Zygmunt Olechnowicz ps. "Zygma" – część 2

Trzecia Okupacja

Ci jednak oficerowie AK, którzy uniknęli aresztowani w Wilnie i w jego okolicach podejmują decyzję, by wracać na swoje „stare partyzanckie meliny”. W powszechnym chaosie, tropieni przez Sowietów żołnierze kresowi podejmują różnorakie decyzje. Jedni decydują się przedzierać się do Polski centralnej, by tam kontynuować walkę, sądząc że długo nie uda im utrzymać się na Wileńszczyźnie. Inni postanawiają przeczekać i  rozchodzą się do domów. Komendant „Ragner” decyduje się wracać nad Niemen i tam bronić, tak mu oddanej wcześniej, miejscowej ludności przed spodziewaną zemstą czerwonych. Rozpoczyna się trzecia okupacja. Pluton „Cześka” przebija się  na południe i dociera do swoich dawnych kwater. Niestety Zygmuntowi się to nie udaje. Odłączywszy się od grupy, wpada w ręce Sowietów.

Zygmunt Olechnowicz „Zygma”, „Grom”, adiutant ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”, 1948 r.

Początkowo, wraz z setkami innych, pojmanych w Puszczy Rudnickiej Akowców, przetrzymywany jest w naprędce stworzonym przez bolszewików obozie, mieszczącym się w ruinach zamku w Miednikach Królewskich koło Wilna. Stamtąd zostaje wysłany do Kaługi. Historia się powtarza. I z tego transportu udaje mu się uciec. Po kilkumiesięcznym przedzieraniu się przez Rosję, pieszo, lasami, korzystając z dobrego serca chłopa rosyjskiego i białoruskiego, dociera na Nowogródczyznę.
W tym czasie na Kresach szaleje czerwony terror, im bardziej się nasila tym mocniej wzmaga się opór. Rozbite formacje i poległych oficerów zastępują nowi. W dniu 3 grudnia 1944 roku, obława wojsk wewnętrznych NKWD rozbija pod wioską Niecieczą oddział ppor. „Ragnera”, wówczas dowódcy Zgrupowania „Południe” Okręgu AK. Padł Komendant, poległ jego brat Leon ps. „Drzewica” i co najmniej 4 podkomendnych.  Śmiertelnie ranny zostaje plutonowy „Ojciec” . Giną kolejni oficerowie pododdziałów Zgrupowania „Południe”: „Pion”, „Pazurkiewicz”, „Kuna”. Dla niektórych śmierć przychodzi w boju, inni jak „Pazurkiewicz” umierają w publicznych egzekucjach. W nocy 21 stycznia 1945 roku, śmierć w mundurze NKWD zabiera Komendanta Zgrupowania „Północ”, por. Jana Borysewicza „Krysię”. Porucznik Jan Borysewicz „Krysia”, jeden z najzdolniejszych i najdzielniejszych żołnierzy Nowgródczyzny ginie pod wsią Kowalki w Puszczy Nackiej, zaledwie kilka kilometrów od miejsca, gdzie w 1863 roku, poległ jego wielki poprzednik, inny kresowy rycerz – Ludwik Narbutt – naczelnik Powstania Styczniowego w Lidzkiem.

Akowskie szeregi się wykruszają. Dowodzenie nad siatką konspiracyjną i grupami operującymi w lasach powiatów Lida i Szczuczyn Nowogródzki obejmuje ppor. Anatol Radziwonik noszący pseudonimy „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”. „Zygma” zostaje jego adiutantem. Los złączy ich na lata. Odtąd razem będą maszerować leśnymi duktami, przedzierać się przez niedostępne rojsty, cierpieć zimno w puszczańskich ziemiankach i walczyć z sowiecką władzą. Rozdzieli ich dopiero śmierć Komendanta „Olecha” w lasach w koło wioski  Raczkowszczyzna. Nastąpi to jednak dopiero w maju 1949 roku.

Nauczyciel ze wsi Iszczołniany


Ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”, „Stary”, oficer VII batalionu 77 pp AK, komendant połączonych poakowskich obwodów Szczuczyn i Lida, walczył z reżimem komunistycznym do 12 maja 1949 r., kiedy to poległ przebijając się przez trzy kordony obławy NKWD.

Kim był ppor. Anatol Radziwonik? Wiemy, że urodził się w Rosji w 1916 roku. Według dostępnych dokumentów ojciec Anatola – Konstanty – pochodził z Wołkowyska, gdzie pracował jako kolejarz. Matka zaś, z domu Makowiecka, wywodziła się z prawosławnej rodziny ze wsi Piekary. Anatol ukończył w okresie międzywojennym Państwowe Męskie Seminarium Nauczycielskie w Słonimiu, na Nowogródczyźnie. Jak wynika z jego świadectwa szkolnego, wydobytego z archiwum w Grodnie przez Andrzeja Poczobutta, był prawosławny. Czy w związku z tym czuł się też Białorusinem? W kwestionariuszu, który „Olech” musiał wypełnić dla władz sowieckich w 1940 roku podał narodowość polską. Było to wówczas aktem sporej odwagi, biorąc pod uwagę fakt, że nauczyciel, rezerwista WP i na dokładkę deklaratywnie Polak kwalifikował się do pierwszej grupy przeznaczonych do wywózki.  Pytanie czy w ogóle warto to roztrząsać? Moim zdaniem nie. Najważniejszy jest fakt, że walczył o niepodległość Polski w szeregach AK przeciw Niemcom i bolszewikom. Później zaś, mimo możliwości wyjazdu na zachód – do Polski centralnej – postanowił do końca bronić życia i godności ludności Kresów (i to zarówno ludności polskiej jak i białoruskiej) wywożonej, niszczonej i mordowanej przez komunistów.
Partyzantka „Olecha” miała i to wydaje mi się istotne, charakter nazwijmy go „internacjonalny”. W szeregach tych antykomunistycznych żołnierzy był Mikołaj ps. „Zielonyj”, Białorusin ps. „Poleszuk”. Znalazł się tam nawet Francuz ps. „Peter”. Wielu ze współpracujących z „Olechowcami”, mieszkańców Ziemi Lidzkiej była pochodzenia białoruskiego. Komendant miał też swoje wtyczki w lokalnym aparacie komunistycznym. W sielsowietach, rajkomach, nawet wśród milicji.

Po ukończeniu seminarium, podjął pracę w szkole wiejskiej w Iszczołnianach koło Żołudka w powiecie Szczuczyn Nowogródzki. Był nauczycielem i harcerzem. Podobno za „pierwszego Sowieta” się ukrywał. Nie został wywieziony. Po wkroczeniu Niemców przystąpił do pracy konspiracyjnej. Od 1944 roku walczył w szeregach partyzantki, dowodząc jednym z plutonów VII batalionu 77 pułku piechoty AK, pod wodzą legendarnego por. Jana Piwnika „Ponurego”. Podobnie jak większość żołnierzy Nowogródzkiego AK pod Wilno w lipcu 44’ dotarł, lecz w walkach o miasto wziąć udziału nie zdążył. Wrócił w Lidzkie i na nowo podjął walkę o Kresy. Początkowo jest jednym z lokalnych dowódców grup Akowskich. Po śmierci Komendantów: „Krysi”, „Ragnera” i „Lalusia” oraz likwidacji części struktur AK i ewakuowaniu żołnierzy „za kordon”, zostanie sam na placu boju.

Jeden z pododdziałów
ppor. „Olecha” przed ziemianką. Ppor. „Olech” siedzi przed grupą, nad
nim NN „Lis”. Drugi od lewej (w rogatywce) adiutant ppor. „Olecha”,
Zygmunt Olechnowicz „Zygma”, „Grom”.

Zbrojna walka z sowiecką okupacją na Nowogródczyźnie, której ster, jako ostatni  podjął ppor. Anatol Radziwonik trwała nieprzerwanie od lipca 1944 roku (czyli powtórnego wkroczenia Armii Czerwonej w granice RP) do początku lat pięćdziesiątych. Po faktycznej likwidacji struktur dowodzenia Okręgu Nowogródzkiego AK i ewakuacji części żołnierzy podziemia do Polski centralnej, późnym latem 1945 roku, na terenie Nowogródzkiego pozostało jeszcze wielu konspiratorów. Z dokumentów sowieckich wynika, że w 1945 roku „Olechowi” podlegało co najmniej 800 do 900 ludzi w dawnych powiatach – obwodach Lida i Szczuczyn. Większość z nich była zorganizowana w siatce konspiracyjnej. W lasach operowało stale parę grup liczących od kilku do kilkunastu, a czasami kilkudziesięciu partyzantów. W wyjątkowych sytuacjach, na poważniejsze akcje tworzono większe zgrupowania, mobilizując ludzi z terenowej siatki konspiracyjnej. Należy podkreślić, że jakkolwiek „Olechowa” partyzantka” miała charakter głównie samoobrony ludności Ziemi Lidzkiej, to do końca swego istnienia funkcjonowała w nazewnictwie (i tak też zapisała się w pamięci miejscowych po dziś dzień) jako Armia Krajowa – zupełnie inaczej niż w Polsce centralnej, gdzie mając do czynienia z antykomunistycznym podziemiem, słyszymy nazwy takie jak: AKO, WiN, NZW, KWP.

