Pomnik „Żołnierzom Wyklętym” we Włodawie

WŁODAWA – „Żołnierzy Wyklętych” jednak upamiętnimy !!!

28 kwietnia 2008 r. we Włodawie odbyła się XIX Sesja Rady Miejskiej, na której podjęto uchwałę o budowie przez warszawską Fundację „Pamiętamy” pomnika poświęconego poległym i pomordowanym w latach 1945-1955 żołnierzom i współpracownikom oddziału partyzanckiego Obwodu AK-WiN Włodawa, dowodzonego przez braci: por. Leona Taraszkiewicza ps. „Jastrząb” i ppor. Edwarda Taraszkiewicza ps. „Żelazny”.

„Włodawa niecała czerwona” – tym emocjonalnym zwrotem wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej Mirosława Dynkiewicz zachęcała swoich kolegów radnych do głosowania za uchwałą w sprawie zgody na budowę pomnika.
Apel poskutkował – za było 9 radnych, przeciw 5*. Eugeniusz Omelczuk wstrzymał się od głosu.

*Przeciwni budowie pomnika byli radni z tzw. lewicowego klubu radnych: Andrzej Ryszbyły oficer LWP, I sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR podczas stanu wojennego i członek Komitetu Wojewódzkiego PZPR, obecnie SLD, Edward Morawski, Marek Flis oraz Anna Jarosiewicz.
Piątym oponentem była radna Joanna Szczepańska, która ostentacyjnie
zażądała wpisania do protokołu obrad sesji informacji, że głosowała na NIE.
Radni ci, chcąc zablokować jakąkolwiek dyskusję na temat inicjatywy i możliwość wypowiedzenia się w tym temacie przedstawiciela Instytutu Pamięci Narodowej, jeszcze na tydzień przed sesją zgłosili wniosek o zdjęcie z porządku obrad punktu dotyczącego budowy pomnika, mimo że miesiąc wcześniej, na komisjach Rady Miasta, w obecności prezesa Fundacji „Pamiętamy” nie zgłaszali większych zastrzeżeń. Wniosek o zdjęcie punktu z porządku obrad był tym bardziej perfidny, że zgłaszający doskonale wiedzieli o przyjeździe na obrady Rady Miasta przedstawicieli Fundacji i kierownika Referatu Badań Naukowych OBEP IPN w Warszawie Kazimierza Krajewskiego.

Uchwała wywołała w trakcie sesji kilka krytycznych uwag przeciwników budowy tego pomnika. Radna Joanna Szczepańska wykazała się „wzruszającą” wręcz empatią dla potomków ubeków, donosicieli i komunistycznych aparatczyków, stwierdzając, że jeszcze zdecydowanie za wcześnie na tego typu monument, gdyż żyją wciąż rodziny tych, którzy zginęli z rąk oddziału „Jastrzębia” i „Żelaznego”. Tym samym okazała zupełną pogardę uczuciom rodzin kilkudziesięciu poległych i pomordowanych partyzantów, które do dnia dzisiejszego nie mają gdzie zapalić świeczki i zmówić modlitwy, bo ubeccy oprawcy pogrzebali ich bliskich w nieznanych miejscach. Radny Andrzej Rysz twierdził, że być może Włodawa nie jest najlepszym miejscem na upamiętnienie tych partyzantów, bowiem walczyli oni i żyli głównie poza miastem, która to „twórcza myśl” była jaskrawym przykładem wręcz żenującej ignorancji.
Wszelkie wątpliwości rozwiali podczas sesji eksperci: Prezes Zarządu Fundacji „Pamiętamy” mecenas Grzegorz Wąsowski i dr Kazimierz Krajawski, Kierownik Referatu Badan Naukowych OBEP IPN w Warszawie, jeden z najwybitniejszych znawców problematyki powojennego podziemia. Przewodniczący Rady Miejskiej Romuald Dydiuk starał się przekonać radnych do wyrażenia zgody na budowę pomnika. Zdecydowanie ideę powstania pomnika, który przypomnijmy zostanie wzniesiony wyłącznie za pieniądze Fundacji, poparł również najmłodszy radny Mariusz Zańko. Wspomniał, że od zawsze kierował się w życiu ideałami marszałka Józefa Piłsudskiego i całym sercem jest za upamiętnieniem bohaterskich żołnierzy walczących z reżimem komunistycznym.
Ostatecznie uchwała w sprawie wzniesienia pomnika stała się faktem. Za wzniesieniem pomnika głosowali radni: Romuald Dydiuk – przewodniczący RM, Mirosława Dynkiewicz – wiceprzewodnicząca RM, Krzysztof Jarząbek, Sławomir Kaliszuk, Tomasz Korzeniewski, Marian Marcinkiewicz, Erazm Piotr Meniów, Edmund Świtka i Mariusz Zańko.


