[wybór zdjęć – autor strony] O RĘKACH KATÓW I DYGRESYJNIE O FOTOGRAFII HISTORYCZNEJ
Dowódca organizacji warszawskich Sztyletników walczył do końca. 17 lutego 1865 roku pod szubienicą ustawioną na stokach warszawskiej Cytadeli stanął Emanuel Szafarczyk. Liczył sobie wtedy 30 wiosen. Używał pseudonimu Kamiński.
Był ostatnim dowódcą warszawskiej organizacji Sztyletników, która działała w latach 1862-1864. Historycy oceniają, że przez jej szeregi przewinęło się łącznie około dwustu członków, przy czym w skład grupy wykonującej wyroki śmierci wchodziło jednocześnie nie więcej niż trzydzieści pięć osób. Celem podejmowanych przez nich akcji likwidacyjnych byli carscy urzędnicy i szpicle, a poczynając od 1863 r. także zdrajcy sprawy Powstania Styczniowego.
Ignacy Chmieleński, twórca Oddziału V Żandarmerii Narodowej tzw. sztyletników. Od 19 września 1863 r. Szef Rządu Narodowego i naczelnik wojskowy miasta stołecznego Warszawy.
Po raz pierwszy warszawscy sztyletnicy zaatakowali w listopadzie 1862 r. Ich ofiarą padł wówczas Paweł Felkner, pełniący funkcję szefa kancelarii tajnej w zarządzie oberpolicmajstra Warszawy. W okresie Powstania Styczniowego organizacja kierowana przez Szafarczyka przeprowadziła nie mniej niż 25 likwidacji, ponadto w jej akcjach rany odniosło kilku wysokich rangą rosyjskich urzędników i wojskowych w tym generał Fiodor Trepow – policmajster Królestwa Polskiego w latach 1863-1866 i major Wasyl von Rothkirch – wicedyrektor Kancelarii Specjalnej do spraw Stanu Wojennego.
Szafarczyk sam nie wykonywał wyroków. Nie mógł, miał niesprawną prawą rękę. Był jednak organizatorem większości akcji swych podkomendnych, a także mózgiem i sercem organizacji. Wpadł w ręce carskiej policji dopiero we wrześniu 1864 r., już po upadku Powstania Styczniowego. Został zdradzony przez swego kolegę przekupionego koncesją na prowadzenie szynku. W chwili aresztowania Szafarczyka nie żył już ostatni przywódca powstańczego zrywu ze stycznia 1863 r., Romuald Traugutt, stracony w publicznej egzekucji na stokach Cytadeli 5 sierpnia 1864 r. Wraz z Trauguttem powieszono czterech innych członków podziemnego Rządu Narodowego. Egzekucja Traugutta i towarzyszy zgromadziła około 30-tysięczny tłum mieszkańców Warszawy, manifestujący w tej tragicznej chwili współczucie dla traconych i przywiązanie do sprawy wolności. Ludzie klęczeli, modlili się, śpiewano hymn Święty Boże, Święty mocny. Gdy dopełniał się los Szafarczyka, tłumów wokół nie było. Obok niego stał Aleksander Waszkowski, ostatni naczelnik Warszawy z okresu Powstania Styczniowego. Ten sam, który kilka miesięcy wcześniej, nazajutrz po straceniu Traugutta i towarzyszy, wydał odezwę, rozkolportowaną w nakładzie kilkuset egzemplarzy po Warszawie, w której napisał:
Na niego także czekała szubienica.

