OPERACJA "LAWINA" – UBecka zbrodnia bez precedensu – część 1

OPERACJA "LAWINA" – Likwidacja zgrupowania NSZ kpt. Henryka Flame ps. "Bartek"

Do
wymordowania w 1946 r. na Śląsku Opolskim największego
antykomunistycznego zgrupowania zbrojnego na obszarze Górnego
Śląska i Podbeskidzia UB-ecja posłużyła się grą operacyjną.
Polegała ona nie tylko na wprowadzaniu agentury do kierownictwa
istniejących już struktur konspiracyjnych, ale i na tworzeniu
nowych, całkowicie fikcyjnych organizacji, w pełni kontrolowanych
przez bezpiekę

Rozbicie oddziałów
dowodzonych przez kpt. Henryka Flame "Bartka" było
ubocznym efektem znacznie szerszej gry operacyjnej Ministerstwa
Bezpieczeństwa Publicznego, prowadzonej przeciwko Narodowym Siłom
Zbrojnym.
Akcja ta stała się dla UB swego rodzaju poligonem
doświadczalnym. Nie wydaje się bowiem przypadkowe, że
najważniejszy w tym przypadku "rozgrywający",
funkcjonariusz UB – Henryk Wendrowski, w latach następnych odegrał
jedną z kluczowych ról w opanowaniu przez władze
bezpieczeństwa krajowych struktur Zrzeszenia Wolność i
Niezawisłość.
Przeprowadzenie przez UB tak poważnej i
tragicznej w konsekwencji akcji budzi nadal szereg pytań związanych
z jej przebiegiem i wskazaniem osób odpowiedzialnych za
wydanie decyzji o zabójstwie żołnierzy.

Przygotowanie
akcji

Lata 1945-1947 to na Podbeskidziu okres
największego nasilenia działań zbrojnego podziemia
antykomunistycznego. Zgrupowanie pod dowództwem "Bartka"
było największą i najbardziej aktywną antykomunistyczną formacją
działającą na tym terenie, która w okresie szczytowego
rozwoju organizacyjnego wiosną 1946 r. liczyła ponad trzystu
członków oraz kilkuset informatorów.


kpt. Henryk Flame "Bartek"

Dowódca wspomnianego
zgrupowania NSZ kpt.Henryk Flame to przedwojenny pilot 2 pułku
lotniczego w Krakowie. W kampanii wrześniowej walczył w 123
Eskadrze Myśliwskiej przydzielonej do Brygady Pościgowej. Można
domniemywać, że Henryk Flame był absolwentem Szkoły Podoficerów
Lotnictwa dla Małoletnich w Bydgoszczy. Świadczył by za tym niski
stopień wojskowy, a zaawansowany poziom pilotażu, bo przecież
myśliwcami zostawali tylko najlepsi. Zatem Henryk Flame został tuż
przed wojną świeżo upieczonym myśliwcem w stopniu kaprala pilota,
latającym na przestarzałym i nie spełniającym już wymogów
ówczesnego pola walki samolocie PZL-7a. Kpr.pil. Henryk Flamme
w pierwszej walce powietrznej lądował przymusowo na postrzelanej
ciężko maszynie. Jego „siódemkę” przyholowano do bazy
koło Jabłonny lecz nie nadawała się już do dalszych lotów.
Z powodu braku uzupełnień kpr. Flame, więcej lotów w
kampanii wrześniowej nie wykonał bo było wielu chętnych do tego
wyższych stopniem i stażem niż młody kapral.

