Fotorelacja z Uroczystości w Piaskach – część 1

Fotorelacja z uroczystości odsłonięcia i poświęcenia pomnika Ostatniego Partyzanta RP – sierż. Józefa Franczaka ps. „Lalek” w Piaskach Lubelskich, 11 maj 2007 r. [więcej czytaj TUTAJ>]

„Walka beznadziejna, walka o sprawę z góry przegraną, bynajmniej nie jest poczynaniem bez sensu. […] Wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wartości tej sprawy”.
Prof. Henryk Elzenberg


Przed kościołem w Piaskach Lubelskich, 11 V 2007 r.

Wprowadzenie pocztów sztandarowych do kościoła.

Kompania Honorowa Wojska Polskiego.

Wyprowadzenie pocztów sztandarowych po mszy św.

Ostatniemu Żołnierzowi RP przybyli oddać hołd nie tylko kombatanci…


Przemarsz ulicami Piask pod pomnik.



Odsłonięcie pomnika sierż. Józefa Franczaka ps. „Lalek”

Poświęcenie pomnika…

Wmurowanie aktu erekcyjnego przez syna sierż. Józefa Franczaka – Marka i Marszałka Województwa Lubelskiego Pana Jarosława Zdrojkowskiego.


„Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcia się im płaci”.

Fotorelacja z Uroczystości w Piaskach – część 2>

Fotorelacja z Uroczystości w Piaskach – część 2


Apel Poległych…

… i Salwa Honorowa.

Delegacje ruszyły…

Kpt. Stanisław Pakuła ps. „Krzewina”, adiutant ostatniego komendanta oddziałów zbrojnych Włodawskiego Obwodu WiN, por. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, poległego 6 października 1951 r. w Zbereżu n/Bugiem.

Delegacja Wojska Polskiego.

Kwiaty składa dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie, Jacek Welter.

Marek Franczak, syn sierż. Józefa Franczaka ps. „Lalek”, wraz z Rodziną.

Delegacja Starostwa Powiatowego we Włodawie.

Z lewej: Adam Broński, syn kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, ostatniego dowódcy oddziałów zbrojnych Lubelskiego Okręgu WiN, poległego 21 maja 1949 r.

Bardzo miłym i zaskakującym akcentem było złożenie kwiatów przez delegację Harley-Davidson Club z Lublina.


Tonący w kwiatach pomnik sierż. Józefa Franczaka ps. „Lalek” w pełnej okazałości.

Żołnierze Wyklęci…

… i Ci, którzy o Nich pamiętają.

Fotorelacja z Uroczystości w Piaskach – część 1>

Strona główna>

Konferencja prasowa na temat Żołnierzy Wyklętych

Konferencja prasowa na temat budowy pomnika Żołnierzom Wyklętym oraz prezentacja przygotowywanego przez IPN „Atlasu polskiego podziemia niepodległościowego 1944–1956” – Warszawa, siedziba Sejmu RP, 9 maja 2007 r.

9 maja br. w siedzibie Sejmu RP odbyła się konferencja prasowa, przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej oraz Komitet Budowy Pomnika Żołnierzom Wyklętym. Podczas konferencji została przedstawiona idea wybudowania pomnika „żołnierzom wyklętym”, którzy stanowili trzon podziemia niepodległościowego (zwanego niekiedy antykomunistycznym). Żołnierze ci do dziś nie mają symbolicznego miejsca pamięci. O ich tragicznych losach, pomimo upływu wielu lat, ciągle niewiele wiadomo.

IPN przygotowuje wydanie „Atlasu polskiego podziemia niepodległościowego 1944–1956”. Publikacja ta zaprezentuje zasięg i struktury organizacji konspiracyjnych oraz zbrojną aktywność polskiej partyzantki powojennej. Praca jest unikalna ze względu na szczegółowość prezentowanych treści historycznych oraz bogactwo informacji z zakresu najnowszej historii Polski. Przedstawione w atlasie zagadnienia były do niedawna niemal nieobecne w świadomości historycznej Polaków. Celowo je przemilczano, co wynikało z przyjętej tezy, iż w 1944 roku zdecydowana większość Polaków poparła nową władzę. Tych, którzy przeciwstawiali się władzy komunistycznej, oficjalna propaganda nazywała „zdrajcami”, „faszystowskim, reakcyjnym podziemiem”, „zaplutymi karłami reakcji”.

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

Odsłonięcie i poświęcenie pomnika Ostatniego Partyzanta RP

Uroczystości odsłonięcia i poświęcenia pomnika Ostatniego Partyzanta RP – sierż. Józefa Franczaka ps. „Lalek" w Piaskach Lubelskich, 11 maj 2007 r.

Komitet Honorowy, Komitet Organizacyjny, Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość w Lublinie, Rada ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa – Warszawa, mają zaszczyt zaprosić na Uroczystość odsłonięcia i poświęcenia pomnika Ostatniego Partyzanta RP – sierż. Józefa Franczaka ps. „Lalek”, które odbęda się w dniu 11 maja 2007 r. w Piaskach Lubelskich.

Program uroczystości 11 maja 2007 r. (piątek):

1. Godz. 11:00 – Msza Święta w kościele parafialnym w Piaskach – celebruje Ks.Apb. Józef Życiński
2. Rozpoczęcie uroczystości pod pomnikiem
3. Hymn Państwowy w wykonaniu orkiestry wojskowej, meldunek o gotowości rozpoczęcia uroczystości
4. Powitanie gości
5. Odsłonięcie i poświęcenie pomnika
6. Złożenie urny z aktem erekcyjnym
7. Przemówienia przedstawicieli Urzędów Państwowych i Samorządowych
8. Spotkanie koleżeńskie

Komitet Honorowy Budowy Pomnika Ostatniego Partyzanta RP, Członka AK-WiN Józefa Franczaka:
Patronat HonorowyPrezydent RP Pan Prof. Lech Kaczyński
Wojewoda Lubelski Pan Wojciech Żukowski

