- OPERACJA "LAWINA" – UB-ecka zbrodnia bez precedensu – część 1
- OPERACJA "LAWINA" – UB-ecka zbrodnia bez precedensu – część 2
- Anglojęzyczna wersja tekstu OPERACJA "LAWINA" (na stronie www.doomedsoldiers.com): Operation
"Avalanche", The UB Murder Without A Precedence. Annihilation of the
NZS Armed Underground Units under command of Captain Henryk Flame
"Bartek" - 60 Rocznica śmierci kpt. "Bartka"
- WARTO PRZECZYTAĆ… (10) – Tomasz Greniuch, Król Podbeskidzia. Biografia kpt. Henryka Flame "Bartka"
- Wspomnienia kpt. Antoniego Bieguna "Sztubaka"
- Wywiad z autorem książki "Król Podbeskidzia" – część 1
- Wywiad z autorem książki "Król Podbeskidzia" – część 2
Linki zewnętrzne:
Wykład o majorze "Orliku"
Paweł Jasienica u mjr. "Łupaszki" – część 1/2
[wybór zdjęć i opisy do nich – autor strony] PAWEŁ JASIENICA W SZEREGACH 5 BRYGADY WILEŃSKIEJ AK MJR. "ŁUPASZKI", CZYLI "JEST MIĘDZY NAMI PORUCZNIK "NOWINA", CO ZA DONOSY SOŁTYSÓW WYRZYNA".
Fakt, że Lech Leon Beynar "Nowina", powszechnie rozpoznawany jako pisarz historyczny Paweł Jasienica, był oficerem 5 Brygady Wileńskiej AK mjra Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" jest raczej znany i dla wielu nowiny żadnej nie stanowi. Natomiast często spotyka się (np. wikipedia, hasło Lech Leon Beynar) mylne, a w najlepszym razie nieprecyzyjne twierdzenia na temat jego umiejscowienia i roli w strukturze organizacyjnej tego, bodaj najsłynniejszego, oddziału polskiej partyzantki antykomunistycznej. 
Lech Leon Beynar (Paweł Jasienica).
Rozpowszechniony jest bowiem pogląd, że Lech Leon Beynar czyli Paweł Jasienica, a w okresie 1944-1945 r. por./kpt. "Nowina", w szeregi "łupaszkowców" trafił przypadkowo, w oddziale pełnił niewiele znaczącą i związaną stricte z pracą kancelaryjną rolę adiutanta dowódcy, w akcjach zbrojnych 5 Brygady Wileńskiej AK udziału nie brał, a ranę, która zakończyła jego partyzancki epizod, odniósł w wyjątkowej dla niego sytuacji bojowej. Nie ma on jednak nic wspólnego z rzeczywistością.
Prawda jest taka, że biorąc do ręki dowolną książkę Pawła Jasienicy, obcuje się z twórczością czynnego (na pewnym etapie życia) kontrrewolucjonisty, który w jednym z najbardziej bojowych oddziałów podziemia antykomunistycznego pełnił przez dziesięć miesięcy, w tym w okresie wiosenno-letniej, obfitującej w akcje zbrojne kampanii tej jednostki partyzanckiej w 1945 r., funkcję zastępcy dowódcy oddziału, brał udział w akcjach, czasem nimi dowodząc, w których przelano krew przeciwnika, a dzień, w którym został ranny obfitował w tyle zdarzeń o charakterze bojowym, że mogłyby być one kanwą filmu wojennego o bardzo wartkiej akcji.
Sądzę, że partyzancki fragment życiorysu pisarza zasługuje na wyeksponowanie, choćby nawet w charakterze ciekawego uzupełnienia dla powszechnie rozpoznawalnego wizerunku Pawła Jasienicy jako pióra publicystycznego Tygodnika Powszechnego i literata. Wydaje mi się on być również świetnym materiałem reklamowym dla twórczości tego pisarza. Wszak udział w czynnej walce przeciwko opresji komunistycznej jest znakomitym wyróżnikiem Pawła Jasienicy na tle zbiorowości jego kolegów po piórze. Ujmując rzecz innymi słowy, reklama Jasienicy jako pisarza historycznego mogłaby wyglądać w ten sposób:
I pewnie tak by ona wyglądała, gdyby zbrojna walka z komunistami była w naszej zbiorowej pamięci w wysokiej cenie, gdyby przysparzała walczącym na śmierć, nie na życie, z reżimem komunistycznym szacunku i życzliwości, tak jak walka z nazistami w okresie okupacji niemieckiej. Ale ponieważ póki co nie przysparza (polecam nieskromnie tekst Żołnierze wyklęci…, ale przez kogo? Refleksje w przeddzień święta), więc na ten rodzaj reklamy pisarza Pawła Jasienicy jeszcze trochę poczekamy. Choć może w realiach świeżo odzyskanej państwowej pamięci o Żołnierzach Wyklętych sytuacja w tej kwestii ulegnie zmianie?
Lech Leon Beynar "Nowina" był w okresie okupacji niemieckiej oficerem Biura Informacji i Propagandy Wileńskiego Okręgu AK. Po operacji "Ostra Brama" w lipcu 1944 r. (akcji oddziałów partyzanckich AK, której celem było opanowanie Wilna) uniknął internowania przez sowietów i znalazł się w Puszczy Rudnickiej, a następnie w Puszczy Ruskiej, w szeregach zgrupowania mjra Czesława Dębickiego "Jaremy". Przebywał wówczas w oddziale Edmunda Banasikowskiego "Jeża". Pod koniec sierpnia 1944 r., rozkazem Komendy Wileńskiego Okręgu AK, zgrupowanie mjra "Jaremy" zostało rozwiązane. W tej sytuacji "Nowina", a wraz z nim kilkunastu innych partyzantów, zdecydował się przedzierać w kierunku Warszawy, w której trwało powstanie. Po kilku dniach marszu cała ta grupa wpadła w ręce sowieckie. Partyzanci zostali przewiezieni do Białegostoku i wcieleni do armii Berlinga. Trafili do jednostki w Dojlidach Dolnych. W końcu września 1944 r. "Nowina" wraz z kilkoma innymi akowcami zdezerterował z szeregów LWP i dołączył do oddziału partyzanckiego "Łupaszki".

