Dalsza część uroczystości odbędzie się pod pomnikiem AK-WiN przy ulicy Warszawskiej: będzie to apel pamięci, wystąpienia okolicznościowe i złożenie wieńców. (Dla delegacji i chętnych o godz. 9.30 wyjazd autokarem z parkingu przy kościele do Piotrówka i Zalesia, aby złożyć wieńce).
Organizatorzy: poseł Jarosław Żaczek, Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Koło w Rykach, Prawicowy Ruch Samorządowy w Rykach oraz Koło Historyczne im. Armii Krajowej przy I LO w Rykach.
Więcej na temat mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika" czytaj:
Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (3) – część 1/3
Z przyjemnością zapraszam na kolejną, trzecią już odsłonę publikacji z "Zeszytów Historycznych WiN-u", w której dr Maciej Korkuć z krakowskiego Oddziału IPN przedstawia działalność komunistycznych oddziałów prowokacyjnych. Niestety, z racji specyficznej tematyki artykułu, tym razem ikonografia jest dość uboga.
Życzę zajmującej lektury !
Zeszyty Historyczne WiN-u, nr 8/1996
Maciej Korkuć
Działalność oddziałów prowokacyjnych
- Rola i zadania oddziałów prowokacyjnych.
Wśród metod stosowanych w walce z niepodległościowym oporem wydaje się konieczne zwrócić uwagę na tworzenie i wykorzystywanie oddziałów prowokacyjnych, czyli tworzonych przez siły reżimowe grup i jednostek podających się za partyzantów. Jest to zagadnienie o tyle ważne, że w wielu wypadkach w sposób zasadniczy rzutować może na opinie historyków dotyczące oceny różnego rodzaju faktów jak i poszczególnych oddziałów partyzanckich a wpływa z pewnością na poglądy i osobiste doświadczenia wielu świadków ówczesnych wydarzeń. Wiele z nich nie zostanie w sposób pełny wyjaśnione z uwzględnieniem "drugiego dna". Konieczne jest jednakże wskazać na sam fakt działalności jednostek pseudopartyzanckich, aby przy analizie różnych wypadków stawiać jako kwestię zasadniczą pytanie czy rzeczywiście autorem/uczestnikiem omawianych zdarzeń był oddział partyzancki a nie podszywająca się pod niego grupa zbrojna?
Z przyczyn politycznych historiografia z czasów PRL niemal całkowicie przemilczała zagadnienia działalności takich oddziałów. Temat ten uznawano za wstydliwy i nie przystający do stronniczych przedstawień omawianego okresu. Działania prowokacyjne były podwójnie zakonspirowane: przed wrogiem i przed swoimi (do tego stopnia, że dochodziło do starć zbrojnych w przypadku spotkań z oddziałami wojska czy KBW). Dlatego też odkrycie pełnej prawdy historycznej mogłoby rzucić cień na wiele wydarzeń związanych z „utrwalaniem władzy ludowej” a jednocześnie zweryfikowałby wiele „faktów” dokumentujących czarny wizerunek powojennego podziemia. Nie przypadkowo więc nie ujawniano prawdziwego charakteru takich operacji nawet po ich zakończeniu. Stąd tylko w bardzo nielicznych publikacjach pojawiały drobne wzmianki o tego rodzaju akcjach. Wyjątkiem jest np. artykuł L. Grota krótko wspominający o tym, że jednostki takie tworzono. W niektórych zbeletryzowanych wspomnieniach wówczas publikowanych również pojawiały się takie wątki lecz najczęściej – jak u Wałacha – w formie zawoalowanej i nie wyjaśniającej w pełni charakteru takich jednostek.1
Również w latach dziewięćdziesiątych, mimo pojawienia różnego rodzaju publikacji na tematy związane z działalnością powojennego podziemia zbrojnego, trudno wskazać te, które chociażby w minimalnym stopniu dotykały zagadnień działalności oddziałów prowokacyjnych pozorujących rzeczywiste oddziały partyzanckie. Materiałem w całości poświęconym temu zjawisku był zamieszczony w magazynie historycznym „Karta” artykuł E. Misiło p.t. „Polskie «bandy UPA»”, traktujący – zgodnie z tytułem – o działalności tworzonych przez władze bezpieczeństwa oddziałów podszywających się pod ukraińskie grupy partyzanckie. Opublikowany został także cykl zapisków jednego z dowódców takich oddziałów opublikowany w „Magazynie Tygodniowym” – dodatku gazety „Polska Zbrojna”.2 Innym pozytywnym przykładem może być książka Krystyny Kersten „Między wyzwoleniem a zniewoleniem. Polska 1944-1956”, w którym autorka wspomina o grupach UB działających jako polskie oddziały leśne.3 Kerstenowa wprawdzie unika szerszego rozwinięcia tematu ale wyraźnie sygnalizuje jego ważność i znaczenie dla opisu dziejów pierwszych lat powojennych.
Poza tymi przykładami praktycznie brak opracowań dotykających tej problematyki.4 Tymczasem nie sposób kwestionować zarówno samego faktu formowania i używania tego rodzaju tajnych oddziałów przez UB i KBW, jak i trudno przecenić skuteczność i efektywność takich działań dla potrzeb walki ze „zbrojną reakcją” i najszerzej pojętą opozycją polityczną. Jest to tym istotniejsze, że działaniom tego rodzaju niejednokrotnie towarzyszyły zabójstwa, których ofiary – dzięki historiografii PRL – w dalszym ciągu uchodzić mogą za ofiary rzeczywistych oddziałów podziemia.
Natura i ściśle tajny charakter tych przedsięwzięć w znacznym stopniu decydują o skąpości materiałów źródłowych i świadectw je omawiających. Największą wartość mają nieliczne dokumenty i informacje pochodzące bezpośrednio od czynników organizujących i nadzorujących takie operacje. Można jednak przypuszczać – w ślad za informacjami WiN-u – że wiele rozkazów związanych z akcjami prowokacyjnymi było wydawanych tylko ustnie, co z pewnością także odbija się na ilości zachowanych materiałów. Mimo to w krajowych placówkach archiwalnych można odnaleźć różnej wagi informacje dotyczące tych zagadnień. Możliwe też, że dodatkowe materiały znajdują się w archiwach b. MSW.
Stosunkowo często wiadomości na ten temat zawierają miesięczne sprawozdania informacyjne Zrzeszenia WiN, oparte o informacje zebrane i weryfikowane przez siatkę wywiadowczą WiN-u, regularnie wysyłane do Londynu przez cały rok 1946 (aż do pierwszych miesięcy roku 1947). Jako materiały wywiadowcze i informacyjne kompletowane w warunkach konspiracji, wymagają one spojrzenia krytycznego, ale nie sposób nie uznać ich za źródło niezmiernie cenne i wartościowe dla historyka.
Obie strony ówczesnego frontu używały różnych terminów dla określenia tego rodzaju formacji. W nomenklaturze reżimowej znajdujemy takie określenia jak: „oddziały antypartyzanckie”, „oddziały partyzanckie ubrane po cywilnemu”, „grupy bojowe w ubraniach cywilnych”, czy „nie umundurowane grupy operacyjne”. W terminologii WiN częściej mowa o „bojówkach UB”, „oddziałach prowokacyjnych UB”, „tajnych oddziałach dywersyjnych UB i PPR”, „bojówkach prowokacyjnych UB i PPR”, czy też po prostu o „leśnych bandach UB i PPR”.
Fragmentaryczność i szczupłość materiałów źródłowych nie pozwala niestety na przedstawienie w sposób precyzyjny i szczegółowo udokumentowany zasięgu, liczby czy chronologii funkcjonowania tajnych oddziałów. Należy też zwrócić uwagę, że z tych samych powodów zmuszeni jesteśmy mówić zbiorczo zarówno o działaniach dokonywanych przez specjalnie w tym celu utworzone „oddziały antypartyzanckie”, jak i przez grupy funkcjonariuszy UB, MO, KBW czy wojska podających się za
partyzantów tylko doraźnie, dla potrzeb wykonywania pojedynczego zadania (można przypuszczać, że tak najczęściej było w przypadku skrytobójczych morderstw).
Przy obecnym stanie wiedzy historycznej nie ma możliwości precyzyjnego określenia czasu, w którym władze reżimowe zaczęły posługiwać się oddziałami prowokacyjnymi. Były one tworzone na podstawie zaleceń i rozkazów najwyższych władz wojskowych i MBP, korzystających z bogatych doświadczeń NKWD. W książce „Straceni w polskich więzieniach 1944-1956” opublikowany został opatrzony klauzulą „ściśle tajne” rozkaz ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza z 4 grudnia 1945 roku „Do Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa i placówek UB”. Minister poleca w nim kierownikom placówek UBP, aby „w największej tajemnicy przygotowali akcję mającą na celu likwidowanie działaczy tych [t.j. opozycyjnych – M.K.] stronnictw, przy czym musi być ona upozorowana, jakoby robiły to bandy reakcyjne”. Jednocześnie Radkiewicz dodawał: „Do akcji tej użyć specjalnych bojówek stworzonych latem ub. roku.”5 Czyżby więc tego rodzaju działania podejmowano już u zarania Polski Lubelskiej? Jest to możliwe, chociaż dotychczas trudno wskazać materiały ostatecznie ugruntowujące tę tezę.
Nie ma natomiast wątpliwości, że oddziały podszywające się pod miano grup partyzanckich prowadziły działalność już wczesnym latem roku 1945. Ze wspomnień Edwarda Gronczewskiego ps. „Przepiórka” (b. członka AL i oficera do zleceń specjalnych Komendanta Głównego MO) wiadomo, że z inspiracji wyższych szczebli dowodzenia wojska i UB na przełomie czerwca i lipca 1945 roku zwołana została narada dowództwa 8 pp stacjonującego w rejonie Kraśnika, na której przydzielono zadania utworzenia i wysłania w teren dwóch oddziałów, które Gronczewski określił jako „niewielkie, lecz dobrze uzbrojone grupy pseudopartyzanckie”. Jedna z nich liczyła 15 osób i pod dowództwem Bolesława Kowalskiego ps. „Cień” rozpoczęła działalność w powiecie puławskim. Druga grupa, licząca 40 osób, dowodzona była właśnie przez Gronczewskiego i operowała głównie w powiecie kraśnickim. (Według L. Grota w takiej samej roli 37-osobowa bojówka Gronczewskiego działała w lasach janowskich i lasach parczewskich również na przełomie lat 1946 i 1947). Oddział Gronczewskiego używał m.in. legendy oddziału WiN przybyłego z powiatu chełmskiego.6
Wspomniane już było także, iż 9 listopada 1945 roku do powiatu nowotarskiego wysłano 32-osobową grupę dowodzoną przez Szefa Wydziału Operacyjno-Wywiadowczego WBW woj. krakowskiego por. Edwarda Szymkiewicza, która „ubrana w ubrania cywilne działała jako partyzantka”7.
