Pogrobowcy UB w akcji

Jak chronić dobre imię bohaterów walki o niepodległy byt państwa polskiego?

Dnia 8 lutego minęła 56. rocznica śmierci mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", jednego z najwybitniejszych oficerów powojennej, antykomunistycznej konspiracji zbrojnej, skazanego na śmierć przez komunistów i zamordowanego na Mokotowie wraz z trzema innymi oficerami wileńskiej Armii Krajowej. Ich ciała posypano wapnem i wdeptano w ziemię w nieznanym miejscu.

Mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka"

Nie bacząc na to, że sąd w wolnej Polsce unieważnił wyrok śmierci na majora, uznając, że ten oficer Wojska Polskiego, kawaler Orderu Virtuti Militari walczył o niepodległy byt państwa polskiego; nie bacząc na to, że Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uczcił pamięć majora Szendzielarza specjalną uchwałą w marcu zeszłego roku, wydawana w Bydgoszczy "Gazeta Pomorska", dawny organ KW PZPR, nazwała majora, w anonimowej, niepodpisanej przez nikogo wypowiedzi, bandytą, mordercą i terrorystą! Stało się to dokładnie w 56. rocznicę śmierci "Łupaszki" na Mokotowie. Ponieważ nie wiadomo, kto tak uważa, należy domniemywać, że jest to stanowisko redakcji gazety i jej właściciela. Tak to interpretuje prawo prasowe. Tym bardziej że przed paru laty ta sama gazeta zamieściła na swych łamach listy znieważające majora i jego żołnierzy. Trudno mówić o przypadku. Powstaje pytanie, w jaki sposób możemy się bronić przed podobnymi "odkryciami historycznymi". Czy ludzie, którzy umierali za Polskę, rzucając "swój życia los na stos", wierząc do końca, że sowiecka dominacja jest tylko stanem przejściowym, mają prawo do obrony pamięci i czci? Czy można publicznie znieważać ich pod płaszczykiem "telefonicznej opinii czytelników"? Czy można bezkarnie upowszechniać w Polsce roku 2007 obelgi sformułowane przez aparat UB i PPR?

Nasze wojsko
Przez całe lata major i jego żołnierze byli obiektem zaciekłych ataków propagandy komunistycznej – tak jakby się ich bano nawet po śmierci! Trudno się temu dziwić. Podczas kampanii prowadzonej w roku 1946, przed zaplanowanymi na styczeń 1947 r. wyborami, szwadrony "Łupaszki" zdobyły sobie poparcie ludności terenów, na których działały. Ludność informowała o funkcjonariuszach i konfidentach UB, aktywistach PPR i innych szkodnikach sowieckiego chowu, którzy przyczyniali się do umacniania uzurpatorskiej władzy komunistów i przyspieszania sowietyzacji Polski. Wielu z tych ludzi cierpiało potem w więzieniach i kazamatach UB. Zdarzały się wyroki 10 lat więzienia za przyjęcie patrolu łupaszkowców na kolacji i niedoniesienie o tym UB! Starsi doskonale pamiętają, że mawiało się wówczas: "siedzi z paragrafu 'wiedział, nie powiedział’"… To cierpienie sprawiło jednak, że później, gdy system coraz bardziej dawał się ludziom we znaki, rozkwitała legenda żołnierzy i ich dowódcy – prawdziwego Wojska Polskiego, przeciwstawianego wojsku "ludowemu", dowodzonemu przez sowieckich politruków lub ich wychowanków. Ludzie z Borów Tucholskich, z Kociewia i Kaszub, gdzie operowały lotne szwadrony wileńskie, nie dali się nabrać propagandzie, która nazywała naszych żołnierzy "bandytami", "mordercami", szydziła z ryngrafów z wizerunkiem Matki Bożej Ostrobramskiej, które łupaszkowcy nosili na lewej kieszeni mundurów. Było wielu dzielnych ludzi, którzy nie wahali się z dalej idącą pomocą.

Z notesu dowódcy
Ze wzruszeniem zaglądam do zachowanego notesu dowódcy szwadronu, w którym służyła sanitariuszka "Inka", przypomniana w niedawnym spektaklu Teatru Telewizji "Inka 1946". Olgierd Christa "Leszek" zanotował, że w Konarzynach, w powiecie Czersk, ludzie przechowują łupaszkowcom pepeszę i mauzera. W Osowie, kolonia Kujawy, 3 magazynki do MG i 300 sztuk amunicji. W Lubikach pepeszę przechowuje Edmund Lubiński. Amunicja jest też u Alojzego Osowieckiego w Hucie. Na kolonii Pólko jest 1000 sztuk amunicji do mauzera, bęben i 300 sztuk amunicji do pepeszy. W Brusach u Rekowskiego 3 pepesze, 2 MP, 6 ładownic, magazynki i 5000 sztuk amunicji. W Parzynie u Orłowskiego sten, magazynki do pepeszy i do mauzera, rakietnica i maszyna do pisania. W leśniczówce Parzyn u Rajmunda Bera 2 skrzynki amunicji, 1 MG, 1 beretta, 2 MP. W Parzynie u sołtysa 2 pepesze, 1 "derkacz", 2 ładownice, skrzynka z amunicją, 2 MP, 3 magazynki do pepeszy i aparat telefoniczny. W Bączu u sołtysa 1 MG, pepesza. U Klawikowskiego "dziekciar" i pepesza. W kolonii Rzym pod Mirachowem płaszcze, ładownice i pasy amunicyjne. W Polesiu ładownice, pasy, magazynki. W Boryszewie pod Tczewem pepesza, magazynki, bębny i amunicja. U "Babci", koło stacji kolejowej Szałamaje, 1 MP, pepesza, 4 "derkacze", kabury, torby, magazynki, bębny, amunicja. W Kamiennych Łąkach 2 pepesze, 1 beretta, torby i magazynki. Prawdziwy polski arsenał, potrzebny do czasu "aż czerwoni pójdą sobie precz"!

Spraw, Boże, by Naród przejrzał na oczy…

Aż ręka świerzbi, by zacytować z notesu nazwiska tych, którzy wysługują się UB! To oni donosili na takich ludzi jak Orłowski, Klawikowski i inni. To oni wydawali ich ubowcom. To oni informowali o miejscach pobytu leśnych żołnierzy i ściągali na nich obławy UB, KBW, wojska i milicji. Na cichych bohaterów ostatniej, beznadziejnej w ówczesnych warunkach politycznych walki o Polskę "czystą jak łza" – jak głosiły słowa jednej z najpopularniejszych piosenek, śpiewanych w szwadronach 5. Wileńskiej Brygady AK. Powojenne szwadrony były kontynuacją działań zbrojnych tej brygady. By zrozumieć cele, jakie przyświecały temu niezwykłemu, leśnemu wojsku, nie trzeba zbyt wiele. Wystarczy polskie serce… Trochę wyobraźni. Zajrzyjmy raz jeszcze do notesu dowódcy szwadronu. Co śpiewali przy ogniskach, jakie słowa pomagały im w refleksji nad tym, co dzieje się w Polsce?
"W lasach wileńskich grzmią strzały, a u nas w Polsce wesele. Co krok to huczy kapela, aż ręce grajkom pomdlały. Za Niemnem, Bugiem wróg hula, a u nas z wrogiem przymierze, chociaż najlepszych Jej synów wroga morduje wciąż kula. Spraw, litościwy nasz Boże, by naród przejrzał na oczy, nim się na samo dno stoczy, nim się obudzi w obroży" (s. 25). "Nie wolno czekać, gdy naród ginie, ni szukać w tłumie ducha – giganta. To nic, że płacze matka po synie, bo Polskę stworzy krew partyzanta. To nie jest ważne – order na piersi i bez znaczenia szumne przemowy. My mamy życie, a ci najlepsi leśnej mogiły krzyżyk brzozowy" (s. 48). "Na znojną walkę, krwawy bój z wrogami, każdego z nas sumienia wezwał głos, przebojem iść, a los iść musi z nami, a jeśli nie, to przełamiemy los"…
Czy to piosenki i wiersze "terrorystów"? "Bandytów"? "Morderców"? Trzeba nie mieć serca lub trzeba być skończonym głupcem, by się na coś takiego zdobyć dziś, gdy tyle już wiemy o powojennej konspiracji niepodległościowej. "Nie jesteśmy żadną bandą, jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej Ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. Niejeden z Waszych ojców, braci i kolegów jest z nami. My walczymy za świętą
Sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę!" – to słowa samego majora kolportowane w Gdańsku w marcu i kwietniu 1946 roku.

Bohater dla Chojnic

W tym samym czasie, gdy "Gazeta Pomorska" w swej chojnickiej mutacji znieważała majora "Łupaszkę", rada miejska Chojnic nadała tytuł honorowego obywatela miasta byłemu redaktorowi tej gazety z czasów, gdy była ona organem KW PZPR. Towarzysz redaktor nie lubił nigdy "leśnych bandytów". Ich propagandowe akcje przed wyborami 1947 r. nazywał "rabunkami", "morderstwami", które "wywoływały strach i oburzenie mieszkańców tego rejonu". Wzburzony pisał, że "komendantowi posterunku w jego mieszkaniu zabrali broń i ostrzegli, że za przynależność do PPR grozi śmierć, lecz darowali mu życie". Biedaczysko! Tak się przestraszył. A przecież on tylko budował Polskę sowiecką! Swoją przyszłą karierę w PZPR! Jak można było tak się obchodzić z "bohaterami walk o utrwalenie władzy ludowej"! Proszę sobie nie wyobrażać, że ja tu cytuję teksty z czasów PRL. Redaktor Ostrowski wypisywał te podłe rzeczy w roku 2002, w reakcji na przygotowaną przez gdański IPN wystawę "Za świętą Sprawę – żołnierze "Łupaszki""! "Gazeta Pomorska" ochoczo drukowała każdą brednię, nawet wypowiedź oburzonego czytelnika o tym, jak mu "Łupaszko" zamordował kogoś z rodziny, w roku… 1951.
Po wojnie na Pomorzu pełno było uzbrojonych bandytów, na przykład sowieckich maruderów, którzy napadali na wioski i terroryzowali ludność. Ubowcy usłużnie przyjeżdżali do takich wsi i tłumaczyli, że to żołnierze "Łupaszki". Wygląda na to, że kłamstwa UB przeżyły UB. A może chodzi po prostu o to, by bronić tego, co się kiedyś wypisywało i za co się było wynagradzanym na akademiach z okazji rocznicy rewolucji październikowej?

Jeszcze raz stawiam pytanie: Jak chronić dobre imię bohaterów walki o niepodległy byt państwa polskiego?
Piotr Szubarczyk, IPN Gdańsk

Źródło: http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20070214&id=my12.txt

Zabójstwo Komendanta Obwodu AK Włodawa kpt. Józefa Milerta „Sępa” – część 1

Poniższy artykuł, autorstwa dr Jarosława Kopińskiego z IPN O/Lublin, ukazał się w Roczniku Chełmskim, Tom 5, 1999. Dziękuję autorowi za wyrażenie zgody na publikację tekstu.

Zabójstwo Komendanta Obwodu AK Włodawa kapitana Józefa Milerta ps. „Sęp”, „Kowalski”

23 lutego 1944 roku we wsi Załucze (gmina Wola Wereszczyńska) został zastrzelony przez niezidentyfikowaną grupę zbrojną Komendant Obwodu AK Włodawa kapitan Józef Milert „Sęp”.1 Wraz z nim śmierć poniósł ppor. rez. Józef Majewski „Jotem”, syn znanego na Lubelszczyźnie działacza Stronnictwa Narodowego doktora Adama Majewskiego. Pełnił on wtedy funkcję adiutanta Komendanta Obwodu AK Włodawa. Zginął także towarzyszący obu oficerom st. strzelec Józef Pasoń „Słowik”.

