Uroczystości w 55 rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza ps. "Żelazny"

W dniu

W dniu 8 października 2006 r. w Zbereżu i Włodawie odbyły się uroczystości upamiętniające 55. rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza ps. "Żelazny", ostatniego dowódcy zgrupowania partyzanckiego WiN Obwodu Włodawa. [FOTORELACJA]
Na uroczystości, objęte honorowym patronatem Prezydenta RP – Pana Lecha Kaczyńskiego oraz Wojewody Lubelskiego – Pana Wojciecha Żukowskiego, zapraszali:
Zrzeszenie "Wolność i Niezawisłość" – Koło Obwodu Włodawa,
Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej,
Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Lublinie,
Prawo i Sprawiedliwość we Włodawie.

Program uroczystości 8 października 2006 r. (niedziela):

10:00 Modlitwa i złożenie wieńców pod pomnikiem poległych w Zbereżu
12:00 Msza Święta w kościele pw. Św. Ludwika we Włodawie
13:30 Sesja popularnonaukowa w Sali konferencyjnej Starostwa Powiatowego we Włodawie, Al. J. Piłsudskiego 24:

referat "Podziemie niepodległościowe na Lubelszczyźnie na tle konspiracji w Polsce w latach 1944 – 1956" – dr Rafał Wnuk, IPN O/Lublin
projekcja filmu – "Jastrząb"/"Żelazny", reż. Adam Sikorski
referat "Rozpracowanie grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" przez funkcjonariuszy WUBP w Lublinie w latach 1947–1951" – dr Jarosław Kopiński, IPN O/Lublin

Edward Taraszkiewicz „Grot”, „Żelazny” urodził się 22 stycznia 1921 r., jego młodszy brat Leon „Jastrząb” 13 maja 1925 r. Obaj przyszli na świat w Niemczech, gdzie ich rodzice pracowali zarobkowo. Rodzina Taraszkiewiczów powróciła do Polski w 1925 r. i osiadła we Włodawie.

W początkowym okresie okupacji niemieckiej Edward Taraszkiewicz został wywieziony do Rzeszy na przymusowe roboty. Powrócił stamtąd w maju 1945 r. Leon Taraszkiewicz jako kilkunastoletni chłopiec został skierowany jako junak do pracy na kolei w okolicach Radomia. Za pomoc w ucieczkach udzielaną więźniom przewożonym w transportach kolejowych został aresztowany. Udało mu się uciec, ale w Chełmie aresztowano go ponownie i przewieziono do więzienia na Zamku w Lublinie. Po raz kolejny udało mu się zbiec. Powrócił w rodzinne strony, próbował nawiązać kontakt z oddziałem partyzanckim AK, ale trafił do oddziału partyzantki sowieckiej dowodzonej przez „Anatola”.

Po „wyzwoleniu” Leon powrócił do Włodawy. Otrzymywał liczne propozycje współorganizowania „władzy ludowej” na terenie powiatu włodawskiego, na które nie wyraził zgody. W grudniu 1944 r. jego ojciec, matka, on oraz trzynastoletnia siostra zostali aresztowani przez aparat bezpieczeństwa. Leon został ponownie osadzony w więzieniu na Zamku w Lublinie. Matka i siostra – w obozie w Krzesimowie. W trakcie transportu do miejsca internowania w głębi Związku Sowieckiego, Leonowi wraz z kilkunastoma innymi internowanymi udaje mu się uciec. Nawiązał kontakt ze strukturami AK Obwodu Włodawa. Wszedł w skład oddziału Tadeusza Bychawskiego „Sępa”, a po jego śmierci został dowódcą oddziału.

Po powrocie z Niemiec, jego brat Edward Taraszkiewicz wstąpił do oddziału i został zastępcą dowódcy oddziału. Przez następne półtorej roku, kiedy „Jastrząb” dowodził oddziałem liczącym średnio 40-60 partyzantów, przeprowadził kilkadziesiąt brawurowych akcji zbrojnych. Wymierzone one był przeciwko pospolitym bandytom będącym prawdziwą plagą powojennej polskiej wsi, a także przeciw posterunkom MO na terenie powiatu włodawskiego, chełmskiego i lubelskiego. Jedną z najsłynniejszych akcji „Jastrzębia” był atak na PUBP we Włodawie, 22 października 1946 r. i uwolnienie około 100 więźniów. „Jastrząb” zginął 3 stycznia 1947 r. w Siemieniu podczas ataku na grupę ochronno-propagandową.

