VI Rajd Szlakami Żołnierzy mjr. "Ognia"

VI Rajd Szlakami Żołnierzy Wyklętych mjr. Józefa Kurasia "Orła", "Ognia"; szlakiem 5 kompanii "Skały".
Podhale – Beskid Wyspowy – Beskid Makowski, 30 września – 2 października 2011 r.

pod honorowym  patronatem:

patronat medialny rajdu:

Organizator
Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych im. Zgrupowania Partyzanckiego „Błyskawica” mjr Józefa Kurasia „Orła”- „Ognia”, Waksmund.

Współpraca
IPN Kraków; Społeczny Komitet Pamięci Żołnierzy Konfederacji Tatrzańskiej, Rocha i Zgrupowania „Błyskawica” w Waksmundzie; LGD KLIMAS /Lubień-Tokarnia/

Miejsce
Beskid Wyspowy /piątek/  i Beskid Makowski /sobota/
Dojazd: Waksmund /cmentarz/ – Rabka – Mszana Dolna  – Przełęcz Gruszowiec – Dobra – Jurków
Start: 30.09.  godz. 10.00 – Przełęcz Rydza- Śmigłego, Chyszówki k/ Limanowej /800 m n.p.m./;

Cele
Celem rajdu jako imprezy popularyzującej najnowszą historię naszego regionu jest:

  • poznanie dziejów niepodległościowego podziemia zbrojnego z lat 1939-55 na terenie Podhala i Beskidów,
  • dotarcie do miejsc i obiektów – świadków historii,
  • prezentacja żywej historii – inscenizacji, rekonstrukcji wydarzeń w terenie,
  • spotkanie z kombatantami formacji partyzanckich na szlaku rajdu,
  • poznanie specyfiki dziejów i kultury  Podhala i Beskidów,
  • przywrócenie społecznej pamięci o walce zbrojnej i ofierze żołnierzy Dywersji Pozafrontowej 1938/39, ZWZ-AK 1939-45, kurierów tatrzańskich, partyzantów Zgrupowania „Błyskawica” 1945-47, Oddziału Partyzanckiego „Wiarusy”, GO „Zorza” Jana Sałapatka „Orła” – a zwłaszcza  5 kompanii  ZP „Błyskawica” Kazimierza Paulo „Skały” – walczących o suwerenność Polski w l. 1939-1955.          

Historia rajdu
Rajd jest kontynuacją  inicjatywy podjętej wokół problematyki polskiego podziemia niepodległościowego walczącego na Podhalu w latach 1939-55.
Idea naszego rajdu narodziła się w 2006 r. pomiędzy dwoma  środowiskami: harcerskim na Podhalu /phm Adam Błaszczyk HR/ a GRH „Barka” z Łodzi /Paweł Wasążnik/ – obydwaj ww. związani w latach 80-tych z Federacją Młodzieży Walczącej – Łódź.      
Organizatorem  pierwszych trzech edycji rajdu było PTH o/Nowy Targ, a od IV rajdu imprezę w „partyzanckim stylu” przejął SKPŻKTRiZ "Błyskawica" w Waksmundzie – organizator obchodów rocznicy ostatniej walki i śmierci mjr "Ognia", współwydawca /wraz z wyd. Antyk/ płyty CD barda Żołnierzy Wyklętych z Gdańska – Andrzeja Kołakowskiego „Oskarżeni o wierność” /promocyjny koncert w Nowym Targu, kwiecień 2009/.

Pierwsza  i druga edycja rajdu w latach 2006-2007 miały miejsce w Gorcach – we współpracy z GPN, na szlakach związanych z działaniami  Konfederacji Tatrzańskiej, OP WILK i Grupy Ochrony Sztabu Zgrupowania "Błyskawica" oraz IV batalionu 1 PSP AK „Lamparta”.

Trzecia edycja 2008 odbyła się na trasie Odrowąż – Żeleźnica – Raba Wyżna – Stare Wierchy – Rabka, przypominając zarówno o bohaterach z lat II wojny /o OP ZWZ-AK „Szaroty” mówił jego żołnierz Władysław Szepelak „MAŁY” z Bielanki/ jak i podziemiu niepodległościowym II konspiracji – o walkach 3 kompanii Zgrupowania ”Błyskawica” oraz OP „Wiarusy” /1945-49/. Wyjątkowymi gośćmi rajdu byli partyzant mjr. "Ognia" Czesław Stolarczyk „GŁUC” z Rdzawki oraz Edward Klempka „WĘGORZ” z Rabki.

Czwarta edycja 2009 pod patronatem Szefa BBN śp. ALEKSANDRA SZCZYGŁO /+ 10.04.2010 Smoleńsk/ szlakiem 2 tatrzańskiej kompanii „Błyskawicy” Jana Kolasy „Powichra” na trasie Chochołów – Witów – dol. Chochołowska i Starej Roboty – Ornak – Kościelisko poświęcona była szczególnie pamięci powstańców chochołowskich z 1846 r., kurierów tatrzańskich i Marszałka E. Rydza-Śmigłego oraz partyzantom z grupy kpr. "Marnego" bestialsko zamordowanych w willi „Śmiechówka” w 1947 r. /rekonstrukcję ich walki i śmierci wykonała GRH "Błyskawica”/. Specjalnym gościem historycznym w tej edycji był partyzant KT, 4 i 2 kompanii mjr. „Ognia” Władysław Rogal „BUK”, a gościem artystycznym – Andrzej Dziubek z zespołem DE PRESS i prapremierą koncertu „Myśmy rebelianci”.

