Muzeum Żołnierzy Wyklętych – wizualizacja

Wizualizacja projektu Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce

Zapraszam do obejrzenia wizualizacji Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, którego projekt robi ogromne wrażenie. Przy przeglądaniu slajdów natychmiast nasuwają się skojarzenia z Muzeum Powstania Warszawskiego.

– To będzie instytucją na miarę dwudziestego pierwszego wieku. Oczywiście nie mam tu na myśli tylko multimediów, choć to muzeum będzie naszpikowane elektroniką i cyfrową technologią – podkreśla w rozmowie z nami Janusz Kotowski, prezydent Ostrołęki.

Całkowity koszt inwestycji ma wynieść 32 mln złotych. Miasto będzie ubiegało się o dofinansowanie w ramach programu „Konserwacja i rewitalizacja dziedzictwa kulturowego”, który jest współfinansowany z Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego 2009-2014,a także Norweskiego Mechanizmu Finansowego na lata 2009-2014. Wysokość dofinansować to ponad 25 mln złotych, zatem wkład własny Ostrołęki wynosi ponad 6 mln złotych.

Miejscy urzędnicy nie kryją, że liczą na zewnętrzne dofinansowanie. W przypadku pozyskania dotacji powstanie nowoczesne, pierwsze w Polsce Muzeum Żołnierzy Wyklętych. To, czy pieniądze uda się zdobyć, dowiemy się niebawem – na przełomie października i listopada mija termin, w którym organ przyznający fundusze, powinien podjąć decyzję.

Przygotowaliśmy poważny i potężny projekt w ramach tzw. funduszy norweskich. Wypełniliśmy we wniosku wszystko – włącznie z pozyskaniem norweskiego partnera do współpracy – a teraz czekamy na rozstrzygnięcie – tłumaczy Janusz Kotowski, prezydent Ostrołęki.
Na przełomie października i listopada spodziewamy się odpowiedzi, bo to właśnie wtedy mija termin ustosunkowania się do naszego wniosku instytucji, która zajmuje się funduszami norweskimi. Uważamy, że projekt został przygotowany bardzo dobrze, ponieważ pozyskanie środków zewnętrznych jest warunkiem podstawowym, który pozwoli nam rozpocząć inwestycję w zaplanowanej skali – zaznacza.

Kotowski podkreśla, że zarówno wniosek o dofinansowanie jak i sam projekt muzeum wymagał wiele pracy. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik – włącznie z dokumentacją techniczną obiektu – w związku z czym urzędnicy nie kryją, iż liczą na pieniądze z zewnątrz.

Żeby ten projekt złożyć, trzeba było wykonać sporo pracy, także tej z zakresu dokumentacji technicznej. Zrobiliśmy w moim przekonaniu bardzo bogaty projekt, z funkcjami edukacyjnymi i poznawczymi oraz martyrologicznymi – ocenia prezydent.
Gdyby udało się te pieniądze pozyskać, to trzeba przyznać, że Muzeum Żołnierzy Wyklętych będzie instytucją na miarę dwudziestego pierwszego wieku. Oczywiście nie mam tu na myśli tylko multimediów, choć to muzeum będzie naszpikowane elektroniką i cyfrową technologią – zaznacza.
Chodzi głównie o przekaz, który doprowadzi do tego, że jak młody człowiek wyjdzie z muzeum, to historia Żołnierzy Niezłomnych w nim zostanie. Chodzi o to, aby młodzież dotknęła idei i uzyskała odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie niewiele starsi od nich, ryzykowali swoje życie dla ojczyzny. To jest wyjątkowo ważne, by muzeum taki przekaz pozostawiało. Stąd zaprojektowany przez nas szlak edukacyjny, ze wszystkimi filmami, salami konferencyjnymi itd. Jednak decyzja o tym, czy ruszamy z budową, zapadnie z chwilą odpowiedzi na pytanie, czy dostaniemy środki zewnętrzne – dodaje.

Prezydent Ostrołęki jest przekonany o unikatowości projektu. Według Kotowskiego ma on duże szanse powodzenia.

Jestem przekonany, że projekt jest wyjątkowy w skali całego naszego kraju. Wiem, że wniosek o fundusze norweskie składano na przykład – z całym szacunkiem – na odnowienie jakiejś biblioteki, czy jakiegoś obiektu już istniejącego. Bez wątpienia Muzeum Żołnierzy Wyklętych jest nowym pomysłem w Polsce i sądzę, że po wzięciu pod uwagę przesłanek merytorycznych naszego projektu, mamy bardzo duże szanse na pieniądze – ocenia.
Ostatecznej odpowiedzi jednak jeszcze nie mamy i tak naprawdę nie chcę snuć żadnych przypuszczeń. Wydaje mi się, że zrobiliśmy wszystko jak najlepiej, z dobrym projektem budowlanym i technicznym włącznie. Jednak nie wiem, jak ostatecznie się rzecz rozstrzygnie – zastanawia się prezydent. – Wierzę mocno w nasz sukces i bardzo mi na tym zależy, jednak myślę, że nie czas jeszcze na jakiekolwiek obstawianie – podsumowuje.

Pierwsze w Polsce Muzeum Żołnierzy Wyklętych powstaje w budynkach po byłym areszcie śledczym przy ul. Traugutta. Budowla powstała w 1903 roku jako więzienie carskie; w dwudziestoleciu międzywojennym również służyła za więzienie, tak było też podczas okupacji i po 1944 roku. Areszt śledczy przeniósł się stąd do podostrołęckich Przytuł w 2012 roku.


Więcej na temat Muzeum czytaj:

Źródło: epowiatostrolecki.pl
Fot. Artur Kozłowski

Strona główna>
Wsparcie>

WARTO PRZECZYTAĆ… (66)


Alicja Paczoska-Hauke
"Szary", "Ryś", "Mściciel"… Żołnierze podziemia niepodległościowego na Kujawach Wschodnich (1945–1947)

Bydgoszcz–Gdańsk 2013, 392 s. + 24 s. wkł. ilustr.

Publikacja uzupełnia ważną lukę w badaniach nad powojennym podziemiem zbrojnym. Pozornie zdawać by się mogło, że w północnej Polsce po 1945 r. podziemie niepodległościowe faktycznie nie istniało. Tymczasem również na Kujawach  funkcjonowały  grupy zbrojne, tworzone niemal spontanicznie przez byłych żołnierzy Armii Krajowej, dezerterów z ludowego WP oraz patriotyczną młodzież gimnazjalną, która dopiero wchodziła w dorosłe życie. Dla niej walka z okupantem sowieckim była wezwaniem, któremu chciała sprostać.

Na pograniczu Kujaw i Wielkopolski swoją działalność w latach 1945-1947  prowadziły trzy duże oddziały zbrojne:

Wywodziły się one ze środowiska akowskiego, ale od grudnia 1945 r. wchodziły w struktury Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Niniejsza publikacja obala wiele mitów, które wprowadziła historiografia komunistyczna na ich temat. W części pierwszej publikacji przedstawiono genezę, działalność i likwidację tych grup przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. O tym, że walka między przedstawicielami nowej władzy a mieszkańcami tego regionu była zacięta, może świadczyć skala represji, jaką wymierzono przeciwko powstańcom antykomunistycznym. Aż 36 żołnierzom podziemia, którzy działali na tym terenie, wymierzono karę śmierci, na 17 z nich ją wykonano. Sześć osób zmarło w więzieniach, a 20 innych zginęło w potyczkach z funkcjonariuszami grup operacyjnych. Prawie dwustu mieszkańców  powiatów: Włocławek, Nieszawa, Koło i Konin, na terenie których działały te oddziały, otrzymało wyroki skazujące z powodu swoich powiązań z podziemiem. Za współpracę z podziemiem niepodległościowym aresztowano setki osób, wielu z nich złamano życie.

W części drugiej publikacji przedstawiono 406 krótkich biogramów członków i współpracowników podziemia zbrojnego. W tym wykazie ujęto dowódców oddziałów, partyzantów oraz osoby najbardziej represjonowane przez aparat bezpieczeństwa z powodu kontaktów z podziemiem zbrojnym. Książka może być cennym źródłem informacji dla osób zainteresowanych tragicznymi losami żołnierzy wyklętych.

Książka jest 34 tomem wydanym w ramach oddziałowej serii wydawniczej gdańskiego oddziału IPN.

Szczątki żołnierza NSZ odnalezione po 67 latach !

Odnalezienie szczątków plut. Edwarda Biesoka "Edka" z NSZ

18 listopada 2013 r. na Błatniej, gmina Brenna, ekshumowano z leśnego grobu doczesne szczątki plut. Edwarda Biesoka "Edka", pochodzącego z Mazańcowic żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych ze Zgrupowania Partyzanckiego kpt. Henryka Flame "Bartka".

Bogdan Ścibut ze Związku Żołnierzy NSZ poszukiwał mogiły dwa lata. W poniedziałek 18 listopada 2013 r. podczas prac ekshumacyjnych prowadzonych w miejscu potyczki wyjęto z niej szczątki plutonowego, a także orzełka i fragmenty butów. Złożono je do trumny, która została przewieziona do kościoła pw. św. Marii Magdaleny w Mazańcowicach.

Przedstawiciel Związku Żołnierzy NSZ poinformował, że pogrzeb plutonowego Biesoka odbędzie się w grudniu. Spocznie on na cmentarzu parafialnym w Mazańcowicach. Na jego kwaterze umieszczona zostanie także tabliczka upamiętniająca żołnierzy z jego grupy, którzy zginęli lub zostali zamordowani przez komunistów, a nie mają grobu.

Plut. Edward Biesok "Edek", żołnierz Zgrupowania Partyzanckiego NSZ kpt. Henryk Flame "Bartka".

Edward Biesok ps. "Edek" urodził się w 1927 roku w Mazańcowicach. Miał trzech braci: Emila, Edmunda i najmłodszego Eugeniusza, który nadal mieszka w rodzinnej miejscowości. W czasie okupacji Edward Biesok został usunięty ze szkoły za manifestowanie niechęci do Niemców. Z powodu odmowy podpisania Volkslisty przez rodziców, w wieku 13 lat został wywieziony na roboty do III Rzeszy, skąd uciekł. Ukrywał się w rodzinnym domu.
Od lata 1945 roku miał kontakty z partyzantami z oddziału por. Henryka Flame "Bartka", którzy walczyli w okolicach Czechowic. Od września 1945 roku poszedł do gimnazjum w Bielsku, lecz został z niego usunięty, prawdopodobnie w wyniku interwencji działaczy PPR oraz funkcjonariuszy UBP w związku z podejrzeniami o przynależność do NSZ. Dołączył do oddziału "Bartka".

W styczniu i lutym 1946 r. na rozkaz Flamego zorganizował własną, licząca osiem osób grupę, z którą rozpoczął działalność wiosną. Przeprowadzili kilkanaście akcji. Upominali członków PPR i zajmowali się aprowizacją na rzecz całego Zgrupowania. W maju "Edek" z oddziałem wziął udział w koncentracji Zgrupowania "Bartka" na Baraniej Górze i defiladzie NSZ w Wiśle 3 maja 1946 roku, kiedy to w małej, uzdrowiskowej miejscowości, na oczach sterroryzowanych komunistów, kpt. Henryk Flame "Bartek" poprowadził dwugodzinną defiladę w pełni umundurowanych i uzbrojonych żołnierzy NSZ, co było ewenementem w państwach "władzy ludowej".

Kpt. Henryk Flame "Bartek"

Wydarzenia z 3 maja 1946 roku i jednoczesna bezsilność lokalnych sił porządkowych wprawiły "władzę ludową" w prawdziwą wściekłość. Sprawą priorytetową dla władz wojewódzkich, na których terenach operowało Zgrupowanie "Bartka" była bezwzględna likwidacja grup leśnych związanych z VII Okręgiem NSZ.