Szkic projektu pomnika Fundacji „Pamiętamy”, poświęconego poległym i pomordowanym żołnierzom i współpracownikom oddziału „Jastrzębia” i „Żelaznego”, który zostanie wzniesiony we Włodawie.

Ok. 4 metrowej wysokości pomnik stanie za kilka miesięcy przy ul. 11 Listopada [na skwerze pomiędzy pocztą a kościołem p.w. św. Ludwika]. Zgoda na jego powstanie oraz akceptacja treści napisu memoratywnego zostały wydane przez Radę Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa, reprezentowaną przez ministra Andrzeja Przewoźnika. Napis brzmi:

Pamięci
żołnierzy oraz współpracowników oddziału partyzanckiego
Armii Krajowej – Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość
Obwodu Włodawa
dowodzonego przez braci por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” † 3 I 1947
i ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” † 6 X 1951
poległych w latach 1945-1955 w walce z komunistycznym zniewoleniem.
Oddali życie za niepodległość Poiski i wolność człowieka.

Pod nim znajdzie się ok. 60 nazwisk poległych i pomordowanych żołnierzy oraz współpracowników oddziału „Jastrzębia” i „Żelaznego”.

Skwer we Włodawie przy ul. 11 Listopada, na którym zostanie wzniesiony pomnik żołnierzom „Jastrzębia” i „Żelaznego”. Na czerwono oznaczono miejsce lokalizacji, po prawej widoczny kościół p.w. św. Ludwika.

W kolejnym wpisie prezentuję rozmowę z mecenasem Grzegorzem Wąsowskim, Prezesem Zarządu Fundacji „Pamiętamy”, który przedstawia argumenty przemawiające za celowością powstania tego pomnika we Włodawie.

Rozmowa z mec. Grzegorzem Wąsowskim>



Od lewej: Leon Taraszkiewicz ps. „Jastrząb” i Edward Taraszkiewicz ps. „Żelazny”

Leon Taraszkiewicz urodził się w 1925 r. Ukończył szkołę powszechną we Włodawie, gdzie mieszkał wraz z rodziną i tu zastał go wybuch II wojny światowej. W połowie 1941 r. on i kilku młodych ludzi z okolicznych wsi dostali wezwanie do Baudi
enstu (tzw. junaków) do Radomia. Baudienst, czyli Służba Budowlana, były to obozy pracy przymusowej. Leon Taraszkiewicz uciekł z robót i po wielu perypetiach, przypadkowo, w Żukowie został wcielony do przebywającego w lasach włodawskich sowieckiego oddziału partyzanckiego kpt. „Anatola” [N.N.]. Po wkroczeniu Armii Czerwonej, w grudniu 1944 r. został aresztowany za odmowę wstąpienia do formującego się właśnie Urzędu Bezpieczeństwa i wywieziony do obozu dla AK-owców w Błudku-Nowinach. W marcu 1945 r. zbiegł z transportu jadącego na wschód i przyjmując pseudonim „Zawieja” (później „Jastrząb”) wszedł w skład oddziału partyzanckiego Tadeusza Bychawskiego „Sępa”. Podczas jednej z akcji, 12 VI 1945 r. zginął z rąk UB dowódca grupy i „Jastrząb” przejął jego obowiązki.