5 Brygada Wileńska AK mjr. "Łupaszki", Białostocczyzna 1945 r.
W tym czasie "Łupaszka", od 1943 r. dowódca 5 Brygady Wileńskiej AK, mającej na swoim koncie szereg spektakularnych wystąpień zbrojnych przeciwko Niemcom oraz partyzantce sowieckiej, był już podporządkowany Komendantowi Białostockiego Okręgu AK, ppłk. Władysławowi Liniarskiemu "Mścisławowi". Kadrowy, liczący wówczas ok. 40 partyzantów oddział "Łupaszki" czynił rozpaczliwe starania, aby utrzymać się w terenie, nasyconym masami frontowych jednostek Armii Czerwonej i ścigającymi polskich partyzantów grupami NKWD. Jedynymi miejscami dającymi partyzantom cień szansy na przetrwanie były masywne ostępy leśne. "Łupaszkowcy" założyli bazę w północno-wschodniej części Puszczy Białowieskiej, lecz po walce z NKWD musieli ją opuścić. Przesunęli się wówczas dalej na wschód, w lasy Puszczy Różańskiej na Polesiu. Tam również zostali wytropieni przez NKWD, wskutek czego przenieśli się na teren powiatu wołkowyskiego, a następnie na teren powiatu Bielsk Podlaski, gdzie w malutkich wsiach sąsiadujących z wsią Jałówka zamierzali przeczekać zimę. Należy odnotować, że rozkazem nr 11 Komendanta Białostockiego Okręgu AK z dnia 10 listopada 1944 r. "Nowina" otrzymał awans na porucznika; tym samym
rozkazem "Łupaszka" został awansowany do stopnia majora. W połowie listopada 1944 r. działania agentury NKWD spowodowały szereg aresztowań pośród członków siatki konspiracyjnej dającej schronienie kadrze oddziału "Łupaszki" i wymusiły na partyzantach szukanie schronienia ponownie na terenie Puszczy Białowieskiej, gdzie przetrwali oni do końca grudnia 1944 r. W warunkach panującej wówczas ciężkiej zimy bytowanie w kompleksie puszczańskim było doświadczeniem wręcz ekstremalnym, nawet dla zahartowanych w partyzanckim życiu podkomendnych "Łupaszki". Grupą ukrywającą się na terenie Puszczy Białowieskiej dowodził, jako zastępca "Łupaszki", właśnie "Nowina". Jeden z jego podkomendnych z tego okresu tak wspominał późniejszego dziejopisa:
Na przełomie 1944/1945 r. "łupaszkowcy" zostali przeprowadzeni przez łączników Obwodu AK Bielsk Podlaski na kwatery w położonych nieopodal Brańska wsiach: Kiersnowo, Pace, Oleksin i kilku innych. "Łupaszka" wraz z sanitariuszką 5 Brygady i towarzyszką jego życia, Lidią Lwow "Lalą", znalazł schronienie we wsi Kiersnowo, w gospodarstwie Anieli i Mariana Kiersnowskich. W tej samej wsi, kilka domów dalej, zagościł "Nowina". Kiersnowo dało schronienie także kpr./st. sierż. Józefowi Babiczowi "Żwirce" (później dowódcy 3 szwadronu 6 Brygady Wileńskiej AK).
Wraz z ludźmi z kręgu Fundacji "Pamiętamy" miałem zaszczyt wielokrotnie gościć w Kiersnowie u rodziny Kiersnowskich. Z zapartym tchem słuchaliśmy wspomnień Mariana Kiersnowskiego z czasów, gdy w jego domu zamieszkiwali "Łupaszka" i "Lala", a Paweł Jasienica (czyli por. "Nowina") był bardzo częstym gościem. W pamięci Pana Kiersnowskiego "Nowina" pozostał jako obdarzony świetną pamięcią pasjonat i znawca historii, przy tym znakomity gawędziarz i człowiek niezwykle dowcipny. Senior Kiersnowski opisywał też relacje między "Łupaszką" a "Nowiną". Z jego opowieści wynikało, że charakteryzowały się one wzajemnym szacunkiem i zaufaniem. (Dodam, że miał nasz gospodarz pełną świadomość, że przez jego dom przewinęła się wielka historia. I przez długie lata swego życia był tej historii wiernym strażnikiem. Odszedł w początkach lutego tego roku, przeżywszy 98 lat).
Stały pobyt kadry dowódczej 5 Brygady Wileńskiej AK w Kiersnowie trwał do kwietnia 1945 r., kiedy to oddział ponownie wyruszył "w pole". Jeszcze jednak do lutego 1947 r. dom Państwa Kiersnowskich często gościł Majora i jego najbliższych współpracowników. Gospodarze przez cały ten czas chłonęli dochodzące z terenu wieści o zbrojnych wystąpieniach oddziału "Łupaszki" czy (od 1946 r.) bratniej 6 Brygady Wileńskiej AK dowodzonej przez ppor. Lucjana Minkiewicza "Wiktora" i ppor./kpt. Władysława Łukasiuka "Młota". A w czasie kolejnych bytności Majora lub jego podkomendnych w Kiersnowie mieli możność wysłuchiwać relacji z walk pochodzących bezpośrednio od partyzantów. Właśnie w tamtym czasie, niedługo po wznowieniu w kwietniu 1945 r. działalności przez 5 Brygadę Wileńską AK, jej żołnierze przynieśli ze sobą do Kiersnowa żartobliwą przyśpiewkę/żurawiejkę na temat "Nowiny". Jak podałem w tytule niniejszego tekstu brzmiała ona następująco: Jest między nami porucznik "Nowina" / co za donosy sołtysów wyrzyna.
Zwyczaj układania podobnych przyśpiewek na temat szczególnie lubianych czy wyróżniających się czymś żołnierzy oddziału funkcjonował w szeregach 5 Brygady Wileńskiej AK już w okresie okupacji niemieckiej. Przykładowo, o Marianie Plucińskim "Mścisławie", dowódcy jednego ze szwadronów, krążyła, jeszcze w czasach wileńskich, nawiązująca do jego niewielkiego wzrostu, natomiast wielkiej odwagi, żurawiejka: Mały ciałem, wielki duchem / "Mścisław" jest nie lada zuchem (trafność charakterystyki "Mścisława" zawartej w tym dwuwersie potwierdziło w całości życie. W okresie kampanii wiosenno-letniej 1945 r. dowodził on 4 szwadronem 5 Brygady Wileńskiej AK. Został aresztowany przez UB 21 kwietnia 1946 r. i po intensywnym śledztwie, w którym zachował nieugiętą postawę, odnotowaną przez maltretujących go funkcjonariuszy UB w krótkim zapisku z przebiegu przesłuchań: "bandycki upór", został w trybie doraźnym skazany na karę śmierci i zamordowany w Białymstoku 28 kwietnia 1946 r.). 
Ppor. Marian Pluciński "Mścisław"
Zanim wyjaśnię genezę powstania przywołanej, partyzanckiej rymowanki o "Nowinie", wspomnę, że 5 Brygada Wileńska AK pozostawała w okresie walk na Białostocczyźnie i Podlasiu pod rozkazami Komendanta Białostockiego Okręgu AK-AKO (AKO – Armia Krajowa Obywateli), a następnie DSZ (Delegatura Sił Zbrojnych). Do sierpnia 1945 r. funkcję tę sprawował ppłk Władysław Liniarski "Mścisław". W wydanych przez niego w tamtym czasie rozkazach czytamy:
Okręgu AKO).
Jak widać z treści ww. rozkazów, dowództwo Armii Krajowej z terenu Białostocczyzny nie miało zamiaru skapitulować przed komunistami bez walki. Historycy szacują, że w maju 1945 r. w strukturach Białostockiego Okręgu AKO pozostawało 20 tys. ludzi (patrz: Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, Białostocki Okręg AK-AKO, Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 1997). Jakże pasują do tych konspiratorów słowa autorstwa Lajosa Kossutha, jednego z przywódców powstania węgierskiego z 1848/1849 r.:
Białostocki Okręg AK-AKO zdecydował się obsadzić mjra "Łupaszkę" na stanowisku dowódcy oddziału partyzanckiego, będącego w bezpośredniej dyspozycji Komendy Okręgu. Jego zastępcą na tym stanowisku został por. "Nowina". Powyższe znajduje odzwierciedlenie w dokumencie Komendy Okręgu Białystok AKO z dnia 25 kwietnia 1945 r. Obsada personalna Sztabu okręgu, inspektoratów i komend obwodowych.
5 Brygada Wileńska AK, z "Nowiną" jako zastępcą dowódcy, wznowiła działalność 5 kwietnia 1945 r. Wtedy to doszło do koncentracji podkomendnych "Łupaszki" w koloniach wsi Oleksin (nieopodal Brańska). Dla ukrywających się w Kiersnowie partyzantów była to ostatnia dobra chwila na opuszczenie zimowych kwater. Dosłownie w godzinę po odejściu "Łupaszki", "Nowiny" i innych na miejsce koncentracji, do wsi wpadła grupa operacyjna NKWD poszukująca partyzantów. Na szczęście, tym razem sowieci przyjechali zbyt późno. Na koncentracji pod Oleksinem stawiło się ok. 40 partyzantów. Zostali podzieleni na dwa szwadrony – pierwszy i czwarty. Dowództwo 1 szwadronu objął por. Zygmunt Błażejewicz „Zygmunt", zaś komendę nad 4 szwadronem, na krótki czas – do przybycia do oddziału por. Marian Plucińskiego "Mścisława" – "Nowina".
Następnie 5 Brygada przemaszerowała w kierunku Puszczy Białowieskiej, gdzie operowała do maja 1945 r. W tamtym czasie wykonała szereg wyroków śmierci wydanych przez Wojskowy Sąd Specjalny Obwodu AKO Bielsk Podlaski, przekazanych jej do realizacji przez Komendanta tegoż obwodu, por. Janusza Trusiaka "Koryckiego". Już w nocy z 8/9 kwietnia 1945 r. "Łupaszka" wysłał w teren trzy patrole likwidacyjne, które wykonały wyroki na 7 osobach z listy skazanych przez WSS Obwodu AKO Bielsk Podlaski na karę śmierci. Jednym z tych patroli, wysłanym do Klukowicz, dowodził "Nowina". Partyzanci zlikwidowali tam miejscowego sołtysa. Kilka dni później, 14 kwietnia 1945 r., oddział znalazł się na terenie Puszczy Białowieskiej. Po drodze przemaszerował w bezpośredniej bliskości wsi Witowo. W kilka godzin później "Łupaszka" wraz z patrolem osłonowym udał się do Hajnówki. Przechodzili przez wieś Witowo, leżącą na trasie niedawnego przemarszu całego oddziału. Tam doszło do rozmowy "Łupaszki" z miejscowym sołtysem oraz jego kolegą, aktywistą PPR-u, którzy sądząc, że mają do czynienia z żołnierzami formacji reżimu komunistycznego (LWP bądź KBW) – "Łupaszka" i jego podkomendni byli w mundurach wojskowych – wykazali się zgubną dla nich inicjatywą i zameldowali Majorowi, że w pobliżu ich wsi stosunkowo niedawno przechodziła "banda" (sołtysowi i jego koledze chodziło oczywiście o oddział "Łupaszki"), która zatrzymała się w pobliskim lesie. "Łupaszka" odebrał donos a po opuszczeniu Witowa natychmiast posłał gońca do oddziału z rozkazem zastrzelenia obydwu donosicieli. Doraźnie wydany rozkaz likwidacji obu przyłapanych na gorącym uczynku denuncjatorów wykonany został jeszcze tego samego dnia przez patrol żołnierzy 4 szwadronu dowodzony przez "Nowinę". Bezpośrednim egzekutorem był st. sierż. Józef Babicz"Żwirko".
St. sierż. Józef Babicz ps. "Żwirko", poległ w walce z KBW pod Kiełpińcem nad Bugiem 17 lutego 1947 r.
Tak się zatem złożyło, że na przestrzeni raptem kilku dni "Nowina", późniejszy Paweł Jasienica, poprowadził patrole likwidacyjne 5 Brygady Wileńskiej AK, które wykonały wyroki śmierci na sołtysach dwóch wsi położonych na terenie powiatu Bielsk Podlaski. To dało podkomendnym "Nowiny" asumpt do ułożenia na temat jego osoby rymowanki, którą przywołałem w niniejszym tekście.
Paweł Jasienica u mjr. "Łupaszki" – część 2/2>
Strona główna>
Paweł Jasienica u mjr. "Łupaszki" – część 2/2
Już w trzy dni po opisanych wydarzeniach w Witowie, 17 kwietnia 1945 r., oddział "Łupaszki" wykonał akcję na miejscowość Narewka. Jej celem była likwidacja kolejnych osób skazanych na karę śmierci przez WSS Obwodu AKO Bielsk Podlaski oraz rozbrojenie miejscowego posterunku MO. Jednym z głównych wykonawców tej akcji, na etapie rozbrojenia posterunku MO, był "Nowina". Oddział partyzancki został podzielony na dwie części. Pierwsza wkroczyła do miasteczka jako grupa żołnierzy LWP dowodzonych przez sowieckiego kapitana, konwojująca rzekomo zatrzymanych partyzantów, czyli "reakcyjnych bandytów". Rolę sowieckiego oficera odegrał ubrany w stosowny mundur, świetnie władający rosyjskim, o czym była już mowa, "Nowina". "Konwój" przeszedł główną ulicą Narewki pod posterunek MO, którego obsada, widząc eskortowanych "więźniów" i na czele eskorty sowieckiego oficera, otworzyła drzwi aresztu dla zatrzymanych i wpuściła partyzantów na posterunek. Chwilę potem milicjanci zostali przez partyzantów rozbrojeni. Posterunek zdobyto bez jednego wystrzału. Wtedy do Narewki weszła pozostała część oddziału "Łupaszki". Milicjantów puszczono wolno, rozstrzelano natomiast cztery osoby, między innymi miejscowego wójta, z listy skazanych na śmierć decyzją sądu podziemnego. Wyroki wykonała wydzielona z 4 szwadronu (wtedy już pod dowództwem por. Mariana Plucińskiego "Mścisława") grupa egzekucyjna dowodzona przez Zdzisława Badochę "Żelaznego". 



