1 SIERPNIA 1944 – PAMIĘTAJMY !!!


Ks. Jerzy Szymik
Grecy


Czekają na Persów.

W wąwozie, w milczeniu,
w zapachu tymianku.
Skupieni na lęku

pocą się krwią
pięć wieków przed Chrystusem,
któremu są bliscy.

Ściskają mokre noże.
Księżyc w grotach włóczni
odbija z czułością odbite światło słońca.

Kiedy ono wzejdzie,
będzie już można śpiewać o nich pieśni.
Wszak Persów są krocie i jest z nimi Azja.

Wiedzą niewiele:
że umrą szybko i mało boleśnie,
że już nigdy życie nie wyjdzie z ich lędźwi.

Nie wiedzą,
że ocalą tęsknotę za harmonią i świat.
Dla nas

62 rocznica śmierci por. "Ordona"

62 rocznica śmierci por. Józefa Struga ps. "Ordon"

Por. cz.w. Józef Strug ps. "Ordon" (1919-1947).

30 lipca 1947 r., osaczony przez obławę UB-KBW na kol. Sęków zginął w walce por. cz.w. Józef Strug ps. "Ordon",  jeden z dowódców oddziałów partyzanckich podległych Komendzie Obwodu WiN Włodawa. Jego kilkunastoosobowa grupa ściśle współdziałała z oddziałami kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" oraz Leona  "Jastrzębia" i Edwarda "Żelaznego" Taraszkiewiczów, będąc współuczestnikiem najbardziej spektakularnych działań tych dowódców.

GLORIA VICTIS !!!

W ubiegłym roku, z racji 61 rocznicy śmierci "Ordona", publikowałem artykuł biograficzny, autorstwa Tomasza Guziaka, poświęcony temu dowódcy, pt. Por. cz.w. Józef Strug ps. „Ordon” (1919 – 1947).
Dzisiaj zapraszam do lektury tekstu, który jest swego rodzaju suplementem do ubiegłorocznego i obszernie przedstawia okoliczności śmierci ppor. "Ordona". Jest on owocem kwerendy prowadzonej przez autora w zasobach archiwalnych lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej oraz Archiwum Państwowego w Lublinie.

Strona główna>

Śmierć por. Józefa Struga – część 1

Okoliczności śmierci por. Józefa Struga „Ordona” – Sęków, 30 lipca 1947 r.

Po akcji likwidacyjnej połączonych oddziałów partyzanckich Stanisława Kuchcewicza „Wiktora”, Józefa Struga „Ordona” i Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, wykonanej na ludziach podejrzanych o współpracę z komunistami w nocy z 2/3 lipca 1947 roku w Puchaczowie, stało się jasne, że priorytetem władz, a w szczególności urzędów bezpieczeństwa, stanie się znalezienie sprawców.

Por. cz.w. Józef Strug ps. „Ordon” (1919-1947).

Z polecenia ministra Stanisława Radkiewicza przeciwko patrolom „Uskoka” rzucono siły, liczącej 486 ludzi, Grupy Operacyjnej „Puchaczów”, która powstała z połączenia grup operujących w pow. Lubartów i Włodawa, wydzielonych z 10. Samodzielnego Batalionu Operacyjnego WBW – Lublin. Działalność jednostek KBW nadzorował mjr Włodzimierz Kożan, natomiast funkcjonariuszy UBP – szef WUBP w Lublinie mjr Jan Tataj. Grupa Operacyjna powstała już w dn. 3 lipca 1947 r., a więc de facto uprzedzono formalny rozkaz Radkiewicza o jej powołaniu (z 6 VII 1947), a pierwsze akcje przeprowadziła w dniu następnym. Za większość akcji odpowiadał kpt. Józef Lipiński – d-ca 10 SBO (w czerwcu 1956 r. poznańska jednostka KBW dowodzona przez Lipińskiego pacyfikowała to miasto). Grupa stacjonowała w Puchaczowie, gdzie również znajdował się areszt. Według Karty przeprowadzonych operacji Grupy Operacyjnej „Puchaczów” w okresie od dnia 4 VII do 19 VIII 1947 r. przeprowadzono 53 operacje, w trakcie których zatrzymano 302 osoby, zabito zaś 7.

Brzemienne w skutkach mogło być doniesienie agenta o pseudonimie „Lis”, który 27 lipca 1947 r. przekazał informacje, że oddział Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” i Józefa Struga „Ordona” przebywa w zagajniku we wsi Lipniak gm. Wola Wereszczyńska. Operacja przeprowadzona przez GO w rejonie Woli Wereszczyńskiej i wsi Lipniak nie przyniosła jednak oczekiwanych rezultatów, gdyż jedna z grup przepuściła 4 partyzantów, którzy wyszli cało poza pierścień obławy.
Tragicznym dniem okazał się 29 lipca 1947 r. Niezwykle cenną informację przekazał informator „Sołtys”, który doniósł, że żołnierz oddziału „Ordona” – Ludwik Szmydke „Czarny Jurek” jest narzeczonym Wandy Łukaszewicz, córki nauczycielki ze wsi Pieszowola, którą często odwiedza. Wykorzystując ten fakt  postanowiono ująć „Jurka”, zakładając „kocioł” w dniu 29 lipca 1947 roku. Operacja skończyła się pełnym sukcesem. Aresztowanego „Czarnego Jurka” przewieziono do Puchaczowa, gdzie został poddany błyskawicznemu i niezwykle brutalnemu śledztwu. Funkcjonariuszom UB zależało przede wszystkim na wydobyciu bardzo cennej informacji – gdzie przebywają poszukiwani dowódcy „band” – „Wiktor”, „Żelazny” i „Ordon”.

Stoją od prawej: Józef Strug „Ordon”, Ludwik Szmydke „Czarny Jurek”, Jan Belcarz „Dżym”. Kwiecień/maj 1947 r.

