"INKA 1946" – POWTÓRKA !!!

POWTÓRKA SPEKTAKLU "INKA 1946" !!!
19 kwietnia br. (czwartek) o godz. 21:30 TVP Polonia wyemituje powtórkę spektaklu „INKA 1946” Wojciecha Tomczyka w reżyserii Natalii Korynckiej-Gruz.
Zobacz zwiastun spektaklu: "Inka 1946">


Dramat dokumentalny Wojciecha Tomczyka, kolejny obok „Norymbergi” utwór napisany specjalnie dla Teatru Telewizji, opowiada o mordzie sądowym dokonanym na niespełna 18–letniej bohaterce (ur. 3 września 1928 – zm. 28 sierpnia 1946), sanitariuszce i łączniczce w V Brygadzie Wileńskiej AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, niezwykłej postaci, zapomnianej i niedocenionej – Danucie Siedzikównie, ps. "Inka".

Więcej informacji na temat spektaklu czytaj: TUTAJ>
Więcej na temat "Inki" czytaj: "Egzekucja "Inki" i "Zagończyka">

Promocja książki „Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944–1956"

Promocja książki „Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944–1956. Powiat Sokołów Podlaski” – Sokołów Podlaski, 17 kwietnia 2007 r.

W dniu 17 kwietnia 2007 r. o godzinie 16:00 w sali konferencyjnej Urzędu Miasta Sokołowa Podlaskiego odbędzie się promocja książki "Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944–1956. Powiat Sokołów Podlaski", zawierającej materiały z sesji naukowej „Represje i opór przeciwko rządom komunistycznym w powiecie Sokołów Podlaski po 1944 roku”, zorganizowanej 10 kwietnia 2006 r. przez Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie i Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej.

Ideowym uzupełnieniem promocji będzie pokaz filmu przedstawiającego działania oddziałów partyzanckich mjr. „Łupaszki” na terenie Podlasia i Ziem Zachodnich Polski. Główną bohaterką filmu jest łączniczka ps. „Inka”, która padła od kul ubowców z okrzykiem „Niech żyje Polska”.
Zapraszamy wszystkich zainteresowanych na promocję po Mszy św., która odprawiona zostanie w kościele XX Salezjanów o godz. 14:30.

PROGRAM

• 14.30 – Msza Święta w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Jana Bosko
• 15.30 – Złożenie kwiatów przed Pomnikiem Niepodległości
• 16.00 – Prezentacja książki „Powiat Sokołów Podlaski”
– wystąpienie Bogusława J. Karakuli, burmistrza Sokołowa Podlaskiego
– wystąpienie dr. hab. Janusza Kurtyki, prezesa IPN
– wystąpienie Edmunda Muszyńskiego, prezesa Okręgu ŚZŻAK Warszawa-Wschód
– laudacja książki wygłoszona przez mec. Grzegorza Wąsowskiego, Fundacja „Pamiętamy”
– dwugłos historyków z IPN, dr. Tomasza Łabuszewskiego i Kazimierza Krajewskiego: „Znaczenie badań
regionalnych w procesie odtwarzania rzeczywistego obrazu oporu społecznego i represji aparatu
bezpieczeństwa w pierwszej dekadzie rządów komunistycznych w Polsce”
• 17.30 – Projekcja filmu „Inka 1946” (słowo wstępne dr Tomasz Łabuszewski)

***

Publikacja Powiat Sokołów Podlaski stanowi I tom serii Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944–1956. Ta inicjatywa badawcza, podjęta przez historyków z warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, wpisuje się w nurt badań regionalnych, które mają dać pełny obraz instalowania rządów PPR-PZPR w terenie i ich systemowych działań, prowadzących do zniewolenia społeczeństwa. Ma także za zadanie przybliżyć, a w wielu przypadkach całkowicie odsłonić nieznane dotąd karty oporu zbrojnego i politycznego miejscowych działaczy niepodległościowych. Pokazać również, że tlący się przez kilka powojennych lat opór wobec rządów komunistycznych możliwy był tylko dzięki wsparciu znaczącej części mieszkańców Mazowsza i Podlasia.
Powiat sokołowski stanowił pod tym względem teren wyjątkowy. Przez kilka lat po zakończeniu wojny funkcjonował tu stan wojenny, który zaznaczył swój szlak setkami pacyfikacji, tysiącami aresztowanych i represjonowanych przez resort bezpieczeństwa oraz setkami zabitych.
Książka, na którą złożyły się wygłoszone na sesji referaty, została wzbogacona o aneks dokumentacyjny, dotyczący pierwszej komunistycznej dekady, oraz o wkładkę zdjęciową. Jest ona Księgą Pamięci, wyrazem hołdu dla tych, którzy dla wolności Ojczyzny poświęcili swoje życie i zdrowie, a nierzadko także i mienie – dorobek wielu pokoleń. Książka ta przeznaczona jest głównie dla bibliotek szkolnych i publicznych, aby była lekturą odkrywającą jakże często nieznane dzieje ziemi ojczystej, jako pomoc naukowa dla nauczycieli oraz dla żyjących jeszcze kombatantów – bezpośrednich uczestników konspiracji niepodległościowej oraz tych wszystkich rodzin, które padły ofiarą terroru komunistycznego.

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

Uroczystości pogrzebowe ppor. Mieczysława Bujaka ps. „Gryf”

Uroczystości pogrzebowe ppor. Mieczysława Bujaka ps. „Gryf” na Cmentarzu Powązkowskim – Warszawa, 3 kwietnia 2007 r.

Dnia 3 kwietnia (wtorek) o godz. 14:00 na Cmentarzu Powązkowskim (Wojskowym) w Warszawie odbędą się uroczystości pogrzebowe ppor. Mieczysława Bujaka. W uroczystości wezmą udział Prezes Instytutu Pamięci Narodowej, przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej i organizacji kombatanckich oraz harcerze. Organizatorem uroczystości pogrzebowych jest Oddział Instytutu Pamięci Narodowej – KŚZpNP we Wrocławiu.

Ppor. Mieczysław Bujak "Gryf"

Mieczysław Bujak ps. „Gryf” – harcerz, powstaniec warszawski, żołnierz oddziałów partyzanckich AK-WiN i armii USA, ppor. Wojska Polskiego, ofiara systemu stalinowskiego.
Urodzony 2 kwietnia 1926 r. w Krakowie. Syn Andrzeja i Bronisławy z d. Gwardzińskiej. Od 1942 r. żołnierz AK. Łącznik i kolporter podziemnej prasy. W okresie 26 czerwca – 1 sierpnia 1944 r. był dowódcą drużyny w zgrupowaniu partyzanckim AK Kampinos. W Powstaniu Warszawskim walczył w szeregach Oddziałów Specjalnych „Jerzyki”. Do kwietnia 1945 r. jeniec w stalagach XI A Altengrabow i XI B Fallingbostel. Uwolniony został przez wojska amerykańskie. W okresie od 12 kwietnia do 10 września 1945 r. żołnierz jednostki pancernej 3 Armii USA. Uczestniczył w walkach na terenie Czech. 14 października 1945 r. powrócił do Polski.

W 1946 r. żołnierz oddziału partyzanckiego WiN kpt. Mariana Bernaciaka „Orlika” na terenie powiatu puławskiego. Po rozwiązaniu oddziału zgłosił się ochotniczo do Ludowego WP. Od 19 października 1946 r. strzelec 29 pp 10 DP. W 1946 r. skierowany do Oficerskiej Szkoły Piechoty nr 1 w Krakowie (od 1947 r. we Wrocławiu), gdzie kształcił się do 1948 r. W latach 1948–1949 był dowódcą plutonu w Oficerskiej Szkole Piechoty nr 2 w Jeleniej Górze, następnie dowódcą kompanii 1 DP im. Tadeusza Kościuszki w Warszawie. Od przełomu lat 1949/1950 inwigilowany przez Informację Wojskową. Aresztowany 19 sierpnia 1950 r. pod fałszywymi zarzutami udziału w nielegalnej organizacji WiN, gromadzenia broni i prowadzenia wśród podchorążych „agitacji antypaństwowej”. Wobec aresztowanego przez Informację Wojskową ppor. Bujaka i kilkunastu jego podkomendnych zastosowano brutalne metody śledztwa. W jednym z zachowanych protokołów przesłuchań odnotowano słowa ppor. Bujaka: „Walczyłem o nową Polskę, Polskę dla wszystkich”.

25 kwietnia 1951 r. skazany przez Wojskowy Sąd Okręgowy nr IV na karę śmierci. Zamordowany 30 sierpnia 1951 r. o godz. 20.00. w Więzieniu nr I przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu.
Po egzekucji ciało ppor. Bujaka pochowano w kwaterze 81 A na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu obok kilkuset innych ofiar systemu stalinowskiego.
Szczątki por. Bujaka ekshumowano w 2006 r. w wyniku prac prowadzonych przez Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu. Podczas ekshumacji odnaleziono zakopaną jesienią 1951 r. przez matkę i siostrę ppor. Bujaka butelkę z dwiema umieszczonymi w środku kartkami. Jedną z nich kończyły słowa: „…Zamordowany 30 sierpnia 1951 r. za to, że był Polakiem”. W grobie odnaleziono także fragmenty butów, kilka guzików wojskowych i część naramiennika munduru.
Jego śmierć nastąpiła w wyniku zastosowania katyńskiej metody uśmiercania – strzałem w potylicę oddanym z bliskiej odległości.


Zdjęcia z ekshumacji szczątków ppor. Mieczysława Bujaka


Odnaleziona podczas ekshumacji,
zakopana jesienią 1951 r. przez matkę i siostrę ppor. Bujaka butelka z dwiema umieszczonymi w środku kartkami.