Komendant Radziwonik podejmując decyzję o pozostaniu na Kresach, postanowił przede wszystkim bronić ludności przed kołchozacją i terrorem bolszewików. Niszczono więc powstające spółdzielnie, odbierano zabójcze dla chłopów kontyngenty nakładane przez lokalne władze, atakowano posterunki milicji i sielsowiety. Tępiono donosicielstwo i agenturę.
Wielokrotnie zastanawiałem się, czy Ci ostatni kresowi partyzanci w istocie wierzyli w wybuch trzeciej wojny światowej. Wojny pomiędzy niedawnymi naszymi  sojusznikami – zachodnimi aliantami, a ZSRS? Czy większość z nich wierzyła w to, że nastanie konflikt powszechny, który przyniesie niepodległość Polsce i zniszczy Sowiety. Tego do końca nie wiem, choć z relacji nielicznych, którzy przeżyli zagładę, wiem  że tak  sądzili. Jestem pewny natomiast, że chłopcy ppor. „Olecha” byli zdeterminowani i gotowi na śmierć w tej nierównej walce z komunistami i wiem że ich sytuacja była zdecydowanie trudniejsza od kolegów „zza kordonu”. O tej szaleńczej wręcz determinacji niech świadczy, jakże powszechny u nich „obyczaj” nie oddawania się żywym w ręce bolszewików. Ostatnią kulę zostawił dla siebie wspomniany już „Kuna”. Dobił się też sierżant Paweł Klikowicz ps. „Irena”, zastępca ppor. Radziwonika .
Gdy 17 maja 1947 roku jego oddział wpadł w zasadzkę w Starodworcach koło Wasiliszek, ranny w obie nogi „Irena”, kierując akcją przebicia się swych chłopców przez linie bolszewików, rozkazał by go nie brać. Konający, miał powiedzieć „dość chłopcy, ze mnie i tak już dziś pożytku nie będzie”.
Tak odchodziła większość z nich. Ranny z brzuch, spróbuje dobić się i Zygmunt. Zostanie jednak odratowany.

Naprzeciw „Olechowców” była cała sowiecka machina przemocy: MWD , tysiące szpicli i donosicieli. Walczyli w terenie mieszanym etnicznie, gdzie dużo łatwiej było zainstalować agenturę. Nie mieli praktycznie żadnej łączności ze strukturami podziemnymi na obszarze  tzw. „Polski Ludowej”, nie wspominając już o kontakcie z Londynem. A jednak na przekór wszystkiemu trwali. Znamy tylko kilkadziesiąt nazwisk i  pseudonimów tych niezłomnych straceńców – żołnierzy Komendanta „Olecha” dowódcy Połączonych Obwodów Nr 49/67.
W okolicach Szczuczyna walczy wraz ze swym oddziałem, wymieniony już, 63 letni sierżant Paweł Klikowicz
ps. „Irena” (jednocześnie będący zastępcą „Olecha”). W rejonie Wasiliszek i Wawiórki operowała grupa ppor. Witolda Maleńczyka ps. „Cygan”, bliżej Nowego Dworu i Ostryny „chodził” ze swoimi ludźmi  „Peter”, „Francuz”. Peter był prawdopodobnie Alzatczykiem. Jeszcze w czasie wojny zdezerterował z armii niemieckiej. Dzięki pomocy miejscowej ludności znalazł schronienie i wstąpił do AK. Pozostał na Kresach i postanowił bronić tych prostych ludzi, którzy wcześniej udzielili mu opieki i pomocy.

„Kresowi Straceńcy” ppor. „Olecha”. Drugi rząd od dołu, od lewej: NN, „Zielony”, „Zygma”, „Olech”; trzeci rząd, drugi z lewej – Witold Wróblewski „Dzięcioł”, czwarty rząd, pierwszy z prawej – „Peter”-„Francuz”.

Nie chcąc powtarzać ustaleń badaczy historii partyzantki poakowskiej w Lidzkiem, nie mogę jednak się powstrzymać, pominąć i nie wymienić choćby kilku dat i nazw miejscowości, gdzie „Olech” toczył boje z bolszewikami. W końcu, w akcjach tych brał też udział Zygmunt. Myślę również, że warto przywołać te, zapomniane w obecnej Polsce, nazwy lidzkich miejscowości gdzie przez wieki trwała Polska. Polska, która odeszła wraz z ostatnimi partyzantami Komendanta „Olecha”.
Wieś Taboła (sierpień 45’), „Olech” atakuje Sowietów i odbija z ich rąk pojmanych przez nich wcześniej żołnierzy podziemia. Wrzesień tegoż roku, oddział „Olecha” atakuje „sowieciarzy” pod Lidą. Straty nieprzyjaciela wynoszą 3 zabitych. W tym samym miesiącu „Olech” dokonuje wypadu „poza swoje tereny” – pod Iwie. Po ostrzale, bolszewicy wycofują się. „Olechowcy”  pozostają bez strat własnych. W styczniu 46’ „Cygan” likwiduje, niemalże przed drzwiami posterunku milicji w Wasiliszkach funkcjonariusza MGB. W  rocznicę Święta Niepodległości, w dniu 11 listopada 1948 roku zostaje zniszczony pierwszy w Lidzkiem wzorcowy kołchoz im. Stalina, w Kulbaczynie  pod Ostryną. „Peter” niszczy pod Nowy Dworem „nowiutki” kołchoz im. Woroszyłowa. Atakowane są m.in. sielsowiety i kołchozy w Hołdowie i Wielkim Siole.

Planowa kolektywizacja na obszarach przyłączonych do sowieckiego imperium, niespodziewanie rozbija się w Lidzkiem. Skuteczny opór dosłownie grupki ludzi pod wodzą niejakiego „Olecha” wzbudza wściekłość bolszewików i jest nawet przedmiotem narad aktywu na szczeblu obłastii i samego Mińska. Atmosfera staje się nerwowa, kolejni urzędnicy tracą stołki, nie mogąc sprostać zarządzeniom centrali. Budowa kołchozów po prostu nie idzie, plany się walą, a ośmielony lud wspierany przez grupy desperatów z lasu, „z orzełkami na furażerkach”, stawia się coraz mocniej czynownikom.
Tak dłużej być nie może. Grodzieńscy towarzysze dostają wsparcie. W 1948 roku wymieniony zostaje szef MGB z rejonu Wasiliszek. W teren przysyłani zostają „najlepsi z najlepszych” oficerów operacyjnych sowieckich służb. Między innymi Anatolij Andriejew i Michaił Czekułajew. Ten drugi przybywa w grupie 40 absolwentów elitarnej Taszkienckiej Szkoły Wojskowego Kontrwywiadu „Siersz”. Czekułajew trafia do „pracy” na najtrudniejszym z odcinków frontu – do Wasiliszek pod Lidą.

Zygmunt Olechnowicz ps. „Zygma” – część 3>
Strona główna>

Zygmunt Olechnowicz ps. „Zygma” – część 3

Zagłada niezłomnych

Z początkiem 1949 roku MWD przystępuje do ostatecznej rozprawy z „nieuchwytnym Olechem” i jego partyzantką. Wczesna wiosna przynosi dotkliwe straty. W dniu 19 marca wpada w zasadzkę „Cygan”, również w tym miesiącu ginie Alzatczyk  „Peter” i jego 10 żołnierzy. Zostają otoczeni w leśnej „melinie”.
Z każdym dniem sytuacja polskiego podziemia w Lidzkiem staje się coraz bardziej beznadziejna. Aresztowania i obławy dziesiątkują konspiratorów i miejscową ludność wspierającą „Olechowców”. W końcu kwietnia komendant wraz ze swoim kilkunastoosobowym oddziałem zatrzymuje się na odpoczynek w zaścianku szlacheckim Stankiewicze.

Wiosna 1947 r. Oddział ppor. Anatola Radziwonika „Olecha” (siedzi w środku), na prawo od „Olecha” siedzi sierż. Paweł Klikowicz „Irena” – poległ 17 maja 1947 w starciu z NKWD pod Starodworcami; ciężko ranny w obie nogi osłaniał odwrót grupy po czym zastrzelił się nie chcąc wpaść w ręce Sowietów.

Mieszkańcy Stankiewicz od wieków słynęli w okolicy z żarliwego patriotyzmu i umiłowania ojczyzny. W czasie okupacji niemieckiej niemal wszyscy byli silnie zaangażowani w konspirację w szeregach AK. Przez te wszystkie lata drugiej okupacji sowieckiej stanowili zawsze pewne oparcie dla „Olecha” i jego żołnierzy. Następuje jednak zdrada, ktoś donosi o miejscu postoju oddziału. O północy 23 kwietnia 1949 roku, kwaterujący oddział zostaje okrążony przez obławę Wojsk Wewnętrznych. Wywiązuję się walka, w trakcie której ginie Wacław Szturma ps. „Doktor”, są też ranni. „Olechowi”, podobnie jak wielokrotnie wcześniej i tym razem udaje się jednak wyrwać z kotła. Tragiczny jednak los spotyka Stankiewicze, których mieszkańcy zostają aresztowani i skazani na wieloletnie wyroki ITŁ. Jakby tego było mało, karę ponoszą też urocze drobnoszlacheckie dworki zaścianka, które bezlitośnie zostają zniwelowane przez czerwoną władzę. Tymczasem partyzanci, tropieni, mijając obławy, odskakują na północ, „Olech” czuje się źle, jest słaby, dokucza mu  niewyleczona rana postrzałowa. Oddział rozbija obozowisko w lasach koło wioski Raczkowszczyzna. Jest 12 maja 1949 roku.

Na obrzeżach lasu, w którym obozowali „Olechowcy” znajdował się mały chutor państwa Stubiedów. Byli to ludzie biedni lecz odważni i szlachetni. Już wcześniej wielokrotnie pomagali „Olechowi”. Tak było i tym razem. Gospodyni ugotowała rosół z trzech kur, dała śmietanę i chleb – wszystko co miała najlepsze. Jak się okazało był to ostatni wspólny posiłek partyzantów i ich Komendanta. W nocy, tuż przed świtem rodzinę Stubiedów obudził huk wystrzałów. To oddział „Olecha” próbował przebić się przez sowiecką obławę. Tym razem organizowaną w sile aż pułku Wojsk Wewnętrznych.
„Otoczyli nas poczwórnym pierścieniem – wspomina Witold Wróblewski ps. „Dzięcioł”, jeden z tych, którym udało się przeżyć masakrę pod Raczkowszczyzną – pierwsze trzy pierścienie udało nam się przerwać. Nie udało się natomiast przełamać czwartego pierścienia. Zostaliśmy rozbici.”
Na ostatnim z tych pierścieni ciężko ranny zostaje Zygmunt. Próbuje się dobić, szybsi są jednak bolszewicy. Ostrzeliwujący się i ranny „Olech” wycofuje się, idąc dla zmylenia tropiących go psów korytem rzeczki Niewiszy. W końcu dosięga go śmiertelna kula. Giną: Józef Bogusławski ps. „Bolek”, Bronisław Makaro ps. „Przybysz”, Bronisław NN. ps. „Potęga”, „Bocian” NN. i Wacław Szwarabowicz ps. „Słowik” – „Kiepura”. Trzy osoby ocalały, poza wspomnianym już „Dzięciołem”, jest też jego siostra Genowefa ps. „Stokrotka” i Zygmunt.

