WARTO PRZECZYTAĆ… (67)


Tadeusz Wolsza
Więzienia stalinowskie w Polsce. System, codzienność, represje

Wydawnictwo RM 2013, s. 312, format: 158×213, oprawa miękka


Książka profesora Tadeusza Wolszy to pierwsza w kraju udana próba pełnego spojrzenia na życie codzienne więźniów politycznych w różnego rodzaju miejscach odosobnienia – więzieniach, obozach, ośrodkach pracy więźniów – w Polsce, w latach stalinowskiego terroru (1945–1956).

Korzystając z niedostępnej jeszcze do niedawna dokumentacji Departamentu Więziennictwa i Obozów MBP oraz obficie czerpiąc z memuarystyki, autor przedstawił codzienność w więziennej celi i w obozowym baraku, metody represji, niewolniczą pracę w kopalniach, kamieniołomach czy gospodarstwach rolnych.

Odtworzył pobyt skazanych i ostatnie chwile życia w celi śmierci, między innymi mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory" i mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki". W pasjonujący sposób opisał też ucieczki więźniów z konwojów i zakładów karnych, na przykład z Krakowa, Sieradza, Strzelec Opolskich i więzienia mokotowskiego w Warszawie. W końcu imiennie wskazał na najbardziej brutalnych funkcjonariuszy straży więziennej – odpowiadających za skrytobójcze mordy popełnione na żołnierzach wyklętych.

Ta znakomita praca historyczna to niezwykle interesująca i poruszająca lektura dla wszystkich zainteresowanych powojenną historią Polski XX wieku.

Prof. dr hab. Tadeusz Wolsza (ur. 1956 r.), pracuje w Instytucie Historii PAN w Warszawie (m.in. jest redaktorem naczelnym „Dziejów Najnowszych” i wiceprzewodniczącym Rady Naukowej) oraz w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, gdzie kieruje Zakładem Dziejów Polonii i Ruchów Migracyjnych. W 2007 r. odebrał nominację profesorską od śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W 2011 r. został powołany przez Sejm na członka Rady Instytutu Pamięci Narodowej. Prof. Tadeusz Wolsza prowadzi badania naukowe dotyczące dziejów polskiej powojennej emigracji w Wielkiej Brytanii, historii polskiego więziennictwa w latach 1944–1956 oraz zbrodni katyńskiej. W dorobku naukowym ma około 200 publikacji naukowych.

Strona główna>
Wsparcie>

67. rocznica śmierci por. "Jeża"

67. rocznica śmierci por. Zacheusza Nowowiejskiego "Jeża"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Por. Wiktor Zacheusz Nowowiejski "Jeż" (1915-1946)

67 lat temu, 6 grudnia 1946 r., oddział funkcjonariuszy UB z Przasnysza, silnie wzmocniony przez pluton żołnierzy z 3. Pułku Ułanów Warszawskich (LWP), przeprowadził obławę na Zembrzus, rodzinną wieś por. Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego „Jeża”, w której wówczas przebywał na kwaterze.

Przeciwko jednemu partyzantowi rzucono kilkadziesiąt uzbrojonych po zęby osób. Por. Nowowiejski nie poddał się – zawsze mówił, że nie da się wziąć żywy – i podjął próbę przebicia w kierunku pobliskich bagien. Kapitan Radaj, dowódca pułku LWP, oparł karabin o płot i strzelał do uciekającego partyzanta. Ranny „Jeż”, będąc bez szans na przerwanie pierścienia okrążenia, przyłożył do głowy pistolet i ostatni strzał przeznaczył dla siebie.

Północne
Mazowsze, 1946 r. Żołnierze oddziału por. Wiktora Zacheusza
Nowowiejskiego "Jeża". Od lewej stoją: Stanisław Borzuchowski
"Niedźwiedź", Tadeusz Piotrowski "Zbyszek", Mieczysław Szczepkowski
"Beton", por. Zacheusz Nowowiejski "Jeż", klęczy Mirosław Krajewski
"Wiesiek".

