Egzekucja "Inki" i "Zagończyka" – część 1

EGZEKUCJA "INKI" I
"ZAGOŃCZYKA" W RELACJI KS. MARIANA PRUSAKA

55 lat temu w więzieniu przy ul.
Kurkowej w Gdańsku ks. Marian Prusak, dziś blisko
dziewięćdziesięcioletni kapłan-emeryt mieszkający w Rumi,
opatrzył idących na śmierć Danutę Siedzikównę "Inkę"
oraz Feliksa Selmanowicza "Zagończyka" – żołnierzy mjr.
Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki". „Inka” to niespełna
osiemnastoletnia sanitariuszka ze szwadronu "Żelaznego" i
"Leszka", operującego od wiosny do jesieni 1946 r. na
Pomorzu. "Zagończyk" był u
"Łupaszki" oficerem odpowiedzialnym za sprawy
aprowizacyjne i organizacyjne. Rozstrzelano ich rankiem 28 sierpnia
1946 r., w asyście lżących ich młodych oficerów lub
podoficerów UB.

Danuta Siedzikówna "Inka"
urodziła się 13 września 1928 r. we wsi Głuszczewina k. Narewki,
pow. Bielsk Podlaski, córka Wacława i Eugenii z d.
Tymińskiej. Uczęszczała do szkoły podstawowej w Olchówce,
a następnie do szkoły stopnia podstawowego ss. Salezjanek w Różanym
Stoku k. Grodna. W grudniu 1943 r. została zaprzysiężona do AK.
Jej ojciec, leśniczy został deportowany do ZSRR; w 1941 r. dotarł
do Armii gen. Andersa, jednak zmarł z wycieńczenia już po dotarciu
do Teheranu. Matka została aresztowana w listopadzie 1942 r. i
rozstrzelana przez gestapo we wrześniu 1943 r. za współpracę
z podziemiem.
Na przełomie 1944/45 przeszła
szkolenia sanitarne. 6.06.1945 r. została aresztowana razem ze
wszystkimi pracownikami nadleśnictwa Hajnówka, w którym
pracowała, za współpracę z „leśnymi oddziałami”. W
czasie transportu do siedziby UBP w Białymstoku odbita z grupą
uwięzionych przez patrol V Brygady Wileńskiej AK (podległej w tym
czasie Komendzie Okręgu Białostockiego AK), dowodzony przez
Stanisława Wołoncieja „Konusa”. Pod opieką Wacława Beynara
„Orszaka” uwolnieni dotarli do miejsca postoju Brygady,
dowodzonej przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” w
miejscowości Śpieszyn. W oddziale, do którego się zgłosiła
rozpoczęła pracę sanitariuszki pod. ps. „Inka”. Walczyła w
szwadronach por. Jana Mazura „Piasta”, a następnie por. Mariana
Plucińskiego „Mścisława”. We wrześniu 1945 r., po rozwiązaniu
Brygady, wyjechała do Olsztyna, gdzie podjęła
pracę w nadleśnictwie Miłomłyn k. Ostródy pod nazwiskiem
Danuta Obuchowicz. Jednak juz w styczniu 1946 r., po wznowieniu
działalności brygady (podporządkowanej w tym okresie na nowo
Eksterytorialnemu Okręgowi Wileńskiemu AK), podjęła służbę
jako sanitariuszka w szwadronie ppor. Zdzisława Badochy „Żelaznego”.
W oddziale pełniła także funkcje
łączniczki. Brała udział w wielu akcjach oddziału, zadziwiając
swoja ofiarnością i poświęceniem
(opatrywała nie tylko partyzantów, ale także rannych
żołnierzy i milicjantów). 13.07.1946 r. nowy dowódca
szwadronu por. Olgierd Christa „Leszek” wysłał ją do Gdańska.
Miała dokupić nowe leki i środki opatrunkowe, wymienić zużyte
mapy sztabowe i dowiedzieć sie o stan zdrowia „Żelaznego”.
Została aresztowana w nocy z 19 na 20 lipca 1946 r. w wyniku
donosów, składanych przez wcześniej aresztowaną
sanitariuszkę „Łupaszki”, Reginę Żylińską – Mordas,
„Reginę”.
Podczas ciężkiego przesłuchania nie
podała żadnego ze znanych jej adresów konspiracyjnych ani
żadnych danych dotyczących oddziału. Rozprawa przed WSR w Gdańsku
odbyła się w trybie doraźnym w wiezieniu 3.08.1946 r. Oskarżono
ja o mordowanie rannych i nakłanianie do egzekucji. Mimo braku
jakichkolwiek dowodów została skazana na karę śmierci.
Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski i wyrok wykonano
28.08.1946 r.

