Starosta Przasnyski oraz Starosta Nidzicki, Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Przasnyskiej, Towarzystwo Przyjaciół Chorzel wraz z instytucjami i organizacjami współorganizującymi zapraszają na uroczystość odsłonięcia i poświęcenia popiersia por. Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego ps. "Jeż".

Por. Wiktor Zacheusz Nowowiejski ps. "Jeż" (1915-1946).
Uroczystość odbędzie się w dniu 5 września 2009 roku o godzinie 14.00 w Górach Dębowych k. Janowa (gmina Chorzele, powiat przasnyski).

"Jeża". Od lewej stoją: Stanisław Borzuchowski "Niedźwiedź", Tadeusz
Piotrowski "Zbyszek", Mieczysław Szczepkowski "Beton", Zacheusz
Nowowiejski "Jeż", klęczy Mirosław Krajewski "Wiesiek".
Por. Zacheusz Nowowiejski ps. „Jeż” i rozbicie PUBP w Mławie>
POLSKIE TERMOPILE – SURKONTY 1944
65 lat temu, w poniedziałek 21 sierpnia 1944 r., w kresowej wsi Surkonty, podczas przygotowań do kolejnej odprawy Komendanta Nowogródzkiego Okręgu Armii Krajowej mjr. Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza" oddział polski liczący 72 żołnierzy został zaatakowany przez wojska NKWD. Po wielogodzinnej walce w okrążeniu mjr Maciej Kalenkiewicz "Kotwicz", hubalczyk, cichociemny, kawaler Krzyża Srebrnego Orderu Wojennego Virtuti Militari i dwukrotny Krzyża Walecznych, poległ wraz z 35 swoimi żołnierzami, z których część sowieci dobili bagnetami.

Mjr/ppłk cc Maciej Kalenkiewicz ps. "Kotwicz"
Na skutek donosu naczelnik raduńskiego rejonowego Oddziału Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych kapitan bezpieczeństwa państwowego Czikin skierował w okolice wsi Surkonty, celem likwidacji "zgrupowania bandyckiego", Grupę Wywiadowczo-Poszukiwawczą 3. batalionu 32. Zmotoryzowanego Pułku Strzelców Wojsk Wewnętrznych NKWD.
Przybywające ciężarówki dostrzeżono w chwili, gdy zahamowały i zaczęli z nich wyskakiwać bojcy. Cichy alarm wśród chłopców "Kotwicza", rozrzuconych po odległych gospodarstwach, spowodował sprawne zajęcie stanowisk przez obsługę rkm. Spokojnie obserwowano przez lornetki Sowietów, gdy milczkiem podkradali się do zabagnionej łąki. Tam oczka wody rozbiły rytmicznie rozstawioną tyralierę i skupiły Sowietów w małe grupki. Wtedy, na rozkaz "Kotwicza", otwarto zmasowany ogień. Jego skuteczność była ogromna.
Rozpiętość frontu liczyła około 1000 metrów. W pierwszej fazie walki zginęło 16-30 żołnierzy sowieckich i było kilkunastu rannych, w tym obaj sowieccy dowódcy. Straty po stronie polskiej ograniczały się do kilku zabitych i rannych. Około godz. 15.00 nastąpiła krótka narada. Część partyzantów wycofała się z lżej rannymi, "Kotwicz" postanowił zostać do wieczora, by zabrać ciężko rannych. Nie doczekał…
W tym czasie oddziałom sowieckim przybył z odsieczą dowódca Grupy Wywiadowczo-Poszukiwawczej 3/32 zmot. pułku strz. kpt. Szulga i naczelnik rejonowego oddziału NKWD kpt. bezp. państw. Czikin. Według dokumentów sowieckich: "w wyniku 5-godzinnego boju [bandę] całkowicie zniszczono – zabito 53 bandytów, w tym 6 oficerów białopolskiej armii. Schwytano do niewoli – 4".
Żołnierze 1 kompanii I batalionu 77. pp AK. Na białym koniu siedzi mjr/ppłk Maciej Kalenkiewicz "Kotwicz".
W Surkontach atakował, według ocen ocalałych oficerów AK, sowiecki batalion dowieziony na 30 ciężarówkach. Stosunek sił wynosił 10:1 na niekorzyść Polaków. W drugiej fazie bitwy oddziały sowieckie zaatakowały lewe skrzydło obrony, starając się przełamać opór polskich stanowisk, wedrzeć się na tyły obrońców i odciąć drogę odwrotu. Na prawym skrzydle rozpoczęły natarcie świeżo przybyłe oddziały NKWD. W tej fazie Sowieci zdobyli wzgórze, na którym ustawili cekaem. W tym czasie nastąpił nalot kilku sowieckich samolotów, które ostrzelały pozycję Polaków z broni pokładowej. Sowiecki cekaem swoim ogniem ze wzgórza zniszczył polski punkt dowodzenia, zabijając polską obsługę rkm, majora Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza", rotmistrza Jana Skrochowskiego "Ostrogę" i adiutanta pchor. Henryka Nikicicza "Orwida". Ten fakt spowodował wycofanie się pozostałych partyzantów.
Straty sowieckie wyniosły 132 zabitych. Po stronie AK poległo 36 żołnierzy.
Nie wszyscy zginęli w walce. Jedna z ocalałych sanitariuszek tak wspomina ostatnią fazę walk: "Ale najgorsze było to, że oni razem ze mną robili obchód placu boju i wszystkich nieżyjących, ciężko rannych i lekko rannych, wszystkich dobijali bagnetami. Wszystkich! Pamiętam twarz kapitana "Hatraka" [kpt. cc Franciszek Cieplik]. On miał taką złotą szczękę i patrzył na mnie przytomnie, patrzył na mnie tak, jakby jemu było mnie żal. Ja to widziałam po jego oczach. Sołdat podszedł i pchnął go bagnetem w bok. Ja tylko widzę jego zęby wyszczerzone, bo on jego walił w brzuch, w klatkę piersiową, ile tylko chciał. I tak po kolei, każdego".
Obecny widok cmentarza żołnierzy Armii Krajowej w Surkontach. Przez pół wieku pole bitwy i zbiorowa mogiła żołnierzy AK mjr. "Kotwicza" w Surkontach były kołchozowym pastwiskiem, pokrytym zeschłą skorupą krowiego łajna. Pod
tą skorupą leżeli ONI.
Kpt. dr Alfred Paczkowski "Wania", cichociemny, napisał po latach: "Maciej – to Poniatowski. Jego śmierć była demonstracją i sprawą honoru".
Według mjr. "Kotwicza" obecność żołnierzy polskich na Kresach Wschodnich miała „dokumentować wobec świata przynależność ziem kresowych do Rzeczypospolitej”.
Oddziały AK i oddziały samoobrony polskiej trwały na straży polskości na Kresach i dokumentowały tą przynależność aż do lat 50., tocząc nierówną walkę z bolszewicką okupacją i sowietyzacją tych ziem.
GLORIA VICTIS !!!
Więcej na temat mjr. "Kotwicza" i bitwy pod Surkontami czytaj w tekście: Mjr Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz” i bitwa pod Surkontami – 21 VIII 1944 r.
- "Bezrukij Major" – część 1>
- "Bezrukij Major" – część 2>
- "Bezrukij Major" – część 3>
- "Bezrukij Major" – część 4>
- "Bezrukij Major" – część 5>
- "Bezrukij Major" – część 6>
Powyższy tekst w wersji angielskiej dostępny jest na stronie The Doomed Soldiers – Polish Underground Soldiers 1944-1963 – The Untold Story:
Zainteresowanych walką polskich partyzantów na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej (m.in. por. Jana Borysewicza "Krysi", ppor. Czesława Zajączkowskiego "Ragnera", ppor. Anatola Radziwonika "Olecha") po wkroczeniu sowietów, zapraszam do lektury kategorii im poświęconej:
59 rocznica rozbicia oddziału NZW "Garbatego"
59 lat temu, 19 sierpnia 1950 r. połączone siły UB, MO i KBW rozpoczęły obławę, która doprowadziła do zlikwidowania oddziału partyzanckiego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego dowodzonego przez Adama Kusza ps. "Garbaty". Oddział „Garbatego” był jedną z ostatnich działających na południu Lubelszczyzny zbrojnych grup antykomunistycznego podziemia. Adam Kusz „usamodzielnił się” po tragicznej śmierci (w grudniu 1946 roku) Józefa Zadzierskiego ps. „Wołyniak”, znanego na całym Zasaniu dowódcy oddziału NZW. Przejął wtedy dowodzenie grupą, z którą przeprowadził w następnych latach wiele akcji przeciwko MO, ORMO i UB oraz komunistycznym aparatczykom. Schronieniem dla żołnierzy „Garbatego” były lasy janowskie i lipskie.

