Żołnierze Wyklęci. Ostatnie Polskie Powstanie – część 2/2

Nie trzeba więcej, nie trzeba nadziei,
potrzebny tylko jeden krzyk Rejtana,
czasem potrzebna jedna Śmierć Okrzei,
chociażby bitwa była już przegrana i sztandar w prochu,
choćby go deptali, ktoś jeszcze zginął,
więc walka trwa dalej.
Marian Hemar

Intencją władz komunistycznych ogłaszających dwie kolejne amnestie nie było zapewnienie ludziom z podziemia powrotu do normalnego życia, lecz całkowita pacyfikacja oporu. Bezpiece pozostało jedynie zlikwidowanie małych, najczęściej niezwiązanych już z żadną formalną organizacją, oddziałów partyzanckich. Nie było to jednak takie proste, bowiem w podziemiu pozostali najaktywniejsi dowódcy i żołnierze, o największym doświadczeniu bojowym, niemogący już liczyć na łaskę komunistów. Funkcjonariusze UB i żołnierze KBW mieli więc przed sobą przeciwnika doświadczonego, silnie zmotywowanego i zdeterminowanego, dysponującego stosunkowo wąskim, lecz trudnym do penetracji zapleczem. Dlatego właśnie, pomimo wielkiego wysiłku militarnego i skomplikowanych kombinacji operacyjnych, ostanie grupy podziemia zostały rozbite dopiero w połowie lat 50.

W kolejnym okresie działalności powojennego podziemia niepodległościowego, trwającym od kwietnia 1947 r. do końca 1949 r., przestały istnieć centralne ośrodki kierownicze i znacznie zmniejszyła się skala oporu. MBP oceniało, że w 1948 r. działało jeszcze 158 oddziałów i grup partyzanckich liczących w sumie 1163 ludzi, a w 1949 r. 765 ludzi w 138 grupach. Zmienił się  także charakter aktywności podziemia, nastawionego już wtedy na przetrwanie i zdobycie zaopatrzenia, niemniej jednak były to w dalszym ciągu liczne działania. Tylko w 1949 r. odnotowano 828 zbrojnych wystąpień podziemia, a sporo oddziałów wyróżniało się dużą aktywnością bojową. Należy tu wymienić przede wszystkim „leśnych” z Warszawskiego Okręgu NZW, którzy w latach 1947-1949 wykonali około 300 akcji przeciw siłom komunistycznym. Równie aktywne pozostały oddziały partyzanckie 6. Brygady Wileńskiej AK dowodzone przez kpt. Władysława Łukasiuka „Młota” na Podlasiu, grupy podporządkowane kpt. Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi” na Lubelszczyźnie, czy wywodzący się ze zgrupowania „Ognia” oddział „Wiarusy” na Podhalu.

Oddział Komendy Powiatowej „Ciężki” dowodzony przez Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”, wiosna 1948 r.

Oddział „Wiarusy” w 1947 r. – pierwszy z lewej dowódca Józef Świder „Mściciel”, drugi z-ca dowódcy Dymitr Zasulski „Czarny”, za nim Mieczysław Łysek „Grandziarz”. Klęczy od lewej Adam Półtorak „Wicher”, N.N.

Patrol Walentego Waśkowicza „Strzały”, podległy kpt. Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi”, w marszu: Jerzy Marciniak „Sęk”, Jan Belcarz „Dżym”, Czesław Jabłoński „Bąk”, Marian Puchacz „Kubuś” i Mieczysław Zwoliński „Jeleń”. „Dżym”, „Bąk” i „Kubuś” polegli pod Zawieprzycami 18 maja 1947 r.

Żołnierze I Brygady Podlaskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Od lewej N.N. „Śmiały”, por. Henryk Jastrzębski „Zbych”, por. Tadeusz Narkiewicz „Ciemny”, sierż. Bolesław Olsiński „Pająk”, „Szczerba” i ppor. Jan Skowroński „Cygan” (w wyniku jego zdrady osaczono i zabito por. T. Narkiewicza „Ciemnego”).

W latach 1950-1952 coraz bardzie pogłębiało się rozdrobnienie podziemnego oporu. Według danych resortu, w listopadzie 1950 r. działało w Polsce blisko 100 grup zbrojnych, chwytających się jeszcze nadziei na wybuch wojny Zachodu z Sowietami. Były to niewielkie oddziały, a ich liczebność rzadko przekraczała 10 osób. Ogólny stan wahał się w granicach 500 osób. W końcu 1951 r. liczba grup partyzanckich zmniejszyła się do 88 (ok. 350 ludzi), które jednak nadal dysponowały wsparciem co najmniej kilkunastotysięcznej siatki terenowej. Tylko w 1952 r. przeprowadziły 948 akcji zbrojnych, jednak z czasem ponosiły coraz większe straty. Operujący na Rzeszowszczyźnie oddział NZW Adama Kusza „Kłosa” został rozbity w sierpniu 1950 r. Na Mazowszu w kwietniu 1951 r. osaczono i zlikwidowano oddział NZW sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”, zaś pół roku później oddział WiN ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” na Lubelszczyźnie. Działające na Mazowszu i Podlasiu, pozostałości 6. Brygady Wileńskiej AK pod dowództwem kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” rozbito w 1952 r. Grupa NZW ppor. Stanisława Grabowskiego „Wiarusa” walczyła na Białostocczyźnie do marca 1952 r., a w lutym 1953 r. poległ ppor. Stanisław Kuchciewicz „Wiktor”, były podkomendny kpt. „Uskoka”. Zasadniczo do końca 1952 r. władze bezpieczeństwa zdołały zlikwidować większość najgroźniejszych oddziałów partyzanckich, jednak sporadycznie aż do 1955 r. słychać było w Polsce strzały ginących w walce ostatnich niezłomnych.

Grupa żołnierzy NZW z oddziałów sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”. Pierwszy z lewej: dowódca jednego z patroli dywersyjnych Ildefons Żbikowski „Tygrys”, trzeci – sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój”.

Czerwiec 1947. Od lewej: Henryk Wybranowski „Tarzan” († 6 XI 1948), ppor. Edward Taraszkiewicz „Żelazny” († 6 X 1951), Mieczysław Małecki „Sokół” († 11 XI 1947), Stanisław Pakuła „Krzewina” (skazany na wieloletnie więzienie).


Podlasie, prawdopodobnie 1950, żołnierze z oddziału kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”, stoją od lewej: sierż. Lucjan Niemyjski „Krakus”, 22 sierpnia 1952 r. otoczony przez GO UB-KBW popełnił samobójstwo, Józef Brzozowski „Zbir”, „Hanka”, zginął latem 1952 w walce z KBW; Wacław Zalewski „Zbyszek”, zamordowany 11 X 1953 r. w więzieniu w Białymstoku, ppor. Witold Buczak „Ponury”, zginął w walce z KBW 28 maja 1952 r.,  NN „Jurek”, Eugeniusz Welfel „Orzełek”, zginął w walce z KBW 30 IX 1950 r.

Podlasie 1951 r., kadra oddziału „Huzara”. Stoją od lewej: Kazimierz Jakubiak „Tygrys”(† 10 V 1952), Eugeniusz Tymiński „Ryś” († 30 V 1951), Wacław Zalewski „Zbyszek” († 11 X 1953), Józef Mościcki „Pantera” († 22 IX 1953), siedzą od lewej: Kazimierz Parzonko „Zygmunt” († 22 IX 1953), Adam Ratyniec „Lampart” († 11 V 1952).

Z biegiem lat dogasała także antysowiecka walka na Kresach. Najsilniejszy opór zbrojny trwał na terytorium dawnych powiatów lidzkiego i szczuczyńskiego, a największy oddział ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”, bił się tam aż do połowy 1949 r. Ostatnie znane starcie zbrojne za kordonem miało miejsce w sierpniu 1953 r., kiedy to były partyzant AK z oddziału ppor. „Ragnera” – Hryncewicz „Bogdan” wystrzelał zastawioną na niego zasadzkę, zabijając 4 funkcjonariuszy NKWD.

Ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”, „Stary”, oficer VII batalionu 77 pp AK, komendant połączonych poakowskich obwodów Szczuczyn i Lida, walczył z reżimem komunistycznym do 12 maja 1949 r., kiedy to poległ przebijając się przez trzy kordony obławy NKWD.

Wiosna 1947 r., oddział „Ireny” ze zgrupowania ppor. Anatola Radziwonika „Olecha” (siedzi w środku), na prawo od „Olecha” siedzi sierż. Paweł Klikiewicz „Irena” – poległ 17 maja 1947 r. (wkrótce po wykonaniu tego zdjęcia) w starciu z NKWD pod Starodworcami; ciężko ranny w obie nogi osłaniał odwrót grupy po czym zastrzelił się nie chcąc wpaść w ręce Sowietów.

Po roku 1953 w lesie pozostali jedynie partyzanci ukrywający się pojedynczo lub w 2-3-osobowych grupkach, którzy tylko w wyjątkowych wypadkach przeprowadzali akcje z bronią w ręku. Byli oni systematycznie zabijani lub wyłapywani, a nieliczni, którym udało się dotrwać do jesieni 1956 r., ujawnili się w ramach amnestii. 23 sierpnia 1954 roku, podczas akcji rozbrajania posterunku MO w Przytułach, zginął mjr Jan Tabortowski „Bruzda”, ostatni kadrowy oficer Armii Krajowej, który poległ z bronią w ręku walcząc z komunistycznym zniewoleniem. W 1957 r., osaczony w bunkrze, zginął zastępca mjr. „Bruzdy”, ostatni żołnierz podziemia niepodległościowego na Białostocczyźnie – ppor. Stanisław Marchewka „Ryba”. Symboliczny koniec oporu przeciwko komunistycznemu zniewoleniu wyznacza data 21 października 1963 r., kiedy to walcząc z obławą SB-ZOMO na Lubelszczyźnie, poległ ostatni z niezłomnych – sierż. Józef Franczak „Lalek”.

Patrol z oddziału NZW st. sierż. Edwarda Dobrzyńskiego „Orzyca” (stoi w środku), pow. Przasnysz, 1948 r. „Orzyc” wraz z kilkoma swoimi żołnierzami zginął 2 marca 1949 roku pod Gostkowem, podczas próby wyrwania się z okrążenia funkcjonariuszy MO, PUBP i 948 żołnierzy I Brygady KBW.

Patrol NZW sierż./ppor. Stanisława Grabowskiego „Wiarusa” (pierwszy z lewej), ok. 1950 r. „Wiarus” do 1952 r. był szefem PAS w Komendzie Powiatu NZW „Mazur” Wysokie Mazowieckie. Drugi od lewej – NN „Jastrząb”, trzeci – Józef Grabowski „Vis” – brat „Wiarusa”. „Wiarus” poległ 22 marca 1952 r. podczas próby przebicia się przez kordon obławy grupy operacyjnej WUBP Białystok oraz 2. Brygady KBW.  Oprócz Stanisława Grabowskiego „Wiarusa” polegli również: Lucjan Zalewski „Żbik” oraz Edward Wądołowski „Humor”.

St. sierż. Józef Franczak „Lalek”, „Laluś”. Zdjęcie z czerwca 1939 r. w mundurze żandarmerii Wojska Polskiego. Sierż. „Lalek” poległ
21 października 1963 r., podczas próby przedarcia się przez obławę SB-ZOMO w Majdanie Kozic Górnych na Lubelszczyźnie.

Bilansując straty poniesione przez Żołnierzy Wyklętych w latach 1944-1963, należy wymienić liczbę co najmniej 8 tys. poległych w walkach, nie mniej niż 30 tys. zamęczonych  w więzieniach i podczas śledztw w katowniach bezpieki (w tym blisko pięć tysięcy ludzi straconych z wyroków różnego rodzaju sądów komunistycznych), kilkadziesiąt tysięcy wywiezionych do obozów koncentracyjnych w Związku Sowieckim (z których ok. 1/4 pobytu na „nieludzkiej ziemi” nie przeżyła) i kolejne kilkadziesiąt tysięcy uwięzionych.