Feliks Selmanowicz „Zagończyk”
urodził sie 6 czerwca 1904 r. w Wilnie, syn Franciszka i Anny z d.
Zacharewicz. Ukończył pięć klas
gimnazjum. Uczestnik wojny polsko – bolszewickiej 1920 r. 1921 –
1939 związany z Oddziałem II Sztabu Generalnego WP. 1923 – 1939
pracował jako urzędnik.
Zmobilizowany 25.08.1939 r. i w stopniu
sierż. przydzielony do KOP. Brał czynny udział w walkach
obronnych. Po ich zakończeniu internowany
przez władze litewskie. Zbiegł i nawiązał kontakt z konspiracją.
Aresztowany w 1940 r. przez litewska policję i zwolniony po 12
tygodniach z braku dowodów. Od stycznia 1944 żołnierz III
Brygady Wileńskiej AK Gracjana Fróga „Szczerbca”,
przeniesiony następnie do V Brygady Wileńskiej AK Zygmunta
Szendzielarza „Łupaszki”, gdzie pełnił funkcję zastępcy
dowódcy plutonu. Awansowany do stopnia ppor. cz.w. W czasie
walk był ranny. Dowódca kompanii w IV Brygadzie Longina
Wojciechowskiego „Ronina”. Funkcje te pełnił do rozbrojenia
brygady przez sowietów 18.07.1944. Internowany w Kałudze,
skąd udało mu się uciec 20.04.1945 i przedostać do Wilna, a
następnie transportem repatriacyjnym do Polski.
Na przełomie 1945/46 nawiązał
kontakt z „Łupaszką” i w V Brygadzie Wileńskiej AK objął
dowództwo pięcioosobowego samodzielnego patrolu bojowo –
dywersyjnego, który miał zdobywać środki na działalność
oddziału. Od marca do czerwca 1946 r. oddział przeprowadził wiele
akcji ekspropriacyjnych w Gdańsku, Olsztynie i Tczewie, dzięki
czemu zdobył dwa pistolety oraz gotówkę,
która przekazana została oddziałom w terenie. Od maja 1946
r. „Zagończyk” – z rozkazu „Łupaszki” – zajmował się też
działalnością propagandowa, w ramach której wydał m.in. (w
nakładzie 900 egzemplarzy) ulotkę skierowana do żołnierzy.
Aresztowany 11.07.1946 r. w Gdańsku.
Oskarżony o posiadanie broni, udział w nielegalnej organizacji,
dążenie do obalenia ustroju, wydawanie rozkazów wykonywania
napadów zbrojnych oraz sporządzanie i rozpowszechnianie
ulotek. Sfingowany proces odbywał się w trybie doraźnym
przed WSR w Gdańsku. 17.08.1946 r. jednogłośnie został skazany na
karę śmierci, utratę praw obywatelskich i praw honorowych na
zawsze oraz przepadek całego mienia. Prośba o łaskę,
została przez Bieruta odrzucona, a wyrok wykonano jeszcze przed jej
rozpatrzeniem. Egzekucja odbyła się 28.08.1946 r. w piwnicy
gdańskiego więzienia.
Feliks Selmanowicz był odznaczony
Krzyżem Wojsk Litwy Środkowej, Medalem za Wojnę 1918-1920 ,Medalem
za Długoletnią Służbę, Medalem Dziesięciolecia (1932), Krzyżem
Walecznych (1944).

Zabici po raz drugi…
Jakby mało było tego, że ich zamordowano, ich pamięć
była bezczeszczona przez całe lata w peerelowskich publikacjach,
gdzie przedstawiano ich jako pospolitych bandytów. Dotyczyło
to zresztą wszystkich żołnierzy "Łupaszki" – jeszcze na
początku minionej dekady!
W wydanej w 1969 r. w Gdańsku
propagandowej książce Jana Bobczenki (byłego szefa UBP w
Kościerzynie) i miejscowego dziennikarza Rajmunda Bolduana Front bez
okopów "Inka" uczestniczy w egzekucji
funkcjonariuszy UB w Starej Kiszewie. Ma "sadystyczny uśmiech",
jest "krępa", "kruczoczarna" i ma "szramę"
na policzku. W jej ręce błyszczy "czarna, oksydowana stal
rewolweru" (s. 189). Cała scena została wyssana z palca, w
rzeczywistości bowiem "Inka" była szczupłą, zgrabną
szatynką, nie miała żadnej "szramy" i do nikogo nie
strzelała…

