdradziły „Ognia”. W czasie trzydniowej konferencji „Wokół Legendy Ognia. Opór przeciw zniewoleniu: Polska – Małopolska – Podhale 1945–56” (która odbyła się w Nowym Targu) wszystkie te nazwiska oraz pseudonimy wymienił Robert Rubacha w swoim referacie.

Jak się okazało w pracach badawczych, wszyscy ci ludzie związani byli wcześniej z jego oddziałami. To dzięki m.in. Stefanii Krukowej – łączniczce i matce złapanego i maltretowanego przez bezpiekę jednego z „ogniowców” – Urzędowi Bezpieczeństwa udało się zasadzić na mjr. Józefa Kurasia „Ognia” w 1947 r. w Ostrowsku.

Ostrowsko, 21 luty 1947 r. Śmiertelnie ranny mjr "Ogień", na kilka
godzin przed śmiercią, do której przyczynili się Stanisław Byrdak,
Antoni Twaróg i Stefania Kruk.

W czasie sympozjum ujawniono też najbardziej skrywaną przez władze komunistyczne informację – tę dotyczącą miejsca pochówku „Ognia”. Po dziennikarskim śledztwie Grażyny Starzak wszystko wskazuje na to, że po śmierci legendarnego partyzanta jego szczątki spoczęły na Rakowicach, w kwaterach gdzie grzebano partyzantów, którzy zginęli z rąk komunistycznego aparatu bezpieczeństwa.

W nowotarskiej konferencji wzięło udział kilkudziesięciu prelegentów. Wśród nich pracownicy IPN, naukowcy, historycy i dziennikarze.
– Myślę, że tego typu konferencja jest normalna w normalnym kraju – mówi dr Maciej Korkuć z krakowskiego IPN. – Jej zamierzeniem nie była tylko polemika z tezami PRL, ale przekazanie nowych informacji wynikających ze stanu badań historycznych. To, że dyskusja wokół Józefa Kurasia „Ognia” nadal jest żywa, wydaje się być czymś zrozumiałym. Przecież tutaj, gdzie miały miejsce te wydarzenia, dzisiaj obok siebie żyją dzieci i wnukowie partyzantów oraz potomkowie ubowców i konfidentów. Są też zwykli ludzie, którzy uwierzyli w propagandę PRL. Przecież jeszcze w latach 90. „dokumenty” na temat „Ognia” spreparowane przez Władysława Machejka były cytowane jako autentyczne.

Obejrzyj wypowiedź Adama Błaszczyka z PTH na temat mjr "Ognia": TVP3 Kraków, Tematy dnia 10 III 2007>



Najciekawszym elementem konferencji była niewątpliwie rekonstrukcja wydarzeń z roku 1945 pod tytułem „Ogień schodzi z gór”, w trakcie której na Rynku w Nowym Targu rozegrano sceny rozbicia Urzędu Bezpieczeństwa z 1946 roku. W rekonstrukcji uczestniczyli m.in. członkowie Polskiego Towarzystwa Historycznego.
[obejrzyj więcej zdjęć z rekonstrukcji]>




Źródło: Gazeta Krakowska