Członkowie:
B. Prezydent RP – Pan Ryszard Kaczorowski
Marszałek Sejmu RP – Pan Marek Jurek
Marszałek Senatu RP – Pan Bogdan Borusewicz
Rada Pamięci Walk i Męczeństwa – Pan Min. Andrzej Przewoźnik
Prezes IPN – Pan Dr hab. Janusz Kurtyka
Urząd d/s Kombatantów i Osób Represjonowanych – Pan Min. Janusz Krupski
Marszałek Województwa Lubelskiego – Pan Jarosław Zdrojkowski
J.E. Ks. Apb. Józef Życiński
Ks. Kan. Płk. Sławomir Niewęgłowski – Prob. Garnizonu
Eurodeputowany – Pan Prof. Mirosław Piotrowski
Przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji – Pani Elżbieta Kruk
Dyrektor TVP Lublin – Pan dr Tomasz Rakowski
Starosta Łęczyński – Pan mgr. Piotr Winiarski
Dyrektor IPN O/Lublin – Pan dr Jacek Walter
Szef Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego – Pan Płk. Mgr. Mariusz Jagodziński
Starosta Świdnicki – Pan Mirosław Król
Burmistrz M. Piaski – Pan Ryszard Siczek
Prezes zarządu Okręgu AK – Pan Prof. Stanisław Wołoszyn
Prezes Obszaru Wschodniego WiN – Pan Płk. Doc. Zbigniew Boczkowski


Sierż. Józef Franczak ps. „Lalek”

Trzeci z lewej Józef Franczak ps. "Lalek" zdjęcie zrobione prawdopodobnie w 1948 roku. Od lewej Walenty Waśkowicz "Strzala" d-ca patrolu w oddziale kpt. Brońskiego "Uskoka", zginął w 1949 roku w walce z grupą operacyjną UB, Stanisław Kuchewicz "Wiktor" żołnierz NSZ ze zgrupownia mjr Pazderskiego "Szarego", po rozbiciu przez NKWD, walczył w oddzialach sierż. Walewskiego "Zemsty" i Stefana Brzuszka "Boruty", od 1947 r. d-ca patrolu kpt."Uskoka", zginął zastrzelony przez funkcjonariusza MO w 1953 roku, Józef Franczak ps. "Lalek" – jego historię opisano wyżej w jednym z postów, 21.10.1963 roku otoczony przez grupę operacyjną SB i ZOMO, ranny, popełnił samobójstwo. Czwarty z lewej Julian Kowalczyk "Cichy" zginał w walce z UB w 1951 r.

Józef Franczak urodził się 17 marca 1918 roku w Kozicach Górnych. Po ukończeniu szkoły powszechnej zgłosił się jako ochotnik do Szkoły Podoficerskiej Żandarmerii w Grudziądzu. Po ukończeniu służył do września 1939 roku w Równem na Wołyniu. W wojnie walczył na Kresach Wschodnich, dostał się do niewoli sowieckiej, z której po kilku dniach zbiegł. Powrócił w rodzinne strony. Po tym fakcie związał się z powstającymi na tym terenie strukturami konspiracyjnymi ZWZ-AK. Po wkroczeniu na Lubelszczyznę armii sowieckiej, w sierpniu 1944 roku został wcielony do organizowanej przez komunistów na terenie Lubelszczyzny 2. Armii WP. Zdezerterował w styczniu 1945 roku. Początkowo ukrywał się w Łodzi, następnie w Sopocie. Po pewnym czasie powrócił na Lubelszczyznę, gdzie nawiązał łączność z podziemiem niepodległościowym. 17 czerwca 1946 roku wpadł w obławę i został aresztowany wraz z dziewięcioma osobami. W czasie transportu do Lublina aresztanci uwolnili się z więzów i rozbroili strażników.

Prawdopodobnie na początku 1947 roku nawiązał kontakt z oddziałem partyzanckim WiN kpt. Zdzisława Brońskiego ps. "Uskok", gdzie został dowódcą jednego z patroli. W maju 1948 roku podległy mu patrol wpadł w zasadzkę – bez szwanku wyszedł jedynie Franczak. Po praktycznej likwidacji całego patrolu, zaczął ukrywać się samotnie. Umykanie UB/SB było możliwe dzięki zorganizowaniu przez niego szerokiej „sieci” pomocników (według danych SB liczącej ponad 200 osób), a także dzięki odwadze i poświęceniu tych, którzy użyczali mu schronienia i gościny. Nie skorzystał z amnestii z 27 kwietnia 1956 roku. Działania operacyjne UB/SB objęły jego najbliższą rodzinę oraz osoby podejrzewane o udzielanie mu pomocy. Funkcjonariusze próbowali pozyskiwać tajnych współpracowników, którzy z jednej strony otrzymali zadanie penetracji rodziny i środowiska pomocników, z drugiej zaś próbowali doprowadzić do ustalenia jego miejsca ukrycia.

Na początku 1963 roku funkcjonariuszom Wydziału III SB w Lublinie udało się wyselekcjonować osobę, która mogła się przyczynić do jego ujęcia lub likwidacji. Był to Stanisław Mazur (bratanek najbliższej współpracowniczki Franczaka, matki jego syna) mieszkający wtedy w Lublinie. Bliskie pokrewieństwo z obojgiem spowodowało, że został obdarzony zaufaniem i po trzech miesiącach udało mu się spotkać z Franczakiem. Dla SB był to przełom w operacji. Wydarzenia nabrały przyspieszenia w październiku 1963 roku. Na spotkaniu 20 października tajny współpracownik ustalił, gdzie w tym czasie ukrywał się Franczak. Po południu 21 października zab
udowania, w których przebywał otoczyła 35 osobowa grupa operacyjna SB-ZOMO. Poległ w czasie walki. Jego zwłoki pozbawione głowy złożono na cmentarzu przy ul. Unickiej w Lublinie, tam gdzie po wojnie grzebano żołnierzy podziemia niepodległościowego skazywanych przez sądy wojskowe na kary śmierci lub poległych w walce. Dopiero po dwudziestu latach siostra Czesława Kasprzak otrzymała zgodę na ekshumację i złożenie szczątek w grobowcu rodzinnym w Piaskach.

Posłańcy śmierci – część 1

"POSŁAŃCY ŚMIERCI" – Kombinacje operacyjne aparatu bezpieczeństwa na Białostocczyźnie 1949-1950

Na Białostocczyźnie od kwietnia 1949 r. do listopada 1950 r. prowadzono kombinację operacyjną, w której główną rolę odgrywał tajny współpracownik Urzędu Bezpieczeństwa, były żołnierz podziemia. Z biegiem czasu stworzono kilkuosobową grupę likwidacyjną, która nawiązywała łączność z działającymi jeszcze grupami zbrojnymi podziemia niepodległościowego i w dogodnych warunkach je mordowała.