Droga
Wstrząsające i jedyne w swoim rodzaju
wspomnienia ks. Prusaka stanowią swoistą kontynuację naszej
opowieści o tajemnicach kazamatów przy Kurkowej ("Biuletyn
IPN" nr 2 i 3). Autor, uczestnik powstania warszawskiego, w 1949
r. sam trafił do więzienia, oskarżony o szpiegostwo. Skazany na 6
lat, odsiedział 3,5 roku. Mówi, że dożył tak sędziwego
wieku po to, by opowiedzieć nam o śmierci "Inki" ("Pan
Bóg tak chciał…").
– Kiedy do mnie przyjechali, była noc
– pierwsza, może druga godzina. Zabrali mnie z mieszkania we
Wrzeszczu, gdzie mieszkałem u starego kolegi – wówczas
kapelana kościoła garnizonowego we Wrzeszczu, ks. Żebrackiego.
Przyjechało dwóch oficerów i kierowca. Uczestnictwo w
egzekucji zaproponowali mi poprzedniego dnia, gdyż kapelan był
akurat nieobecny. Propozycję przyjąłem z niechęcią, choć to
przecież obowiązek. A potem była droga do Gdańska. Po drodze ze
mną nie rozmawiali. Może dlatego, że nie mieliśmy wspólnych
tematów? Gdy mnie odwożono, też milczeliśmy. Nie wiem, czy
ci oficerowie uczestniczyli w egzekucji. Nie przedstawiali się, a
może się przedstawili, ale byłem pod wrażeniem sytuacji.

Egzekucja "Inki" i "Zagończyka" – część 2>

Strona główna>

Egzekucja "Inki" i "Zagończyka" – część 2

Spowiedź
Była to moja jedyna posługa przy
egzekucji. Kiedy znalazłem się w więzieniu [na Kurkowej],
siedziałem może godzinę w odosobnieniu. Potem po mnie przyszli –
cały czas przeżywałem to, co za chwilę miało się wydarzyć.
Oddziałowy zaprowadził mnie najpierw do tego pana [Feliksa
Selmanowicza]. Kiedy wszedłem do celi, widziałem przeraźliwy
smutek w jego twarzy. Pierwsze słowa, z którymi się do mnie
zwrócił, brzmiały: – No tak, jednak nie skorzystano z prawa
łaski… – Wyspowiadałem go. Był spokojny. Może tylko taił
zdenerwowanie, ale na zewnątrz nie było tego widać. Przez cały
czas dokuczała mi świadomość, że mogą nas obserwować przez
wizjer.

Potem przeprowadzono mnie (nie wiem
jak, gdyż byłem zbyt oszołomiony) do celi, w której na
śmierć czekała młoda, szczupła dziewczyna [Danka Siedzikówna]
w letniej sukience. Przyjęła mnie nadzwyczaj spokojnie,
wyspowiadała się, a potem wyraziła życzenie, żeby o wyroku i o
śmierci powiadomić jej siostrę. Mówiła to ciągle tak,
jakby się nadal spowiadała. Czuliśmy, że możemy być
obserwowani. Podała mi adres w Gdańsku Wrzeszczu, przy
Politechnice, ulica Własna Strzecha. Nie mogłem nic zapisać,
starałem się zapamiętać ten adres. Jednocześnie powiedziała mi,
że wysłała kartkę z zawiadomieniem, ale nie wie, czy ona dojdzie.
Nie mówiła nic więcej, na nic się nie skarżyła.

Twarz dziewczyny pamiętam jak przez
mgłę; twarz mężczyzny zapamiętałem dobrze. Był taki zamknięty
w sobie, napięty, głęboko przeżywał zbliżającą się śmierć.
"Inka" nic nie mówiła. Może gdybym był lepiej
przygotowany i zapytał o coś… Ale dla mnie to było zupełnie
nowe doświadczenie; nie wiedziałem, jak się zachować… Później sprowadzili mnie na
dół, tam gdzie byłem poprzednio. Znowu czekałem, może z
godzinę? Człowiek w takich sytuacjach nie ma poczucia czasu. Była
noc. (Gdy siedziałem w więzieniu, mówiono mi, że wyroki
wykonywano w nocy, nie rano). W końcu poprowadzono mnie schodami,
jakby do piwnicy (zejście było dosyć ciasne).