Pisano o tym także w środowiskach Polaków na emigracji. „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” opublikował w 1946 r. artykuł p.t. „Terror w Polsce”. Pisano w nim o „akcji planowanej dywersji płk. Litwinowa, przysłanego z ZSRR w celu zorganizowania tajnej szkoły dywersji przy szkole dla oficerów pol-wych w Łodzi” i dodawano, że „od połowy 1945 r. zostały mianowicie rozesłane do akcji [?] pierwsze zespoły dywersyjne płk. Litwinowa. Objęły one początkowo teren Białostocczyzny, Lubelskie, Rzeszowskie i Krakowskie. Obecnie rozszerzyły się na cały obszar Polski”.8
Oddziały prowokacyjne składały się przede wszystkim z byłych partyzantów – głównie z b. członków AL. Ściśle tajny charakter operacji wykluczał nabór ochotniczy. Jest wątpliwe, że – jak pisał Gronczewski – ogłoszono go na zebraniu wszystkich partyzantów jacy znajdowali się w pułku. Należy przypuszczać, że najpierw typowano ludzi politycznie pewnych do udziału w akcji a dopiero warunkiem drugorzędnym było wyrażenie przez nich zgody. Oddziały wyposażone były „w specjalne pełnomocnictwa ze Sztabu Generalnego”, które, jak świadczą o tym wspomnienia Gronczewskiego, dotyczyły pełnej swobody działań – z zabójstwami włącznie.9
Efekty takich operacji były na tyle duże, że w datowanym na 5 stycznia 1946 roku ściśle tajnym opracowaniu p.t. „Taktyka walki z bandami”, jego autor – Szef Oddziału Instruktorskiego Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego WP płk. Janusz Zarzycki (Neugebauer) – wyraźnie zalecał „tworzyć z aktywistów partyjnych, robotników, żołnierzy, oficerów oddziały partyzanckie ubrane po cywilnemu [i] wpuszczać [je] w las celem wprowadzenia dezorganizacji w szeregach band.10 Kilka miesięcy później na zorganizowanej w Belwederze 17 czerwca 1946 roku konferencji poświęconej zwalczaniu podziemia, ponownie mówiono o wykorzystywaniu „oddziałów tzw. antypartyzanckich, złożonych z doświadczonych aktywistów z wojska, służby bezpieczeństwa i miejscowego aktywu, które by operowały w rejonach szczególnie zagrożonych, gdzie podziemie znajdowało oparcie i pomoc swoich rodzin. W związku z tym proponowano również zwiększyć przydział broni dla ORMO”.11
Operacje tego rodzaju musiały być starannie przemyślane i odpowiednio przygotowane. W zatwierdzonej przez dowódcę WBW woj. lubelskiego, płk. Podgórnego „Instrukcji dla oficerów zwiadu w terenie” zwracano uwagę, że „w związku z tym, iż bandy w większości chodzą w uniformach Wojska Polskiego można podszyć się pod oddział bandy (należy uprzednio zaznajomić się z nazwiskami d[owód]ców pododdziału działalności bandy, zabarwienie polityczne i siła) tym sposobem prowokując członków i sympatyków do wypowiedzenia się. Znamienną rzeczą zawsze jest broń bandytów, przeważnie automatyczna niemiecka, czeska zrzutowa a czasem rosyjska, dlatego oficer zwiadu celem zamaskowania swego oddziału winien postarać się o kilka sztuk broni bandyckiej, lecz sprawnej z odpowiedniej [sic!] ilości amunicji, na czapkach wojskowych obowiązkowo winny być orły z koronami, unikać u żołnierzy owijaczy, których bandyci nie noszą, natomiast mogą być spodnie długie lub buty z cholewami, w rozmowach z mieszkańcami zachowywać ostrożność, ciągle udawać zdenerwowanego i przestraszonego, w oględnych słowach wypytywać się o U.B. i Milicję, w pytaniach nie prawurować [sic!]. O sobie opowiadać drobne fakty, które nie mogą zdekonspirować grupy zwiadowczej przy możliwie obecnym członku bandy [pisownia jak w oryginale – M.K]”12.
„Dla realizacji tego zadania – pisał Gronczewski – należy za wszelką cenę dążyć do wgryzienia się w system organizacyjny poszczególnych organizacji, by poznać ich strukturę organizacyjną i obsadę personalną. Dlatego też grupa nasza musi być tak wyekwipowana i tak zachowywać się w terenie, by przynajmniej w początkowej fazie swego działania zachowała chociaż pozory grupy czy oddziału leśnego.[…] Zasadniczą działalność grupy przewiduje się w porze nocnej. Będzie ona polegała na podsłuchu, prowadzeniu rozpoznania i urządzaniu zasadzek na poruszające się w terenie oddziały podziemia i pojedynczych ludzi.” Część ludzi przebrano w ubrania cywilne, zróżnicowano typy i rodzaje broni, dbając jednak o zachowanie dużej siły ogniowej. Elastycznie także podchodzono do czasu poszczególnych etapów działania oddziału: „Okres przebywania w danym
terenie uzależniony będzie od istniejącej tam sytuacji. Z chwilą gdy zostaniemy gdzieś rozkonspirowani, natychmiast przerzucamy się w inny teren”.13
Jak wyglądało tworzenie bojówki prowokacyjnej i jakie zabiegi przedsiębrano dla utajnienia takiej operacji fragmentarycznie możemy się dowiedzieć ze wspomnień szefa peerelowskiego wywiadu i kontrwywiadu Władysława Pożogi wydanych w 1987 roku. Opisywał on utworzenie jednostki podszywającej się pod oddział UPA i nazwanej „czotą Czumaka”.14
„W WUBP [w Rzeszowie – M.K.] zapadła decyzja – opowiadał Pożoga – aby stworzyć czotę według najlepszych wzorów UPA. Trzeba było znaleźć ludzi, którzy znają dobrze stosunki, praktyki, zwyczaje i obyczaje nacjonalistów ukraińskich, odpowiednio ich przygotować psychicznie i fizycznie oraz wyposażyć w sprzęt i umundurowanie, jakim posługiwał się przeciwnik. Z tym był najmniejszy kłopot. Nasze magazyny były pełne trofeów zdobytych na rozbitych grupach UPA. W urzędzie znajdowało się kilka osób nadających się do takiej wyprawy. Kilka dalszych ściągnięto od sąsiadów [z Ukrainy? – M.K.]. Resztę «pożyczono» od wojska”15.
Operacja była okryta ścisłą tajemnicą. Pożoga z pewnością pomija wiele szczegółów działalności 30-osobowej „czoty Czumaka” lecz przyznaje, że dla uwiarygodnienia całej akcji nie cofnięto się przed starciem z przypadkowo napotkanym oddziałem prawdopodobnie wojska („ze swoimi”) i eufemistycznie dodaje, że „tu i ówdzie potarmosiło się kogoś”. Co kryje się za takim stwierdzeniem pozostanie zapewne tajemnicą. Warto jednak zwrócić uwagę na opis zakończenia operacji. Przygotowano odpowiednią akcję wojska, w wyniku której cała „czota Czumaka” została ujęta. Żołnierze, którzy – jak mówi uczestniczący w akcji Pożoga – „przecież nie wiedzieli, kim są naprawdę prowadzeni przez nich zatrzymani, ba, byli przekonani [niektórzy zapewne są w dalszym ciągu przekonani przyp. M.K.], że konwojują autentycznych upowców” zamknęli ich w stodole, przystosowanej na tymczasowy areszt. Wieczorem pod stodołę podjechały samochody, na które załadowano zatrzymanych. Konwój dotarł do miasta (Rzeszowa ? – M.K.) w środku nocy i wjechał do Urzędu Bezpieczeństwa przez tylną bramę przy wygaszonych wszystkich światłach. Operacja się zakończyła lecz żołnierze i ludność, która zetknęła się z „czotą Czumaka” do dzisiaj zapewne przekonani są o tym, że była to prawdziwa „banda «UPA»”. „Czota” zakończyła swoje istnienie lecz – jak stwierdza Pożoga – „jej członkowie nie przestali być potrzebni. Nabrali jeszcze większego doświadczenia, które przydało się w następnej akcji”16.
Także we wspomnieniach Gronczewskiego znajdujemy wiele informacji na temat zasad przestrzeganych podczas tworzenia tego rodzaju jednostek. „Najbardziej skomplikowaną kwestią w działalności tych grup okazało się zaopatrywanie w żywność […]. Problem ten był wprost nie do rozwiązania. Nie można przecież wziąć ze sobą w teren konserw, bo zwrócą one uwagę i wzbudzą podejrzenie w czasie kwaterowania w osiedlach. Tego rodzaju żywności nie można zabrać zbyt wiele, trzeba się liczyć z tym, że ludzie tej grupy muszą być zaopatrzeni w większą liczbę amunicji i przynajmniej od dwóch do czterech granatów obronnych na każdego. […] Ostatecznie uzgodniliśmy, że na trzy dni weźmiemy ze sobą konserwy a chleb kupimy w terenie”.17
Dla kamuflażu nawet decydowano się na ciąganie ze sobą pod silnym nadzorem pochwyconych żołnierzy prawdziwych oddziałów, aby jako znani okolicznej ludności dodatkowo uwiarygadniali jednostkę. Zadbano przy tym o szczegóły, które nie zdradzą faktu, że są oni aresztowani. M.in. kazano im nosić automaty, z których dla bezpieczeństwa usunięto sprężyny zamków.18
Kamuflaż był skuteczny. Sprzyjał mu ogólny powojenny zamęt w kraju. W sprawozdaniu za luty 1946 roku WiN pisał: ”W ciągu miesiąca na terenie kraju [liczba] napadów i zabójstw dokonanych przez Armię Czerwoną, względnie przez nieustalonych osobników, dochodzi do kilkuset. Wchodzą w to także zabójstwa na tle innych zajść. W tej sytuacji tajnym bojówkom PPR i UB łatwo jest zamaskować swoje postępowanie. Rozgłaszane są tylko wypadki i [zostają one] odpowiednio reżyserowane przy wykonaniu, gdy się chce winę zrzucić na reakcję”19. Z kolei w marcu 1946 roku konspiracyjny organ WiN „Orzeł Biały” pisał: „Zaznaczyć należy, że rozpoznanie właściwe oddziałów partyzanckich NKGB czy UB jest dość trudne, ponieważ te ostatnie stosują całkowicie metody naszej partyzantki z czasów niemieckich”20.
Wydaje się, że w roku 1946 działania prowokacyjne stały się szczególnie cenną bronią w walce z polskim społeczeństwem. W związku z ostatecznym fiaskiem prób wmanewrowania Polskiego Stronnictwa Ludowego w utworzenie wspólnego bloku wyborczego z partiami „demokratycznymi”, władze komunistyczne wyraźnie zaostrzyły metody stosowane w walce z zalegalizowaną opozycja polityczną. Oprócz działań stricte administracyjnych w postaci utrudniania bieżącej działalności PSL, rozwiązania powiatowych oddziałów Stronnictwa, czy w końcu unieważnienia peeselowskich list wyborczych pod zarzutem działalności antypaństwowej, radykalnie zwiększono ilość i skalę represji bezpośrednio dotykających działaczy opozycji i członków PSL. Wręcz masowym zjawiskiem stały się aresztowania peeselowców połączone na ogół z biciem oraz maltretowaniem fizycznym i psychicznym. Zdarzały się również przypadki pobić śmiertelnych.21 Z represjami „oficjalnymi” szły w parze liczniejsze niż dotychczas skrytobójcze morderstwa dokonywane na ogół „na konto” oddziałów rzeczywistego podziemia.
Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (3) – część 2/3>
Strona główna>
1. L. Grot, Działania zbrojne Ludowego Wojska Polskiego przeciwko zbrojnemu podziemiu w latach 1945 – 1947, [w:] „Wojskowy Przegląd Historyczny” 1973, nr 3, s. 489 – 490; S. Wałach, Był w Polsce czas1, op. cit., s. 186-190.
2. E. Misiło, Polskie „bandy UPA”, „Karta” 1991, nr 2; E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej 8 pp w 1945 r., w: „Polska Zbrojna” – „Magazyn Tygodniowy”, nr 22 – 25 (138-141), kopia w zbiorach autora. Fragmenty tego opracowania opublikowane zostały w czterech częściach pod odredakcyjnymi tytułami: część I „Diabelski plan” (nr 22/138), część II „Partyzancki oddział UB” (nr 23/139), część III „Prowokacja i bezprawie” (nr 24/140), część IV „Wygłosiłem przemówienie i zastrzeliłem go”
(nr 25/141).
3. K. Kersten, Między wyzwoleniem a zniewoleniem. Polska 1944 – 1956, Londyn 1993, s. 31-33, 95.
4. Podrozdział pracy poświęcony oddziałom prowokacyjnym bazuje w znacznej części na dwóch artykułach opublikowanych przez autora w roku 1996. Por.: M. Korkuć, Oddziały Prowokacyjne UB i KBW w Małopolsce, „Zeszyty Historyczne WiN-u” 1996, nr 8; M. Korkuć, Prowokacyjna działalność UB i KBW, w: Dzieje Podkarpacia, t. I, Krosno 1996.
