W lipcu 1945 r. „Zapora”, na wezwanie Komendy Okręgu AK- DSZ Lublin, rozpoczął demobilizację podległych mu oddziałów. Rozformowanie zgrupowania trwało do początku sierpnia 1945 r. Większość podkomendnych mjr. „Zapory”, wobec decyzji ich władz zwierzchnich o zaprzestaniu walki, postanowiła skorzystać z ogłoszonej przez komunistów 2 VIII 1945 r. amnestii i ujawniła się. Tak skończył się pierwszy etap walki „Zapory” i jego żołnierzy z reżimem komunistycznym. Bilans tego okresu działalności oddziałów mjr. Hieronima Dekutowskiego wypada dla nich korzystnie. Przy stosunkowo niewielkich stratach – w okresie od stycznia do lipca 1945 r. zginęło ok. piętnastu partyzantów „Zapory” – oddziały te były schronieniem dla wielu osób ściganych przez komunistów, oczyściły teren, na którym działały, z agentury UB, poskromiły najbardziej szkodliwe placówki MO, przeprowadziły szereg akcji porządkowych wymierzonych w przestępców pospolitych. W wymiarze ideowym dały mocne świadectwo trwania w czynnym oporze przeciwko reżimowi komunistycznemu, hamujące proces zsowietyzowania społeczeństwa polskiego, czyli biernego poddania się przez nie doktrynie i celom partii komunistycznej.

Od lewej: mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” i kpt. Zdzisław Broński „Uskok”.
Sam „Zapora” nie ujawnił się w ramach „amnestii” z sierpnia 1945 r. Na czele dziesięciu nieujawnionych podkomendnych podjął w październiku 1945 r. próbę przedostania się przez Czechosłowację do strefy amerykańskiej. Wkrótce po przekroczeniu granicy doszło do szeregu potyczek przedzierających się do wolnego świata „Zaporowców” z patrolami czechosłowackiej służby bezpieczeństwa. Kilku uczestników tej wyprawy wpadło w ręce funkcjonariuszy czeskiej SB, pozostali utracili kontakt ze sobą. „Zapora” wraz z Marianem Klockiem ps. „George” (+12 XI 1946 r.) dotarli do Pragi czeskiej. Wtedy zdecydowali o powrocie do kraju. Do Polski przyjechali transportem repatriacyjnym.
ZNOWU W WALCE
W grudniu 1945 r. „Zapora” nawiązał kontakt z Inspektoratem WiN Lublin. Został wyznaczony na dowódcę oddziałów partyzanckich na terenie tegoż Inspektoratu. W ciągu kilku dni zdołał zorganizować liczący początkowo tylko ok. 15 żołnierzy, ale dobrze uzbrojony oddział partyzancki. Walka wchodziła w kolejną odsłonę. Cele i metody jej prowadzenia pozostały niezmienione. W okresie pierwszych dwóch miesięcy 1946 r. oddział „Zapory” zaatakował i rozbroił posterunki MO w Bychawie, Wysokiem i Krzczonowie. W marcu 1946 r. partyzanci rozbili posterunek MO w Bełżycach i zlikwidowali dwóch milicjantów. Oddział równolegle prowadził w terenie rutynowe działania wymierzone przeciwko agentom UB i przestępcom pospolitym. Jednocześnie „Zapora” podporządkowywał sobie grupy ukrywających się przed komunistami konspiratorów niepodległościowych, nadając ich działaniom ramy organizacyjne, jak również skupiał pod swoim dowództwem jednostki partyzanckie wywodzące się z nurtu akowskiego. W maju 1946 r. rozkazom „Zapory” podlegały następujące oddziały: kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka” (+ 21 V 1949 r.) w sile ok. 20 ludzi, por./kpt. Stanisława Łukasika „Rysia” w sile 40 ludzi, ppor. Jana Szaliłowa „Renka” w sile ok. 30 ludzi, Tadeusza Skraińskiego „Jadzinka” w sile ok. 20 ludzi, Stanisława Jasińskiego „Samotnego” w sile ok. 20 ludzi i Michała Szeremieckiego „Misia” w sile ok. 15 ludzi. W tym też czasie „Zapora” wydzielił z grupy „Renka” lotny, sześcioosobowy patrol pod dowództwem Romana Grońskego „Żbika” (+ 7 III 1949 r.), który pełnił funkcję żandarmerii oddziału i podejmował akcje likwidacyjne wymierzone przeciwko funkcjonariuszom UB, konfidentom bezpieki oraz przestępcom pospolitym.
W początkach lipca 1946 r. kpt. „Uskok” podporządkował sobie dynamicznie działający w okolicach Włodawy, liczący 25 żołnierzy oddział Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” (na potrzeby przeprowadzenia większych akcji oddział ten zasilany był zaprzysiężonymi ludźmi z placówek; wtedy jego skład osobowy sięgał 65 partyzantów), co oznaczało powiększenie zgrupowania oddziałów „Zapory” o kolejny wartościowy element żołnierski a także poszerzenie terenu pozostającego pod kontrolą „Zaporowców”.

