Posłańcy śmierci – część 1

"POSŁAŃCY ŚMIERCI" – Kombinacje operacyjne aparatu bezpieczeństwa na Białostocczyźnie 1949-1950

Na Białostocczyźnie od kwietnia 1949 r. do listopada 1950 r. prowadzono kombinację operacyjną, w której główną rolę odgrywał tajny współpracownik Urzędu Bezpieczeństwa, były żołnierz podziemia. Z biegiem czasu stworzono kilkuosobową grupę likwidacyjną, która nawiązywała łączność z działającymi jeszcze grupami zbrojnymi podziemia niepodległościowego i w dogodnych warunkach je mordowała.

"Walczymy, choć przegraliśmy…"

Władze komunistyczne złamały kręgosłup działającego po wojnie w Polsce podziemia niepodległościowego, uchwalając 22 lutego 1947 r. ustawę amnestyjną. Z jej „dobrodziejstw" skorzystało kilkadziesiąt tysięcy osób. Część postanowiła jednak pozostać w konspiracji i kontynuować z góry skazaną na klęskę walkę z bronią w ręku. Szacuje się, że od maja 1947 r. do końca 1950 r. na terenie całej Polski walkę prowadziło jeszcze ponad 100 oddziałów i grup partyzanckich. Przez ich szeregi przewinęło się w tym czasie około 1,5 tys. partyzantów.
Najsilniejsze ogniska oporu znajdowały się w województwach: warszawskim, białostockim i lubelskim. Na Białostocczyźnie walczyło wówczas jeszcze ponad 20 oddziałów partyzanckich, przez ich szeregi mogło przejść ok. 300 partyzantów.

W końcu 1948 r. w podziemiu niepodległościowym można zauważyć ciekawe zjawisko. Mimo zdecydowanej walki, jaką wydały mu grupy operacyjne Urzędu Bezpieczeństwa (UB) i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) oraz inne organa bezpieczeństwa, pomimo surowych wyroków zapadających w sądach wojskowych za współpracę z podziemiem, ciągle rosnących strat, nie uległo ono w tym czasie całkowitej zagładzie. Stało się to na skutek zjawiska, które najogólniej można określić „powrotami do lasu". Nasilający się terror komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, skierowany przeciwko ujawnionym i nieujawnionym członkom podziemia zbrojnego, spowodował, że wielu prześladowanych decydowało się na „powrót do lasu" i tworzenie kilkuosobowych oddziałów zbrojnych, które można nazwać grupami przetrwania. Były one nieliczne, z reguły kilkuosobowe, co sprawiało, że nie nastawiały się na walkę z grupami operacyjnymi aparatu represji, ale na przetrwanie. Powstawanie nowych oddziałów zwiększało obszar objęty ich aktywnością.

Już samo ich istnienie powodowało kontrakcję aparatu represji państwa komunistycznego. W rejon aktywności tych grup kierowano dodatkowe oddziały KBW. Niejednokrotnie grupy partyzanckie, liczące zaledwie kilku ludzi, tropione były przez jednostki operacyjne UB-KBW liczące ponad tysiąc żołnierzy. UB próbował różnych metod, które miały na celu przede wszystkim położenie kresu działalności grup zbrojnych, ale też zmniejszenie nakładów finansowych na prowadzenie akcji. W zdecydowanej większości działania te miały polegać na fizycznej likwidacji epigonów podziemia niepodległościowego, dlatego postanowiono zastosować metodę znaną w służbach specjalnych jako kombinacja lub gra operacyjna.

Funkcjonariusze UB, drugi z prawej szef PUBP w Bielsku Podlaskim Zygmunt Mossakowski, pierwszy z prawej jego zastępca por. Antoni Pańkowski, zdjęcie z lipca 1946 r.

Na Białostocczyźnie w kwietniu 1949 r. rozpoczęto operację, dającą początek grupie likwidacyjnej, której celem było nawiązywanie łączności z nadal działającymi grupami podziemia niepodległościowego i w dogodnych warunkach przeprowadzanie ich fizycznej likwidacji. Początkowo operacja miała doprowadzić do likwidacji działającego na terenie powiatu białostockiego oddziału dowodzonego przez Gabriela Oszczapińskiego „Dzięcioła". Wykorzystano w niej tajnego współpracownika Wacława Snarskiego „Księżyca"- „Chabra". Urodził się on w 1917 r. we wsi Piaski koło Krypna. W czasie okupacji niemieckiej był żołnierzem Armii Krajowej, a po „wyzwoleniu" nadal działał w szeregach Armii Krajowej Obywatelskiej i Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość". Posługiwał się pseudonimem „Cierpi". Za przynależność do podziemia został aresztowany i skazany 23 marca 1946 r. przez Wojskowy Sad Rejonowy w Białymstoku na 5 lat więzienia. Zwolniono go na podstawie amnestii z 22 lutego 1947 r. Został zwerbowany lub sam zgłosił się do współpracy z Powiatowym Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku.

Od lewej: Zygmunt Mossakowski i por. Antoni Pańkowski

Pomyślny finał operacji przeciwko „Dzięciołowi" spowodował, że postanowiono w dalszym ciągu wykorzystywać ten sposób działania, doraźnie wzmacniając tajnego współpracownika kadrowymi pracownikami UB. W likwidacji oddziału Czesława Czyża „Dzika" brało udział dwóch funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa: chor. Michał Żukowski z Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku i plut. Aleksander Nowakowski z Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Bielsku Podlaskim. Jak się wydaje, kolejne udane akcje spowodowały, że zdecydowano o stworzeniu stałej grupy likwidacyjnej. Skierowano do niej sierż. Szymona Urbana i „Zemstę" (NN).

Funkcjonariusz UB Szymon Urban, członek grupy likwidacyjnej.

Pierwszy z nich był Białorusinem, urodził się w 1910 r. we wsi Spudwiły, w powiecie grodzieńskim. Przed wojną i w czasie okupacji pracował jako kowal, mieszkał we wsi Czyżyki, w powiecie Bielsk Podlaski. W lutym 1945 r. podjął służbę w PUBP w Bielsku Podlaskim. Początkowo pełnił funkcję dowódcy warty. Brał udział w operacjach prowadzonych przeciwko miejscowemu podziemiu niepodległościowemu, za co w lipcu 1945 r. odznaczono go Srebrnym Medalem Zasłużonych na Polu Chwały. Przez następne trzy lata bardzo często zmieniał miejsce służby. Pracował w PUBP w Suwałkach, następnie w PUBP w Łomży, w WUBP w Białymstoku był wartownikiem, a następnie młodszym wywiadowcą Wydziału „A" (obserwacja). Potem służył w PUBP w Olecku i w PUBP w Sokółce – w obu tych urzędach pełnił funkcję komendanta ochrony. Służbę w Sokółce podjął 1 czerwca 1949 r., od tego momentu w jego aktach osobowych brak zapisu o dalszym przebiegu służby. W organach UB dosłużył się stopnia sierżanta.
Do tej pory nie udało się ustalić niczego na temat wspomnianego „Zemsty". Wiadomo jedynie, że podobnie jak Urban był funkcjonariuszem PUBP w Sokółce, gdzie pełnił funkcję komendanta aresztu.
Początki działalności pierwszego członka grupy sięgają kwietnia 1949 r. a ostateczny kres jej istnienia datuje się na początek listopada 1950 r. Operacja była głównie prowadzona na pograniczu powiatów białostockiego i łomżyńskiego.