"Walczymy, choć przegraliśmy…"

Władze komunistyczne złamały kręgosłup działającego po wojnie w Polsce podziemia niepodległościowego, uchwalając 22 lutego 1947 r. ustawę amnestyjną. Z jej „dobrodziejstw" skorzystało kilkadziesiąt tysięcy osób. Część postanowiła jednak pozostać w konspiracji i kontynuować z góry skazaną na klęskę walkę z bronią w ręku. Szacuje się, że od maja 1947 r. do końca 1950 r. na terenie całej Polski walkę prowadziło jeszcze ponad 100 oddziałów i grup partyzanckich. Przez ich szeregi przewinęło się w tym czasie około 1,5 tys. partyzantów.
Najsilniejsze ogniska oporu znajdowały się w województwach: warszawskim, białostockim i lubelskim. Na Białostocczyźnie walczyło wówczas jeszcze ponad 20 oddziałów partyzanckich, przez ich szeregi mogło przejść ok. 300 partyzantów.

W końcu 1948 r. w podziemiu niepodległościowym można zauważyć ciekawe zjawisko. Mimo zdecydowanej walki, jaką wydały mu grupy operacyjne Urzędu Bezpieczeństwa (UB) i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) oraz inne organa bezpieczeństwa, pomimo surowych wyroków zapadających w sądach wojskowych za współpracę z podziemiem, ciągle rosnących strat, nie uległo ono w tym czasie całkowitej zagładzie. Stało się to na skutek zjawiska, które najogólniej można określić „powrotami do lasu". Nasilający się terror komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, skierowany przeciwko ujawnionym i nieujawnionym członkom podziemia zbrojnego, spowodował, że wielu prześladowanych decydowało się na „powrót do lasu" i tworzenie kilkuosobowych oddziałów zbrojnych, które można nazwać grupami przetrwania. Były one nieliczne, z reguły kilkuosobowe, co sprawiało, że nie nastawiały się na walkę z grupami operacyjnymi aparatu represji, ale na przetrwanie. Powstawanie nowych oddziałów zwiększało obszar objęty ich aktywnością.

Już samo ich istnienie powodowało kontrakcję aparatu represji państwa komunistycznego. W rejon aktywności tych grup kierowano dodatkowe oddziały KBW. Niejednokrotnie grupy partyzanckie, liczące zaledwie kilku ludzi, tropione były przez jednostki operacyjne UB-KBW liczące ponad tysiąc żołnierzy. UB próbował różnych metod, które miały na celu przede wszystkim położenie kresu działalności grup zbrojnych, ale też zmniejszenie nakładów finansowych na prowadzenie akcji. W zdecydowanej większości działania te miały polegać na fizycznej likwidacji epigonów podziemia niepodległościowego, dlatego postanowiono zastosować metodę znaną w służbach specjalnych jako kombinacja lub gra operacyjna.

Funkcjonariusze UB, drugi z prawej szef PUBP w Bielsku Podlaskim Zygmunt Mossakowski, pierwszy z prawej jego zastępca por. Antoni Pańkowski, zdjęcie z lipca 1946 r.

Na Białostocczyźnie w kwietniu 1949 r. rozpoczęto operację, dającą początek grupie likwidacyjnej, której celem było nawiązywanie łączności z nadal działającymi grupami podziemia niepodległościowego i w dogodnych warunkach przeprowadzanie ich fizycznej likwidacji. Początkowo operacja miała doprowadzić do likwidacji działającego na terenie powiatu białostockiego oddziału dowodzonego przez Gabriela Oszczapińskiego „Dzięcioła". Wykorzystano w niej tajnego współpracownika Wacława Snarskiego „Księżyca"- „Chabra". Urodził się on w 1917 r. we wsi Piaski koło Krypna. W czasie okupacji niemieckiej był żołnierzem Armii Krajowej, a po „wyzwoleniu" nadal działał w szeregach Armii Krajowej Obywatelskiej i Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość". Posługiwał się pseudonimem „Cierpi". Za przynależność do podziemia został aresztowany i skazany 23 marca 1946 r. przez Wojskowy Sad Rejonowy w Białymstoku na 5 lat więzienia. Zwolniono go na podstawie amnestii z 22 lutego 1947 r. Został zwerbowany lub sam zgłosił się do współpracy z Powiatowym Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku.

Od lewej: Zygmunt Mossakowski i por. Antoni Pańkowski

Pomyślny finał operacji przeciwko „Dzięciołowi" spowodował, że postanowiono w dalszym ciągu wykorzystywać ten sposób działania, doraźnie wzmacniając tajnego współpracownika kadrowymi pracownikami UB. W likwidacji oddziału Czesława Czyża „Dzika" brało udział dwóch funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa: chor. Michał Żukowski z Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku i plut. Aleksander Nowakowski z Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Bielsku Podlaskim. Jak się wydaje, kolejne udane akcje spowodowały, że zdecydowano o stworzeniu stałej grupy likwidacyjnej. Skierowano do niej sierż. Szymona Urbana i „Zemstę" (NN).

Funkcjonariusz UB Szymon Urban, członek grupy likwidacyjnej.

Pierwszy z nich był Białorusinem, urodził się w 1910 r. we wsi Spudwiły, w powiecie grodzieńskim. Przed wojną i w czasie okupacji pracował jako kowal, mieszkał we wsi Czyżyki, w powiecie Bielsk Podlaski. W lutym 1945 r. podjął służbę w PUBP w Bielsku Podlaskim. Początkowo pełnił funkcję dowódcy warty. Brał udział w operacjach prowadzonych przeciwko miejscowemu podziemiu niepodległościowemu, za co w lipcu 1945 r. odznaczono go Srebrnym Medalem Zasłużonych na Polu Chwały. Przez następne trzy lata bardzo często zmieniał miejsce służby. Pracował w PUBP w Suwałkach, następnie w PUBP w Łomży, w WUBP w Białymstoku był wartownikiem, a następnie młodszym wywiadowcą Wydziału „A" (obserwacja). Potem służył w PUBP w Olecku i w PUBP w Sokółce – w obu tych urzędach pełnił funkcję komendanta ochrony. Służbę w Sokółce podjął 1 czerwca 1949 r., od tego momentu w jego aktach osobowych brak zapisu o dalszym przebiegu służby. W organach UB dosłużył się stopnia sierżanta.
Do tej pory nie udało się ustalić niczego na temat wspomnianego „Zemsty". Wiadomo jedynie, że podobnie jak Urban był funkcjonariuszem PUBP w Sokółce, gdzie pełnił funkcję komendanta aresztu.
Początki działalności pierwszego członka grupy sięgają kwietnia 1949 r. a ostateczny kres jej istnienia datuje się na początek listopada 1950 r. Operacja była głównie prowadzona na pograniczu powiatów białostockiego i łomżyńskiego.