Więzienia i Łagry

Początkowo Zygmunt Olechnowicz przebywa w szpitalu więziennym. Stamtąd zabierają go do więzienia  w Grodnie, gdzie po ciężkim śledztwie zapada wyrok. Po latach, w łagrze „Zygma” opowie jednemu z towarzyszy niedoli o metodach śledztwa i torturach, którym został poddany w Grodnie. Wśród przeróżnych, wymyślnych tortur, jedna się powtarzała – powie – okładali mnie kijami po głowie.

Widok na przedwojenne Grodno.

Wyrok zapadł, 23 letni Zygmunt zostaje skazany na 25 lat łagru i 5 lat pozbawienia praw publicznych. Zsyłają go do Kazachstanu.  Obóz w Dżezkazgan.
Do roku 1957, razem z wieloma innymi Akowcami, a także z litewskimi „Leśnymi Braćmi”, Ukraińcami, jeńcami niemieckimi, Łotyszami i dziesiątkami innych narodowości, siedzi w kazachstańskich obozach. Z relacji p. Józefa Berdowskiego, ps. „Mały Ziuk”, również żołnierza „Olecha”, który podczas zsyłki miał kontakty z „Zygmą” wiemy, że właśnie w 1957 roku dużą grupę żołnierzy AK z Grodzieńszczyzny i Nowogródzkiego odesłano do obozu zbiorczego pod Moskwę, a następnie do PRL, gdzie wraz z innymi również Zygmunt miał dalej odsiadywać swój wyrok. Na to przynajmniej się zapowiadało. Olechnowicz dojechał na etap pod Moskwą, ale tam go od reszty oddzielono i z powrotem przetransportowano do łagru. Nie wiadomo dokładnie dlaczego. Jedna z wersji sugeruje, że Zygmunt znalazł się w grupie około 30, specjalnie wyselekcjonowanych przez KGB, tzw. „najgroźniejszych przestępców”, których Sowieci nie zamierzali przekazać nawet bratnim towarzyszom z PRL.
Kolejne lata swojej zsyłki „Zygmunt” zaliczył też w Kazachstanie, w każdym razie wyroku mu nie skrócono… przesiedział pełne 25 lat! Nawiązał wtedy krótkotrwały kontakt z rodziną w Białymstoku.

Więźniowie pracujący w Gułagu.

Wnętrze obozowych baraków.

Szpital

Prawdopodobnie w 1974 roku Zygmunt przyjechał do „siebie”, do domu – do Lidy. Wyrok miał już za sobą, lecz nadal pozbawiony był praw publicznych. Nie było dla niego pracy, nie miał gdzie mieszkać, nie mógł dostać meldunku. Odwiedzał nielicznych, żyjących jeszcze znajomych, podobno spotkał się też z byłą dziewczyną z Kolesiszczy, ale najczęściej spał na dworcu czy dokładniej w okolicach dworca w Lidzie. Za włóczęgostwo w Sowietach karano. Zygmunt też za to oberwał. Chyba z dworca zabrali go na milicję. A stamtąd do „psychuszki”. Wkroczył w ostatni ze swoich „kręgów piekieł”! Zabrany przez milicję, przekazany „bezpiecznikom”, zostaje następnie zamknięty w szpitalu psychiatrycznym na przedmieściach miasta.

Z informacji uzyskanych w tym zamkniętym zakładzie przez brata Zygmunta – Czesława – wynika, że  Zygmunt przebywał tam od maja 1974 roku do stycznia 1975 roku. Później następuje, dziwna dla mnie, dwutygodniowa przerwa. Nie jestem lekarzem psychiatrą, niemniej zważywszy na to, iż szpital był zamknięty oraz na fakt, że według posiadanego przeze mnie dokumentu, wystawionego i podpisanego przez ordynatora tej palcówki, Zygmunt cierpiał na „przewlekłą chorobę umysłową”, jest mało prawdopodobne, by go zwyczajnie wypuszczono… zresztą gdzie?  Prawdopodobnie został wypożyczony przez KGB. A tam? Co z nim robili, czego jeszcze od niego chcieli? Możemy się tylko domyślać. Pastwili się znowu, pewnie starym zwyczajem raz po raz bili po głowie. A może stosowali bardziej wyrafinowane tortury?  W końcu zwrócili go do szpitala. Tam przebywał, do 24 sierpnia 1976 roku.

Gdy przed przeszło 12-u laty pisałem tekst o Zygmuncie, zakończyłem go następująco: „Tutaj ślad się urywa… Nie mam aktu zgonu. Jedno jest za to pewne: dla „Zygmy” nie było „chrześcijańskiego przebaczenia”, o które tak bardzo apelują „autorytety III RP”, zwłaszcza gdy wypowiadają się o katach żołnierzy Niepodległej. Jeśli Zygmunt żyje, ma 69 lat. Proszę o kontakt kogokolwiek, kto mógłby udzielić jakiejkolwiek informacji o dalszych losach Zygmunta Olechnowicza – „Zygmy” – „Groma”.
Pisząc te słowa, wbrew rozsądkowi łudziłem się, że Zygmunt może jeszcze żyć. A jeśli tak, snułem w głowie fantastyczne plany zabrania go, bez względu na jego kondycję, do tej nowej wolnej Polski „aż po Bug”, do której kiedyś jechał z Kazachstanu na dalsze „odsiedzenie kary”, i do której nie dojechał.

Jakiś czas później dostałem informację, że Zygmunta Olechnowicza odesłano  z „psychuszki” w Lidzie z powrotem do Kazachstanu. Tam zmarł. Osadzony w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, gnił w nim do początku lat 90-tych.  I w końcu odszedł na swoją wieczną wartę. Było to gdzieś, za „Suchockiej”. Nastał czas budowania III RP. Polska miała prezydenta wybranego w wolnych wyborach, głośno już mówiono i nawet uczono dzieci o Armii Krajowej, WiN i NZW. Ostatni adres „umierania za życia” Zygmunta Olechnowicza to ulica Wostocznaja 6, Karaganda, Kazachstan.

Karaganda

Nie wiem czy Zygmunt został w ogóle pochowany, nie wiem też co zrobiono z jego ciałem, być może je splugawiono, podobnie jak i doczesne szczątki jego komendantów i kolegów.
Nie znam też jego oprawców, agentów, funkcjonariuszy MWD, śledczych, oskarżycieli, klawiszy, bolszewickich sędziów, może też i lekarzy. Na kopii wyroku odczytałem nazwiska przewodniczącego składu „Wojennego Trybunału Wojsk MWD Grodzienskiej Obłastii”, towarzysza majora Komarowa, młodszego porucznika Szawełki i sekretarza sądu, kapitana Ananjewa. Wiem, że brutalnymi naczelnikami więzienia w Grodnie byli: płk. Kuperman i Dolinskij. Za skuteczną likwidację „terrorystycznej bandyckiej grupy Olecha” awansowany i przeniesiony do centrali w Mińsku zostaje towarzysz Piotr Sitnikow, szef rejonowego MGB. Wspomniany już Anatolij Andriejew w nagrodę za operacyjne rozpracowanie „Olechowców” dostaje pistolet, wręczony osobiście przez samego Berię. Znamy też dowodzącego operacją pod Raczkowszczyzną.  Był to  naczelnik obwodowego MGB – Frołow.  Jest bardzo prawdopodobne, że ludzie ci nie żyją. Czy żyją inni zbrodniarze? Nawet jeśli, nie uda się ich zapewne osądzić i wręcz niewiarygodne, by polski prokurator ich przesłuchał. Czy można jednak umyć ręce? Zadaję to pytanie retorycznie, wierząc, że pion prokuratorski Instytutu Pamięci Narodowej podejmie trudne zadanie wyjawienia prawdy o katach, kierując się sentencją Józefa Mackiewicza, że „jedynie prawda jest ciekawa…”.

Często myślę o Zygmuncie. Każdego roku – 12 maja – w rocznicę walki pod Raczkowszczyzną – idę, kłaniam się, modlę i palę świeczkę pod tablicą poświęconą pamięci nowogródzkich dowódców Armii Krajowej, a wśród nich też i ostatniego,  ppor. Anatola Radziwonika ps. „Olech”. Traktuję tę tablicę w katakumbach kościoła Świętego Antoniego, przy ulicy Senatorskiej w Warszawie jako symboliczną mogiłę Zygmunta i wszystkich zapomnianych kresowych  rycerzy.

P.S. Pragnę złożyć ogromne podziękowania dla Andrzeja Poczobuta za pomoc przy pisaniu niniejszego tekstu.

Michał Wołłejko

 

Powyższy tekst, autorstwa Michała Wołłejko, ukazał się pierwotnie w Niezależnej Gazecie Polskiej  Nr 6(28)/2008. Dziękuję autorowi za zgodę na publikację artykułu.

Zygmunt Olechnowicz ps. „Zygma” – część 1>
Strona główna> 

Por. Henryk Lewczuk "Młot" odznaczony przez Prezydenta RP !!!

Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski dla dowódcy podziemia antykomunistycznego Ziemi Chełmskiej, por. Henryka Lewczuka ps."Młot".

Por. Henryk Lewczuk „Młot”. Lato 1946 r. Władzin, gm. Uchanie.

Prezydent RP Lech Kaczyński podpisał postanowienie o nadaniu za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za działalność publiczną i państwową Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski Panu Henrykowi Lewczukowi.

