Mjr Józef Kuraś "Ogień" (1915 – 1947) – część 1

Mjr Józef Kuraś „Ogień” i Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica”

„Walczyliśmy o Orła, teraz – o koronę dla Niego, hasłem naszym Bóg, Ojczyzna, Honor”

tekst ulotki rozwieszanej przez żołnierzy mjr. Józefa Kurasia „Ognia” na przełomie kwietnia i maja 1945 r. m.in. w Szaflarach i Nowym Targu.

Podobnie jak Lubelszczyzna, Podhale stało się w latach okupacji niemieckiej, a później sowieckiej, terenem zaciętych walk partyzanckich o dużym rozmachu i z zaangażowaniem poważnych sił po obu stronach. Jednym z największych w Polsce zgrupowaniem partyzanckim, po wkroczeniu Sowietów dowodził na Podhalu mjr Józef Kuraś ”Ogień”. Jego oddziały tylko w powiecie nowotarskim rozbroiły wszystkie posterunki MO oprócz Zakopanego i Szczawnicy. Niektóre kilkakrotnie. Strach przed nim paraliżował komitety PPR. Nakładał kontrybucje, na funkcjach sołtysów obsadzał swoich ludzi, likwidował konfidentów, funkcjonariuszy UB i NKWD oraz najgorliwszych sługusów nowego okupanta. Publicystyka peerelowska nie pozostawiła na nim i jego żołnierzach suchej nitki. Zrobiono z nich zwykłą bandę rabunkową, a ich dowódcę czarnym charakterem o rękach splamionych krwią niewinnych ludzi, w ich liczbie również Żydów, co stało się pretekstem do obwołania go antysemitą. Wielu historyków uważa, iż "skrzywienie" życiorysu "Ognia" to majstersztyk komunistycznej propagandy. Ale mimo tego, pamięć i legenda mjr. „Ognia” trwa do dziś, nie tylko na Podhalu, ale i w całej Polsce.

Major Józef Kuraś "Ogień"

Józef Kuraś urodził się w Waksmundzie k. Nowego Targu 23 października 1915 roku. Był najmłodszym synem Józefa i Antoniny z d. Ligęza. Miał braci Władysława, Wojciecha, Jana i Michała oraz młodszą siostrę Marię.
W latach 1921 – 1926 chodził do szkoły w Waksmundzie, a w latach 1928 – 1933 do gimnazjum w Nowym Targu. W 1936 r. został powołany do wojska. Służbę odbył w 2 Pułku Strzelców Podhalańskich (2 PSP) w Sanoku, a następnie skierowany został do szkoły podoficerskiej Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) w Głębokiem, gdzie po jej ukończeniu awansowano go do stopnia kaprala. Po kursie pełnił służbę w Słobodce koło Wilna. Po powrocie z wojska, Kuraś ponownie zajął się pracą na roli i włączył się w nurt polityki ludowej. Pragnął w ten sposób kroczyć śladami ojca Józefa, który w 1923 roku zorganizował koło PSL „Piast”, które w połowie lat 30 – tych jako koło SL liczące około 50 członków, w powiecie zajmowało trzecie miejsce po Nowym Targu i Maruszynie. Późną wiosną 1939 roku Kuraś został wezwany na kilkutygodniowe ćwiczenia w szeregach 1 PSP w Nowym Sączu. 24 sierpnia uległ zmobilizowaniu.

Rok 1936. Józef Kuraś w mundurze 2 Pułku Strzelców Podhalańskich.

Walczył w szeregach 8 kompanii pod dowództwem kpt. Lucjana Świerczewskiego. Kompania tak jak i cały pułk pozostawała w ciągłej walce z atakującymi Niemcami. Jej szlak bojowy wiódł od Limanowej przez Nowy Sącz, Bobową, Szymbark, Jasło, Krosno, Dynów, Bircze, Mościska i Las Janowski.
18 września, na drugi dzień po przekroczeniu polskiej granicy przez wojska sowieckie, dowództwo 1 PSP postanowiło się poddać Niemcom. Józef Kuraś nie wybrał jednak niewoli i z kilkoma innymi oficerami i żołnierzami zamierzał przedostać się do Francji. Plan ich jednak się nie powiódł i po tułaczce, 14 października 1939 roku Kuraś wrócił do Waksmundu. Nadszedł czas okupacji niemieckiej. Na Podhalu rozpoczęła się akcja wdrażania niemieckiej polityki narodowościowej: propaganda przekonywała górali, że są ludnością odrębną, niepolską, mającą przodków w skandynawskich Gotach. Akcja „Goralenvolku” obejmowała szkoły, w których zaczęto nauczać języka góralskiego, oferowała lepsze warunki życia dla ludzi przyznających się do pochodzenia góralskiego, namawiała do wyjazdu do pracy do Rzeszy.
Trud zwalczania „Goralenvolku” podjęły organizacje Związek Walki Zbrojnej – Armia Krajowa, Powiatowa Delegatura Rządu, SL Roch. Były to działania w rzeczy samej o podobnej idei, lecz działające osobno, co nie wróżyło powodzenia w wysiłkach. Dopiero w maju 1941 roku za sprawą Augustyna Suskiego – absolwenta Uniwersytetu Jagiellońskiego, wykładowcy i wychowawcy młodzieży wiejskiej w uniwersytetach ludowych – nastąpiła konsolidacja sił poprzez stworzenie organizacji konspiracyjnej pod nazwą Konfederacja Tatrzańska. Głównym jej celem była walka z okupantem o Polskę wolną, niepodległą, ale też demokratyczną. Członkami Konfederacji były osoby związane przed wojną z ruchem ludowym istniejącym na Podhalu; do tego kręgu zaliczał się też Józef Kuraś „Orzeł” przewodniczący placówce KT w Waksmundzie.
Właśnie za jego sprawą placówka ta, istniejąca od czerwca 1941 roku, wykazała dużą aktywność w zwalczaniu „Gorallenvolku”, przeciwdziałaniu na rzecz wyjazdu do Rzeszy, przeciw wywózce drzewa do tartaku dla celów wojennych, przeciw kontyngentom itp. Wśród tych ludzi zrodziła się myśl zorganizowania grupy wypadowej przeciw instytucjom pracującym na rzecz wroga.
Kuraś od chwili utworzenia oddziału, w obawie przed aresztowaniem w domu bywał tylko po kryjomu, a nocami organizował akcje przeciw urzędom administracyjnym i placówkom gospodarczym w Łopusznej, Szaflarach i Odrowążu. Grupa niszczyła spisy ludności, inwentarze, wykazy kontyngentów, zabierała pieniądze oraz towary ze sklepów.
Rok 1942 przyniósł rozbicie Konfederacji Tatrzańskiej wskutek inwigilacji wewnętrznej prowadzonej przez niemieckiego agenta Stanisława Wegner – Romanowskiego.

Józef Kuraś w otoczeniu współpracowników oddziału.

Z organizacji pozostał czynny jedynie oddział Kurasia, którego członkowie od tej chwili ograniczyli kontakt z ludnością okolicznych wiosek do minimum.
W 1943 na Kurasia spadł ogromny cios; w odwecie za zamordowanie na Turbaczu dwóch policjantów granatowych – agentów gestapo i w skutek denuncjacji, Niemcy 29 czerwca otoczyli dom Kurasiów w Waksmundzie, zamordowali 73 – letniego ojca, żonę Elżbietę i 2,5-rocznego synka Zbigniewa, a dom spalili.
Od czerwcowej tragedii Kuraś zmienił pseudonim z „Orła” na „Ogień”, co było wynikiem bólu po stracie najbliższych, jak również znakiem rozpoczęcia nowego rozdziału w walce z wrogiem.
Po likwidacji KT istotnym problemem dla grupy Kurasia stało się zaplecze organizacyjne. Nie widząc perspektyw na odwołanie się do ludowców, którzy w powiecie nowotarskim nie dysponowali własną silą zbrojną, „Ogień” zdecydował się na kontakt z AK. 10 lipca 1943 roku na Turbaczu spotkał się z ppor . Władysławem Szczypką „Lechem” z Mszany Dolnej i jego zastępcą ppor. Janem Stachurą „Adamem” gdzie osiągnięto porozumienie, na mocy którego oba oddziały utworzyły obóz, zachowały wobec siebie autonomię, kierownictwo nad grupami objął „Lech”, zaś Kuraś otrzymał funkcję szefa gospodarczego. Obóz o kryptonimie „Wilk” istniał do stycznia 1944 roku.
Pomimo współpracy z Arm
ią Krajową Kuraś wyraźnie oddzielał się od polityki londyńskiej, opierając się na poglądach ludowych. Niemal bezpośrednio po likwidacji „Wilka”, ludowcy nowotarscy uznając, za ludowy oddział „Ognia” – wiosną 1944 roku – włączyli go za jego przyzwoleniem do Ludowej Straży Bezpieczeństwa (LSB), która miała być odrębną siłą zbrojną na tym obszarze. Pomimo upomnień o podporządkowaniu się dowództwu AK – Kuraś nie zdecydował się na zmianę organizacji.
Latem 1944 roku doszło do spotkania z pojedynczymi oddziałami sowieckimi. „Ogień” za zgodą nowotarskiego Powiatowego Kierownictwa Ruchu Ludowego (PKRL) nawiązał kontakt z grupą Ludmiły Gordijenko „Tania”. Chociaż Kuraś nie należał do sympatyków Sowietów, to współdziałał z nimi z powodu wspólnoty interesów – walki z Niemcami.
Nowotarska Powiatowa Delegatura Rządu (PDR), bezpośrednio po wybuchu powstania warszawskiego podjęła decyzję o usunięciu niemieckich konfidentów z terenu Podhala. Na wykonawcę rozkazu przeznaczyła Kurasia wraz z jego ludźmi; tak powstał Oddział Specjalny mający za zadanie wykonywanie podziemnych wyroków.
Najważniejsze walki Kuraś toczył w styczniu 1945. 20 stycznia wspólnie z AL rozbił kolumnę niemieckich samochodów ciężarowych pod Klikuszową. Współpracował z regularną Armią Czerwoną, prowadząc Rosjan sobie znanymi szlakami górskimi. Dzięki szybkiemu opanowaniu okolic Nowego Targu, Niemcy opuścili miasto pozostawiając je nienaruszone. 30 stycznia 1945 roku „Ogień” ze swym oddziałem i grupą partyzantów sowieckich wkroczył do Nowego Targu. Wojna z Niemcami dla Józefa Kurasia zakończyła się. Niebawem jednak miała się rozpocząć kolejna.
Podhale po wojnie wkroczyło w nowy etap stosunków społeczno – politycznych. Usuwanie niemieckiego okupanta trwało dosyć długo, w dodatku musiano rozprawić się z przeróżnymi kolaborantami hitlerowskimi. Nastąpił wzmożony ruch ludności i to we wszystkich możliwych kierunkach: wyjeżdżali mieszkańcy Wielkopolski, Warszawy i innych regionów wysiedleni stamtąd przez władze okupacyjne; opuszczali przeludnione wsie młodzi górale udając się na Śląsk i ziemie zachodnie w poszukiwaniu pracy – ale tylko nieliczni tam zostawali – większość rychło wracała z powodu nieprzystosowania do nowych realiów życia i tęsknoty za rodzinnymi stronami.
W Nowotarskie przybywali też inni: jedni dla zrobienia interesów, gdyż wabiła ich bliskość granicy; ci związani z władzą, obejmowali różne stanowiska najczęściej nie zważając na miejscowe sympatie polityczne. Przyjeżdżali tutaj również ci, którzy chcieli opuścić kraj ze względów politycznych, albowiem w pierwszych miesiącach wolności przekroczenie granicy z Czechosłowacją nie stanowiło trudności.
Sama wojna i okupacja pozostawiła nieciekawą moralnie spuściznę: powszechne nielegalne pędzenie wódki i spowodowane tym pijaństwo, złodziejstwo połączone z bandytyzmem, któremu sprzyjała powszechna dostępność broni. Wykorzystywali to ludzie nie posiadający zawodu, zatrudnienia, wykolejeni przez wojnę. Proceder ten uprawiali też przybysze, i to ci którzy zawodowo mieli z tym zjawiskiem walczyć; milicjanci i żołnierze Ludowego Wojska Polskiego, od szeregowców poczynając na oficerach kończąc.
Wreszcie nadejście nowej władzy spowodowało niepokoje i niepewność ludności, która z pogłosek napływających sukcesywnie na Podhale, poczęła wyrabiać sobie własny punkt widzenia na nowe rządy i formy ich sprawowania. Najpierw jedyna władzą była rosyjska komenda wojenna składająca się z sił NKWD pod rozkazami majora Leonida Masłowa. Rządy komendy wojennej trwały do czasu wycofania głównych sil Armii Czerwonej z terytorium Niemiec w lipcu 1945 roku – już po powołaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. W ten sposób stworzono warunki do zainstalowania się pierwszych władz w powiecie, w którym nie było komunistycznej tradycji. Organizatorów trzeba było przysłać z zewnątrz i jak się okazało, również większość funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UBP), ponieważ miejscowi partyzanci spod znaku BCh czy AK nie nadawali się do wykonywania nowych zadań. Powiatowy UBP (PUBP) nadal pracował pod dyktando „doradcy” z NKWD, który uczył polskich funkcjonariuszy „nowych” sposobów działania, aby umocnić władzę PPR.
Jak przedstawiały się losy Kurasia w tym okresie? Bezpośrednio po zdaniu broni i rozwiązaniu oddziału, za aprobatą Masłowa, wspólnie z ppor. Zygmuntem Sieleckim z AL przystąpili do organizacji odpowiednich służb tworząc zalążki przyszłej Komendy Powiatowej MO. Z racji tego „Ogień” i jego ludzie zostali uznani za funkcjonariuszy MO; samego Kurasia zaczęto określać mianem komendanta powiatowego. Trzeba przyznać, że z powierzonego im zadania „ogniowcy” wywiązali się poprawnie, traktując całą akcję jako uwieńczenie walki z wrogiem.
Na początku lutego 1945 roku przybyła z Krakowa ekipa dla zorganizowania Komitetu Powiatowego Polskiej Partii Robotniczej (KP PPR), KP MO i PUBP. PPR organizował Władysław Machejek jako sekretarz, komendantem powiatowym MO został mianowany ppor. Aleksander Karaś, a szefem PUBP – ppor. Stanisław Strzałka. Doszło do pierwszego spotkania Kurasia z nominatami. Z pewnością rozmowa nie należała do łatwych, jednakże obie strony musiały dojść do porozumienia, gdyż 8 lutego „Ogień” udał się wraz z Janem Kolasą „Powichrem” do Lublina do rządu. Wg Kolasy „pojechaliśmy tam bo tam był według nas, nasz partyzancki sztab, nasz rząd”.
Z Lublina udali się do Warszawy (Rząd Tymczasowy i Komitet Centralny PPR przeniesione zostały wcześniej do stolicy) gdzie w Departamencie Kadr MBP Kuraś otrzymał skierowanie do pracy w PUBP w Nowym Targu, które równało się nominacji na stanowisko kierownika. Z tym dokumentem zameldował się w połowie marca w Wojewódzkim UBP w Krakowie, tym samym otrzymując formalny angaż na wymienione wyżej stanowisko.
Nominaci w Nowym Targu poczuli się zagrożeni. Przecież bezpośrednio po wyjeździe Kurasia rozpoczęli weryfikację członków UBP i MO zwalniając ludzi nie związanych z PPR, obsadzając stanowiska swoimi ludźmi z zewnątrz. Jednocześnie trwało dochodzenie na temat przeszłości okupacyjnej Kurasia, potrzebne do sporządzenia wniosku o zwolnienie go ze służby w trybie natychmiastowym.
Kuraś po powrocie zastał swoje stanowisko obsadzone przez nieznaną osobę, udał się więc do Zakopanego by objąć funkcję zastępcy szefa UBP. Według „Powichra”: „pojechaliśmy tam, ale nic nam się nie spodobało”.
Tymczasem WUBP na wniosek nadesłany z Nowego Targu, wszczął śledztwo przeciw Kurasiowi. Oprócz zarzutów z czasu okupacji, doszły nowe, a mianowicie pijaństwo na posterunkach MO oraz „znikanie broni”. Należy liczyć się z faktem, że Kuraś dysponując swoimi ludźmi zarówno w Urzędach nowotarskim jak też krakowskim, mógł mieć informacje dotyczące postępowania przeciwko niemu. 11 kwietnia 1945 r . został wezwany do WUBP – prawdopodobnie w celu złożenia wyjaśnień, jednak licząc się z możliwością aresztowania nie stawił się tam i wraz z grupą swoich podkomendnych, ponownie ruszył w góry…