Po zdrajcach narodu…
Oni już tam byli. Zdaje się, że w
kajdankach albo z zawiązanymi rękami. Sala była niewielka, jak dwa
pokoje. Miałem krzyż, dałem go do pocałowania. Chciano im
zawiązać oczy, nie pozwolili. Obok czekała zgraja ludzi, tak że
było dosyć ciasno. Był wojskowy prokurator(1) i pełno jakichś
młodych ubowców. Ustawiono nieszczęśników pod
słupkami. W rogu był stolik, gdzie prokurator odczytywał
uzasadnienie wyroku i sąd dał rozkaz wykonania egzekucji. Była
taka jakby wnęka, chyba czerwona nieotynkowana cegła, były słupki
do połowy człowieka. Postawiono ich przy nich, nie pamiętam, czy
ich przywiązano. Ci, którzy tam stali, nie uszanowali powagi
śmierci. Obrzucili skazańców obelżywymi słowami, a
prokurator odczytał uzasadnienie wyroku i poinformował, że nie
było ułaskawienia. Jego ostatnie słowa brzmiały: "Po
zdrajcach narodu polskiego, ognia!". W tym momencie skazani
krzyknęli, jakby się wcześniej umówili: "Niech żyje
Polska!". Potem salwa i osunęli się na ziemię. Strzelało
dwóch lub trzech żołnierzy, chyba z pepesz, z bliskiej
odległości – 3-4 metrów. Pamiętam, że posadzka była
czerwona, jakby z kafli, środkiem biegł rowek, chyba żeby krew
spływała. ["Inka" i "Zagończyk"] osunęli się.
Nie mogłem na to patrzeć, ale pamiętam, że obydwoje jeszcze żyli.
Wtedy podszedł oficer i dobił ich strzałami w głowę. Nie wiem,
kto to był. To było dla mnie nie do zniesienia. Pamiętam tylko, że
padło nazwisko chyba Suchocki, i że ten człowiek był w mundurze.
Zdaje się, że to był prokurator, który odczytywał
wyrok(2). Byłem w tłumie stojących trochę zasłonięty. Nawet nie
wiedziałem, że obok był lekarz. Później musiałem podpisać
protokół o wykonaniu wyroku śmierci. Zaraz potem
wyprowadzili mnie. Nie pamiętam, jak się znalazłem w samochodzie;
nie wiem, czy jechałem z tymi, którzy mnie przywieźli. W
samochodzie nic do mnie nie mówili.

Kartka
Z informacją o śmierci nie poszedłem
do siostry "Inki" od razu. Przez cały tydzień żyłem w
oszołomieniu. W końcu zebrałem się i po cywilnemu, w godzinach
popołudniowych, zapukałem do mieszkania. Otworzono mi,
było tam może z 10 osób. Młodzi ludzie. Zwróciłem
się do nich, że chciałbym rozmawiać z panią tego domu. Wystąpiła
pani starsza od nich i jej przekazałem wiadomość. Ona
odpowiedziała: – My wiemy o tym, kartka przyszła… Na tym się
skończyło, wróciłem do domu. Kiedy mnie potem aresztowano,
przypomniano mi tę wizytę w śledztwie. Byłem więc cały czas
obserwowany.

Mało z kim dzieliłem się tymi
wspomnieniami. Nawet rodzinie nic nie powiedziałem. Zachowałem to w
sobie. Śmierć "Inki" i "Zagończyka" przeżyłem
jak śmierć kogoś bliskiego. Cieszę się, że teraz mogłem o tym
opowiedzieć, i że pamięć o tych ludziach nie zaginie.

Pomnik Danuty
Siedzikówny "Inki", przy ulicy Armii Krajowej w Sopocie.

(1) Najprawdopodobniej mjr Wiktor
Suchocki, prokurator Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku.
(2) Ks. Marian Prusak najprawdopodobniej
myli się, gdyż dowódcą plutonu egzekucyjnego był
Franciszek Sawicki.

Opracowano na podstawie:
Biuletyn IPN Nr
6 – 07.2001 r.

Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944-1956. Słownik biograficzny.Tom I, wyd. IPN 2000


Anglojęzyczna wersja tekstu (na stronie www.doomedsoldiers.com):
The Execution of "Inka" And "Zagonczyk" Related by Father Marian Prusak.>

Egzekucja "Inki" i "Zagończyka" – część 1>
Strona główna>

Mjr Antoni Żubryd „Zuch” (1918 – 1946) – część 1

Mjr Antoni Żubryd „Zuch” i Samodzielny Batalion Operacyjny NSZ

Dźwięk otwieranych masywnych drzwi niespodziewanie zmącił ciszę celi w sanockim gmachu Urzędu Bezpieczeństwa. Znajdujący się wewnątrz trzej młodzi ludzie wstali z pryczy. Do środka, w towarzystwie funkcjonariusza UB wszedł ksiądz.

