OSTATNI LEŚNI – Mazowsze i Podlasie w ogniu 1948-1953 – część 2

Ppor. Lucjan Minkiewicz …

Ppor. Lucjan Minkiewicz otrzymał również pozwolenie wysłania do MBP pisma zawierającego warunki na jakich dowództwo partyzantki wileńskiej gotowe było zaprzestać dalszej działalności bojowej.
„Do Ministra Bezpieczeństwa Publicznego. Na propozycję Pana z dn. /fragment nieczytelny – od aut./ 1946 r. odpowiadam, że jestem skłonny ujawnić oddziały Brygad Wileńskich o ile Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zagwarantuje:
* Zwolnienie wszystkich uwięzionych żołnierzy Brygad Wileńskich
* Zabezpieczy zaopatrzenie rodzin po poległych żołnierzach Brygad Wileńskich na równi z rodzinami po poległych żołnierzach WP
* Uznanie stopni i odznaczeń
* Bezwzględne bezpieczeństwo dowódcom i żołnierzom i współpracownikom Brygad Wileńskich
* Zabezpieczenie dostatecznych warunków pracy żołnierzy Brygad Wileńskich
* Uznanie ciężko rannych na prawach inwalidów wojennych

Na propozycje te nie otrzymano żadnej odpowiedzi.
Decydując się na dalsze prowadzenie działalności niepodległościowej dowódca 6 Brygady Wileńskiej kpt. „Młot” starał się maksymalnie poszerzyć rejon działania swojego oddziału, przejmując nieujawnione struktury WiN m.in. na prawy brzegu Bugu. W ten sposób w skład brygady weszli:
* por. Ludwik Małczuk „Brzask” – jako dowódca rezerw w Obwodzie Sokołów Podlaski (wraz z patrolami dywersyjnymi dowodzonymi przez Kazimierza Wyrozębskiego „Sokolika”)
* plut. Eugeniusz Korzeniewski „Ryg” – jako dowódca rezerw w Obwodzie Bielsk Podlaski
* ppor. Czesław Skup „Szpieg” – jako dowódca rezerw w powiecie Siedlce
* ppor. Janusz Kotowski „Mściciel” jako dowódca rezerw w pow. Węgrów i Mińsk Mazowiecki
* „resztki” oddziału partyzanckiego WiN por./kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” z Obwodu Wysokie Mazowieckie.

Zmianie uległa również obsada stanowisk dowódczych w zasadniczych pododdziałach brygady. Po śmierci st. sierż. „Żwirki” – 17 lutego 1947 r. w Kiełpińcu, dowództwo 3 szwadronu przejął sierż./ppor. Antoni Borowik „Lech”, patrolu żandarmerii natomiast ppor. Antoni Wodyński „Odyniec”.
W 1948 r. w skład 2 szwadronu 6 Brygady Wileńskiej wchodzili: ppor. Walerian Nowacki „Bartosz”, dowódcy drużyn: 1 – st. sierż. Witold Goldzisz „Radio” (przeszedł do 3 szwadronu), 2 – sierż. Mieczysław Magadzia „Wilan”, sierż. Józef Adamowicz „Szpak”, plutonowi: NN „Mściciel”, Rejtan Mickiewicz „Wichura”, Józef Oksiuta „Pomidor”, NN Marian „Pogrom” vel „Maniuś”, kaprale: Adam Ratyniec „Lampart”, Kazimierz Ilczuk „Sęp”, Franciszek Biercewicz „Franek Wileńszczak”, Stanisław Boś „Skoczek” vel „Młody”, Stanisław Kobyliński „Migdał”, Marian Giereło „Puszkin” vel „Pszczółka”, Jan Czajka „Znicz”, Aleksander NN „Marynarz”, NN „Antoś”, NN „Akacja”, NN „Adam”, NN „Brzoza”, NN „Błyskawica”, NN „Michał”, NN „Wilja”, NN „Żubr”, st. strzelcy i strzelcy: Zygmunt Szmurło „Kogut”, NN „Jasio”, NN „Kazio”, NN „Jeleń”, NN „Badyl”.
W 3 szwadronie służyli: ppor. Antoni Borowik „Lech”, kpr. pchor. Stanisław Bogdaniuk „Ostoja”, kpr. pchor. Eugeniusz Daniluk „Dąbek”, sierż. Kazimierz Szuligowski „Tygrys”, plut. Stanisław NN „Wilk”, plut. Rajmund Drozd „Mikrus”, kpr. Jerzy Ostaszewski „Szarak”, kpr. Antoni Plewko vel Stanisław Karpiński „Węgorz” (zdrajca), strzelcy – Józef Klimiuk „Kuba”, NN „Orzełek”, NN „Śmiały”, od marca 1948 r. st. sierż. Witold Goldzisz „Radio” i Czesław Pilecki „Jaskółka”, a także NN „Fredek” z oddziału „Huzara”. W grupie „sztabowej” znajdowali się kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”, ppor. Witold Buczak „Wujo”, „Ponury” (z oddziału „Huzara”), ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, ppor. Antoni Wodyński „Odyniec”. Do 2 szwadronu dołączali okresowo por. Józef Ludwik Małczuk „Brzask” oraz plut. Kazimierz Wyrozębski „Sokolik” z kilkoma żołnierzami patroli sokołowskich.
W składzie tym 6 Brygada Wileńska dotrwała do, zorganizowanej wiosną 1948 r. przez dowództwo KBW i kierownictwo MBP, Operacji „Z”. W terenie pojawiły się liczne grupy operacyjne KBW z 1, 2 i 3 Brygady poszukujące śladów obecności partyzantów. Atmosferę grozy tamtych dni doskonale ilustrują zapiski z dziennika prowadzonego przez dowódcę 3 szwadronu ppor. „Lecha”:
Poniedziałek, 1.03.1948 r. Kolonia Dworaki – Staśki – alarm, wycofanie się oddziału /…/, Wtorek, 2.03.1948 r., Ryzdzie?- Wojtyły – dzień przeszedł bardzo spokojnie. Piątek, 5.03.1948 r. Kolonia Radziszewo – Sieniawa – z samego rana wojsko wlazło na naszą kwaterę, wartownik z rkm-u ostrzelał. Kolonia Spieszyn – alarm po rozejściu. Sobota, 6.03.1948 r. Kolonia Puchały – o godzinie 2:00 alarm, 2-ch wojskowych przyszło na sąsiednią kwaterę, postanowiliśmy ich rozbroić i czekaliśmy na kwaterze. Niedziela, 7.03.1948 r. Kolonia Siekluki – alarm wojsko przejechało tuz koło nas – nie zauważyli”.

Wzrastający nacisk sił resortu bezpieczeństwa już zimą 1948 r. potwierdzał również w swoich listach kpt. „Młot”:
„Kochany Antosiu /pisał do ppor. Antoniego Borowika „Lecha” 15 marca 1948 r./ Tak dawnośmy się nie widzieli, myślałem, że teraz się spotkamy, lecz jest to niemożliwością obecnie i prawdopodobnie nieprędko się spotkamy. W tych dniach znowu wyjeżdżam i nie wiem kiedy tu wrócę, prawdopodobnie po świętach. […] Bug obecnie obsadzili, prawdopodobnie po twoich robotach koło Siemiatycz, że dla mnie po prostu jest niemożliwością go przekroczyć w tych miejscach gdzie mnie potrzeba, bardziej ze względu na różnych znajomych aniżeli na wojsko. Za Bugiem w rejonie Mężenina i Tokar jest bardzo źle, ludność sterroryzowana w okropny sposób, wszystkie nasze poruszenia przed rozstaniem się z Waldkiem [ppor. „Bartoszem”] są rozpoznane.
Tam, gdzie mieliśmy świętami się spotkać, spotkania nie będzie. Święta będziesz musiał sam urządzić i spędzić. Staraj się wybrać jakieś spokojne miejsce, kartek do Drohiczyna nie posyłaj, gdyż powsypujesz ludzi. Jak najwięcej z ludźmi załatwiaj sam i w największej tajemnicy. Posługiwanie się ludźmi prowadzi do wsyp, a ludzi do więzienia. Za Bugiem prawie wszyscy ludzie przez to posyłanie powsypywali się i obecnie nie ma prawie człowieka, którym by można było posłużyć się. Naszym zadaniem obecnie jest przechować się i pomóc innym przeczekać ten trudny okres, a nie dawanie powodów do maltretowania i aresztowania ludzi. Dlatego też, według rozkazu Komendy [Wileńskiej] nie można nam obecnie, ani też w razie rozpoczęcia się działań wojennych, prowadzenia jakichkolwiek akcji dywersyjnych. Nasza „robota” się rozpocznie, gdy działania wojenne będą na ukończeniu. W razie ogłoszenia mobilizacj
i nie możemy nawoływać do niestawienia się i wciąganie ich w swoje szeregi, lecz swoim ludziom można radzić, by jak tylko mogą przechowywali się własnymi możliwościami i do wojska nie stawiali się.

Obecnie jest największe natężenie obław i dlatego należy zachować się jak najspokojniej, by nie dawać im powodów do represji i nie dawać im śladu, gdyż to bardzo im na rękę”.
Po udanej akcji ekspropriacyjnej na wagon pocztowy k/ mostu we Fronołowie 24 kwietnia 1948 r. 3 szwadron ukrył się w lasach pomiędzy Siemiatyczami i Mielnikiem. Nacisk sił resortu bezpieczeństwa w terenie był jednak tak silny, że ppor. Antoni Borowik „Lech” 1 maja podjął decyzję o wycofaniu się na lewy brzeg Bugu – na teren powiatu Sokołów Podlaski. Decyzja ta okazała się niestety fatalna w skutkach. Obszar lewobrzeżnego Podlasia był bowiem jeszcze bardziej „nasycony” wojskiem niż część białostocka. Sytuacje tę tak wspominał jeden z partyzantów Rajmund Drozd „Mikrus”: „Teren powiatu Sokołów Podlaski zapchany wojskiem. W nocy zasadzki, w dzień penetracja wsi. Dochodząc do wsi Sabnie natknęliśmy się na zasadzkę. Krótka wymiana ognia szperaczy z KBW i odskok szwadronu w podmokły lasek przy torach kolejowych, gdzie przesiedzieliśmy do zmierzchu. Potem kierując się na Wrotnów, dotarliśmy na kolonię w lesie, gdzie posililiśmy się za jednym zamachem śniadaniem, obiadem i kolacją. Po opuszczeniu tej kolonii w odległości około kilometra natknęliśmy się po raz wtóry na okopującą się zasadzkę. Była wielka i chaotyczna strzelanina. Starcia z kolejnymi zasadzkami sprawiły, że ppor. „Lech” zdecydował się na podział 3 szwadronu na szereg kilkuosobowych patroli, które samodzielnie miały przebijać się w rejon miejscowości Stoczek, gdzie zarządzono najbliższą koncentrację. Sam Antoni Borowik podążył na nią w towarzystwie NN „Orzełka” oraz Kazimierza Szuligowskiego „Tygrysa”. W tym samym czasie właśnie ze Stoczka wyjechało jednak w teren kilka grup rajdowych KBW, które zorganizowały w okolicznych lasach sieć zasadzek. Na jedną z nich 7 maja 1948 r. natknął się patrol ppor. „Lecha”. On sam będąc okrążony zdecydował się na popełnienie samobójstwa – rozrywając się granatem. Rozbitków z 3 szwadronu starał się zorganizować na powrót zastępca ppor. Antoniego Borowika kpr. pchor. Stanisław Bogdaniuk „Ostoja”. Już 27 maja 1948 r. jego sześcioosobowa grupa została jednak wykryta przez oddziały KBW w rejonie miejscowości Hołowczyce i rozproszona (sam „Ostoja” według jednej z wersji – kilka dni potem popełnił samobójstwo na jednej z wysp na Bugu).
Szwadronowi ppor. Waleriana Nowackiego „Bartosza” udało się przetrwać pierwsze dwa pierwsze miesiące Operacji „Z” prawie bez strat. Ukrywał się on wówczas głównie na terenach nadbużańskich (w rejonie Mężenina). Do pierwszego z szeregu starć z grupami operacyjnymi KBW i UB doszło dopiero w drugiej połowie czerwca 1948 r. – przede wszystkim za sprawą zdrady jednego z partyzantów – Stanisława Kobylińskiego „Migdała”, który dobrowolnie zgłosił się do dowódcy KBW w Sarnakach – oferując pomoc w osaczeniu grupy wileńskiej. „Pokazałem majorowi miejsce postoju bandy na mapie – relacjonował on później w specjalnym raporcie – Major wysłał por[ucznika] ze mną i 35-ciu ludzi na miejsce kwaterunku bandy, a sam udał się z resztą wojska obstawić [las] od strony Rudy Instytutowej. Po dojściu na miejsce wskazałem porucznikowi gdzie to jest i porucznik poszedł ze mną na zwiady, a wojsko szło za nami. Dochodząc do miejsca kwaterunku bandy, zauważyliśmy jak jeden z bandy w koszuli i z pistoletem przy pasie brał wodę z rowu. Myśmy się cofnęli, czekając aż on odejdzie do bandy. Porucznik począł rozstawiać wojsko, 3/4 miejsca zostało obstawione, a [w] nie obstawione miejsce od strony północnej posłał porucznika i 6 żołnierzy w celu obstawy. /…/ Oficer z wojskiem wycofał się biegiem do porucznika d[owód]cy całości, a ten wraz ze mną i jednym żołnierzem udał się do Rudy Instytutowej – do majora. Odchodząc wydał rozkaz do oficera, ażeby uważać na bandę i starać się [jej] nie przepuścić. Major po przybyciu nas zarządził okrążenie i ruszyliśmy w stronę bandy. Po przybyciu na miejsce postoju bandy, bandy już nie było”
.

Pomimo wyrwania się z okrążenia 2 szwadronowi nie udało się już oderwać od ścigających go – coraz większych sił KBW. Do akcji przeciw niemu weszło w sumie 30 plutonów wojska (tj. 900 żołnierzy). Po kolejnej potyczce – 22 czerwca 1948 r. na terenie gminy Łosice kpt. „Młot” i ppor. „Bartosz” podjęli decyzję o tymczasowym podziale szwadronu na kilka patroli, które miały samodzielnie przedzierać się za Bug. Jednym z nich w składzie: „Mściciel”, „Pogrom” vel „”Marian” oraz NN dowodził osobiście ppor. Walerian Nowacki. Dnia 3 lipca 1948 r. został on zlokalizowany przez resort bezpieczeństwa dzięki donosowi Kazimierza K/…/ we wsi Krawce. „Dnia 3.7.1948 r. Sztab GO „A – A-1” otrzymał wiadomość od mieszkanki wsi Krawce, że w w/w miejscowości (kw. 70-80) kwateruje banda uzbrojona w pistolety w nieznanej ilości. Zorganizowano natychmiast akcję, polegającą na okrążeniu m. Krawce w czasie czego grupa została zauważona przez bandytów, którzy rzucili się do ucieczki, lecz dzięki należytemu okrążeniu żaden z nich nie wydostał się na zewnątrz. Po krótkotrwałej walce, którą przyjęli bandyci, wszyscy zostali zabici, którymi okazali się: „Bartosz”, „Mściciel”, „Marian” z bandy „Młota”. W czasie akcji zdobyto: 3 pistolety, 1 granat i torbę polową z dokumentami i fotografiami bandy, oraz ujęto 1-go bandytę o nieustalonym nazwisku i pseudonimie”.

Przydzielony w ostatnim czasie do 2 szwadronu ppor. Henryk Wieliczko „Lufa” również nie przetrwał operacji „Z”. Dnia 23 czerwca 1948 r. został aresztowany na dworcu w Siedlcach podczas powrotu z wizyty u śmiertelnie chorego ojca w Lublinie. UB nie miało problemu z jego identyfikacją. Dokładny opis jego wyglądu dostarczył resortowi zdrajca z oddziału ppor. „Bartosza”, Stanisław Kobyliński „Migdał”. Nie był to niestety jedyny przykład zdrady partyzantów 6 Brygady. Już na samym początku operacji do posterunku MO w Platerowie zgłosił się dobrowolnie kpr. Antoni Plewko vel Stanisław Karpiński „Węgorz”. W zamian za „cenę życia” dostarczył on resortowi bezpieczeństwa wielu cennych informacji o siatce terenowej 6 Brygady. W późniejszym okresie, już jako funkcjonariusz UB brał udział w działaniach operacyjnych przeciw żołnierzom 6 Brygady, m.in. 16 czerwca 1948 r. w zamordowaniu na kolonii Oleksin Marii Ryczkowskiej oraz plut. Eugeniusza Korzeniewskiego „Ryga”.