Gabriel Oszczapiński "Dzięcioł"

Pierwszym rezultatem kombinacji operacyjnej przy użyciu tajnego współpracownika „Księżyca"- „Chabra" było rozbicie oddziału partyzanckiego Gabriela Oszczapińskiego „Dzięcioła". Był on ujawnionym żołnierzem AK-WiN. Wiosną 1948 r. wezwany na przesłuchanie, w obawie przed aresztowaniem zaczął się ukrywać. Zorganizował oddział zbrojny liczący 4-7 partyzantów. PUBP w Białymstoku uruchomił działania operacyjne, które miały doprowadzić do jego likwidacji. Wytypowano m.in. 30 tajnych współpracowników, którzy mieli zbierać o nim informacje. Brak efektów podjętych działań skłonił w kwietniu 1949 r. szefa powiatowej bezpieki w Białymstoku, kpt. Antoniego Pańkowskiego, do poszukiwania innego rozwiązania. Na podstawie posiadanych informacji wytypowano tajnego współpracownika Wacława Snarskiego, któremu na czas operacji nadano pseudonim „Chaber". W okolicy rozgłaszano informację, że jest on ścigany przez UB za nielegalne posiadane broni, ponadto kilkakrotnie – dla uwiarygodnienia tej informacji – grupy operacyjne UB-KBW „odwiedzały" go w miejscu zamieszkania, aby go aresztować. Posiadając taką „legendę" Snarski poszukiwał kontaktu z grupą „Dzięcioła", aby do niego dołączyć.
Udało mu się to w sierpniu 1949 r., choć nie od razu zdobył zaufanie członków oddziału. Pańkowski tak oceniał agenta:
„Niezwykle sprytny i przebiegły, nawiązał obecnie łączność z bandą »Dzięcioła«. […] Daje cenne materiały i przyczynia się wybitnie do likwidacji tejże bandy".

Systematyczna praca agenta doprowadziła do uzyskania przez UB wielu cennych informacji. Dzięki nim 5 grudnia 1949 r. grupa operacyjna starła się z oddziałem. Jeden z ciężko rannych partyzantów został ujęty. Aby nie niepokoić pozostałych członków oddziału, w okolicy rozgłaszano, że zginął. W tym samym czasie poddano go brutalnemu śledztwu. Dwa tygodnie później w okolicy aresztowano blisko 70 osób pomagających oddziałowi. Powyższe działania doprowadziły do kryzysu w oddziale. Dowódca nie ufając swoim podkomendnym, zaczął się ukrywać samotnie. Tymczasem tajny współpracownik poszukiwał kontaktu z dowódcą i resztą oddziału. Najpierw ustalił miejsce pobytu trzyosobowego patrolu partyzanckiego, doprowadził tam grupę operacyjną UB-KBW. W wyniku walki stoczonej 8 stycznia 1950 r. wszyscy trzej zginęli. Nazajutrz agent dotarł do samego „Dzięcioła", a następnego dnia doprowadził podstępem do jego aresztowania. Zarówno „Dzięcioł", jak i wcześniej ujęty partyzant zostali straceni 10 marca 1951 r. w więzieniu w Białymstoku na mocy wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego.

Posłańcy smierci – część 2>

Posłańcy śmierci – część 2

Kolejną ofiarą Wacława …

Kolejną ofiarą Wacława Snarskiego stał się oddział Czesława Czyża „Dzika". Dowódca był ujawnionym żołnierzem Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Przed amnestią dowodził kilkunastoosobowym patrolem zbrojnym Pogotowia Akcji Specjalnej w oddziale Michała Bierzyńskiego „Sępa". Przed „powrotem do lasu" odbywał zasadniczą służbę wojskową, ale podczas przepustki dowiedział się ponoć o aresztowaniach swoich byłych towarzyszy broni, dlatego 9 września 1949 r. zdezerterował z wojska i zaczął się ukrywać. W ciągu kilku miesięcy zorganizował grupę zbrojną liczącą 6 partyzantów.

Plut. Czesław Czyż "Dzik", do ujawnienia dowódca patrolu PAS w IV batalionie "Biebrza", od końca 1949 r. dowódca kilkuosobowego oddziału zbrojnego. Ujęty 15 VIII 1950 r. Zdjęcie wykonane przez UB w 1950 r.

W czerwcu 1950 r. PUBP w Łomży rozpoczął jej rozpracowywanie, początkowo informacje zbierało 22 tajnych współpracowników, później dołączyło do nich jeszcze 13 agentów bezpieki. Szansa na rozbicie grupy pojawiła się na początku lipca, kiedy jeden z byłych żołnierzy PAS NZW, wtedy tajny współpracownik bezpieki o kryptonimie „O-10", ustalił, że „Dzik" planuje przeprowadzenie akcji ekspropriacyjnej. UB i KBW przygotowały zasadzkę. Operacja zakończyła się niepowodzeniem, gdyż w ostatniej chwili tajny współpracownik wyznał „Dzikowi", jaką naprawdę odgrywa rolę. Po kolejnym niepowodzeniu postanowiono wykorzystać sprawdzonego już agenta Wacława Snarskiego „Księżyca" – „Chabra". Funkcjonariusze UB odpowiednio uzbroili i przemieścili agenta w rejon działania „Dzika" i jego współtowarzyszy.

Już 29 lipca 1950 r. Snarski przekazał swoim mocodawcom z UB, że został przyjęty do oddziału. Wychodząc naprzeciw planom „Dzika", który chciał powiększyć stan osobowy oddziału, agent oznajmił, że dwaj jego znajomi z grupy „Dzięcioła", którzy dysponują własnym uzbrojeniem, z chęcią do nich dołączą. Przeprowadził oddział w okolice swojej rodzinnej wioski Piaski. Następnego dnia, pod pretekstem poszukiwania swoich kolegów, Snarski oddalił się. Jeszcze tego samego dnia powrócił wraz z nimi, przedstawiając ich jako „Kruka" i „Smutnego". Pod pseudonim „Kruk" krył się chor. Michał Żukowski, a „Samotnym" był plut. Aleksander Nowakowski. Pierwszy był pracownikiem Wydziału III WUBP w Białymstoku, drugi – Referatu III PUBP w Bielsku Podlaskim. Obaj byli dobrze zbudowani, co miało im pomóc przy obezwładnianiu partyzantów. Przybyła trójka przyniosła ze sobą cztery butelki wódki, dwie zawierały środki nasenne. Po sprawdzeniu przybyszów „Dzik" zaproponował ucztę. Niedaleko od miejsca kwaterowania oddziału ulokowano grupę operacyjną złożoną z 6 funkcjonariuszy UB i 14 żołnierzy KBW. Kiedy w nocy partyzanci zasnęli, do akcji wkroczyli pracownicy operacyjni UB. Bez trudu obezwładnili „Dzika", udało mu się jednak krzyknąć: „Zdrada, UB!". To obudziło pozostałych partyzantów, którzy jednak nie mieli szans. Zostali wystrzelani przez ubowców i prowokatora. Poległo pięciu ludzi, „Dzik" został ujęty. Skazano go na karę śmierci, ale Najwyższy Sąd Wojskowy zamienił ją na 15 lat więzienia. Wyszedł z wiezienia 23 grudnia 1963 r. Do niedawna mieszkał w Gdyni.

