Rajd patrolu "Tygrysa" – część 1

Zapomniany epizod z walk 6 Brygady Wileńskiej – Rajd patrolu "Tygrysa" do byłych Prus Wschodnich (grudzień 1946 – styczeń 1947).

Gdy wiosną 1946 r. 5 Brygada Wileńska, jeden z najsłynniejszych oddziałów partyzanckich powojennego podziemia niepodległościowego, odtworzona w Borach Tucholskich przez majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszkę" ponownie podjęła akcję zbrojną, także Mazury i Warmia zostały objęte jej działaniami. Podstawowe siły tej jednostki często operowały zwłaszcza w zachodniej części wspomnianego regionu. Czterokrotnie całe Mazury zostały przemierzone wzdłuż – ze wschodu na zachód i z powrotem – przez pododdział 5 Brygady Wileńskiej dowodzony przez ppor. Henryka Wieliczkę "Lufę". Podczas rajdu przeprowadzonego w wrześniu i październiku towarzyszył "Lufie" osobiście major "Łupaszka".

Podczas kolejnego rajdu na Mazury trwającego od 18 października do 20 listopada 1946 r., terenem działania szwadronu ppor. "Lufy" stał się powiat piski i powiaty z nim sąsiadujące. Zadanie ppor. "Lufy" polegało wówczas na przesunięciu się daleko na zachód i dotarciu w rejon lasów purdzkich w pobliżu miejscowości Łajsy (na południe od Olsztyna), gdzie miał zlokalizować dwa kadrowe szwadrony 5 Brygady Wileńskiej dowodzone przez ppor. Olgierda Christę "Leszka" i Leona Smoleńskiego "Zeusa". Następnie miał doprowadzić wspomniane jednostki do majora "Łupaszki”, przebywającego przy oddziałach 6 Brygady Wileńskiej kpt. Władysława Łukasiuka "Młota", operującej w tym czasie na terenach nadbużańskich powiatu Bielsk Podlaski. Misja ppor. "Lufy" nie powiodła się, bowiem obaj dowódcy zdecydowali się rozformować swe oddziały jeszcze na terenie Borów Tucholskich, będących główną bazą ich działalności.

Ppor. Henryk Wieliczko "Lufa"

Podczas przemieszczania się przez powiat piski szwadron ppor. "Lufy", liczący już tylko 11 żołnierzy, poruszający się przy pomocy zdobycznego samochodu ciężarowego, wykonał kilka znaczących akcji zbrojnych. Gdy 28 października 1946 r. w zasadzce na szosie Szczytno – Rozogi zdobyli 160 litrów benzyny, zdecydowali się dokonać dalszego uzupełnienia zaopatrzenia w Rozogach. Gdy przed południem szwadron "Lufy" wjechał do miasteczka, obiektem jego ataku stał się przede wszystkim posterunek MO. W Wyniku zaskoczenia został on opanowany bez walki. Ze spółdzielni zabrano potrzebną partyzantom żywność – głównie konserwy. Następnie grupa ppor. "Lufy" pojechała do oddalonego o kilkanaście kilometrów Lipowca, gdzie także rozbroiła posterunek MO oraz dokonała rekwizycji w urzędzie gminy i spółdzielni. Pościg zorganizowany przez UB dotarł do miasteczka Rozogi już w półgodziny po opuszczeniu go przez partyzantów. Gdy partyzanci "odskoczyli" z Lipowca na teren powiatu Nidzica, zostali zlokalizowani przez grupę operacyjną UBP i MO na kolonii Jankowo. Zdołali oderwać się od pościgu bez walki i kontynuowali odwrót. Po opuszczeniu szosy Wielbark – Jedwabno, na bocznej drodze pod wsią Rękownica, ppor. "Lufa" zdecydował się urządzić zasadzkę na jadący jego tropem jeden z pododdziałów grupy pościgowej (samochód z 18 funkcjonariuszami plutonu operacyjnego KP MO ze Szczytna). Pomimo znaczącej przewagi liczebnej ze strony "resortu", akcja powiodła się w pełni. Ostrzelani i obrzuceni granatami milicjanci po stracie kilku zabitych i rannych poddali się (zginął m.in. komendant powiatowy MO ze Szczytna, chor. Kazimierz Jarzębowski). Ze strony partyzantów został śmiertelnie ranny odłamkiem granatu kpr. Henryk Wojczyński "Mercedes".

Kpr. Bogdan Obuchowicz "Zbyszek", ppor. Olgierd Christa "Leszek", kpr. Henryk Wojczyński "Mercedes", 5 szwadron, Bory Tucholskie 1946 r.

Szwadron "Lufy" "odskoczył" po walce na teren powiatu olsztyńskiego, skutecznie gubiąc pościg UB. Ponownie pojawił się w powiecie piskim w końcu pierwszej dekady listopada 1946 r., gdy wracał z lasów purdzkich na Podlasie.
W dniu 9 listopada założył zasadzkę na szosie Szczytno – Rozogi, w celu zdobycia niezbędnej do dalszego "odskoku" benzyny. Doszło wówczas do niecodziennego zdarzenia, które ppor. "Lufa" tak opisał w swoim dzienniku:
„Z rana wyjeżdżamy na szosę znów za benzyną. Zatrzymujemy samochód z Anglikami. Nie chcą nam ani sprzedać, ani dać paliwa. Jeden z nich mówi, że "Anders gut i partizan gut, a benziny malo”. W sentymenty bawić się nie mogliśmy, benzyny część wzięto. Wycofanie na Annuszewo. Po południu żegnamy oszronione Prusy i zawracamy w "swoje" białostockie. Trasa ta sama. Oddajemy samochód szoferom, a sami się "spieszamy". Przeprawiamy się przez Narew i stajemy na postój w kolonii Rudniki Kurpiki.”

Jeszcze raz partyzanci spod znaku majora "Łupaszki" pojawili się na Mazurach w grudniu 1946 i styczniu 1947 r. Tym razem zapuścił się tu patrol podlegający dowódcy 6 Brygady Wileńskiej – kpt. Władysławowi Łukasiukowi „Młotowi”. Został on sformowany w październiku 1946 r. na terenie gminy Boćki w powiecie Bielsk Podlaski. Początkowo składał się on z czterech żołnierzy miejscowego ośrodka WiN, dowodzonego przez plut. Eugeniusza Korzeniewskiego "Ryga", przekazanych do 6 Brygady Wileńskiej. W trakcie działań powiększył się o kolejne trzy osoby. Patrol, zamaskowany jako pododdział ludowego WP, przerzucił się koleją na Mazury (trasa Niewodnica -Białystok- Szczytno) i objął swą działalnością teren byłych Prus Wschodnich penetrując je w ciągu dwóch miesięcy dość głęboko (pow. Szczytno, Lidzbark Warmiński, Nidzica, Olsztyn, Pisz).

Plut. "Sęp" (Kazimierz Ilczuk ?), ppor. Henryk Wieliczko "Lufa", sierż. Witold Goldzisz "Radio", 1947 r. (?).

Z dokumentacji WUBP w Białymstoku wynika, że celem działania "zimowego" patrolu 6 Brygady Wileńskiej na Mazurach – było przede wszystkim zwiadowcze rozpoznanie panujących tam warunków, a także nawiązanie kontaktu z żołnierzami AK-WiN z powiatu Bielsk Podlaski, którzy zamieszkali na tym terenie. Można też domyślać się, że w grę mogło wchodzić też zdublowanie wcześniejszej misji 4 szwadronu ppor. "Lufy". Zapewne mjr "Łupaszka", który początkowo negatywnie ocenił przebieg ostatniego pruskiego rajdu tej jednostki, chciał uzyskać jakąś informację o losie szwadronów 5 Brygady dowodzonych przez "Leszka" i "Zeusa". Przypomnijmy, że ppor. "Lufa" nie odnalazł ich w oczekiwanym rejonie lasów purdzkich – gdyż w ogóle tam nie dotarły, bowiem ich dowódcy podjęli samodzielną decyzję o rozformowaniu podległych sobie jednostek. Być może intencją dowódcy 5 Brygady Wileńskiej było też dalsze zbadanie możliwości działania na terenach Warmii i Mazur. Były one słabo zaludnione i pokryte lasami, wydawało się, że można tu prowadzić partyzantkę nie wywołując masowych represji wobec ludności, tak jak miało to miejsce w Białost
ockim, Warszawskim i Lubelskim. Zastępca szefa PUBP w Łomży ppor. Rewucki w swym "Raporcie specjalnym" dotyczącym działalności patrolu "Tygrysa" stwierdzał, że: "Zadaniem jego było pojechać do Szczytna i zbadać teren i przeprowadzić wywiad jak na terenie i powrotna droga do Bociek przez powiat łomżyński.”
Warto zwrócić uwagę, że około półtora roku później, gdy oddziały 6 Brygady operujące na Podlasiu znalazły się w wyniku operacji sił MBP i wojska w wyjątkowo ciężkiej sytuacji, mjr "Łupaszka" zalecał por. "Młotowi" przerzucenie całości sił 6 Brygady znajdujących się w polu właśnie na teren b. Prus Wschodnich. Odwoływał się przy tym do znajomości tego rejonu przez ppor. "Lufę".

Na melinach "Ryga", lato 1946 r. Stoją: plut. Eugeniusz Korzeniewski "Ryg", por. Stefan Jezierski "Stefan", pchor. Bolesław Sawicz-Korsak "Biały Bolek", Wanda Minkiewicz "Danka", ppor. Lucjan Minkiewicz "Wiktor", siedzą: NN, kpr. Rymaszewski "Bóbr", plut. Mieczysław Abramowicz "Miecio".

Funkcję dowódcy patrolu powierzono plut. Henrykowi Mieczkowskiemu vel Kulawiakowi "Tygrysowi". Ponadto w skład grupy wchodzili: kpr. pchor. Tadeusz Warecki ,,Anglik", Stefan Lekler "Ryś", Jan Cymerman "Jaś", Bolesław Czubaszek vel Czubaszew "Czarny", Mieczysław Smorczewski "Słowik", Henryk Smorczewski "Sroka", "Kubuś", i Anna Werkowska "Hanka" (trzy ostatnie spośród wymienionych osób dołączyły już podczas działań na Mazurach na terenie powiatu lidzbarskiego). Większość uczestników patrolu miała już za sobą doświadczenia w służbie partyzanckiej. Dowódca patrolu, który w stopniu podoficerskim w latach 1945-1946 służył w 49 pp LWP, po porzuceniu komunistycznych szeregów dołączył do patrolu bojowego "Kreta" w Obwodzie WiN Bielsk Podlaski (podczas "zimowego rajdu na Mazury występował jako porucznik, w rzeczywistości miał tylko stopień plutonowego z LWP). Także jego zastępca, ,,Anglik" miał kilkutygodniowy staż w partyzantce WiN. "Jaś" w 1945 r. służył w oddziale leśnym AKO ppor. Władysława Wołoncieja "Konusa" operującym w Puszczy Białowieskiej i 5 Brygadzie Wileńskiej, a w 1946 r. w patrolach WiN. Bracia Smorczewscy przed przeniesieniem się na Mazury byli żołnierzami AK-WiN w powiecie bielskopodlaskim. Patrol "Tygrysa" jako samodzielna grupa bojowa został wyodrębniony ze składu grup dyspozycyjnych Obwodu WiN Bielsk Podlaski w październiku 1946 r.

Rajd patrolu "Tygrysa" – część 2>

Rajd patrolu "Tygrysa" – część 2


Żołnierze 3 szwadronu 6 Brygady Wileńskiej (w środku ppor. "Lufa"), 10 listopad 1947 r.

Pierwsze ślady jego działalności odnajdujemy w listopadzie tegoż roku w postaci pokwitowań z dwóch akcji zaopatrzeniowych dokonanych na terenie powiatu bielskopodlaskiego w placówkach służby leśnej. Do operacji na terenie Prus wyruszył w dniu 5.12.1946 r. z rejonu Bociek. Początkowo jako środek transportu wykorzystywał pociągi, co było możliwe, gdyż początkowo występował jako patrol ludowego WP kontrolujący pasażerów, potem zaś jako konwój transportujący aresztanta.

Patrol "Tygrysa” pokonał trasę wiodącą szlakiem kolejowym Niewodnica Korycka – Białystok – Szczytno i zgodnie z planem wysiadł z pociągu w tej ostatniej miejscowości w dniu 7 grudnia 1946 r. Potem poruszał się pieszo lub przy pomocy zdobycznych samochodów. Ze Szczytna marszem pieszym osiągnął teren Olsztyna, skąd przesunął się do powiatu lidzbarskiego. Maszerowano nocami, bez mapy – kierując się wyłącznie kompasem, w trudnych warunkach terenowych i atmosferycznych (jak zapisał "Tygrys" – "Mróz nie do wytrzymania”). Patrol za wszystko płacił ludności, zaś "Tygrys" prowadził dokładną rachunkowość dochodów i wydatków, według wzoru przyjętego w pododdziałach 6 Brygady Wileńskiej. W ciągu dwóch miesięcy działalności w Prusach przychody grupy wyniosły 8.800 zł (1.800 zł zabrano w dwóch spółdzielniach i 7.000 zł napotkanym dezerterom włóczącym się po wioskach), zaś koszty utrzymania nie mniej niż 12.130 zł. Można sądzić iż oprócz przychodów uzyskiwanych na miejscu patrol musiał posiadać jakieś fundusze organizacyjne, zabrane na drogę. Lecz i tak w jego budżecie występował deficyt, jako że "Tygrys" odnotował – "Od Jasia pożyczono 650 zł”.

Podczas pobytu na Warmii patrol dokonał kilku akcji – 16 grudnia 1946 r. rozbrojono posterunek MO i grupę wojska w gminnej miejscowości Lubomino pow. Lidzbark Warmiński. W dniu 23 grudnia 1946 r. wykonano wypad na miejscowość Launau (Łaniewo), gm. Runowo pow. Lidzbark Warmiński, gdzie obiektem akcji stała się spółdzielnia, z której zabrano potrzebne patrolowi zaopatrzenie. Dodatkowym elementem działań stało się zatrzymanie samochodu osobowego z dwoma funkcjonariuszami PUBP w Lidzbarku i szoferem PPR-owcem (jeden z funkcjonariuszy – członek PPR Edward Walczak – został rozstrzelany w odległości 7 km od Lunau). Drugiego – Tadeusza Lewandowskiego – który obiecał "poprawę" wcielono do grupy nadając mu pseudonim "Wyzwoleniec" (uciekł po tygodniu). "Tygrys" skorzystał ze zdobycznego samochodu, a zapewne także z zeznań rozbrojonych funkcjonariuszy, i w nocy 23/24 grudnia pojechał do miejscowości Basinowo, skąd zabrał aktywistę PPR Pawła Rasina sprawującego funkcję zastępcy przewodniczącego obwodowej komisji wyborczej w gminie Gietrzwałd. Został on rozstrzelany.

Święta Bożego Narodzenia 1946 r. patrol "Tygrysa" spędził w lesie. Jego dowódca odnotował dobry nastrój partyzantów pomimo ciężkich warunków bytowych. Unikanie postojów we wsiach było krokiem bardzo rozsądnym, gdyż w terenie działalności patrolu operowały oddziały wojska. W tym czasie "Tygrys" odnotował w swych zapiskach, że już 20 grudnia uzyskał wiadomość od "pewnych osób", iż informacje na temat jego patrolu zostały rozesłane do wszystkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego, jednak "pościg był nieduży". Z jego dalszych zapisków wynika jednak, że wojsko na wszystkich drogach urządziło blokady, a milicja wykazywała bojową postawę ("wszystkie posterunki podminowane" – zauważał "Tygrys").