Fizyczna eksterminacja żołnierzy antykomunistycznego podziemia nie wystarczyła komunistom, wiedzieli bowiem, że ofiara ich życia może w przyszłości zrodzić mit, z którego nowe pokolenia Polaków będą czerpały siłę do walki z komuną. I właśnie dlatego ciała zgładzonych partyzantów grzebano potajemnie, by nie został po nich nawet krzyż na mogile, a propaganda przedstawiała ich jako pospolitych bandytów i patologicznych morderców. Jednak mimo tego, wielu dowódców antykomunistycznego podziemia pozostało na zawsze legendą polskiego oporu przeciwko systemowi komunistycznemu.
Systemowi, który w całych dotychczasowych dziejach ludzkości, był najbardziej perfidnym, największym i najgroźniejszym zinstytucjonalizowanym wrogiem wolności, w każdym jej wymiarze.

Żołnierze z oddziału NZW Jana Malinowskiego „Stryja” zabici w starciu z Grupą Operacyjną KBW-UB-MO, Sinogóra, 12 luty 1949 r. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Żołnierze patrolu NZW plut. Eugeniusza Lipińskiego „Mrówki”, polegli w walce z KBW i UB 15 października 1949 r. pod wsią Olszewka (gm. Jednorożec). Leżą od lewej: Stanisław Radomski „Kula”, Stanisław Garliński „Cichy”, Eugeniusz Lipiński „Mrówka”, Alfred Gadomski „Kajdan” i Eugeniusz Kuligowski „Ryś”. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Pośmiertne zdjęcie partyzantów z oddziału Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” (patrol „Tygrysa”), poległych 25 II 1950 r.; od lewej: Ildefons Żbikowski „Tygrys”, Józef Niski „Brzoza”, Henryk Niedziałkowski „Huragan” i Władysław Bukowski „Zapora”. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Zdjęcie partyzantów z oddziału Czesława Czyża „Dzika”, rozbitego 15 sierpnia 1950 r. Od góry leżą: Mieczysław Gompert „Słowik”, Antoni Myśliński, Jan Mieczkowski „Wolny” i Józef (NN) „Śmigły”. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Bronisław Gniazdowski „Mazur” i Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój”, polegli 13 kwietnia 1951 r. w kolonii Szyszki – zdjęcie wykonane przez UB. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Zdjęcia wykonane przez bandytów z UB 6 października 1951 r. na  dziedzińcu PUBP we Włodawie. Leżą zabici: Kazimierz Torbicz „Kazik” (z lewej) i ppor. Edward Taraszkiewicz „Żelazny” (z prawej). W środku siedzi Stanisław Marciniak „Niewinny”, skazany na karę śmierci, zamordowany wraz z Józefem Domańskim „Łukaszem” 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Żołnierze NZW z patrolu por. Wacława Grabowskiego „Puszczyka” polegli w walce stoczonej 5 lipca 1953 r. z 1300-osobową grupą operacyjną UB-KBW we wsi Niedziałki na Mazowszu. Od lewej leżą: Henryk Barwiński „August”, Kazimierz Żmijewski „Jan”, Lucjan Krępski „Jastrząb”, Feliks Gutkowski „Gutek”, Piotr Suwiński „Stanisław”, por. Wacław Grabowski „Puszczyk”, Antoni Tomczak „Malutki”. Zdjęcie wykonane przez UB. Miejsce Ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.


Fotografia pośmiertna ppor. Stanisława Kuchciewicza „Wiktora” wykonana najprawdopodobniej na terenie więzienia na Zamku w Lublinie w lutym 1953 r. Miejsce pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

23 sierpnia 1954 r., zdjęcie wykonane przez UB. Zwłoki mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdy”, który zginął podczas akcji rozbrajania posterunku MO w Przytułach. Był on ostatnim kadrowym oficerem AK, który poległ z bronią w ręku walcząc z komunistycznym zniewoleniem. Miejsce pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

21 października 1963 rok. Pośmiertne zdjęcie st. sierż. Józefa Franczaka, wykonane przez SB po zastrzeleniu „Lalka” w Majdanie Kozic Górnych. Jego zwłoki pozbawione głowy złożono w grobie na cmentarzu w Lublinie. Po 20 latach siostra Franczaka otrzymała zgodę na ekshumację i złożenie szczątków brata w rodzinnym grobowcu w Piaskach. W styczniu 2015 roku, w wyniku śledztwa prowadzonego przez lubelski oddział IPN, w zbiorach Uniwersytetu Medycznego w Lublinie odnaleziono czaszkę ostatniego partyzanta podziemia niepodległościowego st. sierż. Józefa Franczaka „Lalka”.

Dopiero po 1989 r. powoli zaczęła przebijać się do opinii publicznej prawda o bohaterach ostatniego Narodowego Powstania, lecz nawet w wolnej Polsce potrzeba było ponad 20 lat, by mogli zostać upamiętnieni tak jak na to zasłużyli – świętem państwowym ku ich czci, Narodowym Dniem Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Zaiste piękny to, choć spóźniony gest, niemniej bardzo potrzebny, kiedy nawet jeszcze dziś trudno jest przebić się z wiedzą o Nich do nowych pokoleń. A przecież jesteśmy to winni ludziom, którzy 70 lat temu, decydując się na walkę zbrojną, odrzucili możliwość egzystencji pod rządami kolaborantów. Tym, którzy broniąc naszej niepodległości, tradycji i wiary, do komunistów po prostu strzelali.

Czy był sens powstawać przeciw takiej sile? – zapytała Romualda Traugutta żona w „Kompleksie polskim” Konwickiego. Nie wiem, czy był sens. Wiem, że był mus. […] Nie ma innej drogi, jeśli nie chcemy znikczemnieć, skarleć i umrzeć we wzgardzie innych ludów – odpowiedział ostatni naczelnik Powstania Styczniowego, stracony przez Rosjan na stokach Cytadeli Warszawskiej w 1864 r. Czy nasi ostatni Powstańcy myśleli podobnie? Zapewne tak. Wszak powinniśmy pamiętać, że jakkolwiek żołnierze antykomunistycznego podziemia prowadzili skazaną na militarną klęskę walkę, to jednak znakomita większość z nich, urodzona i wychowana w II Rzeczypospolitej, doskonale wiedziała dlaczego i o jakie wartości się biją, czym jest wolność i niepodległość. Sens Ich walki krótko, lecz jakże pięknie, oddał prof. Henryk Elzenberg pisząc:

Walka beznadziejna, walka o sprawę z góry przegraną, bynajmniej nie jest poczynaniem bez sensu. […] Wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wielkości tej sprawy.

I choćby tylko za to dziedzictwo jesteśmy Im winni pamięć i szacunek po wsze czasy!

GLORIA VICTIS !!!

Żołnierze Wyklęci. Ostatnie Polskie Powstanie – część 1/2

ŻOŁNIERZE WYKLĘCI
Ostatnie Polskie Powstanie

Życie poświęcić warto jest tylko dla jednej idei, idei wolności!
Jeśli walczymy i ponosimy ofiary to dlatego,
że chcemy właśnie  żyć, ale żyć jako ludzie wolni,
w wolnej Ojczyźnie.

Kpt. Zdzisław Broński „Uskok”

Co też sądzisz, co ja powinienem był uczynić wobec dwóch nieprzyjaciół,
stokroć potężniejszych, przeciwko którym obronić tego kraju nie mogłem?
Zginąć! – odpowiedział szorstko Kmicic.

Henryk Sienkiewicz, „Potop”

Zbrojny opór przeciwko komunistycznemu zniewoleniu stawiany w latach 1944-1963 przez partyzantkę antykomunistyczną już od dawna przez wielu historyków nazywany jest ostatnim narodowym powstaniem. Przez szeregi powojennego podziemia działającego na ziemiach Polski (nie licząc walczących na wschód od linii Curzona po lipcu 1944 r.) przewinęło się ok. 200 tys. ludzi, z czego w samym tylko 1945 r. ok. 20 tys. biło się bronią w ręku w oddziałach partyzanckich. Żołnierze Wyklęci stoczyli setki bitew i potyczek o znaczeniu lokalnym, bez frontów i armii, ale w szeregach wielu walczących w oderwaniu od siebie oddziałów, przy ogromnej dysproporcji sił i obojętności „wolnego świata”. Dokładnie tak, jak ich przodkowie w latach 1863-1864.

Pomnik Fundacji „Pamiętamy” w Sokołowie Podlaskim, w hołdzie żołnierzom AK i struktur poakowskich Obwodu Sokołów Podlaski, 6. Brygady Wileńskiej AK kpt. Władysława Łukasiuka „Młota” oraz cywilnym mieszkańcom powiatu sokołowskiego poległym w walce z komunistycznym zniewoleniem w latach 1944-1953.

Początek zbrojnego oporu przeciwko sowietyzacji Polski rozpoczął się jeszcze w roku 1943 na Kresach Wschodnich RP, kiedy to oddziały AK, szczególnie w Okręgu Nowogródzkim, prócz działań antyniemieckich, toczyły regularną wojnę z sowieckimi oddziałami partyzanckimi, których działalność od początku była przedłużeniem polityki organów bezpieczeństwa ZSRS, przygotowujących te tereny do ponownej okupacji i w efekcie trwałej ich aneksji. Mimo uzasadnionych obaw co do postawy „sojusznika naszych sojuszników”, zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza, oddziały AK w połowie 1944 r. przystąpiły do akcji „Burza”, wspierając w walce z Niemcami Armię Czerwoną. Po zakończeniu działań wojennych na Kresach dla wszystkich stało się jasne, że wkraczający ponownie na nasze ziemie Sowieci nie niosą Polakom  wyzwolenia ani pokoju, lecz nową okupację. Po początkowym współdziałaniu z oddziałami AK, bolszewicy rozpętali przeciwko jej żołnierzom orgię prześladowań. Polskie formacje partyzanckie zostały otoczone przez oddziały NKWD,  rozbrojone, a tysiące żołnierzy (ponad 6 tys. z samej tylko Wileńszczyzny) zesłano do obozów w głębi ZSRS, skazano na wieloletnie więzienie, a nawet rozstrzeliwano na miejscu. W tej sytuacji oddziały, którym udało się uniknąć rozbrojenia bądź rozbicia zostały rozformowane, a ich żołnierze podjęli próby przedarcia się na tereny położone w granicach dzisiejszej Polski. Część kresowych dowódców i żołnierzy AK, w tym najsłynniejsi – mjr Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”, por. Jan Borysewicz „Krysia”, ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner” – postanowiła jednak pozostać za kordonem i walczyć do końca o niepodległość swoich rodzinnych stron. Ostatni z nich trwali z bronią w ręku jeszcze w połowie lat 50.

Ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner”. Jesienią 1944 r. dowodzone przez ppor. „Ragnera” siły partyzanckie i konspiracyjne Zgrupowania „Południe” AK były najpoważniejszym przeciwnikiem Sowietów na Nowogródczyźnie. Według raportów sowieckich miały one przeprowadzić 86 „aktów terrorystycznych”, 6 dywersji i 24 „inne napady zbrojne”. Ppor. Zajączkowski nazywany był przez Sowietów „cziort w oczkach” [чёрт в очках – diabeł w okularach]. 3 grudnia 1944 r. koło chutoru Jeremicze trzy pierścienie żołnierzy NKWD otoczyły jego niespełna 30-osobowy oddział. Jednostki sowieckie uzbrojone były w 3 czołgi, 8 ciężkich karabinów maszynowych, 58 ręcznych karabinów maszynowych, 100 automatów, 140 rewolwerów i 1110 karabinów. Transport zabezpieczało 25 samochodów. W walce zginęło 7 partyzantów, w tym dowódca.

Po przekroczeniu Bugu i Sanu, działania sowieckie były analogiczne do tych na Kresach. Nastąpiły masowe aresztowania działaczy politycznych i wyższych dowódców AK oraz podstępnie rozbrajanych żołnierzy, których osadzano m.in. w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym na Majdanku, przekształconym w obóz filtracyjny NKWD, skąd wywożono ich do obozów w głębi ZSRS lub wcielano, jako „mięso armatnie”, do jednostek frontowych. Działania te zostały znacznie zaostrzone w październiku 1944 r. Polscy komuniści, nie mając żadnej realnej władzy i poparcia społecznego, zmuszeni byli do całkowitego oparcia się „na bagnetach” Armii Czerwonej, której liczebność na terenie „Polski Lubelskiej” wynosiła  w tym czasie ok. 2,5 mln żołnierzy. Na podstawie zawartego 26 lipca 1944 r. porozumienia, PKWN oddał obywateli polskich pod jurysdykcję wojskowych władz sowieckich. Bilans działań samych tylko dywizji NKWD w 1944 r. na terenach położonych na wschód od Wisły zamyka się aresztowaniem 16 820 ludzi, w tym 2604 żołnierzy AK, 691 dezerterów z armii Berlinga i 1083 uchylających się od służby wojskowej.