Komendant Obwodu AK Włodawa Kapitan Józef Milert ps. „Sęp”

Do zabójstwa pośrednio przyznała się Armia Ludowa. Dowódca Obwodu II AL Mieczysław Moczar w jednym z meldunków adresowanym do centrali pisał:
„Zlikwidowano podżegacza do walk bratobójczych kom. na pow. Włodawa / «Sępa»”.2
Czy Komendant Obwodu Włodawskiego był „podżegaczem” walk bratobójczych? Według mojej oceny na pewno nie. Świadczą o tym między innymi nieliczne dokumenty zachowane w Archiwum Państwowym w Lublinie. W jednym z nich czytamy:
2.Proszę o przysłanie Pana Mecenasa Michała 3 w dniach miedzy 20 a 30 X br. Będzie obecny sztab PPR. Pan Mecenas Michał niech przyjedzie na kilka dni do Drozdówki przez Parczew. W Parczewie wstąpić do Kruka,4 on wskaże do kogo.
3.Przysłany do mnie został na zastępcę przez „Leśnika”5 por. „Aleksander”.6 Wolałbym, żeby zastępca był oficer z NOW, bo ja nie jestem wieczny. Proszę o tym pomyśleć, Sprawa PPR i dr Michała ważna.7

Jakie więc były przyczyny wydania wyroku śmierci na kapitana Milerta? Wydaje się, że pewne wątpliwości może wyjaśnić sprawozdanie za miesiąc październik 1943 roku podpisane przez „Zygmunta”, które jako jedno z nielicznych zachowało się w aktach Inspektoratu Chełmskiego Armii Krajowej. Oto jego treść:
„Na ogół jednak przeciw Niemcom PPR występuje bardzo ostrożnie. Za to tam, gdzie czuje swoją silę szantażuje, odbiera broń członkom AK”.8

Biorąc pod uwagę powyższe stwierdzenie należy przyjąć, że dla PPR, postać Komendanta AK na Obwód Włodawa była bardzo niewygodna, zwłaszcza, że „Sęp” jako pierwszy w Okręgu Lublin 1944 roku utworzył w II połowie stycznia 1944 roku przy Komendzie Obwodu Powiatową Radę Jedności Narodowej.9 Na jej czele stanął rolnik z Sękowa Roman Panasiuk. Ta inicjatywa była bardzo niebezpieczna dla PPR, mogła jej odebrać wpływy polityczne, stąd też należy przypuszczać, tak gwałtowna reakcja.
Wydarzenia w lutym potoczyły się błyskawicznie. Według mojej oceny, były trzy próby zamachów na życie Komendanta Obwodu. Dwie nieudane i trzecia udana. Pierwsza miała miejsce na początku lutego. Wyrok miał wykonać żołnierz AK Marcinkowski „Brzytwa”10 z miejscowości Lipniak. Powiedziano mu, że „Sęp” jest Niemcem, który podszywa się pod oficera AK. Do wykonania wyroku, nie doszło, gdyż Marcinkowski po zorientowaniu się w sprawie opowiedział wszystko „Sępowi”. Ten natychmiast pojechał do Komendanta Rejonu III Bronisława Armacińskiego ps. „Tajfun”11, który posiadał dobre kontakty z partyzantką sowiecką i alowską operującą na terenie tzw. lasów Parczewskich. Nie jest znany przebieg rozmowy „Sępa” z „Tajfunem”, ale jego natychmiastowy wyjazd do Lublina do Komendanta Okręgu AK płka „Marcina”, z pominięciem Inspektora Rejonowego „Leśnika” wskazuje, że mógł potwierdzić swoje przypuszczenia o wydanym na niego wyroku śmierci.

Druga próba zastrzelenia Komendanta Obwodu Włodawa miała miejsce między 15 a 20 lutym 1944 roku w domu Pasoniów12, w którym bardzo często kwaterował „Sęp”. W tym dniu w zabudowaniach gospodarczych na tzw. „wyszkach” spali Józef i Bernard Pasoniowie. Zbudziły ich odgłosy rozmów stojących koło zabudowań gospodarczych. Dwaj z tej grupy – żołnierze AK: Jan Szymczak „Żydek”13 z Dubeczna i Zygmunt Lamont z Lejna weszli do domu, w którym szukali Komendanta Obwodu. Po stwierdzeniu, że nie ma w nim Komendanta oraz jego adiutanta wyszli do oczekujących, którym powiedzieli, że „zawsze ich można było tutaj zastać, ale teraz, gdy trzeba ich zabić, to ich nie ma”14 Taki przebieg rozmowy słyszeli bracia Pasoniowie.


Przypisy do części 1:
1. Milert Józef, „Sep”, „Kowalski”, oficer służby stałej, podporucznik, porucznik, kapitan. Urodzony 3 lipca 1898 roku w miejscowości Dubica koło Brześcia nad Bugiem. W 1924 roku zgłosił się na ochotnika do wojska. Odbywał służbę wojskową na terenie Brześcia i Pińska. Ukończył z wynikiem pozytywnym szkolę podchorążych w Bydgoszczy. W latach 1934-1939 służył w 8 pp Legionów w Lublinie. 19 marca 1939 roku otrzymał awans na porucznika. 15 lipca został przeniesiony do Poleskiej Brygady KOP, gdzie objął dowództwo kompanii KOP stacjonującej w Olchomlu. Po wkroczeniu Rosjan na tereny RP wraz z grupą gen. Orlik-Ruckemana wycofał się na teren lasów parczewskich. W październiku 1939 roku rozbroił swoją kompanię w okolicach Sosnowicy. Sam wraz z 2 zaufanymi podoficerami ukrył broń. Następnie udał się poprzez Bug w swoje rodzinne strony, skąd musiał szybko uciekać, gdyż jego rodzinę aresztowało NKWD. Po powrocie na teren Lubelszczyzny ukrywał się na terenie Chełma czynnie uczestnicząc w tworzeniu konspiracji – Organizacji Zbrojnej. Po scaleniu z AK objął na początku 1943 roku funkcję Komendanta Obwodu AK Włodawa – patrz I. Caban, Ludzie Lubelskiego Okręgu Armii Krajowej, Lublin 1995, s. 119-120, relacja NN (w zbiorach autora).
2. Raport Dowódcy Obwodu II AL. Mieczysława Moczara z dnia 1 marca 1944 r. – patrz Gwardia Ludowa i Armia Ludowa na Lubelszczyźnie 1942-1944, oprac. Z. Mańkowski, J. Naumiuk, Lublin 1960, s. 154.
3. Mecenas Mtchat – nie udało się ustalić kto pod tym pseudonimem występował w Okręgu Lublin.
4. „Kruk” – por./kpt. Tadeusz Golka „Kruk” pełnił od czerwca 1941 roku funkcję Komendanta Rejonu III w Obwodzie Wtodawskim. Pracował w charakterze kierownika „Społem” w Parczewie. Aresztowany przez żandarmerię niemiecką w październiku 1943 roku po kilku dniach został odbity z więzienia przez żołnierzy z rejonu I Obwodu Radzyń Podlaski. Po dekonspiracji przeniesiony do Obwodu Radzyń Podlaski, w którym pełnił funkcję I zastępcy Komendanta Obwodu mjra Konstantego Witkowskiego „Mullera”, „Ksawerego”. Brał udział jako zakładnik w rozmowach z szefem gestapo radzyńskiego w lipcu 1944 roku. Po zakończeniu „Burzy” został aresztowany przez NKWD w Olszewnicy i osadzony w obozie filtracyjnym w Świdrach koło Łukowa. Udało mu się stamtąd uciec wraz z ppor. Marianem Radzikowskim „Wesołkiem” Po zakończeniu wojny mieszkał w Warszawie – relacja Mariana Radzikowskiego z dnia 31.01.1991, (zbiory autora).
5. „Leśnik” — kpt. Władysław Zalewski, oficer służby stałej artylerii, ur. 14 listopada 1905 roku we wsi Szewno (kieleckie), w rodzinie pracownika cukrowni. Po ukończeniu szkoły powszechnej został przyjęty do Korpusu Kadetów nr 2 w Modlinie. W 1927 roku otrzymał pierwszy stopień oficerski jako absolwent Centrum Wyszkolenia Artylerii w Toruniu. Służbę wojskową odbywał w 3 pal stacjonującym w Zamościu. W trakcie kampanii wrześniowej dowodził początkowo baterią szkolną, a później dywizjonem w 3 palu. Pod Biłgorajem dostał się do niewoli niemieckiej. Uciekł z przejściowego obozu jenieckiego w Pińczowie. Zamierzał przedostać się na zachód, aby dalej walczyć. Jednak po rozmowie z mjr dypl. Marianem Drobikiem (szefem Sztabu Okręgu SZP Lublin) podjął decyzję o pozostaniu na terenie kraju. Rozpoczął organizację SZP na terenie powiatu hrubieszowskiego. W sierpniu 1940 roku zagrożony dekonspiracją został przeniesiony do Obwodu Janów Lubelski na stanowisko Komendanta. W marcu 1941 roku z powodu wsypy w Komendzie Okręgu został ponownie przeniesiony na teren Inspektoratu Rejonowego „Zamość”, w którym objął funkcję zastępcy Inspektora. Aresztowany 14 lipca 1942 roku przez gestapo na punkcie kontaktowym w Suścu zdołał zbiec podczas transportu do Zamościa. Przeniesiony do Inspektoratu Rejonowego „Chełm” pełnił najpierw funkcję oficera inspekcyjnego Obwodu Włodawskiego, a następnie od schyłku 1942 roku Inspektora Rejonowego. W sierpniu 1944 roku prowadził rozmowy z oficerami Armii Berlinga, ale nie ujawnił Inspektoratu. Jesienią 1944 został wyznaczony na zastępcę Komendanta Okręgu AK Lublin. Aresztowany 21 marca 1945 roku podczas odprawy Komendy Okręgu w Warszawie. Zwolniony w sierpniu 1945 roku na podstawie amnestii. Stanął na czele Komisji Likwidacyjnej AK na terenie Inspektoratu Rejonowego „Zamość”. Po zakończeniu jej prac wyjechał do Wrocławia. – patrz I. Caban, Ludzie Lubelskiego Okręgu Armii Krajowej, Lublin 1995, s. 217-219.
6. „Aleksander” – ppor. rez. Mieczysław Łabędź-Zatorski, przybył na teren Obwodu w październiku 1943 roku.
7. Pismo z 15 października 1943 roku, – patrz Akta AK-WiN Okręgu Lublin, teczka 23, k. 7 (AP Lublin).
8. Sprawozdanie za miesiąc październik 1943 r., Akta AK-WiN Okręg Lublin, teczka 23, k. 12 (AP Lublin). Na terenie Obwodu AK Włodawa w jego północno-zachodniej części, w tzw, lasach parczewskich od II połowy 1943 roku stacjonowało silne zgrupowanie AL pod dowództwem Mieczysława Moczara „Mietka”. W styczniu 1944 pojawiło się zgrupowanie partyzantki sowieckiej płka Iwana Banowa „Czornyj”. Można przyjąć, że wobec szczupłości AK na tym terenie (mieszkała na nim również ludność ukraińska) AL wspomagana przez partyzantkę sowiecką kontrolowała północną i zachodnią część powiatu włodawskiego.
9. Pierwsze posiedzenie Rady odbyło się w mająteczku w Nowym Załuczu, prowadzonym przez Cichowskiego – relacja NN (imię i nazwisko do wiadomości autora).
10. Tamże.
11. Bronisław Armaciński „Tajfun”, Wicher” pełnił funkcję Komendanta Rejonu II Obwodu AK Włodawa. W marcu 1944 roku został mianowany zastępcą Komendanta Obwodu do spraw organizacyjnych.
12. St. strzelec Józef Pasoń ps. „Słowik” pelnił funkcję dowódcy drużyny sztabowej przy Komendancie Obwodu Włodawa. W domu Pasoniów bardzo często kwaterował kpt. Józef Milert „Sęp”. Ojciec Pasonia brał udział w trzech powstaniach śląskich. Po ustaleniu granicy polsko-niemieckiej osiedlił się na terenie powiatu szamotulskiego. We wrześniu 1939 roku uciekł wraz z rodziną w obawie przed represjami niemieckimi.
13. Jan Szymczak „Żydek” przebywał w drużynie sztabowej przy Komendancie Obwodu AK Włodawa. Zginął w Załuczu – relacja NN (imię i nazwisko do wiadomości autora).
14. Relacja NN (imię i nazwisko do wiadomości autora).

Zabójstwo Komendanta Obwodu AK Włodawa kpt. Józefa Milerta „Sępa” – część 2>
Strona główna>

Zabójstwo Komendanta Obwodu AK Włodawa kpt. Józefa Milerta „Sępa” – część 2


Kwiecień 1944 r. Trzon oddziału partyzanckiego AK Obwód Włodawa po przysiędze oddziału na kol. Zahajki. Na dole leżą od lewej: Jan Gawron ps. „Piast”, Klemens Panasiuk ps. „Orlis”, L. Pałys ps. „Ludwik”, K. Piotrowski ps. „Zagłoba”, Stanisław Parzebudzki ps. „Mars”, po lewej z pepeszą stoi Piotr Kwiatkowski ps. „Dąbek”.

20 lutego „Sęp” powrócił z rozkazem przeniesienia na Zamojszczyznę do 9 pp AK. Zamierzał w ciągu kilku dni zdać Obwód swemu zastępcy – por. Mieczysławowi Łabędź-Zatorskiemu ps. „Aleksander”. Umówił się z nim na spotkanie w Załuczu Starym w domu por. Leona Rentflejsza ps. „Błyskawica”. Oprócz „Błyskawicy” o spotkaniu został powiadomiony oficer organizacyjny Inspektoratu Chełm por. Bolesław Flisiuk „Sławuta”15, który miał być obecny przy przekazywaniu Komendy.