6 Brygada Wileńska w marszu, kwiecień 1946 r., Białostocczyzna.

27 grudnia 1946 r. patrol "Tygrysa" ponownie wyruszył do akcji. Zatrzymał na drodze samochód ciężarowy, załadował się na niego i pojechał na operację do gminnej miejscowości Peterswalde (Pietaszewo, Pietrzwałd), a następnie w rejon Jezioran pow. Lidzbark Warmiński. Występując jako grupa UBP z zaskoczenia rozbroił posterunek MO w Peterswaldzie i zlikwidował przygotowania do wyborów w tejże gminie, potem zaś pod Jezioranami rozbroił z zaskoczenia dwa posterunki MO w miejscowościach Siegfriedswalde (obecne Radostowo?) i Lamkowo. Patrol partyzancki po opuszczeniu Lamkowa był ścigany przez grupę operacyjną na dwóch samochodach, lecz dość szybko zdołał ją "zgubić". Część zdobycznej broni zniszczono i wyrzucono, część, jak wynika z zapisków "Tygrysa", przekazano "porządnym ludziom" z którymi patrol miał kontakt. Podczas akcji w Pietrzwałdzie ujęto sekretarkę tamtejszej gminy Łucję Anatolak będącą członkiem ZWM i PPR – a zarazem i współpracowniczką resortu bezpieczeństwa (została ona rozstrzelana 28 grudnia 1946 r. w rejonie m. Kot, pow. Nidzica).
Podczas akcji w Peterswalde patrol uprowadził ze sobą kilka osób i podjął próbę wcielenia ich w swe szeregi. Byli to Hipolit Moskalik (wójt tamtejszej gminy), UB-owiec Tadeusz Lewandowski oraz ORMO-wcy Henryk Bogusz i Jan Kempkiewicz. W dniu 29 grudnia odebrano od nich przysięgę, która miała improwizowaną formułę, bez wymieniania nazwy jakiejkolwiek organizacji. Odwoływała się do służby Bogu i Polsce, prawa partyzantów i walki o niepodległość przeciw komunizmowi. Powiększenie grupy tym sposobem nie było dobrym pomysłem. Nowi "partyzanci" nie byli ochotnikami, wcielenie do oddziału uratowało ich od śmierci, lecz nie mieli najmniejszej ochoty na pozostanie "w lesie". Pierwszy z nich, ORMO-wiec Jan Kemkowski uciekł w dniu przysięgi. Dwaj następni – Tadeusz Lewandowski i Henryk Bogusz zbiegli z posterunku wartowniczego 3 stycznia 1947 r. Wbrew ocenie wyrażonej w zapiskach "Tygrysa" zbiegowie zameldowali się z bronią w PUBP w Lidzbarku Warmińskim, co i tak nie uchroniło ich przed aresztowaniem. Także 29 grudnia 1946 r. o godz. 18 patrol "Tygrysa" zaatakował posterunek MO we wsi Kot gm. Jedwabno pow. Nidzica. Załoga posterunku nie dała się jednak zaskoczyć i rozbroić, podjęła zdecydowana obronę otwierając ogień i rzucając granaty. Partyzanci musieli wycofać się. Zlikwidowano jedynie komendanta posterunku, członka PPR Eugeniusza Karwowskiego, który wcześniej wpadł w ręce partyzantów.

Pościg idący śladem patrolu "Tygrysa" dopadł go 31 grudnia 1946 r. w leśniczówce Nielsce. Partyzanci po krótkiej wymianie ognia zdołali jednak oderwać się od pogoni. Grupa operacyjna UBP poszukująca partyzantów spaliła budynek, w którym patrol "Tygrysa" zatrzymali się na postój, a także odnalazła część zniszczonej i porzuconej broni pochodzącej ze zdobyczy na MO. Funkcjonariusze UBP dokonali także aresztowań szeregu osób oskarżonych o udzielanie pomocy partyzantom (łącznie pod tym zarzutem aresztowano 9 osób, w tym Aleksandrę Smorczewską – siostrę "Sroki" i "Słowika", a także wszystkich pracowników UB, MO oraz członków PPR i ORMO, którzy zostali zatrzymani przez partyzantów i zostali puszczeni wolno lub uciekli).
W dniu 8 stycznia 1947 r. patrol zatrzymał się na postój w miejscowości Gloa. W tym rejonie "Tygrys" zarządził dwudniowy odpoczynek. 9.1.1947 r. patrol ujął dezertera z LWP, który podając się za partyzanta "nakładał liczne kontrybucje i rabował”. "Tygrys" nakazał sołtysowi wsi dostarczyć bandytę do UBP. Jeszcze tego samego dnia zarządził wymarsz patrolu w kie
runku Szczytna, do miejscowości Worfengrund, rozpoczynając tym samym odwrót na Białostocczyznę, do macierzystego obwodu bielskiego. Następnego dnia wyruszono do miejscowości Jedzwalde.

Chor. Józef Kozłowski "Las", "Vis" (stoi), zamordowany w więzieniu na Rakowieckiej 12 VIII 1949 r. (fot. z 1944 r.)

Maszerowano bardzo ostrożnie, starając się zacierać ślady. Napotykana ludność sygnalizowała obecność dużych sił wojska na trasie przemarszu. Zauważono też, że grupy wojska lub UB posługujące się samochodami penetrują pojedyncze kolonie. 14/15 stycznia nocowano w Rucianem, zaś 15/16 stycznia w miejscowości Klaine Latania. W dniu 16 stycznia przekroczono szosę Wielbark – Radzym. Od kilku dni pogorszyły się warunki terenowe. Śnieg utrudniał maskowanie śladów, a jednocześnie w wyniku ocieplenia zaczął topnieć, przez co teren stał się mokry utrudniając marsz.
16 stycznia patrol znalazł się już na terenach objętych działalnością grup partyzanckich XVI Okręgu NZW dowodzonych przez chor. Józefa Kozłowskiego „Lasa”. Zapiski "Tygrysa" z tego okresu zawierają bardzo ciekawe uwagi na temat stosunku miejscowej ludności do władz komunistycznych, wyborów do Sejmu, a także na temat wysokiej jakości pracy siatki terenowej NZW. W dniu 18 stycznia 1947 r. przy pomocy gospodarza z siatki terenowej nawiązano łączność z oddziałem partyzanckim Pogotowia Akcji Specjalnej NZW dowodzonym przez Piotra Macuka "Sępa" i Bolesława Szyszko "Klona" . Kontakt z partyzantami NZW okazał się jednak trudny, gdyż podejrzewali iż patrol "Tygrysa" może być grupą pozorowaną UBP. Dopiero gdy "Tygrys" poszedł do nich sam, bez broni, zabierając prowadzoną przez siebie dokumentację, uwierzyli mu. W rezultacie patrol został przeniesiony na zaufaną "melinę" NZW, bardzo dobrze zakonspirowaną. Następnego dnia okazało się jednak, że wątpliwości narodowców nie zostały całkowicie rozwiane. Wieczorem na kwaterę patrolu przyszło trzech ludzi z NZW, ubezpieczanych przez cały oddział. Narodowcy brali pod uwagę możliwość rozbrojenia patrolu "Tygrysa", ten jednak ponownie zdołał ich uspokoić i przekonać, że dowodzi prawdziwą grupą partyzancką. Z kwatery NZW grupa miała podjąć dalszy "odskok". Powrót patrolu miał odbywać się teraz przy pomocy zorganizowanych przez żołnierzy NZW sań. Por. "Tygrys" jeszcze na Mazurach zaplanował ten etap "odskoku" liczący 220 km, zamierzając w cztery dni pokonywać odpowiednio 75, 85, 48 i 12 km dziennie. Kolejne odcinki miały prowadzić do Klimek, Milewa, Uszy i Kalinowa (łącznie do przejechania 61 wiosek, jak obliczał por. "Tygrys").

Wycinek mapy Okręgu Mazurskiego z 1946 r., z zaznaczoną przybliżoną trasą rajdu patrolu „Tygrysa” do byłych Prus Wschodnich, grudzień 1946 – styczeń 1947 r. [kliknij w miniaturkę mapy].

Od tej chwili organizację przerzutu patrolu "Tygrysa" wzięła na siebie sieć terenowa NZW. Zorganizowano rozpoznanie, wskazując przez jakie wioski patrol będzie mógł przesuwać się bezpiecznie, wynajęła też podwody. Wyruszono 20 stycznia wieczorem, docierając nad ranem następnego dnia do Czerlonki. Stąd 21 stycznia wieczorem osiągnięto miejscowość Dombek. Tutejsza ludność, jak dowiedziano się, w ogóle nie brała udziału w wyborach i była nastawiona bardzo niechętnie do władz komunistycznych i wojska "berlingowskiego". 22 stycznia przejechano przez rzekę Rozogę a następnie przez Narew. Posuwano się bez mapy, biorąc miejscowych przewodników. Tu urywają się zapiski "Tygrysa" i dalszy przebieg wydarzeń znamy już z tylko z raportów PUBP w Łomży. Wiadomo, że poprzez Chmielewo patrol pojechał do wsi Gumowo. Akurat odbywało się w niej wesele i partyzanci byli miłymi gośćmi dla patriotycznie nastawionych mieszkańców. Wydaje się, że patrol "Tygrysa" podczas wykonywania zadania osiągnął pewną granicę zmęczenia psychicznego i fizycznego. Jeszcze w trakcie pobytu na Mazurach "Tygrys", który na ogół świetnie dawał sobie radę, zaczął popełniać błędy. Jego ludziom także zaczęły już "puszczać" nerwy (np. fałszywy alarm w nocy 15/16 stycznia). Zetknięcie się z powszechnie życzliwą postawą ludności i opieką siatki NZW w Łomżyńskiem – bezpośrednio po okresie ogromnego napięcia psychicznego i zmęczenia fizycznego towarzyszących rajdowi w b. Prusach – uśpiło czujność "Tygrysa" i jego żołnierzy.

Rajd patrolu "Tygrysa" – część 3>

Rajd patrolu "Tygrysa" – część 3

Można zaryzykować tezę, …

Można zaryzykować tezę, że partyzanci po prostu zaczęli się czuć zbyt bezpiecznie. Tymczasem okres wyborów w powiecie łomżyńskim nie przebiegał spokojnie. W terenie stale działały grupy operacyjne złożone z funkcjonariuszy UBP i KBW oraz żołnierzy LWP, przeprowadzające aresztowania ludności według list przygotowanych przez PUBP w Łomży. Jedna z takich grup, dowodzona przez st. sierz. UBP Romana Płockiego, złożona z 4 referentów PUBP w Łomży oraz 2 oficerów i 28 żołnierzy 62 pp LWP poruszając się na 2 samochodach ciężarowych wyjechała późnym wieczorem 22 stycznia 1947 r. z Łomży na operację w gminie Lubotyń. Jej zadaniem było przeprowadzenie aresztowań mieszkańców kilku wiosek na podstawie list przygotowanych przez PUBP.

O pierwszej w nocy następnego dnia aresztowała czterech mieszkańców wsi Gniazdowo, po czym podzieliła się na dwie podgrupy. Jedna z nich, dowodzona osobiście przez sierż. Płockiego (1 pracownik UB, 1 oficer + 14 żołnierzy) zaraz za Gniazdowem natknęła się na dwie furmanki jadące z Chmielewa. Aresztowani furmani poddani szybkiemu śledztwu zeznali, że przewozili partyzantów. Zabierając ze sobą pechowych woźniców grupa operacyjna odjechałam do Lubotynia, skąd pieszo poszła do Chmielewa. Partyzantów we wsi już nie było, dowiedziano się jednak, że w niedalekim Gumowie jest wesele. Sierż. Płocki postanowił sprawdzić tę wieś i poprowadził do niej swych podkomendnych. Należy zauważyć, że zastępca szefa PUBP w Łomży ppor. Rewucki podawał w swym "raporcie specjalnym" skierowanym do szefa WUBP w Białymstoku, iż grupa już wyjeżdżając z Łomży miała informacje na temat wesela w Gumowie i otrzymała zadanie skontrolowania tej wioski. Bardziej wiarygodny wydaje się jednak raport dowódcy grupy operacyjnej, st. sierż. Płockiego sporządzony bezpośrednio po powrocie z akcji, w którym nie ukrywał on przypadkowego charakteru wydarzeń, które sprawiły, iż grupa mająca zupełnie inne zadanie zdecydowała się na udanie do Gumowa. Po dotarciu do Gumowa grupa operacyjna okrążyła dom weselny. W chwili gdy funkcjonariusz UBP i oficer LWP zbliżyli się do wejścia, z domu wyszedł partyzant – bez broni długiej (w późniejszym raporcie szef PUBP w Łomży opisał go, niezgodnie z prawdą, jako wartownika). Kompletnie zaskoczony, został natychmiast po cichu "zdjęty" i rozbrojony. Dwaj następni partyzanci, którzy wyszli z domu weselnego, zostali zapytani przez stojącego 6 metrów od drzwi sierż. Płockiego, kim są. Odpowiedzieli, że – "wojsko". Płocki zażądał, by ich dowódca podszedł do niego bez broni w celu porozumienia się. Por. „Tygrys” spełnił jego życzenie (zachowując jednak jeden ze swych pistoletów) i rozpoczął rozmowę z funkcjonariuszem UB, biorąc go zapewne za miejscowego partyzanta. Tak Płocki opisał dalszy rozwój sytuacji: "…wyszedł do mnie ubrany po wojskowemu jako porucznik dowódca bandy, po zapytaniu się przeze mnie z jakiego pułku pochodzi odpowiedział mi, że z 6-ej Brygady Wileńskiej, więc ja odebrałem temu porucznikowi broń: pistolet siódemkę belgijkę i odprowadziłem go do następnego budynku, tam porozmawiałem z nim i dowiedziałem się, że jest to oddział bandycki" .

"Tygrys" oraz wcześniej "zdjęty" jego podkomendny zostali odprowadzeni na tyły, gdzie pilnował ich osobiście dowódca grupy operacyjnej i jeden z żołnierzy. Jednocześnie Płocki wysłał dwóch gońców do drugiej części grupy operacyjnej, przeprowadzającej aresztowania w niedalekiej wsi Rogowo. Do domu weselnego poszedł oficer 62 pp wraz z kilkoma żołnierzami. Raport UBP nie opisuje przebiegu rozmowy jaka miała tam miejsce, ale można przypuszczać, że berlingowcy podali się za partyzantów, gdyż najpierw wyprowadzili "Hankę", a po 10 minutach kpr. pchor. ,,Anglika", rozbrajając ich następnie.

Pozostałych czterech członków patrolu "Tygrysa" znajdowało się w domu na krańcu wioski. Poszedł do nich ponownie gorliwy oficer 62 pp z trzema swymi ludźmi. Zamierzał i tych wziąć podstępem, gdyż tym razem powiadomił ich, że są wzywani przez por. "Tygrysa". Początkowo uwierzyli, gdyż zabrali broń i szykowali się do wyjścia, lecz coś musiało wzbudzić ich nieufność. Ostatecznie odmówili udania się z wojskowymi. Wówczas wezwano ich do poddania się. Odpowiedzieli, że "będą się bronić do ostatka, a żywcem wziąć się nie dadzą". Nastąpił dramatyczny moment, obie strony trzymały broń w rękach, w końcu jednak partyzanci pozwolili berlingowcom opuścić budynek. Może liczyli, że sprawa "rozejdzie się po kościach", jak to często bywało przy spotkaniach z wojskiem. Niestety tym razem wojsko miało nadzorców z UBP, zresztą dowódca plutonu 62 pp sam również wykazywał jakąś chorobliwą gorliwość.