Ostatnia spowiedź więźniów odbyła się szybko. Warujący UB-ek nie pozwolił na dłuższą rozmowę z kapłanem, który do tej pory był dla nich jedynym kontaktem ze światem zewnętrznym. Następnego dnia rano 24 maja 1946 odbył się makabryczny spektakl. Na stadionie sportowym w Sanoku powieszono dwóch z nich: Władysława Kudlika oraz Władysława Skwarca. Publicznej egzekucji przyglądał się tłum gapiów, ale UB-ekom to nie wystarczyło, dlatego na widowisko spędzili młodzież z miejscowych szkół. Zwłoki obu straconych wrzucono do jednego grobu, który przez dziesiątki lat pozostał bezimienny. Kilka dni później na szubienicy stanął trzeci z uwięzionych: Stanisław Książek. W taki oto barbarzyński sposób zamordowani zostali żołnierze z oddziału Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem legendarnego majora Antoniego Żubryda.

Zakręty losu

Przez cały okres polski ludowej postać Antoniego Żubryda była uosobieniem reakcji, wszelakiego zaprzaństwa i faszyzmu. Uczyniono z niego niemalże sztandarowy symbol powojennego podziemia niepodległościowego w znaczeniu jak najbardziej pejoratywnym. Książki takie jak „Łuny w Bieszczadach”, „Na tropach Żubryda”, „Bieszczady w ogniu” czy też film „Ogniomistrz Kaleń” skutecznie wyryły jego obraz jako brutalnego zbrodniarza, zaś obraz jego ludzi jako bandę rzezimieszków i rabusi. Oczywiście opowieści te z jakąkolwiek prawdą miały niewiele wspólnego. Kim więc był Antoni Żubryd i jak wyglądały koleje jego dramatycznego życia?

Mjr Antoni Żubryd "Zuch"

Antoni Żubryd przyszedł na świat 4 września 1918 roku w Sanoku gdzie jego ojciec był woźnym w jednej ze szkół. W 1933 roku rozpoczął naukę w Szkole Podoficerskiej dla Małoletnich w Śremie. Edukację zakończył w 1936 roku otrzymując przydział do 40 pułku piechoty „Dzieci Lwowskich.” Podczas kampanii wrześniowej brał udział w obronie Warszawy. W trakcie walk został awansowany do stopnia sierżanta i odznaczony Krzyżem Walecznych. Po upadku stolicy dostał się do niemieckiej niewoli, z której niebawem zbiegł. Przebrany w cywilne ubranie powrócił do rodzinnego Sanoka.

Na przełomie roku 1939 i 1940 Żubryd próbuje przedostać się przez granicę na stronę radziecką. Niestety ujęty przez sowietów zostaje zmuszony do współpracy z radzieckim wywiadem. Jako agent o pseudonimie „Orłowski” prowadził rozpoznanie niemieckich umocnień nad Sanem. Jego zadaniem była również obserwacja nadleśnictwa w Sanoku. W tym celu nawiązał kontakt z pracownicą nadleśnictwa Janiną Praczyńską. Znajomość okazała się na tyle zażyła, iż w październiku 1940 roku oboje zawarli związek małżeński. W międzyczasie Żubryd wiąże się z Armią Krajową i działa tam w charakterze instruktora. Ten epizod jego życia mimo wszystko nie jest należycie udokumentowany.

Janina Żubryd z domu Praczyńska, żona Antoniego Żubryda. Po zwolnieniu z aresztu UB stale przebywała w oddziale męża. Zastrzelona wraz z mjr. Żubrydem przez agenta UB Jerzego Vaulina 24 października 1946 we wsi Malinówka.

Uderzenie niemieckich wojsk na sowietów w czerwcu 1941 roku gwałtownie przerwało współpracę Żubryda z sowieckim wywiadem. Niemcom jednak udało się przejąć dokumenty świadczące o jego powiązaniach z Rosjanami. Antoni Żubryd został aresztowany i przewieziony do Tarnowa, a następnie do Krakowa gdzie Sondergericht skazał go na śmierć. Szczęście jednak znowu się do niego uśmiechnęło. W drodze na egzekucję udaje mu się, mimo postrzału w nogę, uciec z transportu. Przez jakiś czas ukrywał się w leśniczówce koło Krzeszowic. Latem 1943 roku przedarł się do Sanoka.