Plut./ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny".
Gdy w 2006 r. przyjechałem do Narewki na uroczystość odsłonięcia wzniesionego siłami Fundacji "Pamiętamy" pomnika upamiętniającego pochodzącą z tej miejscowości Danutę Siedzikównę "Inkę", sanitariuszkę oddziału "Łupaszki", rozstrzelaną przez komunistów w wieku niespełna 18 lat (pomnik stanął na terenie przykościelnym), ze smutkiem odnotowałem, że patronem bodaj głównej ulicy Narewki nadal jest jedna z osób zlikwidowanych 17 kwietnia 1945 r. przez partyzantów "Łupaszki", a wszystkie osoby zastrzelone wtedy przez "łupaszkowców" upamiętnia pomnik stojący przy głównym skrzyżowaniu w Narewce. Stan ten do dziś nie uległ zmianie. Dodam tylko, że podczas akcji 5 Brygady Wileńskiej AK w Narewce jedną z osób, określoną w materiałach WSS Obwodu AKO Bielsk Podlaski jako denuncjatorka, ukarano chłostą. Stopień winy skazanych na śmierć musiał być zatem jeszcze bardziej ciężki. Ale swój pomnik w Narewce mają.
Działalność "Nowiny" w szeregach 5 Brygady Wileńskiej AK zakończyła się 8/9 sierpnia 1945 r. Wcześniej, podczas odbytej w Czajach–Wólce (wieś na skraju lasu rudzkiego) 1 sierpnia 1945 r. koncentracji liczącego wówczas blisko 300 partyzantów oddziału, podjęto decyzję o wysłaniu na lewy brzeg Bugu 1 szwadronu 5 Brygady wzmocnionego oddziałem "Młota" – w sumie ok. 100 partyzantów. "Nowina" zdecydował, że do nich dołączy. Przed południem 8 sierpnia 1945 r. we wsi Węże (ok. 17 km na południowy zachód od Sokołowa Podlaskiego) partyzanci rozbroili 8 sowieckich żołnierzy pędzących na wschód stado krów (rogacizna została zarekwirowana, sowietów puszczono wolno).
Wiadomość o pobycie partyzantów w Wężach dotarła dość szybko do garnizonu 1 Dywizji Piechoty LWP w Siedlcach. W sztabie dywizji podjęto błyskawiczną decyzję o zorganizowaniu ekspedycji przeciwpartyzanckiej, złożonej z pododdziałów 2 pułku praskiego. Przeciwko stojącym we wsi Węże "łupaszkowcom" wyruszyło 230 żołnierzy na dziewięciu samochodach ciężarowych z zamontowanymi na dachach ciężkimi karabinami maszynowymi. Jeden z pojazdów ciągnął za sobą działko kaliber 45 mm. Jednocześnie uruchomiono rozpoznanie lotnicze: ok. godziny 15.00 nad Wężami pojawił się samolot rozpoznawczy typu Polikarpow PO-2 (tzw. "kukuruźnik"). Został on "powitany" przez partyzantów zmasowanym ogniem z broni maszynowej. Po krótkim rekonesansie zwiadowczym nad wsią, odleciał w stronę Siedlec. Miejsce pobytu partyzantów zostało zlokalizowane przez przeciwnika. Oczywiście pojawienie się samolotu rozpoznawczego nad wsią było dla partyzantów sygnałem alarmowym. Oddziały "Zygmunta" i "Młota", a w ich składzie "Nowina", natychmiast rozpoczęły odwrót z Węży, nie miały jednak szans ujścia przed zbliżającą się od strony Siedlec obławą. Do starcia doszło nieopodal, w położonym może dwa kilometry od Węży lesie pomiędzy wsiami Paczuski i Sikory. Zanim jednak padły pierwsze strzały, szczęśliwym dla partyzantów zbiegiem okoliczności na kilka minut przed walką nadjeżdżająca od strony Sikor grupa operacyjna podzieliła się na dwa pododdziały, z których jeden pojechał do wsi Węże, zaś drugi, w sile 120 żołnierzy (na czterech ciężarówkach), ruszył w kierunku na Paczuski. Partyzanci "Zygmunta" i "Młota" znajdowali się akurat na przedpolu lasu leżącego pomiędzy Paczuskami a Sikorami. Na widok nadjeżdżających samochodów obławy natychmiast cofnęli się do lasu i tam błyskawicznie zajęli stanowiska obronne. 
1 szwadron 5 Brygady Wileńskiej AK na postoju w Puszczy Białowieskiej. Stoi 9 z lewej por. Zygmunt Błażejewicz "Zygmunt" (maj 1945 r.).
Kilkanaście lat temu miałem okazję rozmawiać z erkaemistą oddziału "Młota", który brał udział w tej walce. Pokazując mi miejsce starcia, wspominał, że o jego przebiegu przesądziła przytomność umysłów partyzanckich dowódców i dobre wyszkolenie żołnierzy 5 Brygady Wileńskiej AK, którzy błyskawicznie zajęli stanowiska bojowe i w odpowiednim momencie otworzyli ogień do nadjeżdżających samochodów z wojskiem. Trzeba też wiedzieć szanownym czytelnikom, że w tej części Podlasia komunistyczne grupy operacyjne działały wcześniej bezkarnie. Miejscowe oddziały partyzanckie były bowiem zbyt słabo wyszkolone i uzbrojone, by stawić czoła tak silnemu przeciwnikowi. Akcje przeciwpartyzanckie czy pacyfikacyjne w tym terenie nie napotykały zatem na poważniejsze próby oporu. Zapewne dlatego dowództwo tej części grupy operacyjnej, która skierowała się na Paczuski, widząc szybko wycofujących się do lasu partyzantów sądziło, że "sukces" przyjdzie łatwo. Nie wiedziało, bo wiedzieć nie mogło, że tym razem za przeciwnika ma zahartowany w bojach zespół ludzki, który nie zwykł się cofać. Za ten błąd swoich dowódców w ocenie potencjału bojowego "łupaszkowców" żołnierze LWP zapłacili wysoką cenę. Wystarczyły dwie, może trzy minuty huraganowego ognia partyzantów, aby ta część grupy operacyj
nej została doszczętnie rozbita – zginęło 16 żołnierzy LWP, a poddało się ponad 70-ciu, w tym ok. 20 było rannych. Reszcie udało się uciec i dołączyć do pozostałych sił obławy, które, stojąc w opuszczonej przez partyzantów wsi Węże, wsłuchiwały się w dochodzące od strony Paczusk odgłosy strzelaniny.
Sytuacja oddziałów "Zygmunta" i "Młota", pomimo rozbicia przez nie części sił przeciwnika, nadal wyglądała bardzo groźnie – były godziny popołudniowe długiego, sierpniowego dnia, a w bezpośredniej bliskości partyzantów znajdowała się pozostała część grupy operacyjnej, uzbrojona w ciężką broń maszynową i sprzęt radiowy. Natychmiast posłano stamtąd meldunek do dowództwa 2 pp. LWP w Siedlcach o wydarzeniach pod Paczuskami oraz zawezwano posiłki. W tym samym czasie dowódca 2 batalionu 2 pp. LWP, kpt. Tadeusz Cynkin, oraz dowódca 1 szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK, por. "Zygmunt", zawarli porozumienie, na postawie którego "łupaszkowcy" mieli wypuścić wszystkich jeńców, z których spora część chciała wstąpić w szeregi Brygady, a kpt. Cynkin zobowiązał się do przepuszczenia partyzantów bez podejmowania walki. Przebieg negocjacji pomiędzy kpt. Cynkinem a "Zygmuntem" to temat na oddzielną opowieść. Dodam tylko, że staraniem środowiska Fundacji "Pamiętamy" kilka lat temu obaj Panowie spotkali się dokładnie w miejscu, w którym w sierpniu 1945 r. wynegocjowali warunki czasowego rozejmu, dzięki czemu w lesie pod Paczuskami nie przelano wtedy więcej krwi.
Partyzanci odeszli z pola walki i dokonawszy uprzednio kilku pozorowanych manewrów dla zmylenia przeciwnika, przeszli do lasu rucheńskiego. Zalegli w nim aż do zmroku. W tym czasie wokoło nich zamknął się kordon wielkiej obławy, zorganizowanej przez formacje reżimu komunistycznego w reakcji na wydarzenia pod Paczuskami. Udział w niej brało kilka tysięcy żołnierzy LWP (przede wszystkim z 2 pp., wspieranych przez pododdziały 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte) a także jednostki NKWD z Węgrowa i Sokołowa Podlaskiego. Pod osłoną nocy partyzanci podjęli próbę wydostania się z okrążenia. Na czele szpicy partyzanckiej kolumny szedł "Nowina". Około północy partyzanci napotkali na swej drodze zmotoryzowany batalion fizylierów 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte wspierany kilkoma czołgami. Doszło do krótkiej, ale zaciekłej walki, w wyniku której "łupaszkowcom" udało się przerwać pierścień obławy. To właśnie wtedy ciężko ranny w udo został "Nowina". Była to jedyna strata po stronie partyzantów. Przeciwnik poniósł je większe – zginęło kilku fizylierów, kilku innych zostało rannych. Partyzanci wzięli do niewoli sowieckiego oficera w mundurze LWP i dwóch pancerniaków. Tych ostatnich puszczono wolno, sowieta wkrótce potem rozstrzelano. Po przerwaniu pierścienia obławy partyzanci skierowali się na Sterdyń. Tym manewrem udało im się zmylić pościg. Dowództwo obławy błędnie oceniło, że oddziały "Zygmunta" i "Młota" będą parły do Bugu, aby jak najszybciej przedostać się na jego prawy brzeg i zapaść w terenie, na którym zwykle działały. W tym właśnie kierunku – w stronę Bugu – skierowało siły obławy, co pozwoliło partyzantom oderwać się od przeciwnika. 
Kpt. Władysław Łukasiuk "Młot"
Ranny "Nowina" został odwieziony wozem na konspiracyjny punkt sanitarny Ośrodka AK Kosów Lacki w Hilarowie. Po tygodniu zabrał go stamtąd dowodzony przez Zdzisława Badochę "Żelaznego" patrol 5 Brygady Wileńskiej AK i przerzucił na punkt konspiracyjny we wsi Zagórze koło Kiełpińca nad Bugiem. Następnie "Nowina" trafił do leżącej po drugiej (prawej) stronie Bugu wsi Jasienica. Tam znalazł schronienie na plebanii u miejscowego księdza Stanisława Falkowskiego. Nie jest prawdą, co napisał Dariusz Fikus w książce Pseudonim "Łupaszka", jakoby "Nowina" miał być czasowo przechowywany pod ołtarzem (św. Pawła) w kościele, a ministrant palił kadzidło, aby usunąć odór z rany w nodze. W rzeczywistości partyzant "Nowina" czy też już pisarz Paweł Jasienica (Beynar podczas rekonwalescencji dużo pisał; niestety, zniszczył później te zapiski) przez cały czas pobytu pod opieką księdza Falkowskiego mieszkał w pokoju na plebanii. Opuścił gościnną Jasienicę po kilku miesiącach, po tym jak oddział podziemia rozbił miejscowy posterunek milicji, oddalony raptem o kilkadziesiąt metrów od budynku plebanii. Nie wrócił już w szeregi oddziału "Łupaszki" – wyjechał do Krakowa i wkrótce rozpoczął współpracę z Tygodnikiem Powszechnym.
Rozkazem DSZ z 15 sierpnia 1945 r. został awansowany do stopnia kapitana. Paradoksalnie, ciężka rana, którą odniósł w walce z fizylierami 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte (tak, tak, nasi serialowi "czterej pancerni" kiedy powrócili z wojny do domu to nie tak od razu w piecu napalili; wcześniej przez kilka miesięcy pacyfikowali Podlasie, oczyszczając jego teren z "elementów reakcyjnych") możliwe, że uratowała mu życie. Już dziesięć dni po starciu pod Zalesiem rajdujące po Podlasiu oddziały "Zygmunta" i "Młota" walczyły bowiem z grupą operacyjną NKWD–UB–LWP, pacyfikującą teren prawobrzeżnego Podlasia. W zaciekłym boju, do którego doszło we wsi Miodusy Pokrzywne nieopodal Perlejewa, zginęło 9 partyzantów a kilkunastu innych odniosło rany (zainteresowanych szczegółami tej walki zachęcam do lektury publikacji 5 Brygada Wileńska AK 18 sierpnia 1945 r. Bitwa w Miodusach Pokrzywnych). Na zakończenie wątków partyzanckich niniejszego tekstu należy dodać, że we wrześniu 1945 r. 5 Brygada Wileńska AK uległa samorozwiązaniu; wiosną 1946 r. wznowiła działalność na Pomorzu. Natomiast na Podlasiu działała aż do 1952 r. wywodząca się ze szwadronu "Zygmunta" i oddziału "Młota" 6 Brygada Wileńska AK.
Pomimo zaprzestania działalności w szeregach 5 Brygady Wileńskiej AK, Paweł Jasienica nadal utrzymywał kontakt z "Łupaszką" i ppor. Lucjanem Minkiewiczem "Wiktorem" (w czasie kampanii 1945 r. zastępcą dowódcy 1 szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK, a od lutego do października 1946 r. dowódcą 6 Brygady Wileńskiej AK – jednym z najlepszych i najbardziej zaufanych podkomendnych "Łupaszki" z okresu walki z reżimem komunistycznym). Między innymi, podczas s
potkania, do którego doszło w Krakowie, rozważał z "Łupaszką" i "Wiktorem" stosunek do "amnestii" ogłoszonej w lutym 1947 r., po sfałszowanych przez partię komunistyczną wyborach do Sejmu. Jasienica miał rekomendować obu dowódcom zakończenie działalności oddziału, ale bez ujawniania się przed komunistami, co świadczyłoby dobrze o rozpoznawaniu intencji reżimu komunistycznego przez pisarza.
Ppor. Lucjan Minkiewicz "Wiktor", sądzony razem z mjr "Łupaszką", skazany na karę śmierci i zamordowany 8 lutego 1951 na Mokotowie.
Został aresztowany przez UB w mieszkaniu siostry "Wiktora" 2 lipca 1948 r. Od niechybnej śmierci uratowała go interwencja Bolesława Piaseckiego (szefa PAX-u). Należy podkreślić, że Paweł Jasienica nie wydał ani "Łupaszki", ani nikogo innego. Ceną za ocalenie jego głowy nie była również współpraca z UB, jak podczas rozpętanej w marcu 1968 r. nagonki na pisarza insynuował Władysław Gomułka. Zdecydowała o tym wyżej wspomniana inicjatywa Bolesława Piaseckiego. 27 sierpnia 1948 r. Paweł Jasienica opuścił kazamaty UB.
Czy Paweł Jasienica nie zapłacił zatem żadnej ceny za uwolnienie z rąk bezpieki?
Jeszcze będąc osadzonym w areszcie śledczym sporządził na żądanie funkcjonariuszy UB opracowanie na temat 5 Brygady Wileńskiej AK, którego treść, jak można sądzić, nie oddaje rzeczywistych zapatrywań pisarza na jego niedawnych wówczas towarzyszy broni, w szczególności na mjra "Łupaszkę", na ich horyzonty myślowe i motywacje, które im przyświecały w czasie walki w szeregach oddziału. Ale jakaż to cena? Żadna. Kto z nas mając do wyboru stryczek albo napisanie kilku stron opracowania, które nikomu wówczas nie przyniosło szkody – nie był to materiał nadający się do wykorzystania operacyjnego przez UB – nie chwyciłby za długopis, ten niech weźmie do ręki kamień. Ja natychmiast kucam i zaczynam pisać na piasku.
W tym opracowaniu jest jeden fragment wart przywołania, gdyż daje jakieś wyobrażenie o realiach walki partyzanckiej w okresie po "amnestii" z lutego 1947 r.:
Zapewne częścią ceny za darowanie życia była także zgoda Jasienicy na wejście, w styczniu 1950 r., do powołanych przez komunistów tymczasowych władz Caritasu (ten wątek wykracza jednak poza ramy niniejszego tekstu).
W 1955 r. Paweł Jasienica opublikował w tygodniku "Świat" artykuł mający być recenzją powieści Józefa Mackiewicza "Doga donikąd" (każdemu, kto jest zainteresowany anatomią procesu rozkładu wspólnoty dotkniętej opresją komunistyczną, gorąco polecam tę niezwykłą powieść [posłuchaj w MP3]). Już sam tytuł wzmiankowanego artykułu – Moralne zwłoki szlachcica kresowego – odstrasza. Dalej jest jeszcze gorzej. Tekst jest niewybrednym atakiem na Mackiewicza (czytaj również: J. Mackiewicz, Casus Paweł Jasienica). Niestety, autor porusza w nim również wątki partyzanckie:
To chyba jedyny tekst przeznaczony do druku, w którym Paweł Jasienica choć pośrednio "wspomniał" swego dowódcę i swych podkomendnych. Nie spełniło się marzenie mjra "Łupaszki", który bardzo chciał, aby dzieje 5 Brygady Wileńskiej AK spisał jego zastępca. Na szczęście jednak zostały one uwiecznione przez Kazimierza Krajewskiego i Tomasza Łabuszewskiego w znakomitej monografii "Łupaszka", "Młot", "Huzar". Działalność 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK (Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 2002). Od niedawna można cieszyć oko także albumem Brygady "Łupaszki", w opracowaniu wyżej wymienionych oraz Piotra Niwińskiego (Instytut Pamięci Narodowej, Oficyna Wydawnicza Rytm. Warszawa 2010). Gorąco zachęcam do zapoznania się z tymi wydawnictwami.

