Dodatek specjalny IPN
w Niezależnej Gazecie Polskiej
W najnowszym numerze [Nr 2 (24)/2008 – 1 luty 2008 r.] miesięcznika Niezależna Gazeta Polska ukazał się Dodatek Specjalny IPN pt. „POWSTAŃCY 1944-1956”.
W numerze można przeczytać:
– Wojciech J. Muszyński – „Komendant „Rój”, co komunie się nie kłaniał” (sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. „Rój”),
– Rafał Sierchuła – „Wielkopolski „Ogień” (Gabriel Fejcho ps. „Bury”, „Ogień”, d-ca oddziału specjalnego KWP),
– Andrzej Romaniuk – „Oddział partyzancki NSZ Antoniego Żubryda”,
– Dariusz Węgrzyn – „Zgrupowanie Henryka Flamego „Bartka” (1945-1947)”.
„Ubowcy głosili, że to bandyci, a komunistyczna propaganda oskarżała ich o bratobójcze zbrodnie. Po 1989 r. pisano o nich niechętnie, a obecnie pseudonaukowi rewizjoniści historii nazywają ich antysemitami. Ich winą było tylko to, że nie chcieli żyć w kłamstwie, nosić czerwonych krawatów ani pisać poematów na cześć Stalina. Mieli za to ryngrafy z Matką Boską na piersiach i orły w koronie na czapkach – byli Prawdziwymi Polakami. Bardzo trudno dziś bohaterom ostatniego zbrojnego zrywu niepodległościowego doczekać się prawdy i sprawiedliwej oceny tego, czego dokonali. Tę zmowę postanowił przerwać Instytut Pamięci Narodowej, którego nakładem został ostatnio opublikowany „Atlas Polskiego Podziemia Niepodległościowego 1944-1956”.
Monumentalne wydawnictwo liczące ponad 500 stron zawiera dziesiątki map, setki zdjęć i obfite kalendarium wydarzeń. Wypełnia ono bolesną wyrwę w naszej najnowszej historii i stanowi hołd dla ostatnich żołnierzy wolnej Polski. Przedstawiamy dziś historie kilku bohaterów tego albumu.”
"Żołnierze Wyklęci" w TVP HISTORIA
POWTÓRKA PROGRAMU:
Czwartek, 24 stycznia 2008, godz. 22:30
Nieułowimyj „Olech” – część 1
Ppor. Anatol Radziwonik ps. „Olech” i Obwód nr 49/67 (Szczuczyn-Lida)
– No! czemu milczysz? – zawołał podniesionym głosem Radziwiłł – czynię cię na moim miejscu hetmanem wielkim i wojewodą wileńskim, a ty nie giń, bo to nie sztuka, ale ratuj kraj: broń województw zajętych, pomścij popioły Wilna, broń Żmudzi przeciw szwedzkiemu najściu, ba! Broń całej Rzeczypospolitej, wyżeń z granic wszystkich nieprzyjaciół!…
Porwij się samotrzeć na tysiące i nie giń!… i nie giń, bo ci nie wolno, ale ratuj kraj!
– Nie jestem hetmanem i wojewodą wileńskim – odparł Kmicic – i co do mnie nie należy, to nie moja głowa… Ale jeśli chodzi o to, by się porwać samotrzeć na tysiące, to się porwę!
H. Sienkiewicz, „Potop”
Oddział ppor. Anatola Radziwonika ps. „Olech” był największym, najsilniejszym i jednym z najdłużej walczących antysowieckich oddziałów partyzanckich na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. Był postrachem komunistycznych funkcjonariuszy. W latach 1944–1949 faktycznie uniemożliwiał przeprowadzenie kolektywizacji wsi w północno-wschodniej części Grodzieńszczyzny.

Ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”, „Stary”, oficer VII batalionu 77 pp AK, komendant połączonych poakowskich obwodów Szczuczyn i Lida, walczył z reżimem komunistycznym do 12 maja 1949 r., kiedy to poległ przebijając się przez trzy kordony obławy NKWD.
– Było tak, że w dzień rządzili bolszewicy, a w nocy partyzanci – wspominają tę odległą już historię mieszkańcy terenów „skażonych bandytyzmem” – jak to określały władze. „Nic dla siebie, wszystko dla Ojczyzny” – takie było z kolei hasło partyzantów. Zbrojny opór przeciw Sowietom na terenie obecnej Grodzieńszczyzny trwał co najmniej do połowy lat 50-tych. Propaganda od początku robiła wszystko, by upodlić wizerunek antykomunistycznego podziemia. Sowiecka, a później białoruska historiografia nazywa działania na Grodzieńszczyźnie „walką z bandytyzmem”. W zderzeniu z potężną machiną NKWD antykomunistyczne podziemie nie miało szans na przetrwanie, nie mówiąc już o zwycięstwie. Jednak nie zważając na to, tysiące ludzi z bronią w ręku przeciwstawiało się władzy, a dziesiątki tysięcy wspierało ich. Historia tej osamotnionej, desperackiej i beznadziejnej walki po dzień dzisiejszy nie została opisana. Wielki świat, a nawet Polska, oddzielona szczelną granicą, o tym rozpaczliwym oporze ostatnich polskich partyzantów niewiele wiedziały. Obrońcy Kresów nie mieli żadnej łączności z centrami polskiego podziemnego oporu w Kraju. Mieli za to szerokie poparcie ludności, która widziała w nich obrońców przed prześladowaniami władz komunistycznych.
Archiwa KGB i MSW, zawierające informacje o powojennych walkach z antyradziecką partyzantką, do dziś pozostają zamknięte. Tylko historycy, którym te resorty na to pozwolą, mogą zajrzeć do małej części dokumentów dotyczących tego drażliwego tematu. Na Grodzieńszczyznie jest on podwójnie nieprzyjemny dla władz. Chodzi przecież o polskie oddziały partyzanckie z akowskim rodowodem, które nie dość, że walczyły przeciwko władzy radzieckiej, to jeszcze walczyły o polskość tych terenów.
W ciągu ostatnich kilkunastu lat nasza wiedza o „żołnierzach wyklętych”, uczestnikach polskiego zbrojnego oporu stawianego reżimowi komunistycznemu, ogromnie się powiększyła. Powstało wiele wartościowych publikacji, przywracających prawdę o tych dzielnych ludziach, którzy oddali życie za niepodległość Polski i wolność człowieka w warunkach faktycznej nowej okupacji sowieckiej. Jednak szersze upowszechnienie wiedzy na ten temat możemy odnotować tylko w odniesieniu do powojennego podziemia niepodległościowego na terenach leżących w pojałtańskich granicach obecnej Polski. W rzeczywistości walka ta trwała także na wschód od jałtańskiego kordonu. W zorganizowany sposób prowadziły ją okręgi AK Wilno i Nowogródek oraz obwody Grodno i Wołkowysk (do drugiej połowy 1945 r.), później zaś Samoobrona Grodzieńska i Wołkowyska (1946 – 1948). Najdłużej, bo aż do 1949 r., wytrwał poakowski obwód Szczuczyn – Lida (nr 49/67), a na Polesiu konspiracyjny Związek Obrońców Wolności, także nawiązujący do tradycji Armii Krajowej. Jednym z najwybitniejszych organizatorów tej straceńczej walki z systemem komunistycznym był właśnie porucznik Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Stary”, „Ojciec”. Starzy mieszkańcy grodzieńskich i nowogródzkich wiosek pamiętają go dobrze i do dziś wspominają, a jego postać przewija się w białoruskiej literaturze historycznej (jeden z publicystów nazwał go „nieuchwytnym »Olechem«” – [nieułowimyj „Olech”]). Dziś, gdy filmowcy rosyjscy i białoruscy nakręcili kłamliwy film o dzielnych funkcjonariuszach „Smierszu” i NKWD zwalczających „bandytów z AK”, gnębiących po wojnie ludność „Zachodniej Białorusi”, warto przypomnieć właśnie postać komendanta „Olecha”. Człowieka, który po „wyzwoleniu” Kresów stanął na czele antykomunistycznego ruchu oporu, kierując walką prowadzoną przez poakowski obwód Szczuczyn-Lida.
Podporucznik „Olech” jest w dzisiejszej Polsce postacią niemal nieznaną, a na Białorusi zsowietyzowane, pozbawione własnej historii i tożsamości narodowej społeczeństwo uważa go za zuchwałego watażkę, herszta reakcyjnych zbirów, zaślepionego nienawiścią do władzy sowieckiej. Czarna legenda, stworzona jeszcze w latach czterdziestych przez sowiecki aparat propagandowy, wciąż daje o sobie znać. W świetle obiektywnych badań „zaślepiony nienawiścią polski nacjonalista” okazuje się nieoczekiwanie nauczycielem języka polskiego i białoruskiego, harcerzem i bohaterskim żołnierzem Armii Krajowej – w dodatku wiary prawosławnej. „Kułacki przywódca” przeistacza się w biedaka, któremu tylko żmudna i ofiarna praca rodziców, a także wyrozumiałość polskich urzędników pozwoliły otrzymać wykształcenie.
Młodość
O przedwojennym życiu Anatola Radziwonika niewiele wiadomo. Urodził się 20 lutego 1916 r. w Brańsku w Rosji, gdzie rok wcześniej jego rodzina została ewakuowana przez władze rosyjskie, uchodzące przed nadciągającą armią niemiecką. Jego ojciec, Konstanty Radziwonik, pochodził z Wołkowyska i tam też pracował jako kolejarz. Matka – Nadzieja z domu Makowiecka – pochodziła z prawosławnej rodziny zamieszkałej we wsi Piekary. Radziwonikowie powrócili do Wołkowyska zaraz po zakończeniu wojny polsko-sowieckiej. Choć sami byli ludźmi prostymi, starali się zadbać o wykształcenie dzieci. Anatol kontynuował naukę w Państw
owym Męskim Seminarium Nauczycielskim w Słonimiu. Warto wspomnieć, że w jego klasie seminaryjnej możemy napotkać młodych ludzi, którzy podobnie jak on za kilka lat staną się organizatorami i żołnierzami Armii Krajowej (jednym z nich był Józef Pyszko „Sokół”, wybitny organizator AK w powiecie grodzieńskim). Po otrzymaniu dyplomu ukończenia seminarium Anatol Radziwonik podjął pracę jako nauczyciel w wiejskiej szkole w Iszczołnianach koło Szczuczyna (nowogródzkiego). Jego uczniowie zapamiętali go jako dobrego, pełnego zapału pedagoga, a także organizatora harcerstwa.
Latem 1938 r. został powołany do Wojska Polskiego. Ukończył wówczas szkołę podchorążych piechoty w Jarosławiu. Po zwolnieniu z wojska powrócił do Iszczołnian, gdzie zastała go wojna.
Wojna
Nie wiadomo, czy Anatol Radziwonik uczestniczył w wojnie obronnej 1939 r. W każdym razie zataił ten fakt w życiorysie pisanym dla sowieckiego urzędu administracji terenowej (Wydziału Edukacji Żołudzkiego Rejonowego Komitetu Wykonawczego). Być może właśnie dzięki temu udało mu się przetrwać okres wywózek i represji w latach pierwszej okupacji sowieckiej 1939–1941. Dokładnie nie wiadomo, kiedy Anatol Radziwonik przystąpił do polskiej konspiracji niepodległościowej, czy było to „za pierwszych Sowietów”, czy już po wkroczeniu Niemców. W każdym razie w 1943 r. dowodził jedną z placówek konspiracyjnych w Obwodzie AK Szczuczyn kryptonim „Łąka”. Już wówczas uczestniczył w akcjach zbrojnych. Podczas służby w AK został awansowany do stopnia oficerskiego (podporucznika). Zimą 1944 r. przeszedł z konspiracji do oddziałów partyzanckich. Objął dowództwo trzeciego plutonu w 2. kompanii VII batalionu 77. pp AK, dowodzonego kolejno przez ppor. Bojomira Tworzyańskiego „Ostoję” i legendarnego por. cc Jana Piwnika „Ponurego”.

Ppor. cc Jan Piwnik ps. „Ponury”, „Donat”, legendarny dowódca zgrupowania partyzanckiego AK na Kielecczyźnie, a następnie 2. kompanii VII batalionu 77. pp AK na Nowogródczyźnie. Zginął podczas operacji likwidacji niemieckiego garnizonu w Jewłaszach, w dniu 16 czerwca 1944 r.
Uczestniczył w walkach z niemieckimi siłami okupacyjnymi. 15 kwietnia 1944 r. patrol wydzielony z jego plutonu rozbroił posterunek żandarmerii i policji białoruskiej w Możejkowie Małym (zdobyto 1 rkm, 3 pm, 20 kb i kilka skrzynek z amunicją). W tym samym miesiącu ppor. „Olech” rozbił niemiecką załogę w majątku Możejków Wielki (zdobył 2 rkm, 2 MP, 10 kb, amunicję, granaty i zapasy zaopatrzenia). W maju 1944 r. pluton „Olecha” w zasadzce koło wsi Kowczyki rozbił oddział niemiecki (spalono ciężarówkę, zabito 4 Niemców i wzięto jeńców), a w zasadzce na trakcie pod Możejkowem Wielkim – kolejną grupę przeciwnika (zabito 5 Niemców, zdobyto broń). Uczestniczył w zwycięskiej operacji likwidacji niemieckiego garnizonu w Jewłaszach w dniu 16 czerwca 1944 r., podczas której poległ por. Jan Piwnik „Ponury”. W lipcu 1944 r. batalion partyzancki, w którym służył ppor. „Olech”, pomaszerował na północ, by wziąć udział w operacji „Ostra Brama”. Nie zdołał jednak dotrzeć na czas pod Wilno i dzięki temu uniknął rozbrojenia przez wojska sowieckie. Ppor. „Olech”, wymykając się bolszewikom, powrócił w swe ojczyste strony w powiecie szczuczyńskim. Przyjście Armii Czerwonej nie przyniosło Polakom wolności. NKWD rozpoczęło prawdziwe polowanie na polskich partyzantów oraz represje wobec polskiej ludności. W takich warunkach żołnierze Armii Krajowej kontynuowali walkę z nowym okupantem.
Nieułowimyj „Olech” – część 2
Bić się czy wycofać?
Po klęsce operacji „Ostra Brama”, która przewidywała samodzielne wyzwolenie Wilna przez oddziały Okręgów AK Wileńskiego i Nowogródzkiego, i podstępnym aresztowaniu dowództwa przez Sowietów, polscy oficerowie, którym udało się uniknąć rozbrojenia, odbyli naradę. Głównym jej tematem było dalsze zachowanie się ocalałych oddziałów. Zgłoszone były następujące propozycje:
– Złożyć broń i zaciągnąć się do armii Berlinga;
– Przedzierać się na Zachód z bronią w ręku i tam działać w zależności od sytuacji;
– Rozpuścić oddziały i dać każdemu żołnierzowi możliwość podjęcia samodzielnej decyzji;
– Zostać na Kresach i bić bolszewików.
Jedności wśród dowódców nie było. Oficerowie pochodzący z centralnej lub zachodniej Polski, jak były komendant Nowogródzkiego Okręgu AK Jan Szulc vel Janusz Szlaski „Prawdzic”, d-ca V Wileńskiej Brygady AK Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, d-ca Uderzeniowych Batalionów Kadrowych Bolesław Piasecki „Sablewski” byli za drugim wariantem. Pochodzący z Kresów major Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”, ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner”, por. Jan Borysewicz „Krysia” byli za tym, by zostać. Ostatecznie każdy został przy swoim zdaniu. Część partyzantów wycofała się zatem do centralnej Polski, część pozostała, by walczyć z Sowietami i bronić miejscowej ludności przed komunistycznym terrorem. Jednym z tych, którzy zostali, był ppor. Anatol Radziwonik „Olech”.

Grupa żołnierzy z oddziału „Olecha” – 1945 r. (ppor. „Olech” siedzi w środku grupy), klęczy z lewej Mikoła „Zielony” (Ukrainiec, lejtnant Armii Czerwonej, antykomunista, który dołączył do polskiej partyzantki), z prawej klęczy: NN „Lis”.
Polowanie
Od samego początku NKWD podjęło zakrojone na szeroką skalę działania w celu zniszczenia znanych partyzanckich komendantów, którzy mieli autorytet wśród miejscowej ludności. Jako pierwszy zginął major „Kotwicz”. Już 18 sierpnia 1944 r. dowodzony przez niego oddział starł się z NKWD niedaleko miejscowości Surkonty. Początkowo szczęście sprzyjało Polakom i zadali przeciwnikowi dotkliwe straty. Jednak Sowieci szybko ściągnęli posiłki. W nierównej walce zginął sam mjr Kalenkiewicz i blisko czterdziestu jego podwładnych. Rannych partyzantów sowieci dobili bagnetami.
Ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner” dał się Sowietom we znaki jeszcze w czasie okupacji niemieckiej. Dowodzony przez niego oddział wielokrotnie bił się z radziecką partyzantką, która prowadziła w okolicach Lidy akcje zaopatrzeniowe, a mówiąc wprost: grabiła i mordowała ludność polską. Już po zajęciu Lidy przez Sowietów „Ragner” w liście skierowanym do „komendanta Garnizonu okupacyjnych wojsk” w Lidzie, szefa miejscowego NKWD i przewodniczącego Lidskiego Komitetu Wykonawczego postawił ultimatum:
„W odpowiedzi na nieprzerwane aresztowania bezbronnej ludności cywilnej i zwierzęce zabijanie żołnierzy AK, zawiadamiam was, że oddziały AK będą odpowiadały siłą. Od 4 IX 44 po 7 IX 44 zatrzymamy ruch na kolei. Jeżeli okupacyjne władze sowieckie będą stosować terror wobec bezbronnej ludności, oddziały AK przystąpią do działań odwetowych i każdy sowiecki aktywista i żołnierz będzie uważany za bandytę”.
Ustępstw nie było, za to likwidację „Ragnera” uznano za zadanie numer jeden. Ppor. Czesław Zajączkowski zginął 3 grudnia 1944 r. w okolicy wsi Jeremicze, osaczony przez NKWD. W akcji przeciwko 12-osobowej grupie partyzantów uczestniczyło ponad 400 żołnierzy NKWD. O zabiciu „Ragnera” wiceszef NKWD BSRR Siergiej Bielczenko specjalnym telegramem poinformował Józefa Stalina, co tylko podkreśla rangę, jaką resort bezpieczeństwa nadawał likwidacji ppor. Zajączkowskiego.
Kilka tygodni później w potyczce z NKWD zginął por. Jan Borysewicz „Krysia”. Ciało sławnego komendanta rozebrane do bielizny bolszewicy obwozili po okolicznych wsiach, pokazując w ten sposób społeczeństwu, co czeka każdego, kto nie podporządkuje się władzy radzieckiej.
Obwód nr 49/67 (Szczuczyn-Lida) w 1945 r.
Po likwidacji ppor. „Ragnera” i por. „Krysi” wrogiem numer jeden dla NKWD stał się ppor. Anatol Radziwonik „Olech”. Chociaż już wcześniej był uczestnikiem szeregu brawurowych akcji przeciwko Niemcom, nie był tak znany i popularny wśród miejscowej ludności jak „Ragner” czy „Krysia”, jednak to właśnie „Olech” przez długie lata przyprawiał Sowietów o największy ból głowy. Okazał się bowiem najbardziej skutecznym i nieuchwytnym partyzanckim dowódcą na Kresach.
W pierwszych miesiącach 1945 r. struktura organizacyjna AK w powiatach Lida i Szczuczyn uległa poważnym przekształceniom. Już zimą 1945 r. z terenów powiatu lidzkiego, objętych siecią konspiracyjną Zgrupowań „Północ” i „Południe”, utworzony został Obwód Lidzki nr 67, dowodzony przez ppor. Ludwika Nienartowicza „Mazepę” (wcześniej, po śmierci por. „Krysi”, był on komendantem Zgrupowania „Północ”). Organizacją AK na obszarze nadniemeńskim i w centralnej części powiatu (teren Zgrupowania „Południe”) dowodził sierż. Anatol Urbanowicz „Laluś”, wcześniej adiutant ppor. „Ragnera”. Po wyjeździe rtm. Jana Skorba „Boryny” za linię Curzona, „Mazepa” objął funkcję p.o. Komendanta Okręgu Nowogródek i kontynuował rozpoczęte przez „Borynę” działania zmierzające do likwidacji aktywów Nowogródzkiej AK. Być może wówczas na krótko formalną funkcję komendanta Obwodu nr 67 powierzono sierż. Urbanowiczowi „Lalusiowi”.
W tym samym czasie z dawnego Ośrodka Szczuczyn (Zgrupowanie „Zachód”) utworzono Obwód Szczuczyński nr 49. Dowodził nim ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Stary”, „Ojciec”.

Sierż. Anatol Urbanowicz „Laluś”. Adiutant ppor. „Ragnera”, dowodził oddziałem po jego śmierci. Okresowo pełnił funkcję Komendanta Obwodu Szczuczyn-Lida. Wiele razy starł się z grupami operacyjnymi NKWD. 27 maja 1945 pod Lidą osaczony z oddziałem przez grupę zwiadu 34. zmotoryzowanego pułku strz. NKWD. Nie chcąc wpaść w ręce Sowietów zastrzelił się.
Wiosną 1945 r. Obwód Lidzki nr 67 i Obwód Szczuczyński nr 49 zostały połączone w jedną jednostkę organizacyjną – Obwód nr 49/67. Komendantem Obwodu 49/67 został ppor. A. Radziwonik „Olech”. Trzeba jednak odnotować fakt, iż źródła sowieckie podają, że pierwszym komendantem tego Obwodu miał być sierż. A. Urbanowicz „Laluś” i dopiero po jego śm
ierci w maju 1945 r. dowództwo Obwodu przejął ppor. „Olech”, który jakoby początkowo miał być tylko dowódcą oddziału partyzanckiego. Raporty sowieckie donosiły, że przy zwłokach „Lalusia” znaleziono rozkaz rtm. „Boryny”, nakazujący mu przekazanie oddziału partyzanckiego ppor. „Olechowi”, w związku z objęciem funkcji Komendanta Obwodu 49/67.

Plan operacji przeciw oddziałowi sierż. Anatola Urbanowicza „Lalusia”, przeprowadzonej przez grupę zwiadu 34. zmot. p. strz. NKWD 27 maja 1945 pod Lidą.
Na terenie Obwodu 49/67 operował podlegający bezpośrednio ppor. „Olechowi” około czterdziestoosobowy oddział partyzancki, dowodzony od końca maja 1945 r. przez Bronisława Mickiewicza „Niedźwiedzia”, działający w południowej i środkowej części Obwodu. „Olechowi” podlegała także grupa partyzancka, dowodzona przez Stanisława Rytkowskiego „Wodnego”. Także w Szczuczyńskiem miał „Olech” grupę ludzi przeznaczoną do działań czynnych. Ponadto wszystkie kompanie, a nawet placówki terenowe, dysponowały patrolami prowadzącymi samoobronę. Np. patrolem kompanii Wawiórka „Wygon” dowodził osobiście jej komendant Józef Poczobut „Wilk”, patrolem placówki 311 dowodziła J. Gordon-Lalewska „Rusałka”, patrolem placówki Ryłowce A. Tyrkin. W rejonie Lidy operował kilkuosobowy patrol Leona Łapota „Magika” (byłego partyzanta IV/77 pp AK), zaś w rejonie Wasiliszek grupa „Biruka” (12 ludzi). Pomiędzy Raduniem i Werenowem chodziła grupa Grygielewicza „Bitnera” (10 ludzi), mająca stałą bazę w rejonie Ejszyszek. Raporty sowieckie informowały też o pojawianiu się w rejonie werenowskim grupek Wincentego Michno (6 ludzi) i „Narkuna” (5 ludzi).
W północnej części powiatu lidzkiego partyzantka AK była wiosną 1945 r. bardzo liczna. Operowały tu oddziały i grupy partyzanckie dowodzone przez sierż. W. Janczewskiego „Lalusia”, plut. M. Tietiańca „Myśliwego”, ppor. Cz. Stecewicza „Śmiałego”, kpr. A. Łoszakiewicza „Iskrę”, kpr. M. Nawrockiego „Wrzosa” i kpr. R. Kiersnowskiego „Puchacza” , kpr. J. Zarzyckiego „Piętkę”, kpr. W. Więckiewicza „Zemstę”, J. Chiniewicza „Groma”, NN „Porębę”, „Filara”, „Winkla” oraz szereg mniejszych grupek wywodzących się z placówek terenowych. Żywot niektórych z tych grup był krótki. Oddział „Groma” przestał istnieć po aresztowaniu jego dowódcy, dość wcześnie znikła też z pola widzenia grupa „Zemsty”. Na przełomie marca i kwietnia 1945 r. rozwiązano oddział „Filara”. Ta dość silna grupa licząca 25 żołnierzy (3 drużyny), operująca na terenie gminy Raduń, w marcu 1945 r. zaatakowała jednostkę NKWD, toczącą bój z oddziałami „Poręby” i „Myśliwego”. W wyniku wycofania się obu tych grup, „Filar” znalazł się w trudnej sytuacji i w toku dalszej walki poniósł porażkę. Ciężko ranny wpadł w ręce NKWD. Po pewnym czasie oddział został na rozkaz ppor. „Mazepy” rozwiązany, żołnierzy skierowano na placówki, a następnie do repatriacji.
W okresie wiosennym 1945 r. znaczną aktywność wykazywał dwudziestoosobowy oddział „Iskry”, pełniący rolę żandarmerii organizacyjnej na terenie dawnego Zgrupowania „Północ”. Przeznaczony był przede wszystkim do likwidacji agentów NKWD i donosicieli. Raporty NKWD tak oceniały jego działalność:
„W kwietniu-maju 1945 r. na terytorium rejonu lidzkiego obwodu grodzieńskiego nasiliły się wypadki zabójstw działaczy aparatu radzieckiego, funkcjonariuszy partyjnych i wojskowych Armii Radzieckiej. Na podstawie danych agenturalnych ustalono, że wszystkie zabójstwa zostały dokonane przez bandę, określaną jako „otriad karatielnyj”, dowodzony przez Adama Łoszakiewicza ps. „Iskra”.
W celu likwidacji oddziału „Iskry” oraz dla rozpoznania polskiej sieci konspiracyjnej, lidzkie NKWD wysłało w teren kolejny oddział prowokacyjny, pozorujący polską partyzantkę. W wyniku donosu w dniu 24.05.1945 r. zlokalizowane zostało miejsce postoju oddziału „Iskry” w Dajnowie. Grupa operacyjna lidzkiego NKWD zaskoczyła i rozbiła oddział. W czasie walki poległo 5 partyzantów (w tym „Iskra”), zaś 2 dostało się do niewoli. Sowieci zdobyli 2 rkm, 3 pm, 2 kb i pistolet. Przy poległym „Iskrze” znaleziono rozkaz rtm. „Boryny” nakazujący demobilizację oddziału i przerzut ludzi w ramach akcji repatriacyjnej za linię Curzona.
Dość szczęśliwie działał w północno-zachodniej części pow. lidzkiego oddział ppor. „Śmiałego” (o stanie nie przekraczającym 20 żołnierzy). Unikał większych starć, przede wszystkim likwidował informatorów NKWD (brał udział w akcji „Rocznica” i grudniowej akcji na areszt w Ejszyszkach, wykonał kilka wyroków śmierci koło Koleśnik, Ejszyszek i Naczy). Wiosną 1945 r. (kwiecień?) zaatakowany przez grupę operacyjną NKWD we wsi Pierełańce zdołał oderwać się od przeciwnika ze stratą 2 poległych („Grzelak” i „Zwiadowiec”).
Dawna drużyna dyspozycyjna por. Jana Borysewicza „Krysi”, dowodzona obecnie przez sierż. W. Janczewskiego „Lalusia”, uległa znacznej rozbudowie (około 30 partyzantów). W kwietniu 1945 r. oddział „Lalusia” przeprowadził koło Wersoki udaną zasadzkę na grupę operacyjną NKWD, wiozącą aresztowanych. Akcja powiodła się, więźniowie zostali uwolnieni. W dniu 07 (lub 08).05.1945 r. w starciu z NKWD koło wsi Wojdagi oddział „Lalusia” stracił 2 zabitych (Jana Grzywacza „Komara” i Stanisława Krukowskiego „Młota”).
Nieułowimyj „Olech” – część 3
Zimą 1945 r. NKWD w …
Zimą 1945 r. NKWD w Wilnie podjęło operację zmierzającą do likwidacji polskiego podziemia na terenie LSRR, oferując oddziałom AK ujawnienie i „amnestię”. W operację tę NKWD zaangażowało szereg znanych dowódców i żołnierzy AK z okresu okupacji niemieckiej, znajdujących się obecnie w więzieniach. Celem tej akcji, jak można oceniać, było wyłącznie zdemaskowanie polskich struktur i likwidacja ich, oraz eliminacja elementu pełniącego funkcje przywódcze w Armii Krajowej. Po raz pierwszy z inicjatywą taką wystąpiło wileńskie NKWD w stosunku do oddziałów AK jeszcze za życia por. „Krysi”. W styczniu 1945 r. Rosjanie usiłowali doprowadzić do spotkania z por. „Krysią”, jak można sądzić, w celu zlikwidowania go lub aresztowania. „Krysia” wysłał jednak na rozmowy swoich delegatów: Michała Tietiańca „Myśliwego” i Stanisława Ochwata „Bąka”. Jako warunek wstępny do podjęcia rokowań zażądał zwolnienia aresztowanych żołnierzy AK, na co sowieci nie chcieli przystać. Ze swej strony nalegali na zorganizowanie spotkania z „Krysią”. W tej sytuacji por. Jan Borysewicz uznał sowieckie propozycje za kolejny podstęp i nie kontynuował rozmów. W efekcie w wyznaczonym terminie na punktach zbornych dla ujawniających się (m.in. w Ejszyszkach), nikt się nie stawił. Jedyną ofiarą operacji „amnestyjnej” spośród nowogródzkich akowców padł „Myśliwy”. Mimo faktycznego zaangażowania w przygotowywanie „ujawnienia” został aresztowany przez NKWD, a następnie postawiony przed sądem i skazany na karę śmierci. Należy oceniać, że taki właśnie los czekałby amatorów ujawnienia, zwłaszcza pełniących funkcje dowódcze.

Od lewej: Komendant Obwodu Szczuczyn-Lida AK sierż. Anatol Urbanowicz ps. Laluś” i Jerzy Kuligowski ps. „Góra” podczas wyjazdu do Wilna po dokumenty repatriacyjne dla żołnierzy AK, wiosna 1945 r.
Znamienne, że nie ujawnili się także podkomendni „Myśliwego” z jego oddziału partyzanckiego. Grupa ta kontynuowała działalność zbrojną pod dowództwem Wacława Kislowskiego, wykonując szereg drobnych akcji. 05.04.1945 r. oddział wymknął się sowieckiej obławie w sile dwóch batalionów 267 p. strz. WW NKWD przetaczającej się przez południową część Puszczy Rudnickiej . Następnego dnia w udanej zasadzce rozbił grupę operacyjną 8 komp. tego pułku, zmuszając przeciwnika do ucieczki (NKWD straciło 3 ludzi). Oddział, liczący 45 żołnierzy, został rozwiązany 15.06.1945 r. we wsi Dawciuny.
Należy jeszcze omówić działalność kpr. M. Nawrockiego „Wrzosa”. Był to pluton 2 oddziału SCZW [Samoobrona Czynna Ziemi Wileńskiej] por. Witolda Turonka „Tumrego”. Wysłany w celu rozpoznania przejścia za linię Curzona w rejonie Puszczy Grodzieńskiej, nie zdołał już dołączyć do swej macierzystej jednostki, rozbitej 29.01.1945 r. pod Rowinami. Przez pewien czas operował w północnej części powiatu lidzkiego, po czym w lutym 1945 r. podjął rajd na teren Pojezierza Wileńskiego. Wykonał szereg drobnych akcji, m.in. zlikwidował kilku żołnierzy sowieckich z posterunku w Wołczunach. Osiągnął teren jeziora Narocz, a nawet tereny leżące na wschód od niego. Po drodze natknął się na sowiecki oddział prowokacyjny, udający partyzantkę antykomunistyczną. Uniknął jednak zagłady, udając straż przednią dużego polskiego oddziału. Na Pojezierzu Wileńskim przeprowadził kilka udanych akcji. Uderzył na miasteczko Worziany, gdzie rozbił posterunek wojskowy i zniszczył sielsowiet. Podczas akcji na mleczarnię w Żodziszkach zlikwidował 3 ujętych sowieckich funkcjonariuszy. W Lidzkie wracał dłuższą drogą, dochodząc do dawnej granicy polsko-litewskiej na zachód od Mejszagoły. Wilno ominął od strony zachodniej. 15.02.1945 r. w potyczce, jaka się wywiązała przy likwidacji kilkuosobowej grupy funkcjonariuszy sowieckich, ranny został „Wrzos”. Dowództwo oddziału przejął kpr. R. Kiersnowski „Puchacz”. Przez następny miesiąc oddział operował na południowym skraju Puszczy Rudnickiej. Następnie przeprowadził wypad na teren Ośrodka „Cis”, gdzie wykonał akcję na sielsowiet w Gieranonach (priedsiedatiela rozbrojono i puszczono wolno). Wracając na swe stare tereny nocą 25.04.1945 r. oddział „Puchacza” spalił akta sielsowietu w Bieniakoniach. W końcowym okresie działalności oddział „Puchacza” mimowolnie popadł w konflikt z Komendą Okręgu, gdyż przez pomyłkę wykonał akcję zaopatrzeniową na „melinę” „Mazepy” (było to nieporozumienie, miano „rozbombić” gospodarstwo donosiciela, patrol pomylił jednak domy). W efekcie „Mazepa” potraktował oddział jako „dziką” grupę bandycką i nawet ponoć polecił ją rozbroić. Nieporozumienie zostało jednak wyjaśnione, gdyż w początkach maja 1945 r. oddział został objęty akcją „rozładowywania lasów”, jego żołnierze zaś po wyjeździe do Wilna ewakuowani w transportach PUR „do Polski”.
Na południowym skraju Puszczy Rudnickiej działał też kilkunastoosobowy oddział kpr. J. Zarzyckiego „Piętki”. Grupa ta została zdemobilizowana a jej żołnierze wyjechali w transportach repatriacyjnych za linię Curzona. Warto przytoczyć ocenę działalności polskiej partyzantki po lipcu 1944 r., sformułowaną przez J. Zarzyckiego:
„Co dało utrzymywanie naszych oddziałów zbrojnych po przejściu Armii Sowieckiej w 1944 roku? Będę mówił o swoim terenie działania: – Nie doszło do utworzenia siatki konfidentów, co ograniczyło liczbę prowokacji i represji wobec miejscowej ludności. – Nie doszło do stworzenia najniższego szczebla administracji sowieckiej (sielsowietów) i przez to ograniczyło możliwość interwencji w życie społeczeństwa polskiego. – Nie zebrano podatków i nie obciążono gospodarstw obowiązkowymi dostawami w miesiącach wojny, niszczących egzystencję miejscowej ludności. – Zapewniono minimum bezpieczeństwa rannym i poszkodowanym uczestnikom konspiracji. – Ograniczono skuteczność masowych represji wobec społeczeństwa polskiego podczas łapanek i blokowania terenu przez siły bezpieczeństwa i wojsko. Przyczyniono się do znaczącego zmniejszenia liczby wywiezionych do łagrów na katorżnicze roboty oraz liczby wcielonych do obcej armii. – Istnienie polskiej siły zbrojnej zapobiegło rozniecaniu waśni narodowych i konfliktów społecznych oraz odstępstwom od zasad międzyludzkiego współżycia”.
Ocena ta wydaje się w znacznym stopniu trafna, aczkolwiek jej punkt pierwszy sformułowany został zbyt optymistycznie (sieć agentów i donosicieli NKWD istniała także w północnej części powiatu lidzkiego).
Od kwietnia 1945 r. prowadzona była w Obwodzie 49/67 na rozkaz rtm. „Boryny”, a następnie ppor. „Mazepy”, stopniowa demobilizacja oddziałów partyzanckich, oraz przerzut żołnierzy (także z sieci terenowej) za linię Curzona. Operacją tą kierował osobiście „Mazepa”. Rozwiązano oddziały „Poręby”, „Piętki”, „Puchacza”, „Filara” i „Myśliwego” oraz kilka innych grup. Większość ich żołnierzy, wyposażona przez organizację w dokumenty repatriacyjne na fałszywe nazwiska, wyjeżdżała w transportach PUR „do Polski”. Można oceniać, że znaczna część żołnierzy została przerzucona za linię Curzona już w maju 1945 r. W czerwcu 1945 r. w północnej części powiatu lidzkiego pozostawały
jeszcze w polu oddziały W. Janczewskiego „Lalusia” i „Śmiałego” (skupiające żołnierzy całkowicie zdekonspirowanych, którzy nie zdecydowali się na przerzut w transportach repatriacyjnych) oraz oddział „Myśliwego” – rozwiązany w połowie miesiąca. Oddziały „Lalusia” i „Śmiałego” miały przedzierać się „na zachód” z bronią w ręku. Ich demobilizacja miała nastąpić dopiero na terenie „Polski lubelskiej”.
Oddział „Lalusia” przechodził linię Curzona wraz z dwoma oddziałami partyzanckimi Okręgu Wilno. W połowie czerwca 1945 r. w bazie partyzanckiej w Puszczy Rudnickiej zebrały się: oddział sierż. „Lalusia”, tzw. „Siódemka Wilhelma”, dowodzona przez Aleksandra Alesionka „Pioruna” (oddział kadrowy 7 Brygady Wileńskiej), oraz oddział dowodzony przez sierż. Zygmunta Kuleszę „Maroczego”. Przybyło też 2 przewodników – podchorążych z Obwodu Grodno-Prawy Niemen, którzy mieli przeprowadzić oddziały na zachód (plut. pchor. Roman Chirkowski „Lech II” i kpr. pchor. Mieczysław Górewicz „Czeński”). Skoncentrowane w Puszczy Rudnickiej oddziały zostały zreorganizowane. Sformowano z nich jeden oddział, dowództwo którego powierzono sierż. W. Janczewskiemu „Lalusiowi”, zaś A. Alesionek „Piorun” objął funkcję jego adiutanta. Żołnierzy podzielono na 4 drużyny. Liczebność oddziału oceniana jest w różnych relacjach od 38 do 57 ludzi, w tym kilka łączniczek (do oddziału dołączali po drodze także ludzie „z placówek”, stąd być może różnica w ocenie stanów osobowych). Grupa była bardzo dobrze uzbrojona, sam oddział „Lalusia” miał 4 rkm, znaczna część żołnierzy posiadała pistolety maszynowe lub SWT.
Około 20.06.1945 r. do bazy w Puszczy Rudnickiej przybył kpt. „Czarny Jan” z przedstawicielami Komendy Okręgu Wilno, przywożąc wiadomość, że wkrótce na Puszczę ruszy sowiecka obława. Prawdopodobnie 23.06.1945 r. oddział wyruszył w drogę „do Polski”. Mijając Orany osiągnął teren Obwodu Grodno-Prawy Niemen, gdzie nawiązał kontakt z miejscową siecią AK-AKO. Trasa przemarszu została bardzo starannie przygotowana przez obu przewodników, którzy kilka tygodni wcześniej przemierzyli ją dwukrotnie, ustalając kolejne punkty kontaktowe i „meliny”. Oddział odpoczywał m.in. w ziemiankach grupy samoobrony kompanii terenowej AK-AKO Druskienniki. F. Jegliński tak wspomina ten przemarsz:
„Koło Porzecza spotkaliśmy partyzantów litewskich, którzy naświetlili [nam] sytuację w terenie. Gdy mijaliśmy stację kolejową w Porzeczu, słyszeliśmy wyładunek wojska sowieckiego, które później prowadziło obławę na nas w tej okolicy. Na nas natknęli się, gdy nocowaliśmy w pewnej wsi. Po krótkiej strzelaninie usłyszeliśmy głos: „Towariszcz bandit – chodzi na dogawor” [Towarzyszu bandyto – chodźcie na pertraktacje]. Wówczas sierż. „Maroczy” zawołał: „To ty bandit, zachwatczyk, ty chadzi k nam!” Oderwaliśmy się od nich i po długim marszu i postojach przybyliśmy w okolice Druskiennik, gdzie założyliśmy obóz i staliśmy prawie przez dwa tygodnie. Tam wizytował nas przedstawiciel Komendy AK „Mieczysław” – nazwisko Wnuk – znany mi osobiście z kontaktów w Kownie. Przesunęliśmy się do granicy, jeszcze były lasy, ale stary las już się kończył. Wyruszyliśmy w kierunku granicy. Było to z piątku na sobotę, w ostatnich dniach lipca 1945 r.”.

Orzeł noszony przez partyzantów Armii Krajowej na Nowogródczyźnie.
Linię Curzona przekroczył oddział „Lalusia” nocą 28.07.1945 r. na wysokości wsi Klimówka i Nomiki. Po przejściu paru kilometrów zatrzymano się w kolonii wioski Puciłki. Po krótkim postoju oddział został zaatakowany przez konną grupę pograniczników, którą odparto ogniem broni maszynowej. Cofając się dalej w kierunku zachodnim, oddział uwikłał się w walkę ogniową z grupą operacyjną NKWD znajdującą się we wsi Malawicze (Rosjanie przyjechali tam na aresztowania). Po oderwaniu się od przeciwnika przekroczono szosę Sokółka-Grodno, po czym zatrzymano się na odpoczynek w niewielkim lesie koło wsi Kraśniany (na płn. od Sokółki). Tu oddział został okrążony przez grupę operacyjną złożoną z jednostek WW NKWD, KBW i UBP z Sokółki, wspartą 2 tankietkami. Pierwszy atak sowiecki został odparty. W toku dalszej walki oddział „Lalusia” przebijał się z okrążenia trzema grupami. Według meldunku WUBP w Białymstoku do MBP w Warszawie, w walce pod Kraśnianami miało polec 12 partyzantów, zaś 4 wzięto do niewoli (2 zostało rannych). Partyzanci stracili też 3 rkm, 4 pm, 5 sztuk broni krótkiej, amunicję, itp. Największe straty poniosła „grupa kowieńska”. Oddział w mocno uszczuplonym składzie dotarł do Puszczy Knyszyńskiej, gdzie zaopiekowały się nim placówki AK-AKO. Został rozformowany, po czym żołnierze zaopatrzeni w fałszywe dokumenty rozjechali się w różne strony, głównie na Ziemie Odzyskane. Ośmioma rannymi zaopiekowała się sokólska organizacja AKO.
Nieułowimyj „Olech” – część 4
Na czele antysowieckiego oporu
Po wyjeździe w ramach akcji repatriacyjnej ppor. „Mazepy” i większości ocalałej jeszcze kadry nowogródzkiej AK, Komenda Okręgu AK Nowogródek przestała istnieć. Od tej chwili nie można mówić już o działalności Nowogródzkiego Okręgu AK, lecz jedynie o działalności struktur poakowskich. We wszystkich powiatach dawnego województwa nowogródzkiego pozostały dość liczne ogniwa sieci konspiracyjnej AK, tzw. placówki, oraz szereg oddziałów i grup partyzanckich. Ich działalność w Szczuczyńskiem i Lidzkiem była koordynowana w ramach Obwodu 49/67, natomiast na pozostałych obszarach Nowogródczyzny miała – jak się wydaje – charakter lokalnej samoobrony, często bez wzajemnego powiązania, a nawet kontaktów.
Ludzie biorący udział w działalności konspiracyjnej i zbrojnej w latach 1945-1953, mimo iż Armia Krajowa została rozwiązana, a Komenda Okręgu zakończyła działalność, uważali się za żołnierzy AK. Jeszcze w końcu lat czterdziestych używali tej nazwy. Należy uznać, że mieli ku temu pełne moralne prawo. Byli wśród nich tacy, którzy świadomie zdecydowali się pozostać na Nowogródczyźnie i bronić swej ojcowizny przed sowieckim bezprawiem, inni nie mieli możliwości skorzystania z tzw. repatriacji. Wszyscy byli ogromnie przywiązani do ziemi rodzinnej. Uczestnicy ówczesnej działalności niepodległościowej na Nowogródczyźnie wywodzili się z patriotycznie nastawionej ludności wiejskiej, która próbowała bronić się przed narzucanym jej siłą nieludzkim ustrojem komunistycznym, dążącym do całkowitego wyniszczenia Polaków na zagarniętych ziemiach. Ci dzielni, prości ludzie, mimo wszystko chcieli wierzyć, że sytuacja polityczna się zmieni, że wybuchnie trzecia wojna światowa, po której wróci tu Polska. Przedstawiciele inteligencji, wolnych zawodów, ziemiaństwa, o ile nie zdołali wyjechać w ramach repatriacji „do Polski”, zostali aresztowani i wywiezieni do gułagów. Postacie takie jak ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, wiejski nauczyciel, który zdecydował się dobrowolnie pozostać ze swymi podkomendnymi na „straconym posterunku”, były absolutnymi wyjątkami. Na Nowogródczyźnie pozostała ludność wiejska, chłopi i drobna szlachta zagrodowa, zbyt liczna, by sowiecki aparat terroru mógł od razu się z nią rozprawić. Z tej grupy ludności wywodzili się ostatni obrońcy polskich Kresów.

Jeden z pododdziałów ppor. „Olecha” przed ziemianką. Ppor. „Olech” siedzi przed grupą, nad nim NN „Lis”. Drugi od lewej (w rogatywce) adiutant ppor. „Olecha”, Zygmunt Olechnowicz „Zygma”, „Grom”. W okresie okupacji niemieckiej partyzant oddziału ppor. Czesława Zajączkowskiego „Ragnera”; ciężko ranny wiosną 1949 r. wpadł w ręce NKWD. Skazany na 25 lat łagrów, po wyjściu zamknięty w psychuszce, gdzie zmarł. Zdjęcie ze stycznia 1948 r.
Propaganda sowiecka, a dziś będąca jej kontynuacją propaganda rosyjska, usiłowała i nadal usiłuje przedstawiać ostatnich żołnierzy polskiego podziemia na Nowogródczyźnie jako złoczyńców i przestępców. W rosyjskiej i białoruskiej literaturze tematu ginie na ogół fakt, że była to polska działalność niepodległościowa, oraz że do czynnej samoobrony zmuszała ludność polską wyniszczająca polityka władz sowieckich. Lecz nawet z propagandowych wydawnictw rosyjskich, wbrew intencjom ich autorów, widać wyraźnie, że powojenna działalność polskiego podziemia na Ziemiach Utraconych (w BSRR i LSRR) była w prostej linii kontynuacją walki o niepodległość Polski zapoczątkowanej jeszcze w latach okupacji niemieckiej, walki w obronie kresowej ludności polskiej. Można tu np. przytoczyć fragment zeznań E. Niechwedowicza z dn. 16.06.1949r., partyzanta z rejonu Iwje i Juraciszki, publikowanych w pracy Jermołowicza i Żumara. Mówi on o tym, jak charakteryzował cele polskiego podziemia w końcu lat czterdziestych jeden z jego organizatorów, Józef Uss:
„Uss Józef mówił mi, że dawna burżuazyjna Polska powinna powstać od starej granicy z 1939 r. i że wkrótce będzie wojna pomiędzy ZSRR a Ameryką i Anglią, w jej rezultacie Ameryka i Anglia pomogą nam zniszczyć Sowiety i ustalić starą burżuazyjna Polskę w granicach z 1939 r. A do początku wojny ZSRR z Ameryką, Uss mówił, powinniśmy prowadzić zbrojną walkę z sowiecką władzą przez dokonywanie aktów terroru przeciw przedstawicielom władz sowieckich na wsi”.
Z kolei J. Berdowski „Mały Ziuk”, jeden z organizatorów sieci terenowej Obwodu 49/67 w Szczuczyńskiem, stwierdza w swej relacji, że ppor. „Olech” wydając mu rozkaz ponownego podjęcia działalności podziemnej, wyraźnie powiedział, że będą „od nowa organizować wojsko polskie w konspiracji”. Uczestnicy polskiej konspiracji mieli pełną świadomość, że nie są żadną „bandą”, jak głosiła propaganda sowiecka, lecz że są partyzantami, że walczą o słuszną sprawę. Walka, jaką podejmowali była po prostu samoobroną kresowego społeczeństwa. Jej formy były niekiedy drastyczne czy nawet okrutne, ale też i walka prowadzona była z najokrutniejszym przeciwnikiem, jakim był aparat policyjno-administracyjny ZSRR.
Najsilniejszym ośrodkiem polskiego oporu działającym niemal do końca lat czterdziestych był Obwód 49/67, obejmujący teren dawnych powiatów szczuczyńskiego i lidzkiego, w większości wchodzący obecnie w skład obwodu grodzieńskiego BSRR. Obwód dowodzony był przez ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”, „Mruka”, „Ojca”, „Starego”. Zastępcą „Olecha” był sierż. Paweł Klikowicz
„Irena”, zaś po jego śmierci w maju 1947 r. ppor. Witold Maleńczyk „Cygan”. Funkcję adiutanta Komendanta Obwodu pełnił (po śmierci „Twardowskiego”) Zygmunt Olechnowicz „Zygma”, „Grom”, Peter Fic „Francuz”, „Peter” – Alzatczyk, dezerter z Wehrmachtu, później żołnierz AK, Wacław Szwarabowicz „Kiepura” oraz Stanisław Apanowicz „Kulis”.
„Irena” był starym konspiratorem, w latach 1943-1944 pełnił funkcję oficera do zadań specjalnych w Komendzie Ośrodka „Łąka”. „Cygan”, syn osadnika wojskowego ze Starodworców, wywieziony do Rosji „za pierwszego sowieta”, służył w armii Berlinga. Gdy w 1945 r. przyjechał odwiedzić rodzinę, NKWD usiłowało go aresztować. Zastrzelił wówczas 2 funkcjonariuszy NKWD i zbiegł do partyzantki. „Zygma” był partyzantem IV/77 pp AK.
Dowodzony przez „Olecha” Obwód 49/67 nie miał żadnego kontaktu z centralami dowódczymi polskiego podziemia (WiN) w Polsce, ani nawet z niedalekim Białostockim Okręgiem WiN. Granica polsko-sowiecka została po 1945 r. bardzo dokładnie „uszczelniona” i nie było już możliwości przechodzenia jej. Nie dysponował też łącznością radiową. Ppor. „Olech” utrzymywał natomiast łączność z komendantem poakowskich struktur konspiracyjnych i oddziałów partyzanckich w powiecie grodzieńskim, ppor. Mieczysławem Niedzińskim „Menem”, „Renem”, „Niemnem”, a także z poakowskimi strukturami w powiecie wołkowyskim (m.in. z oddziałem partyzanckim „Cietrzewia”).

Wiosna 1947 r. Oddział ppor. Anatola Radziwonika „Olecha” (siedzi w środku), na prawo od „Olecha” siedzi sierż. Paweł Klikowicz
„Irena” – poległ 17 maja 1947 w starciu z NKWD pod Starodworcami; ciężko ranny w obie nogi osłaniał odwrót grupy po czym zastrzelił się nie chcąc wpaść w ręce Sowietów.
Obwód 49/67 była to faktycznie samodzielna organizacja konspiracyjna. „Olech” „pozbierał” to, co zostało po strukturach AK, oprócz tego do konspiracji włączyło się dużo nowych konspiratorów. W wyniku tego obwód 49/67 stał się najpotężniejszą i najbardziej liczną strukturą konspiracyjną na terenie Białorusi, a partyzanci nadal używali nazwy Armia Krajowa.
„Chodziło o to, żeby stworzyć wojsko polskie” – przytaczają zeznania jednego z ujętych przez bezpiekę żołnierzy „Olecha”, w swej propagandowej książce „Ogniem i mieczem. Kronika polskiego nacjonalistycznego podziemia” białoruscy historycy Wiktor Jermołowicz i Siergiej Żumar.
„Olech” stworzył mocną siatkę terenową, w każdej wsi byli ludzie współpracujący z oddziałem, dzięki temu komendant posiadał informacje o agentach NKWD, o zachowaniu się ludzi wobec władzy” – wspomina Jan Szporko „Nieznany”, współpracownik terenowej siatki „Olecha”.
Już zimą 1944/45 r. ppor. „Olech” zorganizował bazę samoobrony w powiecie szczuczyńskim, z której wyłonił się z czasem spory oddział partyzancki (blisko 70 żołnierzy). Na jego czele przeprowadził szereg działań przeciwko formacjom NKWD i sowieckiej agenturze. Swą działalnością objął rozległe tereny powiatów Szczuczyn i Lida, podejmując nawet dalekie wypady za Niemen i pod Iwje.
W odwet za likwidację polskiego oddziału „Kuny” przez grupę NKWD pozorującą polską partyzantkę, zlikwidował sowiecką grupę operacyjną na trakcie pomiędzy Hołdowem i Lidą (marzec 1945 r.).
1 kwietnia przebił się przez obławę 34. zmotoryzowanego pułku NKWD pod Niewierzyszkami, zadając przeciwnikowi straty (zginął m.in. kapitan bezpieczeństwa państwowego ZSRS), 23/24 maja 1945 r. zadał porażkę grupie operacyjnej 135. pułku piechoty NKWD pod Iszczołną.
W lipcu w zasadzce na szosie Lida – Grodno rozbił sowiecki samochód wojskowy, likwidując żołnierzy przeciwnika, a w sierpniu 1945 r. opanował osadę Toboła (rozbito posterunek przeciwnika, zniszczono budynek rady wiejskiej, z aresztu uwolniono kilkunastu więźniów).
W tym samym miesiącu, w odwet za gwałty i zbrodnie popełniane przez żołnierzy Armii Sowieckiej, zaatakował sowiecką kolumnę samochodową (rozbito dwa auta, zadając bolszewikom spore straty w ludziach). We wrześniu 1945 r. zlikwidował trzech oficerów NKWD pod Lidą, a podczas wypadu pod Iwje stoczył zwycięską walkę z sowiecką obławą.
W czasie gdy „Olech” pełnił funkcję komendanta Obwodu 49/67, właśnie na tym terenie opór wobec władzy sowieckiej był najbardziej zacięty. W szeregach konspiracji i partyzantki dowodzonej przez „Olecha” panował prawdziwie obywatelski duch, wywodzący się z tradycji Armii Krajowej.
Por. Anatol Radziwonik wypracował skuteczną taktykę walki z NKWD. Oddział partyzancki podzielił na niewielkie, kilku- lub kilkunastoosobowe pododdziały, które niemal przez cały czas znajdowały się w ruchu. Dowódcy posługiwali się kilkoma pseudonimami.
„Radziwonik w zależności od miejscowości używał pseudonimów „Stary”, „Ojciec”, „Mruk”, „Broda”, „Kazik”. Chodziło o to, żeby zmylić NKWD” – tłumaczy Witold Wróblewski „Dzięcioł”, żołnierz z oddziału „Olecha”.
Przytłaczającą większość żołnierzy „Olecha” stanowili miejscowi. W oddziałach i w siatce terenowej byli Polacy oraz Białorusini. Warto podkreślić, że sam „Olech” był prawosławny. Oprócz tego do partyzantów dołączali dezerterzy z Armii Czerwonej. Legendarną postacią stał się Mikoła „Zielony”, lejtnant Armii Czerwonej, który dołączył do „Olecha”.
„Zielony” to był morowy chłop. Pochodził z Ukrainy i bolszewików nienawidził. Brał się do najbardziej niebezpiecznych zadań” – wspomina Wróblewski.
Jednym z takich zadań była likwidacja niejakiego Bojarskiego, dowódcy stacjonującej w Wasiliszkach jednostki Armii Radzieckiej, który został skazany przez partyzantów na karę śmierci za zabicie kilkunastu młodych chłopców, którzy ukrywali się przed poborem do wojska.
„Zielony” w mundurze lejtnanta stawił się u Bojarskiego. Zameldował się, a potem chwycił rewolwer i go zastrzelił. W popłochu, jaki się wytworzył w jednostce, zdołał uciec” – opowiada Wróblewski.

Obozowisko oddziału ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”, 1948 r.
Stan liczebny Obwodu 49/67 oceniany był przez NKWD BSRR w 1945 r. na około 800 ludzi, w większości pozostających w konspiracji. Byli oni zorganizowani w liczne placówki terenowe, rozsiane w wioskach zamieszkałych głównie przez ludność polską, liczące od 10 do 50 członków. Znaczna część żołnierzy Obwodu 49/67 posiadała broń i w razie potrzeby mogła być mobilizowana do akcji związanych z samoobroną. Charakterystycznym zjawiskiem w działalności Obwodu 49/67 był udział w konspiracji ludzi, którzy w okresie okupacji niemieckiej byli za młodzi, by służyć w AK. Młodzież ta uzupełniała licznie luki w szeregach organizacji, stając do służby obok „weteranów” należących do AK jeszcze w czasie wojny. Innym dość charakterystycznym zjawiskiem tego ostatniego etapu walki było włączanie przez „Olecha” do pracy na rzecz konspiracji niektórych pracowników i funkcjonariuszy sowieckich władz administracyjnych najniższego szczebla (priedsiedatieli i sekretarzy niektórych sielsowietów, pełnomocników wiejskich itp., m.in. w Wasiliszkach, Wawiórce i Niecieczy). Jedni nie byli zwolennikami bolszewizmu, inni słuchali poleceń „Olecha” w obawie przed karą, jaką mogła wymierzyć im partyzantka. Byli wśród nich ludzie narodowości białoruskiej i rosyjskiej.
Nieułowimyj „Olech” – część 5
„Olech” …
„Olech” uruchomił też w ograniczonym zakresie działalność propagandową. W miarę potrzeb wydawał ulotki adresowane do ludności i przedstawicieli władz sowieckich. Np. w lutym 1945 r., na terenie kompanii „Wygon” (Wawiórka), kolportowane były ulotki w związku z zarządzonymi przez władze sowieckie wyborami do Rady Najwyższej ZSRR, wzywające do ich bojkotu. Także w przypadku likwidacji szczególnie szkodliwych funkcjonariuszy sowieckich pozostawiano w terenie ulotki, niekiedy wykonywane ręcznie, w których wyjaśniano powody działania organizacji.
Oprócz placówek konspiracyjnych na terenie Obwodu 49/67 działało kilka oddziałów partyzanckich, będących schronieniem dla ludzi „spalonych” i poszukiwanych przez NKWD. Wykonywały one zadania z zakresu samoobrony. Po rozpadzie oddziału „Niedźwiedzia”, ppor. „Olech” na nowo zorganizował lotny oddział partyzancki, początkowo liczący około 20 ludzi. Z czasem partyzantka Obwodu 49/67 znów się rozrosła do tego stopnia, że „Olech” podzielił podległe sobie siły na kilka samodzielnie operujących pododdziałów. Jeden z nich stanowił jego przyboczną grupę dyspozycyjną, z którą poruszał się po całym Obwodzie 49/67. W latach 1946-1949 podlegały mu ponadto cztery większe grupy partyzanckie (wszystkie określane przez źródła sowieckie jako oddział „Olecha”): grupa sierż. Pawła Klikowicza
„Ireny” (operująca głównie w rejonie Szczuczyna), grupa ppor. Witolda Maleńczyka „Cygana” (rejon Wasiliszek), grupa Wacława Szwarobowicza „Kiepury”, grupa Petera Fica „Francuza”, „Petera” (Nowy Dwór – Ostryna). Ponadto placówki dysponowały stałymi lub doraźnie mobilizowanymi mniejszymi patrolami. M.in. patrol taki znajdował się w dyspozycji dowódcy plutonu terenowego Brzozowce – Nowy Dwór, kpr. Józefa Berdowskiego „Małego Ziuka”. Źródła sowieckie wymieniają też patrol Stanisława Apanowicza „Kulisa” (byłego partyzanta III/77 pp AK). Pod Lidą i na wschód od niej operował patrol Leona Łapota „Magika” (1946 r.), w rejonie Werenowa patrol „Narkuna” i grupka Rusakiewicza „Bociana” (10 osób), koło Wasiliszek grupa „Biruka”, koło Ejszyszek grupa „Bitnera”, zaś pod Szczuczynem kilkuosobowa grupka Naumca. Na zachód od Lidy działał ostatni dowódca placówki 311 Feliks Kozaryn „Grek”.

Grupa kadry Obwodu 49/67. Klęczy (niewidoczny w całości) ppor. „Olech”, leżą od lewej: Wacław Woronowicz „Lejtnant”, Bronisław Mickiewicz „Niedźwiedź” i jego brat Leonard Mickiewicz „Kmicic” – wszyscy trzej zostali ujęci przez NKWD. Na odwrocie fotografii napis: Ze wspólnych marszów partyzanckich. „Niedźwiedź”. 10 IV 1945.
Całość sił partyzanckich podlegających ppor. „Olechowi” jeszcze w drugiej połowie 1948 r. liczyła blisko 100 żołnierzy. Działali oni w grupach od kilku do 20 ludzi. Byli bardzo dobrze uzbrojeni, przeważnie w broń maszynową. Występowali w mundurach Wojska Polskiego, lub dla zmylenia przeciwnika w mundurach sowieckich (co widać na nielicznych zachowanych fotografiach). Niekiedy całe grupy przebrane były w mundury Armii Radzieckiej i NKWD. Potwierdza to jeden z raportów NKWD z lutego 1946 r., w części charakteryzującej grupę „Magika”:
„Z osobliwości tej bandy wiadomo jest, że bandyci działają w formie oficerskiego i sierżanckiego patrolu Cz[erwonej] A[rmii]. Sam ubrany jest w mundur starszego lejtnanta Czerwonej Armii. Oprócz dowódcy spośród bandytów znani są… [?]. Dwaj ostatni [zostali] zabici w potyczkach z pododdziałami 34 zmotoryzowanego pułku strzeleckiego 10 Strzeleckiej Dywizji [WW NKWD]. Dalsze przedsięwzięcia w rozpracowaniu bandy prowadzi R[ejonowy] O[ddział] 34 zmot. strz. p. [WW NKWD] poprzez informatorów „Lizę” wspólnie z Lidzkim Miejskim Oddziałem NKWD”.
Dość krótko działał w Obwodzie 49/67 oddział partyzancki dowodzony przez S. Rytkowskiego „Wodnego”. Podczas operacji NKWD w styczniu 1944 r. ujętych zostało 4 żołnierzy tej grupy. „Olech” rozkazał wówczas „Wodnemu” dołączyć z grupą do oddziału lotnego Obwodu 49/67, którym dowodził osobiście. Wobec odmowy wykonania rozkazu, a prawdopodobnie także i z innych powodów, „Wodny” na mocy wyroku organizacyjnego został rozstrzelany. Jego podkomendnych wcielono do oddziału lotnego Obwodu 49/67.
W środkowej i wschodniej części powiatu lidzkiego „chodził” też głośny oddział dowodzony przez Michała Durysa, a po jego śmierci zimą 1947 r. przez Jana Bukatkę.
Działania represyjne wobec ludności i operacje przeciwko partyzantce, prowadzone przez NKWD, przerzedzały placówki terenowe, jednak do wiosny 1949 r. nie były w stanie zlikwidować ich i złamać polskiego oporu.
Dnia 02.01.1946 r. grupa operacyjna 34 zmot. p. strz. WW NKWD, ścigając patrol Kazimierza Kowalskiego „Czarnego” i Tamulewicza „Wichra”, który w Pożyżmie (rej. Werenów) zastrzelił 3 osoby współpracujące z sowietami, aresztował 3 osoby pod zarzutem przynależności do AK. W dn. 06.01.1946 r. NKWD aresztowało we wsiach Kimiesze, Pomideź i Rackuny (rej. Raduń) 6 członków AK, w tym dowódcę plutonu Wiktora Walukiewicza vel Kuźmickiego. Operacja ta była kontynuowana 10.06.1946 r. – aresztowano 11 osób. Tego samego dnia grupa operacyjna Lidzkiego Oddziału Miejskiego NKWD i 34 zmot. p. strz. WW NKWD przeczesała Dajnowo, Jewsiewicze i Morgi, aresztując 5 żołnierzy Obwodu 49/67 (działania te były wynikiem pracy 4 informatorów Lidzkiego OM NKWD pozyskanych na tym terenie). 18.01.1946 r. grupa operacyjna RO NKWD z Radunia aresztowała (m.in. w Nowosadach i Naczy) 29 osób oskarżonych o przynależność do AK i współpracę z grupą „Śmiałego”, który przeszło pół roku temu odszedł za linię Curzona.
Aresztowania na terenie kompanii Wawiórka „Wygon”, rozpoczęte w styczniu 1946 r., powracały jeszcze dwukrotnie falami w lipcu i wrześniu tego roku, w miarę wyników pracy agentury i postępów śledztwa. W pierwszym etapie 19.01.1946 r. na podstawie informacji donosiciela o kryptonimie „Swój”, grupa operacyjna Lidzkiego OM NKWD aresztowała 12 osób. W ciągu całego 1946 r. NKWD aresztowało na terenie kompanii „Wygon” 45 osób oskarżonych o przynależność lub współpracę z AK. Wśród ujętych byli m.in. Józef Poczobut „Wilk” – dowódca kompanii, „Koliber” – dowódca drużyny z Mancewicz, Józef Walukiewicz – sekretarz sielsowietu w Wawiórce. NKWD zdobyło w czasie operacji 4 rkm, 8 pm, 15 kb i około 1000 sztuk amunicji.

Zygmunt Olechnowicz „Zygma”, „Grom”, żołnierz IV batalionu 77 pp AK, adiutant „Olecha”, ciężko ranny i ujęty przez NKWD, skazany na 25 lat łagrów. W roku 1957 został zwolniony z łagru w Kazachstanie i dalszą karę miał odbywać w PRL. Na etapie w Moskwie został przez wysokiego rangą (prawdopodobnie major) oficera MWD wyciągnięty z grupy Polaków, ktorzy mieli jechać do PRL i odesłany z powrotem do Karagandy, gdzie odsiedział do końca wyrok 25 lat. Mimo starań nie pozwolono mu wyjechać do PRL. Ponieważ w ZSSR był pozbawiony praw publicznych nie mógł dostać pracy ani meldunku, wrócił do Lidy i żył tam jako bezdomny [bezprizornyj]. Za włóczęgostwo w ZSSR groziło więzięnie, został więc aresztowany i osadzony w szpitalu psychiatrycznym w Lidzie (z karty choroby wynika, iż nie cierpiał na jakąś poważną przypadłość psychiczną), a z Lidy odesłano go ponownie do Kazachstanu – również do psychuszki, gdzie zmarł na początku lat 90-tych.
Mimo starań, rodzinie nie udało się ustalić – za życia „Zygmy” – jego miejsca pobytu. Dopiero w 1995 r. dzięki pomocy rosyjskiej pozarządowej organizacji „Memoriał”, zajmującej się dokumentowaniem komunistycznych zbrodni i życzliwym ludziom w Lidzie, rodzina mogła poznać te informacje… niestety już po śmierci Zygmunta Olechnowicza.*
Wiosną i latem 1946 r. operacje NKWD, mające miejsce w Lidzkiem, wymierzone były głównie przeciw „Olechowi”. W wyniku pracy „agenturalno-śledczej” grupy operacyjne NKWD zabiły lub aresztowały tu 14 czynnych uczestników polskiej konspiracji oraz 17 osób współpracujących (wzięto 3 rkm i 7 pm). Wśród zabitych był Walerian Jaśkiewicz z zaścianka Jaśkiewicze. Aresztowano m.in. A. Kapcewicza „Puchacza”, dowódcę drużyny z Dajnowa, Aleksandra Bujnickiego z Toboły (Białorusina) – priedsiedatiela sielsowietu w Niecieczy oraz Natalię Iwanową (Rosjankę) – sekretarza tegoż sielsowietu. Bujnicki i Iwanowa zostali oskarżeni o to, iż od maja 1946 r. współpracowali z „Olechem”, wykonując jego polecenia. Aresztowano też ks. Koniewskiego z Niecieczy, cie
szącego się dużym autorytetem u ludności (został oskarżony o współpracę z AK).
W październiku 1946 r. agent o kryptonimie „Kimon” przekazał NKWD informację o istnieniu placówki AK we wsi Widówka (rej. Wasiliszki). Na podstawie jego donosu, w pierwszych dniach listopada 1946 r. NKWD aresztowało 5 członków AK, w tym komendanta placówki Kazimierza Jastrzębskiego „Żuka”. Późną jesienią 1946 r. i w początkach 1947 r. NKWD przeprowadziło szereg operacji w rejonie Lidy, likwidując pozostałości placówki 311. W walce z bronią w ręku polegli Feliks Kozaryn „Grek” i Albin Trzeciak, zaś 7 żołnierzy AK i 8 osób oskarżonych o współpracę z organizacją zostało aresztowanych. Grupy operacyjne OM NKWD z Lidy miały także w końcu 1946 r. zlikwidować placówkę AK w Zieniewiczach liczącą 17 osób, placówkę mialczańską liczącą 15 osób a także grupę partyzancką „Bociana” spod Werenowa.
Nieułowimyj „Olech”
Głównym celem akcji oddziałów por. Anatola Radziwonika „Olecha” byli funkcjonariusze NKWD, działacze komunistyczni, przewodniczący kołchozów. „Olech” zaciekle tropił również agentów NKWD. Doskonale znał język białoruski i rosyjski i te umiejętności wykorzystywał w „polowaniu na agenturę”.
„Jeżeli podejrzewano, że ktoś współpracuje z NKWD – wspomina Bolesław Nowogródski, mieszkaniec wsi Wielkie Kozły, który był członkiem siatki terenowej ppor. Radziwonika – „Olech” potrafił przebrać się w mundur oficera NKWD i nieoczekiwanie zjawić u takiej osoby. „Źle pracujecie, towarzyszu”, mówił. Agent zaczynał się tłumaczyć i już było po nim”.
Z kolei Witold Wróblewski „Dzięcioł”, żołnierz oddziału „Olecha”, w swej relacji podkreślał dyscyplinę i porządek panujący w grupach leśnych podległych komendantowi:
„Porucznik bardzo pilnował, żeby nie było żadnej samowoli w oddziale. Jeżeli na przykład zauważał u kogoś nowe buty czy coś w tym rodzaju, od razu pytał, skąd to masz. Za swawolę można było być rozstrzelanym”.
Surowe kary stosowane przez podziemie w stosunku do donosicieli, agentów NKWD oraz nadgorliwych funkcjonariuszy sowieckiej administracji sprawiały, że władze sowieckie niemal do końca nie były w stanie zapanować nad terenem byłych powiatów szczuczyńskiego i lidzkiego. Szef NKWD obwodu grodzieńskiego w jednym ze swych raportów pisał do sekretarza Obwodowego Komitetu KP(b) Białorusi w Grodnie, Prytyckiego:
„Członkowie bandy od 1945 r. do czerwca 1946 r. dokonali na terytorium rejonów wołkowyskiego, lidzkiego, żołudzkiego, szczuczyńskiego, wasiliskiego i raduńskiego 115 aktów terrorystycznych, które dotknęły miejscową ludność [donosicieli, agentów i sowieckich współpracowników] oraz aktyw [sowiecki]”.
Partyzantka prowadzona przez „Olecha” miała przede wszystkim charakter samoobrony przeciw jaskrawym nadużyciom i bezprawiu przedstawicieli władz sowieckich. Szczególnie surowo zwalczano pracowników administracji okrutnie odnoszących się do ludności. Często zachowywali się oni naprawdę jak władcy w kraju podbitym (lada priedsiedatiel czy dyrektor kołchozu był panem życia i śmierci chłopów zamieszkałych na „jego terenie”). Bezlitośnie egzekwowali od chłopów niezmiernie wysokie kontyngenty, mające ich zrujnować materialnie i zapędzić do kołchozów, wskazywali NKWD, kto ma nastawienie „antysowieckie” (co rozumiano bardzo szeroko), itp. Samoobrona polska zwalczała też funkcjonariuszy NKWD, ich agentów i informatorów. O ile jednak zwykli donosiciele mogli niekiedy liczyć na litość i zmianę kary śmierci na karę fizyczną (baty), to funkcjonariusze NKWD i urzędnicy źle odnoszący się do ludności, byli traktowani przez „Olecha” bezwzględnie.
Wspomina jeden z żołnierzy „Olecha”, kapral Józef Berdowski „Mały Ziuk” :
„Nie, nie było jakichś specjalnych sądów. Wystarczała nam opinia ludności – mówili – że ten czy ten, przekracza już wszelkie możliwe granice postępowania. Myśmy wówczas nie mieli żadnych wątpliwości. Jeśli chodziło o jakiegoś miejscowego szpicla, którego namówiono do współpracy, obiecano np., że mu kontyngent umorzą, czy coś innego – rzeczywiście musieliśmy sprawdzać, czy czasem mu się ktoś nie przysłużył, jak to bywa… Ale jeśli chodzi o tych bolszewików, to nie było wątpliwości, że nie ma co się bardzo [rozczulać]. Rozwalić i koniec. To były działania bardzo skuteczne. Bo jak przyjechał następca takiego rozwalonego sowieckiego funkcjonariusza czy pracownika, to ludzie nieraz potrafili mu powiedzieć: Ty czekaj. Będziesz taki jak on, to i ciebie spotka to samo. Dziwne, że władze sowieckie nie stosowały w takich przypadkach wielkich represji. Niemcy by zaraz z dziesięciu ludzi w takiej wsi wzięli i zabili – za to, że zabito tam jakiegoś ich człowieka. A ci nie. Wszyscy normalnie wiedzieli, że przyszło, powiedzmy piętnastu. Schwycili we wsi tych ich ludzi – i powiesili, czy zastrzelili. I to na ogół jakoś uchodziło. Ale myśmy zawsze starali się rozkolportować informację, dlaczego takich sowietów zabiliśmy, właśnie tych – a nie innych. Żeby było wiadomo, że my nie polujemy na każdego sowieta przypadkowego, tylko karzemy konkretnych ludzi za konkretne sprawy. Dlatego ich zabijaliśmy, że oni już nawet te sowieckie prawa, tak surowe dla ludności – łamali. Inni żołnierze sowieccy, inni urzędnicy sowieccy przyjeżdżali do wsi, to ich nie atakowano, tylko właśnie takich nadgorliwych. Zawsze to wyjaśnialiśmy. Rozwieszaliśmy ulotki, nawet ręcznie pisane, w których to wyjaśnialiśmy.”
* Informacje n.t. Zygmunta Olechnowicza ps. „Zygma” uzyskane dzięki uprzejmości Pana Michała Wołłejko.
Nieułowimyj „Olech” – część 6>
Strona główna>
Nieułowimyj „Olech – część 6
Innym, ważnym dla …
Innym, ważnym dla ludności aspektem działań oddziału „Olecha”, było zwalczanie sowieckiej administracji, obciążającej chłopów nadmiernymi, często niewykonalnymi świadczeniami rzeczowymi i kontyngentami. Oddziały niszczyły dokumentację w sielsowietach, mleczarniach i instytucjach gospodarczych związanych z egzekwowaniem dostaw obowiązkowych. Palono spisy i wykazy, zabierano pieczątki i blankiety urzędowe, dzięki którym organizacja podziemna mogła później wystawiać ludności fałszywe zaświadczenia o wywiązaniu się z dostaw. Przy okazji takich akcji często rozstrzeliwano nadgorliwych funkcjonariuszy sowieckiej administracji.
„Nieraz, jeszcze w 1949 roku, udawałem się na prośbę ludności na takie akcje. Jeszcze w zimie 1949 r. rozbiłem ze swoim plutonem mleczarnię [pod Ostryną]. Zbiłem wszystkie urządzenia, mechanizmy, zniszczyłem całą księgowość. Z tym, że zabrałem czyste kwitariusze i swoim ludziom się wpisywało. Bo bardzo było ludziom daleko, nieraz dziesięć kilometrów, mleko dostarczać, a trudno było zorganizować transport. Nieraz ludzie piechotą nosili. Jak donieśli, to było już w drodze ubite na masło. I wobec tego prosili nas: kochani, zniszczcie to, bo nas zamordują tym mlekiem. Zniszczcie […] Poszedłem i zniszczyłem, już w 1949 roku, w styczniu.” – wspomina dalej kpr. Józef Berdowski.
W końcowym okresie działalności polskiej samoobrony Obwodu 49/67 walka stawała się coraz bardziej bezwzględna, nie było już miejsca na pobłażliwość dla zdrajców, donosicieli i sowieckich agentów. W niektórych przypadkach stosowano nawet zasadę odpowiedzialności zbiorowej wobec rodzin donosicieli. Wobec całkowitego osamotnienia polskich partyzantów i nasilającego się terroru okupacyjnych władz rosyjskich, było to zjawisko nieuniknione.
„Mały Ziuk”:
„Chciałem powiedzieć, że niestety czasami akcje nasze były bardzo surowe. Trzeba mocno ukarać, czasem trzeba i dla przykładu, i dla zastraszenia. Ale innej rady nie było. Albo walka, albo nic. Byliśmy w warunkach bardzo trudnych, było nas niewielu. Terror ze strony władz sowieckich był szalony. Znamy te rozprawy stalinowskie, wyłącznie dla ludności polskiej. Terror sowiecki był głównie wobec tych rodzin, z których pochodzili akowcy. To było straszne. Dzięki naszej samoobronie to się jakoś łagodziło. Tak, że jak kiedyś pojechałem tam w roku 1980, po trzydziestu latach, zacząłem rozmawiać o tym, co działo się po naszym zlikwidowaniu [w 1949 r.], to nawet mnie, co znam tamte warunki – nie chciało się wierzyć. Co oni wyprawiali [przedstawiciele władz sowieckich]. Dyrektor kołchozu był panem życia i śmierci. Jeżeli jakaś dziewczyna chciała się wydostać poza kołchoz, poza szkołę podstawową, już na dziesięciolatkę do liceum, to oczywiście bez jego zgody, bez jego wykorzystania, nie było mowy. Rzeczy potworne się działy, trudno nawet sobie wyobrazić, nawet mnie trudno było to zrozumieć, choć przecież znałem tamte warunki. Ale dopóki myśmy byli [polska partyzantka], do roku 1949, to tam żadnej władzy nie było. Jeżeli przyjechali po coś do wsi w ciągu dnia, to w dwa, trzy samochody wojska i zaraz pod wieczór już uciekali. Bo wiedzieli, że mogą być zaatakowani. Oni do czterdziestego dziewiątego roku nie mieli władzy w terenie, na wsi.”

Zygmunt Olechnowicz „Zygma”, „Grom”, adiutant ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”, 1948 r.
Nie jesteśmy dziś w stanie zweryfikować i przedstawić wszystkich akcji przeprowadzonych przez oddziały podlegające „Olechowi”. Podane poniżej akcje to jedynie przykłady działań zbrojnych partyzantki Obwodu 49/67.
W styczniu 1946 r. ppor. „Cygan” przeprowadził przed posterunkiem milicji w Wasiliszkach udany zamach na funkcjonariusza NKWD Filinowicza.
Zimą 1946/1947 ubezpieczenie kwaterujących w okolicach Wawiórki grup „Petera” i „Ireny” ujęło i zlikwidowało funkcjonariusza NKWD.
W dniu 23.01.1947 r. zlikwidowano kierownika wydziału wojskowego KP(b)B rejonu wasiliskiego – Greckiego, a 12.02.1947 r. patrol oddziału „Olecha” zastrzelił w Iszczołnianach 9 osób oskarżonych o współpracę z władzami sowieckimi.
15.04.1947 r. w Brzozowcach oddział „Olecha” zlikwidował 2 funkcjonariuszy MGB BSRR, a w maju tego roku w Piaskowcach sowieckiego współpracownika Jasiukajtisa.
W dniu 17.05.1947 r. oddział „Olecha”, kwaterujący w Starodworcach, został zaatakowany przez grupę operacyjną NKWD. Partyzanci zdołali przebić się, jednak w czasie odwrotu został ciężko ranny w obie nogi sierż. Klikowicz „Irena”. Nie mogąc wycofać się wraz z oddziałem, popełnił samobójstwo.
Największe nasilenie wystąpień zbrojnych oddziałów podlegających „Olechowi” przypada na drugą połowę 1948 r. Podjęły one wówczas zakrojoną na szeroką skalę akcję przeciw kolektywizacji, realizowanej przez administrację sowiecką. Zniszczono kilkanaście organizujących się kołchozów, likwidując jednocześnie najbardziej szkodliwych aktywistów sowieckich. Najwięcej tego rodzaju akcji wykonano w Szczuczyńskiem, nieco mniej w Lidzkiem. Działania te zahamowały pierwszą fazę kolektywizacji na terenie objętym strukturami Obwodu 49/67. Dopiero po całkowitym zlikwidowaniu zorganizowanej polskiej partyzantki udało się władzom sowieckim zapędzić ludność do kołchozów, zmuszając ją do tego rujnującymi podatkami i obowiązkowymi dostawami.
10.09.1948 r. grupa „Cygana” rozbiła urząd pocztowy (bank) w Wawiórce, zdobywając 24 000 rubli. Zastrzelono urzędnika Ministerstwa Finansów BSRR, Tarasowa.
07.09.1948 r. grupa „Petera” zlikwidowała nowo utworzony kołchoz im. Woroszyłowa (gm. Nowy Dwór). Wykonano wyroki śmierci na szczególnie szkodliwych aktywistach sowieckich – delegacie sielsowietu z Nowego Dworu Chomiczu, priedsiedatielu kołchozu Buńce i znienawidzonej przez ludność nauczycielce Purwinej.
21.09.1948 r. grupa „Cygana” zlikwidowała we wsi Krzywosiółki (Kudzierki) 10 osób oskarżonych o donosicielstwo, a grupa „Małego Ziuka” 2 sowieckich informatorów w Starodworcach.
27.09.1948 r. zastrzelono sowieckiego informatora w Serafinach (rej. Lida).
W październiku 1 948 r. ppor. „Olech” zarządził koncentrację podległych sobie grup partyzanckich i patroli placówek w Puszczy Nackiej, na którą stawiło się około 100 żołnierzy. Wykonano wówczas wyroki śmierci na dwóch członkach organizacji, którzy dopuścili się napadów rabunkowych wobec ludności (byli to Wacław S. i NN).
Nocą 10/11 listopada 1948 r. grupa „Cygana” spaliła wielki wzorcowy kołchoz im. Stalina w Kułbaczynie, niszcząc budynki, obory z inwentarzem i sterty ze zbiorami. Rozbito piętnastoosobowy posterunek wojskowy ochraniający obiekt. Akcję przygotował „Mały Ziuk”.
15.12.1948 r. w Papierni (rej. Lida) zlikwidowano oficera NKWD Iwana Strelnikowa, a 14.02.1949 r. oficera NKWD Iwana N. Noskowa (brak miejsca akcji).
20.01.1949 r. patrol „Małego Ziuka” zniszczył mleczarnię kontyngentową pod Ostryną i zlikwidował funkcjonariusza administracji źle odnoszącego się do ludności.
Brak jest daty akcji wykonanej w 1948 r., polegającej na ujęciu 2 urzędników sowieckich określanych przez ludność jako „instruktorzy przysłani z Moskwy”, odznaczających się wybitnie bezlitosnym
stosunkiem do chłopów. Powieszono ich na słupach telegraficznych przy drodze wiodącej do Szczuczyna – na postrach dla innych nadgorliwych pracowników aparatu sowieckiego. Nie znane są też daty akcji na kołchozy w Hołdowie, Gudach i Wielkim Siole (w tej ostatniej uprowadzono i zlikwidowano informatora NKWD, byłego oficera Armii Czerwonej, a obecnie pracownika kołchozu Wasię Chrabina).

Grupa partyzantów z oddziału ppor. A. Radziwonika „Olecha” (stoi z tyłu). Zima 1948 r.
Komuniści byli przerażeni. Polscy partyzanci wykonując wyroki na najbardziej znienawidzonych przez społeczeństwo funkcjonariuszach, zdołali zdemoralizować aparat miejscowej władzy.
„Dokudowska rada wiejska i wiejski aktyw oświadczają następujące. Długo się utrzymać my nie zdołamy w związku z tym prosimy, by władza przyszła nam z pomocą, jeżeli w Dokudowie nie będzie stacjonował 50-, 60-osobowy oddział to żadnej pracy u nas nie będzie” – pisał w sierpniu 1944 r. w dramatycznym apelu do przewodniczącego lidskiego rejonowego Komitetu Wykonawczego „predsiedatiel” dokudowskiej rady wiejskiej Bujnicki.
Zaś przewodniczący rejonowego komitetu partii Kuzniecow w liście do samego Józefa Stalina tak we wrześniu 1945 r. opisywał sytuację w Juraciszkach:
„Na kierownicze stanowiska nikt nie idzie pracować […] Brakuje nam 29 etatowych pracowników […] Od początku utworzenia rejonu bandyci zabili około 70 działaczy partyjnych i chłopów, którzy pomagają radom wiejskim… Józefie Wissarionowiczu! Proszę Was, podpowiedzcie jak najszybciej zwalczyć bandytyzm”.
Mimo „dobrych rad” Józefa Wissarionowicza i angażowania coraz to nowych sił lata mijały, a problem – czyli ppor. Anatol Radziwonik „Olech” i jego partyzanci – pozostawał.
Jeszcze w lutym 1948 r. kierownik Iszczołninskiej Fabryki Ceglanej Parchomenkow w liście do sekretarza Żołudzkiego Rejonowego Komitetu WKP(b) Szurmana opisując sytuację aktywu komunistycznego, stwierdzał: „Spośród naszych pracowników major Pogulajew zorganizował oddział wsparcia. Dowiedziała się o tym cała wieś i chłopcy z oddziału boją się w domu nocować, bo wie o tym także banda, która w każdej chwili może przyjść i wszystkich rozwalić. Ci chłopcy chcą teraz wyjechać. Proszę nam pomóc, bo inaczej wszyscy, cały naród poucieka. Wszyscy się boją. Jak jest dzień, to jeszcze nic. A w nocy, gdy słońce zachodzi, to wszyscy siedzą jakby byli w osaczonej twierdzy – drzwi zamknięte i patrzą, czy jest jakiś ruch na ulicy. Jak coś podejrzanego się dzieje, to od razu wszyscy uciekają, gdzie kto może”.
Komuniści przyznawali, że partyzanci mają poparcie miejscowej ludności, a „Olech” zwerbował do współpracy z partyzantką cały szereg miejscowych urzędników.
Jednak sowieckie siły bezpieczeństwa ciągle zaciekle tropiły Komendanta. Kilkakrotnie raportowano nawet, zupełnie błędnie, o jego śmierci. Jeszcze 9 kwietnia 1944 roku po likwidacji przez NKWD jednej z placówek AK na terenie gminy Ejszyszki, w raporcie po operacji stwierdzano, że wśród zabitych jest komendant obwodu „Olech”. Podobnie było 11 listopada 1945 r., gdy wyrwał się z „kotła” obławy 34. pułku NKWD, która osaczyła go w chutorze Dajnowszczyzna (rejon Lida). Grupa operacyjna NKWD z Lidy, niewątpliwie w wyniku pracy agentury, okrążyła chutor, gdzie, w gospodarstwie członka AK Antoniego Merlaka, przebywał „Olech” wraz ze swym patrolem dyspozycyjnym. Podczas walki, jaka się wówczas wywiązała, poległo 2 partyzantów, w tym adiutant „Olecha” – Leon Doroch „Twardowski”, zaś 2 zostało ujętych. Grupa operacyjna zdobyła 1 rkm, 2 pm, 2 pistolety, a przede wszystkim korespondencję i dokumenty organizacyjne (m.in. druki i pieczęcie urzędów sowieckich). Mimo dramatycznej sytuacji i miażdżącej przewagi bolszewików „Olech” przebił się w brawurowym kontrataku. Nawet w wydanej w 2002 r. książce „Milicja Grodzieńszczyzny. 85-leciu białoruskiej milicji się poświęca” pisano:
„Z pomocą działań operacyjnych ustalono, że 8 listopada 1945 r. uczestnicy bandy AK, którzy byli podporządkowani Olechowi i Niedźwiedziowi, na podrobionych dokumentach – jako repatrianci – próbują wyjechać do Polski. Dla ich aresztowania na stację Mosty skierowana została grupa w ubraniach cywilnych. Zatrzymano 10 bandytów. W trakcie przesłuchań ustalono, że dowódca Olech ze swoją ochroną znajduje się w rejonie chutoru Dajnowszczyzna (rejon lidzki). W celu aresztowania Olecha 11 listopada przeprowadzono wojskową operację przy udziale 34 Pułku Wojsk Wewnętrznych. W trakcie akcji 2 bandytów zabito, 2 wzięto do niewoli. Olech zdążył uciec, ale w trakcie pościgu został dwukrotnie ranny w nogę i następnie zmarł z powodu odniesionych ran.”
Jednak była to nieprawda. Ranny „Olech” zdołał ujść. W dokumentach NKWD-MGB jego nazwisko jest stale plątane – Radzionczyk, Radziwonczyk, Radionik – on zaś ciągle zmienia pseudonimy i kontynuuje walkę…
Nieułowimyj „Olech” – część 7
Na przestrzeni lat …
Na przestrzeni lat podziemie stopniowo się wykruszało. Jedni ginęli, innych aresztowano, inni – dopóki było to możliwe – wyjeżdżali „do Polski”, niektórzy przechodzili na stronę wroga. Jeżeli w 1945 r. raporty sowieckie wymieniały liczbę 800 polskich partyzantów w obwodzie grodzieńskim, to w 1948 była ich już tylko setka. Rozdzieleni na niewielkie oddziały kontynuowali swoją walkę. Białoruska badaczka Natalia Rybak wymienia liczby, z których wynika, że liczba agentów zwerbowanych przez NKWD do współpracy w latach 1944-1947 na terenie obwodu grodzieńskiego wynosiła 19 882 osoby. Przeciwko sobie „Olech” i jego żołnierze mieli ogromny aparat NKWD i tysiące donosicieli. Jednak nawet jeszcze w 1948 r. na terenie rejonów lidzkiego i szczuczyńskiego faktycznie panowała dwuwładza. W dzień rządzili komuniści, w nocy partyzanci.
Jednak pierścień wokół komendanta „Olecha” nieustannie się zaciskał. W maju 1947 r. padł na placu boju w walce z NKWD pod Wasiliszkami jego pierwszy zastępca – sierżant „Irena” (jak juz wspominano, ciężko ranny, nie mogąc się wycofać, ostatni nabój przeznaczył dla siebie). Rok później NKWD zdołało rozbić podstawowe siły Samoobrony Grodzieńskiej i Wołkowyskiej, z którymi komendant „Olech” pozostawał w luźnym kontakcie. Teraz naprawdę był już ostatnim polskim dowódcą na terenach położonych na wschód od jałtańskiej granicy.
„Wielokrotnie mówiłem mu: Panie poruczniku, taka siła przeciwko wam. Niech pan rozpuści oddział i ucieka. Bo przecież zabiją. A on mi odpowiadał: Nie mogę tego wszystkiego rzucić, trzeba walczyć” – wspomina Bolesław Nowogródzki (za pomoc, jakiej udzielał „Olechowi”, został skazany na 25 lat łagru).
Śmierć z bronią w ręku
Na początku 1949 r. siły bezpieczeństwa ZSRR przystąpiły do ostatecznej rozprawy z oddziałami „Olecha”. Rozpoczęła się seria obław i operacji, poprzedzonych pracą agentów. Użyto do nich olbrzymich sił WW NKWD. Rejony, w których agentura lokalizowała obecność grup partyzanckich, otaczane były kilkakrotnymi pierścieniami żołnierzy NKWD i dokładnie penetrowane. Szansę na przebicie się z takich „kotłów” były minimalne.
W dniu 10.02.1949 r. grupa operacyjna szczuczyńskiego NKWD, dowodzona przez kpt. Kudrawcewa, ujęła J. Berdowskiego „Małego Ziuka” (został ciężko ranny podczas próby ucieczki). 19.03.1949 r. w zasadzkę NKWD wpadł i poległ ppor. Witold Maleńczyk „Cygan”. Również w marcu 1949 r. grupa operacyjna NKWD zniszczyła grupę „Petera” kwaterującą w leśnej ziemiance w rejonie Nowego Dworu. Poległ „Peter” i nieznana liczba jego podkomendnych (prawdopodobnie około 10).
Pod koniec kwietnia 1949 r. NKWD przeprowadziło operację przeciw oddziałowi „Olecha” kwaterującemu w chutorach nad Lebiodą. „Olech”, mający wówczas ze sobą 17 żołnierzy, zdołał jeszcze tym razem wyrwać się z okrążenia.

Ppor. Anatol Radziwonik ps. „Olech”, komendant Obwodu 49/67 (Szczuczyn-Lida).
Anatolij Andriejew w 1949 r. był kapitanem NKWD. Rok wcześniej przerzucono go z Grodna do szczuczyńskiego rejonu, by wzmocnić miejscowych czekistów, którzy już czwarty rok nie mogli poradzić sobie z polską partyzantką. Osobiście uczestniczył w rozpracowaniu i likwidacji oddziału „Olecha”. Główną nadzieję Andriejew pokładał w werbunku osób z otoczenia komendanta. I to się w końcu powiodło. W swych wspomnieniach opublikowanych w 2002 r. w gazecie „Grodnienskaja Prawda” Andriejew stwierdza, że operacją likwidacji oddziału Anatola Radziwonika dowodził kierownik MGB obwodu grodzieńskiego Frołow.
Oddział został zlokalizowany 12 maja 1949 r. niedaleko wsi Raczkowszczyzna (3 km od wsi Bakszty), gdzie NKWD otoczyło oddział por. Radziwonika trzema pasami wojsk.
Tak wspomina tamtą tragedię Witold Wróblewski ps. „Dzięcioł”, żołnierz por. „Olecha”:
„Zostaliśmy wydani przez miejscowego chłopa. Zdrajca od razu po rozbiciu naszego oddziału został przez NKWD przerzucony do Polski. To była nagroda, bo obawiał się, że tu go dopadniemy. Wiem, że później mieszkał w Olsztynie. Oddział został otoczony trzema pasami wojsk NKWD. Próbowaliśmy się przebić, ale nikomu się to nie udało. „Olech” szedł po rzeczce, w ten sposób chciał zmylić pościg. Gdy padałem postrzelony, myślałem, że mu się uda. Jednak z kotła nie wyrwał się nikt. Ranni trafiliśmy do niewoli – ja, moja siostra Genowefa, która była łączniczką oddziału, oraz Zygmunt Olechnowicz, adiutant „Olecha”.
[…]
„Była wielka uwaga do naszego procesu. Jeden raz przywieźli mnie do budynku grodzieńskiego MGB do gabinetu naczelnika. – Chcą z tobą porozmawiać – tłumaczyli. Otwierają się drzwi i wchodzi kilku wyższej rangi oficerów. Wśród nich niewysoki Gruzin. Potem dowiedziałem się, że to był naczelnik MGB Białorusi Canawa. No i ten Canawa spojrzał na mnie i pyta: Jak byś mnie w lesie spotkał, to co byś zrobił? A ja mu odpowiadam: Jestem żołnierzem – kazaliby powiesić, powiesiłbym, kazaliby rozstrzelać – rozstrzelałbym. On się wściekł. I wychodząc, rzucił do mnie: siedem dni karceru” – dodaje Wróblewski, który podobnie jak pozostali ocaleli żołnierze z oddziału „Olecha” został skazany na 25 lat łagrów”.

Wycinek mapy terenu (WIG 1926) z zaznaczonym na czerowno miejscem ostatniej walki i śmierci ppor. Anatola Radziwonika „Olecha” w dniu 12 maja 1949 r., niedaleko wsi Raczkowszczyzna, 3 km. na płd.-zach. od wsi Bakszty w Obwodzie Szczuczyn-Lida. [kliknij w miniaturkę mapy]
Operacjom przeciw oddziałom partyzanckim towarzyszyły masowe aresztowania w polskich wioskach podejrzanych o nastawienie antysowieckie i wspomaganie „band”. Np. w Stankiewiczach aresztowano wówczas 30 osób, które zostały oskarżone o udzielanie pomocy „Olechowi”. Rozbita została tamtejsza placówka AK, a jej komendant R. Kulesza „Andrzej” wpadł w ręce NKWD. Działania podejmowane przez sowieckie siły bezpieczeństwa doprowadziły w ciągu 1949 r. do „złamania” zorganizowanego polskiego oporu w Szczuczyńskiem i Lidzkiem. Komenda Obwodu 49/67 nie została już odbudowana, większość placówek rozbiły aresztowania, oddziały partyzanckie „wykruszyły się” w czasie walk i potyczek. Polski opór tlił się tutaj jeszcze przez kilka lat, lecz nie miał już zorganizowanego charakteru. „Chodziły” kilku, a nawet kilkunastoosobowe grupki partyzanckie, wybijane przez kolejne obławy i operacje NKWD. Do 1951 r. działał jeden z pododdziałów „Olecha” – grupa dowodzona przez W. Szwarobowicza „Kiepurę”. Później opór stawiali już tylko pojedynczy partyzanci, błąkający się w Szczuczyńskiem i Lidzkiem przez kilka dalszych lat.
Śmierć Anatola Radziwonika „Olecha” oznaczała symboliczny kres zorganizowanego polskiego oporu przeciw Sowietom na terenie dzisiejszego obwodu grodzieńskiego na Białorusi, a Obwód 49/67 jako zorganizowana struktura już się nie odrodził, jednak co najmniej do połowy lat
50-tych walka zbrojna na tym terenie była kontynuowana przez drobne grupki „ostatnich leśnych”, nawet przez pojedynczych partyzantów, których propaganda bolszewicka nazywała „terroristy odinoczki”.

Partyzancka mogiła żołnierza zgrupowania ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”, 1948 r.
Życie toczy się dalej…
W związku z tym, że w 1949 r. w ZSRR wykonanie kary śmierci było czasowo zawieszone, ujęci partyzanci por. „Olecha” zostali skazani na 25 lat łagrów. Witold Wróblewski wyszedł na wolność dopiero w 1964 r. KGB nie zezwoliło mu wyjechać do Polski, nie pozwolono mu również powrócić na Grodzieńszczyznę. Zamieszkał więc we Lwowie. Jego siostra po zwolnieniu z łagrów wyjechała do Polski. Podobno w Olsztynie przypadkowo spotkała zdrajcę, który wydał partyzantów. Zygmunt Olechnowicz, na wolność nie wyszedł. Z łagru został przewieziony do szpitala psychiatrycznego. Dalsze jego losy nie są znane.
Anatolij Andriejew za udział w likwidacji „Olecha” został odznaczony przez Ławrentija Berię imiennym pistoletem, ale kariery w NKWD nie zrobił. Pod koniec lat 50-tych został zwolniony ze służby. W Grodnie – gdzie do dziś mieszka – nadal jest szanowanym obywatelem. Czasem, zazwyczaj w związku z kolejną rocznicą zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej lub hucznie obchodzonym „Dniem czekisty”, odwiedzają go oficerowie KGB z działu ochrony ustroju konstytucyjnego i walki z terroryzmem. Ten dział KGB dzisiaj zajmuje się przede wszystkim rozpracowywaniem demokratycznej opozycji. Na Grodzieńszczyznie zwalczają też Związek Polaków na Białorusi.
Legenda o oddziale „Olecha”, tych ostatnich kresowych straceńcach, którzy pozostali na posterunku, walcząc o wolność i polskość tych terenów, przetrwała lata komunizmu. W szczuczyńskim czy lidzkim rejonie tu i ówdzie można jeszcze dziś usłyszeć opowieści o dzielnym i sprawiedliwym „Olechu”, bezlitosnym dla bolszewików „Cyganie”, nieszczęśliwie zakochanym i tęskniącym do swojej ojczyzny „Francuzie” czy szalonym „Zielonym”. Do dzisiaj w okolicznych wsiach pamiętają też piosenkę, którą śpiewali polscy partyzanci:
I nie ma miejsca tu dla nas,
Kochany bracie i przyjacielu,
Nie wydawajcie proszę nas,
A matka płacze i ojciec nie wie,
Że w okrążeniu jestem ja,
O mej Ojczyźnie, kochanej Polsce,
Nie zapominam nigdy ja”.

Opracowano na podstawie:
Atlas polskiego podziemia niepodległościowego 1944–1956, red. Rafał Wnuk, Sławomir Poleszak, Agnieszka Jaczyńska, Magdalena Śladecka, Warszawa – Lublin 2007,
Krajewski Kazimierz, Obwód nr 49/67 Szczuczyn-Lida (działalność w 1945), [w:] Ziemia Lidzka, nr 2(54)/2003,
Krajewski Kazimierz, Obwód Nr 49/67 w latach 1946-1949 (1), [w:] Ziemia Lidzka, nr 1(59)/2004,
Krajewski Kazimierz, Obwód Nr 49/67 w latach 1946-1949 (2), [w:] Ziemia Lidzka, nr 2(60)/2004,
Krajewski Kazimierz, Armia Krajowa na Nowogródczyźnie po lipcu 1944, [w:] Żołnierze Wyklęci. Antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 roku, praca zbiorowa, Warszawa 2002.
Krajewski Kazimierz, Na Ziemi Nowogródzkiej. „Nów” – Nowogródzki Okręg Armii Krajowej, Warszawa 1997,
Krajewski Kazimierz, Ośrodek Iwje – Juraciszki, [w:] Ziemia Lidzka, nr 4(56)/2003,
Krajewski Kazimierz, Partyzantka poakowska na kresach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej w latach 1946–1953, [w:] Ostatni leśni 1948–1953, pod red. Tomasza Łabuszewskiego, Warszawa 2003, s. 109-119,
Poczobut Andrzej, Anatol Radziwonik „Olech” – zapomniany bohater Polski Walczącej, [w:] Biuletyn IPN, nr 5-6 (76-77)/2007, s. 94-100,
Poczobut Andrzej, Nic dla siebie, wszystko dla Ojczyzny, [w:] Głos znad Niemna, VI 2007,
Rybak Natalia, Likwidacja „antyradzieckiego podziemia polskiego” w zachodnich obwodach BSRR od końca 1944 do 1954 roku, [w:] Podziemie niepodległościowe w województwie białostockim w latach 1944–1956, Warszawa 2004, s. 76-85.
ZAPROSZENIE !!!
Lublin, 21 stycznia 2008 r.