Piąty rajd 2010  poświęcony pamięci Przyjaciół Sprawy Żołnierzy Wyklętych:
śp. JANUSZA KURTYKI, ALEKSANDRA SZCZYGŁO, ANDRZEJA PRZEWOŹNIKA – przebiegał na szlakach Gorców – matecznika Grupy Ochrony Sztabu mjr. ”Ognia”; od Izby Pamięci niezłomnego orędownika spraw partyzanckich śp. Ks. Prof. Józefa Tischnera  i Jego mogiły w Łopusznej przez Ostrowsko, Czubę Ostrowską na Polanę Wachową. Uczestnicy zwiedzali nową ekspozycję przyrodniczo-historyczną GPN w Gajówce Mikołaja w dolinie Łopusznej  by ścieżką partyzancką wejść na Turbacz i Polanę Gabrowską na której GRH „Błyskawica” odtworzyła epizod pojmania konfidentów gestapo w maju 1943 r. Rajd zakończyła Msza Święta w Kaplicy Papieskiej pod Turbaczem, sprawowana przez o. Kazimierza Krakowczyka, w intencji Partyzantów i Ofiar Tragedii Smoleńskiej.

W tegorocznej edycji 2011 rekonstruktorzy i miłośnicy dziejów partyzantki Żołnierzy Wyklętych skupieni w  SRH im. J. Kurasia „Orła”, „Ognia” chcą  poprowadzić uczestników rajdu szlakiem 5 „beskidzkiej” kompanii ZP ”Błyskawica” Kazimierza  Paulo „Skały” a także zapoznać ich z dziejami partyzanckimi Beskidu Wyspowego i Makowskiego, począwsz
y od OP AK MSZYCA Jana Stachury „Adama”
/d-ca „Ognia” z czasów OP AK WILK’43 /po poakowską  GO ZORZA Jana Sałapatka „Orła” /w 1946 podległy mjr „Ogniowi”/.

Trzydniowy Rajd Szlakami Żołnierzy Wyklętych mjr Józefa Kurasia „Orła", "Ognia” na trasie:

Dzień 1, piątek:
Przełęcz  Rydza-Śmigłego/ legionistów J. Piłsudskiego z bitwy pod Limanową, grudzień 1914/ nad Chyszówkami k/Limanowej/ gmina Dobra/. Miejsce odsłonięcia w 1999 r. tablicy memoratywno – edukacyjnej poświęconej żołnierzom „Ognia” walczącym w Beskidach/ inicjatywa żołnierza  ŚZŻAK  koło Dobra Jana Drożdża „Brzytwy”, poparta przez ŚZŻAK Nowy Sącz Eugeniusza Konstantego „Szarego”, oprotestowana przez ŚZŻAK zarząd Kraków przez co zdarto z tablicy pseudonim „Ognia”/.

Godzina 11.00 – Start patroli po meldunku przed ostatnim d-cą  K.Paulo „Skałą”.
Trasa szlakami turystycznymi , śladem przejścia 5 komp. z rej. Limanowej w rej. Makowa w 1946 oraz Legionów Polskich z Makowa do Limanowej w 1914. Przeł. Rydza-Śmigłego /800m/ – Jurków – Ćwilin / 1072 m/ – Czarny Dział /673 m/ – Mszana Dolna /15 km , 5 h/.
Przejazd z mety do bazy rajdu w szkole w Bogdanówce k/Skomielnej Czarnej.

Dzień 2, sobota:
Bogdanówka/600 m/- Koskowa G. /867 m/- Stańkowa G./666 m/- Makowska G.- Maków  Podhalański /15 km, 5 h/ Maków Podhalański – meta: patrole meldują powrót i wykonanie zadań przed K. Paulo „Skałą”. Powrót z mety w Makowie

Dzień 3, niedziela:
Dojazd do Juszczyny.
Zakończenie: Msza św. w Juszczynie w intencji walczących na Podhalu o niepodległość Polski z niemieckim i sowieckim okupantem w latach 1939-55 oraz ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010.
Apel Poległych 1939-55 przy pierwszej tablicy mjr. „Ognia” z 1987 r.
poświęconej przez śp. ks. Adolfa Chojnackiego /"Ks. Popiełuszkę Podhala”/.
Patrole odbierają nagrody z rąk dowódcy 5 kompanii ZP „Błyskawica”.

Strona główna>

WARTO PRZECZYTAĆ… (40)


Marian Pawełczak
Wspomnienia "Morwy", żołnierza cc majora "Zapory".

Wyd. Clio, Lublin 2011, 208 s., format: 17 x 23,5 cm, oprawa miękka.

Wspomnienia "Morwy" to zapis przeżyć kraśnickiego gimnazjalisty z Popkowic, w którego dziecięce lata, w 1939 r., wdarła się wojna, zapisując przez najbliższych kilkanaście lat na grzbiecie tego młodego człowieka dzieje całego polskiego narodu: konspirację pierwszych lat okupacji, przymusowe roboty w Niemczech, partyzantkę w Armii Krajowej, wkroczenie Sowietów, wcielenie do wojska Berlinga, wywózkę najbliższych kolegów na Sybir, zniszczenie przez komunistów rodzinnego domu, aresztowanie rodziców, śmierć dwóch młodszych braci, walkę i los straceńca w szeregach akowskiej samoobrony lat 1945-1947, a wreszcie ubowskie śledztwo i lata komunistycznych kazamatów.

(Ze Wstępu autorstwa Ewy Kurek).

Prezentowane, nowe wydanie książki zostało zaktualizowane oraz wzbogacone licznymi zdjęciami.

Cena książki: 30,00 zł + koszt przesyłki: 8,00 zł (przelew na konto) lub 11,50 zł (za pobraniem).
Istnieje możliwość negocjacji ceny przy większym zamówieniu.