Edward Biesok "Edek" zginął 13 maja 1946 r. na Błatniej w zwycięskim dla partyzantów starciu z 24-osobowym plutonem operacyjnym KWMO Katowice, wykonującym zadania związane ze zwalczaniem partyzantki niepodległościowej. 10-osobowy oddział NSZ został osaczony przez grupę operacyjną, z którą podjął  zaciekłą walkę, w wyniku której śmierć poniósł dowódca partyzantów – niespełna 19-letni plut. "Edek". W starciu poległo 9 funkcjonariuszy MO, zaś pozostali milicjanci wraz ze swym dowódcą, oficerem Urzędu Bezpieczeństwa kpt. Tadeuszem Pietrzakiem, zbiegli w stronę Skoczowa. Tadeusz Pietrzak w 1956 roku był komendantem wojewódzkim MO w Poznaniu, następnie zastępcą szefa Głównego Zarządu Informacji WP, komendantem głównym MO (1965–1971) i wiceministrem spraw wewnętrznych PRL (1968–1978).
Po walce, spodziewając się pościgu, koledzy z oddziału pochowali poległego Edwarda Biesoka i opuścili
górę. Na drugi dzień przekazano rodzinie "Edka" w Mazańcowicach jego
ryngraf.

18 listopada 2013 r. staraniem Związku Żołnierzy NSZ Okręg Podbeskidzie, z udziałem przedstawicieli wojewody śląskiego i wójta gminy Brenna, Oddziału IPN w Katowicach, archeologa z Muzeum w Cieszynie oraz przedstawicieli Muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich z Cieszyna wykonano ekshumację.

Ekshumacja szczątków Edwarda Biesoka "Edka" z leśnej mogiły na Błatniej, 18 listopada 2013 r.

Poszukiwania terenowe na Błatniej trwały już długo, ale dopiero znalezisko z ostatniej wyprawy wskazało miejsce pochówku. Mogiłę odnaleziono na leśnym zboczu nieco w głębi lasu w połowie drogi pomiędzy pomnikiem poświęconym poległym w tamtej historycznej potyczce a schroniskiem Ranczo Błatnia. Poszukiwaniami terenowymi kierował doświadczony poszukiwacz Krzysztof Neścior z cieszyńskiego Muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich.

– Mieliśmy wytypowane parę miejsc ewentualnego pochówku. Pierwsza ekshumacja przeprowadzona w miejscu wskazywanym przez mieszkańców Brennej nie przyniosła efektu. W czwartek postanowiliśmy wraz z panem Bogdanem Ścibutem przeszukać inny skraj zbocza, gdzie pochówek wydawał się być możliwy. Wiedzieliśmy z przekazów, że miejsce, gdzie żołnierze pochowali swojego dowódcę, jest oznaczone znakiem na drzewie oraz kamieniem z wyrytym krzyżem oraz inicjałami. Podczas badania jednego z miejsc udało mi się odnaleźć ten kamień, potem znaleźliśmy również napis NSZ na korze drzewa. Wtedy byliśmy już pewni, że po 67 latach Edward Biesok będzie mógł być pochowany przez rodzinę, która tyle lat go szukała – powiedział po zakończonej akcji Krzysztof Neścior.


Tablica pamiątkowa na Błatniej, odsłonięta w miejscu potyczki oddziału NSZ i  śmierci plut. Edwarda Biesoka "Edka".

Ekshumacje na Błatniej przeprowadzili Krzysztof Neścior oraz archeolog Zofia Jagosz-Zarzycka z Muzeum Śląska Cieszyńskiego. Uczestniczyli w niej również przedstawiciele rodziny Ewarda Biesoka, IPN z Krakowa i Katowic, Sanepidu z Cieszyna, proboszcz z Mazańcowic, Nadleśnictwa Ustroń, Urzędu Gminy Brenna oraz Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Złożone w trumnie szczątki plut. "Edka" wynieśli w trumnie z lasu członkowie grupy rekonstrukcyjnej NSZ.

Szczątki plut. Edwarda Biesoka "Edka" wynoszą z lasu członkowie grupy rekonstrukcyjnej Narodowych Sił Zbrojnych.

W trakcie prac ekshumacyjnych odnaleziono również resztki oporządzenia żołnierskiego oraz orzełka z furażerki wraz z dwoma guzikami wojskowymi.

– Planujemy w tym miejscu zrobić na wiosnę symboliczną mogiłę wojenną w celu upamiętnienia tych wydarzeń. Jest to przecież miejsce pamięci narodowej, pozostał też napis na drzewie – mówi Krzysztof Neścior podkreślając, że duży wkład w pomyślne zakończenie sprawy włożyli wójt Brennej Iwona Szarek, oraz wi-ce Wojewoda Śląski Piotr Spyra.

Zobacz FOTORELACJĘ z ekshumacji plut. "Edka":
Obejrzyj fragment ekshumacji w Aktualnościach
TVP Katowice:

Więcej na temat zgrupowania kpt. Henryka Flame "Bartka" czytaj:

Linki zewnętrzne:

Strona główna>
Wsparcie>

WARTO PRZECZYTAĆ… (65)


Tomasz Toborek
Warszyc. Wyklęty bohater

Wydawnictwo Demart 2013, ss. 208, oprawa twarda

Od egzekucji „żołnierza wyklętego” Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, wykonanej 19 lutego 1947 roku w Łodzi, na podstawie wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego upłynęło ponad sześćdziesiąt lat.

W 10 lat po niej na temat „Warszyca” ukazał się cykl artykułów znanego w PRL-u literata Zbigniewa Nienackiego. To właśnie Nienacki odpowiada za wizerunek „krwawego watażki”, jaki przez lata przypisywano Sojczyńskiemu. W niezwykle sugestywnej relacji z ataku w Radomsku pisał m.in.:

„Na ulicach miasta szaleją oddziały egzekucyjne «Warszyca», starając się schwytać i zamordować członków partii. Lecz ci, którzy mieli być zabici, jak w «nocy św. Bartłomieja» – albo byli w terenie na akcji przeciw bandom, albo zdołali uciec, uchronić się przed śmiercią”.

W opublikowanych artykułach roi się oczywiście od kłamstw. W rzeczywistości „Warszyc” stanowił zaprzeczenie osoby, na którą chciano go wykreować w PRL. Nie miał w sobie nic z okrutnego watażki mordującego bez litości dzielnych budowniczych nowego porządku, choć fałszywy jest również obraz romantycznego i szalonego w swej odwadze dowódcy, zawarty w „hagiograficznych” niemal publikacjach z minionych lat.

Tym cenniejszy jest fakt, że Stanisław Sojczyński, najbardziej znany właśnie pod pseudonimem „Warszyc”, w końcu doczekał się rzetelnej biografii, bez skłonności do przesady w żadną stronę. Autor – Tomasz Toborek – przeprowadził wnikliwą kwerendę by zbudować portret człowieka, nie bohatera, który świadomie wybrał bardzo ryzykowną drogę nie godząc się na programową sowietyzację Polski.

Kapitan Stanisław Sojczyński, kawaler orderu Virtuti Militarii – najwyższego polskiego odznaczenia bojowego – był i pozostał do końca życia przede wszystkim patriotą i żołnierzem. Najpierw walczył w szeregach Wojska Polskiego, potem Armii Krajowej, a wreszcie dowodził założonym przez siebie Konspiracyjnym Wojskiem Polskim (KWP). Po zakończeniu II wojny światowej nie od razu zdecydował się na kontynuowanie konspiracji i zbrojną walkę. Najpierw ukrywał się, obserwując rozwój sytuacji po wkroczeniu Sowietów. Jednak już trzy dni po ich pojawieniu się w Radomsku był ścigany.

W toczącej się dyskusji na temat sensu dalszej walki argumentem przeciwko tym, którzy zdecydowali się na pozostanie w konspiracji, jest ich brak realizmu. Czy jednak na pewno więcej realizmu mieli ci, którzy zdali się na łaskę i niełaskę komunistycznych władz? Trudno przecież znaleźć wśród dowódców AK takich, którym nowa władza pozwoliła wrócić do normalnego życia. Represje dotykały bowiem także tych, którzy zdecydowali się na ujawnienie, lub nawet współpracowali z komunistami.

Sam  „Warszyc” komentował swoją decyzję o niezaprzestaniu walki, gdy wiosną 1945 roku tworzył KPW m.in. tak:

„Straszny to był okres, te pierwsze dni, tygodnie i miesiące «niepodległości»: do głosu doszły wszelkiego rodzaju szumowiny i wykolejeńcy, obywateli ofiarnych, statecznych i rozumnych zmuszono terrorem do bierności i milczenia, najwięcej krzyczeli i pisali ci, którzy za główny cel postawili sobie robienie kariery, albo bezcześcili przedtem pracę w konspiracji trudnieniem się bandytyzmem i złodziejstwem, albo przyziemni oportuniści, albo ci, którzy zhańbili się służalczością wobec okupanta niemieckiego”.

Jego poglądy radykalizowały się z czasem, ale do końca dbał o zachowanie zasad i ideałów, co z kolei wyraził następująco, już po aresztowaniu:

„Dziś, kiedy byle męt społeczny jest oficerem, a im większy szuja, tym dość często otrzymuje wyższą rangę, najwyższym odznaczeniem jest przeświadczenie, że jest się człowiekiem zasad i honoru, wiernym synem Ojczyzny”.

Wprawdzie historia KWP nie zakończyła się wraz ze śmiercią „Warszyca”, ale kontynuatorzy jego działalności nie nawiązali do sukcesów, które osiągnął Sojczyński. I nie chodzi tu o zupełnie inne warunki działalności, ale raczej sposób dowodzenia, umiejętność docierania do żołnierzy, charyzmę i autorytet.

Przeczytaj wybrane fragmenty
[kliknij w ikonę PDF]

Więcej na temat Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca" i KWP czytaj:

Strona główna>
Wsparcie>

WARTO PRZECZYTAĆ… (64)


Mariusz Solecki
Literackie portrety żołnierzy wyklętych

Wydawnictwo LTW 2013, ss. 416, oprawa miękka

"Popiół i diament", "Kolumbowie…", "Wilki"… "Zapora", "Łupaszko", "Ogień"… Bohaterowie podziemia niepodległościowego bohaterami literackimi. 40 przebadanych utworów z lat 1948–2010, eseistyczna narracja, indeks osób niefikcyjnych, aneks – żołnierze wyklęci w filmie, w teatrze telewizji i w komiksie. Ekshumacja bohaterów z kulturowego dołu śmierci.

Celem nadrzędnym publikacji nie jest zbadanie czy odsłonięcie prawdy historycznej na temat zagadnień wyeksponowanych w tytule. Autor wyznaczył sobie zadanie historycznoliterackie – pragnie dać monografię żołnierzy wyklętych pojmowanych jako komponent świata przedstawionego polskojęzycznych utworów literackich, powstałych w latach 1948–2010, reprezentujących głównie rodzimą epikę (w prozie temat znalazł najszersze ujęcie, najbogatsze ilościowo i jakościowo), ale i dramat, i lirykę. Ich zindywidualizowane opisy, charakterystyki dopełnił subiektywnymi interpretacjami; sporadycznie, tam, gdzie to było możliwe, tj. w granicach posiadanych kompetencji, skonfrontował wątki, motywy, postacie literackie z ich pierwowzorami historycznymi, bynajmniej nie dlatego, aby uzurpować sobie prawo do rozstrzygnięć na płaszczyźnie historiografii, ale by ukazać, jak polscy pisarze przetworzyli dostępny im materiał historyczny; by ujawnić też – niestety – skalę manipulacji, jakiej dopuścili się ci spośród nich, którzy, oddając swój talent na usługi wrogiemu sprawie polskiej ustrojowi, zgłosili akces do poszerzania obszaru hańby domowej.