Wiktor Zacheusz Nowowiejski urodził się 28 grudnia 1915 r. we wsi Zembrzus w gminie Janowo, w dawnym powiecie przasnyskim, w patriotycznej rodzinie szlacheckiej. Rodzice, Władysław i Marianna z Zembrzuskich, posiadali 50-hektarowe gospodarstwo rolne. Po ukończeniu szkoły gminnej w Janowie, uczył się w Seminarium Nauczycielskim w Mławie. Seminarium ukończył w 1936 r. i wkrótce rozpoczął służbę wojskową w Szkole Podchorążych w Zambrowie. Po zakończeniu służby podjął pracę nauczyciela w szkole podstawowej. Brał udział w wojnie obronnej 1939 r. Po udanej ucieczce z obozu jenieckiego, powrócił w rodzinne strony. Wraz z innymi nauczycielami zorganizował siatkę tajnego nauczania. Był członkiem Związku Walki Zbrojnej, następnie Armii Krajowej. Posługiwał się pseudonimem „Jeż”. Latem 1943 r. włączył się do oddziału partyzanckiego AK kierowanego przez Stefana Rudzińskiego „Wiktora”. Oddział ten wsławił się wieloma brawurowymi akcjami przeciwko Niemcom na terenie Prus.
Po wkroczeniu sowietów na tereny powiatu przasnyskiego, nie złożył broni. Wraz z innymi partyzantami prowadził akcje, w których bronił ludzi represjonowanych przez komunistów. Na „Jeża” organizowano obławy, szczególnie w jego rodzinnej wsi, prześladowano rodzinę. 6 grudnia 1946 r. grupa funkcjonariuszy UB z Przasnysza wspierana przez pluton żołnierzy z 3. Pułku Ułanów Warszawskich doprowadziła do śmierci Nowowiejskiego w Zembrzusie, niedaleko jego własnego domu. Trafiony kulą, próbował ucieczki, a gdy ta okazała się niemożliwa, strzałem w głowę pozbawił się życia. Ciało „Jeża” zabrano do Przasnysza. Miejsce jego pochówku do dziś pozostaje nieznane.

Wykonana
przez funkcjonariuszy UB z Przasnysza fotografia por. Wiktora Zacheusza
Nowowiejskiego "Jeża", poległego w walce 6 XII 1946 r. w miejscowości
Zembrzus – Mokry Grunt.

GLORIA VICTIS !

Wsparcie>

64. rocznica śmierci ostatniego komendanta NZW

64. rocznica śmierci por. Kazimierza Żebrowskiego "Bąka"
…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Por. Kazimierz Żebrowski "Bąk", ostatni komendant III Okręgu NZW Białystok. Poległ 3 grudnia 1949 r.

64 lata temu, rankiem 3 grudnia 1949 r., w wyniku doniesienia agenturalnego, zabudowania w Mężeninie (pow. Łomża), gdzie przebywał komendant białostockiego Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego
por. Kazimierz Żebrowski "Bąk" wraz ze swoim synem Jerzym ps. "Konar",
zostały otoczone przez grupę operacyjną II Brygady KBW i UB. Dowodzący
operacją wezwał partyzantów do poddania się. W odpowiedzi "Konar"
wystrzelił serię z automatu i wybiegli z ojcem przez tylne drzwi
stodoły, ale i tam natknęli się na linię obławy, którą ostrzeliwując się
próbowali sforsować. Teofil Lipka, gospodarz, u którego się ukrywali,
tak wspominał ostatnie chwile Komendanta:


[…]
"Bąk" z synem biegną w kierunku olszyny. Ci z podwórka grzeją do nich.
"Konar" zachwiał się, krzyczy: "Tato! Jestem ranny" – i zwalił się na
ziemię. "Bąk" zaraz się wrócił, ukląkł przy głowie syna, przeżegnał się,
przystawił mu pistolet do głowy i dwa razy strzelił. Tamci krzyczą,
żeby przestał się bić. "Bąk" strzelił sobie w głowę. Bój się skończył.

Ciało
ostatniego komendanta białostockiego Okręgu NZW zastygło obok ciała
jego syna. Walczyli i zginęli razem. Stało się tak, jak często w
rozmowach z Teofilem Lipką zapowiadali. Mówili mu, że jeżeli znajdą się w
sytuacji bez wyjścia, nie dadzą się wziąć żywcem. Wedle rachuby:
zginąć, ale nikogo nie wydać. Uznawali, że są to winni ludziom, którzy
przez lata udzielali im schronienia; wedle przyrzeczenia "Bąka", że z
komunistami "będzie się bił do ostatniego naboju, a ten ostatni nabój
zostawi dla siebie". Słowa dotrzymali!


Jerzy
Żebrowski "Konar", syn Kazimierza Żebrowskiego. Żołnierz NZW Okręgu
Białystok. W konspiracji od 1941 r. Poległ 3 grudnia 1949 r.

GLORIA VICTIS !

Więcej informacji o por. Żebrowskim znajdziesz w artykule:

Strona główna>
Wsparcie>

Muzeum Żołnierzy Wyklętych – wizualizacja

Wizualizacja projektu Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce

Zapraszam do obejrzenia wizualizacji Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, którego projekt robi ogromne wrażenie. Przy przeglądaniu slajdów natychmiast nasuwają się skojarzenia z Muzeum Powstania Warszawskiego.

– To będzie instytucją na miarę dwudziestego pierwszego wieku. Oczywiście nie mam tu na myśli tylko multimediów, choć to muzeum będzie naszpikowane elektroniką i cyfrową technologią – podkreśla w rozmowie z nami Janusz Kotowski, prezydent Ostrołęki.