W czerwcu 1945 r. z robót w Niemczech [Querfurt k/Halle] wrócił, przebywający tam od grudnia 1940 r., brat „Jastrzębia” Edward Taraszkiewicz (ur. 1921 r.) i przyjmując pseudonim „Grot”, a następnie „Żelazny”, podjął działania w strukturach Obwodu Włodawa Inspektoratu Chełm AK-DSZ-WIN. W 1945 został zastępcą dowódcy w oddziale swojego brata por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”. Oddział rozrastał się z tygodnia na tydzień, osiągając w 1946 r. stan 80-100 osób i oprócz walki z komunistyczną władzą, zajmował się zwalczaniem pospolitych bandytów nękających miejscową ludność. 5 lutego 1946 r. oddział „Jastrzębia” opanował na kilka godzin miasto Parczew, a w następnych dniach stoczył zwycięską walkę pod Marianką, zmuszając do wycofania 70-osobową pościgową grupę operacyjną UB-KBW. 18 lipca 1946 r doszło do wydarzenia bez precedensu, kiedy to wraz z oddziałem Stefana Brzuszka „Boruty” z NSZ, w zasadzce na trasie Chełm-Lublin zatrzymał samochód, którym podróżowała siostra Bolesława Bieruta, Zofia Malewska z mężem, synem i synową. „Jastrząb” nakazał uwięzić rodzinę Bieruta, jednak spowodowało to przysłanie w teren 72 wagonów wojska i z polecenia komendanta Obwodu Włodawa kpt. Zygmunta Szumowskiego „Komara”, zatrzymani zostali zwolnieni.

22 października 1946 r. wraz z oddziałem Józefa Struga „Ordona”, w ciągu jednego dnia zdobył posterunki MO w Milejowie, Łęcznej i Cycowie, rozbroił oddział WOP na trasie Włodawa-Chełm, a następnie opanował Włodawę, gdzie zajął Komendę Powiatową MO i rozbił siedzibę PUBP, uwalniając ok. 100 więźniów. W noc sylwestrową 1946/1947 oddział „Jastrzębia” brał udział w ataku połączonych oddziałów WiN obwodu radzyńskiego, pod dowództwem kpt. Leona Sołtysika ps. „James” (łącznie ok. 300-350 partyzantów) na Radzyń Podlaski. 3 stycznia 1947 w ataku na oddział propagandowo-ochronny LWP w Siemieniu por. Leon Taraszkiewicz został ciężko ranny i w trakcie transportu do lekarza zmarł. Został pochowany na cmentarzu w Siemieniu, gdzie spoczywa do dzisiaj.

W ciągu 1,5 roku działalności oddział wykonał kilkadziesiąt spektakularnych akcji przeciwko komunistom i postrzegany był przez nich jako „grupa o zabarwieniu wybitnie politycznym”. Funkcjonariusze UB zastosowali wobec miejscowej ludności represje na wielką skalę. Według źródeł wytworzonych przez resort bezpieczeństwa od IX 1944 r. do końca 1945 r PUBP we Włodawie aresztował, w większości za przynależność do AK 1072 osoby z powiatu włodawskiego, z czego dużą część przekazał Sowietom, a jeszcze w 1949 r. włodawski PUBP prowadził śledztwa i rozpracowania operacyjne przeciwko 2280 osobom podejrzanym o opór przeciwko komunistom. Z dokumentów tych wynika również niezbicie, że mimo skali tych represji oddział cieszył się ogromnym poparciem społeczeństwa, które uważało partyzantów za jedyną prawowitą władzę i ratunek przed bezprawiem komunistów, jak również przed ogromną falą pospolitego bandytyzmu, z którym przeznaczone do tego formacje nie chciały i nie mogły sobie poradzić. To pozwoliło wielu partyzantom przetrwać w walce przez wiele lat, niektórym aż do początku lat 50-tych.