Zdjęcie partyzantów z oddziału Czesława Czyża „Dzika", rozbitego 15 sierpnia 1950 r. Od góry leżą: Mieczysław Gompert "Słowik", Antoni Myśliński, Jan Mieczkowski "Wolny" i Józef (NN) "Śmigły".

Prawie natychmiast po likwidacji oddziału Czesława Czyża „Dzika" WUBP w Białymstoku postanowił wykorzystać Snarskiego do rozpracowania czteroosobowej grupy Franciszka Kisielewskiego „Sosny", ukrywającej się nad Narwią niedaleko Łomży. Podobnie jak „Dzik" „Sosna" był ujawnionym partyzantem NZW, a przed ujawnieniem dowodził kilkunastoosobowym patrolem zbrojnym Pogotowia Akcji Specjalnej w oddziale Michała Bierzyńskiego „Sępa". Dla wzmocnienia wiarygodności Snarskiego funkcjonariusze UB wraz z nim napadli na jedną z miejscowych spółdzielni. Następnie rozgłaszano w okolicy, że dokonał tego „Dzik" i „Księżyc", a ich łupem padło około 2 min złotych.

Doskonała orientacja w terenie i szerokie kontakty sprawiły, że Snarskiemu szybko udało się przyłączyć do oddziału „Sosny". Po bliższym zapoznaniu się z agentem „Sosna" zaproponował mu przeprowadzenie akcji ekspropriacyjnej w okolicy, w której się ukrywali. „Księżyc" uchylił się pod pretekstem silnej penetracji tego rejonu przez UB i wojsko, zaproponował natomiast akcję blisko swoich rodzinnych okolic. „Sosna" przystał na to. Oddział przeprawił się promem przez Biebrzę, a następnie przeszedł przez trudno dostępne mokradła i grzęzawiska. Miało to na celu zmęczenie partyzantów i ułatwienie ich likwidacji. Kiedy grupa dotarła do wsi Żuki, agent ulokował ją w pobliskich lasach, zaproponował odpoczynek i przeprowadzenie akcji następnego dnia wieczorem.
Z raportu zastępcy naczelnika Wydziału III WUBP w Białymstoku ppor. Konstantego Janowskiego wynika, że 25 sierpnia 1950 r. wieczorem agent zaproponował „wspólne spożycie alkoholu". Potem chciał opuścić oddział i skontaktować się z pracownikami UB. „Sosna" nie zgodził się, tłumacząc się nieznajomością terenu. Nocą, kiedy partyzanci spali, „Księżyc" – „Chaber" sam zastrzelił wszystkich czterech. Niewykluczone, że podobnie jak w przypadku oddziału „Dzika" i tym razem podał im alkohol ze środkami usypiającymi.

Odnoszone w błyskawicznym tempie sukcesy skłoniły białostocką bezpiekę do podjęcia decyzji o wykorzystaniu Snarskiego do likwidacji jednego z największych i najaktywniejszych w tym okresie oddziałów podziemia działających na Białostocczyźnie. Była to grupa dowodzona przez Stanisława Grabowskiego „Wiarusa", który również wywodził się z NZW.

Stanisław Grabowski "Wiarus", do 1952 r. szef PAS w Kmendzie Powiatu NZW "Mazur" Wysokie Mazowieckie.

Kluczem do nawiązania kontaktu była osoba Fabiana Olszewskiego „Kniazia", ujawnionego dowódcy oddziału zbrojnego w batalionie Komendy Powiatu „Bałtyk" – Białystok-Powiat i tzw. grupy „Brzeziniaków", którą należy traktować jako grupę rabunkową. „Brzeziniacy" nawiązali łączność z oddziałem „Wiarusa". Co prawda wejście do grupy „Brzeziniaków" przyszło Snarskiemu bardzo łatwo, ale z upływem czasu nie przynosiło to żadnych korzyści dla UB. Bezpieka postanowiła zlikwidować „Brzeziniaków" i samodzielnie szukać kontaktu z „Wiarusem". Do pomocy Snarskiemu przydzielono funkcjonariuszy UB: Szymona Urbana i „Zemstę" (NN). Operacja jednak nie doszła do skutku, co więcej, dalszy bieg wydarzeń omal nie zakończył się tragicznie dla samego Snarskiego. Otóż na początku października 1950 r., kiedy wspomniana trójka przygotowywała się do likwidacji „Brzeziniaków", we wsi Brzeziny pojawił się oddział „Wiarusa". Snarski został ujęty przez „Wiarusa", który był przekonany, że oto pojmał sprawcę zagłady oddziału „Dzięcioła"
. W trakcie przesłuchania Snarski czując, że ziemia pali mu się pod nogami, zagrał va banque i powiedział, że posiada kilka tysięcy nabojów do automatu, co wówczas dla partyzantów było towarem wysoce deficytowym. Oddział wraz ze związanym Snarskim udał się na wskazane miejsce. Ten jednak wykazał się wyjątkowym sprytem i mimo skrępowanych rąk i strzelających partyzantów zdołał uciec.

Patrol NZW Stanisława Grabowskiego "Wiarusa" (pierwszy z lewej), ok. 1950 r.

Kolejną akcją, którą przeprowadziła grupa w składzie Snarski, Urban i „Zemsta" było zamordowanie Fabiana Olszewskiego „Kniazia", który po aresztowaniu przez WUBP w Białymstoku zdołał zbiec z aresztu. Trójka agentów nawiązała z nim łączność i zaproponowała mu przeprowadzenie akcji ekspropriacyjnej. Kiedy ten się zgodził, otrzymał broń. 4 listopada 1950 r. podczas odpoczynku przed mającą nastąpić akcją, "Zemsta" zastrzelił Olszewskiego, gdy ten spał. Agenci ukryli zwłoki i powiadomili o tym UB. Funkcjonariusze zabrali ciało do Białegostoku, a szef powiatowej białostockiej bezpieki kpt. A. Pańkowski raportował:
„Nadmienia się, że żywcem nie został wzięty »Kniaź« z powodu tego, że powodowałoby [to] rozkonspirowanie ag[enta] »Księżyca« po dalszym rozpracowaniu bandy »Wiarusa«.