Po ustaniu walk we Wrześniu
Henryk Flame uciekł na Węgry, gdzie został internowany. W 1940 r.
uciekł i wrócił do Polski; pracował na kolei. Do
partyzantki trafił w 1944 r. Swój los połączył z
organizacją Narodowe Siły Zbrojne i w jej szeregach zdobył
odpowiednie doświadczenie bojowe oraz stopień kapitana. Po
przejściu frontu został w 1945 r. na krótko komendantem
posterunku milicji w Czechowicach. Groziło mu aresztowanie, uciekł
znowu do lasu. Najpierw z 10 ludźmi, potem z 60. Z czasem dowodził
zgrupowaniem kilkunastu oddziałów partyzanckich w sile ok.
300 żołnierzy. Oddziały te pod jego dowództwem stoczyły
wiele bitew i potyczek z utrwalaczami władzy „ludowej” spod
znaku UB i NKWD na terenie Podbeskidzia i okolic. Między innymi
głośną akcją było zdobycie miejscowości wypoczynkowej Wisła w
dniu 3 maja 1946r. i kilkugodzinna defilada oddziałów NSZ,
połączona z manifestacją patriotyczną.

Lokalne oddziały bezpieki
oraz Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w
Katowicach od początku formowania się oddziału w maju 1945 r.
podjęły próby jego likwidacji. Natrafiono jednak w tym
zakresie na poważne trudności wynikające początkowo z dość
słabego rozeznania UB w terenie, a następnie przede wszystkim z
dobrej organizacji zgrupowania, które właściwie do lata 1946
r. nie poniosło większych strat.

Masowe aresztowania, które
dotknęły dowództwo NSZ latem 1945 r., wprowadziły w szeregi
podziemia narodowego znaczny chaos organizacyjny. Po rozbiciu
struktur w Wielkopolsce i aresztowaniu inspektora Obszaru Wschodniego
NSZ ciężar pracy konspiracyjnej przeniesiony został na południe,
głównie na Górny Śląsk. Jesienią 1945 r. doszło do
powstania nowego Obszaru Śląskiego, w ramach którego na
czele VII Okręgu Śląskiego NSZ stanął mjr Kazimierz Zaborski "Łamigłowa". Zaborski już w 1944 roku objął funkcję obwodu Będzin NSZ, przez cały czas rozbudowując podległą sobie konspirację narodową w Zagłębiu Dąbrowskim. Już w końcu czerwca 1945 roku podjął rozmowy z Komendą Okręgu Katowice w celu połączenia grupy Katowickiej i Zagłębiowskiej. Szefowie okręgów porozumieli się co spowodowało iż "Łamigłowa" został awansowany na majora i objął funkcję komendanta  VII Okręgu Śląskiego NSZ, stając się tym samym jedną z najważniejszych postaci struktur podziemia narodowego na tym terenie.
Na chwilę obecną, nie jest jasne dlaczego szef wywiadu Zagłębia Dąbrowskiego – Kazimierz Kłodawski, w trakcie śledztwa podał nazwisko "Łamigłowy" co pozwoliło na aresztowanie i zwerbowanie go jako agent „RR”, „Górny”. Motywem przejścia na stronę aparatu bezpieczeństwa stało się aresztowanie córek Komendanta VII Okręgu, który już we wrześniu 1945 sporządził swoje pierwsze doniesienie.