Książkę zamówić można pisząc na adres e-mail:

lub poprzez aukcje allegro:

Strona główna>

"Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba"…

66 rocznica zamordowania Danuty Siedzikówny ps. "Inka"

66 lat temu, 28 sierpnia 1946 r., o godz. 6.15 w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej 12, komunistyczni oprawcy zamordowali siedemnastoletnią sanitariuszkę 5 Brygady Wileńskiej AK Danutę Siedzikówną ps. „Inka”. Wraz z nią śmierć poniósł oficer wileńskiej AK ppor. Feliks Selmanowicz ps. Zagończyk”. Umierali z okrzykiem „Jeszcze Polska nie zginęła!” i „Niech żyje „Łupaszko”!”. „Inka” i  „Zagończyk” zostali zabici strzałem w głowę przez dowódcę plutonu egzekucyjnego, ppor. Franciszka Sawickiego, ponieważ strzały  z 10 pepesz plutonu mającego wykonać wyrok jedynie drasnęły dziewczynę i poraniły jej towarzysza niedoli, choć żołnierze strzelali z odległości trzech kroków. Do dziś rodzinom nie udało się odnaleźć miejsca ich pochówku. Wyrok śmierci był komunistyczną zbrodnią sądową, a zarazem aktem zemsty  i bezradności UB wobec niemożności rozbicia oddziałów mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

„Inka” została  aresztowana w Gdańsku rankiem 20 lipca 1946 r. Po bestialskim śledztwie  3 sierpnia 1946 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał ją na śmierć. „Inka” nie uległa namowom obrońcy z urzędu i nie podpisała prośby o ułaskawienie; pismo podpisał jej obrońca. Bierut nie skorzystał z prawa łaski. W grypsie do sióstr Mikołajewskich z Gdańska, krótko przed śmiercią, napisała:

"Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba".


Danuta Siedzikówna ps. "Inka"

Danuta Siedzikówna urodziła się 3 września 1928 r. we wsi Guszczewina k. Narewki w pow. Bielsk Podlaski. Była drugą córką leśnika Wacława Siedzika i Eugenii z Tymińskich. W rodzinie żywe były polskie tradycje patriotyczne. Ojciec w 1913 r., podczas studiów w Petersburgu, został aresztowany przez władze carskie za udział w tajnej polskiej organizacji młodzieżowej i zesłany w głąb Rosji, skąd do Polski wrócił dopiero w 1926 r. Babcia Helena  Tymińska spokrewniona była z rodziną Orzeszków, znała dobrze Elizę Orzeszkową. Świadomość rodzinnej przeszłości wywarła duży wpływ na ukształtowanie osobowości i postawy przyszłej sanitariuszki. Do wojny rodzina Siedzików mieszkała w leśniczówce w Olchówce pod Narewką, gdzie pracował ojciec „Inki”. Danuta Siedzikówna była jedną z trojga rodzeństwa, miała młodszą o trzy lata siostrę Irenę i o rok starszą Wiesławę. Do 1939 roku uczyła się w szkole powszechnejw Olchówce, potem zaś w szkole sióstr salezjanek w Różanym Stoku pod Grodnem. Dalszą naukę przerwała jej wojna.

We wrześniu 1939 r. tereny rodzinne Danuty został zajęte na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow przez Armię Czerwoną i znalazł się pod okupacją sowiecką. Wacław Siedzik, podobnie jak wielu polskich leśników uznanych przez władze komunistyczne za osoby szczególnie związane z państwem polskim – a co za tym idzie – niebezpieczne, został w 1940 r. aresztowany przez NKWD i wywieziony do kopalni złota na Syberii. Po wybuchu w czerwcu 1941 r. wojny pomiędzy Związkiem Sowieckim i III Rzeszą, został zwolniony z obozu i wraz z armią gen. Andersa znalazł się na terenie Iranu. Tam, w Teheranie, sprawował funkcję komendanta obozu dla polskich uchodźców cywilnych. Na skutek ciężkich przeżyć oraz z powodu słabego zdrowia nadwątlonego dwukrotnym zesłaniem zmarł w Iranie, wkrótce po opuszczeniu przez armię Andersa Rosji. Jego grób znajduje się na cmentarzu polskim w Teheranie.

Po aresztowaniu Wacława Siedzika przez NKWD, jego rodzina została usunięta przez władze sowieckie z leśniczówki w Olchówce. Musiała zamieszkać w niedalekiej Narewce, tutaj też zastał ją wybuch wojny niemiecko – sowieckiej. Prawdopodobnie już wtedy matka „Inki”, Eugenia Siedzik, miała kontakty z polską konspiracją niepodległościową. W lipcu 1941 r. Narewka znalazła się pod okupacją niemiecką. Matka Danuty była aktywną uczestniczką Armii Krajowej, należała do siatki terenowej AK na Podlasiu. Za udział w konspiracji została aresztowana przez Niemców w listopadzie 1942 roku, a 25 listopada tegoż roku osadzona jako więzień polityczny w więzieniu  w Białymstoku (figuruje pod poz. 843 na wykradzionej przez wywiadowczynię AK liście  więźniów Gestapo z numerami akt sprawy 5321/42 i 48/42). Z przekazywanych przez nią z więzienia grypsów wynikało, iż osoby, które spowodowały jej aresztowanie należały do kolaborującego z Niemcami komitetu białoruskiego z Narewki. Po ciężkim śledztwie i torturach została zamordowana w połowie września 1943 r. w lesie pod Białymstokiem. Danusia po raz ostatni widziała matkę w szpitalu więziennym w Białymstoku strasznie zmasakrowaną. „Inka” miała wtedy zaledwie piętnaście lat. Grobu zamordowanej matki nigdy nie odnalazła.

