Zbigniew Herbert

Walenty Waśkowicz „Strzała”, „Strzałka” (1913-1949), podoficer WP, żołnierz AK-WiN, dowódca plutonu/patrolu w oddziale kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, rolnik; st. sierż. (od 11 listopada 1946 r.).
Urodził się 30 stycznia 1913 r. w Nowej Woli, gm. Serniki, pow. Lubartów, s. Józefa i Marii z d. Włosek. Przed wojną służył w 23. pp WP we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie ukończył szkołę podoficerską. We wrześniu 1939 r. walczył w składzie macierzystej jednostki. Uniknął wzięcia do niewoli i przedostał się w rodzinne strony. W okresie okupacji członek AK, pełnił funkcję sekcyjnego w Rejonie I Obwodu AK Lubartów. Po wkroczeniu Sowietów na Lubelszczyznę zmobilizowany do WP, pełnił funkcję instruktora w szkole podoficerskiej na Majdanku. W styczniu 1945 r. zdezerterował z WP, ukrywał się u rodziców w Nowej Woli. Poszukiwany przez organa bezpieczeństwa, pod koniec 1945 r. nawiązał kontakt ze Zdzisławem Brońskim „Uskokiem” i wstąpił do jego oddziału. Od początku 1946 r. pełnił funkcję dowódcy plutonu, a po reorganizacji oddziału na przełomie 1946/1947 r. – kilkuosobowego patrolu. Nie skorzystał z amnestii z 22 lutego 1947 r. Dowodzony przez niego patrol był najdłużej działającym pododdziałem podległym kpt. „Uskokowi”. 31 marca 1949 r. funkcjonariusze UB aresztowali w kol. Pasów (obecnie pow. świdnicki) dwóch żołnierzy „Uskoka” – Stanisława Skorka „Piroga” i Stanisława Bartnika „Górala”. W wyniku intensywnego i brutalnego śledztwa uzyskano wyjątkowo cenne informacje, z których wynikało, że „Strzała” przebywa na kwaterze w Pliszczynie (gm. Wólka, pow. Lublin). St. sierż. Walenty Waśkowicz „Strzała” zginął 1 IV 1949 r. w Pliszczynie podczas próby przebicia się przez liczący 275 osób kordon obławy UB-KBW. Miejsce jego pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.
St. sierż. Walenty Waśkowicz "Strzała" (1913-1949)
GLORIA VICTIS !!!
WARTO PRZECZYTAĆ… (74)

Szymon Nowak
Oddziały Wyklętych
Wydawnictwo Fronda 2014, 432 s., format 155×210 mm, oprawa twarda
NIE BYŁO JUŻ SZANS? W miarę umacniania się władzy komunistycznej, do wielu z nich docierała świadomość, że nie ma już żadnych szans na taką Polskę o jaką walczą. Jednak nie rezygnowali. Bo ich wartościami były PATRIOTYZM, GODNOŚĆ I HONOR.
BEZNADZIEJA, NĘDZA I TRUD ŻYCIA W PARTYZANTCE. Wegetacja w leśnych kwaterach, głód, choroby, niepewność jutra i stały lęk. Jeden krok – i już można było przejść na TAMTĄ STRONĘ. Za cenę zdrady. Oni jednak trwali. BO TAKI BYŁ ICH WYBÓR.
UMRZEĆ W BITWIE, Z RĄK KBW LUB AGENTÓW BEZPIEKI? To groziło im na każdym kroku. Także śmierć na torturach w czerwonej katowni. I bezimienny pochówek w zbiorowej, anonimowej mogile. Oni jednak byli na to przygotowani. Nawet za cenę skazania na zapomnienie i wyklęcie. Bo uważali, że wykonują SWOJĄ POWINNOŚĆ. ŻE MAJĄ DŁUG WOBEC POLSKI.
ŻOŁNIERZE ODDZIAŁÓW WYKLĘTYCH. Za życia pozostający zwykle w cieniu swoich dowódców, lecz równi im męstwem, duchem i patriotyzmem. Przez wiele lat pozostawali na marginesie życia. Ich dramatyczne losy, arcytrudne ludzkie wybory dopiero teraz stają się nam coraz bardziej znane i coraz bliższe.
Książka zawiera historię działań 22 oddziałów antykomunistycznej partyzantki, kilkadziesiąt mało znanych, oryginalnych fotografii, a także mapę działań operacyjnych i tras przemarszów oddziałów wyklętych.
SŁOWO OD AUTORA (fragmenty)
W niniejszej książce podjąłem próbę syntetycznego, mieszczącego się w jednym tomie opracowania tematu oddziałów polskiego podziemia antykomunistycznego w latach 1944-1963. W osiemnastu rozdziałach zamieściłem historię 22 oddziałów organizacji niepodległościowych akowskich i poakowskich AK-AKO-ROAK-DSZ-WiN, narodowych NOW-NSZ-NZW oraz niezależnych, takich jak KWP czy Oddział „Błyskawica”. Przy okazji opowieści o oddziałach żołnierzy wyklętych starałem się przedstawić najważniejsze wydarzenia dotyczące tych grup partyzanckich oraz krótkie biogramy ich dowódców. […]
Praca „Oddziały Wyklętych” nie jest typową naukową monografią, lecz raczej popularnonaukowym ujęciem tego tematu. Nie pretenduje do miana naukowego studium wyczerpującego temat, nie jest szczegółową analizą struktur organizacyjnych oddziałów podziemia, ich stanów osobowych czy uzbrojenia. To bardziej historia wybranych grup konspiracyjnych i opowieść o ludziach je tworzących.
Podczas pisania pracy korzystałem najczęściej z opublikowanych materiałów, które przedstawiłem w bibliografii na końcu książki. W tym miejscu chciałbym wymienić autorów niektórych opracowań, aby podkreślić ich wagę i znaczenie dla omawianego tematu. Są to: Joanna Wieliczka-Szarkowa, Tomasz Bereza, Maciej Korkuć, Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, Grzegorz Makus, Sławomir Poleszak, Andrzej Romaniak i Jerzy Ślaski. Należy także wspomnieć o dwóch szczególnych publikacjach Instytutu Pamięci Narodowej – Atlasie polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956 oraz czterotomowym słowniku biograficznym Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944-1956.[…]
Szymon Nowak napisał w "słowie od autora", że praca "Oddziały Wyklętych" nie jest typową naukową
monografią, lecz raczej popularnonaukowym ujęciem tego tematu oraz, że podczas pisania pracy korzystał najczęściej z opublikowanych materiałów. W zasadzie te dwa zdania najlepiej charakteryzują tę książkę.
Będąc autorem m.in. publikacji na temat działalności oddziału Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" i Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego", która od pięciu lat jest nieodpłatnie dostępna do pobrania na mojej stronie (Grzegorz Makus, "JASTRZĄB" i "ŻELAZNY" – ostatni partyzanci Polesia Lubelskiego 1945-1951), a którą p. Nowak pozwolił sobie po prostu streścić i stworzyć z tego rozdział: Bracia jak z żelaza. Oddział partyzancki WiN Obwodu Włodawa Leona "Jastrzębia" i Edwarda "Żelaznego" Taraszkiewiczów, wypada mi wyjaśnić kilka spraw.
Po pierwsze i najważniejsze – książka nie wnosi wiele nowego do tematu, jest kompilacją wcześniej opublikowanych i szeroko dostępnych cudzych artykułów i publikacji, przetworzonych przez autora na swoje potrzeby. Faktycznie zawiera kilkadziesiąt fotografii, jednak większość z nich jest od lat doskonale znana, z czego spora część opublikowana jest na tej stronie. Jest wprawdzie kilka nowych, jednak nie jest ich "kilkadziesiąt", a raczej kilkanaście, część zaś z nich to zdjęcia z rekonstrukcji historycznych. Mapy działań operacyjnych i tras przemarszów oddziałów wyklętych… nie będę komentował.
Po drugie, autor nie uniknął również błędów. Pozostając przy rozdziale dotyczącym braci Taraszkiewiczów, nie wiem czy wynikło to z pośpiechu, niedbalstwa, czy może z braku rozeznania autora w nowej dla niego tematyce, ale np. zdjęcie partyzantów "Jastrzębia" wykonane w lutym 1946 r. przy trumnie poległego 12 lutego 1946 r. Józefa Piaseckiego "Sokoła" [zobacz TUTAJ], które nie raz było publikowane z poprawnym opisem, autor błędnie oprawia informacją, iż partyzanci stoją przy trumnie Stefana Kucharuka "Rysia", który zginął dopiero 1 stycznia 1947 r. pod Okalewem.
Po trzecie, jakkolwiek publikacja "Oddziały Wyklętych" stanowi ciekawe kompendium wiedzy o walce żołnierzy wyklętych i może stanowić uzupełnienie, poniekąd podobnej w formie i treści, książki Joanny Wieliczka – Szarkowej, Żołnierze wyklęci. Niezłomni bohaterowie, to jednak osoby, które od dłuższego czasu zajmują się tematem, śledzą na bieżąco książki, publikacje, czy choćby artykuły ukazujące się w internecie, raczej nie znajdą w niej wielu nowości wartych zainwestowania w tę pozycję.
Niemniej trzeba przyznać, że książka jest estetycznie wydana, zbiera w jednym miejscu i w przystępnej formie podstawowe informacje o działaniach antykomunistycznego podziemia, a co za tym idzie – obok wspomnianej książki p. Szarkowej – będzie ciekawą pozycją dla osób dopiero rozpoczynających swoją "przygodę" z historią zbrojnego oporu przeciwko komunistom, jak również dobrze posłuży młodzieży szkół średnich, dla której obszerne naukowe opracowania są zwykle nie do przebrnięcia, a bibliografia tego tematu w łatwo przyswajalnej, popularnonaukowej formie, jest jak na razie niezwykle uboga. "Oddziały Wyklętych" całkiem nieźle uzupełniają tę edukacyjną lukę… stąd zapewne współfinansowanie jej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Rekomendacji wprawdzie nie będzie, ale na półki szkolnych bibliotek – polecam.
SPIS TREŚCI
- Słowo od autora….. 9
- Wstęp. Wyklęci przez komunistów….. 13
- 1. Początek drogi – Surkonty. Oddział osłonowy dowództwa Okręgu AK Nowogródek mjr/ppłk. Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza”….. 23
- 2. Rajd przez Polskę. Zgrupowanie Stołpecko-Nalibockie AK por. Adolfa Pilcha „Góry”….. 35
- 3. Marsz na zachód. Brygada Świętokrzyska NSZ ppłk. Antoniego Szackiego „Bohuna”….. 57
- 4. Bój pod Kuryłówką. Oddziały NOW-NZW Franciszka Przysiężniaka „Ojca Jana” i Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”….. 75
- 5. Ucieczka ku wolności. Oddział AK por. Tadeusza Kuncewicza „Podkowy”….. 101
- 6. Atak na więzienie w Kielcach. Samodzielna Brygada Kielecka ROAK-DSZ kpt. Antoniego Hedy „Szarego”….. 117
- 7. Zapamiętajcie Las Stocki. Oddział AK-DSZ-WiN mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika”….. 135
- 8. Armia podziemna „Warszyca”. Oddziały Konspiracyjnego Wojska Polskiego podległe kpt. Stanisławowi Sojczyńskiemu „Warszycowi”….. 161
- 9. Prowokacja i zbrodnia. Zgrupowanie partyzanckie NSZ kpt. Henryka Flamego „Bartka”….. 177
- 10. Żubrydowcy z Bieszczad. Samodzielny Batalion Operacyjny NSZ kryptonim „Zuch” Antoniego Żubryda….. 203
- 11. „Brygada śmierci”. 5. Wileńska Brygada AK-AKO mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”….. 225
- 12. Ogień na Podhalu. Oddział Partyzancki „Błyskawica” Józefa Kurasia „Ognia”….. 257
- 13. Piechota „Zapory”. Oddziały partyzanckie AK-DSZ-WiN mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”….. 283
- 14. Kresowi żołnierze 77. pp AK. Nowogródzkie poakowskie oddziały ppor. Czesława Zajączkowskiego „Ragnera”, por. Jana Borysewicza „K
rysi”, por. Mieczysława Niedzińskiego „Mena”, ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”….. 299 - 15. Miłość jak wyrok śmierci. Patrol NZW st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja”….. 325
- 16. Bracia jak z żelaza. Oddział partyzancki WiN Obwodu Włodawa Leona „Jastrzębia” i Edwarda „Żelaznego” Taraszkiewiczów….. 343
- 17. Partyzanci Podlasia. 6. Wileńska Brygada AK-WiN kpt. Władysława Lukasiuka „Młota” i kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”….. 369
- 18. Ostatni oficerowie. Grupa AKO-DSZ-WiN mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdy”….. 393
- Zakończenie. Zapamiętamy ich niezłomność….. 417
- Wybrana bibliografia….. 425
Książka do nabycia m.in. w:
Niezłomny Bohater – mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" – wykład dr Ewy Kurek we Włodawie