Oddział Adama Kusza. W rzędzie górnym (od lewej): Adam Kusz "Garbaty", Kazimierz Zabiegliński "Kuna", Tadeusz Haliniak "Opium" (z tyłu), Józef Kłyś "Rejonowy" (z tyłu), Władysław Ożga "Bór", Stanisław Bielecki "Orzeł". W środkowym: Stanisław Łukasz "Marciniak", Tadeusz Parylak "Czarny", Michał Krupa "Wierzba". W dolnym: Andrzej Dziura "Stryj", Andrzej Kiszka "Dąb".
19 VIII 1950 r. rejon przebywania oddziału został okrążony przez oddziały KBW. O godzinie 5.00 w stronę partyzanckiego obozu ruszyła grupa szturmowa KBW. Obława trwała cały dzień. W jej trakcie miały miejsce dwa starcia z próbującymi się przebić partyzantami, w wyniku których zostało rannych dwóch żołnierzy KBW, a partyzanci stracili trzech ludzi. Po nastaniu zmroku grupa szturmowa opuściła las i wzmocniła kordon obławy, który w nocy był kilka razy nieskutecznie atakowany przez pozostałych przy życiu partyzantów.
20 sierpnia grupa szturmowa ponownie weszła do lasu i rozpoczęła przeszukiwanie. Tego dnia partyzanci ponownie próbowali wydostać się z okrążenia, lecz po ciężkich walkach, w wyniku których został ranny jeden z oficerów KBW, musieli się wycofać.
Trzeciego dnia akcji o godz. 8.00 KBW rozpoczęło ponowne przeszukiwanie terenu połączone z zacieśnianiem linii okrążenia. W trakcie tych działań żołnierze KBW znaleźli ukrytego po mchem Władysław Ożgę "Bora", którego zabito na miejscu, następnie jeszcze jednego partyzanta, ukrytego za pniem drzewa, który także został zamordowany.
W tym dniu, o godzinie 20.00 zakończono akcję. W jej wyniku zginęło pięciu partyzantów. Byli to: Adam Kusz "Garbaty", Władysław Ożga "Bór", Andrzej Dziura "Stryj", Wiktor Pudełko "Duży" i prawdopodobnie Stanisław Bielecki.

Lato 1949 r. Żołnierze z grupy Adama Kusza "Garbatego". Stoją od lewej: Wiktor Pudełko "Duży", Michał Krupa "Wierzba". Siedzą: Tadeusz Haliniak "Opium", Adam Kusz "Garbaty".
GLORIA VICTIS !!!
Więcej o likwidacji oddziału NZW "Garbatego" czytaj na stronie w kategorii "OSTATNI ŻOŁNIERZE NIEPODLEGŁEJ":
WARTO PRZECZYTAĆ… (18)

Antoni Heda-Szary
Wspomnienia "Szarego"
Oficyna Wydawnicza Rytm, 2009, s. 476, oprawa twarda.
Antoni Heda ps. "Szary" to legenda podziemnego państwa polskiego w Górach Świętokrzyskich. Do dzisiaj śpiewają o nim pieśni. Historia jego życia toczy się we wspomnieniach od września 1939 roku, poprzez brawurowe akcje partyzanckie w latach okupacji do rozbicia więzienia UB w Kielcach w 1945 roku. Zdradzony, zostaje aresztowany i skazany na wielokrotną karę śmierci. Ułaskawiony, wychodzi na wolność w 1956 roku. Pointa losów „Szarego” w PRL, przewodniczącego „Solidarności” kombatantów, to internowanie w Białołęce na początku stanu wojennego w 1981 roku.
„Szary” nie jest postacią z podręczników, w życiu podejmuje trudne decyzje i wybory. Jest partyzantem, który chroni ludność cywilną, wspomaga ją materialnie, idzie na odsiecz, kiedy tego wymaga sytuacja. Komendant „Szary” rozdaje chłopom buty, wymierza chłostę volksdeutschom i gorliwym żandarmom, organizuje przemyślane do szczegółu akcje bojowe na więzienia, banki, ciężkozbrojne oddziały Niemców. W ubeckim więzieniu bije się z oprawcami, stawia się Różańskiemu. „Wspomnienia” dokumentują, jak rozwija się jego charakter i osobowość; od zagubionego żołnierza kampanii wrześniowej, ostrożnego konspiratora, po dzielnego dowódcę, często ryzykanta. W 1945 roku jest już bezwzględnym komendantem niepodległościowego podziemia walczącego z wprowadzanym przez NKWD systemem. Ukrywa się, kocha, ma dzieci. Wewnętrzna siła i wiara pozwalają mu przetrwać ciężkie więzienie.
Siła i dramatyzm losów „Szarego” tworzą historię prawdziwą. Ta historia przez lata była oficjalnie zakazana, ale przecież opowiadana, przekazywana z ust do ust jak w dawnych czasach. Siła tych wspomnień polega na tym, że „Szary” nie daje się oszukać systemowi komunistycznej władzy. Wygrywa – jest postacią zwycięską w wymiarze osobistym i historycznym.
SPIS TREŚCI
Został w pamięci nieujarzmionym.
Słowo od córki "Szarego" (Teresa Heda-Snopkiewicz) 5
Część pierwsza 13
Mój rodowód – dzieciństwo i młode lata 15
Praca zawodowa i podchorążówka 19
Rok 1939 24
Bój pod Iłżą 28
Powrót z wojny 34
Twierdza w Brześciu 39
Na Sybir? 44
Stalag 107 47
Dalsza działalność w poobwodzie "Dolina" (Iłża) 52
Kontakt z "Ponurym" 57
Wypiek chleba 60
Lasy starachowickie ("Ponury") 64
Areszt w Starachowicach 68
Nowy plan 74
Akvcja na więzienie w Starachowicach 86
Oddział partyzancki 90
Pakosław 98
Gozdawa 111
Szkolenie oddziału 113
Kasa po raz pierwszy 117
Dalsze szkolenie 120
Kasa po raz drugi 122
"Aresztowanie" rodziców 133
Koncentracja 11 listopada 137
Dramat "Czerkiesa" 141
"Krzyk" ranny 154
Opanowanie Starachowic 158
Opanowanie Sienna 159
Rozbrijenie Forschutzu 160
Nieudany zamach 161
Akcja aprowizacyjna 166
Areszt w Końskich 169
Doktor Muszeg 177
Akcja Końskie-Stąporków 181
Wtyka 184
Zdobywanie amunicji 186
Zdobywanie amunicji – ciąg dalszy 195
Ćwiczenia 200
Krematorium 202
Część druga 205
Akcja "Burza" 207
Radoszyce 212
Trawniki 222
Przy ognisku 223
Rykoszyn 236
Szewce 238
Dekoncentracja 2 DP Legionów 242
Powrót naszego batalionu w lasy koneckie 244
Bój w lasach przysuskich 245
Lasy chlewiskie i niekłańskie 247
Oczekiwanie 251
Część trzecia 255
Rok 1945. Jednego mniej 257
Zdobywanie pieniędzy 267
Rozbicie więzienia w Kielcach 274
W więzieniu i w mieście 277
Zadanie – Mokotów 287
Emilianów 298
Tułaczka 303
W szponach UB 308
Śledztwo 312
W Kielcach 316
Koniec śledztwa. Proces 321
W krainie snów i w krainie dzieciństwa 330
Dalszy ciąg procesu 334
Po wyroku. Cela śmierci 344
Rawicz i Wronki 349
Rok 1956 358
Ostatnie dni – więzienny epilog 363
Początki trudnej wolności 366
Urządzanie się 369
Pielgrzymka do Częstochowy. Rok 1963 375
Sierpień 1980 – "Solidarność" 377
Refleksje powięzienne 385
Część czwarta 391
Ostatnia droga "Szarego" 393
Wytrwały i odważny w cierpieniu. Homilia wygłoszona podczas Mszy św.
pogrzebowej gen. bryg. w st. spoczynku Antoniego Hedy-Szarego
Katedra Polowa Wojska Polskiego, 21 lutego 2008 395
Aneksy 401
Spis nazwisk i pseudonimów Partyzanckiego Oddziału "Szarego"
(późniejszego II bat. 3 pp Leg. AK) 423
Dowódcy placówek współpracujących z oddziałem "Szarego" 434
Lista żołnierzy-partyzantów, którzy wzięli udział w rozbiciu więzienia
kieleckiego w 1945 r. (tylko w tej akcji) 434
Dokumenty z archiwum MSW 435
Indeks nazwisk i pseudonimów 463
Książka do nabycia w Oficynie Wydawniczej Rytm lub innych księgarniach internetowych.
1 SIERPNIA 1944 – PAMIĘTAJMY !!!