Danuta Siedzikówna (1928-1946)

Trzema osieroconymi córkami małżeństwa Siedzików zaopiekowała się babcia, matka ich ojca. Dwie starsze, Wiesława i Danuta, pomimo bardzo młodego wieku, zostały zaprzysiężone jako żołnierze Armii Krajowej. Danuta wstąpiła w szeregi konspiracji w grudniu 1943 r. i stała się żołnierzem Armii Krajowej ośrodka Hajnówka-Białowieża. Praca konspiracyjna w tym ośrodku prowadzona była w bardzo trudnych warunkach. Śmiertelne zagrożenie stanowili tu nie tylko Niemcy, ale też i współpracujący z nimi „aktywiści” białoruscy (którzy zadenuncjowali Gestapo wielu polskich niepodległościowców) oraz uczestnicy komunistycznych „jaczejek”, związanych z wrogą wobec Polski i Polaków partyzantką sowiecką. Danuta Siedzikówna początkowo pełniła funkcję łączniczki na terenie swego macierzystego ośrodka. Przeszła ogólne przeszkolenie wojskowe, a także ukończyła kursy sanitarne. Danuta Siedzikówna „Inka” do połowy 1945 r. mieszkała w Narewce i pracowała jako urzędniczka w miejscowym nadleśnictwie.

W lipcu 1944 r. tereny powiatu Bielsk Podlaski zostały zajęte przez nadciągającą ze wschodu Armię Sowiecką. Biorące udział w akcji „Burza” oddziały AK atakujące wycofujących się Niemców, były po ujawnieniu się wobec władz sowieckich rozbrajane, a ich żołnierze wywożeni do obozów w głębi ZSRR. Pod koniec wojny do oddziałów partyzanckich przedostali się konfidenci NKWD, których zadaniem było rozpracowanie armii podziemnej. Na podstawie zebranych informacji już po rozformowaniu oddziałów nastąpiły aresztowania. 6 czerwca 1945 r. również „Inkę” zatrzymano razem ze wszystkimi pracownikami nadleśnictwa za współpracę z niepodległościowym podziemiem. W czasie transportu do siedziby UBP w Białymstoku została wraz z grupą uwięzionych odbita przez patrol 5 Brygady Wileńskiej AK (podległej w tym czasie Komendzie Okręgu Białostockiego AK), dowodzony przez Stanisława Wołoncieja „Konusa”. Pod opieką Wacława Beynara „Orsza
ka” uwolnieni dotarli do miejsca postoju Brygady, dowodzonej przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” w miejscowości Śpieszyn. W oddziale rozpoczęła służbę sanitariuszki pod pseudonimem „Inka”. Walczyła w szwadronach por. Jana Mazura „Piasta”, a następnie por. Mariana Plucińskiego „Mścisława”. We wrześniu 1945 r., po rozwiązaniu Brygady na okres zimowy, wyjechała do Olsztyna. Niedługo później UB aresztowało siostrę „Inki” Wiesławę, która szybko zorientowała się, że chodziło im o Dankę. Aresztowana miała to szczęście, że trafiła na funkcjonariusza UB, któremu kiedyś wyświadczyła niecodzienną przysługę. Była świadkiem na jego tajnym ślubie kościelnym. To uratowało ją przed biciem i prawdopodobnie przyczyniło się do jej zwolnienia. Jednak po zwolnieniu Wiesława zauważyła, że jest śledzona, dlatego przekazała Dance informację, by ta trzymała się jak najdalej od rodziny. Z pomocą przyszedł przyjaciel ojca i ojciec chrzestny Danki, Stefan Obuchowicz. Wyrobił jej fałszywe papiery na swoje nazwisko i załatwił pracę kancelistki w leśnictwie Miłomłyn koło Ostródy.

4 szwadron 5 Brygady Wileńskiej AK. Ostatni rząd od prawej: Danuta Siedzikówna "Inka", Jerzy Lejkowski "Szpagat", por. Marian Pluciński "Mścisław", ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, NN, Jerzy Fijałkowski "Stylowy", w pierwszym rzędzie od lewej drugi Witold Goldzisz "Radio", trzeci Zdzisław Badocha "Żelazny".

W styczniu 1946 r., po wznowieniu działalności Brygady (podporządkowanej w tym okresie  Eksterytorialnemu Okręgowi Wileńskiemu AK), „Inka” podjęła służbę w szwadronie ppor. Zdzisława Badochy „Żelaznego”, w którym również pełniła funkcję sanitariuszki. Wykonywała też zadania łączniczki i kurierki, wyjeżdżając na odległe nieraz punkty kontaktowe. Na co dzień, jak wszyscy partyzanci, chodziła w mundurze Wojska Polskiego. Cieszyła się dużym zaufaniem dowódców, a także uznaniem i przyjaźnią kolegów. Tak wspominał „Inkę” sierż. Olgierd Christa „Leszek”, jeden z jej ówczesnych przełożonych:

„Była bardzo lubiana za swoją skromność, a jednocześnie hart i pogodę ducha. Znosiła trudy z równą chłopcom, a niekiedy bardziej zadziwiającą wytrzymałością, szczególnie psychiczną. Raz tylko prosiła w czasie powrotu znad Wisły, by ktoś przejął jedną z jej ciężkich toreb. Maszerowaliśmy prawie półbiegiem ze względu na odległe miejsce postoju, a ją właśnie gnębił brak formy”.

Danusia uczestniczyła jako sanitariuszka w walkach szwadronu z grupami operacyjnymi UB, MO i KBW. Warto wspomnieć, że podczas akcji bojowych udzielała pomocy sanitarnej nie tylko rannym partyzantom, ale również rannym milicjantom, na co istnieją liczne zeznania i świadkowie.

Kadra 5 Brygady Wileńskiej AK, rok 1945. Stoją od lewej: ppor.cz.w. Henryk Wieliczko "Lufa", zamordowany 14 marca 1949 r. na Zamku Llubelskim, por. Marian Pluciński "Mścisław", zamordowany 28 czerwca 1946 r. w białostockim więzieniu, mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", zamordowany 8 lutego 1951 r. na Mokotowie, wachm. Jerzy Lejkowski "Szpagat", ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny", poległ w walce z UB 26 czerwca 1946 r. w Czerninie koło Sztumu.