Pod koniec października
doszło jednak do rozbicia nowo powstających struktur. Po jesiennej
fali aresztowań agent Kazimierz Zaborski "RR", przystąpił do odtwarzania
organizacji, tym razem już pod całkowitą kontrolą władz
bezpieczeństwa. Jako komendant śląskiego obszaru NSZ rozpoczął
tworzenie prowokacyjnej organizacji Śląskie Siły Zbrojne.
Wspierany przez kilku pracowników resortu bezpieczeństwa,
powołał fikcyjne dowództwo, a sam zaczął występować
przed innymi działaczami podziemnymi jako organizator pracy
konspiracyjnej. Dzięki temu w lutym 1946 r. "RR" nawiązał
kontakt ze środowiskiem działaczy narodowych m.in. z Chorzowa,
Siemianowic i Krakowa. Za ich pośrednictwem w kwietniu spotkał się
w Krakowie z kpt. Franciszkiem Wąsem "Warmińskim", b.
szefem Wydziału I Organizacyjnego Okręgu Krakowskiego NSZ, którego
w tym momencie "przejął" inny funkcjonariusz UB – Henryk
Wendrowski, były żołnierz AK, od 1944 r. działający po stronie
komunistów.
Został on włączony do gry operacyjnej na
Górnym Śląsku przypuszczalnie jesienią 1945 r., kiedy to
pod ps. "kpt. Lawina" wprowadzono go do Rady Politycznej
NSZ Okręgu Śląskiego. Prawdopodobnie w połowie kwietnia 1946 r.
Wendrowski rozpoczął działania operacyjne w Gliwicach, gdzie
podając się za organizatora pracy konspiracyjnej, wprowadzony
został w miejscowe środowiska opozycyjne. W lipcu 1946 r. przy
współpracy z agentem "RR" i za pośrednictwem
"Warmińskiego" Wendrowski, występujący jako
przedstawiciel "Okręgu NSZ", dotarł do jednego z
łączników "Bartka".
Ów łącznik, będąc
przekonanym, że pracuje dla sztabu organizacji, z którą
związany był już w okresie wojny, doprowadził funkcjonariusza UB
prosto do "Bartka", przebywającego wówczas ze swym
oddziałem na Baraniej Górze.

Do pierwszego spotkania
"kpt. Lawiny" z dowódcą zgrupowania doszło na
początku sierpnia 1946 r. w obozowisku leśnym. Od tego momentu w
szybkim tempie potoczyły się wydarzenia, które doprowadziły
do wymordowania większości oddziału.
"Kpt. Lawina"
bardzo umiejętnie przedstawił fikcyjny rozkaz "Okręgu NSZ"
nakazujący przeniesienie zgrupowania w kilku transportach w rejon
Jeleniej Góry, gdzie miała być rzekomo kontynuowana
działalność zbrojna.
"Bartek", pomimo zastrzeżeń,
od początku – jak się wydaje – zaakceptował przedstawiony plan
przerzutu. Niewątpliwie znaczący wpływ na jego decyzję miała
pogarszająca się latem 1946 r. sytuacja militarna zgrupowania,
które poniosło wówczas pierwsze znaczniejsze straty
oraz przechodziło poważne problemy aprowizacyjne. Rozkaz o
przerzucie na Zachód mógł wydawać się jedynym
wyjściem z coraz trudniejszej sytuacji. Z pewnością na powodzenie
akcji "kpt. Lawiny" wpłynął również fakt, że
przez ponad pół roku, od początku 1946 r., "Bartek"
pozbawiony był kontaktu z jakąkolwiek władzą zwierzchnią.

Niewątpliwie tragicznym paradoksem jest, że dowództwo
zgrupowania, nie zdając sobie oczywiście sprawy z opanowania Okręgu
NSZ przez UB, od dłuższego czasu czekało na przedstawiciela
sztabu, który miał przybyć z rozkazami dotyczącymi dalszej
działalności. Taką osobą okazał się "kpt. Lawina".
Przed
20 sierpnia 1946 r. opracowany został przez UB, prawdopodobnie przez
Wendrowskiego, „Plan likwidacji »B «”, precyzujący
działania władz bezpieczeństwa wobec największego na Podbeskidziu
zgrupowania zbrojnego. W pierwszej kolejności przewidywał on
przewiezienie do Gliwic dowództwa zgrupowania, które
stamtąd miało sprawować kontrolę nad całą akcją. Szczegółowy
plan przerzutu zakładał trzy transporty w pierwszych dniach
września. Pierwszy miał objąć kilkunastu żołnierzy, pozostałe
– po około 30, czyli łącznie ok. 90 osób. Ciężka i
długa broń miała być przewieziona w osobnych ciężarówkach.
Raport agenta MBP Henryka Wendrowskiego z prowokacyjnej operacji „Lawina”, zakończonej wymordowaniem żołnierzy „Bartka”.