Józef Kuraś "Ogień" (w białej koszuli, w środku) w otoczeniu górali – żołnierzy i współpracowników jego oddziałów (drugi z prawej – zastępca "Ognia" – Jan Kolasa "Powicher")

Część 2 >
Strona główna – wprowadzenie >

Mjr Józef Kuraś "Ogień" (1915 – 1947) – część 2

13 kwietnia 1945 r. …

13 kwietnia 1945 r. przeprowadził odprawę swoich byłych podkomendnych w górach, zapowiadając walkę przeciw ZSRR i komunistom. Bronisław Szaokalski „Herkules” (adiutant „Ognia”) wspominał, że poszli na Turbacz, tam „Ogień” wygłosił przemówienie, w którym powiedział m.in.: „walkę musimy zacząć od początku i teraz będziemy się bić za Polskę bez komunistów”.

Odciski pieczęci używanych przez oddziały Józefa Kurasia „Ognia”

Zgrupowanie „Ognia” przyjęło nazwę Oddział Partyzancki „Błyskawica” i od początku zorganizowane było według wzorów wojskowych. Józef Kuraś wykorzystał tu niewątpliwie swoje duże doświadczenie zarówno z okresu okupacji niemieckiej jak i z czasów służby wojskowej w okresie przedwojennym i w 1939 r.
Surowe przestrzeganie zasad dyscypliny wojskowej i konspiracyjnej mogło być jedynym środkiem zapewniającym bezpieczeństwo oddziału i umożliwiającym skuteczne dowodzenie.
Wg. szacunków, opartych na późniejszych danych MSW, liczba partyzantów „Ognia” przebywających w oddziałach leśnych oscylowała między 500 a 700 osobami. Sieć wywiadu, łączników i informatorów była kilkakrotnie bardziej rozbudowana. W roku 1946 pod dowództwem „Ognia” znalazła się duża część znaczących i najaktywniejszych jednostek partyzanckich z terenu województwa krakowskiego.
Podobnie jak działający na obszarach Polski północno-wschodniej i północnej mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, Józef Kuraś „Ogień” podzielił oddział na kilkudziesięcioosobowe grupy występujące pod nazwami kolejno numerowanych kompanii. Dowódcy każdej z nich cieszyli się dość dużym zakresem samodzielności, jednak byli zobowiązani składać dowódcy zgrupowania szczegółowe raporty z działalności i przedstawiać do akceptacji plany na przyszłość. O ile było to możliwe, „Ogień” spotykał się z nimi co najmniej raz w miesiącu.
Na czele całego zgrupowania stał sztab, który oprócz „Ognia” jako komendanta, tworzyli wyszkoleni oficerowie i najbardziej zaufani współpracownicy, którymi byli: Jan Kolasa „Powicher” – zastępca „Ognia”, Jan Batkiewicz „Śmigły”, Kazimierz Kuraś „Kruk”, Franciszek Dróżdż „Szpak” i Antoni Wąsowicz „Roch” pełniący funkcje dowódców tzw. Komisji Szybko – Wykonawczej, oraz Stanisław Ludzia „Harnaś” i Bogusław Szokalski „Herkules” – adiutanci dowódcy.

Oddział Ochrony Sztabu

Oddział ochrony sztabu zgrupowania "Ognia". Lato 1946 r.

Oddział Ochrony Sztabu zgrupowania „Ognia” podzielony był na pięć drużyn, dowodzonych przez „Marnego”, „Skałę”, „Ponurego”, „Zająca” i „Śmigłego”. Liczba żołnierzy przebywających bezpośrednio przy sztabie dowództwa wahała się od 60 do 90 ludzi, którzy operowali głównie w rejonie Ochotnicy i masywu Turbacza. Sztab stacjonował najczęściej w szałasach, bacówkach i ziemiankach na Turbaczu, Kiczorze, Starych Wierchach oraz Lubaniu, a operował głównie na terenie Gorców i w okolicznych miejscowościach.
W sierpniu 1946 r. WiN raportował do Londynu: „Uzbrojenie Oddz[iałów] „Ognia” [to]: broń automatyczna, przeważnie pochodzenia angielskiego i amerykańskiego, rkm-y, ckm-y i granatniki. […] W rejonie Turbacza i Obidowej na szczytach gór stoją baraki i silne placówki „Ognia”, pod kontrolą których pozostaje cała okolica ze specjalnym uwzględnieniem szos”.
Na ogół kiedy dochodziło do walki grupy sztabowej z przeciwnikiem, „Ogień” obejmował bezpośrednią komendę. Tak było na przykład w czasie walki oddziału sztabowego z KBW w dniu 29 IX 1946 r. nad Ochotnicą: „Ogień” dowodził walka osobiście – zaatakowani w obozie partyzanci wycofali się bez strat własnych, zabijając przy tym dwóch żołnierzy KBW.

Apel w obozie oddziału ochrony sztabu mjr. Józefa Kurasia "Ognia" (przyjmuje meldunek). Lato 1946 r.

1 Kompania
1 Kompania działała głównie we wschodniej części powiatu nowotarskiego, na Spiszu i w zachodnich rejonach pow. nowosądeckiego. Oddział liczył ok. 60 osób. Pierwszym dowódcą tej kompanii był związany z „Ogniem” jeszcze z czasów wojny Eugeniusz Melnyczuk „Lis”. Po jego aresztowaniu przez UB dowództwo objął Marin Kubiak „Roman” a po nim Jan Batkiewicz Śmigły”

2 Kompania

Rok 1946. Pododdział 2 kompanii zgrupowania "Ognia" dowodzony przez kpr. Jerzego Laurmana "Abusia", klęczy w środku.

Najważniejszym rejonem działania 2 Kompanii były tereny obejmujące obszary Tatr i pogranicza słowackiego przez Zakopane i Kościelisko, aż po Witów i Czarny Dunajec. Liczebność grupy dochodziła do 120 ludzi. Do października 1946 r. dowódcą oddziału był zdemobilizowany oficer 16 pp. ppor. Stefan Ostaszewski „Rysiek”. Po jego dezercji, w dniu 17 X 1946 r. „Ogień” mianował dowódcą 2 Kompanii „Powichra”. Tego samego dnia do grupy zostali wcieleni żołnierze 4 Kompanii „Dzielnego”. W październiku i grudniu oddział został kilkakrotnie rozbity, a „Powicher” (w grudniu), wrócił do sztabu zgrupowania. Dowództwo grupy objął wówczas jego dotychczasowy zastępca – Jan Zdybalski „Tom”.

3 Kompania

Partyzanci z oddziału Henryka Głowińskiego „Groźnego” – 3 kompania zgrupowania „Ognia”. Stoja od lewej: NN „Janosik”, Ignacy Wacławik „Kula”, Ludwik Baliński „Tur”, Czesław Stolarczyk „Guc”(stoi za „Turem”), Stanisław Wróbel „Bimber”, Józef Świder „Pacuła”, Henryk Głowiński „Groźny”, Stanisław Kaciczak „Bocian”, Wojciech Krzeszewski „Baca”, Jan Osiecki „Bratek”, Adam Domalik „Kowboj”. Leżą (od lewej): NN „Kominiarz”, Antoni Wąsowicz „Roch”

3 Kompania operowała głównie w okolicach Rabki, Chabówki i Raby Wyżnej, lecz obszar jej działania obejmował również tereny zachodniej części powiatu nowotarskiego (i okolic Nowego Targu) oraz południowych rejonów pow. myślenickiego i limanowskiego, aż po powiat nowosądecki. Oddział liczył ok. 75 ludzi. Juz w roku 1945 dowodził nim dezerter z WP, Henryk Głowiński „Groźny”. Po śmierci „Groźnego” w walce z KBW (9 listopada 1946 r.) dowództwo grupy objął jego zastępca, pochodzący z Wileńszczyzny Antoni Wąsowicz „Roch”.
4 Kompania
Na czele stosunkowo nielicznej, bo liczącej ok. 15 osób, 4 Kompanii stał ppor. Edward Radyga "Łoś". Działała ona na pograniczu powiatów Nowy Targ i Limanowa oraz we wschodniej części powiatu nowotarskiego. Na skutek poniesionych strat w walce w Szczawie 26 września 1946 r. cała Kompania przyłączyła się w Lubomierzu do grupy sztabowej. 17 X 1946 r. „Ogień wcielił ją do 2 Kompanii.

5 Kompania
5 Kompania działała w południowych rejonach pow. limanowskiego. Liczyła ok. 60 osób. Dowodził nią Kazimierz Paulo „Skała”. Od jesieni 1946 r. Kompania ta działała w ścisłej łączności z samodzielnymi, lecz podporządkowanymi formalnie „Ogniowi”, oddziałami „Błyskawica” Michała Duronia „Wichra” i „Wolność” Stanisława Papierza „Sępa”.

6 Kompania (krakowska)
Oddział krakowski zgrupowania „Ognia” był faktycznie 6 Kompanią, wydaje się jednak, że w praktyce nazwy tej nie używano. Założycielem i pierwszym dowódcą tej grupy był Zdzisław Lisik „Mściciel”. Początkowo działała ona tylko w Krakowie. Używała nazwy Ruch Oporu Armii Krajowej (ROAK) i kontaktowała sie z oddziałami Franciszka Mroza „Bobra” z myślenickiego. Po wielu zabiegach udało sie nawiązać kontakt ze zgrupowaniem „Ognia” i w 1946 r. podporządkowano oddział Kurasiowi, a dowództwo objął, przysłany ze sztabu zgrupowania Jan Janusz „Siekiera”. Dnia 18 VIII 1946 r. oddział ten zajął więzienie św. Michała w Krakowie, a także rozpoczęto systematyczne wypady w okolice Krakowa, szczególnie w miechowskie. 20 IX 1946 r. „Siekiera” wiozący raporty do „Ognia” został przypadkowo aresztowany przez patrol KBW. Wydarzenie to pociągnęło za sobą duże aresztowania wśród członków grupy. Nowym dowódcą zdziesiątkowanej kompanii został, mianowany 25 IX 1946 r. przez „Ognia”, Marian Zielonka „Bil”, który stał na jej czele aż do śmierci Józefa Kurasia.

7, 8, 9 Kompania
Kolejne Kompanie (7, 8 i 9) tworzyły podporządkowane zgrupowaniu „Ognia” oddziały partyzanckie:
Grupa „Zemsta” (7 Kompania) działająca na terenie powiatu nowosądeckiego, pod dowództwem Zygmunta Wawrzuty „Zemsty”, a po nim Bronisława Bubliko „Żara”, licząca ok. 30 osób.
Grupa „Grot” (8 Kompania) działająca na terenie pow. nowosądeckiego i limanowskiego, pod dowództwem Mariana Mordowskiego „Ojca”, licząca ok. 15 ludzi.
Grupa „Huragan” (9 Kompania) pod dowództwem Andrzeja Szczypta „Zenita” działała także na terenie pow. nowosądeckiego i liczyła ok. 35 ludzi.

Nazwę „Huragan” nosił również podporządkowany „Ogniowi” w 1946 r. oddział Jana Ziomkowskiego „Huragana”, działający w pow. wadowickim, liczący ok. 30 osób.
Również w pow. wadowickim działał oddział „Błyskawica”, jeden z najaktywniejszych w tamtym rejonie, pod dowództwem byłego żołnierza oddziału AK „Chełm” Michała Dudonia „Wichra”, liczący ok. 70 ludzi.
Na terenie pow. wadowickiego działał także trzeci oddział o nazwie „Huragan”, z którym oddział „Błyskawica” ściśle koordynował swoje działania. Oddział wszedł w skład zgrupowania „Ognia” w sierpniu 1946 r. a jego dowódcami byli kolejno: Mieczysław Sobolewski „Prut”, Stanisław Marek „Orlicz” i Henryk Dołągowski „San”.
Kolejnym, ok. 80 osobowym, doskonale zorganizowanym oddziałem podległym „Ogniowi”, był oddział „Burza” dowodzony przez Mieczysława Wądolnego „Mściciela”, operujący głównie w pow. wadowickim i myślenickim.

Żołnierze Mieczysława Wądolnego „Mściciela” – oddział Ignacego Sikory „Prawego” (stoi czwarty od lewej z żoną)

W 1946 r. „Ogień” nawiązał kontakty organizacyjne z krakowską organizacją konspiracyjną Armia Polska w Kraju, kierowana przez Aleksandra Delmana. Wg. niepotwierdzonych informacji miał być mianowany komendantem podległych jej oddziałów zbrojnych na Podhalu i za jej pośrednictwem otrzymać stopień majora.
Utrzymywał też kontakty konspiracyjne z bliżej nieznanymi ośrodkami na Śląsku, w Wielkopolsce i Pomorzu. Czterokrotnie spotykał się z kurierem Andrzejem Gocem, który przenosił korespondencję pomiędzy J. Kurasiem a siedzibą polskiego oficera łącznikowego w Monachium.

Oddziały podległe „Ogniowi” rozpoczęły działania zbrojne już w kwietniu 1945 roku.
W nocy z 17 na 18 kwietnia 1945 r. grupa „ogniowców” pod dowództwem Józefa Książka „Jastrzębia” rozbiła PUBP w Nowym Targu, zabijając przy tym czterech pracowników UB.