Zaczynało już świtać, o 6.30 do Gumowa dotarła oczekiwana druga część grupy operacyjnej. Sierż. Płocki zażądał, by por. "Tygrys" wezwał swych ludzi do złożenia broni, ten jednak odmówił. Pracownicy UB i oficerowie LWP dysponując prawie dziewięciokrotną przewagą postanowili przeprowadzić szturm na budynek w którym znajdowali się partyzanci. O godzinie siódmej rano grupa operacyjna rozpoczęła ostrzał budynku zajmowanego przez czterech partyzantów. Żołnierze i pracownicy UBP obrzucili też obiekt granatami. Był już jasny dzień, partyzanci nie mieli szans na wyrwanie się z okrążenia. Podpalone przez atakujących gospodarstwo zaczęło szybko płonąć. Podjęta w tych warunkach próba przebicia nie powiodła się. Tak ostatnie chwile resztek patrolu "Tygrysa" opisał dowódca grupy operacyjnej w swym raporcie: "…zaczęliśmy zdobywać dom szturmem, strzelając z RKM-ów i KB-eków oraz rzucając granatami. Budynek w którym byli bandyci zaczął się palić lecz bandyci nie przerwali ognia do ostatniej chwili, aż zaczęło się wszystko obwalać z góry na nich, wtedy wyskoczyło już z ognia trzech bandytów na których płonęły ubrania i dwóch było rannych, natomiast czwarty bandyta przeszyty w domu serią kul z RKM-u spalił się z pistoletem w ręku. W budynku, w którym nie pozostało nic, wszystko spłonęło. Gospodarz domu z żoną i troje dzieci zostali przy życiu, ponieważ wyszli jak tylko zaczął się palić dom. Wszystko im się spaliło".

Wycinek mapy terenu (WIG 1933), na którym ostatnie dni spędził patrol "Tygrysa". W kółku, zaznaczona krzyżykiem – wieś Gumowo, w której partyzanci stoczyli swoją ostatnią walkę. [kliknij w miniaturkę mapy].

Z "raportu specjalnego" zastępcy szefa PUBP w Łomży ppor. Rewuckiego wynika, iż partyzantem, który odmówił złożenia broni i do końca bronił się w płonącym domu był Henryk Smorczewski "Sroka", "Kubuś". Już po nieudanej próbie przebicia się podjętej przez trójkę partyzantów, "Sroka" miał być jakoby ponownie wezwany do złożenia broni, nie wyszedł jednak z płonącego budynku. Ciężkie rany odnieśli Mieczysław Smorczewski "Słowik" i Bolesław Czubaszek vel Czubaszow "Czarny". Grupa operacyjna zdobyła 1 rkm, 2 PPSz, 7 pistoletów i 18 granatów. Reszta broni spaliła się (3 rkm, 2 PPSz, 2 pistolety, 16 granatów). Straty atakujących ograniczały się do jednego ciężko rannego żołnierza 62 pp. Już po zakończeniu walki grupa operacyjna otrzymała dalsze wsparcie – przyjechały dwa samochody ciężarowe załadowane pododdziałem 38 pp LWP.

Załadowano na samochody ujętych partyzantów oraz wcześniej aresztowanych cywilów i konwój pojechał do Łomży, gdzie więźniowie zostali przekazani w ręce funkcjonariuszy PUBP. Natychmiast rozpoczęło się śledztwo, które w pierwszym etapie dało dokładne dane personalne wszystkich ujętych. Dalsze śledztwo musiało przynieść pożądane przez "resort" rezultaty, gdyż ppor. Rewucki mógł napisać w końcowym fragmencie swego raportu:
"Tygrys" daje materiał na powiat Bielsk Podlaski na "Ryka", "Kreta", "Wiktora" i na jednego księdza z PSL. Dalsze dokładniejsze dane podamy w jak najbliższym czasie".

Brak jest dalszych danych o losach por. „Tygrysa". Nie figuruje on w oficjalnych wykazach osób straconych w okresie powojennym na mocy wyroków ferowanych przez sądy, nie wymienia go także jako skazanego na karę więzienia wewnętrzne opracowanie, dotyczące obwodu AK-AKO-WiN Bielsk Podlaski, sporządzone przez KW MO w Białymstoku. Wiadomo jednak, że w dniu 25.9.1947 r. WSR w Białymstoku skazał na karę śmierci Mieczysława Smorczewskiego (na mocy ustawy amnestyjnej zamieniono ją na 15 lat więzienia). Miesiąc później, 27.10.1947 r., karę śmierci otrzymał Tadeusz Warecki "Anglik" (złagodzono ją również do 15 lat więzienia), a Stefan Lekler "Ryś" dostał wyrok dziesięciu lat więzienia. Fakt, że o losie drugiego ciężko rannego partyzanta brak jest danych, wskazywać może, iż nie doczekał on procesu w wyniku odniesionych obrażeń, metod śledztwa oraz warunków uwięzienia.*

Działalność patrolu "Tygrysa", która zakończyła się tak tragicznie w Gumowie, trwała blisko cztery miesiące (w tym rajd pruski dwa miesiące). „Tygrys” początkowo zupełnie dobrze radził sobie w obcym i nieznanym terenie, wykazując inicjatywę, a nawet brawurę. Sama technika prowadzenia działań wskazuje na korzystanie z doświadczeń pododdziałów 5 i 6 Brygady Wileńskiej. Posługiwał się różnorodnymi środkami lokomocji do dalekich przerzutów (w tym – podobnie jak ppor. "Lufa" – zdobycznymi samochodami), często występował jako grupa wojskowa lub UB, ludność traktował dobrze, zawsze płacąc za zaopatrzenie i żywność, stale zmieniał miejsce postoju i starał się zacierać za sobą ślady. W czasie rajdu pruskiego zaatakował pięć posterunków MO. Cztery spośród nich rozbił zdobywając dużo broni, zaś jednym przypadku w wyniku oporu milicjantów został odparty. Zdobył samochód z funkcjonariuszami UBP, zlikwidował jednego funkcjonariusza i dwoje agentów resortu. Rozbił przygotowania do wyborów w dwóch gminach, a także wykonał kilka pomniejszych akcji.

6 Brygada Wileńska na zbiórce, 20 kwietnia 1946 r.

W ostatecznym rachunku przeprowadzona przez niego operacja zakończyła się jednak niepowodzeniem, gdy po wykonaniu rozpoznania na terenie b. Prus dał się zaskoczyć UBP w drodze powrotnej do macierzystego obwodu bielskiego. Na porażce patrolu zaważyły przede wszystkim błędy popełnione przez jego dowódcę w ostatnim etapie działań w Łomżyńskiem, zwłaszcza zupełnie niepotrzebne zatrzymanie się w nocy 23/24 stycznia w Gumowie zamiast kontynuowania marszu. Opisany powyżej rajd patrolu "Tygrysa" jest jedyną operacją wykonaną przez jednostki 6 Brygady Wileńskiej w b. Prusach Wschodnich, która w przeciwieństwie do 5 Brygady – konsekwentnie trzymała się terenu Podlasia.

Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski

Powyższy tekst – autorstwa Kazimierza Krajewskiego i Tomasza Łabuszewskiego – ukazał się pierwotnie w wydawnictwie „Znad Pisy”, Nr 15/2007. Dziękuję za zgodę na publikację artykułu.

* Fragment o losach patrolu "Tygrysa" po aresztowaniu pochodzi z książki K. Krajewskiego i T. Łabuszewskiego "Łupaszka", "Młot", "Huzar". Działalność 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK (1944-1952), Warszawa 2002, s. 640.

Rajd patrolu "Tygrysa" – część 1>
Strona główna>

KRESOWI STRACEŃCY – część 1



Armia Krajowa na Wileńszczyźnie po lipcu 1944


Wileńszczyzna była bodaj jedynym regionem Polski, który podczas II wojny światowej pięciokrotnie zmieniał okupanta. Najpierw, zgodnie z paktem Ribbentrop-Mołotow [23.VIII.1939], była okupacja sowiecka. Następnie, po przekazaniu przez ZSRR sporej części dawnego województwa wileńskiego Republice Litewskiej w październiku 1939 – okupacja litewska. Po agresji ZSRR na kraje nadbałtyckie, w połowie 1940 wrócili Sowieci. 22-23 czerwca 1941 na Wileńszczyznę wkroczyli Niemcy. Trzy lata później, na początku lipca 1944 rozpoczęła się trzecia okupacja sowiecka. Przy czym ta ostatnia, nazywana często „trzecimi Sowietami”, miała być stanem ostatecznym, usankcjonowanym zgodą międzynarodową. Niewielu jednak Polaków wierzyło wtedy, że będzie to stan trwały. Dopiero ujawnienie wyników konferencji jałtańskiej w lutym 1945 zmiażdżyło tę wiarę w powrót tych ziem do Polski i przy niesamowicie nasilającym się terrorze okupanta zmusiło ludność do wyjazdu. Ten okres jednak, od lipca 1944 do sierpnia 1945 [wtedy w zasadzie zakończono ewakuację Okręgu Wileńskiego], był okresem wzmożonego oporu przeciw Sowietom.

Okres okupacji niemieckiej zakończony został wielkim zrywem polskiego podziemia. W czasie operacji „Ostra Brama”, przeprowadzonej w ramach akcji „Burza”, zgrupowane oddziały wileńskiej i nowogródzkiej partyzantki Armii Krajowej zaatakowały Wilno i po blisko tygodniu walk, wspierając od pewnego momentu Armię Czerwoną, 13 lipca 1944 zajęły miasto. Już 17 lipca skoncentrowane w rejonie Turgiel jednostki AK zostały otoczone przez oddziały NKWD i Armii Czerwonej. Na odprawie w Boguszach aresztowano podstępnie część polskich oficerów, a także [nieco wcześniej] Komendanta połączonych Okręgów Wileńskiego i Nowogródzkiego, płk. Aleksandra „Wilka” Krzyżanowskiego.

Płk Aleksander Krzyżanowski „Wilk”, Komendant Okręgu Wileńskiego AK, podstępnie aresztowany przez NKWD 17 lipca 1944 w Wilnie. Mimo intensywnych nacisków nie podjął współpracy z Sowietami i został osadzony w łagrze w Diagilewie, a następnie w Griazowcu. Podjął tam próbę ucieczki – udało mu się dotrzeć do Wilna, gdzie został ujęty. Więzień łagrów. Dopiero pod koniec 1947 powrócił do Polski. Aresztowany ponownie w ramach „Akcji X”. Zmarł w więzieniu MBP w 1950, nie doczekawszy procesu.

Następnego dnia rozpoczęto rozbrajanie otoczonych polskich jednostek. Dzięki szybkiej reakcji pozostałych na wolności polskich oficerów kilku tysiącom partyzantów udało się wyrwać z kotła.

Dom w Wilnie przy ul. Kościuszki 16 na Antokolu, niedaleko kościoła św. Piotra i Pawła, w którym mieściła się siedziba NKWD Frontu Białoruskiego. Aresztowani zostali tam 17 lipca 1944 r. Komendant Okręgu Wileńskiego AK płk Aleksander Krzyżanowski „Wilk” wraz ze swym Szefem Sztabu mjr. Teodorem Cetysem „Sławem”.

Zgrupowane następnie w najbliższym masywie leśnym – Puszczy Rudnickiej – oddziały te zostały ponownie otoczone przez Sowietów. 20 lipca pozostali na wolności dowódcy podjęli decyzję o rozwiązaniu podległych im brygad i batalionów partyzanckich. Pozostać mieli tylko ochotnicy.
Z nich to utworzono partyzanckie zgrupowanie wileńskie pod dowództwem mjr. Czesława Dębickiego „Jaremy”. W jego skład wchodziły dwa oddziały po ok. 100 żołnierzy:
– „Wisińcza”, jego dowódcą był kpt. Edmund Banasikowski „Jeż”,
– „Solcza”, dowodzony przez por. Adama Boryczkę „Tońkę”.

Podobne zgrupowanie, dowodzone przez ppłk. Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza” powstało z oddziałów nowogródzkich.
Tymczasem w Wilnie odbudowywała się Komenda Okręgu. Dowództwo objął ppłk Julian Kulikowski „Ryngraf”.

Ppłk Julian Kulikowski „Ryngraf”, oficer służby stałej WP. Od lipca 1944 do stycznia 1945 Komendant Okręgu Wileńskiego AK. Aresztowany przez NKWD i skazany na 10 lat ciężkich łagrów. Karę odbył w Workucie.

Ppłk Julian Kulikowski „Ryngraf”. Zdjęcie wykonane przez NKWD, po aresztowaniu.

Nawiązywano pozrywane przez przejście frontu i aresztowania kontakty organizacyjne, budowano tak ważną w nowej sytuacji sieć łączności. Palącym problemem stało się opracowanie wytycznych dla podziemia na Wileńszczyźnie. Wobec przygniatającej przewagi nieprzyjaciela sztab Okręgu uznał, że bezpośrednia walka nie ma szans powodzenia. Postanowiono skupić się na ochronie polskiej ludności.

Już 20 lipca odbyła się narada ocalałych przywódców wileńskiej części Polskiego Państwa Podziemnego. Uzgodniono następujące punkty planu działania: kontynuować opór w granicach możliwości, otoczyć szczególną opieką działalność „legalizacji” i prowadzenie nasłuchu radiowego, wydawać – oprócz organu Komendy Okręgu „Niepodległość” – biuletyn informacyjny oraz traktować podporządkowanie się Polskiemu Komitetowi Wyzwolenia Narodowego [PKWN] w Lublinie jako zdradę sprawy Wilna. Te wytyczne stały się podstawą późniejszej działalności. Jednak najważniejszym zadaniem stało się ratowanie ludzi przed aresztowaniem. Czyniono to głownie poprzez działalność „legalizacji” – komórki zajmującej się wyrabianiem fałszywych dokumentów. Podczas trzeciej okupacji sowieckiej wyrobiono ich ponad 20 tysięcy – od Ausweisu do „bronirowki”. Umożliwiło to zarówno unikanie poboru do Armii Czerwonej [ogłoszonego na Wileńszczyźnie], jak i chroniło [poprzez zmianę tożsamości] przed aresztowaniem. Komórka ta działała z powodzeniem do sierpnia 1945, umożliwiając m.in. późniejszą ewakuację Okręgu. Jej pozostałości funkcjonowały jeszcze w 1946.

Komenda Okręgu ustaliła także zasady działania partyzantki. Oddział „Wisińcza” pod dowództwem kpt. Banasikowskiego zająć się miał ochroną ludności polskiej na Oszmiańszczyźnie, w południowej części woj. wileńskiego. Jego zadaniem była ochrona wsi przed prześladowaniami ze strony aparatu administracyjnego okupanta i opieka nad uciekinierami, szukającymi w lasach schronienia przed poborem do armii sowieckiej lub terrorem NKWD. Oddział „Solcza” pod dowództwem por. Boryczki miał operować na południu Wileńszczyzny, w okolicach samego Wilna. Do czasu spenetrowania trasy przyszłego przemarszu we wskazane rejony, oddziały „Solcza” i „Wisińcza” walczyły wspólnie na terenie Puszczy Ruskiej. Jednak już 19 sierpnia 1944 obława NKWD przeprowadzona w tych rejonach doprowadziła do niemal całkowitego rozbicia oddziału „Wisińcza” w majątku Borowe, 3 km od Dubicz. 25 sierpnia mjr „Jarema” [wycofując się do Wilna celem nawiązania bezpośredniej łączności z Komendą Okręgu] został aresztowany przez patrol NKWD. Ocalały oddział por. Boryczki przeniósł się do Puszczy Rudnickiej i tam oczekiwał na dalsze rozkazy. Wieść o tych wydarzeniach szybko dotarła do Wilna. Komendant uznał, że dalsze utrzymywanie oddziałów w nasyconym siłami wroga terenie nie rokuje szans powodzenia. W pierwszej połowie września do oddziału „Solcza” dotarła łączniczka z opracowanymi wytycznymi. Nakazywały one rozwiązać oddział, zamelinować broń i zapewnić żołnierzom bezpieczne zakonspirowanie w terenie. Po blisko dwóch tygodniach przygotowań „Solcza” została rozwiązana.