23 lutego wieczorem kpt. Milert wyjechał z Sękowa do Załucza. Towarzyszył mu adiutant por. Józef Majewski ps. „Jotem”16 oraz dowódca drużyny ochronnej starszy strzelec Józef Pasoń ps. „Słowik” i żołnierz z tej drużyny strzelec Marceli Kazimierz Gościniak „Biały Kazik”. Powoził furmanką mieszkaniec Sękowa Zenon Zakrzewski. Poprzez Wereszczyn, Zabrodzie i Dębowiec dotarli do Załucza Starego około godziny 20-tej. Podczas zbliżania się do zabudowań Rentflejsza drogę zatarasowały im sanie. Zza przydrożnych topoli wybiegli zamachowcy – kilkunastu uzbrojonych w broń automatyczną ludzi. Żołnierze AK oślepieni światłem latarek elektrycznych oraz sterroryzowani kilkoma pepeszami nie zdołali użyć posiadanej broni krótkiej. „Sęp” po zorientowaniu się, że napastnikami są Sowieci wzywał swoich towarzyszy do spokoju mówiąc, że wszystko zaraz się wyjaśni. Po rozbrojeniu, oficerów i towarzyszących im żołnierzy zaprowadzono do mieszkania Stanisława Górki17, gdzie zamachowcy przeprowadzili identyfikację zatrzymanych oraz pobieżną rewizję.18
Po ustaleniu tożsamości w obecności gospodyni i ukrytej pod łóżkiem młodej córki odbyła się egzekucja. Pierwszy został zastrzelony strzałem w usta przez dowódcę grupy sowieckiej „Wołodię” kpt. Józef Milert „Sęp”. Następnie z rąk drugiego Sowieta – „Andrieja” został postrzelony w pierś adiutant por. Józef Majewski „Jotem”, którego dobił dowódca grupy strzałem w głowę z pistoletu. Ostatni zginął starszy strzelec Józef Pasoń „Słowik”.
Z tej egzekucji ocalał szeregowy Marceli Kazimierz Gościniak „Biały Kazik”, gdyż jego rysopis nie zgadzał się z rysopisem posiadanym przez zamachowców.
Podczas identyfikacji zamachowców zaintrygowało miejsce pracy
Gościniaka – parowozownia Chełm. Zatrzymali go do dalszych wyjaśnień,
gdyż prawdopodobnie byli zainteresowani dywersją na kolei.
Po zamachu oddział „Wołodii” przemieścił się do kolonii Bartoszycha
obok Kulczyna i Serniaw. Zatrzymał się w domu Romana Honorego, gdzie po rozebraniu Gościniaka (zabrano mu buty) Sowieci poczęli się raczyć
samogonem. Gościniak skorzystał z nieuwagi pilnujących i uciekł boso
polami do Sękowa. Udało mu się dotrzeć do zabudowań Karoliny i Romana
Panasiuków, których poinformował o całym zdarzeniu.
Kilka szczegółów wymaga dokładnego wyjaśnienia. Po pierwsze po śmierci
Komendanta Obwodu jego bezpośredni przełożony Inspektor Chełmski ppłk Władysław Zalewski „Leśnik” nie przeprowadził śledztwa w tej sprawie, pomimo tego, że tuż po zamachu pojawiły się na terenie Obwodu AK Włodawa pogłoski o zastrzeleniu „Sępa” przez żołnierzy AK. Z zebranych materiałów wynika, że zamachowcy czekali obok zabudowań Górków co najmniej półtorej godziny. W trakcie tego zatrzymali i zrewidowali przejeżdżające dwie furmanki. Było ich kilkunastu, więc takie
zachowanie nie powinno ujść uwadze mieszkającego obok Górków Rentflejsza. Mógł ostrzec nadjeżdżających.19
Oprócz niego o mającym nastąpić spotkaniu został jedynie poinformowany
kpt. Bolesław Flisiuk „Sławuta”, który miał być obecny przy przekazywaniu Obwodu przez „Sępa”. Do końca nie jest wyjaśniona jego obecność w domu Rentflejsza. Był czy nie był?
Wiele danych wskazuje, że informacja o przyjeździe „Sępa” przekazana została z kręgów dowództwa włodawskiej AK do partyzantki sowieckiej.
Pozostaje pytanie, zapewne na które nie padnie już odpowiedź, mianowicie, dlaczego zdecydowano się na wykonanie zamachu, pomimo tego, że wiedziano, iż „Sęp” opuści za kilka dni Obwód Włodawa.
Po zlikwidowaniu Komendanta Obwodu, 3 marca 1944 roku został zabity na terenie lasów parczewskich ppor. Dominik Bolesta „Abisyńczyk”, który pełnił funkcje kwatermistrza Obwodu AK Włodawa. Prawdopodobnie został rozstrzelany na terenie wsi Bójki przez partyzantkę sowiecką ze zgrupowania Iwana Banowa „Czornego”20.
Zginął również w niewyjaśnionych okolicznościach Komendant placówki AK w Dębowcu koło Urszulina plut. Antoni Miazga „Lew”.
I jeszcze jeden fakt, w pewien sposób rzucający nieco światła na zabójstwo „Sępa”. Otóż na przełomie lipca i sierpnia 1945 roku na rozkaz ówczesnego Komendanta Obwodu AK Włodawa Klemensa Panasiuka „Orlisa” został zlikwidowany przez patrol z oddziału „Jastrzębia” – Leona Taraszkiewicza Stanisław Marcinkowski „Dunaj”. „Orlis” powoływał się, zapytany o przyczyny, na wcześniejszy rozkaz wydany jeszcze przez poprzedniego Komendanta Obwodu AK kpt. Bolesława Flisiuka „Jaremę”21. Czyżby było to likwidowanie niewygodnych świadków?
Wiele pytań, z racji upływu czasu i śmierci uczestników tamtych wydarzeń nie zostanie wyjaśnionych. Wydaje się jednak, patrząc z perspektywy lat, że po śmierci „Sępa” partyzantka sowiecka i wspierające ją grupy AL przejęły kontrolę nad Komendą Obwodu AK Włodawa.

Dr Jarosław Kopiński, IPN O/Lublin


Przypisy do części 2:
15. Por. Bolesław Flisiuk „Sławuta”, „Jarema” związany z POZ, po scaleniu z AK pełnił w latach 1943-1944 funkcję Zastępcy Inspektora Rejonowego „Chełm”. Po zabójstwie „Sępa” przejął obowiązki Komendanta Obwodu AK Włodawa. Dowodził Obwodem do lipca 1944 roku, następnie ukrywał się. Aresztowany w grudniu 1944 roku pod przybranym nazwiskiem został osadzony w obozie w Wólce Abramowickiej. Zwolniony w II połowie stycznia 1945 roku wyjechał w składzie grupy operacyjnej na czele z Henrykiem Świątkowskim do Bydgoszczy, gdzie brał udział w organizowaniu miejscowego Urzędu Wojewódzkiego. Później mieszkał jako osadnik wojskowy na terenie Koszalińskiego i Szczecińskiego. Zmarł w 23 czerwca 1984 roku w Kudowie-Zdroju. Otwarte pozostaje pytanie, kto poręczył za „Jaremę”, skoro tak szybko uzyskał zaufanie nowych władz. Dla przypomnienia wydano wtedy kilkanaście wyroków śmierci wobec oficerów lubelskiej AK. Niektórych zabijano bez wyroków.
16.
Por. Józef Majewski ps. „Jotem”, syn znanego lubelskiego działacza narodowego dr Adama Majewskiego, adwokat.
17. Stanisław Górka mieszkał obok zabudowań Rentflejsza.
18. Rewizja była tak pobieżna, że nie zabrali mapnika „Sępa”, w którym były meldunki wywiadowcze z terenu całego Obwodu, miedzy innymi o próbie zamachu na adiutanta Komendanta Obwodu por. Majewskiego.
19. Rentflejsz tłumaczył później, że rzucił granat w stronę zamachowców, ale nie wybuchł – patrz relacja NN (imię i nazwisko do wiadomości autora). Trzeba stwierdzić, że to tłumaczenie jest co najmniej dziwne. Po zabójstwie „Sępa” Rentflejsz został mianowany na adiutanta kpt. Bolesława Flisiuka „Sławuty”, „Jaremy” – patrz I. Caban, Ludzie Lubelskiego Okręgu AK, Lublin 1995, s. 206.
20. Na terenie tej wsi rozstrzeliwano również ujętych żołnierzy AK z Obwodu Radzyń Podlaski. Między innymi zginął tam 16 lipca 1944 roku kpr. Władysław Kalisz ps. „Czarny II” oraz wójt gminy Siemień — żołnierz AK Nurzyński „Longin”, którzy mięli z ramienia Komendy Obwodu Radzyń Podlaski nawiązać kontakt ze stacjonującymi w południowej części lasów parczewskich oddziałami 27 Dywizji Piechoty AK – patrz relacja Stanisława Kalisza z 14.07.1991.
21. Po egzekucji Marcinkowskiego u „Orlisa” protestował Feliks Majewski „Róg”, pełniący wtedy funkcje Komendanta Rejonu III w Obwodzie AK Włodawa – patrz H. Pająk, Jastrząb kontra UB, Lublin 1993, s. 47-48.

Zabójstwo Komendanta Obwodu AK Włodawa kpt. Józefa Milerta „Sępa” – część 1>
Strona główna>

Otwarcie wystawy „»Zwyczajny« resort. Ludzie i metody »bezpieki« 1944–1956”

7 lutego 2007 r. w Bielsku-Białej została otwarta wystawa przygotowana przez OBEP IPN w Warszawie, obrazująca organizację i działanie służby bezpieczeństwa w latach 1944-1956.

„»Zwyczajny« resort. Ludzie i metody »bezpieki« 1944–1956” to tytuł ekspozycji, która została uroczyście otwarta w Książnicy Beskidzkiej w Bielsku-Białej, przy ul. Słowackiego 17a, 7 lutego 2007 r. Wernisaż rozpoczęło przemówienie dyrektora Oddziału IPN w Katowicach Andrzeja Sikory. Następnie prelekcję pt. „Aparat bezpieczeństwa w Polsce w latach 1944–1956” wygłosił Dariusz Węgrzyn z Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Katowicach. Wykład poświęcony był działalności organów bezpieczeństwa państwa w Polsce w latach 1944–1956, ze szczególnym uwzględnieniem specyfiki pracy UB na terenie Podbeskidzia.


Wystawa została przygotowana przez OBEP IPN w Warszawie. Poprzez wykorzystane dokumenty i zdjęcia ma przybliżyć metody działalności operacyjnej funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Szczególną uwagę zwracają instrukcje werbowania i prowadzenia tzw. TW (tajnych współpracowników) oraz materiały szkoleniowe dla agentów.
Wystawę można oglądać do końca lutego.
Serdecznie zapraszamy.

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

"INKA 1946" – spektakl w TVP 1, 22.01.2007, godz. 21:00

Scena Faktu zaprasza na premierę spektaklu „INKA 1946” Wojciecha Tomczyka w reżyserii Natalii Korynckiej-Gruz, która odbędzie się w poniedziałek 22 stycznia 2007 roku (TVP Program 1, godz. 21.00). Będzie to prapremiera sztuki o niezwykłej postaci, zapomnianej i niedocenionej – Danucie Siedzikównie, ps. "Inka".

Danuta Siedzikówna, po uwolnieniu z rąk NKWD (w czerwcu 1945 roku była transportowana wraz z grupą Polaków do ZSRR) przyłącza się do partyzantów jako sanitariuszka. W czasie potyczek z UB i KBW opatruje rannych z obu walczących stron, zgodnie z zasadami służby medycznej.

W lipcu 1946 roku "Inka" zostaje wysłana wraz z eskortującym ją kapralem Czajką do Gdańska. Jadący nie wiedzą, że na skutek zdrady byłej łączniczki majora "Łupaszki" – "Reginy" większość adresów, które znają to kontakty „spalone”. Cudem unikają aresztowania w Malborku, jednak w Gdańsku, w nocy z 19 na 20 lipca – Inka zostaje aresztowana przez UB. Poddana brutalnemu śledztwu nie zdradza. W tej sytuacji zostaje pośpiesznie „osądzona” w trybie doraźnym i 28 sierpnia 1946 roku rozstrzelana. Jednym z zarzutów, jakie jej postawiono było mordowanie rannych jeńców z UB (ludzi, którym w rzeczywistości ratowała życie). "Inka" umiera z okrzykiem na ustach: „Niech żyje Polska!”