OSTATNI LEŚNI – Mazowsze i Podlasie w ogniu 1948-1953 – część 4

„Huzar”
resources/Huzar2.jpg
Kazimierz Kamieński „Gryf”, „Huzar” działalność niepodległościową rozpoczął już jesienią 1939 r. w ramach lokalnej organizacji konspiracyjnej Podlaski Batalion Śmierci. W strukturach AK pełnił początkowo funkcję dowódcy plutonu, referenta broni, a następnie adiutanta Komendanta Obwodu Wysokie Mazowieckie. Od końca 1943 r. brał udział w walkach partyzanckich przeciwko Niemcom, od jesieni 1944 r. natomiast, jako obwodowy szef samoobrony (dawny Kedyw), dowodził już własnym oddziałem leśnym, walczącym z polskim i sowieckim resortem bezpieczeństwa. Działalność tę prowadził nieprzerwanie w ramach AKO, WiN aż do akcji ujawnieniowej Okręgu Białostockiego w ramach amnestii 1947 r. W okresie tym wykonał kilkadziesiąt akcji: m.in. zlikwidował 12 czerwca 1945 r. zastępcę szefa PUBP w Wysokiem Mazowieckiem – Bałkasa oraz 25 listopada 1945 r. – Komendanta Powiatowego MO por. Kanię. Wiosną 1945 r. rozbroił posterunki MO w Łapach, Poświętnem, Czyżewie, Szulborzu oraz w maju 1945 r. w zasadzce pod Łapami rozbił grupę operacyjną UBP i MO. Jako jeden z kilku biorących udział w naradzie sztabu białostockiej organizacji WiN oficerów nie zdecydował się na ujawnienie. Zgodnie z przyjętymi uzgodnieniami rozwiązał jednak swój oddział, pozostając w polu jedynie z trzema żołnierzami: por. Witoldem Buczakiem „Wujem”, „Ponurym”, Franciszkiem Łapińskim „Szwedem” oraz Wacławem Zalewskim „Zbyszkiem”. W lecie 1947 r. nawiązał bliski kontakt z kpt. Władysławem Łukasiukiem „Młotem”, a następnie wszedł w skład dowodzonej przez niego 6 Brygady Wileńskiej (od 1948 r. pełnił funkcję zastępcy dowódcy). Stopniowo rozbudował swoją grupę do stanu kilkunastu żołnierzy, głównie w oparciu o ujawnionych członków organizacji, którzy z obawy przed aresztowaniem zmuszeni zostali do powrotu do pracy konspiracyjnej. Pod walkach grudniowych pod Łapami, stan oddziału spadł z powrotem do trzech partyzantów, jednak już 1948 r. liczył ponad 10 ludzi. W jego skład wchodzili wówczas: st. sierż. Lucjan Niemyjski „Krakus”, sierż. Eugeniusz Tymiński „Ryś”, sierż. Kazimierz Parzonko „Wichura”, „Zygmunt”, Jan Wyszyński „Jędruś”, Franciszek Danieluk „Gryf”, Stanisław Łapiński „Orzeł”, bracia Mieczysław i Zygmunt Szulborscy „Jurek” i „Wicher”, Stanisław Gontarczuk „Rekin”, Tadeusz Żochowski „Karol”, Jan Krasowski „Orzech”, bracia Ryszard, Czesław i Leopold Dybowscy „Markos”, „Rejtan” i „Rymsza”, oraz NN „Fredek”. Po śmierci kpt. „Młota” w czerwcu 1949 r. Kazimierz Kamieński przejął dowództwo nad pozostałymi jeszcze na wolności żołnierzami 6 Brygady Wileńskiej. Zorganizował ich, tworząc nowy oddział składający się początkowo z czterech, a następnie trzech patroli:
* sztabowego: w składzie: sierż. Adam Ratyniec „Lampart” resources/Lampart1.jpg, plut. Kazimierz Parzonko „Zygmunt” i plut. Eugeniusz Tymiński „Ryś”.
* patrolu sierż. Lucjana Niemyjskiego „Krakusa” w składzie: Mieczysław Grodzki „Żubryd”, Tadeusz Żochowski „Marek”, Józef Gontarczuk „Jurek” – „Korsarz”.
* patrolu ppor. Witolda Buczaka „Ponurego” w składzie: Wacław Zalewski „Zbyszek”, Stanisław Gontarczuk „Rekin”, Jan Brzozowski „Hanka” – „Zbir”, Witold Białowąs „Litwin”, Tadeusz Kryński „Rokita”.
Obejmowały one swoim zasięgiem bardzo rozległe obszary prawo i lewobrzeżnego Podlasia, dysponując stale, pomimo wieloletnich represji, wsparciem blisko kilkusetosobowej grupy sympatyków oraz członków terenowej siatki konspiracyjnej. Po likwidacji patroli „Brzaska”, „Arkadka” oraz „Huragana” główny nacisk sił bezpieczeństwa skierowany został przeciwko trzem pozostałym patrolom kpt. „Huzara”. Wykorzystując ciężkie warunki zimowe oddziały KBW starały się osaczyć partyzantów – dzięki informacjom od stale poszerzanej agentury. W grudniu 1950 r. do akcji w rejonie lasów Wyliny – Ruś weszły pododdziały 2 i 10 pułk KBW, wydzielone jednostki 1 Brygady KBW oraz 15 samodzielnego batalionu KBW – w sile 975 żołnierzy. Pomimo wykorzystania psów tropiących oraz przeczesania olbrzymiego obszaru – żadnych efektów – poza sterroryzowaniem ludności – nie osiągnięto. Miejscowa społeczność nadal udzielała oddziałom podziemia poparcia, informując w porę o nadciągających obławach. Jeden z członków siatki wspominał:
„po 1947 roku, pomaganie im [partyzantom] stało się bardzo niebezpieczne. Ludzie bali się. Oddziały też już nie były takie duże, ale grupki po pięciu, sześciu. […] „Huzar” był zawsze spokojny, flegmatyczny, powoli mówił, wyjaśniał. Był bardzo opanowany. A chłopcy – weseli, przyjemni i religijni, rano zawsze modlili się, mieli swoją pieśń. Wódki nie pili, a jeśli – to bardzo mało. Nasz dom był ostatni we wsi, pod lasem. […] Psy zupełnie inaczej szczekały na nich – delikatnie, piskliwie, przyjaźnie. Wtedy mówiliśmy: „partyzanci idą, bo psy tak szczekają”. […] A jak przyjeżdżało wojsko czy milicja, to psy ujadały, ze mało łańcuchów nie pozrywały. My wstawaliśmy rano, a oni kładli się w nasze łóżko, bo zwykle nad ranem przychodzili. Dzień przesiedzą, zjedzą obiad i kolację, na wieczór wychodzą. Zimą nocowali w domu, latem w stodole. Często opowiadali, jak walczyli z UB. […] U nas we wsi generalnie społeczeństwo było za partyzantami. Chłopi uważali ich za swych obrońców. […] Chłopcy zawsze mówili, że prędzej sobie w łeb strzelą, niż dadzą się wziąć żywcem, ale oczywiście nikt nie wierzył, że do tego dojdzie”.

Brak wymiernych efektów dotychczasowych operacji przeciwko „Huzarowi” skłoniły dowództwo KBW i MBP do zorganizowania nowej operacji o kryptonimie „Narew”, w skład której weszło 7 batalionów KBW. Tylko w ciągu listopada 1951 r. przeprowadziły one 6 wielkich, zmasowanych operacji przeciw oddziałowi „Huzara” oraz grupom „Głuszca” i „Wiarusa”. Ponadto 5 akcji „operacyjnych” i 13 akcji przeciw innym grupom, jak również 20 zasadzek, w tym 3 przeciw „Huzarowi”. Podczas operacji żołnierze KBW działali tak brutalnie i dopuścili się tak rażących – nawet jak na ówczesne warunki – nadużyć, że w wyniku skarg ludności sprawą zainteresowało się nawet Ministerstwo Sprawiedliwości (m.in. doszło wówczas do wymuszania biciem zeznań od dzieci).Zaangażowanie tak ogromnych sił przyniosło resortowi bezpieczeństwa pierwsze sukcesy. Dnia 28 maja 1951 r. w miejscowości Płonka – Strumianka zastrzelony został por. Józef Buczak „Ponury”. Jan Rzepecki, żołnierz, który go zabił, otrzymał za swój „wyczyn” zegarek marki Doxa, pozostali – Pankrus, Jędrzejewski, Monkowski i Fidejek – za „bohaterską” postawę różne przedmioty wartościowe. Dwa dni później (30 maja 1951 r.) w miejscowości Żochy Nowe okrążony został patrol sierż. Eugeniusza Tymińskiego „Rysia”. W trakcie rozwijania się plutonu /zauważono/- meldował dowodzący operacją kpt. Morozowski – ja
k ze skrajnego zabudowania (dom sołtysa) wyszła kobieta i na widok wojska szybko weszła do zabudowań. Po krótkiej chwili ze stodoły wybiegło 5-ciu bandytów (3-ch bandytów nie zdążyło włożyć butów) i z odległości 70 m bandyci otworzyli ogień z broni maszynowej w kierunku żołnierzy, dążąc do przerwania się w kierunku rzeki Tłoczewka i wsi Żoch Stare (5612). Na silny ogień RKM-ów plutonu z prawego skrzydła bandyci rozbili się na 2 grupy – jedna w sile 2 bandytów (uzbrojonych w LKM) skierowała się do lasu na południe (5513c), druga w sile 3-ch bandytów – w dalszym ciągu kontynuowała ucieczkę w kierunku rzeki Tłoczewka. Na skraju lasu (5513c) RKM-sta plutonu strz. Bienias zlikwidował RKM-stę bandy ps. „Ryś” (w stopniu plutonowego) osłaniającego ogniem 2-go bandytę, który zdołał zbiec do lasu i ukryć się w gęstwinie. Za 3-ma bandytami, którzy ostrzeliwując się uciekali w kierunku rzeki Tłoczewka – prawe skrzydło plutonu z inicjatywy d-cy plutonu kpr. Stanisz Józefa wszczęło natychmiastowy pościg, odcięło bandytom drogę ucieczki do Żochy Stare i zmusiło do ucieczki wyłącznie w kierunku błot, bandyta „Boberek” został zlikwidowany w rejonie zabudowań przez kpt. Morozowskiego i strz. Trzonkowskiego, bandyta „Rekin” ostrzelany przez kpt. Morozowskiego, st. strz. Uniejewskiego i strz. Borzeckiego został ranny, lecz zdołał wraz z rannym bandytą „Naspiukiem” (w stopniu st. sierżanta) zbiec za rzekę Tłoczewka i do lasu w kierunku folwarku Wyliny-Ruś (5413); w wyniku intensywnego pościgu ranny bandyta „Naspiuk”, który ostrzeliwał się – został zlikwidowany przez kpr. Kobus Zygmunta, st. strz. Szymańczyka i strz. Czechowski Zygmunta.

Patrol został całkowicie rozbity, w nierównej walce polegli plut. E. Tymiński „Ryś”, Tadeusz Porowski „Boberek”, K. Radziszewski „Marynarz” i Antoni Żochowski „Mars” („Naspiuk”). Przez pierścień okrążenia udało się przebić tylko rannemu sierż. S. Gontarczukowi „Rekinowi”. Nie był to jednak koniec pościgu i walki. Do akcji wkroczyła bowiem następna kompania KBW pod dowództwem por. Cygana, która wykorzystując psy, tropiła dalej uciekającego partyzanta. Zwiadowcy KBW zauważyli go w końcu w lesie pod folwarkiem Wyliny-Ruś. Doszło wówczas do kolejnego starcia, w efekcie którego zginął żołnierz KBW nazwiskiem Kruk. Sierż. „Rekin” zdołał ujść i tym razem, lecz wkrótce został ponownie osaczony w ogrodach pobliskiego majątku. W trakcie strzelaniny, jaka się wówczas wywiązała został śmiertelnie ranny.

OSTATNI LEŚNI – Mazowsze i Podlasie w ogniu 1948-1953 – część 5

Rok 1952 r. przyniósł pododdziałom kpt. "Huzara" kolejne straty. Dnia 22 sierpnia otoczony przez UB w Łapach-Witach popełnił samobójstwo "Krakus". Wydarzenia tak wspominała właścicielka gospodarstwa, w którym się ukrywał: "Już dniało, jak prowadzili mnie do domu. Dookoła zabudowań karabiny maszynowe ponastawiali. Podeszłam pod chlew i mówię: – Panie Lutku, proszę wyjść, bo wojsko wie, że pan u nas jest. Po chwili usłyszałam szelest słomy. Schodził na dół. Odsunęłam się więc na bok od drzwi. Nagle padł strzał. Podbiegłam do chlewa, otworzyłam drzwi. Na ziemi leżał "Krakus" – jeszcze drgał. Był ubrany w wojskowe spodnie i białą koszulę. Obok odrzuconej na bok ręki leżał pistolet. Strzelił sobie w usta. Nie chciał oddać się w ich ręce, bo wiedział, co go czeka. Opowiadał nam kiedyś, że już po ujawnieniu [w 1947 roku] był aresztowany i tak bity, ze w stawie go cucili. Potem uciekł z tego aresztu. Teraz wolał odebrać sobie życie niż pozwolić drugi raz się złapać. Miał może trzydzieści lat".
Dnia 10 maja 1952 r. na lewobrzeżnym Podlasiu otoczony został przez KBW trzyosobowy patrol Kazimierza Jakubiaka "Tygrysa". Była to jedna z niewielu operacji, w trakcie której żołnierze KBW (łącznie 112) wyraźnie starali się pojmać żywcem partyzantów. W efekcie tych działań zatrzymani zostali: Henryk Ostapski "Poleszuk" oraz Władysław Kapłon "Krakowiak". Ciężko ranny "Tygrys", nie widząc możliwości ucieczki, popełnił samobójstwo. Zatrzymani pod Chłopkowem "Krakowiak" oraz "Poleszuk" poddani na miejscu intensywnemu śledztwu dostarczyli resortowi bezpieczeństwa wielu cennych informacji na temat siatki terenowej oddziału st.sierż. Adama Ratyńca "Lamparta" na lewobrzeżnym Podlasiu. Już następnego dnia wskazali też resortowi bezpieczeństwa miejsce stacjonowania reszty grupy. Spowodowało to uruchomienie 11 maja 1952 r. obławy z udziałem 2 batalionu 8 pułku KBW, pododdziałów 1 batalionu 2 pułku KBW, 1 batalionu III Brygady KBW oraz kompanii 4 i 10 pułku KBW. Las Sokole, w którym obozowali partyzanci został całkowicie okrążony. Początkową fazę walki tak przedstawiał jeden z jej uczestników Witold Biasłowąs "Litwin":
"Jedenastego maja, gdy spałem w szałasie, zbudził mnie "Lampart", każąc się natychmiast ubierać, mówiąc że w lesie podobno jest wojsko. Natychmiast to miejsce, w którym mieliśmy szałasy, opuściliśmy kierując się bardziej w głąb lasu. Przeszliśmy […] około pół kilometra, przechodząc jakąś duktę, zbliżyliśmy się do jakiejś ścieżki, nagle "Sokół" odskoczył, ja również, ale nic nie zauważyłem i w tym czasie otrzymałem postrzał w łopatkę, poprzez ramię, "Sokół" padł na miejscu, nie wiem czy ranny, a reszta wszyscy my wróciliśmy z powrotem, biegiem tej ścieżki, niektórzy ostrzeliwując się. Od ramienia po którym kula poszła do łopatki, palce lewej ręki zaczęły mi momentalnie drętwieć. Zrozumieliśmy, że jesteśmy otoczeni. Wojsko następnie nas zaczęło zachodzić z różnych stron i w czasie strzelaniny "Ryś" został zabity otrzymując postrzał w głowę. Wojsko wzywało nas do poddania się. Gdy zaczęliśmy się cofać do lasu, wtedy zostałem ranny w miednicę i rękę. Od razu padłem, "Romek" to widząc zawrócił i zabrał ode mnie pepechę, i wszyscy trzej, to jest "Lampart", "Ryszard" i "Roman" zostawili mnie, nie robiąc nawet opatrunku dla mnie i straciłem ich z oczu".

Polegli: st.sierż. Adam Ratyniec "Lampart", por. Konstanty Maksymow "Ryszard", Andrzej Jakubiak "Ryś" oraz NN "Romek". W ręce UB wpadł ciężko ranny Witold Białowąs "Litwin". Z okrążenia udało się przebić jedynie Kazimierzowi Ilczukowi "Sępowi".
Równolegle do działań pacyfikacyjnych MBP podjęło jeszcze w 1951 r. przeciw kpt. Kazimierzowi Kamieńskiemu grę operacyjną, w ramach fikcyjnej – utworzonej przez resort V Komendy WiN. Jej najważniejszymi elementami było dotarcie do oddziału "Huzara", podporządkowanie go V Komendzie, "namierzenie" ludzi związanych z oddziałem i w efekcie likwidacja całej struktury konspiracyjnej. Do pierwszego kontaktu Jana Terlikowskiego – jednego z agentów UB grających rolę członka sztabu WiN -z kpt. Kazimierzem Kamieńskim doszło w październiku 1951 r. Kilka tygodni później otrzymał on z "centrali" nominacje na Komendanta Okręgu Białostockiego WiN kryptonim "Bursa" oraz rozkazy rozbudowy struktur terenowych i objęcia dowództwa nad działającymi jeszcze oddziałami NZW (w tym Kazimierza Krasowskiego "Głuszca"). Jednocześnie stale zwiększano nacisk grup operacyjnych w terenie, starając się w ten sposób nakłonić "Huzara" i jego ludzi do przyjęcia oferty przerzutu na zachód. Po likwidacji "Krakusa" i "Ponurego", w październiku 1952 r. Kazimierz Kamieński podjął wreszcie decyzję wyjazdu wraz ze swoimi ośmioma podkomendnymi do Warszawy, gdzie miał oczekiwać na dalszą drogę. Od tej chwili wszyscy partyzanci pozostawali już pod całkowitą kontrolą MBP. Aresztowano ich 29 października 1952 r. – ze względów propagandowych – tuż przed wyborami do Sejmu.
Bilans blisko 6 lat walk 6 Brygady Wileńskiej – to około: 250 akcji, w tym m.in. 50 walk i potyczek z siłami bezpieczeństwa, 35 różnego rodzaju zasadzek, 26 rozbitych posterunków MO i placówek UBP, 6 akcji na pociągi, 15 akcji na urzędy gminne, 55 akcji na spółdzielnie, 10 akcji "rozbrojeniowych", blisko 20 akcji "przeciwbandyckich", ponad 80 zlikwidowanych współpracowników "resortu bezpieczeństwa" i około 20 bandytów. Podczas walk z oddziałami 6 Brygady zginęło także około 70 funkcjonariuszy UBP i MO, kilkudziesięciu funkcjonariuszy NKWD, a także blisko 100 żołnierzy KBW. W toku sześciu lat walk, a także w "katowniach" UB zginęło i zostało zamordowanych około 120 partyzantów ze zgrupowania ppor. "Wiktora", kpt. "Młota", kpt. "Huzara".

MAZOWSZE – 16 Okręg NZW
W 1945 r. na terenie Północnego Mazowsza utworzony został na bazie struktur NOW, NSZ oraz lokalnych struktur poakowskich Okręg Warszawski NZW oznaczony kryptonimem "Mazowsze", "Orzeł". Składał się on z siedmiu komend powiatowych, które obejmowały swoim zasięgiem obszar powiatów: przasnyskiego, ciechanowskiego, ostrołęckiego, makowskiego oraz części łomżyńskiego i szczytnieńskiego. Do amnestii lutowej 1947 r. okręg skupiał w swoich szeregach kilka tysięcy konspiratorów, w następnych latach zaś prawdopodobnie nie więcej niż około tysiąca. Komendantem Okręgu przez pierwsze dwa lata pozostawał kpt. Zbigniew Kulesza "Młot II", później zaś – do czerwca 1948 r. por. Jan Kozłowski "Las", "Vis", w końcowym zaś okresie – do lata 1949 r. – chor. Witold Borucki "Babinicz", "Dąb". Okręgowi podlegały liczące w różnych latach, w sumie od 200 do 50 żołnierzy patrole Pogotowia Akcji Specjalnej dowodzone przez: Mieczysława Dziemiszkiewicza "Roja", Witolda Bo
ruckiego "Dęba", Henryka Skoniecznego "Romana", Henryka Pyska "Dęba II", Edwarda Dobrzyńskiego "Orzyca", Eugeniusza Lipińskiego "Mrówki", Władysława Grudzińskiego "Pilota", Stanisława Suchotniaka "Szarego" i Wacława Mówińskiego "Szczygła". Prowadziły one stałą walkę z komunistycznym reżimem, likwidując szczególnie szkodliwych dla miejscowego społeczeństwa funkcjonariuszy UB i MO oraz stanowiących podstawowe zagrożenie dla działalności niepodległościowej agentów "resortu". Pomimo decyzji o ujawnieniu się – w ramach amnestii 1947 r. – pierwszego Komendanta Okręgu kpt. Z. Kuleszy, większość jego podkomendnych nie zdecydowała się na podobny krok, podejmując decyzję o pozostaniu w konspiracji. Jako spójna struktura Okręg "Orzeł" przetrwał do czerwca 1948 r. Dnia 25 tego miesiąca UB udało się zlokalizować bunkry grupy sztabowej Okręgu Warszawskiego NZW kryptonim "Mazowsze" dowodzonej przez por. Józefa Kozłowskiego "Lasa". W akcji przeciwko 15 osobowemu oddziałowi osłonowemu wzięło udział ponad 50 plutonów 1 i 2 Brygady KBW – tj. około 1500 żołnierzy. W trakcie trwającej kilka godzin walce polegli: "Tur", "Bohun", "Das"? i "Wiatr". W ręce resortu bezpieczeństwa wpadli: Komendant Okręgu: por. J. Kozłowski "Las", jego zastępca st.sierż. Piotr Macuk "Sęp", szef sztabu sierż. Bolesław Szyszko "Klon" oraz szef pionu propagandy ppor. Czesław Kania "Witold", sekretarz KO Henryk Tkaczyk "Sęk", stanowiący osłonę KO "Buber", "Ster", "Sokół", "Lew" oraz żony "Lasa" i "Klona". W odkrytych bunkrach poza całym archiwum okręgu, władze bezpieczeństwa skonfiskowały ponad 100 jednostek broni oraz duże zapasy amunicji.
Po rozbiciu przez KBW i UB komendy, dalszą działalność w ramach Okręgu o kryptonimie "Tęcza" starał się kontynuować W. Borucki "Babinicz". Rok później (19 sierpnia 1949 r.) poległ on w walce z grupą operacyjną KBW, UB pod wsią Amelino w powiecie Maków Mazowiecki. Dnia 2 marca 1949 r. w rejonie miejscowości Gostkowo w powiecie przasnyskim osaczony został przez KBW oddział Edwarda Dobrzyńskiego "Orzyca". W wyniku trwającej blisko cztery godziny walki, liczącej blisko 1000 żołnierzy grupie operacyjnej udało się w całości zlikwidować ośmioosobowy patrol NZW. O zaciętości i determinacji broniących się partyzantów świadczy fakt i czterech spośród nich wolało śmierć w płomieniach niż poddanie się resortowi bezpieczeństwa.

Sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój". Młodszy brat Romana – por. "Adama", "Pogody".Żołnierz PAS Okręgu Północne Mazowsze NZW. Uczestnik rozbicia aresztu PUBP w Krasnosielcu. Od 1947 d-ca oddziału PAS w Okr. Północne Mazowsze. Po rozbiciu Sztabu K-dy Okr. [w czasie boju 25 czerwca 1948 pod m. Kadzidło] "Rój" podjął próbę odbudowania struktur NZW na szczeblu K-dy Okr. Podporządkował sobie kilka patroli PAS liczących w sumie ok. 40 żołnierzy. Patrole te – częściowo rozbite przez obławy KBW – prowadziły aktywną działalność bojową – głównie akcje likwidacyjne.Sierż. "Rój" zginął w walce z 264-osobową grupą operacyjną KBW 13 kwietnia 1951 w okolicach wsi Szyszki.
Ostatnie, ocalałe struktury NZW z powiatów: Ciechanów, Pułtusk, Maków Mazowiecki, Przasnysz skupił pod swoim dowództwem Mieczysław Dziemiszkiewicz "Rój". Jeszcze w 1948 – 1949 r. podlegało mu kilka samodzielnych patroli bojowych dowodzonych m.in. przez: Ildefonsa Żbikowskiego "Tygrysa", Władysława Grudzińskiego "Pilota", czy Stanisława Kakowskiego "Kazimierczaka", liczących w sumie około 40 partyzantów. Pierwsze straty poniosły one już w ramach operacji "P" w 1948 r. Dnia 12 lipca w walce z UB polegli NN "Orzeł" i NN "Lew", w sierpniu oraz listopadzie tego roku doszło do kolejnych walk. W ich wyniku, otoczeni przez wojsko zginęli śmiercią samobójczą: NN "Kmicic" oraz Józef Maruszewski "Sęp". Determinacja w walce z komunistycznym reżimem, jaka towarzyszyła członkom patroli "Roja" widoczna była także i w następnych potyczkach. Dnia 25 lutego 1950 r., na skutek donosu, otoczony został przez UB i KBW patrol "Tygrysa". W nierównej walce zginęli: Ildefons Żbikowski "Tygrys", Józef Niski "Brzoza", Henryk Niedziałkowski "Huragan" oraz Władysław Bukowski "Zapora". Cztery miesiące dłużej przetrwał w terenie kolejny pododdział podległy "Rojowi" dowodzony przez Władysława Grudzińskiego "Pilota". Otoczony 23 czerwca 1950 r. przez obławę w miejscowości Popowo Borowe w powiecie pułtuskim poległ on wraz z trzema swoimi podkomendnymi: Czesławem Wilskim "Brzozą", Hieronimem Żbikowskim "Gwiazdą" oraz Kazimierzem Chrzanowskim "Wilkiem" (w akcji tej, obok 500 żołnierzy wyposażonych w 25 samochodów i 9 psów tropiących użyto także kilku samolotów). Samego "Roja" UB udało się zlokalizować i osaczyć dopiero 14 kwietnia 1951 r. na kolonii Szyszki w powiecie przasnyskim.
W trakcie akcji, w której wzięło udział 266 żołnierzy dwuosobowy patrol M. Dziemiszkiewicza został całkowicie "wystrzelany". Najdłużej w terenie utrzymał się trzyosobowy pododdział Stanisława Kakowskiego "Kazimierczaka". Został rozbity już po śmierci "Roja" 14 października 1951 r. we wsi Kadzielnia w powiecie przasnyskim. "W wyniku przeprowadzonych działań operacyjnych w dniu 14.10.51 r. 3-ci pluton 1-ej kompanii Specjalnego Baonu por. Ciukszo zlikwidował /…/ 3-ch bandytów, t.j. dowódcę bandy ps. "Kaźmierczuk, syna "Kaźmierczuka" ps. Henryk i "Bohuna". Dowódca bandy "Kaźmierczuk" raniony przez żołnierza podpalił stodołę, a następnie popełnił samobójstwo".

Żołnierze PAS powiatu Kolno NZW, Okręg Mazowsze – prawdopodobnie 1950. Od lewej:Marian Borys "Czarny", od kwietnia 1952 dowódca oddziału PAS NZW, zginął w walce w 1954; Hieronim Rogiński "Róg", Komendant Powiatu Kolno NZW, jednocześnie d-ca 15-osobowego oddziału PAS, zginął w walce 17 kwietnia 1952;Stanisław Śledzik "Huragan".

Nie był to jednak koniec walki. Blisko rok dłużej przetrwał patrol Komendanta Powiatu NZW Kolno Hieronima Rogińskiego "Roga" (został zlikwidowany przez UB i KBW 17 kwietnia 1952 r.). Ocaleli z obławy członkowie jego grupy w dalszym ciągu prowadzili działalność w kilkuosobowych zespołach. Dnia 11 listopada 1953 r. w miejscowości Dudy Puszczańskie resortowi bezpieczeństwa udało się osaczyć patrol Stanisława Grajko "Mazura", ponad półtora roku później (15 sierpnia 1955 r.) zniszczyć zaś ostatnią już grupę zbrojną wywodzącą się z 16 Okręgu NZW (poległ wówczas Jan Rogiński).

Żołnierze PAS powiatu Kolno NZW, Okręg Mazowsze – prawdopodobnie 1950.
Stoją od lewej:Stanisław Waszkiewicz "Piskorz", szef PAS Powiatu, ciężko ranny w głowę, wyleczony dzięki uporowi i wytrwałości Komendanta Powiatu "Roga", który przez cały czas opiekował się nim. Nie odzyskał pełnej sprawności fizycznej. W kwietniu 1952 opuścił kryjówkę i wydał UB schronienie "Roga"… Władysław Sadłowski "Twardy"
, "Franek", zginął 11 listopada 1953;w drugim rzędzie od lewej:Marian Borys "Czarny";Stanisław Śledzik "Huragan"; w dolnym rzędzie od lewej siedzą:Hieronim Rogiński "Róg", Komendant Powiatu
, Stanisław Grajek "Mazur".

OSTATNI LEŚNI – Mazowsze i Podlasie w ogniu 1948-1953 – część 6

23 Okręg NZW
23 okręg NZW utworzony został latem 1946 r. przez byłych żołnierzy Kedywu Inspektoratu Płocko- Sierpeckiego Armii Krajowej i 11 Grupy Operacyjnej Narodowych Sił Zbrojnych. W pierwszym okresie działalności obejmował swoim zasięgiem pogranicze województw, warszawskiego i bydgoskiego (powiaty: sierpecki, mławski, lipnowski i rypiński) a następnie także powiaty włocławski, płocki, płoński oraz częściowo działdowski i ciechanowski. Komendantem Okręgu był por. Stefan Bronarski, Liść", "Roman", członkami sztabu: por. Jan Przybyłowski "Onufry" – szef wywiadu, por. Stefan Majewski "Szczepan", "Ekscelencja" – szef pionu informacji i propagandy, por. Józef Boguszewski "Lew" – dowódca oddziału bojowego oraz por. Jerzy Wierzbicki "Dodek" i Stanisław Lewandowski "Ogrodnik".
W początkowym okresie, działalność organizacyjna Okręgu skoncentrowana była przede wszystkim na akcjach wywiadowczych i porządkowych, m.in. utworzone przy 11 Grupie Operacyjnej NSZ, Patrole do Walki z Bezprawiem, prowadziły intensywne akcje przeciw grupom bandyckim ochranianym niejednokrotnie przez część funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa. W ramach amnestii 1947 r., w kwietniu nastąpiła częściowa demobilizacja Okręgu. Rozkazem 131 z dnia 18 marca 1947 r. Stefan Bronarski "Roman" polecił rozwiązanie oddziału dywersyjno – sabotażowego: "ludzi, których nie można zalegalizować w inny sposób zrehabilitować przed Komisją Rehabilitacyjną w Warszawie, broń najmniej zdatną do naszych akcji przekazać władzom UB, cenniejszą zostawić na przechowanie (…) majątek organizacyjny spieniężyć i podzielić między wszystkich żołnierzy oddziału w równym stopniu szeregowym jak i podoficerom. (…) Wszystkim żołnierzom podziękować w imieniu POLSKI za dotychczasową walkę, która trwa i zakończy się naszym zwycięstwem. Uwaga: akcję ujawnienia się traktować jako manewr taktyczny celem przechowania żywotnych sił Narodu, przy czym żołnierze są faktycznie "urlopowani na czas nieokreślony".
Szanse na autentyczną "legalizację" żołnierzy 23 Okręgu NZW w "nowej rzeczywistości" okazały się jednak niewielkie. Już w kilka tygodni po wygaśnięciu terminu amnestii rozpoczęły się ich aresztowania, co skłoniło wielu z ujawnionych do powrotu do działalności konspiracyjnej lub też do wyjazdu na tzw. Ziemie Odzyskane.
Równolegle z powrotem do lasu, wobec narastającego zagrożenia, następował proces jednoczenia pozostałych jeszcze struktur różnych organizacji niepodległościowych działających dotąd na terenie Mazowsza Zachodniego. W dniu 19 listopada 1947 r. we wsi Polesie, gm. Baboszewo, pow. Płońsk, nastąpiło np. oficjalne podporządkowanie oddziału ROAK kierowanego przez por. Franciszka Majewskiego "Słonego" 23 Okręgowi NZW. W ramach nowej struktury dokonał on podziału terenu na rejony, którym przypisał poszczególne patrole bojowe.

Por. Franciszek Majewski "Słony". Podoficer zawodowy w 8. pal im. króla Bolesława Krzywoustego w Płocku. Uczestnik bitwy pod Mławą. Do 1940 w niewoli niemieckiej, zwolniony, następnie ponownie aresztowany i osadzony w obozie pracy w Bielsku, skąd zbiegł. Od 1942 żołnierz AK, d-ca oddziału bojowego Kedywu w obwodzie Płock. Awansowany do stopnia podporucznika. po wkroczeniu Sowietów, w lipcu 1945 ujawnił się wraz z całym sztabem Obwodu i Inspektoratu Płocko-Sierpeckiego AK. Zagrożony aresztowaniem od wiosny 1946 ponownie w konspiracji. Żołnierz ROAK w Obwodzie "Mewa". W październiku 1946 awansowany do stopnia porucznika i mianowany Komendantem Rejonu II [Sierpc, Płock]. W czasie amnestii 1947 nie ujawnił się. W październiku 1947 podporządkował swój oddział 11 Grupie Operacyjnej NSZ w XXIII Okręgu NZW. Dowódca wszystkich oddziałów bojowych XXIII Okręgu NZW. Uczestnik wielu akcji bojowych przeciw komunistom. 26 września 1948 w Węgrzynowie k/Sierpca, otoczony przez GO UB-KBW-MO po 6-godzinnej samotnej walce popełnił samobójstwo.

Rejonem I, obejmującym powiaty płocki i płoński, dowodził Wiktora Stryjewskiego "Cacko". W skład oddziału wchodzili: Stanisław Derkus "Śmiały" (zastępca dowódcy), Władysław Peczyński "Władek", Zygfryd Kuliński "Albin", Wacław Michalak "Gałązka", Szczepan Stryjewski "Józef", Janina Samoraj "Celinka", Elżbieta Kozanecka "Basia".
Rejonem II, obejmującym powiaty sierpecki i wschodnią część powiatu mławskiego dowodził Tadeusz Kossobucki "Czarny", a po jego śmierci w Wigilię Bożego Narodzenia 1947 r. Władysław Kwiatkowski "Jerzy". W skład oddziału wchodzili:, Kazimierz Dyksiński "Kruczek" (zastępca dowódcy), Zdzisław Derkus "Urkes", Stanisław Pospisiel "Leszek", Henryk Dąbrowski "Wnuk".
Rejonem III, obejmującym powiat Rypiński i zachodnią część powiatu mławskiego dowodził Jan Malinowski "Stryj". W skład oddziału wchodzili: Jan Wiśniewski "Czarny II", Karol Rakoczy "Bystry", Seweryn Oryl "Kanciasty", Antoni Dobrzeniecki "Bogdan", Stanisław Konczyński "Stary", Jan Jaraczewski "Młody", Wiesław Pużycki "Ojciec", Stanisław Żurawski "Madej".
Rok 1948 przyniósł największy wzrost działalności bojowej i propagandowej NZW na Mazowszu Zachodnim. Przeprowadzono szereg akcji bojowych ( m.in. we wsiach Nowy Świat pow. Brodnica, Kamień Kotowy pow. Lipno, Praga pow. Płock, Kaczorowy pow. Płońsk) oraz likwidacyjnych i zaopatrzeniowych (m.in. w Staroźrebach pow. Płock, Tłuchowie i Mokowie pow. Lipno, Strzegowie pow. Mława). Drukowano i kolportowano także redagowany przez Stefana Majewskiego "Szczepana" Mazowiecki Biuletyn Informacyjny oraz wiele druków ulotnych i wydawnictw. Patrole bojowe 23 Okręgu NZW stoczyły szereg walk z grupami operacyjnymi MO i UB oraz KBW – m.in. 28 maja 1948 r. w Łukoszynie gm. Brudzeń pow. Płock i 20 sierpnia 1948 r. w Kamieniu Kotowym gm. Tłuchowo pow. Lipno (kwaterujący wówczas w zabudowaniach gospodarzy Różańskiego i Plety patrol Wiktora Stryjewskiego "Cacko" zaatakowany został przez grupę operacyjną PUBP i KPMO z Płocka; po blisko półtoragodzinnej walce przebił się z okrążenia, zabijając dwóch funkcjonariuszy MO i UBP). W trakcie odwrotu w kierunku kompleksu lasów w okolicach Skąpego pow. Lipno poległ Szczepan Stryjowski "Józef", ranni zostali Wiktor Stryjowski "Cacko", Stanisław Derkus "Śmiały" i Seweryn Oryl "Kanciasty".
Wzrost aktywności bojowej i propagandowej 23 Okręgu NZW spowodował kontrakcje ze strony aparatu bezpieczeństwa, który w ramach zorganizowanej wiosną 1948 r. operacji "P" skierował na Mazowsze Północne znaczne siły KBW. Współpracując z miejscowymi placówkami UB i MO, dosyć szybko osiągnęły one znaczące sukcesy. Dnia 26 września 1948 r. zginął w walce z jedną z grup operacyjnych por. Franciszek Majewski ps. "Słony" (otoczony w zabudowaniach Jadwigi Banaszkiewicz w Węgrzynowie, ostrzeliwując się z bunkra zrobionego pod podłogą kuchni, ranny, popełnił samobójstwo).
Tego samego dnia WUBP w Warszawie rozpoczęło akcję rozbicia sztabu 23 Okręgu NZW, organizując "kotły" w lokalach kontaktowych. W czasie trwającej ponad tydzień operacji, zatrzymanych zostało kilkudziesięciu członków i współpracowników organizacji. W lokalu przy ul. Stalowej aresztow
ani zostali m.in. Stefan Bronarski "Roman", Jan Przybyłowski "Onufry", Romualda Przybyłowska "Amerykanka", Stanisław Lewandowski "Ogrodnik". W kilka dni później UB aresztowało w Krakowie Stefana Majewskiego "Szczepana", a we Wrocławiu Informacja Wojskowa Jerzego Wierzbickiego "Dodka".
Na wolności pozostał, ostrzeżony w porę przed aresztowaniem, Józef Boguszewski "Lew", który po kilkukrotnych nieudanych próbach nawiązania kontaktu z patrolami w terenie, wyjechał do Łodzi, gdzie ukrywał się do 11 czerwca 1950 r. Aresztowany, sądzony wspólnie z Tadeuszem Przybylskim, Januszem Gadomskim, Lucjanem Maciakiewiczem i Stanisławem Ptaszyńskim, w dniu 7 maja 1951 r. został skazany na karę śmierci, a następnie zamordowany razem z Tadeuszem Przybylskim w Warszawie 1 grudnia 1951 r.
Śmierć Franciszka Majewskiego "Słonego" oraz likwidacja Sztabu w znacznym stopniu skomplikowała sytuację w terenie.

St. sierż. Wiktor Stryjewski "Cacko". Uczestnik wojny obronnej w 1939, żołnierz ZWZ-AK. Po wkroczeniu Sowietów w 1944 d-ca oddziału ROAK działającego na terenie Mazowsza. Od 1947 d-ca oddziału PAS NZW. Jeden z najbardziej bezkompromisowych partyzantów walczących z komunistami. Jego oddział przeprowadził wiele akcji bojowych m.in. 12 lipca 1947 pod m. Okalewo przeciwko gr. oper. UB i MO. W wyniku walki grupa ta została całkowicie rozbita, poległo 14 funkcjonariuszy. W 1949 oddział "Cacki" liczył jeszcze 20 żołnierzy. 8 lutego 1949 "Cacko" wraz z 6 żołnierzami został otoczony przez gr. oper. UB i KBW. W walce zginęło 3 żołnierzy NZW, pozostali poddali się. Trzy dni później, 11 lutego druga grupa "Cacki" została otoczona przez 1053 żołnierzy KBW. W walce zginęło 7 partyzantów, a 4 dostało się do niewoli. "Cacko" skazany został za poszczególne akcje na 38 kar śmierci. Jest to zapewne największa liczba kar śmierci, orzeczonych wobec żołnierza podziemia antykomunistycznego… Wiktor Stryjewski "Cacko" został zamordowany z grupą towarzyszy broni 18 stycznia 1951 w więzieniu na Mokotowie.