Henryk Lewczuk, ps. "Młot" – uczestnik kampanii wrześniowej w obronie Chełma, konspiracji ZWZ-AK w Obwodzie Chełm. Dowódca drużyny w OP Zygmunta Szumowskiego „Sędzimira”. Uczestniczył w walkach z Niemcami w lasach Parczewskich, pod Kolonią Warszawską i Czułnami. W 1944 wstąpił do Oficerskiej Szkoły Artylerii w Chełmie. Do konspiracji wrócił w 1945 r. Jako komendant Rejonu I ROAK dokonał reorganizacji grup partyzanckich w Obwodzie Chełm i utworzył duży, dobrze wyszkolony, uzbrojony i umundurowany oddział partyzancki ROAK-WiN. Oddział ten w Obwodzie Chełm walczył od 1945 do 1947 z siłami komunistycznymi. W roku 1946 przeprowadził najbardziej spektakularną akcję rozbicia więzienia PUBP w Hrubieszowie uwalniając dużą grupę więźniów. Po ujawnieniu przedostał się do Niemiec, potem do Francji. Na emigracji uczestniczył w życiu Wychodźstwa Polskiego w ramach „Ogniwa”. W roku 1992 wrócił do Chełma. W roku 1994 wybrany ogromną przewagą głosów do Rady Miejskiej Chełma. W latach 1998-2001 radny sejmiku Województwa Lubelskiego jako przedstawiciel Ziemi Chełmskiej. Od 2001 r. poseł na Sejm RP IV kadencji.

Oddział por. "Młota". Władzin (gm. Uchanie, powiat hrubieszowski), początek sierpnia 1946 r. przed spotkaniem z angielskim dziennikarzem W. D. Selby’m. Dowódca oddziału, por. Henryk Lewczuk „Młot” leży pierwszy od lewej.

Więcej na temat por. Henryka Lewczuka "Młota" czytaj:
Por. Henryk Lewczuk "Młot" i uderzenie na Hrubieszów – 27/28 V 1946 r. – część 1>
Por. Henryk Lewczuk "Młot" i uderzenie na Hrubieszów – 27/28 V 1946 r. – część 2>
Por. Henryk Lewczuk "Młot" i uderzenie na Hrubieszów – 27/28 V 1946 r. – część 3>

Źródło: www.prezydent.pl

Strona główna>

Mjr "Łupaszka" – głos zza grobu…

Fragment archiwalnego nagrania z procesu mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki"

Mjr Zygmunt Szendzielarz ps. "Łupaszka", zamordowany przez komunistów 8 lutego 1951 r. w więzieniu mokotowskim, przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Major Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" został aresztowany przez UB  30 czerwca 1948 r., podczas akcji X, zorganizowanej przez MBP przeciwko Polakom z Wileńszczyzny. Po licznych przesłuchaniach w więzieniu mokotowskim został skazany na 18-krotną karę śmierci. Proces "Łupaszki" i kilku innych wybitnych oficerów wileńskiej AK miał charakter pokazowy, transmitowany był przez radio. Major zachował się godnie w czasie śledztwa i procesu. Komunistyczny sąd skazał wszystkich "sądzonych" na śmierć. Miejsce pochówku pozostało do dziś nieznane.
Poniżej można wysłuchać fragmentów z zapisem autentycznego głosu Majora "Łupaszki", zarejestrowanego podczas procesu…

Czytaj więcej na temat walki szwadronów mjr. "Łupaszki": BRYGADY "ŁUPASZKI" i "MŁOTA">

Strona główna>

Scena Faktu: "Mord założycielski"

"Mord założycielski" – rzecz o powstaniu PPR – 8 grudnia 2008 r. o godz. 20:20 w TVP 1.

27 grudnia 1941 roku w Generalnej Guberni wylądowała wysłana z ZSRR grupa działaczy komunistycznych, którzy w styczniu 1942 roku założyli Polską Partię Robotniczą. Na jej czele jako pierwszy sekretarz stanął Marceli "Stary" Nowotko, który został zastrzelony 28 listopada 1942 roku w Warszawie. Śmierć Nowotki wywołuje ferment wśród jego najbliższych współpracowników i rywalizację o władzę w PPR. Uczestnikami tej rozgrywki są dawni podwładni Nowotki: Władysław Gomułka, Małgorzata Fornalska, Pinkus Finder, Marian Spychalski i Bolesław Mołojec.

Reż. Jacek Raginis
Wyk.: Michał Anioł (Marceli "Stary" Nowotko), Andrzej Konopka (Pinkus "Paweł" Finder), Maria Ciunelis (Małgorzata "Jasia" Fornalska), Mariusz Bonaszewski (Bolesław "Długi" Mołojec), Wojciech Zieliński (Zygmunt "Anton" Mołojec), Andrzej Mastalerz (Franciszek "Franek" Jóźwiak), Andrzej Czernik (Władysław "Wiesław" Gomułka).

PRL-owskie media przedstawiały chlubne dzieje Polskiej Partii Robotniczej i Gwardii Ludowej. Przemilczając przy okazji, jeden z najciekawszych epizodów tej historii – bratobójcze mordy w kierownictwie PPR. A przecież dwóch pierwszych sekretarzy tej partii zginęło w ciągu zaledwie dwóch miesięcy, na przełomie 1942/1943 roku. Temat tabu, w historiografii komunistycznego ruchu robotniczego, przybliży inscenizacja Sceny Faktu, emisja w najbliższy poniedziałek, 8 grudnia br. o godz. 20.20 w TVP 1.

Spektakl Sceny Faktu pt. „Mord Założycielski” Macieja Pisuka i Jacka Raginisa – jest ciekawą próbą rekonstrukcji powstania na terenie okupowanej Polski – Polskiej Partii Robotniczej. Rzecz rozpoczyna się w końcu grudnia 1941 roku, kiedy to grupa skoczków przeszkolonych w Moskwie, ląduje w Polce na rozkaz Kominternu. Zgodnie z zaprogramowanymi wytycznymi Stalina, zakładają oni PPR, a jej pierwszym przywódcą zostaje Marceli Nowotko (właściwie Nowotka), który ginie w niewyjaśnionych do końca okolicznościach – 28 listopada 1942 roku. Śmierć Nowotki wywołuje rozłam wśród jego współpracowników, wzajemne podejrzenia i chorobliwą rywalizację o władzę. W ścieraniu się frakcyjnych sił uczestniczą: Władysław Gomułka, Małgorzata Fornalska, Paweł Finder, Marian Spychalski, Franciszek Jóźwiak i Bolesław Mołojec. Zabójcą może
być każdy z nich, relacje świadków zdarzenia są sprzeczne. Tymczasem podejrzenie o zorganizowanie zamachu (a może to tylko próba usunięcia groźnych konkurentów?), pada na dowódcę Gwardii Ludowej Bolesława Mołojca i jego brata Zygmunta. „Mord założycielski” to thriller władzy, gdzie rozgrywki partyjnych liderów kończą się brutalną fizyczną eliminacją. No, bo jak nie my ich, to oni nas zlikwidują – tłumaczy swoiste podejście do dialektyki, „polska” komunistka Małgorzata Fornalska.

Przy okazji, warto się przyjrzeć życiorysom przywódców tzw. „polskiego ruchu  robotniczego”, przez lata lansowanym na bohaterów narodowych, walczących o niepodległość Polski. Dzisiaj, kiedy już możemy o tym swobodnie mówić, należy podkreślić, że byli oni szczególnie perfidnymi zdrajcami, na usługach Stalina. Główni bohaterowie poniedziałkowej inscenizacji Sceny Faktu, to działacze komunistyczni, opowiadający się przeciwko niepodległości Polski w czasach zaborów, w okresie międzywojennym dążący m.in. do dezintegracji terytorialnej państwa polskiego na rzecz Niemiec i Rosji Sowieckiej, a w czasie okupacji niemieckiej, wydający w ręce gestapo polskich bohaterów niepodległościowego podziemia. To przecież nie kto inny, tylko Marceli Nowotko, przy pomocy szefa sztabu GL Franciszka Jóźwiaka, stworzył w Gwardii Ludowej specjalną „komórkę dezinformacyjną” zajmującą się  śledzeniem, zdobywaniem pseudonimów, nazwisk i adresów przedstawicieli podziemia niepodległościowego w tym Armii Krajowej. Informacje te przekazywano następnie do Gestapo pocztą lub za pośrednictwem umieszczonych w Gestapo agentów sowieckiego wywiadu. Celem tych działań było rozbicie i zlikwidowanie podziemnych struktur państwa podziemnego. Wszystko po to, aby przygotować grunt dla powojennej sytuacji politycznej, w której Polska miała stać się jedną z republik sowieckich.

Poniedziałkowa inscenizacja Sceny Faktu to spektakl wprawdzie fabularny, ale całkowicie oparty na źródłach dokumentalnych, pochodzących głównie z archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, z konsultacją historyczną dr Piotra Gontarczyka. Przypomnijmy, że Scena Faktu pojawiła się w Teatrze Telewizji na początku lat 60. i była w nim stale obecna do początku lat 90. Po kilkunastu latach przerwy, pierwszy na realizację tego rodzaju przedstawienia zdecydował się Ryszard Bugajski, scenarzysta i reżyser „Śmierci rotmistrza Pileckiego”, opowieści o wielce zasłużonym patriocie, oskarżonym po wojnie o działalność wywiadowczą na rzecz rządu polskiego na uchodźstwie, aresztowanym i skazanym na śmierć. Premierowa emisja zgromadziła bardzo dużą widownię, która z ogromnym zainteresowanie przyjęła powrót na antenę tego typu inscenizacji.

Czytaj więcej: Ręce pełne krwi>

Strona główna>

Promocja książki o kpt. "Bartku" w Lublinie

Promocja książki Tomasza Greniucha "Król Podbeskidzia". Biografia kpt. Henryka Flame "Bartka".

W imieniu klubu myśli społeczno politycznej Vade Mecum serdecznie zapraszam na promocję książki
Tomasza Greniucha pt. "Król Podbeskidzia". Biografia kpt. Henryka Flame "Bartka",
która odbędzie się w Lublinie, 10 grudnia 2008 r. (środa) o godz 18:30 w
Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, sala C – 919 (Collegium Jana Pawła
II).