Podczas jednej z potyczek z funkcjonariuszami UB w czerwcu 1946 roku został ranny ppor. „Żelazny”. Pozostawiony na konspiracyjnej kwaterze w majątku w Czerninie, poległ 26 czerwca 1946 roku w walce z bronią w ręku, osaczony przez komunistyczną grupę operacyjną. Sierż. „Leszek”, okresowo dowodzący szwadronem, który „odskoczył” w Bory Tucholskie, nie wiedząc o śmierci „Żelaznego” wysłał „Inkę” w dniu 13 lipca 1946 roku do Gdańska, z zadaniem nawiązania kontaktu z porucznikiem, a także zakupu niezbędnych lekarstw i środków medycznych. Tak  Olgierd Christa wspominał „Inkę” w dniu wyjazdu:

„To była bardzo skromna dziewczyna. Była bardzo obowiązkowa. Nie pamiętam, by się kiedykolwiek skarżyła, choć nie brakowało długich, forsownych marszów.  W lipcu wysłałem ją  do Gdańska po medykamenty dla oddziału. Kiedy stanęła przede mną, żeby zameldować gotowość wyjazdu, spojrzałem zdziwiony, jakbym ujrzał kogoś nieznanego. Była zawsze ubrana w wojskowy uniform i w wojskowe buty. Teraz stała przede mną smukła, uśmiechnięta, ładna dziewczyna, w pożyczonej gdzieś na wsi letniej sukience”.

Niestety, „Leszek” nie wiedział, że zadanie jakim obarcza dziewczynę jest już nieaktualne, ale nie miał też świadomości, że jedna z łączniczek cieszących się zaufaniem dowództwa – Regina Żylińska-Mordas pseud. „Regina”, podjęła współpracę z UB i wydała szereg punktów kontaktowych 5 Brygady Wileńskiej. Gdy „Inka” nocą 19/20 lipca 1946 r. zjawiła się w mieszkaniu sióstr Mikołajewskich przy ul. Wróblewskiego we Wrzeszczu, stanowiącym jeden z takich punktów, prawdopodobnie była już śledzona przez UB. Następnego dnia o świcie do mieszkania wpadli funkcjonariusze UB i aresztowali osoby tam przebywające.

Żołnierze 4 Szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK, w górnym rzędzie od lewej: por. Marian Pluciński "Mścisław", plut. Henryk Wieliczko "Lufa", NN, plut. Zdzisław Badocha "Żelazny", środkowy rząd: plut. Jerzy Lejkowski "Szpagat", kpr. Zbigniew Fijałkowski "Pędzel", NN, na dole: Danuta Siedzikówna "Inka", NN "Beduin", Leonard Mikulski "Sęp", NN; Białostocczyzna 1945 r.

Danuta Siedzikówna „Inka” przeszła przez bardzo ciężkie i brutalne śledztwo prowadzone w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa w Gdańsku. Krzysztof Wójcik w artykule poświęconym „Ince” pisał:

„Dokładnie nie wiadomo, jak dziewczyna była traktowana podczas śledztwa. Do dziś zachowały się tylko relacje pośrednie. Strażniczka o imieniu Sabina mówiła, że „Inka” była bita i poniżana podczas śledztwa […]. Potem miał się odbyć pokazowy proces. Jeszcze przed wydaniem wyroku wiedzieliśmy, że będzie rozstrzelana – mówi były pracownik więzienia przy Kurkowej. – Władza ludowa nie miała pobłażania dla bandytów od „Łupaszki”.”

31 lipca 1946 r., w dniu najdłuższego przesłuchania „Inki”, prokurator podpisał skierowanie jej sprawy do Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku, gdzie została rozpatrzona w trybie doraźnym. Akt oskarżenia podpisał oficer śledczy UB z Gdańska Andrzej Stawicki. Rozprawa odbyła się 3 sierpnia 1946 r. w gdańskim więzieniu przy ul. Nowe Ogrody. Najważniejszymi zarzutami postawionymi „Ince” były: udział w akcji w Starej Kiszewie oraz walkach koło Podjazdów i w Tulicach. W tym ostatnim przypadku zarzucano jej wydanie rozkazu rozstrzelania dwóch wziętych do niewoli funkcjonariuszy UB. Były to kompletnie absurdal
ne zarzuty, gdyż sanitariuszka po prostu nie mogła wydać takiego polecenia żołnierzom; nawiasem mówiąc zajęta była udzielaniem w tym czasie pomocy rannym. Niestety, obciążyli ją fałszywymi zeznaniami milicjanci i ubecy, ludzie, którym partyzanci darowali życie. Niezgodne z prawdą zeznania złożyli: pracownik UB ze Sztumu Eugeniusz Adamski i milicjant Franciszek Babicki. Z kolei Longin Ratajczyk, milicjant uczestniczący w potyczce koło wsi Podjazdy twierdził, że „Inka” strzelała do niego z pistoletu, co również było nieprawdą. Można jedynie domyślać się, że milicjanci kłamali na polecenie UB. Jedynie ranny pod Tulicami funkcjonariusz MO Mieczysław Mazur zeznał, iż sanitariuszka „Inka” dała mu opatrunek i nie potwierdził kłamstw swoich kolegów. Ni emiało to jednak żadnego znaczenia. Sąd skazał dziewczynę na karę śmierci. Sędziowie wydający ów wyrok, mieli pełną świadomość, że orzekają taką karę wobec osoby niepełnoletniej, bowiem informacja, iż „Inka” nie miała jeszcze skończonych 18 lat, odnotowana została w uzasadnieniu wyroku.