Gabriel Oszczapiński "Dzięcioł"

Pierwszym rezultatem kombinacji operacyjnej przy użyciu tajnego współpracownika „Księżyca"- „Chabra" było rozbicie oddziału partyzanckiego Gabriela Oszczapińskiego „Dzięcioła". Był on ujawnionym żołnierzem AK-WiN. Wiosną 1948 r. wezwany na przesłuchanie, w obawie przed aresztowaniem zaczął się ukrywać. Zorganizował oddział zbrojny liczący 4-7 partyzantów. PUBP w Białymstoku uruchomił działania operacyjne, które miały doprowadzić do jego likwidacji. Wytypowano m.in. 30 tajnych współpracowników, którzy mieli zbierać o nim informacje. Brak efektów podjętych działań skłonił w kwietniu 1949 r. szefa powiatowej bezpieki w Białymstoku, kpt. Antoniego Pańkowskiego, do poszukiwania innego rozwiązania. Na podstawie posiadanych informacji wytypowano tajnego współpracownika Wacława Snarskiego, któremu na czas operacji nadano pseudonim „Chaber". W okolicy rozgłaszano informację, że jest on ścigany przez UB za nielegalne posiadane broni, ponadto kilkakrotnie – dla uwiarygodnienia tej informacji – grupy operacyjne UB-KBW „odwiedzały" go w miejscu zamieszkania, aby go aresztować. Posiadając taką „legendę" Snarski poszukiwał kontaktu z grupą „Dzięcioła", aby do niego dołączyć.
Udało mu się to w sierpniu 1949 r., choć nie od razu zdobył zaufanie członków oddziału. Pańkowski tak oceniał agenta:
„Niezwykle sprytny i przebiegły, nawiązał obecnie łączność z bandą »Dzięcioła«. […] Daje cenne materiały i przyczynia się wybitnie do likwidacji tejże bandy".

Systematyczna praca agenta doprowadziła do uzyskania przez UB wielu cennych informacji. Dzięki nim 5 grudnia 1949 r. grupa operacyjna starła się z oddziałem. Jeden z ciężko rannych partyzantów został ujęty. Aby nie niepokoić pozostałych członków oddziału, w okolicy rozgłaszano, że zginął. W tym samym czasie poddano go brutalnemu śledztwu. Dwa tygodnie później w okolicy aresztowano blisko 70 osób pomagających oddziałowi. Powyższe działania doprowadziły do kryzysu w oddziale. Dowódca nie ufając swoim podkomendnym, zaczął się ukrywać samotnie. Tymczasem tajny współpracownik poszukiwał kontaktu z dowódcą i resztą oddziału. Najpierw ustalił miejsce pobytu trzyosobowego patrolu partyzanckiego, doprowadził tam grupę operacyjną UB-KBW. W wyniku walki stoczonej 8 stycznia 1950 r. wszyscy trzej zginęli. Nazajutrz agent dotarł do samego „Dzięcioła", a następnego dnia doprowadził podstępem do jego aresztowania. Zarówno „Dzięcioł", jak i wcześniej ujęty partyzant zostali straceni 10 marca 1951 r. w więzieniu w Białymstoku na mocy wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego.

Posłańcy smierci – część 2>

Posłańcy śmierci – część 2

Kolejną ofiarą Wacława …

Kolejną ofiarą Wacława Snarskiego stał się oddział Czesława Czyża „Dzika". Dowódca był ujawnionym żołnierzem Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Przed amnestią dowodził kilkunastoosobowym patrolem zbrojnym Pogotowia Akcji Specjalnej w oddziale Michała Bierzyńskiego „Sępa". Przed „powrotem do lasu" odbywał zasadniczą służbę wojskową, ale podczas przepustki dowiedział się ponoć o aresztowaniach swoich byłych towarzyszy broni, dlatego 9 września 1949 r. zdezerterował z wojska i zaczął się ukrywać. W ciągu kilku miesięcy zorganizował grupę zbrojną liczącą 6 partyzantów.

Plut. Czesław Czyż "Dzik", do ujawnienia dowódca patrolu PAS w IV batalionie "Biebrza", od końca 1949 r. dowódca kilkuosobowego oddziału zbrojnego. Ujęty 15 VIII 1950 r. Zdjęcie wykonane przez UB w 1950 r.

W czerwcu 1950 r. PUBP w Łomży rozpoczął jej rozpracowywanie, początkowo informacje zbierało 22 tajnych współpracowników, później dołączyło do nich jeszcze 13 agentów bezpieki. Szansa na rozbicie grupy pojawiła się na początku lipca, kiedy jeden z byłych żołnierzy PAS NZW, wtedy tajny współpracownik bezpieki o kryptonimie „O-10", ustalił, że „Dzik" planuje przeprowadzenie akcji ekspropriacyjnej. UB i KBW przygotowały zasadzkę. Operacja zakończyła się niepowodzeniem, gdyż w ostatniej chwili tajny współpracownik wyznał „Dzikowi", jaką naprawdę odgrywa rolę. Po kolejnym niepowodzeniu postanowiono wykorzystać sprawdzonego już agenta Wacława Snarskiego „Księżyca" – „Chabra". Funkcjonariusze UB odpowiednio uzbroili i przemieścili agenta w rejon działania „Dzika" i jego współtowarzyszy.

Już 29 lipca 1950 r. Snarski przekazał swoim mocodawcom z UB, że został przyjęty do oddziału. Wychodząc naprzeciw planom „Dzika", który chciał powiększyć stan osobowy oddziału, agent oznajmił, że dwaj jego znajomi z grupy „Dzięcioła", którzy dysponują własnym uzbrojeniem, z chęcią do nich dołączą. Przeprowadził oddział w okolice swojej rodzinnej wioski Piaski. Następnego dnia, pod pretekstem poszukiwania swoich kolegów, Snarski oddalił się. Jeszcze tego samego dnia powrócił wraz z nimi, przedstawiając ich jako „Kruka" i „Smutnego". Pod pseudonim „Kruk" krył się chor. Michał Żukowski, a „Samotnym" był plut. Aleksander Nowakowski. Pierwszy był pracownikiem Wydziału III WUBP w Białymstoku, drugi – Referatu III PUBP w Bielsku Podlaskim. Obaj byli dobrze zbudowani, co miało im pomóc przy obezwładnianiu partyzantów. Przybyła trójka przyniosła ze sobą cztery butelki wódki, dwie zawierały środki nasenne. Po sprawdzeniu przybyszów „Dzik" zaproponował ucztę. Niedaleko od miejsca kwaterowania oddziału ulokowano grupę operacyjną złożoną z 6 funkcjonariuszy UB i 14 żołnierzy KBW. Kiedy w nocy partyzanci zasnęli, do akcji wkroczyli pracownicy operacyjni UB. Bez trudu obezwładnili „Dzika", udało mu się jednak krzyknąć: „Zdrada, UB!". To obudziło pozostałych partyzantów, którzy jednak nie mieli szans. Zostali wystrzelani przez ubowców i prowokatora. Poległo pięciu ludzi, „Dzik" został ujęty. Skazano go na karę śmierci, ale Najwyższy Sąd Wojskowy zamienił ją na 15 lat więzienia. Wyszedł z wiezienia 23 grudnia 1963 r. Do niedawna mieszkał w Gdyni.

Zdjęcie partyzantów z oddziału Czesława Czyża „Dzika", rozbitego 15 sierpnia 1950 r. Od góry leżą: Mieczysław Gompert "Słowik", Antoni Myśliński, Jan Mieczkowski "Wolny" i Józef (NN) "Śmigły".