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

Ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny" (1925-1946) – część 1

Ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny"

Zdzisław Badocha ps. „Żelazny” (1925-1946), harcerz, ppor. Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej w latach 1942-1944, zastępca d-cy 9 patrolu 23 Ośrodka Dywersyjnego Ignalino – Nowe Święciany, w latach 1944-1946 dowódca szwadronu 5 Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

Plut./ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny".

Zdzisław Badocha urodził się 23 marca 1925 roku w Dąbrowie Górniczej. Na chrzcie nadano mu imiona Zdzisław Stanisław. Kilka pierwszych lat swego życia spędził w rodzinnym mieście. Dalsze Jego losy związane są głównie z przebiegiem zawodowej służby ojca Zdzisława – Romana Badochy. W momencie przyjścia na świat swego syna pełnił on służbę na Śląsku w szeregach 11 Pułku Piechoty stacjonującego w Tarnowskich Górach. Wkrótce jednak Roman Badocha zaczął pełnić służbę jako żołnierz Korpusu Ochrony Pogranicza, formacji powołanej do obrony wschodnich granic Rzeczpospolitej. W związku z tym rodzina Badochów przeniosła się na Kresy Polski, w pierwszej kolejności na Polesie, do Ludwikowa a następnie Czudzina w powiecie Łuninieckim. Ojciec Zdzisława był wówczas żołnierzem 15 Baonu KOP „Ludwikowo”. W Ludwikowie Zdzisław spędził niemal całe swoje dzieciństwo. Za sprawą matki Wandy która bardzo aktywnie udzielała się społecznie, Zdzisław wraz z siostrą brali udział w różnych przedstawieniach akademiach, tam nawiązali swe pierwsze przyjaźnie. Zdzisław był pilnym uczniem, na przestrzeni lat szkolnych spędzonych w Ludwikowie osiągnął na ogół dobre wyniki w nauce, cechowała go zawsze bardzo dobra ocena z zachowania oraz bardzo dobre wyniki w sporcie. W pierwszej połowie 1937 roku po raz kolejny z uwagi na służbę ojca Zdzisława rodzina Badochów przeniosła się do Nowo Święcian na Wileńszczyźnie. Roman Badocha kontynuował służbę wojskową jako podoficer Batalionu KOP Nowo Święcany, zaś Zdzisław wraz ze swą siostrą Basią kontynuowali naukę w Publicznej Szkole Powszechnej stopnia III w Nowych Święcanach.

Legitymacja szkolna Zdzisława Badochy.

Rodzice Zdzisława byli bardzo aktywni na polu życia społecznego, zaangażowani byli m.in. w akcję dożywiania młodzieży szkolnej w Nowo Święcanach. Taka aktywność rodziców w życiu społecznym na pewno nie była bez wpływu na postawę młodego Zdzisława. W trakcie nauki w Nowo Święcanach Zdzisław ukończył m.in. w czerwcu 1938 roku Kurs Informacyjny Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej organizowany za pośrednictwem szkoły. Właśnie w końcowych latach swej nauki w Szkole Powszechnej w Nowo Święcianach, mając 13 lat, Zdzisław Badocha wstąpił w szeregi Związku Harcerstwa Polskiego, do drużyny harcerskiej im B. Głowackiego w Nowo Święcianach, podległej Komendzie Wileńskiej Chorągwi Harcerzy. Po pół roku złożył swe przyrzeczenie harcerskie przed harcmistrzem Józefem Maciusowiczem, organizatorem harcerstwa w rejonie Święcian, swym późniejszym nauczycielem biologii w gimnazjum święciańskim, przyjmując z Jego rąk krzyż harcerski nr 463. Jeszcze lipcu tego samego roku podczas pobytu na obozie stałym zdobył sprawność pływaka.

"Żelazny" pierwszy z prawej.

W 1938 roku Zdzisław został przyjęty do Państwowego Gimnazjum im. Józefa Piłsudskiego w Święcianach (szkołę tę ukończył m.in. słynny polski pilot Franciszek Żwirko). Ten okres życia Zdzisława Badochy jest niezwykle istotny gdyż właśnie wówczas podczas nauki w święciańskim gimnazjum poznał wiele koleżanek i kolegów, którzy będą walczyć razem z nim już za kilka lat w szeregach konspiracji Armii Krajowej (byli tam późniejsi żołnierze 5 Wileńskiej Brygady AK mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, były m.in. późniejsze sanitariuszki Lidia Lwow „Lala” oraz Janina Wasiłojciówna „Jachna”). Kilku spośród nich będzie wraz ze Zdzisławem dzielić swój los aż do momentu jego śmierci w 1946 roku. Przyjaźń zapoczątkowana w szkolnym okresie, w latach okupacji zostanie dodatkowo scementowana przez dramatyczne przeżycia jakich będą uczestnikami i świadkami.

Od lewej: plut. Jerzy Lejkowski "Szpagat", plut. Zdzisław Badocha "Żelazny", plut. Henryk Wieliczko "Lufa". Białostocczyzna 1945 r.

Zdzisław Badocha podobnie jak wielu uczniów z Nowo Święcian do gimnazjum w Święcianach dojeżdżał codziennie kolejką wąskotorową, obie miejscowości były odległe od siebie o około 12 km. Kolejkę wąskotorową, którą dojeżdżano o szkoły młodzież zabawnie nazywała „kukszą”. Kolega gimnazjalny Zdzisława, Henryk Kiwiński tak zapamiętał podróże szkolne:
„… przechodzę zwykle pierwszy, potem przychodzi Stach (Stanisław Szostak) później Icek (Czesław Ilcewicz), Zdzich (Zdzisław Badocha), Kozioł (Czesław Kozłowski), Kiełbasa, Suchy i Adaś (…) witaliśmy się pospiesznie i zaraz wszyscy wsadzali nosy w łacinę której w dniu wczorajszym z różnych powodów nie nauczyli się”.
Zarówno dojazdy do szkoły jak i powroty do domu były doskonała okazja do różnych figlów i zabaw od których młodzież nie stroniła. Henryk Kiwiński po latach wspominał:
„Wygłupów było do licha i trochę…”, „pociąg czasem jechał wolno że niektórzy uciekali przed konduktorem i biegli szybciej niż jechał pociąg wskakując do innego wagonu” . Stanisław Szostak wspominając swego kolegę Zdzisława Badochę napisał „Badocha cieszył się znacznym autorytetem wśród kolegów. Opanowany i stanowczy potrafił utrzymać mores wśród rozbrykanych uczniów dojeżdżających kolejką z N.Święcian do szkół w Święcianach”. Bardzo podobnie obrazuje postać Zdzisława relacja Pana Kiwińskiego „ On był bardzo na serio, patrzył na to tak lekko z góry, charakteryzowała go postawa zdyscyplinowana, kojarzył mi się bardziej z sylwetką kadeta niż ucznia”.

"(…) postawa zdyscyplinowana, kojarzył mi się bardziej z sylwetką kadeta niż ucznia”.

W Gimnazjum święciańskim obowiązywał regulaminowy ubiór, chłopcy nosili czapki „maciejówki”, spodnie z wypustkami (niebieska dla gimnazjum, czerwona dla liceum) całości dopełniała dwurzędowa marynarka, „nigdy nie wolno nam było poza domem pojawić się inaczej jak w mundurze” wspominał Henryk Kiwiński.

Stoją od lewej: Plut. Zdzisław Badocha "Żelazny", ppor. Marian Pluciński "Mścisław", ppor. Jan Zaleski "Zaja". Białostocczyzna 1945 r.

Przed wybuchem II wojny światowej we wrześniu 1939 roku Zdzisławowi i jego kole
gom było dane ukończyć tylko jedną klasę gimnazjum. Zdzisław był dobrym uczniem, nie należał do prymusów ale był zdyscyplinowany. Uczył się m.in. języka niemieckiego a dużą wagę przywiązywał do sportu. Brał udział w zawodach narciarskich organizowanych przez gimnazjum w zimie 1938/1939, gdzie zajął drugie miejsce po swym przyjacielu Stanisławie Dybowskim, późniejszym żołnierzu 5 Wileńskiej Brygady AK ps. „Ćwiartka”, „Tajoj” (poległ w bitwie z Niemcami pod Worzianami 31 stycznia 1944 roku). Potwierdzeniem wybitnych osiągnięć w sporcie w latach szkolnych jest nadanie Zdzisławowi Państwowej Odznaki Sportowej klasy trzeciej stopnia pierwszego. Prawo do noszenia tej Odznaki Zdzisław uzyskał na podstawie decyzji Wojewódzkiego Komitetu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego w Wilnie z dnia 7 grudnia 1938 roku.

Kadra 4 szwadronu: plut. "Żelazny", plut. "Szpagat", plut. Leon Smoleński "Zeus", NN, kpr. Zbigniew Obuchowicz "Zbyszek".

W tym miejscu należy wspomnieć kilka słów o kadrze nauczycielskiej święciańskiego gimnazjum. W ogromnej mierze byli to ludzie cieszący się sympatią swych wychowanków, bardzo wielu z nich brało udział w walkach o niepodległość Polski w latach I wojny światowej a także na foncie wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku. Dyrektorem Państwowego Liceum i Gimnazjum im Józefa Piłsudskiego w Święcianach był Władysław Luro, oficer w stanie spoczynku. Jak wspomina Henryk Kiwiński był to „człowiek który kochał wojsko i żołnierską postawę wychowanków”. Krótko po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1939 roku został zamordowany przez NKWD. Innym nauczycielem wokół którego tłumnie gromadziła się młodzież był Józef Maciusowicz nauczyciel biologii oraz harcmistrz Hufca Święciany. On również został zabity przez bolszewików w 1939 roku.