Promocja książki połączona będzie ze spotkaniem autorskim.

Strona główna>

„Łupaszko” – mazurskie tropy – część 1

Działalność szwadronów majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” na terenie południowej Warmii i Mazur od maja 1946 do stycznia 1947 roku.


Na pierwszym planie: mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka".

Pomimo że odzyskaliśmy suwerenność w 1989 roku, bitwa o pamięć trwa, a jeśli idzie o pamięć lat najnowszych – dopiero się zaczyna. Okres komunistyczny w dziejach naszego kraju spowodował ogromne spustoszenie w świadomości narodowej Polaków. Długie lata komunistycznej propagandy doprowadziły do swoistej zamiany ról. Ofiara stała się katem, kat ofiarą, bohater – leśnym bandytą, stalinowski oprawca – bohaterem. Taka sytuacja miała miejsce w przypadku majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Major Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” jest obok sienkiewiczowskiego Kmicica najsłynniejszym partyzantem, jaki kiedykolwiek prowadził walkę na Warmii i Mazurach. Działalność niepodległościowa „Łupaszki” do 1989 roku przedstawiana była jednostronnie, zgodnie z linią ideologiczną komunistycznej władzy. „Łupaszko” przez lata uważany był za leśnego, reakcyjnego bandytę, który bezwzględnie mordował funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa i działaczy komunistycznych.
Kim naprawdę był „Łupaszko”? Skąd pochodził? Co robiły dowodzone przez niego szwadrony 5. i 6. Wileńskiej Brygady AK na Mazurach w 1946 i na początku 1947 roku? Kto mu pomagał w nieznanych mazurskich lasach? Dlaczego reżimowa władza tak się go bała? Czemu postanowiono wymazać tę postać z historii narodu polskiego?

Od lewej: ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, por. Marian Pluciński „Mścisław”, mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, plut. Jerzy Lejkowski „Szpagat”, ppor. Zdzisław Badocha „Żelazny”

WILEŃSZCZYZNA (1934-1944)

Urodził się 12 marca 1910 roku w Stryju. W 1932 roku trafił do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Po ukończeniu CWK otrzymał przydział do 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich w Wilnie. W dniu wybuchu wojny 1 września 1939 roku por. Szendzielarz dowodził 2. szwadronem 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich. Pułk ów wchodził w skład Wileńskiej Brygady Kawalerii, która została przydzielona do Armii „Prusy”. Po klęsce wrześniowej Szendzielarz wszedł w struktury tworzącego się państwa podziemnego w Wilnie. Z rozkazu Komendy Wileńskiego Okręgu AK, w sierpniu 1943 roku objął dowództwo nad 5. Wileńską Brygadą AK. Dowodzony przez niego oddział w latach 1943-1944 stał się największą i najsilniejszą jednostką partyzancką na Wileńszczyźnie. W szczytowym okresie rozwoju liczył około 600 żołnierzy, podzielonych na pięć szwadronów. Sytuacja na Kresach była bardzo specyficzna. Trzeba pamiętać, że na Wileńszczyźnie było dwóch okupantów, Niemcy i ZSRR.
Ponadto żołnierze Armii Krajowej walczyli także z paramilitarnymi jednostkami litewskim. Oddział „Łupaszki” niejednokrotnie w obronie polskiej ludności zmuszony był toczyć boje z partyzantką sowiecką. Dlatego też, kiedy w lipcu 1944 roku ze wschodu zbliżali się „wyzwoliciele” z czerwoną gwiazdą na czapkach, 5. Wileńska Brygada AK maszerowała już na zachód. 23 lipca 1944 roku w Puszczy Grodzieńskiej „Łupaszko” został zmuszony do rozwiązania brygady. Nie był to jednak ostateczny koniec wileńskiego oddziału, ani też zakończenie zbrojnej walki o wolną i niepodległą Polskę jego dowódcy. Jak pokazała historia, dla rtm Zygmunta Szendzielarza ponadroczna działalność bojowa na Kresach okazała się tylko preludium do znacznie dłuższej partyzanckiej walki na ziemiach północnej i zachodniej Polski.

OKRES BIAŁOSTOCKI

Szendzielarz oraz część jego podkomendnych przedostała się na teren Białostocczyzny i weszła w struktury Białostockiego Okręgu AK. Na tym obszarze przeczekano zimę 1944/1945. Następnie „Łupaszko” zebrał rozproszonych niedobitków wileńskich i nowogródzkich oddziałów AK, by wiosną 1945 roku wyjść z nimi ponownie w pole. Nadal trwała wojna, „Łupaszko” nie wierzył Rosjanom, gdyż wiedział dobrze, co może czekać z ich strony. Chciał dalej walczyć o niepodległą i czystą jak łza Polskę. 5. Wileńska Brygada AK została reaktywowana przez „Łupaszkę” 5 kwietnia 1945 roku i stała się jednostką dyspozycyjną Komendy Białostockiego Okręgu AK.
W porównaniu z poprzednim okresem walki zmienił się przeciwnik brygady. Na Wileńszczyźnie był nim okupant niemiecki, współpracujące z nim formacje litewskie i partyzanci sowieccy, natomiast na Białostocczyźnie regularne oddziały Armii Czerwonej, jednostki KBW, NKWD, UBP i MO. Pomimo że miał tak różnorodnych przeciwników, Szendzielarz nie zmienił swojej sprawdzonej już taktyki działania i walki. Dalej operował samodzielnymi szwadronami, które spotykały się podczas koncentracji całości sił. Szwadrony 5. Wileńskiej Brygady AK toczyły walki na Białostocczyźnie do 7 września 1945 roku, kiedy to we wsi Stoczek nastąpiła ostatnia koncentracja oddziału. Podczas tego ześrodkowania „Łupaszko” powiadomił podkomendnych o otrzymanym rozkazie Komendy Okręgu Białystok, rozwiązującym dowodzoną przez niego jednostkę. Szendzielarz w chwili ostatniej koncentracji miał pod sobą około 300 partyzantów. Demobilizacja trwała do końca października 1945 roku. W polu pozostało tylko 19 żołnierzy pod dowództwem por. Lucjana Minkiewicza „Wiktora”, jego zastępcą został Władysław Łukasik „Młot”.

WYBRZEŻE – EKSTERYTORIALNY WILEŃSKI OKRĘG AK

Podczas gdy na Białostocczyźnie trwała demobilizacja szwadronów 5. Wileńskiej Brygady AK, w połowie września 1945 roku „Łupaszko” znalazł się w Gdańsku. Otrzymał informacje, że właśnie tam po repatriacji zainstalowała się ostatnia Komenda Wileńskiego Okręgu AK. Nawiązał z nią kontakt i wszedł w struktury konspiracyjne tworzone na Wybrzeżu. Szendzielarz miał przejąć w całości zadania propagandowe eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK i utworzyć patrole dywersyjne, które pozyskiwałyby pieniądze na dalszą działalność poprzez akcje ekspropriacyjne. W przyszłości, czyli wiosną 1946 roku, według koncepcji „Łupaszki” miały się one stać zaczątkiem szwadronów nowej 5. Wileńskiej Brygady AK. W dniach 13-15 kwietnia 1946 roku, w myśl wcześniejszych założeń, w majątku Kojty (pow. Sztum) mjr Zygmunt Szendzielarz reaktywował po raz kolejny 5. Wileńską Brygadę AK, która działać miała teraz na Pomorzu, Warmii i Mazurach. Po ześrodkowaniu w Kojtach cały oddział został przerzucony do Borów Tucholskich, gdzie działał do końca maja 1946 roku. Nie była to jedyna brygada, którą dowodził „Łupaszko” w latach 1946-1948. W tym samym czasie, po odnowieniu kontaktów z „Wiktorem” i „Młotem”, Szendzielarz stworzył 6. Wileńską Brygadę AK, która działać miała na Białostocczyźnie i Podlasiu. Tak więc w kwietniu 1946 roku mjr Zygmunt Szendzielarz miał pod swoim dowództwem dwie brygady. Oczywiście nazwa brygada czy też szwadron miała symboliczny charakter i nawiązywała do trady
cji walk na Wileńszczyźnie. Stan 5. Wileńskiej Brygady w latach 1946-1947 w szczytowym okresie nie przekroczył 70 żołnierzy, natomiast 6. Wileńska Brygada AK liczyła około 80 żołnierzy.

DZIAŁALNOŚĆ NA POMORZU I MAZURACH

„Łupaszko” rozpoczynał już czwartą kampanię wojskową w swoim życiu z taką samą niezachwianą wiarą w zwycięstwo i w słuszność prowadzonej walki jak poprzednio. Również żołnierze znali cel i wierzyli w powodzenie podjętych działań. Po przybyciu w Bory Tucholskie, 2 maja podczas koncentracji wszystkich żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK w leśniczówce Szklana Huta, „Łupaszko” dokonał pierwszego podziału jednostki na szwadrony. Powstały dwa szwadrony oznaczone numerami 4 i 5. Dowódcą 4. szwadronu został Henryk Wieliczko „Lufa”, 5. szwadronu Zdzisław Badocha „Żelazny”. W tym samym czasie 6. Wileńska Brygada AK pod dowództwem „Wiktora”, operująca na Białostocczyźnie, liczyła około 80 ludzi, podzielonych na trzy szwadrony i patrol żandarmerii. „Łupaszko” podczas tego ześrodkowania przedstawił podkomendnym cele i zadania czekające oddział. 5 Wileńska Brygada AK miała działać destrukcyjnie na formującą się w kraju komunistyczną władzę. Tak jak na Białostocczyźnie w 1945 roku, tak i teraz atakować miano urzędy państwowe, posterunki MO, wykonywać wyroki na funkcjonariuszach UBP i NKWD, konfidentach, szczególnie niebezpiecznych członkach PPR. 24 maja 1946 r. Szendzielarz rozpoczął przerzut swoich szwadronów w kierunku Warmii i Mazur. Z końcem tego miesiąca w trójkącie Szczytno, Wielbark, Nidzica, w mazurskich lasach operowali już wileńscy partyzanci.