Po przeprowadzonej akcji grupa spotkała się z oficerami operacyjnymi UB, którzy zalecili oczekiwanie na kolejne wytyczne, tym bardziej, że „Zemsta" poprosił o przepustkę, gdyż chciał załatwić sprawy rodzinne. Jednak na początku listopada 1950 r. łączność między Snarskim i Urbanem a UB została zerwana. Dlaczego? Być może postanowili sami odnieść kolejny sukces. Wiadomo, że dotarli na Zaraniec, jeden z grądów położonych wśród rozlewisk Biebrzy, po prawej stronie jej biegu, w gminie Trzcianne (powiat białostocki). Na Za-rańcu od początku maja 1950 r. ukrywali się mjr Jan Tabortowski „Bruzda" i kpt. Stanisław Cieślewski „Lipiec". W przeszłości obaj pełnili kierownicze funkcje w podziemiu akowskim i
poakowskim w Łomżyńskiem. Ścigani przez UB od wiosny 1950 r. zaczęli
się ukrywać na pograniczu powiatów łomżyńskiego i grajewskiego.

Od lewej: mjr Jan Tabortowski „Bruzda", kpt. Stanisław Cieślewski „Lipiec"

Urban i Snarski dotarli do grądu łódkami o zmierzchu. W trakcie spotkania z „Bruzdą" przedstawili kilkakrotnie już używaną „legendę". Tym razem jeden z nich podał się za „Dzika", dowódcę rozbitego przez UB oddziału, który wraz z ocalałym partyzantem chciałby dołączyć do ukrywających się na grądzie.
„Bruzda" podjął grę, lecz skłamał, że jest dowódcą kilkunastoosobowego oddziału i że większość partyzantów śpi po powrocie z akcji. Obu przybyszy zaprosił do podziemnego bunkra, w którym się ukrywali. Snarski stracił przewagę, którą posiadał za każdym razem. Było to spowodowane tym, że Tabortowski i Cieślewski stworzyli świetnie funkcjonującą „siatkę" wywiadowczo – ostrzegawczą spośród swoich dawnych podwładnych. To właśnie jej członkowie zaalarmowali ich już wcześniej, że po okolicy kręcą się nieznajomi, obserwujący teren i zadający dużo pytań. Jeden z obcych miał mieć szramę na policzku. W bunkrze przy świetle lamp naftowych Tabortowski spostrzegł taką właśnie szramę na twarzy przybysza. Doszło do walki, w wyniku której obaj prowokatorzy zostali zabici, ich ciała obciążono kamieniami i wrzucono do pobliskiego mokradła.
Funkcjonariusze UB o przebiegu wydarzeń na Zarańcu dowiedzieli się dopiero w sierpniu 1952 r., kiedy ujęli ppor. Józefa Ramotowskiego „Rawicza", ujawnionego byłego zastępcę prezesa Obwodu Łomża WIN. „Rawicz" był związany z oddziałem Tabortowskiego i poznał tę historię z opowiadań jej uczestników.

Z informacji zawartych w teczce personalnej Szymona Urbana wynika, że po uzyskaniu tej wiedzy WUBP w Białymstoku przeprowadził przeszukanie mokradeł wokół Zarańca, w wyniku czego wydobyto zwłoki Snarskiego i Urbana. Funkcjonariusze UB byli przekonani, że obaj prowokatorzy na Tabortowskiego i Cieślewskiego natknęli się przypadkowo, co więcej – byli pewni, że spotkani nie znali Wacława Snarskiego „Księżyca" – „Chabra", a więc nie mogli wiedzieć, kim był. Nie docenili współpracowników oddziału, którzy spełniali w doskonały sposób funkcje wywiadowcze.
Filarem opisanej grupy likwidacyjnej był Wacław Snarski, w czasie okupacji niemieckiej żołnierz AK, a po „wyzwoleniu" Armii Krajowej Obywatelskiej i Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość". Za tę działalność spędził w więzieniu ponad rok. Nieznane są dokładne okoliczności zwerbowania go do współpracy przez PUBP w Białymstoku. Istotne jest, że to były żołnierz podziemia stał się katem podobnych jemu, wciąż jeszcze walczących.
Grupa likwidacyjna przyczyniła się do śmierci 14 partyzantów (12 zginęło w trakcie operacji, 2 ujętych stracono). Trudno podać dokładną liczbę aresztowanych współpracowników zlikwidowanych oddziałów, ale na pewno była to liczba wielokrotnie większa.

Dr Sławomir Poleszak

Powyższy artykuł, autorstwa dr Sławomira Poleszaka – historyka, kierownika Referatu Badań Naukowych Biura Edukacji Publicznej IPN Oddział w Lublinie, ukazał się w Niezależnej Gazecie Polskiej Nr 8(8)/2006.
Tekst powstał na podstawie artykułu napisanego wspólnie z Piotrem Łapińskim, "Posłańcy śmierci. Kombinacje operacyjne aparatu bezpieczeństwa na Białostocczyźnie 1949-1950", opublikowanego w periodyku Instytutu Pamięci Narodowej „Pamięć i Sprawiedliwość", nr 1(3), w 2003 r. (Plik w formacie PDF)
Bardzo dziękuję autorowi za
wyrażenie zgody na publikację artykułu.

Posłańcy śmierci – część 1>

Otwarcie wystawy o „Żołnierzach Wyklętych"

Otwarcie wystawy „Żołnierze wyklęci. Antykomunistyczne podziemie na Rzeszowszczyźnie po 1944 roku” – Zagórz, 20 kwietnia 2007 r.


20 kwietnia 2007 r. w Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury i Sportu w Zagórzu (woj. podkarpackie), przy ulicy Piłsudskiego 37, otwarta została wystawa „Żołnierze wyklęci. Antykomunistyczne podziemie na Rzeszowszczyźnie po 1944 r.”, przygotowanej przez Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie oraz Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury i Sportu w Zagórzu. Wystawa będzie eksponowana do 21 maja 2007 r.

Wystawa „Żołnierze wyklęci. Antykomunistyczne podziemie na Rzeszowszczyźnie po 1944 r.” ukazuje struktury Zrzeszenia WiN, które powstały na bazie rozwiązanej Armii Krajowej, oraz struktury Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW). Wyeksponowane zostały sylwetki członków IV Zarządu Głównego WiN, jak również działaczy terenowych Zrzeszenia.