Styczeń 1946 r. Część oddziału por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”. Dowódca siedzi przy rkm-ach.

Fragment zaświadczenia o przynależności do oddziału partyzanckiego WiN, wydanego przez ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” (brat Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, po którego śmierci 3 I 1947 r. przejął obowiązki dowódcy), jednemu ze swoich podkomendnych, Mieczysławowi Małeckiemu ps. „Sokół”, dnia 7 sierpnia 1947 r. Pieczęć nagłówkowa wskazuje podległość oddziału mjr. Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze” ([…] kwatera polowa oddziału „Jastrzębia” – będącego w zjednoczeniu oddziałów zbrojnych w województwie Lubelskim, pod głównym dowództwem pana majora „Zapory”).
W końcu sierpnia 1946 r. „Uskok”, na rozkaz „Zapory”, przejął zwierzchnictwo także nad liczącym wówczas ok. dziesięciu partyzantów patrolem Antoniego Kopaczewskiego „Lwa” (+ 8 IX 1946 r.), działającym w powiecie krasnostawskim.

Żołnierze oddziału Antoniego Kopaczewskiego „Lwa” (stoi pierwszy z lewej). 1946 r.

Partyzanci z oddziału Antoniego Kopaczewskiego „Lwa”.
Z kolei jesienią 1946 r. „Ryś” podporządkował sobie operujący między Lubartowem a Puławami oddział Kazimierza Woźniaka „Szatana” (+ 11 V 1947 r.) w sile 25 ludzi. Na rozkaz „Zapory”, z uwagi na kłopoty „Szatana” z samodyscypliną, komendę nad tymi partyzantami przejął początkowo żołnierz „Rysia”, Jan Flisiak „Chłopicki” (+ 17 III 1950r.), a następnie Edmund Tudruj „Mundek” (+7 III 1949 r.).
Staraniem „Zapory” i oficerów jego zgrupowania partyzanckie grupy zbrojne o rodowodzie akowskim z terenu Lubelszczyzny znalazły się do końca października 1946 r. pod jednolitym dowództwem. Godzi się zaznaczyć, że oddziały „Zapory” pozostawały w regularnym kontakcie z Inspektoratem Lubelskim WiN, od którego odbierały wytyczne odnośnie głównych kierunków dalszej działalności. Do czerwca 1946 r. w imieniu Inspektoratu łączność z Zaporą utrzymywał Franciszek Abraszewski „Boruta”, zaś od lipca 1946 r. kontakty z oddziałem przejął Władysław Siła-Nowicki. Walka prowadzona była zatem przy zachowaniu stosownych ram organizacyjnych. Podkreślenia wymaga jednak fakt, że dla żołnierzy oddziałów podległych „Zaporze” kolejne formy organizacyjne podziemia poakowskiego (DSZ, WiN) nie miały większego znaczenia. W wymiarze ideowym była to dla nich nadal walka o wolność prowadzona pod sztandarami Armii Krajowej, o czym świadczą niektóre wewnętrzne dokumenty zgrupowania i liczne, współczesne świadectwa tych żołnierzy „Zapory”, którzy doczekali kresu dyktatury partii komunistycznej. Natomiast w wymiarze praktycznym była to, niezmiennie od początku 1945 r., samoobrona przed terrorem komunistycznym, w tym przed przeciwpartyzanckimi operacjami organizowanymi przez NKWD, UB, MO i KBW.
WYPRAWA NA RZESZOWSZCZYZNĘ
W końcu lipca 1946 r. „Zapora”, na czele liczących łącznie ok. 55 partyzantów oddziałów „Renka”, „Misia” i „Jadzinka”, wyruszył się na teren Rzeszowszczyzny. Przez San partyzanci przeprawili się na wysokości Stalowej Woli. Już 2 VIII 1946 r. pod wsią Grębów w pobliżu rzeki Łęg zostali zaatakowani przez liczącą ok. 60 osób grupę operacyjną UB-KBW, którą bez strat własnych doszczętnie rozbili. W starciu zginęło kilku jej członków, kilku innych odniosło rany. Partyzantom poddało się ponad 30 żołnierzy KBW i funkcjonariuszy UB. Pozostali spośród żyjących salwowali się ucieczką. Ranni zostali opatrzeni przez partyzantów, następnie przydzielono im podwodę. Żołnierzy KBW puszczono wolno, natomiast funkcjonariuszy UB w liczbie pięciu, wskazanych zresztą partyzantom przez wziętych do niewoli kabewistów, rozstrzelano.