Już po pierwszych godzinach przesłuchania, z pomocą wyrafinowanych tortur, udało się ubekom zdobyć niezwykle cenne informacje.  W pierwszej kolejności celem przesłuchania było ustalenie składu grupy odpowiedzialnej za likwidację w Puchaczowie. W ciągu następnej fali brutalnego śledztwa „Czarny Jurek” wskazał Witolda Matuszaka jako członka oddziału „Ordona”, który także brał udział w pacyfikacji Puchaczowa. Podał też miejsce ukrycia rzeczy zarekwirowanych w Puchaczowie.
Najcenniejszą jednak informacją wydobytą od przesłuchiwanego Ludwika Szmydke „Czarnego Jurka” było wskazanie miejsca, w którym ukrywał się Józef Strug „Ordon” – tj. zagajnik w pobliżu wsi Sęków.  Informacja była o tyle aktualna, gdyż miejsce to „Czarny Jurek” opuścił rankiem poprzedniego dnia, wysłany z misją sprawdzenia co się dzieje z żoną „Ordona” – Salwiną. „Czarny Jurek” wykorzystując okazję chciał odwiedzić swoją narzeczoną. Wtedy właśnie wpadł w założony u niej kilka godzin wcześniej kocioł.
Zajście to zostało opisane w zbiorze wspomnień pracowników resortu bezpieczeństwa pt. „XX lat w służbie narodu”. Funkcjonariusz UB podpisany inicjałami M.S.  w sposób mocno fantastyczny i przygodowy przedstawił swoją wersję zdarzeń:
„[…] Pojechaliśmy do końca wsi. Przy studni ciągnęła wodę jakaś dziewczyna. Gdy zobaczyła nas wysiadających z samochodu, odstawiła wiadro i przyglądała się z wyraźnym zainteresowaniem.
Podeszliśmy do niej.
– Dzień dobry panience – rzekłem. […] – A może pani czeka na jakiegoś kawalera z miasta? – zagadnął Kurdesz.
– Z miasta? – ożywiła się. – Pewnie, miastowy lepszy… Było tu nawet trzech takich, przedwczoraj chyba, w mundurach. Wojskowe, tak jak i wy. I jeden chciał się ze mną żenić – zaśmiała się. – Ale dobrze, że się nie zgodziłam…
– A co nie podobał się pani? – spytałem.
– E, nie. Podobać to się podobał. Blondyn, taki nieduży, nogi ma trochę „szybiste”, ale chłop byle od diabła ładniejszy, to już ładny.
– Więc dlaczego się pani nie zgodziła?
– Właściwie to się zgodziłam, tylko ten drugi wojskowy zaraz powiedział, że teraz gorąco, to i tak się nie ożeni, a ten trzeci powiedział, że ma narzeczoną, córkę nauczycielki, a innym dziewczynom głowę zawraca. Więc się nie zgodziłam… […].
– A gdzie mieszka ta nauczycielka z córką? – zapytałem.
– A bo ja wiem? Nie mówili. Tylko z rozmowy wywnioskowałam, że to wdowa, czy też chłop ją rzucił… Pewnie nic dobrego i jedna i druga.
– A jak się nazywa ten kawaler, nie wie pani?
– Mówili do niego i po nazwisku i po imieniu, ale nie zapamiętałam. Na imię miał Jurek, a nazwisko jakieś takie niemieckie.[…]
Postanowiliśmy jechać do Parczewa. W pobliżu Kołacza [Kołacze], w miejscowości Lijno [Lejno] zauważyłem niedaleko drogi murowany budynek. Pewnie szkoła. Zatrzymujemy się. Podchodzimy. Dwie kobiety pielą buraki. Jedna starsza, druga młoda.[…]
– Chciałem mówić z kierownikiem szkoły.
– To właśnie ja – powiedziała starsza. – Słucham?
Powiedziałem, że poszukujemy pokoju na jakiś czas na kwaterę i ten pretekst pozwolił nam na nawiązanie rozmowy. Po niedługim czasie już wiedziałem to, że nie mieszka ona z mężem.[…]
Dziękujemy, wychodzimy. Wracamy do Urszulina. Po drodze zastanawiamy się, w jaki sposób dobrać się do owego narzeczonego. Niejasne przeczucie oparte na kilku niekompletnych skojarzeniach podpowiada mi, że jesteśmy na właściwym tropie.[…] Kończyłem pić drugie jajko, gdy od strony Włodawy usłyszałem warkot samochodu. Wyszedłem na drogę. Zatrzymałem wóz. Był to samochód spółdzielni komunikacyjnej z Lublina. Gdy otworzyłem drzwi, pierwszym człowiekiem, który zwrócił moją uwagę był niski blondyn, o krzywych
trochę (tak: szybistych!) nogach… Rysopis niby się zgadzał, a;e przecież nie jeden blondyn w powiecie.
– Pańska godność? – spytałem na wszelki wypadek.
– Szmitke.[Szmydke]
– Szmitke? – powtórzyłem zaskoczony, bo i nazwisko było zgodne z opisem podanym przez dziewczynę, rzeczywiście jakby niemieckie. – Miejsce zamieszkania? – indagowałem dalej.
– Lijno [Lejno] – odpowiadał nadal bardzo spokojnie.
To mnie jeszcze bardziej utwierdziło w przekonaniu, że to ten… Zrewidowałem go i mimo, że nic nie znalazłem, poleciłem mu wysiąść z samochodu. Był zdziwiony, ale nie zaniepokojony.
Odprowadziłem go do żołnierzy, którym nakazałem postawić bagnety i pilnować zatrzymanego.
– Jeśli ucieknie, to marny wasz los – zagroziłem im na wszelki wypadek.
Sprawdziliśmy z Kurdeszem dokumenty pozostałych pasażerów i zwolniliśmy samochód.
Szmitke zaczął się denerwować. Wprost nachalnie przedstawiał nam swoich znajomych z Urszulina, sekretarz gminy i wójta, którzy na pewno poświadczą o jego uczciwości. Oczywiście i wójt i sekretarz ręczyli za niego, twierdzili, że to człowiek wyjątkowej wprost uczciwości. Aż mi się podejrzane wydały te hymny pochwalne. Gdy go wsadzaliśmy do samochodu, sekretarz i wójt wprost wyrywali nam go z rąk.