Nie był to jednak koniec partyzantki. Oprócz najbardziej rozbudowanego wileńskiego zgrupowania mjr. „Jaremy”, w terenie działały jeszcze inne oddziały zbrojne. Były to często pozostałości rozbitych Brygad – jak choćby grupa pod dowództwem por. Witolda Zyndram-Kościałkowskiego „Fakira”, bądź samoistnie powstałe oddziałki, składające się z młodzieży chroniącej się przed poborem [m.in. oddział Mariana Brancewicza „Branta”]. Inny oddział pod komendą ppor. Mariana Plucińskiego „Mścisława”, złożony głownie z żołnierzy V Brygady, działał w obwodzie święciańskim.

Ppor. Marian Pluciński „Mścisław”. Wiosną 1945 przedostał się na teren Białostocczyzny i nawiązał kontakt z mjr. „Łupaszką”. Objął dowództwo 4. szwadronu w odtwarzanej V Brygadzie Wileńskiej. Po rozwiązaniu oddziału, w październiku 1945 zaprzestał działalności konspiracyjnej. Aresztowany przez UB wiosną 1946, kilka tygodni później osądzony i skazany na karę śmierci. Zamordowany 28 czerwca 1946 w białostockim więzieniu.

Działała też grupa dowodzona przez ppor. Hieronima Piotrowskiego „Jura”, wywodząca się z Oddziału Rozpoznawczego KO, operująca na terenie Puszczy Nalibockiej. Oprócz nich istniało wiele innych jednostek. Jednak ich kontakty z Komendą Okręgu były sporadyczne. Ciągle dawała o sobie znać zniszczona sieć łączności. Dlatego też, wobec coraz silniejszego naporu nieprzyjaciela, dla ratowania życia żołnierzy KO wydała we wrześniu 1944 ogólny „Rozkaz Nr 1” dla wszystkich działających w terenie oddziałów z poleceniem przejścia do pracy konspiracyjnej. Dowódcy mieli zamelinować broń, a ludzi zakonspirować w terenie, utrzymując z nimi łączność. Siatka terenowa miała za wszelką cenę podporządkować sobie istniejące w polu „dzikie” oddziały w celu wykonania powyższych rozkazów. Rozkaz ten, szeroko kolportowany w terenie, miał szansę dotrzeć do większości partyzantów. Jednak tylko część z nich podporządkowała się jego zaleceniom, rzeczywistość okazała się bowiem zbyt brutalna. Łatwiej było przeżyć w lesie, broniąc się przed ścigającymi jednostkami NKWD, niż zdawać się na łaskę coraz większej sieci donosicieli, jaką NKWD-NKGB oplatała Wileńszczyznę. Jednocześnie ogłoszony na Kresach pobór do Armii Czerwonej zmuszał wielu młodych ludzi do ukrywania się. We wrześniu do sowieckiego wojska zgłaszało się nie więcej niż 20% objętych poborem. Tak rodziły się nowe oddziały, których liczbę zwiększał stale nasilający się terror okupanta. Młodych ludzi, uchylających się od służby wojskowej czy podejrzanych o przynależność do konspiracji, aresztowano, a nawet rozstrzeliwano na miejscu [m.in. w ciągu jednego tygodnia na Oszmiańszczyźnie rozstrzelano 157 osób].

„Dzikie” oddziały, dowodzone z reguły przez ludzi niedoświadczonych, ponosiły ciężkie straty. Aby ratować najbardziej zagrożonych, KO zdecydowała się po raz kolejny zmienić dotychczasową taktykę. Konspiracja i wyrabianie fałszywych dokumentów już nie zapewniały bezpieczeństwa. Zbyt wiele osób uciekało do lasu. Dla opanowania tego ruchu ppłk Kulikowski postanowił w listopadzie-grudniu 1944 stworzyć cztery oddziały partyzanckie, tzw. Oddziały Samoobrony Ziemi Wileńskiej.

Pierwszym z nich dowodzić miał rtm. Władysław Kitkowski „Grom”, „Orlicz”, były dowódca Oddziału Rozpoznawczego KO. Drugim oddziałem dowodził por. Witold Turonek „Tur”, „Tumry”, dowódca 12. Brygady AK. Trzeci stworzony został na bazie działającego oddziału pod komendą ppor. Witolda Zyndrama – Kościałkowskiego „Fakira”. Czwarty znalazł się pod komendą pchor. Jana Lisowskiego „Korsarza”.

Oddziały Samoobrony tworzono zatem w oparciu o doświadczonych dowódców partyzanckich. Ich celem było podporządkowanie sobie „dzikiej” partyzantki, stworzenie z niej dużych jednostek, mogących nawiązać walkę z pacyfikującymi teren oddziałami NKWD. W ten sposób zamierzano zminimalizować straty, odzyskując przy tym kontrolę nad terenem. Było to jednak rozwiązanie krótkoterminowe. NKWD organizowało liczne obławy, wykorzystując informacje zdobyte w rezultacie wcześniejszych aresztowań. Doszło do wielu bitew i potyczek, z reguły kończących się wyjściem z okrążenia tylko części oddziałów.

Remedium na to mogło być przerzucenie żołnierzy na bezpieczniejsze terytoria. Za takie uznawano wtedy Białostocczyznę. Dysponowała o wiele większymi masywami leśnymi niż Wileńszczyzna i była słabiej spenetrowana przez NKWD. W styczniu 1945 KO wileńskiego podjęła próbę wyprowadzenia na zachód dwóch dużych [ok. 150 ludzi] oddziałów Samoobrony Wileńskiej: por. „Tumrego” i por. „Orlicza”. Wydzielony z nich oddział Olgierda Wirgiasa „Wrzosa” przetarł co prawda drogę, ale w międzyczasie dwa oddziały macierzyste zostały rozbite 2 lutego 1945 w Rowinach [25 km na wschód od Nowogródka]. Nad ranem doszło do walki z otaczającymi wieś przeważającymi siłami NKWD. Z pogromu ocalało niewielu partyzantów, 82 zostało zabitych, 25 dostało się do niewoli, reszta rozproszyła się w terenie. Ocaleli obydwaj dowódcy, którzy razem z uratowanymi żołnierzami po różnych perypetiach zostali w końcu przerzuceni do centralnej Polski. Jedynie por. Hieronim Piotrowski „Jur” z kilkoma żołnierzami przeszedł zbrojnie granicę.

Dwa dni po klęsce w Rowinach, 4 lutego 1945, obława NKWD rozbiła częściowo trzeci oddział Samoobrony dowodzony przez „Fakira”, który zginął w walce. 23 lutego tropiony nieustannie oddział pod nową komendą Włodzimierza Mikucia „Jaremy” został doszczętnie rozbity we wsi Ławże [gm. Turgiele]. Pod wrażeniem klęsk, jakie poniosła polska partyzantka, straciwszy kontakt z Komendą, dowódca czwartego oddziału por. Lisowski „Korsarz” podjął decyzję o poddaniu się Sowietom. Nawiązawszy kontakt z wileńskim NKWD ujawnił podległych sobie żołnierzy. Część z nich, mimo udzielonych przez stronę sowiecką gwarancji, została aresztowana, części zaś udało się ewakuować do Polski centralnej.

Także terenowa siatka AK nastawiona była na ochronę ludności polskiej. Przykładowo OD-23, czyli Ośrodek Dywersyjny Ignalino, zabezpieczał ludzi biorących udział w konspiracji. Chroniono nie tylko własnych żołnierzy, ale także zabłąkanych w terenie partyzantów czy uciekinierów. Przyjmowano ich na meliny, wyposażano na własną rękę w dokumenty. W razie potrzeby organizowano patrole dywersyjne rozprawiające się ze szczególnie dokuczliwymi donosicielami.

Tymczasem Komenda przeżyła kolejną falę aresztowań. 8 stycznia 1945 NKGB zatrzymało w zasadzce Komendanta Okręgu, ppłk. Juliana Kulikowskiego „Ryngrafa”. W ślad za nim aresztowano innych członków K-dy Okręgu.

Kresowi Straceńcy – część 2>

 

KRESOWI STRACEŃCY – część 2


Mjr Stanisław Heilman „Wileńczyk”, Komendant Okręgu Wileńskiego AK od stycznia do marca 1945.

Mjr „Wileńczyk”. Zdjęcie wykonane w siedzibie NKWD przy ul. Ofiarnej w Wilnie po aresztowaniu w kwietniu 1945. Skazany przez sowiecki sąd wojskowy na 25 lat więzienia. Zginął na Wschodzie.

Nowym Komendantem został mjr Stanisław Heilman „Wileńczyk”. Stanął on przed wielkim dylematem, 8 lutego dotarł bowiem do Wilna dekret Prezydenta RP, odnoszący się do rozkazu Dowódcy AK o rozwiązaniu organizacji [19.I.1945]. Dekret – ogłoszony przez radio – był pierwszym sygnałem o zmienionej sytuacji Okręgu, do tej chwili nie udało się bowiem nawiązać bezpośredniej łączności z KG AK i z Rządem RP w Londynie. Rozkazy te były więc spóźnione albo nie docierały w ogóle. O sytuacji politycznej sztab dowiadywał się z oficjalnej prasy i z nasłuchów radiowych. W związku z tym Komendant Okręgu mjr „Wileńczyk” wydał 18 lutego „Rozkaz nr 10”, dotyczący rozwiązania Armii Krajowej. Wydrukowano go w 120 egzemplarzach i rozesłano w głąb struktur organizacyjnych poprzez częściowo już odbudowaną sieć łączności. Rozkaz ten był tylko formalnością. Nie poszły za nim żadne konkretne wytyczne – zachowano istniejące struktury. Sztab Komendy uznał, że w obliczu zbliżającej się konieczności opuszczenia Wileńszczyzny, łatwiej i bezpieczniej będzie ewakuować zwartą organizację niż pozwolić ludziom wyjeżdżać na własną rękę.

Jednocześnie wileńskie NKWD, wykorzystując zamieszanie wywołane zmienioną sytuacją międzynarodową, wystąpiło z propozycją rozmów. Ich efektem miało być doprowadzenie do faktycznego rozwiązania AK, ujawnienie jej członków i obietnica zakończenia wszelkiej działalności. W zamian Sowieci oferowali bezpieczny wyjazd do Polski centralnej. Rozmowy z NKWD nie przyniosły jednak żadnego efektu. Strona polska nie ufała Sowietom, którzy do tej pory złamali wszystkie swoje obietnice. 27 marca 1945 kolejny Komendant Okręgu, mjr Stanisław Heilman „Wileńczyk” został aresztowany. Kierownictwo Okręgu Wileńskiego przejął mjr Antoni Olechnowicz „Pohorecki” i za tą postacią Okręg był już związany do końca swego istnienia. Nowy Komendant natychmiast podjął rozpoczętą już wcześniej akcję przygotowania struktur Okręgu do ewakuacji na teren Polski centralnej.

Ppłk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”. Doprowadził do udanej ewakuacji Okręgu na tereny Polski centralnej i w oparciu o żołnierzy i oficerów wileńskiej AK odbudował struktury Okręgu. Nawiązawszy bezpośredni kontakt ze sztabem Naczelnego Wodza podporządkował mu podległe sobie jednostki, omijając w ten sposób rozkaz o rozwiązaniu AK. Podlegli mu żołnierze działali do połowy 1948, kiedy to Okręg został ostatecznie rozbity przez UB w ramach „Akcji X”.
W terenie działały podległe mu słynne oddziały partyzanckie: V Brygada Wileńska mjr. „Łupaszki”, i VI Brygada dowodzona przez por. „Wiktora”, a od października 1946 przez kpt. „Młota”; działała też sieć wywiadowcza. Ppłk „Pohorecki” został aresztowany i skazany w pokazowym procesie na karę śmierci. Zamordowany 8 lutego 1951 w więzieniu mokotowskim w Warszawie.

W kwietniu 1945 udało się wreszcie nawiązać łączność z KG AK [a właściwie z Delegaturą Sił Zbrojnych na Kraj]. Pierwszym otrzymanym stamtąd rozkazem było polecenie natychmiastowej ewakuacji całości Okręgu na tereny Polski centralnej.
Komenda Okręgu podjęła następujące działania:

a) Komórka legalizacyjna Okręgu, jako najistotniejsza przy ewakuacji, podzielić się miała na dwie części. Pierwsza, pod kierownictwem ppor. Michała Warakomskiego „Piotra”, miała wyjechać do Polski centralnej w najbliższym możliwym terminie celem znalezienia odpowiednich lokali i rozpoczęcia działalności ułatwiającej zalegalizowanie się żołnierzy AK w Polsce. Część druga, pod dowództwem Romualda Warakomskiego „Hilarego”, pozostać miała w Wilnie i dalej zabezpieczać działalność Okręgu.
b) Kwatermistrz Okręgu por. Kazimierz Pietraszkiewicz „Konrad” miał według własnego rozpoznania podzielić ludzi z Oddziału IV na grupki, które zajmą się przerzucaniem do Polski części skarbca Okręgu.
c) W Wilnie pozostać mieli aż do odwołania: szef sztabu Komendy Okręgu mjr Wincenty Chrząszczewski „Ksawery” jako p.o. Komendanta Okręgu, szef Oddziału I por. Bolesław Nowak „Majewski” oraz szef Oddziału II ppłk NN „Cichy”, obydwaj wraz z podległymi im oficerami. Zespół ten stanowić miał trzon ewentualnej przyszłej konspiracji.
d) W Wilnie pozostać miało główne archiwum Okręgu [liczono się widocznie z możliwością jego późniejszego odzyskania].
e) W Polsce centralnej miano utworzyć bazę dla przerzuconych żołnierzy z wydzielonych wyżej komórek.

Rozpoczęła się skoordynowana akcja przerzutu całości sprzętu i ludzi Okręgu. Wytypowani do ewakuacji żołnierze przejeżdżali granicę, korzystając najczęściej z fałszywych kart ewakuacyjnych, masowo wyrabianych przez wileńską „legalizację”. Często zabierali ze sobą broń krótką, a czasami inne materiały organizacyjne. Po przekroczeniu granicy byli przyjmowani przez komórkę odbiorczą [najczęściej w Białymstoku], a następnie kierowani w głąb Polski. Podawano im kontakty w terenie. Często także zaopatrywano ich w nowe komplety dokumentów, które umożliwiały im zmianę tożsamości, co pozwalało im ukryć swoje dawne powiązania.