Zgrupowanie mjr. „Zapory” w drodze na Rzeszowszczyznę, lipiec 1946 r.
Kolejną porażkę w walce z oddziałem „Zapory” komuniści odnotowali już 8 VIII 1946 r., w walce pod wsią Ostrowy Tuszowskie, pomiędzy Mielcem a Kolbuszową. Walkę poprzedziła akcja ekspropriacyjna wykonana przez patrol z oddziału „Renka”, który w nieodległym od Ostrowów Tuszowskich Cmolasie zaatakował dwie sowieckie ciężarówki z zaopatrzeniem dla stacjonującej na terenie pobliskiego poligonu w Dębem jednostki Armii Czerwonej. Była to kolejna w ciągu kilku dni akcja zaopatrzeniowa oddziału „Zapory” przeprowadzona na tamtych terenach na sowieckie samochody wojskowe z produktami spożywczymi. Sowieci zaatakowani w Cmolasie przez żołnierzy Renka przyjęli walkę. W krótkim starciu zginęło ich co najmniej trzech. Akcja partyzantów wywołała natychmiastową reakcję czerwonoarmistów z jednostki w Dębnie i sił UB z Kolbuszowej. Złożona z żołnierzy sowieckich i funkcjonariuszy UB grupa operacyjna, poruszająca się sześcioma samochodami ciężarowymi, wspierana co najmniej dwoma sowieckimi transporterami opancerzonymi (tankietkami), odnalazła kwaterujący w Ostrowach Tuszowskich oddział „Zapory”. O korzystnym dla partyzantów wyniku starcia przesądziło podjęcie przez nich natychmiastowej i zorganizowanej obrony oraz błyskawiczne wystrzelanie załogi tankietki, która wjechała do wsi przed głównymi siłami obławy. W chwilę potem tankietka została opanowana przez „Zaporowców” i prażyła ogniem ciężkiego karabinu maszynowego w stronę przeciwników. W wyniku partyzanckiego ognia zapalił się jeden z samochodów grupy operacyjnej. W ten sposób inicjatywa przeszła na stronę partyzantów, w efekcie czego siły obławy wycofały się z pola walki, na którym pozostało kilkunastu zabitych żołnierzy Armii Czerwonej i funkcjonariuszy UB. Partyzanci wyszli z tego starcia bez strat. Podczas szybkiego odwrotu z miejsca boju kontakt z resztą oddziału straciła grupa „Jadzinka”, która, nie mogąc odnaleźć swych towarzyszy broni, powróciła na Lubelszczyznę. Natomiast oddziały „Renka” i „Misia” pozostające pod ogólna komendą „Zapory” dalej operowały na ziemi rzeszowskiej, dochodząc aż pod Jasło. Wróciły na Lubelszczyznę dopiero w drugiej połowie września 1946 r.

Zgrupowanie mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” (stoi 8 od lewej), Dobryń koło Mielca, lato 1946 r.

Mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” (stoi 8 od lewej) wśród swoich partyzantów, lato 1946 r.
POWRÓT DO MATECZNIKA
Powrót partyzantów na ziemię lubelską obfitował w dramatyczne wydarzenia. 21 IX 1946 r. oddziały „Misia” i „Renka” przeprawiły się przez San na wysokości miejscowości Pysznica i skierowały się w Lasy Janowskie. Ich obecność na tym terenie została bardzo szybko odnotowana przez siły komunistyczne. Jeszcze tego samego dnia w pościg za partyzantami wyruszyła ponad 100 osobowa grupa operacyjna UB-MO-KBW dowodzona przez sowieckiego oficera, kpt. Sułakowa. Rankiem 22 IX 1946 r. pod miejscowością Świnki, na wschód od Janowa Lubelskiego, doszło do starcia żołnierzy „Zapory” z grupą pościgową. Uprzedzeni na czas przez wartowników partyzanci nie dali się zaskoczyć i przyjęli walkę, nie pozwalając siłom obławy, pomimo trzykrotnej przewagi liczebnej po stronie przeciwnika, na domknięcie pierścienia okrążenia, a następnie w szyku zorganizowanym wycofali się w kierunku północno-zachodnim na Zaklików. W starciu pod Świnkami zginął jeden partyzant, a inny został ciężko ranny. Straty po stronie sił komunistycznych autorowi niniejszego tekstu nie są znane.
W nocy z 23/24 IX 1946 r. „Zapora” na czele oddziałów „Misia”, „Renka”, „Samotnego” i żandarmerii „Żbika” (grupy „Samotnego” i „Rysia” dołączyły do „Zapory” po walce pod Świnkami) skierowały się do położonej 6 km na półn.–zach. od Urzędowa wsi Moniaki, zwanej przez wielu partyzantów Moskwą. Celem akcji było rozbrojenie członków ORMO (według partyzantów „Zapory” w szeregach ORMO znajdowało się wówczas kilkudziesięciu dorosłych mieszkańców Moniak). W czasie zbliżania się oddziału do zabudowań wsi, grupka miejscowych ormowców ostrzelała partyzantów z oddziału „Samotnego”, którzy odpowiedzieli ogniem. W wyniku wymiany strzałów zginął jeden mieszkaniec Moniak. Po chwili partyzanci opanowali wieś. Zarekwirowali jej mieszkańcom kilkanaście sztuk broni. Od użytych przez żołnierzy „Zapory” w wymianie ognia pocisków zapalających zajęło się i spłonęło blisko 30 gospodarstw, w sumie prawie 100 budynków.
W tym samym mniej więcej czasie, co wydarzenia w Moniakach, oddziały „Rysia” i „Jadzinka” pod ogólną komendą „Wisły” wkroczyły do Bełżyc i rozbiły posterunek MO, rozbrajając pięciu milicjantów. Po akcji w Bełżycach partyzanci wycofali się w kierunku na Chodel i zapadli w lesie krężnickim, nieopodal drogi Chodel – Bełżyce. Rankiem 24 IX 1946 r. przyjęli walkę ze ścigającą ich grupą operacyjną UB-KBW, zorganizowaną przez komunistów na wieść o wydarzeniach w Bełżycach. Starcie pod Krężnicą Okrągłą zakończyło się klęską komunistów, którzy stracili 18 zabitych. Partyzanci nie ponieśli w tej walce żadnych strat, dopiero w fazie odskoku z miejsca akcji poległ jeden żołnierz z oddziału „Jadzinka” (ciężko ranny, został dobity przez ubeków). W tym czasie aktywność przejawiały także inne oddziały zgrupowania, pozostające tylko pod ogólną komendą „Zapory”. 22 X 1946 r. oddział Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” (+ 3 I 1947 r.) w sile 65 żołnierzy wspierany przez oddział Józefa Struga „Ordona” (+ 30 VII 1947 r.) rozbił Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie, uwalniając ok. 70 aresztowanych. Ta brawurowa akcja kosztowała życie dwóch partyzantów. Niespełna dziesięć dni później , z 31 X/1 XI 1946 r., oddziały kpt. „Uskoka”, „Jastrzębia” i „Ordona” wkroczyły do Łęcznej i zlikwidowały jedenaście osób, które według wywiadu partyzantów współpracowały z UB.