Plan przewidywał umieszczenie w "punkcie w opolskim"
uzbrojonej grupy operacyjnej UB, która miała występować
"pod płaszczykiem ludzi wyznaczonych przez Okręg Opolski NSZ
dla ochrony punktu".
Ostatni etap likwidacji, tzn.
rozbrojenie i zatrzymanie, miał nastąpić w czasie snu, po kolacji
z alkoholem. Schemat ten miał się odnosić do wszystkich czterech
planowanych transportów. W następnej kolejności zamierzano
stopniowo rozbroić pozostałych członków zgrupowania (około
80), którzy pozostali na miejscu w górach.
Zasadniczy
problem w interpretacji tego dokumentu dotyczy pojęcia "likwidacja".
Sformułowanie, że "na punkcie likwidacyjnym będzie stała
jedna maszyna [ciężarówka] w ukryciu służąca do
przewożenia aresztowanych, ewentualnie trupów", może
wskazywać, że celem przedstawionego planu było raczej zatrzymanie
członków zgrupowania, przy czym liczono się z ewentualnymi
ofiarami śmiertelnymi. Wydaje się, że dokument nie odnosił się
do planowej eksterminacji (masowego zabójstwa). Nie można
więc wykluczyć, że plan ten uległ zasadniczej zmianie już w
czasie trwania samej akcji.
Na przełomie sierpnia i września do
gry operacyjnej jako "por. Korzeń" bezpośrednio włączony
został kolejny funkcjonariusz UB – młodszy referent Wydziału III
Departamentu III MBP – Czesław Krupowies, który uczestniczył
w bezpośredniej organizacji przerzutów.


Żołnierze ze zgrupowania
NSZ kpt. Henryka Flame "Bartka". Od lewej: Alojzy Wizner "Lis", Antoni Wizner "Brzoza", straceni 15 stycznia 1947 r. w Bielsku na mocy wyroku WSR w Katowicach.


OPERACJA "LAWINA" – część 2>

OPERACJA "LAWINA" – UBecka zbrodnia bez precedensu – część 2

Likwidacja

Przebieg transportów
oraz bezpośrednie okoliczności zabójstwa członków
zgrupowania "Bartka" nadal pozostają nieznane. Pewny jest
jedynie fakt, że na Śląsku Opolskim doszło do zamordowania,
według szacunkowych danych, co najmniej 90-100 osób.
Dotychczasowe ustalenia wskazują na dwa domniemane miejsca masowych
mordów żołnierzy "Bartka", znajdujące się na
Opolszczyźnie: okolice tzw. zameczku Hubertus, położonego między
miejscowościami Dąbrówka i Barut (obecnie na granicy
powiatów gliwickiego i strzeleckiego) oraz okolice Łambinowic
(obecnie powiat nyski). Nie można wykluczyć, że tych miejsc było
więcej.

W pobliżu zameczku
Hubertus, okoliczni mieszkańcy zauważyli nadjeżdżające w nocy 25
na 26 września auta, a rano ogromny wybuch. Słychać było strzały
i krzyki, ale teren był otoczony przez kilka dni. Gdy obstawa
wyjechała, odnajdywali w tym miejscu strzępy ciał. Gajowym był tu
znajomy „Bartka” z okolic Bielska i to on go zawiadomił o
zdarzeniu. Henryk Flame przyjechał do Hubertusa po amnestii w 1947
roku. Jak relacjonowała jego kochanka, która mu towarzyszyła,
„Bartek” poszedł z gajowym w głąb lasu i nie było go
kilkadziesiąt minut. Gdy wrócił, był wstrząśnięty i
słowa nie powiedział.