Dowódcą patroli został sierż. Wiktor Stryjewski "Cacko". Zachował on dokonany wcześniej przez "Słonego" podział terenu na trzy rejony działania, którym przypisane były patrole bojowe (faktyczne w terenie działały jednak już tylko dwa oddziały dowodzone osobiście przez "Cackę" oraz "Śmiałego"). Były one stale tropione przez znaczne siły KBW, UB i MO. Dnia 8 lutego 1949r., kwaterujący u sołtysa wsi Gałki gm. Mała Wieś Urbańskiego i jego sąsiada Kowalskiego, patrol Wiktora Stryjewskiego "Cacki", na skutek donosu mieszkańca wsi Reczyn gm. Bodzanów, otoczony został przez grupę operacyjna KPMO i PUBP z Płocka, Sierpca i Płońska oraz 262 żołnierzy. W walce zginęli: Elżbieta Kozanecka "Basia", Jan Kłobukowski "Janek", Ludomir Peczyński "Władek". Aresztowano: ciężko ranną Janinę Samoraj "Celinkę", Wiktora Stryjewskiego "Cackę", Wacława Michalskiego "Gałązkę", Zygfryda Kulińskiego "Albina". U zatrzymanych i zabitych znaleziono: 3 automaty MP 44, 2 automaty PM 41, 1 karabin KBK, 1 pistolet P 38, 2 pistolety "Parabellum", 1 pistolet cal. 7,65 mm, 2 granaty i kilkadziesiąt sztuk rożnej amunicji. Wszyscy schwytani partyzanci zostali natychmiast przewiezieni do Warszawy i poddani intensywnemu śledztwu, prowadzonemu przez znanego z okrucieństwa funkcjonariusza UB Bronisława Szczerbakowskiego, w czasie którego ujawnili rejon kwaterowania patrolu Stanisława Derkusa "Śmiałego". W południe 11 lutego 1949r. Bunkier, w którym przebywał oddział, zaatakowany został przez 1053 żołnierzy KBW i kilkudziesięciu funkcjonariuszy UB, MO i ORMO. W walce zginęli: Jan Malinowski "Stryj", Stanisław Pospisiel "Leszek", Zdzisław Derkus "Urkes", Jan Jaraczewski "Młody", Stanisław Michalak "Kozak", Jan Wiśniewski "Czarny II", Wiesław Pużycki "Ojciec". Aresztowano Seweryna Oryla "Kanciastego", Henryka Dąbrowskiego "Wnuka", Stanisława Konczyńskiego "Kunda" i ciężko rannego Karola Rakoczego "Bystrego". Podczas akcji pod Sinogóra, Karol Rakoczy otrzymał postrzał w plecy w części kręgosłupa, który spowodował całkowity paraliż kończyn dolnych. Przewieziony został do szpitala św. Trójcy w Sierpcu; pomimo ciężkiego stanu zdrowia już następnego dnia poddany został przez funkcjonariuszy UB z Sierpca intensywnemu śledztwu. Wacław Michalski "Gałązka", Zygfryd Kuliński "Albin", Seweryn Oryl "Kanciasty", Stanisław Konczyński "Kunda" i ciężko ranny Karol Rakoczy "Bystry"- sądzeni przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie, zostali skazani na karę śmierci i zamordowani w Warszawie 29 marca 1950 r.
O ogromnym szczęściu mógł mówić sam Stanisław Derkus "Śmiały". Wraz z członkami swojego patrolu: Kazimierzem Dyksińskim "Kruczkiem", Stanisławem Żurawskim "Madejem" i Antonim Dobrzenieckim "Bogdanem" po kilku dniach pobytu w bunkrze, wieczorem 9 lutego 1949 r. udali się do krawca Krzyżanowskiego we wsi Dziwy gm. Lubowidz, który miał dokonać przeróbek w odzieży partyzantów, a następnie przeszli na kwaterę do Kolonii Bendzemin. Wracając do bunkra, usłyszeli odgłosy walki i wycofali się w bezpieczny teren. Niestety kilka miesięcy później wszyscy zginęli w walce lub zostali zamordowani w więzieniu. Stanisław Derkus "Śmiały" był sądzony przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie, wspólnie z Henrykiem Gosikiem "Heńkiem", Władysławem Kwiatkowskim "Jerzym". Wszystkich skazano na karę śmierci i zamordowano w Warszawie 20 września 1951 r.
Po rozbiciu przez KBW i grupy operacyjne MO i UB patroli Wiktora Stryjewskiego "Cacki" i Stanisława Derkusa "Śmiałego", rozpoczęły się na terenie powiatów płockiego, płońskiego i sierpeckiego masowe aresztowania współpracowników podziemia. Jedną z osób zagrożonych represjami był pracownik urzędu Gminy w Staroźrebach Edward Szałański "Tygrys", prowadzący od ponad roku działalność wywiadowczą dla niepodległościowego podziemia. Zagrożony aresztowaniem, po nieudanej próbie ucieczki za granicę, w lipcu 1949 r., wspólnie z bratem Władysławem Szałańskim "Żbikiem", zorganizował oddział NZW, w skład którego weszli: Julian Grabowski, Stanisław Babecki (ówczesny wójt gm. Staroźreby, który m.in. zaopatrzył Edwarda Szałańskiego w fałszywe dokumenty), Józef Kowalski, Stefan Kiciński, Antoni Glonek, Adam Kowalski, Henryk Rejowski. Dowodzona przez "Tygrysa" grupa przeprowadziła szereg akcji propagandowych i zaopatrzeniowych na terenie gm. Staroźreby, rozbijając m.in. spółdzielnię gminną w Rogowie. Została rozbita w połowie października 1951 r. Sam Edward Szałański został aresztowany 12 października 1951 r., podczas obławy prowadzonej przez wojska KBW. Ukrywał się wówczas w bunkrze znajdującym się pod stodołą Juliana Grabowskiego. Skazany w pokazowym procesie w Staroźrebach na karę śmierci, został zamordowany więzieniu w Płocku, 22 grudnia 1951 r. Równie okrutny los spotkał jego najbliższego współpracownika i przyjaciela Juliana Grabowskiego. Odbywający długoletni wyrok w płockim więzieniu, został zamordowany. Według relacji zięcia, który wykopał trumnę z ciałem Juliana Grabowskiego na cmentarzu w Płocku, ciało było zmasakrowane a drelichowe ubranie zbroczone krwią. Ukrywa
jący się przed aresztowaniem Władysław Szałański "Żbik", został aresztowany przez żołnierzy KBW w miejscowości Promieszyn Nowy gm. Staroźreby pow. Płock dopiero 23 kwietnia 1952 r. Przy aresztowanym znaleziono 1 pistolet, 1 KB, 18 sztuk amunicji. Rozbicie oddziału Edwarda Szałańskiego ps. "Tygrysa" zakończyło działalność podziemia zbrojnego na Mazowszu Zachodnim.

OSTATNI LEŚNI – Mazowsze i Podlasie w ogniu 1948-1953 – część 7

"Ostatni leśny" – "Puszczyk"

Ostatnim oddziałem niepodległościowego podziemia zlikwidowanym przez resort bezpieczeństwa na Mazowszu Północnym była grupa por. Witolda Grabowskiego "Puszczyka". W okresie okupacji niemieckiej był on żołnierzem Kedywu AK w Obwodzie Mława. Służbę w oddziałach partyzanckich rozpoczął już w 1943 r. Po wyzwoleniu działał w strukturze Ruchu Oporu Armii Krajowej (ROAK) w ramach batalionu "Znicz" dowodzonego przez kpt. Pawła Nowakowskiego "Łysego" (uczestniczył m.in. w udanej akcji 6 czerwca 1945 r. na PUBP w Mławie, w wyniku której uwolnionych zostało 32 więźniów oraz zastrzelonych 4 funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa). Po akcji ujawnieniowej w 1947 r. dowodził samodzielnym oddziałem wchodzącym prawdopodobnie w skład 16 Okręgu NZW. Po jego likwidacji nawiązał kontakt z Mieczysławem Dziemiszkiewiczem "Rojem". Od jesieni 1951 r. kilkuosobowy oddział W. Grabowskiego nie prowadził już w zasadzie żadnych działań dywersyjnych, będąc typową "grupą przetrwania". Do jesieni 1952 r. ukrywał się w przygotowanym uprzednio bunkrze w powiecie działdowskim, a po jego zlokalizowaniu przez resort bezpieczeństwa przeszedł w okolice Mławy, gdzie do lata 1953 r. "melinował" w kolonijnych gospodarstwach miejscowości Niedziałki (u rodzin: Marianny Jeziorowskiej, Stanisława Adamczyka i Zygmunta Klimaszewskiego). Tam też 5 lipca 1953 r. otoczyła go 1300 osobowa grupa operacyjna KBW. Zgodnie z planem w dniu 5.VII.1953 r. o godz. 15.00 przystąpiono do operacji okrążając – informował w sprawozdaniu dowodzący operacja oficer KBW – /…./ zabudowania w momencie nawiązywania styków 2/ch kompanii zamykający pierścień /…./ banda w sile 7-miu ludzi podjęła ucieczkę w kierunku lasu, gdzie nie widoczna była obstawa dla niej. W tym czasie została nakryta silnym krzyżowym ogniem z broni maszynowej i obstawy i banda widząc, że jest okrążona zajęła stanowiska w życie, przyjmując obronę, jednocześnie wycofując się w kierunku lasu.. W wyniku półtoragodzinnej walki banda została całkowicie zlikwidowana. Polegli wówczas: Henryk Barwiński, Kazimierz Żmijewski, Antoni Tomczak "Malutki", Feliks Gutowski, Piotr Grzybowski "Jastrząb", Wacław Grabowski "Puszczyk" i Lucjan Krępski "Rekin".

5 lipca 1953, okolice wsi Niedziałki pow. Mława. Żołnierze PAS z oddziału por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" [drugi od prawej] polegli w walce z 1300-osobową grupą operacyjną KBW-UB. Zdjęcie wykonane przez UB…

PROCESY – "Huzar" i inni
Śledztwo kpt. Kazimierza Kamieńskiego – jednego z ostatnich dowódców powojennego podziemia trwało cztery miesiące. Zostało zakończone 11.03.1953 r. Proces, pomimo właściwości terytorialnej Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie przeniesiony został ze względów propagandowych do Łap – tj. na obszar będący jeszcze do niedawna "ostoją" patroli kpt. "Huzara". Po trwającej trzy dni rozprawie, 26.03.1953 r. sąd pod przewodnictwem ppłk Mieczysława Widaja ogłosił wyrok. Jego sentencja, tak jak i akt oskarżenia, obfitowała w pełne nienawiści, uwłaczające godności oskarżonych sformułowania. Na czele tej bandy stanęli: syn kułacki, płód sanacyjnego faszystowskiego wójta Kazimierz Kamieński, wyrafinowany zbrodniarz i zdrajca, który w okresie okupacji występując jako dowódca plutonu AK faktycznie współdziałał z hitlerowskim najeźdźcą. /…/ Cała ta zgraja bandycka składała się z kułackich zapleczników, wyrzutków bez sumienia i skrupułów, których łączyło jedno: nienawiść do pracującego chłopstwa, do tych jego warstw, które pragnęły się wyzwolić z odwiecznej niewoli obszarniczo – kapitalistycznej i zrzucić z siebie wyzysk kułacki.
Dnia 31 marca 1953 r. na sesji wyjazdowej w Ciechanowcu zapadł wyrok w sprawie czterech kolejnych konspiratorów: Kazimierza Parzonki "Zygmunta", Kazimierza Radziszewskiego "Marynarza", Józefa Mościckiego "Pantery" oraz Józefa Kostro "Pawła".
"Huzar" – 12-krotna kara śmierci, "Żubryd" – 7-krotna kara śmierci, "Zbyszek" – 4-krotna kara śmierci, "Zygmunt" – 8-krotna kara śmierci, "Marynarz" – 4-krotna kara śmierci, "Paweł" – 3-krotna kara śmierci, "Pantera" – 4-krotna kara śmierci
Wobec z góry ustalonych wyroków opinie składów sędziowskich w sprawie ułaskawienia były tylko formalnością.
Z uwagi na wszechstronną działalność kontrrewolucyjną typu faszystowskiego po stronie wszystkich wyżej wymienionych skazanych, wysokie napięcie złej woli uwydatnione w bestialskim sposobie dokonywania mordów. Sąd jest zdania, że żaden ze skazanych na karę śmierci w tej sprawie nie zasługuje na ułaskawienie". /…/ skazani sami wykluczyli się ze społeczeństwa ludowego i nie można liczyć na ich reedukację, a więc na łaskę nie zasługują. /…/ Mimo szeregów aktów łaski władzy ludowej w postaci ustaw amnestyjnych 1945 r. i 1947 r. z okazji do powrotu na drogę normalnego życia nie skorzystali, w dalszym ciągu podnosząc bandycką łapę na tą władzę, aż do ich ujęcia w końcu listopada 1952 r. Mając powyższe na uwadze skład sądzący staje na stanowisku, że skazani sami wykluczyli się ze społeczeństwa ludowego i nie można liczyć na ich reedukację, a więc na łaskę nie zasługują.
Po odmowie Rady Państwa skorzystania z prawa łaski 22 września oraz 11 października 1953 r. zastrzeleni zostali w białostockim więzieniu: kpt. "Huzar", "Żubryd", "Zbyszek", "Zygmunt", "Marynarz" oraz "Pantera".

Komenda 16 Okręgu NZW
Rozpoczęte już w dniu rozbicia komendy śledztwo trwało blisko rok (zamknięto je 1 kwietnia 1949 r.). Zatrzymani członkowie sztabu Okręgu znajdowali się w szczególnie ciężkiej sytuacji, z uwagi na przejęte przez resort bezpieczeństwa kompletne archiwum organizacji NZW – zawierające się aż w 10 teczkach. W tej sytuacji możliwości prowadzenia jakiejkolwiek "gry ze śledczymi" były mocno ograniczone, a większość przesłuchań sprowadzała się przede wszystkim do wymuszania na oskarżonych rozszyfrowywania widniejących w dokumentach kryptonimów, pseudonimów, czy też lokalizacji kolejnych struktur terenowych.
Rozprawa przed WSR w Warszawie, podobnie jak to miało miejsce w przypadku "Huzara" i jego ludzi, przeniesiona została, ze względów propagandowych, w rejon dotychczasowego działania organizacji – tj. do Ostrołęki.
Podczas trwających cztery dni posiedzeń, Sąd pod przewodnictwem mjr Mieczysława Widaja: uznał, że do oskarżonych, jako do przestępców zawodowych /…/ nie może być zastosowane dobrodziejstwo amnestii. Co do oskarżonych pierwszych siedmiu, sąd uznał, że oni nie rokują żadnej nadziei poprawy, jako zagorzali przeciwnicy demokratycznego ustroju Państwa Polskiego i jako długoletni zawodowi przestępcy i dlatego sąd uznał, że tylko wyeliminowanie ich zupełnie ze społeczeństwa może być z jednej strony
zabezpieczeniem obywateli przed tego rodzaju przestępczością, z drugiej zaś strony może zadośćuczynić urażonemu poczuciu praworządności demokratycznej.

Dnia 29 kwietnia 1949 r. zapadł wyrok: Józef Kozłowski "Las" – 6-krotna kara śmierci, Piotr Macuk "Sęp" – 4-krotna kara śmierci, Bolesław Szyszko "Klon" – 5-krotna kara śmierci, Czesław Kania "Witold" – 4-krotna kara śmierci, Henryk Tkaczyk "Sęk" – 4-krotna kara śmierci, Józef Bączek "Lew" – kara śmierci, Apolinary Samsel "Sokół" – kara śmierci, Darmofał Piotr "Ster"- 5-krotna kara śmierci, Stanisław Ałaj "Grzegrzółka" – 4-krotna kara śmierci. Opinia składu sędziowskiego w sprawie ułaskawienia nie pozostawiała wątpliwości, co do "finału" całej sprawy:
Wobec ogromu zbrodni, zawodowości i popełnienia przez wszystkich skazanych ich przestępczej działalności w przeciągu paru lat, bez względu na ilość ofiar obciążających danego skazanego, czy to bezpośrednio jako wykonawcy zabójstwa, czy też pośrednio, jako podżegacza lub przekaziciela rozkazu zabicia – Sąd jest zdania, że żaden ze skazanych nie zasługuje na ułaskawienie.
Po odmowie Bolesława Bieruta skorzystania z prawa łaski 12 sierpnia 1949 r. w więzieniu na Mokotowie, późnym wieczorem zastrzeleni zostali: "Las", "Sęp", "Klon" i "Witold" (pozostałym trzem skazanym zamieniono karę na dożywotnie więzienie).

Komenda 23 Okręgu NZW
Rozpoczęte 28 września 1948 r., w dniu aresztowania por. Stefana Bronarskiego "Romana", niezwykle okrutne śledztwo, trwało blisko półtora roku.. Więziony wówczas w tym samym areszcie żołnierz NZW Witold Teske wspominał:
"Począwszy od zmroku, całą noc do rana odbywały się przeważnie śledztwa, którym towarzyszyły bezustanne krzyki mordowanych. Nikt nie spał, a nawet odważnych ludzi ogarniał strach. Wycia były nieustanne, ludzie krzyczeli z bólu. Słychać było charczenie ludzi duszonych. Szczególnie przykre były krzyki i płacz katowanych kobiet. Będąc w celi gdzie były szczeliny przy futrynie, widziałem jak funkcjonariusze trzymali leżącego i rozkrzyżowanego Stefana Majewskiego. Był obecny lekarz ze strzykawką a śledczy Bronisław Szczerbakowski początkowo straszył a w końcu polecił dokonać leżącemu zastrzyku, co nastąpiło, czemu towarzyszyło nieludzkie wycie torturowanego".
W dniu 19 czerwca 1950 r. na ławie oskarżonych zasiedli niemal wszyscy żyjący członkowie sztabu Okręgu: por. Stefan Bronarski "Roman", por. Stefan Majewski "Szczepan", por. Jerzy Wierzbicki "Dodek", por. Jan Przybyłowski "Onufry", plut. Stanisław Lewandowski "Ogrodnik", dowódca oddziałów bojowych Okręgu sierż. Wiktor Stryjewski "Cacko" oraz nie będący członkiem Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, ostatni komendant Okręgu Płockiego Armii Krajowej por. Jan Nowak "Korab".
Przygotowany w oparciu o wymuszone zeznania (które podczas rozprawy w większości zostały przez oskarżonych odwołane) akt oskarżenia, poza zarzutami dotyczącymi walki z przedstawicielami nowej władzy
"w przestępczych konspiracyjnych resztkach AK, później zaś przestępczej organizacji poczuwającej się do przynależności do NZW a występującej jako 11 Grupa Operacyjna 23 Okręgu NSZ obejmującej zasięgiem działalności powiaty Płock, Płońsk, Sierpc, Mława, Rypin, Lipno i Włocławek po 1945 r.",
w sposób szczególny eksponował rzekomą współpracę żołnierzy Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych z hitlerowcami w czasie okupacji niemieckiej. Zarzucano m.in. walkę z patriotyczne nastawionymi partyzantami z GL i AL., a nie z okupantem.
Ogłoszony, po blisko dwutygodniowym procesie (w obszernych fragmentach transmitowanym przez radio), w dniu 3 lipca 1950 r. wyrok brzmiał:
Stefan Bronarski "Roman" – 5-krotna kara śmierci, Stefan Majewski "Szczepan" – 6-krotna kara śmierci, Jan Przybyłowski "Onufry" – 3-krotna kara śmierci, Jerzy Wierzbicki "Dodek" – 4-krotna kara śmierci, Wiktor Stryjewski "Cacko" – 38-krotna kara śmierci, Jan Nowak – 2-krotna kara śmierci, Stanisław Lewandowski – dożywotnie więzienie.
Opinia składu sędziowskiego na temat oskarżonych brzmiała:
"W sprawie Bronarskiego Stefana i wspólników, oskarżonych o przestępstwa z Dekretu o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy, winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną oraz dla zdrajców Narodu Polskiego, z Dekretu o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa, z ustaw ogólnych o zbrodnie stanu i przestępstwa pospolite – jako naczelne zjawisko wystąpił udowodniony w toku przewodu sądowego fakt, że dowództwa Armii Krajowej na różnych szczeblach, od najwyższych począwszy aż do Komendy Obwodu włącznie, nie tylko w myśl reakcyjnej teorii "dwu wrogów" powstrzymywały szeregowych żołnierzy AK od czynnej walki z Niemcami, propagując hasła "stania z bronią u nogi", lecz nadto czynnie współdziałały z polityczną policją niemiecką Gestapo w gnębieniu ruchu lewicowego w Polsce, w hamowaniu wszelkiej walki rzeczywiście przynoszącej szkodę hitlerowskim okupantom, walki podejmowanej z uporem i wytrwale kontynuowanej przez Polską Partię Robotniczą, Gwardię Ludową i Armię Ludową.(…)Przy wymiarze kary oskarżonym Sąd miał na uwadze, że oni jako przestępcy zawodowi działający z nienawiści do ustroju oraz z chęci zysku i łatwych zarobków nie rokują nadziei poprawy i dlatego uznał za stosowne zupełne wyeliminowanie ich ze zdrowego społeczeństwa".
Decyzją z dnia 17 stycznia 1951 r. Bolesław Bierut skorzystał z prawa łaski i zamienił orzeczony w stosunku do Jana Nowaka wyrok na "karę dożywotniego więzienia z utrzymaniem w mocy kar dodatkowych". Pozostali skazani na karę śmierci, w dniu 18 stycznia 1951 r. zostali zamordowani w więzieniu na Mokotowie w Warszawie.