Ks. Jerzy Szymik
Grecy
Czekają na Persów.
W wąwozie, w milczeniu,
w zapachu tymianku.
Skupieni na lęku
pocą się krwią
pięć wieków przed Chrystusem,
któremu są bliscy.
Ściskają mokre noże.
Księżyc w grotach włóczni
odbija z czułością odbite światło słońca.
Kiedy ono wzejdzie,
będzie już można śpiewać o nich pieśni.
Wszak Persów są krocie i jest z nimi Azja.
Wiedzą niewiele:
że umrą szybko i mało boleśnie,
że już nigdy życie nie wyjdzie z ich lędźwi.
Nie wiedzą,
że ocalą tęsknotę za harmonią i świat.
Dla nas


62 rocznica śmierci por. "Ordona"


Por. cz.w. Józef Strug ps. "Ordon" (1919-1947).
30 lipca 1947 r., osaczony przez obławę UB-KBW na kol. Sęków zginął w walce por. cz.w. Józef Strug ps. "Ordon", jeden z dowódców oddziałów partyzanckich podległych Komendzie Obwodu WiN Włodawa. Jego kilkunastoosobowa grupa ściśle współdziałała z oddziałami kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" oraz Leona "Jastrzębia" i Edwarda "Żelaznego" Taraszkiewiczów, będąc współuczestnikiem najbardziej spektakularnych działań tych dowódców.
GLORIA VICTIS !!!
W ubiegłym roku, z racji 61 rocznicy śmierci "Ordona", publikowałem artykuł biograficzny, autorstwa Tomasza Guziaka, poświęcony temu dowódcy, pt. Por. cz.w. Józef Strug ps. „Ordon” (1919 – 1947).
Dzisiaj zapraszam do lektury tekstu, który jest swego rodzaju suplementem do ubiegłorocznego i obszernie przedstawia okoliczności śmierci ppor. "Ordona". Jest on owocem kwerendy prowadzonej przez autora w zasobach archiwalnych lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej oraz Archiwum Państwowego w Lublinie.
Śmierć por. Józefa Struga – część 1
Po akcji likwidacyjnej połączonych oddziałów partyzanckich Stanisława Kuchcewicza „Wiktora”, Józefa Struga „Ordona” i Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, wykonanej na ludziach podejrzanych o współpracę z komunistami w nocy z 2/3 lipca 1947 roku w Puchaczowie, stało się jasne, że priorytetem władz, a w szczególności urzędów bezpieczeństwa, stanie się znalezienie sprawców.

Por. cz.w. Józef Strug ps. „Ordon” (1919-1947).
Z polecenia ministra Stanisława Radkiewicza przeciwko patrolom „Uskoka” rzucono siły, liczącej 486 ludzi, Grupy Operacyjnej „Puchaczów”, która powstała z połączenia grup operujących w pow. Lubartów i Włodawa, wydzielonych z 10. Samodzielnego Batalionu Operacyjnego WBW – Lublin. Działalność jednostek KBW nadzorował mjr Włodzimierz Kożan, natomiast funkcjonariuszy UBP – szef WUBP w Lublinie mjr Jan Tataj. Grupa Operacyjna powstała już w dn. 3 lipca 1947 r., a więc de facto uprzedzono formalny rozkaz Radkiewicza o jej powołaniu (z 6 VII 1947), a pierwsze akcje przeprowadziła w dniu następnym. Za większość akcji odpowiadał kpt. Józef Lipiński – d-ca 10 SBO (w czerwcu 1956 r. poznańska jednostka KBW dowodzona przez Lipińskiego pacyfikowała to miasto). Grupa stacjonowała w Puchaczowie, gdzie również znajdował się areszt. Według Karty przeprowadzonych operacji Grupy Operacyjnej „Puchaczów” w okresie od dnia 4 VII do 19 VIII 1947 r. przeprowadzono 53 operacje, w trakcie których zatrzymano 302 osoby, zabito zaś 7.
Brzemienne w skutkach mogło być doniesienie agenta o pseudonimie „Lis”, który 27 lipca 1947 r. przekazał informacje, że oddział Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” i Józefa Struga „Ordona” przebywa w zagajniku we wsi Lipniak gm. Wola Wereszczyńska. Operacja przeprowadzona przez GO w rejonie Woli Wereszczyńskiej i wsi Lipniak nie przyniosła jednak oczekiwanych rezultatów, gdyż jedna z grup przepuściła 4 partyzantów, którzy wyszli cało poza pierścień obławy.
Tragicznym dniem okazał się 29 lipca 1947 r. Niezwykle cenną informację przekazał informator „Sołtys”, który doniósł, że żołnierz oddziału „Ordona” – Ludwik Szmydke „Czarny Jurek” jest narzeczonym Wandy Łukaszewicz, córki nauczycielki ze wsi Pieszowola, którą często odwiedza. Wykorzystując ten fakt postanowiono ująć „Jurka”, zakładając „kocioł” w dniu 29 lipca 1947 roku. Operacja skończyła się pełnym sukcesem. Aresztowanego „Czarnego Jurka” przewieziono do Puchaczowa, gdzie został poddany błyskawicznemu i niezwykle brutalnemu śledztwu. Funkcjonariuszom UB zależało przede wszystkim na wydobyciu bardzo cennej informacji – gdzie przebywają poszukiwani dowódcy „band” – „Wiktor”, „Żelazny” i „Ordon”.