Nauczyciele przekazywali uczniom nie tylko wiedzę, ale także starali się wśród swoich wychowanków kształtować postawy patriotyczne obywatelskie. Wszechobecny był etos odbudowy ojczyzny, potrzeba odbudowania młodych struktur państwowych zniszczonych po ponad stu dwudziestu latach niewoli. Wyobraźnię młodzieży pobudzały opowieści o bohaterskich walkach Wojska Polskiego, których to nauczyciele byli uczestnikami. W ten sposób ukształtowało się zasadniczo niemal całe pokolenie przedwojennej młodzieży, pokolenie które dzisiaj nazywamy „pokoleniem Kolumbów”. W podobnej zresztą atmosferze wychowywany był sam Zdzisław Badocha w swym ognisku rodzinnym. Zarówno ojciec jak i matka od najmłodszych lat starali się swym dzieciom przekazać najważniejsze wartości – patriotyzm, uczciwość, poświęcenie dla spraw wyższych, religijność.

4 szwadron, ostatni rząd od prawej: Danuta Siedzikówna "Inka", "Szpagat", por. "Mścisław", "Lufa", NN, Jerzy Fijałkowski "Stylowy", w pierwszym rzędzie od lewej drugi Witold Goldzisz "Radio", trzeci "Żelazny".

Ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny" (1925-1946) – część 2>
Strona główna>

Ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny" (1925-1946) – część 2

Kiedy wybuchła II wojna …

Kiedy wybuchła II wojna światowa, ojciec Zdzisława pożegnał się z rodziną i ruszył na wojnę. Przez dłuższy okres czasu nie było o nim wieści, zaś wśród wielu pogłosek pojawiła się i taka, że zginął pod Grodnem. Na wieść o tym Zdzisław wsiadł na rower i pojechał aż do samego Grodna, gdzie na szczęście wiadomości te okazały się nieprawdą. Roman Badocha został internowany na terenie Litwy.

Na pierwszym planie "Żelazny".

Tymczasem we wrześniu 1939 roku została aresztowana przez NKWD matka Zdzisława, ale po kilku dniach zostaje szczęśliwie zwolniona. Ponownie została aresztowana w kwietniu 1940 przez nowe władze litewskie, tym razem wraz ze Zdzisławem, pod zarzutem przynależności do polskiej organizacji konspiracyjnej. I tym razem zostali zwolnieni, cała rodzina została jednak w efekcie wywieziona na teren Litwy i osadzona w obozach pracy na 2 miesiące. Kolejny raz aresztowani zostali przez NKWD w 1941 i osadzeni w więzieniu w Wilnie. W 1942 roku Zdzisław rozpoczął pracę w konspiracji. W czerwcu złożył przysięgę ale już kilka miesięcy wcześniej rozpoczął regularną współpracę z podziemiem. Wraz z kolegami zbierali i magazynowali broń oraz inny ekwipunek, który wkrótce posłużył do zorganizowania pierwszego zbrojnego oddziału partyzanckiego na Wileńszczyźnie, dowodzonego przez por. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica” (zamordowanego przez sowieckich partyzantów w 1943 roku). Na początku 1943 roku Zdzisław Badocha wszedł w skład 23 Ośrodka Dywersyjnego Ignalino – Nowe Święciany i został zastępcą dowódcy 9 patrolu tego odcinka dywersyjnego, przyjmując pseudonim „Żelazny”. Ośrodki te zajmowały się prowadzeniem dywersji i sabotażu na komunikacyjnych szlakach kolejowych, toteż większość członków Ośrodka zatrudniona była na kolei. Zdzisław Badocha był zatrudniony na stacji kolejowej Nowo Święcany.

Rok 1945. Stoją od lewej: ppor.cz.w. Henryk Wieliczko "Lufa", zamordowany 14 marca 1949 na zamku lubelskim, por. Marian Pluciński "Mścisław", zamordowany 28 czerwca 1946 w białostockim więzieniu, mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", zamordowany 8 lutego 1951 na Mokotowie, wachm. Jerzy Lejkowski "Szpagat", ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny", poległ w walce z UB 26 czerwca 1946 w Czerninie koło Sztumu.

Ważnym miejscem spotkań konspiratorów było mieszkanie Badochów gdzie odbywały się narady, spotkania konspiracyjne a także przyjmowano przysięgę od nowo wstępujących do Armii Krajowej. Zadaniem żołnierzy było zdobywanie broni, amunicji wszelkimi dostępnymi środkami, a także sabotaż i szkolenia wojskowe oraz zbieranie wszelkich informacji przydatnych dla działań Armii Krajowej a także kolportaż gazetki konspiracyjnej „Niepodległość”. M.in niszczono instalacje samochodów przewożonych na lawetach na front wschodni. Jego sylwetkę z tego okresu czasu obrazuje wspomnienie Władysława Szantera:
„…w pierwszym okresie działania wybitnie wyróżniał się w działalności Zdzisław Badocha który był duszą całego zespołu(…) jego uważałem za wzór postępowania a we wszystkich sprawach zwracałem się do niego. Dowódcę patrolu widywałem bardzo rzadko wobec wszelkich informacji jakie posiadałem przekazywałem dla Zdzisława Badochy, który swoim postępowaniem i zachowaniem wyróżniał się nad nami, którego uważaliśmy za swego dowódcę (…)”.

Ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny" (1925-1946)

W marcu 1944 roku Zdzisław Badocha został zdekonspirowany podczas akcji otwierania wagonów. Stając przed koniecznością ukrywania się zdecydował udać się do partyzantki. Otrzymał przydział do 5 Wileńskiej Brygady AK, do kompani szturmowej w plutonie dowodzonym przez ppor Mieczysława Kitkiewicza „Kitka”. Tam poznał m.in. swych późniejszych przyjaciół z którymi jego losy związały się do końca: Henryka Wieliczkę „Lufę” oraz Jerzego Lejkowskiego „Szpagata”. 5 Wileńska Brygada Armii Krajowej dowodzona przez mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, w uzgodnieniu z komendantem Okręgu Wileńskiego AK ppłk Aleksandrem Krzyżanowskim „Wilkiem” nie wzięła udziału w operacji „Ostra Brama”, czyli uderzeniu oddziałów Armii Krajowej na Wilno, nie wierząc w dobre intencje sowieckiego „sojusznika”. Jego przewidywania okazały się trafne, gdyż walczące wspólnie z Sowietami oddziały AK zostały pod Wilnem okrążone przez oddziały NKWD i rozbrojone, a żołnierze i oficerowie AK aresztowani.

Żołnierze 4 Szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK, w górnym rzędzie od lewej: por. Marian Pluciński "Mścisław", plut. Henryk Wieliczko "Lufa", NN, plut. Zdzisław Badocha "Żelazny", środkowy rząd: plut. Jerzy Lejkowski "Szpagat", kpr. Zbigniew Fijałkowski "Pędzel", NN, na dole: Danuta Siedzikówna "Inka", NN "Beduin", Leonard Mikulski "Sęp", NN; Białostocczyzna 1945 r.

Oddział próbował przedrzeć się na Zachód, ale okrążony przez Sowietów, na polecenie mjr „Łupaszki” uległ rozwiązaniu. Dalej żołnierze mieli przebijać się na własną rękę. Zdzisław Badocha „Żelazny” przedzierał się w kierunku białostocczyzny w grupie dowodzonej przez „Kitka” (w grupie tej znajdowali się m.in. Henryk Wieliczko „Lufa”, Jerzy Lejkowski „Szpagat” czy Witold Kozłowski „Pikuś”). Okrążony przez jednostki NKWD Zdzisław Badocha wraz z kolegami został siłą wcielony do formujących się jednostek Wojska Polskiego „ludowego”, ale już w październiku 1944 roku wraz z innymi (m.in. Leonem Beynarem czyli późniejszym znanym historykiem Pawłem Jasienicą) powrócili do konspiracji, podejmując współpracę z podziemiem w rejonie Bielska Podlaskiego. Na bazie ocalałych partyzantów w kwietniu 1945 roku mjr „Łupaszko” odtworzył 5 Wileńską Brygadę Armii Krajowej. Zdzisław Badocha „Żelazny” objął funkcję dowódcy plutonu w 4 szwadronie dowodzonym przez por Mariana Plucińskiego „Mścisława”. Jako wyróżniający się żołnierz 22 maja został awansowany na stopień kaprala.

Od lewej: wachm. Jerzy Lejkowski "Szpagat", plut. Leon Smoleński "Zeus", w drzwiach plut. Zdzisław Badocha "Żelazny", wachm. Witold Galdisz "Radio", Jan Pabiś "Wieczorek", kpr. Bogdan Obuchowski "Zbyszek", na pierwszym planie po prawej st. strz. Jerzy Fijałkowski "Stylowy", siedzi trzecia od lewej sanit. Wanda Mickiewicz "Danka", w środku na pierwszym planie Antoni Zuchocki "Znicz"; Białostocczyzna 1945 r.

„Żelazny” wykazywał się wielką odwagą osobistą, jak choćby przechodząc w swobodnie narzuconym na mundur płaszczu przez zaskoczenie rozbroił wartownika pilnującego mostu na Bugu, dzięki temu cały 4 szwadron spokojnie przeprawił się na druga stronę rzeki. Odwagę „Żelaznego” z pewnością doceniał major „Łupaszko” gdyż parokrotnie powierzał mu zadania ochrony osob
istej. 15 sierpnia 1945 roku w dniu święta Wojska Polskiego major „Łupaszko” awansował kpr. Zdzisława Badochę „Żelaznego” do stopnia podporucznika czasu wojny.