Za w pełni wiarygodne
informacje nie mogą uchodzić zeznania jednego z funkcjonariuszy UB
Jana Fryderyka Zielińskiego, w 1946 r. referenta PUBP w Cieszynie,
który miał być bezpośrednim, aczkolwiek – jak sam zeznał –
biernym obserwatorem eksterminacji żołnierzy, dokonanej rzekomo
przez grupę UB i kilkudziesięciu Rosjan. Nieznany jest żaden
dokument władz bezpieczeństwa, opisujący faktyczny przebieg akcji.
Z zeznań przez niego
złożonych wynika, że był świadkiem egzekucji około 69 członków
NSZ ze zgrupowania „Bartka”, których przywieziono z
terenów Podbeskidzia dwoma samochodami Ministerstwa Górnictwa
w okolice Łambinowic (woj. opolskie), w pobliże znajdującego się
tam wówczas poniemieckiego lotniska wojskowego. Przywiezionych
ludzi "Bartka" umieszczono w bliżej nieustalonym budynku (określanym
przez świadka jako budynek z nieotynkowanej cegły) na terenie
posiadłości ziemskiej. Przed przyjazdem samochodów lekarz z
Polikliniki na etacie UB wstrzykiwał do butelek z wódką
środek odurzający. Następnie tak przygotowany alkohol podano
przywiezionym członkom NSZ, po czym następnego dnia rano do
budynku, w którym oni spali wrzucono granaty ogłuszające.
Następnie ogłuszonych członków NSZ rozbierano, prowadzono
nad wykopany wcześniej dół i tam strzałem w tył głowy
pozbawiano życia.
W dalszej kolejności do
dołów ze zwłokami zastrzelonych wrzucono tabliczki
identyfikacyjne żołnierzy radzieckich i polskich w ilości
odpowiadającej ilości ciał. Egzekucji mieli dokonywać Rosjanie, a
będący na miejscu funkcjonariusze UB stanowili jedynie obstawę
terenu. Ponadto z treści zeznań J. Zielińskiego wynika, iż z
opowiadań kolegów dowiedział się, że następna grupa
żołnierzy NSZ ze zgrupowania "Bartka" została zamordowana w ten
sposób, iż umieszczono ich w uprzednio zaminowanym baraku,
który wysadzono w powietrze.

Z wszystkich transportów
prawdopodobnie ocalał zaledwie jeden członek zgrupowania. Według
jego relacji uczestnicy wyjazdu na punkcie przeładunkowym
umieszczeni zostali w jakimś budynku (myśliwskim zameczku lub
poniemieckiej szkole) w pobliżu lasu nad jeziorem. Atak nastąpił w
nocy, po kolacji suto zakrapianej alkoholem. Do pomieszczeń najpierw
wrzucono granaty, następnie wywiązała się strzelanina, podczas
której dobito rannych. W ten sposób mógł być
wymordowany jeden z trzech transportów.

Istnieją również
znaczne rozbieżności dotyczące miejsc i dat wyjazdów. Nie
było jednego, głównego punktu koncentracji zgrupowania, a
załadunek sprzętu i ludzi odbywał się w różnych
miejscach. Cała akcja, która trwała prawdopodobnie od 5 do
25 września 1946 r., przeprowadzona została więc z opóźnieniem
i odbiegała od założeń „Planu likwidacji »B «”.
Liczba osób wyjeżdżających w poszczególnych
transportach różniła się od planowanej. Problemy natury
organizacyjnej dotyczyły przede wszystkim załadunku ludzi. Podczas
całej akcji kilkanaście osób niejako „przy okazji”
zostało zatrzymanych i postawionych przed Wojskowym Sądem Rejonowym
w Katowicach, który wydał następnie w ich sprawach kilka
wyroków śmierci, wykonanych w grudniu 1946 r.


Zdjęcie wykonane po amnestii 1947 r. Henryk Flame „Bartek”
(pierwszy od prawej) wraz ze swoimi żołnierzami
(od lewej: Gustaw Matuszny, ps. „Orzeł Biały”, N.N., Stanisław Włoch, ps. „Lis”).