5. Rozkaz Ministra Bezpieczeństwa Publicznego nr S VIII/1223/172 z 4 grudnia 1945, Straceni w polskich więzieniach 1944 – 1956, s. 16. Wartość tej publikacji obniża brak informacji o źródle, z którego pochodzi cytowany rozkaz.
6. L. Grot, Działania zbrojne Ludowego Wojska Polskiego przeciwko zbrojnemu podziemiu w latach 1945 – 1947, Wojskowy Przegląd Historyczny, 1973, nr 3, s. 489 – 490; E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. I, nr 22/138, cz. III, nr 24/139.
7. CAW, Zesp. KBW, sygn. 1580/75/90, k. 16, Meldunek zwiadowczy nr 0095 Sztabu WBW woj. krakowskiego z 9 listopada 1945; CAW, Zesp. KBW, sygn. 1580/75/90, k. 24, Meldunek zwiadowczy nr 0099 Sztabu WBW woj. krakowskiego z 13 listopada 1945 r.;
8. J. Skalniak, Terror w Polsce, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, 1946, nr 240, cyt. za: K. Kersten, Między wyzwoleniem a zniewoleniem. Polska 1944 – 1956, Londyn 1993, s. 95.
9. E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. I, nr 22/138, cz. IV, nr 25/141.
10. Cytat za: E. Misiło, op. cit., s. 122.
11. L. Grot, op. cit., s. 489 – 490.
12. Instrukcja dla oficerów zwiadu w terenie, (brak daty), CAW, Zesp. KBW, sygn. 1580/75/403, k. 150.
13. E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. I, nr 22/138;
14. Miało to miejsce już w 1947 r. jednak niewątpliwie wykorzystano tu wcześniejsze doświadczenia z tego rodzaju operacji przeprowadzanych na Rzeszowszczyźnie jak i w innych regionach.
15. Siedem rozmów z generałem dywizji Władysławem Pożogą, I zastępcą ministra spraw wewnętrznych, szefem wywiadu i kontrwywiadu, opr.: H. Piecuch, Warszawa 1987, s. 40 – 41.
16. Ibidem, s. 43 – 44.
17. E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. I, nr 22/138;
18. E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. II, nr 23/139,
19. SPP Londyn, Archiwum Delegatury WiN, Kol. 19, teczka 2 „Z Kraju – II 1946”, Sprawozdanie informacyjne WiN za luty 1946, część pt. „Stosunek Sowietów do Anglosasów”, s. 11.
20. K. Kersten, op. cit., s. 32.
21. R. Buczek, Na przełomie dziejów. Polskie Stronnictwo Ludowe 1945-1947, Wrocław 1989, s. 176-177.
Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (3) – część 2/3
Trudno nie docenić skuteczności działań podejmowanych przez tworzone przez UB oddziały prowokacyjne. Można wymienić co najmniej kilka celów, które realizowały (bądź realizować próbowały) tego rodzaju „oddziały leśne”.
Po pierwsze: bojówki podające się za grupy partyzanckie miały możliwość w prosty sposób uzyskać informacje o przeciwnikach politycznych, o osobach sprzyjających podziemiu i z nim współpracujących. W cytowanej już „Instrukcji dla oficerów zwiadu w terenie” czytamy, że podająca się za oddział podziemia grupa „przebiera się po cywilnemu lub pozostaje w mundurach wojskowych i udaje się do pobliskiego osiedla celem zorientowania się w sytuacji (nastawienie mieszkańców do bandy) zaczerpnięcia wiadomości o ostatniej dyslokacji bandy w wyżej wymienionym terenie.[?]”. Dodawano też bardziej szczegółowe zalecenia: „Zwiad powinien ustalić: kiedy ostatnio była [we wsi] banda? W jakiej sile? U kogo kwaterowała, kto z mieszkańców wsi kontaktuje się z bandą (miewa dłuższe rozmowy z członkami bandy na osobności podczas ich pobytu we wsi) do kogo bandyci odnoszą się z sympatią, kto z mieszkańców dobrowolnie udziela im wsparcia materialnego bandytom [tak w org. – M.K.], kto został obrabowany lub pobity przez bandę (wykorzystać to przy organizowaniu sieci agenturalnej) dowiedzieć się gdzie obecnie może się znajdować banda, dając do zrozumienia mieszkańcom, iż grupa bandycka, za którą się podajemy odbiła od oddziału i pragnie z nim połączyć się [podkr. – M.K.]. Na koniec należy zwrócić uwagę na nastawienie mieszkańców wsi do Rządu Jedności Narodowej i do Organów Bezpieczeństwa i [na] stosunek ich do band”23.
Trudno przecenić efektywność takich zabiegów. Jej ilustracją może być meldunek grupy KBW wysłanej w rejon Zawoji i Makowa Podhalańskiego: „Miejscowa ludność [?] bardziej przychylnie ustosunkowana do bandytów aniżeli do Wojska Polskiego. Nic się nie można od nich dowiedzieć jeżeli się nie podszyje pod partyzantów, pomimo tego i tak są ostrożni w rozmowie. W tych stronach w mundurze wywiadu nie da się przeprowadzić jedynie tylko po cywilnemu".24
Częstokroć próbowano tą drogą nawiązać bezpośredni kontakt z rzeczywistym oddziałem partyzanckim w celu jego rozpracowania i zniszczenia. Takie zadanie postawiono przed wspomnianą już „czotą Czumaka”, która w ten sposób miała doprowadzić do likwidacji oddziału UPA dowodzonego przez Jarosława Starucha ps. „Stiach”.
O zaletach działalności oddziału po tym jak dowiedział się, iż „ludność traktuje nas rzeczywiście jako oddział leśny” Gronczewski przekonał się bardzo szybko: „Przez kilka dni buszowaliśmy w Lasach Gościeradowskich i Lipskich, oraz położonych w nich wioskach. Zdobyliśmy wiele cennych informacji o życiu i działalności oddziałów leśnych i o podziemnej robocie poszczególnych ludzi. Rozpoznaliśmy rejony, w których najczęściej przebywają oddziały leśne oraz ich drogi przemarszów”.25
Z województwa rzeszowskiego podziemne komórki wywiadowcze w czerwcu 1946 roku informowały, że Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we współpracy z PPR organizuje oddziały partyzanckie, które mają na celu połączyć się z właściwymi oddziałami leśnymi, celem wprowadzenia tych ostatnich w zasadzkę. Dowództwo nad tymi grupami miał objąć Rosjanin, płk. Jewczenko, ze sztabu Grupy Operacyjnej Rzeszów.26
Po drugie: działalność „fałszywych” grup partyzanckich miała służyć uzasadnieniu represji oraz spowodować dezorientacji ludności, która sprzyjała podziemiu jak i rzeczywistych oddziałów leśnych. Częste bywały przypadki, że grupa podająca się za oddział leśny najpierw otrzymała pomoc od mieszkańców wsi, po czym powracała, już w roli UB, w celu zaaresztowania „współpracowników bandy”. O tego rodzaju wypadkach informował WiN, pisząc, że „jednym z objawów indywidualnej prowokacji za strony PPR i UB jest wysłanie do upatrzonych osób listów z żądaniem złożenia oznaczonej kwoty pieniężnej na rzecz NSZ czy AK. Jeżeli ofiara daje się nabrać PPR uzyskuje podwójny sukces: otrzymuje za darmo pieniądze, a nadto dowód współpracy z reakcją, wystarczający im zupełnie do wykończenia danej osoby”.27
Zilustrowano to m.in. przykładem młynarza Kaczmarczyka z miejscowości Wysocice w powiecie olkuskim. Ubrani w mundury WP funkcjonariusze UB przychodzili do niego dwukrotnie, żądając pieniędzy rzekomo „dla Polski Podziemnej”. Kiedy otrzymali żądane sumy UB aresztowało Kaczmarczyka za chęć ukrywania [partyzantów] i „pomoc nielegalnym organizacjom”.28
W innej części województwa krakowskiego, w miejscowości Wielka Wieś w powiecie brzeskim, podając się za partyzantów 4-osobowy patrol UB poprosił mieszkańców, aby zebrali dla niego jakąś kwotę pieniężną, „gdyż są w ciężkim położeniu”. Na drugi dzień wszyscy ofiarodawcy zostali aresztowani.29
Emigracyjny „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” w cytowanym już artykule „Terror w Polsce” pisał: „Praktycznie wygląda to tak, iż najpierw występuje oddział dywersji pod maską partyzantki antykomunistycznej sympatyzującej rzekomo z Londynem, zachęcając ludzi do oporu wobec rządów komunistycznych i np. nie wykonywania świadczeń rzeczowych. Następnie zaś idą oddziały UB i KBW [?] uderzając z całym znawstwem i znajomością terenu w sprowokowanych chłopów”.30
We wspomnieniach Gronczewskiego przytoczone są również podobne zdarzenia: jego oddział przybył na zabawę dożynkową na plebanii w miejscowości Rybitwy. Jego ludzie najpierw, podając się za oddział WiN, zapoznali się z mieszkańcami i partyzantami tam przebywającymi (uczestniczyli w rozmowach, słuchali kto wznosi antykomunistyczne toasty, etc.) po czym ujawnili się i dokonali aresztowań partyzantów. Następnie wzięli 120 mieszkańców jako zakładników (z których znaczną część pobito) po czym Gronczewski wykonał publiczną egzekucję na zaangażowanym w działalność podziemną człowieku o nazwisku Tłuczek.31
Gronczewski podsumowując swoją działalność pisał: „aresztowań dokonywaliśmy w różnych okolicznościach, lecz z reguły w sposób tajemniczy [powinno być: potajemny] i w większości wypadków jako banda, więc wprowadziliśmy wielkie zamieszanie wśród poszczególnych organizacji podziemnych i doprowadziliśmy do wytworzenia się antagonizmów i wzajemnego uprzedzenia się w stosunku do innych organizacji. Takie czy inne aresztowanie, starcie czy ws
ypę przypisywała jedna organizacja drugiej.” Zapewne nieco wyolbrzymiając swoje sukcesy dodawał: „W terenie pozostawiliśmy po sobie taką atmosferę, że w podziemiu nikt nikomu nie wierzył. Każde spotkanie czy posunięcie traktowano jak podstęp i prowokację”.32
Po trzecie: działalność bojówek prowokacyjnych służyła kompromitowaniu zbrojnego podziemia w oczach społeczeństwa, co z kolei miało osłabić więzi łączące oddziały leśne z ludnością. Między innymi w tym celu rekrutowano do tych formacji również element przestępczy i kryminalistów, którzy tą drogą znajdowali ochronę prawną i okazję do dalszej grabieży i rabunków.33 Wydźwięk takich akcji był tym większy, że niejednokrotnie towarzyszyły im skrytobójcze zabójstwa dokonywane "na konto" podziemia, których ofiarami najczęściej były jednostki politycznie aktywne i cieszące się dużym autorytetem w lokalnym środowisku. Przy tym kamuflaż był w wielu wypadkach posunięty do tego stopnia, że UB nie tylko przybywało ponownie na miejsce „bandyckiej” zbrodni by, już w roli stróżów bezpieczeństwa, rozpocząć śledztwo, ale również – jak w szczegółowo opisanym w dalszej części artykułu przypadku dr. Szczepana Niedźwiedzia – posuwało się do udzielenia miejscowej milicji „surowej nagany” za brak odpowiedniej czujności w czasie gdy „na terenie gminy bandyci mordują ludność cywilną i strzelają do funkcjonariuszy UBP”.34
Po czwarte: poprzez pobicia i skrytobójcze mordy uzyskiwano z jednej strony zastraszenie politycznych przeciwników i całego społeczeństwa. Fakt, że w ogromnej części tego rodzaju zabójstw ofiarami byli członkowie PSL, dodatkowo pozwalał skutecznie odmienić sytuację, w której – jak raportował Komitet Wojewódzki PPR w Krakowie przy okazji opisu sytuacji politycznej w powiecie nowotarskim – „chłopi wolą zapisać się do PSL, bo są pewni, że bandy nie będą ich terroryzować”.35 Wydaje się, że trafnie WiN scharakteryzował ówczesną sytuację, pisząc w czerwcu 1946 roku, że „kierowanie ostrza akcji terrorystyczno – dywersyjnej w coraz większym stopniu przeciwko PSL, stronnictwu legalnemu, wchodzącemu w skład Rządu, podlegającemu zatem w zasadzie takiej samej ochronie prawnie jak PPR, rolę UB jako narzędzia partyjnego PPR, uwypukla bardziej wyraźnie niż kiedykolwiek wcześniej”.36
Po piąte: poprzez egzekucje w sposób fizyczny likwidowano pojedynczych przeciwników politycznych a w wielu wypadkach zadawano straty oddziałom leśnym, które nierzadko były znienacka atakowane przez leśne bojówki UB.