Do walki z podziemiem skierowano również siły tworzonego wówczas aparatu bezpieczeństwa, który w praktyce służył likwidacji wszelkich form oporu wobec władzy komunistycznej w Polsce. Na obszarze „Polski Lubelskiej” siłami funkcjonariuszy Urzędów Bezpieczeństwa, NKWD, jednostek „ludowego” WP i Armii Czerwonej prowadzone były wielkie akcje pacyfikacyjne. W październiku 1944 r. wydany został dekret o ochronie państwa, na podstawie którego groziła kara śmierci z wszystkich jedenastu artykułów. Wyroki śmierci zatwierdzali  komunistyczni generałowie: Karol Świerczewski i Michał Rola-Żymierski.
14 października 1944 r. kierownik WUBP w Lublinie mjr Stanisław Szot wydał ściśle tajny rozkaz skierowany do kierowników powiatowych UBP, w którym obnażał główny cel komunistów – bezpardonową likwidację całego podziemia. Jako że rozkaz był tajny, nie próbowano w nim zachowywać pozorów praworządności, a tym samym pokazywał całą bezwzględność metod jakimi się miano w tej walce posługiwać oraz skalę uzależnienia polskiego aparatu represji od sowieckich mocodawców. Major Szot rozkazywał:

[…] Aresztowanych członków AK, NSZ i OUN za działalność przeciw PKWN i Armii Czerwonej, a którzy z różnych względów nie mogą być sądzeni, należy za okazaniem niniejszego rozkazu wydać przedstawicielowi Armii Czerwonej. Ile i kogo konkretnie z aresztowanych wydać należy uzgodnić na miejscu z przedstawicielem Armii Czerwonej. Na wszystkich przekazanych należy zachować u siebie akta sprawy /odpisy/, a dokładną listę przekazanych przysłać do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie.

Rozkaz ten był jedynie formalnym usankcjonowaniem działań, które praktycznie już od kilku miesięcy prowadzone były w terenie. Sytuacja ta zmusiła wielu żołnierzy podziemia do pozostania w konspiracji lub powrotu „do lasu”. W latach 1944-1945 niektóre całe okręgi AK (np. białostocki, lubelski, krakowski, poznański) pozostały w konspiracji. Wiosną i latem 1945 r. na obszarze dzisiejszej Polski w oddziałach partyzanckich walczyło około 15-17 tys. żołnierzy. Ważnym sygnałem, rozwiewającym ostatnie złudzenia, było podstępne aresztowanie 27 marca 1945 r. szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego.

Opuszczony przez Niemców pod koniec lipca 1944 roku teren obozu KL Majdanek w przeciągu miesiąca został w części przekształcony w obóz NKWD dla żołnierzy polskiego podziemia.

W sierpniu 1945 r. ogłoszono amnestię dla pozostających w konspiracji żołnierzy i działaczy politycznych. Niektórzy skorzystali z tej oferty, lecz niedługo po tym stali się ponownie ofiarami terroru komunistycznego. Do połowy października 1945 r. – według oficjalnych danych – wyszło z konspiracji ok. 42 tys. osób, z tego blisko 30 tys. z AK i organizacji poakowskich. Pozostała, dużo mniejsza część ujawnionych, wywodziła się z podziemia narodowego – Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW), które jednak nadal pozostały w podziemiu i prowadziły aktywną działalność bojową przeciwko komunistom. Pozostali postanowili trwać w lesie, uznając amnestię za kolejny wybieg komunistów, w czym niestety mieli rację.
Wkrótce po zakończeniu akcji amnestyjnej sowiecki i rodzimy aparat bezpieczeństwa rozpoczął falę represji skierowanych przeciwko tym, którzy się ujawnili jak i tym, którzy z amnestii nie skorzystali. W obliczu nadal dużej siły podziemia uznano je za największe zagrożenie i coraz zacieklej było ono zwalczane. Mnożyły się działania zbrojne, które miały na celu likwidację poszczególnych oddziałów. W rezultacie dochodziło do zasadzek, obław, potyczek, a nawet bitew (często zwycięskich dla podziemia), nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że konspiracja niepodległościowa, wbrew tezom komunistycznej propagandy, z racji dysproporcji sił, nigdy nie była stroną inicjatywną w walce z polskimi komunistami i wspierającymi ich Sowietami. Jeśli żołnierze antykomunistycznego podziemia podejmowali operacje o pozornie ofensywnym charakterze, to w praktyce były one kolejnymi przykładami samoobrony, chodziło bowiem w większości o odbijanie aresztowanych i więzionych współtowarzyszy. Nawet  w szczytowym okresie aktywności bojowej w 1945 r., siły podziemia dysponowały wyłącznie bronią lekką, a stawały do walki przeciwko kilkusettysięcznej Armii Czerwonej, Wojskom Wewnętrznym NKWD, „ludowemu” WP, funkcjonariuszom KBW, UB i MO, którzy dysponowali nieograniczonym arsenałem broni ciężkiej, włącznie z bronią pancerną i lotnictwem.

Zgrupowanie partyzanckie mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, lato 1946 r.

Oddział I rejonu WiN w obwodzie chełmskim por. Henryka Lewczuka „Młota”, Władzin (gm. Uchanie, powiat hrubieszowski), 3 sierpnia 1946 r. przed spotkaniem z angielskim dziennikarzem W. D. Selby’m. Dowódca oddziału leży pierwszy z lewej.

Opór przeciwko sowieckiej dominacji od początku przybrał formę zorganizowanej walki zbrojnej. W beznadziejnych warunkach, przy całkowitej obojętności świata, przez ponad 10 lat prowadzono walkę z drugim okupantem i rodzimymi kolaborantami. Pierwszy etap tej walki, prowadzonej w latach 1944-1945, charakteryzował się największym nasileniem akcji zbrojnych przeciwko komunistom. Pomimo formalnego rozwiązania Armii Krajowej 19 stycznia 1945 r., jej zadania przejęła organizacja NIE, przekształcona w maju tego roku w Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj. W konspiracji poakowskiej w tym okresie działało blisko 200 tys. ludzi, z czego w samym tylko 1945 r. ok. 20 tys. biło się bronią w ręku w oddziałach partyzanckich. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie w podziemiu pozostało co najmniej 3 tysiące. W województwach wschodniej i centralnej Polski operowało kilkadziesiąt oddziałów partyzanckich, zaś za linią Curzona, na „straconych posterunkach”, walczyło ich przynajmniej 50, liczących od kilkunastu do nawet 200 ludzi.

Maj 1945 r. Żołnierze PAS NSZ Okręgu Lubelskiego z oddziału kpt. Mieczysława Pazderskiego „Szarego”.

Partyzanci puławskiego
Inspektoratu WiN mjr. Mariana Brnaciaka „Orlika”, pluton Bolesława Mikusa „Żbika”, Lato 1946 r.

Wystąpienia zbrojne przeciwko polskim komunistom i ich sowieckim mocodawcom w niektórych województwach przybrały rozmiary lokalnej wojny – powstania antykomunistycznego. Na terenach Wileńszczyzny i Nowogródczyzny wystąpienia te miały nieco mniejszy rozmach, ze względu na olbrzymie nasycenie terenu jednostkami NKWD i Armii Czerwonej, a także ze względu na politykę władz podziemnych, starających się ograniczyć działania zbrojne i – ratując najlepszą substancję narodu – przerzucić jak największą liczbę ludzi w granice dzisiejszej Polski.
W wielu województwach aparat partyjny i podległe im siły zostały po prostu „zmiecione”. Podziemie obsadziło swoimi ludźmi lub zlikwidowało administrację komunistyczną na szczeblu gminnym oraz terenowe posterunki milicji i referaty UB. Także za kordonem prowadzono tego typu akcje. Do końca 1944 r. na Kresach wykonano ich ponad 160 i choć w roku następnym intensywność działań zbrojnych nieco spadła, przeprowadzono ich jeszcze ok. 200.

Posterunek MO w Boćkach po akcji 1. szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK po dowództwem por. Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta”. 7 maja 1945 r. „Zygmunt” rozbił posterunek MO w Boćkach, likwidując kilkunastu milicjantów, oficera NKWD st. lejt. Iwana Czernowa i jednego szeregowego enkawudzistę.

Zniszczona siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Hrubieszowie po ataku połączonych oddziałów partyzanckich Zrzeszenia WiN i sotni UPA w nocy z 27 na 28 maja 1946 roku.

Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie po ataku oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” przeprowadzonym 22 października 1946 r., podczas którego uwolniono 76 więźniów i zlikwidowano 4 funkcjonariuszy UB. Na zdjęciu wyważone główne drzwi wejściowe do PUBP i zawalona klatka schodowa po wybuchu miny zdetonowanej przez Jastrzębia”. Po prawej stronie w głębi widoczne drzwi do piwnicy, gdzie przetrzymywano więźniów.

W tym okresie komuniści mogli czuć się bezpiecznie jedynie w miastach wojewódzkich i powiatowych, które były miejscem stacjonowania garnizonów NKWD i wojska. Jednak nawet tam nie mogli całkowicie uniknąć ataków oddziałów partyzanckich, które brawurowo rozbijały więzienia i obozy, odbijając przetrzymywanych w nich współtowarzyszy. Jedną z najbardziej spektakularnych tego typu akcji było rozbicie więzienia w Kielcach, kiedy to z 4 na 5 sierpnia 1945 r. partyzanci z połączonych oddziałów kpt. Antoniego Hedy „Szarego” i por. Stefana Bembińskiego „Harnasia” (ok. 200 osób), po opanowaniu kluczowych punktów w mieście i zablokowaniu ważniejszych siedzib sił represji, przeprowadzili udany szturm na budynki więzienne i uwolnili 354 osoby. 9 września 1945 r. oddziały partyzanckie AK, także  pod dowództwem Stefana Bembińskiego „Harnasia”, na pół godziny opanowały Radom, zdobyły więzienie i uwolniły ok. 300 aresztowanych, w większości swoich organizacyjnych kolegów. Równie spektakularny charakter miały akcje na obozy, w których NKWD przetrzymywało uwięzionych żołnierzy AK, jak np. w Rembertowie w nocy z 20 na 21 maja 1945 r. wykonana przez oddział ppor. Edwarda Wasilewskiego „Wichury”, w której uwolniono blisko 500 osób przeznaczonych do wywiezienia w głąb ZSRS. Ponadto wykonano przeszło 20 akcji uwalniania więźniów w miastach powiatowych, uderzając jednocześnie na kwaterujące tam siły bezpieczeństwa. Jedna z takich akcji miała wyjątkowo symboliczny wymiar. Gdy Europa hucznie świętowała dzień zwycięstwa nad Niemcami, w nocy 8 maja 1945 r. do Grajewa wkroczyło 200-osobowe zgrupowanie AK, dowodzone przez mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdę”. Opanowano miasto, zdobyto silnie broniony PUBP, skąd uwolniono ok. 120 więźniów.

Kpt. Antoni Heda „Szary” w marszu na koncentrację przed akcją na więzienie w Kielcach, 1945 r.