Stoją od prawej: Józef Strug „Ordon”, Ludwik Szmydke „Czarny Jurek”, Jan Belcarz „Dżym”. Kwiecień/maj 1947 r.
Już po pierwszych godzinach przesłuchania, z pomocą wyrafinowanych tortur, udało się ubekom zdobyć niezwykle cenne informacje. W pierwszej kolejności celem przesłuchania było ustalenie składu grupy odpowiedzialnej za likwidację w Puchaczowie. W ciągu następnej fali brutalnego śledztwa „Czarny Jurek” wskazał Witolda Matuszaka jako członka oddziału „Ordona”, który także brał udział w pacyfikacji Puchaczowa. Podał też miejsce ukrycia rzeczy zarekwirowanych w Puchaczowie.
Najcenniejszą jednak informacją wydobytą od przesłuchiwanego Ludwika Szmydke „Czarnego Jurka” było wskazanie miejsca, w którym ukrywał się Józef Strug „Ordon” – tj. zagajnik w pobliżu wsi Sęków. Informacja była o tyle aktualna, gdyż miejsce to „Czarny Jurek” opuścił rankiem poprzedniego dnia, wysłany z misją sprawdzenia co się dzieje z żoną „Ordona” – Salwiną. „Czarny Jurek” wykorzystując okazję chciał odwiedzić swoją narzeczoną. Wtedy właśnie wpadł w założony u niej kilka godzin wcześniej kocioł.
Zajście to zostało opisane w zbiorze wspomnień pracowników resortu bezpieczeństwa pt. „XX lat w służbie narodu”. Funkcjonariusz UB podpisany inicjałami M.S. w sposób mocno fantastyczny i przygodowy przedstawił swoją wersję zdarzeń:
„[…] Pojechaliśmy do końca wsi. Przy studni ciągnęła wodę jakaś dziewczyna. Gdy zobaczyła nas wysiadających z samochodu, odstawiła wiadro i przyglądała się z wyraźnym zainteresowaniem.
Podeszliśmy do niej.
– Dzień dobry panience – rzekłem. […] – A może pani czeka na jakiegoś kawalera z miasta? – zagadnął Kurdesz.
– Z miasta? – ożywiła się. – Pewnie, miastowy lepszy… Było tu nawet trzech takich, przedwczoraj chyba, w mundurach. Wojskowe, tak jak i wy. I jeden chciał się ze mną żenić – zaśmiała się. – Ale dobrze, że się nie zgodziłam…
– A co nie podobał się pani? – spytałem.
– E, nie. Podobać to się podobał. Blondyn, taki nieduży, nogi ma trochę „szybiste”, ale chłop byle od diabła ładniejszy, to już ładny.
– Więc dlaczego się pani nie zgodziła?
– Właściwie to się zgodziłam, tylko ten drugi wojskowy zaraz powiedział, że teraz gorąco, to i tak się nie ożeni, a ten trzeci powiedział, że ma narzeczoną, córkę nauczycielki, a innym dziewczynom głowę zawraca. Więc się nie zgodziłam… […].
– A gdzie mieszka ta nauczycielka z córką? – zapytałem.
– A bo ja wiem? Nie mówili. Tylko z rozmowy wywnioskowałam, że to wdowa, czy też chłop ją rzucił… Pewnie nic dobrego i jedna i druga.
– A jak się nazywa ten kawaler, nie wie pani?
– Mówili do niego i po nazwisku i po imieniu, ale nie zapamiętałam. Na imię miał Jurek, a nazwisko jakieś takie niemieckie.[…]
Postanowiliśmy jechać do Parczewa. W pobliżu Kołacza [Kołacze], w miejscowości Lijno [Lejno] zauważyłem niedaleko drogi murowany budynek. Pewnie szkoła. Zatrzymujemy się. Podchodzimy. Dwie kobiety pielą buraki. Jedna starsza, druga młoda.[…]
– Chciałem mówić z kierownikiem szkoły.
– To właśnie ja – powiedziała starsza. – Słucham?
Powiedziałem, że poszukujemy pokoju na jakiś czas na kwaterę i ten pretekst pozwolił nam na nawiązanie rozmowy. Po niedługim czasie już wiedziałem to, że nie mieszka ona z mężem.[…]
Dziękujemy, wychodzimy. Wracamy do Urszulina. Po drodze zastanawiamy się, w jaki sposób dobrać się do owego narzeczonego. Niejasne przeczucie oparte na kilku niekompletnych skojarzeniach podpowiada mi, że jesteśmy na właściwym tropie.[…] Kończyłem pić drugie jajko, gdy od strony Włodawy usłyszałem warkot samochodu. Wyszedłem na drogę. Zatrzymałem wóz. Był to samochód spółdzielni komunikacyjnej z Lublina. Gdy otworzyłem drzwi, pierwszym człowiekiem, który zwrócił moją uwagę był niski blondyn, o krzywych
trochę (tak: szybistych!) nogach… Rysopis niby się zgadzał, a;e przecież nie jeden blondyn w powiecie.
– Pańska godność? – spytałem na wszelki wypadek.
– Szmitke.[Szmydke]
– Szmitke? – powtórzyłem zaskoczony, bo i nazwisko było zgodne z opisem podanym przez dziewczynę, rzeczywiście jakby niemieckie. – Miejsce zamieszkania? – indagowałem dalej.
– Lijno [Lejno] – odpowiadał nadal bardzo spokojnie.
To mnie jeszcze bardziej utwierdziło w przekonaniu, że to ten… Zrewidowałem go i mimo, że nic nie znalazłem, poleciłem mu wysiąść z samochodu. Był zdziwiony, ale nie zaniepokojony.
Odprowadziłem go do żołnierzy, którym nakazałem postawić bagnety i pilnować zatrzymanego.
– Jeśli ucieknie, to marny wasz los – zagroziłem im na wszelki wypadek.
Sprawdziliśmy z Kurdeszem dokumenty pozostałych pasażerów i zwolniliśmy samochód.
Szmitke zaczął się denerwować. Wprost nachalnie przedstawiał nam swoich znajomych z Urszulina, sekretarz gminy i wójta, którzy na pewno poświadczą o jego uczciwości. Oczywiście i wójt i sekretarz ręczyli za niego, twierdzili, że to człowiek wyjątkowej wprost uczciwości. Aż mi się podejrzane wydały te hymny pochwalne. Gdy go wsadzaliśmy do samochodu, sekretarz i wójt wprost wyrywali nam go z rąk.
– Taki uczciwy człowiek – biadali – najlepszy z klasyfikatorów w skupie zwierząt, a panowie na nic nie patrzą?
Zabrakło nam cierpliwości i razem ze Szmitke zabraliśmy ze sobą także dwóch jego, aż nazbyt gorliwych obrońców. Po przybyciu do Puchaczowa natychmiast wziąłem się do przesłuchania zatrzymanego. W międzyczasie nasi pracownicy zebrali kilkunastu mieszkańców Puchaczowa, którzy widzieli morderców i którzy mogliby ewentualnie rozpoznać Szmitkego.
Początkowo przesłuchanie nie dało mi żadnego punktu zaczepienia. Szmitke składał wyjaśnienia spokojnie, brzmiały one prawdopodobnie, wiązały się w logiczną całość. Od miesiąca – zeznał – pracuje jako klasyfikator we Włodawie. Jechał właśnie na spęd do Łęcznej. Bardzo mu zależało żeby tam zdążyć i zależy mu w dalszym ciągu, więc prosi, byśmy go jak najprędzej zwolnili.
– Jeśli panom, coś ode mnie potrzeba – mówił – to się zgłoszę po spędzie, a teraz muszę już tam jechać…
Uspokoiłem go zapewnieniem, że nie zatrzymamy go ani chwili dłużej niż to będzie potrzebne, a równocześnie dałem koledze krótką notatkę, by sprawdził okoliczności podane przez zatrzymanego – szczególnie wszystko, co dotyczy spędu w Łęcznej i konieczności uczestnictwa tam klasyfikatora z Włodawy. Następnie zacząłem wypytywać Szmitkego o pracowników obrotu zwierząt rzeźnych i o inne uboczne, a nie związane z jego osobą sprawy.
W trakcie przesłuchania polecono sprowadzonym już mieszkańcom Puchaczowa obserwować zza kotary zatrzymanego. Niestety, mimo że niektórzy z nich znali go jako klasyfikatora, żaden nie rozpoznał w nim członka bandy, która dokonała mordu.
Powiadomiono mnie o tym i po raz pierwszy od momentu zatrzymania Szmitkego, zacząłem wątpić w celowość tego posunięcia. Kontynuowałem jednak przesłuchanie.
– Ile zarabiacie? – spytałem nagle.
– Około sześciu tysięcy miesięcznie – padła odpowiedź.
Po raz któryś w ciągu tego czasu ogarnąłem wzrokiem jego postać. Ubrany był przeciętnie, dość skromnie. Na ręku miał zegarek – i tu aż skarciłem swe myśli, że wcześniej na to nie wpadłem – taki sam jakie niedawno zostały zrabowane w jednej ze spółdzielni.
Trzeba było kuć żelazo póki gorące. W ciągu pół godziny obliczyłem razem ze Szmitke jego ostatnie zarobki i wydatki – dokładnie, ze szczegółami, niemal co do grosza. Gdy to zakończyliśmy, znów przeszedłem na sprawy uboczne, a potem znienacka zapytałem go o godzinę. Odpowiedział.
– O, macie ładny zegarek! Nowy?
Skinął potakująco głową.
– Gdzie go kupiliście?
– W spółdzielni w Uszczelinie [Urszulinie] – odpowiedział bez namysłu. – Dałem osiemset złotych. Jeśli pan chce, mogę dla pana kupić taki sam. Mam tam znajomego.
Ja też miałem znajomego w spółdzielni w Uszczelinie, zaglądałem przecież do niej często, gdy wraz z grupą operacyjną czekałem w Cycowie na „Żelaznego”. Dlatego też wiedziałem na pewno, że w spółdzielni tej nigdy nie sprzedawano żadnych zegarków.
Był to pierwszy punkt zaczepienia. Na drugi nie musiałem już długo czekać. Kolega, który wszedł właśnie do pokoju, położył przede mną notatkę: „Spęd w Łęcznej odbywa się tylko w poniedziałki, najbliższy za cztery dni. Administracyjnie Łęczna nie należy do powiatu włodawskiego, lecz do lubelskiego.”
Teraz wszystko było proste. Odczytałem Szmitkemu odpowiedni fragment jego wyjaśnień, a następnie tę notatkę. Był zaskoczony, lecz widać było, że jeszcze usiłuje wymyślić jakąś wykrętną odpowiedź. Wtedy wytknąłem mu kłamstwo z zegarkiem. To dobiło go do reszty. Przestał panować nad sobą. Rozpłakał się.
– Dajcie mi spokój – wykrztusił zmienionym głosem. – Czego ode mnie chcecie? Nie mam nic wspólnego z napadem w Puchaczowie, nigdy tam nie byłem.
– Przecież nie pytałem was o Puchaczewo – powiedziałem spokojnie. – Jeszcze nie pytałem – dodałem po chwili – lecz i o tym porozmawiamy. A teraz powiedzcie…
Dalsze przesłuchanie poszło już w miarę gładko. Szmitke potwierdził, że to on właśnie był w Czarnym Lesie razem z „Żelaznym” i drugim bandytą i rozmawiał z dziewczyną. Przyznał też, że jego zegarek pochodzi z rabunku, i że dostał go za udział w napadzie na spółdzielnię, choć sam w sklepie nie był, bo stał z erkaemem na obstawie. Wypierał się tylko udziału w napadzie na Puchaczewo, ale udzielił informacji o niektórych jego – znanych mu jakoby z rozmów z członkami bandy – okolicznościach. Między innymi wyjaśnił, którędy uciekła jedna z grup bandyckich po napadzie i podał nazwiska kilku jej członków.[…]
Szmitke został ujęty przez nas w momencie, kiedy jechał na kolejne spotkanie z „Ordonem”.
W śledztwie Szmitke zeznał wszystko. Zdradził nawet kryjówkę „Ordona”.
Natychmiast skontaktowałem się telefonicznie z WUBP i w dniu 30.VII.1947 r. przy współudziale jednostki KBW z Lublina zorganizowano obławę na „Ordona” i zlikwidowano go w potyczce.”
Śmierć por. Józefa Struga – część 2