Aleksander Waszkowski, w grudniu 1863 r. mianowany przez R. Traugutta powstańczym naczelnikiem Warszawy. Po aresztowaniu Traugutta faktycznie dowodził niedobitkami powstańczymi, aresztowany w grudniu 1864 r. i stracony 17 lutego 1865 r. na stokach Cytadeli Warszawskiej.
Nie wiem pośród ilu współczujących świadków przyszło Szafarczykowi i Waszkowskiemu dawać życie na świadectwo świętości sprawy Narodu, ale nie było ich wielu. Na miejscu kaźni na pewno towarzyszył im niezawodny w takich sytuacjach kat i carscy żołnierze – rutyniarze w organizacji rytuału śmierci przez powieszenie, zapewne nieco nim znudzeni i w żadnym razie nie przejęci losem skazanych. Była również prasa, o czym za chwilę.
Ponury, także przez swoją przewidywalność, ceremoniał egzekucji został w pewnej chwili zakłócony przez Szafarczyka. Dowódca warszawskich Sztyletników walczył do końca. Gdy zakładano mu sznur na szyję, ugryzł kata w rękę. Jedna z gazet odnotowała to zdarzenie, malując przy tej okazji obraz Szafarczyka jako potwora, który kąsał do ostatnich chwil życia. Poza tym wszystko odbyło się planowo i w myśl procedury. Skazani zawiśli na szubienicy, następnie ich zwłoki zostały pogrzebane w nieznanym do dzisiaj miejscu.
Egzekucja Szafarczyka i Waszkowskiego była ostatnią publiczną egzekucją wykonaną w Warszawie na powstańcach styczniowych. Ich śmierć nie stała się tematem żadnej podziemnej odezwy. Po prostu wtedy nie było już nikogo, kto mógłby takową wydać. Szafarczyk i Waszkowski odeszli jako jedni z ostatnich aktywnych, na tamtym etapie dziejów Ojczyzny, żołnierzy sprawy wolności. Wolności, którą w myśl ich planów, miał przynieść powstańczy zryw ze stycznia 1863 r., a która przyszła, niestety na krótko, dopiero kilkadziesiąt lat później, w listopadzie 1918 r., wraz z pierwszowojenną klęską trzech państw zaborczych.
- Kamiński o Kamińskim, Elzenberg o przegranych w bitwie, Mackiewicz o walce
Historię Emanuela Szafarczyka Kamińskiego opowiedział mi kilka lat temu Mariusz Kamiński, autor pracy magisterskiej o sztyletnikach w Powstaniu Styczniowym. Zapamiętałem ją z uwagi na epizod spod szubienicy, kiedy Szafarczyk wbija swoje zęby w rękę kata. O ile w kontekście porażki powstańców styczniowych warta przywołania wydaje się myśl Henryka Elzenberga, który napisał, mniej więcej, że nie można mieć pretensji do t
ych, którzy przegrali bitwę, gdyż trzeba mieć w sobie dużo odwagi, aby znaleźć się w miejscu, w którym przegrywa się bitwę, to zachowanie Szafarczyka na chwilę przed egzekucją nakazuje zastanowić się, jak wielką trzeba mieć w sobie determinację, aby nawet w obliczu ostateczności nie zrezygnować i kąsać wroga, dosłownie i w przenośni, aż do samego końca, po kres, bez chwili kapitulacji przed losem i pokory przed niesioną przezeń, będącą bliżej niż na wyciągnięcie ręki śmiercią. Poruszając ten problem w tekście "Zbrodnia w dolinie rzeki Drawy" Józef Mackiewicz napisał, że najtrudniej jest walczyć bez nadziei!
Jak się zdaje obaj – Elzenberg i Mackiewicz – dotknęli istoty sprawy.
- "Vis", brat "Wiarusa"
Przesuńmy teraz wskazówki zegara historii do roku 1951. To czas, do którego dobrze pasuje fragment tekstu Józefa Mackiewicza, który został opublikowany cztery lata wcześniej, w 1947 r., w londyńskich "Wiadomościach":
Wtedy trwały jeszcze w oporze ostatnie grupy Żołnierzy Wyklętych. Pośród nich walczył w powiecie łomżyńskim oddział Stanisława Grabowskiego "Wiarusa". Przez szeregi tej grupy, działającej od czerwca 1947 r. do grudnia 1952 r., przewinęło się łącznie ponad trzydziestu partyzantów. Jednym z żołnierzy oddziału był brat dowódcy, Józef Grabowski "Vis". 
Sierż./ppor. Stanisław Grabowski "Wiarus", do 1952 r. szef PAS w Komendzie Powiatu NZW "Mazur" Wysokie Mazowieckie.
Do najbardziej znanych akcji tej grupy należy zaliczyć opanowanie 29 września 1948 r. Jedwabnego, zakończone wygłoszeniem przez "Wiarusa" przemówienia do zgromadzonych na rynku mieszkańców, w którym partyzancki dowódca wezwał słuchaczy do przeciwstawiania się komunistom. Ci zaś już w lutym 1948 r. uznawali "Wiarusa" za niebezpiecznego przeciwnika – rozesłali za nim listy gończe i wyznaczyli nagrodę za jego głowę.
List gończy za Stanisławem Grabowskim ps. "Wiarus".
Pomimo tego jeszcze przez długie cztery lata "Wiarus" pozostał dla nich nieuchwytny. Zginął dopiero 22 marca 1952 r. Wcześniej, w październiku 1951 r. dopełnił się los jego brata. "Vis" został zdradzony przez informatora UB (TW "Wiatrak"), który był narzeczonym siostry jednego z żołnierzy grupy "Wiarusa". Zginął w zasadzce zorganizowanej przez UB i KBW w zabudowaniach pomagającego mu gospodarza, gdy przyszedł po odbiór swetra na zimę.
Dlaczego o tym wspominam? Co łączy ze sobą śmierć Emanuela Szafarczyka Kamińskiego i Józefa Grabowskiego "Visa"? Otóż jest jeden wspólny akcent obu tych zdarzeń. Symboliczny, ale przecież bardzo silny. Jaki?
Odpowiedź na to pytanie przynosi lektura raportu z przebiegu operacji, w której zastrzelono "Visa". Dokument sporządził, na gorąco, naczelnik Wydziału III WUBP w Białymstoku, Henryk Więckowski. Wtedy jeszcze komuniści byli przekonani, że udało się im zlikwidować "Wiarusa" ("Vis" był do niego łudząco podobny), stąd w przywołanym dokumencie jest mowa właśnie o nim. Czytamy tam:
Był śmiertelnie ranny, nie był już w stanie się podnieść, ale jeszcze, zupełnym ostatkiem sił, ugryzł swego oprawcę w rękę. Józef Grabowski "Vis".
Stał pod przeznaczoną dla niego szubienicą, całkowicie bezbronny, bez władzy w jednej ręce, ale jeszcze, w ostatnim akcie oporu, ugryzł kata w rękę. Emanuel Szafarczyk Kamiński.
Żyli w różnych wiekach, zgaśli w chwilach oddalonych od siebie przedziałem czasu wynoszącym blisko dziewięćdziesiąt lat. A jednak mieli w sobie Coś, co pozwala chyba uznać, że byli sobie bardzo bliscy. To niezwykłe Coś, rozpoznawane przez coraz mniej licznych i nazywane niekiedy niepokornym duchem narodu polskiego, zmaterializowane w losach Kamińskiego i "Visa" śladami zębów na rękach katów.

Patrol NZW sierż./ppor. Stanisława Grabowskiego "Wiarusa" (pierwszy z lewej), ok. 1950 r. Drugi od lewej – NN "Jastrząb", trzeci – Józef Grabowski "Vis" – brat "Wiarusa".
- Dygresyjny przyczynek do dziejów fotografii historycznej
Niniejsza partia tekstu nie powstałaby, gdyby nie poniższe zdjęcie…
Zapewne dla wielu z państwa, szanowni czytelnicy, ta pochodząca z archiwum IPN fotografia jest nieco szokująca. Wyjaśniam, że zwłoki Józefa Grabowskiego "Visa" z
ostały, zaraz po jego śmierci, sfotografowane przez komunistów. To było wtedy rutynowe działanie humanistów spod znaku sierpa i młota. Obowiązywała bowiem zasada, że ostatnim śladem istnienia reakcyjnego bandyty, zanim jego martwe już ciało trafi do dołu z wapnem lub w podobnie godne pochówku człowieka miejsce, ma być zdjęcie pośmiertne. Taka fotografia pełniła po pierwsze, rolę trofeum na potrzeby ubeckiego, tajnego sztambucha działań operacyjnych, po drugie, służyła ostatecznemu upokorzeniu już niegroźnego bandziora – kontrrewolucjonisty.
Pośmiertna fotografia Józefa Grabowskiego "Visa" wykonana przez funkcjonariuszy UB, 23 X 1951 r.
Zabiegi te podejmowano z wielką pieczołowitością, wedle rachuby, że jeżeli kiedykolwiek owe zdjęcia ujrzą światło dzienne, to mają być na nich uwiecznione właśnie trupy odarte z mundurów, często prawie zupełnie nagie i w każdym przypadku koniecznie bez butów; że na tych fotografiach mają widnieć martwe łachmany ludzkie, nijak nie kojarzące się z wolnymi do końca, dumnymi ludźmi, którzy mieli w sobie tę wielką odwagę i siłę, aby stanąć przeciw komunistom do heroicznej walki o zachowanie prawa człowieka do wolnego życia na ziemi.
Ta zasada dotyczyła nie tylko żołnierzy polskiego podziemia antykomunistycznego. Z tym samym, pedantycznym okrucieństwem stosowano ją wobec partyzantów estońskich, litewskich, łotewskich czy ukraińskich poległych w walce z sowiecką okupacją. Po prostu standard wyznaczony przez Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR, czyli NKWD, obowiązywał również w działaniach odpowiedników tej sowieckiej agendy państwowej w innych krajach znajdujących się pod komunistycznym jarzmem. Jednym z jego przejawów były właśnie wzmiankowane zdjęcia.