Por. Witold Turonek „Tur”, „Tumry”, ur. 05 X 1916 Janopol, pow. Brasław na Wileńszczyźnie. Syn Stefana i Konstancji. W VI 1935 ukończył w Drui gimnazjum uzyskując świadectwo dojrzałości. Od 1 X 1935 do VIII 1938 w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Maz. – Komorowie. Promowany na stopień ppor. sł. st. piechoty 1 X 1938 z przydziałem do 77 pp w Lidzie na stanowisko d-cy plutonu w 7 kompanii III baonu. W VIII 1939 skierowany z 77 pp do Ośrodka Zapasowego 19 DP w Lidzie. Brał udział w grupie ppłk. Z. Blumskiego w walkach z sowieckim okupantem w rejonie Grodna i Sejn. 23 IX 1939 wraz z oddziałem przekracza granicę polsko-litewską. Internowany w obozie Birstonas nad Niemnem, skąd w X 1939 uciekł. Ukrywał się w majątku rolnym Kukle pow. Utene, gdzie pracował jako robotnik rolny. W VI 1941 r. po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej prowadzi działalność konspiracyjną wśród Polaków na Litwie. W VI 1942 skierowany na przymusowe roboty do Niemiec. Ucieka z transportu i przedostaje się do Wilna. Po uzyskaniu kontaktów konspiracyjnych z K.O. AK Wilno zostaje w VI 1942 skierowany na teren Obwodu AK Oszmiana w Inspektoracie „F” z zadaniem zorganizowania regularnych drużyn i plutonów konspiracyjnych oraz zintensyfikowania akcji dywersyjnych. Oficjalnie zatrudniony jako administrator majątku Bołtupie. Od IX 1942, komendant Wojskowego Ośrodka Pogotowia Bojowego „O” – Oszmiana. Jednocześnie z-ca komendanta Obwodu AK Oszmiana. Od II 1943 do II 1944 komendant Obwodu /Ośrodka/AK Oszmiana. Od II 1944 d-ca III Oddziału Partyzanckiego AK przekształconego w IV 1944 w 8 Brygadę Oszmiańską AK. Od II 1944 do VIII 1944 dowod
ził samodzielnymi działaniami zbrojnymi oraz uczestniczy na czele 8 Brygady AK w walce z Niemcami w składzie 3 Zgrupowania AK mjr. Cz. Dębickiego „Jaremy”. Bierze udział w operacji „Ostra Brama”. Awansowany do stopnia por. sł. st. 11 XI 1944. Po wejściu A. Cz. utworzył oddział part. AK, z którym w połowie XI 1944 wyrusza w pole. Walczy z wojskami sowieckimi. W II 1945 po ciężkich bojach z NKWD pod Rówinami oddział zostaje rozbity. W czasie walk zostaje ranny w twarz. Wydostał się z okrążenia wyprowadzony przez swoich żołnierzy. Następnie przedostaje się do Wilna. Był intensywnie poszukiwany przez NKWD. Przy pomocy komórki legalizacyjnej K.O. AK Wilno pod przybranym nazwiskiem Witold Wiltos w III 1945 wyjechał transportem repatriacyjnym do Polski. Początkowo zamieszkiwał w Wyrzysku k/Bydgoszczy, gdzie do VII 1945 pracował jako komisarz ziemski. W końcu lipca 1945 wyjechał do Lęborka k/Gdańska i podjął pod rodowym nazwiskiem pracę jako kierownik młyna we wsi Nowa Wieś k/Lęborka. Utrzymywał kontakty z mjr./ppłk. A. Olechnowiczem „Pochoreckim”. Zatrzymany przez funkcj. Wydziału III WUBP w Gdańsku 06 XII 1948 i uwięziony w areszcie WUBP w Gdańsku. Postanowienie o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztowania wydaje z datą 08 XII 1948 WPR Gdańsk. Po ciężkim śledztwie postawiony przed WSR Gdańsk sygnatura akt Sr. 374/49, który wyrokiem z dnia 30 XII 1949 skazał go na karę 7 lat więzienia z art. 86 § 2 KKWP. Po procesie więziony w ZK Gdańsk, skąd zostaje przetransportowany do CWK we Wronkach i tu osadzony 23 IX 1950. Początek wykonania kary 08 XII 1948, upływ kary 08 XII 1955. Zwolniony warunkowo z CWK Wronki w X 1954. Po odzyskaniu wolności powraca do Nowej Wsi. Inwigilowany przez UB, wyjechał do Szczecina, gdzie podejmuje pracę zawodową. Studiował zaocznie w Wyższej Szkole Handlowej w Poznaniu, uzyskując dyplom mgr-a ekonomii. W latach sześćdziesiątych mieszkał i pracował w Tarnowie, skąd wyjechał do Rzeszowa i tu zamieszkał na stałe. Podejmuje pracę zawodową na stanowisku kierownika działu ekonomicznego w Zakładach Lamp Wyładowczych „Polam” w Rzeszowie. W 1960 na jego wniosek przeprowadzono postępowanie rehabilitacyjne. NSW w Warszawie wydaje postanowienie o uchyleniu wyroku wydanego przez b. WSR Gdańsk 30 XII 1949, a skazanie uznano za niebyłe. W pełni zrehabilitowany. Zmarł w Rzeszowie 22 XII 1977 r.. Pochowany na miejscowym cmentarzu. Żonaty z Haliną z d. Bykowska. Odznaczony: VM kl. 5 nr leg. 12405, KW. Należał do grona najwybitniejszych dowódców AK na Wileńszczyźnie.

W okresie tym oba sąsiadujące Okręgi – Nowogródzki i Wileński – współpracowały w akcji przerzucania ludzi na teren Polski centralnej, choć często współpraca ta polegała na organizowaniu transportu przez Wilno dla żołnierzy z Nowogródczyzny, którzy takich możliwości logistycznych [jak choćby „legalizacja”] nie mieli. W okresie do czerwca 1945 ewakuowano przez granicę transportami repatriacyjnymi nowogródzkie oddziały NN „Piętki”, Ryszarda Kiersnowskiego „Puchacza” czy ppor. Jana Wiśnicza „Lwa” z Obwodu Lida, a z powiatów Baranowicze i Nieśwież przerzucono co najmniej 300 ludzi. W maju, po zorganizowaniu placówek odbiorczych po drugiej stronie granicy, w obu Okręgach przerzut ruszył pełną parą. W każdym transporcie repatriacyjnym przerzucano co najmniej kilkudziesięciu żołnierzy AK.

Podjęto także akcję przerzucania przez „zieloną granicę” całych uzbrojonych oddziałów. Akcja ta, rozpoczęta jeszcze na początku 1945, kontynuowana była – z dużym powodzeniem – do końca jesieni. Przetarty został szlak przez Grodzieńszczyznę, prowadzący do Puszczy Białowieskiej. Szlakiem tym zaczęto przerzucać poszczególne oddziały. Akcję rozkładano zazwyczaj na kilka etapów. Pierwszym było skoncentrowanie w wyznaczonym punkcie kilku jednostek dotąd działających samodzielnie. W Komendzie Okręgu zapewne panowało przeświadczenie, że większe ugrupowania bezpieczniej przejdą granicę niż niewielkie oddziałki. Przy tym skracano okres największego ryzyka. Podporządkowane „dzikie” oddziały oraz jednostki Okręgu udawały się na miejsca koncentracji. Stamtąd wędrowały prowadzone przez doświadczonych przewodników w kierunku granicy. Po jej przejściu były przyjmowane przez placówki Okręgu Białostockiego lub przez oficerów Okręgu Wileńskiego z por. Adamem Boryczką „Tońką” na czele.

18 lipca 1944 r. kpt. Adam Boryczka „Tońko” na czele VI Brygady Wileńskiej zbliża się do Puszczy Rudnickiej unikając sowieckiej obławy.

Pierwszym znanym oddziałem, który wiosną 1945 przekroczył „zieloną granicę” była 60-osobowa kompania NN „Chorążego”. Pod koniec lipca tą samą trasą przeszła m.in. grupa składająca się z trzech oddziałów: „Siódemka Wilhelma” dowodzona przez Aleksandra Alesionka „Pioruna”, złożona z żołnierzy VII Wileńskiej Brygady AK, oddział sierż. NN „Maroczego”, złożony z żołnierzy III Brygady oraz grupa sierż. Władysława Janczewskiego „Lalusia” – razem ok. 50 żołnierzy [według innych danych ok. 160 ludzi]. Inna udana przeprawa nastąpiła we wrześniu 1945. 20-osobowy oddział dowodzony przez sierż. Wojnicza „Żuka” dotarł bez przeszkód na teren Obwodu Sokółka, gdzie przejęły go placówki terenowe Okręgu Białostockiego.

Inne oddziały nie miały takiego szczęścia… Oddział Edwarda Czeszumskiego „Edka” pozostawał bez łączności z KO od listopada 1944. Kiedy w końcu nawiązał kontakt z Okręgiem i przygotował się do przerzutu, został 6 czerwca 1945 doszczętnie rozbity przez jednostkę NKWD we wsi Nowosady. Co najmniej 30 żołnierzy zginęło [część z nich Sowieci rozstrzelali po schwytaniu].

W czerwcu 1945 w Warszawie mjr Antoni Olechnowicz „Pohorecki” złożył na piśmie raport z działalności Okręgu. O nastawieniu oficerów Komendy Okręgu do rzeczywistości, która zapanowała w Europie pod koniec wojny, niech świadczy taki oto fragment:
„Szliśmy tą samą drogą, drogą ciernistą, ale jedynie uczciwą, nie wsiadaliśmy do mijających nas ani czarnych, ani czerwonych aut; p. Mikołajczyk wsiadł do jednego z pierwszych czerwonych, więc niech uważa, jeśli go dogonimy”.

Jasno z tego wynika niechęć do włączenia się w dialog z komunistami. Ta bezkompromisowa postawa zaważyła na decyzji o zachowaniu struktur Okręgu także po jego ewakuacji, w celu wykorzystania ich w przyszłej walce o Polskę. Jednocześnie raport określał siły Okręgu pod okupacją sowiecką:

„dotychczas na terenie [Wileńszczyzny] pozostało:
a. oddziały – około 400 ludzi – uzbrojeni
b. siatka – około 1000 ludzi – uzbrojeni
c. około 2 tys. ludzi spoza AK, nie mogących legalnie opuścić terenu”.

Kresowi Straceńcy – część 3>

KRESOWI STRACEŃCY – część 3

Tymczasem w lipcu 1945 w…

Tymczasem w lipcu 1945 w Wilnie nastąpiła wsypa resztek Komendy Okręgu. 16 lipca aresztowany został p.o. Komendanta Okręgu mjr Wincenty Chrząszczewski „Ksawery”, „Kruk”. W sierpniu wpadła także wileńska placówka „legalizacji”. Był to praktycznie koniec działalności AK na Wileńszczyźnie na większą skalę. Pozostała co prawda i działała do 1946 siatka wywiadowcza „Auszra”, przejmując częściowo „legalizację”, ale była to już działalność ograniczona. Okręg w swojej masie przeniósł się do Polski „lubelskiej” i tam wznowił działalność.

Puszcza Rudnicka, sierpiń 1944 r. Oddziały „Solcza” (pod dowódctwem kpt. Adama Boryczki „Tońki”) i „Wiśnicza” (pod dowództwem por. Edmunda Banasikowskiego „Jeża”) przedzierają się „do Polski”, uciekając przed sowiecką niewolą.

Na terenie Wileńszczyzny pozostały natomiast, pozbawione kontaktu z przełożonymi, resztki struktur Okręgu. Działały też nadal oddziały partyzanckie zasilane przez ludzi chcących uniknąć poboru lub ukrywających się przed NKWD. Los tych „ostatnich żołnierzy” był tragiczny. O ile jeszcze w 1945 mogli oni liczyć na pomoc siatki konspiracyjnej i przerzucenie na inne tereny, to później możliwości te się skończyły. Do połowy 1946 partyzantka ta prowadziła aktywną działalność, potem zamieniła się w grupy samoobrony. Likwidowano agentów NKWD i donosicieli, palono akta administracyjne, „przestrzegano” przed nadgorliwością urzędników, a nawet prowadzono tak spektakularne akcje, jak chronienie naturalnej bazy partyzantów [czyli lasu] przed zniszczeniem, wysadzając w powietrze tory, którymi wywożono wyrąbane drzewo [NKWD robiło wtedy liczne przesieki w lasach Wileńszczyzny, aby w ten sposób ograniczyć ruch oddziałów partyzanckich – podobne „pomysły” realizowali wcześniej Niemcy].

Od 1947 ograniczono się tylko do walki o przetrwanie. Budowano w lasach i we wsiach utajnione bunkry, korzystając przy tym z pomocy miejscowej ludności [coraz częściej już nie żołnierzy siatki AK, bo tych w pierwszym rzędzie dotknęły uderzenia NKWD], często zmieniano teren, unikając licznych obław. Coraz wyraźniej zacierały się istotne do niedawna różnice. Polacy walczyli niejednokrotnie w oddziałach partyzantki litewskiej, a Litwini w oddziałach polskich. Czasem też można było spotkać dezerterów z Armii Czerwonej i uciekinierów z obozów jenieckich. W terenie działały też bandy rabunkowe, te jednak były tępione bez litości zarówno przez podziemie, jak i władzę sowiecką.
Do walki z partyzantką NKWD rzuciło tak zwane „zielone oddziały”, szczególnie intensywnie działające w latach 1945-1946. Były to prowokacyjne grupy złożone z żołnierzy NKWD, udające dezerterów z Armii Czerwonej lub żołnierzy ROA gen. Własowa. Ich sposobem „walki” był podstęp i zdrada. Po nawiązaniu łączności z partyzantami, „zielony oddział” przebywał z nimi przez kilka dni [w szczególnych wypadkach przeprowadzano nawet wspólne akcje], co służyło uśpieniu czujności. Po niedługim czasie dochodziło zazwyczaj do zaproszenia partyzantów na sute przyjęcie, zorganizowane pod pretekstem np. imienin dowódcy. Podczas takiego „przyjęcia” mordowano większość partyzantów, zachowując przy życiu nielicznych – tym miano następnie zorganizować pokazowe procesy.

Por. Edmund Banasikowski „Jeż”.

Zimą 1946/47 zadano dalsze ciosy polskim oddziałom, stosując równocześnie wzmożoną kontrolę miejscowej ludności i uniemożliwiając w ten sposób jej współpracę z partyzantami. Jedna z ostatnich grup, złożona z dawnych żołnierzy Związku Wolnych Polaków [części AK] została w Wielki Piątek 1947 zlikwidowana przez oddział NKWD. W latach następnych ucieczka do lasu nie była już sposobem na przetrwanie. Z bronią w ręku pozostały tylko jednostki. Niewiele jest na ten temat informacji, wiadomo jedynie, że jeszcze w latach 1948-1952 oddziały milicji i NKWD likwidowały niewielkie „biełopolskie bandy”. Zapewne były to grupki dawnych partyzantów, ukrywających się jeszcze w leśnych bunkrach, próbujących przetrwać „do lepszych czasów”.

Tymczasem na terenie Polski centralnej odbudowały się struktury Okręgu Wileńskiego. Ostatni Komendant Okręgu ppłk Antoni Olechnowicz „Pohorecki” postanowił nie rozwiązywać całkowicie struktury Komendy Okręgu, a resztę członków organizacji zwolnić tymczasowo z wszelkich funkcji, traktując ich jako potencjalnych żołnierzy. W porozumieniu z całym sztabem podjął też decyzję o niewłączaniu się w struktury powstałego właśnie WiN-u. Nowa organizacja obejmowała tylko tereny „Polski Ludowej”, bez Kresów. Struktura taka i wyrażające się w niej stanowisko polityczne było dla Wilnian nie do przyjęcia.