Prawie natychmiast po likwidacji oddziału Czesława Czyża „Dzika" WUBP w Białymstoku postanowił wykorzystać Snarskiego do rozpracowania czteroosobowej grupy Franciszka Kisielewskiego „Sosny", ukrywającej się nad Narwią niedaleko Łomży. Podobnie jak „Dzik" „Sosna" był ujawnionym partyzantem NZW, a przed ujawnieniem dowodził kilkunastoosobowym patrolem zbrojnym Pogotowia Akcji Specjalnej w oddziale Michała Bierzyńskiego „Sępa". Dla wzmocnienia wiarygodności Snarskiego funkcjonariusze UB wraz z nim napadli na jedną z miejscowych spółdzielni. Następnie rozgłaszano w okolicy, że dokonał tego „Dzik" i „Księżyc", a ich łupem padło około 2 min złotych.

Doskonała orientacja w terenie i szerokie kontakty sprawiły, że Snarskiemu szybko udało się przyłączyć do oddziału „Sosny". Po bliższym zapoznaniu się z agentem „Sosna" zaproponował mu przeprowadzenie akcji ekspropriacyjnej w okolicy, w której się ukrywali. „Księżyc" uchylił się pod pretekstem silnej penetracji tego rejonu przez UB i wojsko, zaproponował natomiast akcję blisko swoich rodzinnych okolic. „Sosna" przystał na to. Oddział przeprawił się promem przez Biebrzę, a następnie przeszedł przez trudno dostępne mokradła i grzęzawiska. Miało to na celu zmęczenie partyzantów i ułatwienie ich likwidacji. Kiedy grupa dotarła do wsi Żuki, agent ulokował ją w pobliskich lasach, zaproponował odpoczynek i przeprowadzenie akcji następnego dnia wieczorem.
Z raportu zastępcy naczelnika Wydziału III WUBP w Białymstoku ppor. Konstantego Janowskiego wynika, że 25 sierpnia 1950 r. wieczorem agent zaproponował „wspólne spożycie alkoholu". Potem chciał opuścić oddział i skontaktować się z pracownikami UB. „Sosna" nie zgodził się, tłumacząc się nieznajomością terenu. Nocą, kiedy partyzanci spali, „Księżyc" – „Chaber" sam zastrzelił wszystkich czterech. Niewykluczone, że podobnie jak w przypadku oddziału „Dzika" i tym razem podał im alkohol ze środkami usypiającymi.

Odnoszone w błyskawicznym tempie sukcesy skłoniły białostocką bezpiekę do podjęcia decyzji o wykorzystaniu Snarskiego do likwidacji jednego z największych i najaktywniejszych w tym okresie oddziałów podziemia działających na Białostocczyźnie. Była to grupa dowodzona przez Stanisława Grabowskiego „Wiarusa", który również wywodził się z NZW.

Stanisław Grabowski "Wiarus", do 1952 r. szef PAS w Kmendzie Powiatu NZW "Mazur" Wysokie Mazowieckie.

Kluczem do nawiązania kontaktu była osoba Fabiana Olszewskiego „Kniazia", ujawnionego dowódcy oddziału zbrojnego w batalionie Komendy Powiatu „Bałtyk" – Białystok-Powiat i tzw. grupy „Brzeziniaków", którą należy traktować jako grupę rabunkową. „Brzeziniacy" nawiązali łączność z oddziałem „Wiarusa". Co prawda wejście do grupy „Brzeziniaków" przyszło Snarskiemu bardzo łatwo, ale z upływem czasu nie przynosiło to żadnych korzyści dla UB. Bezpieka postanowiła zlikwidować „Brzeziniaków" i samodzielnie szukać kontaktu z „Wiarusem". Do pomocy Snarskiemu przydzielono funkcjonariuszy UB: Szymona Urbana i „Zemstę" (NN). Operacja jednak nie doszła do skutku, co więcej, dalszy bieg wydarzeń omal nie zakończył się tragicznie dla samego Snarskiego. Otóż na początku października 1950 r., kiedy wspomniana trójka przygotowywała się do likwidacji „Brzeziniaków", we wsi Brzeziny pojawił się oddział „Wiarusa". Snarski został ujęty przez „Wiarusa", który był przekonany, że oto pojmał sprawcę zagłady oddziału „Dzięcioła"
. W trakcie przesłuchania Snarski czując, że ziemia pali mu się pod nogami, zagrał va banque i powiedział, że posiada kilka tysięcy nabojów do automatu, co wówczas dla partyzantów było towarem wysoce deficytowym. Oddział wraz ze związanym Snarskim udał się na wskazane miejsce. Ten jednak wykazał się wyjątkowym sprytem i mimo skrępowanych rąk i strzelających partyzantów zdołał uciec.

Patrol NZW Stanisława Grabowskiego "Wiarusa" (pierwszy z lewej), ok. 1950 r.

Kolejną akcją, którą przeprowadziła grupa w składzie Snarski, Urban i „Zemsta" było zamordowanie Fabiana Olszewskiego „Kniazia", który po aresztowaniu przez WUBP w Białymstoku zdołał zbiec z aresztu. Trójka agentów nawiązała z nim łączność i zaproponowała mu przeprowadzenie akcji ekspropriacyjnej. Kiedy ten się zgodził, otrzymał broń. 4 listopada 1950 r. podczas odpoczynku przed mającą nastąpić akcją, "Zemsta" zastrzelił Olszewskiego, gdy ten spał. Agenci ukryli zwłoki i powiadomili o tym UB. Funkcjonariusze zabrali ciało do Białegostoku, a szef powiatowej białostockiej bezpieki kpt. A. Pańkowski raportował:
„Nadmienia się, że żywcem nie został wzięty »Kniaź« z powodu tego, że powodowałoby [to] rozkonspirowanie ag[enta] »Księżyca« po dalszym rozpracowaniu bandy »Wiarusa«.

Po przeprowadzonej akcji grupa spotkała się z oficerami operacyjnymi UB, którzy zalecili oczekiwanie na kolejne wytyczne, tym bardziej, że „Zemsta" poprosił o przepustkę, gdyż chciał załatwić sprawy rodzinne. Jednak na początku listopada 1950 r. łączność między Snarskim i Urbanem a UB została zerwana. Dlaczego? Być może postanowili sami odnieść kolejny sukces. Wiadomo, że dotarli na Zaraniec, jeden z grądów położonych wśród rozlewisk Biebrzy, po prawej stronie jej biegu, w gminie Trzcianne (powiat białostocki). Na Za-rańcu od początku maja 1950 r. ukrywali się mjr Jan Tabortowski „Bruzda" i kpt. Stanisław Cieślewski „Lipiec". W przeszłości obaj pełnili kierownicze funkcje w podziemiu akowskim i
poakowskim w Łomżyńskiem. Ścigani przez UB od wiosny 1950 r. zaczęli
się ukrywać na pograniczu powiatów łomżyńskiego i grajewskiego.

Od lewej: mjr Jan Tabortowski „Bruzda", kpt. Stanisław Cieślewski „Lipiec"

Urban i Snarski dotarli do grądu łódkami o zmierzchu. W trakcie spotkania z „Bruzdą" przedstawili kilkakrotnie już używaną „legendę". Tym razem jeden z nich podał się za „Dzika", dowódcę rozbitego przez UB oddziału, który wraz z ocalałym partyzantem chciałby dołączyć do ukrywających się na grądzie.
„Bruzda" podjął grę, lecz skłamał, że jest dowódcą kilkunastoosobowego oddziału i że większość partyzantów śpi po powrocie z akcji. Obu przybyszy zaprosił do podziemnego bunkra, w którym się ukrywali. Snarski stracił przewagę, którą posiadał za każdym razem. Było to spowodowane tym, że Tabortowski i Cieślewski stworzyli świetnie funkcjonującą „siatkę" wywiadowczo – ostrzegawczą spośród swoich dawnych podwładnych. To właśnie jej członkowie zaalarmowali ich już wcześniej, że po okolicy kręcą się nieznajomi, obserwujący teren i zadający dużo pytań. Jeden z obcych miał mieć szramę na policzku. W bunkrze przy świetle lamp naftowych Tabortowski spostrzegł taką właśnie szramę na twarzy przybysza. Doszło do walki, w wyniku której obaj prowokatorzy zostali zabici, ich ciała obciążono kamieniami i wrzucono do pobliskiego mokradła.
Funkcjonariusze UB o przebiegu wydarzeń na Zarańcu dowiedzieli się dopiero w sierpniu 1952 r., kiedy ujęli ppor. Józefa Ramotowskiego „Rawicza", ujawnionego byłego zastępcę prezesa Obwodu Łomża WIN. „Rawicz" był związany z oddziałem Tabortowskiego i poznał tę historię z opowiadań jej uczestników.