SPIS TREŚCI

INTRODUKCJA
Rozdział I STALINIZACJA (1948–1954)

  • Popiół i żołnierze wyklęci
  • „Nędzna gra”
  • Mroczna ballada o żołnierzach wyklętych
  • Skruszony „złoczyńca” z WiN-u
  • „Faszystowska” „banda Rębacza”
  • Kordowcy
  • „Bestie”, „smoki”: zoomorfizacja pejoratywna
  • „Tęp bandytów z NSZ”

Rozdział II ODWILŻ (1955–1957)

  • Propagandowy cień „Malutkiego”
  • „Wojna akowsko-enkawudowska”
  • „Ogień” i jego „skurwysyny”
  • „Esesowskie sługusy” z „bandy” „Wiarusa”
  • Kompleks odrzuconego akowca
  • Paszkwil na „Uskoka”
  • Żołnierze wyklęci rocznik ’20
  • Powrót „zdrajcy narodu”

Rozdział III STABILIZACJA (1958–1980)

  • „Zbóje” w „hitlerowskich panterkach”
  • Rozprawa z Konspiracyjnym Wojskiem Polskim
  • „Jarema”, „Drągal”, „Igła” w powieści milicyjnej
  • Wielkie łgarstwo „bratobójczej wojny”
  • Zagłada oddziału „Obucha”
  • Paszkwil na „Huzara”
  • „Wyłaź z WiN-u, skurwysynu!”
  • Żołnierze wyklęci na ziemi lubuskiej

Rozdział IV AGONIA (1981–1989)

  • Polowanie na bieszczadzkich żołnierzy II konspiracji
  • „Do reakcji zawsze ognia”
  • „Zostaliśmy na lodzie…”
  • ROAK-owcy
  • „Jaszczurka” z NSZ-u, „Ryś” z AK
  • „Zasrane «prawdziwe wojsko polskie»” „Roga”
  • „Zginęli w walce o Polskę Narodową”
  • Ostatni Mohikanie antykomunistycznego podziemia

Rozdział V DEKOMUNIZACJA (1990–2010)

  • Pokolenie wilków
  • Major „Zapora”
  • Niepodległościowa tragikomedia
  • Antykomunistyczny Janosik
  • Szwadrony „Łupaszki”
  • Niezłomni: „Kotwicz”, „Pług”
  • Bohater do końca
  • Król Podbeskidzia

REKAPITULACJA

Przeczytaj wybrane fragmenty
[kliknij w ikonę PDF]

Książka niebawem do nabycia m.in. w:

Strona główna>
Wsparcie>

67. rocznica śmierci mjr. Żubryda

67. rocznica śmierci mjr. Antoniego Żubryda "Zucha"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Mjr Antoni Żubryd "Zuch"

67 lat temu, 24 października 1946 r., w lesie w pobliżu Malinówki (pow. brzozowski), agent UB Jerzy Vaulin strzałem w tył głowy podstępnie zamordował mjr. Antoniego Żubryda „Zucha”, dowódcę Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ „Zuch”, jednego z największych antykomunistycznych oddziałów partyzanckich działających na terenie ówczesnego województwa rzeszowskiego, operującego w powiatach sanockim, brzozowskim i krośnieńskim w latach 1945-1946. Wraz z Żubrydem śmierć poniosła również jego żona Janina, będąca w ósmym miesiącu ciąży.

Oddział „Żubryda” został ostatecznie rozbity przez pracowników Informacji Wojskowej z 8 Dywizji Piechoty, którzy wprowadzili do oddziału własnych ludzi. Dzięki nim 23 czerwca 1946 roku grupa ppor. Kazimierza Kocyłowskiego (dowódca ochrony oddziału Żubryda) została otoczony przez 32. Pułk Piechoty w rejonie Niebieszczan; do niewoli dostało się wówczas 21 partyzantów. Wcześniej, trzech schwytanych „żubrydowców” zostało na przełomie maja i czerwca powieszonych w publicznych egzekucjach: dwóch na stadionie piłkarskim „Wierchy” (Władysław Skwarc, Władysław Kudlik), a trzeci na rynku (Henryk Książek).
29 września 1946 roku Żubrydowi wraz z resztą oddziału udało się jeszcze rozbić grupę operacyjną wojska, MO i UB z Sanoka – partyzanci ujęli i rozstrzelali kilku milicjantów oraz aktywistę PPR biorącego udział w obławie, jednak od tego czasu inicjatywę strategiczną na polu walki przejęły komunistyczne siły bezpieczeństwa. W tych okolicznościach Żubryd, zdając sobie sprawę z beznadziejności sytuacji, postanowił wraz z żoną Janiną przedrzeć się do Austrii.

Janina Żubryd z d. Praczyńska ps. „Janek”

O zmierzchu 24 października 1946 roku Żubrydowie przybyli do Malinówki. Był wraz z nimi towarzysz broni Jerzy Vaulin ps. „Mar”. Vaulin, były żołnierz AK, kilka miesięcy wcześniej zwerbowany przez UB jako tajny współpracownik „Mewa” i skierowany do oddziału Żubryda.
Major Żubryd pozostawił małżonkę i wraz z Vaulinem poszli sprawdzić dalszą trasę przemarszu. Kiedy obaj weszli do lasu Vaulin niepostrzeżenie wyjął z kabury swojego browninga – kal. 7,65 mm i strzałem w tył głowy zabił Antoniego Żubryda. Chwilę potem podstępem zwabił w to samo miejsce będącą w ósmym miesiącu ciąży Janinę Żubryd i ją również zamordował. Następnego dnia UB zabrała ciała małżeństwa Żubrydów. Nigdy nie odnaleziono miejsca ich pochówku.

Mjr
Antoni Żubryd "Zuch" – pośmiertne zdjęcie wykonane przez
UB.



Zdjęcie
wykonane przez UB. Ciała mjr. Antoniego Żubryda
"Zucha" i jego żony Janiny, zastrzelonych przez agenta UB Jerzego
Vaulina 24 X 1946 r.

GLORIA VICTIS !


Antoni Żubryd

Antoni Żubryd urodził się 4 września 1918 roku w rodzinie robotniczej w Sanoku jako syn Michała i Anny z d. Wołoszyn. W Sanoku ukończył Szkołę Męską nr 2 im. Króla Władysława Jagiełły. W 1933 r. rozpoczął naukę w Szkole Podoficerów Piechoty dla Małoletnich Nr 2 w Śremie, którą ukończył w 1936 r., otrzymując przydział wojskowy do 40. Pułku Piechoty „Dzieci Lwowskich”. Do 1939 r. dosłużył się stopnia sierżanta zawodowego. W czasie wojny aresztowany przez Sowietów na granicznym Sanie, zgodził się na współpracę z wywiadem sowieckim. Później aresztowany przez gestapo, skazany na karę śmierci, zbiegł z miejsca egzekucji i powrócił do Sanoka, gdzie ukrywał się aż do lata 1944 r., gdy po wejściu Sowietów został zatrudniony w sanockim Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego na stanowisku oficera śledczego. Zajmował się głównie volksdeutschami, konfidentami gestapo i członkami UPA. Będąc funkcjonariuszem UB, utrzymywał też kontakty z ukrywającymi się członkami podziemia antykomunistycznego.

Budynek byłego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Sanoku.

Zagrożony dekonspiracją 8 czerwca 1945 r. zdezerterował z sanockiego PUBP i skontaktował się ze znanymi sobie, ukrywającymi się członkami AK. Pierwszą akcją, jaką wykonał już po "drugiej stronie barykady", była likwidacja szefa sanockiego PUBP, Tadeusza Sieradzkiego. Stało się to 15 czerwca 1945 r.
Wykorzystując swoje wojskowe wykształcenie oraz posiadane zdolności przywódcze, wkrótce podporządkował sobie drobne grupy zbrojne działające w terenie, tworząc duży oddział zbrojny. W skład oddziału weszły grupy Edmunda Sawczyna "Mundka", Mariana Skiby "Ryszarda" i Stanisława Kossakowskiego "Ułana" – dezertera z KW MO w Rzeszowie. Oddział ten stworzony był również z inspiracji działającego w konspiracji Stronnictwa Narodowego. Na jednym z jego zebrań, w obecności przedstawiciela SN z Krakowa, prezes Zarządu Powiatowego SN w Sanoku Tadeusz Wojtowicz "Wilk" przyjął od dowódców poszczególnych grup partyzanckich przysięgę. Dowódcą nowo powstałego oddziału został Stanisław Surowiak "Ursus" (związany z NOW), a jego zastępcą Żubryd, który faktycznie dowodził oddziałem, ponieważ Surowiak nie cieszył się zaufaniem ze względu na swoje niejasne kontakty z UB.

W połowie listopada 1945 r. na leśnej polanie między miejscowościami Raczkowa i Końskie odbyła się odprawa wszystkich dowódców grup partyzanckich i ich zastępców podległych Żubrydowi. Odprawę prowadził NN oficer w stopniu kapitana, który przyjechał z Krakowa. W odprawie oprócz Żubryda brali udział: Mieczysław Kocyłowski "Czarny", Kazimierz Kocyłowski "Wichura", Marian Skiba "Ryszard", Edmund Sawczyn "Mundek", Władysław Stefkowski "Rura", NN "Marynarz", NN "Józek", Stanisław Kossakowski "Ułan", NN "Dąb". Na tej odprawie oddział przyjął nazwę Samodzielny Batalion Operacyjny Narodowych Sił Zbrojnych. Dowódcą został Żubryd, awansowany do stopnia kapitana, a jego zastępcą mianowano Mieczysława Kocyłowskiego "Czarnego", awansując go do stopnia podporucznika.
Wszystkie grupy podległe Antoniemu Żubrydowi stały się kompaniami batalionu. Dowódcami kompanii zostali: Kossakowski, Sawczyn i Skiba. Osobną grupą, składającą się z kilku zaufanych partyzantów, którzy stanowili jednocześnie ochronę Żubryda, dowodził on sam. Łączność między poszczególnymi kompaniami zapewniała doskonale zorganizowana sieć łączników. Poszczególne kompanie batalionu miały dość dużą swobodę działania i decyzje o przeprowadzeniu akcji były podejmowane samodzielnie przez ich dowódców, w zależności od sytuacji.

Ppor. Mieczysław Kocyłowski "Czarny", zastępca Żybryda.

Z powyższego, oraz z relacji samych "żubrydowców", jasno wynika, że oddział Antoniego Żubryda najprawdopodobniej został podporządkowany NSZ. Niestety, jak dotychczas, nie natrafiono na żadne inne dokumenty, które mogłyby to potwierdzić. Być może wynika to z tego, że, jak pisze Leszek Żebrowski we wstępie do III t. "NSZ – dokumenty, struktury, personalia": w okresie między lipcem a listopadem 1945 r. NSZ-ONR zostały rozbite aresztowaniami, a dowództwo zostało zdezorganizowane […] natomiast istniejące oddziały partyzanckie posługujące się nazwą NSZ, w znacznej mierze podlegały już NZW lub działały samodzielnie bez łączności z dowództwem NSZ-ONR i właśnie do tych ostatnich, jak wszystko na to wskazuje, mógł należeć Samodzielny Batalion Operacyjny NSZ pod dowództwem Antoniego Żubryda. Niewątpliwie oddział Żubryda wpisywał się w nurt narodowego podziemia zbrojnego. Aresztowani członkowie oddziału wymieniali następujące cele, o które walczyli:

  • Ażeby nie było w Polsce komunistów i wyniszczyć członków partii PPR.
  • Walczyć za Polskę demokratyczną, a nie żydowską i komunistyczną.
  • Walczyć za Polskę katolicką.
  • Walczyć z Bezpieczeństwem, bo tam są sami komuniści.
  • Walczyć o granice do roku 1939, za Lwów i Wilno.

Szacunkowo liczebność oddziału można określić na 120-150 partyzantów. Miał on duże wsparcie wśród miejscowej ludności, ponieważ bronił polskie wioski przed napadami bojówek UPA. Oddział zwalczał przede wszystkim funkcjonariuszy UB, likwidował gorliwych działaczy PPR oraz konfidentów UB. Natomiast, wbrew temu, co przez lata twierdzono, między żołnierzami "ludowego" Wojska Polskiego a "żubrydowcami" często dochodziło do współpracy. Z wojska docierała do oddziału amunicja, w wojskowej rusznikarni remontowano partyzancką broń, a oficerowie z 34. Pułku Piechoty, który stacjonował w Sanoku, wielokrotnie spotykali się towarzysko z "żubrydowcami". Doszło nawet do tego, że partyzanci pomagali wojsku wysiedlać Morochów w kwietniu 1946 r.

Janina Żubryd z d.
Praczyńska, żona Antoniego Żubryda. Po zwolnieniu z aresztu UB stale
przebywała w oddziale męża. Zastrzelona wraz z mjr. Żubrydem przez
agenta UB Jerzego Vaulina 24 października 1946 w okolicach wsi Malinówka.

Najbardziej spektakularną akcję przeprowadzono 16 grudnia 1945 r., kiedy cały batalion pod dowództwem Żubryda zajął na przeszło pół dnia Korczynę, obsadzając wszystkie ważniejsze urzędy. Z rąk "żubrydowców" zginęło wielu funkcjonariuszy UB, a także dwóch wysokiej rangi oficerów sowieckich służących w "ludowym" Wojsku Polskim: szef sztabu 8. Dywizji Piechoty ppłk Teodor Rajewski oraz zastępca szefa wydziału wydziału polityczno-wychowawczego wspomnianej dywizji, "enkawudzista", kpt. Abraham Preminger.