Kiedy w 1944 roku do Sanoka wkroczyła armia czerwona Żubryd zgłosił się do sowieckiego dowództwa z chęcią podjęcia dalszej współpracy. Odkomenderowano go do placówki NKWD, gdzie pełnił funkcje oficera śledczego i tłumacza. Po pewnym czasie objął stanowisko zastępcy szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Sanoku otrzymując stopień porucznika. Ludzie pamiętający tamte czasy twierdzili, że Żubryd zasadniczo różnił się od swoich sadystycznych współpracowników z UB. Nie dość, że nie torturował aresztowanych, to wręcz ostrzegał przed mającymi nastąpić aresztowaniami i pomagał w ucieczkach.

Wojna się skończyła, ale spokój nie zawitał w malownicze rejony Podkarpacia. Reżim komunistyczny przystąpił do rozprawy z polskim podziemiem niepodległościowym, które nie miało zamiaru składać broni. Walka przybrała charakter bezpardonowy. Życie ludzkie nie miało większego znaczenia. Zależało od przypadku bądź czyjegoś kaprysu. Na domiar złego, co noc krwawe łuny płonących wsi znaczyły szlaki przemarszu sotni Ukraińskiej Powstańczej Armii. Żubryd – oficer UB, na co dzień przekonywał się, że komuniści zmierzają do unicestwienia każdego kto chociaż na moment pomyślał o niepodległej Polsce. Zapewne nie czuł w sobie powołania do utrwalania dyktatury proletariatu, bo bardzo szybko nawiązał współpracę z endeckim podziemiem działającym w Sanoku. Niejasne powiązania zwróciły uwagę jego przełożonego, szefa sanockiego PUBP Tadeusza Sieradzkiego, który postanowił pozbyć się swojego zastępcy. Antoni Żubryd pojął, iż grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Najprawdopodobniej przejął rozkaz Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego dotyczący jego zwolnienia z pełnionych funkcji. Postanowił więc działać.

W konspiracji

W czerwcu 1945, w asyście zaufanych ludzi podjechał pod gmach UB w Sanoku na ulicy Sienkiewicza. Od strażników zażądał wydania dziesięciu więźniów podejrzewanych o przynależność do Armii Krajowej. Ci w związku z nieobecnością Sieradzkiego wykonali polecenie. Nie niepokojony przez nikogo Żubryd wraz ze swoją grupą oddalił się w stronę Krosna. Następnego dnia UB-ecy zrozumieli, że zostali oszukani. W odwecie aresztowali jego teściową i czteroletniego syna. Żubryd jednak nie dał zbić się z tropu.. 15 czerwca jego ludzie celnymi strzałami zdmuchnęli z tego świata szefa sanockiego PUBP Tadeusza Sieradzkiego i ranili innego funkcjonariusza. To jednak nie poskutkowało. W związku z tym Żubryd na czele swojego oddziału zdobył posterunek Milicji Obywatelskiej w Haczowie i wziął do niewoli znajdujących się tam milicjantów. Następnie zadzwonił do sanockiego UB i oświadczył, iż jeżeli w przeciągu godziny teściowa i syn nie zostaną zwolnieni wszystkich rozstrzela. Tym razem funkcjonariusze bezpieki postanowili nie ryzykować i natychmiast uwolnili przetrzymywanych.

W ten sposób powstały zręby oddziału, który niebawem zasiał strach pośród członków komunistycznego reżimu. Antoni Żubryd szybko skontaktował się z dowództwem Narodowych Sił Zbrojnych i właśnie tej organizacji podporządkował swoją zbrojną grupę przyjmując pseudonim „Zuch”. Komenda główna NSZ zatwierdził jego stopień porucznika awansując później do stopnia kapitana, a następnie majora. „Zuch” podporządkował sobie kilka innych konspiracyjnych grup działających w regionie. Liczący początkowo kilkanaś
cie osób oddział rozrósł się do rozmiarów batalionu przekraczając stanem osobowym grubo ponad dwieście osób. Obszar działania oddziału podzielonego na kilka kompanii obejmował powiaty: leski, sanocki i brzozowski.