1945. Żołnierze zgrupowania "Ognia" z oddziału "Jastrzębia". Stoją od lewej: NN "Sosna", Józef Książek "Jastrząb", NN "Leniwy" i NN "Wicher", siedzi NN "Wilk".

Zaraz następnego dnia (18 IV 1945 r.) podkomendni „Ognia” rozbroili milicjantów z posterunku w Bukowinie Tatrzańskiej.
23 IX 1945 r. oddział Mieczysława Wądolnego „Mściciela” zlikwidował referenta UB z posterunku w Babicach (pow. Chrzanów), a po kilku tygodniach dokonał rozbicia i całkowitego zniszczenia posterunku MO, także w Babicach.

Głównym celem akcji likwidacyjnych byli funkcjonariusze UB i NKWD. Powszechnie zdawano sobie sprawę, że UB-owcy i ich zwierzchnicy – instruktorzy z NKWD – byli najważniejszym ogniwem nowego reżimu w terenie i zbrojnym ramieniem partii komunistycznej.
Nie stosowano jednak zasady odpowiedzialności zbiorowej i każdy fakt zastrzelenia funkcjonariusza musiał być umotywowany. Inną kwestią było strzelanie do nich jako atakujących, jak np. 28 IV 1945 r., gdy w czasie obławy zginęło od kul „ogniowców” dwóch żołnierzy NKWD.
W ściśle tajnych opracowaniach UB znajdują się informacje o stratach wśród funkcjonariuszy sowieckich walczących z „Ogniem”. Z jednego z nich, dotyczącego operacji „Ogniwo” (inwigilacja byłych żołnierzy Kurasia na początku lat 50-tych) wynika, że w okresie od 18 IV 1945 do 1 VIII 1945 w walce z partyzantami „Ognia” zginęło 27 członków NKWD.

Część 3 >
Strona główna – wprowadzenie >

Mjr Józef Kuraś "Ogień" (1915 – 1947) – część 3

Przeciwnik jednak nie …

Przeciwnik jednak nie próżnował i ciągle prowadzono operacje przeciwko zgrupowaniu „Ognia”, ale pomimo nieustannych, trwających aż do początków czerwca 1945 r. obław NKWD i rozproszenia oddziału Kurasia pod Turbaczem, potrafili „ogniowcy” skutecznie sie bronić, i tak np. 25 IV 1945 r. w czasie jednej z akcji „przeciw bojówce Ognia”, zginął kolejny funkcjonariusz nowotarskiego UB Romuald Rozmarynowski.
Zgoła inaczej traktował „Ogień” milicjantów. Uważał, że ich służba jest potrzebna społeczeństwu, bo mają pilnować porządku i bronić ludność przed pospolitym bandytyzmem. Z racji służby nie byli wrogami, tym bardziej, że wielu z nich mu sprzyjało. Akcje skierowane były przeciwko szczególnie niebezpiecznym funkcjonariuszom, współpracującym z UB i całym posterunkom udzielającym aktywnej pomocy w działaniach sił resortowych przeciw partyzantom.

Żołnierze jednego z pododdziałów zgrupowania mjr. "Ognia"

Oddziały „Ognia” prowadziły też cały szereg akcji wymierzonych w Słowaków opowiadających się za przyłączeniem polskich części Spiszu i Orawy do państwa słowackiego.
Problemem zupełnie innej natury i niezmiernie ważnym jest kwestia stosunku „Ognia” i jego żołnierzy do ludności żydowskiej. Niestety, ton dyskusji na temat „Ognia” przez wiele lat narzucała propaganda i stronnicze opracowania z okresu PRL, w których oskarżany był o antysemityzm i planowe wyniszczanie Żydów. Problem jest o tyle trudny, że taki obraz działalności Kurasia był jednym z fundamentów tej propagandy i niejednokrotnie przy tym (nawet jeszcze w latach 90-tych) dowodzenie opierano na wydaniach, wielokrotnie wznawianej książki, byłego sekretarza PPR w Nowym Targu, W. Machejka „Rano przeszedł huragan”, które były skrajnie stronniczym i niewiele mającym wspólnego z rzeczywistością materiałem propagandowym oraz na cytatach ze spreparowanego w całości przez Machejka, rzekomego dziennika „Ognia”.
Jak w całej Polsce, tak i na Podhalu Żydzi ginęli z rąk podziemia, nie jako przedstawiciele swojego narodu, ale z racji służby w organach represji, PPR lub agenturalnej współpracy z UB.
Dobrym przykładem może być rozbicie przez oddział „Ognia” PUBP w Nowym Targu w kwietniu 1945 r., gdzie zastrzelono wszystkich pojmanych (znanych partyzantom) funkcjonariuszy UB, z których Gadowski był Polakiem, Kosztyło – Ukraińcem, Reichel i Burzyński – Żydami.
Innym przykładem niech będzie zastrzelenie przez partyzantów 10 II 1946 r. Dawida Grassgrüna, który oprócz tego, że był wójtem gminy żydowskiej, był też aktywnym działaczem PPR w Nowym Targu.
Do najbardziej nagłośnionych zdarzeń, w których ofiarami były osoby pochodzenia żydowskiego, należą wydarzenia z dnia 20 kwietnia 1946 r. Zmierzający w kierunku Nowego Targu, w celu ponownego rozbicia tamtejszego PUBP, około 50-osobowy oddział partyzantów „Ognia” na przedmieściach miasta zatrzymywał do kontroli przejeżdżające auta. Partyzanci nie wiedzieli kto jedzie w zatrzymywanych ciężarówkach. Z aut, które stawały na wezwanie, mimo przeprowadzonej szczegółowej kontroli, nie zastrzelono nikogo. Natomiast kierowca jednego z samochodów, jadącego w kierunku Czorsztyna, na widok umundurowanego żołnierza próbującego go zatrzymać, nie zahamował, a pasażerowie (5 osób – jak się okazało później – wszyscy pochodzenia żydowskiego) otworzyli ogień w kierunku partyzantów. Po krótkiej strzelaninie samochód zatrzymano, a wszyscy pasażerowie zostali rozstrzelani na miejscu. Na podstawie zeznań świadków należy przypuszczać, że ludzie ci zamierzali przez „zieloną granicę”, nielegalnie przedostać się na Słowację. Nie wiedzieli, kto ich zatrzymuje; czy umundurowani ludzie na drodze to UB, wojsko czy też partyzanci.
Powyższe i podobne przykłady, a także prowokacje UB-eckie, jak np. w Kielcach, doskonale wykorzystywała komunistyczna propaganda, by przedstawić żołnierzy niepodległościowego podziemia (w tym i „Ognia”), jako zwyrodnialców i antysemitów, i tym samym uzyskać pretekst do pozostania wojsk sowieckich w Polsce, jakoby dla ochrony zagrożonej, dopiero co ocalałej z zagłady, ludności żydowskiej.
Absurdalność tych zarzutów jest tak wielka, że trudno z nimi polemizować, ale jako ciekawym przyczynkiem do dyskusji na ten temat może być wykonanie wyroku śmierci na Janie Wąchale „Łaziku”. Egzekucja Wąchały z wyroku „Ognia” za morderstwo popełnione w celach rabunkowych na dwóch kupcach – Żydach, może być świadectwem przeciwstawiania się „Ognia” tego rodzaju aktom kryminalnym, niezależnie od narodowości sprawców i ofiar.
Warto też zwrócić uwagę, że analiza poszczególnych wydarzeń, posiadane informacje na temat siły i obszaru działalności zgrupowania „Ognia” w 1946 r. wskazują, że co najmniej na terenie kilku powiatów większość Żydów przebywała w zasięgu jego partyzantów, nie wykluczając samego Nowego Targu i innych miast powiatowych. Wykonywano tam bez większych problemów rozmaite akcje, nawet wymierzone w wysokich lokalnych funkcjonariuszy UB czy PPR. Gdyby rzeczywiście „Ogniowi” zależało na wymordowaniu ludności żydowskiej (jak głosili propagandyści PRL) to należy przypuszczać, że ilość ofiar byłaby zdecydowanie większa.

21 VIII 1945 r. wszedł w życie dekret amnestyjny, jednak „Ogień” nie wierzył w zapewnienia UB i nie zamierzał sie ujawniać. W swoim liście do UB pisał:
„Sprawa złożenia broni: jako Polak i stary partyzant oświadczam: wytrwam do końca na swoim stanowisku”Tak mi dopomóż Bóg”. Zdrajcą nie byłem i nie będę […] Daremne wasze trudy, mozoły i najrozmaitsze podstępy. Gwarancje wolności wydajecie więźniom, których katujecie jak barbarzyńcy. Wstyd i hańba. Swoim postępowaniem doprowadzacie do zguby samych siebie…”.
Taka postawa „Ognia” – cieszącego się rosnącym autorytetem dowódcy największego oddziału na tym terenie – była przyczyną, dla której w całym powiecie nowotarskim do Komisji Likwidacyjnej AK zgłosiło się zaledwie 11 osób. Jednak w skali województwa rozmiary ujawnienia były niewątpliwie sukcesem komunistów i znacznie osłabiły oddziały partyzanckie, co pozwoliło tym skuteczniej przygotować nowe siły do walki z częściowo zdezorganizowanym podziemiem niepodległościowym.
Te oddziały, które pozostały w lesie, zdecydowały się na walkę z siłami represji a jej bezpardonowy charakter był już dla wszystkich oczywisty. Po reorganizacji zgrupowania, partyzanci „Ognia”, począwszy od grudniu 1945 r., przeprowadzili szereg udanych akcji zbrojnych.

Partyzanci ze zgrupowania mjr. "Ognia"

9 XII 45 r. ok. godz. 16:30 jeden z oddziałów należących do zgrupowania „Ognia”, dowodzony przez Henryka Głowińskiego „Groźnego” rozbroił posterunek MO w Łopusznej. Pobito komendanta, zabrano broń, odzież, żywność, pieniądze i wszystkie akta.
11 XII 45 r. również oddział „Groźnego” rozbroił siedzibę miejskiego UBP w Rabce i wykonał wyrok śmierci na kierowniku placówki UB, Mieczysławie Stramce.
26 XII 45 r. patrol z oddziału „Groźnego” rozbroił posterunek MO w Skawie koło Rabki.
31 XII 45 r. żołnierze „Ognia” rozbroili posterunek MO w Odrowążu.
19 I 46 r
. rozbrojono posterunek MO w Niedzicy, zniszczono kancelarię i zastrzelono komendanta.
20 II 46 r. oddział „Groźnego” zajął posterunek MO w Rabie Wyżnej. Partyzanci nie wyrządzili żadnej krzywdy milicjantom, natomiast rozstrzelali przed budynkiem dwóch funkcjonariuszy UBP, z Raby Wyżnej i z PUBP w Nowym Targu.
4 VIII 46 r. na Gubałówce, na stacji kolejki linowej, partyzanci z 2 Kompanii „Ognia” stoczyli walkę z grupą operacyjną, która próbowała ich aresztować. Zginęło 8 ludzi z UB, MO i KBW. Partyzanci mieli jednego lekko rannego.
18 VIII 46 r. odbyła się jedna z najgłośniejszych i najbardziej znaczących akcji wykonanych przez żołnierzy z 6 Kompanii (krakowskiej), kiedy to zdobyto i zajęto więzienie św. Michała w Krakowie, i uwolniono 64 aresztowanych, z których znaczna część zasiliła zgrupowanie „Ognia”.
Tydzień później, 25 VIII 46 r. odbito ze szpitala św. Łazarza, aresztowanego przez UB rannego partyzanta Eugeniusza Kadrysia. Leżał on w separatce dla więźniów na oddziale chirurgicznym, pilnowany przez wartownika z WUBP. Nad ranem, 10 żołnierzy pod dowództwem Jana Janusza „Siekiery”, rozbroili najpierw wartownika z milicji, stojącego przy wejściu, później obezwładniono UB-owca i milicjanta – sanitariusza. Rannego Kadrysia i jeszcze jednego żołnierza AK z oddziału „Wichra”, zabrano na ciężarówkę , którą zawieziono ich na melinę konspiracyjną w Borku Falęckim. W ogrodzie szpitalnym został rozstrzelany funkcjonariusz WUBP i pielęgniarka, która próbowała wszcząć alarm. Przy zwłokach pozostawiono blankiety z podpisami „Ognia” i „Siekiery”.
22 IX 46 r. na szosie Witów – Zakopane, partyzanci z 2 Kompanii urządzili zasadzki na 12-osobową grupę operacyjną z 2 zmotoryzowanego pułku KBW, powracającą autem z przeprowadzonej w Witowie akcji przeciw oddziałom „Ognia”. Samochód został ostrzelany silnym ogniem broni maszynowej, w wyniku czego 6 żołnierzy zginęło, 3 zostało rannych a reszta uciekła.
5 XI 46 r. zorganizowano udaną akcję odbicia kolejnego z partyzantów, który pilnowany przez KBW leżał ranny w szpitalu w Zakopanem. Ludzie „Powichra”, zastrzelili dwóch pilnujących go wartowników z plutonu zwiadu KBW i zabrali rannego kolegę.

W kolejnych miesiącach, do końca 1946 r., partyzanci „Ognia”rozbili kilkadziesiąt posterunków MO, m.in. w Czorsztynie, Piwnicznej, Szaflarach, Ludźmierzu, Frydmanie (trzy ostatnie w ciągu jednego dnia), Wieprzu, Tylmanowej, Łącku, Krościanku i wielu innych miejscowościach.
Wg. niepełnych danych, w okresie od października 1945 r. do listopada 1946 r. oddziały ze zgrupowania „Ognia”wykonały ok. 50 ataków na posterunki MO, UBP i SOK na terenie woj. krakowskiego, likwidując przy tym wielu funkcjonariuszy UB i NKWD oraz szczególnie niebezpiecznych lub stawiających opór milicjantów.

Żołnierze „Ognia” zlikwidowali m.in.:
25 VII 46 r. w Kalwarii, kpt. Mikołaja Zabłockiego, doradcę PUBP z ramienia NKWD na powiat wadowicki;
30 VII 46 r. zastrzelono naczelnika Wydziału III WUBP w Krakowie, Józefa Gleicka – Grabowskiego w Makowie Podhalańskim;
11 VII 46 r. wykonano wyrok śmierci na naczelniku więzienia w Nowym Targu, Janie Racławskim;

Fragment wyroku śmierci wydanego przez "Ognia" na naczelnika więzienia w Nowym Targu, Jana Racławskiego.

14 VIII 46 r. wykonano wyrok na byłym kierowniku UBP w Rabce, Władysławie Filipiaku, który w tym czasie, po skierowaniu do Centralnej Szkoły MBP i służbie w PUBP w Olkuszu, pełnił funkcję oddziałowego w osławionym więzieniu Montelupich w Krakowie;
28 VIII 46 r. w Nowym Targu zlikwidowano funkcjonariusza tamtejszego PUBP, Stanisława Pyka.