Zobacz inscenizację zajęcia Korczyny przez batalion Żubryda:

Rozbicie oddziału Żubryda stało się jednym z głównych zadań dla funkcjonariuszy miejscowej "bezpieki". Starano się też zastraszyć miejscową ludność poprzez zorganizowanie publicznych egzekucji ujętych partyzantów Żubryda. 24 maja 1946 r. na stadionie miejskim w Sanoku, w obecności młodzieży szkolnej, powieszono Władysława Kudlika i Władysława Skwarca, a 4 czerwca na sanockim rynku w ten sam sposób stracono chor. Henryka Książka.

Władysław Skwarc "Krzew", żołnierz oddziału mjr. Żubryda. Powieszony wraz z Władysławem Kudlikiem w publicznej egzekucji 24 maja 1946 r. na stadionie miejskim w Sanoku.

Do samego oddziału udało się też wprowadzić trzech agentów Informacji Wojskowej, m.in. "Zucha" i "Bystrego", którzy przyczynili się do śmierci czterech "żubrydowców" i rozbicia oddziału. Jednak Żubryd z grupą ok. 30 ludzi działał dalej na terenie pow. Brzozów i Krosno.

Urodzony 8 IX 1941 r. syn Janiny i Antoniego Żubrydów – Janusz, w wieku 4 lat aresztowany przez UB; spędził ponad 6 miesięcy w rzeszowskim więzieniu. O koszmarze zgotowanym dziecku przez komunistów czytaj więcej: Januszek Żubryd, lat 4 – najmłodszy więzień UB>

We wrześniu 1946 r. w jego najbliższe otoczenie przeniknął agent UB Jerzy Vaulin "Warszawiak". Vaulin był akowcem o pięknej konspiracyjnej karcie, który dał się zwerbować UB i podjął się zlikwidowania Antoniego Żubryda. Dokonał tego 24 października 1946 r. w lesie w pobliżu Malinówki. Wraz z Żubrydem zginęła jego żona, Janina. Zamordowani zostali strzałami w tył głowy. Vaulin do dziś uważa, że zamordowanie Żubrydów było jego największym bojowym wyczynem. W 1999 r. sprawca podwójnego morderstwa stanął przed sądem, jednak sprawa została umorzona. Żołnierze Żubryda znajdowali się w kręgu zainteresowań UB, a później SB aż do końca lat 80. i niewielu z nich dożyło czasów, kiedy prawda o ich działalności powoli przestaje być "białą plamą" w naszej najnowszej historii.

Pomnik w miejscu śmierci Antoniego i Janiny Żubrydów odsłonięty 28 X 2012 r. [zobacz relację i zdjęcia>]


Grzegorz Motyka
Antoni Żubryd – bieszczadzki "Ogień"

Kiedy mowa o niedawnej historii Bieszczad w pierwszym skojarzeniu myślimy o Ukraińskiej Powstańczej Armii, istniejącej w tym regionie do 1947 r. W ten sposób umyka nam, że działała tam także polska partyzantka: najpierw w czasie wojny oddział AK OP-23, zaś w latach 1945-1946 zgrupowanie jednego z żołnierzy wyklętych – Antoniego Żubryda, pseudonim Zuch.

Postać Żubryda do dziś jest odbierana przez pryzmat powieści Jana Gerharda "Łuny w Bieszczadach" i nakręconego na jej podstawie filmu "Ogniomistrz Kaleń". Antoni Żubryd został w nich przedstawiony jako niemal półanalfabeta, tępy antysemita, przywykły do koszarowego stylu kapral, z którego zawiłości historii zrobiły nieoczekiwanie dowódcę oddziału. Czy też raczej, jak dodał Stanisław Myśliński w "Strzałach pod Cisną", "bojówek spod znaku trupich czaszek".

  • Z Armii Krajowej do Urzędu Bezpieczeństwa

Prawdziwy życiorys Antoniego Żubryda był znacznie bardziej skomplikowany. Urodził się 4 września 1918 r. w Sanoku. Po ukończeniu szkoły podoficerskiej w Śremie pozostał w wojsku. We wrześniu 1939 r. plutonowy Żubryd, jako zastępca dowódcy plutonu w swoim macierzystym 40. PP Dzieci Lwowskich, brał udział w obronie Warszawy. Jesienią 1939 r. uciekł z niemieckiej niewoli i wrócił do Sanoka. Schwytany przy próbie przejścia granicy niemiecko-sowieckiej w 1940 r., podjął współpracę z sowieckim wywiadem. W 1941 r. z tego powodu został aresztowany przez gestapo i skazany na karę śmierci. Ponoć uciekł prowadzony na egzekucję i związał się z AK.

Zapewne właśnie kontakty z sowieckim wywiadem przesądziły, iż po wkroczeniu Armii Czerwonej zgłosił się do służby w sanockim UB. Jak czytamy w materiałach UB: "Rozbieżności w ocenie przydatności Żubryda do pracy w aparacie Urzędu Bezpieczeństwa oraz braki w bliższym rozeznaniu jego przeszłości z okresu okupacji, stały się przyczyną większego zwrócenia uwagi na jego osobę i ściślejszą inwigilację jego poczynań".

W efekcie w czerwcu 1945 r. zapadła decyzja o zwolnieniu Żubryda z resortu. Nim jednak do tego doszło, ten 8 czerwca 1945 r. razem z niektórymi pracownikami urzędu uwolnił część aresztowanych i przeszedł do podziemia. Dość szybko Żubrydowi udało się podporządkować okoliczne poakowskie grupy partyzanckie i stworzyć ponad 100-osobowe zgrupowanie, które przybrało nazwę Samodzielny Batalion Operacyjny Narodowych Sił Zbrojnych. Jak przyznawali sami komuniści, w podległych sobie oddziałach "wprowadził rygor wojskowy i rządy twardej ręki, które zjednały mu wśród członków autorytet i uznanie".

  • Przeciw komunistom

15 czerwca ludzie Żubryda przeprowadzili jedną z pierwszych akcji zbrojnych, zabijając szefa PUBP w Sanoku ppor. Tadeusza Sieradzkiego, na schodach zajmowanej przez niego kwatery. Za tą akcją poszły inne. Oddział "Zucha" dokonał licznych zasadzek na grupy operacyjne UB, MO i WP, napadów na posterunki milicji, urzędy gminne. Przykładowo 1 listopada 1945 r. w zasadzkę partyzantów wpadła grupa operacyjna próbująca osaczyć oddział. W starciu zginęło trzech funkcjonariuszy UB i trzech żołnierzy WP. 4 kwietnia 1946 r. żubrydowcy odbili trzech członków swojego oddziału, przebywając
ych w areszcie na posterunku milicji w Haczowie. 30 kwietnia 1946 r. zabili oficera do spraw polityczno-wychowawczych 34. PP – kapitana Romana Premingera.

Jedna z najbardziej brawurowych akcji miała miejsce 18 maja 1946 r. Tego dnia ludzie Żubryda najpierw rozbroili posterunek MO w Mrzygłodzie. Następnie, zdobycznym samochodem wyruszyli w rajd do Sanoka. W czasie przejażdżki po mieście Żubryd m.in. zwymyślał koło restauracji Jubileuszowa oficera WP za noszenie na czapce orzełka bez korony. Dopiero koło Fabryki Wagonów doszło do strzelaniny z milicjantami. Już wyjeżdżając z miasta, partyzanci natknęli się na jadący z Zagórza samochód z wojskowymi, który ostrzelali. Zginął w nim ppłk Teodor Rajewski, sowiecki oficer odkomenderowany do 8. Dywizji Piechoty, gdzie pełnił funkcję szefa sztabu. Był to jeden z najwyższych stopniem oficerów zabitych przez antykomunistyczne podziemie.

To oczywiście tylko nieliczne z akcji, które przeprowadził oddział Żubryda. Zdaniem gen. SB Władysława Pożogi oddział "na swoim koncie zapisał 57 zabójstw, 29 postrzeleń, 40 rozbrojeń, 85 napadów rabunkowych i 55 zamachów".
Nie ulega wątpliwości, że działalność zgrupowania Żubryda cieszyła się dużą sympatią znacznej części okolicznej polskiej ludności, w tym wielu mieszkańców Sanoka. Szczególnie niechętna nowej władzy była inteligencja tego miasta oraz młodzież miejscowego liceum. Wiadomo, że uczniowie rozprowadzali ulotki z hasłem "Wstępujcie w szeregi NSZ. Hasłem naszym Bóg i Ojczyzna". Ciekawe, iż z polskim podziemiem sympatyzowało także wielu żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego z oddziałów stacjonujących w Bieszczadach. Niektórzy z oficerów spotykali się z podkomendnymi Żubryda w Sanoku niemal oficjalnie, na suto zaprawianych wspólnych kolacjach, przy okazji dostarczając partyzantom broń. 15 grudnia 1945 r. jeden z oficerów 34. PP ppor Popławski po pijanemu wszczął awanturę w sanockiej restauracji. Gdy interweniowała żandarmeria, zaczął krzyczeć pod adresem dowódcy patrolu: "Twoje życie jest krótkie. Żubryd wkrótce się z tobą załatwi" oraz "Ja jestem z AK i z komunistami damy sobie radę". W tej sytuacji, nic dziwnego, że w partyzantce rychło znaleźli się dezerterzy z WP.

  • Pętla się zaciska

Wszystko to wywoływało prawdziwą wściekłość aparatu władzy. W pościg za partyzantami nieustannie udawały się grupy operacyjne UB, KBW i WP. Przeszukiwano miejscowości podejrzewane o sympatyzowanie z podziemiem, aresztując niejednokrotnie przypadkowe osoby. Wiosną 1946 r. 34. Pułk Piechoty, jako przeżarty przez wpływy podziemia, skierowano wgłąb Bieszczad do wysiedlania ukraińskiej ludności, wcześniej zmieniając jego dowództwo. Pojawiały się nawet pomysły, by wysiedlić niektóre polskie wioski. W jednym z dokumentów czytamy:

Ponieważ stwierdzono, że m. Niebieszczany jest głównym schronieniem bandy Żubryda, gdzie ludność miejscowa udziela im całkowitego poparcia, będąc z nimi w ciągłym kontakcie, prosimy o pozwolenie wysiedlenia ludności m. Niebieszczany na zachód [skreślone – i spalenie zabudowań – przyp. G.M.]. Takie postępowanie z naszej strony byłoby przestrogą dla innych wsi.

Paradoks historii polega na tym, że w tym samym czasie spalenie Niebieszczan planował jeden z dowódców UPA, Stepan Stebelski "Chrin".

Na przełomie maja i czerwca 1946 r. trzech schwytanych partyzantów Żubryda skazano w błyskawicznym procesie na karę śmierci, po czym stracono w dwóch publicznych egzekucjach na stadionie miejskim w Sanoku. Na stadion spędzono m.in. licealną młodzież. Wyrok wywołał powszechne oburzenie. Wiele osób zwracało uwagę, że "dotychczas nie widzieli żadnego publicznego wyroku i egzekucji na Ukraińcach, którzy często napadają, palą i mordują".
Śmierć Rajewskiego i zbliżający się termin zaplanowanego na 30 czerwca 1946 r. referendum skłoniły władze do zintensyfikowania wysiłków. W czerwcu Informacji Wojskowej udało się wprowadzić do zgrupowania Żubryda dwie grupy agentów udających dezerterów z wojska. Dzięki temu 22 i 23 czerwca 1946 r. 32. Pułk Piechoty przeprowadził aresztowania wśród partyzantów i ich współpracowników w rejonie Poraża, Pobiedna, Tarnawy Górnej i Niebieszczan. W efekcie dwóch partyzantów zginęło, a 21 zostało aresztowanych. Pod zarzutem współpracy z Żubrydem uwięziono m.in. komendanta posterunku MO w Wielopolu. W następnych dniach aresztowania kontynuowano. O ich skali świadczy fakt, że było nimi zaskoczone nawet ukraińskie podziemie.
W sprawozdaniu OUN czytamy:

W miesiącu lipcu sanocki UBP aresztował wspólnie z MO około 300 Polaków i 40 Ukraińców. Aresztowania w sanockim powiecie doprowadziły do tego, że i polska ludność ze strachu przed UBP nie śpi po domach i ukrywa się. Aresztowanych częściowo puścili dobrowolnie, a częściowo za pieniądze.