Część 2 >
Strona główna – wprowadzenie >

Mjr Antoni Żubryd „Zuch” (1918 – 1946) – część 2

Sława Batalionu oraz …

Sława Batalionu oraz jego dowódcy szybko obiegła cały kraj. Pośród huku wystrzałów i trzasku płonących zabudowań „Zuch” bezwzględnie rozprawiał się ze stalinowskim aparatem. Trup pośród funkcjonariuszy UB, MO, KBW, a także co bardziej gorliwych członków PPR ścielił się gęsto.
W maju 1946 roku „żubrydowcy” podziurawili kulami samochód komisji przesiedleńczej posyłając w zaświaty szefa sztabu 8. Dywizji Piechoty ppłk. Teodora Rajewskiego.
W tym samym miesiącu niedaleko Niebieszczan „Zuch” osobiście położył trupem szefa Wydziału Polityczno-Wychowawczego 8. DP mjr Abrahama Premingera*.
Ilu jeszcze UB-eków, NKWD-zistów, milicjantów i propagandzistów padło od kul żołnierzy majora Żubryda? Trudno to dzisiaj policzyć. Żubryd bez przerwy organizował na nich zasadzki, co i sam się z nich wymykał. Rozbijał konwoje i uwalniał więźniów politycznych. Strzelaniny, potyczki, gonitwy były codziennością dla żołnierzy Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ – jak brzmiała jego pełna nazwa. Oddział ochraniał również polską ludność przed UPA, a niekiedy przechwytywał aprowizację przygotowywaną przez Ukraińców dla swoich striłciw.
Ściśle współpracował też z innymi organizacjami niepodległościowymi między innymi sanockimi strukturami Stronnictwa Narodowego** i Młodzieży Wielkiej Polski***.
Co ciekawe świadkowie tamtych czasów relacjonują, iż „Zuch” poczynał sobie dość śmiało. Bywało, że nie niepokojony przez nikogo przebywał w Sanoku. Rzekomo miał też wizytować tutejsze koszary wojskowe. Z wojskiem zresztą żył w dobrej komitywie.
Wszystko to spowodowało, że dla władz Polski Ludowej major Antoni Żubryd stał się wrogiem publicznym numer jeden. Metody walki jakie narzucili komuniści, prócz publicznych egzekucji, podstępu i skrytobójstwa obejmowały jeszcze niezwykle kłamliwą propagandę. Żubrydowi przypisywano najbardziej haniebne czyny: rabunki, rozboje, morderstwa. Uporczywie tworzono mit pospolitego przestępcy. Faktem jest, że wielu autentycznych watażków podszywało się pod niego, ale „Zuch” gdy tylko mógł bronił reguł praworządności. Tak było w przypadku Franciszka Haducha z Pisarowiec. Haduch był jednym z uwolnionych przez Żubryda więźniów UB. Na wolności przyjął pseudonim „Piłsudski” i zorganizował własny oddział partyzancki. Jednak zamiast partyzantką zajął się pospolitym rabunkiem bydła i wszelkiego innego dobytku. Kiedy Żubryd się o tym dowiedział, a zarzuty się potwierdziły osobiście zastrzelił Haducha.

Zdrada

Ogrom sił i środków zgromadzonych przeciwko oddziałowi „Zucha” dawał pewność, że prędzej czy później stalinowska machina terroru odniesie zwycięstwo. Tak się też stało. Batalion zaczął tracić inicjatywę w polu.
W ręce UB wpadł Mieczysław Kocyłowski vel „Czarny”**** – zastępca i prawa ręka Antoniego Żubryda. 27 czerwca 1946 roku pododdziały 32 pułku piechoty zadały „żubrydowcom” poważne straty. Do niewoli dostało się aż dwudziestu jeden partyzantów. Kilka miesięcy później przeprowadzono na oddział wielką aczkolwiek nieudaną obławę. Pętla powoli się zaciskała.
„Zuch” zrozumiał, że dalsza walka nie ma szans powodzenia. Wraz z żoną – która od początku istnienia batalionu stała u jego boku – postanowił przedostać się do Austrii. O zmierzchu 24 października 1946 oboje przybyli do Malinówki. Był z nimi towarzysz broni Jerzy Vaulin vel Mar. Vaulin, były żołnierz AK, posługiwał się w oddziale mjr. "Zucha" pseudonimem "Bronek", a w UB – "Mewa". „Zuch” pozostawił małżonkę i wraz Marem poszli sprawdzić dalszą trasę przemarszu. Kiedy obaj weszli do lasu Mar niepostrzeżenie wyjął z kabury swojego browninga – kal. 7,65 mm i strzałem w tył głowy zabił Antoniego Żubryda.

Mjr
Antoni Żubryd "Zuch" – posmiertne zdjęcie wykonane przez
UB.