Anykščiai, Litwa, 26 IV 1952 r. Zwłoki zabitych przez NKWD litewskich partyzantów (od lewej: Bronius Morkūnas "Diemedis", Bronius Mozūra "Kunotas" and Vytautas Guobužas "Viesulas"). Zdjęcie wykonane przez funkcjonariuszy NKWD.
Można by sądzić, że wraz z upadkiem komunizmu ten rodzaj fotografii przeminął. A jednak nie. Przekonałem się o tym, gdy w marcu 2005 r. świat obiegły zdjęcia zabitego dowódcy polowego partyzantki czeczeńskiej i jednocześnie prezydenta tego kraju Asłana Maschadowa. Leżał odarty z munduru i oczywiście bez butów. Tak oto Rosja Putina obwieszczała wszem wobec swój sukces.
Pokazane przez rosyjskie media zwłoki Asłana Maschadowa, który zginął on 8 marca 2005 r. podczas operacji specjalnej wojsk rosyjskich. Jego ciało zostało bestialsko zmasakrowane (m.in. wyłupiono mu oczy). Rosjanie odmówili wydania ciała rodzinie zgodnie z obowiązującym w Rosji ustawodawstwem nakazującym potajemny pochówek zabitych bojowników czeczeńskich. 
Cóż, świat się zmienia, ale niektórzy nadal trwają przy wypracowanych przed laty, właściwych sobie standardach. Jaka władza, taka też kultura korporacyjna państwowych agend przymusu.
Tyle można tylko o tym uczciwie powiedzieć.
PS. Przytoczony w tekście fragment odezwy autorstwa Aleksandra Waszkowskiego powtórzyłem za książką Joanny Rusin "Człowiek świętego imienia"; raport UB z operacji, w której zastrzelono Józefa Grabowskiego "Visa" został opublikowany przez Jerzego Kułaka w artykule Działania operacyjne Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku na przykładzie likwidacji grupy NZW Stanisława Grabowskiego "Wiarusa"; fotografia zwłok Józefa Grabowskiego "Visa" pochodzi z Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, została opublikowana w "Zeszytach Naukowych Muzeum Wojska" w Białymstoku przy artykule autorstwa Piotra Łapińskiego, Ppor. Stanisław Grabowski "Wiarus" (1921-1952). Zarys biografii; ostatnie zdanie tekstu zapożyczyłem z wiersza Zbigniewa Herberta "Góra naprzeciw pałacu".

adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954.
Konferencja naukowa w Łęcznej
Stowarzyszenie Kibiców Górnika Łęczna oraz Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych Okręgu Lubelskiego serdecznie zapraszają na konferencję naukową pt. "Żołnierze Wyklęci na terenie Lubelszczyzny – wczoraj i dziś". Konferencja odbędzie się w sobotę 28 kwietnia o godzinie 16.00 w Centrum Kultury w Łęcznej. Wśród prelegentów znaleźli się m.in. syn kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" – Adam Broński, oraz brat ppor. Stanisława Kuchciewicza "Wiktora" – Aleksander Kuchciewicz.
Historię Narodowych Sił Zbrojnych na Lubelszczyźnie przedstawi Rafał Drabik z lubelskiego oddziału IPN, a o Zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość opowie major Jerzy Pasierbiak – prezes Stowarzyszenia Społeczno-Kombatanckiego Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN w Lublinie.
Podczas konferencji zaplanowano emisję fragmentów filmów, oraz wystawę poświęconą tematyce Żołnierzy Wyklętych. Na miejscu będzie również możliwość zakupu publikacji i pamiątek patriotycznych oraz dotyczących żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego.
Program:
- Narodowe Siły Zbrojne na terenie Lubelszczyzny – Rafał Drabik (IPN Lublin);
- Geneza powstania i działania Zrzeszenia WiN na terenach Lubelszczyzny – major Jerzy Pasierbiak (WiN);
- Życie i działania ppor. Stanisława Kuchciewicza ps. "Iskra"/"Wiktor" – Aleksander Kuchciewicz (brat Stanisława);
- Lider lubelskiego podziemia niepodległościowego kpt. Zdzisław Broński ps. "Uskok" – Adam Broński (syn Zdzisława).
Źródło: Serwis Kibiców Górnik Łęczna>
Zobacz również: Górnicy śladami Żołnierzy Wyklętych>
Abakumow melduje: "Bandytów zlikwidować"
"[…] Wszystkich ujawnionych bandytów, w liczbie 562 ludzi, zlikwidować […]". Kopie sowieckich rozkazów zamordowania 600 Polaków w tzw. obławie augustowskiej w lipcu 1945 r. przywiózł z Moskwy prezes IPN Łukasz Kamiński. To dowód zbrodni przeciw ludzkości – mówią prokuratorzy IPN.
Odtajnione przez FSB dwa szyfrogramy w sprawie największej zbrodni popełnionej na Polakach po zakończeniu wojny potwierdzają fakt aresztowania przez Sowietów w lipcu 1945 r. jednego z przywódców podziemia niepodległościowego na ziemi augustowskiej. Tylko w jednorazowej akcji razem z Szymonem Krupińskim ps. "Grom" ujęto 50 żołnierzy. Pod wieloma względami zbrodnia popełniona w czasie obławy augustowskiej była bardziej dramatyczna niż ta z 1940 roku. Wśród około 600 ofiar było 30 kobiet, część z nich oczekiwała narodzin dziecka. Poza tym mordowano nieletnich.
Centralne Archiwum Federalnej Służby Bezpieczeństwa w Moskwie na wniosek stowarzyszenia MEMORIAŁ ujawniło dwa szyfrogramy Wiktora Abakumowa do szefa NKWD Ławrientija Berii z lipca 1945 roku. Dokumenty dotyczą ujętych w czasie obławy augustowskiej żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego. Ich los został już wtedy przypieczętowany: ZAMORDOWAĆ. Wstrząsające dokumenty na temat zbrodni augustowskiej popełnionej na grupie około 600 Polaków pozyskał w Rosji Instytut Pamięci Narodowej. Ale nie od prokuratury Federacji Rosyjskiej w ramach realizacji wniosku o pomoc prawną. Łukasz Kamiński, prezes IPN, pozyskał te dokumenty w trakcie wizyty w Moskwie od stowarzyszenia Memoriał.
Materiały nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do charakteru działań jednostek Armii Czerwonej przeprowadzających w lipcu 1945 r. obławę w rejonie Augustowa i Suwałk. Generał Abakumow, w piśmie z 21 lipca 1945 r., raportuje m.in. Ławrientijowi Berii, ludowemu komisarzowi spraw wewnętrznych Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich, o wysłaniu do Olecka generała majora Iwana Gorgonowa, zastępcy naczelnika Głównego Zarządu Smiersz, z grupą doświadczonych funkcjonariuszy kontrwywiadu w celu przeprowadzenia likwidacji bandytów aresztowanych w lasach augustowskich. Jak wynika z dokumentów, drugim odpowiedzialnym za wymordowanie polskich żołnierzy podziemia niepodległościowego był generał lejtnant Paweł Zielienin, naczelnik Zarządu Kontrwywiadu 3. Frontu Białoruskiego. Tow. Tow. Gorgonow i Zielienin to dobrzy i doświadczeni czekiści i to zadanie wykonają – cynicznie zapewnia Berię Abakumow.
Wiktor Siemionowicz Abakumow, generał-pułkownik sowieckiego aparatu bezpieczeństwa, jeden z największych zbrodniarzy stalinowskich, w aparacie terroru zasłynął m.in. z własnoręcznego torturowania i wymuszania zeznań na skazanych.
Kamiński zaznaczył, że te dokumenty mają bardzo istotne znaczenie dla dalszych losów śledztwa IPN w sprawie zbrodni augustowskiej.
– W czerwcu i grudniu 2011 r. wysłaliśmy do Prokuratury Generalnej Rosji wniosek o pomoc prawną. Dotyczył on m.in. przesłania nam szyfrotelegramów oraz akt osobowych tow. Zielienina i Gorgonowa […], a także poprosiliśmy o akta spraw karnych osób zatrzymanych podczas obławy augustowskiej. Do dziś nie mamy żadnej odpowiedzi, jeśli chodzi o stronę rosyjską – wskazuje prok. Zbigniew Kulikowski, p.o. naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku.
Dokumenty, które przekazał Memoriał, są bardzo ważne. – Wskazują jednoznacznie dla każdego prawnika, że w lipcu 1945 r. dokonano zbrodni przeciwko ludzkości. Zamiarem sprawców było pozbawienie życia członków polskich organizacji niepodległościowych. I tylko za to, czyli z powodu przynależności politycznej – zaznaczył prok. Kulikowski.
Jego zdaniem, fakt pozyskania tych dokumentów uniemożliwi stwierdzenie przez stronę rosyjską, że takich materiałów nie ma.
– To bardzo ważne dla śledztwa, ponieważ na gruncie prawa międzynarodowego można przedstawić problem obławy augustowskiej – stwierdził prokurator. IPN liczy, że rosyjska Prokuratura Generalna również prześle wspomniane dokumenty. W ramach śledztwa IPN przesłuchał w tej sprawie prawie 700 osób.
– Jeśli chodzi o sprawców, to panowie Gorgonow i Zielienin już nie żyją. Poprosiliśmy stronę rosyjską o obejrzenie ich akt osobowych. Chodzi o stwierdzenie, czy jest tam na przykład wskazane miejsce, gdzie zamordowano osoby zatrzymane podczas obławy – podkreślił Kulikowski.
Jak dodał Łukasz Kamiński, konsekwencją wykrycia pochówków byłoby utworzenie cmentarza wojennego. Prezes IPN nie przewiduje natomiast zwrócenia się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, gdyby Rosjanie nie przekazali wnioskowanych dokumentów, gdyż ta instytucja "nie jest do rozstrzygania konfliktów między państwami".
– To raczej droga dochodzenia swoich praw dla poszczególnych osób, jeśli zostały przez jakieś państwo naruszone – uznał Kamiński.
– Sprawa obławy augustowskiej to jedne z najważniejszych problemów, którymi zajmuje się od początku swojej działalności oddział IPN w Białymstoku. Chciałem tutaj dodać, że jest to naj
większa zbrodnia popełniona na Polakach po II wojnie światowej. Czasami mówi się o niej jako o drugim lub małym Katyniu. Ta zbrodnia żyje w cieniu Katynia – twierdzi dr Jan Jerzy Milewski z Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej w Białymstoku. Pod wieloma względami była ona bardziej dramatyczna niż ta z 1940 r., wśród tych około 600 ofiar było mniej więcej 30 kobiet. Jak zaznaczył, część z nich była w stanie błogosławionym. Poza tym mordowano nieletnich.
Łukasz Kamiński, Prezes Instytutu Pamięci Narodowej.
Odtajnione przez Rosję szyfrogramy Memoriał po raz pierwszy będzie mógł teraz dokładnie zbadać. Stowarzyszenie Memoriał wniosek do archiwum FSB z prośbą o udostępnienie do wglądu dwóch szyfrogramów gen. Wiktora Abakumowa (dowództwa Smiersz) skierowało w listopadzie 2011 r. Pozytywną odpowiedź FSB przesłało w lutym br. Obecnie członkowie stowarzyszenia analizują te arcyważne dla ustalenia prawdy o losach ofiar obławy archiwalne dokumenty. Decyzja FSB o odtajnieniu szyfrogramów gen. Abakumowa świadczy o tym, iż władze Rosji po wielu latach milczenia i braku odpowiedzi na pytania słane do Federacji Rosyjskiej, czy szyfrogramy te rzeczywiście są w jej posiadaniu, w końcu odpowiedziała – TAK. Daje to również nadzieję, iż nareszcie władze Rosji podejmą z Polską poważny dialog na temat obławy augustowskiej, która – co jest rzeczą coraz bardziej pewną – pochłonęła nie jak się dotychczas uważało około 600 żołnierzy podziemia niepodległościowego, ale aż ponad 1400.
Potwierdza to drugi badany przez Memoriał szyfrogram gen. Abakumowa. O istnieniu tego dokumentu pierwszy napisał w swojej publikacji "Według scenariusza Stalina" Nikita Pietrow, wiceprzewodniczący Memoriału, który też jako pierwszy niezależny rosyjski historyk oglądał szyfrogramy Abakumowa na początku lat 90. w rosyjskich archiwach. W pierwszym szyfrogramie gen. Abakumow, oprócz liczby zatrzymanych podczas obławy 592 osób, które zamierza zlikwidować, mówi również o kolejnych ujętych 828 osobach, które zamierza sprawdzić "w ciągu pięciu dni". Podaje przy tym Berii informację, iż prawdopodobnie są to również "bandyci", jak nazywa żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego. Dalej pisze, że jeśli jego przypuszczenia się sprawdzą podczas przesłuchań (bestialskich), to w ten sposób namierzonych "bandytów" też trzeba zlikwidować. Tę drugą, większą niż pierwsza, grupę żołnierzy AK najpewniej również zamordowano. Gdyby choć jeden z nich przeżył, na pewno przecież przekazałby informacje na temat przesłuchań i egzekucji. Tak więc jeżeli do liczby przeznaczonych już do egzekucji 592 żołnierzy podziemia, o których zbrodniczy generał pisze w pierwszym szyfrogramie, dodamy liczbę 828 żołnierzy, którzy również niedługo mają stracić życie, otrzymamy przerażającą liczbę 1420 ofiar obławy augustowskiej.
Spraw Wewnętrznych Związku SRR
towarzysza Ł.P. Berii
- Wojska 3 Frontu Białoruskiego, wypełniając polecenie Sztabu Generalnego Armii Czerwonej o likwidacji band w lasach augustowskich, od 12 do 19 lipca br. przeczesywały te lasy.
- W trakcie operacji wojska frontu zatrzymały mieszkańców miejscowości położonych w lasach augustowskich, w tym starców i kobiety.
- W sumie oddziały Armii Czerwonej zatrzymały 7049 ludzi, w tym 1685 Litwinów. Z tej liczby zatrzymanych w czasie przemieszczania się oddziałów wojskowych po sprawdzeniu wypuszczono 5115 tutejszych mieszkańców, w tym 1171 Litwinów, o których nie zostały zdobyte dane na temat ich uczestnictwie w bandach.
Spośród pozostałych 1934 zatrzymanych:
- Ujawniono i aresztowano jako bandytów – 844 ludzi, w tym 252 Litwinów, którzy mieli związek z formacjami bandyckimi na Litwie i dlatego zostali przekazani miejscowym organom NKWD-NKGB Litewskiej SRR, gdzie także jest prowadzona operacja likwidowania formacji bandyckich;
- sprawdzanych jest 1090 ludzi, z których 262 to Litwini i z tej przyczyny zostali przekazani organom NKWD-NKGB Litwy.
Zatem liczba aresztowanych na 21 lipca br. wynosi tylko 592 ludzi, a zatrzymanych, którzy są sprawdzani, 828 ludzi.
U aresztowanych bandytów i w kryjówkach wykrytych w lesie skonfiskowano: 11 moździerzy, 31 karabinów maszynowych, 123 pistolety automatyczne, karabiny i pistolety, 456 min i granatów, 23 000 nabojów i 2 radiostacje.
Jeśli uznacie za konieczne przeprowadzenie operacji w tym stanie rzeczy, to likwidację bandytów zamierzamy przeprowadzić w następujący sposób:
1. Wszystkich ujawnionych bandytów, w liczbie 562 ludzi, zlikwidować. W tym celu zostanie wydzielony zespół operacyjny i batalion wojsk Zarządu "Smiersz" 3 Frontu Białoruskiego, już przez nas sprawdzony w trakcie wielu działań kontrwywiadowczych. Pracownicy operacyjni i zestaw osobowy batalionu zostaną dokładnie poinstruowani o sposobie likwidacji bandytów.
2. Podczas operacji zostaną podjęte niezbędne kroki w celu zapobieżenia ucieczki któregokolwiek z bandytów.
3. Odpowiedzialność za przeprowadzenie likwidacji bandytów zostanie nałożona na zastępcę naczelnika Głównego Zarządu "Smiersz" generała majora Gorgonowa i naczelnika Zarządu Kontrwywiadu 3 Frontu Białoruskiego generała lejtnanta Zielenina.
Tow. tow. Gorgonow i Zielenin to dobrzy i doświadczeni czekiści i to zadanie wykonają.
Pozostałych zatrzymanych 828 ludzi zostanie sprawdzonych w okresie pięciu dni i wszyscy ujawnieni bandyci zostaną zlikwidowani w ten sam sposób.
O liczbie ujawnionych bandytów z tej grupy zatrzymanych zameldujemy.
Proszę o W
asze polecenia.
21 lipca 1945 roku
Generał pułkownik (Abakumow)