Odtworzone w Polsce centralnej struktury Okręgu składały się ze sztabu oraz dwóch komórek – „legalizacji” i kwatermistrzowskiej. Wynikało to z charakteru podjętej działalności, czyli głębokiego zakonspirowania kadr organizacyjnych i udzielania jak najdalej idącej pomocy żołnierzom siatki. Pod koniec 1945 nawiązano kontakt ze Sztabem Naczelnego Wodza w Londynie. Otrzymane stamtąd rozkazy potwierdziły słuszność podjętych decyzji. Okręg Wileński pozostał jako niezależna siatka konspiracyjna na terenie Polski, przy czym miał nadal prawo używać nazwy „Okręg Wileński Armii Krajowej”. Naczelny Wódz potwierdził więc tym samym odwołanie rozkazu o rozwiązaniu AK i nakazał dalszą pracę. Podstawą miało być utrzymanie siatki w konspiracji i tworzenie z niej zaplecza dla ewentualnej dalszej walki. Jednocześnie siatka wileńska otrzymała polecenie zbierania wiadomości dla Rządu RP w Londynie, dotyczących głównie problematyki polityczno-społecznej.

Jako siedzibę sztabu Okręgu wyznaczono Gdańsk. Było to miasto portowe, „okno na świat”, zasiedlone w dużej mierze repatriantami z Wileńszczyzny. W grudniu 1945 Komendant Okręgu nawiązał kontakt z mjr. Zygmuntem Szendzielarzem „Łupaszką”, który od tego czasu podporządkował Okręgowi swoje oddziały partyzanckie i rozpoczął działalność także na Pomorzu. Pierwsza większa wsypa w szeregach organizacji nastąpiła w kwietniu 1946. Aresztowano kilku oficerów Komendy, rozbito częściowo sieć łączności i zlikwidowano rodzącą się komórkę propagandowo-informacyjną, dowodzoną przez por. Feliska Selmanowicza „Zagończyka”. Dopiero pod koniec tego roku udało się ponownie podjąć działalność. W początkach 1947 roku ppłk Olechnowicz osobiście udał się na Zachód, aby wspólnie z przedstawicielami Rządu RP, opracować dalszy plan działania.

Nowe zadania dla Okręgu określały je dwutorowo. Przede wszystkim należało budować struktury konspiracyjne, pomagać żołnierzom i oficerom, legalizować zagrożonych aresztowaniem. Żołnierze i oficerowie, którzy zdecydowali się dalej prowadzić działalność konspiracyjną, tworzyli tzw. „Ośrodek Mobilizacyjny Okręgu Wileńskiego AK”. Mieli utrzymywać pomiędzy sobą łączność, prowadzić zajęcia samokształceniowe, przekazywać informacje i „być gotowym do podjęcia działań zbrojnych”. Działalność Okręgu w tym zakresie przypominała działalność AK podczas okupacji niemieckiej czy sowieckiej. Tylko brak oddziałów Kedywu i rozwiniętej aktywności wydawniczej nie pozwala uznać tego okresu za pełną kontynuację działalności poprzedniej.

Drugim zadaniem otrzymanym przez Okręg było zbudowanie siatki wywiadowczej
i przekazywanie w miarę pełnych danych z toku życia politycznego, gospodarczego, społecznego i wreszcie wojskowego komunistycznej Polski. Do realizacji tego zadania ppłk „Pohorecki” powołał por. Zygmunta Szymanowskiego „Bza”.

Utworzona z żołnierzy konspiracji wileńskiej siatka wywiadowcza zdobywała i przekazywała na Zachód cenne informacje, których wartość docenił nie tylko Rząd RP, ale i Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie, infiltrujący kanały przerzutowe na Zachód. Doprowadziło to w efekcie do jednej z największych akcji MBP skierowanych przeciwko polskiemu podziemiu – „Akcji X”. Rozpoczęta w połowie 1948, w swoich kolejnych rzutach i „mutacjach” trwała praktycznie do roku 1956. Łącznie aresztowano ponad 6 tys. ludzi, kilkadziesiąt osób skazano na śmierć. Praktycznie wszystkich repatriantów z Wileńszczyzny otoczono kontrolą i „opieką”, którą jeszcze w latach 80-tych kontynuowały MO i SB!

Cała Komenda Okręgu została skazana na karę śmierci. Wyroki wykonano prawie na wszystkich skazanych, w tej grupie znaleźli się m.in. ppłk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”, mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, por. Lucjan Minkiewicz „Wiktor”, por. Wacław Walicki „Tesaro”, por. Henryk Borowski „Trzmiel”, por. Wiktor Kuczyński „Wiktor”, por. Jerzy Łoziński „Jerzy”, por. Edmund Zbigniew Bukowski „Zbyszek” i wielu, wielu innych.

Dr Piotr Niwiński

Powyższy tekst, autorstwa dr Piotra Niwińskiego – historyka gdańskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, pochodzi z pracy zbiorowej: „Żołnierze Wyklęci. Antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 roku”, Warszawa 2002. Bardzo dziękuję autorowi za wyrażenie zgody na publikację.

Kresowi Straceńcy – część 4>

KRESOWI STRACEŃCY – część 4

Armia Krajowa na Nowogródczyźnie po lipcu 1944

Niepowodzenie operacji „Ostra Brama” i rozbrojenie oddziałów Armii Krajowej pod Wilnem w lipcu 1944 było prawdziwym ciosem dla Nowogródzkiego Okręgu AK. Pod Wilnem znalazło się około 6.000 żołnierzy Okręgu „Nów”. Znaczna ich część została po rozbrojeniu wywieziona do Kaługi, a stamtąd – po odmowie złożenia rosyjskiej przysięgi wojskowej – do obozów w lasach podmoskiewskich. Mobilizacja sił AK do akcji „Burza” ujawniła wobec sowieckiej agentury żołnierzy i terenowych dowódców AK. Ci, którzy uniknęli rozbrojenia i powracali obecnie do swoich domów, byli poszukiwani przez NKWD. Fakt przynależności do Armii Krajowej traktowany był przez władze sowieckie jako ciężkie przestępstwo. W terenie działały grupy operacyjne NKWD dokonujące aresztowań AK-owców, członków ich rodzin oraz wszystkich Polaków podejrzanych o sprzyjanie Armii Krajowej. Jednocześnie na terenach anektowanych władze sowieckie bezprawnie ogłosiły pobór ludności [obywateli polskich] do Armii Czerwonej. Polacy, jak też znaczna część Białorusinów, nie zamierzali ginąć w obcych mundurach za obcą sprawę i masowo uchylali się od poboru, byli wyłapywani przez sowieckie grupy operacyjne, tzw. „chapunów”.

Jak wynika z sowieckich raportów z Lidy oraz miast-siedzib rejonów, codziennie w teren wyjeżdżały grupy operacyjne NKWD z zadaniem dokonywania aresztowań i chwytania poborowych. Każda z nich zabijała lub aresztowała od kilku do kilkudziesięciu ludzi. Dochodziło przy tym do doraźnych egzekucji i pacyfikacji. Powszechne było strzelanie do uciekających i znęcanie się nad rodzinami osób ukrywających się [np. 22 sierpnia 1944 koło Klukowicz zastrzelono 40 osób, 23 sierpnia w chutorze Kołodziszki – 27 osób, a 7 aresztowano, 11 września w m. Grodzie zastrzelono 14 i aresztowano 11 osób, w dniach 17-29 grudnia na terenie gmin Ejszyszki i Orany aresztowano 360 osób, a 16 zastrzelono, 19 stycznia 1945 w rejonie Chlebowców zastrzelono 22 osoby i aresztowano 11, 7 lutego podczas operacji w Puszczy Lipiczańskiej zabito 34 osoby, 441 aresztowano].

O skali sowieckiego terroru mogą świadczyć rozmiary operacji przeprowadzonej w dniach 15 marca – 12 kwietnia 1945 na terenie dwóch obwodów administracyjnych przez jednostki dwóch dywizji NKWD [zabito wówczas 109 i aresztowano 5245 osób, przy stracie zaledwie 6 zabitych i 10 rannych funkcjonariuszy NKWD].

W takich warunkach na terenie Nowogródczyzny dochodziło do ponownego odtwarzania polskiej pracy niepodległościowej pod nową okupacją sowiecką. Nowym p.o. Komendanta Okręgu mianowany został ppłk cc Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”.

Ppłk dypl. cc Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”. Jeden z pierwszych partyzantów II wojny światowej – oficer Oddziału Wydzielonego WP mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. W grudniu 1939 przedostał się do Wojska Polskiego odtwarzanego we Francji. Współtwórca idei powstania polskich wojsk spadochronowych i „cichociemnych”. Po skoku do Kraju [27/28.XII.1941] oficer K-dy Gł. AK. Od marca 1944 dowodził zgrupowaniem „Nadniemieńskim” w Nowogródzkim Okr. AK. Ciężko ranny 24 czerwca 1944 w bitwie z Niemcami pod Dyndyliszkami [stracił prawą rękę]. Twórca koncepcji operacji „Ostra Brama”. Po rozbrojeniu oddziałów AK pod Wilnem przez Sowietów, mianowany p.o. Komendanta Okr. AK Nowogródek. Poległ wraz z 36 podkomendnymi w starciu z wojskami NKWD 21 sierpnia 1944 pod Surkontami. Odznaczony: VM V klasy, KW x 2.

Przystąpił do odtwarzania Komendy Okręgu i organizowania struktur AK w terenie. Jednak już 21 sierpnia 1944 poległ wraz z 36 podkomendnymi w Surkontach, zaatakowany przez pododdziały 32. zmotoryzowanego pułku strzeleckiego Wojsk Wewnętrznych NKWD. Funkcję p.o. Komendanta Okręgu przejął wówczas dotychczasowy szef sztabu kpt./mjr Stanisław Sędziak „Warta”, Dopiero jemu udało się unormować pracę Okręgu Nowogródek. Odtworzył Komendę Okręgu, uruchomił pracę Oddziału V [łączność], Biura Informacji i Propagandy, nawiązał też stały kontakt z odtworzonymi komendami ośrodków terenowych AK oraz sąsiednimi Okręgami Wilno i Białystok. Niestety, już w listopadzie 1944 zagrożony aresztowaniem musiał przenieść się na teren sąsiedniego Okręgu AK Białystok. Po nim funkcję p.o. Komendanta sprawował rtm. Jan Skorb „Boryna” [do kwietnia 1945], następnie zaś ppor. Ludwik Nienartowicz „Mazepa” [do sierpnia 1945].

Rtm. Jan Skorb „Boryna”. Od stycznia do marca 1945 p.o. Komendanta Okręgu Nowogródzkiego AK.

Aresztowania NKWD spowodowały jednak straty nie do odrobienia. Bardzo szybko aresztowani zostali oficerowie Komendy Okręgu: I zastępca Komendanta kpt. Władysław Stawowski „Sawa” [zmarł w obozie w 1956], szef sztabu [?] kpt. Stanisław Rybka „Ikar”, „Brożyna” [zamordowany w więzieniu w Lidzie], szef saperów por Józef Łubikowski „Sybirak” [skazany na karę śmierci], por. Józef Orechwo „Już” [skazany na wieloletnie łagry], szef BiP Janusz Wroński „Janosik” [skazany na więzienie w łagrach].

Już 8 września 1944 grupa operacyjna NKWD i NKGB zlikwidowała we wsi Zalesie [pow. Lida] radiostację Komendy Okręgu. Po tej wpadce nie zdołano już odtworzyć łączności taktycznej Okręgu. Łączność Okręgu „Nów” utrzymywana była za pośrednictwem Oddziału V sąsiedniego Okręgu AK „Pełnia” [Białystok].

Zgodnie z rozkazem KG AK Komenda Okręgu dążyła do zdemobilizowania istniejących jeszcze pozostałości oddziałów partyzanckich AK. Okazało się to jednak niemożliwe, gdyż masowe aresztowania prowadzone przez NKWD powodowały, iż coraz większa liczba osób musiała się ukrywać. Nie mając innej możliwości przetrwania, ludzie ci łączyli się w zbrojne grupy, stale zasilające partyzantkę.

Najsilniejsze ośrodki polskiego zorganizowanego oporu powstały jesienią 1944 w powiecie lidzkim. Określane były jako „Zgrupowanie Południe” i „Zgrupowanie Północ” [przez pojęcia te należy rozumieć całość sił konspiracyjnych i partyzanckich AK z danego terenu]. Dowodzili nimi doświadczeni dowódcy z okresu okupacji niemieckiej: ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner” i ppor. Jan Borysewicz „Krysia”.

Por. Jan Borysewicz „Krysia”, „Mściciel”. Uczestnik wojny obronnej w 1939. Dowódca oddziału partyzanckiego nr 314, na bazie którego powstał II/77. pp AK. Zaczynał partyzantkę z 7 ludźmi, po roku miał w swoim baonie 650 świetnie uzbrojonych żołnierzy. Niezwykle popularny wśród ludności i partyzantów AK, odnotował na swym koncie szereg udanych działań bojowych przeciw niemieckim siłom okupacyjnym. Od maja 1944 Komendant Zgrupowania „Północ” [II i V/77. pp AK]. Po lipcu 1944 kontynuował działalność na Ziemi Nowogródzkiej. Poległ 21 stycznia 1945 pod Kowalkami w zasadzce grupy operacyjnej 105. pułku pogranicznego NKWD. Jego ciało Sowieci obwozili po wsiach i miasteczkach Ziemi Lidzkiej – m.in. wystawiano je na pokaz na rynku w Naczy.

Podlegające im oddziały wykonały szereg akcji z zakresu samoobrony przed NKWD, a nawet u
derzeń odwetowych i dywersyjnych. Między innymi we wrześniu 1944 w odwet za zbrodnie popełniane przez Sowietów na ludności polskiej, przeprowadzono dwie duże operacje dywersyjne [oddziały „Zgrupowania Południe” przeprowadziły 12 dywersji na kolei, zaś oddziały „Zgrupowania Północ” zniszczyły 9 mostów]. Na terenie „Zgrupowania Południe” operowały następujące oddziały partyzanckie: oddział ppor. „Ragnera”, ppor. Józefa Jagielskiego „Piona”, i kpr. Witolda Hładkiego „Gila”, grupa sierż. Wacława Pawłowskiego „Zawiei” oraz patrole plut. Tadeusza Orwida „Kuby”, sierż. Witolda Skawińskiego „Kuny”, i NN „Karasia”.

Na terenie „Zgrupowania Północ” działały: osobista drużyna przyboczna por. „Krysi”, oddziały i grupy ppor. Czesława Stankiewicza „Komara”, ppor. Józefa Chiniewicza „Groma”, ppor. Czesława Stecewicza „Śmiałego”, plut. Michała Tetiańca „Myśliwego”, kpr. Więckiewicza „Zemsty”, kpr. Adama Łoszakiewicza „Iskry”, kpr. Ryszarda Kiersnowskiego „Puchacza”, kpr. Józefa Zarzyckiego „Piętki” i kpr. Michała Nawrockiego „Wrzosa”, NN „Hajduka”, NN „Filara”, NN „Poręby”.

W powiecie szczuczyńskim operowały oddziały kpr. Werenowiszcza „Kuny”, sierż. Bolesława Koleśnika „Smoka”, Stanisława Rytkowskiego „Wodnego” i Bronisława Mickiewicza „Niedźwiedzia”, w ośrodku Iwje-Juraciszki grupy Huleckiego „Wiatra”, Antoniego Dona „Jaskółki”, ppor. Jana Wasiewicza „Lwa”, ppor. Józefa Sylwanowicza „Listka”, pchor. Eryka Barcza „Eryka”, kpr. Bolesława Zabłockiego „Oczka”, Józefa Ussa „Śmigła”, a przede wszystkim 1. Oddział Samoobrony Czynnej Ziemi Wileńskiej ppor. Hieronima Piotrowskiego „Jura”.