Po śmierci brata Edward Taraszkiewicz „Żelazny” przejął funkcję komendanta oddziału WiN Obwodu Włodawa. Jak wielu innych dowódców w całej Polsce, nie skorzystał z amnestii w lutym 1947 r i wiosną ponownie poprowadził swój kilkunastoosobowy oddział do walki. W 1947 r. oddział „Żelaznego” przeprowadził wiele akcji bojowo-dywersyjnych i likwidacyjnych. 22 kwietnia 1947 roku „Żelazny” odnotował spektakularny sukces w spotkaniu pod wsią Białka z grupą operacyjną PUBP we Włodawie dowodzoną przez ppor. Konasiuka (w starciu zginęło 4 żołnierzy KBW i dowodzący grupą oficer PUBP, rany odniosło 4 żołnierzy KBW i 3 funkcjonariuszy MO). Partyzanci, którzy zostali panami placu boju, opatrzyli rannych przeciwników oraz zlikwidowali zdrajcę, który prowadził grupę operacyjną. W nocy z 2 na 3 lipca 1947 r. „Żelazny” przeprowadził wspólnie z połączonymi oddziałami Józefa Struga „Ordona” i Stanisława Kuchcewicza „Wiktora” akcję pacyfikacyjną w skomunizowanej wsi Puchaczów, gdzie rozstrzelano 21 mieszkańców, członków PPR i donosicieli, w odwecie za wydanie UB i w efekcie śmierć trzech partyzantów kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”.

Wiosną 1948 r. „Żelazny” rozpoczął budowę rozległej siatki terenowej, której placówki zostały zorganizowane w powiatach Włodawa, Chełm, Lubartów, i dzięki którym partyzanci mogli bardzo skutecznie działać aż do października 1951 roku. W latach 1949-1951 jego oddział cały czas wykazywał dużą aktywność bojową, m.in. 25 października 1949 na stacji kolejowej w Stulnie zdobyto bez strat własnych 1,5 min złotych oraz tzw. spec-pocztę z tajnymi dokumentami chełmskiego i włodawskiego UB, które pomogły w skutecznej i bardzo trafnej likwidacji agentury. „Żelazny” przykładał dużą wagę do pracy propagandowej i uzasadnienie wykonywanych wyroków ogłaszał publicznie na rozlepianych we wsiach ulotkach.

Do jednej z najgłośniejszych, ale i zarazem ostatnich akcji oddziału, już tylko czteroosobowego, doszło 29 maja 1951 r. w pobliżu wsi Dominiczyn, kiedy to zastrzelono znanego działacza PPR i PZPR, byłego przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie – Ludwika Czugałę i tego samego dnia, w rajdzie po powiecie włodawskim zlikwidowano czterech agentów UB i komunistycznych aparatczyków. W wyniku zakrojonej na szeroką skalę kilkumiesięcznej gry operacyjnej, ustalono miejsce pobytu „Żelaznego” i jego trzech ostatnich żołnierzy, którzy przebywali w Zbereżu nad Bugiem. 6 października 1951 r. przebijając się przez 800-osobowy pierścień okrążenia zginęli w walce: Edward Taraszkiewicz „Żelazny” i Stanisław Torbicz „Kazik”. Oprócz nich zginęli również gospodarze, u których ukrywali się partyzanci – Teodor i Natalia Kaszczuk, oraz nieustalony z nazwiska mieszkaniec Zbereża. Dwóch pozostałych partyzantów – Józefa Domańskiego ps. „Znicz” i Stanisława Marciniaka ps. „Niewinny” – ujęto, w pokazowym procesie skazano na śmierć i w styczniu 1953 r. stracono. Po obławie ciała „Żelaznego”, „Kazika” oraz małżeństwa Kaszczuków zostały przewiezione do PUBP we Włodawie i pochowane w nieznanym miejscu. W 1991 r. w Zbereżu odsłonięto kapliczkę i symboliczną tablicę pamiątkową ku czci ppor. cz.w. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, jednego z najdłużej walczących dowódców Antykomunistycznego Powstania.

Więcej na temat działań oddziału „Jastrzębia” i „Żelaznego” czyt
aj w kategorii: „JASTRZĄB” i „ŻELAZNY” – OBWÓD WiN WŁODAWA>

Strona główna>

Rozmowa z mec. Grzegorzem Wąsowskim


Rozmowa z mec. Grzegorzem Wąsowskim, Prezesem Zarządu Fundacji „Pamiętamy”.