Dramat dokumentalny Wojciecha Tomczyka, kolejny obok „Norymbergi” utwór napisany specjalnie dla Teatru Telewizji, opowiada o mordzie sądowym dokonanym na tej niespełna 18–letniej bohaterce (ur. 3 września 1928 – zm. 28 sierpnia 1946), sanitariuszce i łączniczce w V Brygadzie Wileńskiej AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

Obsada: Karolina Kominek-Skuratowicz (Inka), Lech Mackiewicz (Jerzy), Kinga Preis (Maria), Agnieszka Podsiadlik (Regina), Piotr Jankowski (Anderman), Marta Chodorowska (Jadzia Mikołajewska), Piotr Bala (Ratajczyk), Paweł Kowalski (Ksiądz), Kazimierz Mazur (Mazur), Michał Kowalski (Stawicki), Katarzyna Rabczuk (Helena Mikołajewska), Małgorzata Oracz (Pani), Maciej Brzoska (Konus), Jakub Drewa (Barman), Filip Cembala (Poker), Karina Iwaszko (Strażniczka), Andrzej Pieczyński (Mecenas), Arkadiusz Brykalski (Suchocki), Dariusz Siastacz (Wójcik), Jacek Malarski (Adamski), Wojciech Namiotko (Ubek), Stanisław Michalski (Stary Nowicki), Helena Marek (Żona Milicjanta), Mariusz Żarnecki (Zagończyk), Sławomir Lewandowski (Fotograf), Michał Buczek (Dowódca), Bronisław Niemczyk (Stary Leśniczy), Maciej Aszemberg (Lekarz), Wioletta Nawrocka (Strażniczka), Rafał Leszczyński (Sędzia), Marcin Drelicharz (Prokurator), Adam Graczyk (Czajka), Krzysztof Skonieczny (Borkowski), Wojciech Czerwiński (Kulikowski), Jarosław Boberek (Agent), Agata Nowicka (Asystentka), Grzegorz Gzyl (Marek), Michał Nowaczyk (Młody Nowicki), Marta Kalmus (Tarasiewicz), Paweł Czajka (Ubek), Piotr Plichta (Ubek II)

Autor: Wojciech Tomczyk
Reżyseria: Natalia Koryncka-Gruz
Zdjęcia: Zdzisław Najda
Scenografia: Joanna Macha
Kostiumy: Helena Potocka
Muzyka: Paweł Szymański
Konsultant historyczny: Piotr Szubarczyk IPN Oddział Gdańsk

Więcej na temat "Inki": Egzekucja "Inki" i "Zagończyka"
Strona główna >

Wystawa „Zaplute karły reakcji” 8.01- 28.02.2007 r. IPN O/Lublin

Otwarcie wystawy „Zaplute karły reakcji” – Lublin, 8 stycznia 2007 r.

Dnia 8 stycznia 2007 r. w Lublinie miało miejsce uroczyste otwarcie wystawy „Zaplute karły reakcji” przygotowanej przez pracowników Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Lublinie.


Celem wystawy jest wyeksponowanie najważniejszych zjawisk determinujących charakter polskiej konspiracji niepodległościowej lat 1944–1956. Zamierzeniem autorów wystawy jest ukazanie w symboliczny sposób, poprzez fotografie, tego, co stanowiło istotę podziemnej Polski. Komentarz stanowią nadtytuły chronologicznie ułożonych plansz.

Użyte w tytule sformułowanie „zaplute karły reakcji” to pogardliwe określenie ludzi podziemia upowszechniane przez propagandę komunistyczną, która dążyła nie tylko do unicestwienia konspiratorów, lecz także do zohydzenia ich pamięci. Zderzenie tego propagandowego, powszechnie znanego hasła z prezentowanym materiałem pokazuje dramat ludzi którzy podjęli decyzję walki podziemnej.

Na wystawie można zobaczyć m.in. wykonane przez UB zdjęcia żołnierzy podziemia schwytanych oraz zabitych; fotografie partyzantów AK internowanych w obozie NKWD na Majdanku, zdjęcia z procesu przywódców Polski Podziemnej. Są też fotografie leśnych oddziałów wykonane przez partyzantów; zdjęcia ziemianek i bunkrów, w których się ukrywali czy mapy pokazujące działalność oddziałów podziemia. Zaprezentowano również kopie ulicznych plakatów wymierzonych w podziemie niepodległościowe, a w tym obwieszczenia informujące o skazaniu na śmierć żołnierzy podziemia oraz protokoły wyroków śmierci.

Osobno przedstawiono działalność młodzieżowych, szkolnych i harcerskich grup oporu oraz losy ostatniego żołnierza podziemia, Józefa Franczaka pseudonim "Laluś", który został zastrzelony przez grupę operacyjną SB w 1963 r. na Lubelszczyźnie.

Wojewoda lubelski Wojciech Żukowski podkreślił, że ekspozycja przyczynia się do odkłamywania historii. "Ta wystawa pokazuje, że w lipcu 1944 r. Polska nie została wyzwolona, tylko nastąpiła zamiana jednego okupanta na drugiego, a istniała armia ludzi, którzy się na to nie zgadzali" – powiedział Żukowski.
Wszystkie materiały zaprezentowane na wystawie pochodzą ze zbioru przygotowanego do publikacji IPN "Atlas polskiego podziemia niepodległościowego 1944 – 1956", która ma się ukazać na wiosnę.

W Lublinie wystawę można oglądać do 28 lutego 2007 r., od poniedziałku do piątku w godzinach 10.00–16.00 w sali konferencyjno – wystawienniczej IPN przy ul. Staszica 22. Później będzie prezentowana w innych miastach, m.in. w Poznaniu i Kielcach.

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej
Strona główna >

Por. Henryk Lewczuk „Młot” – część 1

Por. Henryk Lewczuk „Młot” i uderzenie na Hrubieszów – 27/28 V 1946 r.


Por. Henryk Lewczuk „Młot”, zdjęcie z 1947 r.

Henryk Lewczuk urodził się 04 lipca 1923 roku w Chełmie (woj. lubelskie) w rodzinie robotniczej i do wybuchu wojny uzyskał wykształcenie średnie. W roku 1941 wstępuje do ZWZ-AK. Po ukończeniu Szkoły Podchorążych AK na przełomie kwietnia i maja 1944 r. skierowany zostaje do oddziału partyzanckiego por. Zygmunta Szumowskiego „Sędzimira” (późniejszego komendanta Obwodu WiN Włodawa) z odtwarzanego 7. pp AK, na stanowisko dowódcy drużyny. Bierze udział w akcjach przeciwko wycofującym się Niemcom, po wejściu Rosjan zostaje wcielony do WP i od sierpnia 1944 r. rozpoczyna naukę jako słuchacz Oficerskiej Szkoły Artylerii w Chełmie. W marcu 1945 r. zdezerterował, powrócił do konspiracji i niedługo po tym został mianowany komendantem 1. Rejonu AK-DSZ w Obwodzie Chełm (Wojsławice, Rakołupy, Krzywiczki, Żmudź). „Młot” dość szybko organizuje i obejmuje dowództwo oddziału zbrojnego podporządkowanego strukturom Obwodu Chełm DSZ-WiN.

Poprzednikiem „Młota” na tym terenie był por. Stanisław Kulik ps. „Wołyniak”, „Tarzan”. S. Kulik urodził się w 1904 r. w Surmaczach (pow. Radzyń Podlaski). Pochodził z rodziny chłopskiej, miał wykształcenie niepełne średnie. Podczas okupacji niemieckiej był żołnierzem AK. Po wkroczeniu armii sowieckiej, jak wielu innych akowców, został wcielony do WP. Został słuchaczem Oficerskiej Szkoły Pancernej WP w Chełmie. 2 III 1945 r. zdezerterował wraz z siedemdziesięcioma żołnierzami swojej kompanii. 3 III GO Krasnystaw wytropiła ich w Chełmcu pow. Krasnystaw i zabiła 7, do niewoli wzięła 38. GO Chełm wzięła do niewoli 11 kursantów. Pozostali utworzyli oddział partyzancki, na czele którego stanął por. Kulik. Prowadził działalność bojową jako komendant Rejonu Rakołupy Obwodu DSZ Chełm do 28 VII 1945 r., kiedy to jego oddział doznał poważnych strat w starciu z grupą operacyjną WP, NKWD i PUBP, tracąc dwóch zabitych, trzech rannych i dwóch zatrzymanych przez GO. Po tym wydarzeniu „Tarzan” postanowił rozwiązać oddział i wyjechał na Pomorze, gdzie nadal działał w strukturach WiN zorganizowanych tam przez lubelski Okręg WiN. Został aresztowany przez UB 31 X 1946 r. i skazany na karę śmierci, wykonaną 28 XII 1946 r. Jego żołnierze, którzy pozostali w powiecie Chełm, zostali podporządkowani dowództwu por. Henryka Lewczuka „Młota”.


Prawdopodobnie 1945 r. Partyzanci z oddziału Stanisława Sekuły „Sokoła”

Innym oddziałem poakowskim operującym na terenie podległym „Młotowi” była grupa Stanisława Sekuły „Sokoła”. Działali na pograniczu powiatów Chełm i Krasnystaw, a w jej skład wchodziła okoliczna młodzież, jak również żołnierze, którzy zdezerterowali z WP, co w 1945 r. było na porządku dziennym. Około 20-osobowy oddział ,,Sokoła’’ podzielony był na 3 plutony, którymi dowodzili: Kazimierz Stefankowski „Zryw” (ujawnił się w drugiej połowie 1945 r.), NN „Jastrząb” i NN „Torpeda”. Największy sukces oddziału stanowiła akcja na grupę operacyjną KP MO Chełm, podczas której zlikwidowano w lesie wojsławickim 6 funkcjonariuszy MO i 1 UB-eka. Był to odwet za zamordowanie wcześniej w Wojsławicach żołnierza AK Antoniego Popka ,,Paka’’ i jego ojca Juliana. Obaj zginęli w płomieniach rodzinnego domu. W celu oczyszczania terenu bojówki podległe „Sokołowi” wykonały sporo wyroków śmierci na działaczach ,,władzy ludowej’’, a także prowadziły walkę z Ukraińcami.
W lipcu 1945 r. „Sokół” odmówił podporządkowania się rozkazom dowództwa Okręgu Lublin AK-DSZ, zabijając wysłannika Komendy Okręgu NN „Ślązaka”, który miał przejąć dowództwo nad „dzikim” oddziałem. Za niesubordynację AK-DSZ wydało na „Sokoła” wyrok śmierci. Prawdopodobnie w sierpniu 1945 r. uciekł on z Chełmszczyzny na Ziemie Zachodnie, zaś jego podkomendnych wcielił do swojego oddziału por. Henryk Lewczuk „Młot”, któremu udało się bardzo sprawnie zorganizować podległy mu teren działania, czemu sprzyjała również postawa miejscowej ludności.
Oto jak wspomina porucznika „Młota” jedna ze współpracowniczek oddziału, Jadwiga Brandt:
„[…] Porucznik „Młot” Henryk Lewczuk działał już od pewnego czasu na naszym terenie. […] Wraz z pojawieniem się „Młota” na naszym terenie zapanował upragniony ład nie tylko w oddziałach partyzanckich, ale także poza oddziałami. Był on nie tylko żołnierzem AK, ale też opiekunem całej naszej cywilnej ludności. Za jego kulturę osobistą, takt i rozwagę cenili go wszyscy mieszkańcy Wojsławic i okolic, a młodzi ludzie których miał w oddziale, gotowi byli za nim pójść w ogień. Umiał zjednać w sobie dla swego działania społeczeństwo, tak, że nie było człowieka na naszym terenie, który nie brałby udziału w tej wielkiej sprawie. Niebawem poznałam „Młota”. Przychodził do „Zapałki” – oczywiście nocą – a także i na pocztę. […] Przy każdej sposobności obserwowałam „Młota”. Był średniego wzrostu, wyprostowany, w dobrze skrojonym mundurze. Jego osobie dodawała powagi przewieszona przez ramię broń, w jego ruchach widać było elegancję i pewność siebie. W pięknej męskiej twarzy świeciły jak dwie gwiazdy bystre oczy, które przy uśmiechu czyniły tę twarz bardzo interesującą, mówił wolno, dobierając odpowiednio wyważone słowa, co świadczyło, że nie rzuca ich na wiatr.
Nasi urzędnicy urzędowali dniem, noc należała do „Młota” i jego oddziału. Potrafił on stać na straży spokoju i czuwać rozważnie nad swym bezpieczeństwem. Cieszyliśmy się, gdy skorzystał u nas z noclegu, całą rodziną gotowi byliśmy spełniać wszystkie jego życzenia.
A UB szalał. Ciągle kogoś aresztowano, urządzano napady na oddziały AK, podczas których zawsze były ofiary w ludziach. Nie tylko jednak w potyczkach ginęli ludzie. Lodzię Schontag i jej kolegę z AK o nazwisku Prus zamordowano w Lesie Kumowskim i znaleziono ich po kilu dniach przykrytych gałęziami. Trupy te odnalazł leśniczy. Na pamiątkę tego, rodzina pomordowanych zawiesiła na pobliskim drzewie obrazek Matki Boskiej, wisi tam do dzisiaj. Był to czyn UB i MO w tym celu, aby zmusić odziały partyzanckie do ujawniania się, ale im większy był terror, tym bardziej nasi bronili się przed powzięciem takiej decyzji.”