Oddziały partyzanckie niepodzielnie panowały w terenie, gdzie często dochodziło do zaciętych walk z grupami operacyjnymi NKWD, UB i KBW. Były to niekiedy regularne bitwy, jak ta pod Kuryłówką (pow. leżajski) stoczona 7 maja 1945 r. przez oddziały Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) pod dowództwem mjr. Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana”, w której zginęło ok. 57 enkawudzistów. 24 maja 1945 r. w Lesie Stockim (pow. puławski) podobnie druzgocące straty zadało grupie operacyjnej NKWD-UB 180-osobowe zgrupowanie AK-DSZ pod dowództwem mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika”. Przeciwko partyzantom rzucono 680 funkcjonariuszy wspieranych pojazdami opancerzonymi. W trakcie walki zginęło 10 pracowników UBP i około 16 żołnierzy NKWD. Także na Podlasiu, w Miodusach Pokrzywnych, 18 sierpnia 1945 r. 1. szwadron 5. Brygady Wileńskiej AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” doszczętnie rozbił grupę operacyjną NKWD-UB-LWP (ok. 36 zabitych), pacyfikującą podlaskie wioski.

5. Brygada Wileńska AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, Białostocczyzna 1945 r.

Zakres chronologiczny działalności podziemia w kolejnym okresie, czyli w latach 1945-1947, wyznacza przede wszystkim moment powołania 2 września 1945 r.  Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, a kończy ogłoszenie przez komunistów w lutym 1947 r. kolejnej amnestii. Zrzeszenie WiN było bezpośrednim spadkobiercą AK i DSZ. Miała to być konspiracyjna organizacja, która początkowo chciała drogą walki politycznej przeszkodzić komunistom w zwycięstwie wyborczym. Działalnością Zrzeszenia kierował Zarząd Główny z prezesem na czele. Cywilno-polityczny model konspiracji udało się wcielić w życie jedynie w południowej części kraju. We wschodniej i centralnej Polsce, pomimo płynących z góry instrukcji, organizacja w dalszym ciągu miała charakter wojskowy. Tam nadal operowały silne oddziały partyzanckie, które stały się jedynym schronieniem dla prześladowanych przez bezpiekę żołnierzy podziemia.

W latach 1945–1947 najaktywniejszą działalność zbrojną prowadzono we wschodniej, południowej i centralnej części Polski. Na Kielecczyźnie, w Krakowskiem, części Łódzkiego, na Żywiecczyźnie, Mazowszu, Białostocczyźnie, Lubelszczyźnie i Rzeszowszczyźnie komuniści kontrolowali miasta wojewódzkie i powiatowe, bojąc się wypuszczać poza ich granice. Podziemie zbrojne największą aktywność przejawiało wiosną i latem 1946 r., a silne zgrupowania partyzanckie dowodzone przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”, mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika”, mjr. Franciszka Jaskulskiego „Zagończyka”, mjr. Józefa Kurasia „Ognia”, kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, kpt. Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, czy kpt. Henryka Flame „Bartka” i wielu innych legendarnych dowódców, niepodzielnie panowały w terenie.

Pododdział zgrupowania mjr. Józefa Kurasia „Ognia”. Gorce, Kiczora, lato 1946 r.

Przed szeregiem oddziałów Narodowego Zjednoczenia Wojskowego stoją od lewej: Józef Zadzierski „Wołyniak”, Stanisław Pelczar „Majka” i Bronisław Gliniak „Radwan”,  Rzeszowszczyzna, 3 maja 1945 r.

Styczeń 1946 r. Część oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”. Dowódca siedzi przy rkm-ie.

W połowie 1946 r., po sfałszowanym referendum ludowym, grupy operacyjne UB, KBW i NKWD wykonały kilka zakończonych sukcesem operacji, co poważnie osłabiło potencjał zbrojny podziemia i morale ludzi
pozostających w konspiracji. 26 lipca 1946 r., po precyzyjnie zaplanowanej i przeprowadzonej akcji, aresztowany został dowódca działającego na Kielecczyźnie Związku Zbrojnej Konspiracji mjr Franciszek Jaskulski „Zagończyk”.
W wyniku kolejnych działań operacyjnych całkowicie zlikwidowano tę organizację. We wrześniu 1946 r., po przeprowadzonej prowokacji, UB doprowadził do fizycznej likwidacji członków zgrupowania partyzanckiego NSZ kpt. Henryka Flame „Bartka” na Żywiecczyźnie. W wyniku tej akcji zamordowano ok. 200 partyzantów. Samodzielny Batalion Operacyjny NSZ mjr. Antoniego Żubryda „Zucha” na skutek bezustannego nękania przez grupy operacyjne został rozproszony, a dowódcę i jego żonę zamordował wprowadzony do oddziału agent. Również straty poniesione w lutym 1947 r. przez zgrupowanie partyzanckie mjr. „Ognia” i śmierć jego samego, były efektem połączenia intensywnych działań pościgowych i agenturalnych.

Dzięki tego rodzaju operacjom poważnie osłabiono siły partyzanckie operujące do tej pory z dużym rozmachem. Równocześnie aparat bezpieczeństwa likwidował siatkę terenową podziemia oraz sztaby dowódcze wszystkich szczebli. W wyniku tych działań, na początku 1947 r. podziemie niepodległościowe znalazło się w głębokim kryzysie. 19 stycznia 1947 r. odbyły się wybory parlamentarne, których wyniki zostały sfałszowane.
Kontynuowanie walki zbrojnej straciło sens. Ogłoszona 22 lutego 1947 r. amnestia objęła łącznie 76 574 osoby, doprowadzając tym samym do tak głębokiej destrukcji podziemia, że przestało ono być rzeczywistym zagrożeniem. Jednak mimo tego w lesie pozostało nadal od 1100 do 1800
najbardziej niezłomnych.

Żołnierze 2. szwadronu 6. Brygady Wileńskiej AK kpt. Władysława Łukasiuka „Młota”, Podlasie, jesień 1947 r.

Żołnierze I Brygady Podlaskiej NZW dowodzonej przez por. Tadeusza Narkiewicza „Ciemnego” (stoi 6 od lewej), maj 1947 r.

Zgrupowanie partyzanckie (Dowództwo Oddziałów Leśnych KWP Teren 731) kpt. Jana Małolepszego „Murata” (siedzi drugi od prawej), 30 sierpnia 1947 r. las klonowski.

Komendant połączonych powiatów NZW Łomża, Wysokie Mazowieckie i Ostrów Mazowiecka ppor. Kazimierz Żebrowski „Bąk” wśród żołnierzy (lato 1948 r.)

Strona główna>
Prawa autorskie>

TRZEBA POSŁUCHAĆ !!! (84)


CONTRA MUNDUM
CZEŚĆ i CHWAŁA BOHATEROM
(Płyta CD, 2015 r., czas: 72:07 min.)
———————————————————————-

Prolog; Pieśń Konfederatów Barskich;
Sztandary Polskie Na Kremlu; Zgasły Dla Nas Nadziei Promienie; W
Pamiętniku; I Znowu Tupot Nóg Sołdackich; Noc Zapada Nad Cichym
Jeziorem; Z Lasu; Schodząc; Pokolenie; Do Potomnego; Hymn V Brygady
Wileńskiej; Ballada O Janku Wiśniewskim; Prośba; Epilog

————————————————-——————
Koncept programu "CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM" oraz wybór tekstów: Fundacja "Pamiętamy"
Producent: Grupa Wydawnicza POLSKAPRESSE
Mecenas:
Bank Zachodni WBK

Z wielką przyjemnością informuję, że znakomity program muzyczny "CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM", w wykonaniu zespołu CONTRA MUNDUM, na który składają się teksty wybrane przez Fundację "Pamiętamy", ukazał się dzisiaj, 27 lutego br., w postaci insertu płytowego CD w sieci dzienników Grupy Wydawniczej POLSKAPRESSE na terenie niemal całego kraju (Dziennik Bałtycki, Gazeta Krakowska, Gazeta Wrocławska, Głos Wielkopolski, Kurier Lubelski, oraz na terenie Mazowsza – Polska The Times).

Więcej o projekcie czytaj tutaj:
REWELACYJNA PŁYTA "CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM" ZESPOŁU CONTRA MUNDUM UKAŻE SIĘ 27 LUTEGO 2015 R. JAKO BEZPŁATNY DODATEK DO KILKU TYTUŁÓW PRASOWYCH !
TRZEBA JĄ MIEĆ NA SWOJEJ PÓŁCE !


Przeczytaj pierwszą recenzję płyty
CONTRA MUNDUM
"CZEŚĆ i CHWAŁA BOHATEROM"
(autor: Paweł "Freebird" Michaliszyn)


CONTRA MUNDUM
Cześć i Chwała Bohaterom

(2015)

niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

Zbigniew Herbert

Przesłuchałem wielokrotnie i zwyczajnie brak mi słów. A ponoć mam dar mówienia… cóż, czasami człowieka zatyka.
W piętnastu muzycznych opowieściach zaklęto historię naszej Ojczyzny. W rockowej, potężnej estetyce nie znajdziecie historii o czarownikach i smokach, jak to zwykle bywa.
Znajdziecie TU opowieści o diabłach wcielonych i rycerzach niezłomnych. O Rycerzach którzy nigdy nie utracili Wiary w Polskość.
Brakowało takiego albumu na naszym rynku, zdominowanym przez plastikowe gówno, wyciekające z rodzimych mediów. Nie ma tu nawalania dla samego nawalania. To jeden z tych albumów, o których nie można powiedzieć – a gdyby tak zrobić to i tamto…. nieco inaczej. Niezbyt wiele jest takich płyt.U nas. Na takim poziomie nie ma żadnej. Contra Mundum zawiesił poprzeczkę na wysokości chmur.
Znakomite rockowe "mięcho", cudnie poprzetykane nienachalną poetyką. Duchy Herberta, Norwida, Słowackiego, Baczyńskiego są tu wszechobecne. Jak anielskie wsparcie. W końcu usłyszałem polski, potężny, fantastyczny głos, odważnie śpiewający o Bogu, Honorze i Zasadach, które obowiązują do dziś (gdybyście zapomnieli).

Nie znoszę porównań ale gdy słucha się fantastycznie melodycznego ryku Norberta "Smoły" Smolińskiego, odniesiecie wrażenie, że oto, po polsku śpiewają David Coverdale i Ronnie James Dio. Nadać tym arcytrudnym pięknym tekstom, normalny, ludzki ale przecież tragiczny wymiar to sztuka, którą posiedli jeno najlepsi. To dzięki "Smole", całość nabrała nieco progresywnego wymiaru. Tego słucha się w całości. Jak modlitwy. Przesłanie jest tak intensywne i tak mocne, że co wrażliwsze dusze będą pękać niczym delikatne szkło.
Ci, którym nie jest obojętna Historia Polski znajdą tu jeszcze coś. No właśnie… Tak trudno mi to nazwać. Gdy grają nasz Hymn zawsze czuję cos podobnego. Rozpiera w duszy, ramiona potężnieją a w sercu rośnie nadzieja! Ten album daje nadzieję.

Znakomity rockowy zespół doskonale wiedział jak przymierzyć się do tych zawiłych i trudnych spraw. No i melodie. Boże mój; to jest właśnie MUZYKA. Zagrać fragment "Szarej Piechoty" i nie popaść w banał? To jest Sztuka! Stworzona przez odważnych dla odważnych i dla kolejnych pokoleń dzieci. Ten album winien znaleźć się w każdym domu. Bez względu na to, czego domownicy słuchają.

O tekstach nie będę Wam opowiadał. Trzeba je usłyszeć. Usłyszeć w śpiewie Norberta. Nie inaczej. Ależ dumny jestem. W końcu nasi zmierzyli się z tym, o czym tak wielu chciałoby zapomnieć.
CONTRA MUNDUM jest jak pięść. Mocno zaciśnięta, wysoko uniesiona w górę. Dzierżąca biało czerwoną Flagę. Nie pozwolimy zapomnieć.
Znakomita produkcja nie zabiła przekazu. Wbija w fotel. Wwierca się w trzewia… Czy muszę polecać ?!
Cześć i Chwała Bohaterom!

Niewiele wiem jak ty zapewne:
rzeka przepływa miastem moim,
a nad nią z brązu postać stoi
i domy z prawej, domy z lewej,
w których o twarzach nam podobnych
w pościelach leżą, oczy mrużą
ludzie znużeni jak obłoki
w sen zapatrzeni niby w lustro.
 