Całkowity koszt inwestycji ma wynieść 32 mln złotych. Miasto będzie ubiegało się o dofinansowanie w ramach programu „Konserwacja i rewitalizacja dziedzictwa kulturowego”, który jest współfinansowany z Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego 2009-2014,a także Norweskiego Mechanizmu Finansowego na lata 2009-2014. Wysokość dofinansować to ponad 25 mln złotych, zatem wkład własny Ostrołęki wynosi ponad 6 mln złotych.

Miejscy urzędnicy nie kryją, że liczą na zewnętrzne dofinansowanie. W przypadku pozyskania dotacji powstanie nowoczesne, pierwsze w Polsce Muzeum Żołnierzy Wyklętych. To, czy pieniądze uda się zdobyć, dowiemy się niebawem – na przełomie października i listopada mija termin, w którym organ przyznający fundusze, powinien podjąć decyzję.

Przygotowaliśmy poważny i potężny projekt w ramach tzw. funduszy norweskich. Wypełniliśmy we wniosku wszystko – włącznie z pozyskaniem norweskiego partnera do współpracy – a teraz czekamy na rozstrzygnięcie – tłumaczy Janusz Kotowski, prezydent Ostrołęki.
Na przełomie października i listopada spodziewamy się odpowiedzi, bo to właśnie wtedy mija termin ustosunkowania się do naszego wniosku instytucji, która zajmuje się funduszami norweskimi. Uważamy, że projekt został przygotowany bardzo dobrze, ponieważ pozyskanie środków zewnętrznych jest warunkiem podstawowym, który pozwoli nam rozpocząć inwestycję w zaplanowanej skali – zaznacza.

Kotowski podkreśla, że zarówno wniosek o dofinansowanie jak i sam projekt muzeum wymagał wiele pracy. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik – włącznie z dokumentacją techniczną obiektu – w związku z czym urzędnicy nie kryją, iż liczą na pieniądze z zewnątrz.

Żeby ten projekt złożyć, trzeba było wykonać sporo pracy, także tej z zakresu dokumentacji technicznej. Zrobiliśmy w moim przekonaniu bardzo bogaty projekt, z funkcjami edukacyjnymi i poznawczymi oraz martyrologicznymi – ocenia prezydent.
Gdyby udało się te pieniądze pozyskać, to trzeba przyznać, że Muzeum Żołnierzy Wyklętych będzie instytucją na miarę dwudziestego pierwszego wieku. Oczywiście nie mam tu na myśli tylko multimediów, choć to muzeum będzie naszpikowane elektroniką i cyfrową technologią – zaznacza.
Chodzi głównie o przekaz, który doprowadzi do tego, że jak młody człowiek wyjdzie z muzeum, to historia Żołnierzy Niezłomnych w nim zostanie. Chodzi o to, aby młodzież dotknęła idei i uzyskała odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie niewiele starsi od nich, ryzykowali swoje życie dla ojczyzny. To jest wyjątkowo ważne, by muzeum taki przekaz pozostawiało. Stąd zaprojektowany przez nas szlak edukacyjny, ze wszystkimi filmami, salami konferencyjnymi itd. Jednak decyzja o tym, czy ruszamy z budową, zapadnie z chwilą odpowiedzi na pytanie, czy dostaniemy środki zewnętrzne – dodaje.

Prezydent Ostrołęki jest przekonany o unikatowości projektu. Według Kotowskiego ma on duże szanse powodzenia.

Jestem przekonany, że projekt jest wyjątkowy w skali całego naszego kraju. Wiem, że wniosek o fundusze norweskie składano na przykład – z całym szacunkiem – na odnowienie jakiejś biblioteki, czy jakiegoś obiektu już istniejącego. Bez wątpienia Muzeum Żołnierzy Wyklętych jest nowym pomysłem w Polsce i sądzę, że po wzięciu pod uwagę przesłanek merytorycznych naszego projektu, mamy bardzo duże szanse na pieniądze – ocenia.
Ostatecznej odpowiedzi jednak jeszcze nie mamy i tak naprawdę nie chcę snuć żadnych przypuszczeń. Wydaje mi się, że zrobiliśmy wszystko jak najlepiej, z dobrym projektem budowlanym i technicznym włącznie. Jednak nie wiem, jak ostatecznie się rzecz rozstrzygnie – zastanawia się prezydent. – Wierzę mocno w nasz sukces i bardzo mi na tym zależy, jednak myślę, że nie czas jeszcze na jakiekolwiek obstawianie – podsumowuje.

Pierwsze w Polsce Muzeum Żołnierzy Wyklętych powstaje w budynkach po byłym areszcie śledczym przy ul. Traugutta. Budowla powstała w 1903 roku jako więzienie carskie; w dwudziestoleciu międzywojennym również służyła za więzienie, tak było też podczas okupacji i po 1944 roku. Areszt śledczy przeniósł się stąd do podostrołęckich Przytuł w 2012 roku.


Więcej na temat Muzeum czytaj:

Źródło: epowiatostrolecki.pl
Fot. Artur Kozłowski

Strona główna>
Wsparcie>