We wrześniu 1945 major „Łupaszko”, wykonując rozkaz Komendanta Okregu Białostockiego, rozwiązał podległe mu oddziały. Po demobilizacji ppor. „Żelazny” otrzymał urlop, i wraz z ppor. Henrykiem Wieliczką „Lufą”, Jerzym Lejkowskim „Szpagatem” oraz Leonem Smoleńskim „Zeusem” udali się poprzez Lublin w rodzinne strony Zdzisława Badochy do Dąbrowy Górniczej oraz Sosnowca. Zdzisław liczył na spotkanie z matką, pragnął także odwiedzić długo niewidzianą rodzinę. Było to ostatnie Jego spotkanie z członkami rodziny.
Pod koniec roku wrócił z urlopu docierając pod Sztum na kwaterę majora „Łupaszki” i spędzając z nim okres świat Bożego Narodzenia. Wkrótce potem wznowił działalność bojową. W tym okresie bowiem mjr „Łupaszko” podporządkował się ponownie macierzystemu Okręgowi Wileńskiemu AK, ewakuowanemu na terytorium Polski centralnej oraz Pomorza i na polecenie Komendanta Okręgu ppłk Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego” rozpoczął działalność zbrojną.

Patrol partyzancki w marszu. Od prawej: plut. "Żelazny", plut. "Zaja", NN, plut. "Zeus", NN, 1945 r.

Na przełomie lutego i marca utworzono kilka patroli dywersyjnych, których zadaniem pozyskiwanie środków na działalność konspiracyjną (pieniądze, broń, amunicja, lekarstwa) prowadzenie szkoleń, a także bieżąca akcja zbrojna przeciwko najbardziej szkodliwym działaczom komunistycznym. Jednym z tych patroli dowodził ppor. Zdzisław Badocha „Żelazny”, a składał się on głownie z wileńskich harcerzy. Pieniądze uzyskiwano poprzez akcje ekspropriacyjne a jako jeden z głównych celi wybrano kasy monopoli spirytusowych. Powodem było wychowanie harcerskie i przestrzeganie 10 prawa harcerskiego.

Docelowym zamierzeniem majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” było jednak wznowienie bieżącej działalności partyzanckiej i utworzenie możliwie dużego zgrupowania leśnego na Pomorzu. 14 kwietnia 1946 roku w opuszczonym majątku Kojty koło Sztumu odbyła się pierwsza na Pomorzu koncentracja oddziałów mjr „Łupaszki”. Stawiło się na nią około 20 ochotników zdecydowanych kontynuować walkę z komunistami. Szeregi trzeciego już zgrupowania 5 Wileńskiej Brygady AK zasilili licznie oprócz stałej kadry żołnierze 3 Wileńskiej Brygady AK „Szczerbca” z okresu wileńskiego, większość z nich stanowili harcerze słynnej „Czarnej Trzynastki” (13 Wileńska Drużyna Harcerzy im Zawiszy Czarnego). Najwięcej wileńskich harcerzy znalazło się pod komendą ppor. Zdzisława Badochy „Żelaznego” także wileńskiego harcerza: sierż. Robert Nakwas Pugaczewski „Okoń”, Marian Jankowski „Marek”, kpr. Bogdan Obuchowski „Zbyszek”, Henryk Wojczyński „Mercedes”, plut. Henryk Urbanowicz „Zabawa”, kpr. Henryk Kazimierczak „Czajka”. Zastępcą ppor. „Żelaznego” został ppor. Olgierd Christa „Noc”, „Leszek”, harcerz „Błękitnej Jedynki Żeglarskiej”, żołnierz 3 Wileńskiej Brygady AK. Już wkrótce ta grupa miała stać się jednym z najskuteczniejszych i najbardziej niebezpiecznych dla nowej władzy ośrodków oporu.

4 szwadron, od lewej: Józef Kamiński "Ziutek", por. "Mścisław", "Inka", w środku mjr "Łupaszka", siedzą NN, Mieczysław Abramowicz "Miecio", wachm. Wacław Beynar "Orszak", wrzesień 1945 r.

Ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny" (1925-1946) – część 3>
Strona główna>

Ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny" (1925-1946) – część 3

Wiele doświadczeń …

Wiele doświadczeń wyniesionych jeszcze z przedwojennego harcerstwa, a następnie wypróbowanych w praktyce podczas działalności konspiracyjnej a później partyzanckiej stanowiło główny atut niezwykle mobilnej i aktywnej grupy ppor. „Żelaznego”. Przez okres ponad 3 miesięcy przerzucając się samochodami, pieszo czy nawet pociągami po rozległych obszarach Borów Tucholskich, Pomorza i Powiśla, skutecznie paraliżowali działalność administracji komunistycznej i służb bezpieczeństwa oraz wojska.

Od lewej: sierż. Robert Nakwas-Pugaczewski "Okoń", kpr. "Zbyszek", ppor. "Leszek".

Wobec tego niespodziewanego na tych terenach niebezpieczeństwa władza komunistyczna zorganizowała olbrzymie obławy z zaangażowaniem wielu środków technicznych oraz setek żołnierzy. W taką obławę szwadron ppor. „Żelaznego” wpadł w rejonie leśniczówki Płaskosz na terenie Borów Tucholskich. Sytuacja w jakiej znaleźli się partyzanci była o tyle niekorzystna, że znajdowali się w nierozpoznanym wcześniej terenie, jednak dzięki talentowi ppor. „Żelaznego” udało bezpiecznie umknąć się obławie. Tak te wydarzenie zapamiętał zastępca „Żelaznego” ppor. Olgierd Christa „Leszek”: „Zostaliśmy przyciśnięci do wezbranej Brdy, stojąc na wysokim zalesionym stoku […] Żelazny zdecydował się na przekroczenie rzeki i wyjście na odsłonięty, bezleśny teren. Nie trzymał się kurczowo zasad taktyki partyzanckiej[…] Żelazny wybrał na miejsce pobytu, i to na dwa dni świąt, gospodarstwo tuż obok Tucholi, w rozwidleniu szos na Chojnice i Czersk. Był to majstersztyk taktyczny stosowany również w późniejszym okresie. Przeciwnik nie doceniał naszej bezczelności”.

Zastępca "Żelaznego" ppor. Olgierd Christa "Leszek"

Niemal bezustanny nacisk wojsk bezpieczeństwa na szwadron „Żelaznego” determinował jego działalność. Ciągłe bezpośrednie zagrożenie śmiercią, towarzyszący stres, wszystko to bardzo zbliżało do siebie żołnierzy, byli za siebie nawzajem odpowiedzialni i w każdej sytuacji wspierali się wzajemnie. Z czasem więź, która istniała miedzy nimi, nabrała pięknego ale niezwykle tragicznego wymiaru. Nie chcąc wpaść w ręce funkcjonariuszy UB wielu było gotowych było odebrać sobie życie. Tak było w przypadku Tadeusza Urbanowicza „Moskito” który w jednej z potyczek ranny w nogę nie chcąc opóźniać odwrotu zaskoczonej przez wojsko grupy dostrzelił się z pistoletu wołając „czołem chłopaki”. Był to przejaw najwyższej odpowiedzialności i ofiarności.

Od lewej: ppor. "Zaja", NN, kpr. Tadeusz Urbanowicz "Moskito", 1945 r.

Funkcjonariusze UBP i KBW "pozują" do zdjęcia z wykopanym z grobu ciałem Tadeusza Urbanowicza "Moskito", październik 1946 r.

Największym sukcesem ppor. Zdzisława Badochy „Żelaznego” w kampanii pomorskiej 5 Wileńskiej Brygady AK była akcja przeprowadzona 19 maja 1946 roku na terenie dwóch ówczesnych powiatów: Starogard Gdański i Kościerzyna. Poruszając się samochodem rozbrojono tego dnia 7 posterunków milicji (w Kaliskach, Osiecznej, Osieku, Skórczu, Lubichowie, Zblewie i Starej Kiszewie) a dodatkowo zlikwidowano dwie placówki Urzędu Bezpieczeństwa w Skórczu i Starej Kiszewie. Warto w tym miejscu przypomnieć epizod jaki miał miejsce podczas rozbrajania funkcjonariusza UB w Skórczu, którego odnaleziono we własnym mieszkaniu: „zachował się po męsku, oświadczając Żelaznemu, iż nie będzie na klęczkach prosił o życie co zostało odebrane jako ewenement. Miejscowi nie mieli o nim negatywnej opinii”. Funkcjonariusza puszczono więc wolno, konfiskując jedynie broń. Ze względu na dobrą opinię i godną postawę nie rozstrzelano go, jak z reguły postępowano z funkcjonariuszami UB (i praktycznie tylko z nimi). Jest to przykład szlachetnej walki, humanitarnego traktowania przeciwnika, czemu zaprzeczała komunistyczna propaganda lat późniejszych. Na takie zachowanie nie stać było zaś funkcjonariuszy komunistycznych. Finał akcji przeprowadzonej 19 maja miał miejsce w Starej Kiszewie w pow. Kościerzyna, gdzie z rozkazu ppor. „Żelaznego” rozstrzelano pięciu funkcjonariuszy UB w tym sowieckiego oficera NKWD, doradcę PUBP w Kościerzynie lejtnanta Piotra Szyniedzina, niszcząc w ten sposób siatkę aparatu represji na tym terenie i destabilizując totalitarną władzę na dłuższy czas. Podczas akcji zdobyto ponad 20 sztuk broni oraz innego wyposażenia i kilka tysięcy amunicji. Było to na tyle spektakularne wydarzenie, iż komunikat o nim nadało radio BBC.

Funkcjonariusze UBP zlikwidowani przez szwadron "Żelaznego" w Starj Kiszewie.