Artykuł jest publikacją internetową OBEP IPN Warszawa i pochodzi ze strony:
http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/351/4467/

Mjr Józef Kuraś "Ogień" (1915 – 1947) – część 1

Mjr Józef Kuraś „Ogień” i Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica”

„Walczyliśmy o Orła, teraz – o koronę dla Niego, hasłem naszym Bóg, Ojczyzna, Honor”

tekst ulotki rozwieszanej przez żołnierzy mjr. Józefa Kurasia „Ognia” na przełomie kwietnia i maja 1945 r. m.in. w Szaflarach i Nowym Targu.

Podobnie jak Lubelszczyzna, Podhale stało się w latach okupacji niemieckiej, a później sowieckiej, terenem zaciętych walk partyzanckich o dużym rozmachu i z zaangażowaniem poważnych sił po obu stronach. Jednym z największych w Polsce zgrupowaniem partyzanckim, po wkroczeniu Sowietów dowodził na Podhalu mjr Józef Kuraś ”Ogień”. Jego oddziały tylko w powiecie nowotarskim rozbroiły wszystkie posterunki MO oprócz Zakopanego i Szczawnicy. Niektóre kilkakrotnie. Strach przed nim paraliżował komitety PPR. Nakładał kontrybucje, na funkcjach sołtysów obsadzał swoich ludzi, likwidował konfidentów, funkcjonariuszy UB i NKWD oraz najgorliwszych sługusów nowego okupanta. Publicystyka peerelowska nie pozostawiła na nim i jego żołnierzach suchej nitki. Zrobiono z nich zwykłą bandę rabunkową, a ich dowódcę czarnym charakterem o rękach splamionych krwią niewinnych ludzi, w ich liczbie również Żydów, co stało się pretekstem do obwołania go antysemitą. Wielu historyków uważa, iż "skrzywienie" życiorysu "Ognia" to majstersztyk komunistycznej propagandy. Ale mimo tego, pamięć i legenda mjr. „Ognia” trwa do dziś, nie tylko na Podhalu, ale i w całej Polsce.

Major Józef Kuraś "Ogień"

Józef Kuraś urodził się w Waksmundzie k. Nowego Targu 23 października 1915 roku. Był najmłodszym synem Józefa i Antoniny z d. Ligęza. Miał braci Władysława, Wojciecha, Jana i Michała oraz młodszą siostrę Marię.
W latach 1921 – 1926 chodził do szkoły w Waksmundzie, a w latach 1928 – 1933 do gimnazjum w Nowym Targu. W 1936 r. został powołany do wojska. Służbę odbył w 2 Pułku Strzelców Podhalańskich (2 PSP) w Sanoku, a następnie skierowany został do szkoły podoficerskiej Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) w Głębokiem, gdzie po jej ukończeniu awansowano go do stopnia kaprala. Po kursie pełnił służbę w Słobodce koło Wilna. Po powrocie z wojska, Kuraś ponownie zajął się pracą na roli i włączył się w nurt polityki ludowej. Pragnął w ten sposób kroczyć śladami ojca Józefa, który w 1923 roku zorganizował koło PSL „Piast”, które w połowie lat 30 – tych jako koło SL liczące około 50 członków, w powiecie zajmowało trzecie miejsce po Nowym Targu i Maruszynie. Późną wiosną 1939 roku Kuraś został wezwany na kilkutygodniowe ćwiczenia w szeregach 1 PSP w Nowym Sączu. 24 sierpnia uległ zmobilizowaniu.

Rok 1936. Józef Kuraś w mundurze 2 Pułku Strzelców Podhalańskich.

Walczył w szeregach 8 kompanii pod dowództwem kpt. Lucjana Świerczewskiego. Kompania tak jak i cały pułk pozostawała w ciągłej walce z atakującymi Niemcami. Jej szlak bojowy wiódł od Limanowej przez Nowy Sącz, Bobową, Szymbark, Jasło, Krosno, Dynów, Bircze, Mościska i Las Janowski.
18 września, na drugi dzień po przekroczeniu polskiej granicy przez wojska sowieckie, dowództwo 1 PSP postanowiło się poddać Niemcom. Józef Kuraś nie wybrał jednak niewoli i z kilkoma innymi oficerami i żołnierzami zamierzał przedostać się do Francji. Plan ich jednak się nie powiódł i po tułaczce, 14 października 1939 roku Kuraś wrócił do Waksmundu. Nadszedł czas okupacji niemieckiej. Na Podhalu rozpoczęła się akcja wdrażania niemieckiej polityki narodowościowej: propaganda przekonywała górali, że są ludnością odrębną, niepolską, mającą przodków w skandynawskich Gotach. Akcja „Goralenvolku” obejmowała szkoły, w których zaczęto nauczać języka góralskiego, oferowała lepsze warunki życia dla ludzi przyznających się do pochodzenia góralskiego, namawiała do wyjazdu do pracy do Rzeszy.
Trud zwalczania „Goralenvolku” podjęły organizacje Związek Walki Zbrojnej – Armia Krajowa, Powiatowa Delegatura Rządu, SL Roch. Były to działania w rzeczy samej o podobnej idei, lecz działające osobno, co nie wróżyło powodzenia w wysiłkach. Dopiero w maju 1941 roku za sprawą Augustyna Suskiego – absolwenta Uniwersytetu Jagiellońskiego, wykładowcy i wychowawcy młodzieży wiejskiej w uniwersytetach ludowych – nastąpiła konsolidacja sił poprzez stworzenie organizacji konspiracyjnej pod nazwą Konfederacja Tatrzańska. Głównym jej celem była walka z okupantem o Polskę wolną, niepodległą, ale też demokratyczną. Członkami Konfederacji były osoby związane przed wojną z ruchem ludowym istniejącym na Podhalu; do tego kręgu zaliczał się też Józef Kuraś „Orzeł” przewodniczący placówce KT w Waksmundzie.
Właśnie za jego sprawą placówka ta, istniejąca od czerwca 1941 roku, wykazała dużą aktywność w zwalczaniu „Gorallenvolku”, przeciwdziałaniu na rzecz wyjazdu do Rzeszy, przeciw wywózce drzewa do tartaku dla celów wojennych, przeciw kontyngentom itp. Wśród tych ludzi zrodziła się myśl zorganizowania grupy wypadowej przeciw instytucjom pracującym na rzecz wroga.
Kuraś od chwili utworzenia oddziału, w obawie przed aresztowaniem w domu bywał tylko po kryjomu, a nocami organizował akcje przeciw urzędom administracyjnym i placówkom gospodarczym w Łopusznej, Szaflarach i Odrowążu. Grupa niszczyła spisy ludności, inwentarze, wykazy kontyngentów, zabierała pieniądze oraz towary ze sklepów.
Rok 1942 przyniósł rozbicie Konfederacji Tatrzańskiej wskutek inwigilacji wewnętrznej prowadzonej przez niemieckiego agenta Stanisława Wegner – Romanowskiego.

Józef Kuraś w otoczeniu współpracowników oddziału.

Z organizacji pozostał czynny jedynie oddział Kurasia, którego członkowie od tej chwili ograniczyli kontakt z ludnością okolicznych wiosek do minimum.
W 1943 na Kurasia spadł ogromny cios; w odwecie za zamordowanie na Turbaczu dwóch policjantów granatowych – agentów gestapo i w skutek denuncjacji, Niemcy 29 czerwca otoczyli dom Kurasiów w Waksmundzie, zamordowali 73 – letniego ojca, żonę Elżbietę i 2,5-rocznego synka Zbigniewa, a dom spalili.
Od czerwcowej tragedii Kuraś zmienił pseudonim z „Orła” na „Ogień”, co było wynikiem bólu po stracie najbliższych, jak również znakiem rozpoczęcia nowego rozdziału w walce z wrogiem.
Po likwidacji KT istotnym problemem dla grupy Kurasia stało się zaplecze organizacyjne. Nie widząc perspektyw na odwołanie się do ludowców, którzy w powiecie nowotarskim nie dysponowali własną silą zbrojną, „Ogień” zdecydował się na kontakt z AK. 10 lipca 1943 roku na Turbaczu spotkał się z ppor . Władysławem Szczypką „Lechem” z Mszany Dolnej i jego zastępcą ppor. Janem Stachurą „Adamem” gdzie osiągnięto porozumienie, na mocy którego oba oddziały utworzyły obóz, zachowały wobec siebie autonomię, kierownictwo nad grupami objął „Lech”, zaś Kuraś otrzymał funkcję szefa gospodarczego. Obóz o kryptonimie „Wilk” istniał do stycznia 1944 roku.
Pomimo współpracy z Arm
ią Krajową Kuraś wyraźnie oddzielał się od polityki londyńskiej, opierając się na poglądach ludowych. Niemal bezpośrednio po likwidacji „Wilka”, ludowcy nowotarscy uznając, za ludowy oddział „Ognia” – wiosną 1944 roku – włączyli go za jego przyzwoleniem do Ludowej Straży Bezpieczeństwa (LSB), która miała być odrębną siłą zbrojną na tym obszarze. Pomimo upomnień o podporządkowaniu się dowództwu AK – Kuraś nie zdecydował się na zmianę organizacji.
Latem 1944 roku doszło do spotkania z pojedynczymi oddziałami sowieckimi. „Ogień” za zgodą nowotarskiego Powiatowego Kierownictwa Ruchu Ludowego (PKRL) nawiązał kontakt z grupą Ludmiły Gordijenko „Tania”. Chociaż Kuraś nie należał do sympatyków Sowietów, to współdziałał z nimi z powodu wspólnoty interesów – walki z Niemcami.
Nowotarska Powiatowa Delegatura Rządu (PDR), bezpośrednio po wybuchu powstania warszawskiego podjęła decyzję o usunięciu niemieckich konfidentów z terenu Podhala. Na wykonawcę rozkazu przeznaczyła Kurasia wraz z jego ludźmi; tak powstał Oddział Specjalny mający za zadanie wykonywanie podziemnych wyroków.
Najważniejsze walki Kuraś toczył w styczniu 1945. 20 stycznia wspólnie z AL rozbił kolumnę niemieckich samochodów ciężarowych pod Klikuszową. Współpracował z regularną Armią Czerwoną, prowadząc Rosjan sobie znanymi szlakami górskimi. Dzięki szybkiemu opanowaniu okolic Nowego Targu, Niemcy opuścili miasto pozostawiając je nienaruszone. 30 stycznia 1945 roku „Ogień” ze swym oddziałem i grupą partyzantów sowieckich wkroczył do Nowego Targu. Wojna z Niemcami dla Józefa Kurasia zakończyła się. Niebawem jednak miała się rozpocząć kolejna.
Podhale po wojnie wkroczyło w nowy etap stosunków społeczno – politycznych. Usuwanie niemieckiego okupanta trwało dosyć długo, w dodatku musiano rozprawić się z przeróżnymi kolaborantami hitlerowskimi. Nastąpił wzmożony ruch ludności i to we wszystkich możliwych kierunkach: wyjeżdżali mieszkańcy Wielkopolski, Warszawy i innych regionów wysiedleni stamtąd przez władze okupacyjne; opuszczali przeludnione wsie młodzi górale udając się na Śląsk i ziemie zachodnie w poszukiwaniu pracy – ale tylko nieliczni tam zostawali – większość rychło wracała z powodu nieprzystosowania do nowych realiów życia i tęsknoty za rodzinnymi stronami.
W Nowotarskie przybywali też inni: jedni dla zrobienia interesów, gdyż wabiła ich bliskość granicy; ci związani z władzą, obejmowali różne stanowiska najczęściej nie zważając na miejscowe sympatie polityczne. Przyjeżdżali tutaj również ci, którzy chcieli opuścić kraj ze względów politycznych, albowiem w pierwszych miesiącach wolności przekroczenie granicy z Czechosłowacją nie stanowiło trudności.
Sama wojna i okupacja pozostawiła nieciekawą moralnie spuściznę: powszechne nielegalne pędzenie wódki i spowodowane tym pijaństwo, złodziejstwo połączone z bandytyzmem, któremu sprzyjała powszechna dostępność broni. Wykorzystywali to ludzie nie posiadający zawodu, zatrudnienia, wykolejeni przez wojnę. Proceder ten uprawiali też przybysze, i to ci którzy zawodowo mieli z tym zjawiskiem walczyć; milicjanci i żołnierze Ludowego Wojska Polskiego, od szeregowców poczynając na oficerach kończąc.
Wreszcie nadejście nowej władzy spowodowało niepokoje i niepewność ludności, która z pogłosek napływających sukcesywnie na Podhale, poczęła wyrabiać sobie własny punkt widzenia na nowe rządy i formy ich sprawowania. Najpierw jedyna władzą była rosyjska komenda wojenna składająca się z sił NKWD pod rozkazami majora Leonida Masłowa. Rządy komendy wojennej trwały do czasu wycofania głównych sil Armii Czerwonej z terytorium Niemiec w lipcu 1945 roku – już po powołaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. W ten sposób stworzono warunki do zainstalowania się pierwszych władz w powiecie, w którym nie było komunistycznej tradycji. Organizatorów trzeba było przysłać z zewnątrz i jak się okazało, również większość funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UBP), ponieważ miejscowi partyzanci spod znaku BCh czy AK nie nadawali się do wykonywania nowych zadań. Powiatowy UBP (PUBP) nadal pracował pod dyktando „doradcy” z NKWD, który uczył polskich funkcjonariuszy „nowych” sposobów działania, aby umocnić władzę PPR.
Jak przedstawiały się losy Kurasia w tym okresie? Bezpośrednio po zdaniu broni i rozwiązaniu oddziału, za aprobatą Masłowa, wspólnie z ppor. Zygmuntem Sieleckim z AL przystąpili do organizacji odpowiednich służb tworząc zalążki przyszłej Komendy Powiatowej MO. Z racji tego „Ogień” i jego ludzie zostali uznani za funkcjonariuszy MO; samego Kurasia zaczęto określać mianem komendanta powiatowego. Trzeba przyznać, że z powierzonego im zadania „ogniowcy” wywiązali się poprawnie, traktując całą akcję jako uwieńczenie walki z wrogiem.
Na początku lutego 1945 roku przybyła z Krakowa ekipa dla zorganizowania Komitetu Powiatowego Polskiej Partii Robotniczej (KP PPR), KP MO i PUBP. PPR organizował Władysław Machejek jako sekretarz, komendantem powiatowym MO został mianowany ppor. Aleksander Karaś, a szefem PUBP – ppor. Stanisław Strzałka. Doszło do pierwszego spotkania Kurasia z nominatami. Z pewnością rozmowa nie należała do łatwych, jednakże obie strony musiały dojść do porozumienia, gdyż 8 lutego „Ogień” udał się wraz z Janem Kolasą „Powichrem” do Lublina do rządu. Wg Kolasy „pojechaliśmy tam bo tam był według nas, nasz partyzancki sztab, nasz rząd”.
Z Lublina udali się do Warszawy (Rząd Tymczasowy i Komitet Centralny PPR przeniesione zostały wcześniej do stolicy) gdzie w Departamencie Kadr MBP Kuraś otrzymał skierowanie do pracy w PUBP w Nowym Targu, które równało się nominacji na stanowisko kierownika. Z tym dokumentem zameldował się w połowie marca w Wojewódzkim UBP w Krakowie, tym samym otrzymując formalny angaż na wymienione wyżej stanowisko.
Nominaci w Nowym Targu poczuli się zagrożeni. Przecież bezpośrednio po wyjeździe Kurasia rozpoczęli weryfikację członków UBP i MO zwalniając ludzi nie związanych z PPR, obsadzając stanowiska swoimi ludźmi z zewnątrz. Jednocześnie trwało dochodzenie na temat przeszłości okupacyjnej Kurasia, potrzebne do sporządzenia wniosku o zwolnienie go ze służby w trybie natychmiastowym.
Kuraś po powrocie zastał swoje stanowisko obsadzone przez nieznaną osobę, udał się więc do Zakopanego by objąć funkcję zastępcy szefa UBP. Według „Powichra”: „pojechaliśmy tam, ale nic nam się nie spodobało”.
Tymczasem WUBP na wniosek nadesłany z Nowego Targu, wszczął śledztwo przeciw Kurasiowi. Oprócz zarzutów z czasu okupacji, doszły nowe, a mianowicie pijaństwo na posterunkach MO oraz „znikanie broni”. Należy liczyć się z faktem, że Kuraś dysponując swoimi ludźmi zarówno w Urzędach nowotarskim jak też krakowskim, mógł mieć informacje dotyczące postępowania przeciwko niemu. 11 kwietnia 1945 r . został wezwany do WUBP – prawdopodobnie w celu złożenia wyjaśnień, jednak licząc się z możliwością aresztowania nie stawił się tam i wraz z grupą swoich podkomendnych, ponownie ruszył w góry…

Józef Kuraś "Ogień" (w białej koszuli, w środku) w otoczeniu górali – żołnierzy i współpracowników jego oddziałów (drugi z prawej – zastępca "Ognia" – Jan Kolasa "Powicher")

Część 2 >
Strona główna – wprowadzenie >

Mjr Józef Kuraś "Ogień" (1915 – 1947) – część 2

13 kwietnia 1945 r. …

13 kwietnia 1945 r. przeprowadził odprawę swoich byłych podkomendnych w górach, zapowiadając walkę przeciw ZSRR i komunistom. Bronisław Szaokalski „Herkules” (adiutant „Ognia”) wspominał, że poszli na Turbacz, tam „Ogień” wygłosił przemówienie, w którym powiedział m.in.: „walkę musimy zacząć od początku i teraz będziemy się bić za Polskę bez komunistów”.

Odciski pieczęci używanych przez oddziały Józefa Kurasia „Ognia”

Zgrupowanie „Ognia” przyjęło nazwę Oddział Partyzancki „Błyskawica” i od początku zorganizowane było według wzorów wojskowych. Józef Kuraś wykorzystał tu niewątpliwie swoje duże doświadczenie zarówno z okresu okupacji niemieckiej jak i z czasów służby wojskowej w okresie przedwojennym i w 1939 r.
Surowe przestrzeganie zasad dyscypliny wojskowej i konspiracyjnej mogło być jedynym środkiem zapewniającym bezpieczeństwo oddziału i umożliwiającym skuteczne dowodzenie.
Wg. szacunków, opartych na późniejszych danych MSW, liczba partyzantów „Ognia” przebywających w oddziałach leśnych oscylowała między 500 a 700 osobami. Sieć wywiadu, łączników i informatorów była kilkakrotnie bardziej rozbudowana. W roku 1946 pod dowództwem „Ognia” znalazła się duża część znaczących i najaktywniejszych jednostek partyzanckich z terenu województwa krakowskiego.
Podobnie jak działający na obszarach Polski północno-wschodniej i północnej mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, Józef Kuraś „Ogień” podzielił oddział na kilkudziesięcioosobowe grupy występujące pod nazwami kolejno numerowanych kompanii. Dowódcy każdej z nich cieszyli się dość dużym zakresem samodzielności, jednak byli zobowiązani składać dowódcy zgrupowania szczegółowe raporty z działalności i przedstawiać do akceptacji plany na przyszłość. O ile było to możliwe, „Ogień” spotykał się z nimi co najmniej raz w miesiącu.
Na czele całego zgrupowania stał sztab, który oprócz „Ognia” jako komendanta, tworzyli wyszkoleni oficerowie i najbardziej zaufani współpracownicy, którymi byli: Jan Kolasa „Powicher” – zastępca „Ognia”, Jan Batkiewicz „Śmigły”, Kazimierz Kuraś „Kruk”, Franciszek Dróżdż „Szpak” i Antoni Wąsowicz „Roch” pełniący funkcje dowódców tzw. Komisji Szybko – Wykonawczej, oraz Stanisław Ludzia „Harnaś” i Bogusław Szokalski „Herkules” – adiutanci dowódcy.