Zygmunt Pękała „Śmiały”
Tutaj należałoby prześledzić ostatnie godziny życia Józefa Struga „Ordona”. Przesłuchiwany przez Jana Karpińskiego, naczelnika Wydziału Śledczego WUBP w Lublinie, Ludwik Szmydke zeznał:
„Po spotkaniu z Flisiakiem, któremu oświadczyłem, że przychodzę do „Ordona”, a skierował mnie Wakuła, Flisiak wtedy wskazał mi miejsce pobytu „Ordona”, które miejsce znajdowało się w krzakach i udając się do tych krzaków podając sygnał gwizdkiem, na który to odgłos pokazał się w krzakach „Tadek”. Ja doszedłem do niego i okazało się, że są tam „Ordon”, „Tadek”, „Paweł”, „Gienek” i jeden jest z nimi także Zygmunt Pękała z Kulczyna, który ukrywa się za popełnione rabunki. Przywitałem się z nimi, oddałem „Ordonowi” 4.850 zł, które dał wójt oraz powiedziałem, że u Kameli jest dla nich litr wódki i zakąska. „Ordon” zwrócił się do mnie z prośbą, ażeby przeprowadzić wywiad co się dzieje z jego żoną i wiadomość dostarczyć w to samo miejsce w jak najprędszym czasie. Wraz z „Ordonem” i jego ludźmi udałem się potem do pobliskiego domu Wesołowskiego Stanisława w kol. Sęków, gdzie zjedliśmy kolację, którą naszykowała Wesołowska, a po kolacji „Ordon” poszedł z dwoma członkami z powrotem do krzaków, a ja wyszłem z Tadkiem, gdzie mieliśmy iść po wódkę do Kameli. Po drodze rozmyśleliśmy się i poszliśmy nocować do Flisiaka. Na drugi dzień udałem się z Tadkiem pod Wereszczyn. W jednej z kolonii pod Wereszczynem „Tadek” pozostał a wysłał ze mną po wódkę do Kameli jakiegoś nieznajomego chłopca, który miał jednocześnie odszukać Pękałę, którego wysłał Tadek po żywność. Ja nie mogłem się doczekać u Kameli na owego chłopca i oświadczyłem Kamelowej, że jak przyjdzie chłopiec i będzie chciał wódkę, żeby mu wydać. A ja zabrałem marynarkę swoją i udałem się do domu.”
Wydarzenia przedstawione przez „Czarnego Jurka” mogły mieć miejsce 28 i 29 lipca 1947 r. Nieco inaczej opisuje dzisiaj te wydarzenia Zygmunt Pękała „Śmiały”. W zasadzie potwierdza on powyższe, jednak kategorycznie zaprzecza jakoby „Czarny Jurek” widział go wtedy w lesie. „Śmiały” stwierdza, że do lasu przybył około południa 28 lipca, wtedy gdy „Jurka” już nie było, a o wizycie ww. dowiedział się od „Ordona”. Potwierdzają to także zeznania aresztowanego „Śmiałego”. Wieczorem 29 lipca 1947 r. „Ordon”, „Dąb” i „Śmiały” udali się do p. Wawrzyckich zam. w Wereszczynie, skąd po kolacji odeszli do lasu w kierunku Sękowa. „Ordon” mimo dziwnego przeczucia swoich żołnierzy uparł się by zostać w tym miejscu, gdyż w ciągu kilku dni mieli zjawić się tutaj jego żołnierze – Stanisław Marciniak „Niewinny” oraz Eugeniusz Arasimowicz „Gienek”, „Mongoł”. Zaproponowane pozostawienie kontaktu u Lucjana Flisiuka zostało przez „Ordona” odrzucone. W związku z tym żołnierze postanowili spędzić noc w okolicy Sękowa.
Inaczej przedstawia to zdarzenie Salwina Strug – żona „Ordona”, która uważa, że grupa ta, składająca się nie z trzech a z czterech partyzantów (czwarty jest nieznany), odeszła dopiero nad ranem, po śniadaniu spożytym u Flisiuków, gdzie nastąpił alarm. Relację tę należy jednak wykluczyć, gdyż Salwina Strug przebywała wówczas w areszcie w Puchaczowie więc nie mogła wiedzieć dokładnie o składzie oddziału i godzinie jego odejścia.
Grupa Operacyjna KBW, która miała za zadanie okrążyć szczelnym pierścieniem niespodziewających się niczego partyzantów składała się z 385 żołnierzy KBW oraz 30 pracowników UB oraz MO. Została ona podzielona przez dowódcę mjr. Antoniego Kondraciuka na 4 podgrupy.
Pierwsza podgrupa w sile 113 ludzi pod dowództwem ppor. Kalinowskiego odpowiedzialna była za zabezpieczenie terenu od południa i wschodu.
Druga podgrupa w sile 120 ludzi pod dowództwem por. Jana Lewandowskiego miała za zadanie zabezpieczyć teren od strony zachodniej.
Obie te podgrupy miały za zadanie szczelnym pierścieniem zabezpieczyć teren przed ewentualnym przedarciem się partyzantów oraz nie przepuszczać nikogo w teren przeprowadzanej akcji.
Trzecia podgrupa w sile 130 ludzi pod dowództwem kpt. Józefa Lipińskiego, jako grupa uderzeniowa miała za zadanie ruszyć ze styków obstaw dwóch pierwszych podgrup z kierunku północnego w kierunku południowym. Głównym celem jej działania było dokładne przeczesanie wyznaczonego terenu z szczególnym naciskiem na naturalne kryjówki w postaci kęp, krzaków, zabudowań, rowów itp. Partyzantów chciano złapać żywcem i tylko w razie oporu miano ich zlikwidować.
Czwarta grupa będąca odwodem pozostawała w rejonie kol. Józefin pod bezpośrednim dowództwem majora Kondraciuka.
Przepłoszeni przez nadchodzącą tyralierę wojsk podgrupy trzeciej pod dowództwem kpt. Lipińskiego partyzanci próbowali wydostać się poza pierścień okrążenia uciekając w kierunku południowym. Nie widząc szans na przebicie ukryli się w krzakach skąd ostrzelali z odległości około 4 kroków nadchodzących żołnierzy KBW. W czasie wymiany ognia ranni zostali szer. Jan Kuzlak oraz kpr. Ryszard Teper, który zmarł potem w szpitalu. W tym też czasie szer. Józef Gastoł oraz kpr. Józef Korajczyk oddali serię strzałów w kierunku Józefa Struga „Ordona” zabijając go na miejscu. Pozostali partyzanci rzucili się do ucieczki, w czasie której jeden z nich został postrzelony.