Są światy dwa…

("Do Potomnego")

dziennikarz radiowy w Radio Centrum Kalisz 106,4 FM
autor audycji "Wieczór Nie Tylko Rockowy"
 
[email protected]
Archive and playlists: chomikuj.pl


POSŁUCHAJ ZWIASTUNU ALBUMU
CONTRA MUNDUM "CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM"
PREMIERA 27.02.2015


POSŁUCHAJ CONTRA MUNDUM z nowego albumu (27.02.2015)
"Noc zapada nad cichym jeziorem"


[kliknij w okładkę, aby powiększyć]

CONTRA MUNDUM w składzie:

  • Norbert "Smoła" Smolińskiśpiew
  • Adam "Malczas" Malczewski gitary
  • Tomasz Zień organy Hammonda, piano, akordeon
  • Michał Kamińskigitara basowa
  • Emil Wernickiperkusja

Kontakt z zespołem CONTRA MUNDUM:

Strona główna>
Prawa autorskie>


CONTRA MUNDUM – "CZEŚĆ i CHWAŁA BOHATEROM"

REWELACYJNA PŁYTA "CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM" ZESPOŁU CONTRA MUNDUM UKAŻE SIĘ 27 LUTEGO 2015 R. JAKO BEZPŁATNY DODATEK DO KILKU TYTUŁÓW PRASOWYCH ! TRZEBA JĄ MIEĆ NA SWOJEJ PÓŁCE !

Muzyka rockowa nie  musi stać w sprzeczności do patriotyzmu, historii Narodu, szacunku do Bohaterów i pamięci o przelanej przez Nich krwi.
Przykładem na to niech będzie zespół CONTRA MUNDUM,
w tłumaczeniu: PRZECIW ŚWIATU.
My stajemy "tylko" i "aż" PRZECIW ZAPOMNIENIU.

Norbert "Smoła" Smoliński
(wokalista Contra Mundum)

Z wielką przyjemnością informuję, że znakomity program muzyczny "CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM", w wykonaniu zespołu CONTRA MUNDUM, na który to program składają się teksty wybrane przez Fundację "Pamiętamy", już 27 lutego br. ukaże się w postaci insertu płytowego CD w sieci dzienników Grupy Wydawniczej POLSKAPRESSE na terenie niemal całego kraju (Dziennik Bałtycki, Gazeta Krakowska, Gazeta Wrocławska, Głos Wielkopolski, Kurier Lubelski, oraz na terenie Mazowsza – Polska The Times).


POSŁUCHAJ ZWIASTUNU ALBUMU
CONTRA MUNDUM "CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM" PREMIERA 27.02.2015


POSŁUCHAJ CONTRA MUNDUM z nowego albumu (27.02.2015)
"Noc zapada nad cichym jeziorem"

O tym projekcie muzycznym miałem okazję już pisać, informując o pierwszym publicznym jego wykonaniu – 12 września 2014 r. w gdyńskim klubie "Ucho", w ramach festiwalu "Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci". Przypomnę tylko, że muzycy zespołu CONTRA MUNDUM, grający ciężkiego, ale bardzo melodyjnego rocka, muzycy fantastyczni brzmieniowo i rewelacyjni warsztatowo, ze świetnym wokalistą – Norbertem „Smołą” Smolińskim, wykorzystując teksty m.in. S. Wyspiańskiego, J. Słowackiego, C.K. Norwida, K.K. Baczyńskiego, T. Gajcego, Z. Herberta, ale także dwie piosenki z partyzanckich obozowisk Żołnierzy Wyklętych przeprowadzają słuchaczy przez istotny fragment dziejów polskiego ducha wolnościowego, opowiadają o ludziach, którym Ojczyzna nie była dana, lecz zadana, o pokoleniach naszych przodków, które stawały w obronie wolności naszej wspólnoty narodowej.

Nie od dzisiaj wiemy, że muzyka rockowa może być doskonałym nośnikiem takich treści, czego znakomitym przykładem jest płyta "CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM". Na ponad godzinny album (72 min.) składa się 15 utworów wykonanych w różnych konwencjach szeroko pojętej stylistyki rockowej. Niepowtarzalnego klimatu dodają płycie charakterystyczna barwa głosu wokalisty oraz orkiestracje i ciekawe instrumentarium zespołu (gitary elektryczne i akustyczne, organy Hammonda, akordeon, fortepian). W kolejne utwory wprowadza słuchacza odpowiednio dobrany fragment poezji lub myśl.

Zresztą, nie ma co więcej o tej płycie pisać. Jej trzeba, Szanowni Państwo, słuchać, do czego gorąco i serdecznie namawiam.

Posłuchaj wybranych fragmentów płyty
CONTRA MUNDUM "CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM":

Oficjalnym sponsorem projektu muzycznego "CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM" jest Bank Zachodni WBK.

Grzegorz Wąsowski
adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954




Zespół CONTRA MUNDUM podczas festiwalu "Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci", Gdynia 2014 r.


Lista utworów z albumu
CONTRA MUNDUM – "CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM"
  • 1. PROLOG – Adam Mickiewicz (fraza z dramatu "Dziady" cz.III; 1832 r.)/Stanisław Wyspiański (frag. dramatu "Wyzwolenie"; 1902 r.), wstęp jako motto programu: myśl prof. Henryka Elzenberga zapisana w jego dzienniku pod datą 13 października 1951 r.
  • 2. PIEŚŃ KONFEDERATÓW BARSKICH (fragm.) – Juliusz Słowacki (1843 r.) 3. SZTANDARY POLSKIE NA KREMLU – Mieczysław Romanowski (1857 r.), wstęp: fragm. poematu "Anhelli" – Juliusz Słowacki, treść napisu na sztandarze niesionym w Warszawie podczas demonstracji na cześć dekabrystów w styczniu 1831 r. Autor słów – Joachim Lelewel
  • 4. ZGASŁY DLA NAS NADZIEI PROMIENIE (fragm.) – Edmund Wasilewski, wstęp: fragm. depeszy Romualda Traugutta do księcia W. Czartoryskiego z dnia 9 grudnia 1863 r., fragm. wiersza "Opuszczona Cytadela" – Artur Oppman "Or-Ot"
  • 5. W PAMIĘTNIKU (fragm.) – Cyprian Kamil Norwid (1861 r.)/dodane wersy – Zbigniew Wąsowski (2015), wstęp: myśl Zbigniewa Herberta z listu do Haliny Misiołkowej z dnia 18 marca 1951 r.
  • 6. I ZNOWU TUPOT NÓG SOŁDACKICH – Władysław Sebyła (1938 r.), wstęp: fragm. "Traktatu poetyckiego" – Czesław Miłosz
  • 7. NOC ZAPADA NAD CICHYM JEZIOREM (fragm.) – Henryk Rasiewicz ps. "Kim" (24 grudnia 1943 r.), wstęp: fragm. roty przysięgi żołnierza Armii Krajowej w wykonaniu uczniów warszawskiego L.O. im.Władysława IV
  • 8. Z LASU – Krzysztof Kamil Baczyński (27 czerwca 1944 r.), wstęp: fragm. wiersza "Pokolenie" – Krzysztof Kamil Baczyński
  • 9. SCHODZĄC – Tadeusz Gajcy (1944 r.), wstęp: fragm. wiersza "Wiatr" – Krzysztof Kamil Baczyński
  • 10. POKOLENIE (fragm.) – Krzysztof Kamil Baczyński (22 lipca 1943 r.), wstęp: fragm. wiersza "Pieśń" z tomiku "Gdziekolwiek ziemia" -Tadeusz Borowski, fragm. recenzji tomiku "Gdziekolwiek ziemia" z prasy konspiracyjnej, 1943 r. – Wacław Bojarski
  • 11. DO POTOMNEGO (fragm.) – Tadeusz Gajcy (1944 r.), wstęp: fragm. wiersza "Śpiew murów" – Tadeusz Gajcy
  • 12. HYMN V BRYGADY WILEŃSKIEJ – Stefan Łaszkiewicz (?) ps. "Fryc" (lipiec 1945 r.), wstęp: fragm. wiersza "Dulce, decorum est pro patria mori" – Marian Hemar
  • 13. BALLADA O JANKU WIŚNIEWSKIM – muz. Andrzej Korzyński / sł. Krzysztof Dowgiałło (grudzień 1970), wstęp: fragm. wiersza "Przesłanie Pana Cogito" – Zbigniew Herbert, nawiązanie do zastrzelonych i zakatowanych w Trójmieście w grudniu 1970 r. oraz do wyroku sądu apelacyjnego w Warszawie w 2014 roku – Norbert “Smoła” Smoliński
  • 14. PROŚBA – Zbigniew Herbert (1957 r.), wstęp: parafraza myśli prof. Henryka Elzenberga
  • 15. EPILOG – fragm. poematu "Beniowski" – Juliusz Słowacki (1841 r.) / fragm. wiersza "Przesłanie Pana Cogito" – Zbigniew Herbert(1973 r.)

Koncept programu "CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM" oraz wybór tekstów:

Muzyka:

  • Norbert "Smoła" Smoliński – 1, 2, 3, 5, 6, 7, 9, 11, 12, 14, 15
  • Norbert "Smoła" Smoliński / Adam "Malczas" Malczewski – 4, 8, 10
  • W utworze "Noc zapada nad cichym jeziorem" wykorzystano motyw z marsza Pożegnanie Słowianki – muz. Wasyl Agapkin (na melodię tego marsza śpiewano pieśń "Rozszumiały się wierzby płaczące").
  • W utworze "Hymn V Brygady Wileńskiej" wykorzystano motyw z utworu "Szara Piechota" – muz. Leon Łuskino.

CONTRA MUNDUM w składzie:

  • Norbert "Smoła" Smoliński – śpiew
  • Adam "Malczas" Malczewski – gitary
  • Tomasz Zień – organy Hammonda, piano, akordeon
  • Michał Kamiński – gitara basowa
  • Emil Wernicki – perkusja

Kontakt z zespołem CONTRA MUNDUM:

Terminy najbliższych koncertów:

Strona główna>
Prawa autorskie>

68. rocznica śmierci mjr. "Ognia"

68. rocznica śmierci mjr. Józefa Kurasia  "Ognia"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Major Józef Kuraś "Ogień"

68 lat temu, 21 lutego 1947 r., w wyniku zdrady Stanisława Byrdaka, Antoniego Twaroga i Stefanii Kruk, w Ostrowsku na Podhalu został otoczony przez obławę UB-KBW mjr Józef Kuraś "Ogień", dowódca Zgrupowania Partyzanckiego "Błyskawica".
Nie widząc szansy wyrwania się z okrążenia, ostatnią kulę przeznaczył
dla siebie. W wyniku postrzału zmarł
dwadzieścia minut po północy, czyli już 22 lutego 1947 roku.
 
W
lecie 1946 r. jego rozkazom podlegało kilkanaście oddziałów,
skupiających w sumie ok. 600 partyzantów, zaś liczba współpracowników
przekraczała 2 tysiące ludzi. Oddziały podporządkowane „Ogniowi”
niepodzielnie panowały na terenie Podhala i powiatu tatrzańskiego, 
zbrojnie
przeciwstawiając się nowej okupacji.

Walczyliśmy o Orła, teraz – o koronę dla Niego, hasłem naszym Bóg, Ojczyzna, Honor
Tekst ulotki mjr. Józefa Kurasia "Ognia" z 1945 r.

 […] Sprawa złożenia broni: jako Polak i stary partyzant oświadczam: wytrwam do końca na swym stanowisku «Tak mi dopomóż Bóg». Zdrajcą nie byłem i nie będę. […] Daremne wasze trudy, mozoły i najrozmaitsze podstępy.
Fragment listu mjr. "Ognia" do UB


Apel w obozie oddziału ochrony sztabu mjr. Józefa Kurasia „Ognia” (przyjmuje meldunek). Lato 1946 r.

Komuniści
przez kilkadziesiąt lat kreowali opinie o „Ogniu”. Zafałszowana
propaganda miała zastąpić fakty skrywane w archiwach. W tysiącach
egzemplarzy wielokrotnie wznawiano preparowane przez komunistycznego
literata Władysława Machejka rzekome „dzienniki” „Ognia”. Do dziś wielu
uważa je za autentyczny „dokument”…

Najgroźniejsze było to, że banda «Ognia» miała oparcie w tamtejszym społeczeństwie.