Fragment
oryginału raportu Wiktora Abakumowa do "Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych Związku SRR towarzysza Ł.P. Berii" z planem zbrodni na ujętych podczas obławy
augustowskiej w lipcu 1945 r. prawie 600 Polakach.
Tę liczbę zamordowanych potwierdził Nikita Pietrow na spotkaniu z rodzinami ofiar obławy w Augustowie, do którego doszło podczas jego wizyty w Polsce, w połowie października 2011 roku. Wówczas to ksiądz prałat Stanisław Wysocki, prezes Związku Pamięci Obławy Augustowskiej, skierował do niego pytanie o rzeczywistą liczbę ofiar zbrodni. W odpowiedzi udzielonej publicznie Nikita Pietrow powiedział, iż "ofiar obławy augustowskiej było więcej niż tysiąc". Pietrow zrelacjonował też swoją wizytę w rosyjskich archiwach.
– Powiedział mi m.in., że pamięta nawet, w którym worku był ten dokument i na której półce leżał ten worek – mówi ks. Stanisław Wysocki. Teraz, po latach, rosyjski historyk ma już na biurku fotokopię historycznego listu.
– Przekazałem go zaraz także do białostockiego oddziału IPN, który prowadzi śledztwo w tej sprawie i dla którego to ważny dowód procesowy – mówi Pietrow "Naszemu Dziennikowi". Pietrow natrafił na dokumenty na początku lat 90. podczas wizyty w archiwach KGB. Na polecenie ówczesnego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna sześciu członków stowarzyszenia Memoriał, m.in. Pietrow, przeszukiwali te archiwa w celu znalezienia dokumentów o zbrodniach sowieckiej bezpieki na obywatelach ZSRS. Trzymając w ręku szyfrogramy Abakumowa, nie wiedział jeszcze wówczas, na jak ważne dokumenty natrafił. Nic też nie wiedział na temat obławy augustowskiej, więc przejrzał tylko szyfrogramy i sporządził z nich notatki. Te dokumenty, z datą 20 i 21 lipca 1945 r., to szyfrogramy od gen. płk. Wiktora Abakumowa do Ławrientija Berii, szefa NKWD. Dokumenty zawierają plan masowej egzekucji, która miała zostać przeprowadzona na wzór tej w Katyniu. Sowieccy żołnierze mieli przeszukać i otoczyć las (prawdopodobnie miejsce w Puszczy Augustowskiej), w którym batalion Smiersz miał potem dokonać egzekucji aresztowanych podczas obławy. Akcja miała być tak przeprowadzona, żeby żaden z zatrzymanych nie zdołał uciec. Abakumow wskazywał m.in. nazwiska dowódców akcji i prosił o stosowny rozkaz Ławrientija Berię, szefa NKWD.
Szyfrogramy wiele wnoszą do sprawy, ale niestety nie ujawniają, gdzie są doły śmierci zamordowanych Polaków, na którą to wiadomość ich rodziny czekają już prawie 67 lat. Pierwszy list Abakumowa do Berii został przez Pietrowa przepisany i opublikowany w jego książce. Generał sowieckiego kontrwywiadu wojskowego Smiersz donosi Berii o zatrzymaniu i przesłuchaniach Polaków w rejonie Augustowa. Relacjonuje, że aresztowani Polacy (oraz pewna liczba Litwinów) zostali "sprawdzeni" przez enkawudzistów, którzy wykryli 592 "bandytów". W dalszej części dokumentu Abakumow proponuje ich rozstrzelanie według załączonego planu przypominającego w formie zbrodnię katyńską. Mowa jest też o 828 ludziach, których "sprawdzanie" wciąż trwa. Jeżeli zostaną wśród nich wykryci kolejni wrogowie sowieckiej władzy, to mają także zostać zabici. Trzy dni później Abakumow składa kolejne sprawozdanie Berii. Tym razem bardzo szczegółowo wymienia ilość znalezionych przy zatrzymanych Polakach uzbrojenia i amunicji. Mowa jest też o znalezionych w puszczy dołach, bunkrach i schronach. Abakumow relacjonuje wynik przesłuchania Szymona Krupińskiego ps. "Grom", uważanego za przywódcę jednej z grup. Miał on wyjaśnić, że broń produkcji sowieckiej została znaleziona przez jego podwładnych w rejonie potyczek zbrojnych Armii Czerwonej z Niemcami. Na wyposażeniu oddziału znajdowało się też uzbrojenie produkcji niemieckiej i polskiej. Ku zadowoleniu Sowietów nie znaleziono śladów posiadania przez polskie podziemie artylerii. Niepokój natomiast budziły liczne podziemne kryjówki w lasach augustowskich. Wykryto 52 bunkry i kilkanaście innych umocnień oraz aż 439 ziemianek. Z zeznań Kruszyńskiego enkawudziści dowiedzieli się, że większość z nich wybudowali hitlerowcy jeszcze w 1939 roku.
Śledczy z Instytutu Pamięci Narodowej będą się domagać od Rosjan przekazania innych dokumentów. Już w ubiegłym roku dwukrotnie zwracali się do nich o pomoc prawną. Do tej pory nie uzyskali odpowiedzi.
– Jeżeli istnieją dokumenty mówiące o planowaniu tej zbrodni, to muszą istnieć też dokumenty raportujące jej wykonanie – mówi "Rzeczpospolitej" prokurator Zbigniew Kulikowski z IPN. – Rosjanie powinni przeprowadzić własne śledztwo w tej sprawie. Nie możemy ich jednak do tego zmusić – podkreśla.
Z żądaniem wszczęcia śledztwa chcą się za to zwrócić do Rosjan rodziny ofiar. Jeśli Rosja odmówi, planują złożenie skargi do Trybunału w Strasburgu. Przekonują, że każdy dokument, który potwierdza, że doszło do zbrodni przeciw ludzkości, może sprawić, że Trybunał zajmie się sprawą.
– Te dokumenty powiększają naszą wiedzę na temat obławy augustowskiej, ale nie dają odpowiedzi na kluczowe pytania – mówi "Rz" prof. Krzysztof Jasiewicz, historyk i sowietolog. – Archiwalia, których potrzebujemy, to pełna lista nazwisk zamordowanych Polaków oraz dokumenty dotyczące miejsca pochówku – dodaje.
Właśnie na wskazaniu tego miejsca najbardziej zależy rodzinom zgładzonych. Według jednej z wersji Polacy zostali pogrzebani na terytorium Białorusi, według innej w sąsiednich Prusach (obecnie obwód kaliningradzki). Dokumenty, które by to wyjaśniły, znajdują się jednak w zamkniętych na głucho moskiewskich archiwach.
– Nie ma mowy o tym, żeby te papiery się "zgubiły", jak próbuje wmówić nam Moskwa – mówi prof. Jasiewicz.
Według niego, dopóki w Moskwie nie dokona się zmiana reżimu, dopóty nie ma co liczyć na otwarcie archiwów. Dokumenty możemy jedynie dostawać od przychylnie nastawionych wobec Polski opozycyjnych organizacji pozarządowych, takich jak Memoriał. Niemniej śledztwo w tej sprawie cały czas się toczy. IPN w Białymstoku przesłuchał już 700 osób. Cały czas zgłaszają się następne. Zbrodnia przeciw ludzkości nie ulega przedawnieniu.
– Wierzę, że uda nam się odnaleźć miejsce, w którym spoczywają ofiary. Powinien tam być cmentarz – mówił prezes IPN.
Zobacz dokumenty:
- Dokument z 21 lipca 1945 r. – polskie tłumaczenie
- Dokument z 24 lipca 1945 r. – polskie tłumaczenie
- Dokument z 21 lipca 1945 r. – tłumaczenie na j. angielski
- Dokument z 24 lipca 1945 r. – tłumaczenie na j. angielski
- Naczelnik Głównego Zarządu Kontrwywiadu "Smiersz" do Ł. Berii 21.07.1945 [oryginał]
- Naczelnik Głównego Zarządu Kontrwywiadu "Smiersz" do Ł. Berii 24.07.1945 [oryginał]
Źródło: "Nasz Dziennik", "Rzeczpospolita", wyborcza.pl, wpolityce.pl
Strona główna>
Spektakl teatralny "WYKLĘCI"
To nie może być tak, żeby Polski nie było!
To jakaś intryga, nieporozumienie, zdrada!
Mamy broń oddać, a później co? Koniec?
Teatralna alternatywa w kolejnej odsłonie – Teatru Nie Teraz otwiera najnowsze rozdziały historii naszej Ojczyzny. Spektakl – opowieść o Armii Wyklętej.
Pokazy premierowe odbędą się w jednym z najbardziej znanych miejsc kaźni
okupacji niemieckiej, następnie okresu stalinowskiego i późniejszego – w
więzieniu mokotowskim. To tu także trafiali żołnierze Armii Wyklętej,
męczeni i mordowani z rozkazu budowniczych nowego, komunistycznego
świata, w którym nie było miejsca dla "zaplutych karłów reakcji".
Powracają bohaterowie zbrojnego oporu przeciw sowietyzacji Polski, setki nazwisk i pseudonimów. Wśród nich ci, o których pamięć już udało się przywrócić (Pilecki, Szendzielarz, Kuraś, Siedzikówna) oraz ci, którzy o tę pamięć wciąż wołają. Choćby Józef Franczak, pseudonim "Lalek", zamordowany w czasie SB-eckiej obławy w roku 1963… Historia żołnierzy zdradzonych i wyklętych trwa.
Scenariusz i reżyseria – Tomasz A. Żak
Aktorzy: AGNIESZKA RODZIK (Lilka); EWA TOMASIK (Helena); MAGDALENA ZBYLUT (Danusia); ŁUKASZ KRZEMIŃSKI (Konrad); PRZEMYSŁAW SEJMICKI (Janek).
W spektaklu usłyszymy m.in. dawne polskie pieśni patriotyczne i religijne; fragmenty "Wyzwolenia" St. Wyspiańskiego, III części "Dziadów" A. Mickiewicza, a także zapomniany "Dekalogu Polaka" autorstwa Z. Kossak-Szczuckiej.
Zapraszają: Teatr Nie Teraz, Fundacja Polskiego Państwa Podziemnego w Warszawie, Muzeum Niepodległości w Warszawie, Areszt Śledczy Warszawa – Mokotów.
Konferencja o "Żołnierzach Wyklętych" w Piotrkowie Trybunalskim
Dyskusja i pokaz filmu "Żołnierze Wyklęci"
W kontekście "Żołnierzy Wyklętych" chcemy rozmawiać o tym jak to jest z naszą polską pamięcią historyczną? Czy w ogóle warto pamiętać? A jeśli tak to o czym? Jak mówić o Żołnierzach Wyklętych i o tych którzy z nimi walczyli? Czy racje między tymi którzy mówią o wojnie domowej i tymi którzy mówią o ostatnim powstaniu niepodległościowym rzeczywiście rozłożone są równomiernie?
Do dyskusji zaproszeni zostali Adam Leszczyński z "Gazety Wyborczej" oraz Maciej Rosalak z "Uważam Rze".
- "Żołnierze wyklęci" – film Wincentego Ronisza to kolejny pokaz w ramach Nowego Kina Historycznego, cyklu organizowanego przez NZS UW.
- "Żołnierze wyklęci" żołnierze podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, którzy nie zaprzestali walki po 1945 roku. Dla wielu – ostatni niezłomni, przykład tego, że nie trzeba kłaniać się okolicznościom.
- Dla innych "Żołnierze wyklęci" to budowanie przez polską prawicę kolejnych mitów narodowowyzwoleńczych i romantyczna gorączka mającą niewiele wspólnego z faktami historycznymi.
- 1 marca – dzień pamięci "Żołnierzy Wyklętych", dla niektórych sprawiedliwość dziejowa i przywracanie pamięci o tych których skazano na zapomnienie. Dla innych powód by wyjść z sali sejmowej.
WSTĘP WOLNY!
Strona główna>
61 rocznica śmierci st. sierż. "Roja"






St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. "Rój" na czele oddziału, 1948 r.
61 lat temu, 13 kwietnia 1951 r., zdradzony i okrążony, poległ w walce st.
sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. "Rój", dowódca jednego z
najdłużej walczących z komunistami na Mazowszu oddziałów Narodowego
Zjednoczenia Wojskowego. Przebywał wówczas wraz z Bronisławem
Gniazdowskim "Mazurem" w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki (gm.
Kozłowo, pow. pułtuski), gdzie został otoczony przez 270 żołnierzy z I
Brygady KBW i nieustaloną liczbę funkcjonariuszy UBP i MO. Akcję grupy
operacyjnej wspierał samolot zrzucający flary oświetlające teren. Po
kilku godzinach od rozpoczęcia akcji obaj wyszli z ukrycia i podjęli
próbę przedarcia się przez kordon obławy. Padli w krzyżowym ogniu broni
maszynowej.
St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" należał do
najwybitniejszych, najbardziej energicznych i zdeterminowanych dowódców
polowych XVI Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Cieszył się
poparciem ludności, dzięki któremu mógł tak długo działać i utrudniać
komunistom utrwalanie swej władzy. Poległ w walce o wolną i niepodległą
Polskę.
GLORIA VICTIS !!!
Bronisław
Gniazdowski "Mazur" i Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój", polegli 13 IV
1951 r. w kolonii Szyszki – zdjęcie wykonane przez UB.
- St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. „Rój" i XVI Okręg Narodowego Zjednoczenia Wojskowego>
- Wojciech J. Muszyński, Komendant "Rój", co komunie się nie kłaniał [PDF]>
- Ratujmy "Roja" ["Nowe Państwo", Nr 3 (73)/2012]>
- Historia "Roja" czyli w ziemi lepiej słychać>
- Ratujmy "Roja">
- Dwugłos o filmie Jerzego Zalewskiego "Historia Roja" [wpolityce.pl]>
- NOW + NSZ = Narodowe Zjednoczenie Wojskowe ["Rzeczpospolita"]>
Córka mjr. "Łupaszki" spocznie w mogile ojca !

Maj
1944, Punżanki, woj. wileńskie. Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka"
(d-ca 5 Brygady Wileńskiej AK) z córką Barbarą. Fot. Sergiusz Sprudin.
Dzięki ofiarności ludzi udało się zgromadzić pieniądze potrzebne na pochówek na Powązkach Barbary Szendzielarz. Pogrzeb odbędzie się 13 kwietnia 2012 r. (piątek). Początek uroczystości pogrzebowych na cmentarzu wyznaczono na 15.00.
Wcześniej, o godz. 12.00, odbędzie się Msza św. w katedrze polowej
Wojska Polskiego.
Ostatnią wolą córki "Łupaszki", która zmarła 30 marca, było pochowanie jej w symbolicznej mogile swojego ojca na Powązkach Wojskowych w Warszawie. Jednak na przeszkodzie stanęły względy finansowe. Barbara Szendzielarz swoich ostatnich dni dożywała w Domu Pomocy Społecznej "Kombatant", który nie był w stanie ponieść kosztów pochówku ze skromnego zasiłku pogrzebowego.
– Te pieniądze nie wystarczały na pochówek na cmentarzu Północnym – wskazuje poseł Małgorzata Gosiewska (PiS), która w imieniu znajomych i przyjaciół wystosowała apel o pomoc w wypełnieniu woli pani Barbary. – Wiedzieli, kim była pani Barbara, przede wszystkim wiedzieli, kim był jej ojciec. I uznali, że to nie może być cmentarz Północny, to muszą być Powązki Wojskowe i mogiła pana majora – i to oni zdecydowali się upublicznić sprawę, licząc, że może znajdą się jakieś pieniądze. Myśmy się w to włączyli. Również tysiące ludzi odpowiedziało na nasz apel – mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Gosiewska.
W zbieraniu ofiar na pokrycie kosztów pochówku pośredniczyło biuro poselskie parlamentarzystki. Gosiewska podkreśla, że jest bardzo zbudowana akcją, która trwała od wtorku, i szerokim odzewem na ten apel, co wskazuje na patriotyzm i przywiązanie do historii Polaków. – Wczoraj mieliśmy już ponad 20 tys. zł na koncie, to nie są jednorazowo duże wpłaty, w większości po 50, 20 czy nawet po 10 złotych. To pokazuje, jak to dla ludzi jest ważne – podkreśla poseł. Ofiary zostaną wydane na opłacenie tzw. kosztów kancelaryjnych cmentarza Powązkowskiego (ok. 6,2 tys. zł), przygotowań do pogrzebu, zakup trumny, etc.
Sprawą nie raczyły zająć się władze państwowe. – To państwo powinno się zająć takimi sprawami, ale widzimy, że żołnierze wyklęci i ich rodziny dalej w jakimś sensie w Polsce są wyklęci – ocenia Gosiewska. – Nie może tak być, że ludzie, którzy cierpieli w czasach komuny niedolę, zostają zapomniani również po śmierci – mówi. Dodaje, że chodziło o niedopuszczenie do sytuacji, aby ten los spotkał zmarłą córkę wielkiego bohatera, który dla Polski poświęcił swoje życie i rodzinę.

Sprawy formalne zostały już załatwione, a termin pogrzebu ustalono na 13 kwietnia. – Pani Barbara Szendzielarz spocznie w Kwaterze Żołnierzy Polski Walczącej – zapewnia Elżbieta Pokojska, zastępca dyrektora cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. Znajduje się tam symboliczny grób "Łupaszki". – Ostatnią wolą pani Barbary było, żeby spocząć w symbolicznej mogile swojego ojca. Miejsce od początku było i tu problemów nie mieliśmy z tym żadnych – zaznacza Gosiewska. Fakt istnienia grobu pozwolił ominąć procedurę uzyskania zgody na pochówek ze strony prezydenta stolicy. – Wojskowe Powązki to cmentarz zamknięty i zgody na pochówek wydaje prezydent Warszawy – wyjaśnia Pokojska.
Początek uroczystości pogrzebowych na cmentarzu wyznaczono na 15.00. Wcześniej, o godz. 12.00, odbędzie się Msza św. w katedrze polowej Wojska Polskiego.

Barbara Szendzielarz, córka rtm Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" (d-cy 5 Brygady Wileńskiej AK). Fot. Sergiusz Sprudin.
- Czytaj również: Zmarła córka mjr. "Łupaszki" – APEL !
Źródło: Nasz Dziennik
Strona główna>
Zmarła córka mjr. "Łupaszki" – APEL !


Maj 1944, Punżanki, woj. wileńskie. Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (d-ca 5 Brygady Wileńskiej AK) z córką Barbarą na koniu. Fot. Sergiusz Sprudin.
W piątek 30 marca 2012 r., w wieku 73 lat zmarła Barbara Szendzielarz (ur. 16 XI 1939 r.) – córka legendarnego mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka". Jak poinformował Dom Pomocy Społecznej "Kombatant", w którym mieszkała Pani Barbara, nie są oni w stanie sfinansować pochówku córki mjr. "Łupaszki" w symbolicznej mogile swojego ojca, na Cmentarzu Powązkowskim (wojskowym) w Warszawie, gdzie Śp. Barbara Szendzielarz chciała być pochowana.

Maj 1944, Punżanki, woj. wileńskie. Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (d-ca 5 Brygady Wileńskiej AK) z córką Barbarą. Fot. Sergiusz Sprudin.

Barbara Szendzielarz, córka rtm Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" (d-cy 5 Brygady Wileńskiej AK). Fot. Sergiusz Sprudin.

Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" z córką Barbarą. Fot. Sergiusz Sprudin.
W związku z tym w imieniu znajomych oraz przyjaciół zwracam się z prośbą o pomoc. Nie może bowiem tak być, że ludzie, którzy cierpieli w czasach komuny niedolę zostają zapomniani również po śmierci. Nie pozwólmy, by ten los spotkał zmarłą córkę wielkiego Bohatera, który dla Polski poświęcił swoje życie oraz rodzinę. Kochani APELUJEMY pomóżcie w organizacji pochówku Pani Barbary Szendzielarz.

Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" przy siedzącej na koniu córce Barbarze Szendzielarz. Fot. Sergiusz Sprudin.
Zbiórkę pieniędzy na pogrzeb Barbary Szendzielarz organizuje Małgorzata Gosiewska, warszawska posłanka Prawa i Sprawiedliwości i prezes Fundacji Nasza Solidarność.
Fundacja „NASZA SOLIDARNOŚĆ”
ul. Nowy Świat 42/4
00-363 Warszawa
Nr IBAN: (PL) 41 1020 1156 0000 7002 0113 1465
(SWIFT: BPKO PL PW)
z dopiskiem:
„DAROWIZNA na pogrzeb Barbary Szendzielarz”
Fundacja "Nasza Solidarność" po dokładnym rozliczeniu przedłoży do publicznej wiadomości sprawozdanie finansowe, a ewentualne środki, które pozostaną zostaną przeznaczone na upamiętnianie Żołnierzy Wyklętych.
Akcję wspiera też Radio Wnet. Na Facebooku utworzono specjalną stronę na której będą zamieszczane informacje w jaki sposób można przekazać "cegiełki" na pochówek Barbary Szendzielarz, a także kiedy odbędzie się jej pogrzeb. Szczegóły na:
Osoby, które chciałyby pomóc przy organizacji pogrzebu mogą też kontaktować się z pracownikami biura poselskiego Małgorzaty Gosiewskiej przy ul. Żelaznej 75 w Warszawie.
Kontakt telefoniczny pod nr:
- (22) 620 28 58
E-mail:

Maj 1944, Punżanki, woj. wileńskie. Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" z córką Barbarą. Fot. Sergiusz Sprudin.
- Z archiwum IPN – "Łupaszka" (1/3)>
- Z archiwum IPN – "Łupaszka" (2/3)>
- Z archiwum IPN – "Łupaszka" (3/3)>
- 57 rocznica śmierci mjr. "Łupaszki">
- 58 rocznica śmierci mjr. "Łupaszki">
- Mjr Zygmunt Szendzielarz ps. "Łupaszko" – część 1>
- Mjr Zygmunt Szendzielarz ps. "Łupaszko" – część 2>
- Działalność V i VI Brygady Wileńskiej AK 1944-1952 – część 1>
- Działalność V i VI Brygady Wileńskiej AK 1944-1952 – część 2>
Bitwa w Miodusach Pokrzywnych – 18 sierpień 1945 rok> - Ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny" (1923-1946)>
- Rajd patrolu "Tygrysa">
- Szlakiem "Młota" i "Łupaszki" (cz. I – XII)>
- Mjr "Łupaszka" – głos zza grobu…>
- Pogrobowcy UB w akcji>
- „Łupaszko” – mazurskie tropy>
- Brygady "Łupaszki" i "Młota">
- "Jego śmierć odczytałam z alfabetu Morse’a" – wspomnienie o majorze „Łupaszce" Lidii Lwow-Eberle ps. "Lala">
- 60. rocznica śmierci mjr. Zygmunta Szendzielarza “Łupaszki” legendarnego dowódcy 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej>