W powiecie baranowickim i nieświeskim działały oddziały: sierż. Czesława Rymaszewskigo „Nagana”, plut. Jana Kanceralczyka „Skiby”, sierż. Michała Modzelewskiego „Miszki”, plut. „Obiego”.

Ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner”. Przedwojenny urzędnik z Lidy, podchorąży rezerwy łączności. W konspiracji szef łączności Obwodu AK Lida. Od kwietnia 1943 organizator i dowódca oddziału nr 312, a następnie IV/77. pp AK. Był to najliczniejszy oddział partyzancki Okręgu Nowogródek. Walczył zarówno z Niemcami, jak i z partyzantką sowiecką, powstrzymując jej napór na linii Niemna. Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy. Po lipcu 1944 dowódca Zgrupowania „Południe”, zaciekle zwalczanego przez wojska NKWD. Poległ 3 grudnia 1944 wraz z kilkoma podkomendnymi pod chutorem Jeremicze koło Niecieczy, okrążony przez ok. 1400 żołnierzy NKWD. Miejsce jego pochówku pozostaje nieznane.

Za jednego ze swych głównych przeciwników władze sowieckie uznały ppor. „Ragnera” i podległe mu siły „Zgrupowania Południe”. Podjęto przeciw niemu masowe operacje WW NKWD. Już 29 września 1944 pododdział 265. p.strz. WW NKWD zlikwidował patrol Edwarda Staronia „Karasia”, 27 października grupa operacyjna NKWD rozbiła pod Szejbakami koło Żołudka patrol plut. W. Grabowskiego „Żyda”, także w końcu października i w początkach listopada rozbite zostały oddziały „Gila” i „Piona” operujące na południowym brzegu Niemna w rejonie Rudy. W dniach 7-9 listopada 1944 NKWD zdołało rozbić Komendę Ośrodka Nowogródek „Klara”, aresztując większość kadry dowódczej. Ppor. „Ragner” kilkakrotnie zdołał się przebić przez sowieckie obławy, jednak 3 grudnia 1944 został otoczony przez NKWD w rejonie chutoru Jeremicze. Sowieci rzucili do akcji przeciw jego oddziałowi, liczącemu niespełna 30 ludzi, ponad 1400 funkcjonariuszy NKWD [wspieranych przez 3 czołgi]. Ppor. „Ragner” wraz z czterema podkomendnymi poległ, trzech rannych dostało się w ręce Sowietów. Oddział jednak zdołał się przebić przez sowiecki pierścień i komendę nad nim objął adiutant „Ragnera”, sierż. Anatol Urbanowicz „Laluś”.

Sierż. Anatol Urbanowicz „Laluś”. Adiutant ppor. „Ragnera”, dowodził oddziałem po jego śmierci. Okresowo pełnił funkcję Komendanta Obwodu Szczuczyn-Lida. Wiele razy starł się z grupami operacyjnymi NKWD. 27 maja 1945 pod Lidą osaczony z oddziałem przez grupę zwiadu 34. zmotoryzowanego pułku strz. NKWD. Nie chcąc wpaść w ręce Sowietów zastrzelił się.

Nieco dłużej zdołał utrzymać się w terenie por. „Krysia”, przy czym wykonał sporo udanych akcji przeciw NKWD. Jednak i on zginął już 21 stycznia 1945, gdy pod Kowalkami wpadł w zasadzkę grupy 105. pułku pogranicznego NKWD.

Kolejnym celem działań NKWD stały się oddziały AK kryjące się w Puszczy Rudnickiej. W dniach 6-7 stycznia 1945 znaczne siły NKWD zaatakowały oddziały „Komara”, „Myśliwego” i „Zemsty” [poległo nie mniej niż 31 partyzantów]. Oddziały te jednak zdołały wyrwać się z okrążenia i kontynuowały działalność. Lecz w marcu 1945 prowokacyjna grupa NKWD zlikwidowała „Komara” i 18 jego żołnierzy w zaścianku Okolica.

W dniu 29 stycznia 1945 siły trzech pułków NKWD rozbiły pod Koreliczami przedzierające się „do Polski” oddziały rtm. „Groma”, por. „Tura” i por. „Tumrego” [poległo 89 partyzantów, 25 dostało się do niewoli, w terenie aresztowano 200 osób]. Jesienią 1944 i wiosną 1945 w pomniejszych starciach rozbite zostały przez NKWD oddziały i grupy „Smoka” [27 grudnia 1944 pod Kamionką], „Listka” [6 stycznia 1945 w Narweliszkach], „Wiatra” [w lutym 1945], „Kuny” [20 lutego 1945 w Pieckowicach], „Jaskółki” [w marcu 1945] i „Iskry” [25 maja 1945 pod Dajnowem].

Kwiecień 1945. Oddział sierż. Władysława Janczewskiego „Lalusia”, Wojdagi koło Koleśnik.

Oddział partyzancki sierż. Władysława Janczewskiego „Lalusia” pod Wersoczką w kwietniu 1945. Stoczył wiele walk z NKWD. W lipcu 1945 z Puszczy Rudnickiej przeszedł na teren Polski, gdzie 28 lipca został zaatakowany pod Kraśnianami przez połączone siły NKWD, UB i KBW z Sokółki. W starciu poległo 12 partyzantów, zaś 4 wpadło w ręce Sowietów i UB.

Stoją od lewej: NN „Mur”, Franciszek Romanowski „Rosa”, Kazimierz Kredyk „Klin”, Stanisław Krukowski „Młot” (zginął 7 maja), Janina Martun-Litwinowicz „Kroszka”, Jan Wilbik „Wolny”, Władysław Janczewski „Laluś”, Stanisław Ochwat „Bąk”, Władysław Junda „Niedźwiedź”, Leokadia Nosewicz-Bojanowska „Nieznana”, Jan Daglis „Guzik”; w rzędzie dolnym od lewej: Marian Łuszkiewicz „Kmicic”, Aleksander Szabliński „Szaruga”, Jan Grzywacz „Komar”, Antoni Matulewicz „Dąb”, Jan Michniewicz „Skowronek”, Józef Paczkowski „Pająk”.


Kresowi Straceńcy – część 5>

KRESOWI STRACEŃCY – część 5

Wiosną 1945 na rozkaz …

Wiosną 1945 na rozkaz Komendy Wileńskiej rtm. „Boryna”, a następnie ppor. „Miedzianka” przystąpili do demobilizacji struktur AK na Nowogródczyźnie oraz przerzutu żołnierzy AK za „linię Curzona”. Przerzucanie AK-owców „do Polski” trwało do końca listopada 1945. Na ogół do organizowania tej operacji wykorzystywano „wtyczki” AK ulokowane w Państwowym Urzędzie Repatriacyjnym. Rozwiązane zostały oddziały: „Puchacza”, „Piętki”, „Myśliwego”, „Filara”, „Poręby”, „Oczka”, „Śmigła”, „Nagana”, „Skiby”, „Lwa” i „Obiego”, ich żołnierze zaś w większości wyjechali na zachód w transportach repatriacyjnych. Kilka oddziałów, skupiających ludzi całkowicie zdekonspirowanych i poszukiwanych przez NKWD, przechodziło za „linię Curzona” z bronią w ręku [były to m.in. oddziały „Lalusia”, „Śmiałego”, „Żuka” i część grupy „Niedźwiedzia”]. Przejście połączonych oddziałów „Lalusia”, „Maroczego”, „Jurka” i „Pioruna” zakończyło się 28 lipca 1945 bitwą pod Kraśnianami – już po „polskiej stronie” granicy [partyzanci stracili 12 zabitych i 4 jeńców]. Znaczna część nowogródzkich AK-owców, po przejściu na tereny „Polski lubelskiej” kontynuowała działalność w strukturach AK-WiN. Kresowi AK-owcy odegrali szczególnie ważną rolę na terenie Białostocczyzny.
W sierpniu 1945 wyjechał na zachód ppor. „Miedzianka”, a także pozostałości kadry dowódczej Nowogródzkiego Okręgu AK. Wówczas działalność tego Okręgu została zakończona.

Ppor. Ludwik Nienartowicz „Mazepa”, „Miedzianka”. Przedwojenny prawnik. W Nowogródzkim Okręgu AK pełnił różne funkcje (Komendant Obwodu Nowogródek, szef żandarmerii IV batalionu 77 pp AK, oficer do zadań specjalnych). Po lipcu 1944 r. oficer w sztabie por. Jana Borysewicza „Krysi”, po jego śmierci Komendant Zgrupowania „Północ” i Obwodu Lida. W okresie kwiecień – sierpień 1945 r. ostatni p.o. Komendanta Nowogródzkiego Okręgu AK i organizator demobilizacji aktywów AK na Ziemi Nowogródzkiej. Z prawej strony: Małgorzata Kawrygo „Małgorzata”. Osadniczka wojskowa w pow. lidzkim (peowiaczka). Szefowa łączniczek w IV batalionie 77 pp AK. Jej syn poległ w walce z Niemcami jako żołnierz tego oddziału w październiku 1943 r. Po lipcu 1944 r. aresztowana przez NKWD, brak informacji o dalszych losach.

Jednak na Nowogródczyźnie pozostała nadal znaczna liczba żołnierzy Armii Krajowej, a także całe fragmenty struktur terenowych [placówki] i grupy zbrojne. Różne były powody, które sprawiły, że ludzie ci pozostali na Ziemiach Utraconych. Część z nich nadal wierzyła, że alianci nie pozwolą, aby ZSSR anektował ziemie polskie i że zaistniała sytuacja ma charakter przejściowy. Inni świadomie podjęli decyzję pozostania na Kresach i prowadzenia działalności niepodległościowej, jeszcze inni po prostu nie mieli możliwości wyjazdu w ramach akcji repatriacyjnej. Większość z nich wywodziła się z ludności wiejskiej – chłopów i drobnej szlachty zaściankowej.

Najpoważniejszym ośrodkiem koordynującym działalność polskiego podziemia na Nowogródczyźnie w latach 1945-1949 był Obwód Szczuczyn-Lida [Obwód 49/76] dowodzony przez ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”. Aczkolwiek pozbawiony łączności z centrami polskiej działalności niepodległościowej w Polsce [WiN] utrzymywał kontakt z poakowskimi strukturami w powiecie grodzieńskim [zgrupowanie ppor. Mieczysława Niedzińskiego „Niemna”, „Mena”, „Bena”] i w powiecie wołkowyskim [oddział Chwieduka „Cietrzewia”]. Ppor. „Olech” stworzył silną sieć placówek konspiracyjnych na terenie powiatu szczuczyńskiego i lidzkiego. Jego zastępcą był sierż. Paweł Klikowicz „Irena”.

Ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Stary”, „Ojciec”. Nauczyciel z Iszczołnian, harcerz. W okresie okupacji niemieckiej dowódca plutonu w VII baonie 77. pp AK. Po lipcu 1944 Komendant połączonych obwodów Szczuczyn i Lida [Obwód nr 49/67] oraz dowódca silnego oddziału partyzanckiego. Najwybitniejszy organizator polskiego powojennego podziemia na Ziemi Nowogródzkiej. Poległ wraz z oddziałem przybocznym w walce z NKWD 12 maja 1949 pod Raczkowszczyzną.

Oprócz sił znajdujących się w konspiracji ppor. „Olechowi” podlegało kilka oddziałów i grup partyzanckich [sierż. „Ireny”, ppor. Witolda Maleńczyka „Cygana”, Wacława Szwarobowicza „Kiepury”, NN „Petera”, Leona Łapota „Magika”]. Prowadziły one działania z zakresu samoobrony przed NKWD, likwidowały konfidentów, funkcjonariuszy NKWD i szczególnie szkodliwych przedstawicieli aparatu administracyjno-partyjnego, niszczyły dokumentację „sielsowietów”, zwalczały pierwsze próby „kolektywizacji” wsi kresowych paląc kołchozy i rozbijając posterunki ochronne. Także poszczególne placówki terenowe w miarę potrzeby mobilizowały do akcji własne patrole bojowe.

Oddziały ppor. „Olecha” cieszyły się silnym poparciem ludności kresowej. Dzięki jej pomocy utrzymały się w terenie do 1949. W marcu 1949 poległ w zasadzce ppor. „Cygan” i rozbita została grupa „Petera”. Jeszcze w końcu kwietnia ppor. „Olech” zdołał przebić się przez obławę NKWD nad Lebiodą koło Stankiewicz. Jednak już 12 maja 1949 zginął wraz z oddziałem przybocznym, okrążony przez pułk NKWD pod Raczkowszczyzną. Grupa „Kiepury” zdołała się utrzymać do 1951, jednak śmierć ppor. „Olecha” zamyka okres zorganizowanego oporu na Nowogródczyźnie.

Kwiecień 1945 r. Od lewej: Witold Szalewicz „Szczur”, Kazimierz Kiedyk „Klin”, sierż. Władysław Janczewski „Laluś”, dowódca oddziału.

Oprócz oddziału ppor. „Olecha” w powiecie lidzkim działały w latach 1945-1948 głośne oddziały partyzanckie Michała Durysa i Jana Bukatki, zaś w rejonie Iwja i Wołożyna oddział Bolesława Jurgiela „Jelenia” [tzw. „Jurgielewcy”] oraz grupa Zenona Zabrodzkiego. Durys poległ 13 lipca 1947 w walce z NKWD w Wielkim Siole [pow. Lida], oddział Bukatki został rozbity 28 marca 1948 w Domejkach [Bukatko poległ], Jurgiel zginął w 1950 koło Bakszt. Zabrodzki został rozbity przez NKWD jeszcze w końcu 1949. W latach 1949-51 utrzymała się w rejonie Wołożyna i Iwieńca grupa Radiuka i Szydłowskiego.

Warto również wspomnieć o kolejnych, silnych lokalnych ośrodkach poakowskich, współdziałających z ppor. „Olechem”, jakie uformowały się w powiatach grodzieńskim i wołkowyskim – aczkolwiek wcześniej związane były strukturalnie z Białostockim Okręgiem AK. W 1945 operowało tam kilka oddziałów partyzanckich, które w większości zostały rozbite przez NKWD [z bronią w ręku zdołał się przebić do „Polski lubelskiej” jedynie oddział ppor. Stefana Pabisia „Stefana” – grupa BOA – „Bojowy Oddział Armii”].

Oddział partyzancki plut. Bronisława Zabłockiego „Oczka” z tereniu Puszczy Nalibockiej, październik 1945. Od lewej stoją: Pius Żołędziowski „Kmicic” [ranny pod Rowinami, aresztowany przez
NKWD], Leopold Mackiewicz „Konrad”, Józef Bogucki „Słowik”, Wojgienica „Jurek”, Michał Terpiłowski, Bronisław Burzyński, Kucharonek „Gruby” [zmarł w łagrze], Franciszek Lewkowicz „Kłos”, Władysław Kotkowski „Skowronek”.
Klęczą od lewej: Henryk Burzyński „Soroka”, Paweł Raubo, Leon Burzyński „Olgierd”, Roman Kosicki „Traugutt”, Jan Kozakiewicz „Zaremba”, Chodarcewicz „Brzoza” [zginął podczas próby aresztowania przez NKWD], Łodziato „Łuniniec”.
Siedzą od lewej: Eugeniusz Egierd „Butrym” [zamordowany w łagrze], plut. Bolesław Zabłocki „Oczko” [dowódca oddziału], N.N. „Piorunek” [zginął podczas próby aresztowania].
Oddział składał się w większości z partyzantów III i VI baonu 77. pp AK. Wykonał wiele akcji z zakresu samoobrony przed NKWD. W październiku 1945 został rozwiązany, a jego żołnierze w zorganizowany sposób „przerzuceni” w transportach PUR „do Polski”. Dwie grupy ewakuowały się szczęśliwie, trzecia wpadła w ręce NKWD i ślad po niej zaginął. „Oczko”, „Soroka”, „Zaręba” zostali aresztowani przez UB. Zwolnieni w lipcu 1956 r.