Przez cały 1946 r. w woj. krakowskim, według danych resortowych zostało zabitych w walce i zlikwidowanych 165 funkcjonariuszy UB i MO. Znacząca większość przypada na Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica” mjr Józefa Kurasia „Ognia”.

Niewątpliwie podstawą siły zgrupowania „Ognia” był jego rozbudowany i znakomicie działający wywiad oraz poparcie społeczeństwa, które w naturalny sposób uzupełniało system gromadzenia informacji o przeciwniku.
Starosta powiatu wadowickiego, w sprawozdaniu sytuacyjnym, za sierpień 1946 r. informował: „Walkę z bandami utrudnia fakt niewątpliwej współpracy ludności miejscowej z bandami”.
Odchodząc w góry, „Ogień” nie zabrał ze sobą wszystkich swoich zaufanych ludzi. Część z nich pozostała w strukturach UB i MO, w urzędach pocztowych, przedsiębiorstwach transportu, zaopatrzenia i w administracji, co także sprawiało, że jego wywiad działał doskonale.

Mjr "Ogień (pierwszy z lewej, w górnym rzędzie) wśród żołnierzy i współpracowników jego zgrupowania.

Do likwidacji agentury i wykonywania wyroków została powołana przez „Ognia” tzw. Komisja Szybko – Wykonawcza. Wyroki wydawane były na podstawie informacji od komórek terenowych. Jak wspomina jeden z adiutantów dowódcy „Herkules”: „…o wyroku decydował cały Sztab, nigdy sam „Ogień”.
Przez dłuższy czas oddziały „Ognia” operowały na dużą skalę. Na terenie powiatu nowotarskiego, poza kilkoma miastami, były one faktycznie gospodarzami terenu. I to mimo obecności dużych ilości wojska. „Ogień” na swoim terenie czuł sie do tego stopnia pewnie, że jego podwładni niekiedy wręcz informowali nowotarski PUBP o miejscach swego pobytu. Robili to listownie bądź za pośrednictwem komend MO, np. posterunek MO w Szaflarach został zawiadomiony przez partyzantów „Ognia”, że będą oni obecni 25 IX 1945 r. na zabawie w Bańskiej.

Lato 1946, Kiczora. Józef Kuraś "Ogień" z żoną Czesławą z d. Polaczyk.

Bez żadnych przeszkód, jak w wolnym kraju, 21 IV 1946 r., o godz. 14:00 Józef Kuraś zawarł ślub z Czesławą Polaczykówną w kościele parafialnym w Ostrowsku, kilka kilometrów na wschód od Nowego Targu. Dla pełnego bezpieczeństwa, położona u stóp Gorców wioska, została ze wszystkich stron otoczona uzbrojonymi w rkm-y patrolami. Po ceremonii zaślubin odbyło się wesele na kwaterze, na Górze Waksmundzkiej.
Ludność Podhala w tym czasie zwracała sie do Kurasia nawet z prośbami o rozstrzygnięcie sporów sąsiedzkich.

Część 4 >
Część 1 >
Strona główna – wprowadzenie >

St. sierż. Adam Ratyniec „Lampart” (1926 – 1952) – część 2

Z „HUZAREM” DO KOŃCA

Zatem idzie kontynuować walkę i w tym celu nawiązuje kontakt z Józefem Małczukiem ps.”Brzask”, w rezultacie wraz ze swymi ludźmi dołącza pod jego komendę. Oddział „Brzaska” podporządkowany jest organizacyjnie słynnemu zagończykowi kpt. Kazimierzowi Kamieńskiemu „Huzarowi”, który przejął nazwę i tradycje VI Brygady Wileńskiej. Podstawą ich istnienia jest gęsta siatka oddanych współpracowników, dających schronienie czy zaopatrzenie oraz bystrych informatorów, co pozwala omijać wszelkie zasadzki, permanentnie organizowane przez UB z okolicznych warowni, takich jak Łosice, Hołowczyce czy Sarnaki, którym na pomoc w potrzebie śpieszą również okoliczne powiatówki MO. Wiosną 1950 roku, oddział „Brzaska” stoczył dramatyczny bój z przeważającymi siłami UB i KBW. To krwawe starcie miało miejsce 7 kwietnia w rejonie miejscowości Jabłonna Średnia. W ogniu walki poległ „Brzask” i trzech jego żołnierzy. „Lampart” wraz z czterema ludźmi zdołał wyrwać się z okrążenia i ukrył się w jednym z zamaskowanych bunkrów. Dowództwo nad tą grupką partyzantów w sile patrolu przejmuje ponownie Adam Ratyniec i po przyłączeniu podobnych rozbitków z innych oddziałów prowadzi ich do dalszych akcji jako samodzielny patrol podległy nadal kpt. „Huzarowi”. Działalność bojowa grupy jest ograniczona ze względu na stałe przebywanie w terenie wielkich sił KBW i UB, niemniej od czasu do czasu odział „Lamparta” daje znać o sobie, np. 23 października 1950 r. ostrzelano posterunek MO w Mielniku i dokonano rekwizycji w miejscowej spółdzielni. Miesiąc później podobnej akcji dokonano w Szwejkach, pow. Sokołów. W styczniu 1951 roku dokonano rekwizycji w spółdzielni w Sawicach, gm. Wyrozęby, jednocześnie dokonano akcji na sekretarza PZPR w Wyrozębach, dokonując tylko rekwizycji mienia i żywności. Siłą rzeczy akcje „Lamparta” ograniczają się do dokonywania rekwizycji mienia komunistycznego oraz wyroków na niepoprawnych czy wręcz zbrodniczych wykonawcach polityki nowego ładu. Niekoniecznie były to wyroki śmierci, ale i takie wykonywano. Są to prawa wojenne, a oni do końca traktowali swoją służbę dla narodu, jako wojnę z okrutnym najeźdźcą, który łamał odwieczne polskie prawo do niepodległości i zniewalał społeczeństwo do służenia obcym interesom. Rekwizycje uderzały w reżimowe instytucje, a jednocześnie pozwalały partyzantom płacić za swoje utrzymanie i zaopatrzenie w odzież.

POLOWANIE NA „TYGRYSA”, CZYLI POCZĄTEK KOŃCA

Kadra oddziału „Huzara”. Stoją od lewej: Kazimierz Jakubiak „Tygrys” († 10 V 1952), Eugeniusz Tymiński „Ryś” († 30 V 1951), Wacław Zalewski „Zbyszek” († 24 X 1953), Józef Mościcki „Pantera” († 22 IX 1953), Siedzą od lewej: Kazimierz Parzonko „Zygmunt” († 22 IX 1953), Adam Ratyniec „Lampart” († 11 V 1952). Podlasie, 1951 r.

Coraz trudniej znaleźć pewne schronienie, ludzie podejrzani o sprzyjanie partyzantom są masowo aresztowani, bici, torturowani. W razie donosu, majątek meliniarza zostaje rozgrabiony przez ubeckich notabli, a rodzina bądź wymordowana w czasie przesłuchań, bądź skazana na wieloletnie wyroki. Beznadziejna walka ostatnich grupek partyzanckich toczy się nadal, zabici padają z obu stron ale przewaga wroga jest ogromna i koniec tych zmagań może być tylko jeden.
Dnia 10 maja 1952 r. w rejon dobrze rozpracowany przez UB, na Kolonię Chłopków, przybywa patrol podległy „Lampartowi” w składzie trzech ludzi: dowódca Kazimierz Jakubiak „Tygrys”, Henryk Ostapski „Poleszuk”-„Panek” i Władysław Kapłon „Krakowiak”. Wiadomość o tym Sztab G.O. „Bug” w Łosicach otrzymał jeszcze tego samego dnia o godz. 16:50, a już o godz. 17:00 wyjechała kompania KBW w sile 90 ludzi celem przeprowadzenia akcji ujęcia lub likwidacji patrolu. O godz. 18:05 wojsko otoczyło zabudowania Kolonii Chłopków. Mimo, że partyzanci to zauważyli i natychmiast podjęli próbę przebicia się przez kordon obławy, niestety nie powiodło się im to. Ciężko ranny został ich d-ca „Tygrys”, który zaraz potem popełnił samobójstwo. Pozostali dwaj „Panek” i „Krakowiak” próbowali przebić się w innym miejscu, jednak ogień grupy pościgowej spowodował, że obaj sie poddali.
Ujęci partyzanci, w trakcie podjętego natychmiastowego bestialskiego śledztwa, zeznali o miejscu pobytu pozostałej części patrolu „Lamparta”. Z zeznań wynikało, że patrol wraz z dowódcą znajduje się w masywie leśnym położonym na południe od miejscowości Nurzec – Stacja i koczuje w szałasach w sile 6 ludzi.
Kpr. Kazimierz Jakubiak „Tygrys”, ur. 4 XII 1926 r. Pochodził z rodziny chłopskiej zamieszkałej w Ruskowie, gm. Łysów pow. Siedlce. Początkowo służył w konspiracji w siatce terenowej, potem przeszedł do oddziałów leśnych. Okazał się dobrym żołnierzem, uczestniczył w wielu walkach i akcjach. Od 1950 r. służył w patrolu „Lamparta”. Otoczony przez UB i KBW pod Chłopkowem, bronił się pomimo rany do ostatniego naboju, który pozostawił dla siebie. Jego ciało zabrało UB. Nie ma własnego grobu.


„…PORWAĆ SIĘ NA TYSIĄCE…”

Jeszcze tego samego dnia zarządzono koncentrację sił KBW w Siemiatyczach. Ok. godz. 4:00, dnia 11 maja 1952 r. skoncentrowane siły dwóch batalionów KBW (każdy liczył trzy kompanie wojska) ruszyły do akcji i do godz. 6:30 okrążyły las od strony północnej, wschodniej i południowej (linia ta miała 14 km. długości), a od strony zachodniej wystawiono na wzgórzach okalających z tej strony las, kilka punktów obserwacyjno – podsłuchowych. O godz. 7:30 w okrążony rejon biwakowania „Lamparta” weszła grupa szturmowa i posuwając się tyralierą, rozpoczęła przeszukiwanie lasu, kierując się w stronę gdzie według zeznań ujętych wcześniej partyzantów, miały się znajdować szałasy patrolu „Lamparta”. Grupa szturmowa została na czas zauważona, tak, że partyzanci opuścili szałasy i niepostrzeżenie przeszli na tyły szturmujących. Następnie z odległości 60-70 m., z tyłu partyzanci ostrzelali grupę szturmową z broni maszynowej. Była godz. 8:30, wywiązała się walka ogniowa, w wyniku której został ranny w rękę „Lampart”. Henryk Olesiuk „Sokół” pod osłoną nieustannie prowadzonego ognia z RKM-u przeszedł pomiędzy dwoma stanowiskami żołnierzy obławy i wyszedł w głąb lasu, poza linię okrążenia, po czym zajął stanowisko w odległości 15-20 m. za kordonem i prowadził ogień z tyłu do żołnierzy KBW. W powstałym zamieszaniu, pozostali w okrążeniu partyzanci usiłowali uderzyć od wewnątrz na okrążenie z zamiarem jego przerwania. Manewr ten jednak nie przyniósł oczekiwanych rezultatów i „Sokół” w tej sytuacji postanowił ratować się ucieczką. Tymczasem walka partyzantów w okrążeniu trwała nadal. Grupie szturmowej udało się okrążyć ich drugim pierścieniem, jednak broniący się nie rezygnują z wyrwania się z kotła. St. strz. Andrzej Jakubiak „Ryś” uzbrojony w RKM atakuje pierścień okrążenia w kierunku zachodnim, zostaje jednak ranny i uszkodzono mu RKM, który porzuca i próbuje się wycofać, jednak zostaje zabity. Nim zmarł zdołał jeszcze powiadomić pozostałych o niemożliwości przebicia się w tym miejscu. Siły broniących się topnieją. Niebawem zostaje ranny w biodro kpr. Witold Białowąs „Litwin” i dostaje sie do niewoli. Zaraz potem ginie st. strz. Wiesław Filczuk „Amerykanin”, natomiast dwóm ostatnim: „Lampartowi” i por. Konstantemu Maksymowowi „Ryszardowi” udaje się przebić przez wewnętrzny pierścień grupy szturmowej i zbliżyć się do zewnętrznej linii okrążenia, jednak przy próbie jej pokonania, zostają zauważeni a „Ryszard” został lekko ranny. Obaj zawracają z zamiarem szukania możliwości przebicia się w innym miejscu. Jednak i tu próba nie powiodła się, ginie w walce najpierw por. „Ryszard” a następnie, broniący się do końca „Lampart”. Ta nierówna walka zakończyła się o godz. 16:30. Nie poddali sie łatwo. Przez około siedem godzin walczyli o swoje życie. Przewaga ilościowa i techniczna była po stronie przeciwnika. Tylko determinacją i umiejętnością walki partyzanckiej można tłumaczyć tak długie jej trwanie.

Rys. w/g: Opis akcji operacyjnej przeprowadzonej przeciwko patrolowi „Lamparta” z bandy „Huzara”… Sztab operacji „Narew” dn. 15.05.1952 r. Wysokie Mazowieckie.
Załącznik Nr 1. CAW, sygn. 1580/75/1471.K.225.

KAPITAN SCHODZI OSTATNI

Po likwidacji patrolu „Lamparta” nastąpiły masowe aresztowania wśród członków siatki terenowej podległej kpt. „Huzarowi”, następstwem czego było stopniowe rozbijanie kolejnych patroli bojowych, aż w końcu w efekcie prowokacji aresztowano 29.10.1952 r. kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” i kilku jego podkomendnych. Kpt. K. Kamieński skazany został na trzynastokrotną karę śmierci i wraz dwoma swoimi żołnierzami, stracony 6 października 1953 r.
Po aresztowaniu i śmierci „Huzara” działało jeszcze na Podlasiu kilka grupek partyzanckich, jednak ich działalność nie miała już tak zorganizowanego charakteru i takiego rozmachu.

Oni już dawno odeszli na wieczną wartę, tylko niewielu z nich ma swoje miejsce na katolickim cmentarzu, jeszcze mniej pozostało wśród nas żyjących świadków tych zmagań, którzy mogą zaświadczyć, że tamci oddali życie w imię najświętszych polskich ideałów, w walce z obcym nam systemem, narzuconym siłą sowieckich bagnetów. Naszym obowiązkiem jest kultywować pamięć o bohaterach antysowieckiego oporu, tych którzy walczyli z bronią w ręku i tych, którzy tylko i aż tylko, służyli im gościną, kryjówką i błogosławieństwem.