Oddział „Młota” stał się postrachem komunistów na południowej Chełmszczyźnie, uzupełniając tym samym działania oddziału braci Taraszkiewiczów – Leona „Jastrzębia” i Edwarda „Żelaznego”, działających na północy, na styku powiatów włodawskiego, chełmskiego i radzyńskiego.
Oddział por. „Młota” wykonał dość sporo akcji przeciwko komunistom, dezorganizując im instalowanie swojej władzy. Oto niektóre wydarzenia związane z działalnością bojową oddziału:
Latem 1945 r. dezerterują milicjanci z posterunku MO w Wojsławicach i przyłączają si
ę do oddziału ,,Młota’’;
18 V 1945 r. w miejscowości Czułczyce – Leśniczówka GO MO i UB rozbiła sztab oddziału NN „Fali”. Wobec wysokich strat oddział ten został rozwiązany i w późniejszym czasie część partyzantów „Fali” znalazła się u „Młota”;
2 XII 1945 r. grupa prowokacyjna UB aresztowała we wsi kol. Zarudzie oficera broni oddziału, Jana Galusza, w wyniku czego w ręce UB wpadł magazyn broni;
W nocy z 15 na 16 XII 1945 r. obok gajówki w Haliczanach w walce z grupą operacyjną UB zabito 4 jej członków, tracąc przy tym 2 zabitych (ci dwaj żołnierze NN ,,Dzik’’ i NN ,,Litwin’’ spoczywają na cmentarzu w Wojsławicach). Próba okrążenia przebywających w gajówce kilku żołnierzy WiN pod dowództwem samego „Młota” nie udała się. Oddział został jedynie rozproszony i zebrał się po około 2 tygodniach;
16 XII 1945 r. partyzanci z oddziału „Młota” zastrzelili komendanta MO w Rejowcu;
28 XII 1945 r. zlikwidowano w Majdanie Kukawieckim referenta PUBP Chełm, Jana Buczka;
29 II 1946 r. w miejscowości Staw rozbito posterunek MO, likwidując przy okazji jego komendanta. Partyzanci weszli też do urzędu gminy, gdzie wykonali wyrok na urzędniku gminnym, uprowadzili też 3 milicjantów;
21 III 1946 r. zarekwirowano w gorzelni w Sielcu 200 litrów spirytusu;
9 V 1946 r. NN „Kania” oraz Jerzy Biegalski „Skośny” zastrzelili w Wojsławicach instruktora PPR, Andrzeja Piwonoskiego. Wykonawcą wyroku był „Skośny”;
27/28 V 1946 r. oddział por. „Młota”, jako jeden z kilku oddziałów WiN, wziął udział wspólnie z oddziałami UPA w ataku na Hrubieszów.

Prawdopodobnie 1945 r. Trzeci od lewej Czesław Hajduk „Ślepy” – póżniejszy dowódca bojówki WiN dla III Rejonu Obwodu Hrubieszów, czwarty od lewej Stanisław Sekuła „Sokół” – dowódca bojówki AK, jego obowiązki przejął później Henryk Lewczuk „Młot”, pierwszy od prawej Stefan Bakuniak „Watażka” (bliski współpracownik „Ślepego”), na jego ramieniu dziewczyna o nazwisku Halama z Leśniczówki koło Wojsławic, jej bracia współpracowali z „Sokołem”.

,,Młot’’ często współpracował też z hrubieszowskim oddziałem WiN por. Czesława Hajduka „Ślepego”. Uchodząc z ubeckich obław nieraz kierował się na tereny podległe „Ślepemu”. To ,,Młot’’ skierował do Hajduka 4 Wileńszczaków, wśród których był Stanisław (Cima?) „Łańcuch” (Hajduk był ojcem chrzestnym jego syna). Zdarzały się też rotacje żołnierzy pomiędzy obydwoma oddziałami.
„Młot” był jednym z tych dowódców, którzy rozumieli potrzebę ułożenia na nowo stosunków z Ukraińską Powstańczą Armią (UPA) w imię zakończenia bratobójczych walk i podjęcia działań przeciw wspólnemu wrogowi – komunistom. Jego współpraca, jak i kilku innych dowódców podziemia z tamtejszego terenu, zaowocowała jedną z najbardziej spektakularnych akcji zbrojnych w powojennej Polsce.
Nocą z 27 na 28 maja 1946 r. połączone oddziały WiN i UPA uderzyły na Hrubieszów. Na temat tej jednej z największych akcji polskiego podziemia narosło przez lata wiele mitów i zafałszowań. Choć niejednokrotnie opisywano jej przebieg, to opisy te dość daleko odbiegają od siebie, a często również od prawdy.

21 maja 1945 r. w Rudzie Różanieckiej przedstawiciele zamojskiej AK i UPA podpisali porozumienie, kończące w tym rejonie trwające od 2 lat zacięte walki pomiędzy polskimi i ukraińskimi oddziałami niepodległościowymi. Zgodnie z jego ustaleniami rozgraniczono strefy wzajemnych wpływów, ustalono sposoby utrzymywania kontaktów, hasła, a także zasady poruszania się po obszarze kontrolowanym przez drugą stronę w wypadku pościgu przez UB lub NKWD. Postanowiono wymieniać się informacjami wywiadowczymi, wspólnie zwalczać agentów komunistycznych i bandytyzm. We wrześniu 1945 r. porozumienie to zostało rozszerzone na Chełmszczyznę i Podlasie czyli na wszystkie mieszane etnicznie obszary Okręgu Lublin AK-WiN.
Obie strony zasadniczo przestrzegały warunków porozumienia. Dnia 6 kwietnia 1946 r. przeprowadzono pierwszą wspólną akcję bojową, zdobywając razem stację kolejową w Werbkowicach. Jedno z najważniejszych spotkań polsko-ukraińskich odbyło się 19 maja 1946 r. w folwarku Miętkie. Polskie podziemie reprezentowali: szef BiP Okręgu Lublin Jan Zatrąg „Ostoja”, por. Wacław Dąbrowski „Azja”, por. Kazimierz Witrylak „Hel”-”Druk” i czterech oficerów WiN o nieustalonych nazwiskach. Ukraińców zaś Teodor Harasymiuk „Dunajski”, (NN) „Pewnyj”-”Jawir” i Zacharczuk „Chmurnyj”. Po potwierdzeniu na nim wcześniejszych uzgodnień, Polacy zaproponowali wspólne uderzenie na Hrubieszów, jednocześnie przedstawiając dane wywiadu o siłach NKWD i polskich komunistów oraz plany miasta. Natychmiast po spotkaniu polską propozycję przekazano dowódcy UPA w Polsce płk. Mirosławowi Onyszkiewiczowi „Orestowi”, który skontaktował się z Krajowym Prowydnikiem OUN Jarosławem Staruchem „Stiahem” a on, choć bez entuzjazmu, zaakceptował plan WiN-u.

Hrubieszów w tym okresie był typowym prowincjonalnym miasteczkiem przedwojennej Polski, gdzie przeważały drewniane domy i jedynie kilka budynków w centrum było murowanych. Miasto z zachodu na wschód przecinała szeroka na ponad 20 metrów rzeka Huczwa. Centrum miasta znajdowało się na południe od rzeki. Tam miały swoje siedziby Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, Powiatowa Komenda MO, jednostka NKWD (w dworku „Du Chateau”) w sile ok. 150 ludzi, Komitet Powiatowy PPR, Komenda Miasta i siedziba Ukraińskiej Komisji Przesiedleńczej. Na północnym brzegu, ok. kilometra od zabudowań rozlokowane były koszary 5 pułku i komenda 32 odcinka WOP. Obie części miasta łączył drewniany most, zwany potocznie chełmskim.

Część 2 >
Strona główna >

Por. Henryk Lewczuk „Młot” – część 2

26 maja w wyznaczonym …

26 maja w wyznaczonym punkcie zebrały sie 4 lubelskie sotnie: st. sierż. Eugeniusza Jaszczuka „Dudy”, Semena Prystupa „Dawyda”, Wasyla Jarmoła „Jara” i por. Wasyla Krala „Czausa” oraz bojówki SB. Dowództwo nad całością sił ukraińskich objął Jewhen Sztendera „Prirwa”. Nocą upowcy przemaszerowali na miejsce spotkania z winowcami do lasu pomiędzy wsiami Trzeszczany i Podhorce, oddalonego od Hrubieszowa o 6 km. Zgrupowanie polskiego podziemia skoncentrowało się w tym samym lesie, lecz w innej jego części, gdzie stawiły się hrubieszowskie oddziały partyzanckie Kazimierza Witrylaka „Hela”-”Druka”, Stefana Kwaśniewskiego „Wiktora”, Czesława Hajduka „Ślepego”, Mariana Horbowskiego „Kota”, NN „Kalifa” i chełmski oddział Henryka Lewczuka „Młota”. Przedstawiciel WiN-u zjawił się w miejscu obozowania oddziałów UPA rano 27 maja i ustalił odprawę dowódców na 12:00, zaś koncentrację oddziałów na 17:00.
Na odprawie ustalono rozkład sił uczestniczących w ataku. Na NKWD maiło uderzyć 120 żołnierzy UPA wzmocnionych 2 „torpedami” (były to najprawdopodobniej pociski do rakietowych moździerzy niemieckich „nobelverfferów” odpalane z prymitywnych wyrzutni), 30 upowców miało znajdować się w rezerwie, a 15 członków Służby Bezpieczeństwa OUN ostrzeliwać Sowietów ze skrzydła. Atakiem na NKWD miał kierować dowodzący całością sił ukraińskich „Prirwa”.


Por. Henryk Lewczuk „Młot”

Na UBP miało uderzyć 25 WiN-owców wspartych jedną ukraińską „torpedą”, pod komendą „Młota”. Pododdział WiN o nieustalonej sile miał rozbroić MO. Przeciwko Komisji Przesiedleńczej Ukraińcy skierowali 20 członków SB. Do likwidacji funkcjonariuszy UB w prywatnych mieszkaniach wyznaczono grupę Jana Trusia „Gaika” złożona z 10 Polaków i 2 Ukraińców. Ci ostatni byli zakładnikami za czterech partyzantów WiN pełniących rolę przewodników oddziałów UPA. Pododdział plut. Witolda Poteruchy „Szczerbatego” miał zdobyć budynek PPR oraz zabrać stamtąd wszystkie dokumenty. Zadaniem oddziału por. „Ślepego” było zablokowanie budynku Szturmówki i ochrona mostu na Huczwie. Do pomocy przydzielono mu też bojówkę SB. Oddział ppor. „Kota” blokował drogę na Włodzimierz, 25 partyzantów WiN ppor. „Kalifa” było odpowiedzialnych za spalenie mostu w Werbkowicach. Grupa ta po przemarszu w okolice Metelina , miała ryglować drogę na Zamość. W lesie koło Masłomęczy 20 osobowy oddział pod dowództwem Józefa Jasińskiego „Groma” zamknął drogę na Dołhobyczów. Na skrzyżowaniu Hrubieszów – Chełm – Horodło miało zająć stanowiska 25 partyzantów Edwarda Sekulskiego „Nożyce”, zaś w Czerniczynie, zabezpieczając drogę na Sokal, kolejnych 20 członków WiN. Wszystkie te pododdziały miały też za zadanie przecięcie połączeń telefonicznych.
Ogółem w operacji miało wziąć udział ok. 200 Ukraińców i mniej więcej tyle samo Polaków. W samym mieście siły polskie liczyły tylko ok. 100 partyzantów i stąd w literaturze upowszechniła się opinia, że w operacji brało udział więcej Ukraińców.
26 maja lubelskie NKWD od agentów „Korzenia” i „Samostijnego” otrzymał informacje o pojawieniu się ok. 120 członków UPA w lesie Terebin. D-ca 98 pułku 64 Dywizji NKWD płk Miedwiediew następnego dnia wysłał do Hrubieszowa 65 żołnierzy ze szkoły podoficerskiej i 40 z 3 batalionu 18 pułku, którzy mieli 28 maja rano rozpocząć operację „czyszczącą”. Pomimo tego, że pododdziały 18 pułku nie zdążyły przybyć do miasta (zanocowały w kol. Alojzów), siły sowieckie liczyły w sumie 214 ludzi. Było to o 60 ludzi więcej niż donosił wywiad WiN.

27 maja 1946 r., około północy oddziały partyzanckie przekroczyły most na Huczwie od strony Sławęcina. Oddział ukraiński, który miał zdobyć komisję wysiedleńczą odłączył się i zajął swoje pozycje, zaś pozostałe oddziały przeszedłszy przez most chełmski weszły do miasta, gdzie nastąpiło rozdzielenie. Oddziały UPA, które miały uderzyć na NKWD oraz oddział „Młota” skręciły w ulicę Partyzantów i dotarły na wyznaczone pozycje, ok. 40 m. od koszar NKWD i ok. 30 m. od ich komendy. Rozstawiono tam wyrzutnię „torped” oraz kilka granatników małego kalibru, a drugą wyrzutnię ustawiono ok. 20 m. od siedziby UB na dachu magazynu Spółdzielni „Społem”, gdzie stanowiska zajęło kilku żołnierzy od „Młota”, którzy mieli prowadzić ostrzał pięter budynku UB.
Akcja rozpoczęła się z opóźnieniem, ok. 1:30 ponieważ Ukraińcy mieli trudności z odpaleniem pocisków. Odpalono pierwszą „torpedę”, która jednak nie trafiła ani w koszary ani w komendę, jednocześnie rozpoczynając gwałtowny ostrzał z broni maszynowej. Enkawudyści przyjęli walkę i wywiązał się długi pojedynek ogniowy. Wg meldunków UPA dwa „zwena torpedowe” wystrzeliły w sumie 6 pocisków, z czego 4 celne. Ogniem broni maszynowej uciszono też jeden z dwóch sowieckich ckm-ów (pozostałe dwa nie strzelały prawdopodobnie z powodu paniki, która ogarnęła niektórych sowietów), oraz ostrzelano uciekających z budynku UBP. Po półtoragodzinnej walce sotnie rozpoczęły odwrót.