WARTO PRZECZYTAĆ… (73)

Masz synów w lasach, Polsko… Podziemie niepodległościowe i opór społeczny na Sądecczyźnie w latach 1945–1956
red. Dawid Golik
IPN O/Kraków, Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu, Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana Oddział w Nowym Sączu, Stowarzyszenie Dla Miasta w Nowym Sączu, Nowy Sącz 2014, 414 s.
Książka Masz synów w lasach, Polsko… składa się z kilkunastu artykułów naukowych prezentujących najnowszy stan badań nad działalnością podziemia niepodległościowego oraz represjami komunistycznymi na Podhalu i Sądecczyźnie po zakończeniu II wojny światowej. Poszczególne teksty, przygotowane przez historyków z Instytutu Pamięci Narodowej oraz Polskiego Towarzystwa Historycznego, stanowią rozszerzone wersje referatów prezentowanych podczas konferencji naukowej "W hołdzie «wyklętym»… Podziemie niepodległościowe i opór społeczny na Sądecczyźnie w latach 1945–1956", która miała miejsce 2 marca 2012 r. w Miasteczku Galicyjskim w Nowym Sączu. Artykuły te wnoszą bez wątpienia istotny wkład w historiografię regionalną, rzucają też, jak się wydaje, nowe światło na zjawiska znane w innych zakątkach Polski.
Sam tytuł publikacji – Masz synów w lasach, Polsko… – zaczerpnięty został z „Wiersza o obecnej Polsce!", napisanego podczas pobytu w partyzantce przez Franciszka Tomaszkiewicza „Białego" z oddziału „Huragan".
Książkę można nabyć w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu, ul. Lwowska 3, 33-300 Nowy Sącz
tel. 018 443 77 08
e-mail: [email protected]
SPIS TREŚCI
- Przedmowa – Ryszard Nowak (Prezydent Miasta Nowego Sącza)
- Wstęp – Dawid Golik
- Piotr Sadowski, Działania wojenne na Sądecczyźnie w styczniu 1945 r.
- Dawid Golik, Rozwiązanie AK Na Sądecczyźnie i działalność Oddziału Samoobrony AK kpr. Jana Wąchały „Łazika”, „Kamienia”
- Michał Wenklar, Organizacja „Wyzwolenie” Feliksa Leśniowskiego „Larsona” (1945–1947)
- Marcin Kasprzycki, Oddział Partyzancki „Huragan” Andrzeja Szczypty „Zenita”
- Dawid Golik, Tomasz Kosecki, Oddział „Wojsko Polskie” 1945–1947
- Wojciech Frazik, Jan Freisler – Kurier nie tylko do Budapesztu
- Dawid Golik, Filip Musiał, Ksiądz Władysław Gurgacz – Niezłomny kapelan Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowców
- Maciej Korkuć, Prof. dr hab. Marian Mordarski – „Kadrowy bandyta z przeszłości”
- Elżbieta Pietrzyk, Wokół sporów i kontrowersji. Casus Mieczysława Bulandy
- Marcin Chorązki, Sądeccy „wrogowie ludu” – Między pamięcią jednostek a dokumentami UB
- Roksana Szczypta-Szczęch, Po drugiej stronie barykady. Stanisław Wałach – (nie tylko) szef sądeckiej bezpieki
- Mateusz Szpytma, Zjednoczone Stronnictwo Ludowe w powiecie nowosądeckim i jego geneza (1945/1949–1956). Zarys problematyki
- Leszek Zakrzewski, Pomnik chwały Armii Czerwonej w Nowym Sączu – dzieje zakłamania
- Paweł Terebka, Inscenizacja Historyczna „Rozbicie ubeckiej katowni” (Nowy Sącz, 2 marca 2012 r.)
- Wykaz skrótów
- Indeks osób, pseudonimów i rejestracji
- Indeks miejscowości
WARTO PRZECZYTAĆ… (72)

Milena Bykowska
Ludwik Danielak "Bojar" (1923-1955). Żołnierz Konspiracyjnego Wojska Polskiego
Wydawnictwo Neriton 2013, format 145×205 mm, 290 s., oprawa miękka
Losy Ludwika Danielaka "Bojara", żołnierza Konspiracyjnego Wojska Polskiego – jednej z największych antykomunistycznych organizacji niepodległościowych, działającej w latach 1945-1948 w powojennej Polsce. Autorka omawia historię młodego mieszkańca powiatu piotrkowskiego, który po zakończeniu II wojny światowej podjął walkę w szeregach KWP z nowym okupantem. Zakończyła się ona w 1955 r. procesem politycznym i wydaniem wyroku śmierci. Praca przedstawia działalność, cele oraz okoliczności, z którymi musieli zmagać się "ostatni leśni".
Książka do nabycia m.in. w:
Więcej o Ludwiku Danielaku "Bojarze" czytaj:
WARTO PRZECZYTAĆ… (71)
Dawid Golik, Filip Musiał
Władysław Gurgacz. Jezuita wyklęty
Wydawnictwo WAM 2014, format 136×210 mm, 208 s., oprawa miękka
Ojciec Władysław Gurgacz, bezkompromisowy kapłan Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowców, był dla komunistów przeciwnikiem w dwójnasób – i jako duchowny, przeciwstawiający się materialistycznemu państwu, i jako kapelan organizacji konspiracyjnej dysponującej własnym oddziałem zbrojnym. W działaniach przeciw niemu jak w soczewce skupiała się aktywność reżimu komunistycznego wymierzona w duchowieństwo katolickie i "Żołnierzy Wyklętych".
Książka do nabycia m.in. w:
SPIS TREŚCI
CZĘŚĆ I
"Żołnierze Wyklęci" i duchowieństwo
w Polsce pojałtańskiej (1944-1956)
CZĘŚĆ II
Ks. Władysław Gurgacz – jezuita, mistyk, malarz, kapelan podziemia
1. Sługa Maryi
2. Kapelan podziemia
3. Więzień bezpieki
4. non omnis moriar
CZĘŚĆ III
Pisma wybrane ks. Władysława Gurgacza
Wprowadzenie
Akt całkowitej ofiary, Częstochowa, 7 III 1939 r.
Rozważania rekolekcyjne, Chyrów, 3 X 1939 r.
Rozważania rekolekcyjne, Częstochowa, 6-24 VIII 1942 r. (fragmenty)
Rozważania rekolekcyjne, Gorlice, 4 V 1945 r.(fragmenty)
Rozważania rekolekcyjne, Gorlice, 14-21 XII 1945 r.(fragmenty)
List do Jana Matejaka, 24 V 1947 r. (fragmenty)
List do Jana Matejaka, 29 XI 1947 r. (fragmenty)
Kazanie na uroczystość św. Szczepana
Kazanie na "Tydzień Miłosierdzia" (fragmenty)
Kazanie na uroczystość Chrystusa Króla
Rekolekcje 5-dniowe, 1948 r.
Wykaz skrótów
Spis ilustracji
Bibliografia
Indeks nazwisk i pseudonimów
Noty o autorach
Więcej o ks. Władysławie Gurgaczu czytaj:
65. rocznica śmierci mjr. "Zapory"
Zbigniew Herbert


Ppor. Hieronim Dekutowski "Zapora", lipiec 1944 r.
65
lat
temu, 7 marca 1949 r., komunistyczni oprawcy zamordowali w więzieniu
MBP na warszawskim Mokotowie mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zaporę" –
cichociemnego, legendarnego dowódcę oddziałów partyzanckich Armii
Krajowej, a
później Zrzeszenia WiN na Lubelszczyźnie. Skazany na karę śmierci przez
WSG w Warszawie, został zamordowany wraz z grupą sześciu swoich oficerów.
Z rąk komunistycznych morderców zginęli: mjr Hieronim Dekutowski "Zapora", kpt. Stanisław Łukasik "Ryś", ppor. Roman Groński "Żbik", por. Jerzy Miatkowski "Zawada", por. Tadeusz Pelak "Junak", por. Edmund Tudruj "Mundek", por. Arkadiusz Wasilewski "Biały".
Jeszcze
do niedawna miejsca pochówku majora "Zapory" i jego oficerów znajdowało
się w sferze domysłów, a jedynymi, którzy je znali byli sami oprawcy.
Dopiero od lipca 2012 roku, kiedy to na Cmentarzu Wojskowym na
warszawskich Powązkach zespół kierowany przez dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka z IPN rozpoczął ekshumacje ofiar terroru komunistycznego
wiadomo już, że to właśnie na powązkowskiej "Łączce", wśród wielu
innych ofiar, komuniści pogrzebali również Hieronima Dekutowskiego i
jego podkomendnych zamordowanych 7 marca 1949 r.
Jak dotąd podczas prac
wykopaliskowych wydobyto łącznie szczątki ok. 200 osób, z których do marca
2014 r. udało się na podstawie badań genetycznych zidentyfikować 28 osób,
w tym także samego mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zaporę" oraz wszystkich sześciu jego oficerów, zamordowanych wraz z nim 65
lat temu przez komunistów.


Roman Groński (1926–1949), ps. „Żbik", porucznik Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora".
Od najmłodszych lat związany z Lubelszczyzną, pochodził z Kraśnika. Od listopada 1943 r. ukrywał się, aby uniknąć wywiezienia na roboty przymusowe do Niemiec. Od marca 1944 r. w oddziale Kedyw por. Hieronima Dekutowskiego „Zapory". Brał udział we wszystkich akcjach zbrojnych oddziału do lipca 1944 r. Walczył w czasie akcji „Burza". Rozbrojony przez Sowietów. Od października 1944 r. ponownie w szeregach oddziału „Zapory", przeszedł cały szlak bojowy do lata 1945 r. Ujawniony w sierpniu 1945 r. Nie zaniechał działalności. Po powrocie „Zapory" z Czechosłowacji ponownie w szeregach oddziału. Od czerwca 1946 r. dowódca patrolu żandarmerii, zwalczał pospolity bandytyzm. Po śmierci por. Michała Szeremickiego „Misia" objął dowództwo nad jego plutonem. Nie ujawnił się. 16 września 1947 r. w Nysie został zatrzymany przez UB w trakcie próby przedostania się na Zachód wraz z mjr. Hieronimem Dekutowskim „Zaporą". Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
Szczątki Romana Grońskiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł" Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.