Starcia z partyzantami i zasadzki na oddziały partyzanckie opisywał również Gronczewski. Opisuje on także przypadki dokonywanych przez podległą mu grupę aresztowań a także zabójstwo łącznika przysłanego przez inny oddział partyzancki dla nawiązania łączności.
Rozbicie struktur Państwa Podziemnego i funkcjonowanie na różnych terenach dużej liczby oddziałów partyzanckich nikomu nie podporządkowanych bądź też utrzymujących iluzoryczne kontakty z innymi organizacjami stwarzało doskonałe warunki dla działalności prowokacyjnej. Niewątpliwie walczące „z reakcją” struktury nowej władzy potrafiły te możliwości wykorzystać. M.in. ze względu na dużą efektywność działań prowokacyjnych i skuteczność misternych operacji agenturalnych nie sposób opisywać dziejów powojennego podziemia politycznego i zbrojnego bez uwzględnienia takich operacji.
- Oddziały prowokacyjne w Krakowskiem
W kwietniu 1946 roku WiN raportował do Londynu: „w coraz większym stopniu teren nasilony [tak w oryg. – M.K.], jest oddziałami dywersyjnymi UB i PPR i działającymi pod firmą NSZ i AK, co jest dla społeczeństwa i różnych organizacji największym nieszczęściem i niebezpieczeństwem”.37 Informacje te zlustrowano m.in. danymi liczbowymi z województwa krakowskiego podając, że wywiad WiN do kwietnia 1946 roku zlokalizował szesnaście tego rodzaju grup (każda o liczebności od 6 do 18 osób) w rejonie Nowego Sącza i Nowego Targu, cztery w powiecie bocheńskim i jedna w powiecie brzeskim. Oddziały te dla lepszego kamuflażu i w celu zdobycia zaufania okolicznej ludności i działających tam grup konspiracyjnych miały nawet przeprowadzać „napady” na miejscowych działaczy PPR.38
W następnym sprawozdaniu (maj 1946 r.) wywiad WiN twierdził, że „wszystkimi grupami partyzanckimi w krakowskim kieruje Chlebowski mimo choroby (ranny w akcji pod Łapanowem). – Rozkazów na piśmie w ogóle nie wydaje się [podkr. – M.K.]. Kontakt jest utrzymywany przez Komitet PPR w Nowym Targu i komórki miejskie PPR w Krakowie. – Straty w ludziach wyrównywane mają być przez ochotników z ORMO”.39 Wiadomość ta jest prawdopodobna: Jan Chlebowski był wówczas oficjalnie szefem Wydziału Propagandy KW PPR w Krakowie – w akcji oddziału Jana Dubaniowskiego „Salwy” pod Łapanowem rzeczywiście został ranny w rękę. Nawet jeśli Chlebowski nie był dowódcą tych jednostek mógł z ramienia PPR odpowiadać za koordynację ich działań.
Żołnierze oddziału kpt. Jana Dubaniowskiego "Salwy". Dowódca stoi w środku.
Poza tym WiN donosił, że w powiecie olkuskim działa trzynastoosobowa bojówka prowokacyjno-dywersyjna, dowodzona przez byłego kierownika PUBP w Olkuszu, który „rzekomo wskutek «nadużyć» władzy uciekł i jest ścigany przez władze listami gończymi. Jest to jednak tylko trick dla lepszego zamaskowania się w terenie”. Ponadto informowano, że z działających w okolicach Nowego Targu i Nowego Sącza oddziałów „partyzanckich” dwa są dowodzone przez oddelegowanych z Urzędu Bezpieczeństwa byłych AL-owców używających pseudonimów „Iskra” (NN) i „Żyła” (NN). Dodawano też, że rozpoznane zostały „bojówki PPR” w Łagiewnikach, Kurdwanowie, Borku Fałęckim i w Krakowskiej Hucie Szkła.40
Z niebezpieczeństw i zagrożeń, jakie niósł ze sobą charakter działalności bojówek prowokacyjnych doskonale zdawali sobie sprawę dowódcy rzeczywistych zgrupowań i oddziałów partyzanckich. Niejednokrotnie też dochodziło do starć pomiędzy nimi. „Trudno przeprowadzić rozgraniczenie – czytamy w sprawozdaniu WiN za wrzesień 1946 – które akcje zostały wykonane przez polskie O[ddziały] L[eśne], a które przez prowokacyjne bojówki UB i PPR, a które jeszcze przez bandy rabunkowe, których nie brak we wszystkich terenach. Np. liczne leśne bandy PPR i bandyckie na Podhalu podszywając się pod miano grup «Ognia» i «Błyskawicy» uprawiają swój prowokacyjno – rabunkowy proceder. «Ogień» reaguje na to kolejnym likwidowaniem tych grup”.41
Rozbicie i rozproszenie jednego z takich oddziałów właśnie przez partyzantów Józefa Kurasia „Ognia” opisuje w swych wspomnieniach Eugeniusz Wojnar, ówczesny instruktor propagandy w Komitecie Powiatowym PPR w Nowym Targu. Oddział ten utworzono w Nowym Targu latem 1946 roku. „Założenie tej operacji było proste – pisał Wojnar – grupa miała działać w terenie, pozorować oddział zwalczający władzę ludową, poznawać teren, jego zakamarki, kryjówki i obozowiska oddziałów rzeczywistej bandy, [oraz] nawiązywać kontakty z miejscową ludnością w celu zdobycia potrzebnych informacji [żeby] tą drogą przyczynić się do jej rozpracowania i zniszczenia”. Całe przedsięwzięcie zakończyło się w tym wypadku zupełnym niepowodzeniem. Dobrze uzbrojona i zaopatrzona w środki łączności grupa już pierwszego dnia po założeniu obozowiska w lesie została przez „ogniowców” zaatakowana i rozbita: „Stało się to tak nagle, że żołnierze i aktywiści mający za sobą lata walki w partyzantce, zmuszeni byli ratować się ucieczką. Przez parę dni można było obserwować wracających do miasta ludzi w ubraniach na wpół wojskowych, na wpół cywilnych, z karabinami i bez, byle jak odzianych, był to żałosny i smutny widok, który nas – działaczy partyjnych – nie mógł napawać otuchą i optymizmem”.42
Możliwe, że właśnie to samo zdarzenie opisuje Stanisław Wałach – w 1946 roku szef PUBP w Limanowej i dowódca jednego z oddziałów prowokacyjnych. Unika on wprawdzie terminów typu „oddziały prowokacyjne” czy „antypartyzanckie” i nie ujawnia szerzej zadań przed nimi stawianych, jednakże wprost mówi o utworzeniu „niewielkich grup penetracyjnych, których zadaniem byłoby wyśledzenie kryjówek «Ognia»”.43 Wałach nie napisał ile takich jednostek utworzono, jednak konsekwentnie używał liczby mnogiej, stwierdzając także, że wyznaczono go dowódcą „jednej z takich grup”. Natomiast J. Depo stwierdza, że latem 1946 r. obok oddziałów KBW i wojska w pow. nowotarskim działały „dwie grupy specjalne WUBP w Krakowie. Jedną z nich kierował Jan Dąb-Kocioł, drugą mjr Stanisław Wałach”.44 Bezpośrednim zleceniodawcą takich działań był szef krakowskiego WUBP Jan Bielecki, który specjalnie w tym celu wezwał Wałacha do swojej siedziby w Krakowie. Wałach miał operować w rejonie Turbacza, czyli w centrum działalności zgrupowania Józefa Kurasia, możliwe jest więc, że prawdą jest, iż w tym wypadku grupa miała bezwzględny zakaz schodzenia do wsi, gdzie ludność generalnie była zaznajomiona z partyzantami i łatwo mogła zdekonspirować grupę Wałacha. Członkami grupy byli przede wszystkim UB-owcy ze stażem w AL., m.in.: Franciszek Ostafin, Stanisław Moniowski, Tadeusz Pędziałek, Maurycy Grzesiak i Kazimierz Chełmecki. Dokooptowano także trzech żołnierzy KBW do obsługi radiostacji. Oddział wyposażono w broń automatyczną i granaty. Pierwszy raz oddział operował przez okres około tygodnia i powrócił do Krakowa. Po kilkudniowej przerwie „partyzanci” pod dowództwem Wałacha ponownie wyruszyli w góry. Tym razem jednak zauważony przez jednego z baców oddział został zaatakowany przez żołnierzy „Ognia”. Nie wiadomo czy prawdą jest informacja Wałacha, że grupa nie poniosła żadnych strat. Wszyscy rzucili się do bezładnej ucieczki: „ Nie wiem czy ktokolwiek mnie usłyszał w tym piekle – pisał Wałach – W czym kto był – boso, bez marynarki – każdy gnał na oślep, byle nie zostać w kotle. Strzeliłem do radiostacji […] i w kilkanaście sekund dopadłem lasu. Po upływie niepełnej godziny byłem już w Nowym Targu. Nic nie wiedziałem, co się stało z ludźmi.” Możliwe, że to o tym wydarzeniu pisał pepeerowiec E. Wojnar (świadczyć może o tym wiele podobieństw, ogólna zbieżność czasowa i tylko nieznaczne różnice). Jednakże obaj autorzy unikają podania daty tych zdarzeń, co utrudnia ich pełną weryfikację. Trudno także potwierdzić ostateczny finał akcji oddziału Wałacha był zgodny z jego stwierdzeniem, że „do popołudnia wrócili jednak wszyscy [członkowie grupy].”45
Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (3) – część 3/3>
Strona główna>
22. Wytyczne operacyjne szczególnej wagi nr 00167/III z 29 marca 1946 do wiadomości wyłącznie dowódców OW i Komitetów Bezpieczeństwa, cyt. za: L. Grot, Działania…, op. cit., s. 482.
23. CAW, Zesp. KBW, sygn. 1580/75/403, k. 150, Instrukcja dla oficerów zwiadu w terenie, (brak daty).
24. CAW, Zesp. KBW, sygn. 150/75/90, Meldunek zwiadowczy Sztabu 6 Specjalnego Pułku KBW nr 00330 z 25 lipca 1946.
25. E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. II, nr 23/139,
26. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 6, Sprawozdanie informacyjne WiN za czerwiec 1946 r., część B, s. 7.
27. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 5, Sprawozdanie informacyjne WiN za maj 1946 r., część B, s. 5.
28. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 5, Sprawozdanie informacyjne WiN za maj 1946 r., część B, s. 5.
29. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 8, Sprawozdanie informacyjne WiN za sierpień 1946 r., część B, s. 12.
30. J. Skalniak, Terror w Polsce, op. cit., s. 95.
31. E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. IV, nr 25/141,
32. Ibidem.
33. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 9, Sprawozdanie informacyjne WiN za wrzesień 1946 r., część B, s. 9.
34. AAN, sygn. 193/III-25, k. 44, 44a, Pismo Sekretariatu Naczelnego PSL do Prezesa Rady Ministrów, Warszawa 12 sierpnia 1946 r.