Po jego śmierci, dowodzenie oddziałem przejął brat Edward – „Żelazny”. W wyniku akcji amnestyjnej z wiosny 1947 r. większość żołnierzy oddziału ujawniła się. Przy dowódcy pozostawało zazwyczaj pięciu-sześciu partyzantów. Mimo małej liczebności oddziału prowadził on bardzo aktywną działalność zbrojną jeszcze przez ponad cztery lata. Do maja 1949 r. „Żelazny” był podporządkowany kpt. Zdzisławowi „Brońskiemu „Uskokowi”. Akcje oddziału skierowane były przede wszystkim przeciwko osobom współpracującym z Urzędem Bezpieczeństwa oraz pospolitym złodziejom. Szlak oddziału znaczony był licznymi starciami z grupami operacyjnymi UB-KBW, w których oddział ponosił ciężkie straty (Kolonia Macoszyn, 6 listopada 1948 r. – dwóch poległych partyzantów; Grądy, 18 października 1949 r. – trzech poległych partyzantów). Najgłośniejszym echem odbiła się akcja z 29 maja 1951 r., kiedy koło Dominiczyna oddział „Żelaznego” zatrzymał samochód powracający z Włodawy do Lublina. Podróżowała nim komisja budowlana Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie. Jej przewodniczący, Ludwik Czugała (w latach 1945–1950 przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej), został rozstrzelany.

Działania operacyjne mające doprowadzić do ostatecznej likwidacji grupy „Żelaznego” był prowadzone przez PUBP we Włodawie we współdziałaniu z Wydziału III WUBP w Lublinie od maja 1947 r. Od początku 1951 r. prowadzono kombinację operacyjną mającą na celu nawiązanie kontaktu z oddziałem poprzez tajnych współpracowników, którzy podając się za przedstawicieli rzekomej centralnej organizacji podziemnej chcieli nakłonić dowódcę oddziału do zaniechania działalności zbrojnej, a następnie nakłonić go do przerzucenia ich w „bezpieczne miejsce”. Czołowe role w kombinacji odgrywało dwóch tajnych współpracowników, którymi byli bracia: Wacław Topolski „Jabłoński” i Tadeusz Topolski „Werba”. Spokojna praca operacyjna została zakłócona przez śmierć Czugały. Władze centralne żądały szybkich efektów. 31 maja 1951 r. powołano specjalna grupę operacyjną „Włodawa”, na czele której stanął wicedyrektor Departamentu III MBP płk Stanisław Wolański. Ponadto szefowie WUBP z Poznania, Bydgoszczy, Łodzi, Wrocławia i Krakowa mieli oddelegować do pomocy wspomnianej grupie po 2 pracowników z wydziałów: I, III, IV i V. Dyrektor departamentu śledczego MBP miał przekazać dodatkowo 20 oficerów śledczych. Do akcji skierowano trzy bataliony KBW. Aby uniemożliwić jakiekolwiek przecieki z PUBP we Włodawie, z dniem 22 czerwca 1951 r. przeniesiono wszystkich pracowników operacyjnych i gospodarczych tego urzędu na inny teren, natomiast szefem PUBP został oficer Departamentu III MBP. Pracowników operacyjnych zastąpili absolwenci rocznej szkoły MBP.

W okresie od 21 czerwca do 25 sierpnia 1951 r. oddział „Żelaznego” rozpracowywało 372 informatorów. W tym czasie odbyto z agenturą 1080 spotkań, z których otrzymano 726 doniesień, 78 zakwalifikowano jako cenne. Rozpracowaniem objęto 113 figurantów, w przeważa
jącej większości – byłych żołnierzy AK i WIN. Najcenniejszych informacji dostarczali tajni współpracownicy „Oko” i „Jabłoński”. Temu drugiemu udało się ustalić personalia, a następnie nawiązać kontakt z łączniczką oddziału Reginą Ozgą „Lilką”. Dzieki temu „Jabłoński” pozyskiwał informacje, które pomagały UB w prowadzeniu działań operacyjnych, umożliwiając zlokalizowanie miejsca, gdzie przebywał oddział „Żelaznego”.