Krzyż na skraju lasu rudzkiego w miejscu śmierci kpt. Władysława Łukasiuka "Młota".
- Mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" został przez sąd komunistyczny skazany na karę śmierci a następnie zastrzelony w więzieniu mokotowskim w Warszawie 8 lutego 1951 r.
- Ppor. Lucjan Minkiewicz "Wiktor" podzielił los swego dowódcy; został zamordowany tego samego dnia, w kilka minut po "Łupaszce".
- Kpt. Władysław Łukasiuk "Młot" zginął 29 czerwca 1949 r.
- Ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny" poległ 26 czerwca 1946 r.
- St. sierż. Józef Babicz "Żwirko" poległ 17 lutego 1947 r.
Lech Leon Beynar "Nowina" czyli Paweł Jasienica zmarł w Warszawie 19 sierpnia 1970 r.
"Łupaszka", "Młot" i "Nowina" zostali postanowieniami Prezydenta RP, śp. Lecha Kaczyńskiego, odznaczeni pośmiertnie Krzyżami Wielkimi Orderu Odrodzenia Polski.
Order nadany Pawłowi Jasienicy został przekazany na ręce członków jego rodziny przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego podczas uroczystości w dniu 1 marca 2011 roku.

adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944- 1954.
* Tytuł ostatniej partii tekstu to fragment wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego Z lasu.
Paweł Jasienica u mjr. "Łupaszki" – część 1/2>
Strona główna>
Konferencja poświęcona Januszowi Kurtyce
Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie, Aula Wincentego Danka, ul. Podchorążych 2
- prof. Zdzisław Noga (dyrektor Instytutu Historii Uniwersytetu Pedagogicznego);
- dr hab., prof. UJ Stanisław A. Sroka (dyrektor Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego);
- Waldemar Bukowski (kierownik Pracowni Słownika Historyczno-Geografi cznego Małopolski Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk).
- Waldemar Bukowski – Janusz Kurtyka – badacz dziejów Polski średniowiecznej i wczesnonowożytnej;
- dr Franciszek Sikora – Udział Janusza Kurtyki w pracach nad "Słownikiem historyczno-geograficznym woj. krakowskiego w średniowieczu" i jego studia nad dziejami osadnictwa;
- dr hab., prof. UMK Jan Wroniszewski – Genealogia i biografi styka w badaniach Janusza Kurtyki;
- prof. Tomasz Jurek – Historia społeczna w badaniach Janusza Kurtyki;
- dr hab., prof. UŚ Jerzy Sperka – „Theatrum politicum” jako przedmiot badań Janusza Kurtyki;
- Dyskusja.
- dr hab., prof. UR Zdzisław Budzyński – Podole w dorobku i projektach badawczych Janusza Kurtyki;
- dr Witalij Michałowski – Badania Janusza Kurtyki nad Podolem na tle nowszej historiografi i ukraińskiej;
- Mariusz Machynia, dr Marian Wolski – Projekt badawczy „Zapomniane pomniki cywilizacji europejskiej.
- Zespół ksiąg ziemskich i grodzkich w zasobie Centralnego Państwowego Historycznego Archiwum w Kijowie”. Dotychczasowy dorobek zespołu i perspektywa prac;
- Maciej Wilamowski – O warsztacie badawczym Janusza Kurtyki;
- Dyskusja i podsumowanie obrad.
- Maciej Wilamowski – Prezentacja zbioru prac Janusza Kurtyki: „Podole w czasach jagiellońskich 1394–1572”, Kraków 2011, Societas Vistulana.
(organizowana przez Koło Naukowe Historyków Studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego i Studenckie Koło Naukowe Historyków Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie). Aula im. ks. Józefa Tischnera, Instytut Historii UJ, ul. Gołębia 13
- Marek Mroczek – Szachy w średniowieczu. Kultura, nauka i życie codzienne;
- Diana Griszan – Działalność Józefy Petriczek w krakowskim okręgu WiN;
- Piotr Magiera – Powojenna działalność 5. Brygady Wileńskiej – heroiczna walka czy przejaw brawury?;
- Krzysztof Kloc – Marksistowskie interpretacje czyli II Rzeczpospolita oczami Polski Ludowej;
- Dominika Jasiak – Procesy karne uczestników protestów społecznych w Marcu 1968 r. w Krakowie;
- Kamil Ruszała – Nielegalna budowa kościołów na terenie diecezji przemyskiej w okresie PRL, przykład Glinika Polskiego w świetle niepublikowanych materiałów;
- Joanna Mrugała – Czwarty kumpel – krótka opowieść o Staszku Pietraszce
kościół św. Marka, ul. św. Marka 10
8.30 MSZA ŚWIĘTA W INTENCJI ŚP. JANUSZA KURTYKI
Auditorium Maximum UJ, ul. Krupnicza 35
- dr hab., prof. UJ Stanisław Sroka (dyrektor Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego);
- Zuzanna Kurtyka;
- dr Franciszek Gryciuk (p.o. prezes Instytutu Pamięci Narodowej);
- dr Marek Lasota (dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie).
- dr Janusz Pezda – Janusz Kurtyka – działacz Koła Naukowego Historyków Studentów UJ i Niezależnego Zrzeszenia Studentów UJ;
- Kazimierz Krajewski – Janusz Kurtyka – strażnik pamięci „Żołnierzy Wyklętych”;
- dr Filip Musiał – Janusz Kurtyka – redaktor „Zeszytów Historycznych WiN-u” i prezes Stowarzyszenia Społeczno-Kombatanckiego Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość;
- prof. Jan Draus – Janusz Kurtyka – wykładowca i dydaktyk.
- prof. Ryszard Terlecki – Janusz Kurtyka – dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie;
- Mateusz Szpytma – Janusz Kurtyka – prezes Instytutu Pamięci Narodowej;
- prof. Jurij Szapował, dr Serhij Kokin – Rola Janusza Kurtyki w intensyfi kacji współpracy IPN ze Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy i innymi instytucjami ukraińskimi;
- dr Maciej Korkuć – Janusz Kurtyka – Historia najnowsza a polityka pamięci;
- dr Barbara Fedyszak-Radziejowska – Analiza jakościowa zawartości prasy dotyczącej Janusza Kurtyki;
- Wojciech Frazik – Prezentacja książki Janusza Kurtyki: „Z dziejów agonii i podboju. Prace zebrane z zakresu najnowszej historii Polski”, Kraków 2011, Oddział IPN w Krakowie – Arcana.
- Projekcja filmu w reżyserii Aliny Czerniakowskiej – Trwajcie. IPN 2005 – 2010. Janusz Kurtyka
WARTO PRZECZYTAĆ… (36)