W uznaniu zasług i w dowód zdolności dowódczych major Zygmunt Szendzielorz „Łupaszko” odznaczył ppor. Zdzisława Badochę „Żelaznego” sygnetem 5 Wileńskiej Brygady. Było to osobiste wyróżnienie które otrzymywali tylko najwybitniejsi żołnierze 5 Brygady. Major „Łupaszko” wystąpił także z wnioskiem o odznaczenie ppor. „Żelaznego” Krzyżem Virtuti Militari V klasy w uzasadnieniu podając „Bardzo odważny, dzielny, pełen inicjatywy, wykazał wielką odwagę osobistą”. Znakomite wyszkolenie, zgranie oraz doświadczenie nabyte podczas wielu lat walki a także brawurowe i nieszablonowe kierowanie pozwalało żołnierzom ppor. „Żelaznego” na unikanie starć z dużymi oddziałami i omijanie obław.

Z czasem jednak siły aparatu represji zaczęły dokładniej koordynować swoje działania i zaczęły odnosić pierwsze sukcesy. W pierwszych dniach czerwca 1946 roku szwadron ppor. „Żelaznego” działał w rejonie Dzierzgonia i Sztumu, rozbrajając posterunki milicji i wywołując kontrakcję sił przeciwnika. W efekcie 10 czerwca 1946 roku podczas postoju we wsi Tulice szwadron został zaatakowany przez grupę operacyjną UB i MO. Co prawda grupa ta została całkowicie rozbita, ranny jednak został ppor. „Żelazny”. Opatrzony został natychmiast przez sanitariuszkę Danutę Siedzikównę „Inkę”, ale rana okazała się na tyle poważna, że wymagała pomocy lekarza. Dowództwo nad szwadronem przejął ppor. Olgierd Christa „Leszek”, nakazując bezzwłoczny wymarsz z miejsca potyczki. Najważniejszym celem było zapewnienie rannemu „Żelaznemu” opieki medycznej. Korzystając z kontaktów konspiracyjnych na tym terenie, został on umieszczony początkowo w majątku Zielenice, jednak jeszcze tego samego dnia przetransportowano go do nieodległego Czernina gdzie przez dwa tygodnie przebywał na rekonwalescencji w majątku, podległym wtedy Ottomarowi Zielke, działaczowi kaszubskiemu, współpracującemu z siatką konspiracyjną Okręgu Wileńskiego i działającymi w terenie szwadronami.

Żołnierze 4. szwadronu V Brygady Wileńskiej AK. Stają od prawej: wachm. Jerzy Lejkowski "Szpagat", Danuta Siedziakówna "Inka", kpr. Bohdan Obuchowski "Zbyszek", w środ
ku siedzi Kazimierz Kwiatkowski.

Do całości tych wydarzeń, doszedł czynnik ludzkiej zdrady. W wyniku podjęcia współpracy z UB łączniczki „Łupaszki” Reginy Żelińskiej ps. „Regina” resort bezpieczeństwa uzyskał informacje o właścicielach majątków udzielających pomocy wileńskim oddziałom. 28 czerwca 1946 grupa funkcjonariuszy PUBP z Malborka wyruszyła w celu aresztowania administratora majątku Zielenice Józefa Piątka. Nie zastawszy go jednak w Zielenicach kontynuowano dalsze poszukiwania. Tym sposobem funkcjonariusze UB i milicji trafili do Czernina, gdzie w zasadzie przypadkowo natknęli się na ppor. Zdzisława Badochę „Żelaznego”. Miał on tego dnia opuścić Czernin wraz z przybyłym już tam łącznikiem mjr „Łupaszki” Stanisławem Szczykno „Stachem”. Podjęta próba ucieczki zakończyła się śmiercią „Żelaznego. Zauważony podczas opuszczania pałacyku przez milicjanta Bolesława Łagockiego zaczął się ostrzeliwać. Wydawało się, że zdoła ujść lecz wtedy został ponownie ranny i zginął od wybuchu rzuconego przez milicjanta granatu.

Wykonane przez UB pośmiertne zdjęcie ppor. Zdzisława Badochy "Żelaznego"

Paradoksalnie milicjanci nie spodziewali się zastać tam legendarnego już dowódcy szwadronu. Zapewne gdyby posiadali taka informację nie zdecydowali by się na atak. Badocha został rozpoznany przez nich dopiero po sygnecie 5 Brygady na którym znajdowała się dedykacja. Adiutant „Łupaszki” Wacław Beynar „Orszak”, który odwiedził go w Czerninie krótko przed śmiercią napisał później: „Tak zakończył niezapomniany kolega i postrach dla Bezpieczeństwa”.

Majątek, w którym ukrywał się ppor. "Żelazny".

Członkowie, odtwarzającej jeden ze szwadronów mjr. "Łupaszki", Trójmiejskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznej w parku przy majątku w miejscu, gdzie zginął "Żelazny"

Podporucznik Zdzisław Badocha „Żelazny” zginał w wieku 21 lat, był pełnym życia, niezwykle pogodnym człowiekiem, szanowanym i serdecznym kolegą, znakomitym dowódcą i oficerem. Przez niemal 50 lat propaganda komunistyczna przedstawiała Jego wizerunek jako zdegenerowanego bandyty, bezwzględnego mordercy niewinnych osób, milicjantów, kolejarzy itp. Dopiero od niedawna dzięki pracy wielu historyków możemy poznać prawdziwy niezafałszowany wizerunek Zdzisława Badochy i jego żołnierzy, którzy niemal wszyscy zapłacili najwyższą cenę za walkę pod rozkazami mjr „Łupaszki” i ppor. „Żelaznego”. Zarówno On jak i wielu innych nie ma dzisiaj własnego grobu, ich ciała zostały potajemnie pogrzebane w nieznanych miejscach.

Odsłonięcie tablicy pamiątkowej w Czerninie poświęconej ppor. "Żelaznemu" z udziałem członków Trójmiejskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznej, odtwarzającej jeden ze Szwadronów 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. "Łupaszki".
Na zdjęciu poniżej, odsłonięcia tablicy dokonuje por. Józef Bandzo ps. "Jastrząb", żołnierz V Brygady Wileńskiej AK, towarzysz broni "Żelaznego".


5 grudnia 2004 roku grupa przyjaciół i sympatyków żołnierzy 5 Wileńskiej Brygady AK upamiętniła ppor. Zdzisława Badochę „Żelaznego” odsłaniając w Czerninie tablicę pamiątkową a 11 kwietnia 2006 r. w pobliżu fermy w Czerninie odsłonięto pomnik poświęcony „Pamięci żołnierzy szwadronu „Żelaznego”. Ma on tym większa wartość, iż głaz, na którym obecnie znajduje się napis, został ustawiony w latach 60-tych przez wspominanego Stanisława Szczykno „Stacha”, z zamierzeniem wykonania w przyszłości wspomnianego napisu.


Na tablicy błędnie podano wiek "Żelaznego" w chwili śmierci. Jako że od niedawna wiadomo, że urodził się 23 marca 1925 r., tak więc poległ mając 21 lat.


Autorzy: Piotr Niwiński, Łukasz Borkowski
Źródło: Rajd szlakiem żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. "Łupaszki"

Ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny" (1925-1946) – część 1>
Strona główna>

Listy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 1

Listy ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”
(opracował: dr Jarosław Kopiński, IPN O/Lublin)

W sprawie obiektowej krypt. „Dzikusy” [czytaj więcej: część 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8] założonej przez Wydział III WUBP w Lublinie na grupę Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" [czytaj więcej: część 1, 2, 3] są zachowane cztery odpisy listów napisanych przez „Żelaznego”.

Pierwszy z nich został napisany do mistrza stolarskiego – Nowodzińskiego zam. w Woli Wereszczyńskiej w listopadzie 1947 roku. „Żelazny” zwraca się w nim o postawienie płotków nagrobnych wokół grobów byłych żołnierzy z oddziału WIN, którzy polegli w walce z UB.
Pozostałe trzy zostały napisane do rodziców osiadłych w okolicach Braniewa. Na przełomie 1949/50 r. UB wpadło na trop rodziny ukrywającego się na Lubelszczyźnie Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”. Chcąc uzyskać więcej informacji podjęto wtedy decyzję o monitorowaniu korespondencji przychodzącej do rodziny Turskich, bo pod takim nazwiskiem ukrywali się rodzice braci Taraszkiewiczów.
Zakładano wtedy, że być może uda się uzyskać wyjście na nieuchwytną grupę, która przysparzała swoją działalnością wiele problemów Szefom UB w Lublinie, Chełmie i Włodawie. W tym miejscu należy podkreślić, że UB w latach 1949-1950 nie była w posiadaniu szczegółowych informacji o grupie, jej składzie, uzbrojeniu, nie mówiąc o tzw. „meliniarzach”. Nie dysponowała również zdjęciami „Żelaznego”. Chwytano się więc każdego sposobu, aby dotrzeć do grupy. Stąd próba rozpracowania najbliższej rodziny zakończona aresztowaniem siostry „Żelaznego” – Rozalii.

Ppor. cz.w. Edward Taraszkiewicz "Żelazny"

Listy powstały w latach 1947-1950. Ich treść wiele mówi o samym „Żelaznym”, jego rodzinie oraz panującej w niej relacjach międzyludzkich. Pokazuje, że nie był on „krwawym mordercą”, ani też watażką-bandytą, jak to wtedy przedstawiała propaganda komunistyczna. Listy przepisane przez funkcjonariuszy UB mają wiele błędów literowych. Podczas przepisywania zachowałem oryginalną pisownię.