Sam Żubryd pozostawał jednak nieuchwytny, ukrywając się razem z żoną i grupą najbliższych współpracowników. Znajomość terenu i ludzi zdawała się go chronić przed agenturą. Rozumieli to jednak także doskonale funkcjonariusze UB. Dlatego misję rozpracowania "Zucha" powierzono agentowi przysłanemu z Warszawy.
25 października 1946 r. w Krośnie nieznana osoba poprosiła o spotkanie z ppor. UB Rybczyńskim. W trakcie konspiracyjnego spotkania w restauracji okazało się, że ów nieznany mężczyzna jest członkiem bandy Żubryda znanym pod pseudonimem Warszawiak, a nazwiskiem Vaulin Jerzy. Vaulin […] oświadczył […], że w dniu wczorajszym, to jest 24 października 1946 r. o godzinie 19, zastrzelił Żubryda oraz jego żonę w lesie około dwóch kilometrów od wsi Malinówka w powiecie brzozowskim. […] PUBP Brzozów odnalazł trupy Żubryda i jego żony […] Vaulin Jerzy oświadczył, że jest agentem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i pracował w bandzie na podstawie porozumienia z Min. Bezp. Publ.
 Śmierć Żubryda oznaczała kres działalności oddziału, choć polowanie na jego poszczególnych członków trwało jeszcze później. Z akt IPN wynika, iż funkcjonariuszom UB udało się zabić 23 i aresztować 115 partyzantów Żubryda. Schwytano również 38 współpracowników oddziału.

  • Nadal wyklęty?

Postać Żubryda także dziś wywołuje emocje i budzi pewne zakłopotanie, czego świadectwem jest pomijanie historii jego zgrupowania na różnych bieszczadoznawczych konferencjach. Wśród pojawiających się oskarżeń pod jego adresem jest m.in. sformułowany jeszcze przez Gerharda, zarzut antysemityzmu. Najbardziej kontrowersyjną akcją oddziału było zabójstwo w czerwcu 1945 r. rodziny Propperów (ojca i córki). Choć nie możemy być całkowicie pewni, że zabicie Propperów było dziełem ludzi Żubryda, to niewątpliwie niechęć do Żydów i oskarżanie ich o współpracę z komunizmem było wśród nich silnie obecne. Zastępca Żubryda Mieczysław Kocyłowski w swoich wspomnieniach stwierdził, iż oddział prowadził walkę z "Sowietami ukrywającymi się pod polskimi mundurami i naszą rodzimą żydokomunistyczną, stalinowską bandą" (M. Kocyłowski "Byłem zastępcą Żubryda…", Sanok 1999). Tyle że podobne poglądy były obecne w wielu oddziałach partyzanckich działających w różnych regionach Polski. I pomimo to ich dzieje nie są pomijane milczeniem, lecz poddawane spokojnej analizie. Być może niechęć do Żubryda u wielu osób wywołuje jego praca w sanockim UB.
Zdaniem niektórych nawet jego ucieczka do podziemia była ubecką prowokacją. Jednak Żubryd nie był jedynym żołnierzem wyklętym, który przeszedł podobną drogę. Wystarczy tu przywołać działającego na Podhalu Józefa Kurasia "Ognia", przez krótki czas szefa UB w Nowym Targu, którego akcje partyzanckie budzą podobne kontrowersje. Pomimo to jego postać jest uznawana za symbol prowadzonej przez mieszkańców Podhala walki o wolność. Podobnie oddział Żubryda był najaktywniejszym polskim zgrupowaniem antykomunistycznej partyzantki w Bieszczadach i w Beskidzie Niskim. Z kolei poparcie mu udzielane przez miejscową ludność dobitnie pokazuje, po czyjej stronie stały wówczas sympatie bieszczadzkich Polaków.

Więcej na temat mjr. Antoniego Żubryda ps. "Zuch" czytaj:

Strona główna>
Wsparcie>

RODACY – BOHATEROM 2013

Paczka świąteczna dla polskiego kombatanta na Kresach – Boże Narodzenie 2013

W imieniu organizatorów zapraszam do kolejnej edycji zadania RODACY-BOHATEROM, w ramach której organizowana jest ogólnopolska akcja zbierania darów do PACZKI ŚWIĄTECZNEJ DLA POLSKIEGO KOMBATANTA NA KRESACH – BOŻE NARODZENIE 2013. Rozpoczęcie akcji 15 października, zakończenie zbiórki 15 grudnia 2013 r. Głównym organizatorem zadania jest Stowarzyszenie ODRA-NIEMEN.

Jednocześnie informuję, że organizatorzy otrzymali z MCiA zgodę na rozszerzenie zbiórki na inne niż tylko kombatanckie środowiska. Wsparcie paczkami w pierwszej kolejności uzyskają nasi Kresowi weterani AK, ale też polskie rodziny wielodzietne, osoby samotne, rodziny i osoby wskazane przez Związki Polaków na Ukrainie, Litwie i Białorusi a także Mołdawii. Oprócz tego akcja RODACY-BOHATEROM  zebrane fundusze finansowe może przeznaczać na:

  • organizacje transportów paczek na Kresy,
  • wsparcie finansowe kombatantów w zakresie pomocy medycznej i sanatoryjnej,
  • ochronę miejsc pamięci na Kresach i w Polsce, zwłaszcza dotyczące upamiętniania Polskiego Państwa Podziemnego i Żołnierzy II Konspiracji.

Zapraszamy darczyńców do współpracy a chętnych do organizacji zbiórek na swoim terenie i w swoich środowiskach.
Kontakt:

Szczegóły projektu RODACY-BOHATEROM 2013 na stronie:

Konto akcji:
NORDEA BANK SA
32 1440 1387 0000 0000 1244 4184

KONIECZNIE Z DOPISKIEM RODACY-BOHATEROM

Bardzo prosimy o rozpowszechnianie informacji o akcji i z góry dziękujemy za współprace i pomoc.
 

Ilona Gosiewska
Stowarzyszenie ODRA – NIEMEN
tel.+48 607440176
www.odraniemen.org



Zainteresowanych historią walki polskich partyzantów na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej, m.in.:

50. rocznica śmierci sierż. "Lalka"

50. rocznica śmierci sierż. Józefa Franczaka "Lalka" – ostatniego żołnierza niepodległej Polski

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Józef Franczak "Lalek" (1918-1963)

50 lat temu, 21 października 1963 roku, w obławie funkcjonariuszy SB (Służba Bezpieczeństwa) i ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej) we wsi Majdan Kozic Górnych na Lubelszczyźnie zginął Józef Franczak "Lalek", ostatni żołnierz niepodległej II Rzeczypospolitej. Jego siostry, dopiero 20 lat później mogły złożyć ciało [pozbawione przez komunistów głowy] w rodzinnym grobowcu.

Siostra Józefa Franczaka – Celina Mazur i jego syn Marek Franczak przy grobowcu "Lalka" na cmentarzu w Piaskach (fot. Mariusz Kamiński, 2008).

Przez lata utrzymywała się wersja, że "Lalka" zadenuncjował sąsiad – Wacław Beć, u którego ukrywał się feralnego dnia. Tak myślała rodzina i okoliczna ludność. To oskarżenie powielił i utrwalił na wiele lat Henryk Pająk, m.in. w książce "Uskok kontra UB". Tymczasem obciążony został niewinny człowiek!
Jak wynika z akt znajdujących się w IPN SB wydał bezpiece TW "Michał" – Stanisław Mazur – stryjeczny brat Danuty Mazur (narzeczonej "Lalka" i matki jego syna). Pozostawał poza podejrzeniami właśnie dzięki opinii mieszkańców podlubelskich miejscowości, dla których zdrajcą był Wacław Beć. Nie zmienił tego fakt, że 12 czerwca 1964 r. Sąd Wojewódzki w Lublinie skazał Becia na 5 lat więzienia za współpracę z "Lalkiem".
Z bezpieką Stanisław Mazur współpracował jeszcze długo po śmierci "Lalka". Trwała ona od przełomu 1962/63 r. do 11 maja 1967 r. TW "Michał" przekazywał m.in. informacje o nastrojach ludności wsi, w których wcześniej ukrywał się Franczak i rozpracowywał jego najbliższych współpracowników. To prawdopodobnie na podstawie donosów Mazura aresztowano i osądzono Wacława Becia. Za kapowanie dostał w sumie 12.050 zł, z tego prawie połowę – ok. 5000 zł za ustalenie miejsca pobytu "Lalka"
w 1963 roku.

Odnowiony nagrobek sierż. Józefa Franczaka ps. "Lalek" na cmentarzu w Piaskach.

1963…
to był niesamowity rok. W Dallas ginie John F. Kennedy. Walentina
Tiereszkowa macha ludzkości z orbity okołoziemskiej. Na osłodę
imperialistom – The Beatles nagrywają singiel "She Loves You". A w
Polsce…? Na całego trwa nasza mała stabilizacja. Rewelacyjny Zbigniew
Pietrzykowski
po raz czwarty zostaje mistrzem Europy w boksie, a Roman
Zambrowski wylatuje z KC, co jest wyraźnym sygnałem, że okres błędów i
wypaczeń jest już za nami. Prawdziwe rewelacje jednak czekają rodaków na
odcinku kultury. Przy salwach spontanicznego śmiechu odbywa się w
Warszawie premiera "Jak być kochaną" Wojciecha Hasa, Bohdan Łazuka
bierze udział w zdjęciach do filmu "Beata", zaś rewelacyjny Zbigniew
Maklakiewicz występuje w aż czterech filmach.


No
i jeszcze jedno. W małej wsi koło Piask w województwie lubelskim ginie
podczas obławy 45-letni Józef Franczak, poszukiwany listem gończym były
AK-owiec. Ten ostatni polski partyzant z bronią w ręku przeciwstawiał
się komunistycznemu zniewoleniu dokładnie 24 lata.


Z archiwum IPN – "Ostatni" – film prezentuje sylwetkę ostatniego ukrywającego się z bronią w ręku partyzanta niepodległościowego podziemia na Lubelszczyźnie, Józefa Franczaka ps. „Lalek", mechanizm osaczania go przez aparat resortu bezpieki, a w końcu dramatyczne okoliczności jego śmierci w walce z obławą MO i SB w dniu 21 października 1963 r. Unikalne relacje osób najbliżej związanych z partyzantem oraz nieznane dotąd materiały archiwalne IPN, pokazujące obraz niezłomnego bohaterstwa i kulisy zdrady [kliknij, aby obejrzeć>].

Sierż. Józef Franczak "Laluś", "Lalek" był ostatnim partyzantem polskiego podziemia
niepodległościowego. Jego życiorys jest typowy dla wielu z pokolenia
Kolumbów. Urodził się w 1918 roku w małej podlubelskiej wiosce Majdan
Kozic Górnych
. Nie mając środków na dalsze kształcenie zgłosił się do
Szkoły Podoficerskiej Żandarmerii w Grudziądzu, a następnie służył w
Równem na Wołyniu. We wrześniu 1939 roku walczył z Sowietami, udało mu
się zbiec z niewoli i powrócić w rodzinne strony. W czasie okupacji
niemieckiej był żołnierzem ZWZ i AK, dowodził drużyną, a następnie
plutonem. Prowadził też zajęcia w konspiracyjnej szkole podoficerskiej.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej znalazł się w szeregach organizowanego
przez komunistów "ludowego" WP. Stacjonował w Kąkolewnicy, gdzie Sąd
Polowy II Armii WP skazywał na kary śmierci byłych żołnierzy
AK. Prawdopodobnie w pierwszych miesiącach 1945 roku zdezerterował.
Początkowo ukrywał się w okolicach Łodzi, a następnie na Pomorzu.


"Laluś" jako żołnierz żandarmerii Wojska Polskiego. Zdjęcie z czerwca 1939 r.