„Nie jesteśmy żadną bandą, jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej Ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. Walczymy za świętą sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę! (…) Jednopartyjne rządy komunistyczne biorą myśl w obcęgi, pozbawiają człowieka woli, przywiązań, umiłowań tych najistotniejszych cech człowieczeństwa. (…) Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości”.
W taki właśnie sposób w marcu i kwietniu 1946 roku w wydrukowanych ulotkach „Łupaszko” przedstawiał i wyjaśniał motywy swoich działań.

„Łupaszko” – mazurskie tropy – część 2>
Strona główna>

„Łupaszko” – mazurskie tropy – część 2

NIERÓWNA WALKA


Petycja o ułaskawienie leśniczego Zbigniewa Jarosińskiego z dnia 25 czerwca 1947 roku, skierowana do Bieruta przez mieszkańców ówczesnej gminy Kot.
Kliknij aby powiększyć: strona 1> , strona 2>

W 1946 roku na terenie Mazur rozpoczęła się nierówna walka. Po jednej stronie stanęła Armia Czerwona, NKWD i ich polscy poplecznicy, po drugiej stronie zgrupowanie mjr. „Łupaszki”. Żeby zrównoważyć przygniatającą dysproporcję sił, szwadrony 5. Wileńskiej Brygady AK musiały przemieszczać się szybko, ciągle zmieniać miejsce postoju, atakować znienacka i odskakiwać w leśne mateczniki. Najistotniejsza jednak była pomoc udzielana partyzantom przez zaufanych ludzi w terenie. Takich osób było niewiele, trzeba pamiętać, że były to dawne Prusy Wschodnie. Nie istniała siatka akowska, a miejscowi Mazurzy podchodzili nieufnie do osób napływowych, jednak „Łupaszko” radził sobie i w tych warunkach.

ZBIGNIEW JAROSIŃSKI ps. „PUSZCZYK”

Jednym z takich zaufanych ludzi „Łupaszki” był leśniczy z Omulewa Zbigniew Jarosiński. Po przybyciu na Warmię i Mazury w 1946 r., jeszcze w maju, patrol dowodzony przez „Łupaszkę” nawiązał z nim kontakt. Leśniczy ów wyraził chęć współpracy z wileńskimi partyzantami. W następnych miesiącach kilkakrotnie major Szendzielarz korzystał z jego gościnności w leśniczówce Omulew.

Zbigniew Jarosiński „Puszczyk” (ur. 15.05.1922), był ppor. AK, absolwentem Kursu Podchorążych Obwodu AK – „Opocznik” – Ostrów Mazowiecka. Walczył w oddziale partyzanckim w Puszczy Białej. W akcji „Burza” – żołnierz III Batalionu 13. Pułku Piechoty AK. Za zasługi bojowe odznaczony Krzyżem Walecznych, Krzyżem Armii Krajowej. Przybył na tzw. ziemie odzyskane w listopadzie 1945 roku z powiatu Ostrów Mazowiecka. Dyrekcja Lasów Państwowych w Olsztynie skierowała go do nadleśnictwa Zimna Woda. Przez pewien czas mieszkał w miejscowości Kot, a następnie w maju tegoż roku, przeniósł się do leśniczówki Omulew. W styczniu 1947 roku bezpieka otrzymała informacje o współpracy leśniczego Zbigniewa Jarosińskiego z „Łupaszką”. Jeszcze w tym samym miesiącu został aresztowany. Za pomoc udzieloną partyzantom „Łupaszki” oraz za przechowywanie ich broni 14 kwietnia 1947 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Olsztynie skazał Zbigniewa Jarosińskiego na 15 lat więzienia. Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski, pomimo iż jedną z próśb o ułaskawienie napisali mieszkańcy gminy Kot. Skazany wyszedł na wolność w 1953 roku, po śmierci Stalina. Komuniści wspaniałomyślnie w drodze amnestii skrócili mu czas odbywania kary. Szczęśliwie dożył chwili, w której Polska stała się krajem wolnym i możliwe było odwołanie się od wyroku. W 1991 roku Sąd Wojskowy w Olsztynie unieważnił wyrok wydany w 1947 roku. Zbigniew Jarosiński zmarł 19 kwietnia 1995 r. w Biskupcu Reszelskim. Pochowany został w rodzinnej wsi Poręba, koło Ostrowi Mazowieckiej.

MJR MICHAŁ WAWRYK I PPOR. JAN ROMANOWSKI

W pierwszych latach tak zwanego utrwalania władzy ludowej (1945-1948) komunistom brakowało ideowych współpracowników, ludzi gotowych objąć wolne stanowiska w różnych resortach, szczególnie na ziemiach odzyskanych. Dlatego też duża część milicjantów, leśniczych, gajowych, zwykłych żołnierzy LWP, a nawet funkcjonariuszy UB miała rodowód akowski. Sytuacja taka bardzo ułatwiała działalność szwadronom „Łupaszki”. Ludzie ci, zamiast walczyć z partyzantami, niejednokrotnie im pomagali. Na terenie Warmii i Mazur znalazło się także wielu przesiedleńców z Wileńszczyzny, oni też sprzyjali prowadzonej przez Zygmunta Szendzielarza walce.

Najcenniejszymi współpracownikami „Łupaszki” na Warmii i Mazurach byli mjr Michał Wawryk „Cichy” i ppor. Jan Romanowski. Ich wyjątkowość polegała na tym, iż byli oficerami reżimowego systemu komunistycznego. „Cichy” pełnił funkcję dyrektora naukowego pułku szkolnego KBW w Szczytnie, natomiast Romanowski był dowódcą kompanii szkolnej Wojsk Bezpieczeństwa Wewnętrznego (WBW). Jak pokazała historia, informacje przekazywane przez tych dwóch ludzi okazały się bezcenne dla działalności szwadronów „Łupaszki” na Warmii i Mazurach. Niestety, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Zbigniewa Jarosińskiego, zostali oni zdemaskowani i wszelki ślad po nich zaginął.

LEŚNICZÓWKA OMULEW

Leśniczówka Omulew już nie istnieje, ale cała historia związana z jej losami wydaje się paradoksalna. Po tzw. okresie utrwalania władzy ludowej, w latach sześćdziesiątych, w tym miejscu wybudowano ośrodek rządowy dla prominentów komunistycznych. Obecnie wykorzystywany jest przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Bardzo chętnie do dnia dzisiejszego przyjeżdża tu gen. Wojciech Jaruzelski. Tak więc miejsce, w którym w 1946 r. ukrywał się przed obławami „Łupaszko” i jego szwadrony, kilkanaście lat później stało się miejscem wypoczynku władz komunistycznych. Wydawało się, że w roku 2007 zostało ono ponownie „odbite” przez żołnierzy „Łupaszki”, jednak jak pokazuje najnowsza historia nie na długo.

W raportach UBP, KBW i MO akcje bojowe oddziału „Łupaszki” były przedstawiane w krzywym zwierciadle. Partyzantom przypisywano bestialstwo, pastwienie się nad wziętymi do niewoli i dobijanie rannych. Można o tym przeczytać w wielu pracach dotyczących okresu „utrwalania władzy ludowej” – co nie dziwi. Jednak nawet po 1989 roku pojawiają się publikacje z podobnymi sensacjami. Według partyjnych historyków, akcje szwadronów „Łupaszki” przebiegały w następujący sposób: rozbrojenie posterunku MO lub UBP, pobicie funkcjonariuszy, co odważniejszym funkcjonariuszom dawkowano wymyślniejsze tortury, rozstrzelanie funkcjonariuszy UBP, nierzadko też MO, najlepiej na oczach mieszkańców danej wsi. Na koniec sanitariuszki oddziałów wileńskich dobijały strzałem w głowę żyjących jeszcze komunistów.

Ppor. Zdzisław Badocha „Żelazny” (z lewej), dowódca 5. szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK, poległ w walce z UB 28 czerwca 1946 roku; ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, dowódca 4. szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK. Aresztowany przez UB w czerwcu 1948 roku, skazany na karę śmierci, rozstrzelany w marcu 1949 roku na zamku w Lublinie.

PROPAGANDA I RZECZYWISTOŚĆ

Takiemu traktowaniu pokonanych przez „Łupaszkę” i jego żołnierzy przeczy większość raportów służb bezpieczeństwa i milicji. Zachowało się przynajmniej kilkadziesiąt meldunków funkcjonariuszy MO czy też U
BP (w zasobach IPN), z których wyłania się inny obraz. Partyzanci „Łupaszki” nigdy nie pastwili się nad komunistami. Wyroki śmierci na funkcjonariuszach UBP i konfidentach wykonywano z dala od siedzib ludzkich, wyprowadzając skazanych najczęściej do lasu. Za mniejsze przewinienia członkowie szwadronów 5. Brygady karali biciem wyciorami. Sami dowódcy Wojsk Bezpieczeństwa Wewnętrznego Okręgu Mazurskiego stwierdzają:
"Rabunki i napady dokonywane przez bandę mjra »Łupaszki« miały charakter czysto polityczny, jak zabieranie umundurowania przez bandę było płacone, zabieranie broni z MO, były wypadki, że w zamian pozostawiano starą broń (…). Przy rozbrajaniu posterunków MO odbierano broń i przy odejściu oddawano broń z powrotem milicjantom."

W raporcie ekspozytury wywiadu Obszaru Centralnego WiN kryptonim „Stocznia” z 1 lipca 1946 roku można dowiedzieć się, iż:
"Na Mazurach istnieje silna grupa OL [Oddziału Leśnego] pod dowództwem mjra. »Łupaszki«. (…) Zasięgiem swym i wpływami obejmuje »Łupaszko« tereny od Brześcia n/Bugiem, aż po Chojnice na Pomorzu. Z WP utrzymuje podobno dobre stosunki, przy czym zarówno wojsko, jak i ludność darzą sympatią tak samego majora, jak i jego oddziały, które zachowują się z żołnierską karnością."