35. AAN, Zesp. KC PPR, sygn. 295/IX-172, k. 49, Sprawozdanie KW PPR w Krakowie [za maj 1946].
36. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 6, Sprawozdanie informacyjne WiN za czerwiec 1946 r., część B, s. 6.
37. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 4, Sprawozdanie informacyjne WiN za kwiecień 1946 r., część A, s. 20.
38. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 4, Sprawozdanie informacyjne WiN za kwiecień 1946 r., część B, s. 5.
39. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 5, Sprawozdanie informacyjne WiN za maj 1946 r., część B, s. 4
40. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 5, Sprawozdanie informacyjne WiN za maj 1946 r., część B, s. 4.
41. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 9, Sprawozdanie informacyjne WiN za wrzesień 1946 r., część B, s. 21.
42. E. Wojnar, Z lat walki z reakcją (Nowy Targ w latach 1945-1948), „Pokolenia”, nr 2-3/1969, s. 39.
43. S. Wałach, Był w Polsce czas…, op. cit., s. 186-190.
44. J. Depo, Walka organów Bezpieczeństwa…, op. cit., s. 299.
45. Propagandową fantazją wydaje się być twierdzenie Wałacha, rzekomo oparte o relację „Harnasia” ze sztabu „Ognia”, że UB-owcom udało się uciec dzięki temu, że "«Ogień» i cała banda pili [wódkę] już od rana”. S. Wałach, Był w Polsce czas…, op. cit., s. 186-190.
46. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 6, Sprawozdanie informacyjne WiN za czerwiec 1946 r., część B, s. 6.
Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (3) – część 3/3
Wcześniej, w styczniu 1946 r. wydzielono z Wojsk Bezpieczeństwa Wewnętrznego woj. krakowskiego 100-osobowy oddział, którego część otrzymała zadanie występowania w roli „partyzantów”. Dowództwo nad całością operacji objął Szef Oddziału Rozpoznawczo – Śledczego WBW woj. krakowskiego kpt. Borysieńko. Oddział podzielony został na trzy pododdziały operacyjne. Pierwszy z nich (złożony z 2 oficerów i 25 szeregowych) pod dowództwem por. Edwarda Szymkiewicza został przebrany w ubrania cywilne i z legendą oddziału zbrojnego przybyłego ze Śląska otrzymał zadanie nawiązania bezpośredniej łączności ze zgrupowaniem Józefa Kurasia "Ognia". Drugi pododdział miał stanowić ubezpieczenie pierwszego: musiał być w stałej gotowości bojowej na wypadek konieczności przeprowadzenia akcji przeciw rozpoznanym oddziałom „Ognia”. Trzeci, wzmocniony funkcjonariuszami UB i milicjantami, stanowił odwód całej operacji. Mimo że nie udało się zrealizować zasadniczego celu tych zadań (t.j. nie nawiązano kontaktu z oddziałami „Ognia”) całe przedsięwzięcie uznano za niezwykle owocne: podając się za partyzantów żołnierze Szymkiewicza uzyskali mnóstwo informacji na temat zaplecza oddziałów Kurasia w postaci wykazu osób sympatyzujących i współpracujących z podziemiem.48
Trudno ostatecznie ustalić liczbę dokonanych przez UB skrytobójczych mordów członków PSL.49 W czasie odbywającej się 5 listopada 1946 roku interwencyjnej wizyty u Bieruta w sprawie aresztowania Stanisława Mierzwy, Karola Buczka i członków Komitetu Wojewódzkiego PSL w Krakowie, reprezentujący PSL Jan Witaszek mówił, że „ostatnie czasy wykazują szczególne nasilenie akcji pogromowej po wsiach. Widownią jej był przede wszystkim powiat miechowski, gdzie płoną domostwa i padają trupy działaczy PSL […] 35 ofiar [z samego powiatu miechowskiego – przyp. M.K.] opłaciło życiem działalność w naszych szeregach”.50 Korespondują z tą wypowiedzią informacje ze sprawozdaniem WiN za wrzesień 1946r. mówiąc, że „w Krakowie przy ul. Batorego 25 [lub 23 – przyp M.K.] jest zakwaterowany oddział MO pozostający pod rozkazami mjr Bieleckiego (WUBP) i mjr Grudy (MO), którego członkowie przeznaczeni [są] do usuwania niemile widzianych członków PSL. Od[dział] ten jest ubrany przeważnie po cywilnemu (tylko szczegóły munduru wojskowego, np. czapki, posiada pasy i ładownice na amunicję). Obecnie jeżdżą oni na morderstwa w powiaty tarnowski i miechowski”.51
Podczas wspomnianej wyżej wizyty u Bieruta jako przykład zbrodni dokonanej przez UB wymieniono m.in. zabójstwo peeselowca Zygmunta Pieczary52, o którym w cytowanym wielokrotnie opracowaniu „Oddali życie w walce o nową Polskę” napisano, że był ofiarą „nie ustalonej bojówki podziemia”53. Sprawę tę WiN omówił w sprawozdaniu za maj 1946 roku: „Dnia 12. 4. w Wadowicach banda UB zamordowała Zygmunta Pieczarę, działacza PSL. – Połamali mu ręce; całe ciało było sine od zbicia, otrzymał cztery pociski w głowę. U zabitego bandyci UB byli już 2-krotnie [? – cyfra trudna do odczytania], poprzednio odczytując żonie, zamordowanego wyrok śmierci na nieobecnego męża z zaznaczeniem, że może on być cofnięty tylko w tym wypadku gdy Pieczara wycofa się z PSL i z życia politycznego”.54
W nocy z 1 na 2 sierpnia 1946 roku na ulicach Miechowa, w centrum miasta, zamordowani zostali dwaj członkowie PSL z tego miasta: członek Zarządu Powiatowego PSL, b. komendant BCh na powiat miechowski i członek Zarządu Powiatowego Związku Samopomocy Chłopskiej w jednej osobie mjr Apoloniusz Józefowicz i wiceprezes Zarządu Powiatowego ZSCh inż. Stefan Miłkowski. Według informacji siatki wywiadowczej WiN morderstwa tego dokonało trzech funkcjonariuszy UB, wśród, których rozpoznano „ppor. tamtejszego UB Zdankiewicza”, który „po dokonanym morderstwie […] wyjechał do Krakowa, gdzie pracuje w WUBP”55. Zdaniem wspomnianego już opracowania „Oddali życie w walce o nową Polskę” to również były ofiary „nie ustalonej bojówki podziemia” (Józefowicz)56 bądź „nie ustalonych osobników” (Miłkowski)57.
W sposób jeszcze bardziej jaskrawy i szczegółowy skrytobójczą działalność jednej z grup UB podszywających się pod członków podziemia można zobrazować przykładem morderstw dokonanych na osobach Józefa Górowskiego i dr Szczepana Niedźwiedzia – peeselowców z powiatu nowosądeckiego. O zabójstwie tego ostatniego 4 czerwca 1946 roku pisał starosta nowosądecki Józef Łabuz (zresztą członek PPR) w sprawozdaniu do wojewody krakowskiego: „Około godziny 3-ej nad ranem 1.6. br. nieznani osobnicy [podkr. – M.K.] przybyli samochodem prawdopodobnie od strony Nowego Sącza do mieszkania dr Niedźwiedzia Stefana [powinno być: Szczepana – M.K.], zamieszkałego w Siedlcach na plebanii. Po wyprowadzeniu dr Niedźwiedzia z mieszkania sprawcy zastrzelili go dwoma strzałami w głowę. Dochodzenia prowadzi P.U.B.P.” [podkr. – M.K.]. Tymczasem jaki był rzeczywisty przebieg wydarzeń możemy dowiedzieć się z tekstu interwencji władz PSL w tej sprawie u Osóbki-Morawskiego i u Bieruta z 12 sierpnia 1946 roku.58
Otóż w nocy z 31 maja na 1 czerwca 1946 około godziny 24, w okolice wsi, w której mieszkał Józef Górowski, przybył ciężarowy samochód wypełniony umundurowanymi ludźmi. Kilkunastu z nich przyszło do domu Górowskiego podając się za partyzantów z oddziału „Ognia” [podkr. – M.K.]: „Zachowanie ich było poprawne. Interesowali się miejscowymi stosunkami, wypytując szczególnie o osoby należące do PPR. Domagali się też od Górowskiej, aby wskazała im adresy domów, w których mogliby spokojnie przebywać. Następnie poprosili Górowskiego, żeby z nimi wyszedł aby pokazać drogę do głównej szosy. Tam go zastrzelili.”
Z miejsca zbrodni zabrała ich wspomniana ciężarówka, którą pojechali do wsi Siedlce. Byli tam około godziny 3 w nocy. Zatrzymali się przed budynkiem plebanii, w której znajdowało się mieszkanie doktora Szczepana Niedźwiedzia. Wywleczono go z domu i zastrzelono dwoma strzałami w głowę, mimo próśb o darowanie życia. Wszyscy wsiedli do tej samej ciężarówki i odjechali do miejscowości Wojnarowa.
W obu wypadkach znaleźli się przypadkowi świadkowie, którzy obserwowali przebieg wydarzeń. Ich relacje pozwoliły stwierdzić, że „w grupie tej, która dokonała tych dwóch morderstw rozpoznano: porucznika Jaroszewic
za Wojciecha i Hladnego Władysława, funkcjonariuszy UBP z Nowego Sącza [podkr. – M.K.].”
Por. Wojciech Jaroszewicz, funkcjonariusz PUBP w Nowym Sączu, jeden z zabójców działaczy PSL: Szczepana Niedźwiedzia i dr. Józefa Górowskiego.
Władysław Hladny, funkcjonariusz PUBP w Nowym Sączu, jeden z zabójców działaczy PSL z powiatu nowosądeckiego.
Do Wojnarowej przybyli około 5 rano: „Tu występowali już jako funkcjonariusze UBP [podkr. M.K.]. Aresztowali dwóch braci Steinhoffów: Stanisława i Kazimierza, których bardzo dotkliwie pobili”. Następnie zdemolowali mieszkanie i „bili kogo spotkali, nie oszczędzając nawet matki aresztowanych, podeszłej wiekiem staruszki”. Stamtąd udali się do Korzennej (siedziba gminy), gdzie znajdował się posterunek MO. Jak już wcześniej wspomniano, dowodzący całą grupą ppor. Jaroszewicz udzielił tamtejszym milicjantom surowej nagany za bezczynność, podczas gdy na ich terenie „bandyci mordują ludność cywilną”, po czym dla kamuflażu wraz z milicjantami powrócili na miejsce zabójstwa dr Niedźwiedzia, gdzie „przeprowadzono pobieżne dochodzenie i spisano protokół”.
Mimo tych zabiegów sprawa zabójstwa Niedźwiedzia i Górowskiego przez funkcjonariuszy UB stała się na tyle głośna, że była przedmiotem otwartej dyskusji na posiedzeniu Powiatowej Rady Narodowej w Nowym Sączu w dniu 12 lipca 1946 r. Radny PSL Józef Olszyński mówił: „Społeczeństwo nie wie gdzie kończy się działalność band a gdzie zaczyna opieka UB. Podszywanie się UB pod bandy a band pod UB jest objawem niezdrowym. Zaszły wypadki bardzo przykre. Zginęło dwóch ludzi, członków PSL. Lekarz Niedźwiedź i ob. Górowski. Nie ma dotąd żadnych wyjaśnień za co zostali zastrzeleni”59. Do dyskusji wywołany został wspomniany już pepeerowski starosta Józef Łabuz. Jeszcze miesiąc wcześniej, w cytowanym już sprawozdaniu z 4 czerwca 1946 r. pisał on o „nieznanych sprawcach” morderstwa, wyrażając jednocześnie uznanie dla działalności nowosądeckich organów UB i MO, których działalność w maju tego roku była – jak pisał – „wytężona w wysokim stopniu” a powiatowy UBP był „nadal skuteczny w niezmordowanym tępieniu organizacji tajnych”60. Tym razem stwierdził, że „Urząd Bezpieczeństwa nie jest podległy Starostwu i zasadniczo nie będzie mógł dać wyjaśnień w sprawie śmierci dr Niedźwiedzia, Górowskiego”. Tym razem już nie zaprzeczał faktom i nie kwestionował, że to UB dokonało zbrodni. Próbował ją jednak „wyjaśnić” inaczej, mówiąc, że „o ile wie co do Niedźwiedzia to śp. tenże miał się rzucać na członka bezpieczeństwa i uciekał”. Na koniec obiecał, że „sam poprosi o pewne wyjaśnienia z UB”.61
Mimo klarowności całej sprawy i jej dość dużego nagłośnienia, w spisie poległych „w walce o nową Polskę” również Szczepan Niedźwiedź figuruje jako ofiara „nieustalonej bojówki podziemia”62.