Oprócz listów Edward Taraszkiewicz „Żelazny” pozostawił po sobie rękopisy pamiętników oraz wykaz poległych żołnierzy z oddziału. To kolejne dokumenty, dzięki którym można odtworzyć historię grupy, problemy z jakimi się borykała wtedy i poznać skalę oporu wobec nowej władzy na terenie dawnego powiatu włodawskiego i częściowo chełmskiego.

Oto treść tych listów:

„Lublin dnia 27.11.47 r.1 Odpis Ściśle tajne
adresat: Nowodziński – mistrz stolarski zam.
w kol. Wola Wereszczyńska,
poczt. Wola Wereszczyńska
Nadawca: NN
st. poczt. Lublin


Panie Nowodziński!

Niniejszym rozkazuję panu natychmiast postawić te wykończone płotki nagrobkowe – na miejsce.! Miejsce, gdzie są pochowani nasi koledzy t. znaczy we wspólnej mogile „Ryś2 i Słoń3” i osobna śp. „Barabas”4 i śp. „Żuk”5 wskaże panu z pewnością pan Kruk6 ich miejsca. Zresztą i pański syn Marek wie o tem też b. dobrze. Dla wyrównania rachunku pieniężnego to ja kiedyś w nocy kogoś przyśle do pana który to co panu się należy za prace – ureguluje!!! Ja panu kiedyś powiedziałem, ze ja sam jestem robotnikiem i umiem robotnika szanować! Niech pan nie myśli ze względu na wojsko, które kwateruje się we wsi to ja balem się sam przyjść i pisze ten list….. O nie! Nie przyszedłem sam bo wiem ze syn pański Marcel nas się boi i mógłby w nocy uciekać ja pomyślałbym ze to Bolek7 i mógłbym go niewinnie skrzywdzić – Niech się Marcel nie boi – niech tylko zerwie ta nic w która się wplątał! Ja od wiosny wiem o wszystkim! Jak pan te plotki postawi to dopiero może pan pójść na posterunek M.O do gminy, pokazać ta kartkę i powiedzie ze był pan pod kara śmierci zmuszony to zrobić. Niech pan nielekcewazy mego rozkazu bo będzie naprawdę źle!

M.p. dnia 16.11.47 r.

Cześć „ZELAZNY”8 pieczęć prostokątna z napisem
Komendant Oddz. „WiN”
„Jastrzab”9


Wyk. W.J.
za zgodność:


Oryginał podpisu Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego"

Drugi list został napisany w lipcu 1950 roku na adres: Turski Władysław Nowy Staw ul. Mickiewicza 28, pow. Gdańsk

„Dnia 9.7.1950
Odpis nr 6464

Kochana Ciociu10, Wujaszku11, Jureczku12 i Janko13!

Chce Wam donieść w tych paru słowach, że jestem jeszcze z Łaski Bożej żywy i zdrowy, czego i Wam z całego serca życzę. Radbym wiedzieć jaka podróż miała Janeczka, ale przypuszczam, że dobrą. Po te czapki jeszcze nie chodziłem odebrać, bo mi nie pasowało narazie tam iść bo to jest bardzo daleko. Pozatem jest koło mnie naogól dobrze słychać, tak że mam nadzieję że szybko się zobaczymy. Pilnujcie Jureczka moich kochani i dbajcie wyłącznie o Siebie nie wierzcie dzisiaj nikomu – bo świat jest okropnie fałszywy. To byłoby wszystko na dziś. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i całuję gorąco oraz życzę ojczulkowi szybkiego powrotu do zdrowia.

Wasz Edek

Przesyłam pozdrowienia dla p. Hołubowiczów14 dla Was wszystkich i pozdrowienia od Łukasza15 i Kazika.16

2 egz. AW Za zgodność
/podpis nieczytelny/17


Przypisy do częśći 1:
1.
Spraw obiektowa krypt. „Dzikusy” IPN Lu 08/213 t.21 k.5
2. Zdzisław Kogut „Ryś” zginął 24 grudnia 1946 roku w walce z grupą operacyjną KBW i UB w Woli Wereszczyńskiej. Pochowany na cmentarzu w Woli Wereszczyńskiej.
3. Milaniuk Józef „Słoń”, żołnierz oddziału WiN Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, ciężko ranny w walce z grupą operacyjną został pojmany przez funkcjonariuszy UB. Po przesłuchaniu został zastrzelony i pozostawiony na miejscu walki. Pochowany na cmentarzu w Woli Wereszczyńskiej
4. Bieliński Stefan, członek oddziału Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w sierpniu 1945 roku. Pochowany na cmentarzu w Woli Wereszczyńskiej
5. NN
6. NN
7. NN, żołnierz oddziału WiN Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, podejrzewany przez „Żelaznego” o skrytobójcze zastrzelenie „Jastrzębia” podczas akcji na grupę KBW stacjonującą w szkole w Siemieniu, pow. Radzyń Podlaski. Kilkanaście dni później bez śledztwa został zlikwidowany przez patrol Stanisława Kuchcewicza „Wiktora”.
8. Edward Taraszkiewicz „Żelazny”, żołnierz WiN, nie ujawnił się w kwietniu 1947 roku, wraz z kilkoma żołnierzami ukrywał się na terenie powiatu włodawskiego i chełmskiego. Zginął podczas walki z grupą operacyjną „W” 6 października 1951 roku w miejscowości Zbereże.
9. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”, brat Edwarda, dowódca oddziału WiN, ciężko ranny 3 stycznia 1947 roku podczas akcji na grupę KBW stacjonującą w szkole w Siemieniu, pow. Radzyń Podlaski. Zmarł w trakcie transportu do lekarza. Pochowany został na cmentarzu w Siemieniu przez grupę żołnierzy WiN z powiatu radzyńskiego. Funkcjonariuszom UB, a potem SB nie udało się ustalić miejsca pochówku „Jastrzębia”. Z rodziny wiedział jedynie „Żelazny”. Dopiero w 1989 roku Janusz Tracz „Kłos” poinformował Rozalię Taraszkiewicz o ostatnich godzinach jej brata Leona oraz o jego grobie.
10. Tak tytułował w swoich listach swoją mamę.
11. Tak w korespondencji zwracał się do swego ojca.
12. Najmłodszy z braci Taraszkiewiczów – Józef
13. siostra Rozalia Taraszkiewicz
14. Państwo Hołubowiczowie byli zaprzyjaźnieni z rodziną Taraszkiewiczów
15. Łukasz Domański „Znicz” żołnierz NSZ, później WiN, w kwietniu 1947 roku nie ujawnił się. W 1949 roku dołączył do „Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”. 6 października ciężko ranny dostał się w ręce UB. Jego zeznania pozwoliły na aresztowanie osób współpracujących z grupą „Żelaznego”. Został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano.
16. Stanisław Torbicz „Kazik” żołnierz z patrolu Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” Zginął 6 października 1951 roku w Zbereżu w walce z grupą operacyjną „W”
17. Teczka Obiektowa krypt. „Dzikusy” IPN Lu 08/213, t.21, k.74 a

Listy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 2>
Strona główna>

Listy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 2


Kolejny list został nadany z poczty w Sawinie na adres W.P. Turski Władysław, Staw, ul. Mickiewicza 28, pow. Gdańsk. Oto jego treść:

„Sobota, dnia 6 sierpnia 1950.
Moi kochani.
W pierwszych słowach mego listu pozdrawiam Was serdecznie, że jestem z łaski Bożej żywy i zdrowy, czego i Wam życzę z całego serca. Życie moje przebiega teraz jakoś spokojnie i dużo i dlatego też lepiej. Z tego powodu też przerabiam szybciej i łatwiej obce języki, których się uczę. U Stefana18 od tamtej pory jeszcze nie byłem i nic nie wiem co tam słychać. Mam nadzieję, że u Was wszystko jest w porządku, że jesteście zdrowi, bo to jest najważniejsze. żyjcie sobie zgodnie i mądrze, bo ludzie dziś są okropnie „nifowfifug”, tak że nie sposób to sobie nawet wyobrazić. Nie wierzcie dziś nikomu, nawet najlepszym. Listów żadnych nigdzie do mnie nie przysyłajcie narazie, aż ja Wam sam przyślę adres. Kończę na tym przesyłam Wam wszystkim najserdeczniejsze życzenia i pozdrowienia.

Wasz Edek


Pozdrowienia dla Janki od mych kolegów Kazika i Łukasza oraz dla wszystkich. Kłaniajcie się w każdym liście do Ciotki Marii ode mnie i dla jej rodziny. Pozdrówcie również serdecznie i państwo H19. ode mnie.

1 egz. CE./R

Za zgodność
/ brak podpisu/20

Ostatni List został napisany w dniu 5 września 1950 roku i został wysłany 11 września z poczty w Puchaczowie:

„Odpis nr 8562

Dnia 5 września 1950

Moja kochana ciociu, wujaszku, Jureczku i Janeczko!

W pierwszych słowach mojego listu chce was powiadomić, że jestem z łaski Bożej żywy i zdrowy, czego i wam z całego serca życzę. Życie moje przebiega tak jak zwykle, no ale grunt, że człowiek jest jeszcze zdrowym – bo zdrowie to najważniejsza rzecz. U Stefana nie byłem od tej pory jak była tam Janka. Jakoś droga moja nie wypada w tamte strony. Ale teraz będę pewnie u niego niezadługo. Radbym wiedzieć co u was słychać dobrego. Jak wasze zdrowie i co tam dobrego słychać. Jestem trochę zmartwiony, go w ostatnich czasach to mi się jakoś złe śniło o was, ale mam nadzieję, że Bóg najwyższy nie pozwoli was ukarać bo i tak przechodziliście już dosyć biedy i nędzy. Niech Janeczka napisze list do mnie na ten sam adres to jest do Aleksandra Konika21, wieś Kamionka p-ta Siedliszcze nad Wieprzem, pow. Chełm Lubelski. Wewnątrz niech dopisze u góry że to dla pana Tomasza22. Dużo nie piszcie, tylko co najważniejsze. Posyłam w tym liście Jurkowi 500 zł oraz kilka znaczków pocztowych na listy. Na tym kończę posyłam wam moje najserdeczniejsze pozdrowienia i ukłony i całuję was mocno Wasz Edek.
Pozdrowienia od moich kolegów( kłaniajcie się zawsze dla cioci „F” ode mnie). Czy otrzymaliście list od /sh/ H, który pisałem do nich i do was ostatnio?)