Ponadto na wystawie zaprezentowano fotografie oddziałów NZW: Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, Adama Kusza „Garbatego”, Stanisława Pelczara „Majki”. Kilkaset fotografii i fotokopii dokumentów udostępniły Instytutowi Pamięci Narodowej muzea, archiwa, stowarzyszenia kombatanckie oraz osoby prywatne (są m.in. zdjęcia wykonane bezpośrednio po egzekucjach). Fotografie współczesne przedstawiają nekropolie, miejsca straceń działaczy niepodległościowych oraz poświęcone im tablice pamiątkowe.
Organizatorzy serdecznie zapraszają.


Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

TWARZE BEZPIEKI


TWARZE BEZPIEKI – Nowy dział na stronie Instytutu Pamięci Narodowej


Na stronie Instytutu Pamięci Narodowej pojawił się nowy dział "TWARZE BEZPIEKI", prezentujący w formacie PDF obsadę personalną Urzędów Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Bydgoszczy, Łodzi i Wrocławiu w latach 1945–1990. Zgodnie z przyjętą koncepcją jest to informator personalny zawierający niezbędne wiadomości o organizacji, strukturze i obsadzie najważniejszych stanowisk „bezpieki” w tych miastach.



„Twarze gdańskiej bezpieki”
(plik w formacie PDF – 4 MB)


„Miecz rewolucji. Twarze bydgoskiej bezpieki 1945–1990”
(plik w formacie PDF – 55 MB)

„Twarze krakowskiej bezpieki”. Obsada stanowisk kierowniczych Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Krakowie. Informator personalny
(plik w formacie PDF – 19,5 MB)

„Twarze katowickiej bezpieki”
(plik w formacie PDF – 8 MB)

„Twarze łódzkiej bezpieki”
(plik w formacie PDF – 6 MB)

„Twarze wrocławskiej bezpieki”
(plik w formacie PDF – 11 MB)

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

KATYŃ – Pamiętamy !!!


64 lata temu, 13 kwietnia 1943 roku Niemcy podali do wiadomości publicznej informację o odkryciu masowych grobów w Katyniu. Po decyzji Stalina z dnia 5 marca 1940 roku o rozstrzelaniu polskich jeńców, zostali oni zamordowani przez NKWD w marcu i kwietniu tego samego roku. Resztę polskiej elity, której nie udało się wymordować w 1940 r. sowieci eksterminowali po 1944, ale wtedy już nie poszło im tak łatwo…
GLORIA VICTIS !!!

Myśleli, że wracają do ojczyzny, do rodzin. Pisali listy, że już niedługo. Wsiadali do pociągów z nadzieją, że wkrótce uściskają najbliższych po rozłące. Właśnie wtedy zaczęli im mówić, że niedługo będą wolni. Za sobą mieli zimę przesiedzianą w obozach. Ci , których ostatnią stacją był katyński las, siedzieli w obozie w Kozielsku. Ten wiosenny kwiecień 1940 r. był taki słoneczny. Z Dziennika polskiego oficera: „ Poniedziałek rano, 8 kwiecień 1940 .Godz. 15.30 – w końcu pociąg ruszył , ale dlaczego na wschód?..Wtorek rano,9.kwiecień 1940 r. Godz. 5.00 – straże odprowadzają wszystkich do samochodów. Godz. 6.30. muszę bazgrać, dalej w lasy… Oddać zegarek, nóż i pierścionek ?”…

Specjaliści z NKWD wykonywali zadanie specjalne z okrutną precyzją. Gdy jeńcy Kozielska zostali przywiezieni na miejsce egzekucji, w drewnianej budzie byli poddawani ostatniej rewizji, następnie pętano im ręce powrozami i drutem. Jeszcze 40. metrów, nad głęboki rów. Strzał też precyzyjny – w potylicę albo w ostatni krąg szyjny. Gdy w rowach nie starczało miejsc, układali ciała jedne na drugich, nawet w dziesięciu warstwach. „Specjalnymi” metodami byli potraktowani duchowni: przed strzałem w tył głowy byli bici i torturowani. Plan zbrodni przewidywał, że enkawudziści mają na wymordowanie polskich jeńców miesiąc. W katyńskim lesie od 3 kwietnia do 12 maja zabili 4421 jeńców z obozu Kozielskiego. Aby zatrzeć ślady zbrodni posadzili na zbiorowej mogile drzewa, a miejscową ludność przesiedlono…

Taki był przebieg zbrodni, której do dziś towarzyszy ogrom kłamstw, cynizmu, przewrotności złej woli politycznej, przemilczeń. Co prawda skończył się czas, gdy w naszym kraju za próbę wyświetlania prawdy o Katyniu, można było zapłacić śmiercią (Ksiądz Stefan Niedzielak- ostatnia ofiara Katynia) albo złamanym życiem, to jednak ta wielka polska ofiara nie może doczekać się należytego uczczenia i uznania w opinii świata. Nie mówiąc już o najsmutniejszym aspekcie tej kwestii – słabej albo absolutnym braku wiedzy na ten temat wśród najmłodszych pokoleń Polaków.
Katyń – to dziś symbol całej Golgoty Wschodu, która rozpoczęła się w nocy z 23 na 24 sierpnia 1939 r. To wówczas Joachim Ribbentrop i Wiaczesław Mołotow podpisali formalnie pakt o nieagresji, w którym był też tajny protokół specjalny, określający interesy obu stron w sprawie podziału stref wpływu na obszarze Polski i państw bałtyckich. Przypieczętowała ten tajny układ agresja sowiecka na Polskę 17 września 1939r. To był początek, polska dziejowa Wielka Środa – kiedy to podstępna zdrada – tajny układ – wydała Polaków z Kresów Wschodnich w ręce sowieckich oprawców. 17 września – otworzył ZSRR możliwość wzięcia do niewoli, mimo niewypowiedzenia wojny, około 250 tys. jeńców wojennych.

Armia Czerwona przekazywała jeńców w ręce sił bezpieczeństwa – NKWD. To też precedens niespotykany w cywilizowanym świecie. Cały system obozów jenieckich był bowiem w gestii sił bezpieczeństwa, czyli NKWD. W Starobielsku zamknięto kadrę oficerską (głównie z obrony Lwowa) ok. 4 tys., w Kozielsku byli oficerowie WP i oficerowie Korpusu Ochrony Pogranicza, w Ostaszkowie funkcjonariusze Policji Państwowej, Straży więziennej i ludzi z ówczesnych służb specjalnych. I co skłania do głębszej refleksji; wszystkie trzy obozy były zorganizowane w obiektach poklasztornych. Wśród osadzonych w obozach byli oprócz zawodowych wojskowych, rezerwiści – profesorowie uczelni, lekarze, prawnicy, inżynierowie, nauczyciele, literaci i duchowni (kapelani wojskowi; jedni ze służby stałej, inni powołani z rezerwy w ramach mobilizacji). Nieprzypadkowo Stalin i egzekutorzy zbrodni wyselekcjonowali kwiat naszego narodu – ludzi elit.
Ten wspólny hasłowy termin „zbrodnia katyńska” obejmuje ponad 20 tys. rozstrzelanych jeńców z Kozielska (Katyń), ze Starobielska (Charków),z Ostaszkowa (dziś Twer), pochowanych w Miednoje oraz więźniów straconych na Ukrainie i Białorusi.
Zbrodnicza decyzja była podjęta 5 marca 1940 r.(podpisali: Stalin, Mołotow, Woroszyłow, Kalinin, Kaganowicz ). Autorem notatki podsuniętej do popisania był Ławrientij Beria, który 22 marca wydał rozkaz , który brzmiał cynicznie o „rozładowaniu więzień NKWD, USRS i BSRS”.

Pierwsze groby katyńskie odkryli już w 1942 r. polscy robotnicy, którzy pracowali przy naprawie torów. Dowiedzieli się, że w okolicy ginęli polscy oficerowie. Łopatami odkopali jedną z mogił, na których rosły młode sosenki i znaleźli zwłoki. Zakopali je ponownie i postawili brzozowe krzyże. Nie przypuszczali, że w tym miejscu leży 4 i pół tysiąca ofiar.
Dopiero w 1943 roku odkryli katyńskie groby Niemcy, którzy ogłosili to 13 kwietnia i sprowadzili na miejsce międzynarodową komisję W jej skład wchodzili lekarze z: Belgii, Danii, Holandii, Chorwacji, Czech, Słowacji, Rumunii, Węgier, Finlandii i Włoch. Pierwszą reakcją sowiecką na wiadomość, podaną przez radiostację berlińską, była informacja, że… to stare znane stanowisko archeologiczne. To był początek kłamstw, które trwają do dziś…

Prawda o Katyniu ujawniłaby zbyt wiele zakulisowych, niecnych gier interesów politycznych wielkich potęg tego świata, dlatego tak wiele sił i środków wkłada się dziś, by świat się nie dowiedział. Brytyjczycy np. z premedytacją zamykali usta emigracyjnej prasie, aby wyciszyć tę sprawę. Roosvelt przyjął po wojnie strategię niedrażnienia Stalina.
Przypomnijmy choćby, że funkcjonujące na Zachodzie Europy partie lewackie były wykorzystywane do wspierania kłamstwa. To były środowiska, które były przedłużonym ramieniem władzy sowieckiej. Władza radziecka miała swoje okrutne metody skutecznego pacyfikowania świadków Katynia.
Na sumienie Europy nadal pada cień ofiar Katynia. Prawda woła z krzyża Golgoty Wschodu. Ale czy Krzyż coś jeszcze mówi Europie, która zapiera się Chrystusa?!
Jeśli umilkniemy… przestaniemy być godni tej ofiary.
Elżbieta Szmigielska – Jezierska

Źródło: Ordynariat Polowy WP

"ROZMOWY Z KATEM" – Premiera !!!

Premiera spektaklu "ROZMOWY Z KATEM" w

W poniedziałek, 16 kwietnia br. w Programie 1 TVP o godz. 21.00 Scena Faktu wyemituje premierowy spektakl „Rozmowy z katem” na podstawie książki Kazimierza Moczarskiego w reżyserii Macieja Englerta.

Andrzej Zieliński jako Kazimierz Moczarski i Piotr Fronczewski jako Jürgen Stroop w spektaklu "Rozmowy z katem".


Kazimierz Moczarski (1907-1975) – prawnik, dziennikarz, działacz polityczny i społeczny – był jednym z bohaterów polskiego podziemia okupacyjnego, oficerem AK i członkiem Kierownictwa Walki Podziemnej odpowiedzialnym za rozpracowywanie polskich kolaborantów. Zaraz po II wojnie został aresztowany przez UB i w dwóch kolejnych procesach oskarżony o… prześladowanie i likwidację lewicowców. Wyznaczoną już karę śmierci zamieniono na dożywocie.

Po 11 latach więzienia wyszedł na mocy amnestii w 1956 roku, a w głośnym procesie rehabilitacyjnym został oczyszczony ze wszelkich zarzutów.
Jedną z wielu tortur stosowanych wobec Moczarskiego było zamknięcie go w jednej celi ze zbrodniarzem hitlerowskim, katem powstania w getcie warszawskim, Jürgenem Stroopem.
Niezwykłość i okrucieństwo tej szokującej tortury psychicznej stały się kanwą późniejszych wspomnień Moczarskiego, spisanych w książce „Rozmowy z katem”. Zawarty w niej obraz hitlerowskiej mentalności należy do najtrafniejszych w literaturze dokumentalnej XX wieku.

Książka, mimo wielu wydań, była dotąd adaptowana tylko dla teatru; najgłośniejsza stała się inscenizacja z 1977 roku zrealizowana w warszawskim Teatrze Powszechnym przez Andrzeja Wajdę.
Ze względu na ograniczenia spowodowane działalnością cenzury nie było wtedy możliwe pełne ukazanie wątku dramatu Kazimierza Moczarskiego. Obecna, pierwsza realizacja telewizyjna już na to pozwoliła.

Reżyserem „Rozmów z katem” w Teatrze TV jest Maciej Englert, a przejmujące i dramatyczne role stworzyli główni protagoniści: Piotr Fronczewski jako Stroop i Andrzej Zieliński jako Moczarski.

Obsada:
Andrzej Zieliński (Kazimierz Moczarski), Piotr Fronczewski (Jürgen Stroop), Sławomir Orzechowski (Gustaw Schielke), Marek Kasprzyk (Józef Różański) , Maciej Wojdyła (Roman Romkowski), Grzegorz Wojdon (Józef Dusza), Zbigniew Suszyński (Eugeniusz Chimczak) oraz Danuta Szaflarska, Andrzej Niemirski, Marcin Jędrzejewski, Arkadiusz Oliwiński, Grzegorz Szcześniak, Grzegorz Milczarczyk, Juliusz Chrząstowski, Bartosz Picher, Marcin Sitek, Aleksander Wysocki.

Czas: 82’37”
Autor: Kazimierz Moczarski
Autor adaptacji: Tadeusz Nyczek
Reżyseria: Maciej Englert
Zdjęcia: Michał Englert
Scenografia i kostiumy: Marcin Stajewski
Kostiumy wojskowe: Andrzej Szenajch
Muzyka: Zbigniew Konieczny
Konsultant historyczny: dr Andrzej Krzysztof Kunert

Źródło: TVP