Doszło również
prawdopodobnie do kilku przypadków "pojedynczych"
morderstw na żołnierzach "Bartka", jak i na nim samym. W
marcu 1947 roku kpt. Flamme „Bartek” ujawnia się w ramach
kolejnej amnestii wraz z częścią swoich żołnierzy. W dniu 1
grudnia 1947 roku ginie od skrytobójczej kuli milicyjnej w
restauracji w Zabrzegu koło Czechowic-Dziedzic.


Zwłoki kpt. "Bartka"
skrytobójczo zastrzelonego przez milicjanta w barze w
Zabrzegu.

Odpowiedzialni

Wobec braku źródeł
nie można ciągle jednoznacznie ustalić faktycznych celów
przedstawionej prowokacji zorganizowanej przez władze
bezpieczeństwa. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, czy od samego
początku brano pod uwagę likwidację zgrupowania polegającą na
zbiorowym zabójstwie, czy też organizatorzy i wykonawcy jako
likwidację rozumieli ujęcie i osądzenie wszystkich członków
zgrupowania, licząc się z ewentualnymi ofiarami śmiertelnymi.
Bezpośrednio wiąże się z
tym zasadnicze pytanie, kto wydał rozkaz zamordowania żołnierzy.
Czy było to z góry zaplanowane działanie, czy też decyzję
podjęto już w trakcie akcji? Kto był bezpośrednim sprawcą
masowego zabójstwa? Wendrowski, kluczowa osoba w całej
operacji, na prawdopodobnych sprawców odpowiedzialnych za
rozkaz zabicia żołnierzy "Bartka" wskazywał swych
przełożonych – wiceministra Romana Romkowskiego oraz kierownika
Wydziału III Departamentu III MBP mjr. Władysława Śliwę, a
szefostwo WUBP w Katowicach (w tym szczególnie zastępcę
szefa WUBP kpt. Marka Finka) odpowiedzialnych za wykonanie akcji.
Przy rozpatrywaniu
odpowiedzialności kierownictwa WUBP warto wspomnieć o dokonanej
przy współudziale Wendrowskiego na początku sierpnia 1946 r.
likwidacji grupki ośmiu "spalonych" żołnierzy z
Rzeszowszczyzny. Podając się za "kpt. Lawinę z Centrali"
funkcjonariusz UB polecił im dokonanie przerzutu na ziemie
zachodnie. Za stronę organizacyjną tej akcji odpowiadał WUBP w
Katowicach, choć Wendrowski również zajmował się stroną
techniczną działań, m.in. przygotowaniem samochodów do
transportu. W tym przypadku nie dokonano fizycznej likwidacji całej
grupy (zastrzelono "tylko" stawiających opór), lecz
"jedynie" aresztowań w majątku WUBP koło Nysy, z
ofiarami śmiertelnymi niejako "przy okazji". W ten sam
sposób, bez fizycznej eksterminacji ludzi – jeśli wierzyć
późniejszym zeznaniom Wendrowskiego – miała przebiegać
likwidacja zgrupowania "Bartka".
Warto zwrócić uwagę,
że w czasie stosunkowo niewielkiej akcji przerzutu żołnierzy z
Rzeszowszczyzny Wendrowski zajmował się także bezpośrednio
organizowaniem i stroną techniczną transportu. Mało wiarygodne
wydają się więc jego zeznania, że w trakcie operacji ze
zgrupowaniem "Bartka" "nie został – jak zeznawał –
poinformowany o miejscu, terminie i sposobie likwidacji", tym
bardziej że jego wyjaśnienia składane w latach dziewięćdziesiątych
nie potwierdzają się w konfrontacji ze źródłami z roku
1946.