Wczesnym rankiem 6 października 1951 r. Grupa Operacyjna „Włodawa” w składzie dwóch batalionów KBW (około 600 żołnierzy) oraz funkcjonariusze WUBP z Lublina i PUBP z Włodawy okrążyła zabudowania rodziny Kaszczuków w Zbereżu nad Bugiem (pow. Włodawa). Tam kwaterowała czteroosobowa grupa „Żelaznego”. W trakcie zamykania linii okrążenia przez jednostki KBW „Żelazny” podjął próbę przebicia się. Partyzantom początkowo sprzyjało szczęście. Zdobyli gazik KBW, którego kierowca zamiast wywieźć ich poza linię okrążenia wwiózł ich w miejsce, gdzie stacjonował sztab grupy operacyjnej. W wyniku walki zginął Edward Taraszkiewcz „Żelazny” oraz Kazimierz Torbicz „Kazek”. Pozostałych dwóch partyzantów – Józefa Domańskiego „Łukasza” i Stanisława Marciniaka „Niwinnego” – aresztowano. Podczas ostrzału zabudowań, w których ukrywali się żołnierze podziemia zostali zabici gospodarze: Teodor i Natalia Kaszczuk. Ze strony grupy operacyjnej poległo pięciu żołnierzy KBW oraz były zastępca naczelnika Wydziału III WUBP w Lublinie.

Józef Domański Łukasz” i Stanisław Marciniak „Niwinny” 14 sierpnia 1952 r. zostali skazani przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie, na sesji wyjazdowej we Włodawie, na karę śmierci. Wyroki wykonano 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie. W tym samym procesie, na karę śmierci skazana została Regina Ozga „Lilka”, której wymiar kary zamieniono na dożywotnie więzienie (opuściła więzienie 26 lutego 1958 r.). za współpracę z oddziałem „Żelaznego” skazano również trzech braci Kaszczuków: Stanisława – na karę dożywotniego więzienia; Józefa – na karę 12 lat więzienia i Bronisława – na karę 10 lat więzienia.

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

Więcej informacji na temat działalności ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" (i jego brata por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia"): "JASTRZĄB i ŻELAZNY"

Zbrodnia w majestacie prawa – część 1

Dzięki uprzejmości autora, Pana dr Jarosława Kopińskiego z lubelskiego Instytutu Pamięci Narodowej, publikuję kolejny artykuł dotyczący ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" i jego współpracowników. Artykuł ukazał się również w Gazecie Polskiej Nr 41 (690) z 11 października 2006 r. Bardzo dziękuję autorowi za wyrażenie zgody na publikację.

Sprawa Janiny i Romana Dobrowolskich – „meliniarzy” grupy Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”

Dzisiaj w trakcie prac nad ustawą o lustracji jej przeciwnicy zapominają o ofiarach systemu komunistycznego. O ludziach, którzy wtedy bez wahania pomagali innym ryzykując karami finansowymi, długoletnim więzieniem, konfiskatą majątku, pozbawieniem praw publicznych, a nawet śmiercią.

W tym roku mija 55 lat od śmierci Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” dowódcy grupy partyzanckiej WiN operującej w latach 1947-1951 na terenie wschodniej Lubelszczyzny. Do likwidacji tej 4 osobowej grupy powołano w czerwcu 1951 roku specjalną grupę operacyjną „Włodawa”, złożoną z dwóch batalionów KBW, słuchaczy szkoły oficerskiej MBP oraz wytypowanych z Urzędów Wojewódzkich UB i Departamentu III MBP funkcjonariuszy zwalczających podziemie. Jednocześnie, co jest ewenementem w skali Polski, wszystkich funkcjonariuszy PUBP we Włodawie przeniesiono do różnych PUBP na terenie całego kraju. MBP obawiało się, że „Żelazny” mógł posiadać swoich informatorów w PUBP Włodawa. Działania UB przyniosły efekt dopiero w piątym miesiącu działalności grupy operacyjnej „Włodawa”.
Dzisiaj wiadomo już, w jaki sposób grupa „Żelaznego” została namierzona, jak ją zlikwidowano, ale dopiero teraz można dotrzeć do akt ludzi, którzy jej pomagali. Do najbardziej zasłużonych z pewnością należy rodzeństwo Dobrowolskich z miejscowości Urszulin na Lubelszczyźnie.

Rodzeństwo Dobrowolskich. Aresztowanie i śledztwo.