Drogi Jureczku !!!!

W pierwszych słowach mego listu całuję cię mocno i naciskam mój mały łobuzie. Nie wiem czy zdałeś do III-klasy- ale spodziewam się, że napewno zdałeś. Dlatego też posyłam Ci 500 zł. ażebyś sobie codziennie kupił kawałek kiełbasy i bułeczkę, bo z cukierków to pożytku żadnego nie będziesz miał. Ja ci teraz będę zawsze coś przysyłał w liści, bo teraz trochę zarobiłem pieniędzy jak Bóg da to jeszcze zarobię to ci przyślę ubranie albo co innego. Ale jak się dowiem żeś nie zdał albo się źle uczysz i nie słuchasz mamy i taty to ci przyślę rózgę. Pamiętaj Jureczku o to ja cię bardzo proszę bądź posłusznym dla rodziców. Ja o tobie nigdy nie zapomnę, Jak będziesz dobrym chłopcem. W szkole nie bij nikogo i chodź do kościoła i słuchaj co ksiądz mówi na lekcji religii. Napisz mi teraz duży i ładny list i opisz mi wszystko mi w nim wszystko jak ci w szkole leci nauka, itd. Żegnam, całuję cię mocno. Edek.

Uwagi: w środku znajdował się banknot 500 zł i znaczki pocztowe na sumę 1.390 zł.

Za zgodność
/podpis nieczytelny/”23


Przypisy do częśći 2:
18. Stefan Kaznowki – mieszkaniec wsi Stępków, bliski współpracownik Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego
19. Chodzi o państwo Hołubowiczów
20. Teczka Obiektowa krypt. „Dzikusy” IPN LU 08/213, t.21, k. 18
21. Współpracownik grupy „Żelaznego”
22. Wobec nieznajomych Edward Taraszkiewicz występował jako „Pan Tomasz”.
23. Teczka obiektowa „Dzikusy” IPN LU 08/213, t.21, k.19

Listy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 1>
Strona główna>

"Z archiwum IPN" – "Wołyniak" w TV Polonia


W poniedziałek 26 marca 2007 r. o godz. 18:00 TV Polonia wyemituje kolejny program z cyklu "Z Archiwum IPN", tym razem opowiadający historię kapitana Józefa Zadzierskiego ps. "Wołyniak" (1923-1946).

Kpt. Józef Zadzierski "Wołyniak"

"Z archiwum IPN" – "Wołyniak"
TVP Polonia,
26.03.2007 (Poniedziałek), godzina 18.00
27.03.2007 (Wtorek), godzina 00.20.
Czas trwania: 24 minuty
Scenariusz: Tadeusz Doroszuk

Dokument opowiada o życiu i działalności konspiracyjnej kpt. Józefa Zadzierskiego "Wołyniaka", dowódcy oddziału partyzanckiego Narodowej Organizacji Wojskowej (Narodowego Zjednoczenia Wojskowego), działającego na Rzeszowszczyźnie i południowej Lubelszczyźnie. Program, w którym występują towarzysze walki "Wołyniaka" i historycy zajmujący się badaniem tej tematyki, przybliża sylwetkę tego, jak mówili niektórzy, "ostatniego zagończyka Rzeczpospolitej" oraz ukazuje kulisy operacji UB, która w 1950 roku doprowadziła do rozbicia grupy Adama Kusza "Garbatego", będącej pozostałością oddziału "Wołyniaka".

Ożanna, uroczystości z okazji święta 3 Maja 1945 r., na cztery dni przed bitwą z NKWD pod Kuryłówką. Przed oddziałami partyzantów NZW, stoją ich dowódcy, w kolejności (od prawej): kpt. Józef Zadzierski "Wołyniak", por. Stanisław Pelczar "Majka", Bronisław Gliniak "Radwan".

Więcej na temat kpt. Józefa Zadzierskiego "Wołyniaka" czytaj TUTAJ>

Film o Żołnierzach Wyklętych w TVP 2

„Żołnierze Wyklęci” w

W poniedziałek 26 marca, o godz. 23:50 TVP2 zaprezentuje długo oczekiwany film dokumentalny w reżyserii Wincentego Ronisza pt. „Żołnierze Wyklęci”.
Film opowiada o losach tysięcy uczestników powojennego podziemia zbrojnego. Walczyli samotnie w lasach, bez nadziei na zwycięstwo, wierni ideałom wolnej i rządzonej przez demokratycznie wybrane władze Polsce. Dopiero po blisko pół wieku historia przyznała rację tym żołnierzom wyklętym.

Scenariusz, komentarz, reżyseria: Wincenty Ronisz
Zdjęcia: Grzegorz Borowski
Produkcja: Fundacja Filmowa Armii Krajowej – Telewizja Polska SA, Polska 2006
Czas: 57 min.

„Chcieliśmy iść na pomoc powstaniu warszawskiemu, ale gońcy przyszli z meldunkiem, że Sowieci rozbrajają i nie ma możliwości dojścia do Warszawy. Komendant kazał składać broń, pożegnał się z nami z łezką w oku i mówi: chłopcy, nie wiem, ale nasza walka się chyba nie skończy, będziemy musieli dalej walczyć o Polskę” – wspomina pełne wątpliwości chwile jeden z żołnierzy „Zapory” – majora Hieronima Dekutowskiego. On i wielu innych członków Armii Krajowej nie postrzegali wkroczenia Sowietów na polskie ziemie jako wyzwolenia.

Choć nieświadomi ustaleń wielkiej polityki na konferencjach w Teheranie i, niedługo potem, w Jałcie, partyzanci przeczuwali najgorsze. Szybko wyszło na jaw, jak próżne były nadzieje na demokratyczny charakter Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. I kiedy na ich oczach zaczynał szaleć terror komunistyczny, gdy daleko na Wschodzie zaczynał się „proces szesnastu”, kiedy coraz więcej akowców trafiało do katowni Urzędu Bezpieczeństwa i ginęło bez wieści, żołnierze Armii Krajowej postanowili raz jeszcze chwycić za broń. W ciągu nieco ponad dziesięciu lat, pomiędzy 1945 a 1956 rokiem, przez szeregi partyzantów przeszło około 150 tysięcy ludzi. Do czasu tzw. ujawnienia w 1947 roku, w lasach walczyło ponad 10 tysięcy żołnierzy.

Na terenie ziemi łódzkiej działała jednostka dowodzone przez kapitana Stanisława Sojczyńskiego, pseudonim „Waszyc”. Atakami na więzienia w Kielcach i Radomiu rozgłos zdobyli żołnierze „Szarego” i „Harnasia”. Na Podhalu działał słynny „Ogień” – Józef Kuraś, na Białostoczczyźnie – dowódca V Wileńskiej Brygady AK Zygmunt Szendzielarz, pseudonim „Łupaszka”. Choć władze od początku zmobilizowały przeciw partyzantom znaczne siły, szeregi przeciwników komunistycznego reżimu wciąż rosły. Żołnierze wykonywali różnego rodzaju misje, atakowali posterunki wojskowych, walczyli z Sowietami, odbijali więźniów. Czasem brali odwet na konfidentach. Bywało, że w tych akcjach ginęli przypadkowi ludzie, co pomagało komunistom nazywać partyzantów bandytami. Z miesiąca na miesiąc sytuacja żołnierzy z lasów stawała się coraz trudniejsza. Wprawdzie udawało się im wygrywać bitwy nawet z połączonymi siłami UB, KBW i NKWD, to przewaga wroga była przytłaczająca. Przywódcy ginęli w zasadzkach zdradzeni przez szpicli, gasła nadzieja na interwencję Zachodu. Wielu partyzantów skorzystało z oferowanej przez władze amnestii podczas tzw. ujawnienia, choć dla licznych wiązało się to później z prześladowaniem i torturami. W lasach pozostała już tylko garstka, dla której nie było ratunku. Ostatni partyzant Białostocczyzny, Stanisław „Ryba” Marchewka, zginął w obławie sił porządkowych w 1957 roku… Film Wincentego Ronisza opowiada o losach tysięcy uczestników powojennego podziemia zbrojnego. Walczyli samotnie w lasach, bez nadziei na zwycięstwo, wierni ideałom wolnej i rządzonej przez demokratycznie wybrane władze Polsce. Dopiero po blisko pół wieku historia przyznała rację tym żołnierzom wyklętym.

Źródło: TVP

Tadeusz Szyma – Chwała wyklętym !!

Do polskiego słownika patriotycznych zawołań powinno wejść i takie, jakie zostało uwydatnione w tytule tej recenzji, a które mogłoby się stać swoistym dopełnieniem bolesnego, lecz przecież podnoszącego na duchu: „Gloria victis – Chwała zwyciężonym”, jakie zadedykowała niegdyś Eliza Orzeszkowa bohaterskim powstańcom styczniowym.
Dla uczczenia żołnierzy wyklętych – nie mniej heroicznie zmagających się z „czerwoną powodzią”, w której „tonęła Polska” po drugiej wojnie światowej, trudno znaleźć równie trafną łacińską sentencję. Może „Gloria anathematis”? Bo przecież bałwochwalcy spod znaku sowieckiej gwiazdy rzucili na nich ideologiczną anatemę. A może „Gloria infamibus – Chwała zniesławionym?”