Oddział Ochrony Sztabu

Oddział ochrony sztabu zgrupowania "Ognia". Lato 1946 r.

Oddział Ochrony Sztabu zgrupowania „Ognia” podzielony był na pięć drużyn, dowodzonych przez „Marnego”, „Skałę”, „Ponurego”, „Zająca” i „Śmigłego”. Liczba żołnierzy przebywających bezpośrednio przy sztabie dowództwa wahała się od 60 do 90 ludzi, którzy operowali głównie w rejonie Ochotnicy i masywu Turbacza. Sztab stacjonował najczęściej w szałasach, bacówkach i ziemiankach na Turbaczu, Kiczorze, Starych Wierchach oraz Lubaniu, a operował głównie na terenie Gorców i w okolicznych miejscowościach.
W sierpniu 1946 r. WiN raportował do Londynu: „Uzbrojenie Oddz[iałów] „Ognia” [to]: broń automatyczna, przeważnie pochodzenia angielskiego i amerykańskiego, rkm-y, ckm-y i granatniki. […] W rejonie Turbacza i Obidowej na szczytach gór stoją baraki i silne placówki „Ognia”, pod kontrolą których pozostaje cała okolica ze specjalnym uwzględnieniem szos”.
Na ogół kiedy dochodziło do walki grupy sztabowej z przeciwnikiem, „Ogień” obejmował bezpośrednią komendę. Tak było na przykład w czasie walki oddziału sztabowego z KBW w dniu 29 IX 1946 r. nad Ochotnicą: „Ogień” dowodził walka osobiście – zaatakowani w obozie partyzanci wycofali się bez strat własnych, zabijając przy tym dwóch żołnierzy KBW.

Apel w obozie oddziału ochrony sztabu mjr. Józefa Kurasia "Ognia" (przyjmuje meldunek). Lato 1946 r.

1 Kompania
1 Kompania działała głównie we wschodniej części powiatu nowotarskiego, na Spiszu i w zachodnich rejonach pow. nowosądeckiego. Oddział liczył ok. 60 osób. Pierwszym dowódcą tej kompanii był związany z „Ogniem” jeszcze z czasów wojny Eugeniusz Melnyczuk „Lis”. Po jego aresztowaniu przez UB dowództwo objął Marin Kubiak „Roman” a po nim Jan Batkiewicz Śmigły”

2 Kompania

Rok 1946. Pododdział 2 kompanii zgrupowania "Ognia" dowodzony przez kpr. Jerzego Laurmana "Abusia", klęczy w środku.

Najważniejszym rejonem działania 2 Kompanii były tereny obejmujące obszary Tatr i pogranicza słowackiego przez Zakopane i Kościelisko, aż po Witów i Czarny Dunajec. Liczebność grupy dochodziła do 120 ludzi. Do października 1946 r. dowódcą oddziału był zdemobilizowany oficer 16 pp. ppor. Stefan Ostaszewski „Rysiek”. Po jego dezercji, w dniu 17 X 1946 r. „Ogień” mianował dowódcą 2 Kompanii „Powichra”. Tego samego dnia do grupy zostali wcieleni żołnierze 4 Kompanii „Dzielnego”. W październiku i grudniu oddział został kilkakrotnie rozbity, a „Powicher” (w grudniu), wrócił do sztabu zgrupowania. Dowództwo grupy objął wówczas jego dotychczasowy zastępca – Jan Zdybalski „Tom”.

3 Kompania

Partyzanci z oddziału Henryka Głowińskiego „Groźnego” – 3 kompania zgrupowania „Ognia”. Stoja od lewej: NN „Janosik”, Ignacy Wacławik „Kula”, Ludwik Baliński „Tur”, Czesław Stolarczyk „Guc”(stoi za „Turem”), Stanisław Wróbel „Bimber”, Józef Świder „Pacuła”, Henryk Głowiński „Groźny”, Stanisław Kaciczak „Bocian”, Wojciech Krzeszewski „Baca”, Jan Osiecki „Bratek”, Adam Domalik „Kowboj”. Leżą (od lewej): NN „Kominiarz”, Antoni Wąsowicz „Roch”

3 Kompania operowała głównie w okolicach Rabki, Chabówki i Raby Wyżnej, lecz obszar jej działania obejmował również tereny zachodniej części powiatu nowotarskiego (i okolic Nowego Targu) oraz południowych rejonów pow. myślenickiego i limanowskiego, aż po powiat nowosądecki. Oddział liczył ok. 75 ludzi. Juz w roku 1945 dowodził nim dezerter z WP, Henryk Głowiński „Groźny”. Po śmierci „Groźnego” w walce z KBW (9 listopada 1946 r.) dowództwo grupy objął jego zastępca, pochodzący z Wileńszczyzny Antoni Wąsowicz „Roch”.
4 Kompania
Na czele stosunkowo nielicznej, bo liczącej ok. 15 osób, 4 Kompanii stał ppor. Edward Radyga "Łoś". Działała ona na pograniczu powiatów Nowy Targ i Limanowa oraz we wschodniej części powiatu nowotarskiego. Na skutek poniesionych strat w walce w Szczawie 26 września 1946 r. cała Kompania przyłączyła się w Lubomierzu do grupy sztabowej. 17 X 1946 r. „Ogień wcielił ją do 2 Kompanii.

5 Kompania
5 Kompania działała w południowych rejonach pow. limanowskiego. Liczyła ok. 60 osób. Dowodził nią Kazimierz Paulo „Skała”. Od jesieni 1946 r. Kompania ta działała w ścisłej łączności z samodzielnymi, lecz podporządkowanymi formalnie „Ogniowi”, oddziałami „Błyskawica” Michała Duronia „Wichra” i „Wolność” Stanisława Papierza „Sępa”.

6 Kompania (krakowska)
Oddział krakowski zgrupowania „Ognia” był faktycznie 6 Kompanią, wydaje się jednak, że w praktyce nazwy tej nie używano. Założycielem i pierwszym dowódcą tej grupy był Zdzisław Lisik „Mściciel”. Początkowo działała ona tylko w Krakowie. Używała nazwy Ruch Oporu Armii Krajowej (ROAK) i kontaktowała sie z oddziałami Franciszka Mroza „Bobra” z myślenickiego. Po wielu zabiegach udało sie nawiązać kontakt ze zgrupowaniem „Ognia” i w 1946 r. podporządkowano oddział Kurasiowi, a dowództwo objął, przysłany ze sztabu zgrupowania Jan Janusz „Siekiera”. Dnia 18 VIII 1946 r. oddział ten zajął więzienie św. Michała w Krakowie, a także rozpoczęto systematyczne wypady w okolice Krakowa, szczególnie w miechowskie. 20 IX 1946 r. „Siekiera” wiozący raporty do „Ognia” został przypadkowo aresztowany przez patrol KBW. Wydarzenie to pociągnęło za sobą duże aresztowania wśród członków grupy. Nowym dowódcą zdziesiątkowanej kompanii został, mianowany 25 IX 1946 r. przez „Ognia”, Marian Zielonka „Bil”, który stał na jej czele aż do śmierci Józefa Kurasia.

7, 8, 9 Kompania
Kolejne Kompanie (7, 8 i 9) tworzyły podporządkowane zgrupowaniu „Ognia” oddziały partyzanckie:
Grupa „Zemsta” (7 Kompania) działająca na terenie powiatu nowosądeckiego, pod dowództwem Zygmunta Wawrzuty „Zemsty”, a po nim Bronisława Bubliko „Żara”, licząca ok. 30 osób.
Grupa „Grot” (8 Kompania) działająca na terenie pow. nowosądeckiego i limanowskiego, pod dowództwem Mariana Mordowskiego „Ojca”, licząca ok. 15 ludzi.
Grupa „Huragan” (9 Kompania) pod dowództwem Andrzeja Szczypta „Zenita” działała także na terenie pow. nowosądeckiego i liczyła ok. 35 ludzi.

Nazwę „Huragan” nosił również podporządkowany „Ogniowi” w 1946 r. oddział Jana Ziomkowskiego „Huragana”, działający w pow. wadowickim, liczący ok. 30 osób.
Również w pow. wadowickim działał oddział „Błyskawica”, jeden z najaktywniejszych w tamtym rejonie, pod dowództwem byłego żołnierza oddziału AK „Chełm” Michała Dudonia „Wichra”, liczący ok. 70 ludzi.
Na terenie pow. wadowickiego działał także trzeci oddział o nazwie „Huragan”, z którym oddział „Błyskawica” ściśle koordynował swoje działania. Oddział wszedł w skład zgrupowania „Ognia” w sierpniu 1946 r. a jego dowódcami byli kolejno: Mieczysław Sobolewski „Prut”, Stanisław Marek „Orlicz” i Henryk Dołągowski „San”.
Kolejnym, ok. 80 osobowym, doskonale zorganizowanym oddziałem podległym „Ogniowi”, był oddział „Burza” dowodzony przez Mieczysława Wądolnego „Mściciela”, operujący głównie w pow. wadowickim i myślenickim.

Żołnierze Mieczysława Wądolnego „Mściciela” – oddział Ignacego Sikory „Prawego” (stoi czwarty od lewej z żoną)

W 1946 r. „Ogień” nawiązał kontakty organizacyjne z krakowską organizacją konspiracyjną Armia Polska w Kraju, kierowana przez Aleksandra Delmana. Wg. niepotwierdzonych informacji miał być mianowany komendantem podległych jej oddziałów zbrojnych na Podhalu i za jej pośrednictwem otrzymać stopień majora.
Utrzymywał też kontakty konspiracyjne z bliżej nieznanymi ośrodkami na Śląsku, w Wielkopolsce i Pomorzu. Czterokrotnie spotykał się z kurierem Andrzejem Gocem, który przenosił korespondencję pomiędzy J. Kurasiem a siedzibą polskiego oficera łącznikowego w Monachium.

Oddziały podległe „Ogniowi” rozpoczęły działania zbrojne już w kwietniu 1945 roku.
W nocy z 17 na 18 kwietnia 1945 r. grupa „ogniowców” pod dowództwem Józefa Książka „Jastrzębia” rozbiła PUBP w Nowym Targu, zabijając przy tym czterech pracowników UB.

1945. Żołnierze zgrupowania "Ognia" z oddziału "Jastrzębia". Stoją od lewej: NN "Sosna", Józef Książek "Jastrząb", NN "Leniwy" i NN "Wicher", siedzi NN "Wilk".

Zaraz następnego dnia (18 IV 1945 r.) podkomendni „Ognia” rozbroili milicjantów z posterunku w Bukowinie Tatrzańskiej.
23 IX 1945 r. oddział Mieczysława Wądolnego „Mściciela” zlikwidował referenta UB z posterunku w Babicach (pow. Chrzanów), a po kilku tygodniach dokonał rozbicia i całkowitego zniszczenia posterunku MO, także w Babicach.

Głównym celem akcji likwidacyjnych byli funkcjonariusze UB i NKWD. Powszechnie zdawano sobie sprawę, że UB-owcy i ich zwierzchnicy – instruktorzy z NKWD – byli najważniejszym ogniwem nowego reżimu w terenie i zbrojnym ramieniem partii komunistycznej.
Nie stosowano jednak zasady odpowiedzialności zbiorowej i każdy fakt zastrzelenia funkcjonariusza musiał być umotywowany. Inną kwestią było strzelanie do nich jako atakujących, jak np. 28 IV 1945 r., gdy w czasie obławy zginęło od kul „ogniowców” dwóch żołnierzy NKWD.
W ściśle tajnych opracowaniach UB znajdują się informacje o stratach wśród funkcjonariuszy sowieckich walczących z „Ogniem”. Z jednego z nich, dotyczącego operacji „Ogniwo” (inwigilacja byłych żołnierzy Kurasia na początku lat 50-tych) wynika, że w okresie od 18 IV 1945 do 1 VIII 1945 w walce z partyzantami „Ognia” zginęło 27 członków NKWD.

Część 3 >
Strona główna – wprowadzenie >

Mjr Józef Kuraś "Ogień" (1915 – 1947) – część 3

Przeciwnik jednak nie …

Przeciwnik jednak nie próżnował i ciągle prowadzono operacje przeciwko zgrupowaniu „Ognia”, ale pomimo nieustannych, trwających aż do początków czerwca 1945 r. obław NKWD i rozproszenia oddziału Kurasia pod Turbaczem, potrafili „ogniowcy” skutecznie sie bronić, i tak np. 25 IV 1945 r. w czasie jednej z akcji „przeciw bojówce Ognia”, zginął kolejny funkcjonariusz nowotarskiego UB Romuald Rozmarynowski.
Zgoła inaczej traktował „Ogień” milicjantów. Uważał, że ich służba jest potrzebna społeczeństwu, bo mają pilnować porządku i bronić ludność przed pospolitym bandytyzmem. Z racji służby nie byli wrogami, tym bardziej, że wielu z nich mu sprzyjało. Akcje skierowane były przeciwko szczególnie niebezpiecznym funkcjonariuszom, współpracującym z UB i całym posterunkom udzielającym aktywnej pomocy w działaniach sił resortowych przeciw partyzantom.

Żołnierze jednego z pododdziałów zgrupowania mjr. "Ognia"

Oddziały „Ognia” prowadziły też cały szereg akcji wymierzonych w Słowaków opowiadających się za przyłączeniem polskich części Spiszu i Orawy do państwa słowackiego.
Problemem zupełnie innej natury i niezmiernie ważnym jest kwestia stosunku „Ognia” i jego żołnierzy do ludności żydowskiej. Niestety, ton dyskusji na temat „Ognia” przez wiele lat narzucała propaganda i stronnicze opracowania z okresu PRL, w których oskarżany był o antysemityzm i planowe wyniszczanie Żydów. Problem jest o tyle trudny, że taki obraz działalności Kurasia był jednym z fundamentów tej propagandy i niejednokrotnie przy tym (nawet jeszcze w latach 90-tych) dowodzenie opierano na wydaniach, wielokrotnie wznawianej książki, byłego sekretarza PPR w Nowym Targu, W. Machejka „Rano przeszedł huragan”, które były skrajnie stronniczym i niewiele mającym wspólnego z rzeczywistością materiałem propagandowym oraz na cytatach ze spreparowanego w całości przez Machejka, rzekomego dziennika „Ognia”.
Jak w całej Polsce, tak i na Podhalu Żydzi ginęli z rąk podziemia, nie jako przedstawiciele swojego narodu, ale z racji służby w organach represji, PPR lub agenturalnej współpracy z UB.
Dobrym przykładem może być rozbicie przez oddział „Ognia” PUBP w Nowym Targu w kwietniu 1945 r., gdzie zastrzelono wszystkich pojmanych (znanych partyzantom) funkcjonariuszy UB, z których Gadowski był Polakiem, Kosztyło – Ukraińcem, Reichel i Burzyński – Żydami.
Innym przykładem niech będzie zastrzelenie przez partyzantów 10 II 1946 r. Dawida Grassgrüna, który oprócz tego, że był wójtem gminy żydowskiej, był też aktywnym działaczem PPR w Nowym Targu.
Do najbardziej nagłośnionych zdarzeń, w których ofiarami były osoby pochodzenia żydowskiego, należą wydarzenia z dnia 20 kwietnia 1946 r. Zmierzający w kierunku Nowego Targu, w celu ponownego rozbicia tamtejszego PUBP, około 50-osobowy oddział partyzantów „Ognia” na przedmieściach miasta zatrzymywał do kontroli przejeżdżające auta. Partyzanci nie wiedzieli kto jedzie w zatrzymywanych ciężarówkach. Z aut, które stawały na wezwanie, mimo przeprowadzonej szczegółowej kontroli, nie zastrzelono nikogo. Natomiast kierowca jednego z samochodów, jadącego w kierunku Czorsztyna, na widok umundurowanego żołnierza próbującego go zatrzymać, nie zahamował, a pasażerowie (5 osób – jak się okazało później – wszyscy pochodzenia żydowskiego) otworzyli ogień w kierunku partyzantów. Po krótkiej strzelaninie samochód zatrzymano, a wszyscy pasażerowie zostali rozstrzelani na miejscu. Na podstawie zeznań świadków należy przypuszczać, że ludzie ci zamierzali przez „zieloną granicę”, nielegalnie przedostać się na Słowację. Nie wiedzieli, kto ich zatrzymuje; czy umundurowani ludzie na drodze to UB, wojsko czy też partyzanci.
Powyższe i podobne przykłady, a także prowokacje UB-eckie, jak np. w Kielcach, doskonale wykorzystywała komunistyczna propaganda, by przedstawić żołnierzy niepodległościowego podziemia (w tym i „Ognia”), jako zwyrodnialców i antysemitów, i tym samym uzyskać pretekst do pozostania wojsk sowieckich w Polsce, jakoby dla ochrony zagrożonej, dopiero co ocalałej z zagłady, ludności żydowskiej.
Absurdalność tych zarzutów jest tak wielka, że trudno z nimi polemizować, ale jako ciekawym przyczynkiem do dyskusji na ten temat może być wykonanie wyroku śmierci na Janie Wąchale „Łaziku”. Egzekucja Wąchały z wyroku „Ognia” za morderstwo popełnione w celach rabunkowych na dwóch kupcach – Żydach, może być świadectwem przeciwstawiania się „Ognia” tego rodzaju aktom kryminalnym, niezależnie od narodowości sprawców i ofiar.
Warto też zwrócić uwagę, że analiza poszczególnych wydarzeń, posiadane informacje na temat siły i obszaru działalności zgrupowania „Ognia” w 1946 r. wskazują, że co najmniej na terenie kilku powiatów większość Żydów przebywała w zasięgu jego partyzantów, nie wykluczając samego Nowego Targu i innych miast powiatowych. Wykonywano tam bez większych problemów rozmaite akcje, nawet wymierzone w wysokich lokalnych funkcjonariuszy UB czy PPR. Gdyby rzeczywiście „Ogniowi” zależało na wymordowaniu ludności żydowskiej (jak głosili propagandyści PRL) to należy przypuszczać, że ilość ofiar byłaby zdecydowanie większa.

21 VIII 1945 r. wszedł w życie dekret amnestyjny, jednak „Ogień” nie wierzył w zapewnienia UB i nie zamierzał sie ujawniać. W swoim liście do UB pisał:
„Sprawa złożenia broni: jako Polak i stary partyzant oświadczam: wytrwam do końca na swoim stanowisku”Tak mi dopomóż Bóg”. Zdrajcą nie byłem i nie będę […] Daremne wasze trudy, mozoły i najrozmaitsze podstępy. Gwarancje wolności wydajecie więźniom, których katujecie jak barbarzyńcy. Wstyd i hańba. Swoim postępowaniem doprowadzacie do zguby samych siebie…”.
Taka postawa „Ognia” – cieszącego się rosnącym autorytetem dowódcy największego oddziału na tym terenie – była przyczyną, dla której w całym powiecie nowotarskim do Komisji Likwidacyjnej AK zgłosiło się zaledwie 11 osób. Jednak w skali województwa rozmiary ujawnienia były niewątpliwie sukcesem komunistów i znacznie osłabiły oddziały partyzanckie, co pozwoliło tym skuteczniej przygotować nowe siły do walki z częściowo zdezorganizowanym podziemiem niepodległościowym.
Te oddziały, które pozostały w lesie, zdecydowały się na walkę z siłami represji a jej bezpardonowy charakter był już dla wszystkich oczywisty. Po reorganizacji zgrupowania, partyzanci „Ognia”, począwszy od grudniu 1945 r., przeprowadzili szereg udanych akcji zbrojnych.