Dzień po likwidacji grupy „Żelaznego”, siódmego października 1951 roku, funkcjonariusze WUBP w Lublinie kierowani przez Aleksandra Lejaka przeszukali zabudowania Romana Dobrowolskiego w Urszulinie znajdując w domu bunkier, a w nim 1263 sztuk legitymacji WiN, 78 pieczęci, powielacz, matryce, tusz, suche ogniwo do baterii, 2 odbiorniki oraz 78 zeszytów z danymi aktywistów komunistycznych i szpiclów UB. Aresztowano gospodarza – Romana Dobrowolskiego oraz jego siostrę Janinę, których przewieziono do aresztu PUBP we Włodawie. Następnego dnia oficer śledczy UB Bogdan Jeleń przesłuchał zatrzymanego Dobrowolskiego. W pierwszym zeznaniu Dobrowolski mówił zdawkowo o pobycie partyzantów. Powiedział, że latem 1949 roku do jego domu we wsi Jagodno przyszedł ranny Józef Domański „Znicz”, któremu z siostrą udzielili pomocy. Później Domański pojawił się w jego domu wraz z dwoma partyzantami WiN: Edwardem Taraszkiewczem „Żelaznym” i Stanisławem Torbiczem "Kazikiem”. Zeznał też, że po rozmowie z „Żelaznym” zgodził się na wykopanie bunkra w swoim nowym domu w Urszulinie. Partyzanci kwaterowali w nim przez całą zimę 1950/1951. Ponownie przyszli dopiero na początku czerwca 1951 roku, byli około 2 godzin i odeszli. Zostawili jedynie jakieś dokumenty w kufrze i odeszli. Zapytany przez śledczego, dlaczego nie poinformował o pobycie partyzantów odpowiedział: „przyznaję się do tego, że miałem wszelkie możliwości, aby zameldować do władz powołanym do ścigania przestępców o tym, że u mnie w domu kwateruje banda „Żelaznego”, powodem nie zameldowania do władz jest to, że złożyłem przysięgę przed samym „Żelaznym”, że nikomu nie powiem o pobycie w mym domu (…). oraz miałem zagrożone karą śmierci. Wiem, że nie wypełniłem obowiązku obywatelskiego i tym samym przyniosłem całemu społeczeństwu ogromne straty”.
10 października Wojskowy Prokurator w Lublinie zatwierdził postanowienie o aresztowaniu Romana i Janiny Dobrowolskich powołując się na art 14 par.1 Dekretu z dnia 13 czerwca 1946 roku.

Koronny dowód – Zaświadczenie

W kolejnym przesłuchaniu prowadzonym przez oficera śledczego Tadeusza Korzeniewskiego Dobrowolski przyznał się, że otrzymał od „Żelaznego” legitymację członka nielegalnej organizacji WiN oraz zaświadczenie o pomaganiu partyzantom. Oba dokumenty ukrył w pobliżu swoich zabudowań.
W aktach sprawy zachowały się, zarekwirowane podczas drugiej rewizji w zabudowaniach rodziny Dobrowolskich dwa zaświadczenia o podobnej treści wystawione 4 kwietnia 1951 roku przez ukrywających się w ich domu partyzantów. Oto treść jednego z ich:

„(….) Niniejszym zaświadczam, że Dobrowolski Roman pseudonim „Ostrożny” urodzony 10.II.1906 roku, imię matki Jadwiga, imię ojca Stanisław, zamieszkały w Urszulinie powiatu Włodawskiego z chwilą okupacji sowieckiej z pełnym poświęceniem dla sprawy Polski Podziemnej udzielał zawsze pomocy dla członków podziemia oraz oddziałów zbrojnych. Dom jego służył często za kwaterę oddziału śp. „Ordona” oraz punkt opatrunkowy dla rannych członków oddziału. W chwilach najbardziej krytycznych, gdy UB przeprowadzało akcje na oddziały podziemne Dobrowolski Roman z narażeniem swego życia oraz całej rodziny, robił u siebie kryjówki, by ratować żołnierzy podziemia. W roku 1947-48, gdy fala teroru reżimowego wzrosła do najwyższego stopnia i gdy wielu członków oddziałów zbrojnych poległo ( mogę powiedzieć, że zostały tylko jednostki) Dobrowolski Roman i tym razem nie zawahał się i nie odmówił pomocy dla członków oddziałów podziemnych. W 1948 roku w jesieni, gdy naprawdę straciłem nadzieję, czy zdołam przetrwać zimę, która się zbliżała ( tym bardziej, ponieważ byłem rannym w lecie tegoż roku i ze zdrowiem szwankowałem dość poważnie) Dobrowolski Roman nie odmówił mi pomocy robiąc w swych budynkach kryjówkę, gdzie do listopada 1949 roku szczęśliwie u niego przeżyłem. W listopadzie tegoż roku spotkałem się z kol. „Żelaznym”. Kol. „Żelazny” także doznał od Dobrowolskiego Romana wprost rodzinnego współczucia i pomocy. Wiekszą część zimy 1950-1951r. razem z kol. „Żelaznym” i kol. „Kazikiem” przeżyliśmy u Dobrowolskiego Romana, dodać jeszcze muszę, że pomoc jakiej nam udzielał była zawsze szczera i bezinteresowna. Dużo można by wyliczyć szczegółów i szlachetnego poświecenia dla Polski Podziemnej przez tyle lat.(….)”