23 lipca 2006 r., Fundacja „Pamiętamy”, która powstała w 1989 r. i zajmuje się upamiętnianiem walki Polaków o niepodległość Ojczyzny w latach 1939-1956, ufundowała w Mielniku nad Bugiem, pomnik poświęcony pamięci patrolu st. sierż. Adama Ratyńca „Lamparta”. Tydzień wcześniej, 15 lipca 2006 r., także dzięki staraniom Fundacji „Pamiętamy”, w miejscowości Czaje – Wólka, odsłonięto podobny pomnik poświęcony pamięci kpt. Władysława Łukasiuka „MŁota”, d-cy 6 Brygady Wileńskiej AK.

Napis na tablicy w Mielniku brzmi tak:
„Nie dajmy zginąć poległym” – Zbigniew Herbert.
PAMIĘCI BOHATERSKICH ŻOŁNIERZY 6 WILEŃSKIEJ BRYGADY ARMII KRAJOWEJ
ST. SIERŻ. ADAMA RATYŃCA „LAMPARTA”
POR. ANTONIEGO MAKSYMOWA „RYSZARDA”
KPR. KAZIMIERZA JAKUBIAKA „TYGRYSA”
STRZEL. ANDRZEJA JAKUBIAKA „RYSIA”
STRZEL. WIESŁAWA FILCZUKA „ROMKA”

POLEGŁYCH 10 i 11 V 1952 r.
W LESIE SOKÓLE POD MIELNIKIEM
ORAZ POD CHŁOPKOWEM
W WALCE Z KOMUNISTAMI
ZA NIEPODLEGŁOŚĆ POLSKI
WIARĘ KATOLICKĄ I WOLNOŚĆ CZŁOWIEKA



Jerzy W. Wypiórkiewicz

Opracowano na podstawie:
Narodowe Siły Zbrojne na Podlasiu, Opracowania, wspomnienia i dokumenty, tom III, Redakcja: Mariusz Bechta, Leszek Żebrowski, Biała Podlaska 2003.

St. sierż. Adam Ratyniec „Lampart” – część 1>
 

Mjr Józef Kuraś "Ogień" (1915 – 1947) – część 4


UB próbowało różnymi sposobami zlikwidować "Ognia" i jego ludzi. Jednym ze sposobów, miało być wprowadzenie do zgrupowania agentów, mających za zadanie wsypać do jedzenia truciznę. Na szczęście plan sie nie powiódł, a agenci zostali zlikwidowani. Na zdjęciu: Plan zniszczenia grupy "Ognia" z 15 lipca 1946 r.

Sytuacja taka nie trwała jednak długo. UB i KBW zdołało w pełni wykorzystać okres zimowej demobilizacji oddziałów zgrupowania na przełomie 1946/1947 dla zadania mu szeregu dotkliwych strat. Niewątpliwie największym sukcesem, jaki UB odniosło w styczniu 1947 r. była udana operacja osaczenia Mieczysława Wądolnego „Mściciela”, który zginał samobójczą śmiercią otoczony przez KBW 14 stycznia 1947 r.
Dnia 11 II 1947 r. został rozbity i wymordowany patrol szefa 2 kompanii kpr. Józefa Szczoty „Marnego”. 10 II 1947 r. „Marny” wraz z pięcioma podkomendnymi (w tym z Janiną Polaczykówną „Stokrotką”, szwagierką „Ognia”) udali się na nocleg do willi krakowskiego hufca ZHP zwanej „Śmiechówka”. Następnego dnia rano, poinformowani o tym fakcie przez agentkę UBP Marię Minczowską ps. „Niezdecydowana”, funkcjonariusze KBW i UB otoczyli dom. Akcję rozpoczęto od wrzucenia granatu do pokoju, w którym spali partyzanci (świadczy to o precyzyjności otrzymanego donosu). W czasie walki zginął od postrzału pociskiem dum-dum Władysław Domiczak „Koliba”, a Andrzej Lasak „Podbipięta” popełnił samobójstwo. Budynek stanął w płomieniach. Pozostali przy życiu „Marny” (ciężko ranny w nogi), „Stokrotka”, „Tygrys” (Kazimierz Marduła) i „Znicz” (Mieczysław Żebrowski), nie widząc żadnych szans, poddali się i wyszli z płonącego budynku. Kazano im położyć się na trawie i na miejscu ich zamordowano, pozostawiając przy życiu jedynie J. Polaczykówną, jako szwagierkę „Ognia”, uznając ją za cenne źródło informacji. Akcja ta była prowadzona pod osobistym nadzorem mjr. Bronisława Wróblewskiego z MBP.

22 stycznia 1947 r. skierowano w rejon stacjonowania „Ognia” 829 ludzi z 6 samodzielnego batalionu operacyjnego oraz 2 samodzielnego zmotoryzowanego pułku KBW. Podzielono ich na siedem pododdziałów operacyjnych i sztab z odwodem. Do każdego oddziału przydzielono funkcjonariuszy UBP. Zadaniem każdej grupy było „ustawiczne śledzenie, ściganie i nękanie bojówek „Ognia”. Zakrojone na szeroką skalę akcje wojskowe i pacyfikacyjne w terenie w połączeniu ze wzmożoną pracą agenturalną doprowadziły do likwidacji i aresztowano wielu partyzantów i współpracowników „Ognia”. Były to kolejne poważne ciosy dla zgrupowania „Ognia”, które pogłębiły poczucie beznadziejności sytuacji wśród poszczególnych grup partyzantów, rozlokowanych na melinach i przebywających w lesie.
10 II 47 r. zwerbowany został przez UB agent, któremu nadano pseudonim „Orientacyjny”. Po trzech dniach przyprowadził on do UB kolejnego, zwerbowanego przez siebie agenta ps. „Śmiały”, który przekazał dokładny opis miejsca kwaterowania sztabu zgrupowania „Ognia” w górach za Turbaczem. 17 II 47 r. zdrajca osobiście poprowadził 100 osobowy oddział KBW wzmocniony grupą UB pod dowództwem kpt. F. Dworakowskiego. Następnego dnia, ok. godz. 10:00 grupa operacyjna zbliżyła się do obozu, jednak „ogniowcy” nie dali sie zaskoczyć i już z odległości 300 m. zaczęli się ostrzeliwać. Udało im sie wycofać, jednak stracili jednego zabitego, Józefa Srala „Smaka”.
Po tej operacji „Ogień” podzielił swój oddział sztabowy na mniejsze, kilkuosobowe grupki, które skierował na kwatery we wsiach. Sam na czele zaledwie sześciu ludzi zszedł do Ostrowska 20 lutego 1947 r. Byli z nim Jan Kolasa „Powicher”, Stanisław Sral „Zimny”, Kazimierz Kuraś „Kruk” (bratanek „Ognia”), Franciszek Dróżdż „Szpak”, Stanisław Ludzia „Harnaś” i łączniczka Irena Olszewska „Hanka”. Trzeba tu wyraźnie podkreślić, że nie była to grupa rozbitków, czy też jak sugerowano wielokrotnie, grupa ostatnich (sic!) najwierniejszych ludzi, którzy pozostali przy „Ogniu”.
Straty jakie zgrupowanie poniosło w listopadzie, grudniu 1946 i styczniu 1947 r., czyli w okresie zimowego rozlokowania części oddziałów i poszczególnych osób na wiejskich kwaterach, znacznie osłabiły całość i spoistość zgrupowania, ale nie były tożsame z jego rozbiciem.
Zgrupowanie nie straciło zdolności mobilizacyjnych i w myśl planów „Ognia” na wiosnę oddziały ponownie miały się zebrać i powiększyć.

Nie dane jednak było „Ogniowi” zrealizować tych planów. Zdrajcami, którzy donieśli o miejscu kwaterowania to Stanisław Byrdak, Antoni Twaróg i Stefania Kruk. Wszyscy ci ludzie związani byli wcześniej z jego oddziałami.

Fragment raportu specjalnego do WUBP o doniesieniu agenturalnym nt. stacjonowania mjr. "Ognia"

Nowotarskie UB informacje otrzymało ok. godz. 9:30, 21 lutego 1947 r. Ok. godz. 10:00, czterdziestoosobowa grupa z odwodu Wojsk Wewnętrznych, wzmocniona przez dziesięciu funkcjonariuszy UB i MO, wyjechała do Ostrowska. Całością dowodzili i akcję naprowadzali: mjr B. Wróblewski z MBP, kpt. B. Szwajgert i kpt. F. Dworakowski z WBW w Krakowie, por. A. Podstawski – szef PUBP w Nowym Targu, por. H. Słabczyk z KP MO w Nowym Targu i ppor. E. Zawada z WUBP w Krakowie.
Atak na dom Józefa i Anny Zagatów, w którym przebywał „Ogień” rozpoczęto ok. godz. 13:00. Wcześniej otoczono cały kompleks zabudowań w trójkącie trzech dróg. W trakcie strzelaniny „Powicher” wraz z rannym „Harnasiem” zdołali się przebić i uciec. Zginęli „Zimny” i „Kruk”. „Szpakowi” udało się ukryć.
Partyzanci najpierw niepostrzeżenie przeniknęli do sąsiedniego budynku Michała Ostwalda. Podpalono zabudowania, ale „Ogień” wraz z „Hanką” zdołał przedostać się do kolejnego budynku Marii Kowalczyk – Pachowej. Otoczony tam, został wezwany do poddania się. Odmówił, polecając skorzystać z tej propozycji „Hance”. Po jej wyjściu z budynku „Ogień” próbował popełnić samobójstwo. Strzał w skroń nie spowodował jednak natychmiastowego zgonu – w stanie utraty przytomności został pojmany. Żołnierze obławy, po wdarciu się na strych, zrzucili nieprzytomnego „Ognia” po schodach, jednak UB-ecy, doceniając w pełni wagę informacji, jakie planowali uzyskać podczas przesłuchań, za wszelka cenę chcieli go ocalić. Przeniesiono go na ciężarówkę, sanitariusz KBW udzielił mu pierwszej pomocy i zawieziono go do nowotarskiego szpitala, który otoczył kordon KBW, a wewnątrz pilnowała „Ognia” obstawa UB i MO.

Ostrowsko, 21 luty 1947 r. Złożony na noszach przez UB-owców, ranny po samobójczym postrzale, Mjr Józef Kuraś "Ogień".

Ostrowsko, 21 luty 1947 r. Ranny Mjr "Ogień", kilkanaście godzin przed śmiercią.

Próby uratowania życia okazały się nieskuteczne. Major Józef Kuraś „Ogień” zmarł dwadzieścia minut po północy, czyli już 22 lutego 1947 roku. Ciało zostało zabrane i złożone
na podwórku WUBP w Krakowie i według niepotwierdzonych informacji, następnego dnia przekazano je Wydziałowi Lekarskiemu Akademii Medycznej, jako zwłoki nieznanego mężczyzny.
Do dziś nie jest znane miejsce pochówku mjr. „Ognia”.

Śmierć „Ognia” zbiegła się w czasie z uchwaleniem amnestii i oba te wydarzenia istotnie zaciążyły na losach „ogniowców”. Zgrupowanie miało charakter typowo wojskowy, oparty na autorytecie dowódcy. Nie poczyniono przygotowań na wypadek konieczności zmiany dowództwa, nie wyznaczono następców, którzy mieliby w regionie szanse zyskać tak duże uznanie dowódców poszczególnych oddziałów. Dlatego śmierć „Ognia” musiała się równać rozpadowi zgrupowania, nawet gdyby nastąpiła w mniej sprzyjającym dla władzy okresie.
W woj. krakowskim, wśród wielu dowódców oddziałów, którzy podjęli decyzję o skorzystaniu z amnestii było szereg „ogniowców”. Za ich przykładem poszli liczni podkomendni i ogółem ujawniło się oficjalnie 376 żołnierzy Kurasia i 134 współpracowników. Jednak, tak jak i w całej Polsce, komuniści nie zamierzali dotrzymać warunków amnestii i niedługo później ujawnieni byli aresztowani i skazywani na wieloletnie wyroki z karą śmierci włącznie. Spowodowało to, jak wszędzie, powrót części partyzantów „Ognia” w góry i podjęcie dalszej, bezpardonowej walki z komunistami.
Już w marcu 1947 r. pojedynczy żołnierze „Ognia” rozpoczęli działania przeciwko resortowi i konfidentom, jednak nie miały one jeszcze charakteru zorganizowanego. W maju, od nowa zorganizował oddział Józef Świder „Pacuła”, przyjmując nowy pseudonim „Mściciel”. Zwerbował 16 ludzi. Występowali pod nazwa „Wiarusy” lub III kompania AK lub ROAK. Ukrywali sie w rejonie Rabki i Skomielnej Czarnej w południowej części pow. myślenickiego. W końcu 1947 r. potroiła się ich liczba, bo do grupy przystępowali również ujawnieni. W roku 1947 „Wiarusy” wykonali kilkanaście akcji zbrojnych, w czasie których zastrzelili 7 żołnierzy KBW, 2 milicjantów, 1 funkcjonariusza UB. W sierpniu zlikwidowali agenta o ps. „Czarny”.
Przeciwko „Wiarusom” natychmiast wystąpiły siły UB i KBW, wykorzystując skrupulatnie doniesienia licznych agentów i informatorów. Przerażona terrorem UB społeczność Podhala nie udzielała już „Wiarusom” tak wydatnej pomocy jak „Ogniowi” i stąd ich akcje stawały sie mniej spektakularne i ponosili straty.
31 X 1947 r. na stacji kolejowej w Lasku rozbita została jedna z grup i zginęło 4 ludzi.
18 II 1948 r. zginał w potyczce d-ca Józef Świder „Mściciel” Po jego śmierci dowództwo nad „Wiarusami” przejął Tadeusz Dymel „Srebrny”. Grupa operowała w rejonach Łopusznej, Kościeliska, Bukowiny i Czarnego Dunajca.
Ale i oni nie mieli długo działać. 20 X 1948 r. zginął w zasadzce zastawionej przez KBW „Srebrny”.
Po nim grupę przejął były adiutant „Ognia”, Stanisław Ludzia „Harnaś”, „Dzielny”. Wzorując się na doświadczeniach „Ognia” podzielił ludzi na trzy grupy, licząc, że będzie im łatwiej działać. Jedna operowała w rejonie Szczawnica – Krościenko – Obidza, druga w rejonie Rabka – Rdzawka – Obidowa, zaś trzecia w rejonie Niedzica – Czorsztyn. W końcu 1948 roku „Harnaś” miał w dyspozycji 70 ludzi i dość szeroko rozbudowaną sieć współpracowników. W roku 1948 oddział „Harnasia” zastrzelił 13 milicjantów, 1 żołnierza KBW, 1 zdrajcę i 3 osoby cywilne (?). Dokonali kilku akcji na spółdzielnie i sklepy. W 1949 r. zastrzelili jednego milicjanta i jednego współpracownika UB.
Przeciw „Wiarusom” władze bezpieczeństwa zmobilizowały dość znaczne siły, a mianowicie 250 żołnierzy KBW oraz 60 milicjantów i funkcjonariuszy UB, którymi dowodził Stanisław Wałach, naczelnik Wydziału III WUBP w Krakowie (późniejszy literat, jeden z największych opluwaczy niepodległościowego podziemia), pod nadzorem zastępcy szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie, Franciszka Szlachcica, późniejszego (w latach 70-tych) ministra spraw wewnętrznych i wicepremiera.
Podjęto także grę operacyjną, w wyniku której wprowadzono do „Wiarusów” oficerów UB, jako przedstawicieli III Okręgu ROAK w Krakowie, pod pseudonimami „mjr Maciej” (F. Szlachcic) i „Henryk” (Marian Strużyński, później jako Marian Reniak, autor kilku książek, m.in. „Niebezpieczne ścieżki”, która jak większość z tamtego okresu, dość tendencyjnie opisuje „Harnasia”, jego ludzi i operację przeciwko nim).
Już na początku 1949 r. organizacja „Wiarusów” została rozpracowana agenturalnie i przez następne miesiące prowadzono działania zmierzające do likwidacji grupy. 16 lipca 1949 r. w okolice Rabki przybył „mjr Maciej” i doszło do spotkania z trzema chętnymi do wyjazdu do Anglii. Wśród nich był „Harnaś”. Mistyfikację w czasie nocnego spotkania w głębokim terenie uwiarygodnił samochód ze znakiem angielskiej ambasady. Przewieziono ich do Krakowa, prosto do budynku WUBP i tylko przypadek sprawił, że zorientowali się, że są w rękach swoich prześladowców. Doszło do strzelaniny – „Harnaś” został ranny, dwaj pozostali zostali zabici w walce. Stanisław Ludzia „Harnaś”, „Dzielny”, "Ryś" został skazany na śmierć i stracony 12 stycznia 1950 r. w więzieniu Montelupich w Krakowie. Miejsce pochówku pozostaje nieznane.
17 lipca 1949 r. została aresztowana reszta jego „Wiarusów” i w ten sposób do połowy lipca 1949 r. przestał istnieć zasadniczy trzon „postogniowego” zgrupowania i było tylko kwestią czasu, aby wszyscy zostali ujęci. W sierpniu tego roku aresztowano 122 współpracowników „Wiarusów”.