I sekretarz Komitetu Powiatowego PPR w Nowym Targu Jan Półchłopek

Miejscowa ludność miała uzasadnioną wątpliwość czy władza ludowa w ogóle istnieje, wszak na tym terenie faktycznie nie liczyła się, nie była odczuwalna, na każdym kroku dawało o sobie znać […] reakcyjne podziemie. Górale nie wywiązywali się z obowiązków wobec Państwa […], np. do odbycia służby wojskowej zgłosiło się zaledwie 5 proc. poborowych.

Eugeniusz Wojnar – instruktor propagandy PPR w Nowym Targu


Grupa sztabowa zgrupowania „Ognia” nad Przełączą Borek w Gorcach latem 1946 r. „Ogień” z żoną stoi po lewej stronie.

Apel w obozie oddziału ochrony sztabu mjr. Józefa Kurasia „Ognia” (zaznaczony „×”). Gorce, lato 1946 r.

Józef Kuraś „Ogień” wśród podkomendnych (w środku grupy w białej koszuli), pierwszy z lewej Kazimierz Kuraś „Kruk” (bratanek "Ognia", osaczony wraz nim poległ 21 II 1947 r.), drugi z prawej Jan Kolasa „Powicher”.

Major został zdradzony przez  Stanisława Byrdaka, Antoniego Twaroga i Stefanię Kruk.
Wszyscy ci ludzie związani byli wcześniej z jego oddziałami. To dzięki
m.in. Stefanii Krukowej – łączniczce i matce złapanego i maltretowanego
przez bezpiekę jednego z „ogniowców” – Urzędowi Bezpieczeństwa udało się
zasadzić na mjr. Józefa Kurasia „Ognia” w 1947 r. w Ostrowsku.
Nowotarskie UB informacje otrzymało ok. godz. 9:30, 21 lutego 1947 r.
Ok. godz. 10:00, czterdziestoosobowa grupa z odwodu Wojsk Wewnętrznych,
wzmocniona przez dziesięciu funkcjonariuszy UB i MO, wyjechała do
Ostrowska.

Dom w Ostrowsku, w którym 21 lutego 1947 r. osaczono Józefa Kurasia „Ognia”.

Atak
na dom Józefa i Anny Zagatów, w którym przebywał „Ogień” rozpoczęto ok.
godz. 13:00. Wcześniej otoczono cały kompleks zabudowań w trójkącie
trzech dróg. W trakcie strzelaniny Jan Kolasa „Powicher” wraz z
rannym Stanisławem Ludzią „Harnaś”
zdołali się przebić i uciec. Zginęli Stanisław Sral „Zimny”,
Kazimierz Kuraś „Kruk” (bratanek „Ognia”). Franciszkowi Dróżdżowi 
„Szpakowi” udało się ukryć.

Stanisław Ludzia ps. "Harnaś", dowódca postogniowego oddziału "Wiarusy",
walczącego na Podhalu do końca lat 40-tych. W wyniku prowokacji ujęty
przez UB i zamordowany 12 stycznia 1950 roku. Zdjęcie z aresztu WUBP w
Krakowie, wykonane w drugiej połowie 1949 r.

Partyzanci
najpierw niepostrzeżenie przeniknęli do sąsiedniego budynku Michała
Ostwalda. Podpalono zabudowania, ale „Ogień” wraz z Ireną Olszewską ps.
„Hanka” zdołał przedostać się do kolejnego budynku Marii Kowalczyk –
Pachowej. Tam otoczony, został wezwany do poddania się. Odmówił,
polecając skorzystać z tej propozycji „Hance”. Po jej wyjściu z budynku
„Ogień” próbował popełnić samobójstwo. Strzał w skroń nie spowodował
jednak natychmiastowego zgonu – w stanie utraty przytomności został
pojmany. Żołnierze obławy, po wdarciu się na strych, zrzucili
nieprzytomnego „Ognia” po schodach, jednak UB-ecy, doceniając w pełni
wagę informacji, jakie planowali uzyskać podczas przesłuchań, za wszelka
cenę chcieli go ocalić. Przeniesiono go na ciężarówkę, sanitariusz KBW
udzielił mu pierwszej pomocy i zawieziono go do nowotarskiego szpitala,
który otoczył kordon KBW, a wewnątrz pilnowała „Ognia” obstawa UB i MO.

Ostrowsko, 21 lutego 1947 r. Ubecka
fotografia rannego mjr. Józefa Kurasia „Ognia”. Po śmierci jego ciało zostało pogrzebane przez komunistów w nieznanym miejscu. W
sprawie ukrycia zwłok „Ognia” ówczesny kierownik Sekcji ds. Walki z
Bandytyzmem PUBP w Nowym Targu, Kazimierz Jaworski, wyraził się jasno:
„Nie chcieliśmy pochować go na ziemi nowotarskiej, aby jego grób nie
stał się miejscem manifestacji, składania kwiatów itp.”.

Próby
uratowania życia okazały się nieskuteczne. Major Józef Kuraś „Ogień”
zmarł dwadzieścia minut po północy, czyli już 22 lutego 1947 roku. Ciało
zostało zabrane i złożone na podwórku WUBP w Krakowie i według
niepotwierdzonych informacji, następnego dnia przekazano je Wydziałowi
Lekarskiemu Akademii Medycznej, jako zwłoki nieznanego mężczyzny.

Ufundowany przez Fundację "Pamiętamy" i odsłonięty w Zakopanem, 13
sierpnia 2006 r. przez ŚP. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego pomnik w
hołdzie mjr. "Ogniowi" i jego żołnierzom jest niewielkim, symbolicznym
zadośćuczynieniem za ogrom kłamstw, krzywd i zbrodni, których
doświadczyli Ci ludzie z rąk komunistycznych oprawców.

Major
Józef Kuraś "Ogień" do dziś nie ma swojego grobu, UB nigdy nie ujawniło
miejsca jego pochówku, czy tajemnicy co się stało z ciałem, choć wiele
wskazuje na to, że po śmierci legendarnego partyzanta jego szczątki
spoczęły na Rakowicach w Krakowie, w kwaterach gdzie grzebano
partyzantów, którzy zginęli z rąk komunistycznego aparatu
bezpieczeństwa.
W walce z komunistami zginęło lub zostało
zamordowanych ponad
dziewięćdziesięciu podkomendnych "Ognia". Grobów zdecydowanej większości
z Nich także do dzisiaj nie udało się odnaleźć. Być może w przyszłości
dane będzie Majorowi i jego żołnierzom spocząć w poświęconej ziemi…

12 sierpnia 2012 r. przy szlaku na Turbacz, nieco poniżej najwyższego wierzchołka Gorców, odsłonięto kolejny (23) pomnik ufundowany przez Fundację "Pamiętamy", poświęcony partyzantom walczących w Gorcach z niemieckim i komunistycznym zniewoleniem.

Pomnik w kształcie brzozowego krzyża nakrytego partyzancką czapką upamiętnia żołnierzy Konfederacji Tatrzańskiej, Armii Krajowej, Ludowej Straży Bezpieczeństwa, Zgrupowania "Błyskawica" Józefa Kurasia "Ognia" oraz partyzantów postogniowego oddziału "Wiarusy".


GLORIA VICTIS !!!


Więcej na temat mjr. Józefa Kurasia "Ognia", Zgrupowania Partyzanckiego "Błyskawica" i oddziału "Wiarusy" czytaj:

Zainteresowanych
historią mjr. "Ognia" i jego Zgrupowania odsyłam do "Biuletynu IPN" nr 1-2/2010 [pobierz PDF>], poświęconemu w całości Podhalu. Oprócz
wielu ciekawych artykułów na ten temat, „Biuletyn IPN” zawiera również
bezpłatny dodatek – płytę DVD z programem „Siła bezsilnych – »Ogień«” i filmem dokumentalnym „My, Ogniowe dzieci”.

W
podwójnym numerze „Biuletynu IPN” przedstawiono najnowsze dzieje
Podhala – od dwudziestolecia międzywojennego aż po czasy „Solidarności” i
stanu wojennego. W numerze zarysowano plany niemieckiego okupanta wobec
regionu, kolaborację i mocną odpowiedź struktur Polskiego Państwa
Podziemnego. Na szczególną uwagę zasługują teksty o oporze wobec
wszelkich prób komunizowania Podhala. Stron 208.

68. rocznica śmierci mjr. "Zagończyka" i kpt. "Warszyca"

68. rocznica śmierci mjr. Franciszka Jaskulskiego "Zagończyka" i kpt. Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca".
                                                    …Nie dajmy zginąć poległym.

Zbigniew Herbert

W
dniu dzisiejszym, 19 lutego 2015 roku, przypada
68. rocznica
zamordowania przez komunistycznych oprawców dwóch wybitnych oficerów
podziemia antykomunistycznego w Polsce: mjr. Franciszka Jaskulskiego
"Zagończyka" i kpt. Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca”.

_
Mjr. Franciszek Jaskulski "Zagończyk" i kpt. Stanisław Sojczyński "Warszyc".

19
lutego 1947 r., na trzy dni przed wejściem w życie ustawy amnestyjnej, w
dwóch różnych więzieniach stracono dowódcę oddziałów Związku Zbrojnej Konspiracji, mjr. "Zagończyka" (w Kielcach) i twórcę Konspiracyjnego Wojska Polskiego, kpt. "Warszyca"
(w Łodzi). Ci dwaj oficerowie Wojska Polskiego, Armii Krajowej i
powojennej partyzantki niepodległościowej, to jedni z najbardziej
bohaterskich żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego i najwspanialsze
postacie antykomunistycznego oporu przeciwko sowietyzacji Polski.

Protokół wykonania wyroku śmierci na mjr. Franciszku Jaskulskim "Zagończyku"

Protokół wykonania wyroku śmierci na kpt. Stanisławie Sojczyńskim "Warszycu"

GLORIA VICTIS !

Więcej na temat mjr. "Zagończyka" i kpt. "Warszyca" czytaj:

Strona główna>
Prawa autorskie>

TRZEBA PRZECZYTAĆ !!! (83)


Kazimierz Krajewski
Na straconych posterunkach. Armia Krajowa na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej 1939-1945

Wydawnictwo Literackie 2015, ss. 928, oprawa twarda, format: 160×240 mm


Dramatyczna i wciąż bardzo mało znana historia polskiej armii i partyzantki na Kresach Wschodnich w czasach drugiej wojny światowej i początków komunistycznej Polski.

Kresy Wschodnie — sam termin może narzucać skojarzenie z niewielkim pasem ziemi na wschodzie II Rzeczypospolitej, a były to przecież obszary stanowiące ponad połowę terytorium ówczesnej Polski.
Gdy sięgniemy do podstawowych danych dotyczących owych „kresów”, okaże się, że wymowa liczb jest wstrząsająca. Kresy Wschodnie to nie był żaden odległy skrawek naszych ziem, tylko przeszło połowa terytorium Rzeczypospolitej Polskiej! Kresy Wschodnie, zagarnięte w 1939 roku przez Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich i ostatecznie anektowane przez to państwo w latach 1944–1945, to siedem najdalej wysuniętych na wschód województw, a także część województwa białostockiego (tj. Grodno z powiatami grodzieńskim i wołkowyskim) oraz spora część powiatu augustowskiego (gminy Balla Kościelna, Łabno, Sopoćkinie i Hołynka). Tereny, o których mówimy, zamieszkiwało w 1939 roku około trzynastu milionów obywateli Rzeczypospolitej Polskiej.

To tam niemieccy i sowieccy najeźdźcy uścisnęli sobie dłonie we wrześniu 1939 roku, a po hitlerowskiej inwazji na Związek Radziecki właśnie na Kresach rozpętała się wojenna zawierucha, w której walkę toczyły dwa totalitarne reżimy i partyzantki kilku narodów na czele z Polakami.
Wojna na Kresach nie skończyła się po kapitulacji Niemiec, trwała jeszcze przez kilka lat, a układy sił i sojuszy kilkukrotnie uległy zmianom. Książka Kazimierza Krajewskiego, historyka warszawskiego IPN-u, jest opowieścią o walce, którą na Kresach stoczyła Armia Krajowa.
Od pierwszych polskich oddziałów, przez działalność w ramach AK, a następnie, już po jej rozwiązaniu, konflikt z nowym, „czerwonym” okupantem pod szyldami różnych podziemnych organizacji poakowskich. Historia, o której jeszcze niewiele uczą w szkołach: walka każdego z każdym – Wehrmacht, Polacy, Ukraińcy, Litwini, Żydzi, Armia Czerwona i komunistyczna partyzantka. Najpierw wojenny cyklon, który wymagał czasem nieoczekiwanych taktycznych sojuszy AK z Niemcami czy Sowietami. Potem dalsza walka „leśnych żołnierzy” z komunistycznym reżimem – bezpieką i wojskiem Polski Ludowej i ZSRR.