Partyzanci ze zgrupowania mjr. "Ognia"

9 XII 45 r. ok. godz. 16:30 jeden z oddziałów należących do zgrupowania „Ognia”, dowodzony przez Henryka Głowińskiego „Groźnego” rozbroił posterunek MO w Łopusznej. Pobito komendanta, zabrano broń, odzież, żywność, pieniądze i wszystkie akta.
11 XII 45 r. również oddział „Groźnego” rozbroił siedzibę miejskiego UBP w Rabce i wykonał wyrok śmierci na kierowniku placówki UB, Mieczysławie Stramce.
26 XII 45 r. patrol z oddziału „Groźnego” rozbroił posterunek MO w Skawie koło Rabki.
31 XII 45 r. żołnierze „Ognia” rozbroili posterunek MO w Odrowążu.
19 I 46 r
. rozbrojono posterunek MO w Niedzicy, zniszczono kancelarię i zastrzelono komendanta.
20 II 46 r. oddział „Groźnego” zajął posterunek MO w Rabie Wyżnej. Partyzanci nie wyrządzili żadnej krzywdy milicjantom, natomiast rozstrzelali przed budynkiem dwóch funkcjonariuszy UBP, z Raby Wyżnej i z PUBP w Nowym Targu.
4 VIII 46 r. na Gubałówce, na stacji kolejki linowej, partyzanci z 2 Kompanii „Ognia” stoczyli walkę z grupą operacyjną, która próbowała ich aresztować. Zginęło 8 ludzi z UB, MO i KBW. Partyzanci mieli jednego lekko rannego.
18 VIII 46 r. odbyła się jedna z najgłośniejszych i najbardziej znaczących akcji wykonanych przez żołnierzy z 6 Kompanii (krakowskiej), kiedy to zdobyto i zajęto więzienie św. Michała w Krakowie, i uwolniono 64 aresztowanych, z których znaczna część zasiliła zgrupowanie „Ognia”.
Tydzień później, 25 VIII 46 r. odbito ze szpitala św. Łazarza, aresztowanego przez UB rannego partyzanta Eugeniusza Kadrysia. Leżał on w separatce dla więźniów na oddziale chirurgicznym, pilnowany przez wartownika z WUBP. Nad ranem, 10 żołnierzy pod dowództwem Jana Janusza „Siekiery”, rozbroili najpierw wartownika z milicji, stojącego przy wejściu, później obezwładniono UB-owca i milicjanta – sanitariusza. Rannego Kadrysia i jeszcze jednego żołnierza AK z oddziału „Wichra”, zabrano na ciężarówkę , którą zawieziono ich na melinę konspiracyjną w Borku Falęckim. W ogrodzie szpitalnym został rozstrzelany funkcjonariusz WUBP i pielęgniarka, która próbowała wszcząć alarm. Przy zwłokach pozostawiono blankiety z podpisami „Ognia” i „Siekiery”.
22 IX 46 r. na szosie Witów – Zakopane, partyzanci z 2 Kompanii urządzili zasadzki na 12-osobową grupę operacyjną z 2 zmotoryzowanego pułku KBW, powracającą autem z przeprowadzonej w Witowie akcji przeciw oddziałom „Ognia”. Samochód został ostrzelany silnym ogniem broni maszynowej, w wyniku czego 6 żołnierzy zginęło, 3 zostało rannych a reszta uciekła.
5 XI 46 r. zorganizowano udaną akcję odbicia kolejnego z partyzantów, który pilnowany przez KBW leżał ranny w szpitalu w Zakopanem. Ludzie „Powichra”, zastrzelili dwóch pilnujących go wartowników z plutonu zwiadu KBW i zabrali rannego kolegę.

W kolejnych miesiącach, do końca 1946 r., partyzanci „Ognia”rozbili kilkadziesiąt posterunków MO, m.in. w Czorsztynie, Piwnicznej, Szaflarach, Ludźmierzu, Frydmanie (trzy ostatnie w ciągu jednego dnia), Wieprzu, Tylmanowej, Łącku, Krościanku i wielu innych miejscowościach.
Wg. niepełnych danych, w okresie od października 1945 r. do listopada 1946 r. oddziały ze zgrupowania „Ognia”wykonały ok. 50 ataków na posterunki MO, UBP i SOK na terenie woj. krakowskiego, likwidując przy tym wielu funkcjonariuszy UB i NKWD oraz szczególnie niebezpiecznych lub stawiających opór milicjantów.

Żołnierze „Ognia” zlikwidowali m.in.:
25 VII 46 r. w Kalwarii, kpt. Mikołaja Zabłockiego, doradcę PUBP z ramienia NKWD na powiat wadowicki;
30 VII 46 r. zastrzelono naczelnika Wydziału III WUBP w Krakowie, Józefa Gleicka – Grabowskiego w Makowie Podhalańskim;
11 VII 46 r. wykonano wyrok śmierci na naczelniku więzienia w Nowym Targu, Janie Racławskim;

Fragment wyroku śmierci wydanego przez "Ognia" na naczelnika więzienia w Nowym Targu, Jana Racławskiego.

14 VIII 46 r. wykonano wyrok na byłym kierowniku UBP w Rabce, Władysławie Filipiaku, który w tym czasie, po skierowaniu do Centralnej Szkoły MBP i służbie w PUBP w Olkuszu, pełnił funkcję oddziałowego w osławionym więzieniu Montelupich w Krakowie;
28 VIII 46 r. w Nowym Targu zlikwidowano funkcjonariusza tamtejszego PUBP, Stanisława Pyka.

Przez cały 1946 r. w woj. krakowskim, według danych resortowych zostało zabitych w walce i zlikwidowanych 165 funkcjonariuszy UB i MO. Znacząca większość przypada na Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica” mjr Józefa Kurasia „Ognia”.

Niewątpliwie podstawą siły zgrupowania „Ognia” był jego rozbudowany i znakomicie działający wywiad oraz poparcie społeczeństwa, które w naturalny sposób uzupełniało system gromadzenia informacji o przeciwniku.
Starosta powiatu wadowickiego, w sprawozdaniu sytuacyjnym, za sierpień 1946 r. informował: „Walkę z bandami utrudnia fakt niewątpliwej współpracy ludności miejscowej z bandami”.
Odchodząc w góry, „Ogień” nie zabrał ze sobą wszystkich swoich zaufanych ludzi. Część z nich pozostała w strukturach UB i MO, w urzędach pocztowych, przedsiębiorstwach transportu, zaopatrzenia i w administracji, co także sprawiało, że jego wywiad działał doskonale.

Mjr "Ogień (pierwszy z lewej, w górnym rzędzie) wśród żołnierzy i współpracowników jego zgrupowania.

Do likwidacji agentury i wykonywania wyroków została powołana przez „Ognia” tzw. Komisja Szybko – Wykonawcza. Wyroki wydawane były na podstawie informacji od komórek terenowych. Jak wspomina jeden z adiutantów dowódcy „Herkules”: „…o wyroku decydował cały Sztab, nigdy sam „Ogień”.
Przez dłuższy czas oddziały „Ognia” operowały na dużą skalę. Na terenie powiatu nowotarskiego, poza kilkoma miastami, były one faktycznie gospodarzami terenu. I to mimo obecności dużych ilości wojska. „Ogień” na swoim terenie czuł sie do tego stopnia pewnie, że jego podwładni niekiedy wręcz informowali nowotarski PUBP o miejscach swego pobytu. Robili to listownie bądź za pośrednictwem komend MO, np. posterunek MO w Szaflarach został zawiadomiony przez partyzantów „Ognia”, że będą oni obecni 25 IX 1945 r. na zabawie w Bańskiej.

Lato 1946, Kiczora. Józef Kuraś "Ogień" z żoną Czesławą z d. Polaczyk.

Bez żadnych przeszkód, jak w wolnym kraju, 21 IV 1946 r., o godz. 14:00 Józef Kuraś zawarł ślub z Czesławą Polaczykówną w kościele parafialnym w Ostrowsku, kilka kilometrów na wschód od Nowego Targu. Dla pełnego bezpieczeństwa, położona u stóp Gorców wioska, została ze wszystkich stron otoczona uzbrojonymi w rkm-y patrolami. Po ceremonii zaślubin odbyło się wesele na kwaterze, na Górze Waksmundzkiej.
Ludność Podhala w tym czasie zwracała sie do Kurasia nawet z prośbami o rozstrzygnięcie sporów sąsiedzkich.

Część 4 >
Część 1 >
Strona główna – wprowadzenie >

St. sierż. Adam Ratyniec „Lampart” (1926 – 1952) – część 2

Z „HUZAREM” DO KOŃCA

Zatem idzie kontynuować walkę i w tym celu nawiązuje kontakt z Józefem Małczukiem ps.”Brzask”, w rezultacie wraz ze swymi ludźmi dołącza pod jego komendę. Oddział „Brzaska” podporządkowany jest organizacyjnie słynnemu zagończykowi kpt. Kazimierzowi Kamieńskiemu „Huzarowi”, który przejął nazwę i tradycje VI Brygady Wileńskiej. Podstawą ich istnienia jest gęsta siatka oddanych współpracowników, dających schronienie czy zaopatrzenie oraz bystrych informatorów, co pozwala omijać wszelkie zasadzki, permanentnie organizowane przez UB z okolicznych warowni, takich jak Łosice, Hołowczyce czy Sarnaki, którym na pomoc w potrzebie śpieszą również okoliczne powiatówki MO. Wiosną 1950 roku, oddział „Brzaska” stoczył dramatyczny bój z przeważającymi siłami UB i KBW. To krwawe starcie miało miejsce 7 kwietnia w rejonie miejscowości Jabłonna Średnia. W ogniu walki poległ „Brzask” i trzech jego żołnierzy. „Lampart” wraz z czterema ludźmi zdołał wyrwać się z okrążenia i ukrył się w jednym z zamaskowanych bunkrów. Dowództwo nad tą grupką partyzantów w sile patrolu przejmuje ponownie Adam Ratyniec i po przyłączeniu podobnych rozbitków z innych oddziałów prowadzi ich do dalszych akcji jako samodzielny patrol podległy nadal kpt. „Huzarowi”. Działalność bojowa grupy jest ograniczona ze względu na stałe przebywanie w terenie wielkich sił KBW i UB, niemniej od czasu do czasu odział „Lamparta” daje znać o sobie, np. 23 października 1950 r. ostrzelano posterunek MO w Mielniku i dokonano rekwizycji w miejscowej spółdzielni. Miesiąc później podobnej akcji dokonano w Szwejkach, pow. Sokołów. W styczniu 1951 roku dokonano rekwizycji w spółdzielni w Sawicach, gm. Wyrozęby, jednocześnie dokonano akcji na sekretarza PZPR w Wyrozębach, dokonując tylko rekwizycji mienia i żywności. Siłą rzeczy akcje „Lamparta” ograniczają się do dokonywania rekwizycji mienia komunistycznego oraz wyroków na niepoprawnych czy wręcz zbrodniczych wykonawcach polityki nowego ładu. Niekoniecznie były to wyroki śmierci, ale i takie wykonywano. Są to prawa wojenne, a oni do końca traktowali swoją służbę dla narodu, jako wojnę z okrutnym najeźdźcą, który łamał odwieczne polskie prawo do niepodległości i zniewalał społeczeństwo do służenia obcym interesom. Rekwizycje uderzały w reżimowe instytucje, a jednocześnie pozwalały partyzantom płacić za swoje utrzymanie i zaopatrzenie w odzież.

POLOWANIE NA „TYGRYSA”, CZYLI POCZĄTEK KOŃCA

Kadra oddziału „Huzara”. Stoją od lewej: Kazimierz Jakubiak „Tygrys” († 10 V 1952), Eugeniusz Tymiński „Ryś” († 30 V 1951), Wacław Zalewski „Zbyszek” († 24 X 1953), Józef Mościcki „Pantera” († 22 IX 1953), Siedzą od lewej: Kazimierz Parzonko „Zygmunt” († 22 IX 1953), Adam Ratyniec „Lampart” († 11 V 1952). Podlasie, 1951 r.

Coraz trudniej znaleźć pewne schronienie, ludzie podejrzani o sprzyjanie partyzantom są masowo aresztowani, bici, torturowani. W razie donosu, majątek meliniarza zostaje rozgrabiony przez ubeckich notabli, a rodzina bądź wymordowana w czasie przesłuchań, bądź skazana na wieloletnie wyroki. Beznadziejna walka ostatnich grupek partyzanckich toczy się nadal, zabici padają z obu stron ale przewaga wroga jest ogromna i koniec tych zmagań może być tylko jeden.
Dnia 10 maja 1952 r. w rejon dobrze rozpracowany przez UB, na Kolonię Chłopków, przybywa patrol podległy „Lampartowi” w składzie trzech ludzi: dowódca Kazimierz Jakubiak „Tygrys”, Henryk Ostapski „Poleszuk”-„Panek” i Władysław Kapłon „Krakowiak”. Wiadomość o tym Sztab G.O. „Bug” w Łosicach otrzymał jeszcze tego samego dnia o godz. 16:50, a już o godz. 17:00 wyjechała kompania KBW w sile 90 ludzi celem przeprowadzenia akcji ujęcia lub likwidacji patrolu. O godz. 18:05 wojsko otoczyło zabudowania Kolonii Chłopków. Mimo, że partyzanci to zauważyli i natychmiast podjęli próbę przebicia się przez kordon obławy, niestety nie powiodło się im to. Ciężko ranny został ich d-ca „Tygrys”, który zaraz potem popełnił samobójstwo. Pozostali dwaj „Panek” i „Krakowiak” próbowali przebić się w innym miejscu, jednak ogień grupy pościgowej spowodował, że obaj sie poddali.
Ujęci partyzanci, w trakcie podjętego natychmiastowego bestialskiego śledztwa, zeznali o miejscu pobytu pozostałej części patrolu „Lamparta”. Z zeznań wynikało, że patrol wraz z dowódcą znajduje się w masywie leśnym położonym na południe od miejscowości Nurzec – Stacja i koczuje w szałasach w sile 6 ludzi.
Kpr. Kazimierz Jakubiak „Tygrys”, ur. 4 XII 1926 r. Pochodził z rodziny chłopskiej zamieszkałej w Ruskowie, gm. Łysów pow. Siedlce. Początkowo służył w konspiracji w siatce terenowej, potem przeszedł do oddziałów leśnych. Okazał się dobrym żołnierzem, uczestniczył w wielu walkach i akcjach. Od 1950 r. służył w patrolu „Lamparta”. Otoczony przez UB i KBW pod Chłopkowem, bronił się pomimo rany do ostatniego naboju, który pozostawił dla siebie. Jego ciało zabrało UB. Nie ma własnego grobu.


„…PORWAĆ SIĘ NA TYSIĄCE…”

Jeszcze tego samego dnia zarządzono koncentrację sił KBW w Siemiatyczach. Ok. godz. 4:00, dnia 11 maja 1952 r. skoncentrowane siły dwóch batalionów KBW (każdy liczył trzy kompanie wojska) ruszyły do akcji i do godz. 6:30 okrążyły las od strony północnej, wschodniej i południowej (linia ta miała 14 km. długości), a od strony zachodniej wystawiono na wzgórzach okalających z tej strony las, kilka punktów obserwacyjno – podsłuchowych. O godz. 7:30 w okrążony rejon biwakowania „Lamparta” weszła grupa szturmowa i posuwając się tyralierą, rozpoczęła przeszukiwanie lasu, kierując się w stronę gdzie według zeznań ujętych wcześniej partyzantów, miały się znajdować szałasy patrolu „Lamparta”. Grupa szturmowa została na czas zauważona, tak, że partyzanci opuścili szałasy i niepostrzeżenie przeszli na tyły szturmujących. Następnie z odległości 60-70 m., z tyłu partyzanci ostrzelali grupę szturmową z broni maszynowej. Była godz. 8:30, wywiązała się walka ogniowa, w wyniku której został ranny w rękę „Lampart”. Henryk Olesiuk „Sokół” pod osłoną nieustannie prowadzonego ognia z RKM-u przeszedł pomiędzy dwoma stanowiskami żołnierzy obławy i wyszedł w głąb lasu, poza linię okrążenia, po czym zajął stanowisko w odległości 15-20 m. za kordonem i prowadził ogień z tyłu do żołnierzy KBW. W powstałym zamieszaniu, pozostali w okrążeniu partyzanci usiłowali uderzyć od wewnątrz na okrążenie z zamiarem jego przerwania. Manewr ten jednak nie przyniósł oczekiwanych rezultatów i „Sokół” w tej sytuacji postanowił ratować się ucieczką. Tymczasem walka partyzantów w okrążeniu trwała nadal. Grupie szturmowej udało się okrążyć ich drugim pierścieniem, jednak broniący się nie rezygnują z wyrwania się z kotła. St. strz. Andrzej Jakubiak „Ryś” uzbrojony w RKM atakuje pierścień okrążenia w kierunku zachodnim, zostaje jednak ranny i uszkodzono mu RKM, który porzuca i próbuje się wycofać, jednak zostaje zabity. Nim zmarł zdołał jeszcze powiadomić pozostałych o niemożliwości przebicia się w tym miejscu. Siły broniących się topnieją. Niebawem zostaje ranny w biodro kpr. Witold Białowąs „Litwin” i dostaje sie do niewoli. Zaraz potem ginie st. strz. Wiesław Filczuk „Amerykanin”, natomiast dwóm ostatnim: „Lampartowi” i por. Konstantemu Maksymowowi „Ryszardowi” udaje się przebić przez wewnętrzny pierścień grupy szturmowej i zbliżyć się do zewnętrznej linii okrążenia, jednak przy próbie jej pokonania, zostają zauważeni a „Ryszard” został lekko ranny. Obaj zawracają z zamiarem szukania możliwości przebicia się w innym miejscu. Jednak i tu próba nie powiodła się, ginie w walce najpierw por. „Ryszard” a następnie, broniący się do końca „Lampart”. Ta nierówna walka zakończyła się o godz. 16:30. Nie poddali sie łatwo. Przez około siedem godzin walczyli o swoje życie. Przewaga ilościowa i techniczna była po stronie przeciwnika. Tylko determinacją i umiejętnością walki partyzanckiej można tłumaczyć tak długie jej trwanie.

Rys. w/g: Opis akcji operacyjnej przeprowadzonej przeciwko patrolowi „Lamparta” z bandy „Huzara”… Sztab operacji „Narew” dn. 15.05.1952 r. Wysokie Mazowieckie.
Załącznik Nr 1. CAW, sygn. 1580/75/1471.K.225.

KAPITAN SCHODZI OSTATNI

Po likwidacji patrolu „Lamparta” nastąpiły masowe aresztowania wśród członków siatki terenowej podległej kpt. „Huzarowi”, następstwem czego było stopniowe rozbijanie kolejnych patroli bojowych, aż w końcu w efekcie prowokacji aresztowano 29.10.1952 r. kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” i kilku jego podkomendnych. Kpt. K. Kamieński skazany został na trzynastokrotną karę śmierci i wraz dwoma swoimi żołnierzami, stracony 6 października 1953 r.
Po aresztowaniu i śmierci „Huzara” działało jeszcze na Podlasiu kilka grupek partyzanckich, jednak ich działalność nie miała już tak zorganizowanego charakteru i takiego rozmachu.