CZERWCOWE KONCENTRACJE

Kolejna koncentracja 5. Wileńskiej Brygady AK odbyła się na raty, już w byłych Prusach Wschodnich, 1-2 czerwca w majątku Jodłówka (Tanfelde) i 4-6 czerwca w leśniczówce Kończewo (Kunzendrof). W Jodłówce mjr „Łupaszko” utworzył nowy, 3. szwadron. Dowództwo nad nim objął Leon Smoleński „Zeus”. W jego skład weszli nowo przybyli do brygady ludzie, kilku partyzantów oddał „Zeusowi” także „Lufa”. W dzienniku prowadzonym przez dowódcę 4. szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK „Lufę” są informacje o przebiegu ześrodkowania:
"1 VI Spotkanie P. Maj[ora]. Dostajemy mapy Prus. »Staś« i »Szpagat« dostarczają broń z patrolu. »Zeus« dostaje ludzi. Odchodzi ode mnie i formuje szwadron. (…) 4 VI M[iejsce] p[ostoju] opuszczona leśniczówka. Neumühle [Nowy Młyn]. Spotkanie się z P. Majorem, siostrą »Ewą« i por. »Stefanem«. Przychodzi szwadron »Żelaznego«. Wygląda wspaniale, w angielskich mundurach, uzbrojeni po zęby. »Jastrząb« jedzie po prowiant. Dołącza st. strz. »Ford«. Wieczorem z racji spotkania ogólna »biba«. Postój trwa."
 
Tak natomiast moment koncentracji zapamiętał Olgierd Christa „Leszek”, żołnierz 5. szwadronu:
"Zastaliśmy sformowany nowy szwadron Leona Smoleńskiego »Zeusa«. (…) Rano w dniu następnym przed frontem odczytano rozkaz informujący, iż na stanowisko podporucznika został mianowany »Zeus«. (…) Major był jak zawsze pogodny, w dobrym humorze. Emanował wiarą w lepszą przyszłość. Wyrażał nadzieję, iż los wynagrodzi nam lata samozaparcia, koczowniczego życia, trudów walki. Nie nadużywał terminów patetycznych. Mówił językiem trafiającym do nas nawet wówczas, gdy wyrażał mocnym słowem dezaprobatę. Nie szafował obietnicami bez pokrycia, nie mamił przyszłymi promocjami, bronił tezy apolityczności wojska. Ten człowiek z rogatą duszą czynił na nas wielkie wrażenie."
Tak więc w czerwcu 1946 roku na terenie Mazur operowały już trzy szwadrony, 3. pod dowództwem „Zeusa”, 4. pod dowództwem „Lufy” i 5. kierowany przez „Żelaznego”.

DZIENNIK „LUFY”

Po koncentracjach z początku czerwca 5. Wileńska Brygada AK przystąpiła do dalszej działalności. Szwadron „Żelaznego” na rozkaz „Łupaszki” w połowie czerwca, nie wykazując zbytniej inicjatywy bojowej, powrócił na lewy brzeg Wisły i przeszedł do Borów Tucholskich. W byłych Prusach Wschodnich pozostały dwa szwadrony: szwadron „Zeusa” operował na pograniczu Warmii i Powiśla, szwadron „Lufy”, przy którym pozostawał „Łupaszko”, działał na Mazurach, w ich zachodniej części. Z zachowanego dziennika działań 4. szwadronu 5. Brygady możemy odtworzyć dalszy szlak bojowy tego pododdziału, a także dowiedzieć się, jak wyglądało życie partyzanckie. 7 czerwca szwadron „Lufy” wymaszerował z kolonii Szkitławki (pow. Morąg) i dokonał rekwizycji we wsi Wielowieś (pow. Morąg), wieczorem znalazł się w majątku Jaśkowo (pow. Morąg), gdzie przenocowano.
"8 VI Rankiem marsz. Major szkoli nas w urządzaniu zasadzek. Po południu rozbrajamy posterunek milicji w Miłomłynie. 9 VI Zielone Święta spędzamy na plaży nad wielkim kanałem. Zatrzymujemy tam piękny statek, który jedzie z Ostródy pod Elbląg. Dowiadujemy się, że ma nim wracać Bierut. »Wściekamy się«, że zatrzymaliśmy go teraz, a nie w powrotnej drodze."

10 czerwca 4. szwadron nocował w Niklawie. Następnie 11 czerwca przemieścił się do wsi Tarda (nad jeziorem Bartążek), gdzie „Łupaszko” spotkał się z wysłannikami „Wiktora”, dowódcy 6. Wileńskiej Brygady AK. Tego dnia żołnierze szwadronu nocowali w leśniczówce Jeleni Kąt. Rankiem 12 czerwca przemieścili się do wsi Dąg (pow. Ostróda), gdzie rozbroili milicjanta z Łukty. Tym razem nocleg wypadł w leśniczówce Pupki (pow. Ostróda).

„Łupaszko” – mazurskie tropy – część 3>

Strona główna>

„Łupaszko” – mazurskie tropy – część 3

Podczas kolejnego dnia marszu „Lufa” postanowił urządzić zasadzkę na funkcjonariuszy UB.
"13 VI Telefonuję na UB Ostróda, że jest banda i staję na zasadzce. Mają stracha i nie przychodzą. Spotkanie z P. Maj[orem] w leśniczówce Adlersbude [Orlik]. Noc na kolonii Dluskien [Dłużki]. 14 VI Z rana stajemy we wsi Adamsguth [Jadaminy]. Po poł[udniu] odmarsz na kol[onię] Thomaszejnermile [powinno być Tomaschiner Mühle, czyli Tomaszyński Młyn],
gdzie nocujemy. »Jastrząb« idzie na polowanie, za godzinę przynosi
dzika. 15 VI Rankiem idziemy na pustą kolonię. Łapiemy szabrownika,
który okazał się PPR-owcem »sypiącym« kolegów. Idę na patrol. Wieczorem
jemy kolację we wsi Makruty. Na kolonii, w której chcieliśmy
kwaterować, narobili takiego krzyku, że słychać było w promieniu 5 km.
16 VI Spotkanie z »Zeusem«
[w] leśn[iczówce] Kervey [Kerrey, czyli Kieruj]. Jest »Staś« i »Orszak«. Dołącza już zdrowy »Sykstus«. Dostaję nowe buty. W nocy robimy skok na północ pod Olsztyn, kol[onia] Szenfelde [najprawdopodobniej chodzi o Schoenfelde, czyli Unieszewo], gdyż przypuszczamy, że jest obława."

Po dwóch tygodniach działania 5. Wileńskiej Brygady AK na Warmii i Mazurach resort bezpieczeństwa przeszedł do kontrofensywy. Funkcjonariusze UB otrząsnęli się z dotychczasowych porażek i zaczęli rozpracowywać oddział wileński. Do spacyfikowania terenu przed referendum, zaplanowanym na 30 czerwca 1946 roku, komuniści rzucali coraz większe siły. Zaczęto organizować jedną obławę po drugiej i choć nie przynosiły one spodziewanych rezultatów, zmusiły szwadrony Szendzielarza do powstrzymania działań. Urząd Bezpieczeństwa powoli zmieniał taktykę. Zaczęto tworzyć małe, lotne grupy, upodabniając je do szwadronów mjra „Łupaszki”. W terenie UBP zainstalowało licznych konfidentów. Na podstawie ich informacji coraz szybciej odnajdowano miejsca postoju i koncentracji 5. Brygady. Do samych szwadronów także zaczęli przenikać konfidenci. Tylko doświadczenie dowódców, taktyka i dyscyplina w wileńskich pododdziałach powodowała, że wychodziły one obronną ręką z licznych obław i zasadzek, zadając przy tym poważne straty.

Mapa okolic zimnej Wody i Omulewa. Kliknij w miniaturę aby powiększyć.

KONTROFENSYWA UB

W czerwcu 1946 roku powołany został sztab wojewódzki w Olsztynie do zwalczania szwadronów „Łupaszki”. W dokumentach UBP znajdujących się w IPN, w Białymstoku czytamy:
"Powstało 8 stałych grup operacyjnych. Każda grupa liczyła 60 ludzi (żołnierze WP, WBW, funkc. UB i MO). Miały one do dyspozycji 3 samochody, motocykl, 3-4 CKM, broń automatyczną i karabiny. Utworzono także oddział specjalny rezerwowy w ilości 150 ludzi, zakwaterowany w Olsztynku, dysponujący 7 samochodami i 3 motocyklami. W akcjach zbrojnych przeciwko bandzie wykorzystano następujące siły i środki: funkcjonariuszy WUBP [Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego], KW MO i jednostek terenowych w powiatach zagrożonych działalnością bandy, batalion WBW, batalion 15. DP WP w Olsztynie, żołnierzy 41. pułku, członków ORMO [Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej] i SOK [Służby Ochrony Kolei]."

Z innego planu rozpracowania i likwidacji oddziału „Łupaszki”, przygotowanego przez szefa Oddziału Rozpoznawczo-Śledczego KBW płk. Litwina, możemy dowiedzieć się, w jaki sposób miano tego dokonać:
"W tych powiatach (Olsztyn, Nidzica i Szczytno) mieć po trzech informatorów. Z przyjeżdżających repatriantów z Wileńszczyzny zwerbować agenta i posłać do bandy. Oficerów zwiadu WBW wysłać na powiaty [sic] celem werbowania i pracy z agenturą oraz informatorami […] O wszystkich posunięciach i działalności band zawiadamiać WBW i trzymać ścisłą łączność z sąsiednimi WBW. Dla ułatwienia działania przeciwko bandom trzymać operacyjne grupy w powiatach Niborg [Nidzica], Olsztyn, Morąg. Wykorzystać partyjne organizacje i członków poszczególnych organizacji jako informatorów. Wykorzystać wydzielone środki na opłatę agentury."