Z informacji zawartych w teczce personalnej Szymona Urbana wynika, że po uzyskaniu tej wiedzy WUBP w Białymstoku przeprowadził przeszukanie mokradeł wokół Zarańca, w wyniku czego wydobyto zwłoki Snarskiego i Urbana. Funkcjonariusze UB byli przekonani, że obaj prowokatorzy na Tabortowskiego i Cieślewskiego natknęli się przypadkowo, co więcej – byli pewni, że spotkani nie znali Wacława Snarskiego „Księżyca" – „Chabra", a więc nie mogli wiedzieć, kim był. Nie docenili współpracowników oddziału, którzy spełniali w doskonały sposób funkcje wywiadowcze.
Filarem opisanej grupy likwidacyjnej był Wacław Snarski, w czasie okupacji niemieckiej żołnierz AK, a po „wyzwoleniu" Armii Krajowej Obywatelskiej i Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość". Za tę działalność spędził w więzieniu ponad rok. Nieznane są dokładne okoliczności zwerbowania go do współpracy przez PUBP w Białymstoku. Istotne jest, że to były żołnierz podziemia stał się katem podobnych jemu, wciąż jeszcze walczących.
Grupa likwidacyjna przyczyniła się do śmierci 14 partyzantów (12 zginęło w trakcie operacji, 2 ujętych stracono). Trudno podać dokładną liczbę aresztowanych współpracowników zlikwidowanych oddziałów, ale na pewno była to liczba wielokrotnie większa.

Dr Sławomir Poleszak

Powyższy artykuł, autorstwa dr Sławomira Poleszaka – historyka, kierownika Referatu Badań Naukowych Biura Edukacji Publicznej IPN Oddział w Lublinie, ukazał się w Niezależnej Gazecie Polskiej Nr 8(8)/2006.
Tekst powstał na podstawie artykułu napisanego wspólnie z Piotrem Łapińskim, "Posłańcy śmierci. Kombinacje operacyjne aparatu bezpieczeństwa na Białostocczyźnie 1949-1950", opublikowanego w periodyku Instytutu Pamięci Narodowej „Pamięć i Sprawiedliwość", nr 1(3), w 2003 r. (Plik w formacie PDF)
Bardzo dziękuję autorowi za
wyrażenie zgody na publikację artykułu.

Posłańcy śmierci – część 1>

Otwarcie wystawy o „Żołnierzach Wyklętych"

Otwarcie wystawy „Żołnierze wyklęci. Antykomunistyczne podziemie na Rzeszowszczyźnie po 1944 roku” – Zagórz, 20 kwietnia 2007 r.


20 kwietnia 2007 r. w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury i Sportu w Zagórzu (woj. podkarpackie), przy ulicy Piłsudskiego 37, otwarta została wystawa „Żołnierze wyklęci. Antykomunistyczne podziemie na Rzeszowszczyźnie po 1944 r.”, przygotowanej przez Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie oraz Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury i Sportu w Zagórzu. Wystawa będzie eksponowana do 21 maja 2007 r.

Wystawa „Żołnierze wyklęci. Antykomunistyczne podziemie na Rzeszowszczyźnie po 1944 r.” ukazuje struktury Zrzeszenia WiN, które powstały na bazie rozwiązanej Armii Krajowej, oraz struktury Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW). Wyeksponowane zostały sylwetki członków IV Zarządu Głównego WiN, jak również działaczy terenowych Zrzeszenia.


Ponadto na wystawie zaprezentowano fotografie oddziałów NZW: Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, Adama Kusza „Garbatego”, Stanisława Pelczara „Majki”. Kilkaset fotografii i fotokopii dokumentów udostępniły Instytutowi Pamięci Narodowej muzea, archiwa, stowarzyszenia kombatanckie oraz osoby prywatne (są m.in. zdjęcia wykonane bezpośrednio po egzekucjach). Fotografie współczesne przedstawiają nekropolie, miejsca straceń działaczy niepodległościowych oraz poświęcone im tablice pamiątkowe.
Organizatorzy serdecznie zapraszają.


Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

TWARZE BEZPIEKI


TWARZE BEZPIEKI – Nowy dział na stronie Instytutu Pamięci Narodowej


Na stronie Instytutu Pamięci Narodowej pojawił się nowy dział "TWARZE BEZPIEKI", prezentujący w formacie PDF obsadę personalną Urzędów Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Bydgoszczy, Łodzi i Wrocławiu w latach 1945–1990. Zgodnie z przyjętą koncepcją jest to informator personalny zawierający niezbędne wiadomości o organizacji, strukturze i obsadzie najważniejszych stanowisk „bezpieki” w tych miastach.



„Twarze gdańskiej bezpieki”
(plik w formacie PDF – 4 MB)


„Miecz rewolucji. Twarze bydgoskiej bezpieki 1945–1990”
(plik w formacie PDF – 55 MB)

„Twarze krakowskiej bezpieki”. Obsada stanowisk kierowniczych Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Krakowie. Informator personalny
(plik w formacie PDF – 19,5 MB)

„Twarze katowickiej bezpieki”
(plik w formacie PDF – 8 MB)

„Twarze łódzkiej bezpieki”
(plik w formacie PDF – 6 MB)

„Twarze wrocławskiej bezpieki”
(plik w formacie PDF – 11 MB)

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

KATYŃ – Pamiętamy !!!


64 lata temu, 13 kwietnia 1943 roku Niemcy podali do wiadomości publicznej informację o odkryciu masowych grobów w Katyniu. Po decyzji Stalina z dnia 5 marca 1940 roku o rozstrzelaniu polskich jeńców, zostali oni zamordowani przez NKWD w marcu i kwietniu tego samego roku. Resztę polskiej elity, której nie udało się wymordować w 1940 r. sowieci eksterminowali po 1944, ale wtedy już nie poszło im tak łatwo…
GLORIA VICTIS !!!