Mec. Grzegorz Wąsowski, Prezes Zarządu Fundacji "Pamiętamy". W tle widać jeden z pomników Fundacji, poświęcony kpt. Kazimierzowi Kamieńskiemu ps. "Huzar" i jego żołnierzom, odsłonięty w Wysokiem Mazowieckiem w listopadzie 2007 r.

Rada Miejska we Włodawie – choć nie bez oporów – przyjęła w ostatni poniedziałek uchwałę ws. wyrażenia zgody na wzniesienia pomnika poświęconego poległym żołnierzom i współpracownikom oddziału „Jastrzębia” i Żelaznego”. Jest Pan zadowolony tak z samej uchwały, jak i dyskusji podczas sesji?

– Mimo kilku głosów sprzeciwu, które oparte były na nieuzasadnionej moim zdaniem obawie, że upamiętnienie partyzantów i współpracowników oddziału „Jastrzębia” i „Żelaznego” zantagonizuje mieszkańców Włodawy oraz na pokutujących od dziesięcioleci kłamstwach i stereotypach deformujących prawdę o walce antykomunistycznego podziemia zbrojnego, wrosłych za przyczyną propagandy komunistycznej w świadomość społeczną, zwłaszcza wśród ludzi, którzy dojrzewali w okresie PRLu, większość radnych uznała inicjatywę Fundacji za słuszną i godną poparcia, co – oczywiście – bardzo nas ucieszyło.

Panie Mecenasie, podczas sesji niektórzy radni podnosili argument kontrowersyjności postaci braci Taraszkiewiczów w historii Włodawy i Ziemi Włodawkiej, wszak m.in. dokonywali oni – jakby tego nie nazywać – egzekucji rodaków. Jak by Pan jednak przekonał Włodawian o słuszności powstania tego pomnika?