Prawdopodobne rozmieszczenie obławy: I podgrupa – kolor zielony; II podgrupa – kolor niebieski; III podgrupa – kolor czerwony. Czarnym kolorem zaznaczone miejsce noclegu partyzantów oraz trasę ucieczki do miejsca śmierci „Ordona”. [Aby powiększyć mapę kliknij w miniaturkę].
Inną wersję zdarzeń podaje uczestnik tej akcji Zygmunt Pękała „Śmiały”, według którego wydarzenia z tamtego feralnego dnia przebiegały następująco:
Józef Strug „Ordon” i jego dwaj żołnierze spędzili noc w na skraju lasu w wyschniętym rowie w okolicach wsi Sęków niedaleko wsi Karczunek. Wczesnym rankiem 30 lipca 1947 r. partyzanci zauważyli idącą w odległości ok. 70 metrów tyralierę wojsk KBW. Niezauważeni wycofali się do lasu, gdzie dowódca „Ordon” postanowił obejść grupę wojska od tyłu i bezpiecznie się wycofać poza teren działania grupy operacyjnej wojsk KBW. Po wybiegnięciu na polanę zostali ostrzelani przez leżącą na pozycjach inną podgrupę wojsk operacyjnych, wtedy też ranny został „Dąb”. Wycofali się więc w kierunku drogi Wereszczyn
– Sawin. Tam też po raz kolejny zostali ostrzelani. Wtedy ranny został „Śmiały”. Grupa partyzantów rozdzieliła się na polecenie „Ordona”. „Dąb” i „Śmiały” postanowili się wycofać wzdłuż drogi, natomiast „Ordon” chciał przebiec przez drogę, która wówczas była szeroka i przez to niebezpieczna gdyż umożliwiała celny ostrzał przez przeciwnika. Podczas wymiany strzałów ranny w nogę został żołnierz KBW – szer. Jan Kuzlak. Po przebiegnięciu drogi „Ordon” postrzelił z bliskiej odległości kpr. Tepera Ryszarda. Po chwili został śmiertelnie postrzelony przez interweniujących żołnierzy KBW.

Miejsce śmierci por. „Ordona” – widok współczesny – w tle droga, przez którą próbował przebić się „Ordon”.
Tymczasem ranni „Dąb” i „Śmiały” bezpiecznie wycofali się z miejsca akcji i ukryli w zaroślach. Niezauważeni przez patrolujących żołnierzy KBW przesiedzieli tam do nocy, po czym pomału wycofali się z miejsca akcji. W niedługim czasie Tadeusz Paluch „Dąb” i Zygmunt Pękała „Śmiały” rozdzielili się. „Dąb” wyjechał na stałe do Nowego Dworu Gdańskiego, gdzie mieszkał aż do śmierci (zmarł w 1995 roku). Nigdy więcej nie spotkał się z Zygmuntem Pękałą. Autorowi nie udało się odnaleźć żadnych materiałów śledczych przeciw „Dębowi”. Być może dotarcie do rodziny pozwoli przybliżyć jego dalsze losy.
Ranny „Śmiały” wycofał się w kierunku Kulczyna, gdzie ukrywał się do 10 sierpnia. Tego dnia UB przeszukało stodołę sąsiada p. Pękałów, gdzie ukrywał się ranny Zygmunt. Aresztowany, został wkrótce skazany na 7 lat więzienia. Do dziś mieszka w Lubinie.