Omawiając problematykę działalności tajnych bojówek prowokacyjnych czy grup zbrojnych podszywających się pod miano oddziałów partyzanckich trzeba pamiętać, że niejednokrotnie możemy mieć do czynienia z przypadkami wykraczającymi poza prosty schemat podziału na „prawdziwe” podziemie i prowokacyjne „antypodziemie”. Należy zwrócić uwagę na występowanie oddziałów prowokacyjnych, których nie wszyscy członkowie zdawali sobie sprawę z rzeczywistego charakteru ich grupy i z tego, kto jest jej prawdziwym mocodawcą. Problem ten poruszony został m.in. w sprawozdaniu informacyjnym WiN za październik 1946 roku. Jest w nim mowa o tym, że Józef Kocioł (rzeczywiste nazwisko – zdaniem WiN – Piotrowski), były AL.-owiec, wówczas funkcjonariusz UB w Słomnikach, w dniu 17 września 1946 roku otrzymał rozkaz zorganizowania „w jak najszybszym terminie” kilku oddziałów, które powinny się zewnętrznie upodobnić do oddziałów leśnych działających na jego terenie. Przy tym informowano, że „winno być dwa rodzaje oddziałów: mniejsze, rekrutujące się z elementu zaufanego z UB, WBW i MO, [z ludzi] którzy służyli już w partyzantkach, oraz większe, tworzące się „samodzielnie”. W tych ostatnich jedynie dowództwo powinno być wtajemniczone i działać pod rozkazami z góry [podkr. – M.K.]. Całość [tych] oddziałów winna składać się z ochotników”.63 W drugim przypadku wyraźnie więc zalecano „wpuszczanie” w las sformowanych przez UB zalążków oddziałów, które dopiero w dalszej kolejności miały obrosnąć ludźmi przekonanymi, że w ten sposób stają się członkami rzeczywiście niepodległościowego podziemia.
Rozkaz powyższy miał być sygnowany pseudonimem „Roman”. Identycznie podpisany był następny rozkaz, jaki – zdaniem WiN – wręczono Kociołowi dzień później, 18 września 1946 r. Na jego mocy mianowano jego zastępcą i adiutantem Józefa Gołego. Przypomniano jednocześnie, że „tworzone oddziały partyzanckie winny przybrać pełne pozory AK”.64 Oba rozkazy miał przywieźć goniec, który przybył z okolic Rzeszowa. Jeżeli informacje winowskie są ścisłe to należy przypuszczać, że Kocioł i Goły mieli zająć się tworzeniem i przygotowywaniem takich bojówek tudzież koordynowaniem ich akcji. Zapewne nie zawsze uczestniczyli w tych działaniach jako członkowie oddziałów (przynajmniej na terenie miechowskiego). Wydaje się bowiem, że byli zbyt dobrze znanymi postaciami na swoim terenie aby bez obawy o dekonspirację osobiście brać udział w ściśle tajnych przedsięwzięciach takiej miary. Wieść o ich poczynaniach wiosną i latem tego roku dotarła do Krakowa i na forum Wojewódzkiej Rady Narodowej stała się przedmiotem kilku interpelacji radnych z klubu PSL.
„Józef Kocioł – stwierdzali peeselowcy – jest wprost postrachem dla ludności nie tylko gminy, w której mieszka ale także całego powiatu. Przywłaszczając sobie bezprawnie prerogatywy jakie przysługują tylko organom władzy państwowej i [organom] sądowym, dokonuje bezprawnych aresztowań rewizji, bije spokojnych obywateli”65. Dnia 25 marca 1946 r. Kocioł wraz ze wspomnianym Józefem Gołym i niejakim Wojtką (?) z Klimontowa uzbrojeni w broń długą i krótką jeździli po Szczytnikach (pow. Miechów) od domu do domu bijąc do krwi i utraty przytomności mieszkańców. Lżyli ich słowami „wy skurwysyny PSL-owcy, wy złodzieje, bandyty” i grozili „wystrzelaniem ich jak psów”66. Cztery dni później, t.j. 29 marca 1946 r., Józef Goły powrócił do Szczytnik wraz z grupą funkcjonariuszy PUBP z Miechowa. Funkcjonariusze UB rozpoczęli „akcję, która miała charakter pacyfikacji”: najpierw rozpoczęli bezładną strzelaninę powodując popłoch i paniczną ucieczkę mieszkańców. Następnie chwytali wybranych mieszkańców (głownie PSL-owców), bili ich do nieprzytomności i zabierali na posterunek MO. Po zakończeniu całej akcji UB-cy zażądali od mieszkańców grom
ady Szczytniki „pokrycia kosztów wystrzelonych naboi” i zbierali od poszczególnych mieszkańców opłaty67.
Po tego rodzaju wydarzeniach wydaje się niemożliwe aby Kocioł czy Goły mogli gdziekolwiek w okolicy występować w roli „partyzantów”. Z drugiej strony można przypuszczać, że ich bezwzględność połączona ze znakomitym rozeznaniem w terenie predestynowała ich do odegrania roli utajnionych koordynatorów i zleceniodawców takich akcji. Mogli też uczestniczyć w działaniach prowadzonych w okolicach, gdzie ich twarze nie były tak znane ludności. Z oczywistych względów trudno takie przypuszczenia szeroko udokumentować materiałami innymi niż cytowane wyżej sprawozdania WiN. Jest jednak we wspomnieniach Norberta Michty, w 1946 r. I sekretarza KP PPR w Miechowie, zdawkowa informacja o tym, że Józef Kocioł z Klimontowa „sformował oddział do walki z reakcją i zamierzał rozprawić się z nią na własną rękę”.68
Jak to już zostało powiedziane, prawdziwego charakteru niektórych grup i organizacji nie ujawniano ani po zakończeniu akcji ani w ciągu następnych dziesięcioleci. Tajności operacji prowokacyjnych strzeżono szczególnie dokładnie. Towarzysząca wielu takim działaniom zasada podwójnej konspiracji miała zapewnić ich skuteczność i jednocześnie chronić przed zakonspirowanymi informatorami wroga. Materiały WiN, ze względu na specyfikę warunków w jakich działał wywiad i sieć informacyjna organizacji podziemnych wymagają szczególnej uwagi. Niezależnie od tego, że w raportach przesyłanych do Londynu wyraźnie podkreślano, że podawane są tylko i wyłącznie wiadomości pewne i potwierdzone, wywiad WiN nie ustrzegł się przed błędnymi interpretacjami zgromadzonych informacji. Przykładem może być tutaj sprawa grupy „Stalingrada”69, z powiatu brzeskiego, której działalność w sprawozdaniach WiN wielokrotnie była przywoływana jako przykład działań prowokacyjnych UB.
Jak wynika z materiałów śledczych i procesowych70 biografia dowódcy tej grupy, Władysława Drąga ps. „Stalingrad” była dość skomplikowana. Urodzony w roku 1905 w Maszkienicach jeszcze w latach dwudziestych został skazany na półtora roku więzienia za włamanie.71 W czasie okupacji niemieckiej od początku lat 40-tych prowadził działalność konspiracyjną, by w końcu zostać zastępcą dowódcy oddziału Batalionów Chłopskich z pow. Brzeskiego.72 Po wkroczeniu Armii Czerwonej znalazł się w UB. Już od lutego 1945 r. był kierownikiem IV sekcji Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Brzesku.
Został stamtąd zwolniony 8 maja 1945 roku (prawdopodobnie na tle osobistego zatargu z szefem brzeskiego PUBP Edwardem Golebem). W lutym 1946 r. w związku z udziałem w strzelaninie pomiędzy wojskiem a mieszkańcami jego rodzinnej wsi, został aresztowany i osadzony w areszcie śledczym w Brzesku. W pierwszych dniach marca uciekł stamtąd wraz z innymi więźniami. Wkrótce potem stanął na czele kilkuosobowej grupy zbrojnej złożonej głównie z byłych funkcjonariuszy UB z Brzeska.73
Oddział ten nie posiadał kontaktów z żadną z organizacji podziemnych i działał praktycznie na własną rękę, poszukując co najwyżej jakichś kontaktów z lokalnymi działaczami ludowymi. Jednakże w związku z tym, że – jak twierdził Drąg – za działalność w Urzędzie Bezpieczeństwa (skądinąd wiadomo, że dość gorliwą74) miejscowe oddziały NSZ („Salwa”?) wydały na niego dwa wyroki śmierci, „Stalingrad” dla ochrony grupy zaczął rozgłaszać w terenie, że jest ona oddziałem WiN.75
Lokalne komórki WiN były dobrze zorientowane w przejawach działalności „Stalingrada” i miały świadomość niedawnej przynależności organizacyjnej jego członków – świadczą o tym sprawozdania informacyjne.76 Dlatego wiedząc o podszywaniu się tej grupy pod miano oddziału WiN uznano jego istnienie za kolejny przejaw prowokacji ze strony UB. Jego działalność interpretowano jako próbę „odtworzenia” w lesie Batalionów Chłopskich, w celu przyciągnięcia do nich członków PSL, co z kolei miałoby być wykorzystane w walce politycznej i propagandowej z tym stronnictwem.
W tym wypadku wnioski, jakie wysnuwał WiN okazały się błędne. Mimo że wiele okoliczności tej sprawy wymaga jeszcze wyjaśnienia, wydaje się bezdyskusyjne, że Drąg dowodząc oddziałem nie utrzymywał żadnych kontaktów operacyjnych z UB. Ostatecznym tego potwierdzeniem jest treść pisanego już w więzieniu listu do Bieruta z 11 lipca 1950 r., w którym „Stalingrad”, skazany 3 dni wcześniej na karę śmierci, zwraca się z prośbą o ułaskawienie. Nie ulega wątpliwości, że w takich okolicznościach wspomniałby o kontaktach z UB, gdyby je utrzymywał. Tymczasem w uzasadnieniu prośby nie ma o tym ani słowa. Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Władysław Drąg został stracony 3 sierpnia 1950 roku.
Sprawa „Stalingrada” może być ilustracją olbrzymich trudności związanych z próbami odtworzenia rzeczywistej mapy działań oddziałów podziemnych w latach powojennych.
Anglojęzyczna wersja tekstu (na stronie www.doomedsoldiers.com):
- Communist Agent Provocateur Operations – Part 1>
- Communist Agent Provocateur Operations – Part 2>
- Communist Agent Provocateur Operations – Part 3>
Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (3) – część 1/3>
Strona główna>
47. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 4, Sprawozdanie informacyjne WiN za kwiecień 1946 r., część B, s. 5.
48. CAW, Zesp. KBW, sygn. 150/75/90, k. 176, Meldunek zwiadowczy Sztabu 6 Specjalnego Pułku KBW; J. Depo, Walka organów Bezpieczeństwa…, op. cit., s. 291-292.
49. Szerzej o tym: R. Buczek, Na przełomie dziejów…, op. cit., s. 177.
50. Ibidem, s. 253.
51. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 9, Sprawozdanie informacyjne WiN za wrzesień 1946 r., część B, s. 13.
52. R. Buczek, Na przełomie dziejów…, op. cit., s. 253.
53. Oddali życie…, op. cit., s. 114.
54. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 5, Sprawozdanie informacyjne WiN za maj 1946 r., część B, s. 4.
55. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 9, Sprawozdanie informacyjne WiN za wrzesień 1946 r., część B, s. 18.
56. Oddali życie…, op. cit., s. 128.
57. Ibidem, s. 129.
58. AAN, sygn. 193/III – 25, k. 44, 44a, Pismo Sekretariatu Naczelnego PSL do Prezesa Rady Ministrów, Warszawa 12 sierpnia 1946 r.,
59. AP Kr., Zesp. WRN Kr, sygn. 79, (Mf 101881), k. 345, Protokół posiedzenia PRN Nowy Sącz w dniu 11 lipca 1946 r.
60. AP Kr., Zesp. UW II, sygn. 928, materiał nienumerowany, Sprawozdanie sytuacyjne starosty nowosądeckiego za maj 1946, N. Sącz, 4 czerwca 1946 r.
61. AP Kr., Zesp. WRN, sygn. 79, (Mf 101881), k. 349, Protokół posiedzenia PRN Nowy Sącz w dniu 11 lipca 1946 r.
62. Oddali życie…, op. cit., s. 171.
63. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 10, Sprawozdanie informacyjne WiN za październik 1946 r., część B, s. 8.
64. Ibidem.
65. AP Kr., Zesp. WRN, sygn. 144, (Mf J-106), k. 147, Interpelacja PSL w sprawie działalności Józefa Kocioła złożona w WRN Kraków dnia 23 sierpnia 1946 r.
66. Ibidem. Bezpośrednio po wydarzeniach zostały o nich poinformowane PUBP i Starostwo w Miechowie, WRN i WUBP w Krakowie oraz Prezydium KRN. Nie miało to żadnych skutków.
67. AP Kr., sygn. WRN 144, (Mf J-106), k. 179, Interpelacja PSL w sprawie pacyfikacji gromady Szczytniki w pow. miechowskim złożona w WRN Kraków dnia 24 sierpnia 1946 r.
68. N. Michta, Z lat walki z reakcją, op. cit., s. 245.
69. Oddział Drąga prowadził działalność w latach 1946-1950.
70. AP Kr., sygn. WSR Kr. 469/50, Akta sprawy przeciwko W. Drągowi i P. Pęcakowi,
71. w 1929 r. Drąg został skazany na 1,5 roku więzienia za „włamanie kasy”, AP Kr., sygn. WSR Kr. 469/50, Akta sprawy przeciwko W. Drągowi i P. Pęcakowi, protokół przesłuchania W. Drąga w WUBP w Krakowie 19 lutego 1950.
72. Fitowa A., Bataliony Chłopskie …, op. cit., s. 507.
73. Jeden z nich, Paweł Pęcak, był w brzeskim UB aż do stycznia 1946. Zwolniony został na własną prośbę, AP Kr, sygn. WSR Kr. 469/50, Akta sprawy przeciwko W. Drągowi i P. Pęcakowi.
74. Ppor. Józef Wojdak, w czasie okupacji niemieckiej dowódca oddziału dywersyjnego w obwodzie brzeskim AK i dowódca plutonu w I batalionie 16 pp AK, w swoich wspomnieniach opisuje, że właśnie Władysław Drąg dowodził funkcjonariuszami UB z Brzeska, którzy 6 marca 1945 aresztowali jego i innych AK-owców z tego terenu. J. Wojdak, Byłem jednym z wielu, (brak daty i miejsca wydania), s. 97-99.
75. Dlatego też UB w trakcie przesłuchań Drąga konsekwentnie twierdziło, że „Stalingrad” dowodził oddziałem WiN. Dopiero po kolejnych wyjaśnieniach Drąga z aktu oskarżenia wykreślono fragment o tym mówiący. AP Kr., sygn. WSR Kr. 469/50, Akta sprawy przeciwko W. Drągowi i P. Pęcakowi.
76. O tym, że WiN wiedział, że członkowie grupy Drąga byli funkcjonariuszami UB w Brzesku, świadczy m.in. sprawozdanie informacyjne WiN z października 1946, które o tym wspomina (SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 10, „Z Kraju – X 1946”, cz. B, s. 23). WiN zebrał również wiele szczegółowych wiadomości na temat kontaktów Drąga z lokalnymi działaczami PSL Jakubem Chwałą czy Stanisławem Dadejem. Informacje te potwierdzają materiały Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie (AP Kr., sygn. WSR Kr. 469/50, Akta sprawy przeciwko W. Drągowi i P. Pęcakowi).
WARTO PRZECZYTAĆ… (37)

Dawid Golik
Z wiarą w zwycięstwo… Oddział partyzancki „Wiarusy” 1947–1949.
Kraków 2010, 120 s., cena 83,85 zł.
Bogato ilustrowany album przedstawia historię oddziału partyzanckiego "Wiarusy", po 1947 r. najsilniejszej i najbardziej aktywnej grupy zbrojnego podziemia w ówczesnym województwie krakowskim. W jego szeregach walczyło na przestrzeni trzech kolejnych lat kilkudziesięciu żołnierzy, związanych w czasie okupacji niemieckiej zarówno z AK, jak i z konspiracją ludową – w większości dawnych partyzantów Zgrupowania „Błyskawica”, dowodzonego przez Józefa Kurasia „Ognia”. Pomimo zakrojonych na szeroką skalę obław i akcji pacyfikacyjnych oddział ten przetrwał aż do lipca 1949 r.
W książce zaprezentowano w większości niepublikowane dotąd fotografie przedstawiające kolejne etapy funkcjonowania oddziału – od „Plutonu Śmierci” Henryka Głowińskiego „Groźnego” i Antoniego Wąsowicza „Rocha” w ramach Zgrupowania „Błyskawica”, poprzez 3. kompanię AK „Wiarusy” Józefa Świdra „Mściciela” i Tadeusza Dymla „Srebrnego”, aż po historię oddziałów „Zorza” Kajetana Samborskiego „Teściowej” oraz „Znicz” Stanisława Ludzi „Harnasia”.
Na wykonywanych przez samych partyzantów lub ich współpracowników fotografiach widnieją obrazy z życia obozowego, przeplatane pozowanymi zdjęciami z walki oraz portretami poszczególnych żołnierzy z bronią i w mundurach. Poprzez liczne fotografie przedstawiono sylwetki dowódców i ich żołnierzy, a całość uzupełniają reprodukcje dokumentów z zarekwirowanego przez bezpiekę archiwum „Wiarusów” – notatki, wzory pieczątek, pokwitowania rekwizycji.
Wiele zdjęć oraz dokumentów przedstawia proces rozpracowywania oddziału, kolejnych aresztowań i kombinacji operacyjnych. Obok fotografii zabitych partyzantów widnieją zdjęcia triumfalnego pochodu funkcjonariuszy UB, prowadzących ujętych latem 1949 r. żołnierzy oddziału.
Według szacunków bezpieki działający głównie w powiatach nowotarskim i limanowskim oddział „Wiarusy” przeprowadził w latach 1947–1949 ponad dwieście akcji, podczas których zginęło 48 osób (w tym 30 funkcjonariuszy MO, UB i KBW). Większość partyzantów oddziału zastrzelono w walce lub aresztowano i następnie skazano na śmierć. W latach 50. komunistyczne więzienia opuścili tylko nieliczni.
Źródło: Instytut Pamięci Narodowej>

Druga konspiracja na nowym pograniczu w latach 1945–1956. Szkice do dziejów podziemia antykomunistycznego na Śląsku i terenach ościennych.
red. Ksawery Jasiak
Opole 2010, 229 s., cena 25,00 zł.
Niniejsze opracowanie obejmuje większość materiałów przedstawionych podczas konferencji naukowej zorganizowanej w połowie czerwca 2009 r. przez Delegaturę IPN w Opolu.
Zakres chronologiczny tematyki dotyczy okresu 1945–1956, zaczynając od momentu rozwiązania struktur AK 19 I 1945 r., wkroczenia Sowietów na tzw. Ziemie Zachodnie oraz przybycia z Kresów Wschodnich nowych sił antykomunistycznych. Ujęto również lata przełomowe dla polskiej konspiracji, czyli okres amnestii z 1947 r. oraz późniejsze tuż po przemianach październikowych w 1956 r. – jako symboliczne „wyjście z lasu” ukrywających się żołnierzy podziemia.
Używając w tytule określenia Śląsk i tereny ościenne, mamy na myśli region obejmujący dwa graniczące ze sobą obszary historyczne: Górny Śląsk w dorzeczu górnej Odry i początkowego biegu Wisły oraz Dolny Śląsk w południowo-zachodniej Polsce nad środkową Odrą (byłe województwa z okresu bezpośrednio powojennego: śląsko-dąbrowskie i wrocławskie) oraz jego pogranicze z woj. łódzkim i poznańskim.
Założeniem opracowania jest ukazanie nieznanych aspektów działalności podziemia antykomunistycznego w tym specyficznym regionie. Jest to również próba przedstawienia różnych form, metod i mechanizmów jego zwalczania przez komunistyczny aparat represji; ogromnej skali działań operacyjnych podejmowanych zarówno przez sowieckie, jak polskie siły bezpieczeństwa. Książka prezentuje zatem szeroki wachlarz tych działań wobec polskiego podziemia zbrojnego. Z konspiratorami antykomunistycznego podziemia rozprawiano się w tym specyficznym regionie szczególnie bezwzględnie, głównie przy użyciu sił NKWD, KBW, UB i MO. Dla dopełnienia tegoż obrazu ujawniono skrywane dotychczas informacje dotyczące infiltracji agenturalnej społeczeństwa o zróżnicowanej strukturze etnicznej i narodowej (Ślązacy o różnej orientacji narodowej oraz ludność napływowa z woj. łódzkiego, kieleckiego i Kresów Wschodnich – ekspatrianci), w tym ich struktur konspiracyjnych.
Najważniejszym jednak celem jest nade wszystko przywrócenie pamięci „żołnierzom wyklętym”, właściwych wymiarów owych dramatis personae oraz ujęcie i usystematyzowanie tego tematu w oparciu o najnowsze badania historyków z zakresu literatury polskiej konspiracji powojennej na Śląsku.
Rozdział 1
Adam Dziuba – Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” na Górnym Śląsku w walce propagandowej z reżimem komunistycznym.
Rozdział 2
Tomasz Balbus – „Oko w oko z bandytą”. Zwalczanie oddziału „Otta” (pow. Kępno) jako przykład walki polskich formacji kolaboracyjnych z Polską Podziemną (styczeń – luty 1946).
Rozdział 3
Ksawery Jasiak – Działalność wywiadowcza Konspiracyjnego Wojska Polskiego na pograniczu Śląska i woj
. łódzkiego na przykładzie pchor. Romualda Wrońskiego „Świetlika”.
Rozdział 4
Dariusz Węgrzyn – Powojenne dzieje rodziny Chlondów. Śląska baza przetrwania.
Rozdział 5
Rafał Sierchuła – Stefan Celichowski – historia oficera Brygady Świętokrzyskiej.
Rozdział 6
Tomasz Gałwiaczek – „Armia Krajowa Mariana Papierowskiego”. Z badań nad historią podziemia niepodległościowego na Dolnym Śląsku w latach 1945–1956.
Rozdział 7
Ksawery Jasiak, Zbigniew Bereszyński – Rozpracowanie i likwidacja tarnopolskich struktur WiN na Śląsku przez aparat bezpieczeństwa.
Rozdział 8
Marek Jedynak – Kryptonim „Jedność” – rozpracowanie środowiska Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury” – „Nurt” na Dolnym Śląsku ( 1957–1959).
Rozdział 9
Krzysztof Szwagrzyk – Stosowanie kary śmierci wobec członków antykomunistycznego podziemia na Dolnym i Górnym Śląsku 1945–1955.
Rozdział 10
Sławomir Maślikowski – Częstochowa – ostatnia wojenna stolica. Związki Warszawy z Częstochową po Powstaniu Warszawskim.
Konferencja Naukowa "Silni jak Stal! NSZ!"