– Termin „kontrowersyjny” robi w naszych czasach oszałamiającą karierę. W warunkach wolności słowa każde praktycznie wydarzenie historyczne może być oceniane w sposób krańcowo odmienny i niejako z automatu staje się kontrowersyjne. Nie trudno sobie wyobrazić, że Powstanie Warszawskie widziane oczyma rodzin poległych w nim żołnierzy niemieckich spotka się z radykalnie odmienną oceną, niż nasze widzenie tego zrywu niepodległościowego. Ale czy powiemy, że jest kontrowersyjne? Na pewno nie. Podobnie wyrok śmierci wykonany na Polaku współpracującym z gestapo zostanie inaczej oceniony przez rodzinę zlikwidowanego donosiciela, a inaczej przez większość społeczeństwa. I znowu zapytam: czy fakt, że zdarzenie, o którym mówię jest różnie oceniane czyni je kontrowersyjnym? Podobnie jest z walką zbrojną z komunistami i bohaterami tej walki, takimi jak „Jastrząb” i „Żelazny”. Proszę pamiętać, że dla znakomitej większości Państwa przodków, mieszkańców ziemi włodawskej, ani „Jastrząb” ani „Żelazny” ani ich podkomendni wcale nie byli kontrowersyjni – ich walka cieszyła się dużym poparciem społecznym, czego dowodem jest po pierwsze masowość represji komunistycznych skierowanych przeciwko ludności powiatu włodawskiego, po drugie fakt, że „Żelazny”, prowadząc przez cały czas aktywną działalność bojową, zdołał się utrzymać w terenie aż do października 1951 roku – w warunkach masowego terroru, gdy za udzielenie mu kwatery, podanie mleka i strawy czy nawet tylko niezłożenie donosu na temat miejsca pobytu partyzantów groziło piekło śledztwa na UB, wieloletnie więzienie i przylepienie, zapewniającej przez cały czas trwania PRLu życie obywatela drugiej kategorii, etykiety „rodziny bandyckiej”. Pomnik, który zamierzamy wznieść we Włodawie, ma być upamiętnieniem ponad sześćdziesięciu ludzi z Włodawy i okolic, którzy w najtrudniejszym okresie komunistycznego zniewolenia zdecydowali się podjąć pod rozkazami najpierw „Jastrzębia” a potem „Żelaznego” walkę z reżimem komunistycznym, walkę o wolność człowieka, i walkę tę prowadzili przez lata w sposób niezwykle dzielny i dynamiczny. Za ten wybór, za wystąpienie w obronie wartości wysokich, zapłacili cenę najwyższą. Znakomita większość z nich nie ma swego grobu – komuniści odmówili im nawet prawa do ludzkiego pochówku, a bliskim partyzantów prawa do miejsca, przy którym można wspomnieć zmarłego i pomodlić się za jego duszę. Dodatkowo jeszcze ludzie Ci i ich rodziny przez dziesiątki lat rządów partii komunistycznej byli plugawieni, odsądzani od czci i wiary przez propagandę komunistyczną – komuniści robili to po to, aby zadać swoim przeciwnikom śmierć cywilną, żeby zohydzić ich w oczach przyszłych pokoleń. Gdyby decyzja Rady Miejskiej była inna, gdyby reprezentanci miejscowej społeczności odmówili prawa upamiętnienia tych ludzi, należałoby uznać, że na tym kawałku polskiej ziemi, mocno zroszonej krwią poległych w obronie niepodległości i wolności, komuniści odnieśli trwały sukces w zohydzaniu ludzi, którzy w najtrudniejszych czasach mężnie stawali w obronie wolności przeciwko systemowi, który zanegował pozytywny dorobek cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Chciałbym podkreślić, że pozytywną opinię dla idei budowy pomnika wydał minister Andrzej Przewoźnik. Kieruje on od kilkunastu lat Radą Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa, która jest wyspecjalizowanym państwowym organem, opiniującym wszelkie upamiętnienia w naszym kraju, niezależnie od tego, że organy samorządu terytorialnego podejmują ostateczną decyzję. Przywołuję ten fakt, aby rozwiać wątpliwości, że przedstawiciele Fundacji mają jednostronne, czy nie pogłębione spojrzenie na ten dramatyczny przecież okres w naszej historii. Aktualny stan wiedzy, będący owocem badań naukowych prowadzonych już w okresie wolnej Polski, badań rzetelnych, obiektywnych – nie, jak w PRLu, będących antytezą obiektywnej, wolnej nauki, pozwala na stwierdzenie, że na terenie powiatu włodawskiego Państwa przodkowie prowadzili bardzo zaciętą walkę z komunistami i jest to powód do wielkiej chwały tego regionu. Oddział „Jastrzębia” i „Żelaznego” był jednym z najlepszych oddziałów polowych partyzantki antykomunistycznej. Obu tych żołnierzy sprawy wolności należy zaliczyć do najwybitniejszych dowódców partyzanckich z tamtego okresu. To wszystko powoduje, że decyzję o upamiętnieniu tych ludzi i ich podkomendnych oraz współpracowników poległych w walce z komunistami uważam za ze wszech miar słuszną.

Niektórzy – pamiętając czasy komunistycznego reżimu, kiedy to stawiano pomniki nawet zbrodniarzom – obawiają się, że być może wyjdą niedługo na jaw fakty, które w znacznie mniej korzystnym świetle przedstawią dokonania „Jastrzębia” czy „Żelaznego”. I co wtedy, czy trzeba będzie burzyć ten pomnik?

– Wydaje mi się, że to trochę źle sformułowane pytanie. Przecież już od początku lat dziewięćdziesiątych niezależni historycy prowadzą badania nad działalnością powojennego podziemia, którego historia przez 50 lat była całkowicie zafałszowana lub przemilczana. Ale prawdziwy rozkwit badań nad tym problemem rozpoczął się w momencie powstania Instytutu Pamięci Narodowej. Od tego momentu, w oparciu o archiwa wytworzone przez Urząd Bezpieczeństwa i podległe mu formacje, nastąpił ogromny postęp w badaniach, wydano setki publikacji naukowych, m.in. dotyczących również antykomunistycznego podziemia w powiecie włodawskim. W ich świetle wychodzą na jaw fakty, które świadczą nie tylko o ogromie represji komunistów w stosunku do polskiego społeczeństwa, które masowo stawiało im opór, ale – paradoksalnie – mimo tej potwornej
przemocy, widać również ogromną skalę poparcia tegoż społeczeństwa dla działań tej jego części, która zdecydowała się stawiać ten opór z bronią w ręku, a była to liczba rzędu dwudziestu tysięcy ludzi w całej Polsce. Wsparcie udzielane partyzantom w terenie, mimo masowych aresztowań i wyroków śmierci wydawanych na ludzi dających partyzantom schronienie, w języku komunistów zwanych „meliniarzami”, pozwoliło im przetrwać w walce często aż do połowy lat 50-tych. Są to od lat powszechnie dostępne, opublikowane fakty, do których zainteresowani bez problemu mogą dotrzeć i dlatego uważam, że każdy kolejny rok poświęcony badaniom nad tym okresem naszej historii daje coraz większą legitymację do upamiętniania tych żołnierzy.