Miejsce śmierci por. Józefa Struga „Ordona”.
Zwłoki Józefa Struga „Ordona” zostały przewiezione do Puchaczowa w celu przeprowadzenia identyfikacji. Tam też jego żona Salwina potwierdziła personalia zabitego męża. Po stwierdzeniu tożsamości zwłoki zostały wywiezione w nieznanym kierunku. Do dziś nie wiadomo, gdzie spoczywają jego szczątki. Znając metodę działań UB, które przewoziło ciała zabitych partyzantów do więzień w celu rozpoznania, a następnie chowano ich w okolicach, pozwala wysunąć wniosek, że komunistyczni oprawcy pogrzebali zwłoki „Ordona” gdzieś w okolicach Puchaczowa. Być może nawet w okolicach byłego aresztu. To jednak wymaga dalszych badań – zarówno archiwalnych jak i archeologicznych.
Ludwik Szmydke „Czarny Jurek” oraz Witold Matuszak zostali skazani na karę śmierci podczas głośnej rozprawy przeprowadzonej w dniach 19-20 sierpnia 1947 r. Wyrok został wykonany 2 września tego roku na Zamku w Lublinie. Do dziś nieznane jest miejsce ich pochówku. Na karę śmierci skazano również Lucjana Flisiuka, jednak została ona zamieniona na 15 lat więzienia.
W oparciu o fakt, że Ludwik Szmydke bywał w Urszulinie, aresztowano również cały Zarząd Urzędu Gminy Urszulin i w tym samym procesie skazano: wójta gminy Włodzimierza Omylińskiego (15 lat więzienia), Stanisława Wakułę (10 lat więzienia), Witolda Podleśnego (12 lat więzienia), Henryka Baba (10 lat więzienia), Henryka Wesołowskiego (5 lat więzienia).
Pozbawieni dowódcy żołnierze Józefa Struga „Ordona” próbowali bezskutecznie nawiązać kontakt z ppor. Edwardem Taraszkiewiczem „Żelaznym”, który także próbował ich znaleźć i przyjąć do swego oddziału. Grupa ta wtedy składała się już najprawdopodobniej z ok. 5 żołnierzy. Byli to: Stanisław Falkiewicz „Ryś”, Ignacy Falkiewicz „Mewa”, Eugeniusz Arasimowicz „Mongoł”, Stanisław Marciniak „Niewinny” i Józef Domański „Paweł”. Niebawem w czasie potyczki zabity został „Mongoł”, następnie został zamordowany przez agenta UB „Ryś”. Jesienią 1947 r. „Mewa” postanowił opuścić oddział i wyjechał na Ziemie Odzyskane. Ukrywał się tam do 1954 roku, kiedy się ujawnił w koszalińskiej prokuraturze. Wiosną 1948 r. na zachód wyjechał także „Niewinny”. Trafił do Płocka, gdzie pracował jako strażnik w stoczni rzecznej. Zagrożony aresztowaniem powrócił we wrześniu 1951 roku do powiatu włodawskiego, gdzie nawiązał kontakt z oddziałem „Żelaznego”. Józefowi Domańskiemu, który jako jedyny pozostał w tym terenie udało się w końcu nawiązać kontakt z „Żelaznym”, który przyjął go pod swoją komendę mianując jednocześnie sekretarzem oddziału.
6 października 1951 r. ppor. Edward Taraszkiewicz „Żelazny” zginął w czasie wielkiej obławy we wsi Zbereże, a Stanisław Marciniak „Niewinny” wraz z Józefem Domańskim „Łukaszem” zostali aresztowani. Wyrokiem sądu z dnia 14 sierpnia 1952 roku zostali skazani na karę śmierci. Wyrok wykonano 29 stycznia 1953 r. na Zamku w Lublinie.
Śmierć „Ordona” odbiła się szerokim echem w całej ówczesnej Polsce. Wszystkie ważniejsze gazety w kraju pisały o tym „sukcesie” władz. Propaganda nie szczędziła najgorszych słów skierowanych pod adresem „Ordona”, na którym skupiła się cała wściekłość władz komunistycznych za dotkliwe straty, których był współsprawcą.
Postać „Ordona” w terenie, na którym działał do dziś budzi kontrowersje. Kłamliwa propaganda PRL-u odniosła na tym polu ogromny sukces. Wyklęła i na zawsze zrobiła bandytę z por. Józefa Struga „Ordona” – jednego z wielu dowódców podziemnej armii, który zginął w walce prowadzonej z komunistycznymi zdrajcami o wolną i niepodległą Polskę.
Opracowano na podstawie:
Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie.
Archiwum Państwowe w Lublinie.
Kopiński Jarosław, Rozpracowanie struktur konspiracyjnych AK-WiN na przykładzie działań operacyjnych WUBP w Lublinie w latach 1944-1956, [w:] Wobec
komunizmu. Materiały z sesji naukowej pt. Lubelskie i południowe
Podlasie wobec komunizmu, 1918-1989, Radzyń Podlaski 2 IX 2005, Radzyń Podlaski 2006.
Pająk Henryk, „Uskok” kontra UB, Lublin 1992.
Pająk Henryk, „Jastrząb” kontra UB, Lublin 1993.
Pająk Henryk, „Żelazny” kontra UB, Lublin 1993.
Pająk Henryk, Oni się nigdy nie poddali, Lublin 1997.
Relacja Zygmunta Pękały „Śmiałego” z 16 października 2008 r.
Sikorski A., Doroszuk T., Z archiwum IPN – „Ordon”, film dokumentalny zrealizowany dla TVP Polonia, TVP Lublin 2009.
Taraszkiewicz Edmund Edward, Trzy pamiętniki, wstęp, red. nauk., oprac. A.T. Filipek, B. Janocińska, Warszawa – Lublin 2008.
Wnuk Rafał, Lubelski Okręg AK DSZ i WiN 1944-1947, Warszawa 2000.
XX lat w służbie narodu. Wspomnienia pracowników UB i SB, red. Cz. Białowąs, R. Waleczny, Departament Kadr i Szkolenia MSW (do użytku wewnętrznego), Warszawa 1964.
[email protected]
IPN odnalazł miejsce pochówku gen. ”Nila”