– Taki uczciwy człowiek – biadali – najlepszy z klasyfikatorów w skupie zwierząt, a panowie na nic nie patrzą?
Zabrakło  nam cierpliwości i razem ze Szmitke zabraliśmy ze sobą także dwóch jego, aż nazbyt gorliwych obrońców. Po przybyciu do Puchaczowa natychmiast wziąłem się do przesłuchania zatrzymanego. W międzyczasie nasi pracownicy zebrali kilkunastu mieszkańców Puchaczowa, którzy widzieli morderców i którzy mogliby ewentualnie rozpoznać Szmitkego.
Początkowo przesłuchanie nie  dało mi żadnego punktu zaczepienia. Szmitke składał wyjaśnienia spokojnie, brzmiały one prawdopodobnie, wiązały się w logiczną całość. Od miesiąca – zeznał – pracuje jako klasyfikator we Włodawie. Jechał właśnie na spęd do Łęcznej. Bardzo mu zależało żeby tam zdążyć i zależy mu w dalszym ciągu, więc prosi, byśmy go jak najprędzej zwolnili.
– Jeśli panom, coś ode mnie potrzeba – mówił – to się zgłoszę po spędzie, a teraz muszę już tam jechać…
Uspokoiłem go zapewnieniem, że nie zatrzymamy go ani chwili dłużej niż to będzie potrzebne, a równocześnie dałem koledze krótką notatkę, by sprawdził okoliczności podane przez zatrzymanego – szczególnie wszystko, co dotyczy spędu w Łęcznej i konieczności uczestnictwa tam klasyfikatora z Włodawy. Następnie zacząłem wypytywać Szmitkego o pracowników obrotu zwierząt rzeźnych i o inne uboczne, a nie związane z jego osobą sprawy.
W trakcie przesłuchania polecono sprowadzonym już mieszkańcom Puchaczowa obserwować zza kotary zatrzymanego. Niestety, mimo że niektórzy z nich znali go jako klasyfikatora, żaden nie rozpoznał w nim członka bandy, która dokonała mordu.
Powiadomiono mnie o tym i po raz pierwszy od momentu zatrzymania Szmitkego, zacząłem wątpić w celowość tego posunięcia. Kontynuowałem jednak przesłuchanie.
– Ile zarabiacie? – spytałem nagle.
– Około sześciu tysięcy miesięcznie – padła odpowiedź.
Po raz któryś w ciągu tego czasu ogarnąłem wzrokiem jego postać. Ubrany był przeciętnie, dość skromnie. Na ręku miał zegarek – i tu aż skarciłem swe myśli, że wcześniej na to nie wpadłem – taki sam jakie niedawno zostały zrabowane w jednej ze spółdzielni.
Trzeba było kuć żelazo póki gorące. W ciągu pół godziny obliczyłem razem ze Szmitke jego ostatnie zarobki i wydatki – dokładnie, ze szczegółami, niemal co do grosza. Gdy to zakończyliśmy, znów przeszedłem na sprawy uboczne, a potem znienacka zapytałem go o godzinę. Odpowiedział.
– O, macie ładny zegarek! Nowy?
Skinął potakująco głową.
– Gdzie go kupiliście?
– W spółdzielni w Uszczelinie [Urszulinie] – odpowiedział bez namysłu. – Dałem osiemset złotych. Jeśli pan chce, mogę dla pana kupić taki sam. Mam tam znajomego.
Ja też miałem znajomego w spółdzielni w Uszczelinie, zaglądałem przecież do niej często, gdy wraz z grupą operacyjną czekałem w Cycowie na „Żelaznego”. Dlatego też wiedziałem na pewno, że w spółdzielni tej nigdy nie sprzedawano żadnych zegarków.
Był to pierwszy punkt zaczepienia. Na drugi nie musiałem już długo czekać. Kolega, który wszedł właśnie do pokoju, położył przede mną notatkę: „Spęd w Łęcznej odbywa się tylko w poniedziałki, najbliższy za cztery dni. Administracyjnie Łęczna nie należy do powiatu włodawskiego, lecz do lubelskiego.”
Teraz wszystko było proste. Odczytałem Szmitkemu odpowiedni fragment jego wyjaśnień, a następnie tę notatkę. Był zaskoczony, lecz widać było, że jeszcze usiłuje wymyślić jakąś wykrętną odpowiedź. Wtedy wytknąłem mu kłamstwo z zegarkiem. To dobiło go do reszty. Przestał panować nad sobą. Rozpłakał się.
– Dajcie mi spokój – wykrztusił zmienionym głosem. – Czego ode mnie chcecie? Nie mam nic wspólnego z napadem w Puchaczowie, nigdy tam nie byłem.
– Przecież nie pytałem was o Puchaczewo – powiedziałem spokojnie. – Jeszcze nie pytałem – dodałem po chwili – lecz i o tym porozmawiamy. A teraz powiedzcie…
Dalsze przesłuchanie poszło już w miarę gładko. Szmitke potwierdził, że to on właśnie był w Czarnym Lesie razem z „Żelaznym” i drugim bandytą i rozmawiał z dziewczyną. Przyznał też, że jego zegarek pochodzi z rabunku, i że dostał go za udział w napadzie na spółdzielnię, choć sam w sklepie nie był, bo stał z erkaemem na obstawie. Wypierał się tylko udziału w napadzie na Puchaczewo, ale udzielił informacji o niektórych jego – znanych mu jakoby z rozmów z członkami bandy – okolicznościach. Między innymi wyjaśnił, którędy uciekła jedna z grup bandyckich po napadzie i podał  nazwiska kilku jej członków.[…]
Szmitke został ujęty przez nas w momencie, kiedy jechał na kolejne spotkanie z „Ordonem”.
W śledztwie Szmitke zeznał wszystko. Zdradził nawet kryjówkę „Ordona”.
Natychmiast skontaktowałem się telefonicznie z WUBP i w dniu 30.VII.1947 r. przy współudziale jednostki KBW z Lublina zorganizowano obławę na „Ordona” i zlikwidowano go w potyczce.”