Pierwsza strona zaświadczenia o udzielaniu pomocy partyzantom, wydanego Romanowi Dobrowolskiemu przez Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego".

Druga strona zaświadczenia Romana Dobrowolskiego, z pieczęciami i podpisem "Żelaznego"

"Zbrodnia w majestacie prawa" – część 2

Zbrodnia w majestacie prawa – część 2

Przesłuchany 19 …

Przesłuchany 19 października 1951 roku przez podprokuratora Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Lublinie kpt. Ireneusza Bolińskiego ujęty członek grupy „Żelaznego” – Józef Domański „Znicz”. W swoich zeznaniach ciężko ranny Domański bardzo mocno obciążył rodzeństwo Dobrowolskich. Stwierdził, że kontakty Dobrowolskich z partyzantami WiN datują się od 1946 roku. Między innymi w zabudowaniach Dobrowolskich Domański spotkał się ze swoją siostrą w drugiej połowie 1947 roku. Ponadto z przesłuchania „Znicza” wynikało, że u Dobrowolskich ukrywał się od października 1948 roku do listopada 1949 roku. W tymże miesiącu przyszedł do zabudowań Dobrowolskiego Edward Taraszkiewicz „Żelazny” oraz Stanisław Torbicz „Kazik” skierowani tam przez matkę narzeczonej Domańskiego – Marię Ozgę. Za kwaterowanie Dobrowolski otrzymał od Żelaznego 20 tys. złotych. Partyzanci ponownie pojawili się u rodziny Dobrowolskich w maju 1950 roku oraz w listopadzie. Między innymi dowiedzieli się, że w nowym mieszkaniu Dobrowolski zbudował bunkier dla ukrywających się partyzantów, za co otrzymał od „Żelaznego” 30 tys. złotych.
W lutym 1951 roku partyzanci pojawili się w Urszulinie, kwaterowali w bunkrze do maja 1951 roku, po czym odeszli do Jezierskiego.
20 października podprokurator kpt. Ireneusz Boliński przeprowadził konfrontację Józefa Domańskiego i Romana Dobrowolskiego. Podczas niej Dobrowolski przyznał się do utrzymywania kontaktów z partyzantami od 1946 roku oraz do udzielania kwatery Józefowi Domańskiemu w latach 1948-1949. Jednocześnie zaprzeczył, aby otrzymał pieniądze od „Żelaznego”. Potwierdził polecenie „Żelaznego” o zbudowaniu bunkra w nowym domu w Urszulinie oraz o udzieleniu pożyczki od „Żelaznego” w kwocie 20 tys. złotych, które oddał przy następnym spotkaniu z „Żelaznym” w 1951 roku.
24 października 1951 roku, siedemnaście dni po aresztowaniu, śledztwo przeciwko Janinie i Romanowi Dobrowolskim zostało zamknięte. W sporządzonym akcie oskarżenia oficer śledczy WPR w Lublinie ppor Czesław Bartłomiejczyk oskarżył ich o:

„ 1/ udzielanie pomocy partyzantom od 1946 roku do marca 1951 roku udzielanie kwater, informacji o ruchach WP i UB umożliwiając im przez to uprawianie bandyckiej działalności skierowanej przeciwko ustrojowi Państwa Polskiego,
2/ w okresie od 2 kwietnia 1951 roku do dnia aresztowania tj. 7.10.1951 roku w miejscowości Urszulin byli członkami zbrojnej bandy „Żelaznego pełniąc w niej funkcję wywiadowcy ps. „Ostrożny” , łączniczki ps. Joanna”.