Nie ulega wątpliwości, że
w przebieg gry operacyjnej bezpośrednio zaangażowany był
wiceminister Romkowski, który wydawał dyspozycje w sprawach
pośrednio związanych z samą likwidacją zgrupowania.
Charakterystyczny jest fakt, że w kwestii odpowiedzialności za
przeprowadzoną akcję Wendrowski nie wskazał na płk. Józefa
Czaplickiego, ówczesnego dyrektora Departamentu III MBP, który
– jak wiadomo – polecił mu nawiązanie kontaktu ze zgrupowaniem
"Bartka". Wendrowski niejednokrotnie kontaktował się z
Czaplickim latem 1946 r. podczas pobytów w Warszawie,
studiując m.in. schematy organizacyjne struktur podziemnych. Z
drugiej jednak strony znane do tej pory źródła nie
upoważniają do postawienia tezy, że Wendrowski czy też Czaplicki
byli bezpośrednio odpowiedzialni za masowe zabójstwo
żołnierzy "Bartka".
Niewykluczona jest wersja,
że decyzja o ich zamordowaniu, mogła zostać podjęta w ostatniej
chwili i była sprzeczna z przygotowanym wcześniej „Planem
likwidacji »B «”. Kto ją podjął – nadal nie wiadomo.

Na Opolszczyźnie wytypowano
trzy miejsca, gdzie mogą znajdować się zbiorowe mogiły żołnierzy
ze zgrupowania „Bartka”. Prokurator IPN-u Przemysław Piątek
zamierza sięgnąć do teledetekcji oraz fotogrametrii, by odczytać
zdjęcia lotnicze tego terenu i zrekonstruować jego wcześniejszy
układ. Potem wykorzysta georadar do zbadania gruntu. Dwie mogiły
mogą się znajdować na terenie dawnego folwarku niemieckiego.

Prokurator Piątek prowadzi
trzy śledztwa w tej zagadkowej sprawie. Jedno dotyczy wymordowania
żołnierzy „Bartka”, drugie – przestępstw śledczych, którymi
objęto pozostałych na Podbeskidziu partyzantów, a trzecie –
podżegania i pomagania przy zabójstwie Henryka Flame, który
zastrzelony został przez milicjanta 1 grudnia 1947 roku w
restauracji w Zabrzegu. Sprawcę sąd uznał za niepoczytalnego i
umieści w szpitalu psychiatrycznym. Stamtąd wkrótce wyszedł
i pracował w milicji na Opolszczyźnie. Podobno wpadł pod pociąg w
Czechowicach-Dziedzicach i podobno nie był to przypadek.

Na liście pokrzywdzonych
jest na razie 30 żołnierzy ze zgrupowania „Bartka”. On sam
mówił, że stracił 90 ludzi, którzy gdzieś
przepadli. Czy ktoś odpowie za tę śmierć? Wendrowski nie żyje,
podobnie jak agent UB Czesław Krupowies, który też wszedł w
struktury podziemia. Prokurator Piątek próbuje dotrzeć do
pracowników represyjnego Wojskowego Sądu Rejonowego w
Katowicach, który wydawał wyroki w sprawach politycznych i
m.in. umorzył sprawę zabójcy „Bartka”. Jego zdaniem
zabójca bezprawnie uniknął odpowiedzialności karnej.
Historycy i prokuratorzy
katowickiego IPN-u są coraz bliżej prawdy.

Opracowano na podstawie:
Tomasz Kurpierz, Likwidacja zgrupowania Narodowych Sił Zbrojnych
Henryka Flamego „Bartka” w 1946 roku – próba
rekonstrukcji działań aparatu bezpieczeństwa,
[w:] "Pamięć i
Sprawiedliwość", nr 1(5), warszawa 2004.

OPERACJA "LAWINA" – część 1>

Anglojęzyczna wersja tekstu (na stronie www.doomedsoldiers.com):
Operation "Avalanche", The UB Murder Without A Precedence. Annihilation of the NZS Armed Underground Units under command of Captain Henryk Flame "Bartek".>

Strona główna>