Mariusz Bechta
Jata ’44. Obozy szkoleniowe NSZ i AK w lasach łukowskich w czasie II wojny światowej.
Biała Podlaska 2011, Agencja Wydawniczo-Reklamowa "ARTE", 130 s.
w cenie 46,50 zł.
Album "Jata ’44" autorstwa Mariusza Bechty jest fascynującym świadectwem, wciąż słabo nagłośnionego, fenomenu z dziejów Polskiego Państwa Podziemnego na Podlasiu z czasów II wojny światowej. Przywraca on pamięć o imponującym wysiłku organizacyjnym i wojskowym konspiratorów Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych z terenu powiatów siedleckiego i łukowskiego. Utworzenie zimą i wiosną 1944 r. dwóch obozów szkoleniowych w ostępach rezerwatu Jata koło Łukowa zwieńczyło twardy opór ludności polskiej przeciw Niemcom, tuż przed "wyzwoleńczym" marszem Armii Czerwonej niosącym Polsce nową okupację.
To zbiór unikalnych zdjęć, które przetrwały, na przekór wysiłkom komunistycznej policji politycznej w Polsce "ludowej", w zbiorach prywatnych lub były niedostępne w archiwach Urzędu Bezpieczeństwa. To cząstka tożsamości historycznej Podlasia, która napawa nas dumą z myśli i czynów naszych przodków.
MARIUSZ BECHTA, ur. 1972, Podlasiak z polsko-rzymską duszą. Historyk od wielu lat odkurzający zapomniane półki ze zwojami manuskryptów w archiwach i zbiorach prywatnych. Autor kilku książek poświęconych dziejom najnowszym Polski. Ostatnio wydał: "… między Bolszewią a Niemcami. Konspiracja polityczna i wojskowa Polskiego Obozu Narodowego na Podlasiu w latach 1939-1952" (Warszawa 2008). Redaktor naczelny "Templum Novum" – periodyku broniącego Tradycji w czasach rozpadu historycznej wspólnoty Polaków.
Kto nadał ordery "Żołnierzom Wyklętym"… rzecz o zamilczaniu.
[wybór ikonografii – autor strony]
KTO NADAŁ "ŻOŁNIERZOM WYKLĘTYM" ORDERY PRZEKAZANE W DNIU 1 MARCA 2011 r. PRZEZ PREZYDENTA KOMOROWSKIEGO? RZECZ O ZAMILCZANIU.
Prezydent RP nadał pośmiertnie ordery 22 "Żołnierzom Wyklętym". W dniu 1 marca 2011 r. Prezydent Komorowski przekazał te ordery członkom rodzin osób nimi uhonorowanych. Przekazał, ale czy również nadał? Oto jest pytanie. Odpowiedź na nie poznają tylko cierpliwi czytelnicy, tzn. ci, którzy przebrną przez większą część niniejszego tekstu.
Zanim wyjaśnię o co chodzi z nadaniem tych orderów, pozwolę sobie, wychodząc z założenia, że o prawdziwych i obiektywnie ciekawych bohaterach nigdy zbyt dużo, naszkicować historię uhonorowanych Krzyżami Wielkimi Orderu Odrodzenia Polski, dwóch partyzantów z terenu Białostocczyzny, których powojenne dzieje znakomicie ilustrują dramatyczne i heroiczne jednocześnie losy wielu "Żołnierzy Wyklętych".
Mjr Jan Tabortowski "Bruzda" i ppor. Stanisław Marchewka "Ryba", bo o nich mowa, byli żołnierzami Polski Podziemnej już od 1940 r. Po wejściu sowietów w 1944 r. na ziemie polskie nie złożyli broni. Odegrali główne role w kilku spektakularnych akcjach podziemia antykomunistycznego, choćby w przeprowadzonym w nocy z 8 na 9 maja 1945 r. ataku na Grajewo, w wyniku którego min. rozbito miejscowe więzienie i uwolniono ok. 80 więźniów reżimu komunistycznego. Akcją w Grajewie dowodził "Bruzda", natomiast "Ryba" stał na czele oddziału, który z powodzeniem szturmował tam budynek Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. I tak jak symboliczna jest data przeprowadzenia akcji na Grajewo – przecież dokładnie wtedy Europa Zachodnia świętowała zakończenie II wojny światowej a Związek Radziecki do tej fety czynił ostatnie przygotowania- tak symboliczne dla historii "Żołnierzy Wyklętych" są dalsze losy "Bruzdy" oraz "Ryby". Obaj ujawnili się podczas amnestii z lutego 1947 r. (przy czym "Ryba" zaprzestał działalności konspiracyjnej już wcześniej, w początkach 1946 r.). Obaj próbowali znaleźć dla siebie miejsce w komunistycznej rzeczywistości. I żadnemu z nich to się nie udało. Nie mieli szans. Takich jak oni partia komunistyczna skazała na zagładę. Po prostu.
Mjr Jan Tabortowski "Bruzda"
"Bruzda" po ujawnieniu zamieszkał w Warszawie. Podjął pracę i rozpoczął studia na SGH. W kwietniu 1950 r., zagrożony aresztowaniem, zdecydował się na powrót do lasu. Stanął na czele kilkuosobowej grupy partyzanckiej, która operowała na terenach powiatu grajewskiego i łomżyńskiego. Ponieważ przez długie miesiące dla UB pozostawał nieuchwytny, bezpieka postanowiła schwytać go przy pomocy jego dawnego podkomendnego, czyli "Ryby". Ten, po zaprzestaniu działalności niepodległościowej w początkach 1946 r., potwierdzonym dodatkowo ujawnieniem w 1947 r., opuścił teren Białostocczyzny i zamieszkał w Łodzi, gdzie rozwinął prywatny interes (trudnił się handlem). Bezpieka dopadła go jesienią 1952 r. Alternatywa, przed którą "Ryba" został postawiony przez komunistów była iście diabelska: albo zgoda na współpracę z UB w celu wydania dawnego dowódcy, "Bruzdy", albo piekło ubeckich kazamatów i, w najlepszym wypadku, długoletnie więzienie. Dla człowieka, który od ponad sześciu lat nie konspirował, który zaadoptował się w nowej, wprawdzie ponurej, ale zawsze jakiejś rzeczywistości, miał rodzinę, plany na przyszłość itd., wybór, jakiego z woli UB miał dokonać, był – oceniając rzecz z poszanowaniem prawdy życia – piekielnie trudny. "Ryba" wybrał rozwiązanie, którego ubecy nie przewidzieli, bo przewidzieć nie byli w stanie. Mierzyli bowiem świat własną miarą, co jest często spotykanym błędem. Otóż "Ryba" dokonał wyboru na wierność. Pozornie zgodził się na współpracę i pomoc w ujęciu "Bruzdy", po czym otrzymał od UB stosowne instrukcje i ruszył w białostockie na poszukiwanie swego byłego dowódcy. Do spotkania starych towarzyszy broni doszło stosunkowo szybko. "Ryba" wyjawił "Bruździe" cały plan nakreślony przez UB i rolę, którą w myśl koncepcji UB miał w nim odegrać. Rolę Judasza. A tej "Ryba" grać nie chciał. Zapewne uznał, że nie ma prawa przesądzić, że jego życie jest ważniejsze od życia "Bruzdy". Przyłączył się do grupy partyzanckiej, którą dowodził "Bruzda" i został jego zastępcą. Musiał mieć pełną świadomość, że dokonując takiego wyboru, zamyka przed sobą drzwi do przyszłości, a klucz do nich wyrzuca daleko za siebie. Że odwrotu już nie będzie. Że za tę decyzję przyjdzie mu zapłacić własnym życiem. I tak też się stało. Zanim jednak dopełnił się jego los, w dramatycznych okolicznościach zginął "Bruzda". 23 sierpnia 1954 r. partyzanci zaatakowali posterunek MO w Przytułach. W czasie tej akcji "Bruzda" został ciężko ranny. Jego podkomendni nie mieli najmniejszych szans, aby wynieść go z miejsca walki i uciec przed pościgiem. W tej sytuacji "Ryba" dobił swego dowódcę i przyjaciela. Tak zginął major Jan Tabortowski "Bruzda", przedwojenny oficer WP, kawaler Orderu Virtuti Militari. Jego ciało komuniści pogrzebali w nieznanym do dziś miejscu. "Ryba" miał wtedy przed sobą jeszcze dwa i pół roku życia. Ubecy (a dokładnie już wtedy esbecy) dopadli Go dopiero 3/4 marca 1957 r. Ukrywał się w przemyślnie wykopanym bunkrze w zabudowaniach gospodarskich w swej rodzinnej wsi, Jeziorku (zapewne jego miejsce urodzenia przesądziło o wyborze pseudonimu, pod którym walczył). Został zdradzony przez swego żołnierza, który krwią "Ryby" opłacił wyjście z podziemia bez sankcji więzienia. Osaczony w swej kryjówce przez obławę, ppor. Stanisław Marchewka "Ryba" podjął walkę i zginął. Został pochowany na cmentarzu w Jeziorku. Był, tak jak "Bruzda", kawalerem Orderu Virtuti Militari.
Ppor. Stanisław Marchewka ps. "Ryba"
Jak można wnosić z przywołanych powyżej faktów, "Bruzda" i "Ryba" zginęli, bo niezwykle silnie, można powiedzieć, że
wręcz śmiertelnie mocno, byli przywiązani do idei wolności, do prawa człowieka do wolnego życia na ziemi. Ilekroć myślę o nich i Im podobnych, przypominają mi się końcowe, gorzkie frazy wiersza Zbigniewa Herberta Mademoiselle Corday, z tomiku "Rovigo":
Wróćmy jednak do 1 marca 2011 r., do uroczystości przekazania przez Prezydenta Komorowskiego członkom rodzin "Żołnierzy Wyklętych" nadanych pośmiertnie ich bliskim orderów. Nie tylko rodziny odznaczonych, ale sądzę, że wszyscy, którym pamięć o "Żołnierzach Wyklętych" jest sprawą bliską sercu, przyjęli wiadomość o tym wydarzeniu z radością i wdzięcznością. Tym wszystkim, jak sądzę, należy się pewne, przyjmijmy, że drobne, wyjaśnienie. Wiemy bowiem kto ordery te wręczył (a dokładnie przekazał na ręce przedstawicieli rodzin osób pośmiertnie uhonorowanych). Ale zapewne nie wszyscy, czy wręcz zdecydowana większość z Państwa nie wie, kto te ordery nadał. A nadał je nie kto inny jak Prezydent RP, śp. Lech Kaczyński. Odpowiednio: śp. mjr. Janowi Tabortowskiemu "Bruździe" postanowieniem z 20 sierpnia 2009 r., śp. ppor. Stanisławowi Marchewce "Rybie" także postanowieniem z 20 sierpnia 2009 r.
Podczas uroczystości w dniu 1 marca 2011 r. Prezydent Komorowski przekazał członkom rodzin odznaczonych pośmiertnie "Żołnierzy Wyklętych" jeszcze 5 (pięć) Krzyży Wielkich Orderu Odrodzenia Polski (jeden z nich przekazany został rodzinie Lecha Leona Beynara vel Pawła Jasienicy, naszego sławnego dziejopisa, a w 1945 r. oficera 5 Brygady Wileńskiej AK mjra Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki"), w sumie (7) siedem orderów tej rangi – najwyższej po Orderze Orła Białego. Wszystkie one nadane zostały przez Prezydenta RP, śp. Lecha Kaczyńskiego !!!
I jeszcze kilka zdań nudnej statystyki.
Prezydent Komorowski przekazał w tym dniu jeszcze 15 (piętnaście) nadanych pośmiertnie "Żołnierzom Wyklętym" orderów: 8 (osiem) Krzyży Komandorskich z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski i 7 (siedem) Krzyży Komandorskich Orderu Odrodzenia Polski. Spośród nich 5 (pięć), czyli w sumie 12 (dwanaście) z 22 (dwudziestu dwóch) orderów przekazanych przez Prezydenta Komorowskiego rodzinom odznaczonych "Żołnierzy Wyklętych", nadał śp. Lech Kaczyński. W przypadku 6 (sześciu) innych procedura przygotowawcza została wszczęta i przeprowadzona praktycznie w całości jeszcze za czasów Jego prezydentury. Nie zdążył tylko wydać i podpisać postanowień o nadaniu tych orderów. Uczynił to już Bronisław Komorowski. Pozostają zatem jeszcze 4 (cztery) ordery. I te cztery ordery nadane zostały z inicjatywy własnej aktualnego Prezydenta RP. Cztery z dwudziestu dwóch orderów przekazanych przez Bronisława Komorowskiego członkom rodzin "Żołnierzy Wyklętych" w dniu 1 marca 2011 r.
Na oficjalnej stronie Kancelarii Prezydenta RP, pod datą 1 marca 2011 r., czytamy: Prezydent odznaczył "Żołnierzy Wyklętych" (to tytuł informacji – przyp. G.W.). I dalej: Podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim Bronisław Komorowski przekazał członkom rodzin "Żołnierzy Wyklętych" nadane pośmiertnie Ordery Odrodzenia Polski […]. Można tam zapoznać się także z listą odznaczonych.
Dodam od razu, uprzedzając wszelkiej maści nienawistników i różnych takich, że informacja zamieszczona na stronie Kancelarii Prezydenta RP na temat przekazanych przez Prezydenta Komorowskiego w dniu 1 marca 2011 r. orderów, nadanych pośmiertnie "Żołnierzom Wyklętym", jest zgodna z prawdą. Może troszkę tylko jest nieprecyzyjna, może tylko jest nieco zbyt enigmatyczna, może tylko odrobinę wprowadza w błąd. Należy oczywiście z góry wykluczyć (mam nadzieję, że szanowni czytelnicy niniejszego tekstu zgodzą się ze mną) świadome działanie osób odpowiedzialnych za zamieszczenie przywołanej informacji na stronie internetowej Kancelarii Prezydenta RP. Świadome w tym sensie, że dopuszczające wprowadzenie opinii publicznej w błędne przekonanie, że śp. Lech Kaczyński nie miał nic wspólnego z orderami dla "Żołnierzy Wyklętych", które Prezydent Komorowski przekazał, w dniu Narodowego Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych", wprowadzonego do porządku prawnego z inicjatywy śp. Lecha Kaczyńskiego (znowu ten śp. Lech Kaczyński; chyba za dużo Jego osoby w tym tekście, tyle że faktografia jakoś to sama narzuca), członkom rodzin osób odznaczonych.
Przyjrzyjmy się przez chwilę treści informacji zamieszczonej na stronie internetowej Kancelarii Prezydenta RP.
Zawarte w tytule informacji zdanie: "Prezydent odznaczył "Żołnierzy Wyklętych"" jest prawdziwe. Zastrzegam przy tym, że użyty w nim wyraz "odznaczył" rozpoznaję jako określenie dla czynności nadania orderów. Inaczej chyba nie można, skoro w kolejnym zdaniu informacji jej autor stwierdza, precyzyjnie opisując w tym fragmencie tekstu co wydarzyło się 1 marca w Pałacu Prezydenckim, że Prezydent Komorowski przekazał […] nadane pośmiertnie ordery (słusznie rozróżniając merytoryczną decyzję – w formie postanowienia Prezydenta RP – o nadaniu orderów od wykonawczej czynności ich przekazania na ręce członków rodzin osób odznaczonych). Ponadto, z uwagi na okoliczności sprawy, wyraz "odznaczył", użyty dla opisu czynności wykonawczej w stosunku do postanowienia Prezydenta PR o nadaniu orderów, byłby nieadekwatny, gdyż nikogo z odznaczonych, niestety, nie ma od lat wśród żywych.
Zdanie "Prezydent odznaczył &
#8222;Żołnierzy Wyklętych"" jest prawdziwe dlatego, że ordery nadaje organ konstytucyjny – Prezydent RP – a nie taka czy inna osoba sprawująca tę zaszczytną funkcję. Jednakże w zestawieniu z zamieszczonym na stronie internetowej Kancelarii Prezydenta RP opisem uroczystości z Pałacu Prezydenckiego, pomijającym wszelkie szczegóły nadania orderów, w tym daty wydania przez Prezydenta RP stosownych postanowień (o wskazaniu Lecha Kaczyńskiego jako tego, który, realizując uprawnienia Prezydenta RP, nadał większość z przekazanych w dniu 1 marca 2011 r. przez Prezydenta Komorowskiego orderów, nawet nie wspominając) informacja takiej treści musiała wytworzyć mylne wrażenie, że ordery te, bez wyjątku, nadał Prezydent Komorowski. Przyjmując z kolei, że wyraz "odznaczył" został przez autora analizowanej informacji użyty jako zamiennik dla wyrazu "przekazał", otrzymujemy ten sam efekt: w następstwie całkowitego pominięcia okoliczności związanych z nadaniem orderów, odbiorcy tego komunikatu tkwią w kontrfaktycznym przekonaniu, że wszystkie ordery, o których traktuje ten tekst, nadane zostały przez Prezydenta Komorowskiego.
Nie przesadzam. Przecież jak Polska długa i szeroka telewizje, radia, gazety, portale internetowe zgodnym chórem, powtarzając zapewne za informacją ze strony internetowej Kancelarii Prezydenta RP (ciekawe jaką treść miał komunikat prasowy Kancelarii Prezydenta RP w tej sprawie?), podały, że Prezydent Komorowski odznaczył "Żołnierzy Wyklętych". Natomiast nigdzie ani nie usłyszałem ani nie doczytałem się wzmianki, że cokolwiek wspólnego z tymi orderami miał śp. Lech Kaczyński, który, przypomnijmy, większość z nich nadał. Jego udział w tym dziele, szlachetnym i godnym uznania, zupełnie zaginął. Można to sprawdzić, wystarczy wpisać w google np. "Prezydent odznaczył Żołnierzy Wyklętych"" i przeczytać teksty, które pokaże nam wyszukiwarka. Próżno w tym kontekście szukać jakiejkolwiek informacji o Lechu Kaczyńskim. Warto też sprawdzić w wikipedii hasło: Lech Leon Beynar vel Paweł Jasienica. Jest tam on opisany jako osoba dwukrotnie pośmiertnie odznaczona Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski (3 maja 2007 r. i 1 marca 2011r.). To oczywiście błąd, choć w tym akurat przypadku trudno mieć pretensje do autorów hasła. Dla rozwiania wątpliwości wyjaśniam, że Lech Leon Beynar został odznaczony pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski tylko raz – postanowieniem Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z dnia 3 maja 2007 r. Order na ręce członków rodziny Beynara przekazał w dniu 1 marca 2011 r. Prezydent RP Bronisław Komorowski.
Chcę podkreślić, że nie uważam za bardzo istotne, kto personalnie nadał te ordery. Ważne, że aktualny Prezydent RP póki co kontynuuje w tej kwestii politykę historyczną poprzednika. Chciałbym jednak żeby ta, zapewne już ostatnia materializacja decyzji podjętych przez śp. Lecha Kaczyńskiego jako Prezydenta RP nie została kompletnie oderwana od Jego osoby. Tym bardziej, że ma ona charakter symboliczny: dotyczy wszak osób, których już z nami nie ma; odnosi się do "Żołnierzy Wyklętych", którzy na uznanie ze strony najwyższego urzędu Rzeczpospolitej musieli czekać 15 lat – do czasu objęcia tego urzędu przez Lecha Kaczyńskiego. Nie ma już wśród nas również Lecha Kaczyńskiego. Pozostała pamięć. I warto było ów kontekst – w poszanowaniu tej symboliki – choć w jednym zdaniu komunikatu na stronie internetowej Kancelarii Prezydenta RP zaakcentować. Ale nie zrobiono tego. I wiecie Państwo, ze smutkiem stwierdzam, że zupełnie nie jestem tym faktem zadziwiony. A Państwo?

adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944- 1954.
Żołnierze Wyklęci w "Rzeczpospolitej"
Informacja za "Rzeczpospolitą":
Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" był w tym roku po raz pierwszy – z inicjatywy śp. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego – oficjalnie obchodzony w Polsce.
Wiedza o tych bohaterskich żołnierzach, do końca wiernych Rzeczypospolitej, jest jednak nadal zbyt mała, a nazbyt wypaczona i zresztą wypaczana nadal.
Dziś niejako zapowiedź owego ośmiotomowego wydawnictwa. Historycy Instytutu Pamięci Narodowej – Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski i Jan Żaryn – dokonują w dzisiejszym dodatku rzetelnego i sugestywnego przybliżenia dziejów, celów i metod walki oraz wybitnych postaci podziemia niepodległościowego. Ukazujemy kilka ich akcji na specjalne zamówienie ilustrowanych przez Marka Szyszkę.
Reprodukujemy także niektóre z setek zdjęć przygotowanych już do druku oraz jedną ze stron nowego komiksu Krzysztofa Wyrzykowskiego i Sławomira Zajączkowskiego o działaniach "Żelaznego" od "Łupaszki", który będzie publikowany w całości od nr. 1 do 8 cyklu "Żołnierze Wyklęci 1943 – 1963".
30 marca 2011 r. – bogaty ciąg dalszy…
- Janusz Kurtyka – Niezłomni do końca [wypowiedź śp. prezesa IPN rok przed obchodami Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych].
- Walka "Kotwicza" – Ze środka oddziałów, z traw leśnych, paproci, podnosi się bezręka postać w polówce i pada spokojna komenda: ognia – skokami naprzód… >
- Śmierć "Smiersza" – Na moje "ruki w wierch! – my polskije partizany!" – rzucił kieliszek na ziemię i porwał za leżącą przed nim PPSz… >
- Rozbicie więzienia – Wypuszczono wszystkich więźniów politycznych. Rozstrzelano trzech strażników, którzy wsławili się szczególnym okrucieństwem… >
Źródło: "Rzeczpospolita">
Strona główna>
Od Wandejczyków do Jaruzelskiego… – część 1/2
[wybór ikonografii – autor strony]
OD WANDEJCZYKÓW DO JARUZELSKIEGO, CZYLI RZECZ O DWUTOROWOŚCI DZIEJÓW.
monotonną procesję i nierówną walkę
zbirów na czele ogłupiałych tłumów
przeciw garstce prawych i rozumnych […]
Zbigniew Herbert
"Elegia na odejście pióra atramentu lampy"
W ostatnich tygodniach na kilku portalach internetowych, min. wPolityce.pl, ukazały się teksty zawierające prognozy dla historii, jako przedmiotu nauczania w polskich szkołach. Ich lektura prowadzi do wniosku, że dla tej dyscypliny wiedzy przyszłość wykładania jej na poziomie szkolnym nie jawi się zbyt różowo, choć wypada zaznaczyć, że Minister Edukacji Narodowej ma w tej sprawie odmienne zdanie. Osobiście nie sądzę, że dodanie czy odjęcie godziny albo nawet dwóch godzin lekcyjnych historii tygodniowo zmieni istotnie stan rzeczy, a ten wydaję mi się zasługiwać od lat na miano zapaści.
Problem, który uważam za dla tej kwestii zasadniczy, polega na tym, że okres historii najnowszej jest przerabiany (siłą osi chronologicznej zdarzeń) przy końcu nauki w ostatniej klasie gimnazjum czy liceum, tj. kiedy mało który z uczniów, nawet tych skłonnych do poznawania wiedzy, ma głowę do bieżącej nauki – gimnazjaliści przygotowują się wtedy do egzaminu do liceum, a licealiści do matury. A przecież ten właśnie wycinek historii, jako najbliższy teraźniejszości, powinien być poznawany bardziej wnikliwie niż przykładowo, przy całym szacunku do wagi zdarzenia, rozbicie dzielnicowe z XII wieku. Chodzi przecież o to, aby historia była tworzywem do przemyśleń, pozwalała wyciągać właściwe wnioski na dziś i jutro. Dlatego też przeciętny uczeń powinien wiedzieć nieco więcej raczej o wieku dwudziestym niż dwunastym, wszak istotne wydarzenia dwudziestego wieku mają jeszcze wpływ, często całkiem znaczący, na czasy obecne, a fakty z dwunastego stulecia, niezależnie od ich ówczesnej wagi, raczej już nie.
Nie chcąc tylko narzekać, opracowałem konspekt lekcji historii, którą, w moim przekonaniu, powinien przyswoić sobie właśnie taki przeciętnie zainteresowany historią uczeń, nie posiadający ambicji kształcenia się na wydziałach historycznych wyższych uczelni (na wypadek gdyby Ministerstwo Edukacji Narodowej lub któreś z kuratoriów oświaty chciało skorzystać z tegoż konspektu, oświadczam, że udzielam im na to blankietowej, bezpłatnej licencji). Niedawno, przeglądając kolejny raz swoje dzieło, uruchomiłem wyobraźnię i jej siłą wcieliłem się w rolę nauczyciela historii uczącego, przyjmijmy, w ostatniej klasie gimnazjum. W ten sposób spełniłem swe dziecięce marzenie, aby zostać belfrem.
Moja lekcja, której wiodącym tematem byłaby wskazana w tytule niniejszego tekstu dwutorowość dziejów, wyglądałaby tak:
Drodzy Uczniowie, zaczynamy. Czasu jest mało, raptem 45 minut. Dlatego rezygnuję z narracji własnej, niech przemówią ci, którzy historię tworzyli…