Zaraz po rozpoczęciu ostrzału koszar NKWD odpalono również dwie „torpedy” w kierunku UBP. Pierwszy pocisk nie trafił w cel, lecz następny uderzył wprost w gabinet szefa PUBP. Jednocześnie od strony kina i z dachów magazynów rozpoczęto krzyżowy ostrzał pięter gmachu (cele więźniów znajdowały sie w piwnicach).
Siedzibę UB otaczał 1,5 metrowy mur, zakończony u góry zasiekami z drutu kolczastego. Do jego sforsowania „Młot” użył kocy i płaszczy, po których jego żołnierze przedostali się na druga stronę i po likwidacji odstrzeliwującego się wartownika wdarli się do środka budynku. Jak wspomina Stefan Winiarczyk, jeden z żołnierzy „Młota”, z góry zbiegła młoda dziewczyna i niestety została zastrzelona, bo myślano, że na górze są tylko pracownicy UB. Okazało się, że zabito siostrę członka WiN, prowadzoną na nocne przesłuchanie sanitariuszkę „Floresę” (Nieborak). Zaraz po tym wdarto się na górę, gdzie Roman Kaszewski „Zdybek” zlikwidował czterech funkcjonariuszy UB. Reszta ubeków rozpierzchła się i ukryła w okolicy.
Po opanowaniu budynku rozpoczęto uwalnianie więźniów. Ponieważ funkcję klucznika pełnił Władysław Wasilczuk, który był winowską wtyczką w UB, wszystko poszło bardzo sprawnie. W sumie uwolniono 20 więźniów, z czego pięciu Ukraińców. Oprócz sanitariuszki „Floresy”, w niewyjaśnionych okolicznościach, zginał jeszcze jeden więzień. Oddziałowi Henryka Lewczuka „Młota” przez cały czas towarzyszył dowodzący całością sił polskich por. Kazimierz Witrylak „Hel”-”Druk”.

Władzin (gm. Uchanie, powiat hrubieszowski), początek sierpnia 1946 r. przed spotkaniem z angielskim dziennikarzem W. D. Selby’m. Stoją od lewej: Lucjan Kisiel ,,Lutek’’, Roman Kaszewski ,,Zdybek’’, Roman Kocęmirowski ,,Jar’’, Mieczysław Hawryluk ,,Syrena’’, Czesław Skiba „Granit”, NN ,,Błysk’’, Ryszard Gałecki „Grom”, Eugeniusz Kulik „Wicher”, Bogdan Sołdun „Majtek”, NN „Poruta”, Czesław
Jarosz „Hiena”, Leon Piekut „Orzeł”, por. Mieczysław Niedzielski „Grot” (zastępca d-cy), Piotr Lichaczewski „Piter”, Janusz Flach „Pazur”, Roman Matejski „Skała”, Jan Fic „Ryś”. Klęczą od lewej: NN „Słodki”, NN „Zdziebko”, NN „Miś”, Jerzy Śliwiński „Śliwa”, Jan Madejski „Szabela”, Jerzy Baran „Poręba”. Leżą od lewej: por. Henryk Lewczuk „Młot” (dowódca oddziału) i Mieczysław Patkowski „Gruby”.

Po godzinie pierwszej nastąpił atak na Komendę MO. WiN-owcy wdzierali się do środka budynku, lecz milicjanci znajdujący się na parterze od razu otworzyli ogień, a za chwilę zaczęli ich wspomagać inni milicjanci z góry. W końcu opanowano parter, lecz funkcjonariusze MO zarzucili partyzantów granatami, zmuszając do odwrotu. Po chwili nastąpił drugi atak i sytuacja się powtórzyła – partyzanci ponownie opanowali parter, po czym obrzuceni granatami, cofnęli się. W trzecim ataku członków WiN wsparli upowcy i gdy milicjantom zaczęło brakować granatów, partyzanci zaczęli wdzierać się na schody. W tej sytuacji komendant posterunku dał rozkaz do kontrataku (według jedynej dostępnej relacji – komendanta MO Stanisława Rząda), po którym partyzanci wycofali się po raz kolejny i zarazem ostatni. Komenda Powiatowa MO nie została zdobyta.
W tym samym czasie oddział por. Czesława Hajduka „Ślepego”, zgodnie z planem, otoczył budynek Szturmówki przy ul. Górnej i ostrzeliwując okna oraz drzwi nie wypuścił nikogo na zewnątrz.
Bojówka SB przeprowadziła dwa ataki na Komisje Przesiedleńczą, które się jednak nie powiodły. Zawiodły tu doniesienia polskiego wywiadu, mówiące, że ochrona Komisji posiada jedynie pistolety – w rzeczywistości była dobrze uzbrojona w broń maszynową. Partyzanci opanowali również i zniszczyli pocztę.
Akcja powoli dobiegała końca i zaczynał się odwrót. Polskie oddziały, po walce, wycofały się w kierunku Sławęcina, gdzie na łąkach czekały furmanki, które odwiozły je aż do wsi Gliniska. Pościg nie odkrył ich śladów. Ukraińcy rozpoczęli odwrót w kierunku na las terebiński, ale za nimi ruszył pościg NKWD.

Żołnierze „Młota” – od lewej: Tadeusz Wojnakowski „Mściwy”, Roman Matejski „Skała”


Żołnierze „Młota” – od lewej: Stanisław Maślanka „Legenda”, Piotr Lichaczewski „Piter”

Alarm w 5 pułku ogłoszono po godzinie 1:00, jednak wobec braku łączności i kompletnej dezorientacji co do zamiarów atakujących partyzantów, nie zdecydowano się na akcję zaczepną, ale zorganizowano obronę koszar i dopiero ok. godz. 2:00 wysłano jeden pluton elewów (ok. 25 ludzi) pod dowództwem ppor. Mariana Fleminga w kierunku toczącej się walki. Towarzyszył mu por. Wojciech Jaruzelski [sic!], pomocnik szefa sztabu pułku do rozpoznania. Żołnierze dość lękliwie posuwali się w stronę ogniska nasilającej się walki, o której natężeniu świadczyły odgłosy wybuchających granatów, ciągły terkot broni maszynowej i potężniejąca łuna nad centrum miasta. Palił się budynek PUBP.

Ok. 3:30 mjr Sokołow widząc, że upowcy odeszli, wysłał na zwiad transporter z lejt. Sołowiewem, z którym pojechał transporter WP oraz grupa kawalerii. Gdy dojechali do mostu, zobaczyli wycofujących się partyzantów i natychmiast otworzyli ogień. Kilku żołnierzy WiN nie zdążyło się wycofać za rzekę i ukryło pomiędzy drewnianymi belkami leżącymi obok mostu, a gdy transportery pokonały most, partyzanci otworzyli ogień i rzucili w ich kierunku granat. Zamieszanie spowodowane wybuchem pozwoliło partyzantom „przeskoczyć” most. W pancerce został ranny lejt. Sołowiew.

Hrubieszów 1946 r. Oficerowie sztabu 5 pp, biorący udział w pościgu za oddziałami podziemia niepodległościowego po nocnym ataku 27/28.V.1946 r. Pierwszy z lewej stoi por. Wojciech Jaruzelski, już wtedy nabierający wprawy w strzelaniu do rodaków, od prawej stoją: por. Pietrykowski i kpt. Kotwicki.

O godz. 7:00 NKWD otrząsnęło się wreszcie po szoku spowodowanym atakiem i wysłało grupy zwiadowczo-pościgowe w kierunku na Chełm, Zamość i Sławęcin. Już o 7:30 grupa 30 enkawudystów z 9 roty pod dowództwem lejt. Andrijewskiego na drodze do Zamościa odkryła i starła sie z UPA. Oddział NKWD był jednak za słaby do rozbicia sił ukraińskich, mógł jedynie iść ich tropem. W sukurs Andrijewskiemu ruszył st. lejt. Iwanow z 44 ludźmi, w tym grupą WP, oraz dołączył na transporterze mjr Sokołow. Ok. 9:00 koło Metelina sowieci rozpoczęli natarcie połączonymi siłami na upowców, którzy zaczęli się wycofywać, ale na skraju lasku terebińskiego zajęli pozycje obronne i przywitali ogniem nacierających. Pod huraganowym ogniem Ukraińców grupa pościgowa zaczęła odwrót i aż do godziny 14:00 nie podejmowali żadnych działań. Dopiero o 14:00, po przybyciu posiłków w sile plutonu szkoły podoficerskiej, plutonu kawalerii, oddziałów MO i WP oraz 100 enkawudystów z 3 batalionu 18 pułku, rozpoczęto akcję, która jednak nie przyniosła żadnych efektów. Podobnym fiaskiem zakończyła się akcja pościgowa w dniach 29 maja – 2 czerwca. Wg dokumentów ukraińskich doszło jedynie do drobnych potyczek korzystnych dla UPA.

Straty biorących udział w ataku na Hrubieszów oddziałów były stosunkowo niewielkie. W samym mieście poległo jedynie dwóch Ukraińców, w trakcie odwrotu zginęło trzech kolejnych a trzech odniosło rany. Po stronie WiN, z wyjątkiem sanitariuszki „Floresy”, nie było zabitych. Jeżeli wierzyć oficjalnym danym, to NKWD straciło dziewięciu ludzi, WOP pięciu, PPR i UB po dwóch.
Partyzantom udało się przejąć akta UB i PPR, zdemolować budynki PPR, starostwa i UB, co zdezorganizowało częściowo aparat represji na terenie powiatu. Nie udało się natomiast opanować Komisji Przesiedleńczej, co było istotnym niepowodzeniem, gdyż zdobycie jej i zniszczenie znajdujących się tam dokumentów było głównym celem UPA.

Wspólne akcja WiN i UPA na Hrubieszów zakończyła się militarną kompromitacją „władzy ludowej”, spotęgowaną dodatkowo tym, że po ataku w mieście rozeszła się plotka, iż było to tylko rozpoznanie przed głównym uderzeniem. Spowodowało to tak wielką panikę w szeregach komunistów, że ograniczono wyjazdy w teren, okopano i ogrodzono drutem kolczastym budynki MO, tylko w dzień pracowano w komendzie, zaś w nocy przechodzono do okopów. Sytuacja taka trwała aż cztery miesiące. Podobny nastrój zapanował też w Tomaszowie Lubelskim, gdzie stacjonujący batalion NKWD zawiesił aktywną działalność i zaczął przygotowywać obronę miasta, a UB żaliło się w raportach do WUBP, że „Wojsko KBW wyjechało z terenu powiatu, motywując to tym, że nie mają prowiantu i że jest ich za mało, by przeprowadzać operacje”.

Część 3>
Strona główna>

Por. Henryk Lewczuk „Młot” – część 3

Po ataku na Hrubieszów, …

Po ataku na Hrubieszów, oddziały, jak i cała organizacja wróciły do normalnej działalności. Wrócił również na swój teren oddział „Młota”. Z jednej strony przygotowywano się do referendum, a z drugiej, w dalszym ciągu, przeprowadzano działania mające zapewnić spokój i bezpieczeństwo na terenie obwodu.
16 VI 1946 r., o godz. 8:45 żołnierze ,,Młota’’: Marian Durko „Mściwy” i Jerzy Śliwiński „Śliwa” zabili starostę chełmskiego Stefana Flisa, 50 metrów od jego domu. Po akcji kilku żołnierzy WP podjęło pościg za uciekającym „Śliwą”, ale ten jednego żołnierza zastrzelił, drugiego ranił i zdołał zbiec;
VI 1946 r. NN „Długi”, „Jerzyk” (chodzi tu prawdopodobnie o Jerzego Barana ) oraz NN „Kania” zastrzelili w Wojniakach instruktora PPR;
3 VIII 1946 r. oddział „Młota” wziął udział w konferencji z angielskim dziennikarzem Williamem Derekiem Selby na kol. Władzin, gm. Uchanie, której należy poświęcić nieco więcej uwagi.


Oddział „Młota” lato 1946 r. Władzin, gm. Uchanie, przed spotkaniem z W. D. Selby’m. Stoją od lewej: Mieczysław Patkowski „Gruby”, Czesław Jarosz „Hiena”, NN, Tadeusz Wojniakowski „Mściwy”, Janusz Flach „Pazur”, por. Henryk Lewczuk „Młot”, Bogdan Sołdun „Majtek”, M. Michalik „Wrzos”.