Szkic projektu pomnika, który jesienią br. stanie we Włodawie.

Teraz może pytanie o mentalność społeczeństwa, o jego podejście do historii. Ma Pan wieloletnie doświadczenie w tworzeniu tego typu form pamięci bohaterskich Polaków, których władza komunistyczna chciała wrzucić do jednego wora pod nazwą „bandyci”. Jak Pan ocenia włodawskie środowisko, które w części tak bardzo boi się upamiętnienia tych „Żołnierzy Wyklętych”. Skąd się bierze ta niechęć do nich po ponad 60 latach?

– O tym już wspominałem. To w dużej mierze konsekwencja wieloletniej komunistycznej propagandy, przy braku możliwości poszukiwania prawdy w niezależnych od władzy komunistycznej wydawnictwach, bez możliwości prowadzenia obiektywnych badań, i co najważniejsze przy zerwanym przekazie pokoleniowym, co dotyczy, niestety, również przekazu rodzinnego. Ponurą zasadą było, że ludzie starsi, pamiętający tamte tragiczne czasy, wiedzący jak naprawdę było, w trosce o swoich najbliższych – dzieci i wnuki, wiedząc, że prawda wypowiedziana w szkole, w miejscu pracy, podczas dyskusji pod sklepem, może kosztować drogo, woleli milczeć niż przekazać prawdę o sprawach, które są tematem naszej rozmowy. W praktyce życia ta skądinąd zrozumiała postawa oznaczała milczące pogodzenie się z wszechogarniającym, zinstytucjonalizowanym (szkoły, gazety, telewizja itp.) kłamstwem propagandy komunistycznej. Oznaczała zgodę na zdeformowanie rzeczywistości w umysłach młodszych pokoleń. Skutki tego zjawiska przyjdzie nam usuwać jeszcze długie lata. Ale trzeba to robić – z szacunku dla tych, którzy odeszli broniąc wolności i niepodległości – z troski o kolejne pokolenia, aby rozumiały jaka jest cena za wolność. Oponenci idei pomnika, o którym rozmawiamy, wysuwali również argument, że żyją jeszcze rodziny ofiar partyzantów, że to upamiętnienie zantagonizuje społeczeństwo. To argumentacja, której warto poświęcić kilka zdań. Nie ma wątpliwości, że strata bliskiego człowieka jest wielką traumą dla osób, które darzyły go uczuciem. Dla których był dobrym tatusiem, wspaniałym bratem itp. Osoby te nie dostrzegają jednak, że kochający tatuś był równocześnie na przykład oprawcą w Urzędzie Bezpieczeństwa czy konfidentem, który swoimi donosami sprowadził nieszczęście na swoich rodaków. To zrozumiałe, że punkt widzenia bliskich zastrzelonego przez partyzantów nie uwzględnia powodów, dla których wydano i wykonano wyrok śmierci. Trudno oczekiwać od nich zrozumienia dla tego faktu, wymaganie czegoś takiego byłoby kompletnie oderwane od psychiki ludzkiej i po prostu bezrozumne. To wszystko co powiedziałem nie zmienia jednak istoty sprawy. Trzeba pamiętać, że w walce toczonej z reżimem komunistycznym przez podziemie niepodległościowe racja i wartości były tylko po stronie podziemia. To żołnierze podziemia bronili wartości wysokich tj. wolności i niepodległości, a ich wrogowie – komuniści i ich współpracownicy, w tym konfidenci, wartości te niszczyli i deptali. Nie ma tu mowy o równoprawności racji. Nie wymagamy aby rodziny poległych z rąk partyzantów szanowały „Jastrzębia”, „Żelaznego”, „Młota”, „Łupaszkę”, „Huzara”, czy innych dowódców podziemia, jednak emocje tych osób nie mogą nas – członków wspólnoty narodowej szanującej niepodległość kraju i