Śmierć por. Józefa Struga ”Ordona” – część 2>
Strona główna>

Śmierć por. Józefa Struga – część 2

Informacja o miejscu pobytu „Ordona” postawiła na nogi cały sztab grupy operacyjnej znajdującej się w Puchaczowie. Tylko błyskawicznie zorganizowana zasadzka dawała szanse na uchwycenie jednego z najbardziej poszukiwanych dowódców podziemia zbrojnego na Lubelszczyźnie. Do kolonii Sęków, gdzie według słów Szmydkego przebywał „Ordon” wysłano grupę operacyjną KBW pod dowództwem majora Antoniego Kondraciuka. Tam nad ranem 30 lipca 1947 r. natknięto się na 3 osobowy oddział „Ordona”, w którym oprócz samego Struga znajdowali się Tadeusz Paluch „Dąb” oraz Zygmunt Pękała „Śmiały”.

Zygmunt Pękała „Śmiały”

Tutaj należałoby prześledzić ostatnie godziny życia Józefa Struga „Ordona”. Przesłuchiwany przez Jana Karpińskiego, naczelnika Wydziału Śledczego WUBP w  Lublinie, Ludwik Szmydke zeznał:
„Po spotkaniu z Flisiakiem, któremu oświadczyłem, że przychodzę do „Ordona”, a skierował mnie Wakuła, Flisiak wtedy wskazał mi miejsce pobytu „Ordona”, które miejsce znajdowało się w krzakach i udając się do tych krzaków podając sygnał gwizdkiem, na który to odgłos pokazał się w krzakach „Tadek”. Ja doszedłem do niego i okazało się, że są tam „Ordon”, „Tadek”, „Paweł”, „Gienek”  i jeden jest z nimi także Zygmunt Pękała z Kulczyna, który ukrywa się za popełnione rabunki. Przywitałem się z nimi, oddałem „Ordonowi” 4.850 zł, które dał wójt oraz powiedziałem, że u Kameli jest dla nich litr wódki i zakąska. „Ordon” zwrócił się do mnie z prośbą, ażeby przeprowadzić wywiad co się dzieje z jego żoną i wiadomość dostarczyć w to samo miejsce w jak najprędszym czasie. Wraz z „Ordonem” i jego ludźmi udałem się potem do pobliskiego domu Wesołowskiego Stanisława w kol. Sęków, gdzie zjedliśmy kolację, którą naszykowała Wesołowska, a po kolacji „Ordon” poszedł z dwoma członkami z powrotem do krzaków, a ja wyszłem z Tadkiem, gdzie mieliśmy iść po wódkę do Kameli. Po drodze rozmyśleliśmy się i poszliśmy nocować do Flisiaka. Na drugi dzień udałem się z Tadkiem pod Wereszczyn. W jednej z kolonii pod Wereszczynem „Tadek” pozostał a wysłał ze mną po wódkę do Kameli jakiegoś nieznajomego chłopca, który miał jednocześnie odszukać Pękałę, którego wysłał Tadek po żywność. Ja nie mogłem się doczekać u Kameli na owego chłopca i oświadczyłem Kamelowej, że jak przyjdzie chłopiec i będzie chciał wódkę, żeby mu wydać. A ja zabrałem marynarkę swoją i udałem się do domu.”

Wydarzenia przedstawione przez „Czarnego Jurka”  mogły mieć miejsce 28 i 29 lipca 1947 r. Nieco inaczej opisuje dzisiaj te wydarzenia Zygmunt Pękała „Śmiały”. W zasadzie potwierdza on powyższe, jednak kategorycznie zaprzecza jakoby „Czarny Jurek” widział go wtedy w lesie. „Śmiały” stwierdza, że do lasu przybył około południa 28 lipca, wtedy gdy „Jurka” już nie było, a o wizycie ww. dowiedział  się od „Ordona”. Potwierdzają to także zeznania aresztowanego „Śmiałego”. Wieczorem 29 lipca 1947 r. „Ordon”, „Dąb” i „Śmiały” udali się do p. Wawrzyckich zam. w Wereszczynie, skąd  po kolacji odeszli do lasu w kierunku Sękowa. „Ordon” mimo dziwnego przeczucia swoich żołnierzy uparł się by zostać w tym miejscu, gdyż w ciągu kilku dni mieli zjawić się tutaj jego żołnierze – Stanisław Marciniak „Niewinny” oraz Eugeniusz Arasimowicz „Gienek”, „Mongoł”. Zaproponowane pozostawienie kontaktu u Lucjana Flisiuka zostało przez „Ordona” odrzucone. W związku z tym żołnierze postanowili spędzić noc w okolicy Sękowa.
Inaczej przedstawia to zdarzenie Salwina Strug – żona „Ordona”, która uważa, że grupa ta, składająca się nie z trzech a z czterech partyzantów (czwarty jest nieznany), odeszła dopiero nad ranem, po śniadaniu spożytym u Flisiuków, gdzie nastąpił alarm. Relację tę należy jednak wykluczyć, gdyż Salwina Strug przebywała wówczas w areszcie w Puchaczowie więc nie mogła wiedzieć dokładnie o składzie oddziału i godzinie jego odejścia.

Grupa Operacyjna KBW, która miała za zadanie okrążyć szczelnym pierścieniem niespodziewających się niczego partyzantów składała się z 385 żołnierzy KBW oraz 30 pracowników UB oraz MO. Została ona podzielona przez dowódcę mjr. Antoniego Kondraciuka na 4 podgrupy.
Pierwsza podgrupa w sile 113 ludzi pod dowództwem ppor. Kalinowskiego odpowiedzialna była za zabezpieczenie terenu od południa i wschodu.
Druga podgrupa w sile 120 ludzi pod dowództwem por. Jana Lewandowskiego miała za zadanie zabezpieczyć teren od strony zachodniej.
Obie te podgrupy miały za zadanie szczelnym pierścieniem zabezpieczyć teren przed ewentualnym przedarciem się partyzantów oraz nie przepuszczać nikogo w teren przeprowadzanej akcji.
Trzecia podgrupa w sile 130 ludzi pod dowództwem kpt. Józefa Lipińskiego, jako grupa uderzeniowa miała za zadanie ruszyć ze styków obstaw dwóch pierwszych podgrup z kierunku północnego w kierunku południowym. Głównym celem jej działania było dokładne przeczesanie wyznaczonego terenu z szczególnym naciskiem na naturalne kryjówki w postaci kęp, krzaków, zabudowań, rowów itp. Partyzantów chciano złapać żywcem i tylko w razie oporu miano ich zlikwidować.
Czwarta grupa będąca odwodem pozostawała w rejonie kol. Józefin pod bezpośrednim dowództwem majora Kondraciuka.
Przepłoszeni przez nadchodzącą tyralierę wojsk podgrupy trzeciej pod dowództwem kpt. Lipińskiego partyzanci próbowali wydostać się poza pierścień okrążenia uciekając w kierunku południowym. Nie widząc szans na przebicie ukryli się w krzakach skąd ostrzelali z odległości około 4 kroków nadchodzących żołnierzy KBW. W czasie wymiany ognia ranni zostali szer. Jan Kuzlak oraz kpr. Ryszard Teper, który zmarł potem w szpitalu. W tym też czasie szer. Józef Gastoł oraz kpr. Józef Korajczyk oddali serię strzałów w kierunku Józefa Struga „Ordona” zabijając go na miejscu. Pozostali partyzanci rzucili się do ucieczki, w czasie której jeden z nich został postrzelony.

Prawdopodobne rozmieszczenie obławy: I podgrupa – kolor zielony; II podgrupa – kolor niebieski; III podgrupa – kolor czerwony. Czarnym kolorem zaznaczone miejsce noclegu partyzantów oraz trasę ucieczki do miejsca śmierci „Ordona”. [Aby powiększyć mapę kliknij w miniaturkę].

Inną wersję zdarzeń podaje uczestnik tej akcji Zygmunt Pękała „Śmiały”, według którego wydarzenia z tamtego feralnego dnia przebiegały następująco:
Józef Strug „Ordon” i jego dwaj żołnierze spędzili noc w na skraju lasu w wyschniętym rowie w okolicach wsi Sęków niedaleko wsi Karczunek. Wczesnym rankiem 30 lipca 1947 r. partyzanci zauważyli idącą w odległości ok. 70 metrów tyralierę wojsk KBW. Niezauważeni wycofali się do lasu, gdzie dowódca „Ordon” postanowił obejść grupę wojska od tyłu i bezpiecznie się wycofać poza teren działania grupy operacyjnej wojsk KBW. Po wybiegnięciu na polanę zostali ostrzelani przez leżącą na pozycjach inną podgrupę wojsk operacyjnych, wtedy też ranny został „Dąb”. Wycofali się więc w kierunku drogi Wereszczyn
– Sawin. Tam też po raz kolejny zostali ostrzelani. Wtedy ranny został „Śmiały”. Grupa partyzantów rozdzieliła się na polecenie „Ordona”. „Dąb” i „Śmiały” postanowili się wycofać wzdłuż drogi, natomiast „Ordon” chciał przebiec przez drogę, która wówczas była szeroka i przez to niebezpieczna gdyż umożliwiała celny ostrzał przez przeciwnika. Podczas wymiany strzałów ranny w nogę został żołnierz KBW – szer. Jan Kuzlak. Po przebiegnięciu drogi „Ordon” postrzelił z bliskiej odległości kpr. Tepera Ryszarda. Po chwili został śmiertelnie postrzelony przez interweniujących żołnierzy KBW.

Miejsce śmierci por. „Ordona” – widok współczesny –  w tle droga, przez którą próbował przebić się „Ordon”.

Tymczasem ranni „Dąb” i „Śmiały” bezpiecznie wycofali się z miejsca akcji i ukryli w zaroślach. Niezauważeni przez patrolujących żołnierzy KBW przesiedzieli tam do nocy, po czym  pomału wycofali się z miejsca akcji. W niedługim czasie Tadeusz Paluch „Dąb” i Zygmunt Pękała „Śmiały” rozdzielili się. „Dąb” wyjechał na stałe do Nowego Dworu Gdańskiego, gdzie mieszkał aż do śmierci (zmarł w 1995 roku). Nigdy więcej nie spotkał się z Zygmuntem Pękałą. Autorowi nie udało się odnaleźć żadnych materiałów śledczych przeciw „Dębowi”. Być może dotarcie do rodziny pozwoli przybliżyć jego dalsze losy.
Ranny „Śmiały” wycofał się w kierunku Kulczyna, gdzie ukrywał się do 10 sierpnia. Tego dnia UB przeszukało stodołę sąsiada p. Pękałów, gdzie ukrywał się ranny Zygmunt. Aresztowany, został wkrótce skazany na 7 lat więzienia. Do dziś mieszka w Lubinie.

Miejsce śmierci por. Józefa Struga „Ordona”.

Zwłoki Józefa Struga „Ordona” zostały przewiezione do Puchaczowa w celu przeprowadzenia identyfikacji. Tam też jego żona Salwina potwierdziła personalia zabitego męża. Po stwierdzeniu tożsamości zwłoki zostały wywiezione w nieznanym kierunku. Do dziś nie wiadomo, gdzie spoczywają jego szczątki. Znając metodę działań UB, które przewoziło ciała zabitych partyzantów do więzień w celu rozpoznania, a następnie chowano ich w okolicach, pozwala wysunąć wniosek, że komunistyczni oprawcy pogrzebali zwłoki „Ordona” gdzieś w okolicach Puchaczowa. Być może nawet w okolicach byłego aresztu. To jednak wymaga dalszych badań – zarówno archiwalnych jak i archeologicznych.