Myśleli, że wracają do ojczyzny, do rodzin. Pisali listy, że już niedługo. Wsiadali do pociągów z nadzieją, że wkrótce uściskają najbliższych po rozłące. Właśnie wtedy zaczęli im mówić, że niedługo będą wolni. Za sobą mieli zimę przesiedzianą w obozach. Ci , których ostatnią stacją był katyński las, siedzieli w obozie w Kozielsku. Ten wiosenny kwiecień 1940 r. był taki słoneczny. Z Dziennika polskiego oficera: „ Poniedziałek rano, 8 kwiecień 1940 .Godz. 15.30 – w końcu pociąg ruszył , ale dlaczego na wschód?..Wtorek rano,9.kwiecień 1940 r. Godz. 5.00 – straże odprowadzają wszystkich do samochodów. Godz. 6.30. muszę bazgrać, dalej w lasy… Oddać zegarek, nóż i pierścionek ?”…

Specjaliści z NKWD wykonywali zadanie specjalne z okrutną precyzją. Gdy jeńcy Kozielska zostali przywiezieni na miejsce egzekucji, w drewnianej budzie byli poddawani ostatniej rewizji, następnie pętano im ręce powrozami i drutem. Jeszcze 40. metrów, nad głęboki rów. Strzał też precyzyjny – w potylicę albo w ostatni krąg szyjny. Gdy w rowach nie starczało miejsc, układali ciała jedne na drugich, nawet w dziesięciu warstwach. „Specjalnymi” metodami byli potraktowani duchowni: przed strzałem w tył głowy byli bici i torturowani. Plan zbrodni przewidywał, że enkawudziści mają na wymordowanie polskich jeńców miesiąc. W katyńskim lesie od 3 kwietnia do 12 maja zabili 4421 jeńców z obozu Kozielskiego. Aby zatrzeć ślady zbrodni posadzili na zbiorowej mogile drzewa, a miejscową ludność przesiedlono…

Taki był przebieg zbrodni, której do dziś towarzyszy ogrom kłamstw, cynizmu, przewrotności złej woli politycznej, przemilczeń. Co prawda skończył się czas, gdy w naszym kraju za próbę wyświetlania prawdy o Katyniu, można było zapłacić śmiercią (Ksiądz Stefan Niedzielak- ostatnia ofiara Katynia) albo złamanym życiem, to jednak ta wielka polska ofiara nie może doczekać się należytego uczczenia i uznania w opinii świata. Nie mówiąc już o najsmutniejszym aspekcie tej kwestii – słabej albo absolutnym braku wiedzy na ten temat wśród najmłodszych pokoleń Polaków.
Katyń – to dziś symbol całej Golgoty Wschodu, która rozpoczęła się w nocy z 23 na 24 sierpnia 1939 r. To wówczas Joachim Ribbentrop i Wiaczesław Mołotow podpisali formalnie pakt o nieagresji, w którym był też tajny protokół specjalny, określający interesy obu stron w sprawie podziału stref wpływu na obszarze Polski i państw bałtyckich. Przypieczętowała ten tajny układ agresja sowiecka na Polskę 17 września 1939r. To był początek, polska dziejowa Wielka Środa – kiedy to podstępna zdrada – tajny układ – wydała Polaków z Kresów Wschodnich w ręce sowieckich oprawców. 17 września – otworzył ZSRR możliwość wzięcia do niewoli, mimo niewypowiedzenia wojny, około 250 tys. jeńców wojennych.

Armia Czerwona przekazywała jeńców w ręce sił bezpieczeństwa – NKWD. To też precedens niespotykany w cywilizowanym świecie. Cały system obozów jenieckich był bowiem w gestii sił bezpieczeństwa, czyli NKWD. W Starobielsku zamknięto kadrę oficerską (głównie z obrony Lwowa) ok. 4 tys., w Kozielsku byli oficerowie WP i oficerowie Korpusu Ochrony Pogranicza, w Ostaszkowie funkcjonariusze Policji Państwowej, Straży więziennej i ludzi z ówczesnych służb specjalnych. I co skłania do głębszej refleksji; wszystkie trzy obozy były zorganizowane w obiektach poklasztornych. Wśród osadzonych w obozach byli oprócz zawodowych wojskowych, rezerwiści – profesorowie uczelni, lekarze, prawnicy, inżynierowie, nauczyciele, literaci i duchowni (kapelani wojskowi; jedni ze służby stałej, inni powołani z rezerwy w ramach mobilizacji). Nieprzypadkowo Stalin i egzekutorzy zbrodni wyselekcjonowali kwiat naszego narodu – ludzi elit.
Ten wspólny hasłowy termin „zbrodnia katyńska” obejmuje ponad 20 tys. rozstrzelanych jeńców z Kozielska (Katyń), ze Starobielska (Charków),z Ostaszkowa (dziś Twer), pochowanych w Miednoje oraz więźniów straconych na Ukrainie i Białorusi.
Zbrodnicza decyzja była podjęta 5 marca 1940 r.(podpisali: Stalin, Mołotow, Woroszyłow, Kalinin, Kaganowicz ). Autorem notatki podsuniętej do popisania był Ławrientij Beria, który 22 marca wydał rozkaz , który brzmiał cynicznie o „rozładowaniu więzień NKWD, USRS i BSRS”.

Pierwsze groby katyńskie odkryli już w 1942 r. polscy robotnicy, którzy pracowali przy naprawie torów. Dowiedzieli się, że w okolicy ginęli polscy oficerowie. Łopatami odkopali jedną z mogił, na których rosły młode sosenki i znaleźli zwłoki. Zakopali je ponownie i postawili brzozowe krzyże. Nie przypuszczali, że w tym miejscu leży 4 i pół tysiąca ofiar.
Dopiero w 1943 roku odkryli katyńskie groby Niemcy, którzy ogłosili to 13 kwietnia i sprowadzili na miejsce międzynarodową komisję W jej skład wchodzili lekarze z: Belgii, Danii, Holandii, Chorwacji, Czech, Słowacji, Rumunii, Węgier, Finlandii i Włoch. Pierwszą reakcją sowiecką na wiadomość, podaną przez radiostację berlińską, była informacja, że… to stare znane stanowisko archeologiczne. To był początek kłamstw, które trwają do dziś…

Prawda o Katyniu ujawniłaby zbyt wiele zakulisowych, niecnych gier interesów politycznych wielkich potęg tego świata, dlatego tak wiele sił i środków wkłada się dziś, by świat się nie dowiedział. Brytyjczycy np. z premedytacją zamykali usta emigracyjnej prasie, aby wyciszyć tę sprawę. Roosvelt przyjął po wojnie strategię niedrażnienia Stalina.
Przypomnijmy choćby, że funkcjonujące na Zachodzie Europy partie lewackie były wykorzystywane do wspierania kłamstwa. To były środowiska, które były przedłużonym ramieniem władzy sowieckiej. Władza radziecka miała swoje okrutne metody skutecznego pacyfikowania świadków Katynia.
Na sumienie Europy nadal pada cień ofiar Katynia. Prawda woła z krzyża Golgoty Wschodu. Ale czy Krzyż coś jeszcze mówi Europie, która zapiera się Chrystusa?!
Jeśli umilkniemy… przestaniemy być godni tej ofiary.
Elżbieta Szmigielska – Jezierska

Źródło: Ordynariat Polowy WP

"ROZMOWY Z KATEM" – Premiera !!!

Premiera spektaklu "ROZMOWY Z KATEM" w

W poniedziałek, 16 kwietnia br. w Programie 1 TVP o godz. 21.00 Scena Faktu wyemituje premierowy spektakl „Rozmowy z katem” na podstawie książki Kazimierza Moczarskiego w reżyserii Macieja Englerta.

Andrzej Zieliński jako Kazimierz Moczarski i Piotr Fronczewski jako Jürgen Stroop w spektaklu "Rozmowy z katem".


Kazimierz Moczarski (1907-1975) – prawnik, dziennikarz, działacz polityczny i społeczny – był jednym z bohaterów polskiego podziemia okupacyjnego, oficerem AK i członkiem Kierownictwa Walki Podziemnej odpowiedzialnym za rozpracowywanie polskich kolaborantów. Zaraz po II wojnie został aresztowany przez UB i w dwóch kolejnych procesach oskarżony o… prześladowanie i likwidację lewicowców. Wyznaczoną już karę śmierci zamieniono na dożywocie.