Danuta Siedzikówna nie uległa namowom obrońcy z urzędu i nie podpisała się pod pismem do Bieruta o ułaskawienie. Pismo zredagowane w pierwszej osobie („Ja, Danuta Siedzikówna…”) podpisał jej obrońca podkreślając, iż „Inka” jest sierotą, matka zginęła z rąk Niemców, zaś ojciec zaginął wywieziony na wschód. Skład sędziowski zaopiniował prośbę negatywnie. Nie miała ona i tak żadnego znaczenia, nikt nie zmierzał traktować jej poważnie – wyrok bowiem wykonano, nim do Gdańska dotarła odmowna odpowiedź Bieruta. Okoliczność, że w dniu wydania wyroku śmierci, jak i w dniu jego wykonania „Inka” nie miała skończonych 18 lat w ogóle nie została wzięta pod uwagę. W przesłanym siostrom Halinie i Jadwidze Mikołajewskim z Gdańska grypsie z więzienia Danka napisała:

„Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”.

Zdanie to należy tłumaczyć nie tylko odmową podpisania prośby o ułaskawienie, lecz także przebiegiem śledztwa, podczas którego poza pseudonimami kolegów niczego nie ujawniła, a ubowcom nie udało się nawet wydobyć od niej informacji, na jakiej stacji kolejowej zaplanowano spotkanie z kurierem, który miał ją z powrotem doprowadzić do oddziału.

Protokół wykonania wyroku śmierci na Danucie Siedzikównej "Ince".

Danuta Siedzikówna „Inka” została rozstrzelana rankiem 28 sierpnia 1946 r., o godz. 6.15, wraz ze skazanym na śmierć oficerem 5 Brygady Wileńskiej  AK – ppor. Feliksem Selmanowiczem „Zagończykiem”, dowódcą pięcioosobowego samodzielnego patrolu bojowo-dywersyjnego na okręg gdańsko-olsztyński, który zdobywał środki na działalność organizacyjną. Dwójka skazańców do końca zachowała postawę godną żołnierzy Armii Krajowej. Przed śmiercią wykrzyknęli „Niech żyje Polska!”. Dziesięciu żołnierzy ze specjalnej jednostki KBW w Gdańsku oddało niecelne strzały. „Inka” i ppor. „Zagończyk” zostali zamordowani strzałami w głowę przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego.

Ppor. Feliks Selmanowicz „Zagończyk”, zdjęcie wykonane przez UB w Gdańsku.

Przebieg egzekucji znany jest ze szczegółowych relacji złożonych w gdańskim oddziale IPN przez dwóch świadków: ks. Mariana Prusaka, który spowiadał oboje skazańców i był przy nich do końca oraz ówczesnego zastępcy naczelnika więzienia w Gdańsku Alojzego Nowickiego, który zeznał, że „do „Inki” strzelało 10 żołnierzy, każdy miał 10 sztuk amunicji w bębnie pepeszy. Wobec niepowodzenia egzekucji, choć wystrzelono 100 kul z odległości kilku kroków, do słaniającej się dziewczyny podszedł oficer UB i z bliska strzelił jej w głowę. Zanim to zrobił, „Inka” zdążyła jeszcze krzyknąć: „Niech żyje „Łupaszko!”.”

Miejsce pochówku „Inki” zostało przez UB utajnione. Jednak nawet po śmierci niewinna sanitariuszka stanowiła duże zagrożenie dla komunistów. Jeszcze w 1969 roku ukazała się książka Jana Babczenki, byłego szefa UB w Kościerzynie i dziennikarza Rajmunda Bolduana „Front bez okopów”, w której autorzy napisali, że sanitariuszka „Łupaszki”, mordowała funkcjonariuszy UB. Dla większego efektu „Inkę” przedstawiono, jako „kruczoczarną” i „krępą” kobietę ze „szramą na twarzy”, biegającą z pistoletem błyszczącym złowrogo „oksydowaną stalą”, strzelającą z „sadystycznym uśmiechem” do funkcjonariuszy UB.

Kłamliwa książka Jana Babczenki, byłego szefa UB w Kościerzynie i dziennikarza Rajmunda Bolduana „Front bez okopów”.

W rzeczywistości siedemnastoletnia Danusia Siedzikówna była szczupłą szatynką i do nikogo podczas partyzanckich akcji nigdy nie strzelała.  Dzięki takim propagandowym paszkwilom do dziś w niektórych kręgach polskiego społeczeństwa funkcjonują fałszywe wyobrażenia o polskich partyzantach z okresu drugiej konspiracji.
 
Po latach Sąd niepodległej Rzeczypospolitej uznał wyrok komunistów z 1946 roku za zbrodnię sądową. 10 czerwca 1991 roku wyrokiem Sądu Okręgowego w Gdańsku Danuta Siedzikówna została zrehabilitowana, Sąd uznał, że poniosła śmierć za działalność na rzecz niepodległego państwa polskiego.

Symboliczne groby "Inki" i ppor. "Zagończyka" na cmentarzu garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku.

11 listopada 2006 r. „Inka” została pośmiertnie odznaczona przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta. Danuta Siedzikówna „Inka” ma symboliczny grób na cmentarzu garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku, a także pomnik w Narewce, ufundowany w 2007 r. staraniem Fundacji „Pamiętamy”. Ma również tablicę pamiątkową w bazylice NMP w Gdańsku oraz kamienny obelisk w Sopocie, w parku jej imienia.

Pomnik w hołdzie Danucie Siedzikównej "Ince", przy ulicy Armii Krajowej w Sopocie, w parku jej imienia.

Gdyby nie została zamordowana przez komunistycznych oprawców, miałaby dziś 84 lata. Mogła być jeszcze wśród nas…
GLORIA VICTIS !

Wi
ęcej na temat "Inki" czytaj:

Strona główna>

WARTO PRZECZYTAĆ… (39)


Krzysztof Kacprzak
Podziemie zbrojne na Mazowszu północnym w walce z systemem komunistycznym 1945–1952.

Warszawa 2011, 389 s. + zdj. 10 s. (seria "Monografie", t. 74)

Niniejsze opracowanie przedstawia historię niepodległościowego podziemia zbrojnego, poakowskiego i narodowego na północnym Mazowszu w latach 1945–1952. Opisano w nim formy funkcjonowania organizacji podziemnych, ich stosunek do nowej władzy oraz sposoby walki z nią. Omówiono także metody pracy aparatu bezpieczeństwa stosowane wobec podziemia.