W Warszawie przebywał w tamtym okresie korespondent pisma „Sunday Times”, William Derek Selby, który starał się dotrzeć do przedstawicieli polskiego i ukraińskiego podziemia. Pomógł mu w tym jego kierowca i tłumacz Janusz Kazimierczak. Skontaktował on Selby’ego z komendantem Obwodu Hrubieszów por. Wacławem Dąbrowskim „Azją”, po czym ustalono, że spotkanie nastąpi 2-3 sierpnia 1946 r. Korespondent chciał zobaczyć jaki jest stan podziemia, a dowódcy WiN i UPA liczyli na poinformowanie zachodnich społeczeństw o łamaniu międzynarodowych zobowiązań przez ZSRR i Rząd Jedności Narodowej. W. D. Selby przyjechał do Włodzina w nocy z 1 na 2 VIII 1946 r. i przez dwa dni przebywał w majątku Piotra Diszato. Podczas pobytu spotkał się z czteroosobową delegacją ukraińską i reprezentantami WiN: por. „Azją”, Stefanem Kwaśniewskim „Wiktorem”, Józefem Śmiechem „Ciągiem”-„Rzymianinem”, Henrykiem Lewczukiem „Młotem”, Czesławem Hajdukiem „Ślepym” i NN „Kalifem”. Komendant obwodu poinformował go o sytuacji w organizacji, zasadach działania, strukturze, itp. 3 VIII miało miejsce dwugodzinne spotkanie z delegacją UPA. Po odjeździe delegacji ukraińskiej W. D. Selby i „Azja” przeprowadzili inspekcję oddziałów leśnych „Ślepego” i „Młota”. Oddział „Młota” liczył około 40, a „Ślepego” około 60 żołnierzy. Byli oni jednolicie umundurowani w mundury WP oraz świetnie uzbrojeni – wszyscy posiadali pistolety maszynowe i lekkie karabiny maszynowe. Grupa „Młota” ściągnęła nawet na spotkanie działko przeciwpancerne. Po prezentacji dziennikarz chwilę rozmawiał z partyzantami. Po powrocie do Warszawy Selby napisał do swojej gazety jeden lub dwa artykuły na temat tego, co zobaczył. Rozwścieczyły one władze komunistyczne do tego stopnia, że zmusiły korespondenta do opuszczenia Polski.


Lato 1946 r. Władzin, gm. Uchanie, od lewej: por. Henryk Lewczuk „Młot” i por. Mieczysław Niedzielski „Grot” (zastępca d-cy).

Oddział „Młota” powrócił na swój macierzysty teren i nadal nękał komunistycznych okupantów.
19 IX 1946 r. na szosie Chełm – Hrubieszów, 12 km. od Chełma, 5 partyzantów „Młota”, wśród nich Roman Kaszewski „Zdybek”, Jerzy Biegalski „Skośny” i Stanisław Maślanka „Legenda” zatrzymało samochód płatnika komendy jednostki wojskowej z 3 oficerami i 3 żołnierzami WP. Oficerom zabrano broń i amunicję, żołnierzom tylko amunicję. Zarekwirowano 219.572,00 zł;
IX 1946 r. oddział kwaterował na kolonii Ostrów u jednego z gospodarzy, gdy w pewnym momencie do domu próbowali wejść funkcjonariusze UB. Bogdan Sołdun ,,Majtek’’ pierwszy otworzył ogień. Pozostali partyzanci również zaczęli strzelać i wycofali się bez strat;
8 X 1946 r. oddział „Młota” przeprowadził rekwizycję cukru w Cukrowni Rejowiec, uprowadził samochód i rozbroił dwóch funkcjonariuszy ochrony fabryki;
21 XI 1946 r. oddział został wytropiony i zaatakowany w okolicy Wojsławic przez GO KBW. W starciu poległo 3 partyzantów;
XI 1946 r. w zasadzce przygotowanej przez partyzantów na szosie Chełm – Hrubieszów zabity został por. WP Kulikow;
11 XII 1946 r. w okolicy Wojsławic doszło do starcia 7 partyzantów z grupą WP. W wyniku wymiany ognia zginął żołnierz WP, Górnicki Kazimierz. Partyzanci wycofując się zgubili jedną pepeszę;
18 XII 1946 r. rozbrojono placówkę ORMO w Leśniowicach. Partyzanci zabrali broń 9 ormowcom.

Pod koniec 1946 r., przed wyborami parlamentarnymi komunistyczny terror sięgnął zenitu. Na przełomie listopada i grudnia we wszystkich miejscowościach pojawiły się specjalne oddziały złożone z funkcjonariuszy UB, MO, członków ORMO, PPR, żołnierzy KBW i WP. Przy wszystkich gminnych posterunkach MO stworzono Grupy Pogotowia liczące po 10 członków MO, ORMO i „demokratów”, w miastach powiatowych liczyły one od 50 do 75 ludzi, a w Lublinie 500. W każdym powiecie operowały Grupy Ochronno-Propagandowe złożone z żołnierzy KBW i funkcjonariuszy UB liczące po 90 ludzi, obok nich działały mniejsze Grupy Uderzeniowe. Do obsady obwodów wyborczych przydzielono 1227 milicjantów, 1544 członków ORMO, 3836 żołnierzy WP i 154 żołnierzy WOP. Trudno dokładnie ustalić, jak liczne siły skierowano w okresie przedwyborczym w celu pacyfikacji terenu województwa lubelskiego, wydaje sie jednak, że użyto kilkanaście tysięcy ludzi. Nasycenie terenu siłami represji i agenturą osiągnęło niespotykane rozmiary. Prowadzenie w tych warunkach jakiejkolwiek działalności wiązało się z ogromnym ryzykiem.
W związku z tak poważną sytuacją w terenie i ogłoszoną 22 lutego 1947 r. ustawą amnestyjną, por. Henryk Lewczuk „Młot”, jak i większość dowódców podziemia, podjął decyzję o skorzystaniu z amnestii i zakończeniu działalności zbrojnej. Cały oddział wraz z dowódcą ujawnił się 16 marca 1947 r. w Wojsławicach, przed PUBP w Chełmie. Wśród ujawnionych było 34 żołnierzy oraz 74 ludzi z placówek terenowych.

Wojsławice, 16 III 1947 r., oddział por. „Młota” w drodze do ujawnienia przed PUBP Chełm.

Ponownie oddajmy głos Janinie Brandt, która tak zapamiętała tamten dzień:
„Wkrótce rozeszła się w Wojsławicach wiadomość, że nasi mają złożyć broń. Dla nas było to tragedią. Przed ujawnieniem, które miało dokonać się pewnej marcowej niedzieli, już od piątku „Młotowcy” strzelali z różnego rodzaju broni, zagłuszając w ten sposób swoją rozpacz i jednocześnie pogłębiając smutek mieszkańców naszego rejonu. Nie zapomnę nigdy powtarzanej z ust do ust wiadomości: „w niedzielę Młot ujawnia się”. Nie chcieliśmy wierzyć w to, a uwierzyliśmy dopiero wówczas, gdy żołnierze strzelali, a UB i MO nie reagowały. Ta strzelanina trwała aż do nie
dzieli, były to strzały rozdartych tragicznie serc, które musiały zgnieść w sobie ból i pulsującą nienawiścią i zawiedzionymi nadziejami krew. Do strzelaniny zdążyliśmy się przyzwyczaić przez piątek i sobotę – najtrudniejsza była niedziela.

Wiedziałam, że „Młot” ze swymi żołnierzami będzie przed ujawnieniem się na Mszy św. w kościele. Poszłam więc do kościoła, aby wspomagać żołnierzy modlitwą w ich tak tragicznej chwili. Już przed rozpoczęciem nabożeństwa żołnierskim krokiem przyszedł odział „Młota” z komendantem na czele. Po przybyciu jak na komendę przyklękli, a następnie stanęli w dwuszeregu. „Młot” był – jak wielu jego żołnierzy – w mundurze wojskowym, lśniącymi gwiazdami na ramionach, stał prawie na środku kościoła niedaleko ołtarza. Głowę jego oświetlał płomień stale palącej się olejnej lampy, która wisiała tuż nad jego głową.[…] Tym razem płomień lampy oświetlał głowę „Młota”, zaś całość postaci oświetlały świece zapalone przy ołtarzu głównym. W tym to świetle widoczna była piękna młodzieńcza głowa o wysokim czole, który przykrywał spory kosmyk – zwichrzonych przy zdejmowani czapki – włosów. „Młot” miał zawsze kłopoty ze swoją młodzieńcza fryzurą. Patrzył teraz na ołtarz, a jego pozornie spokojna twarz mieniła się przy blasku ruchomego płomienia lampy, była raz zaróżowiona, to znów pokrywała się bladością. Drgające mięśnie twarzy i zacięte usta wyrażały niechybne cierpienie. Zastanawiałam się nad tym, co może teraz myśleć ten młodzieniec. To przymykał oczy, to je znów otwierał szeroko, aby spojrzeć na Chrystusa na krzyżu, który znajdował się w ołtarzu. Tyle się nacierpiał w tej walce, tyle natrudził. I co teraz? Przyszło mu stanąć tu przed Bogiem ze swoimi ludźmi, których pouczał i zachęcał do walki o wolność, którzy tak mu wierzyli. Dziś nie ma im już nic do powiedzenia i nie chce nic mówić, aby nie pogłębić ich rozpaczy. […] Zgromadzeni na mszy mieszkańcy Wojsławic i okolic znali dobrze działalność „Młota”, wiedzieli ile mu zawdzięczają. Patrzyli ze współczuciem na niego, rozumieli, ile zdrowia i nerwów kosztuje dziś ta marcowa niedziela 1947 roku. Tu i ówdzie widać było ludzi ze łzami w oczach, ja też płakałam. Boże, ratuj naszych żołnierzy, ratuj Polskę – modliłam się, gdy podczas podniesienia Najświętszego Sakramentu usłyszałam lekki szmer, klękających z pokorą żołnierzy. Odwracający się od ołtarza ksiądz robił wrażenie, jakby chciał przemówić do żołnierzy. Oczy jego były też załzawione. Msza kończyła się. Ksiądz zmienionym głosem zaintonował: Boże coś Polskę. Śpiewaliśmy wszyscy, a z żołnierskiej piersi wydobywało się prawie wołanie: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Nie sposób opisać wrażenia z tej historycznej Mszy. Na zakończenie tej modlitwy, żołnierze jeszcze raz padli na kolana i wraz ze swoim komendantem pewnie modlili się o to, aby w tym dniu podczas ujawnienia się Bóg im pozwolił dać społeczeństwu dowód, że Bóg, Honor i Ojczyzna będą im towarzyszyły przez całe życie. Wyszłam z kościoła, gdy przebrzmiał tupot żołnierskich butów, zmierzających do gminy, gdzie miał się dokonać akt największego upokorzenia „Młota” i jego oddziału. Ulice miasteczka były przyprószone śniegiem. Od czasu do czasu zaświeciło słońce, które było widoczne jakby przez jakąś zasłonę. Szłam powoli i zastanawiałam się nad tym czy i ja muszę się ujawnić? Przecież powiedziałam im w UB, że należałam do AK. Gdy przechodziłam koło gminy zapragnęłam nagle pójść tam za naszymi żołnierzami. Udowodnić im, że jesteśmy z nimi, że ich ból jest naszym bólem. Niestety, było to niemożliwe. Wierzyłam jednak, iż „Młot” i jego żołnierze zachowają tam swoją powagę i godność żołnierza polskiego. Z ciężkim obolałym sercem doszłam do domu.”


Chełm, marzec 1947 r. Żołnierze oddziału „Młota” po ujawnieniu. Stoją od lewej: Eugeniusz Kulik „Wicher”, Bogdan Sołdun „Majtek”, Siedzą od lewej: Edward Woll „Karol” – komendant II Rejonu Obwodu WiN Chełm, Henryk Lewczuk „Młot”, Stanisław Maślanka „Legenda”.

W podziemiu pozostał Roman Kaszewski „Zdybek”, prowadząc działalność dywersyjną w kilkuosobowej grupie. Jego bojówka funkcjonowała do października 1947 r. gdy w wyniku prowokacji ubeckiej zginął sam „Zdybek”. Zdradził go niejaki Folusz, mieszkaniec wsi Majdan Nowy (gm. Wojsławice). Folusz odbywając służbę wojskową został zwerbowany przez UB. Upozorowano jego dezercję z wojska, wrócił w teren i zaczął się „ukrywać”, szukając jednocześnie kontaktu ze „Zdybkiem”.

Żołnierz oddziału „Młota”, Roman Kaszewski ,,Zdybek’’, zamordowany przez UB w 1947 r.

W efekcie nawiązał kontakt, ale początkowo „Zdybek” odnosił się niechętnie do współpracy z Foluszem, jednak wkrótce agentowi udało się zdobyć jego zaufanie. W październiku 1947 r. Folusz otrzymał informację od „Zdybka”, że ten przebywać będzie określonego dnia w okolicy wsi Maziarnia. Skierowano więc w teren grupę operacyjną UB, która zgodnie z doniesieniem agenta, natknęła się na partyzanta we wskazanym miejscu. „Zdybek” próbował się przebijać, niestety w trakcie walki upadł na ziemię tak nieszczęśliwie, że zapchał ziemią swój rkm i był zmuszony się poddać. Bezbronnego partyzanta UB-owcy zamordowali na miejscu.