Po 11 latach więzienia wyszedł na mocy amnestii w 1956 roku, a w głośnym procesie rehabilitacyjnym został oczyszczony ze wszelkich zarzutów.
Jedną z wielu tortur stosowanych wobec Moczarskiego było zamknięcie go w jednej celi ze zbrodniarzem hitlerowskim, katem powstania w getcie warszawskim, Jürgenem Stroopem.
Niezwykłość i okrucieństwo tej szokującej tortury psychicznej stały się kanwą późniejszych wspomnień Moczarskiego, spisanych w książce „Rozmowy z katem”. Zawarty w niej obraz hitlerowskiej mentalności należy do najtrafniejszych w literaturze dokumentalnej XX wieku.

Książka, mimo wielu wydań, była dotąd adaptowana tylko dla teatru; najgłośniejsza stała się inscenizacja z 1977 roku zrealizowana w warszawskim Teatrze Powszechnym przez Andrzeja Wajdę.
Ze względu na ograniczenia spowodowane działalnością cenzury nie było wtedy możliwe pełne ukazanie wątku dramatu Kazimierza Moczarskiego. Obecna, pierwsza realizacja telewizyjna już na to pozwoliła.

Reżyserem „Rozmów z katem” w Teatrze TV jest Maciej Englert, a przejmujące i dramatyczne role stworzyli główni protagoniści: Piotr Fronczewski jako Stroop i Andrzej Zieliński jako Moczarski.

Obsada:
Andrzej Zieliński (Kazimierz Moczarski), Piotr Fronczewski (Jürgen Stroop), Sławomir Orzechowski (Gustaw Schielke), Marek Kasprzyk (Józef Różański) , Maciej Wojdyła (Roman Romkowski), Grzegorz Wojdon (Józef Dusza), Zbigniew Suszyński (Eugeniusz Chimczak) oraz Danuta Szaflarska, Andrzej Niemirski, Marcin Jędrzejewski, Arkadiusz Oliwiński, Grzegorz Szcześniak, Grzegorz Milczarczyk, Juliusz Chrząstowski, Bartosz Picher, Marcin Sitek, Aleksander Wysocki.

Czas: 82’37”
Autor: Kazimierz Moczarski
Autor adaptacji: Tadeusz Nyczek
Reżyseria: Maciej Englert
Zdjęcia: Michał Englert
Scenografia i kostiumy: Marcin Stajewski
Kostiumy wojskowe: Andrzej Szenajch
Muzyka: Zbigniew Konieczny
Konsultant historyczny: dr Andrzej Krzysztof Kunert

Źródło: TVP

"INKA 1946" – POWTÓRKA !!!

POWTÓRKA SPEKTAKLU "INKA 1946" !!!
19 kwietnia br. (czwartek) o godz. 21:30 TVP Polonia wyemituje powtórkę spektaklu „INKA 1946” Wojciecha Tomczyka w reżyserii Natalii Korynckiej-Gruz.
Zobacz zwiastun spektaklu: "Inka 1946">


Dramat dokumentalny Wojciecha Tomczyka, kolejny obok „Norymbergi” utwór napisany specjalnie dla Teatru Telewizji, opowiada o mordzie sądowym dokonanym na niespełna 18–letniej bohaterce (ur. 3 września 1928 – zm. 28 sierpnia 1946), sanitariuszce i łączniczce w V Brygadzie Wileńskiej AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, niezwykłej postaci, zapomnianej i niedocenionej – Danucie Siedzikównie, ps. "Inka".

Więcej informacji na temat spektaklu czytaj: TUTAJ>
Więcej na temat "Inki" czytaj: "Egzekucja "Inki" i "Zagończyka">

Promocja książki „Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944–1956"

Promocja książki „Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944–1956. Powiat Sokołów Podlaski” – Sokołów Podlaski, 17 kwietnia 2007 r.

W dniu 17 kwietnia 2007 r. o godzinie 16:00 w sali konferencyjnej Urzędu Miasta Sokołowa Podlaskiego odbędzie się promocja książki "Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944–1956. Powiat Sokołów Podlaski", zawierającej materiały z sesji naukowej „Represje i opór przeciwko rządom komunistycznym w powiecie Sokołów Podlaski po 1944 roku”, zorganizowanej 10 kwietnia 2006 r. przez Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie i Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej.

Ideowym uzupełnieniem promocji będzie pokaz filmu przedstawiającego działania oddziałów partyzanckich mjr. „Łupaszki” na terenie Podlasia i Ziem Zachodnich Polski. Główną bohaterką filmu jest łączniczka ps. „Inka”, która padła od kul ubowców z okrzykiem „Niech żyje Polska”.
Zapraszamy wszystkich zainteresowanych na promocję po Mszy św., która odprawiona zostanie w kościele XX Salezjanów o godz. 14:30.

PROGRAM

• 14.30 – Msza Święta w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Jana Bosko
• 15.30 – Złożenie kwiatów przed Pomnikiem Niepodległości
• 16.00 – Prezentacja książki „Powiat Sokołów Podlaski”
– wystąpienie Bogusława J. Karakuli, burmistrza Sokołowa Podlaskiego
– wystąpienie dr. hab. Janusza Kurtyki, prezesa IPN
– wystąpienie Edmunda Muszyńskiego, prezesa Okręgu ŚZŻAK Warszawa-Wschód
– laudacja książki wygłoszona przez mec. Grzegorza Wąsowskiego, Fundacja „Pamiętamy”
– dwugłos historyków z IPN, dr. Tomasza Łabuszewskiego i Kazimierza Krajewskiego: „Znaczenie badań
regionalnych w procesie odtwarzania rzeczywistego obrazu oporu społecznego i represji aparatu
bezpieczeństwa w pierwszej dekadzie rządów komunistycznych w Polsce”
• 17.30 – Projekcja filmu „Inka 1946” (słowo wstępne dr Tomasz Łabuszewski)

***

Publikacja Powiat Sokołów Podlaski stanowi I tom serii Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944–1956. Ta inicjatywa badawcza, podjęta przez historyków z warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, wpisuje się w nurt badań regionalnych, które mają dać pełny obraz instalowania rządów PPR-PZPR w terenie i ich systemowych działań, prowadzących do zniewolenia społeczeństwa. Ma także za zadanie przybliżyć, a w wielu przypadkach całkowicie odsłonić nieznane dotąd karty oporu zbrojnego i politycznego miejscowych działaczy niepodległościowych. Pokazać również, że tlący się przez kilka powojennych lat opór wobec rządów komunistycznych możliwy był tylko dzięki wsparciu znaczącej części mieszkańców Mazowsza i Podlasia.
Powiat sokołowski stanowił pod tym względem teren wyjątkowy. Przez kilka lat po zakończeniu wojny funkcjonował tu stan wojenny, który zaznaczył swój szlak setkami pacyfikacji, tysiącami aresztowanych i represjonowanych przez resort bezpieczeństwa oraz setkami zabitych.
Książka, na którą złożyły się wygłoszone na sesji referaty, została wzbogacona o aneks dokumentacyjny, dotyczący pierwszej komunistycznej dekady, oraz o wkładkę zdjęciową. Jest ona Księgą Pamięci, wyrazem hołdu dla tych, którzy dla wolności Ojczyzny poświęcili swoje życie i zdrowie, a nierzadko także i mienie – dorobek wielu pokoleń. Książka ta przeznaczona jest głównie dla bibliotek szkolnych i publicznych, aby była lekturą odkrywającą jakże często nieznane dzieje ziemi ojczystej, jako pomoc naukowa dla nauczycieli oraz dla żyjących jeszcze kombatantów – bezpośrednich uczestników konspiracji niepodległościowej oraz tych wszystkich rodzin, które padły ofiarą terroru komunistycznego.

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

Uroczystości pogrzebowe ppor. Mieczysława Bujaka ps. „Gryf”

Uroczystości pogrzebowe ppor. Mieczysława Bujaka ps. „Gryf” na Cmentarzu Powązkowskim – Warszawa, 3 kwietnia 2007 r.