Gen. August Emil Fieldorf ps. "Nil"
Reporterzy "Polski" jako pierwsi byli w miejscu, gdzie już jesienią rozpocznie się ekshumacja. Jej celem jest odnalezienie kości generała i jego towarzyszy.
Miejsce to znajduje się na obrzeżach Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie. Dziś są tam groby komunistycznych pułkowników Ludowego Wojska Polskiego. Poszukiwania mogiły "Nila" trwają już ponad 50 lat. Ale dokumenty, jakie odnalazł Jacek Pawłowicz, historyk z IPN, wskazują bez wątpliwości, że tym miejscem są właśnie Powązki. Jednym z nich jest raport, do którego dotarła "Polska".
Napisał go, z datą 12 kwietnia 1956 roku, Władysław Turczyński, grabarz zatrudniony w więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Wskazał w nim teren, gdzie do dołów wrzucano zwłoki pomordowanych. – Razem z generałem "Nilem" składano tam również ciała 240 innych bohaterów niepodległościowego podziemia, którzy zostali zamordowani przez bezpiekę w więzieniu na Rakowieckiej – wyjaśnia Jacek Pawłowicz i zabiera nas do Kwatery Ł na Łączkę Cmentarza Powązkowskiego.
Wówczas to miejsce wyglądało całkiem inaczej: znajdowało się za granicami ówczesnego cmentarza wojskowego, za krzakami, w zapadlisku. Tu nocami odbywały się tajne pochówki. W latach 50. urządzono tu śmietnik. Zwożono śmieci i gruz z całej Warszawy. W 1965 roku teren ten wyrównano i oddano do użytku jako część cmentarza komunalnego dla mieszkańców Warszawy. W końcu lat 60. cmentarz komunalny połączono z wojskowym i na tajnych grobach bohaterów zaczęto urządzać pochówki zasłużonych dowódców LWP.
– To chichot historii, że ciała pomordowanych żołnierzy podziemia jednak spoczywają dziś na cmentarzu wojskowym. Ale nie w Alei Zasłużonych, tylko blisko ogrodzenia – mówi Jacek Pawłowicz. I dodaje cierpko: – Za to w Alei Zasłużonych leżą ich kaci.
Naszym obowiązkiem jest sprawić, by polscy patrioci, elita tych, którzy walczyli o naszą niepodległość, zostali pochowani w godny sposób. Ale najpierw szczątki ciał trzeba ekshumować, a to wielkie logistyczne przedsięwzięcie. Zanim do tego dojdzie, odbędą się badania georadarowe. Specjalistyczny sprzęt zasygnalizuje, w którym konkretnie miejscu została naruszona ziemia i czy coś się pod nią znajduje.
Na ekshumację IPN musi uzyskać zgodę zarządu cmentarza, sanepidu i władz miasta. Z tym nie będzie problemu. Ale potrzebna jest także zgoda rodzin komunistycznych pułkowników, których pochowano nad ciałami bohaterów. A już dziś wiadomo, że jej dobrowolnie nie dadzą. Z niechęcią patrzyli nawet na pomiary i badania tego miejsca. Jest jednak sposób, by obyć się bez ich akceptacji. Wystarczy bowiem, że zgodę na ekshumację wyda prokuratura. Pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej dysponują już wystarczającym materiałem dowodowym, aby ją uzyskać. Oprócz wspomnianego raportu grabarza mają także zeznania innych, niezależnych świadków.
– Mam 84 lata, całe życie straciłam na poszukiwaniach mogiły ojca. Boję się, że już nie doczekam jej odnalezienia – mówi "Polsce" córka generała "Nila". Jednak Jacek Pawłowicz uspokaja: ekshumacja odbędzie się we wrześniu lub najpóźniej październiku. I wszystko stanie się jasne. Szczątki generała będą łatwe do identyfikacji: jako jedyny nie miał przestrzelonej czaszki. Aby go upokorzyć, bandyci z UB powiesili go jak zwykłego kryminalistę.
Spocznij generale
"Zwłoki od dłuższego czasu wożono samochodem (początkowo furmanką), przy czym podjeżdżano samochodem pod sam grób i wprost z samochodu składano zwłoki do dołu. Przeważnie chowano zwłoki bez trumny, w niektórych wypadkach w pół trumnie, tzn. w skrzyni zbitej z desek. Doły kopano na głębokości 1,5-2 m, o długości mniej więcej 2 m, a szerokości 70 cm. Po włożeniu zwłok do dołów zasypywano je i równano z ziemią" – tak brzmi raport o tajnych pogrzebach pomordowanych przez bezpiekę bohaterów niepodległościowego podziemia, do którego dotarła "Polska".
Gen. August Emil Fieldorf "Nil". Zdjęcie z 1950 r.
Dokument z datą 12 kwietnia 1956 r. napisał Władysław Turczyński, grabarz z więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, który był odpowiedzialny za tajne pochówki pomordowanych w sfingowanych procesach. To w tym więzieniu w 1953 r. powieszono generała Augusta Fieldorfa "Nila", dowódcę Kedywu AK. – Dzięki raportowi mamy już wytypowane miejsce, gdzie zakopano szczątki generała – mówi "Polsce" Jacek Pawłowicz, historyk z Biura Edukacji Publicznej IPN.
Raport Turczyńskiego powstał w związku z wystąpieniem w 1956 r. do Prokuratury Generalnej dwóch rodzin żołnierzy zamordowanych na Rakowieckiej. Zginęli od ubeckich kul w 1952 r., tuż przed egzekucją generała "Nila". Ich bliscy domagali się ujawnienia miejsca pochówku. Prokuratura powołała specgrupę do odnalezienia osób odpowiedzialnych za tajne pochówki. Jedną z nich był właśnie Turczyński.
Ale to nie wszystkie dokumenty, w jakich posiadaniu jest dziś IPN.
– Dotarliśmy do rodzin, które na własną rękę szukały miejsc pochówku swoich bliskich. Udostępnili nam swoje dokumenty i zeznania grabarza z Powązek. Bezpieka zabierała go nocą z domu i przywoziła na cmentarz po każdej kolejnej egzekucji – mówi Jacek Pawłowicz z IPN.
Zeznania powązkowskiego grabarza, jakie spisała i udostępniła IPN córka również zamordowanego oficera Tadeusza Leśnikowskiego, nie tylko potwierdzają, ale i rozszerzają informacje o tajnych mogiłach pomordowanych żołnierzy AK. Poszukiwania tych grobów, w tym również mogiły generała "Nila" trwają od lat 50. Do tej pory nie wiadomo było, gdzie leżą ciała takich bohaterów, jak rotmistrz Witold Pilecki, Łukasz Ciepliński "Pług" czy Wiktor Stryjewski, na którego 38 razy UB wydał wyrok śmierci. Ich szczątków szukano i w Lesie Kabackim i w Dolince Służewieckiej. Bez skutku.
– Powązki to już piąte miejsce, jakie się wskazuje – mówi "Polsce" Maria Fieldorf-Czarska, córka generała "Nila". Jej mama, Janina Fieldorf w 1971 r. wystąpiła do gen. Wojciecha Jaruzelskiego o wskazanie miejsca pochówku męża. – To było kolejne wystąpienie do władz wojskowych – przypomina Czarska. I dodaje: – Mama umiała tak napisać, aby Jaruzelski zareagował. Napisała: "Pan również jest oficerem…" – Jaruzelski wysłał do Fieldorfów porucznika z MON z propozycją: miejsca pochówku nie wskaże, ale na koszt wojska wybuduje symboliczny nagrobek. Pomnik stanął na… Powązkach. Dziś córka generała "Nila" uważa, że Jaruzelski musiał wiedzieć, gdzie złożono ciało jej ojca. – A my szukali
śmy zupełnie gdzie indziej – wzdycha. – Na Las Kabacki skierował nas jasnowidz. Próbowano kopać, nic nie znaleziono.
Gen. Fieldorf "Nil". Zdjęcie wykonane przez UB.
Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, twierdzi, że w latach 90. nawet tak enigmatyczne wskazówki sprawdzano. – Pewną informacją miała być Dolinka Służewiecka, jaką podpowiedział księdzu Józefowi Majowi inny świadek. Tam zrobiliśmy badania. Na wytypowanym miejscu znajdował się parking. Struktura ziemi została tam tak zmieniona, że wykluczała możliwości odnalezienia ludzkich szczątków.
Tym razem wszystko wskazuje na to, że szczątki polskich bohaterów doczekają się godnego pochówku. – To nasi najwięksi bohaterowie. Powinni leżeć na Powązkach w Alei Zasłużonych – mówi Jacek Pawłowicz. – Ale dziś leżą tam ich kaci.
Źródło: Polska The Times
”Rozbić więzienie – Kielce 1945”

Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Instytut Pamięci Narodowej Delegatura w Kielcach, Urząd Miasta Kielce oraz Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych „Jodła” zapraszają w niedzielę, 2 sierpnia 2009 r. na ul. Zamkową i do Parku Miejskiego w Kielcach na widowisko historyczne „Rozbić więzienie – Kielce 1945”.
Inscenizacja poświęcona jest wydarzeniom sprzed 64 lat, kiedy oddziały podziemia niepodległościowego pod dowództwem kpt. Antoniego Hedy ps. „Szary” opanowały wiezienie Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach i uwolniły aresztowanych przez reżim komunistyczny.
Patronat honorowy nad przedsięwzięciem objęła Bożentyna Pałka-Koruba, Wojewoda Świętokrzyski.
„Zgodnie z planem samochody z partyzantami miały przybyć do Kielc o godz.23.00, ale z powodu opóźnienia w drodze poszczególne pododdziały znalazły się na wyznaczonych stanowiskach dopiero około godz. 23.30. Pierwszy pododdział grupy osłonowej, w liczbie około 30 żołnierzy, dowodzony przez por. Henryka Podkowińskiego „Ostrolota”, zajął stanowiska w pobliżu Katedry z zadaniem ubezpieczania akcji od strony ul. Sienkiewicza. Drugi pododdział por. Stefana Bembińskiego „Harnasia” – „Sokoła”, w sile około 50 żołnierzy, zajął pozycje w parku, aby osłaniać działania od strony KWMO oraz blokować ewentualne natarcie 8. pułku KBW i 4. pułku piechoty. Pododdział por. Henryka Wojciechowskiego „Sęka”, liczący około 40 ludzi, również ulokował się w parku, lecz na jego przeciwległym krańcu, zabezpieczając akcję przed atakiem żołnierzy Armii Czerwonej i załogi WUBP od strony ul. Focha. Pododdział czwarty, dowodzony przez por. Zygmunta Bartkowskiego „Zygmunta”, w sile 40 żołnierzy, ubezpieczał przewidywaną trasę odwrotu wszystkich oddziałów, a także zorganizował we wsi Zagórze pod Kielcami podwody dla przewiezienia ewentualnych rannych. Piąty pododdział pod dowództwem Wacława Borowca „Niegolewskiego”, liczący 10 żołnierzy, opanował pocztę główną znajdująca się przy ul. Sienkiewicza, z zadaniem zniszczenia miejskiej centrali telefonicznej. Po opanowaniu kluczowych punktów w mieście i zablokowaniu ważniejszych siedzib sił represji, partyzanci przeprowadzili udany szturm na budynki więzienne i uwolnili 354 więźniów. Biorąc pod uwagę skalę trudności (atak partyzantów w centrum miasta wojewódzkiego) oraz niewielkie straty po obu stronach (zginął jeden partyzant z oddziału kpt. „Szarego”, 1 oficer z Armii Czerwonej ciężko ranny zmarł w szpitalu, 1 milicjant również ciężko ranny zmarł w szpitalu), akcja zasługuje na szczególne podkreślenie”.
„Rozbicie więzienia w Kielcach w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 r.”

Program widowiska:
- 10.30 – zbiórka pocztów sztandarowych
- 11.00 – Msza święta w Bazylice Katedralnej
- 12.00 – rekonstrukcja wydarzeń z 4 na 5 VIII 1945 r.
- 14.00 – prezentacja grup rekonstrukcyjnych
Zdobycie więzienia w Kielcach