Książka nagrodzona w konkursie im. Władysława Pobóg-Malinowskiego za Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2007

Książka do nabycia za pośrednictwem IPN jak również w księgarniach:
SPIS  TREŚCI


Wstęp

1. Ugrupowania konspiracyjne na północnym Mazowszu w końcowym okresie okupacji niemieckiej
Armia Krajowa

  • Obwód Ciechanów kryptonim „Dunkierka”
  • Obwód Maków Mazowiecki kryptonim „Kopenhaga”
  • Obwód Ostrołęka kryptonim „Sęp”
  • Obwód Przasnysz kryptonim „Irkuck”
  • Obwód Pułtusk kryptonim „Pstrąg”

Narodowe Siły Zbrojne

2. Działalność podziemia zbrojnego w okresie luty–wrzesień 1945 r.

  • Kształtowanie się komunistycznego aparatu władzy na północnym Mazowszu
  • Stosunek Armii Czerwonej i NKWD do społeczeństwa polskiego
  • Przemiany w Armii Krajowej
  • Powstanie Armii Krajowej Obywatelskiej
  • Obwód AK-AKO Ostrołęka
  • Samoobrona Społeczna
  • Komenda Obwodu Przasnysz Samoobrony Społecznej
  • Komenda Obwodu Maków Mazowiecki Samoobrony Społecznej 
  • Nowe struktury w konspiracji narodowej
  • Okręg II NSZ – Podokręg „Mazur” NZW
  • Komenda Powiatu NZW „Olkusz” – „Orawa”

3. Organizacje poakowskie (wrzesień 1945–kwiecień 1947 r.)

Ruch Oporu Armii Krajowej

  • Obwód Przasnysz kryptonim „Las”
  • Obwód Maków Mazowiecki kryptonim „Zoo”
  • Obwód Pułtusk kryptonim „Maciejka”

Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” (WiN)
Obwód WiN Ostrołęka kryptonim „Dorota”

  • Łączność
  • Propaganda

 Obwód WiN Pułtusk kryptonim „Paulina”

4. Narodowe Zjednoczenie Wojskowe (wrzesień 1945–kwiecień 1947 r.)
Komenda Powiatu kryptonim „Orawa”
Okręg XVI NZW kryptonim „Mazowsze”

  • Propaganda XVI Okręgu NZW „Mazowsze”
  • Działalność XVI Okręgu NZW „Mazowsze”

5. Działalność nieujawnionych członków Narodowego Zjednoczenia Wojskowego w latach 1947–1952
Komenda Okręgu XVI NZW kryptonim „Orzeł”

  • Propaganda XVI Okręgu NZW „Orzeł”
  • Likwidacja KO „Orzeł
  • Działalność KP „Mściciel”
  • Działalność KP „Orłowo”
  • Działalność KP „Szczerbin”
  • Działalność KP „Łużyca”
  • Działalność KP „Ciężki”
  • Działalność KP „Płomień I”
  • Działalność KP „Płomień II”

Komenda Okręgu XVI NZW kryptonim „Tęcza”
Komenda Powiatu NZW kryptonim „Wisła”

  • Działalność KP „Wisła”

Likwidacja ostatnich partyzantów XVI Okręgu NZW

Zakończenie
Aneksy
Wykaz skrótów
Wykaz tabel
Bibliografia
Indeks

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej>
Strona główna>

III Rajd Śladami Żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK


III Rajd Śladami Żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej na Podlasie – 26-28 sierpnia 2011 r.

Regionalny Komitet Obrony Pamięci Narodowej w Bielsku Podlaskim Placówka w Hajnówce oraz Stowarzyszenie Historyczne im. 5.Wileńskiej Brygady Armii Krajowej zapraszają wszystkie osoby zainteresowane historią Żołnierzy Wyklętych na III Rajd Śladami Żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej na Podlasie.

Termin Rajdu: 26-28 sierpnia 2011 r.


  • 26 sierpnia

Pierwsza koncentracja odbędzie się w Rudce (woj. Podlaskie, powiat Bielsk Podlaski) przy Urzędzie Gminy. O godzinie 9.00 patrole wyruszą do Ciechanowca wykonując zadania terenowe głównie szlakiem Uderzeniowych Batalionów Kadrowych. Po osiągnięciu Ciechanowca nastąpi zajęcie na kwatery miejscowego Internatu Zespołu Szkół Ogólnokształcących. W godzinach popołudniowych odbędą się zajęcia strzeleckie w formie zawodów. Wieczorem natomiast planowany jest wykład pracowników Instytutu Pamięci Narodowej.

  • 27 sierpnia

Druga koncentracja we wsi Czaje. Patrole dotrą tam pieszo wykonując zadania terenowe związane z działalnością na tym obszarze 5 i 6 Wileńskiej Brygady AK, jak również oddziałów NSZ, NZW oraz UBK. Obok pomnika poświęconego kpt. Władysławowi Łukasiukowi "Młotowi" odbędą się zajęcia prowadzone przez  zaproszoną w tym celu Trójmiejską Grupę Rekonstrukcji Historycznej. Wieczorem, po powrocie na kwaterę, nastąpi podsumowanie Rajdu. Przygotowana jest także Niespodzianka.

  • 28 sierpnia

Trzecia koncentracja w Narewce. Przerzut patroli do Narewki nastąpi autokarami. Po drodze zatrzymamy się w Kiersnowie aby złożyć kwiaty pod pomnikiem upamiętniającym mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszkę", ale także by przypomnieć historię bardzo ważnej dla 5. WBAK rodziny Państwa Kiersnowskich. W programie uroczystości poświęconych Żołnierzom Wyklętym w Narewce w 65 rocznicę śmierci Danusi Siedzikówny "Inki" jest Msza święta, przemówienia zaproszonych gości, złożenie kwiatów przy pomniku "Inki".