Śmierć „Ognia” i rozpad jego zgrupowania partyzanckiego, jednego z największych w powojennej Polsce, a w końcu likwidacja „Wiarusów”, jako resztek zgrupowania „ogniowego” kończy rozpoczętą w 1939 r. walkę Podhalan o niepodległą i suwerenną Polskę, zaś wieloletnia inwigilacja ludzi „Ognia” przez Służbę Bezpieczeństwa potwierdza tylko ważne miejsce jego walki z siłą narzuconym, obcym i zbrodniczym reżimem.
Na koniec warto przytoczyć słowa prof. Andrzeja Paczkowskiego, które wspaniale podkreślają niepodległościowy i bohaterski charakter, tej heroicznej lecz jakże beznadziejnej walki „Żołnierzy Wyklętych”, często, już tylko po to, by do końca dotrzymać wierności przysiędze:
„Podziemie było toczącą ciężkie boje odwrotowe ariergardą Polski Niepodległej. Tyle, że nie było już się gdzie wycofać”.

Opracowano na podstawie:

Maciej Korkuć, Zostańcie wierni tylko Polsce… Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944 – 1947), Kraków 2002,
Maciej Korkuć, Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica” [w:] Zeszyty Historyczne WiN-u,
Nr 5/1994,
Bolesław Dereń, Józef Kuraś „Ogień”. Partyzant Podhala, Warszawa 2004,
Łukasz Majerczyk, Wizerunek Józefa Kurasia (ps. ,,Orzeł”, ,,Ogień”) (1915 – 1947) w literaturze historycznej”. Publikacja internetowa: http://www.historycy.pl/Strony/Artykuly/2002%2002/Kuras.html

Kpt. Józef Zadzierski "Wołyniak" (1923-1946) – część 1

Był jednym z najodważniejszych
żołnierzy polskiego podziemia. Doceniany przez przełożonych i
szanowany przez podkomendnych. Nie lubił przegrywać. Jest po dziś
dzień wielką legendą południowej Lubelszczyzny i Zasania, pomimo
starannego oczerniania przez komunistycznych "historyków",
tworzących propagandową antyhistorię Polski. Fałszerzom i kłamcom
nie udało się jednak zoperować pamięci narodu. Legenda AK, NSZ i
WiN obroniła się jako element polskiego patriotyzmu. Jednym z tych,
którzy tę legendę budowali i którzy swoje życie
złożyli na ołtarzu walki o Polskę Wolną, Narodową i Katolicką
był kpt. Józef Zadzierski.


kpt. Józef Zadzierski "Wołyniak"

Urodził się we wrześniu 1923 r.
w Kostopolu na Wołyniu jako najmłodsze z czworga dzieci państwa
Zadzierskich. Jego ojciec Władysław, urzędnik, zginął w czasie
okupacji w niewyjaśnionych okolicznościach. Matka Stanisława z d.
Korczyc – Brochwicz zginęła w Powstaniu warszawskim. Obie siostry
i brat byli starsi o 7-11 lat, zatem Józio miał wielkie
szanse, by zostać rozpieszczonym beniaminkiem. Do takiej roli nie
predysponował go jednak charakter, który ujawnił się już w
dzieciństwie: samodzielny, odważny, uparty, czasami nawet
zawadiacki (by nie użyć łatwiej od nazwiska asocjacji). Trudno go
było czymkolwiek zastraszyć albo zaskoczyć, zawsze miał pod ręką
optymalne wyjście z sytuacji.

Lubił konie. Miał może pięć
lat, kiedy pierwszy raz posadzono go "na próbę" na
wierzchowca. Spodziewano się przy tym, że parę kroków
spaceru z asekuracją ojca usatysfakcjonuje malca, tymczasem on
uczepiwszy się grzywy ruszył z kopyta galopem. Wielka trwoga
ogarnęła domowników, którzy śledząc wzrokiem
oddalającego się ułana, oniemieli z wrażenia oczekując
niechybnej tragedii. Józio tymczasem zatoczywszy wielki krąg,
jakby nigdy nic wrócił niebawem na miejsce startu z
rozwichrzoną czupryną i wymalowanym na buzi zadowoleniem.
A
włosy wtedy (z woli mamy) nosił długie, "pod polkę",
prawie jak dziewczynki. Były one powodem ciągłego buntowania się:
– Nie chcę być babą! Jego protesty były jednak lekceważone,
dlatego pewnego dnia wymknął się z domu i poszedł na dworzec
kolejowy. Nosił tam bagaże, a za zarobione grosze udał się
natychmiast do fryzjera. By nie pozostawiać nikomu wątpliwości co
do swojej płci, kazał się ostrzyc dokładnie "na zero"!
Taki
był mały Józio Zadzierski. Na co dzień ułożony, uczynny,
chętny do pomocy, ale – kiedy chciał – zawsze postawił na swoim.
Lubił zabawy i gry wojenne. Nieustannie wznosił przeróżne
"fortece", które – zapewniał – są "nie do
zdobycia". Uczył się dobrze i nigdy sobie nie pozwolił, by mu
pomagano w odrabianiu lekcji. Taki mały, inteligentny
indywidualista.
Tymczasem mijały lata. Ojciec, dotychczas szef
firmy "Nobel", zmienił pracę i został kierownikiem Banku
Handlowo – Kupieckiego w Równem.

W 1937 r. rodzina Zadzierskich
przeprowadziła sie do Warszawy. Józef otrzymał patriotyczne
wychowanie w duchu narodowym, uczył sie w szkole kadetów,
skąd zabrał go ojciec, obawiając się wpływu piłsudczyków
na syna.
Najstarszy syn Edmund (rocznik 1912),
absolwent Liceum Krzemienieckiego, wyjechał do Włodzimierza
Wołyńskiego do Szkoły Podchorążych Artylerii, a potem do
Warszawy na studia matematyczne i do Poznania na ekonomię. Siostry
Maria i Alina po zdaniu matury w rówieńskim gimnazjum,
podjęły naukę w stolicy, odpowiednio w Szkole Dziennikarstwa i na
wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego.

W przededniu wybuchu wojny, zniknął
z domu Józek. Zostawił kartkę, na której prosił o
wybaczenie, ale jego powołaniem jest bić się o wolną Polskę.
Nikt nie wie, jakich argumentów użył, ale faktem jest, że
16-latka przyjęto do regularnego wojska! Jako zwiadowca (oczywiście
na koniu!) walczył w armii gen. Franciszka Kleeberga, a po
kapitulacji pod Kockiem zwolniono go – jako małoletniego – do
domu.
Jego brat Edmund nie był – jako rezerwista – zmobilizowany,
ale zgłosił się do wojska na ochotnika. Wzięty do niewoli
sowieckiej, zginął w Starobielsku.
Józek tymczasem rwał
się do walki. Rodzice jednak postawili twardy warunek, że najpierw
musi zdobyć jakiekolwiek wykształcenie. Dokonał tego na tajnych
kompletach, a zaraz potem udał się do majątku Dańków w
powiecie grójecko-wareckim, gdzie ukończył podchorążówkę.
Jednocześnie nawiązał kontakt z lokalnymi oddziałami
dywersyjno-bojowymi. Nosił wówczas pseudonim "Zawisza"
i zaprzysiężony został przez prof. Władysława Kapelczyńskiego
„Wertusa”.

W 1943 roku został zdekonspirowany
przez Niemców. W obławie zginął jego kolega "Longinus",
natomiast "Zawiszy" udało się zbiec. Wtedy z pomocą
przyjaciół przedostał się do Kazimierza Mireckiego,
komendanta NOW na okręg COP (Rzeszowskie). Stąd trafił do
oddziału leśnego por. Franciszka Przysiężniaka "Ojca
Jana".


Józef Zadzierski "Wołyniak"

Tymczasem Zadzierski – senior od 1940 r. usiłował
nawiązać kontakt z konspiracyjnymi działaczami na Kresach
Wschodnich. Z pierwszej, bardzo ciężkiej wyprawy na Wołyń wrócił,
z następnej już nie. Był to straszny cios dla rodziny, a zwłaszcza
dla Józka, który był bardzo przywiązany do ojca.
Niestety, był to cios nie ostatni – wkrótce w Powstaniu
Warszawskim zginie matka, a rodzeństwo znajdzie się w ciężkich
tarapatach. Musieli często zmieniać mieszkanie, potracili wszelkie
zasoby materialne, a nawet dokumenty i rodzinne pamiątki. Ich życie
nabierało niezwykłego tempa i biegło od wypadku do wypadku. Mimo
rozsypki, utrzymywali ze sobą sporadyczne kontakty. Józek
często przyjeżdżał do matki (dopóki żyła), nie zraził
się nawet tym, że za kolejnym razem wpadł w "kocioł"
urządzony w jego mieszkaniu. Prowadzony przez dwóch
gestapowców zdołał wyrwać się i zbiec.

Część 2 >
Strona główna – wprowadzenie >

Kpt. Józef Zadzierski "Wołyniak" (1923-1946) – część 2

W połowie 1943 r. J. …

W połowie 1943 r. J. Zadzierski pod
nowym pseudonimem "Wołyniak" rozpoczyna partyzancką
działalność w OP-44 "Ojca Jana". Był to jeden z
największych i najlepiej zorganizowanych oddziałów NOW,
przez który przewinęło się blisko 3.000 ludzi. Przy
oddziale istniała podchorążówka i szkoła oficerska.

mjr Franciszek Przysiężniak "Ojciec Jan"

Oddział ten ma na swoim koncie wiele sukcesów w walce z
niemieckim okupantem, ale też co najmniej jedną dotkliwą porażkę.
Było to w okresie Bożego Narodzenia ’43, kiedy to jeden jedyny raz
zatrzymano się na kilkudniowe kwaterowanie w śródleśnej wsi
Graba, około 15 km na południe od Janowa Lubelskiego. 27 grudnia
przyjechał tu ks. kapelan Franciszek Lądowicz; szykowano właśnie
ołtarz, gdyż tego dnia miał się odbyć ślub dowódcy Fr.
Przysiężniaka z Janiną Oleszkiewicz. Miała być wielka feta,
tymczasem niespodziewanie na skraju wioski zagdakał erkaem, zaraz
potem odezwały się cekaemy, zaświtały pistolety maszynowe, rwały
się granaty. Do wsi weszły tyraliery niemieckie. Zaskoczeni
partyzanci mieli odciętą drogę do lasu. "Wołyniak" w
tym czasie czyścił swój rkm. Usłyszawszy strzały, w mig
złożył karabin i wyskoczywszy boso na dwór, jął prażyć
Niemców. Dzięki jego brawurze ocalało szefostwo oddziału,
ale poległo kilkanaście innych osób. Oddział poniósł
klęskę. "Wołyniak" i kilku innych żołnierzy opuściło
wtedy oddział, obarczając kierownictwo winą za
niefrasobliwość.

Miesiące partyzanckiej doli dzielił z
"Wołyniakiem" zamieszkały obecnie w USA Józef
Zawitkowski, który pół wieku później tak
scharakteryzował kolegę:
"Był jednym z najstarszych stażem
partyzantów u Ojca Jana . Nadzwyczaj odważny, ryzykant, nie
znający lęku ochotnik na każdą akcję. Ulubioną jego bronią
było parabelum szturmowe z długą lufą. Każdą broń potrafił w
kilka minut rozłożyć i złożyć z zawiązanymi oczyma! Nigdy nie
zawiódł, zawsze można było na niego liczyć."

Natomiast
jeden z przełożonych, major Emil Kubler wspomina:
"Od
pierwszego wejrzenia "Wołyniak" zaimponował mi swoją
dziarską postawą i zachowaniem. Z takimi zapaleńcami –
pomyślałem – dobrze mi będzie wojować w warunkach partyzanckich,
oni nie zawiodą."

Za swe nieraz krwawe, ale udane akcje,
otrzymał od swych przełożonych z NOW nie tylko przydomek
"zuchwałego zagończyka", ale też należne mu odznaczenia
i awanse do kapitana włącznie (rozkazem d-cy okręgu "Groma").

Po odejściu od "Ojca Jana"
zawiązał własny, nieliczny bo 30-osobowy oddział, który
operował głównie w północnej Rzeszowszczyźnie i w
Lasach Janowskich.
Od początku 1944 roku przeprowadził
wiele akcji przeciw administracji ukraińskiej oraz współpracującym
z Niemcami służbom i pomocniczym oddziałom ukraińskim.
Zlikwidował m.in. ukraińsko – niemieckie posterunki w Potoku,
Kuryłówce, Cieplicach, Obszy. Walczył na Zasaniu z Niemcami,
razem z sowiecka dywizją partyzancką im. Sidora Kowpaka. Dzięki
likwidowaniu przez niego niemieckich grup kontyngentowych Niemcy na
Zasaniu zaprzestali rekwirowania żywności we wsiach. Wiosną 1944
r. walczył z grupami UPA, jego oddział chronił ludność polska na
Zasaniu przed napadami ukraińskimi. W lipcu 1944 przeprowadził
wojska sowieckie przez San i umożliwił im zajęcie Leżajska bez
żadnych walk i strat.