Antoine Saint – Just, jeden z przywódców rewolucji francuskiej, zwolennik terroru, bliski współpracownik Maksymiliana Robespierre. Na własnej skórze dozna bolesnej prawdziwości tezy, że "rewolucja zjada własne dzieci". Zostanie zgilotynowany w grupie Robespierre’a 28 lipca 1794 r.
Jakub Cathelineau, ojciec jedenaściorga dzieci. 12 czerwca 1793 r. obejmie dowództwo nad Armią Katolicką i Królewską – armią powstańczą Wandei. Umrze 14 lipca 1793 r. w następstwie gangreny, w wyniku ciężkiej rany odniesionej 29 czerwca 1973 r. w czasie bitwy o Nantes.

Francois Joseph Westermann, republikański generał ("rzeźnik z Wandei") w liście do Konwentu po zniszczeniu Armii Katolickiej i Królewskiej przez siły Rewolucji 23 grudnia 1793 r. w bitwie pod Savenay. Swymi "sukcesami" nie będzie cieszył się zbyt długo. Zostanie zgilotynowany w grupie Dantona 5 kwietnia 1794r.

Henri de la Rochejaquelein, 19 października 1793 r. obejmie stanowisko głównodowodzącego Armii Królewskiej i Katolickiej. Zginie w wieku 22 lat w dniu 28 stycznia 1794 r.
Z proklamacji Komitetu Ocalenia Publicznego (najwyższego wówczas organu władzy rewolucyjnej) z dnia 15 lutego 1794 r. do przedstawiciela ludu, Dembarere’a.
Z proklamacji dowódców Armii Katolickiej i Królewskiej, lipiec 1793 r.

Gustaw Szaramowicz, jeden z przywódców wystąpienia zbrojnego polskich katorżników, przede wszystkim powstańców styczniowych, przeciwko caratowi, do którego doszło w ostatnich dniach czerwca 1866 r. nad Bajkałem (zwanego też powstaniem zabajkalskim). Fragment listu do ojca z 14 listopada 1866 r. Szaramowicz zostanie rozstrzelany na przedmieściu Irkucka 15 listopada 1866 r. Jego pożegnalny list, decyzją władz carskich, nie zostanie wysłany.
Siergiej Gusiew, sekretarz sowieckiej Centralnej Komisji Kontroli, 1925 r. Jego losów nie udało mi się ustalić.

Piotr Wrangel, Głównodowodzący Sił Zbrojnych Południa Rosji, następca gen. Antona Denikina, początek lipca 1920 r. Utrzyma się na Krymie jeszcze tylko cztery miesiące. Zdoła zorganizować i przeprowadzić ewakuacje ok. 150 tysięcy osób, które powiększą kilkumilionowe grono rosyjskiej białej emigracji. Umrze w Belgradzie 25 kwietnia 1928 r.
Jakow Agranow, sowiecki wicekomisarz spraw wewnętrznych, wypowiedź z 1936 r. Rozstrzelany w ramach tzw. czystek stalinowskich w 1938 r.

Nikołaj Jeżow, szef NKWD w latach 1936-1938, wypowiedź z 1937 r. Na polecenie Stalina zostanie aresztowany w 1938 r., w tajnym procesie otrzyma karę śmierci. Wyrok zostanie wykonany w lutym 1940 r.

Iwan Bunin, pisarz rosyjski, fragment artykułu opublikowanego w emigracyjnym piśmie białorosyjskim w dniu 7 listopada 1927 r. (w dziesiątą rocznicę rewolucji bolszewickiej). Zostanie pierwszym rosyjskim laureatem Literackiej Nagrody Nobla (za rok 1933). Umrze w Paryżu 8 listopada 1953 r.
czywiście: taki jest program partii. Wytępimy ich. Żaden problem. […] Żaden z tych, którzy tak mówią, nie widział tego na własne oczy, żaden z nich nie brał w tym udziału. Większość z was wie jak to jest, kiedy sto trupów leży obok siebie pokotem, albo pięćset, albo tysiąc. Brać w tym udział, a jednocześnie – pomijając nieliczne sytuacje wynikłe za słabości ludzkiej natury – pozostać porządnymi ludźmi, oto co nas zahartowało.

Heinrich Himmler, Reichsführer SS, fragment przemówienia do esesmanów z 4 października 1943 r. Zostanie aresztowany przez żołnierzy angielskich 21 maja 1945 r. Uniknie wyroku sądu. Jeszcze tego samego dnia zdoła zażyć truciznę. Umrze po piętnastu minutach.
Fragment pierwszej ulotki Białej Róży, kilkunastoosobowej, antynazistowskiej organizacji konspiracyjnej. Lipiec 1942 r. Członkowie Białej Róży zdołają wydać jeszcze pięć ulotek. Organizacja zostanie rozbita aresztowaniami w lutym 1943 r. Pięciu jej członków, w tym rodzeństwo Sophie i Hans Schollowie, zostanie przez Trybunał Ludowy skazanych na śmierć i zgilotynowanych.

Marian Spychalski, zeznanie złożone w śledztwie podjętym przez zwolenników Bieruta przeciwko stronnikom Gomułki (do grupy którego denuncjator do Gestapo – Spychalski – należał), w jego wątku dotyczącym okoliczności wydania w ręce gestapowców w 1943 r., drukarni Gwardii Ludowej (według notatki oficera MBP z 18.05.1950 r.). W październiku 1956 r., wraz z powrotem Gomułki do władzy, do łask partii komunistycznej wróci również Spychalski. Do 1970 r. będzie członkiem Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR. W 1963 r. otrzyma tytuł Marszałka Polski. Umrze 7 czerwca 1980 r. Zostanie pochowany w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.

Jan Bytnar "Rudy", harcerz, członek Szarych Szeregów, jeden z bohaterów warszawskiej konspiracji antyniemieckiej, w rozmowie z Tadeuszem Zawadzkim "Zośką" (relacja "Zośki"). Prawdopodobnie 27 marca 1943 r., dzień po odbiciu "Rudego" z rąk Gestapo w Akcji pod Arsenałem, której mózgiem i sercem był właśnie "Zośka". "Rudy" umrze 30 marca 1943 r. w wyniku tortur zadanych mu przez przesłuchujących Go gestapowców, przede wszystkim Langa i Szultza. W śledztwie nie wydał nikogo. Jego oprawcy zginą z wyroku Polski Podziemnej – Lange 6 maja 1943 r., zaś Szultz 22 maja 1943r. "Zośka" polegnie w ataku na niemiecką stanicę graniczną w Sieczychach 23 sierpnia 1943 r.