Ludwik Szmydke „Czarny Jurek” oraz Witold Matuszak zostali skazani na karę śmierci podczas głośnej rozprawy przeprowadzonej w dniach 19-20 sierpnia 1947 r. Wyrok został wykonany 2 września tego roku na Zamku w Lublinie. Do dziś nieznane jest miejsce ich pochówku. Na karę śmierci skazano również Lucjana Flisiuka, jednak została ona zamieniona na 15 lat więzienia.
W oparciu o fakt, że Ludwik Szmydke bywał w Urszulinie, aresztowano  również cały Zarząd Urzędu Gminy Urszulin i w tym samym procesie skazano: wójta gminy Włodzimierza Omylińskiego (15 lat więzienia), Stanisława Wakułę (10 lat więzienia), Witolda Podleśnego (12 lat więzienia), Henryka Baba (10 lat więzienia), Henryka Wesołowskiego (5 lat więzienia).

Pozbawieni dowódcy żołnierze Józefa Struga „Ordona” próbowali bezskutecznie nawiązać kontakt z ppor. Edwardem Taraszkiewiczem „Żelaznym”, który także próbował ich znaleźć i przyjąć do swego oddziału. Grupa ta wtedy składała się już najprawdopodobniej z ok. 5 żołnierzy. Byli to: Stanisław Falkiewicz „Ryś”, Ignacy Falkiewicz „Mewa”, Eugeniusz Arasimowicz „Mongoł”, Stanisław Marciniak „Niewinny” i Józef Domański „Paweł”. Niebawem w czasie potyczki zabity został „Mongoł”, następnie został zamordowany przez agenta UB „Ryś”. Jesienią 1947 r. „Mewa” postanowił opuścić oddział i wyjechał na Ziemie Odzyskane. Ukrywał się tam do 1954 roku, kiedy się ujawnił w koszalińskiej prokuraturze. Wiosną 1948 r. na zachód wyjechał także „Niewinny”. Trafił do Płocka, gdzie pracował jako strażnik w stoczni rzecznej. Zagrożony aresztowaniem powrócił we wrześniu 1951 roku do powiatu włodawskiego, gdzie nawiązał kontakt z oddziałem „Żelaznego”. Józefowi Domańskiemu, który jako jedyny pozostał w tym terenie udało się w końcu nawiązać kontakt z „Żelaznym”, który przyjął go pod swoją komendę mianując jednocześnie sekretarzem oddziału.
6 października 1951 r. ppor. Edward Taraszkiewicz „Żelazny” zginął w czasie wielkiej obławy we wsi Zbereże, a Stanisław Marciniak „Niewinny” wraz z Józefem Domańskim „Łukaszem” zostali aresztowani. Wyrokiem sądu z dnia 14 sierpnia 1952 roku zostali skazani na karę śmierci. Wyrok wykonano 29 stycznia 1953 r. na Zamku w Lublinie.

Śmierć „Ordona” odbiła się szerokim echem w całej ówczesnej Polsce. Wszystkie ważniejsze gazety w kraju pisały o tym „sukcesie” władz. Propaganda nie szczędziła najgorszych słów skierowanych pod adresem „Ordona”, na którym skupiła się cała wściekłość władz komunistycznych za dotkliwe straty, których był współsprawcą.
Postać „Ordona” w terenie, na którym działał do dziś budzi kontrowersje. Kłamliwa propaganda PRL-u odniosła na tym polu ogromny sukces. Wyklęła i na zawsze zrobiła bandytę z por. Józefa Struga „Ordona” – jednego z wielu dowódców podziemnej armii, który zginął w walce prowadzonej z komunistycznymi zdrajcami o wolną i niepodległą Polskę.

Opracowano na podstawie:
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie.
Archiwum Państwowe w Lublinie.
Kopiński Jarosław, Rozpracowanie  struktur konspiracyjnych AK-WiN na przykładzie działań operacyjnych WUBP w Lublinie w latach 1944-1956, [w:] Wobec
komunizmu. Materiały z sesji naukowej pt. Lubelskie i południowe
Podlasie wobec komunizmu, 1918-1989, Radzyń Podlaski 2 IX 2005
, Radzyń Podlaski 2006.

Pająk Henryk, „Uskok” kontra UB, Lublin 1992.
Pająk Henryk, „Jastrząb” kontra UB, Lublin 1993.
Pająk Henryk, „Żelazny” kontra UB, Lublin 1993.
Pająk Henryk, Oni się nigdy nie poddali, Lublin 1997.
Relacja Zygmunta Pękały „Śmiałego” z 16 października 2008 r.
Sikorski A., Doroszuk T., Z archiwum IPN – „Ordon”, film dokumentalny zrealizowany dla TVP Polonia, TVP Lublin 2009.
Taraszkiewicz Edmund Edward, Trzy pamiętniki, wstęp, red. nauk., oprac. A.T. Filipek, B. Janocińska, Warszawa – Lublin 2008.
Wnuk Rafał, Lubelski Okręg AK DSZ i WiN 1944-1947, Warszawa 2000.
XX lat w służbie narodu. Wspomnienia pracowników UB i SB, red. Cz. Białowąs, R. Waleczny, Departament Kadr i Szkolenia MSW (do użytku wewnętrznego), Warszawa 1964.

Tomasz Guziak
[email protected]

Śmierć por. Józefa Struga ”Ordona” – część 1>

IPN odnalazł miejsce pochówku gen. ”Nila”

Instytut Pamięci Narodowej odnalazł miejsce ukrycia zwłok gen. Augusta Fieldorfa "Nila", zamordowanego w 1953 r. przez komunistycznych oprawców z UB.

Gen. August Emil Fieldorf ps. "Nil"

Reporterzy "Polski" jako pierwsi byli w miejscu, gdzie już jesienią rozpocznie się ekshumacja. Jej celem jest odnalezienie kości generała i jego towarzyszy.
Miejsce to znajduje się na obrzeżach Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie. Dziś są tam groby komunistycznych pułkowników Ludowego Wojska Polskiego. Poszukiwania mogiły "Nila" trwają już ponad 50 lat. Ale dokumenty, jakie odnalazł Jacek Pawłowicz, historyk z IPN, wskazują bez wątpliwości, że tym miejscem są właśnie Powązki. Jednym z nich jest raport, do którego dotarła "Polska".