Pod koniec lipca 44 r., kiedy to władzę
poczęli przejmować komuniści, dowództwo konspiracyjne Armii
Krajowej podjęło tyleż przebiegłą, co ryzykowną decyzję
wprowadzania swoich ludzi do władzy. Tym sposobem "Wołyniak"
(oczywiście ze sfałszowanymi dokumentami i spreparowanym
życiorysem) został komendantem nowo utworzonej Milicji
Obywatelskiej w Leżajsku. Podobny fortel udał się jeszcze w
Kulnie, Kuryłówce i paru innych miejscowościach. Jednak po
około trzech miesiącach NKWD rozszyfrowało "konie
trojańskie", zaczęły się aresztowania, katorżnicze
śledztwa, wreszcie wywózki na Sybir.
Wagon, którym
ich wieziono w listopadzie 44 roku był typowy dla tego typu
transportów : towarowy (bydlęcy), z zaryglowanymi drzwiami i
okratowanymi kolczastym drutem okienkami. "Wołyniak"
jednak nie był by sobą, gdyby pogodził się z wyrokiem. W wagonie
przebywał tylko tyle czasu, ile potrzeba było na wydłubanie w
podłodze dziury. Co prawda nie straszne mu było obcowanie ze
śmiercią, ale do głowy mu nie przyszła myśl, że ryzykując tę
ucieczkę, mógł zginąć pod kołami pociągu. Wraz kilkoma
towarzyszami zsunął się pod podłogę wagonu, chwila koncentracji
i zwolnienie uścisku rąk … Zwinięci w kłębek, toczyli się
jeszcze kilkadziesiąt metrów po torach, po czym podnieśli
się cali obolali, ale szczęśliwi, że uszli niewoli.
„Wołyniak”
odpoczął w krzakach oczekując na zmrok. W myślach usiłował
ustalić, gdzie jest i w jaką stronę się udać. Mniemał –
słusznie, jak się potem okazało – że jest w okolicy Lubaczowa.
Stąd ruszył w kierunku Niska, gdzie w niedalekim Zarzeczu szefem
placówki AK był kolega z lasu, Józef Zawitkowski. "W
pół wieku po tym wydarzeniu –
wspomina Zawitkowski – mam w
pamięci żywy obraz "Wołyniaka", który się u mnie
zameldował po ucieczce z transportu na Sybir. Potłuczony,
posiniaczony, cały w ranach, na łokciach i kolanach zdarta skóra…
wierzyć się nie chciało, że w takim stanie zdołał przejść
kilkadziesiąt kilometrów".

W Zarzeczu został opatrzony.
nakarmiony, ale nie przystał na propozycję, by odpocząć choć
kilka dni. Śpieszno mu było do Leżajska, a na drogę poprosił o
nagan, naboje i granaty. Odnalazł UB-ków i NKWD-zistów,
którzy go niedawno aresztowali i co do jednego
zlikwidował!
Odtąd był nieprzejednanym wrogiem komunistów,
Ukraińców z band UPA i tych wszystkich, którzy im
sprzyjali. Jeszcze raz zorganizował oddział, tym razem pod
auspicjami NZW. Liczył on ok. 150 ludzi i wsławił się wieloma
akcjami przeciw UB, MO, KBW, PPR, UPA i NKWD na terenie
Rzeszowszczyzny i południa Lubelskiego.


Ożanna, uroczystości z okazji święta 3 Maja 1945 r., na cztery dni przed bitwą z NKWD pod Kuryłówką. Przed oddziałami partyzantów NZW, stoją ich dowódcy, w kolejności (od prawej): kpt. Józef Zadzierski "Wołyniak", por. Stanisław Pelczar "Majka", Bronisław Gliniak "Radwan".

Dzięki jego dowództwu 19 marca
1945 r. polskie oddziały partyzanckie rozbiły idący z ukraińskiego
Kulna, ukraińsko – sowiecki napad na polską Kuryłówkę, a 7 maja
rozgromiły pod Kuryłówką ekspedycję karną NKWD, zabijając
ponad 70 żołnierzy tej formacji. W Leżajskiem i na Zasaniu zwalczał
antypolskie podziemie Ukraińców, pacyfikował wsie
wspierające UPA, m.in. Dobrą, Wołczaste, Dobczę, Dąbrowice,
Rudkę. W odwecie za napady oddziału UPA dowodzonego przez Iwana
Szpontaka „Żeleźniaka” dokonał 17 IV 1945 r. wraz z innymi
oddziałami NZW krwawej pacyfikacji ukraińskiej wsi Piskorowice. W
1945 i 1946 r. jego ludzie zniszczyli posterunki milicji m.in. w
Giedlarowej, Jarocinie, Frampolu, Potoku Górnym, Tarnogrodzie.
Toczył także potyczki z tropiącymi go na Zasaniu grupami
operacyjnymi KBW. Legenda "Wołyniaka" na tych obszarach
była tak wielka, że niemal wszystkie akcje były jemu przypisywane.
Propagandziści PRL nie omieszkali tego wykorzystać dopisując na
jego rachunek także niecne występki zwykłych bandytów,
szabrowników i "koguciarzy".

Legendy jednak przeważnie krótko
żyją. Po kolejnych pacyfikacjach terenu oraz akcjach UB i KBW
liczebność jego oddziału spadła z ponad dwustu do kilkunastu
partyzantów pod koniec 1946 r. W nocy z 11 na 12 listopada
1946 r. podczas potyczki w rejonie Tarnawca zostal ranny w rękę.
Nie mógł poddać się regularnemu leczeniu, bo to groziło
dekonspiracją i aresztowaniem. Niebawem rozwinęła się gangrena.
Nie widząc wyjścia z sytuacji, nocą z 28 na 29 grudnia 1946 r. we
wsi Szegdy popełnił samobójstwo.
Pochowano go
konspiracyjnie na miejscowym cmentarzu, ale nawet po śmierci nie
zaznał spokoju. UB węszyło za jego grobem, więc koledzy
przenieśli jego ciało w inne miejsce cmentarza w Szegdach.
Szykanowano ks. Węgłowskiego, który uczestniczył w
pogrzebie. Dopiero 30 lat później na jego mogile pojawił się
metalowy krzyż z tabliczką "Naród swemu Obrońcy",
ale tylko nieliczni wtajemniczeni wiedzieli czyje szczątki kryje ten
grób. I aż prawie pół wieku trzeba było, aby o
bohaterze mówić z imienia i nazwiska, a miejsce jego
wiecznego spoczynku by zostało godnie uhonorowane.
Kpt. Józef
Zadzierski wzorowo spełnił swój żołnierski i obywatelski
obowiązek. Był i jest wzorem polskiego oficera, wiernego syna
narodu.

Pomnik nagrobny kpt. Józefa Zadzierskiego "Wołyniaka" w Tarnawcu k/Leżajska.


Tablica nagrobna na pomniku kpt. Józefa Zadzierskiego. Cmentarz w Tarnawcu.

Część 1 >
Strona główna – wprowadzenie >

Opracowano na podstawie:
Józef Łukasiewicz, Sybir w pół drogi.
Wspomnienie o kpt. Józefie Zadzierskim "Wołyniaku",
"Janowski Kurier Związkowy" nr 1 (43) luty 2000
Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944 – 1956. Słownik Biograficzny, tom. II,
wyd.: Instytut Pamięci Narodowej. Kraków-Warszawa-Wrocław 2004

St. sierż. Adam Ratyniec „Lampart” (1926-1952) – część 1

St. sierż. Adam Ratyniec ps. „Lampart”

Adam Ratyniec był jednym z ostatnich czynnych żołnierzy antysowieckiego oporu na terenie Podlasia. Jego szlak bojowy rozpoczęty w oddziale Armii Krajowej pod koniec 1944 roku, brutalnie przecięła ubecka kula 11 maja 1952 roku, kiedy dowodzony przez niego sześcioosobowy oddziałek, pozostałość VI Brygady Wileńskiej, dostał się w kleszcze obławy przeważających sił UB i KBW. Wraz z „Lampartem” śmierć poniosło trzech partyzantów, jeden został ranny i trafił w ubeckie łapy, a tylko jednemu udało się wyjść z tego piekła cało.

St. sierż. Adam Ratyniec „Lampart” (1926 – 1952)

U PORUCZNIKA „ZENONA”

Miejscem urodzenia Adama Ratyńca był Walim, gm. Hołowczyce w powiecie bialskopodlaskim. Adam oprócz rodziców, utrzymujących się z rolnictwa, miał jeszcze trzy siostry przyrodnie. Gdy Niemcy napadli na Polskę w 1939 r., przyszły „Lampart” był jeszcze małym chłopcem, ale gdy osiągnął 18 rok życia uznał, że nadszedł czas przystąpienia do konspiracji. Był to moment szczególny, bo to jeden okupant wycofywał się pod ciosami Armii Czerwonej, której czynnie pomagały jednostki Armii Krajowej, w ramach akcji „Burza”, a jednocześnie ta Armia Czerwona zajmowała nasze tereny jako zdobycz wojenną, wprowadzając nowe porządki czyli stalinowski terror.
Po wkroczeniu na teren Białostocczyzny, Podlasia i Lubelszczyzny, bolszewicy pięknie podziękowali jednostkom AK za bojową współpracę, otaczając nasze oddziały i zmuszając do złożenia broni, a także zamykając w obozach, z których grupami wywożono ich na Sybir. Większość Akowców nie czekając na sowiecką wdzięczność ukryła się w terenie, zakopując uprzednio całą broń. Od tego momentu datuje się druga konspiracja, bo dla obrony społeczeństwa przed sowieckim bezprawiem, lasy zaroiły się od partyzantów gotowych do zbrojnego przeciwstawienia się nowej okupacji. W takim to okresie w szeregach partyzanckich pojawił się Adam Ratyniec. Pierwszy jego przydział to 34 pp AK obwodu Biała Podlaska, por. Stefana Wyrzykowskiego „Zenona”, wsławiony uratowaniem 21 czerwca 1944 r. siedmiu amerykańskich lotników z zestrzelonego w rejonie jego działania bombowca B-17 „Latająca Forteca”. Teren działania oddziału to kilka gmin leżących w trójkącie Drohiczyn, Łosice, Janów Podl., ze szczególnym uwzględnieniem okolic miejscowości Górki i Hołowczyce.

PIERWSZE AKCJE

Pierwsza akcja bojowa zakończyła się dla Adama Ratyńca niezbyt pomyślnie. Oto wydzielony patrol od por. „Zenona”, wzmocniony partyzantami ze wsi Szpaki zaatakował sowiecką ochronę gorzelni w miejscowości Hruszniew. Atak napotkał na niespodziewanie silny opór ochrony i w zmasowanym ogniu broni maszynowej musiał się wycofać. Śmierć poniósł jeden żołnierz sowiecki, a ze strony partyzantów jeden został poważnie ranny. Był nim właśnie Adam Ratyniec, który padł z przestrzeloną piersią i ręką. Koledzy wynieśli go z zagrożonego terenu i oddali pod opiekę sanitariuszek w miejscowości Szpaki-Kolonia. Niestety, ktoś usłużny doniósł do UB, „Lampart” został aresztowany i umieszczony pod strażą w siedleckim szpitalu. Po kilku dniach jednak, z pomocą zaufanych pracowników szpitala udaje mu się zbiec i ukryć tak doskonale, że ubecja go nie znalazła do samego wyzdrowienia. Był czerwiec roku 1945. Później „Lampart” walczył w oddziale Roberta Domańskiego „Jaracha”, „Floriana”, a po jego odejściu w roku 1946 znalazł się pod dowództwem Konstantego Sacharczuka „Jaceka”. Zmieniali się dowódcy, zmieniały nazwy organizacji konspiracyjnych, jedynie cel pozostał ten sam – rozpaczliwa walka o niepodległą Polskę.

Żołnierze z odziału partyzanckiego 34 pp AK por. Stefana Wyrzykowskiego „Zenona”

W SZÓSTEJ WILEŃSKIEJ

Początek roku 1947 przyniósł sławetną amnestię, z której „Lampart” nie skorzystał, natomiast nawiązał kontakt ze sławnym dowódcą VI Brygady Wileńskiej AK, kpt. Władysławem Łukasiukiem ps. „Młot”. Od 8 maja 1947 r. st. sierż. Adam Ratyniec „Lampart” rozpoczął służbę w szwadronie Waleriana Nowackiego „Bartosza”. Warto przypomnieć, że VI Brygada Wileńska wywodziła się ze słynnej V Brygady Wileńskiej AK, kultywującej przedwojenne tradycje ułańskie, która przedarła się z Wileńszczyzny w 1944 r. prowadzona przez słynnego już wówczas mjr. Zygmunta Szendzielarza ”Łupaszkę”.
W oddziale „Bartosza” Adam Ratyniec walczy z władzą komunistyczną aż do rozdzielenia się sił oddziału „Młota”, kiedy „Bartosz” postanowił pozostać na swoim terenie, a „Młot” udał się za Bug, gdyż tu było już za ciasno na większy liczebnie oddział. Bezpośrednio przed podziałem miała miejsce zdrada jednego z członków organizacji, prawdopodobnie wprowadzonego do oddziału wywiadowcy bezpieki, który miał wskazać miejsce przebywania Władysława Łukasiuka „Młota”. Dnia 17 czerwca 1948 r. gdy grupa „Młota” stacjonowała w lesie obok miejscowości Ruda Instytutowa, zdrajca „Migdał” uciekłszy z miejsca postoju, zaalarmował posterunek MO w Sarnakach. Partyzanci zostali błyskawicznie otoczeni przez stojące w alarmie oddziały KBW i UB, lecz „Młotowi” udaje się wyprowadzić swoich żołnierzy z okrążenia w lasy mierzwickie. Jednak tam oddział zostaje ponownie okrążony w dniu 25 czerwca i ponownie „Młot” wyprowadza swoich ludzi z kotła, a dla zmylenia pościgu pozwala podzielić oddział na dwie grupy. Sam na czele ośmiu partyzantów, a wśród nich „Lampart”, przeprawia się na prawy brzeg Bugu i znika w lasach białostockich. Natomiast „Bartosz” pozostawszy na miejscu został doszczętnie rozbity w okolicy Kolonii Krawce w dniu 2 lipca tego roku.
Adam Ratyniec z Władysławem Łukasiukiem „Młotem” i pozostałymi partyzantami, zamelinowani u znanych i pewnych gospodarzy oraz w znanych sobie bunkrach, dotrwali do wiosny 1949 r. W czerwcu /27.VI/ w efekcie tragicznej pomyłki, ginie z ręki własnego żołnierza kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”, a dowództwo nad grupką obejmuje st. sierż. „Lampart”. Zarówno on jak i jego podkomendni są zdecydowani walczyć z „czerwoną zarazą” jak sami określali nową władzę, do samego końca.
W rozmowie z siostrą, Marianną Romaniuk, powiedział: „…żywcem to nie dam się wziąć, bo sobie wcześniej kulę w łeb wsadzę, chyba że mnie śpiącego napotkają…”.