Stanisław Łukasik (1918–1949), ps. „Ryś”, kapitan
Armii Krajowej / Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”, oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora"
Ur. w Lublinie,
syn robotnika kolejowego. Ukończył Szkołę Podoficerską dla Małoletnich w
Koninie, a następnie służył w 23. pułku piechoty we Włodzimierzu
Wołyńskim, otrzymał stopień plutonowego służby stałej. Z rodzimą
jednostką walczył w wojnie 1939 r., w składzie armii „Pomorze”. Uniknął
niewoli i powrócił do rodzinnego domu w Motyczu k. Lublina. W
konspiracji od listopada 1939 r., początkowo w Związku Czynu Zbrojnego, a
po połączeniu organizacji w Polskiej Organizacji Zbrojnej. Po scaleniu w
1942 r., w AK. W latach 1940–1943 dowódca placówki i rejonu Konopnica.
Od stycznia 1944 r. dowódca oddziału lotnego Kedywu w Obwodzie AK
Lublin-Powiat. W czasie akcji „Burza” liczył on ok. 120 partyzantów. W
dniu 21 lipca 1944 r. rozbrojony wraz z całym oddziałem przez wojska
sowieckie. Aresztowany przez Sowietów w sierpniu 1944 r., zbiegł z
aresztu NKWD przy ul. Chopina 18 w Lublinie, ukrywał się. Od marca 1945
r. ponownie dowódca oddziału partyzanckiego Delegatury Sił Zbrojnych na
Kraj i Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Inspektoratu Lublin. Od czerwca
1945 r. w składzie zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Ujawniony na mocy amnestii z sierpnia 1945 r. Wyjechał na Ziemie Zachodnie, skąd powrócił na Lubelszczyznę. Wiosną 1946 r. odtworzył oddział, który podporządkował mjr. „Zaporze”.
Zatrzymany w wyniku prowokacji UB 16 września 1947 r. w Nysie, podczas
próby przekroczenia granicy wraz z grupą żołnierzy mjr. Hieronima
Dekutowskiego „Zapory”. Aresztowany pod fałszywym nazwiskiem Stanisław
Nowakowski. Przeszedł okrutne śledztwo. 15
listopada 1948 r. skazany przez WSR w Warszawie na karę śmierci.
Stracony w więzieniu mokotowskim 7 marca 1949 r. wraz z mjr. „Zaporą” i
pięcioma innymi współtowarzyszami. Odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy i Krzyżem Walecznych.
Szczątki Stanisława Łukasika odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł” Cmentarza Powązkowskiego Wojskowego w Warszawie.


Jerzy Miatkowski (1923–1949), ps. „Zawada", żołnierz Armii Krajowej, podporucznik Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora".
Pochodził z Jabłonny k. Warszawy. Od 1943 r. żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, po upadku którego dostał się do niewoli niemieckiej. Uwolniony przez wojska amerykańskie. Po powrocie do Polski, w styczniu 1946 r. wstąpił w szeregi oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory". Służył w patrolu por. Jana Szaliłowa „Renka". Niespełna pól roku później awansował do stopnia podporucznika, objął funkcję adiutanta mjr. „Zapory". Odznaczony Krzyżem Walecznych. Wiosną 1947 r. ujawnił się w związku z ogłoszoną przez władze komunistyczne amnestią i powrócił do stolicy. W obawie przed aresztowaniem przez funkcjonariuszy komunistycznego aparatu bezpieczeństwa zdecydował się na opuszczenie kraju wraz ze swym niedawnym dowódcą. Zatrzymany 15 września 1947 r. w Nysie wraz z mjr. Dekutowskim i jego najbliższymi współpracownikami. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
Szczątki ppor. Jerzego Miatkowskiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł" Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.


Tadeusz Pelak (1922-1949), ps. „Junak”, porucznik
Armii Krajowej / Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora".
W konspiracji
ZWZ/AK od 1941 r. W okresie okupacji niemieckiej służył w oddziale
dyspozycyjnym Kedywu pod dowództwem: cichociemnych ppor. Jana
Poznańskiego „Ewy”, ppor. Stanisława Jagielskiego „Sipaka”, ppor.
Czesława Piaseckiego „Agawy” i mjr Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. W
lipcu 1944 r., zgodnie z rozkazem mjr „Zapory” zaniechał konspiracyjnej
działalności po wkroczeniu wojsk sowieckich na teren Lubelszczyzny.
Prowadził restaurację w Halinówce, w której znajdował się punkt
kontaktowy wszystkich pododdziałów zgrupowania. Niespełna rok później w
maju 1945 r. wraz z grupą Tadeusza Orłowskiego „Szatana” wziął udział w
akcji na posterunek MO w Nałęczowie. Wkrótce dołączył do odtworzonego
zgrupowania mjr Dekutowskiego. Jesienią 1945 r. i w lutym 1947 r.
skorzystał z amnestii ogłoszonych przez komunistyczną władzę. Latem 1947
r. mjr „Zapora” kwaterował w domu jego rodziców. W tym czasie został
wyznaczony do pierwszej grupy, która miała opuścić Polskę, wraz z mjr.
„Zaporą”, kpt. Stanisławem Łukasikiem „Rysiem”, por. Romanem Grońskim
„Żbikiem”, por. Arkadiuszem Wasilewskim „Białym”, ppor. Edmundem
Tudrujem „Mundkiem” i ppor. Jerzym Miatkowskim „Zawadą”. Wszyscy zostali
zatrzymani 16 września 1947 r. przez funkcjonariuszy UB w Nysie. Przez
ponad rok przechodził brutalne śledztwo połączone z torturami. Wyrokiem
Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany
na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.


Edmund Tudruj (1923–1949), ps. „Mundek", porucznik Armii Krajowej / Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora".
Od najmłodszych lat związany z Lubelszczyzną, pochodził z okolic Lublina. W szeregach AK od 1943 r. Ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych, a od 1944 r. służył w oddziale sierż. Stanisława Łukasika „Rysia". W czasie akcji „Burza" rozbrojony wraz z oddziałem przez Sowietów pod Polanówką. Odznaczony Krzyżem Walecznych. Powrócił w rodzinne strony, gdzie w październiku 1944 r. został zatrzymany przez funkcjonariuszy NKWD. Wywieziony w głąb Związku Sowieckiego, do obozu w Borowiczach, skąd powrócił w marcu 1946 r. Początkowo podjął pracę i kontynuował naukę. Od maja 1946 r. ponownie w szeregach oddziału kpt. „Rysia". Początkowo był prowiantowym oddziału, a następnie zastępcą dowódcy jednego z patroli oddziału. Nie ujawnił się, w maju 1947 r. wyjechał na zachód Polski. Poszukiwany przez funkcjonariuszy komunistycznego aparatu represji, często zmieniał miejsce zamieszkania. Ostatecznie zdecydował się na opuszczenie kraju wraz z mjr. „Zaporą" i kpt. „Rysiem", podczas którego 16 września 1947 r. został aresztowany w Nysie przez funkcjonariuszy UB. 15 listopada 1948 r. skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na karę śmierci. Stracony w więzieniu mokotowskim 7 marca 1949 r. wraz z mjr. „Zaporą" i pięcioma innymi współtowarzyszami.
Szczątki Edmunda Tudruja odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł" Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.


Arkadiusz Wasilewski (1925–1949), ps. „Biały", porucznik Armii Krajowej / Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora".
Pochodził ze Sterdyni na Podlasiu. Do AK wstąpił w 1943 r. po ucieczce z robót przymusowych, na które został skierowany po niemieckiej agresji na Polskę w 1939 r. Ukrywał w domu kobietę pochodzenia żydowskiego, której życie zagrożone było w wyniku polityki narodowościowej niemieckiego okupanta. Od 1943 r. żołnierz oddziału partyzanckiego w Obwodzie Sokołów Podlaski AK, a następnie kpt. Stanisława Łokuciewskiego „Małego" na Lubelszczyźnie. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na teren Polski zgłosił się do wojska. Skierowany do Wojsk Wewnętrznych – formacji stworzonej do likwidacji antykomunistycznego podziemia zbrojnego, ukończył kurs w Centrum Wyszkolenia WW. W maju 1945 r. zdezerterował i wstąpił w szeregi zgrupowania „Zapory" na terenie Lubelszczyzny. W sierpniu 1945 r. skorzystał z amnestii ogłoszonej przez władze komunistyczne i ujawnił się. W grudniu został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa pod zarzutem współpracy z podziemiem. Brutalnie przesłuchiwany na Zamku Lubelskim, nie przyznał się do winy. Po zwolnieniu z więzienia w październiku 1946 r., powrócił w szeregi zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory". Służył w patrolu por. Jana Szaliłowa „Renka" do sierpnia 1947 r. W 1947 podjął nieudana próbę przedostania się na Zachód. Aresztowany w punkcie kontaktowym w Nysie wraz ze współtowarzyszami walki. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Stracony 7 marca 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
Szczątki Arkadiusza Wasilewskiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł" Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.
Podczas
niejawnej rozprawy 3 listopada 1948 r. w Wojskowym Sądzie Rejonowym w
Warszawie, zasiadło ich siedmiu, oraz ich polityczny przełożony
Władysław Siła-Nowicki. Oskarżeni dla ich poniżenia przebrani byli w
mundury Wehrmachtu. W ostatnim słowie mjr "Zapora" nie prosił o
najniższy wymiar kary, ale z godnością oświadczył, że decyzję pozostawia
sądowi. 15 listopada 1948 r. skład orzekający pod przewodnictwem
sędziego Józefa Badeckiego, który wcześniej skazał na śmierć m.in. rtm.
Witolda Pileckiego, skazał go na 7-krotną karę śmierci, pozostali
otrzymali podobne wyroki. Prośby o łaskę napisane do Prezydenta
Bolesława Bieruta przez matkę i najstarszą siostrę Zofię Śliwę (czyniła
też próby wydostania brata drogą dyplomatyczną poprzez Prezydenta
Republiki Francuskiej; od końca lat 20. mieszkała we Francji i była
odznaczona Legią Honorową za udział we francuskim ruchu oporu) zostały
jednak odrzucone.
Pluton ppor. Hieronima Dekutowskiego "Zapory"
(siedzi w dolnym rzędzie, w rogatywce) podczas akcji "Burza".
Lubelszczyzna, lipiec 1944 r.
Zgrupowanie mjr. "Zapory", lato 1946 r.
"Zapora" wraz z podwładnymi trafił do celi dla
"kaesowców", gdzie siedziało wówczas ponad 100 osób. Na przełomie
stycznia i lutego 1949 r. podjęli oni próbę ucieczki – postanowili
wywiercić dziurę w suficie i przez strych dostać się na dach
jednopiętrowych zabudowań gospodarczych, a stamtąd zjechać na
powiązanych prześcieradłach i zeskoczyć na chodnik przy ulicy
Rakowieckiej. Kiedy do zrealizowania planu zostało ledwie kilkanaście
dni, jeden z więźniów kryminalnych uznał, że akcja jest zbyt ryzykowna i
wsypał uciekinierów, licząc na złagodzenie wyroku. Hieronim Dekutowski i
Władysław Siła-Nowicki trafili na kilka dni do karceru, gdzie siedzieli
nago, skuci w kajdany.