wolność jednostki ludzkiej – hamować i ograniczać w upamiętnianiu ludzi, którzy – powtarzam – w najtrudniejszym momencie stanęli po właściwej stronie i złożyli najwyższą ofiarę w walce o wolną i niepodległą Polskę. Kilkanaście lat od odzyskania niepodległości przez Polskę jest najwyższym momentem na tego typu decyzję, bo to jest również decyzja na przyszłość, decyzja która w wymiarze lokalnym pomoże przyszłym pokoleniom, tym które przyjdą po nas, szanować takie wartości jak wolność i niepodległość, decyzja która jest wyrazem dojrzałości historycznej lokalnej społeczności, gdyż jasno opowiada się po stronie prawdy. Bez takich upamiętnień, a jak wiadomo – pamięć wymaga formy trwałej – ciągłość pokoleniowa nie zostanie odbudowana, a pamięć o bohaterach walki o wolność z okresu drugiej połowy lat 40-tych i początku lat 50-tych ubiegłego stulecia będzie zamknięta w kręgu pasjonatów historii. To dopiero byłoby wielkie pogrobowe zwycięstwo komunistów.
Kończąc ten wątek mojej wypowiedzi chcę podkreślić, że gdyby było tak, że nie należy upamiętniać żołnierzy oddziałów partyzanckich w wyniku działań których zginęli Polacy, którzy stanęli po złej stronie, ci którzy dopuścili się kolaboracji z wrogiem, to Armia Krajowa nie miałaby szansy na żadne upamiętnienie w Polsce. Proszę pamiętać, że praktycznie nie ma oddziału partyzanckiego Armii Krajowej z okresu okupacji niemieckiej, który by nie wykonał akcji przeciwko rodakom. Istotą działań partyzanckich nie jest bowiem wygrywanie wojny w bojach z armią okupacyjną – partyzantka nie ma na to siły – rolą partyzantki jest ochrona terenu na którym działa, przede wszystkim przed agenturą okupanta, której działalność powoduje niewymierne krzywdy w terenie, i najczęściej przed zwykłym bandytyzmem, bo okres wojny i powojnia to czas, gdy normy społeczne są powszechnie deptane. I taka była właśnie partyzantka „Jastrzębia” i „Żelaznego”. Dlatego tak długo utrzymali się w terenie, ponieważ dla ludzi, dla swoich rodaków żyjących w tamtych czasach, którzy z komunizmem nie mieli nic wspólnego, a takich było dziewięćdziesiąt procent, to oni a nie władza komunistyczna byli synonimem porządku i praworządności na tym terenie.

Kiedy więc pomnik braci Taraszkiewiczów i ich oddziału zostanie odsłonięty?

– Termin uroczystości zostanie ustalony z władzami Miasta w najbliższych tygodniach. Planujemy zorganizowanie wspólnymi siłami Fundacji i władz samorządowych Włodawy pięknej uroczystości patriotycznej. Myślimy o październiku br. W miesiącu tym przypadają dwie ważne rocznice związane z historią walki braci Taraszkiewiczów i ich żołnierzy. 6 października 2008 r. przypadnie 57 rocznica śmierci Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, który poległ w swojej ostatniej walce w Zbereżu, a niedługo później, 22 października, 62 rocznica jednej z najbardziej spektakularnych akcji oddziału, czyli rozbicia Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie i uwolnienia ok. 100 więźniów. Nie wykluczam jednak, że pomnik zostanie odsłonięty nieco wcześniej, we wrześniu br., przy okazji rocznicy agresji sowieckiej na Polskę.

Źródło: Nowy Tydzień (powiat włodawski), Nr 19 (140), 12-18 maja 2008 r.

Pomnik "Żołnierzom Wyklętym" we Włodawie>
Strona główna>