Książka do nabycia m.in.:


Zainteresowanych walką polskich partyzantów na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej po wkroczeniu Sowietów, m.in.:

zapraszam do lektury kategorii Im poświęconej:

Przeczytaj okazjonalnie wydane opracowanie, autorstwa Kazimierza Krajewskiego i Tomasza Łabuszewskiego, zatytułowane „Polegli na straconych posterunkach. Z dziejów polskiego podziemia niepodległościowego na Kresach  II Rzeczypospolitej (1944-1956)”, które – klikając na okładkę poniżej – można pobrać w całości (w formacie PDF).

Zobacz również:

Strona główna>
Prawa autorskie>

64. rocznica śmierci por. "Burty"

64. rocznica śmierci por. Jana Leonowicza "Burty"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Por. Jan Leonowicz "Burta" (15 I 1912 – 9 II 1951)

64 lata temu, 9 lutego 1951 r., w zasadzce zorganizowanej we wsi Nowiny przez grupę operacyjną UB pod dowództwem sierż. Ryszarda Trąbki,   zginął por. Jan Leonowicz ps. "Burta",
żołnierz Armii Krajowej, dowódca jednego z najdłużej walczących z
komunistami oddziałów partyzanckich samodzielnego Obwodu WiN Tomaszów
Lubelski.

Jego zwłoki przewieziono do Tomaszowa Lub., gdzie przez dwa tygodnie
wystawione były na widok publiczny przed budynkiem PUBP. Do dzisiaj nie
wiadomo gdzie zostało pogrzebane ciało  por. "Burty". Zakopano je
najprawdopodobniej na dziedzińcu tomaszowskiego PUBP lub na nowym
cmentarzu przy drodze do Zamościa.

Zwłoki Jana Leonowicza "Burty" na dziedzińcu tomaszowskiego PUBP, luty 1951 r. Zdjęcie wykonane przez bandytów z UB.

GLORIA VICTIS !!!

Jan Leonowicz, ps. "Burta" (ur. 15 stycznia 1912 r. w Żabczu, gm. Poturzyn, pow. Tomaszów Lubelski, zm. 9 lutego 1951 r. we wsi Nowiny, pow. Tomaszów Lubelski) – członek SZP-ZWZ-AK, działacz WiN, dowódca oddziału partyzanckiego na Lubelszczyźnie.

Jan Leonowicz z żoną Marią Ludwiką z d. Lanckorońską, 1937 r.

Pochodził
z rodziny ziemiańskiej Mariana i Anastazji z d. Jurczak, był jednym z
dziesięciorga rodzeństwa. Ojciec był leśniczym, dziadek powstańcem
styczniowym. Po ukończeniu szkoły powszechnej rozpoczął naukę w
gimnazjum. Służbę wojskową odbywał w 2. psk w Hrubieszowie.

We
wrześniu 1939 walczył w szeregach macierzystej jednostki, ranny,
powrócił z frontu w październiku 1939. Wstąpił do Służby Zwycięstwu
Polski (SZP). 25 grudnia 1939 wziął udział w rozbiciu posterunku policji
granatowej w okolicach Łaszczowa. W 1940 został aresztowany przez
policję ukraińską w Poturzynie, zwolniony dzięki staraniom ojca.
Prawdopodobnie od 1942 dowódca sekcji szturmowej "Poturzyn" (jednej z
dziewięciu grup bojowych) odcinka "Wschód" Obwodu AK Tomaszów Lubelski. 1
marca 1943 wziął udział w akcji na posterunek policji ukraińskiej w
Poturzynie, w trakcie której placówkę tę rozbito, zabijając 6 Ukraińców
(w tym dwóch komendantów posterunków w Telatynie i Poturzynie) oraz
komisarycznego wójta gminy Poturzyn. Na przełomie 1943/1944 przebywał w
sztabie obwodu znajdującym się na skraju Puszczy Solskiej, w pobliżu
leśniczówki Rebizanty nad Tanwią. W 1944 żołnierz "Kompanii Leśnej"
ppor. rez. Witolda Kopcia, a także dowódca jednego z patroli plutonu
lotnego żandarmerii polowej sierż. rez. Wacława Kaszuckiego. W ostatnich
dniach lutego w Poturzynie oraz 5 i 9 kwietnia 1944 na odcinku
Podlodów-Żerniki-Rokitno, w rejonie Steniatyna i Posadowa, brał udział w
walkach przeciwko Ukraińskiej Narodowej Samoobronie i UPA. Od wiosny
1944 służył najprawdopodobniej jako zwiadowca w dowodzonej przez sierż.
Andrzeja Dżygałę "Kompanii Żelaznej". Podczas akcji "Sturmwind II" razem
z kilkoma partyzantami przebił się przez trzy pierścienie niemieckiej
obławy. W ramach akcji "Burza" znalazł się w szeregach odtwarzanego
przez Inspektorat Zamość 9. pp AK.


Por. Jan Leonowicz "Burta"

Po wkroczeniu Sowietów nie
złożył broni. Od grudnia 1944 służył jako podchorąży, następnie (na
przełomie maja i czerwca 1945) został awansowany do stopnia chorążego.
Działał jako oficer broni w strukturach Obwodu Tomaszów Lubelski,
Inspektorat Zamość AK-DSZ-WiN. Wiosną 1945 zorganizował grupę lotną w
sile ok. 20-30 żołnierzy, która operowała w północnej części powiatu
Tomaszów. Oddział przetrwał do końca czerwca 1945. Latem, po ogłoszeniu
tzw. małej amnestii część żołnierzy ujawniła się, natomiast ci, którzy
tego nie uczynili, ukryli się. Przy Leonowiczu pozostało jedynie dwóch
ludzi. Ich głównym celem było w tym czasie rozbrajanie funkcjonariuszy
MO i ORMO orz rozpędzanie zebrań agitacyjnych organizowanych przez PPR.
Od początku 1946 zaczął ponownie rozbudowywać swoją grupę, która
wsławiła się m.in. wykonaniem 31 maja 1946 wyroku śmierci na
wiceprzewodniczącym Powiatowej Rady Narodowej Wincentym Umerze
(Humerze), ojcu stalinowskiego zbrodniarza Adama Humera (czytaj również TUTAJ).
Powiększanie oddziału trwało do początku 1947. W okresie przedwyborczym
Leonowicz zaniechał wszelkich akcji zbrojnych, ograniczając się jedynie
do przeciwdziałania wyborczej propagandzie i agitacji. Po ogłoszeniu 22
lutego 1947 amnestii niemal wszyscy członkowie oddziału się ujawnili.

W kwietniu lub maju 1947 Leonowicz nawiązał kontakt z komendantem oddziałów leśnych Inspektoratu Lublin mjr. Hieronimem Dekutowskim  "Zaporą"
i postanowił pozostać w konspiracji. 1947-1951 działał w strukturach
samodzielnego Obwodu WiN Tomaszów Lubelski. W tym czasie komendantem
Obwodu był por. Stefan Kobos (ps. "Wrzos"), który nie podporządkował się
strukturom tzw. drugiego Inspektoratu AK Zamość,
dowodzonego przez kpt. Mariana Pilarskiego. Leonowicz w stopniu
porucznika pełnił funkcję dowódcy patrolu leśnego, który 1947-1949
liczył 3-7 ludzi, a w końcu 1949 rozrósł się do rozmiarów kompanii
szkieletowej (ok. 30-40 żołnierzy). Jednocześnie rozbudowywała się
siatka terenowa, wg informacji UB liczyła ona ok. 200 współpracowników i
obejmowała 5 powiatów: Biłgoraj, Hrubieszów, Lubaczów, Tomaszów i
Zamość. Do lata 1948 Leonowicz utrzymywał kontakty z grupą OUN dowodzoną
przez Jana Niewiadomskiego ps. "Jurko".


Por. Jan Leonowicz "Burta". Zima 1950/1951

Oddział
"Burty" rozbrajał milicjantów i ormowców, wykonywał egzekucje na
agentach UB, działaczach PPR i PZPR, aktywnych współpracownikach "nowej
władzy", a także na pospolitych bandytach, m.in. na działaczu PPR w
Maziłach, Józefie Petrynie (13 września 1947), komendancie posterunku
MO w Rachaniach, Zygmuncie Bielaku (11 lipca 1948), mordercy i
konfidencie, byłym żołnierzu oddziału, Adamie Fornucu (lato 1948),
członku PZPR, wójcie gminy Telatyn, Władysławie Ślęzaku (30 kwietnia
1949), agencie UB Władysławie Adamie Adamcu (18 maja 1949 – egzekucję
wykonał osobiście Leonowicz), członku PZPR, wójcie gminy Majdan Sopocki,
Andrzeju Wrębiaku (12 lipca 1949). Ponadto grupa przeprowadziła wiele
akcji bojowo-dywersyjnych, m.in. na stację kolejową, pocztę i
spółdzielnię w Suścu (23 października 1948) oraz na posterunki ORMO w
Dyniskach (kwiecień 1949) i Tarnawatce (29 września 1950). Oddział
stoczył również wiele potyczek z grupami operacyjnymi UB, MO i KBW.

Jan Leonowicz
zginął 9 lutego 1951 w zasadzce zorganizowanej przez grupę operacyjną
UB pod dowództwem sierż. Ryszarda Trąbki, w zabudowaniach swojej
przyjaciółki, nauczycielki Władysławy Płoszajówny we wsi Nowiny. Jego
zwłoki przewieziono do Tomaszowa, gdzie przez dwa tygodnie wystawione
były przed budynkiem PUBP na widok publiczny. Ciało pogrzebano
najprawdopodobniej na dziedzińcu PUBP lub na nowym cmentarzu przy drodze
do Zamościa.


Dom w Nowinach, przy którym 9 lutego 1951 roku, w zasadzce zorganizowanej przez UB, poległ Jan Leonowicz "Burta" (fot. narodowytomaszow.blogspot.com)

Pomnik w miejscu śmierci Jana Leonowicza „Burty” w Nowinach (fot. narodowytomaszow.blogspot.com)

Po śmierci „Burty" dowództwo nad pozostałościami oddziału przejął Jan Turzyniecki „Mogiłka", którego jako jednego z ostatnich „burtowców" ujęto 10 października 1953 r.

Jan Leonowicz "Burta" był żonaty z Ludwiką z d. Lanckorońską, z którą miał córkę Barbarę.

Zobacz również film Z archiwum IPN: "Mogiłka", o Janie Turzynieckim ps. "Mogiłka",
zastępcy por. "Burty". W początkach 1948 r. nawiązał on kontakt z Janem
Leonowiczem "Burtą" i został przyjęty do jego oddziału. Został dowódcą
jednego z patroli i jednocześnie zastępcą dowódcy oddziału. Kres
działalności tego oddziału nastąpił dopiero we wrześniu 1959 r. Samego
"Mogiłkę" ujęto natomiast w maju 1953 r. Po trwającym 11 miesięcy
brutalnym śledztwie Turzynieckiego osądzono i skazano na wielokrotną
karę śmierci. Sąd Wojskowy zamienił ten wyrok w 1955 r. na 12 lat
pozbawienia wolności. "Mogiłka" wyszedł na wolność w czerwcu 1964 r.
jako wrak człowieka. Nie nacieszył się wolnością, gdyż już w osiem
miesięcy od wyjścia z więzienia zmarł. Pochowano go na cmentarzu w
Tomaszowie Lubelskim.


Jan Turzyniecki "Mogiłka", dowódca oddziału po śmierci "Burty".