Rozpoznany,
powrócił w rodzinne strony, ale tutaj już w czerwcu 1946 roku wpadł w
obławę grupy operacyjnej wojewódzkiego UB w Lublinie. Podczas transportu
uciekł wraz z dziewięcioma innymi aresztantami, zabijając m.in. trzech
funkcjonariuszy bezpieki. Na krótko dołączył do jednego z pododdziałów
zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory". Na początku 1947 roku zgłosił się do oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka".
Po akcji ujawnieniowej z wiosny 1947 roku został dowódcą jednego z
pododdziałów. Wraz ze swoimi partyzantami (było ich zazwyczaj od
czterech do sześciu) patrolował podległy mu teren na pograniczu powiatów
lubelskiego i krasnostawskiego; zbierali informacje dotyczące
aresztowań i operacji przeprowadzanych przez aparat represji, a także na
temat osób współpracujących z UB oraz najbardziej gorliwych
funkcjonariuszy UB i MO. Z powodu małej liczebności patroli działalność
zbrojna w owym czasie była znacznie ograniczona. Sprowadzała się do
zasadzek na małe patrole milicyjne, akcji ekspropriacyjnych oraz
wykonywania kar chłosty lub śmierci na konfidentach i aktywistach
komunistycznych. Patrole musiały ciągle uchodzić przed ścigającymi je
grupami operacyjnymi UB–KBW. Po stratach w zasadzce z maja 1948 roku
jego pododdział przestał istnieć. Z pięciu partyzantów poległo dwóch, a
dwóch zostało rannych (z których jeden zmarł). Bez szwanku wyszedł
jedynie "Laluś". W kolejną zasadzkę wpadł sam w Wigilię 1948 roku. W
czasie walki ranił jednego z milicjantów, sam też został ranny w brzuch.
Od tego czasu nie posiadał już zorganizowanego pododdziału zbrojnego,
ale utrzymywał łączność z kontynuującymi walkę zbrojną. Jego towarzysze
ginęli w walce lub wpadali w ręce UB w wyniku kombinacji operacyjnych.
Jemu nadal udawało się umykać przed tropiącymi go funkcjonariuszami UB,
niejednokrotnie dopisywało mu niesamowite szczęście.


1947
rok. Od lewej: Stanisław Kuchciewicz "Wiktor",
kpt. Zdzisław Broński "Uskok", Józef Franczak "Lalek", Walenty
Waśkowicz "Strzała".

"Lalek"
nie budował świetnie zamaskowanych bunkrów, aby przebywać w nich przez
wiele miesięcy. Był w ciągłym ruchu, często zmieniając kwatery. Jak
szacowali funkcjonariusze UB/SB, jego siatka współpracowników liczyła
około dwustu osób, co jest liczbą imponującą, tym bardziej że za
udzielanie pomocy tak "niebezpiecznemu bandycie" groził kilkuletni wyrok
więzienia. Franczak poważnie zastanawiał się nad skorzystaniem z
uchwalonej 27 kwietnia 1956 roku amnestii i powrotem do normalnego
życia. W rozmowie z jednym ze swoich współpracowników miał powiedzieć,
że gdyby miał gwarancję, że otrzymałby wyrok mniejszy niż 15 lat
więzienia, to zdecydowałby się na ujawnienie. Jednak po konsultacjach z
jednym z lubelskich adwokatów zrezygnował, bo ten miał mu wyjaśnić, że
za popełnione przez niego przestępstwa groziła mu kara dożywotniego
więzienia.

W rozmowach ze swoimi współpracownikami mówił, że w
najbliższym czasie w Polsce musi dojść do zmiany ustroju, a on zrobi
wszystko, aby do tego dotrwać. Pragnienie powrotu do normalnego życia
powodował związek z Danutą Mazur z Wygnanowic, z którego 11 stycznia
1958 roku urodził się syn Marek. Oboje podejmowali próby sformalizowania
swojego związku. Kończyły się one niepowodzeniem, gdyż księża,
obawiając się prowokacji SB, odmawiali udzielenia ślubu. Funkcjonariusze
UB/SB używali przeróżnych sposobów, aby go wytropić. Pozyskiwano
konfidentów, którzy z jednej strony mieli penetrować jego rodzinę i
środowisko pomocników, z drugiej próbowali ustalić jego kryjówkę. W
domach członków najbliższej rodziny "Lalusia" oraz jego najbliższych
współpracowników instalowano aparaturę podsłuchową; w zabudowaniach
sąsiadujących organizowane były tzw. zakryte punkty obserwacyjne, w
których dwóch – trzech funkcjonariuszy spędzało po kilka tygodni w
oczekiwaniu na pojawienie się "Lalusia". Bezskutecznie.

Na
początku 1963 roku funkcjonariuszom Wydziału III SB KW MO w Lublinie
udało się wyselekcjonować człowieka, który mógł przyczynić się do ujęcia
lub likwidacji "Lalusia". Był to Stanisław Mazur – bratanek ojca Danuty
Mazur, mieszkający wtedy w Lublinie. Na podstawie "materiałów
kompromitujących" oficerom  SB udało się go zwerbować jako tajnego
współpracownika; nadano mu ps. "Michał". Przez kolejne miesiące
dojeżdżał do Wygnanowic, spotykał się ze swoimi krewnymi, a jednocześnie
współpracownikami "Lalusia". Jako bliski krewny darzony był przez nich
zaufaniem. W sierpniu 1963 roku udało mu się spotkać z "Lalusiem". Przez
następne trzy miesiące SB przy pomocy TW "Michała" coraz bardziej
osaczała "Lalusia". 20 października 1963 roku agent wyposażony w
aparaturę podsłuchową spotkał się z Józefem Franczakiem. W okolicy oczekiwała
grupa likwidacyjna złożona z dziesięciu oficerów operacyjnych SB i 60
funkcjonariuszy ZOMO.
Akcja zakończyła się fiaskiem z powodu awarii
środków łączności posiadanych przez agenta, trudnych warunków terenowych
oraz wyznaczenia spotkania na wieczór. Następnego dnia rano TW "Michał"
przekazał swojemu oficerowi prowadzącemu, że poprzedniego dnia udało mu
się ustalić markę i numer rejestracyjny motocykla, którym "Laluś"
został przywieziony na spotkanie.

21 października 1963 roku
zorganizowano grupę operacyjną składającą się z dwóch oficerów SB i 35
funkcjonariuszy ZOMO, którą dowieziono w okolice wsi Majdan Kozic Górnych.
O godz. 15.45 zabudowania Wacława Becia – właściciela motocykla –
zostały okrążone. "Laluś" zauważywszy zbliżającą się obławę, próbował –
udając gospodarza – przejść przez linię obstawy. Gdy został wezwany do
zatrzymania się, wydobył pistolet, oddał kilka strzałów i zaczął
uciekać. Przebiegł ok. 300 metrów, po czym został śmiertelnie ranny i po
kilku minutach zmarł. W prosektorium Zakładu Medycyny Sądowej w
Lublinie przeprowadzono sekcję zwłok i pozbawiono je głowy, a następnie
złożono w bezimiennym grobie na cmentarzu komunalnym przy ul. Unickiej w Lublinie.
Dzięki pomocy pracownika cmentarza rodzinie udało się ustalić miejsce
pochówku. Dopiero w 1983 roku siostry "Lalusia" przeniosły prochy do
rodzinnego grobowca, na cmentarzu parafialnym w Piaskach.

21
października 1963 rok. Pośmiertne zdjęcie Józefa Franczaka, wykonane
przez SB po zastrzeleniu "Lalka" w Majdanie Kozic Górnych.


Wykonane przez SB pośmiertne zdjęcie Józefa Franczaka ps. "Lalek". Jak widać, ciało jeszcze w całości…

11
maja 2007 r. z inicjatywy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Obszaru
Wschodniego w Lublinie oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
odsłonięto w Piaskach pomnik Ostatniego Partyzanta RP – sierż. Józefa Franczaka ps. "Lalek".


Odsłonięty 11 maja 2007 r. w Piaskach pomnik w hołdzie ostatniemu żołnierzowi Rzeczypospolitej Polskiej, sierż. Józefowi Franczakowi ps. "Lalek".

21 października 2008 roku. Marek Franczak, syn „Lalusia”, przy pomniku ojca na cmentarzu w Piaskach.

17 marca 2008 r. Prezydent
Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński nadał Krzyż Komandorski z
Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, pośmiertnie, ostatniemu żołnierzowi
wyklętemu Józefowi Franczakowi ps. "Lalek"
.
Józef Franczak
odznaczony został za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej
Polskiej w 90. rocznicę swoich urodzin. Odznaczenie odebrał syn Marek
Franczak.

GLORIA VICTIS !!!

Więcej na temat życia i walki sierż. Józefa Franczaka "Lalka" czytaj:

Strona główna>

Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (7)

Wraz z ukazaniem się kolejnego numeru periodyku "Zeszyty Historyczne WiN-u" nr 37, rok XXII, czerwiec 2013,
zapraszam do lektury fragmentu jednego z opublikowanych tam artykułów, którego autorami są historycy krakowskiego oddziału IPN, Marek Kurzeja i Dawid Golik,
pt. Mikołaj Kostkin – historia gajowego z Gorców.

Marek Kurzeja, Dawid Golik
Mikołaj Kostkin – historia gajowego z Gorców

Mikołaj Kostkin trafił w Gorce jak wielu innych rosyjskich jeńców, wziętych do niewoli przez armię austro-węgierską podczas I wojny światowej. Przywieziony następnie do położonej w powiecie nowotarskim Łopusznej, został skierowany do pracy w tamtejszym dworze.

Gajowy Mikołaj Kostkin

Urodził się 17 XII 1886 r. w maleńkiej wiosce Aleszkino (leżącej ok. 200 km na północny wschód od Moskwy) w dawnym okręgu Aleksandrow1, w obecnym obwodzie jarosławskim. Stosunkowo wcześnie założył rodzinę i w otoczeniu żony oraz trzech córek wiódł spokojny żywot krawca, dopóki nie został zmobilizowany, podobnie jak prawie 60 milionów innych mieszkańców Europy, i wysłany na front Wielkiej Wojny. Nie wiemy, gdzie dokładnie dostał się w ręce wojsk austriackich. Niewola ocaliła go jednak przed dalszym koszmarem okopów, a praca w majątku Lgockich pomogła przetrwać ten trudny okres.

Na wieść o rewolucji bolszewickiej Kostkin zdecydował o pozostaniu w Polsce, zwłaszcza że poznał tu kobietę, z którą pragnął spędzić resztę życia. Nazywała się Anna Fąfara2 i podobnie jak Kostkin, znalazła zatrudnienie w dworze Lgockich. Młodzi po zakończeniu wojny wyprowadzili się z zabudowań folwarcznych i zamieszkali w wynajętym w Łopusznej mieszkaniu. Zawód krawca pozwolił nowej rodzinie Mikołaja na w miarę dostatnie życie. Ponieważ Kostkin był już żonaty (w Rosji pozostała jego pierwsza rodzina), a nie zamierzał zmieniać prawosławnej wiary, nie mógł zalegalizować nowego związku, z którego wkrótce urodziły się trzy córki: Jadwiga, Agnieszka i Stefania3. […]

Na wieść o wybuchu II wojny światowej Kostkin postanowił opuścić gajówkę i przenieść całą rodzinę do wsi. Dopiero perswazje Lgockiego, który obawiał się pozostawienia budynku bez opieki, przekonały go do zmiany decyzji. Stefan Lgocki jako oficer WP i poseł na Sejm II RP, od początku wojny był poszukiwany przez Gestapo. W obawie przed aresztowaniem zmuszony został do opuszczenia majątku i ukrywania się. Jego nagły wyjazd spowodował trudną sytuację rodziny gajowego, gdyż dwór przestał się tym samym wywiązywać z płatności, podczas gdy Kostkin nadal czuł się w obowiązku wypełniać warunki zawartej z nim umowy. Pod nieobecność Lgockiego gajówka, z racji swojego położenia oraz zaufania, jakim darzony był jej gospodarz, stała się jednym z punktów kontaktowych tworzącej się w Gorcach konspiracji.

Budynek "Gajówki Mikołaja" wiosną 1935 r. (ze zbiorów J. Kietlińskiej).