Naukowe Koło Historyków Uniwersytetu Gdańskiego pragnie zaprosić Państwa na konferencję naukową pt. "Silni jak Stal! NSZ!", która odbędzie się 27 maja o godzinie 17.00 w auli Wydziału Historycznego Uniwersytetu Gdańskiego (sala 1.46). Tematem sympozjum będą "Żołnierze Wyklęci" Narodowych Sił Zbrojnych. W spotkaniu wezmą udział wybitni znawcy przedmiotu – prof. dr hab. Bogdan Chrzanowski oraz prof. dr hab. Piotr Niwiński.
Wykład o NSZ w Szczecinie
Kibice w hołdzie "Żołnierzom Wyklętym"
Podczas sobotniego (7 maja 2011) meczu Śląska Wrocław z Polonią Bytom kibice uczcili pamięć "Żołnierzy Wyklętych", włączając się tym samym w poparcie Apelu 9 maja, którego istotą jest wezwanie:


Kibice przygotowali również wielki, biało-czerwony transparent z napisem "Świat świętował – Polacy ginęli, 8 V 1945 r.". Na trybunach pojawił się też ogromny Orzeł Biały na tle biało-czerwonych barw.


O "Żołnierzach Wyklętych" w Niezależna TV…
APEL 9 maja
Z ulotki 6. Wileńskiej Brygady AK kpt. Władysława Łukasiuka „Młota”
Podlasie, 1946 r.
9 maja 2011 r. zapalmy znicze i lampki w miejscach upamiętniających naszych rodaków poległych i pomordowanych w walce o wolność z siłami reżimu komunistycznego, w tym żołnierzami Armii Czerwonej.
Przed nami kolejna rocznica zakończenia II wojny światowej. Rok temu, 9 maja 2010 r., na apel grupy osobistości polskiego życia publicznego, zapłonęły lampki na znajdujących się na terenie Polski grobach żołnierzy Armii Czerwonej. Zaiste, pięknym gestem, wyrosłym z kultury chrześcijańskiej, zbudowanej przecież na miłosierdziu, jest postawienie światełek pamięci na grobach żołnierzy obcych armii. Także tych, które przyniosły z sobą gwałt i niewolę. Dobrze byłoby jednak byśmy, powodowani choćby więzami wspólnotowymi, przede wszystkim pamiętali o rodakach, którzy stali się ofiarami nieludzkich systemów totalitarnych XX wieku, w tym o dziesiątkach tysięcy naszych przodków, którzy w 1944 r. i później padli ofiarą terroru komunistycznego. Terroru, który zagościł u nas za przyczyną Armii Czerwonej. Pamięć o braciach naszych, którzy złożyli ofiarę z życia na ołtarzu wolności, jest bowiem jednym z najważniejszych składników materii tworzącej wielką duchową i kulturową wspólnotę, do której przynależymy, a której na imię Polska.
W czasach triumfu polityki nad faktografią pamiętajmy, że w czasie II wojny światowej Polska miała dwóch śmiertelnych wrogów: nazistowskie Niemcy i Związek Radziecki, czyli państwową emanację rządów partii komunistycznej z centralą w Moskwie. Nie zapominajmy również, że celem naszych rodaków, przelewających krew na tak wielu frontach tamtej wojny, było odzyskanie przez Polskę niepodległości, utraconej we wrześniu 1939 r. w wyniku agresji niemieckiej i sowieckiej, oraz że celu tego, pomimo wielkiej ofiarności, nie osiągnęli. Z szacunku do elementarnej prawdy, a także w trosce o zdolność rozpoznawania rzeczywistości przez przyszłe pokolenia rodaków, nie mylmy klęski nazistowskich Niemiec z polskim zwycięstwem. W naszej części świata zwycięzca II wojny światowej był tylko jeden – była nim partia komunistyczna. Całkowicie przegrały natomiast takie wartości jak wolność i praworządność. Wśród największych przegranych tamtej wojny polska sprawa lokuje się w ścisłej czołówce. Z marzeniami o wolności pożegnaliśmy się na ponad czterdzieści lat. Nie dlatego, że nasi przodkowie chcieli rządów komunistów, ale dlatego, że partia komunistyczna miała w ręku narzędzie, przy użyciu którego, wobec przyzwolenia ze strony Stanów Zjednoczonych i Anglii, mogła zadecydować o losach Europy Wschodniej zgodnie z partii tej dyktatem. Tym narzędziem była Armia Czerwona. To ona była nośnikiem i gwarantem dla rządów partii komunistycznej w Polsce. To dzięki niej zapanował w naszym kraju system będący emanacją doktryny, która zanegowała cały pozytywny dorobek cywilizacji zachodniej, wyrosłej na fundamencie chrześcijaństwa.
Tę zależność – pomiędzy utrzymaniem się przy władzy a obecnością Armii Czerwonej na naszych ziemiach – polscy komuniści rozpoznawali bardzo dobrze. Jakże trafnie ocenił sytuację Bolesław Bierut, występując 9 października 1944 r. na posiedzeniu KC PPR. Mówił wtedy:
Kłopotów z rozpoznaniem rzeczywistości nie miał również Władysław Gomułka, sekretarz KC PPR, kiedy na tajnym plenum kierownictwa partii, w dniach 20-21 maja 1945 r., stwierdził:
I rzeczywiście, wojska NKWD i liniowe jednostki Armii Czerwonej rzucane były do walki z naszymi rodakami, w tym do pacyfikowania terenów objętych działalnością podziemia niepodległościowego. Najbardziej znanym przykładem takich działań pacyfikacyjnych jest obława z lata 1945 r. w Puszczy Augustowskiej, do której oprócz jednostek NKWD rzucono dwie dywizje sowieckie 3. Frontu Białoruskiego wycofywane z Prus. Efektem ich działań, wspieranych operacyjnie przez 1 „praski” pp 1 DP LWP („kościuszkowskiej”), było aresztowanie ponad 7000 osób, z których blisko 600 zaginęło bez śladu (niewątpliwie osoby te zostały zamordowane). Ofiary „obławy suwalskiej” nie mają swoich grobów. Przypomina o nich pomnik stojący w okolicach miejscowości Giby na Suwalszczyźnie. Grobów nie ma także zdecydowana większość polskich partyzantów, którzy padli w bojach z sowietami; w heroicznej próbie obrony wolności, podjętej w czasach pełnego triumfu systemu, który w całych dotychczasowych dziejach był najgroźniejszym zinstytucjonalizowanym wrogiem wolności – w każdym jej wymiarze.
W obliczu zbliżającej się rocznicy tzw. Dnia Zwycięstwa, który z polskiej perspektywy należy rozpoznawać raczej jako symboliczny koniec ówczesnych nadziei na odzyskanie niepodległości przez Polskę, wspomnijmy, idąc za wskazaniem Zbigniewa Herberta, wyrażonym w wierszu Pan Cogito o potrzebie ścisłości, braci naszych, którzy zginęli w walce z władzą nieludzką spod znaku sierpa i młota. Ogarnijmy dobrą pamięcią polskich partyzantów poległych w bojach z sowietami; tych co padli na polach Surkont (w sierpniu 1944 r.), pod Rudnikami (w styczniu 1945 r.), Rowinami (w lutym 1945 r.), Kotkami, Bodakami i w Lesie Stockim (w walkach w maju 1945 r.), Krynicą (w czerwcu 1946 r.), na polach Miodusów Pokrzywnych (w sierpniu 1945 r.), pod Kulbakami k. Grodna (w czerwcu 1948 r.) i Raczkowszczyzną k. Lidy (w maju 1949 r.), a także w innych miejscach takich walk oraz potyczek. Niech w obszarze naszej pamięci zbiorowej pojawią się ofiary przywołanej „obławy suwalskiej”, pacyfikacji wsi Kuryłówka (w maju 1945 r.), wsi Łempice (na przełomie listopada i grudnia 1945 r.), kilku wsi pod Zwoleniem (w czerwcu 1945 r.) i innych akcji pacyfikacyjnych przeprowadzonych przez sowietów na ziemiach polskich, dla zainstalowania a następnie utrwalenia na nich rządów partii komunistycznej.
Nie zapomnijmy również o innych poległych i pomordowanych żołnierzach polskiego podziemia antykomunistycznego, tzw. Żołnierzach Wyklętych, którzy stawiali opór komunistom do początku lat 50-tych ubiegłego stulecia.
Niech naszą pamięć o Nich – którą przecież, w wyrazie szacunku dla złożonej przez nich na ołtarzu wolności Ojczyzny ofiary, jesteśmy im winni – zmaterializują znicze i lampki zapalone w miejscach upamiętniających tę ofiarę. Rzadko kiedy będą to groby, bo nieludzka władza komunistyczna pozbawiła Ich prawa do godnego pochówku; częściej pomniki, obeliski czy tablice memoratywne. Lokalizację drobnej części miejsc, w których może zapłonąć symbol naszej pamięci o poległych i pomordowanych w walce o wolność z komunistami, znajdziecie Państwo w internecie na stronach:
Powtórzmy za Zbigniewem Herbertem:
Marek Bartnicki, notariusz
Mariusz Bechta, historyk, redaktor "Templum Novum"
Paweł Bogacki, prawnik, doktor nauk prawnych
Waldemar Brenda, historyk
Adam Chajecki, chemik, publicysta
Aldona Ciborowska, prawnik, doktor nauk prawnych, publicystka
Barbara Czartoryska, chemik, doktor nauk chemicznych
Małgorzata Dąbrowska, historyk, doktor habilitowany nauk humanistycznych
Rafał Dzięciołowski, fotoreporter
Stanisław Filipek, chemik, profesor nauk chemicznych
Arkadiusz Gołębiewski, reżyser
Iwona Grzegorczyk, matematyk, doktor nauk matematycznych
Piotr Grzegorczyk, matematyk, doktor nauk matematycznych
Ksawery Jasiak, historyk, doktor nauk humanistycznych
Olga Johann, psycholog
Wiesław Johann, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku
Łukasz Kaczmarek, chemik, profesor nauk chemicznych
Krystyna Kamieńska –Trela, chemik, profesor nauk chemicznych
Jacek Karnowski, dziennikarz
Zbigniew Karpiński, chemik, profesor nauk chemicznych
Cezary Kaźmierczak, przedsiębiorca, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców
Kazimierz Krajewski, historyk, prezes Nowogródzkiego Okręgu ŚZŻAK
Adam Krówczyński, chemik, doktor habilitowany nauk chemicznych
Tadeusz M. Krygowski, chemik, emerytowany profesor nauk chemicznych
Michał Krynicki, matematyk, doktor habilitowany nauk matematycznych
Grzegorz Makus, historyk, autor strony internetowej "Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie"
Paweł Nowacki, dziennikarz
Piotr Niwiński, politolog – historyk, profesor nauk humanistycznych
Wojciech Muszyński, historyk, redaktor "Glaukopis"
Jacek Pawłowicz, historyk
Krystyna Pękala, fizyk
Marek Pękala, fizyk
Lucjan Piela, chemik, profesor nauk chemicznych
Kazimierz Plater – Zyberk, Wiceprezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej
Piotr Pogonowski, prawnik, profesor nauk prawnych
Jakub Rembieliński, fizyk, profesor nauk fizycznych
Adam Rybińki, etnolog, doktor nauk humanistycznych
Jacek Reps, adwokat
Dariusz Rogut, historyk, doktor nauk humanistycznych
Piotr Stalmaszczyk, anglista, profesor nauk humanistycznych
Rajmund Stanisławek, inżynier
Adam Szwajkajzer, informatyk
Jadwiga Szydłowska, doktor nauk chemicznych
Sławomir Szymański, chemik, profesor nauk chemicznych
Wiktor Wągrodzki, notariusz
Andrzej Wąsowski, adwokat
Grzegorz Wąsowski, adwokat, członek zarządu Fundacji "Pamiętamy"
Anna Witowska, architekt
Jerzy Wojewoda, mechanik, doktor habilitowany nauk technicznych
Marek Zieliński, krytyk literacki