OBŁAWY

Obławy kombinowanych grup resortowo – milicyjno – wojskowych wychodziły od połowy czerwca praktycznie codziennie w teren z zadaniem wytropienia szwadronów „Łupaszki”. 13 czerwca obława ruszyła ze Szczytna na obszar gminy Lipowiec, 14 czerwca z Nidzicy w okolice Jedwabna, 17 czerwca z Olsztyna w kierunku wsi Butryny, a 18 i 26 czerwca oraz 1 lipca ponownie z Olsztyna na teren powiatu olsztyńskiego. W żadną z tych obław nie dostali się partyzanci „Łupaszki”, ponieważ oprócz doświadczenia partyzanckiego, wyśmienitego dowódcy i dobrej taktyki posiadali jeszcze jeden element przewagi nad przeciwnikiem – „wtyczki” w ścisłym kierownictwie Wojewódzkiego Korpusu Bezpieczeństwa. Mowa tu o wspominanych już wcześniej majorze Michale Wawryku „Cichym” i ppor. Janie Romanowskim. „Łupaszko” spotykał się z nimi kilkakrotnie. Do jednego ze spotkań z „Cichym” doszło 13 czerwca w leśniczówce Pupki, potem 16 czerwca w leśniczówce Kervey [Kerrey; Kieruj] i pod koniec tego miesiąca w koloniach miejscowości Czarny Piec. Podczas tych rozmów „Cichy” informował „Łupaszkę” o zamierzonych obławach, kierunkach i ich zasięgu. Ponadto dostarczał partyzantom mapy i lekarstwa. Od 16 czerwca 3. i 4. szwadron działały praktycznie razem. Major „Łupaszko” wyznaczył im ten sam rejon działania. Wiedział od „Cichego” o planowanych obławach i ich trasach, dlatego też chciał mieć oba pododdziały blisko siebie, pod bezpośrednimi rozkazami. 17 czerwca oba szwadrony znalazły się niedaleko Olsztyna. W okolicach majątku Gągławki 4. szwadron dokonał rekwizycji. Po otrzymaniu map Lasów Ramuckich oba szwadrony zapuściły się daleko na wschód, by zatrzymać się nad jeziorem Serwent w leśniczówce Graszk. Postój trwał dwa dni (21-22 czerwca).
"22 VI Z rana alarm. W naszym kierunku idzie wojsko. Siostra »Ewa«, mimo że się myła, była momentalnie gotowa. Wycofaliśmy się bez strzału na leśn[iczówkę] Mandryny, gdzie spotykamy się z P. Maj[orem] i »Zeusem«. Noc we wsi Łajsy. W nocy na nowe miejsce postoju 5. Brygady trafił sierżant Jan Samosiuk, oficer wywiadu KBW. Został zlikwidowany."

CZARNY PIEC – ZASADZKA

Rankiem 23 czerwca partyzanci przemaszerowali w rejon miejscowości Czarny Piec, gdzie też urządzili zasadzkę, w którą wpadła grupa propagandowa wysłana w teren przed zbliżającym się referendum. Na czele grupy stał agitator z Komitetu Powiatowego PPR w Nidzicy Wacław Bralski, którego ochraniała grupa 10 żołnierzy z 41 pp LWP. Agitator został zlikwidowany, część żołnierzy wyraziła chęć wstąpienia do oddziału „Łupaszki” i zostali przyjęci, pozostałych zwolniono. Tego dnia szwadrony rozdzieliły się, 4. szwadron nocował w leśniczówce Gróbka. Następnego dnia „Lufa” przemaszerował przez wieś Natać Mała, gdzie zaopatrzono się w żywność. Noc z 24 na 25 czerwca partyzanci 4. szwadronu, przy którym pozostawał „Łupaszko”, spędzili w znanej już sobie leśniczówce Omulew, gdzie zostali przyjęci przez leśniczego Zbigniewa Jarosińskiego.
"25 VI Rankiem marsz w kierunku na wschód. Przy zajmowaniu kwatery w Omulefmuehle [Przysowa] spostrzegamy wojsko, które po rozpoznaniu okazuje się szwadr[onem] »Zeusa«. Na kwaterę wjeżdża dwóch milicjantów, rozbrajamy ich. »Zeus« odchodzi, my zostajemy na kwaterze. Wkrótce na podwórze wjeżdża cywil. Jak się okazuje z jego dokumentów, jest szpiclem UB z Niborka [Nidzicy], likw[idacja]. Jednego z milicjantów wysyłamy po wódkę. Drań bierze pieniądze i nie wraca."
Milicjanci ci przybyli z posterunku MO w Wałach. Byli to Zdzisław Góralski i Andrzej Głąb.

Obelisk upamiętniający członka Komitetu Powiatowego PPR w Nidzicy Wacława Bralskiego, znajdujący się na Kolonii Dłużek.

26 czerwca pod wieczór szwadron „Lufy” znalazł się we wsi Rekownica (pow. Nidzica). Po drodze we wsi Kot dokonał likwidacji funkcjonariusza UBP z Nidzicy Zbigniewa Urlicha. W Rekownicy miało miejsce ciekawe zdarzenie, obrazujące stosunki panujące wówczas na Warmii i Mazurach. „Lufa” zapisał:
"Pytamy gospodarza o nazwisko, odpowiada po polsku, że jakiś Tomczyk, czy coś podobnego. Jaka pana narodowość – Niemiec. Dlaczego Niemiec? – Przecież macie polskie nazwisko. Nie może dać stanowczej odpowiedzi, coś kręci. Dzieci mówią po niemiecku. Polacy, z którymi się dotąd stykał, to szabrownicy lub bandyci, którzy go tylko rabowali, mówiąc, że on jest Niemiec i na takie traktowanie zasługuje. Sąsiedzi jego pojechali do Niemiec, on chyba też pojedzie (mówi)."

KURIER – WACŁAW BEYNAR ps. „ORSZAK”


Mjr „Łupaszko” (z prawej) oraz wachm. Wacław Beynar ps. „Orszak”. Wachm. „Orszak” żołnierz 5. Brygady Wileńskiej od jesieni 1943. W latach 1945-48 kurier mjr. „Łupaszki”. Aresztowany przez UB 24 lipca 1948 w Gdyni, skazany na karę śmierci zamienioną później na 15 lat więzienia.

Następnego dnia 4. szwadron odmaszerował na wschód, gdzie 28 czerwca w spalonej leśniczówce Ustan Szendzielarz spotkał się ze swym kurierem Wacławem Beynarem „Orszakiem”. Był to człowiek niezastąpiony, żołnierz do zadań specjalnych „Łupaszki”, który kilkakrotnie przedzierał się na zachód w celu nawiązania kontaktu z dowództwem Polskich Sił Zbrojnych. Życiorys „Orszaka” mógłby posłużyć za kanwę niejednego filmu sensacyjnego. Po tym wydarzeniu partyzanci zawrócili, ponownie przeszli przez kolonię Rekownica i na noc zatrzymali się na kolonii Malgaofen (Niedźwiedź) w powiecie Nidzica.

O dwóch kolejnych likwidacjach funkcjonariuszy UB nie wspomina w swoim dzienniku „Lufa”, więc z całą pewnością dokonał ich szwadron „Zeusa”, który operował w okolicy Jedwabna. W dokumentach Urzędu Bezpieczeństwa czytamy:
27 VI został napadnięty a następnie zamordowany w m-ci [miejscowości] Jedwabno pow. Nidzica przez bandę AK »Łupaszki« funkcjonariusz z PUBP Nidzica Wysocki Marek s. Andrzeja ur. 15 VI 1924 r., czł[onek] PPR."

28 czerwca, we wsi Dębowiec ten sam szwadron zlikwidował kolejnego funkcjonariusza UBP z Nidzicy Andrzeja Rzeczkowskiego. W ciągu trzech dni (26-28 czerwca) PUBP w Nidzicy stracił już trzeciego funkcjonariusza. Pomimo podejmowanych licznych prób, komunistom nie udało się odnaleźć szwadronów 5. Wileńskiej Brygady AK, które nadal znajdowały się praktycznie w tym samym miejscu (w małym czworoboku, którego wierzchołki stanowiły miejscowości: Zimna Woda, Kot, Wały, Dębowiec.

REFERENDUM 3 x TAK

30 czerwca 1946 roku odbyło się w Polsce referendum, jak się później okazało sfałszowane przez komunistów. Dzień wcześniej szwadron „Lufy” zakwaterował, już po raz kolejny, w leśniczówce Omulew i przebywał tam do 1 lipca. „Łupaszko” po wcześniejszych likwidacjach funkcjonariuszy UB postanowił przeczekać ten okres bez podejmowania jakichkolwiek działań. „Lufa” zapisał:
"29 VI Śniadanie we wsi Malgaofen [Niedźwiedź]. Zamieszkałe są tylko trzy chaty. Dla sołtysa przydzielono pół worka (dosłownie) propagandowych ulotek przedwyborczych. Por. »Stefan« idzie na patrol po jałówkę do Omalefmile [powinno być Omulefofen, czyli dzisiejsza miejscowość Kot]. Postój na leśn[iczówce] Omulef. Przychodzi por. »Stefan«. »Moskito« bawi się w rzeźnika. 30 VI »Listek« zachwyca nas swoimi zdolnościami kulinarnymi. Gospodarz idzie na referendum. Przerabiamy trójkąt błędów. Nocujemy. P. Major wędkuje”."

U Zbigniewa Jarosińskiego w leśniczówce Omulew „Łupaszko” zarządził – jak na warunki partyzanckie – bardzo długi postój. Jałówka, o której pisze w swoim dzienniku „Lufa”, została zarekwirowana wójtowi Kota, który mieszkał w Dębowcu. Zostawiono mu pokwitowanie następującej treści:
"Kwituję odbiór jednej krowy, która jest potrzebna do naszej kuchni na jutrzejsze święto (wybory). Krowa widocznie przeczuwała, że zbliża się dzień ostateczny w jej życiu, bo kiwała zrezygnowana głową 3 x tak."
Jak widać, humory dopisywały podkomendnym „Łupaszki”…

„Łupaszko” – mazurskie tropy – część 4>
Strona główna>