Do pierwszych spotkań z członkami organizacji niepodległościowych doszło już w 1941 lub w 1942 r. Jedno z kolejnych miało miejsce jesienią 1943 r. Do gajówki dotarł wówczas zwiadowca nieznanego Annie Fąfarze oddziału, który poczęstowany jedzeniem odwdzięczył się gospodyni, ofiarowując jej lekarski termometr. Jeszcze tego samego dnia wieczorem odwiedził gajówkę ponownie, niestety sprowadzając tym razem ze sobą kilkunastoosobową grupę, która wzięła do plecaków całą znalezioną w domu żywność i odzież – w przeddzień nadchodzącej zimy. Partyzanci zabrali również jedną z dwóch krów, pozostawiając jako zapłatę stuzłotowy banknot. Jak się okazało, była to grupa aprowizacyjna żołnierzy AK z oddziału partyzanckiego „Wilk”, dowodzonego w tym okresie przez por. Krystyna Więckowskiego „Zawiszę”4. W równie trudnej sytuacji postawiła rodzinę Kostkina w okresie kolejnej zimy (1944/1945) grupa nieznanych cywilów, którzy przybyli od strony Łopusznej w towarzystwie granatowego policjanta (podobno pochodzącego z Gronkowa) i ponownie dokonali grabieży gajówki z zapasów żywności i ciepłych ubrań. […]

Pomimo że osada gajowego była zaszyta głęboko w Gorcach, rzeczywistość okupacyjna coraz częściej dawała tam o sobie znać. Jesienią 1944 r. Agnieszka, córka Mikołaja, pasąc krowę na polanie Skole Chowańcowe5, położonej na północ od gajówki, była świadkiem niezwykłego zdarzenia. W pewnym momencie ujrzała mężczyznę idącego pospiesznie z dołu, leśną drogą wzdłuż potoku Łopuszna. Z wrażenia zacisnęła rękę na scyzoryku, którym się bawiła. Mężczyzna ten był bowiem całkowicie nagi. Kiedy dostrzegł młodą kobietę, przyspieszył tylko kroku i po chwili zniknął w lesie. Czy był to może człowiek zbiegły z egzekucji, rozebrany przed jej wykonaniem? Do dnia dzisiejszego sprawa ta pozostaje niewyjaśniona. Z kolei podczas Wigilii Świąt Bożego Narodzenia w 1944 r. w gajówce gościł sztab oddziału Kurasia oraz przedstawiciele Powiatowej Delegatury Rządu w Nowym Targu: Władysław Skibiński i Ludwik Kohutek. Jak wspominał kpr. Kazimierz Falski „Leon”:

W wigilię Bożego Narodzenia część oddziału udała się na czele z dowódcą, do leśniczówki p. Mikołaja za Zarębkami wsi Łopuszna, gdzie była przygotowana kolacja wigilijna z opłatkiem i smacznymi daniami świątecznymi. Kolędowaliśmy przy ładnie ustrojonej choince6.

Niemcy dotarli w pobliże gajówki zaledwie kilka razy i to dopiero pod sam koniec wojny. Najbardziej pamiętną była ich ekspedycja, skierowana przeciwko pobliskiej bazie partyzanckiej zlokalizowanej w wąwozie potoku Spalonego, zwanego także Spaleńcem. Od drugiej połowy 1944 do końca stycznia 1945 r. funkcjonował tam obóz oddziału LSB por. Józefa Kurasia „Ognia”. Przybyli pod gajówkę Niemcy zabrali Rosjanina z domu, aby wskazał im wąwóz wyżej wymienionego potoku. Warto w tym miejscu zacytować dłuższy fragment ze wspomnień jednego z partyzantów „Ognia”, dotyczący tego wydarzenia i ukazujący rolę, jaką w całej sprawie odegrał gajowy Kostkin:

Czekaliśmy gotowi do obrony, choć wiedzieliśmy, że będziemy otoczeni i trudno będzie podołać sile wroga przewyższającego nas dwudziestokrotnie. Niemcy uzbrojeni byli po zęby […]. W Łopusznej zabierają przewodnika, podanego już gajowego Kostkina. Pod lasem pokazują mu mapę i szkic, na którym narysowane są trzy potoki idące w niewielkich odległościach od siebie u podnóża Turbacza. […] Niemcy nie wiedzieli, że teren nie ma już trzech ujść potoków tylko dwa. Pomiędzy potokiem pierwszym od Łopusznej idącym z gór Ostrowskich, gdzie szła inna kolumna Niemców z tzw. „Z pod Głodkowej”, a drugim potokiem „Spaleńcem” Kostkin miał szkółkę leśną ciągle niszczoną mu przez wylewy tych potoków. […] Kostkin chcąc zapobiec zalewaniu szkółki zmienia koryto potoku „Spaleniec” w najwęższym miejscu i kieruje wodę do potoku pierwszego. Tamto koryto osuszone zarosło
zielskiem i jeżyną tak, że trudno było rozpoznać czy tu kiedyś płynął potok. Kostkin ciągle napominany i pilnowany, aby prowadził Niemców drugim potokiem, powziął szaloną myśl.
[…] Prowadzi więc Niemców do drugiego potoku, ale nie był to potok „Spaleniec” tylko potok tzw. „Głęboki” i był to trzeci potok, a nie drugi. Pomimo, że odległość pomiędzy pierwszym potokiem, a drugim była dużo mniejsza aniżeli odległość pomiędzy drugim a trzecim, Niemcy nie wpadli na to. Kostkin w myślach pożegnał się z życiem (jak sam opowiadał), ale trudno. Prowadzi Niemców dalej, aż na polanę „Długa Młaka”, gdzie wszystkie oddziały Niemców w jakiś czas tam się zeszły. […] Niemcy klęli na czym świat stoi, że na nic ich wywiad. Z całą pewnością ustalono, że „Ognia” i partyzantów jego w „Spaleńcu” nie ma. Kostkin wrócił cały do domu7.

Nie ulega wątpliwości, że to właśnie gajowy Kostkin uratował partyzantów i ich obóz przed zagładą. […]

Gajówka zaludniła się nagle w ostatnich dniach stycznia 1945 r. W obawie przed nadchodzącym frontem schroniło się w niej i doczekało wkroczenia Armii Czerwonej kilkudziesięciu mieszkańców Łopusznej, a między nimi dziedziczka z dworu – Zofia Kietlińska z córką Janiną8. W mieszkaniu Kostkina zjawili się wówczas także sowieccy żołnierze frontowi, którzy z pomocą gajowego chcieli się skontaktować z miejscowymi partyzantami. Nie chcąc dekonspirować obozu „Ognia”, Kostkin zorganizował im spotkanie na osiedlu Zarębek Średni. Tam też ustalono, że grupa „ogniowców” przeprowadzi około stuosobowy desant sowiecki górskimi szlakami na os. Kowaniec, skąd ci ostatni zaatakować mieli Niemców broniących się w Nowym Targu9. Zamysł ten zrealizowano w nocy z 28 na 29 I 1945 r., co w znacznej mierze ułatwiło Armii Czerwonej zajęcie tego miasta.

Spotkanie po latach. Od lewej siedzą: ppłk Piotr Pierminow, Anna Fąfara. Druga od lewej stoi Stefania Chowaniec (córka gajowego). Lata 60. XX w. (ze zbiorów A. Głowy i S. Chowaniec).

Koniec niemieckiej okupacji w styczniu 1945 r. nie oznaczał kresu działań zbrojnych w tym regionie. Gorce stały się wkrótce bazą oddziału, a potem dużego zgrupowania partyzantki antykomunistycznej, dowodzonego przez Józefa Kurasia „Ognia”, który już 11 IV 1945 r. wrócił „do lasu” na czele swoich żołnierzy. Skierowane przeciw niemu siły aparatu bezpieczeństwa próbowały wszelkimi sposobami opanować sytuację. Kostkin w dalszym ciągu pomagał partyzantom i darzony był przez nich dużym zaufaniem. Już wiosną 1945 r. informował ukrywających się członków podziemia o aktywności miejscowych komunistów. Utrzymywał w tym czasie m.in. kontakt z kpt. Julianem Zapałą „Lampartem”, w czasie okupacji dowódcą IV batalionu 1. pułku strzelców podhalańskich AK. Dzięki wywiadowi gajowego „Lampart” mógł sporządzić jeden z raportów dla swoich zwierzchników, w którym informował o tworzeniu się struktur PPR w Kluszkowcach, Krośnicy i Grywałdzie, a jako głównych aktywistów wymieniał Leśniaka i Lacha z Kluszkowiec. Donosił także o mającej tworzyć się w rejonie Maniów grupie zbrojnej dowodzonej przez niejakiego płk. Juliana Bielewicza, oficera sowieckiego w służbie Urzędu Bezpieczeństwa10.

Równolegle ze współpracą z będącą w likwidacji AK, Mikołaj utrzymywał kontakt z „ogniowcami”. Kiedy na przełomie 1945 i 1946 r. obóz „Ognia” mieścił się nad wsią Ostrowsko, w masywie Turbacza, żołnierze podziemia korzystali również z „Gajówki Mikołaja”. 3 I 1946 r. kwaterował w niej cały, liczący wówczas tylko kilka osób oddział z samym Józefem Kurasiem, którego w tym momencie tropiły obławy UB11. Tam też doprowadzono tego dnia, podejrzewanego przez „Ognia” o zdradę i współpracę z „bezpieką”, mieszkańca Łopusznej – Jakuba Kuchtę o przezwisku „Dorka”. […]




Ekspozycja historyczno-przyrodnicza prezentowana w Gajówce Mikołaja.

Oprócz korzystania z konfidentów, inną metodą walki z partyzantami było tworzenie oddziałów prowokacyjnych złożonych z funkcjonariuszy UB. Ówczesny komendant PUBP w Limanowej mjr Stanisław Wałach otrzymał polecenie wytropienia „Ognia” właśnie na czele kilkunastoosobowej grupy przebranej za partyzantów. 31 VII 1946 r. dowodzony przez niego oddział został zaskoczony przez „ogniowców” w rejonie masywu Turbacza i rozbity. Jak wspominał sam Wałach: W czym kto był – boso, bez marynarki – każdy gnał na oślep […]12. W trakcie starcia udało się uwolnić prowadzonego przez UB w charakterze przewodnika, pochwyconego wcześniej partyzanta Jerzego Kozłowskiego „Lecha”, zabrano także porzuconą przez uciekających ubeków radiostację, mapy i inne dokumenty operacyjne13. Ponieważ część z nich była napisana po rosyjsku, Kuraś posłał po znanego mu Rosjanina – Mikołaja Kostkina, aby ten przetłumaczył na język polski zdobyte teksty meldunków14. Gajowy podjął się tego zadania, mimo iż za pomoc partyzantom groziła mu – w najlepszym wypadku – kara więzienia. […]

Strona główna>


PRZYPISY:

1.  Data i miejsce urodzenia zostały ustalone na podstawie niemieckiej karty rozpoznawczej (Kennkarte) z okresu II wojny światowej, która znajduje się w zbiorach córki M. Kostkina – Stefanii Chowaniec.
2. Anna Fąfara (1894–1981), urodzona w Zbydniowie k. Bochni. Podczas I wojny światowej, po stracie rodzinnego domu, który spłonął w pożarze, przybyła do Łopusznej w poszukiwaniu pracy.
3. Podobnie jak Kostkin postąpił jego współtowarzysz z niewoli, który osiadł w Szaflarach. Inni pracujący wraz z nimi rosyjscy jeńcy po zakończeniu wojny wrócili do swojego kraju.
4. Relacja Józefa Węglarza „Małego” z 2004 r. (ze zbiorów M. Kurzei). Węglarz z ubolewaniem potwierdzał w rozmowie całe wydarzenie i osobisty w nim udział, jako członka tzw. grupy aprowizacyjnej mającej kosztem mieszkańców gajówki zaopatrzyć oddział „Zawiszy” na okres zimy.
5. Polana Skole Chowańcowe, znana jest obecnie bardziej pod nazwą „Żubrowisko”, która nadana jej została przez miejscową ludność w latach 50. XX w., w związku z założeniem tam ośrodka hodowli żubrów Gorczańskiego Rezerwatu Żubra.
6. L. Falski, „Kim był »Ogień«”, mps, b.m.d., s. 5 (ze zbiorów O. Łapsy).
7. W. Kuraś, „Wspomnienia o mojej wsi Waksmund oraz własne od czasów zamierzchłych aż
do dnia dzisiejszego”, mps, b.m.d., s. 340–341; Zgodnie ze stanem obecnym, pierwszy z wymienionych potoków, będących prawobrzeżnymi dopływami potoku Łopuszna, nosi nazwę Maciudowy. Drugi to potok Spalony, zwany także Spaleńcem (w jego wąwozie znajdował się obóz partyzancki), według relacji – skierowany przez Kostkina do potoku Maciudowego. Trzeci to Wawrzków Potok (błędnie nazwany Głębokim – gdyż w rzeczywistości nazwę tę nosi pobliski potok, ale będący dopływem lewobrzeżnym potoku Łopuszna), i to jest właśnie ten potok, którego wąwozem poprowadził Niemców Kostkin.
8. J. Kietlińska, „Wspomnienia”, mps, Kraków 2007–2008, s. 9 (kopia w zbiorach M. Kurzei).
9. Relacja Jana Srala „Potrzaska” z 14 III 1996 r. (ze zbiorów K. Strauchmanna); W. Kuraś, op. cit., s. 343.
10. A. Fitowa, Inspektorat AK Nowy Sącz w okresie schyłku powojennej konspiracji (10 maja – 24 lipca 1945 r.), „Rocznik Sądecki”, t. 29: 2001, s. 174.
11. IPN Kr 06/1, Stara sprawa obiektowa na bandę „Ognia”, t. 25, Odpis notatnika „Ognia”. W swoim notatniku „Ogień” zapisał pod datą 3 I 1946 r.: Godzina 18, alarm – marsz Leśniczówka. Zapis dotyczy gajówki Kostkina, zwanej często – lecz niewłaściwie – leśniczówką.
12. S. Wałach, Był w Polsce czas…, Kraków 1971, s. 185–191.
13. M. Korkuć, Zostańcie wierni tylko Polsce… Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944–1947), Kraków 2002, s. 486–488; S. Wałach, op. cit., s. 461; Według źródeł UB funkcjonariusze porzucili w miejscu ucieczki: aparat nadawczo-odbiorczy, automat PPSza, karabin dziesięciostrzałowy + 1 kbk, pistolet kal. 7,65, kilka peleryn (7 sztuk), plecaki z żywnością (5), granaty, mundur i jedną parę butów.
14. Relacja Czesława Stolarczyka „Guca” z 29 III 2008 r. (ze zbiorów D. Golika i O. Łapsy).

60. rocznica śmierci kpt. "Huzara"

60. rocznica zamordowania kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar".

60 lat temu, 11 października 1953 r., w białostockim więzieniu komunistyczni bandyci zamordowali ostatniego dowódcę 6. Brygady
Wileńskiej AK, legendarnego kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara".

Kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar" w wyniku prowokacji przygotowanej przez MBP – związanej ze sprawą tzw. V Komendy WiN – został zwabiony podstępnie do Warszawy i tam 27 X 1952 r. aresztowany.
W
końcu marca 1953 r. w dwóch pokazowych procesach w Łapach i Ciechanowcu
kpt. Kazimierz Kamieński „Huzar” i jego pięciu żołnierzy skazano na
karę śmierci. Rada Państwa odmówiła skorzystania z prawa łaski.
Starannie wyreżyserowany proces stał się narzędziem najbardziej
brutalnej komunistycznej propagandy – żołnierzy Armii Krajowej oskarżano
w nim o współpracę z Niemcami, działanie z niskich pobudek, itp. Te
propagandowe kłamstwa powtarzali później, niemal do czasów nam
współczesnych, sprzedajni historycy, literaci i publicyści.  Oprócz kpt.
"Huzara", w dniach 22 IX i 11 X 1953 r., zamordowano również pięciu
jego żołnierzy. Byli to:

  • Mieczysław Grodzki  "Żubryd",
  • Wacław Zalewski "Zbyszek",
  • Kazimierz Parzonko "Zygmunt",
  • Kazimierz Radziszewski "Marynarz",
  • Józef Mościcki "Pantera".

Miejsce ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane…

GLORIA VICTIS !


Od lewej: ppor. Witold Buczak "Ponury", kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar", N.N.

Patrol oddziału "Huzara". Od lewej: Mieczysław Grodzki "Żubryd", Eugeniusz Tymiński "Ryś", Tadeusz Kryński "Rokita", Stanisław Gontarczuk "Rekin". Zdjęcie z 1950 r.

Podlasie,
prawdopodobnie 1950, żołnierze z oddziału kpt. Kazimierza Kamieńskiego
"Huzara", stoją od lewej: sierż. Lucjan Niemyjski "Krakus", 22 sierpnia
1952 otoczony przez GO UB-KBW popełnił samobójstwo, Józef Brzozowski
"Zbir", "Hanka", zginął latem 1952 w walce z KBW; Wacław Zalewski "Zbyszek", zamordowany 11 X 1953 r. w więzieniu w Białymstoku,
ppor. Witold Buczak "Ponury", zginął w walce z KBW 28 maja 1952 r.,  NN
"Jurek", Eugeniusz Welfel "Orzełek", zginął w walce z KBW 30 IX 1950 r.


Podlasie 1951 r., kadra oddziału "Huzara". Stoją od lewej: Kazimierz Jakubiak "Tygrys" († 10 V 1952), Eugeniusz Tymiński "Ryś" († 30 V 1951), Wacław Zalewski "Zbyszek" († 11 X 1953), Józef Mościcki "Pantera" († 22 IX 1953), siedzą od lewej: Kazimierz Parzonko "Zygmunt" († 22 IX 1953), Adam Ratyniec "Lampart" († 11 V 1952).

Żołnierze kpt. "Huzara". Chwila odpoczynku przy muzyce, od lewej: Kazimierz Parzonko „Zygmunt” († 22 IX 1953), Kazimierz Radziszewski „Marynarz” († 22 IX 1953) i NN.

Pierwszy z lewej: agent MBP wprowadzony w początkowej fazie rozgrywki z "Huzarem" – Janusz Terlikowski, były akowiec z Obwodu AK Bielsk Podlaski, a w 1952 r. TW "Rytel", "Ryglewski".

Marian Strużyński vel Reniak.
Zdrajca i agent UB wprowadzony do oddziału kpt. "Huzara", sprawca
aresztowań i śmierci wielu wybitnych żołnierzy Niepodległościowego
Podziemia, m.in. w 1949 r. oddziału "Wiarusy", skupiającego byłych żołnierzy mjr. Józefa Kurasia "Ognia", działający na Podhalu.



Kpt. Kazimierz Kamieński „Gryf", „Huzar",
ur. 8 I 1919 r. we wsi Markowo Wólka gm. Piekuty pow. Wysokie
Mazowieckie, w rodzinie pochodzenia drobnoszlacheckiego (jego ojciec
posiadał duże gospodarstwo i jednocześnie pełnił funkcję wójta tej
wioski). Ukończył Gimnazjum Handlowe w Wysokiem Mazowieckiem. Następnie
jako prymus ukończył 10-miesięczną szkołę podchorążych rezerwy
kawalerii, po czym skierowany został do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w
Grudziądzu. Szkolenie zakończył uzyskując stopień kaprala podchorążego
rez. kawalerii. Otrzymał przydział do 9 psk (Dywizjon Osowiec). W
szeregach tej jednostki wziął udział w wojnie obronnej 1939 r.,
przechodząc jej cały szlak bojowy. Brał udział m.in. w walkach na
pograniczu z Prusami Wschodnimi, oraz w dalszych działaniach odwrotowych
– aż po Lubelszczyznę. Po dołączeniu do Grupy Operacyjnej "Polesie"
uczestniczył w ostatnich bitwach Września w rejonie Kocka jako konny
łącznik pomiędzy dowódcą 9 psk i dowódcą GO "Polesie" (podczas tej
służby zabito pod nim cztery konie, on sam odniósł tylko lekkie
kontuzje). Dostał się do niewoli niemieckiej, z której od razu zbiegł,
jeszcze w październiku 1939 r., i powrócił w rodzinne strony, na teren
okupacji sowieckiej. W konspiracji pracował od pierwszych tygodni 1940
r., początkowo w lokalnej organizacji Podlaski Batalion Śmierci (tzw.
Legion Podlaski). Zaprzysiężony w ZWZ-AK od maja 1940 r. Ścigany przez
NKWD, w 1940 r. znajdując się w sytuacji przymusowej miał ponoć zabić
dwóch funkcjonariuszy usiłujących go aresztować. W okresie okupacji
niemieckiej pełnił pod pseudonimem "Gryf" różne funkcje dowódcze w
Komendzie Obwodu ZWZ-AK Wysokie Mazowieckie (m.in. dowódcy plutonu
terenowego, szefa uzbrojenia i adiutanta KO). Wiosną 1944 r. dołączył do
lotnego oddziału Kedywu Obwodu Wysokie Mazowieckie dowodzonego wówczas
przez ppor. Romana Ostrowskiego "Wichra". Uczestniczył w akcjach
zbrojnych, m.in. w czerwcu 1943 r. w walce pod Lizą, w akcji pod
Szepietowem w maju 1944 r., w czerwcu 1944 r. w akcji na bagnie Podosie
(likwidacja bandy komunistyczno – rabunkowej) i w akcji "Burza" w lipcu
1944 r. Po lipcu 1944 r. szef samoobrony Obwodu AK-AKO-WiN Obwodu
Wysokie Mazowieckie.

Działalność "po wyzwoleniu" rozpoczął późną
jesienią 1944 r. z przydzielonym przez Komendanta Obwodu czteroosobowym
patrolem. Po kilku miesiącach miał już spory oddział partyzancki w sile
plutonu (podlegały mu też 4 rejonowe grupy dyspozycyjne i partyzanckie).
Wykonał kilkadziesiąt akcji przeciw UBP, KBW, NKWD i ich agenturze.
Awansowany do stopnia podporucznika (2 XI 1943 r.), porucznika (1 VI
1945 r.), w WiN przedstawiony do awansu na kapitana (30 IV 1946 r.). Za
męstwo i zasługi został odznaczony Krzyżem Walecznych. W okresie
amnestii lutowej 1947 r. dowodzony przez niego oddział został
rozformowany, zaś większość żołnierzy ujawniła się. Sam nadal ukrywał
się, wkrótce wokół niego skupiła się grupa byłych żołnierzy AK – WiN
ściganych przez UBP i zagrożonych aresztowaniem, co pozwoliło na
odbudowę oddziału partyzanckiego. W maju 1947 r. podporządkował się
por./kpt. "Młotowi", zaś dowodzona przez niego grupa weszła na zasadach
autonomicznych w skład 6 Brygady Wileńskiej AK. Po śmierci "Młota" w
czerwcu 1949 r. objął komendę nad pozostającymi w polu patrolami 6.
Brygady Wileńskiej AK.

O poparciu jakim cieszył się wśród mieszkańców
Podlasia świadczy fakt, że utrzymał się w polu niemal do końca 1952 r. W
wyniku prowokacji przygotowanej przez MBP – związanej ze sprawą tzw. V Komendy WiN
– został zwabiony podstępnie do Warszawy i tam 27 X 1952 r.
aresztowany. 26 III 1953 r. skazany na karę śmierci przez WSR w
Warszawie w procesie pokazowym na sesji wyjazdowej w Łapach i 11 X 1953
stracony w więzieniu w Białymstoku (miejsce pochówku nieznane).

11
listopada 2007 r. Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie kpt.
Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia
Polski "Polonia Restituta".

18 listopada 2007 roku, z inicjatywy Fundacji "Pamiętamy", w centrum miasta Wysokie Mazowieckie odbyła się uroczystość odsłonięcia pomnika
upamiętniającego kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" i jego żołnierzy
z oddziałów partyzanckich Obwodu AK-AKO-WiN Wysokie Mazowieckie oraz 6.
Brygady Wileńskiej AK poległych w latach 1944 – 1953.

Pomnik Fundacji "Pamiętamy" w Wysokiem Mazowieckiem upamiętniający kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" i jego żołnierzy.

Zainteresowanych
historią walki kpt. "Huzara" i jego żołnierzy  zapraszam również do
pobrania i lektury publikacji  wydanej przez Fundację "Pamiętamy" – Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, KAZIMIERZ KAMIEŃSKI „HUZAR” – ostatni podlaski komendant 6 Brygady Wileńskiej AK i jego żołnierze 1939-1952 [kliknij w okładkę]>

Czytaj również:

Strona główna>