Żołnierze ze zgrupowania mjr "Zapory". Od lewej stoją: NN, Stanisław Łukasik "Ryś", Aleksander Sochalski "Duch", Hieronim Dekutowski "Zapora", Zbigniew Sochacki "Zbyszek", Jerzy Korcz "Bohun".
Wyroki
śmierci na mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zaporę" i sześciu żołnierzy z
jego zgrupowania zapadły w listopadzie 1948 r. Wykonano je 7 marca 1949
r. w piwnicy mokotowskiego więzienia. Według protokołów wykonania
wyroku, egzekucję zaczęto o godz. 19.00 od mjr. "Zapory". Po nim
kolejno w odstępach 5-minutowych od strzałów w tył głowy ginęli:
Stanisław Łukasik "Ryś", Roman Groński "Żbik", Edmund Tudruj "Mundek",
Tadeusz Pelak "Junak", Arkadiusz Wasilewski "Biały", Jerzy Miatkowski
"Zawada".
"Zapora" był tak
znienawidzony przez komunistów, że – jak głosi jedna z wersji jego
śmierci – oprawcy powiesili go w worku pod sufitem, podziurawili kulami i
z satysfakcją patrzyli na kapiącą krew. Czy tak było? Nie wiadomo.
Natomiast faktem jest, że komendant lubelskiego zgrupowania WiN szedł na
śmierć zmasakrowany, z powybijanymi zębami, połamanymi rękami,
zerwanymi paznokciami i siwymi włosami – choć miał zaledwie 31 lat.
Dziesięć z nich poświęcił walce o niepodległą Polskę… CZYTAJ WIĘCEJ>
Mjr cc Hieronim Dekutowski "Zapora"
23
maja 1994 roku Sąd Wojewódzki w Warszawie zrehabilitował mjr cc.
Hieronima Dekutowskiego "Zaporę", uznając, że wraz ze swoimi
podkomendnymi prowadził działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa
Polskiego.
Odznaczenia mjr. "Zapory": w roku 1946 Medalem Wojska
(czterokrotnie), w 1988 r. odznaką pułkową 8 pp. Legionów, Krzyżem
Walecznych, Krzyżem Za Wolność i Niepodległość, Krzyżem Srebrnym Orderu
Wojennego Virtuti Militari, w 1989 r. Krzyżem Zrzeszenia "Wolność i
Niezawisłość", a w 1990 r. Krzyżem Armii Krajowej.
W roku 1996
Rada Miasta Tarnobrzega nadała Hieronimowi Dekutowskiemu "Order Sigillum
Civis Virtuti", czyniąc go tym samym Pierwszym Kawalerem tego
odznaczenia.
15
listopada 2007 roku Prezydent RP Lech Kaczyński, za zasługi dla
niepodległości Rzeczypospolitej Polski, odznaczył Krzyżem Wielkim Orderu
Odrodzenia Polski mjr Hieronima Dekutowskiego,
a jego sześciu podkomendnych :
kpt. Stanisława Łukasika – Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski,
poruczników: Romana Grońskiego i Edmunda Tudruja – Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski,
poruczników: Jerzego Miatkowskiego, Tadeusza Pelaka i Arkadiusza Wasilewskiego – Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Podczas
tej uroczystości, za wybitne zasługi dla niepodległości
Rzeczypospolitej Polskiej, odznaczony został również pośmiertnie inny
zasłużony żołnierz Zgrupowania mjr. "Zapory", ostatni dowódca oddziałów
partyzanckich Okręgu Lubelskiego WiN:
Kapitan Zdzisław Broński "Uskok" – Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
Od lewej: mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" i kpt. Zdzisław Broński "Uskok".
GLORIA VICTIS !!!

Odsłonięty 26 października 2003 r. w Lublinie na Placu Zamkowym, z inicjatywy Fundacji "Pamiętamy", pomnik pamięci żołnierzy AK-WiN ze Zgrupowania mjr. "Zapory".

Zobacz pełną listę nazwisk osób upamiętnionych na pomniku "Zaporczyków" w Lublinie>
Więcej na temat majora "Zapory" czytaj tutaj:
- Grzegorz Wąsowski, URYNĄ NA PAMIĘĆ. ZDAŃ KILKA O ODDZIAŁACH MJR. HIERONIMA DEKUTOWSKIEGO "ZAPORY" – część 1/2>
- Grzegorz Wąsowski, URYNĄ NA PAMIĘĆ. ZDAŃ KILKA O ODDZIAŁACH MJR. HIERONIMA DEKUTOWSKIEGO "ZAPORY" – część 2/2>
- "Zapora" w sieci agentów – część 1>
- "Zapora" w sieci agentów – część 2>
- Mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" (1918 – 1949) – część 1>
- Mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" (1918 – 1949) – część 2>
- Prezydent RP odznaczył "Zaporę" i jego podkomendnych>
- 59 rocznica śmierci mjr. "Zapory">
- 60 rocznica śmierci mjr. cc Hieronima Dekutowskiego ps. "Zapora">
Linki zewnętrzne:
57. rocznica śmierci ppor. "Ryby"
Zbigniew Herbert


Ppor. Stanisław Marchewka "Ryba"
57 lat temu, w nocy z 3 na 4 marca 1957 r., otoczony przez grupę operacyjną SB–KBW w Jeziorku (pow. Łomża), zginął z bronią w ręku ostatni partyzant Białostocczyzny, ppor. Stanisław Marchewka "Ryba".
Ppor. "Ryba" ukrywał się w schronie ulokowanym w zabudowaniach Apolinarego Grabowskiego. Urząd Bezpieczeństwa znalazł możliwości dotarcia do dwóch żołnierzy mjr. Jana Tabortowskiego "Bruzdy", którzy po śmierci dowódcy w 1954 roku, współdziałali z "Rybą" – Tadeusza Wysockiego "Zegara" i Wacława Dąbrowskiego "Tygrysa". Obaj zgodzili się wyjść z podziemia i skorzystać z amnestii, ale nie chcieli ujawnić miejsca, gdzie ukrywał się "Ryba". Przełom nastąpił pod koniec lutego 1957 roku. Poprzez "Zdzisławę" – tajnego współpracownik UB – udało się w przybliżeniu ustalić miejsce pobytu grupy, a Tadeusz Wysocki "Zegar" dokonał reszty, wskazując funkcjonariuszom UB (kpt. Szkudelskiemu i kpt. Czaplejewiczowi) lokalizację schronu. Zdecydował się też na udzielenie pomocy przy likwidacji "Ryby".
3 marca 1957 r., pod pozorem choroby żony, Wacław Dąbrowski "Tygrys" dostał prawo opuszczenia schronu. Zabudowania Grabowskiego zostały otoczone przez 2. kompanię 2. batalionu KBW z Grajewa. Wysocki "Zegar" wyszedł z kryjówki i zameldował UB, że w schronie został tylko ppor. "Ryba". W pobliże schronu przedostali się UB-ecy. Zorientowawszy się w sytuacji, "Ryba" zaczął strzelać do funkcjonariuszy bezpieki. Zginął w godzinach porannych 4 marca 1957 r., zastrzelony przez funkcjonariusza SB por. Włodzimierza Stefańskiego (wg innych źródeł był to kapitan Franciszek Czaplejewicz). W aktach IPN zachowała się notatka oficera SB mówiąca o tym, że bunkier "bandyty" udekorowany był obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. 
Ppor. Stanisław Marchewka "Ryba"
Śmierć ppor. "Ryby" jest symboliczną datą końca partyzantki niepodległościowej na Białostocczyźnie. Odznaczony został Orderem Virtuti Militari V klasy (1945 r.) i Krzyżem Walecznych (1944 r.). Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Piątnicy k. Łomży.
Pośmiertne zdjęcie ppor. Stanisława Marchewki "Ryby" wykonane przez funkcjonariuszy SB.
4 marca 2007 r. w Jeziorku, gdzie do końca swoich dni ukrywał się ppor. Marchewka, nastąpiło uroczyste odsłonięcie tablicy pamiątkowej.
GLORIA VICTIS !!!
Więcej na temat ppor. S. Marchewki czytaj tu:
- Ppor. cz. w. Stanisław Marchewka "Ryba" – część 1
- Ppor. cz. w. Stanisław Marchewka "Ryba" – część 2
- Ostatni partyzant Białostocczyzny [niezależna.pl]>
- Ostatni żołnierz wyklęty na Białostocczyźnie zginął w 1957 r.[prawy.pl]>
- Stanisław Marchewka [wikipedia]>
- Stanisław Marchewka "Ryba" – pięćdziesiąt lat niepamięci>
- Obchody 50. rocznicy śmierci ppor. Stanisława Marchewki ps. "Ryba">
- Delegacja Oddziału IPN w Białymstoku uczciła ppor. Stanisława Marchewkę ps. Ryba – Jeziorko, 5 marca 2012>
- Z archiwum IPN – Stanisław Marchewka "Ryba" [chomikuj.pl]>
- Jan Tabortowski „Bruzda” – żołnierz wyklęty [niezależna.pl]>
Postacie drugiego planu… refleksja w kontekście Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych – część 1/2
[wybór zdjęć i opisy – Grzegorz Makus] KRÓTKA REFLEKSJA NA TEMAT LOSÓW POSTACI DRUGIEGO PLANU W DRAMACIE ZWANYM HISTORIĄ, W KONTEKŚCIE DNIA PAMIĘCI ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH I ZBLIŻAJĄCEGO SIĘ UPIORNEGO RECHOTU DZIEJÓW
Hieronim Dekutowski „Zapora”, Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, Władysław Łukasiuk „Młot”, Zdzisław Broński „Uskok”, bracia Leon i Edward Taraszkiewiczowie, z których pierwszy to „Jastrząb” drugi to „Żelazny”, Stanisław Sojczyński „Warszyc”, Kazimierz Kamieński „Huzar” czy Józef Kuraś „Ogień” to dla każdego, kto choć trochę interesuje się historią walki stoczonej z komunistami o niepodległość naszego kraju i prawo człowieka do wolnego życia na ziemi, nazwiska i pseudonimy doskonale znane. To elita Żołnierzy Wyklętych, Żołnierzy Niezłomnych.
Przywołane przeze mnie postacie to oczywiście tylko przykłady z długiej listy nazwisk zasłużonych dowódców oddziałów antykomunistycznego podziemia. Jednak dziś, spośród wielu tysięcy heroicznych przegranych obrońców sprawy wolności z tamtych czasów, to chyba oni właśnie są najlepiej rozpoznawalni. Na tyle dobrze, że zaryzykuję twierdzenie, iż może nawet całe pięć procent dorosłej populacji Polaków wie w jakich czasach ludzie ci żyli, z kim walczyli i za co zginęli. A przecież jeszcze kilka lat temu z naszą zbiorową pamięcią w tym obszarze było znacznie gorzej. Przyrost świadomości i wrażliwości społecznej na epopeję żołnierzy podziemia antykomunistycznego zawdzięczamy w dużej mierze wprowadzeniu, z inicjatywy Janusza Kurtyki popartej formalnie przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i podtrzymanej przez jego następcę, Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych do kalendarza naszego życia publicznego. I oczywiście sumie wysiłków wielu środowisk i instytucji zaangażowanych w organizację obchodów tego dnia. Imponująca wręcz wielość inicjatyw społecznych, zwłaszcza działań będących owocem aktywności ludzi młodych, daje nadzieję, że przynajmniej odnośnie tego wycinka naszych dziejów najnowszych świadomość zbiorowa przekraczać będzie zwykły, nędzny, poziom, będący funkcją bylejakości systemu nauczania historii na poziomie gimnazjalnym i licealnym. Oby żywe zainteresowanie podziemiem antykomunistycznym było zjawiskiem o charakterze trwałym. Jeżeli tak się stanie, to może nawet doczekamy czasów, w których dla osób uznających, jak przykładowo aktualna wicemarszałek Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej Wanda Nowicka, że „kto za młodu nie był komunistą, ten nie będzie przyzwoitym człowiekiem”, nie znajdzie się miejsce pośród wybieranych przez nas posłów i senatorów.
Emocje osób nieobojętnych wobec losów – jak nazwał ich Zbigniew Herbert – „Wilków”, zwłaszcza wśród ludzi młodych, poruszają spektakularne akcje i zacięte bitwy. Historia Żołnierzy Wyklętych (wszystkich, którzy chcą poznać lub przypomnieć sobie rodowód określenia „Żołnierze Wyklęci” zachęcam do lektury mojego tekstu: ŻOŁNIERZE WYKLĘCI… ALE PRZEZ KOGO? REFLEKSJE W PRZEDDZIEŃ ŚWIĘTA) obfituje w takie zdarzenia. Rozbicie więzienia w Kielcach, Radomiu, Radomsku, brawurowy atak na PUBP we Włodawie, w Puławach, walka z Sowietami w Lesie Stockim, Miodusach Pokrzywnych, Łempicach, pod Kuryłówką, Zwoleniem czy w Ostrowach Tuszowskich – to tylko kilka przykładów z długiej listy pasjonujących epizodów epopei podziemia antykomunistycznego, pełnych dynamiki, napięcia, dramatyzmu oraz przykładów niezwykłej odwagi i ofiarności. To przez pryzmat tych i podobnych im wydarzeń postrzegamy obraz ówczesnych zmagań o wolność. Współczesne wyobrażenie o realiach tamtej walki uzupełniają, zatrzymane w kadrach fotografii, postacie „leśnych” – zwykle w pełnym umundurowaniu, często z ryngrafami na piersiach, z prezentowaną dumnie bronią. Na wielu zdjęciach Żołnierze Wyklęci uwiecznieni zostali na tle wiejskich chat, czasami w izbach.
Żołnierze oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” na jednej z najbardziej zaufanych kwater oddziału we wsi Lipniak (pow. Włodawa), styczeń 1946 r. Od lewej: Feliks Prucnal „Grunwald”, Józef Piasecki „Sokół” († 12 II 1946), Józef Taraszkiewicz (5-letni brat dowódcy oddziału), Henryka Kotlarska – współpracowniczka oddziału, Tadeusz Korzeniewski „Wilk”, Zdzisław Kogut „Ryś” († 24 XII 1946) (IPN).
Ale niezwykle rzadko, co z uwagi na wymogi konspiracji zupełnie zrozumiałe, można znaleźć na tych fotografiach twarze gospodarzy, twarze tych bezimiennych dla nas, a jakże odważnych ludzi, którzy z narażeniem siebie i najbliższych otwierali drzwi swoich domów przed partyzantami, karmili ich i udzielali im noclegu. Nie ma ich na tych zdjęciach i nie istnieją w rekonstruowanym dziś w pamięci zbiorowej obrazie epopei Żołnierzy Wyklętych. A przecież historia każdej wojny partyzanckiej to suma wspólnego wysiłku i ofiary, tak zbrojnych, jak i dającego im schronienie i wspierającego ich zaplecza.
Żadna partyzantka nie utrzyma się nawet przez kilka tygodni w terenie, jeżeli nie ma realnego poparcia ludności zamieszkującej obszar objęty działalnością „leśnych” – to zależność dość oczywista. Podobnie jak ta, że im bardziej okrutna jest władza, przeciwko której trwa w lasach zbrojny opór, tym większe represje spadają na ludność wspierającą walczących. Dobre wyobrażenie o realiach panujących w okresie pierwszych lat rządów partii komunistycznej dają fragmenty raportu szefa WUBP w Warszawie ppłk. Tadeusza Paszty oraz dowódcy WBW województwa warszawskiego płk. Rubinsztejna z 28 grudnia 1946 r. na temat działań władzy ludowej wymierzonych w ludność powiatu sokołowskiego na Podlasiu, podjętych u schyłku roku 1946:
"W dniach od 24-27 XII 1946 r. grupa nr 1 przeprowadziła operacje we wsiach Dzierzby, Sewerynówka, Bujały, Korczew, Józefin, Księżopole-Budki, Paczuski-Duże, Tosie Krupy, Rytele Świeckie i Garnek. Grupa nr 2 we wsiach Obryte, Pełchy i Wojtkowice-Glinne. Przepuszczono przez „filtr” ponad 250 osób, konfiskując jednocześnie inwentarz żywy u rodzin bandyckich lub udzielających pomocy bandytów. We wsi Wojtkowice-Glinne na 19 istniejących gospodars
tw 14 gospodarstw okazało się bandyckich. U wszystkich 14-tu rodzin inwentaż żywy został skonfiskowany, u 5-ciu rodzin niezwiązanych z bandami – pozostawiono (…) W dniu 24 XII 1946 r. we wsi Kamieńczyk został publicznie rozstrzelany Florczak Aleksander za systematyczne przetrzymywanie bandy „Młota” i udzielanie jej pomocy przez przeprowadzanie wywiadu na rzecz bandy (…) ludność powiatu sokołowskiego jest bardzo przestraszona, na widok i odgłos samochodu wszyscy uciekają ze wsi (…) ludność powiatu sokołowskiego poczuła władzę państwową i zaczyna się z nią liczyć".
Tak, tak, Szanowni Czytelnicy, to nie jest obraz z okresu okupacji niemieckiej, to są realia z okresu Świąt Bożego Narodzenia 1946 r. w jednym z rejonów Podlasia.
Przypomnijmy, bo warto to uczynić dla lepszego zrozumienia jakiej odwagi wymagało niesienie pomocy Żołnierzom Wyklętym, że za niepoinformowanie władzy ludowej o napotkaniu partyzantów groziła kara do pięciu lat więzienia (z tzw. paragrafu „wiedział nie powiedział”), za podzielenie się z „leśnymi” miską strawy czy za okazjonalne przyjęcie ich pod dach groziło do dziesięciu lat więzienia, zaś za stałą współpracę z oddziałami partyzanckimi, polegającą na systematycznym udzielaniu gościny żołnierzom podziemia lub informowaniu ich o ruchach komunistycznych grup operacyjnych czy w ogóle o sytuacji w danym terenie, groziła kara śmierci bądź dożywotniego więzienia. Kary wymierzane współpracownikom Żołnierzy Wyklętych przez sądy komunistyczne poprzedzało bardzo często zniszczenie całego dobytku aresztowanych, a zawsze piekło nieludzkich przesłuchań w ubeckich katowniach.
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (IPN)
Tym, którzy wątpią, że tak właśnie było, polecam zapoznanie się z drobnym epizodem z tamtych czasów odnotowanym przez kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, od września 1947 r. dowódcę podziemia antykomunistycznego z terenów południowej Lubelszczyzny. „Uskok” zapisał go w swych notatkach pod datą 30 maja 1948 r., prawie równo rok przed swoją śmiercią:
"Przed dom „faszystowski” zajeżdża ciężarówka z ubejcami [ubekami]. Dzieje się to w biały dzień, w małym miasteczku, wśród gęsto kręcącej się ludności. Byłoby rzeczą śmieszną pozorować rewizję za bandytami i bronią, gdyż taka rewizja miała miejsce w tym domu już kilkanaście razy, więc „kominiarze” (od rozwalania kominów) przystępują do dzieła bez ceregieli. Większość z nich jest porządnie wstawiona, nie wyłączając sprawującego komendę porucznika Gola z lubelskiego UB, notabene znanego z dawnych czasów złodzieja (…) Hołota opadła dom i wtargnęła do środka. W domu znajdowała się tylko chora gospodyni w łóżku. Reszta domowników w porę się ulotniła (…)
– Chora, stara, k…a! Ale jeszcze dziś by tańcowała za zwycięstwo faszystów. Hej, chłopcy. W kozły broń i przygotować się do rewizji! – zawarczał Gol.
Ubejcy odłożyli broń, poczęli uzbrajać się w siekiery, drągi, haki, piły itp. przybory znajdujące się pod ręką. Najpierw napadnięto na kaflowy piec, jeden z rycerzy ze słowami: „Wyłaź sku…synu z pieca!” – grzmotnął siekierą w kafle. Inni mu dopomogli i po chwili piec zdruzgotano, a mieszkanie wypełniło się tumanami kurzu i sadzy. „Okna!” – ryknął któryś. Zabrzęczały szyby, zatrzeszczały ramy i w miejscu okien pozostały obskurne otwory, przez które kurz wydobywał się na zewnątrz. Kobieta patrzyła na to z łóżka szeroko rozwartymi z przerażenia oczami. (…) Widziała tylko, że na podłodze, z której też kilka desek wyrąbano, rośnie jakiś okropnie smutny w swoim widoku stos. Na stos ten bestialskie ręce zrzucają w stanie już zniszczonym wszystko to, co pracą tylu długich lat uciułało się i nagromadziło przy domowym ognisku. Z brzękiem padają naczynia i skorupy. Skorupy mieszają się z porwanymi fotografiami rodzinnymi i strzępami portretów jej męża i syna nieboszczyka….".
Poruszający jest ten opis wizyty przedstawicieli władzy ludowej w domu zamieszkałym przez rodzinę sprzyjającą podziemiu, po której z nawiedzonego przez nich domostwa nie pozostał przysłowiowy kamień na kamieniu. Z ryzykiem takich odwiedzin musiał liczyć się każdy, kto decydował się na pomoc Żołnierzom Wyklętym. Pomimo tego, dziesiątki tysięcy naszych rodaków takiego wyboru dokonało i w sposób systematyczny wspierało partyzantkę antykomunistyczną. Co najmniej kilkanaście tysięcy z nich zapłaciło za to bardzo wysoką cenę, niektórzy najwyższą.
Wieś Wąwolnica podpalona przez funkcjonariuszy UB 2 maja 1946 r. (Źródło: Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy)
Dnia 2 maja 1946 ok. godz. 13 [w odwecie za współpracę z oddziałem mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika"] do osady Wąwolnica pow. puławskiego przybyli samochodem funkcjonariusze PUBP z Puław w liczbie 25 osób. Ludność, widząc uzbrojony tak liczny oddział, zaczęła uciekać w stronę tzw. Zarzecza. Na terenie Zarzecza funkcjonariusze UB wbiegli na podwórze Leszczyńskiego Wacława. Domownicy zostali spędzeni do mieszkania z zakazem opuszczania go. Zamknięci słyszeli strzelaninę, wybuchy granatów. Po chwili wyskoczyli przez okno z płonącego domu. Okoliczni mieszkańcy spieszący do pożaru nie zostali dopuszczeni do akcji ratowniczej. Wśród funkcjonariuszy UB rozpoznano por. Stefaniaka i ppor. Wargockiego z Puław. Po pewnym czasie cały oddział wycofał się z miasteczka bez żadnych przeszkód ze strony mieszkańców tej wsi. Ok. godz. 15 tego samego dnia do Wąwolnicy przybyli ponownie funkcjonariusze UB i rozbiegłszy się po miasteczku palili zabudowania bądź to przy pomocy pocisków zapalających, bądź też przy pomocy granatów, albo też używając do podpalenia zapałek. Pastwą płomieni padło: 101 domów mieszkalnych, 106 stodół, 121 obór, 120 chlewów i innych budynków, 255 świń, 2 krowy, 5 kóz, 145 kur i 60 królików. Straty te według szacunku mieszkańców wynoszą 70 364 800 zł. Ponadto spaleniu uległy 2 osoby, a szereg innych odniosło ciężkie lub lżejsze oparzenia. Jedna osoba zmarła wskutek udaru serca, a jedna wskutek wstrząsu nerwowego dostała pomieszania zmysłów.
Komisji Administracji i Bezpieczeństwa KRN
z dnia 24.05.1946 r.

Pogorzelcy i ich niewielki dobytek, jaki udało się im uratować z płonącej Wąwolnicy. (Źródło: Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy)
Rozpacz ocalałej z pożogi mieszkanki Wąwolnicy (Źródło: Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy)
Niezależne jak potoczyły się ich indywidualne dzieje, dostrzegam wspólną, wyrazistą cechę ich doli czy raczej niedoli. Z tych cichych bohaterów ówcześnie stoczonej i przegranej walki o wolność żaden nie znalazł należnego miejsca w naszej pamięci społecznej, a dokładnie nie znalazł w niej go w ogóle. A przecież bez nich historii Żołnierzy Wyklętych po prostu by nie było. Pewnie to normalne, że ci ludzie tak całkowicie bezgłośnie zginęli w otchłani czasu przeszłego dokonanego, pewnie nie można mieć o to do nikogo pretensji. Pamięć zbiorowa jest przecież tylko malutką wysepką na ogromnym oceanie zbiorowego zapomnienia. Nie ma na niej miejsca dla aktorów drugiego planu zdarzeń przeszłych, mimo że przecież bez nich nie byłoby głównych scen dramatu. Wobec nich znacznie szybciej i intensywnej, niż w stosunku do postaci wiodących dla danego wycinka dziejów, zachodzi proces, którego istotę dobrze oddaje fraza „wiatr popiół rozwieje, deszcz ślady wymyje”. Tak było, jest i zapewne zawsze będzie, nie tylko pod naszym niebem.
Jako dobry przykład wspomnianego procesu, w którym zakodowany jest zresztą drobny wycinek smutnej paralelności pomiędzy Powstaniem Styczniowym a epopeją Żołnierzy Wyklętych (więcej na ten temat w tekście: KRÓTKA REFLEKSJA O PARALELNOŚCI NA MARGINESIE TEKSTU PROF. NOWAKA O POWSTANIU STYCZNIOWYM, CZYLI RZECZ O DWÓCH „UZIEMIONYCH” POLITRUKACH I TYLU TEŻ DZIELNYCH KOWALACH), można przywołać wątek dotyczący pierwszej z wymienionych wyżej batalii o wolność. Spośród tych naszych rodaków, którzy mają wiedzę, że elementem dziejów naszego skrawka ziemi jest insurekcja styczniowa, pewnie wszyscy kojarzą postać księdza Stanisława Brzóski – dowódcy oddziału powstańczego na Podlasiu, aż do kwietnia 1865 r. wymykającego się ścigającym go Moskalom. Niektórzy z tego grona są również świadomi tego, że ksiądz Brzóska został pojmany i stracony ze swym adiutantem Franciszkiem Wilczyńskim. Kto jednak, poza prawdziwymi znawcami tematu, wie pod czyim dachem ukrywali się ci dwaj powstańcy w ostatnim okresie przed aresztowaniem i jakie były losy człowieka, który był aż tak odważny, że dawał im schronienie? A dodajmy, że czynił tak mimo, że już dobrze od ponad roku wiadomo było, że powstanie zakończyło się klęską, że marzenia o niepodległości Ojczyzny nie ziszczą się szybko, wreszcie, że w razie wpadki przyjdzie mu drogo zapłacić za pomoc okazywaną dowódcy szajki (Rosjanie, polując na szajkę księdza Brzóski, ogłosili, że osoby ukrywające bandytów będą sądzone według prawa wojennego przez sądy polowe a ich domy zostaną zniszczone). Wiedza, jak brzmi nazwisko tego człowieka, jest udziałem wyłącznie garstki ludzi i nie ma znaczenia dla pamięci zbiorowej. Niemniej skoro już wywołałem ten wątek, to aby grono osób znających ów historyczny detal powiększyło się o kolejne jednostki dopowiem, że był nim Ksawery Bieliński. Za pomoc niesioną księdzu Brzósce skazany został na karę śmierci, którą carski namiestnik zamienił następnie na karę osiedlenia na Syberii. Nie zdołał wrócić do swoich, zmarł na zesłaniu. Osierocił córkę i syna. Tego ostatniego nie było mu dane nigdy zobaczyć; w chwili gdy został aresztowany jego żona, Julianna, była w drugim miesiącu ciąży. Poświęcił wszystko co było mu drogie, niosąc pomoc ściganym przez władze zaborcze uczestnikom przegranej batalii o świętą sprawę wolności. I stosunkowo szybko zniknął w mrokach wspólnotowej niepamięci. W tym miejscu jego dzieje są całkowicie zbieżne z losem kilkorga ludzi, o których chciałbym w dalszej części niniejszego szkicu cokolwiek powiedzieć. Zadanie to nie jest łatwe, bo nie wiem o nich wiele. W zasadzie jedynie to, że w czasach dla wolności najtrudniejszych dali z siebie wszystko i że zapłacili za to strasznie wysoką cenę. I jeszcze to, że jak wszyscy ci, których dotknęło nieszczęście byli w swej niedoli samotni. Oto krótkie streszczenie ich losów.
Władysław i Stefania Zarzyccy gospodarowali na ponad jedenastu hektarach ziemi, na kolonii Łuszczów, położonej niecałe 30 km na zachód od Łęcznej. Mieli trójkę dzieci. W początkach wiosny 1949 r. oczekiwali narodzin czwartego potomka, rozwiązanie miało nastąpić za kilka tygodni. Jak zdecydowana większość naszych przodków, byli przeciwnikami komunizmu, a „leśnych” uważali za swoich. Wielokrotnie gościli w swoim domu partyzantów walczących pod komendą kpt. „Uskoka”.
Ludzie nad wyraz poczciwi, uczciwi – oto najogólniejsza charakterystyka rodziny pp. Zarzyckich – tak wspomniał ich w swoich zapiskach „Uskok”.
Pierwszym ogniwem łańcucha zdarzeń, które doprowadziły do tragedii tej rodziny był donos złożony przez członka PPR i współpracownika UB Franciszka Drygałę. Za jego przyczyną w dniu 31 marca 1949 r. funkcjonariusze UB pojmali dwóch członków podległego „Uskokowi” patrolu Walentego Waśkowicza „Strzały”. Katowanie zatrzymanych partyzantów zaczęło się natychmiast i od razu też dało efekty. W wyniku pozyskanych w ten sposób informacji komuniści dzień później zastrzelili „Strzałę”. Ustalili także miejsce i orientacyjny czas umówionego spotkania dowódców partyzantki z południowej Lubelszczyzny – „Uskoka”, „Strzały”, Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, Stanisława Kuchciewicza „Wiktora” i Józefa Franczaka „Lalka”. Tym miejscem był właśnie dom państwa Zarzyckich.
Kpt. Zdzisław Broński „Uskok”, ppor. Stanisław Kuchciewicz „Wiktor” (IPN)
Na podstawie zapisków pozostawionych przez „Uskoka” a także w oparciu o raporty wytworzone przez funkcjonariuszy sił komunistycznych możemy odtworzyć przebieg zdarzeń w zabudowaniach Zarzyckich. „Uskok” zanotował:
"Nocą z 2 na 3 kwietnia [1949 r.] zaszliśmy tam [do domu pp. Zarzyckich] z „Wiktorem” i „Żelaznym”. „Lalusia” jeszcze nie było (…) Po omacku, aby nie pokazywać światła o tak późnej porze, ulokowaliśmy się, jak komu przypadło i czekamy. Na zewnątrz nie ubezpieczaliśmy się , aby nie drażnić psów. W domu oprócz nas znajdowała się pani Zarzycka i dwoje dzieci w szkolnym wieku. Mąż z kilkuletnią córeczką spał w obok położonym budynku inwentarskim, w którym urządzone było mieszkanko. O naszym przybyciu Zarzycki został powiadomiony, aby na wszelki wypadek zawczasu wiedział, jakich gości ma u siebie. Oczekiwanie trwało ponad cztery godziny. Aby nie zasnąć, gawędziliśmy z panią Zarzycką, która też –
jak mówiła- wybiła się ze snu. Przez okna zaglądała noc pogodna i rozgwieżdżona, choć bezksiężycowa. Psy szczekały od czasu do czasu i za każdym razem nasłuchiwaliśmy, czy nie nadchodzą oczekiwani [„Lalek” i „Strzała”], ale cisza panowała dalej, nikt w umówiony sposób nie stukał w okna."
Gdy partyzanci tak sobie gawędzili z gospodynią, za oknami czaiło się śmiertelne niebezpieczeństwo, które materializowała przybyła z Lublina grupa operacyjna UB-KBW-MO. Pełną i bolesną świadomość sytuacji, w dosłownym znaczeniu tego określenia, miał już wtedy Władysław Zarzycki. Z budynku, w którym nocował został wywabiony przez jednego ze schwytanych kilka dni wcześniej partyzantów z patrolu „Strzały”, któremu towarzyszyli dwaj udający „leśnych” funkcjonariusze UB. Zarzycki był nieco zdezorientowany sytuacją, bo o ile partyzanta znał i kilka razy gościł pod swym dachem, to dwóch pozostałych widział pierwszy raz w życiu. Zapewne dlatego na zadane mu pytanie: czy jest kapitan (?), czyli „Uskok”, odpowiedział ostrożnie, że tego nie wie, zaś jeżeli jest, to w budynku mieszkalnym. Zachował czujność – wszak, jak wynika z notatek „Uskoka”, dobrze wiedział, że partyzancki dowódca przebywa w jego domu. W chwilę potem przekonał się, że ma do czynienia z siłami reżimu, zobaczył bowiem sylwetki kilku żołnierzy KBW, wysłanych w ślad za udającymi partyzantów funkcjonariuszami UB. Zaraz też odprowadzony został na skraj nieodległego od jego zabudowań lasu, gdzie znajdowało się stanowisko dowództwa obławy. Był okrutnie bity, pomimo tego nie potwierdził, że partyzanci są w jego domu. Swoją postawą dał im cień szansy na wyrwanie się z matni. Gdyby wtedy przyznał, że „Uskok” jest w jego mieszkaniu, dowództwo obławy zamknęłoby szczelny pierścień okrążenia wokół zabudowań, wstrzymałoby się z działaniami zaczepnymi do rana, ściągając w tym czasie na miejsce duże posiłki, i epopeja partyzancka „Uskoka”, „Żelaznego” oraz „Wiktora” skończyłaby się ich śmiercią albo aresztowaniem w obrębie zabudowań Zarzyckich. Ale Władysław Zarzycki tego nie zrobił, mimo że przecież musiał mieć świadomość, że takim zachowaniem pogarsza, już i tak dostatecznie dramatyczne, położenie swoje i osób mu najbliższych; przypomnijmy: żony będącej w ostatnich tygodniach ciąży i trójki małoletnich dzieci. Dzięki jego postawie, dowództwo obławy nadal nie miało pewności czy partyzanci są w zabudowaniach.
Ppor. Edward Taraszkiewicz "Żelazny", Zdzisław Kogut "Ryś". Zima 1946 r. (IPN)
Do świtu pozostawało wówczas około godziny. Wtedy postanowiono wysłać pięciu milicjantów, aby zajęli stanowiska w bezpośredniej bliskości domu mieszkalnego Zarzyckich, w miejscach niewidocznych z okien czy drzwi budynku. Podczas podchodzenia do zabudowań zostali zauważeni przez partyzantów. Nie wiedząc o tym dwóch milicjantów podjęło próbę wejścia do mieszkania, zaraz też zostali śmiertelnie ranni od kul wystrzelonych przez „Uskoka” i „Wiktora”. Chwilę potem partyzanci rzucili na podwórze kilka granatów, pod ich osłoną wybiegli z zabudowań i przez ogród ruszyli w stronę lasu. Następnie, przy dość biernej postawie żołnierzy KBW, przedarli się przez linię obławy i zniknęli w zbawiennym lesie. Tam byli bezpieczni. Zanim wybiegli z domu Zarzyckich „Uskok”, jak zapisał w swych notatkach, usłyszał jeszcze od Stefanii Zarzyckiej: „Nie dacie rady? Może na strych? O Boże! Ratujcie się!”.
Postacie drugiego planu… refleksja w kontekście Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych – część 2/2>
Strona główna>
Prawa autorskie>
Postacie drugiego planu… refleksja w kontekście Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych – część 2/2

Dawne więzienie NKWD–MBP w Lublinie – Zamek Lubelski.
W zniszczonym mieszkaniu pozostawiono na pastwę losu trójkę ich dzieci: dwie dziewczynki, Marysię i Zosię, w wieku odpowiednio 9 i 12 lat, i 11-letniego Henia. Przez kilka miesięcy cała ta trójka koczowała w ruinach rodzinnych zabudowań. Najpierw w pomieszczeniu nad chlewem, bo tam było nieco cieplej niż w zdemolowanym mieszkaniu, a później w jamie wygrzebanej w stercie słomy. Żywność potajemnie dostarczało im kilka osób z sąsiedztwa. Dopiero w październiku 1949 r. najstarsza córka Zarzyckich została umieszczona w szkole ogrodniczej w nieodległych Kijanach, zaś dwójka młodszych dzieci trafiła do domu dziecka. Ich siostrzyczka, Magdalena, urodzona już na Zamku w Lublinie, podzieliła los siostry i brata – także znalazła się w domu dziecka. Matki nigdy nie poznała. Dla komunistów nie miało bowiem żadnego znaczenia, bo i dlaczego miałoby dla nich mieć jakiekolwiek, że Stefania Zarzycka ma troje małych dzieci i że jest w zaawansowanej ciąży. Jeżeli brali pod uwagę te okoliczności, to tylko w tym kontekście, że mieli lepsze możliwości nacisku, tak na samą panią Stefanię, jak i na jej męża. Państwo Zarzyccy zostali poddani ciężkiemu śledztwu, połączonemu z torturami. Jak wspominała osadzona wówczas na Zamku w Lublinie, a pracująca w więziennym szpitalu kobieta, pochodząca z jednej z miejscowości sąsiadujących z Łuszczowem, Stefania Zarzycka była cała sina od pobicia. Znalazła w sobie jeszcze tyle sił, że dała życie swojemu czwartemu dziecku. Zmarła w więziennym szpitalu tuż po porodzie w dniu 29 maja 1949 r. Jej mąż po wyjściu z więzienia tak wspomniał, co komuniści wyprawiali z jego żoną i z nim; relacja ta jest znana z przekazu jednej z jego córek:
"Ojca i matkę umieszczono w dwóch sąsiednich celach przedzielonych cienką ścianką. Jeden z ubeków wszedł do celi ojca i zapytał: – Słyszałeś jak drze się z bólu twoja baba? Nie? To zaraz usłyszysz. Po chwili z sąsiedniej celi rozlegał się przeraźliwy krzyk torturowanej, ciężarnej matki. Trwało to jakiś czas. Potem drzwi się otwierały, wchodziło kilku i mówiło do ojca: – A teraz ona usłyszy, jak ty wyjesz! – I rozpoczynało się bezlitosne bicie i kopanie".
Inaczej niż jego żonie, Władysławowi Zarzyckiemu dane było przeżyć piekło śledztwa. Sąd komunistyczny skazał go na 15 lat więzienia i orzekł konfiskatę całego majątku. W 1955 r. Zarzycki opuścił więzienne mury, wtedy też odzyskał dzieci. Po wyjściu z więzienia zamieszkał w Starachowicach, gdzie pracował w kopalni jako pomocnik górnika. Zmarł w 1963 r.
Swoim heroicznym uporem, jaki wykazał przez te kilkanaście minut na około godzinę przed świtem 3 kwietnia 1949 r., gdy katowany przez komunistów nie potwierdził, że kpt. „Uskok” przebywa w jego zabudowaniach, nie odmienił losu tych, których zdołał wówczas ochronić. „Uskok” zginął w niecałe dwa miesiące później. Nie zdążył ustalić kto złożył donos, który spowodował śmierć „Strzały” i tragedię rodziny Zarzyckich. Dodajmy, że uczynili to jego podkomendni, „Wiktor” i „Lalek”. "Podziękowanie" nastąpiło 25 sierpnia 1951 r. – konfident został zastrzelony, a jego zabudowania spalone. „Wiktor” zginął 9 lutego 1953 r. Trzeci z partyzantów ocalonych dzięki Władysławowi Zarzyckiemu w ów kwietniowy dzień 1949 r., Edward Taraszkiewicz „Żelazny”, poległ w walce 6 października 1951 r.
Z historią grupy „Żelaznego” związane są postacie Romana Dobrowolskiego i Reginy Ozgi. Ich losy są kolejnymi smutnymi symbolami dziejów tej zapomnianej przez nas zbiorowości, której na imię „współpracownicy Żołnierzy Wyklętych”.
Roman Dobrowolski „Ostrożny”, współpracownik oddziału „Żelaznego”, aresztowany 7 X 1951 r., skazany na śmierć i 3 XII 1951 r. zamordowany na Zamku w Lublinie (IPN).
Odnośnie Romana Dobrowolskiego, wszystko to co istotne dla tego tekstu zawarte jest w zaświadczeniu, jakie wystawił Józef Domański „Znicz”, żołnierz oddziału Józefa Struga „Ordona”, a od jesieni 1949 r. podkomendny „Żelaznego”. Wspomniany dokument powstał 2 kwietnia 1951 r., na pół roku przed tragedią całej trójki: ”Żelaznego”, „Znicza” i Romana Dobrowolskiego. Oto jego treść:
"Niniejszym zaświadczam, że Dobrowolski Roman, pseudonim „Ostrożny” urodzony 10 II 1906 roku, imię matki Jadwiga, imię ojca Stanisław, zamieszkały w Urszulinie, powiatu Włodawskiego, z chwilą okupacji sowieckiej z pełnym poświęceniem dla sprawy Polski Podziemnej, udzielał zawsze pomocy dla członków podziemia oraz oddziałów zbrojnych. Dom jego służył często za kwaterę oddziału ś.p. „Ordona”, oraz punkt opatrunkowy dla rannych członków oddziału. W chwilach najbardziej krytycznych, gdy U.B. przeprowadzało akcje na oddziały podziemne, Dobrowolski Roman z narażeniem swego życia oraz całej rodziny, robił u siebie kryjówki, by ratować żołnierzy podziemia. W roku 1947-48, gdy fala terroru reżimowego wzrosła do najwyższego stopnia, i gdy wielu członków oddziałów zbrojnych poległo (mogę powiedzieć, że zostały tylko jednostki), Dobrowolski Roman i tym razem nie zawahał się i nie odmówił pomocy dla członków oddziałów podziemnych. W roku 1948 w jesieni gdy naprawdę straciłem nadzieję, czy zdołam przetrwać zimę, która się zbliżała, (tym bardziej, ponieważ byłem rannym w lecie tegoż roku i ze zdrowiem szwankowałem jeszcze dość poważnie) Dobrowolski Roman nie odmówił mi pomocy, robiąc w swych budynkach kryjówkę, gdzie do listopada 1949 roku szczęśliwie u niego przeżyłem. W listopadzie tegoż roku spotkałem się z kolegą „Żelaznym”. Kol. „Żelazny” także doznał od Dobrowolskiego Romana wprost rodzinnego współczucia i pomocy. Większą część zimy 1950-1951 razem z kol. „Żelaznym” i kol. „Kazikiem” przeżyliśmy u Dobrowolskiego Romana, dodać jeszcze muszę, że pomoc jakiej nam udzielał była zawsze szczera i bezinteresowna. Dużo by można wyliczyć szczegółów i szlachetnego poświęcenia dla Polski Podziemnej przez tyle lat. Dobrowolski Roman, pseudonim „Ostrożny” zasługuje na odznaczenie Złotym Krzyżem Zasługi".

Zaświa
dczenie (strona 1 i 2) wydane przez „Żelaznego” Romanowi Dobrowolskiemu (IPN). [kliknij w obraz aby powiększyć]
Podobnie wysoką ocenę partyzantów uzyskała Regina Ozga, także – jak Roman Dobrowolski – od lat niosąca pomoc „leśnym”. Ona również została przedstawiona do odznaczenia Złotym Krzyżem Zasługi. Zaświadczenie dla Reginy Ozgi wystawił osobiście „Żelazny”. Nosi ono datę 19 czerwca 1951 r. Czytamy w nim :
"Niniejszym zaświadcza się, że koleżanka Ozga Regina, pseudonim „Lilka” zamieszkała we wsi Jagodno gminy Wola – Wereszczyńska powiatu Włodawskiego, jest aktywnym członkiem podziemnej organizacji „WiN”. Koleżanka „Lilka” w pracy podziemnej czynna jest od czasu okupacji niemieckiej bez przerwy- do czasu obecnego. W czasie swej konspiracyjnej pracy kol „Lilka” udzielała aktywnej pomocy dla oddziałów ś.p „Ordona” i „Jastrzębia”, pracując jako łączniczka i członek wywiadu. Oprócz tego w domu kol. ”Lilki” był swego czasu szpital polowy oddziału „Ordona” gdzie kol. „Lilka” pracowała jako sanitariuszka. Dla mej grupy w czasie obecnym kol. „Lilka” oddała niezmiernie ważne usługi i to w czasie kulminacyjnego terroru ze strony U.B. i kompartji. Gdyby mi sądzonem było przetrwać do wyzwolenia Polski, przedstawię koleżankę „Lilkę” do odznaczenia „Złotym Krzyżem Zasługi” za Jej poświęcenie osobiste i ofiarną pracę dla dobra Polski Podziemnej".