Latem i jesienią większość aktywów organizacyjnych objęta została, podobnie jak w Okręgu „Nów”, ewakuacją za „linię Curzona”. Jedynym ośrodkiem oporu, jaki pozostał wówczas w powiecie Grodno, kierował ówczesny II zastępca Komendanta Obwodu ppor. Mieczysław Niedziński „Men”, „Ren”, „Niemen” [pierwszy partyzant Grodzieńszczyzny z lat okupacji niemieckiej, żołnierz I i VII/77. pp AK]. Jego decyzja o nieopuszczaniu Grodzieńszczyzny, była świadomym wyborem oficera, który jako jedyny z tego terenu opowiedział się przeciwko koncepcji zakończenia działalności organizacyjnej i ewakuacji na zachód. Jesienią 1945 „Men” sformował nowy oddział partyzancki pod dowództwem plut. Józefa Mikłaszewicza „Fali”. Wiosną 1946 oddział osiągnął stan 70 ludzi. Ponadto na lewym brzegu Niemna, wzdłuż granicy litewskiej, operował kilkunastoosobowy oddział Bronisława Maciukiewicza „Bawarskiego”. Oba oddziały miały charakter grup leśnych i dysponowały licznymi bunkrami ukrytymi w większych kompleksach lasów.

Straty poniesione w lecie 1946 spowodowały, że „Men” zdecydował się podzielić oddział główny, operujący dotychczas w zwartej całości, na trzy pododdziały. Dowodzili nimi Józef Mikłaszewicz „Fala”, Franciszek Talewicz „Komar” oraz Markisz [imię nieznane] „Niedźwiedź”. Ciężar działań dywersyjnych i samoobronnych spoczywał w głównej mierze na grupie „Fali”, która wykonała szereg uderzeń w sowiecki aparat policyjno-administracyjny i zlikwidowała dziesiątki donosicieli i agentów NKWD. Wszystkie pododdziały zdołały przetrwać zimę 1946/47 i prawie cały rok 1947. Jednak kolejna zima 1947/48 przyniosła zagładę grup „Niedźwiedzia” i „Komara” osaczonych przez NKWD w leśnych obozowiskach. Z rozbitków grupy „Niedźwiedzia” sformowano nowy pododdział dowodzony przez Józefa Stasiewicza „Samotnego”. Natomiast wiosną 1948, w związku z rozbudową liczebną, oddział „Bąka” został podzielony na dwie grupy: pierwszą dowodził sam „Bąk”, drugą Stanisław Burba „Skoczek”. W maju tego roku grupa „Fali”, przy której przebywał sam „Men”, przeprowadzała akcje oczyszczania terenu z agentury NKWD.

Podczas tej operacji została otoczona przez NKWD na koloniach wsi Czeszczewlany i całkowicie zniszczona, polegli także obaj partyzanccy dowódcy. Śmierć „Mena” kończy okres skoordynowanej działalności polskich grup partyzanckich na Grodzieńszczyźnie. Prowadzone bez przerwy przez NKWD aresztowania doprowadziły w znacznym stopniu do rozbicia siatki terenowej w powiecie grodzieńskim. Ciężar działań został wówczas przeniesiony na tereny litewskie.

Wersoka koło Koleśnik, kwiecień 1945. O prawej: Stanisław Krukowski „Młot” i Jan Grzywacz „Komar”. Obaj zginęli 7 maja w Wersoce pod Wojdagami w walce stoczonej przez oddział sierż. Janczewskiego „Lalusia” z grupą operacyjną NKWD.

Nieco mniej rozbudowany ośrodek polskiej pracy konspiracyjnej powstał we wschodnich gminach powiatu wołkowyskiego wiosną 1946. Wtedy to właśnie ks. Antoni Bańkowski z Krzemienicy Kościelnej oraz AK-owcy Bronisław Chwiediuk „Cietrzew” i Antoni Szot „Burza” zorganizowali sieć terenową i oddział partyzancki, występujący pod nazwą „Reduta 2”. Jego liczebność okresowo sięgała 30 ludzi. Oddział posiadał zaplecze w postaci czterech plutonów [ośrodków] konspiracyjnych. Wiosną 1947 z „Reduty 2” wydzielono nową grupę partyzancką dowodzoną przez Józefa Karnacewicza „Kwiata” – o kryptonimie „Żądło” [kilkunastu ludzi]. Wkrótce potem powstał kolejny oddział dowodzony przez Michała Cisłowskiego „Gołębia” [początkowo 11, a wiosną 1948 ponad 20 ludzi]. Grupa „Żądło” dość szybko uległa rozpadowi w wyniku kolejnych „wsyp” i aresztowań. Oddziały wołkowyskie unikały walk z milicją i NKWD, ograniczając swoją działalność do niezbędnej samoobrony, przejawiającej się przede wszystkim likwidowaniem agentów i donosicieli. W czerwcu 1948 oddział „Gołębia” uwikłał się jednak w walki z grupami operacyjnymi NKWD, w wyniku których został częściowo rozbity. W polu utrzymał się jedynie nieduży patrol „Cietrzewia” – do czasu zlikwidowania przez NKWD 13 września 1948 we wsi Stanielewicze [ranny „Cietrzew” został wzięty do niewoli i skazany na 25 lat obozu]. Ujęcie „Cietrzewia”, poprzedzone rozbiciem przez NKWD większości ogniw siatki konspiracyjnej, kończy okres zorganizowanego polskiego oporu w powiecie wokowyskim.

Ostatnim głośnym akordem na tym terenie było zlikwidowanie 19 grudnia 1948 przez grupę NKWD koło wsi Dąbrowniki 4-osobowego patrolu „Wilka”, składającego się z niedobitków oddziału „Kwiata”.

W latach 1949-1953 na Nowogródczyźnie działały jeszcze małe grupki partyzanckie oraz pojedynczy partyzanci walczący na własną rękę z systemem komunistycznym. Najsłynniejszymi ostatnimi partyzantami Ziemi Nowogródzkiej byli Puchalski z Klukowicz i Hryniewicz „Bogdan” ze wsi Jodki [w okresie okupacji niemieckiej partyzant IV/77. pp AK „Ragnera”]. „Bogdan” zasłynął z likwidacji wielu funkcjonariuszy NKWD i ich współpracowników. Jego słynnym wyczynem było wystrzelanie „zastawy” – zasadzki urządzonej przez NKWD w sierpniu 1953 na drodze pod Berdówką. Zginęło wówczas 4 funkcjonariuszy NKWD – w tym kapitan. „Bogdan” wpadł w ręce Sowietów w wyniku zdrady jesienią 1953. Wywieziony do Grodna zaginął bez śladu. Wraz z jego ujęciem wygasł zbrojny opór polski wobec władz ZSRR na Ziemi Nowogródzkiej…


Dr Kazimierz Krajewski

Powyższy tekst, autorstwa dr Kazimierza Krajewskiego – kierownika Referatu Badań Naukowych i Zbiorów Bibliotecznych, OBEP warszawskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej pochodzi z pracy zbiorowej: „Żołnierze Wyklęci. Antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 roku”, Warszawa 2002. Bardzo dziękuję autorowi za wyrażenie zgody na publikację.

Kresowi Straceńcy – część 1>
Strona główna>

Fotorelacja z odsłonięcia pomnika kpt. "Huzara"

Fotorelacja z odsłonięcia pomnika kpt. Kazimierza Kamieńskiego ps. "Huzar" i jego żołnierzy.


Z inicjatywy Fundacji „PAMIĘTAMY”, w niedzielę 18 listopada 2007 roku, w centrum miasta Wysokie Mazowieckie odbyła się uroczystość odsłonięcia pomnika upamiętniającego kpt. Kazimierza Kamieńskiego ps. „Huzar” i jego żołnierzy z oddziałów partyzanckich Obwodu AK-AKO-WiN Wysokie Mazowieckie oraz VI Brygady Wileńskiej AK poległych w latach 1944 – 1953.


To doniosłe wydarzenie rozpoczęła msza św. w kościele pw. św. Jana
Chrzciciela, w której udział wzięli przedstawiciele kurii biskupiej w
Łomży, władz państwowych, wojewódzkich, gminnych, rodzina Kazimierza
Kamieńskiego, rodziny pomordowanych żołnierzy z oddziału „Huzara”,
organizacji AK i Sybiraków.





W ceremonii uczestniczył również oddział kawalerii, dowodzonej przez księdza Wachmistrza Andrzeja Dmochowskiego, Proboszcza parafii pw. Św. Stanisława w Zarębach Kościelnych, kultywujący tradycje 10 Pułku Ułanów Litewskich, kompania honorowa Wojska Polskiego z Łomży, żołnierze z jednostki wojskowej w Plewkach oraz licznie zgromadzeni mieszkańcy miasta i okolic. W czasie wygłoszonej homilii odniesiono się do wydarzeń trudnej powojennej rzeczywistości oraz przedstawiono biografię Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”.




Dalsza część uroczystości odbyła się przed pomnikiem, do którego przemaszerowano w asyście kawalerii, orkiestry OSP, licznie zgromadzonych pocztów sztandarowych, żołnierzy AK i Sybiraków, delegacji zakładów pracy i organizacji, gości zaproszonych oraz mieszkańców miasta i okolicznych miejscowości.


Pan Grzegorz Wąsowski, Prezes Fundacji "PAMIĘTAMY".



Uroczystość profesjonalnie prowadził Grzegorz Wąsowski, prezes Fundacji „PAMIĘTAMY”. Odsłonięcia pomnika dokonali: bratanek Kazimierza Kamieńskiego ps. „Huzar” pan Wiesław Kamiński; syn kpt. Władysława Łukasiuka ps. „Młot”, dowódcy 6 Brygady Wileńskiej w latach 1946-1949 pan Zbigniew Łukasiuk, pani poseł Elżbieta Jakubiak, senator Bohdan Paszkowski, poseł Jacek Bogucki oraz burmistrz miasta Jarosław Siekierko.

Pomnik, którego fundatorem jest Fundacja „PAMIĘTAMY”, poświęcił ks. Wachmistrz Andrzej Dmochowski, dowódca oddziału kawalerii.
W dalszej części głos zabrali: Przewodniczący Rady Miasta Józef Sokolik; bratanek Kazimierza Kamieńskiego ps. „Huzar”, Wiesław Kamiński; w imieniu Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego – poseł Elżbieta Jakubiak oraz burmistrz miasta Jarosław Siekierko.


Po przemówieniach apel poległych odczytał przedstawiciel Fundacji „PAMIĘTAMY” Rafał Werbanowski. Kompania honorowa Wojska Polskiego z Łomży oddała salwę honorową. Na zakończenie złożono wiązanki kwiatów przed pomnikiem, zapalono symboliczne znicze.


Autorem i wykonawcą tego pomnika jest Marek Szczepanik, rzeźbiarz z Radomia, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie.
Na obelisku widnieje następujący napis:

„PAMIĘCI KPT. KAZIMIERZA KAMIEŃSKIEGO "HUZARA"
I JEGO ŻOŁNIERZY Z ODDZIAŁÓW PARTYZANCKICH
OBWODU AK-AKO-WiN WYSOKIE MAZOWIECKIE
I 6 BRYGADY WILEŃSKIEJ ARMII KRAJOWEJ
POLEGŁYCH W LATACH 1944-1953
W WALCE Z KOMUNIZMEM
ODDALI ŻYCIE ZA
NIEPODLEGŁOŚĆ POLSKI
I WOLNOŚĆ CZŁOWIEKA”

Na jednym z kamieni widnieje inskrypcja:
„…Nie dajmy zginąć poległym” Zbigniew Herbert
Na bocznych tablicach zamieszczone są nazwiska podkomendnych kpt. „Huzara”.

Uczestnicy tej podniosłej uroczystości mogli otrzymać bezpłatną 68-stronnicową broszurę autorstwa historyków Instytutu Pamięci Narodowej Kazimierza Krajewskiego i Tomasza Łabuszewskiego, „Kazimierz Kamieński „Huzar” ostatni podlaski komendant 6 Brygady Wileńskiej AK i jego żołnierze 1939-1952”.[czytaj broszurę w PDF]>

Więcej zdjęć z uroczystości można obejrzeć na stronie: Ciechanowiec Online:
1. Album zdjęć: "Huzar" – część 1>
2. Album zdjęć: "Huzar" – część 2>
3. Album zdjęć: "Huzar" – część 3>

Na zakończenie uroczystości, zgromadzeni przy pomniku, przeszli do budynku Miejskiego Ośrodka Kultury, w którym nastąpiło otwarcie Izby Ziemi Wysokomazowieckiej.

Źródło: http://www.wysokiemazowieckie.pl
             Ciechanowiec Online

Strona główna>

WARTO PRZECZYTAĆ… (3)


Operacja „Sejm” 1944-1946
red. W. Chudzik, Z. Gajowniczek, S. Kokin, P. Kułakowskij, M. Majewski, J. Szapował, J. Tucholski
Warszawa–Kijów 2007,
s. 1424, (seria „Polska i Ukraina w latach trzydziestych – czterdziestych XX wieku”, t. 6)

W publikacji zaprezentowano nieznane do tej pory dokumenty, pochodzące z zasobu archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) i dotyczące likwidacji polskiego podziemia niepodległościowego na terenie południowo-wschodnich województw przedwojennej Polski przez sowieckie służby bezpieczeństwa do 1946 roku. Pozycja zawiera 123 dokumenty opracowane w języku polskim, rosyjskim i ukraińskim. Tom został podzielony na trzy rozdziały.

Dokumenty z archiwum SBU to przede wszystkim protokoły przesłuchania ze spraw prowadzonych przeciwko żołnierzom AK i organizacji „Nie”, ale także przedstawicielom Delegatury Rządu na Kraj. W publikacji zamieszczono m.in. protokół przesłuchania Adama Ostrowskiego ps. „Tomasz Niedziela” – okręgowego Delegata Rządu i działacza PPS-WRN, Jerzego Węgierskiego – uczestnika „Burzy”, potem oficera informacyjnego „Nie” we Lwowie, akt oskarżenia ppłk. Feliksa Jansona – komendanta Obszaru „Nie”. W książce znalazł się także akt oskarżenia biskupa łuckiego Adolfa Piotra Szelążka.

Z ciekawszych dokumentów zamieszczono w wydawnictwie m.in. rozkaz zastępcy ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRS Bogdana Kobułowa, nakazujący opracowanie i realizację planu pracy agenturalno-operacyjnej w stosunku do polskiego podziemia, instrukcję ludowego komisarza bezpieczeństwa państwowego USRS Siergieja Sawczenki w sprawie wszczęcia operacji „Sejm”, informację specjalną Fiodora Cwietuchina (naczelnika UNKGB obwodu rówieńskiego), dotyczącą aresztowań przeprowadzonych w brygadzie partyzanckiej „Grunwald” i raport naczelnika UNKGB obwodu lwowskiego Aleksandra Woronina w sprawie zlikwidowania polskiego podziemia we Lwowie.

Publikacja zawiera kilkadziesiąt ilustracji oraz trzy unikalne schematy organizacyjne dotyczące podziemia, pochodzące z zasobu archiwum SB Ukrainy. Większość zdjęć została opublikowana po raz pierwszy.

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej