„Łupaszko” – mazurskie tropy – część 4

ZEZNANIA „PUSZCZYKA”

Zbigniew Jarosiński po aresztowaniu przez bezpiekę w swoich zeznaniach tak charakteryzował moment postoju u niego szwadronu „Łupaszki”:
"Jeden dzień przed referendum na wieczór przyszła do mnie ta sama grupa na czele z »Łupaszką«. Z nim był pierwszy raz jakiś porucznik. Przyprowadzili ze sobą krowę, zarżnęli ją, skórę i kości zakopali, mięso zaraz ugotowali, ja dałem im kartofle. (…) W referendum powiedziałem do »Łupaszki«, że muszę iść głosować. (…) Kiedy wróciłem z referendum, pytał się mnie o przebieg głosowania. (…) mówiłem mu, że jest dużo wojska w okolicy Kota, pow. Nidzica (…). Po południu w referendum sierżant pseudonim »Lufa« chciał rozbić urnę wyborczą. »Łupaszko« na to nie zgodził się, powiedział, że takich rozkazów nie mają i sierżant nie poszedł. W dalszym ciągu pytali mi się, czy nie ma tu kogoś takiego, który donosi do UB i pytali mi się o milicję, jak się zachowują, czy nie dokuczają ludności, także byli ciekawi, co to za człowiek wójt z gminy Wały Błaszczyk”."

ODSKOK NA POMORZE

Po referendum „Łupaszko” podjął decyzję o opuszczeniu obszaru Warmii i Mazur i wycofaniu się w Bory Tucholskie. Pobyt 5. Wileńskiej Brygady AK na tych ziemiach trwał prawie dwa miesiące. Teren został nasycony konfidentami i funkcjonariuszami UBP. Dlatego podjęcie takiej decyzji było nieuniknione. Przemarsz 3. i 4. szwadronu w Bory Tucholskie trwał ponad trzy tygodnie. 1 lipca po opuszczeniu leśniczówki Omulew szwadron „Lufy” urządził zasadzkę na drodze Nidzica – Pasym. Rozbrojono napotkanych milicjantów, następnie zatrzymano samochód z żołnierzami LWP, których także rozbrojono. Potem 4. szwadron przemieścił się do leśniczówki Koniuszyn (pow. Nidzica), gdzie zarekwirowano mapy. 2 lipca „Lufa” przeszedł przez miejscowości Orłowo (gdzie zarekwirowano konie), następnie przez Brzeźno Łyńskie i zatrzymał się na noc w miejscowości Stare Ramuki (pow. Olsztyn). W tym dniu od 4. szwadronu odłączył się „Łupaszko” z trzyosobowym patrolem, by odnaleźć pododdział „Zeusa”. Przez następne dwa tygodnie, klucząc między obławami, szwadron „Lufy” przesuwał się w rejon koncentracji wyznaczonej przez „Łupaszkę” na 19 lipca w leśniczówce Kunzendorf (Kończewo), w powiecie morąskim. Stąd 3. i 4. szwadron miały wspólnie dokonać bezpośredniego odskoku w Bory Tucholskie i połączyć się z 5. szwadronem „Żelaznego”.

W dniach poprzedzających referendum 3 x Tak 3. szwadron „Zeusa” operował w okolicy Olsztyna i Stawigudy. W dzień referendum, 30 czerwca, w Stawigudzie rozbił posterunek MO i lokal wyborczy. Zdobyto w sumie 14 sztuk broni, w tym 10 sztuk kb, 3 PPSze, 1 MP oraz 1 kb 10-strzałowy. W Stawigudzie „Zeus” zlikwidował także Czesława Krawula, funkcjonariusza UB z Olsztyna. Akcja w Stawigudzie sprowokowała obławę resortu bezpieczeństwa, z której 3. szwadron tylko cudem się wyrwał. Jednak grupy wywiadowcze UBP ciągle szły śladem „Łupaszki”. „Lufa” zanotował:
"19 VII rankiem odmarsz na spotkanie z P. Majorem. W drodze na leśniczówce Kunzendorf [Kończewo] spotykam »Zeusa« ze szwadronem. Patrol »Zeusa« wysłany do nadleśnictwa Haack [Hak] spotyka P. Majora. P. Major jest bardzo wzruszony, że nas wszystkich widzi »całych«. Ponieważ wojsko okrążyło lasy i lada chwila należy się spodziewać obławy, szwadrony rozchodzą się. Kierunek zachód, za Wisłę w Bory Tucholskie."

23 lipca, po prawie dwóch miesiącach, skończył się pierwszy okres działalności 5. Wileńskiej Brygady AK na Warmii i Mazurach. Pomimo niewielkiego stanu osobowego (15-18 partyzantów w szwadronie) brygada nie tylko nie została rozbita przez resort bezpieczeństwa, ale sama zadawała liczne ciosy.

POMORZE

Po odnalezieniu 5. szwadronu w Borach Tucholskich „Łupaszko” przeprowadził koncentrację całości sił (3., 4., 5. szwadron) w rejonie miejscowości Brzeźno. Podczas tego ześrodkowania Szendzielarz podjął decyzję o przejściu z 4. szwadronem „Lufy” na teren Białostocczyzny i Podlasia. Planowano nawiązać kontakt z drugą jednostką podległą „Łupaszce”, tzn. z 6. Wileńską Brygadą AK „Wiktora”, która działała na Białostocczyźnie od marca 1946 roku i przeczekać wspólnie okres zimy 1946/1947. Na Pomorzu miał pozostać 3. szwadron „Zeusa” i 5. szwadron „Leszka”, który zastąpił zabitego przez UB „Żelaznego”. Przemarsz szwadronu „Lufy” trwał prawie dwa miesiące. 23 września 4. szwadron „Lufy” wraz z „Łupaszką” przekroczył rzekę Pisę w miejscowości Wincenta i znalazł się na terenie Białostocczyzny.

KONCENTRACJA NA BIAŁOSTOCCZYŹNIE

18 października 1946 roku na Białostocczyźnie, na kolonii Rogawka „Łupaszko” przeprowadził koncentrację sił, jakimi dysponował na tym obszarze. Do Rogawki przybyły trzy szwadrony 6. Wileńskiej Brygady AK dowodzone przez „Wiktora” i 4. szwadron 5. Wileńskiej Brygady AK. Podczas koncentracji zapadły istotne decyzje. „Łupaszko” mianował nowego dowódcę 6. Brygady. Został nim por. Władysław Łukasik „Młot”, dotychczasowy zastępca „Wiktora”. Zlecił także 4. szwadronowi „Lufy” powrót na Warmię i Mazury celem nawiązania kontaktu z 3. i 5. szwadronem, które pozostały w Borach Tucholskich. Szwadrony „Zeusa i „Leszka” miały przekroczyć Wisłę i pojawić się na Warmii i Mazurach około 5-6 listopada w okolicy miejscowości Łajsy, w Lasach Purdzkich. Tak więc „Lufa” miał czekać w okolicy Olsztyna na przybycie 3. i 4. szwadronu. Następnie trzy szwadrony 5. Wileńskiej Brygady AK miały przedostać się na Białostocczyznę. „Lufa” zapisał:
"18 X kolonia Rogawka. Koncentracja. Bardzo wesoło, nastrój dobry. P. Major organizuje zawody międzyszwadronowe. Ogólnie zwycięża nasz szwadron (śpiew, wolna-amerykanka, wyścigi). Otrzymuję rozkaz marszu na Prusy w celu skontaktowania się z »Zeusem«. Biorę fury w Rogawce i jazda na północ."

Po raz kolejny 4. szwadron 5. Wileńskiej Brygady AK znalazł się w byłych Prusach 26 października 1946 roku. Pierwszego dnia zatrzymał się na kolonii Zielony Grąd (pow. Pisz). W następnym dniu szwadron przesunął się w okolice miejscowości Rozogi.

ZASADZKA

28 października miała miejsce właściwie jedyna akcja bojowa szwadronu, która ostatecznie zakończyła się gorzkim sukcesem. Tak całą sytuację opisał „Lufa”:
"28 X jedziemy do miasteczka Rozogi i rozbrajamy posterunek milicji. Bierz
emy także prowiant ze spółdzielni. Po akcji szwadron wycofuje się w kierunku na zachód po czym skręcamy na południe i po drodze rozbrajamy milicję w Lipowcu. W spółdzielni uzupełniamy zapasy żywności, z posterunku zabieramy broń. Wycofujemy się w dalszym ciągu na zachód i po przebyciu około 30 km zatrzymujemy się w kolonii Jańkowo (pow. Nibork).
[powinno być Jankowo, pow. Szczytno]. Po obiedzie wartownik melduje warkot samochodów z kierunku przybycia. Zarządzam ostre pogotowie. Po zorientowaniu się, że samochody zbliżają się do nas, wsiadamy na wóz i wycofujemy się na zachód. Po przebyciu około 6 km samochód zostawiono w krzakach, a szwadron stanął na zasadzce. Wkrótce po naszym śladzie nadjechał samochód MO i ORMO, który został ostrzelany a następnie zdobyty. Około dziesięciu zostało zabitych, w tym dowódca. Dwudziestu poddało się. W czasie akcji ciężko ranny został kpr. »Mercedes«. Szwadron wycofuje się na leśniczówkę Omulew."

Grupa, która ścigała szwadron „Lufy”, wyruszyła ze Szczytna jeszcze przed atakiem partyzantów na milicję w Rozogach. Grupa pościgowa liczyła 32 ludzi. Składała się z funkcjonariuszy PUBP ze Szczytna (14 osób) i Komendy Powiatowej MO także ze Szczytna (18 osób). Poruszała się dwoma samochodami. W okolicach Jedwabna w samochodzie, którym jechali funkcjonariusze resortu bezpieczeństwa, zabrakło benzyny. Dalej pościg kontynuowali już tylko milicjanci. Poruszali się bez żadnego ubezpieczenia, dlatego tak łatwo zostali rozbici przez partyzantów „Lufy”. Zasadzka miała miejsce na drodze Jedwabno – Wielbark, pomiędzy miejscowościami Piduń i Rekownica. W trakcie trwającej tylko chwilę wymiany ognia milicjanci mieli 4 zabitych (chor. Kazimierz Jarzębowski, st. sierż. J. Szpakowski, kpr. B. Babiński, szer. J. Michalecki), 3 ciężko rannych, 5 lekko rannych. Po stronie partyzantów ciężko ranny został „Mercedes”. Kiedy milicjanci poddawali się, jeden z nich – ranny w nogę dowódca grupy chor. Jarzębowski – rzucił granat w kierunku zbliżających się żołnierzy 4. szwadronu. Odłamek ranił „Mercedesa” i za ten czyn „Lufa” dobił Jarzębowskiego.
Partyzanci z rannym kolegą udali się do leśniczówki Omulew. Liczyli na pomoc leśniczego Zbigniewa Jarosińskiego, który niejednokrotnie udzielał im schronienia. Musieli znaleźć lekarza, który opatrzyłby „Mercedesa” i ukryć broń. Z zeznań leśniczego Jarosińskiego możemy dowiedzieć się, co stało się później.
"W końcu października 1946 roku przyjechał oddział samochodem, ze sobą przywieźli jednego rannego, grupa była ta sama, co przedtem tylko pod dowództwem sierżanta »Lufy« i było ich mniej, koło 12-stu ludzi. W tym czasie sierżant »Lufa« musiał dostać awans, gdyż miał jedną gwiazdkę na ramieniu i członkowie oddziału mówili mu poruczniku. »Łupaszki« w ten czas nie było. Rannego wzięli do mieszkania, ułożyli go w łóżku Szczotki Karola. Po czym zaczęli opowiadać jak rozbili M. O. pod Szczytnem, zabierając im broń. […] broń tą zgodziłem się przechować, następnie pytał mi się, gdzie tu jest najbliższy doktor, powiedziałem, że doktor jest w Niborku [Nidzica]. […] W dalszej rozmowie »Lufa« pytał mnie czy w tartaku w Zimnej Wodzie są samochody, wówczas odpowiedziałem, że są. Razem z »Lufą« poszliśmy do tartaku […] mnie kazali zawołać z domu szefa tego tartaku Świderka […] »Lufa« Świderkowi kazał, aby pojechał po doktora […] »Lufa« ze Świderkiem umówił się tak, że jak do godziny 10 przed południem, nie przyjedzie to jest dowód, że został aresztowany. […] Na auto, którym miał przyjechać doktor czekaliśmy do godziny 11 przed południem, jednak auto nie nadeszło i doktor nie przyjechał. Nie udało się także znaleźć lekarza w Pasymiu. 30 października w leśniczówce nad jeziorem Jełguń „Mercedes” zmarł."

Pomnik przy drodze Piduń-Rekownica, postawiony w latach 60. milicjantom poległym w walce ze szwadronem „Lufy”. Po 1989 roku, kilka razy z pomnika zniknęła tablica a pojawiły się napisy: „Tu Lufa bił UB”, „Tu Lufa walczył z komunistami”.

ODSKOK

4-5 listopada szwadron przebywał na kolonii Makruty, gdzie czekano na przybycie 3. i 5. szwadronu. Niestety, szwadrony „Zeusa” i „Leszka” nie przybyły. Wobec tego „Lufa” podjął decyzję o powrocie na Białostocczyznę.
"Na drugi dzień po południu wyjeżdżamy na wschód. Po drodze zabiegam do Kervey [Kerrey; Kieruj]. Była tu UB, gospodyni bardzo przestraszona. Mazurzy, co chowali śp. »Mercedesa« aresztowani. Jedziemy dalej i stajemy na postój w leśniczówce Mandrinen [Mandryny]."

Przez następne trzy dni szwadron dokonywał rekwizycji benzyny potrzebnej do przerzutu w Białostockie. 9 listopada „Lufa” zanotował:
"Po południu żegnamy oszronione Prusy i zawracamy w swoje białostockie."

Na przełomie października i listopada 1946 roku ostatni raz działały w byłych Prusach szwadrony 5. Wileńskiej Brygady AK. W listopadzie rozformowaniu w Borach Tucholskich uległ 3. i 5. szwadron 5. Wileńskiej Brygady AK, również 4. szwadron „Lufy” został rozwiązany. Szendzielarz podjął taką decyzję 24 marca 1947 roku podczas koncentracji całości sił (80 żołnierzy), jakie zgromadził na kolonii Czaje Bagno, na Białostocczyźnie. Jednak przez mazurską ziemię jeszcze raz przemaszerowali partyzanci „Łupaszki”. Tym razem z 6. Wileńskiej Brygady AK.

Zygmunt Szendzielarz do wiosny 1947 roku nie wiedział nic o demobilizacji 3. i 5. szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK, które miały działać na Pomorzu. Misja szwadronu „Lufy” na Warmię i Mazury z października i listopada 1946 roku zakończyła się fiaskiem. Nie nawiązał on kontaktu z pozostałymi szwadronami. Dlatego też „Łupaszko” podjął jeszcze jedną próbę odnalezienia pododdziałów „Zeusa” i „Leszka”. Na teren Warmii i Mazur udał się patrol por. Henryka Mieczkowskiego „Tygrysa”. Początkowo składał się z czterech osób, w trakcie działań powiększył się do ośmiu. Z Białostocczyzny na Warmię i Mazury przemieścił się koleją. Partyzanci występowali jako grupa MO wioząca aresztanta.

„Łupaszko” – mazurskie tropy – część 5>
Strona główna>

„Łupaszko” – mazurskie tropy – część 5

RAJD „TYGRYSA” NA TEREN WARMII I MAZUR

7 grudnia 1946 roku grupa „Tygrysa” wysiadła na stacji w Szczytnie i jeszcze tego samego dnia znalazła się w pobliskich lasach. Maszerując nocą w trudnym terenie, patrol przeszedł około 45 km i znalazł się pod Olsztynem. Po ominięciu Olsztyna dotarł do Gutkowa, następnie skręcił na północ i udał się w kierunku Dobrego Miasta, nocował w okolicy Bukwałdu. Przez kilka kolejnych dni przebywał na Warmii w rejonie Dobrego Miasta, Ornety, Lidzbarka Warmińskiego. Grupa „Tygrysa” zatrzymywała się na noclegi u ludności dobrze nastawionej do partyzantów. „Tygrys” za noclegi i żywność zawsze płacił tutejszym mieszkańcom. Od 16 grudnia patrol „Tygrysa” wykazywał dużą aktywność jak na tak niewielką grupę. W dniu tym rozbroił posterunek MO i grupę wojska w miejscowości Lubomino (pow. Lidzbark Warmiński). Rozbrojono trzech milicjantów, oficera i sześciu żołnierzy. Zdobyto LMG, 7 PPSz, 3 kbk, MP, 3 pistolety, 14 granatów, 680 szt. amunicji. 23 grudnia w miejscowości Lanien (pow. Lidzbark Warmiński) dokonano rekwizycji w miejscowej spółdzielni. Zatrzymano także samochód z dwoma funkcjonariuszami UBP z Lidzbarka Warmińskiego, jednego z nich – Edwarda Walczaka – rozstrzelano, drugi obiecał poprawę. Tego samego dnia w miejscowości Basino zlikwidowano aktywistę PPR Pawła Rasina.

Były budynek MO we wsi Kot, zaatakowany w grudniu 1946 roku przez patrol „Tygrysa”. Obecnie budynek mieszkalny, znajdujący się w rękach prywatnych.

WYBORY – POTYCZKA WE WSI KOT

Święta Bożego Narodzenia patrol „Tygrysa” spędził w lesie. 27 grudnia, występując jako grupa UBP i poruszając się samochodem ciężarowym, rozbił trzy posterunki MO: pierwszy w miejscowości Pietrzwałd (pow. Ostróda), drugi w miejscowości Żegoty (pow. Lidzbark Warmiński), trzeci w Lamkowie (pow. Olsztyn). W Pietrzwałdzie zatrzymano także wójta i dwie sekretarki. Grupa ta miała zajmować się przygotowaniem wyborów w styczniu 1947 roku. Jedna z sekretarek, Łucja Anatolak, okazała się agentką UBP, czynną działaczką Związku Walki Młodych i PPR. Dowodów dostarczyła jej koleżanka, dlatego też „Tygrys” postanowił zlikwidować Anatolak. Została rozstrzelana 28 grudnia w miejscowości Ruda (pow. Nidzica). W tym dniu „Tygrys” rozbroił łącznie 23 milicjantów. Część zarekwirowanej broń zniszczono, resztę przekazano „porządnym ludziom”.

29 grudnia partyzanci zaatakowali posterunek MO w Kocie. Jednak załoga nie dała się zaskoczyć i patrol „Tygrysa” bez strat wycofał się. Milicjanci mieli jednego zabitego – dowódcę posterunku Eugeniusza Karwowskiego. Po akcji w Kocie „Tygrys”, nie uzyskawszy żadnych informacji o 3. i 5. szwadronie 5. Wileńskiej Brygady AK, zaczął wycofywać się na Białostocczyznę. Około 9 stycznia 1947 roku znalazł się w okolicach Szczytna, następnie podążył na wschód, w kierunku na Ostrołękę i Łomżę. 22 stycznia znalazł się na Białostocczyźnie.

PRÓBA POWROTU DO CYWILNEGO ŻYCIA

Po wspominanej już w poprzednim odcinku koncentracji, jaka miała miejsce 24 marca 1947 roku na kolonii Czaje Bagno, „Łupaszko” zreorganizował podległe mu siły. Partyzanci, którzy wyrazili wolę zaprzestania walki, zostali zdemobilizowani, z pozostałych utworzono dwa szwadrony (2. szwadron pod dowództwem „Bartosza”, 3. szwadron pod dowództwem „Lecha”). Tak więc w polu została tylko 6. Wileńska Brygada AK, która składała się z dwóch szwadronów (2. i 3.) pod dowództwem kpt. Władysława Łukasika „Młota”. Po koncentracji „Łupaszko” zaprzestał czynnej walki partyzanckiej i opuścił swój wileński oddział. Nie rozwiązał go jednak na wypadek nieoczekiwanej zmiany sytuacji. Gdzieś w świadomości pozostała nikła nadzieja, że to jeszcze nie koniec.

Od kwietnia 1947 roku „Łupaszko” ukrywał się na Podlasiu, Śląsku i Podhalu, gdzie w Osielcu koło Makowa 30 czerwca 1948 roku został aresztowany. Po pokazowym procesie 2 listopada 1950 roku Zygmunta Szendzielarza skazano na karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 roku. Nieznane jest miejsce pochówku. Tak zakończył życie jeden z najdzielniejszych i najwytrwalszych obrońców suwerenności i niepodległości Polski. Pomimo usilnych prób władzy komunistycznej, egzekucja „Łupaszki” nie wymazała tej postaci z historii narodu polskiego. W okresie PRL wokół jego życia i działalności narosła głównie czarna legenda. Dzięki "utrwalaczom władzy ludowej" mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” na długie lata pozostał krwawym hersztem wileńskich bandytów.

EPILOG

„Młot” dowodził 6. Wileńską Brygadą AK do swojej śmierci (czerwiec 1949), jednak partyzanci z wileńskiej brygady działali nadal pod rozkazami kpt. Kazimierza Kamińskiego „Huzara”. Kontynuowali tradycję 6. Wileńskiej Brygady. Walka oddziału „Huzara” polegała już tylko na samoobronie, likwidowaniu konfidentów i funkcjonariuszy UBP. Jeszcze w 1952 roku 6. Wileńska Brygada liczyła 20 ludzi podzielonych na cztery patrole. 29 października 1952 roku funkcjonariusze UB aresztowali „Huzara”. Po pokazowym procesie skazano go na śmierć i stracono 11 października 1953 roku. Był to ostatni wyrok śmierci wykonany na żołnierzach kontynuujących tradycję wileńskiej partyzantki wywodzącej się z 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

WDEPTANI W ZIEMIĘ

Historycy najnowszych dziejów Polski obliczają, że po zakończeniu II wojny światowej (maj 1945), poległo w walce z polskimi komunistami lub zostało zamordowanych w katowniach Urzędów Bezpieczeństwa około 20 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Ludzie ci walczyli w obronie kraju kilka lat, narażali swoje młode życie przez cały okres okupacji niemieckiej. Za to poświęcenie polscy komuniści na usługach Moskwy zapłacili im prześladowaniem i upokorzeniem. Na końcu drogi i zmagań o suwerenną i czystą jak łza Polskę czekało akowców wieloletnie więzienie lub wyrok śmierci i strzał w potylicę. Zostali wymordowani przez UB praktycznie wszyscy dowódcy szwadronów „Łupaszki” z lat 1945 – 1949. Utrwalacze władzy ludowej mają swoje pomniki, milicjanci czy też ubecy, którzy polegli w walce ze szwadronami Szendzielarza mają swoje mogiły, a kresowi straceńcy mjr. „Łupaszki” nie mają nawet grobu. Zostali wdeptani w ziemię.

Artykuł dotyczący działalności szwadronów mjr. „Łupaszki” w latach 1946-1947 miał za zadanie przybliżyć tę postać mieszkańcom Mazur. Starszym osobom pamiętającym ten okres pokazać, że „Łupaszko” to nie ukraiński bandyta jak głosiła przez wiele lat komunistyczna propag
anda, ale polski patriota, który nie pogodził się ze zniewoleniem kraju przez Moskwę. Natomiast młodym mieszkańcom tych terenów chciałem uzmysłowić, że walka o niezawisłą Polskę nie skończyła się w 1945 roku. Koniec II wojny światowej dla licznej rzeszy żołnierzy AK nie oznaczał pokoju, lecz dalszą walkę, tylko z innym okupantem, z innym totalitarnym systemem. Do dziś bardzo mało Polaków wie, kim byli „żołnierze wyklęci”, dlaczego pozostawali w konspiracji w lesie niekiedy do początku lat 60.

„Łupaszko” – mazurskie tropy – część 6>
Strona główna>

„Łupaszko” – mazurskie tropy – część 6

SPRAWIEDLIWOŚĆ DZIEJOWA – HISTORIA PRZYZNAŁA IM RACJĘ

Dziś nie chodzi o zmienianie historii, obalanie komunistycznych pomników upamiętniających ten ciemny okres z dziejów naszego narodu, ale o elementarną sprawiedliwość, o pokazanie racji tej drugiej strony, która przez 50 lat musiała milczeć. Tych „zaplutych karłów reakcji” – jak ich nazywano, anglosaskich szpiegów, wichrzycieli. Gdzie są groby, pomniki, tablice, ulice upamiętniające tych najwytrwalszych i najdzielniejszych obrońców suwerennej Polski? Dlaczego dzieci zatrzymujące się przed pomnikami w Kocie, Piduniu czy Czarnym Piecu czytają tylko o bohaterskich milicjantach, funkcjonariuszach UB poległych w walce z bandytami „Łupaszki”? Nie wiedzą natomiast nic o partyzancie Henryku Wojczyńskim ps. „Mercedes”, który zginął pod Piduniem, o por. Henryku Mieczkowskim ps. „Tygrys”, który oblegał posterunek MO we wsi Kot. Obaj polegli, nie mają nawet grobu. Kto słyszał o Danucie Siedzikównie ps. „Inka”, 17-letniej sanitariuszce „Łupaszki”, która została rozstrzelana przez funkcjonariuszy UB? Co się stało z naszą świadomością narodową?
Piotr Szubarczyk, historyk zajmujący się tym tematem w jednym z artykułów stwierdził: Ludzie dotknięci skutkami powojennej działalności „Łupaszki” to rodziny sowieckich doradców, funkcjonariuszy UB, aktywistów PPR. A co z tymi po drugiej stronie, z tymi „wdeptanymi w ziemię”? Kto i kiedy zapali świeczkę na ich grobie? Co z rodzinami prześladowanymi i inwigilowanymi przez kilkadziesiąt lat po wojnie? Co z dziećmi urodzonymi w więzieniu? Z listami pożegnalnymi pozostającymi do dziś w zalakowanych kopertach?

Odsłonięcie tablicy poświęconej żołnierzom 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. „Łupaszki”, Zimna Woda, 19 października 2007 r.

ZIMNA WODA – PAŹDZIERNIK 2007

Jesienią ubiegłego roku w małym wiejskim kościele w Zimnej Wodzie na szlaku przemarszu szwadronów „Łupaszki” zawisła pierwsza pamiątkowa tablica upamiętniająca zmagania wileńskich partyzantów z systemem komunistycznym na Mazurach. Po 60 latach kilku żyjących jeszcze żołnierzy „Łupaszki” miało możliwość przybycia w zapomniane już dawno strony. Uroczystego odsłonięcia tablicy dokonali minister Obrony Narodowej Aleksander Szczygło oraz biskup Jacek Jezierski. Ten ostatni stwierdził: – Istnieje potrzeba pielęgnowania pamięci historycznej. W naszej zbiorowej świadomości pewne wydarzenia i postacie po II wojnie światowej zostały zepchnięte na margines.
Minister Szczygło dodał: – Walka mjr. Szendzielarza została wygrana po kilkudziesięciu latach, a pamięć okazała się silniejsza niż kłamstwa propagandy.

Sławomir Jarosiński oraz Lidia Lwow – Eberle w miejscu dawnej leśniczówki nad Jeziorem Omulew, 19 października 2007 r.

W Zimnej Wodzie obecni byli liczni kombatanci ze Światowego Związku Żołnierzy AK, mieszkańcy wsi oraz młodzież z nidzickich szkół. W kościele zjawiło się także dwoje gości specjalnych, Lidia Lwow – Eberle ps. „Lala”, sanitariuszka oddziału „Łupaszki”, jedyna żyjąca osoba, która przemierzała mazurskie ścieżki ze szwadronem „Lufy” w latach 1946-1947, oraz Sławomir Jarosiński, syn Zbigniewa, leśniczego z Omulewa. – Dzięki tablicy pamięć o bohaterskiej walce majora i moich kolegów nigdy nie zginie – mówiła ze wzruszeniem „Lala”. – On był żołnierzem z krwi i kości, który ukochał Polskę i wszystko, co polskie. Lidia Lwow przyznała, że na ten dzień czekała bardzo długo. – W Zimnej Wodzie po raz ostatni byłam prawie 60 lat temu – wspomina. – Ale do dziś pamiętam, jak w czasie wojny chodziliśmy tymi ścieżkami, jak spaliśmy w opuszczonych leśniczówkach. Historia w tym dniu zatoczyła koło, po 60 latach do leśniczówki Omulew ponownie zawitali żołnierze „Łupaszki”.

LIDIA LWOW – EBERLE PS. „LALA”


Lidia Lwow – Eberle ps. „Lala”, Wileńszczyzna 1943 rok.

Nie ma miejsca, żeby napisać szerzej o innych żołnierzach „Łupaszki”, którzy byli wyjątkowymi osobami, tak jak Paweł Jasienica, prawdziwe nazwisko Leon Lech Beynar, wybitny polski historyk. Jednak kilka słów należy w tym miejscu poświęcić „Lali”, podporucznik czasu wojny, sanitariuszce 5. Wileńskiej Brygady AK, wieloletniej towarzyszce życia mjr. Zygmunta Szendzielarza. Odznaczona Krzyżem Walecznych za bohaterstwo w walkach na Wileńszczyźnie, skazana na dożywotnie więzienie. Los zetknął ją z „Łupaszką” w sierpniu 1943 roku. Można powiedzieć, iż znalazła się w 5. Wileńskiej Brygadzie AK przed Szendzielarzem. Była w pierwszym polskim oddziale na Wileńszczyźnie, oddziale „Kmicica”, na bazie którego powstała w sierpniu 1943 roku nowa brygada. Oddział „Kmicica” został rozbrojony przez sowieckich partyzantów, którzy rozstrzelali 90 polskich żołnierzy. „Lala” przeszła cały szlak bojowy 5. Wileńskiej Brygady AK. Została aresztowana przez UB razem z „Łupaszką” w czerwcu 1948 roku. Razem z nim siedziała na ławie oskarżonych, została skazana w 1951 roku na dożywotnie więzienie. Wyszła na wolność w listopadzie 1956 roku, po odwilży i dojściu do władzy Gomułki. Rok później zaczęła studia na Uniwersytecie Warszawskim, została archeologiem. Pracowała w Komisji Badań Dawnej Warszawy, potem do emerytury w Muzeum Historycznym Miasta Warszawy. Jest osobą aktywną i pełną życia. Aktualnie, pomimo swojego wieku, nadal pracuje, w Muzeum Cechu Rzemiosł Skórzanych na Starym Mieście w Warszawie. Zawsze powtarza: – Bogu dziękuję za swoje życie. Przynajmniej interesujące było.

Patryk Kozłowski

Artykuł ukazał się w Roczniku Mazurskim, Tom IX/2005 oraz w Tygodniku "Kurek Mazurski".
Dziękuję autorowi za zgodę na publikację tekstu!


Patryk Kozłowski – ur. 1979 r., w Nidzicy. Historyk, absolwent Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (2003). Autor książki pt. „Jeden z wyklętych. Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko 1910-1951”. (2004), oraz publikacji w „Roczniku Mazurskim” dotyczących działalności szwadronów „Łupaszki” na Warmii i Mazurach. Obecnie pracownik Starostwa Powiatowego w Nidzicy.


„Łupaszko” – mazurskie tropy – część 1>

Strona główna>

"JASTRZĄB" i "ŻELAZNY"… – KSIĄŻKA DO POBRANIA

„JASTRZĄB” i „ŻELAZNY”
ostatni partyzanci Polesia Lubelskiego
1945 – 1951

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, zapraszam do pobrania [1,7 MB – PDF] i lektury publikacji okolicznościowej, pt. „JASTRZĄB” i „ŻELAZNY” – ostatni partyzanci Polesia Lubelskiego 1945 – 1951.
Książkę, w nakładzie 1000 egzemplarzy, wydała Fundacja „Pamiętamy” z okazji uroczystości odsłonięcia  pomnika w hołdzie poległym i pomordowanym żołnierzom oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa, dowodzonego przez por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” i jego brata ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, które odbyły się dnia 12 października 2008 r. we Włodawie.
Życzę zajmującej lektury !!!

PUBLIKACJĘ MOŻNA POBRAĆ KLIKAJĄC NA OKŁADKĘ PONIŻEJ>

GRA "ŻOŁNIERZE WYKLĘCI"

11 listopada 2008 r. w Tarnowie  odbędzie się promocja gry "Żołnierze Wyklęci"

Gra "Żołnierze Wyklęci" z pewnością jest czymś czego jeszcze nie było. Na polskim rynku wiele jest kolekcjonerskich gier karcianych jednak żadna z nich nie opowiada prawdziwej historii. To ogromny atut "Żołnierzy Wyklętych", ale również potencjalny zarzut. Mogą bowiem podnieść się głosy, że bagatelizuje się wydarzenia z przeszłości, że cierpi ich powaga, że to niedopuszczalne. Zresztą podobne głosy pojawiają się wraz z wydawaniem kolejnych komiksów lub muzycznych trybutów opartych na historii ostatniej wojny światowej.

W grze "Żołnierze Wyklęci" każdy z graczy kieruje zarówno oddziałami leśnymi jak i komunistycznymi, częściowo karty przedstawiają prawdziwe postaci, które ponad pół wieku temu opowiedziały się po jednej ze stron. Nie ma jednak wątpliwości kto był wtedy bohaterem a kto zdrajcą. Gra odkłamuje historię polskiego podziemia walczącego w latach 1944-1956 z komunistami i takie jest jej zadanie.
Twórcy gry mają nadzieję, że będzie ona impulsem do głębszego poznania tragicznych dziejów powojennej Polski.
Planowane są spotkania promocyjne w innych miastach Polski.

Projekt został dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Poniżej do obejrzenia promocyjny klip, w którym wykorzystano utwór "Skazani na śmierć" autorstwa Dawida Hallmanna (znalazł się on na płycie w hołdzie NSZ – "Twardzi jak stal" – do posłuchania tutaj: TWARDZI JAK STAL – muzyczny hołd dla NSZ>)



Strona główna>

BIURO BEZPIECZEŃSTWA NARODOWEGO "ŻOŁNIERZOM WYKLĘTYM" !!!

90 rocznicę odzyskania niepodległości Biuro Bezpieczeństwa Narodowego postanowiło poświęcić mało znanemu i nie powiązanemu bezpośrednio z wydarzeniami roku 1918 fragmentowi naszej historii.
Uznając, że Narodowe Święto Niepodległości to święto wszystkich bohaterów, którzy kiedykolwiek walczyli o naszą wolność, tegoroczne obchody poświęcono „Żołnierzom Wyklętym”, czyli żołnierzom Powstania Antykomunistycznego z lat 1944-1963.
W ramach obchodów Święta Niepodległości 11 listopada, BBN organizuje w Warszawie liczne imprezy, między innymi wystawę, inscenizację walk niepodległościowców z oddziałami UB/NKWD oraz debatę młodzieży z historykami, publicystami i politykami. Mieszkańców Warszawy, dziennikarzy serdecznie zapraszamy. Szkoły chcące wziąć udział w imprezie prosimy o wypełnienie i przesłanie formularza zgłoszeniowego, który można pobrać poniżej.
Zamieszczam również szczegółowy plan przygotowywanych przez BBN wydarzeń [kliknij w plan by otworzyć PDF].
Wydział Promocji Patriotyzmu i Polityki Historycznej BBN bardzo serdecznie zaprasza również reporterów na wydarzenia z załączonego programu w celu późniejszego ich zrelacjonowania.

Strona główna>

Festiwal Filmowy – PRZYWRACAMY PAMIĘĆ (Ciechanów, 6-8 XI 2008 r.)

Niepokorni Niezłomni Wyklęci 44-89

NNW czyli „Niepokorni Niezłomni Wyklęci” to projekt społeczno historyczny mający na celu przywracanie pamięci o faktach  polskiej historii od 1944 roku. Kluczem do opowiadania trudnych faktów są pokazy filmowe połączone z panelami dyskusyjnymi, wystawami, koncertami i spotkaniami ze świadkami historii. Rejestrujemy kamerą również świadectwa osób z konspiracji poakowskiej i ludzi szeroko rozumianej Solidarności.
Kulminacyjnym punktem projektu jest festiwal filmowy, który odbywać się będzie w listopadzie a swoim zasięgiem obejmie znaczną część Polski.
Pokazy konkursowe odbywać się będą w Ciechanowie  a retrospektywa festiwalu wraz z panelami dyskusyjnymi odbędzie się  m.in. w Warszawie, Płocku, Radomiu, Słupsku, Koszalinie, Bydgoszczy, Krakowie i wielu mniejszych miastach Polski.
W Polsce jest wiele festiwali filmowych ale tylko na naszym możecie obejrzeć unikatowe produkcje tak odważnie mówiące o trudnych latach 1944 – 89.

„GOLGOTA WROCŁAWSKA” – premiera w TVP 1

Dzisiaj (poniedziałek 3 listopada) o godz. 20:20 w TVP 1 , Teatr Telewizji zaprasza na premierę Sceny Faktu „Golgota wrocławska” Piotra Kokocińskiego i Krzysztofa Szwagrzyka w reżyserii Jana Komasy. W rolach głównych Adam Ferency, Kinga Preis i Adam Woronowicz.

„Golgota wrocławska” to niezwykła opowieść o odkrywaniu prawdy zapisanej w nigdy niewysłanych listach. W 1994 roku młody historyk piszący doktorat znajduje pożegnalne listy skazańców oczekujących w końcu lat czterdziestych na wykonanie wyroku śmierci. Dzięki nim poznaje sprawę Henryka Szwejcera, bojownika powstań śląskich. Odkrywa tajemnicę ukartowanego procesu, w orzeczeniu którego za kradzież kilkudziesięciu znaczków pocztowych zasądzono i wykonano trzy wyroki śmierci. Jego dokumentalne śledztwo nie jest proste – otrzymuje anonimy, pogróżki, głuche telefony, a nawet zakaz korzystania z dokumentów. Ale upór naukowca ma sens, bo doprowadza do ujawnienia dramatycznej historii każdego z bohaterów. Rekonstruuje przebieg okrutnego śledztwa i sylwetki prześladowców. Po pięćdziesięciu latach od wykonania wyroków śmierci wysyła rodzinom skazanych ich pożegnalne listy. W końcu, wspólnie ze swoimi uczniami, organizuje wystawę, która upamiętnia
ich los. Zdjęcia powstały w naturalnych przestrzeniach Wrocławia, między innymi w więzieniu przy Kleczkowskiej oraz na cmentarzu Osobowickim.

„Golgota wrocławska” została napisana przez Krzysztofa Szwagrzyka z wrocławskiego IPN-u oraz scenarzystę Piotra Kokocińskiego. Scenariusz zainspirowany był w dużej mierze przeżyciami samego Szwagrzyka, który właśnie w latach 90. odkrył w miejskich archiwach zapomnianą historię politycznego procesu.

Krzysztof Szwagrzyk: – Ubecy wpadli na szatański pomysł, aby zmontować sprawę przeciwko trzem ludziom, którzy tak naprawdę poza miejscem wspólnej pracy nie mieli ze sobą żadnej styczności. Mamy więc Henryka Szwejcera – bankowca, powstańca śląskiego, przemysłowca, człowieka bardzo zasłużonego dla Polski, który po wojnie był dyrektorem Zjednoczenia Przemysłu Węglowego w Wałbrzychu. Dołączono do niego Władysława Czarneckiego, który był w Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym na terenie Białostocczyzny. Do nich dokooptowano Heinza Gerlicha, gońca pochodzenia niemieckiego, który rzeczywiście sprzeniewierzył środki finansowe przeznaczone na wysyłkę korespondencji Zjednoczenia. (…) Uznano, że wspólnie stworzyli oni spółkę faszystowsko-hitlerowską, a jej celem było niedopuszczenie do wykonania planu trzyletniego. Dziś wydaje się to absurdalne. I jest to absurdalna sprawa. Tyle tylko, że w tamtych warunkach, politycznych cały aparat państwowy został zaangażowany, by zaciągnąć tych ludzi przed sąd. A sąd zalegalizował parodię UB, wyrok został wydany i wykonany, chociaż ludzie ci nie popełnili żadnych przestępstw, za które mogliby choćby trafić do więzienia. O przestępstwie można mówić najwyżej w przypadku Heinza Gerlicha, który ukradł znaczki i przeznaczył na własne cele.


Adam Ferency na planie "Golgoty wrocławskiej"

Więcej na temat spektaklu czytaj:
Golgota Wrocławska>
Przedpremierowy pokaz „Golgoty wrocławskiej”>
„Golgota wrocławska” – premiera w Teatrze Telewizji>
Trzy razy śmierć za kradzież znaczków pocztowych>

Strona główna>

ODSŁONIĘCIE POMNIKA W TVP HISTORIA

W ubiegłą sobotę, 1 listopada miał swoją premierę w TVP HISTORIA program z cyklu "Z archiwów PRL-u", w którym przedstawiono relację z odsłonięcia pomnika we Włodawie w dniu 12 października 2008 r. , poświęconego poległym i pomordowanym żołnierzom oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa, dowodzonego przez por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" i jego brata ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego", ufundowanego przez Fundację "PAMIĘTAMY".

W najbliższym tygodniu TVP Historia powtarza program
"Z archiwów PRL-u" w terminach:

Poniedziałek (03.11.) – godz. 15:00

Wtorek (04.11.) – godz. 16:30

Środa (05.11.) – godz. 17:00

Czwartek (6.11.) – godz. 21:30

Piątek (07.11.) – godz. 18:30

Sobota (08.11.) – godz. 17:30

Strona główna>