Sierpień 1947 r. Od lewej: mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”, kpt. Zdzisław Broński „Uskok”.
Zima 1946 r. spowodowała wyhamowanie działań oddziałów „Zapory”, ale ich nie przerwała. Ten okres nie był jednak dla „Zaporowców” szczęśliwy. 6 I 1947 r. w walce z UB zginął „Miś”, tego samego dnia od kul KBW padł inny oficer oddziałów „Zapory”, por. Janusz Stefański „C-dur” (jako jeden z niewielu podkomendnych „Zapory” poległych w okresie walki z komunistycznym reżimem ma własny grób – spoczywa na cmentarzu nieopodal Kolonii Borów, pośród pierwszowojennych kurhanów żołnierzy austriackich i rosyjskich).
17 I 1947 r. oddział „Jadzinka”, operujący od października 1946 r. w powiecie Biłgoraj, stoczył zaciętą walkę w Albinowie Małym, gmina Radecznica, z jednostką KBW, tracąc w niej pięciu partyzantów. Po stronie KBW zginęło siedmiu żołnierzy, a czterech innych odniosło rany.
Pomimo ponoszonych strat, oddziały „Zapory” nadal mocno trzymały się w terenie. Jednak ich wysiłek nie mógł odmienić losu naszej Ojczyzny. Sfałszowane przez komunistów wybory do Sejmu w styczniu 1947 r. odebrały czynnikom niepodległościowym nadzieję na rychłą zmianę sytuacji w Polsce. Polityczna władza komunistów została na lata utrwalona i, co gorsza, ostatecznie zaakceptowana przez dyplomację międzynarodową.
„AMNESTIA” 1947 R.
W tej sytuacji amnestia ogłoszona przez komunistów w lutym 1947 r. wydawała się dla większości osób pozostających w podziemiu, w tym dla gremiów kierowniczych konspiracji nurtu poakowskiego, ostatnią szansą na ocalenie. W marcu/kwietniu 1947 r. „Zapora”, wykonując rozkazy przełożonych, zaprzestał działalności bojowej i rozformował podległe mu oddziały, dając podkomendnym wolną rękę w sprawie ujawnienia. W kwietniu 1947 r. przed komisjami amnestyjnymi stanęli „Jadzinek” i „Samotny” ze swymi żołnierzami. Ujawniła się także zdecydowana większość partyzantów z oddziałów „Rysia” i „Renka”, jednakże sami dowódcy, a także garstka podległych im żołnierzy, nie zdecydowali się na ten krok. Postanowienie o pozostaniu w konspiracji podjął również „Uskok” i kilku jego ludzi; pozostali zdecydowali się na ujawnienie. Sam „Zapora” nie skorzystał z amnestii, dzieląc los swych nieujawnionych podkomendnych. Jak zeznał później przed sądem komunistycznym w czasie swego procesu:
W RĘKACH KOMUNISTÓW. DO KOŃCA MĘŻNI
W początkach września 1947 r. „Zapora”, przekonany, że realizuje zalecenie organizacji, podjął decyzję o przedostaniu się na Zachód. Ostatnim rozkazem, z 12 IX 1947 r., wyznaczył kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka” na swego następcę i bezpośredniego dowódcę grup partyzanckich działających na północ od Lublina. Natomiast partyzanci utrzymujący się na terenach na południe od Lublina zostali decyzją „Zapory” oddani pod rozkazy Mieczysława Pruszkiewicza „Kędziorka” (+ 17 V 1951 r.). Na zastępców „Kędziorka” mianował „Zapora” ppor. Bogdana Dzierżanowskiego „Lotnika” (+ I 1948 r.) i ppor. Janusza Godziszewskiego „Wira”, „Janusza” (+ 7 IX 1948 r.).
Niestety, wyprawa grupy „Zapory” na Zachód była prowokacją UB. Wszyscy uczestnicy tej wyprawy („Zapora” i jego 6 żołnierzy – w tym „Ryś”, „Żbik” i „Mundek” – oraz Władysław Siła-Nowicki) zostali aresztowani 16 IX 1947 r. w Nysie, a następnie wyrokiem sądu komunistycznego z dnia 15 XI 1948 r. skazani na karę śmierci. Zarówno w toku ciężkiego śledztwa, jak i procesu zachowali godną postawę. Zapewne z tej przyczyny proces grupy „Zapory” toczył się przy drzwiach zamkniętych. „Uskok”, nawiązując do losu aresztowanego swego dowódcy i jego towarzyszy niedoli, zanotował w swym pamiętniku pod datą 1 XII 1948 r.:
Wyroki śmierci na majorze Hieronimie Dekutowskim „Zaporze” i jego 6 żołnierzach wykonano w Warszawie w więzieniu mokotowskim w dniu 7 III 1949 r. [zobacz zdjęcia straconych>]. Ocalał jedynie Władysław Siła-Nowicki, którego od niechybnej śmierci uratowały koneksje rodzinne (decyzją Bieruta orzeczona przeciwko Sile-Nowickiemu kara śmierci zamieniona została na karę dożywotniego więzienia; wolność odzyskał 1 XII 1956 r.).


Od lewej: Por. Stanisław Łukasik „Ryś” i por. Roman Groński „Żbik”. Żołnierze mjr „Zapory”, zamordowani wraz z nim i czterema kolegami (por. Jerzy Miatkowski „Zawada”, por. Edmund Tudruj „Mundek”, por. Tadeusz Pelak „Junak”, por. Arkadiusz Wasilewski „Biały”) w więzieniu mokotowskim, dn. 7 marca 1949 r.
„NIECH SIĘ PANI POMODLI…”
Warto przywołać jeszcze jeden zapis z pamiętnika „Uskoka” (poczyniony również pod datą 1 XII 1948 r.):
Niespełna pół roku po nakreśleniu tych słów, ich autora nie było już wśród żywych – 21 V 1949 r. , otoczony w swej kryjówce przez UB, rozerwał się granatem. Dwa lata później, dokładnie 18 V 1951 r., zginął „Kędziorek”. Symbolicznym końcem epopei oddziałów cichociemnego majora Hieronima Dekutowskiego „Zapory” jest wspomniana w początkowych partiach tekstu śmierć „Białego” w 1955 r. i „Lalka” w 1963 r. W latach 1945-1955 poległo w walkach bądź straciło życie w kazamatach komunistycznych ponad 230 żołnierzy oddziałów „Zapory” (tylko niespełna dwudziestu „Zaporowców” zginęło z rąk hitlerowców). Miejsca pochówku znakomitej większości z nich do dziś pozostają nieznane. W kontekście tego faktu, właściwe wydaje mi się zakończenie tego tekstu strofami jednej z piosenek śpiewanych w oddziałach „Zapory”, przypomnianej przez zespół De Press na płycie Myśmy rebelianci (piosenkę śpiewano na melodię Chryzantemy złociste):
Niech się Pani pomodli, dzisiaj w mojej intencji,
bo wyprawa mnie czeka niebezpieczna i zła,
może Pani modlitwa, będzie dla mnie skuteczną
i uchroni od złego, tego co prosi tak.
I minęło tyle długich lat od tej chwili,
a ja wciąż przed oczyma obraz w sercu ten mam.
Kiedy słońce zachodzi, zmierzch ku nocy się chyli,
a ja słyszę wciąż turkot i zgiełk wozów ten sam.
Lecz odszedł ktoś, tak bardzo zadumany, co w oczach miał idei wielki cel.
Ktoś, kto tańczył ze mną leśne tango, i z cicha szeptał dziwne słowa te:
NIECH SIĘ PANI POMODLI DZISIAJ W MOJEJ INTENCJI […].

adwokat, współkieruje pracami Fundacji „Pamiętamy”, zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954.
PS. Powodowany lojalnością wobec szanownych czytelników, muszę poczynić pewne wyznanie. Otóż smutne zdarzenia z pięknego miasta Lublina, od przypomnienia których zacząłem ten tekst, posłużyły mi za chwyt z rodzaju dyscypliny zgrabnie określonej przez pewnego czeskiego prozaika mianem judo moralne. Chciałem bowiem choćby skrótowo opowiedzieć Wam, szanowni czytelnicy, historię oddziałów majora „Zapory”. Ponieważ była ona bardzo bogata w wydarzenia, to tekst jest długi. Pewnie zbyt długi. Pomyślałem więc, że przynajmniej niektórzy przebrną przez niego do końca, powodowani wewnętrzną potrzebą dania w ten sposób mini świadectwa, że po poległych i pomordowanych „Zaporowcach” pozostało coś więcej niż tylko złom żelazny i głuchy, drwiący śmiech pokoleń, podlany moczem…

Na koniec jeszcze jedno wyjaśnienie: niniejszy tekst jest zmodyfikowaną wersją artykułu, który ukazał się w dodatku do „Rzeczpospolitej” z dnia 20 kwietnia 2011 r. (Żołnierze Wyklęci Nr 4, Bohaterowie ostatniego powstania).
Uryną na pamięć… zdań kilka o oddziałach mjr. „Zapory” – część 1/2>
Strona główna>