Było ich wielu, zdumiewająco wielu, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę nadzwyczaj trudne, a raczej po prostu beznadziejne warunki, w jakich decydowali się na dalszy czynny opór. Dość przytoczyć szacunkowe dane, jakie w napisach końcowych swoich „Żołnierzy wyklętych” podaje Wincenty Ronisz, zadziwiający wciąż energią i pracowitością klasyk polskiego dokumentu historycznego: „W latach 1945-56 przez szeregi podziemia niepodległościowego przeszło około 150.000 osób. W roku 1945 w lasach pozostawało 13-15 tysięcy partyzantów”, w rok później – jeszcze 10 tysięcy, a po tak zwanej akcji „ujawniania” w 1947 – nadal nie złożyło broni jakieś tysiąc siedmiuset leśnych. To wprost niewiarygodne, że nawet po odwilżowym polskim Październiku na Białostocczyźnie nadal zajadle tropiono Stanisława Marchewkę pseudonim „Ryba”, który – podobnie jak tylu innych „wyklętych”, zdradzony przez konfidenta – zginął w swym wiejskim bunkrze, z granatem uwiązanym na szyi, dopiero w następnym roku. A ostatniego niezłomnego – Józefa Franczaka pseudonim „Lalek”, ukrywającego się na Lubelszczyźnie, dopadli w końcu „utrwalacze władzy ludowej”, jak to się kiedyś szyderczo określało – jeszcze później, bo aż pod koniec października 1963 roku!

To właśnie jemu, przed z górą dziesięciu laty, poświęcił ciekawy dokument Tadeusz Arciuch. Ale wówczas kierowana przeze mnie Redakcja Filmu Dokumentalnego telewizyjnej Jedynki zbierała za to pryncypialne cięgi. – „Za dużo historii” – wyrokował wtedy wyróżniający się przecież polityczną otwartością w szeregach dawnych pezetpeerowców, poseł Andrzej Urbańczyk. Mimo to, udało się zrealizować jeszcze parę innych filmów, jak choćby – z udziałem Zbigniewa Herberta – szkic do portretu legendarnego i szczególnie wyklinanego „Ognia” autorstwa Tadeusza Pawlickiego, czy też o innych bohaterach zmagań niepodległościowego podziemia z władzą osadzaną w Polsce na sowieckich czołgach. Teraz nadszedł czas na ekranową syntezę całego, wciąż dość słabo znanego i nie dość przypominanego w mediach rozdziału naszych powojennych dziejów.
Rozdziału niewątpliwie najtragiczniejszego. I zapewne nikt dziś nie mógł zrobić tego równie prosto i pięknie, tak czytelnie a zarazem serdecznie, jak to właśnie uczynił Wincenty Ronisz, wystawiając w ten sposób „wyklętym” filmowy pomnik, w najlepszym sensie słowa.

Zrealizowany dla telewizyjnej Dwójki przy wsparciu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej film ma charakterystyczną dla tego wybitnego dokumental
isty strukturę i styl: narracji, sposobu splatania wątków, tworzenia atmosfery emocjonalnej. Z samych prawie archiwaliów, z których część wprawdzie jest już znana, ale sporo jeszcze nie zdążyło się widzom opatrzyć, skomponowany został epicki i nieco edukacyjny, z konieczności, prolog, w którym reżyser przypomina skrótowo przebieg najważniejszych wydarzeń – rozgrywających się początkowo jeszcze w przedwojennych granicach Polski – poczynając od stycznia 1944 roku. Oszczędny, celny, a przy tym nie pozbawiony osobistego, autorskiego piętna komentarz układa się tutaj w zwięzłą lekcję naszej powojennej historii.

Uporządkowane partie archiwalnych zestawień montażowych przypominają też późniejsze znamienne wydarzenia, takie jak pokazowy proces w Moskwie szesnastu przywódców polskiego państwa podziemnego, sfałszowane przez komunistów wybory do sejmu na początku 1947 roku czy też ważne wystąpienia Bieruta i Gomułki. Archiwalia tego rodzaju, ale już krótsze, będą powracać parokrotnie, budując niezbędne tło i właściwy kontekst historyczny, pouczającą ilustrację bądź dramatyczny kontrast dla epicko-lirycznej opowieści o tych, którzy pomimo postępującej sowietyzacji kraju i umacniania – terrorem – nowej władzy, nigdy nie pogodzili się z utratą niepodległości Polski. Zarejestrowana przed laty w kronice filmowej szampańska zabawa czerwonych nuworyszy, którą Ronisz puentuje wstrząsające przykłady nasilania okrutnych represji wobec patriotów, podnosi emocjonalną temperaturę odbioru.

Pomiędzy fragmentami historycznych rejestracji co czas jakiś pojawiają się, płynnie w nie wkomponowane i zharmonizowane z klimatem narracji, wymowne zdjęcia pejzażowe Grzegorza Borowskiego – stałego od dawna Roniszowego operatora, który wędrując z nim po śladach dramatycznych wydarzeń sprzed lat, potrafi poprzez surowe piękno krajobrazu, charakterystyczne detale przyrodnicze czy architektoniczne i trafnie wypatrzone, symboliczne znaki ewokować sugestywnie niegdysiejszy dramatyzm, grozę i tragizm tego, co się tam działo. Takie nastroje można odczuć w zimowych widokach górskich połaci, na których niegdyś panował „Ogień”, albo wystającej z kopnego śniegu, na wiejskim cmentarzu, pordzewiałej pasyjki bez krucyfiksu, z wyciągniętymi w górę ramionami Chrystusa, czy też w ujęciu przylegających do siebie, już pogodzonych na zawsze, przydrożnych pomniczków, z których starszy to ślad peerelowskiej, fałszywej chwalby bezpieczniaków, a nowszy – przywróconej dopiero stosunkowo niedawno pamięci ich ofiar, owych żołnierzy wyklętych.

Najcenniejszym wszakże składnikiem dokumentalnej kompozycji są wspomagane niezbyt licznymi zdjęciami fotograficznymi sprzed lat bardzo ciekawe, obfitujące w zaskakujące szczegóły i nasycone realistycznym konkretem wspomnieniowe świadectwa ostatnich z tych nielicznych, którzy cudem przeżyli. Są to uderzające autentyzmem i siłą wyrazu, ogromnie czasem wzruszające relacje świadków a często także aktywnych uczestników tamtych wydarzeń i towarzyszy walk bohaterskich szefów leśnych oddziałów. Dziś – wiernych strażników pamięci dowódców takich jak m.in. Zygmunt Szyndzielarz – „Łupaszka”, który ze swymi ludźmi przeszedł z Litwy na Białostocczyznę, a później próbował dywersji na Pomorzu i w Borach Tucholskich, jak lepiej znany z pseudonimu niż z nazwiska Józef Kuraś, „król Podhala” – major „Ogień”, czy będący postrachem enkawudzistów, ubowców i milicjantów na Podlasiu – Władysław Łukasiuk, konspiracyjnie nazywany „Młotem” dowódca 6 Brygady Wileńskiej. Wyraziste twarze tych niedobitków oraz ich pełne podziwu, a chwilami nawet miłości do dawnych przywódców opowiadania – czy to o weselu a potem samobójstwie zdradzonego „Ognia”, czy o więziennej egzekucji „Łupaszki”, o której znak dawał współwięźniom wiatr stukający oknem, albo o likwidacji we wsi Dąbrówka niezłomnego „Uskoka”, czyli Zdzisława Brońskiego, który ukrywał się w bunkrze pod stodołą i którego zapiski z pamiętnika: o woli życia w niepodległym państwie i o czerwonym potopie – również znalazły się w filmie, na długo pozostaną w pamięci. Lidia Eberle, dawna sanitariuszka „Ewa” i Zygmunt Błażejewicz „Zygmunt” – od „Łupaszki”, Marian Pawełczak „Morwa” i Eugeniusz Mordoń „Gitarka” z oddziału „Zapory”, wspomagającego „Ognia”, podkomendni legendarnego majora: Kazimierz Paolo „Skała” i Zbigniew Paliwoda „Jur”, a także śpiewnie zaciągający kresowiak Teofil Lipka z Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, oraz świadkowie walki i tragicznego końca „Młota”: Franciszek Rytel ze wsi Czaje – Wólka i Józef Malinowski – to wyraziste, nie wszystkie przecież postacie narratorów sprzed kamery w filmie Ronisza. Powracające kolejno ich relacje reżyser splata w spójną epicko-liryczną całość. Fragmenty różnych opowieści, z różnych stron Polski, potraktowane jako luźne urywki, znajdują jednak swoje właściwe miejsce w toku syntetyzującej konstrukcji, która dzięki temu zachowuje naturalność i dość swobodny układ.

W końcowej partii filmu nad dramatyzmem wspomnień górę bierze żałobny liryzm, wyraźnie podkreślony trafną ilustracją muzyczną. To jakby rekompensata za to, że brakowało go wówczas, gdy żołnierze wyklęci oddawali życie za niepodległość Ojczyzny. – „Jak zginę, to za kraj” – mówi dziś jeden z tych, którzy cudem ocaleli, wspominając chwile oczekiwania na egzekucyjny strzał. Cudem też zdać się może teraz szczęśliwe ocalenie pamięci o ich ofierze. Największej z możliwych, bo ofierze życia, przez lat tyle jednak zniesławianej, zamazywanej, wzgardzonej. Pamięci wyklętej, bo – jak mówi jeden ze świadków tamtych czasów – „komuna się bała, że zabici i te groby mogą im jeszcze w życiu zaszkodzić”.

Źródło: kino.onet.pl