Napisał go, z datą 12 kwietnia 1956 roku, Władysław Turczyński, grabarz zatrudniony w więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Wskazał w nim teren, gdzie do dołów wrzucano zwłoki pomordowanych. – Razem z generałem "Nilem" składano tam również ciała 240 innych bohaterów niepodległościowego podziemia, którzy zostali zamordowani przez bezpiekę w więzieniu na Rakowieckiej – wyjaśnia Jacek Pawłowicz i zabiera nas do Kwatery Ł na Łączkę Cmentarza Powązkowskiego.

Wówczas to miejsce wyglądało całkiem inaczej: znajdowało się za granicami ówczesnego cmentarza wojskowego, za krzakami, w zapadlisku. Tu nocami odbywały się tajne pochówki. W latach 50. urządzono tu śmietnik. Zwożono śmieci i gruz z całej Warszawy. W 1965 roku teren ten wyrównano i oddano do użytku jako część cmentarza komunalnego dla mieszkańców Warszawy. W końcu lat 60. cmentarz komunalny połączono z wojskowym i na tajnych grobach bohaterów zaczęto urządzać pochówki zasłużonych dowódców LWP.

To chichot historii, że ciała pomordowanych żołnierzy podziemia jednak spoczywają dziś na cmentarzu wojskowym. Ale nie w Alei Zasłużonych, tylko blisko ogrodzenia – mówi Jacek Pawłowicz. I dodaje cierpko: – Za to w Alei Zasłużonych leżą ich kaci.

Naszym obowiązkiem jest sprawić, by polscy patrioci, elita tych, którzy walczyli o naszą niepodległość, zostali pochowani w godny sposób. Ale najpierw szczątki ciał trzeba ekshumować, a to wielkie logistyczne przedsięwzięcie. Zanim do tego dojdzie, odbędą się badania georadarowe. Specjalistyczny sprzęt zasygnalizuje, w którym konkretnie miejscu została naruszona ziemia i czy coś się pod nią znajduje.

Na ekshumację IPN musi uzyskać zgodę zarządu cmentarza, sanepidu i władz miasta. Z tym nie będzie problemu. Ale potrzebna jest także zgoda rodzin komunistycznych pułkowników, których pochowano nad ciałami bohaterów. A już dziś wiadomo, że jej dobrowolnie nie dadzą. Z niechęcią patrzyli nawet na pomiary i badania tego miejsca. Jest jednak sposób, by obyć się bez ich akceptacji. Wystarczy bowiem, że zgodę na ekshumację wyda prokuratura. Pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej dysponują już wystarczającym materiałem dowodowym, aby ją uzyskać. Oprócz wspomnianego raportu grabarza mają także zeznania innych, niezależnych świadków.

– Mam 84 lata, całe życie straciłam na poszukiwaniach mogiły ojca. Boję się, że już nie doczekam jej odnalezienia – mówi "Polsce" córka generała "Nila". Jednak Jacek Pawłowicz uspokaja: ekshumacja odbędzie się we wrześniu lub najpóźniej październiku. I wszystko stanie się jasne. Szczątki generała będą łatwe do identyfikacji: jako jedyny nie miał przestrzelonej czaszki. Aby go upokorzyć, bandyci z UB powiesili go jak zwykłego kryminalistę.

Spocznij generale

"Zwłoki od dłuższego czasu wożono samochodem (początkowo furmanką), przy czym podjeżdżano samochodem pod sam grób i wprost z samochodu składano zwłoki do dołu. Przeważnie chowano zwłoki bez trumny, w niektórych wypadkach w pół trumnie, tzn. w skrzyni zbitej z desek. Doły kopano na głębokości 1,5-2 m, o długości mniej więcej 2 m, a szerokości 70 cm. Po włożeniu zwłok do dołów zasypywano je i równano z ziemią" – tak brzmi raport o tajnych pogrzebach pomordowanych przez bezpiekę bohaterów niepodległościowego podziemia, do którego dotarła "Polska".

Gen. August Emil Fieldorf "Nil". Zdjęcie z 1950 r.

Dokument z datą 12 kwietnia 1956 r. napisał Władysław Turczyński, grabarz z więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, który był odpowiedzialny za tajne pochówki pomordowanych w sfingowanych procesach. To w tym więzieniu w 1953 r. powieszono generała Augusta Fieldorfa "Nila", dowódcę Kedywu AK. – Dzięki raportowi mamy już wytypowane miejsce, gdzie zakopano szczątki generała – mówi "Polsce" Jacek Pawłowicz, historyk z Biura Edukacji Publicznej IPN.

Raport Turczyńskiego powstał w związku z wystąpieniem w 1956 r. do Prokuratury Generalnej dwóch rodzin żołnierzy zamordowanych na Rakowieckiej. Zginęli od ubeckich kul w 1952 r., tuż przed egzekucją generała "Nila". Ich bliscy domagali się ujawnienia miejsca pochówku. Prokuratura powołała specgrupę do odnalezienia osób odpowiedzialnych za tajne pochówki. Jedną z nich był właśnie Turczyński.

Ale to nie wszystkie dokumenty, w jakich posiadaniu jest dziś IPN.
Dotarliśmy do rodzin, które na własną rękę szukały miejsc pochówku swoich bliskich. Udostępnili nam swoje dokumenty i zeznania grabarza z Powązek. Bezpieka zabierała go nocą z domu i przywoziła na cmentarz po każdej kolejnej egzekucji – mówi Jacek Pawłowicz z IPN.

Zeznania powązkowskiego grabarza, jakie spisała i udostępniła IPN córka również zamordowanego oficera Tadeusza Leśnikowskiego, nie tylko potwierdzają, ale i rozszerzają informacje o tajnych mogiłach pomordowanych żołnierzy AK. Poszukiwania tych grobów, w tym również mogiły generała "Nila" trwają od lat 50. Do tej pory nie wiadomo było, gdzie leżą ciała takich bohaterów, jak rotmistrz Witold Pilecki, Łukasz Ciepliński "Pług" czy Wiktor Stryjewski, na którego 38 razy UB wydał wyrok śmierci. Ich szczątków szukano i w Lesie Kabackim i w Dolince Służewieckiej. Bez skutku.

– Powązki to już piąte miejsce, jakie się wskazuje – mówi "Polsce" Maria Fieldorf-Czarska, córka generała "Nila". Jej mama, Janina Fieldorf w 1971 r. wystąpiła do gen. Wojciecha Jaruzelskiego o wskazanie miejsca pochówku męża. – To było kolejne wystąpienie do władz wojskowych – przypomina Czarska. I dodaje: – Mama umiała tak napisać, aby Jaruzelski zareagował. Napisała: "Pan również jest oficerem…" – Jaruzelski wysłał do Fieldorfów porucznika z MON z propozycją: miejsca pochówku nie wskaże, ale na koszt wojska wybuduje symboliczny nagrobek. Pomnik stanął na… Powązkach. Dziś córka generała "Nila" uważa, że Jaruzelski musiał wiedzieć, gdzie złożono ciało jej ojca. – A my szukali
śmy zupełnie gdzie indziej
– wzdycha. – Na Las Kabacki skierował nas jasnowidz. Próbowano kopać, nic nie znaleziono.

Gen. Fieldorf "Nil". Zdjęcie wykonane przez UB.

Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, twierdzi, że w latach 90. nawet tak enigmatyczne wskazówki sprawdzano. – Pewną informacją miała być Dolinka Służewiecka, jaką podpowiedział księdzu Józefowi Majowi inny świadek. Tam zrobiliśmy badania. Na wytypowanym miejscu znajdował się parking. Struktura ziemi została tam tak zmieniona, że wykluczała możliwości odnalezienia ludzkich szczątków.

Tym razem wszystko wskazuje na to, że szczątki polskich bohaterów doczekają się godnego pochówku. – To nasi najwięksi bohaterowie. Powinni leżeć na Powązkach w Alei Zasłużonych – mówi Jacek Pawłowicz. – Ale dziś leżą tam ich kaci.

Źródło: Polska The Times

Obejrzyj film:
TAK MORDOWANO BOHATERÓW

”Rozbić więzienie – Kielce 1945”

Widowisko historyczne „Rozbić więzienie – Kielce 1945” – Kielce, 2 sierpnia 2009 r.

Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Instytut Pamięci Narodowej Delegatura w Kielcach, Urząd Miasta Kielce oraz Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych „Jodła” zapraszają w niedzielę, 2 sierpnia 2009 r. na ul. Zamkową i do Parku Miejskiego w Kielcach na widowisko historyczne „Rozbić więzienie – Kielce 1945”.
 
Inscenizacja poświęcona jest wydarzeniom sprzed 64 lat, kiedy oddziały podziemia niepodległościowego pod dowództwem kpt. Antoniego Hedy ps. „Szary” opanowały wiezienie Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach i uwolniły aresztowanych przez reżim komunistyczny.

Patronat honorowy nad przedsięwzięciem objęła Bożentyna Pałka-Koruba, Wojewoda Świętokrzyski.

„Zgodnie z planem samochody z partyzantami miały przybyć do Kielc o godz.23.00, ale z powodu opóźnienia w drodze poszczególne pododdziały znalazły się na wyznaczonych stanowiskach dopiero około godz. 23.30. Pierwszy pododdział grupy osłonowej, w liczbie około 30 żołnierzy, dowodzony przez por. Henryka Podkowińskiego „Ostrolota”, zajął stanowiska w pobliżu Katedry z zadaniem ubezpieczania akcji od strony ul. Sienkiewicza. Drugi pododdział por. Stefana Bembińskiego „Harnasia” – „Sokoła”, w sile około 50 żołnierzy, zajął pozycje w parku, aby osłaniać działania od strony KWMO oraz blokować ewentualne natarcie 8. pułku KBW i 4. pułku piechoty. Pododdział por. Henryka Wojciechowskiego „Sęka”, liczący około 40 ludzi, również ulokował się w parku, lecz na jego przeciwległym krańcu, zabezpieczając akcję przed atakiem żołnierzy Armii Czerwonej i załogi WUBP od strony ul. Focha. Pododdział czwarty, dowodzony przez por. Zygmunta Bartkowskiego „Zygmunta”, w sile 40 żołnierzy, ubezpieczał przewidywaną trasę odwrotu wszystkich oddziałów, a także zorganizował we wsi Zagórze pod Kielcami podwody dla przewiezienia ewentualnych rannych. Piąty pododdział pod dowództwem Wacława Borowca „Niegolewskiego”, liczący 10 żołnierzy, opanował pocztę główną znajdująca się przy ul. Sienkiewicza, z zadaniem zniszczenia miejskiej centrali telefonicznej. Po opanowaniu kluczowych punktów w mieście i zablokowaniu ważniejszych siedzib sił represji, partyzanci przeprowadzili udany szturm na budynki więzienne i uwolnili 354 więźniów. Biorąc pod uwagę skalę trudności (atak partyzantów w centrum miasta wojewódzkiego) oraz niewielkie straty po obu stronach (zginął jeden partyzant z oddziału kpt. „Szarego”, 1 oficer z Armii Czerwonej ciężko ranny zmarł w szpitalu, 1 milicjant również ciężko ranny zmarł w szpitalu), akcja zasługuje na szczególne podkreślenie”.

Z publikacji Ryszarda Śmietanki-Kruszelnickiego i Marcina Sołtysiaka
„Rozbicie więzienia w Kielcach w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 r.”

Program widowiska:

  • 10.30 – zbiórka pocztów sztandarowych
  • 11.00 – Msza święta w Bazylice Katedralnej
  • 12.00 – rekonstrukcja wydarzeń z 4 na 5 VIII 1945 r.
  • 14.00 – prezentacja grup rekonstrukcyjnych

Obejrzyj online program TVP Historia z cyklu "Z archiwów PRL-u", dotyczący rozbicia więzienia w Kielcach:
Zdobycie więzienia w Kielcach

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej
Strona główna>