Chwilę potem podstępem zwabił w to samo miejsce będącą w ósmym miesiącu ciąży Janinę Żubryd. Ją również zastrzelił na miejscu. Ani „Zuch”, ani tym bardziej jego żona nie przypuszczali, że Jerzy Valin jest agentem UB. Mordując ich wywiązał się z zadania powierzonego mu przez jego pryncypałów. Następnego dnia funkcjonariusze bezpieki zabrali zwłoki. Teściową i syna Żubrydów osadzono na zamku w Rzeszowie. Syn Janusz zmuszony był zmienić nazwisko. Ostatniego żołnierza Samodzielnego Batalionu NSZ „Zuch” aresztowano dopiero 1951 roku.

Zdjęcie wykonane przez UB we wsi Malinówka. Ciała mjr. Antoniego Żubryda "Zucha" i jego żony Janiny, zastrzelonych przez agenta UB Jerzego Vaulina.

Po latach

Dnia 28 czerwca 1994 roku Sąd Wojewódzki w Rzeszowie unieważnił postanowienia Wojskowej Prokuratury Rejonowej z dnia 12 grudnia 1946 roku dotyczące między innymi umorzenia postępowania wobec śmierci Antoniego Żubryda. Jego zabójca Jerzy Vaulin zrobił karierę jako reżyser wojskowych filmów dokumentalnych. Do zabójstwa „Zucha” i jego żony przyznał się publicznie na łamach Gazety Wyborczej. W roku 1999 Sąd Okręgowy w Krośnie rozpoczął proces przeciwko niemu pod zarzutem zabójstwa dowódcy batalionu NSZ. Sam Vaulin stwierdził, że: Nie czuję pokuty, jest to moje największe bojowe przeżycie, zakończone zwycięstwem.*****

Wojciech Romerowicz

Część 1 >
Strona główna – wprowadzenie >


Przypisy:
* Mogiła majora Abrahama Premingera znajduje się na sanockim cmentarzu wojskowym gdzie co rok odbywają się uroczystości związane z ważnymi świętami państwowymi. Kilkadziesiąt metrów dalej znajdują się groby straconych żołnierzy z oddziału Antoniego Żubryda: Władysława Kudlika, Władysława Skwarca i Stanisława Książka. Mogiły ich dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych przestały być bezimienne. Nie doczekały się jednak godnego uznania lokalnej społeczności.
** Stronnictwo Narodowe – partia polityczna wywodząca się z narodowej demokracji. Powstała w 1928 roku. W trakcie okupacji niemieckiej środowiska SN były mocno zaangażowane w walkę z hitlerowcami. W 1944 roku kierownictwo SN utworzyło Narodowe Zjednoczenie Wojskowe przeznaczone głównie do walki z sowieckim okupantem. W 1947 SN zostało ostatecznie rozbite przez komunistyczne służby bezpieczeństwa.
*** Młodzież Wielkiej Polski – organizacja młodzieżowa kierowana przez SN. Powstała w 1932 roku. Jej celem było wychowywanie młodzieży w duchu wartości narodowych i katolickich. Po wojnie MWP nastawiona była na działalność propagandową przeciwko władzy ludowej.
**** Mieczysław Kocyłowski (1927-1997) –pochodził z Dąbrówki Ruskiej. Jako piętnastolatek został zaprzysiężonym członkiem AK i przyjął pseudonim „Czarny”. Walczył również w oddziale Narodowej Organizacji Wojskowej. Po wojnie dowodził oddziałem samoobrony przed UPA. Odział ten został włączony do Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ mjr Antoniego Żubryda, „Czarny” zaś został jego zastępcą. 23.03.1946 roku zostaje pojmały. Po długim śledztwie skazany na osiem lat więzienia i pięć lat pozbawienia praw obywatelskich. W wyniku ciężkiej choroby zwolniony w 1950 roku. Jest autorem arcyciekawych wspomnień pod tytułem: „Byłem zastępcą Żubryda”. Zmarł nagle 12.02.1997 r w niewyjaśnionych okolicznościach.
***** Jerzy Vaulin został bohaterem reportażu pt. „List do syna” opowiadającego o jego liście do syna Antoniego Żubryda – Janusza Niemca. Vaulin wyznaje w nim, iż to on zamordował rodziców Janusza podając przy tym drastyczne szczegóły mordu. Jak sam skonstatował, żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu nigdy nie miał.

Materiały źródłowe:
Mieczysław Kocyłowski – „Byłem zastępcą Żubryda”.
Brzozowskie Zeszyty Historyczne – część III
Brzozowskie Zeszyty Historyczne – część IX