Dnia 3 kwietnia (wtorek) o godz. 14:00 na Cmentarzu Powązkowskim (Wojskowym) w Warszawie odbędą się uroczystości pogrzebowe ppor. Mieczysława Bujaka. W uroczystości wezmą udział Prezes Instytutu Pamięci Narodowej, przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej i organizacji kombatanckich oraz harcerze. Organizatorem uroczystości pogrzebowych jest Oddział Instytutu Pamięci Narodowej – KŚZpNP we Wrocławiu.

Ppor. Mieczysław Bujak "Gryf"

Mieczysław Bujak ps. „Gryf” – harcerz, powstaniec warszawski, żołnierz oddziałów partyzanckich AK-WiN i armii USA, ppor. Wojska Polskiego, ofiara systemu stalinowskiego.
Urodzony 2 kwietnia 1926 r. w Krakowie. Syn Andrzeja i Bronisławy z d. Gwardzińskiej. Od 1942 r. żołnierz AK. Łącznik i kolporter podziemnej prasy. W okresie 26 czerwca – 1 sierpnia 1944 r. był dowódcą drużyny w zgrupowaniu partyzanckim AK Kampinos. W Powstaniu Warszawskim walczył w szeregach Oddziałów Specjalnych „Jerzyki”. Do kwietnia 1945 r. jeniec w stalagach XI A Altengrabow i XI B Fallingbostel. Uwolniony został przez wojska amerykańskie. W okresie od 12 kwietnia do 10 września 1945 r. żołnierz jednostki pancernej 3 Armii USA. Uczestniczył w walkach na terenie Czech. 14 października 1945 r. powrócił do Polski.

W 1946 r. żołnierz oddziału partyzanckiego WiN kpt. Mariana Bernaciaka „Orlika” na terenie powiatu puławskiego. Po rozwiązaniu oddziału zgłosił się ochotniczo do Ludowego WP. Od 19 października 1946 r. strzelec 29 pp 10 DP. W 1946 r. skierowany do Oficerskiej Szkoły Piechoty nr 1 w Krakowie (od 1947 r. we Wrocławiu), gdzie kształcił się do 1948 r. W latach 1948–1949 był dowódcą plutonu w Oficerskiej Szkole Piechoty nr 2 w Jeleniej Górze, następnie dowódcą kompanii 1 DP im. Tadeusza Kościuszki w Warszawie. Od przełomu lat 1949/1950 inwigilowany przez Informację Wojskową. Aresztowany 19 sierpnia 1950 r. pod fałszywymi zarzutami udziału w nielegalnej organizacji WiN, gromadzenia broni i prowadzenia wśród podchorążych „agitacji antypaństwowej”. Wobec aresztowanego przez Informację Wojskową ppor. Bujaka i kilkunastu jego podkomendnych zastosowano brutalne metody śledztwa. W jednym z zachowanych protokołów przesłuchań odnotowano słowa ppor. Bujaka: „Walczyłem o nową Polskę, Polskę dla wszystkich”.

25 kwietnia 1951 r. skazany przez Wojskowy Sąd Okręgowy nr IV na karę śmierci. Zamordowany 30 sierpnia 1951 r. o godz. 20.00. w Więzieniu nr I przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu.
Po egzekucji ciało ppor. Bujaka pochowano w kwaterze 81 A na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu obok kilkuset innych ofiar systemu stalinowskiego.
Szczątki por. Bujaka ekshumowano w 2006 r. w wyniku prac prowadzonych przez Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu. Podczas ekshumacji odnaleziono zakopaną jesienią 1951 r. przez matkę i siostrę ppor. Bujaka butelkę z dwiema umieszczonymi w środku kartkami. Jedną z nich kończyły słowa: „…Zamordowany 30 sierpnia 1951 r. za to, że był Polakiem”. W grobie odnaleziono także fragmenty butów, kilka guzików wojskowych i część naramiennika munduru.
Jego śmierć nastąpiła w wyniku zastosowania katyńskiej metody uśmiercania – strzałem w potylicę oddanym z bliskiej odległości.


Zdjęcia z ekshumacji szczątków ppor. Mieczysława Bujaka


Odnaleziona podczas ekshumacji,
zakopana jesienią 1951 r. przez matkę i siostrę ppor. Bujaka butelka z dwiema umieszczonymi w środku kartkami.

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

Ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny" (1925-1946) – część 1

Ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny"

Zdzisław Badocha ps. „Żelazny” (1925-1946), harcerz, ppor. Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej w latach 1942-1944, zastępca d-cy 9 patrolu 23 Ośrodka Dywersyjnego Ignalino – Nowe Święciany, w latach 1944-1946 dowódca szwadronu 5 Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

Plut./ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny".

Zdzisław Badocha urodził się 23 marca 1925 roku w Dąbrowie Górniczej. Na chrzcie nadano mu imiona Zdzisław Stanisław. Kilka pierwszych lat swego życia spędził w rodzinnym mieście. Dalsze Jego losy związane są głównie z przebiegiem zawodowej służby ojca Zdzisława – Romana Badochy. W momencie przyjścia na świat swego syna pełnił on służbę na Śląsku w szeregach 11 Pułku Piechoty stacjonującego w Tarnowskich Górach. Wkrótce jednak Roman Badocha zaczął pełnić służbę jako żołnierz Korpusu Ochrony Pogranicza, formacji powołanej do obrony wschodnich granic Rzeczpospolitej. W związku z tym rodzina Badochów przeniosła się na Kresy Polski, w pierwszej kolejności na Polesie, do Ludwikowa a następnie Czudzina w powiecie Łuninieckim. Ojciec Zdzisława był wówczas żołnierzem 15 Baonu KOP „Ludwikowo”. W Ludwikowie Zdzisław spędził niemal całe swoje dzieciństwo. Za sprawą matki Wandy która bardzo aktywnie udzielała się społecznie, Zdzisław wraz z siostrą brali udział w różnych przedstawieniach akademiach, tam nawiązali swe pierwsze przyjaźnie. Zdzisław był pilnym uczniem, na przestrzeni lat szkolnych spędzonych w Ludwikowie osiągnął na ogół dobre wyniki w nauce, cechowała go zawsze bardzo dobra ocena z zachowania oraz bardzo dobre wyniki w sporcie. W pierwszej połowie 1937 roku po raz kolejny z uwagi na służbę ojca Zdzisława rodzina Badochów przeniosła się do Nowo Święcian na Wileńszczyźnie. Roman Badocha kontynuował służbę wojskową jako podoficer Batalionu KOP Nowo Święcany, zaś Zdzisław wraz ze swą siostrą Basią kontynuowali naukę w Publicznej Szkole Powszechnej stopnia III w Nowych Święcanach.

Legitymacja szkolna Zdzisława Badochy.

Rodzice Zdzisława byli bardzo aktywni na polu życia społecznego, zaangażowani byli m.in. w akcję dożywiania młodzieży szkolnej w Nowo Święcanach. Taka aktywność rodziców w życiu społecznym na pewno nie była bez wpływu na postawę młodego Zdzisława. W trakcie nauki w Nowo Święcanach Zdzisław ukończył m.in. w czerwcu 1938 roku Kurs Informacyjny Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej organizowany za pośrednictwem szkoły. Właśnie w końcowych latach swej nauki w Szkole Powszechnej w Nowo Święcianach, mając 13 lat, Zdzisław Badocha wstąpił w szeregi Związku Harcerstwa Polskiego, do drużyny harcerskiej im B. Głowackiego w Nowo Święcianach, podległej Komendzie Wileńskiej Chorągwi Harcerzy. Po pół roku złożył swe przyrzeczenie harcerskie przed harcmistrzem Józefem Maciusowiczem, organizatorem harcerstwa w rejonie Święcian, swym późniejszym nauczycielem biologii w gimnazjum święciańskim, przyjmując z Jego rąk krzyż harcerski nr 463. Jeszcze lipcu tego samego roku podczas pobytu na obozie stałym zdobył sprawność pływaka.