Oni już dawno odeszli na wieczną wartę, tylko niewielu z nich ma swoje miejsce na katolickim cmentarzu, jeszcze mniej pozostało wśród nas żyjących świadków tych zmagań, którzy mogą zaświadczyć, że tamci oddali życie w imię najświętszych polskich ideałów, w walce z obcym nam systemem, narzuconym siłą sowieckich bagnetów. Naszym obowiązkiem jest kultywować pamięć o bohaterach antysowieckiego oporu, tych którzy walczyli z bronią w ręku i tych, którzy tylko i aż tylko, służyli im gościną, kryjówką i błogosławieństwem.

23 lipca 2006 r., Fundacja „Pamiętamy”, która powstała w 1989 r. i zajmuje się upamiętnianiem walki Polaków o niepodległość Ojczyzny w latach 1939-1956, ufundowała w Mielniku nad Bugiem, pomnik poświęcony pamięci patrolu st. sierż. Adama Ratyńca „Lamparta”. Tydzień wcześniej, 15 lipca 2006 r., także dzięki staraniom Fundacji „Pamiętamy”, w miejscowości Czaje – Wólka, odsłonięto podobny pomnik poświęcony pamięci kpt. Władysława Łukasiuka „MŁota”, d-cy 6 Brygady Wileńskiej AK.

Napis na tablicy w Mielniku brzmi tak:
„Nie dajmy zginąć poległym” – Zbigniew Herbert.
PAMIĘCI BOHATERSKICH ŻOŁNIERZY 6 WILEŃSKIEJ BRYGADY ARMII KRAJOWEJ
ST. SIERŻ. ADAMA RATYŃCA „LAMPARTA”
POR. ANTONIEGO MAKSYMOWA „RYSZARDA”
KPR. KAZIMIERZA JAKUBIAKA „TYGRYSA”
STRZEL. ANDRZEJA JAKUBIAKA „RYSIA”
STRZEL. WIESŁAWA FILCZUKA „ROMKA”

POLEGŁYCH 10 i 11 V 1952 r.
W LESIE SOKÓLE POD MIELNIKIEM
ORAZ POD CHŁOPKOWEM
W WALCE Z KOMUNISTAMI
ZA NIEPODLEGŁOŚĆ POLSKI
WIARĘ KATOLICKĄ I WOLNOŚĆ CZŁOWIEKA



Jerzy W. Wypiórkiewicz

Opracowano na podstawie:
Narodowe Siły Zbrojne na Podlasiu, Opracowania, wspomnienia i dokumenty, tom III, Redakcja: Mariusz Bechta, Leszek Żebrowski, Biała Podlaska 2003.

St. sierż. Adam Ratyniec „Lampart” – część 1>
 

Mjr Józef Kuraś "Ogień" (1915 – 1947) – część 4


UB próbowało różnymi sposobami zlikwidować "Ognia" i jego ludzi. Jednym ze sposobów, miało być wprowadzenie do zgrupowania agentów, mających za zadanie wsypać do jedzenia truciznę. Na szczęście plan sie nie powiódł, a agenci zostali zlikwidowani. Na zdjęciu: Plan zniszczenia grupy "Ognia" z 15 lipca 1946 r.

Sytuacja taka nie trwała jednak długo. UB i KBW zdołało w pełni wykorzystać okres zimowej demobilizacji oddziałów zgrupowania na przełomie 1946/1947 dla zadania mu szeregu dotkliwych strat. Niewątpliwie największym sukcesem, jaki UB odniosło w styczniu 1947 r. była udana operacja osaczenia Mieczysława Wądolnego „Mściciela”, który zginał samobójczą śmiercią otoczony przez KBW 14 stycznia 1947 r.
Dnia 11 II 1947 r. został rozbity i wymordowany patrol szefa 2 kompanii kpr. Józefa Szczoty „Marnego”. 10 II 1947 r. „Marny” wraz z pięcioma podkomendnymi (w tym z Janiną Polaczykówną „Stokrotką”, szwagierką „Ognia”) udali się na nocleg do willi krakowskiego hufca ZHP zwanej „Śmiechówka”. Następnego dnia rano, poinformowani o tym fakcie przez agentkę UBP Marię Minczowską ps. „Niezdecydowana”, funkcjonariusze KBW i UB otoczyli dom. Akcję rozpoczęto od wrzucenia granatu do pokoju, w którym spali partyzanci (świadczy to o precyzyjności otrzymanego donosu). W czasie walki zginął od postrzału pociskiem dum-dum Władysław Domiczak „Koliba”, a Andrzej Lasak „Podbipięta” popełnił samobójstwo. Budynek stanął w płomieniach. Pozostali przy życiu „Marny” (ciężko ranny w nogi), „Stokrotka”, „Tygrys” (Kazimierz Marduła) i „Znicz” (Mieczysław Żebrowski), nie widząc żadnych szans, poddali się i wyszli z płonącego budynku. Kazano im położyć się na trawie i na miejscu ich zamordowano, pozostawiając przy życiu jedynie J. Polaczykówną, jako szwagierkę „Ognia”, uznając ją za cenne źródło informacji. Akcja ta była prowadzona pod osobistym nadzorem mjr. Bronisława Wróblewskiego z MBP.

22 stycznia 1947 r. skierowano w rejon stacjonowania „Ognia” 829 ludzi z 6 samodzielnego batalionu operacyjnego oraz 2 samodzielnego zmotoryzowanego pułku KBW. Podzielono ich na siedem pododdziałów operacyjnych i sztab z odwodem. Do każdego oddziału przydzielono funkcjonariuszy UBP. Zadaniem każdej grupy było „ustawiczne śledzenie, ściganie i nękanie bojówek „Ognia”. Zakrojone na szeroką skalę akcje wojskowe i pacyfikacyjne w terenie w połączeniu ze wzmożoną pracą agenturalną doprowadziły do likwidacji i aresztowano wielu partyzantów i współpracowników „Ognia”. Były to kolejne poważne ciosy dla zgrupowania „Ognia”, które pogłębiły poczucie beznadziejności sytuacji wśród poszczególnych grup partyzantów, rozlokowanych na melinach i przebywających w lesie.
10 II 47 r. zwerbowany został przez UB agent, któremu nadano pseudonim „Orientacyjny”. Po trzech dniach przyprowadził on do UB kolejnego, zwerbowanego przez siebie agenta ps. „Śmiały”, który przekazał dokładny opis miejsca kwaterowania sztabu zgrupowania „Ognia” w górach za Turbaczem. 17 II 47 r. zdrajca osobiście poprowadził 100 osobowy oddział KBW wzmocniony grupą UB pod dowództwem kpt. F. Dworakowskiego. Następnego dnia, ok. godz. 10:00 grupa operacyjna zbliżyła się do obozu, jednak „ogniowcy” nie dali sie zaskoczyć i już z odległości 300 m. zaczęli się ostrzeliwać. Udało im sie wycofać, jednak stracili jednego zabitego, Józefa Srala „Smaka”.
Po tej operacji „Ogień” podzielił swój oddział sztabowy na mniejsze, kilkuosobowe grupki, które skierował na kwatery we wsiach. Sam na czele zaledwie sześciu ludzi zszedł do Ostrowska 20 lutego 1947 r. Byli z nim Jan Kolasa „Powicher”, Stanisław Sral „Zimny”, Kazimierz Kuraś „Kruk” (bratanek „Ognia”), Franciszek Dróżdż „Szpak”, Stanisław Ludzia „Harnaś” i łączniczka Irena Olszewska „Hanka”. Trzeba tu wyraźnie podkreślić, że nie była to grupa rozbitków, czy też jak sugerowano wielokrotnie, grupa ostatnich (sic!) najwierniejszych ludzi, którzy pozostali przy „Ogniu”.
Straty jakie zgrupowanie poniosło w listopadzie, grudniu 1946 i styczniu 1947 r., czyli w okresie zimowego rozlokowania części oddziałów i poszczególnych osób na wiejskich kwaterach, znacznie osłabiły całość i spoistość zgrupowania, ale nie były tożsame z jego rozbiciem.
Zgrupowanie nie straciło zdolności mobilizacyjnych i w myśl planów „Ognia” na wiosnę oddziały ponownie miały się zebrać i powiększyć.

Nie dane jednak było „Ogniowi” zrealizować tych planów. Zdrajcami, którzy donieśli o miejscu kwaterowania to Stanisław Byrdak, Antoni Twaróg i Stefania Kruk. Wszyscy ci ludzie związani byli wcześniej z jego oddziałami.

Fragment raportu specjalnego do WUBP o doniesieniu agenturalnym nt. stacjonowania mjr. "Ognia"

Nowotarskie UB informacje otrzymało ok. godz. 9:30, 21 lutego 1947 r. Ok. godz. 10:00, czterdziestoosobowa grupa z odwodu Wojsk Wewnętrznych, wzmocniona przez dziesięciu funkcjonariuszy UB i MO, wyjechała do Ostrowska. Całością dowodzili i akcję naprowadzali: mjr B. Wróblewski z MBP, kpt. B. Szwajgert i kpt. F. Dworakowski z WBW w Krakowie, por. A. Podstawski – szef PUBP w Nowym Targu, por. H. Słabczyk z KP MO w Nowym Targu i ppor. E. Zawada z WUBP w Krakowie.
Atak na dom Józefa i Anny Zagatów, w którym przebywał „Ogień” rozpoczęto ok. godz. 13:00. Wcześniej otoczono cały kompleks zabudowań w trójkącie trzech dróg. W trakcie strzelaniny „Powicher” wraz z rannym „Harnasiem” zdołali się przebić i uciec. Zginęli „Zimny” i „Kruk”. „Szpakowi” udało się ukryć.
Partyzanci najpierw niepostrzeżenie przeniknęli do sąsiedniego budynku Michała Ostwalda. Podpalono zabudowania, ale „Ogień” wraz z „Hanką” zdołał przedostać się do kolejnego budynku Marii Kowalczyk – Pachowej. Otoczony tam, został wezwany do poddania się. Odmówił, polecając skorzystać z tej propozycji „Hance”. Po jej wyjściu z budynku „Ogień” próbował popełnić samobójstwo. Strzał w skroń nie spowodował jednak natychmiastowego zgonu – w stanie utraty przytomności został pojmany. Żołnierze obławy, po wdarciu się na strych, zrzucili nieprzytomnego „Ognia” po schodach, jednak UB-ecy, doceniając w pełni wagę informacji, jakie planowali uzyskać podczas przesłuchań, za wszelka cenę chcieli go ocalić. Przeniesiono go na ciężarówkę, sanitariusz KBW udzielił mu pierwszej pomocy i zawieziono go do nowotarskiego szpitala, który otoczył kordon KBW, a wewnątrz pilnowała „Ognia” obstawa UB i MO.

Ostrowsko, 21 luty 1947 r. Złożony na noszach przez UB-owców, ranny po samobójczym postrzale, Mjr Józef Kuraś "Ogień".

Ostrowsko, 21 luty 1947 r. Ranny Mjr "Ogień", kilkanaście godzin przed śmiercią.

Próby uratowania życia okazały się nieskuteczne. Major Józef Kuraś „Ogień” zmarł dwadzieścia minut po północy, czyli już 22 lutego 1947 roku. Ciało zostało zabrane i złożone
na podwórku WUBP w Krakowie i według niepotwierdzonych informacji, następnego dnia przekazano je Wydziałowi Lekarskiemu Akademii Medycznej, jako zwłoki nieznanego mężczyzny.
Do dziś nie jest znane miejsce pochówku mjr. „Ognia”.

Śmierć „Ognia” zbiegła się w czasie z uchwaleniem amnestii i oba te wydarzenia istotnie zaciążyły na losach „ogniowców”. Zgrupowanie miało charakter typowo wojskowy, oparty na autorytecie dowódcy. Nie poczyniono przygotowań na wypadek konieczności zmiany dowództwa, nie wyznaczono następców, którzy mieliby w regionie szanse zyskać tak duże uznanie dowódców poszczególnych oddziałów. Dlatego śmierć „Ognia” musiała się równać rozpadowi zgrupowania, nawet gdyby nastąpiła w mniej sprzyjającym dla władzy okresie.
W woj. krakowskim, wśród wielu dowódców oddziałów, którzy podjęli decyzję o skorzystaniu z amnestii było szereg „ogniowców”. Za ich przykładem poszli liczni podkomendni i ogółem ujawniło się oficjalnie 376 żołnierzy Kurasia i 134 współpracowników. Jednak, tak jak i w całej Polsce, komuniści nie zamierzali dotrzymać warunków amnestii i niedługo później ujawnieni byli aresztowani i skazywani na wieloletnie wyroki z karą śmierci włącznie. Spowodowało to, jak wszędzie, powrót części partyzantów „Ognia” w góry i podjęcie dalszej, bezpardonowej walki z komunistami.
Już w marcu 1947 r. pojedynczy żołnierze „Ognia” rozpoczęli działania przeciwko resortowi i konfidentom, jednak nie miały one jeszcze charakteru zorganizowanego. W maju, od nowa zorganizował oddział Józef Świder „Pacuła”, przyjmując nowy pseudonim „Mściciel”. Zwerbował 16 ludzi. Występowali pod nazwa „Wiarusy” lub III kompania AK lub ROAK. Ukrywali sie w rejonie Rabki i Skomielnej Czarnej w południowej części pow. myślenickiego. W końcu 1947 r. potroiła się ich liczba, bo do grupy przystępowali również ujawnieni. W roku 1947 „Wiarusy” wykonali kilkanaście akcji zbrojnych, w czasie których zastrzelili 7 żołnierzy KBW, 2 milicjantów, 1 funkcjonariusza UB. W sierpniu zlikwidowali agenta o ps. „Czarny”.
Przeciwko „Wiarusom” natychmiast wystąpiły siły UB i KBW, wykorzystując skrupulatnie doniesienia licznych agentów i informatorów. Przerażona terrorem UB społeczność Podhala nie udzielała już „Wiarusom” tak wydatnej pomocy jak „Ogniowi” i stąd ich akcje stawały sie mniej spektakularne i ponosili straty.
31 X 1947 r. na stacji kolejowej w Lasku rozbita została jedna z grup i zginęło 4 ludzi.
18 II 1948 r. zginał w potyczce d-ca Józef Świder „Mściciel” Po jego śmierci dowództwo nad „Wiarusami” przejął Tadeusz Dymel „Srebrny”. Grupa operowała w rejonach Łopusznej, Kościeliska, Bukowiny i Czarnego Dunajca.
Ale i oni nie mieli długo działać. 20 X 1948 r. zginął w zasadzce zastawionej przez KBW „Srebrny”.
Po nim grupę przejął były adiutant „Ognia”, Stanisław Ludzia „Harnaś”, „Dzielny”. Wzorując się na doświadczeniach „Ognia” podzielił ludzi na trzy grupy, licząc, że będzie im łatwiej działać. Jedna operowała w rejonie Szczawnica – Krościenko – Obidza, druga w rejonie Rabka – Rdzawka – Obidowa, zaś trzecia w rejonie Niedzica – Czorsztyn. W końcu 1948 roku „Harnaś” miał w dyspozycji 70 ludzi i dość szeroko rozbudowaną sieć współpracowników. W roku 1948 oddział „Harnasia” zastrzelił 13 milicjantów, 1 żołnierza KBW, 1 zdrajcę i 3 osoby cywilne (?). Dokonali kilku akcji na spółdzielnie i sklepy. W 1949 r. zastrzelili jednego milicjanta i jednego współpracownika UB.
Przeciw „Wiarusom” władze bezpieczeństwa zmobilizowały dość znaczne siły, a mianowicie 250 żołnierzy KBW oraz 60 milicjantów i funkcjonariuszy UB, którymi dowodził Stanisław Wałach, naczelnik Wydziału III WUBP w Krakowie (późniejszy literat, jeden z największych opluwaczy niepodległościowego podziemia), pod nadzorem zastępcy szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie, Franciszka Szlachcica, późniejszego (w latach 70-tych) ministra spraw wewnętrznych i wicepremiera.
Podjęto także grę operacyjną, w wyniku której wprowadzono do „Wiarusów” oficerów UB, jako przedstawicieli III Okręgu ROAK w Krakowie, pod pseudonimami „mjr Maciej” (F. Szlachcic) i „Henryk” (Marian Strużyński, później jako Marian Reniak, autor kilku książek, m.in. „Niebezpieczne ścieżki”, która jak większość z tamtego okresu, dość tendencyjnie opisuje „Harnasia”, jego ludzi i operację przeciwko nim).
Już na początku 1949 r. organizacja „Wiarusów” została rozpracowana agenturalnie i przez następne miesiące prowadzono działania zmierzające do likwidacji grupy. 16 lipca 1949 r. w okolice Rabki przybył „mjr Maciej” i doszło do spotkania z trzema chętnymi do wyjazdu do Anglii. Wśród nich był „Harnaś”. Mistyfikację w czasie nocnego spotkania w głębokim terenie uwiarygodnił samochód ze znakiem angielskiej ambasady. Przewieziono ich do Krakowa, prosto do budynku WUBP i tylko przypadek sprawił, że zorientowali się, że są w rękach swoich prześladowców. Doszło do strzelaniny – „Harnaś” został ranny, dwaj pozostali zostali zabici w walce. Stanisław Ludzia „Harnaś”, „Dzielny”, "Ryś" został skazany na śmierć i stracony 12 stycznia 1950 r. w więzieniu Montelupich w Krakowie. Miejsce pochówku pozostaje nieznane.
17 lipca 1949 r. została aresztowana reszta jego „Wiarusów” i w ten sposób do połowy lipca 1949 r. przestał istnieć zasadniczy trzon „postogniowego” zgrupowania i było tylko kwestią czasu, aby wszyscy zostali ujęci. W sierpniu tego roku aresztowano 122 współpracowników „Wiarusów”.

Śmierć „Ognia” i rozpad jego zgrupowania partyzanckiego, jednego z największych w powojennej Polsce, a w końcu likwidacja „Wiarusów”, jako resztek zgrupowania „ogniowego” kończy rozpoczętą w 1939 r. walkę Podhalan o niepodległą i suwerenną Polskę, zaś wieloletnia inwigilacja ludzi „Ognia” przez Służbę Bezpieczeństwa potwierdza tylko ważne miejsce jego walki z siłą narzuconym, obcym i zbrodniczym reżimem.
Na koniec warto przytoczyć słowa prof. Andrzeja Paczkowskiego, które wspaniale podkreślają niepodległościowy i bohaterski charakter, tej heroicznej lecz jakże beznadziejnej walki „Żołnierzy Wyklętych”, często, już tylko po to, by do końca dotrzymać wierności przysiędze:
„Podziemie było toczącą ciężkie boje odwrotowe ariergardą Polski Niepodległej. Tyle, że nie było już się gdzie wycofać”.

Opracowano na podstawie:

Maciej Korkuć, Zostańcie wierni tylko Polsce… Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944 – 1947), Kraków 2002,
Maciej Korkuć, Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica” [w:] Zeszyty Historyczne WiN-u,
Nr 5/1994,
Bolesław Dereń, Józef Kuraś „Ogień”. Partyzant Podhala, Warszawa 2004,
Łukasz Majerczyk, Wizerunek Józefa Kurasia (ps. ,,Orzeł”, ,,Ogień”) (1915 – 1947) w literaturze historycznej”. Publikacja internetowa: http://www.historycy.pl/Strony/Artykuly/2002%2002/Kuras.html