Po ujawnieniu por. Henryk Lewczuk „Młot”, wyjechał na Ziemie Zachodnie. Początkowo mieszkał i pracował we Wrocławiu, ale w lipcu 1948 r. w obawie przed aresztowaniem przekroczył granicę polsko-niemiecką w okolicach Szczecina. Dotarł do Berlina, a następnie do Francji. Karierę zawodową na obczyźnie rozpoczął jako robotnik, a zakończył na stanowisku dyrektora Centrum Obliczeń Komputerowych w Fontainebleau pod Paryżem. Studiował prawo i ekonomię na uniwersytecie w Lyonie. W 1992 r. powrócił do Polski. Był współorganizatorem Ruchu Odbudowy Polski, w latach 1996 – 2002 wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej w Chełmie, w latach 1998 – 2001 radnym Sejmiku Województwa Lubelskiego, a w latach 2001 – 2005 pełnił funkcję posła na Sejm IV kadencji z listy LPR. Obecnie mieszka w Chełmie.

Część 1>

Strona główna>

Opracowano na podstawie:
Rafał Wnuk – Konspiracja akowska i poakowska na Zamojszczyźnie od lipca 1944 do 1956 roku, Lublin 1992;
Grzegorz Motyka, Rafał Wnuk – Atak na Hrubieszów [w:] Zeszyty Historyczne WiN-u, nr 8/1996;
Rafał Wnuk – Lubelski Okręg AK, DSZ i WiN 1944 -1947, Warszawa 2000,
Mariusz Zajączkowski – Spór o Wierzchowiny. Działalność oddziałów Akcji Specjalnej (Pogotowia Akcji Specjalnej) NSZ w powiatach Chełm, Hrubieszów, Krasnystaw i Lubartów na tle konfliktu polsko ukraińskiego (sierpień 1944 – czerwiec 1945 r.) [w:] Pamięć i Sprawiedliwość, Nr 1 (9) 2006;
Praca zbiorowa: Rok pierwszy. Powstanie i działalność aparatu bezpieczeństwa publicznego na Lubelszczyźnie (lipiec 1944 – czerwiec 1945), Warszawa 2004;
Praca zbiorowa: Żołnierze wyklęci. Antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 roku., Warszawa 2002;
Relacje Janiny Brandt oraz zdjęcia do biogramu pochodzą z prywatnych zbiorów Tomasza Greniuka, za których udostępnienie serdecznie dziękuję.

WSTYD I HAŃBA W PUCHACZOWIE !!!

WSTYD I HAŃBA !!!

Lewicowe władze Puchaczowa na Lubelszczyźnie, na czele z wójtem gminy Adamem Grzesiukiem remontują pomnik ludzi bezpieki !!!

Puchaczów. Praca przy remoncie pomnika konfidentów UB.

Ku czci konfidentów

Tegoroczne Święto Niepodległości lewicowe władze gminy Puchaczów zamierzają uczcić odrestaurowaniem pomnika ku czci konfidentów bezpieki, zlikwidowanych przez podziemie niepodległościowe w 1947 r. Prawicowi radni protestują przeciwko wydawaniu publicznych pieniędzy na taki cel, wskazując, że jest to element kampanii wyborczej starającego się o reelekcję wójta Puchaczowa.

Na stojącym przed Urzędem Gminnym w Puchaczowie pomniku wyrytych jest ponad 20 nazwisk osób, na których wyroki śmierci wykonali żołnierze WiN za współpracę z komunistyczną władzą i zadenuncjowanie 3 żołnierzy podziemia niepodległościowego. Napis na monumencie głosi: "Mieszkańcom Puchaczowa bestialsko zamordowanym w dniu 2 lipca 1947 r. – społeczeństwo powiatu lubelskiego. 1958 r.". Obecnie trwają intensywne prace remontowe przy pomniku.

– Zakończenie remontu jest przewidziane na 6 listopada – poinformował nas starający się o reelekcję wójt Puchaczowa Adam Grzesiuk, popierany przez komitet wyborczy "Wybierzmy przyszłość". Prawicowi samorządowcy z Puchaczowa uznają takie postępowanie za skandal.

– W sierpniu br. rada gminy na wniosek wójta wyasygnowała 30 tys. zł na remont pomnika, a przecież to nie są zadania własne gminy, a ponadto ludzie, którym poświęcony jest pomnik, nie bardzo zasługują na monument w centrum Puchaczowa – wskazuje Tadeusz Nowicki, sołtys Puchaczowa i radny gminy. – Prawdopodobnie wójt dzięki pomnikowi będzie chciał przedłużyć sobie kampanię wyborczą o dzień 11 listopada, a więc czas ciszy wyborczej – dodaje.

Pomnik w Puchaczowie poświęcony jest ludziom zabitym w akcji odwetowej przeprowadzonej nocą 2 lipca 1947 r. przez połączone oddziały trzech znanych dowódców WiN: Stanisława Kuchcewicza "Wiktora", Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" i Józefa Struga "Ordona", podlegających ostatniemu komendantowi oddziałów partyzanckich lubelskiego Okręgu WiN kpt. Zdzisławowi Brońskiemu ps. "Uskok".
Puchaczów, w którym aż roiło się od uzbrojonych członków partii, ORMO, konfidentów UB, którzy informowali bezpiekę o każdym podejrzanym zdarzeniu, stwarzał śmiertelne zagrożenie dla całego podziemia niepodległościowego działającego na tamtym terenie. Wcześniej miejscowi konfidenci wydali bezpiece trzech członków oddziału "Wiktora": Kazimierza Karpika "Czarnego", Józefa Króla "Marysia" i Stanisława Lisa "Stacha". Wszyscy zginęli po ok. 40-minutowej walce z wielokrotnie silniejszym przeciwnikiem, okrążeni w pobliskim Turobinie.

– To byli najlepsi, zahartowani w boju ludzie "Wiktora" – mówi kpt. Jerzy Pasierbiak, wiceprezes Obszaru Wschodniego WiN, który w tamtych latach był łącznikiem oddziału "Wiktora".
– Akcję odwetową poprzedził bardzo szczegółowy wywiad. Utworzono listę najbardziej groźnych aktywistów partii i bezpieki i według niej wykonywano wyroki – przyznaje kombatant.
– Materiały historyczne pokazują, że w dużym stopniu były to "trafione" egzekucje – uważa dr Rafał Wnuk, historyk z lubelskiego IPN. – Uchylałbym się przed podpisaniem się pod zdaniem, że wszyscy tam zabici, to byli agenci. To nie były czasy, gdy wszystko było łatwe i przejrzyste. Jednak czczenie tych ludzi pomnikiem, to powielanie zakłamań, których autorami byli komunistyczni narratorzy – dodaje.
Adam Kruczek
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20061104&id=po54.txt

Mała Moskwa w Puchaczowie

Prawicowi radni nie chcą, aby do Puchaczowa, podlubelskiej gminy, na której terenie znajduje się znana kopalnia węgla kamiennego w Bogdance, jak 60 lat temu przylgnęła nazwa "Mała Moskwa". Lewicowe władze gminne zaplanowały z okazji Święta Niepodległości odsłonić odrestaurowany pomnik ku czci konfidentów bezpieki. Tym pomysłem zbulwersowane są organizacje kombatanckie i pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej.

"Dzisiaj w Puchaczowie lewicowe władze budzą demony przeszłości. Za publiczne pieniądze, pochodzące z budżetu gminy, poddaje się renowacji pomnik z 1958 roku, który upamiętniał członków tajnych formacji PPR" – napisali opozycyjni radni z Puchaczowa w liście skierowanym m.in. do władz państwowych. Postulują, aby władze gminy z wójtem na czele zostały pociągnięte do odpowiedzialności karnej. W budżecie gminy na remont pomnika zostało przeznaczone 60 tys. zł.

– Nie rozumiem, jak można mówić o odpowiedzialności karnej, skoro remont odbywa się za zgodą rady gminy – dziwi się Adam Grzesiuk, wójt Puchaczowa. – Pomnik był, jest i będzie należał do historii tej miejscowości – dodaje.

Wczoraj wójt twierdził, że nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, czy odsłonięcie i poświęcenie odrestaurowanego pomnika nastąpi w Święto Niepodległości.
Remontem zbulwersowani są lubelscy kombatanci z Armii Krajowej i Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość".
– To niepokojące, że odnawia się tego rodzaju obiekty i jeszcze zamierza łączyć ze Świętem Niepodległości – uważa prof. Stanisław Wołoszyn, prezes Światowego Związku Żołnierzy AK okręgu lubelskiego.
Ostrzej zareagowało Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie.
– Ze zdumieniem dowiadujemy się, że lewicowe władze tej gminy odnawiają za pieniądze podatników monument upamiętniający ludzi, którzy z pewnością nie zasługują na dobrą pamięć u potomnych, ponieważ zhańbili się zdradą. Zginęli w dobrze zaplanowanej akcji odwetowej, przeprowadzonej 2 lipca 1947 r. przez wierne idei niepodległości Rzeczypospolitej oddziały Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", usiłujące przeciwstawić się zniewalaniu Polski przez Sowietów i ich polskich popleczników – oświadczył dr Jerzy Bukowski, przewodniczący POKiN.
– Materiały historyczne pokazują, że w dużym stopniu były to "trafione" egzekucje, ale oczywiście nie wszystkie – zauważa dr Rafał Wnuk, historyk z lubelskiego IPN. – Uchylałbym się od podpisania się pod zdaniem, że wszyscy tam zabici byli agentami. To nie były czasy, gdy wszystko było łatwe i przejrzyste. Jednak czczenie tych ludzi pomnikiem to powielanie zakłamań, których autorami byli komunistyczni narratorzy – wskazuje.
Adam Kruczek
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20061110&id=po01.txt


Wójt sobie remontuje, sołtys protestuje – W Puchaczowie kłócą się o pomnik

Historia wydarzyła się w 1947 roku. 60 lat później nadal wzbudza emocje. Remont pomnika wystawionego osobom zabitym przez żołnierzy "Uskoka” stał się kością niezgody. Przeciwnicy wójta uważają, że remont to nic innego jak kiełbasa wyborcza i na dodatek polityczna prowokacja.

Protestuje przeciwko temu Tomasz Nowicki. Twierdzi, że remont jest kampanią wyborczą wójta Grzesiuka.
Od dwóch tygodni robotnicy odnawiają obelisk upamiętniającego śmierć 23 osób. To Adam Grzesiuk, wójt Puchaczowa, remontuje pomnik postawiony ku czci zabitych przez żołnierzy AK-WiN z oddziału Zdzisława Brońskiego "Uskoka”.
W nocy z 2 na 3 lipca pluton z oddziału "Uskoka”, pod dowództwem Stanisława Kuchcewicza ps. "Wiktor", wykonał wyrok na ludziach posądzanych o współpracę z komunistami, których nazwiska widniały na tajnej liście PPR. W latach pięćdziesiątych władza ludowa wystawiła im pomnik. Obelisk przetrwał do dzisiaj, ale był w opłakanym stanie. Remont skończy się lada dzień.
Wójt zamierza uroczyście przekazać pomnik społeczeństwu Puchaczowa 11 listopada.

– To skandal – grzmi Tomasz Nowicki, sołtys a zarazem radny w Puchaczowie. – Ma to znamiona antypolskiej prowokacji, aby w dniu Święta Narodowego uroczyście przekazywać pomnik poświęcony pamięci komunistów. Jeśli rodziny tych osób chciały odnowić ten pomnik, to mogły to zrobić za własne pieniądze. A nie za społeczne środki – dodaje Nowicki.
Remont pomnika kosztuje kasę gminną 60 tysięcy złotych. Cokół obłożono granitowymi płytami, wokół położono nową kostkę.

– Nie rozróżniam czy te osoby współpracowały z komunistami, czy też nie – mówi Adam Grzesiuk, wójt gminy Puchaczów. – Zginęli w powojennej zawierusze. Pomnik był w fatalnym stanie i trzeba było go odnowić. Obelisk stoi tuż przy wejściu do parku, w centrum Puchaczowa. Po prostu źle wyglądał – tłumaczy wójt. – Jest to po prostu kawałek naszej tragicznej historii – dodaje Grzesiuk, jednocześnie zaprzeczając, że ma to coś wspólnego z kampanią wyborczą.

Termin uroczystości najbardziej bulwersuje Tomasza Nowickiego.
– Chichot historii, aby w święto 11 Listopada czcić pod pomnikiem komunistów – dodaje wzburzony Nowicki. – Tej sprawy tak nie zostawię. Wspólnie z kolegami z Klubu Radnych Opozycyjnych napisaliśmy list protestacyjny. Otrzyma go wojewoda lubelski, szefowie IPN oraz działacze niepodległościowych organizacji kombatanckich – grozi Nowicki.
– Jak mnie zaproszą, to pójdę. Wszyscy parafianie są ważni. Polityka się nie liczy – tak podsumował sprawę ksiądz Zenon Bzdyrek, proboszcz parafii w Puchaczowie pod wezwaniem WNB Najświętszej Marii Panny.
Paweł Puzio, 07. Listopada 2006
Źródło: Dziennik Wschodni