"Żelazny" pierwszy z prawej.

W 1938 roku Zdzisław został przyjęty do Państwowego Gimnazjum im. Józefa Piłsudskiego w Święcianach (szkołę tę ukończył m.in. słynny polski pilot Franciszek Żwirko). Ten okres życia Zdzisława Badochy jest niezwykle istotny gdyż właśnie wówczas podczas nauki w święciańskim gimnazjum poznał wiele koleżanek i kolegów, którzy będą walczyć razem z nim już za kilka lat w szeregach konspiracji Armii Krajowej (byli tam późniejsi żołnierze 5 Wileńskiej Brygady AK mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, były m.in. późniejsze sanitariuszki Lidia Lwow „Lala” oraz Janina Wasiłojciówna „Jachna”). Kilku spośród nich będzie wraz ze Zdzisławem dzielić swój los aż do momentu jego śmierci w 1946 roku. Przyjaźń zapoczątkowana w szkolnym okresie, w latach okupacji zostanie dodatkowo scementowana przez dramatyczne przeżycia jakich będą uczestnikami i świadkami.

Od lewej: plut. Jerzy Lejkowski "Szpagat", plut. Zdzisław Badocha "Żelazny", plut. Henryk Wieliczko "Lufa". Białostocczyzna 1945 r.

Zdzisław Badocha podobnie jak wielu uczniów z Nowo Święcian do gimnazjum w Święcianach dojeżdżał codziennie kolejką wąskotorową, obie miejscowości były odległe od siebie o około 12 km. Kolejkę wąskotorową, którą dojeżdżano o szkoły młodzież zabawnie nazywała „kukszą”. Kolega gimnazjalny Zdzisława, Henryk Kiwiński tak zapamiętał podróże szkolne:
„… przechodzę zwykle pierwszy, potem przychodzi Stach (Stanisław Szostak) później Icek (Czesław Ilcewicz), Zdzich (Zdzisław Badocha), Kozioł (Czesław Kozłowski), Kiełbasa, Suchy i Adaś (…) witaliśmy się pospiesznie i zaraz wszyscy wsadzali nosy w łacinę której w dniu wczorajszym z różnych powodów nie nauczyli się”.
Zarówno dojazdy do szkoły jak i powroty do domu były doskonała okazja do różnych figlów i zabaw od których młodzież nie stroniła. Henryk Kiwiński po latach wspominał:
„Wygłupów było do licha i trochę…”, „pociąg czasem jechał wolno że niektórzy uciekali przed konduktorem i biegli szybciej niż jechał pociąg wskakując do innego wagonu” . Stanisław Szostak wspominając swego kolegę Zdzisława Badochę napisał „Badocha cieszył się znacznym autorytetem wśród kolegów. Opanowany i stanowczy potrafił utrzymać mores wśród rozbrykanych uczniów dojeżdżających kolejką z N.Święcian do szkół w Święcianach”. Bardzo podobnie obrazuje postać Zdzisława relacja Pana Kiwińskiego „ On był bardzo na serio, patrzył na to tak lekko z góry, charakteryzowała go postawa zdyscyplinowana, kojarzył mi się bardziej z sylwetką kadeta niż ucznia”.

"(…) postawa zdyscyplinowana, kojarzył mi się bardziej z sylwetką kadeta niż ucznia”.

W Gimnazjum święciańskim obowiązywał regulaminowy ubiór, chłopcy nosili czapki „maciejówki”, spodnie z wypustkami (niebieska dla gimnazjum, czerwona dla liceum) całości dopełniała dwurzędowa marynarka, „nigdy nie wolno nam było poza domem pojawić się inaczej jak w mundurze” wspominał Henryk Kiwiński.

Stoją od lewej: Plut. Zdzisław Badocha "Żelazny", ppor. Marian Pluciński "Mścisław", ppor. Jan Zaleski "Zaja". Białostocczyzna 1945 r.

Przed wybuchem II wojny światowej we wrześniu 1939 roku Zdzisławowi i jego kole
gom było dane ukończyć tylko jedną klasę gimnazjum. Zdzisław był dobrym uczniem, nie należał do prymusów ale był zdyscyplinowany. Uczył się m.in. języka niemieckiego a dużą wagę przywiązywał do sportu. Brał udział w zawodach narciarskich organizowanych przez gimnazjum w zimie 1938/1939, gdzie zajął drugie miejsce po swym przyjacielu Stanisławie Dybowskim, późniejszym żołnierzu 5 Wileńskiej Brygady AK ps. „Ćwiartka”, „Tajoj” (poległ w bitwie z Niemcami pod Worzianami 31 stycznia 1944 roku). Potwierdzeniem wybitnych osiągnięć w sporcie w latach szkolnych jest nadanie Zdzisławowi Państwowej Odznaki Sportowej klasy trzeciej stopnia pierwszego. Prawo do noszenia tej Odznaki Zdzisław uzyskał na podstawie decyzji Wojewódzkiego Komitetu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego w Wilnie z dnia 7 grudnia 1938 roku.

Kadra 4 szwadronu: plut. "Żelazny", plut. "Szpagat", plut. Leon Smoleński "Zeus", NN, kpr. Zbigniew Obuchowicz "Zbyszek".

W tym miejscu należy wspomnieć kilka słów o kadrze nauczycielskiej święciańskiego gimnazjum. W ogromnej mierze byli to ludzie cieszący się sympatią swych wychowanków, bardzo wielu z nich brało udział w walkach o niepodległość Polski w latach I wojny światowej a także na foncie wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku. Dyrektorem Państwowego Liceum i Gimnazjum im Józefa Piłsudskiego w Święcianach był Władysław Luro, oficer w stanie spoczynku. Jak wspomina Henryk Kiwiński był to „człowiek który kochał wojsko i żołnierską postawę wychowanków”. Krótko po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1939 roku został zamordowany przez NKWD. Innym nauczycielem wokół którego tłumnie gromadziła się młodzież był Józef Maciusowicz nauczyciel biologii oraz harcmistrz Hufca Święciany. On również został zabity przez bolszewików w 1939 roku.

Nauczyciele przekazywali uczniom nie tylko wiedzę, ale także starali się wśród swoich wychowanków kształtować postawy patriotyczne obywatelskie. Wszechobecny był etos odbudowy ojczyzny, potrzeba odbudowania młodych struktur państwowych zniszczonych po ponad stu dwudziestu latach niewoli. Wyobraźnię młodzieży pobudzały opowieści o bohaterskich walkach Wojska Polskiego, których to nauczyciele byli uczestnikami. W ten sposób ukształtowało się zasadniczo niemal całe pokolenie przedwojennej młodzieży, pokolenie które dzisiaj nazywamy „pokoleniem Kolumbów”. W podobnej zresztą atmosferze wychowywany był sam Zdzisław Badocha w swym ognisku rodzinnym. Zarówno ojciec jak i matka od najmłodszych lat starali się swym dzieciom przekazać najważniejsze wartości – patriotyzm, uczciwość, poświęcenie dla spraw wyższych, religijność.

4 szwadron, ostatni rząd od prawej: Danuta Siedzikówna "Inka", "Szpagat", por. "Mścisław", "Lufa", NN, Jerzy Fijałkowski "Stylowy", w pierwszym rzędzie od lewej drugi Witold Goldzisz "Radio", trzeci "Żelazny".

Ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny" (1925-1946) – część 2>
Strona główna>