O por. Janie Leonowiczu "Burcie" czytaj więcej:

Strona główna>
Prawa autorskie>

64. rocznica śmierci mjr. "Łupaszki"

64. rocznica zamordowania mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (12 III 1910 r. – 8 II 1951 r.)

64 lata temu, 8 lutego 1951 roku,  komunistyczni oprawcy zamordowali mjr. Zygmunta Szendzielarza  ps. "Łupaszka", jednego z najwybitniejszych oficerów Wojska Polskiego i Armii Krajowej, dowódcę 5. Brygady Wileńskiej AK, dwukrotnego kawalera  orderu Virtuti Militari.

Major
"Łupaszka"
został aresztowany przez UB 30 czerwca 1948 r. w Osielcu na Podhalu i po ciężkim
śledztwie, 2 listopada 1950 r. skazany przez Wojskowy Sąd
Rejonowy w Warszawie, pod przewodnictwem sędziego Mieczysława Widaja [czyt.: Stalinowski sędzia…, Zmarły, nieosądzony] na 18-krotną karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego
1951 r. w więzieniu na Rakowieckiej – strzałem w tył głowy.

Wraz z nim zamordowano trzech innych oficerów wileńskiej Armii Krajowej: ppłk Antoniego Olechnowicza ps. "Pohorecki", ppor. Lucjana Minkiewicza ps. "Wiktor" i kpt. Henryka Borowego – Borowskiego ps. "Trzmiel".

Ich ciała posypano wapnem i wdeptano w ziemię w nieznanym do niedawna miejscu na warszawskich Powązkach.

W
czwartek, 8 lutego 1951 r. kat wywołał z celi majora "Łupaszkę". Za
chwilę miał się znaleźć na schodach krwawej mokotowskiej piwnicy.
Wszystkie piwnice są do siebie podobne, więc mokotowska pewnie nie
różniła się zbytnio od tej w Twerze, w siedzibie NKWD przy ul.
Sowieckiej 5, gdzie w kwietniu i w maju 1940 r. na polskich majorów
czekał w gumowym fartuchu i z naganem w łapie major NKWD Błochin. Jak
się nazywał morderca z Mokotowa, który tego dnia "pełnił służbę" i
przyłożył majorowi "Łupaszce" nagana do karku? Nie wiemy, są tylko
przypuszczenia, ale to nie ważne, bo i on, i Błochin to dzieci tego
samego diabła. A propos dzieci: pewnie je dobrze wykształcił, bo miały
dużo dodatkowych punktów na egzaminach wstępnych. Może te dzieci i ich
dzieci są teraz sędziami albo prokuratorami? Pewnie ojciec miał w tej
branży znajomości. Major powiedziałby na to wszystko tak, jak zwykł
mawiać w podobnych okolicznościach: "Kat z nimi !". Zanim wyszedł ze
zbiorowej celi, stanął przez chwilę nieruchomo, popatrzył po raz ostatni
na swoich towarzyszy niedoli i – jak relacjonował potem najmłodszy
więzień z celi, o pseudonimie "Młodzik" – powiedział głośno: "Czołem,
Panowie !"

Czołem, Panie Majorze! Polacy pamiętają!*
Zygmunt Szendzielarz
urodził się 12 marca 1910 r. w Stryju (woj. stanisławowskie), w
wielodzietnej rodzinie urzędnika kolejowego Karola i Eufrozyny z domu
Osieckiej. Miał dwie siostry i trzech braci. Zygmunt uczył się we Lwowie
i Stryju, gdzie w 1929 r. ukończył gimnazjum, a następnie wstąpił do
szkoły podchorążych zawodowych w Różanie, którą ukończył w 1931 r.
Następnie trafił do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, po
którego ukończeniu w stopniu podporucznika został przydzielony do 4
pułku ułanów zaniemeńskich w Wilnie. W połowie 1936 r. otrzymał
stanowisko dowódcy 2 szwadronu.

W szeregach 4 pułku ułanów brał
udział w wojnie obronnej 1939 r. w składzie Wileńskiej Brygady Kawalerii
WP. W końcowym okresie walk dołączył ze swym szwadronem do Grupy
Operacyjnej Kawalerii dowodzonej przez gen. Andersa. 27 września 1939 r.
dostał się do niewoli sowieckiej, z której uciekł po kilku dniach i
przedostał się do Lwowa. W listopadzie 1939 r. powrócił do Wilna, gdzie
ukrywał się przed aresztowaniem pod fałszywym nazwiskiem Władysław
Chawling i uczestniczył w działalności konspiracyjnej. W sierpniu 1943
r. na mocy rozkazu Komendanta Wileńskiego Okręgu AK ppłk.
Krzyżanowskiego „Wilka” został skierowany na stanowisko dowódcy oddziału
partyzanckiego AK ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”. Dotarł w
rejon jego bazy nad Jeziorem Narocz już po rozbiciu tej jednostki przez
sowiecką brygadę Fiodora Markowa (zamordowano wówczas „Kmicica” i około
80 żołnierzy AK). Z niedobitków zorganizował nowy oddział partyzancki,
od listopada 1943 r. noszący nazwę 5 Brygady Wileńskiej AK, na czele
której wykonał kilkadziesiąt udanych akcji przeciwko Niemcom,
kolaborującym Litwinom, a przede wszystkim partyzantce sowieckiej.

Dowodzona przez niego brygada, po uzgodnieniu tego z komendantem „Wilkiem”, nie wzięła udziału w operacji „Ostra Brama”,
lecz atakując oddziały niemieckie wycofała się na zachód. 23 lipca 1944
r. część żołnierzy „Łupaszki” została rozbrojona przez Armię Czerwoną w
Puszczy Grodzieńskiej, reszta w niewielkich grupach przedzierała się
dalej na zachód, z zamiarem ponownego połączenia się w Puszczy
Augustowskiej. W sierpniu 1944 r. część partyzantów wileńskich zebrała
się  ponownie pod rozkazami „Łupaszki” na terenie powiatu bielskiego,
gdzie podporządkowali się Komendzie Białostockiego Okręgu AK, która
awansowała Zygmunta Szendzielarza na stopień majora i „dowódcę
partyzantki okręgu”. Odtworzona przez mjr. „Łupaszkę” 5. Brygada
Wileńska AK ponownie wyszła w pole 5 kwietnia 1945 r. Oddział, którego
liczebność początkowo wahała się w granicach 20-30 partyzantów, w
szczytowym okresie rozwoju, latem 1945 r. osiągnął stan ok. 250
żołnierzy i był jedną z najsilniejszych, a z pewnością najlepszą
jednostką partyzancką w Okręgu AKO Białystok. Podobnie jak na
Wileńszczyźnie „Łupaszka” zastosował w prowadzeniu działań dywersyjnych
taktykę operowania jednocześnie kilkoma pododdziałami spotykającymi się
co kilka tygodni na wyznaczanych z góry koncentracjach. Działania jego
podkomendnych cechowały dyscyplina, karność i wojskowy dryl,
konsekwentnie egzekwowany przez dowódcę, lecz także zdecydowanie i
radykalizm w walce z sowieckim okupantem i jego komunistycznymi
poplecznikami. Funkcjonariusze UB – uznawani za członków organizacji
zbrodniczej, podobnie jak wcześniej gestapo – byli przez nich
likwidowani, tak samo jak i funkcjonariusze NKWD. W sumie dowodzona
przez „Łupaszkę” 5. Brygada Wileńska, działając od kwietnia do września
1945 r., przeprowadziła na Białostocczyźnie około 80 akcji przeciw NKWD
oraz UBP i ich agenturze, a także przeciw MO i KBW. W początkach
września 1945 r. na rozkaz Komendy Okręgu Białostockiego AKO wydany w
związku z zarządzoną przez Delegaturą Sił Zbrojnych akcją
„rozładowywania lasów” „Łupaszka” polecił rozformować Brygadę. W polu
pozostał jedynie niewielki pododdział dowodzony przez ppor. Lucjana Minkiewicza „Wiktora”, na bazie którego powstała wkrótce 6. Brygada Wileńska AK, nad którą dowodzenie objął kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”.

Zygmunt
Szendzielarz wyjechał jesienią 1945 r. na Pomorze, gdzie podporządkował
się komendantowi eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK, ppłk.
Antoniemu Olechnowiczowi „Pohoreckiemu” i w 1946 r. wznowił działalność
bojową. Początkowo na jego rozkaz zorganizowano cztery patrole
dywersyjne, a w kwietniu 1946 r. ponownie wyszedł w pole w Borach
Tucholskich zawiązek odtworzonej 5. Brygady Wileńskiej, nad którą objął
osobiste dowództwo. Jednostka ta liczyła początkowo dwa, a od czerwca
1946 r. trzy kadrowe pododdziały zwane szwadronami (ok. 70 ludzi).  W
ciągu zaledwie 7 miesięcy działalności na Pomorzu wykonały one 170
akcji, w tym rozbiły 27 posterunków milicji i placówek NKWD.

Jesienią
1946 r. mjr Szendzielarz na czele  4. szwadronu dowodzonego przez ppor.
Henryka Wieliczkę „Lufę” przeszedł na teren woj. białostockiego, gdzie
dołączył do 6. Brygady Wileńskiej. Jeszcze zimą 1947 r. „Łupaszka”
osobiście dowodził niektórymi akcjami, jednak po koncentracji 6. Brygady
w końcu marca 1947 r. opuścił oddział. Początkowo przebywał w
Warszawie, następnie w okolicach Głubczyc, wreszcie w Osielcu na Podhalu, gdzie został  aresztowany przez funkcjonariuszy MBP 30 czerwca 1948 r.

Mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", zdjęcie sygnalityczne wykonane przez UB w 1948 r.

Kpt. Henryk Borowy-Borowski "Trzmiel", zdjęcie sygnalityczne wykonane przez UB w 1948 r.

Po
długotrwałym śledztwie 2 listopada 1950 r. został skazany przez
Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie pod przewodnictwem sędziego
Mieczysława Widaja na 18-krotną karę śmierci. Podczas śledztwa zachował
godną postawę, biorąc na siebie pełną odpowiedzialność za działania
podległych mu oddziałów. Został zamordowany strzałem w tył głowy w
podziemiach więzienia MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie w dniu 8
lutego 1951 r. Jego ciało pogrzebano w bezimiennej mogile na
warszawskich Powązkach.

W wyniku prac ekshumacyjnych,
prowadzonych od lata 2012 roku w kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na
Powązkach w Warszawie, w ramach projektu naukowo-badawczego
"Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z
lat 1944-1956" realizowanego przez Instytut Pamięci Narodowej, Radę
Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Ministerstwo Sprawiedliwości we
współpracy z Miastem Stołecznym Warszawa, w 2013 r. odnaleziono i
zidentyfikowano szczątki mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" i kpt. Henryka Borowego-Borowskiego "Trzmiela".


Konferencja IPN w sprawie identyfikacji szczątków mjr. "Łupaszki" i innych zamordowanych przez komunistów (kliknij w zdjęcie i obejrzyj zapis konferencji na youtube).

Więcej na temat ekshumacji ofiar terroru komunistycznego czytaj:

Wbrew
kilkudziesięcioletnim zabiegom komunistów, którzy starali się wszelkimi
sposobami zohydzić jego postać, mjr Zygmunt Szendzielarz przeszedł do
historii jako jeden z najwybitniejszych polskich dowódców partyzanckich.
Jak napisali znawcy historii Brygad Wileńskich, dr Kazimierz Krajewski i dr Tomasz Łabuszewski:

[…] mjr „Łupaszka” był patriotą konsekwentnym, bez względu
na zmieniające się teatry działań bojowych, na piętrzące się
przeciwności losu, był nim wbrew kalkulacjom politycznym, wbrew
znikomym, a później już żadnym szansom na zwycięstwo. Z potrzeby dawania
świadectwa, wierności złożonej kiedyś przysiędze
.

GLORIA VICTIS !!!

Na temat mjr. "Łupaszki" i jego żołnierzy czytaj:


* Fragment tekstu pochodzi z artykułu Piotra Szubarczyka Czołem, Panie Majorze!, który ukazał się w Nr 1/2010 (#47) Niezależnej Gazety Polskiej – Nowe Państwo.

Strona główna>
Prawa autorskie>