Regina Ozga „Lilka”, łączniczka grupy „Żelaznego”, aresztowana 6 X 1951 r., skazana na karę śmierci, zamienioną na dożywotnie więzienie. Zdjęcie sygnalityczne wykonane przez UB (IPN).
Tyle że „Żelaznemu” nie było dane doczekać wolnej Polski. A kiedy wnioski te sporządzono, nie było już w podziemiu nikogo, kto byłby władny je rozpoznać – były pisane z nadzieją na lepsze czasy. Przejęte przez komunistów, przeleżały dziesiątki lat w archiwach bezpieki. Miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Dziś są pierwszorzędnym, choć raczej mało kogo obchodzącym, świadectwem bohaterstwa osób w nich opisanych. W każdym razie Regina Ozga ani Roman Dobrowolski nie otrzymali Złotych Krzyży Zasługi, choć po stokroć na nie zasłużyli. Ich oddanie dla idei wolności Ojczyzny zostało natomiast odpowiednio docenione przez komunistów. 
Legitymacja (awers i rewers) członka Polskiej Organizacji Podziemnej „Wolność i Niepodległość” wydana przez „Żelaznego” Romanowi Dobrowolskiemu "Ostrożnemu" w dniu 2 IV 1951 r. (IPN)
Los obojga został wyznaczony przez koniec grupy „Żelaznego”, który nastąpił 6 października 1951 r. Ostatnia walka tej czteroosobowej wówczas grupy – pełna dynamiki, zwrotów akcji, brawury i zimnej krwi wykazanej przez „Żelaznego” ale i, niestety, również przez jednego z jego przeciwników – zakończyła się śmiercią dowódcy, jego podkomendnego oraz aresztowaniem dwóch pozostałych partyzantów (wszystkich zainteresowanych poznaniem lub przypomnieniem sobie szczegółów tego boju zachęcam do lektury znakomitego tekstu autorstwa Grzegorza Makusa – OSTATNIA WALKA PPOR. "ŻELAZNEGO"). Od kul funkcjonariuszy UB i KBW zginęli również gospodarze, u których „leśni” kwaterowali – Natalia i Teodor Kaszczukowie, przy czym Natalia Kaszczuk zmarła z upływu krwi, bo jako meliniarce bandy nie udzielono jej pomocy.
Jednym z dwóch pojmanych wówczas partyzantów „Żelaznego” był „Znicz”, ten sam, który pół roku wcześniej wystawił zaświadczenie opisujące oddanie Romana Dobrowolskiego dla sprawy wolności. Nie wytrzymał bicia i szybko wyjawił UB najważniejszych współpracowników oddziału. Na czele tej listy znajdowali się Roman Dobrowolski i Regina Ozga.
Zdjęcia wykonane przez bandytów z UB 6 października 1951 r. na dziedzińcu PUBP we
Włodawie. Leżą zabici: Kazimierz Torbicz "Kazik" (z lewej) i Edward
Taraszkiewicz "Żelazny" (z prawej). W środku siedzi Stanisław Marciniak
"Niewinny", skazany na karę śmierci, zamordowany wraz z Józefem
Domańskim "Łukaszem" 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w
Lublinie (IPN).
Hołota, o której pisał „Uskok”, odmalowując w swych notatkach wizytę funkcjonariuszy UB w jednym z faszystowskich domów gdzieś pod Lublinem, zjawiła się w zabudowaniach Romana Dobrowolskiego i jego siostry Janiny ps. "Joanna" (wspólnie prowadzili gospodarstwo i razem nieśli pomoc partyzantom) o świcie 7 października 1951 r. Na miejscu znalazła kompletne archiwum oddziału „Żelaznego”, w tym przywołane w niniejszym tekście wnioski awansowe, które z chwilą przejęcia ich przez UB, zaczęły pełnić funkcję gotowych aktów oskarżenia. Dzień wcześniej, 6 października 1951 r., aresztowana została Regina Ozga. Dodajmy, dla ścisłości opisu, choć to dla tematu niniejszego tekstu rzecz drugorzędna, że jej aresztowanie nie było wynikiem informacji pozyskanych przez UB od „Znicza”. Nastąpiło wcześniej i zostało spowodowane przez agenta, za przyczyną którego komunistom udało się ustalić miejsce pobytu partyzantów.
Janina Dobrowolska "Joanna" i jej brat Roman Dobrowolski "Ostrożny" z matką (IPN).
Roman Dobrowolski został skazany na karę śmierci i zamordowany 3 grudnia 1951 r. na Zamku w Lublinie (jego siostra Janina, otrzymała karę 12 lat więzienia; więzienne mury opuściła 30 kwietnia 1956 r.). Majątek rodzeństwa Dobrowolskich skonfiskowano. Miejsce pogrzebania doczesnych szczątków Romana Dobrowolskiego pozostaje nieznane. Regina Ozga usłyszała ten sam wyrok co Roman Dobrowolski – karę śmierci.
Legitymacja Polskiej Organizacji Podziemnej „Wolność i Niepodległość” Reginy Ozgi „Lilki”, wydana w kwietniu 1951 r. przez Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” (IPN).
Podczas rozprawy przed sądem komunistycznym oświadczyła: "byłam i jestem wrogiem Polski Ludowej". Trudno, zważywszy na okoliczności w jakich wypowiedziała te słowa, o piękniejsze i większe świadectwo hartu ducha i wiary w sprawę wolności. Powiedziała też: "wobec Boga i Ojczyzny i ludzi mam czyste sumienie, bo nikomu nic złego nie zrobiłam". Ta jej postawa została przywołana przez sąd komunistyczny w opinii na temat ewentualnego ułaskawienia skazanej; opinii oczywiście negatywnej. Orzeczona wobec niej kara śmierci została decyzją Bieruta zamieniona na dożywocie, a po pewnym czasie, w wyniku amnestii, zmniejszona do 15 lat więzienia. Jej rodzice, Zygmunt i Maria Ozgowie, byli sądzeni w oddzielnym procesie. Skazano ich na 15 lat więzienia. Majątek rodziny Ozgów skonfiskowano. Regina Ozga opuściła mury więzienia 26 lutego 1958 r. Zmarła 1 lipca 1994 r. w Pile.
Opinia składu sądzącego Reginę Ozgę „Lilkę” (strona 1 i 2), świadcząca o jej wyjątkowo godnej postawie w obliczu zasądzonej kary śmierci w dn. 14 VIII 1952 r. (IPN). [kliknij w obraz aby powiększyć]
Nie łudźmy się, dla poprawy nastroju, że w wolnej Polsce Regina Ozga doczekała się jakichkolwiek wyrazów oficjalnego uznania za swoją ofiarę dla sprawy wolności. Jestem przekonany, że także na jej pogrzebie nie zaistniał jakikolwiek oficjalny akcent. Umarła zbyt wcześnie. O epopei Żołnierzy Wyklętych dopiero zaczynało się wtedy mówić.
Niecałe dziesięć lat wcześniej, w październiku 1984 r., miała miejsce pewna uroczystość. Sądzę, że w kontekście tego tekstu należy ją przypomnieć. Przy pracy nad nim odtworzyłem sobie zapisane na taśmie filmowej fragmenty wspomnianej ceremonii. Oto jej oprawa i najważniejsze momenty: uroczystość odbywa się w niewielkiej auli. Na jednej ze ścian rozciągnięta jest czerwona kotara. Na kotarze, z prawej strony, zawieszony jest artystycznie wykonany napis "40 lat SB i MO". Prawa strona kotary służy jako tło dla tablicy, na której czytamy: "funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej Zawsze wierni socjalistycznej ojczyźnie".
Aula wypełniona jest gośćmi, wielu z nich przybyło w strojach mundurowych, niektórzy mają piersi udekorowane szeregiem orderów. Do zebranych przemawia przyszły pierwszy prezydent III Rzeczypospolitej Polskiej, wtedy jeszcze pierwszy sekretarz partii tow. Wojciech Jaruzelski. Od objęcia funkcji prezydenta dzieli go niecałe pięć lat. 
Słowa, które wówczas padły z ust pana prezydenta in spe wydają mi się stosunkowo ważne i warte przypomnienia:
"Szanowne towarzyszki, szanowni towarzysze, drodzy moi,
chciałem złożyć serdeczne gratulacje, wam, czołowemu, kierowniczemu aktywowi resortu a za waszym pośrednictwem wszystkim funkcjonariuszom i żołnierzom najgorętsze gratulacje i życzenia w związku z czterdziestoletnim jubileuszem. Czterdzieści lat to przecież w historii odcinek nie tak długi, ale w życiu naszego narodu to cała epoka (…) W tej walce byliście zawsze i jesteście na pierwszej linii. Brzmi to na pozór banalnie, ale przecież ta pierwsza linia oznacza, że od narodzin Polski ludowej funkcjonariusze służby bezpieczeństwa, milicjanci, wszyscy służący pod waszym znakiem musieli toczyć dzień po dniu ostrą walkę klasową. Ja szczycę się tym, że miałem możność i mam możność pracować i służyć razem z wami, na tej właśnie pierwszej linii (…) Na zakończenie złożę wam najserdeczniejsze również życzenia, aby wasza trudna służba przynosiła coraz większe owoce, by wróg został ostatecznie zepchnięty do defensywy i wyrzucony za burtę. Byśmy szli dalej z podniesioną głową w nowe, lepsze jutro socjalizmu".
Wędrówką życie jest człowieka. Prawda ta, wyrażona strofą piosenki, oznacza też, że dla każdego przychodzi wędrówki kres. Nikt z nas nie zna dnia ani godziny, nikt nie wie, ile minut powietrza jeszcze mu zostało. Możemy tylko z pewnym prawdopodobieństwem zakładać, że niektórzy, na przykład z racji wieku, mają bliżej do końca swej ziemskiej wędrówki niż inni. Powyższe pozwala przypuszczać, że w stosunkowo nieodległym czasie przyjdzie po pierwszego prezydenta III Rzeczypospolitej Polskiej „zegarmistrz światła purpurowy”. Taka jest kolej rzeczy, po prostu. I tylko wizja obrazów z jego pogrzebu z asystą Kompanii Honorowej Wojska Polskiego, z udziałem najwyższych władz państwowych – z Prezydentem Rzeczypospolitej na czele, z odegraniem hymnu państwowego, z orderami ułożonymi na lawecie z trumną, z biciem werbli i salwą honorową jawi mi się tak niesamowitym i upiornym rechotem historii, że aż…

adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954
PS (i) fragmenty notatek kpt. „Uskoka” przywołałem za publikacją: Zdzisław Broński „Uskok”, Pamiętnik, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2004; (ii) „wiatr popiół rozwieje, deszcz ślady wymyje” – fragment tekstu Jacka Kaczmarskiego, „Kataryniarz”; (iii) faktografię dotyczącą Ksawerego Bielińskiego zaczerpnąłem z artykułu mec. Bogusława Niemirki, „Powstańcy styczniowi regionu sokołowskiego w świetle spisów represjonowanych”; publ: Sokołowski Rocznik Historyczny (nr 1/2013); (iv) fragment „jak wszyscy ci, których dotknęło nieszczęście byli w swej niedoli samotni” zawiera zapożyczenie z wiersza Zbigniewa Herberta „Raport z oblężonego miasta”; (v) losy rodziny Zarzyckich były tematem kilku artykułów, m.in.: Grzegorz Makus, Tragedia rodziny Zarzyckich, publ: „Gazeta Polska"; relacja córki Władysława Zarzyckiego oddająca jego wspomnienia z okresu śledztwa została przywołana za książką Henryka Pająka, „Uskok” kontra UB, Lublin 1992 r.; (vi) najpełniejszy opis działań grupy operacyjnej przeprowadzającej w kolonii Łuszczów operację przeciwko kpt. „Uskokowi” przedstawiony został w sporządzonym 13 kwietnia 1949 r. raporcie p.o. naczelnika Wydziału ds. Funkcjonariuszy MBP płk. Jerzego Siedleckiego do Ministra Bezpieczeństwa Publicznego Stanisława Radkiewicza; publ: Zdzisław Broński „Uskok”, Pamiętnik, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2004; (vii) treść wniosków odznaczeniowych dot. Romana Dobrowolskiego i Reginy Ozgi podałem za: Grzegorz Makus, "Bracia Wyklęci". Działalność oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" i Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" w latach 1945–1951 (Zarys monograficzny), praca niepublikowana; (viii) fragmenty uroczystości z okazji 40-lecia MO i SB z udziałem Wojciecha Jaruzelskiego zostały przypomniane w filmie dokumentalnym „Bezpieka. Pretorianie komunizmu”, w reż. Bogdana Łoszewskiego; (ix) „wędrówką życie jest człowieka” – tytuł i fragment tekstu Edwarda Stachury, (x) fragment „nikt nie wie, ile minut powietrza jeszcze mu zostało” zawiera zapożyczenie z wiersza Zbigniewa Herberta „Proces”; (xi) „zegarmistrz światła purpurowy” – tytuł piosenki Tadeusza Woźniaka.
Postacie drugiego planu… refleksja w kontekście Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych – część 1/2>
Strona główna>
Prawa autorskie>