Żołnierze 6 Brygady Wileńskiej AK. Pierwszy z lewej st. sierż. Adam Ratyniec „Lampart”. Trzeci z lewej ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”
.  Podlasie, listopad 1947 r.

St. sierż. Adam Ratyniec „Lampart” – część 2>

Kpt. Kazimierz Kamieński „Huzar” (1919 – 1953) – część 1

Kpt. Kazimierz Kamieński ps. "Huzar"

Kazimierz Kamieński urodził się 8 stycznia 1919 r. w Markowie-Wólce, pow. Wysokie Mazowieckie. Był synem Franciszka i Aleksandry z d. Spaleńskiej, właścicieli czterdziestohektarowego gospodarstwa rolnego.

Kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar"

Po uzyskaniu w 1938 r. matury w Średniej Szkole Handlowej w Wysokim Mazowieckiem powołano go do czynnej służby wojskowej, w trakcie której ukończył szkołę podchorążych w Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Skierowany został 9 psk, odbył z nim kampanię wrześniową; dostał się do niewoli niemieckiej, z której został zwolniony w połowie października 1939 r. i powrócił do domu. Do konspiracji wstąpił prawdopodobnie już w grudniu 1939 r. (Podlaski Batalion Śmierci). W maju 1940 r. został zaprzysiężony w ZWZ. W czasie okupacji niemieckiej był dowódcą plutonu ZWZ-AK, a od 1 marca 1943 r. równolegle kierował referatem broni w Komendzie Obwodu AK Wysokie Mazowieckie. W dniu 2 listopada 1943 r. awansowany do stopnia podporucznika. Od początku 1944 r. był także adiutantem komendanta obwodu. Uczestniczył w wielu akcjach bojowych przeciwko okupantowi niemieckiemu.

Kpt. "Huzar"

Po zajęciu powiatu przez Armię Czerwoną latem 1944 r., zagrożony aresztowaniem przez NKWD, ukrywał się. Na przełomie 1944 i 1945 powołano go na dowódcę oddziału samoobrony AK (później AKO-WiN) Obwodu Wysokie Mazowieckie, który w ciągu kilku miesięcy rozwinął z czterech do ok. 30 osób. Od 1 czerwca 1945 otrzymuje kolejny awans i dowodzi oddziałem w stopniu porucznika. Przeprowadzał on akcje likwidacyjne, w ramach których w latach 1945-1946 wykonano 30 wyroków śmierci na informatorach i funkcjonariuszach UB, NKWD, działaczach komunistycznych, nadgorliwych milicjantach i pospolitych przestępcach. Przeciwstawiano się nielegalnemu wyrębowi lasów oraz rygorystycznemu egzekwowaniu przez władze kontyngentów. Oddział stoczył w tym okresie kilka potyczek z WP oraz grupami UBP i MO, wiele razy opanował posterunki MO, m.in. wiosną 1945 w Szulborzu i Łapach, a latem 1946 w Kosowie Lackim. W celu zdobycie środków finansowych na działalność oddziału i żywności atakowano sklepy GS, kasy kolejowe, poczty. 17 lutego 1946 r. w Kitach przeprowadzono akcję na pociąg relacji Łapy – Warszawa, podczas której zginął oficer WP i trzy osoby cywilne, zdobyto broń oraz 700 tys. zł., a na początku kwietnia na pociąg na stacji Czarnowo-Undy. W 1946 r. oddział czuł się tak pewnie, że na swoim terenie działał w sposób prawie jawny.

Żołnierze z oddziału podległego kpt. Kazimierzowi Kamieńskiemu "Huzarowi"

30 kwietnia 1946 r. Kazimierz Kamieński „Huzar” awansowany został do stopnia kapitana. Był przeciwnikiem ujawnienia się i wspierał działania Franciszka Potyrały „Oracza”, inspektora białostockiego WiN, mające na celu storpedowanie akcji amnestyjnej przez stworzenie na bazie WiN nowej organizacji pod nazwą „Wolność i Sprawiedliwość”. Swoim żołnierzom pozostawił jednak wolną rękę, po czym większość z nich ujawniła się wiosną 1947 r. i oddział został rozformowany.
Wkrótce wokół pozostającego w konspiracji kpt. Kamieńskiego skupiło się wielu byłych członków AK-WiN zagrożonych aresztowaniem lub ściganych przez UB. W ten sposób nastąpiła odbudowa oddziału, który w maju 1947 r. podporządkował się kpt. Władysławowi Łukasiukowi „Młotowi” i oddział wszedł na zasadach autonomicznych w skład 6 Brygady Wileńskiej. Pod koniec 1948 r. liczył 28 żołnierzy.

Po śmierci kpt. „Młota” w czerwcu 1949 r. kpt. Kazimierz Kamieński „Huzar” objął dowództwo nad pozostałymi patrolami 6 Brygady Wileńskiej.
Patrole te kontynuowały tradycję 6 Brygady Wileńskiej i przejęły jej nazwę. Ze stosunkowo nielicznej grupy, wcześniej będącej jedynie silnym patrolem, oddział "Huzara" został rozbudowany do stanu kilkudziesięciu ludzi podzielonych na kilka mniejszych patroli.
Początkowo kpt. "Huzar" dowodził osobiście grupą operującą na prawym brzegu Bugu [okresowo wyodrębnił patrol ppor. Witolda Buczaka "Ponurego"], natomiast komendę na grupą z terenu pow. Sokołów Podlaski powierzył ppor. Józefowi Małczukowi "Brzaskowi" [jesienią 1949 z grupy tej wydzielony został patrol plut. Jana Czarnockiego "Huragana"]. Po śmierci ppor. "Brzaska" w walce pod Toczyskami 7 kwietnia 1950 dowództwo patrolu "sokołowskiego" objął plut. Arkadiusz Czapski "Murat". Gdy i on padł w walce z KBW 30 września 1950, kpt. "Huzar" dowództwo nad grupą działającą na lewym brzegu Bugu przekazał st.sierż. Adamowi Ratyńcowi "Lampartowi". Grupa ta dotrwała do 12 maja 1952, kiedy to zniszczona została przez KBW podczas operacji pod Sokólem k. Mielnika. W lecie 1950 siły operujące na prawym brzegu Bugu podzielone zostały na trzy patrole, którymi dowodzili: kpt. "Huzar", ppor. "Ponury" i sierż. Lucjan Niemyjski "Krakus". W styczniu 1951 oddział "prawobrzeżny" podzielony został na patrol "sztabowy" kpt. "Huzara" [do którego dołączył sierż. "Krakus"], patrol ppor. "Ponurego" oraz patrol plut. Eugeniusza Tymińskiego "Rysia" [rozbity 29 maja 1951 w Żochach Nowych]. W lecie 1951 sformowany został nowy patrol dowodzony przez sierż. Kazimierza Parzonkę "Wichurę". Taki stan organizacyjny [patrole: "sztabowy", "Ponurego", "Zygmunta" i "Lamparta"] utrzymał się do wiosny 1952.

Rok 1950, kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar" [z lewej] oraz sierż. Eugeniusz Tymiński "Ryś", żołnierz AK-AKO-WiN w oddziale kpt. "Huzara". W latach 1950-51 "Ryś" był dowódcą samodzielnego patrolu. Poległ osłaniając odwrót swoich żołnierzy pod wsią Żachy Nowe pow. Wysokie Mazowieckie.

Kpt. Kazimierz Kamieński „Huzar” – część 2>

Kpt. Kazimierz Kamieński „Huzar” (1919 – 1953) – część 2


Stoją od lewej: Stanisław Roszkowski "Tarzan", ppor. Witold Buczak "Ponury", Lucjan Niemyjski "Krakus" – d-ca patrolu w oddziale "Huzara", 22.VIII.1952 otoczony przez grupę operacyjną UB popełnił samobójstwo, Franciszek Łapiński "Szwed" – 24.XII.1947 ciężko ranny w walce z grupą operacyjną UB-MO-KBW, dobity bagnetami. Uzbrojeniem żołnierzy jest bardzo rozpowszechniony w oddziałach powojennego podziemia niemiecki Stg-44 kal. 7,92 mm. Obok sowieckich PPSz-41 i PPS-43, była to najpopularniejsza broń tamtych czasów.

Patrole działały w kilku powiatach woj. białostockiego (Wysokie Mazowieckie, Bielsk Podlaski) i warszawskiego (Siedlce, Sokołów Podlaski). Od maja 1947 r. do września 1952 r. przeprowadziły ok. 90 akcji, w większości o charakterze likwidacyjnym, w wyniku których zginęło ponad 50 osób, głównie podejrzanych o współpracę z UBP, członków ORMO, PPR-PZPR, funkcjonariuszy MO. Stoczyły 21 potyczek z grupami operacyjnymi KBW, UBP i MO oraz przeprowadziły kilkanaście akcji zaopatrzeniowych, głównie na instytucje spółdzielcze.
Egzekucje były podyktowane zagrożeniem dekonspiracją, potyczki zaś miały charakter obronny i powodowały znaczne straty. Miejscowa ludność, choć w większości nadal życzliwie ustosunkowana do podziemia, była już zmęczona wieloletnią konfrontacją z władzą. Wg ustaleń Jerzego Kułaka, tylko w woj. białostockim w latach 1947 – 1952 aresztowano ok. 300 osób z siatki „Huzara”, z których połowa została skazana na wieloletnie więzienie.
W wyniku strat ponoszonych w starciach z KBW i UB, we wrześniu 1952 oddział kpt. "Huzara" stopniał do jednego tylko pododdziału – patrolu dowodzonego przez sierż. "Zygmunta" lecz kpt. Kazimierz Kamieński „Huzar” i pozostali przy życiu jego żołnierze wciąż byli nieuchwytni.

Od lewej: "Tarzan", "Krakus" i "Szwed"

Nie mogąc zlikwidować „Huzara”, MBP wykorzystało do walki z nim grę operacyjną z użyciem fikcyjnej V Komendy WiN. Przedstawiciele tej komendy (a faktycznie agenci MBP) po długich zabiegach nawiązali jesienią 1951 r. bezpośredni kontakt z kpt. Kamieńskim. Przekazali mu m.in. polecenie, aby zaprzestał akcji zbrojnych i przestawił się na prace organizacyjne, dostarczyli mu też środki finansowe.
Na początku 1952 r. poinformowano go, że został mianowany komendantem Białostockiego Okręgu WiN. Zgodnie z instrukcją ograniczył akcje do minimum, równocześnie grupy operacyjne KBW-UB kontynuowały działania przeciwko oddziałowi – od maja 1952 r. ze znacznymi efektami. Rozbito patrole st. sierż. Adama Ratyńca „Lamparta” i ppor. Witolda Buczaka „Ponurego” – obydwaj zginęli. Aresztowano wielu właścicieli konspiracyjnych melin, a liczebność oddziału spadła we wrześniu 1952 r. do ośmiu osób.
W ten sposób zmuszono kpt. „Huzara” do przyjęcia propozycji przedstawicieli V Komendy WiN przerzucenia jego i jego współtowarzyszy na Zachód. Został zwabiony w tym celu 17 października 1952 r. do Warszawy i aresztowany przez funkcjonariuszy MBP dnia 29 października 1952 r. Po ciężkim czteromiesięcznym śledztwie sprawę skierowano do WSR w Warszawie.
W celach pokazowych rozprawę przeciwko kpt. „Huzarowi” i sześciu współoskarżonym zorganizowano w Łapach. Po trzydniowym procesie (24-26 marzec 1953) sąd w składzie: ppłk. Mieczysław Widaj (przewodniczący), mjr Jan Płonka i por. Władysław Marszałek (oskarżał prokurator ppłk Henryk Ligęza) 26 marca wydał wyrok skazujący kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” na trzynastokrotną karę śmierci, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze oraz przepadek całego mienia na rzecz skarbu państwa.
Podczas tego procesu kary śmierci otrzymali również jego podwładni: Mieczysław Grodzki „Żubryd”, Wacław Zalewski „Zbyszek” i Tadeusz Kryński „Rokita” (w przypadku tego ostatniego Rada Państwa skorzystała z prawa łaski i zamieniła karę śmierci na dożywotnie więzienie). W stosunku do kpt. Kamieńskiego NSW (składowi przewodniczył płk. Aleksander Tomaszewski) nie uwzględnił skargi rewizyjnej (28 V 1953), a Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski (6 X 1953). Wyrok wykonano w więzieniu w Białymstoku 11 października 1953 r. o godz. 13:30. W egzekucji uczestniczyli: sędzia WSR w Białymstoku njr Jan Płonka, naczelnik więzienia ppor. Tadeusz należyty, prokurator kpt. Sylvester Ströcker, lekarz kpt. Tamerlan Smolski i dowódca plutonu egzekucyjnego st. sierż. Aleksander Jurczuk – wykonujący wyrok.
Miejsce pochówku kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”, odznaczonego Krzyżem Walecznych, jednego z najdłużej działających i najbardziej bohaterskiego dowódcy antysowieckiego powstania, do dzisiaj pozostaje nieznane.
13 marca 1997 r. SW w Białymstoku w wydanym postanowieniu, uznał za nieważny wyrok WSR z 26 marca 1953 r.
Dwa lata wcześniej, 8 października 1995 r. odsłonięto w Piekutach Nowych pomnik ku czci kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”, jako wyraz hołdu i pamięci społeczeństwa dla jednego z ostatnich dowódców oddziałów walczących przeciwko komunistom, nie tylko na Białostocczyźnie, ale i w całej Polsce.

Podlasie, prawdopodobnie 1950, żołnierze z oddziału kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara". Stoją od lewej: sierż. Lucjan Niemyjski "Krakus", 22 sierpnia 1952 otoczony przez GrOp UB-KBW popełnił samobójstwo; Józef Brzozowski "Zbir", "Hanka", zginął latem 1952 w walce z KBW; Wacław Zalewski "Zbyszek", zamordowany 11 października 1953 w więzieniu w Białymstoku; ppor. Witold Buczak "Ponury", zginął w walce z KBW 28 maja 1952; NN "Jurek"; Eugeniusz Welfel "Orzełek", zginął w walce z KBW 30 września 1950.

Opracowano na podstawie:
Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944 – 1956. Słownik Biograficzny, tom. II,
wyd.: Instytut Pamięci Narodowej. Kraków-Warszawa-Wrocław 2004.

Kpt. Kazimierz Kamieński „Huzar” – część 1>