Władysław Gomułka (na zdjęciu z prawej, obok gen. W. Jaruzelskiego), sekretarz Polskiej Partii Robotniczej (komunistycznej), wypowiedź z 18.06.1945r. w czasie rozmów ze Stanisławem Mikołajczykiem, których głównym tematem było utworzenie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Będzie kierował PPR do 1948 r., kiedy to zostanie aresztowany w ramach rozgrywek partyjnych przez stronników Bieruta. Jesienią 1956 r. obejmie stanowisko pierwszego sekretarza PZPR, na którym utrzyma się do 20 grudnia 1970 r. Umrze 1 września 1982 r. Zostanie pochowany w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.

Mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", dowódca 5 Brygady Wileńskiej AK, fragment odezwy z marca 1946 r. Zostanie aresztowany przez UB 26 czerwca 1948 r. Wyrokiem sądu komunistycznego z dnia 2 listopada 1950 r. skazany zostanie na karę śmierci. Zginie zabity metodą katyńską – strzałem w tył głowy – w więzieniu mokotowskim w Warszawie 8 lutego 1951 r. Jego zwłoki zostaną pogrzebane przez komunistów w nieznanym do dziś miejscu.
Od Wandejczyków do Jaruzelskiego… – część 2/2>
Strona główna>
Od Wandejczyków do Jaruzelskiego… – część 2/2
A/ nakładaniem kar materialnych, konfiskatą dobytku.
B/ masowymi aresztowaniami.
C/ przesiedlaniem mieszkańców wsi na tereny zachodnie (nie całością wsi, ale w rozproszeniu).
D/ natychmiastowe na miejscu rozstrzeliwanie schwytanych z bronią w ręku i właścicieli domów, w których broń była znaleziona.
E/ w jaskrawych przypadkach, przy napotkaniu na zbrojny opór wsi, spaleniem wsi.
Z instrukcji szefa Oddziału Organizacyjnego Głównego Zarządu Polityczno – Wychowawczego Ludowego Wojska Polskiego dotyczącej zwalczania podziemia niepodległościowego i jego zaplecza. Lato 1945 r.

Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (dowódca oddziału partyzantki antykomunistycznej), zapisek z dziennika poczyniony latem 1947 r. We wrześniu 1947 r. "Uskok" obejmie komendę nad trwającymi jeszcze w oporze żołnierzami podziemia antykomunistycznego z terenu całej Lubelszczyzny. Zginie śmiercią samobójczą 21 maja 1949 r. – otoczony w swej kryjówce przez grupę operacyjną UB-KBW, zdetonuje podłożony pod głowę granat. Jego doczesne szczątki zostaną pogrzebane przez komunistów w nieznanym do dziś miejscu.

Ryszard Siwiec, ojciec pięciorga dzieci, z zawodu księgowy. Wypowiedź z września 1968 r., po akcie samospalenia, którego dokonał 8 września 1968 r. na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, podczas uroczystości dożynkowych z udziałem Władysława Gomułki i w obecności kilkudziesięciu tysięcy ludzi, na znak protestu przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Umrze w jednym z warszawskich szpitali na skutek rozległych poparzeń ciała 12 września 1968 r.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko, zapisek poczyniony pod datą 8 czerwca 1984 r. Zginie cztery miesiące później, dokładnie 19 października 1984 r., porwany, a następnie zakatowany przez trzech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Jego ciało zostanie wrzucone do zalewu na Wiśle, przy tamie we Włocławku. W dniu 6 czerwca 2010 r. zostanie ogłoszony błogosławionym Kościoła Katolickiego.
1. Kościół ma prawo i obowiązek pouczania wiernych o ich prawach i obowiązkach wobec państwa.
2. Katolicy jako członkowie społeczności państwowej mają prawo wypowiadania swych przekonań politycznych.
3. Katolicy nie mogą należeć do organizacji ani do partii, których zasady są sprzeczne z nauką chrześcijańską lub których czyny i działalność zmierzają do podważenia etyki chrześcijańskiej.
4. Po władzę mogą sięgnąć tylko ludzie moralni, tzn. tacy, którzy rozumieją istotę dobra wspólnego obywateli.
5. Kościół nie wdaje się w partyjno-polityczne dyskusje, tylko podaje zasady moralno-religijne według których katolicy powinni sami wyrobić swoje sumienie wyborcze.
6. Katolicy mogą głosować tylko na takie osoby, listy i programy wyborcze, które nie sprzeciwiają się katolickiej nauce i moralności.
7. Katolicy nie mogą oddawać swoich głosów na kandydatów takich list, których program albo metody rządzenia są wrogie zdrowemu rozsądkowi, dobru narodu i państwa, moralności chrześcijańskiej i światopoglądowi katolickiemu.)
eczniejsze również życzenia, aby wasza trudna służba przynosiła coraz większe owoce, by wróg został ostatecznie zepchnięty do defensywy i wyrzucony za burtę. Byśmy szli dalej z podniesioną głową, w nowe, lepsze jutro socjalizmu.

Wojciech Jaruzelski, I sekretarz PZPR, fragment wystąpienia na akademii z okazji 40 rocznicy powołania UB/SB i MO. Prawdopodobnie 7 października 1984 r. Będzie przewodniczył partii komunistycznej w PRL jeszcze przez pięć lat – do lipca 1989 r. 19 lipca 1989 r. wybrany zostanie przez Zgromadzenie Narodowe Prezydentem PRL (od 31 grudnia 1989 r., w związku ze zmianą Konstytucji, będzie Prezydentem RP). Jego kadencja zostanie wygaszona 22 grudnia 1990 r. 8 maja 2010 r. będzie towarzyszył Bronisławowi Komorowskiemu, wówczas pełniącemu obowiązki Prezydenta RP, na obchodach Dnia Zwycięstwa w Moskwie. Pół roku później, 24 listopada 2010 r., na zaproszenie Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego weźmie udział w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego poświęconym przygotowaniu polskiego prezydenta do wizyty Prezydenta Federacji Rosyjskiej D. Miedwiediewa…
Drrrrrrrr, dźwięk dzwonka. Koniec lekcji.
Rozpędzona wyobraźnia kazała mi jeszcze przez chwilę pozostać nauczycielem…
Sala opustoszała błyskawicznie. Uczniowie żwawo popędzili na lekcję wuefu. Wybudowany niedawno na terenie przyszkolnym Orlik zachęcał do wysiłku fizycznego. Po chwili usłyszałem przez otwarte okno okrzyki radości zmieszane ze szpetnymi przekleństwami. Ktoś strzelił bramkę, ktoś ją stracił. Jak to w piłce.
Niestety, swego wykładu nie zmieściłem w czasie zamkniętym ramami godziny lekcyjnej. Muszę jednak popracować jeszcze nad jego konspektem. Siatki faktograficznej, którą rozpiąłem, nie udało mi się, chyba, ułożyć w żaden ciąg logiczny, łańcuch przyczynowo-skutkowy. Miałem silne poczucie, że uczniowie po mojej lekcji wybiegli z klasy z wrażeniem, że bardzo pobieżnie zapoznałem ich z bodaj dwudziestoma postaciami historycznymi, które przemówiły do nich frazami dobranymi zupełnie przypadkowo, że zaserwowałem im tylko wysypisko cytatów, nic więcej.
Powodowany rozpaczliwą potrzebą wskazania jakiejś prawidłowości, w kontekście przywołanych przeze mnie podczas lekcji wypowiedzi i fragmentów dokumentów, chwyciłem za kredę. Wiedziałem bowiem, że po dwóch godzinach zdrowego wysiłku na boisku piłkarskim moi słuchacze wrócą do tej samej klasy, tym razem na lekcję matematyki (lobby matematyczne w ostatnich czasach święci triumfy – pomyślałem, "jako pan od historii" z zazdrością, a jako rodzic szesnastolatki z jednoczesną ulgą. Niedawny powrót matematyki jako przedmiotu obowiązkowego na egzaminie maturalnym gwarantuje, że do najbliższej reformy systemu, nie zniknie ona z planów lekcji licealistów – niezależnie od profilu klasy).
Na gwałt szukałem myśli mogącej uchodzić za klucz do wybranych przeze mnie cytatów. Ratunek przyszedł wraz ze wspomnieniem Zbigniewa Herberta. (miałem zaszczyt otrzymać w prezencie od Niego książkowe wydanie sztambucha Henryka Elzenberga "Kłopot z istnieniem. Aforyzmy w porządku czasu"). Szybko napisałem na tablicy:
I dopisałem jeszcze, jakby w charakterze postscriptum:
Tyle można tylko o tym uczciwie powiedzieć
Zbigniew Herbert
Odłożyłem kredę i opuściłem klasę.

adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944- 1954.
PS. Konspekt "lekcji" opracowałem, korzystając z następujących publikacji i filmów:
Książki:
- Reynald Secher, Ludobójstwo francusko-francuskie. Wandea Departament Zemsty, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2003.
- Andrzej Cisek, Kłamstwo Bastylii, Finna, Gdańsk 2006.
- Piotr Wrangel, Wspomnienia, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 1999.
- Jerzy Popiełuszko, Zapiski 80-84, Edittions Spotkania. Wydanie krajowe 1985 r. Dokumenty, Zeszyt 3, pismo Praworządność.
- Piotr Gontarczyk, Polska Partia Robotnicza. Droga do władzy 1941-1944, Fronda, Warszawa 2003.
- Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, "Łupaszka" "Młot" "Huzar". Działalność 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK (1944-1952), Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 2002.
- Barbara Wachowicz, Rudy, Alek, Zośka. Gawęda o bohaterach "Kamieni na szaniec", Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2007.
- Zdzisław Broński "Uskok", Pamiętnik (1941-maj 1949), Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2004.
- Józef Mackiewicz, Barbara Toporska, Droga Pani, Kontra 1998.
- Rupert Butler, Gestapo, Świat Książki, Warszawa 2006.
- Sybylle Bassler, Biała Róża. Wspomnienia świadków historii, CKW, Gdańsk 2009.
- Marek Robak, W obronie Boga i króla. Wandea 1793, Wydawnictwo Piotra i Pawła, Poznań 1996.
- Wiktoria Śliwowska, Ucieczki z Sybiru, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2005.
- Henryk Elzenberg, Kłopot z istnieniem, Wydawnictwo Znak, Kraków 1994.
Wydawnictwo okazjonalne:
- Z archiwum X Departamentu MBP, Instytut Pamięci Narodowej.
Filmy dokumentalne:
- "Usłyszcie mój krzyk", reż. Maciej Drygas, rok produkcji: 1991.
- "Bezpieka. Pretorianie komunizmu", reż. Bogdan Łoszewski, rok produkcji: 2005.
W końcowej partii tekstu przywołałem fragment wiersza Zbigniewa Herberta "Góra naprzeciw pałacu", z tomiku "Napis" (1969 r.).
Od Wandejczyków do Jaruzelskiego… – część 1/2>
Strona główna>