Proces pokazowy

27 października 1951 roku Dobrowolscy zostali zaznajomieni z materiałami zgromadzonymi przeciwko nim, a już 29 odbyła się wyjazdowa sesja sądu wojskowego w ramach rozprawy publicznej w trybie postępowania uproszczonego w Urszulinie. Rozprawie przewodniczył Szef Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie mjr Juliusz Surażski, ławnicy strz. Rybczyński Zygmunt i strz. Będkowski Kajetan. Oskarżał podprokurator kpt. Ireneusz Boliński. Obrońcą z Urzędu był adwokat Jan Biczyński. W trakcie rozprawy oskarżeni przyznali się do udzielania pomocy partyzantom w postaci dostarczania jedzenia i kwaterunku, tłumacząc ten fakt obawą o własne życie ze strony partyzantów. Nie przyznali się natomiast do informowania ukrywających się partyzantów o milicji i UB.
Złożonych na rozprawie zeznań Dobrowolskich nie potwierdził przywieziony na proces ciężko ranny Józef Domański „Znicz”, który stwierdził, że „ (….) moim zdaniem „Żelazny” mógł się tak długo utrzymać, bo miał takich zaufanych ludzi jak Dobrowolscy i inni”.
Oświadczył również, że rodzina Dobrowolskich udzielała informacji o wojsku, UB i MO. Ponadto, kierując swoje słowa do zgromadzonej publiczności Domański powiedział, że „(….) Jak się dzisiaj dowiedziałem był on (Żelazny – JK) SS-manem. Przed tym nic o tym nie wiedziałem, gdyż on o swojej przeszłości nic nie mówił. Gdybym wówczas wiedział kim on jest, to bym z nim nie chodził”.
W ten sposób funkcjonariusze UB, zmuszając Domańskiego do zeznań na temat rzekomej przeszłości „Żelaznego” tworzyli negatywną legendę o braciach Taraszkiewiczach, którzy rzekomo mieli służyć w SS. Legendę, którą zapoczątkował już w 1946 roku „Sztandar Ludu”, a która funkcjonowała jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych na terenie Lubelszczyzny.
Zeznania Reginy Ozgi i Stanisława Marciniaka potwierdziły jedynie fakt kwaterowania partyzantów w zabudowaniach rodziny Dobrowolskich oraz otrzymywania przez nich listów od „Żelaznego”.

Wyrok

Rozprawa trwała kilka godzin. Zakończyła się o godzinie 14 – tej. O piętnastej odczytano wyrok, w którym sąd skazał na mocy art. 14 paragraf 1 M.K.K. Romana Dobrowolskiego na karę śmierci, natomiast jego siostrę – Janinę na 12 lat więzienia. Jednocześnie na mocy art. 49 paragraf 1 i 2 M.K.K. orzekł przepadek mienia obojga skazanych na rzecz Skarbu Państwa, utratę praw publicznych i obywatelskich oraz honorowych Romana Dobrowolskiego na zawsze. Natomiast Janina Dobrowolska została pozbawiona tych praw na lat pięć. W opinii składu sądzącego o Romanie Dobrowolskim dołączonej do prośby o ułaskawienie napisano między innymi:
„Z uwagi na szczególne niebezpieczeństwo społeczne i charakter okazywanej pomocy ps. „Żelaznemu” i członkom jego bandy najbardziej bestialskim bandytom na terenie woj. lubelskiego konieczna jest całkowita jego eliminacja ze społeczeństwa. Z tych względów na ułaskawienie nie zasługuje.”

Epilog

26 listopada 1951 roku Prezydent PRL Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski i wyrok na Romanie Dobrowolskim został wykonany na terenie Zamku w Lublinie.
Janina Dobrowolska wyszła na wolność po odbyciu kary sześciu lat więzienia w 1957 roku. Życie zaczynała od zera. Jej majątek oraz dom został przejęty przez skarb państwa. W czerwcu 1990 roku wystąpiła do Wydziału Karnego Sądu Wojewódzkiego w Lublinie z prośbą o radę dotyczącą otrzymania odszkodowania i zwrotu majątku. Nie otrzymała również informacji o miejscu pochówku swego brata – Romana. Zmarła w latach dziewięćdziesiątych bez otrzymania jakiegokolwiek zadośćuczynienia.

Dr Jarosław Kopiński, Instytut Pamięci Narodowej, O/Lublin


Legitymacja organizacyjna Romana Dobrowolskiego, wydana mu przez "Żelaznego"