[Kliknij w mapę aby powiększyć]

Młodzież zainteresowana udziałem w Rajdzie, w tym szczególnie drużyny harcerskie, które wybrały "Inkę" jako swoją patronkę, proszone są o zgłaszanie swojego udziału do 15 sierpnia 2011 r. na podane niżej adresy mailowe lub telefonicznie. W odpowiedzi otrzymacie karty zgłoszenia oraz szczegółowe wskazówki i regulamin Rajdu. Osoby, instytucje, stowarzyszenia i środowiska zainteresowane udziałem w uroczystościach także prosimy o kontakt z organizatorami.

Na czas Rajdu organizatorzy zapewniają uczestnikom wyżywienie, zakwaterowanie oraz środki transportu w ramach planowanego programu. Uczestnicy na miejsce pierwszej koncentracji docierają na swój koszt. Podobnie wracają.

Ekwipunek uczestnika Rajdu powinien zawierać: karimatę, śpiwór, namiot (w zależności od ilości osób, które zdoła pomieścić – w razie złych warunków pogodowych noclegi odbędą się w internacie), menażkę, niezbędnik, kubek. Rajd ma formę pieszą więc konieczne będą dobre buty oraz dostosowane do zmiennych warunków pogodowych ubranie. Warto przed udziałem w Rajdzie poczytać na temat Żołnierzy Wyklętych – nie jest wskazana literatura resortowa!

Dane kontaktowe:

RKOPN – 609037559
[email protected]

SH5.WBAK – 603853669
[email protected]

Strony internetowe, na których można znaleźć informacje o Rajdzie:

http://boguslawlabedzki.pl/page1.html
www.lupaszko.pl
http://www.cmhajnowka.nazwa.pl/strony/index1.html

Na temat mjr. "Łupaszki" i jego żołnierzy czytaj więcej:

Strona główna>

Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (4)

Wraz z ukazaniem się kolejnego numeru periodyku „Zeszyty Historyczne WiN-u” nr 34, rok XX, czerwiec 2011, zapraszam do lektury fragmentu jednego z opublikowanych tam artykułów autorstwa historyka krakowskiego oddziału IPN – Dawida Golika, poświęconego oddziałom partyzanckim na Sądecczyźnie.

Dawid Golik
„Dla Ciebie Polsko i Dla Twej Chwały”. Oddziały partyzanckie Józefa Toczka „Topora”, Władysława Janura „Wisły” i Jana Peciaka „Graba”.


  • Wkroczenie Armii Czerwonej i rozwiązanie oddziału „Topora”
19 stycznia 1945 r. Nowy Sącz był już opanowany przez wojska Armii Czerwonej, natomiast do poszczególnych oddziałów partyzanckich w Inspektoracie AK Nowy Sącz docierać zaczęły rozkazy o urlopowaniu żołnierzy podziemia. Mimo że w tym samym dniu rozkazem gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka” rozwiązana została Armia Krajowa, poszczególni komendanci i dowódcy placówek na terenie „Niwy” nie mieli rozkazu zdemobilizować swoich ludzi, a jedynie urlopować ich na czas nieokreślony, w myśl słów, że moment prawdziwej walki jeszcze nadejdzie (takie były ostatnie wytyczne Komendy Okręgu AK w Krakowie). Stan niepewności i tymczasowości zapanował także na Sądecczyźnie, gdzie z jednej strony ujawnił się i rozbroił oddział por. Juliana Zubka „Tatara”, natomiast część oddziałów dyspozycyjnych, jak również sama Komenda Obwodu „Chwast” funkcjonowały dalej1.

Również ppor. Toczek wstrzymał się początkowo z rozwiązaniem swojego oddziału (czy też może kilku równoległych oddziałów), postanowił sam pojechać do Nowego Sącza i sprawdzić jak wygląda „wyzwolona” stolica powiatu.

Dnia 23 stycznia 45 r. wybrałem się z „Wilkiem” i „Zbyszkiem” do Nowego Sącza. Oni zatrzymali się u znajomego „Wilka”, ja zaś szedłem północną stroną rynku i wówczas to doznałem szoku. Na świeżym parkanie z desek, oddzielającym wyburzoną kamienicę od ulicy zobaczyłem afisz dużych rozmiarów, którego widok wstrząsnął mną. Afisz ten przedstawiał ulicę z krawężnikami, chodnikami i kratką ściekową. Na ulicy tej leży pełno śmieci, a każdy z nich posiada głowę ludzką z napisem AK. Robotnik w połatanym ubraniu i z ogromną miotłą zmiata te śmiecie do kratki ściekowej, a na górze tego afiszu, umieszczony jest dużymi literami napis: „Wymieść śmiecie AK z Kraju”. […] Następuje moment jakiegoś buntu, zrywam ten afisz tak, że drzazgi świeżych desek wbiły mi się za paznokcie. Przechodzący ludzie szybko się oddalają, nie chcą widocznie być świadkami. Stoję z podartym afiszem, gniotę go w kulę i powolnym jakimś starczym krokiem idę tam gdzie zatrzymali się „Wilk” i „Zbyszek”. Wracamy do Jelnej2.


Pchor. rez. Józef Toczek – zdjęcie przedwojenne (ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu).

Wówczas to „Topór”, także w trosce o swoich podwładnych, zdecydował o rozwiązaniu swojej grupy. 26 stycznia 1945 r. nastąpiło rozformowanie tzw. grupy uderzeniowej, powstałej specjalnie do realizacji akcji „Mosty”. Z uwagi na to, że w jej szeregach było wielu zawodowych podoficerów, część z nich postanowiła zgłosić się do tworzonego przy boku Armii Czerwonej „ludowego” Wojska Polskiego. Wśród nich byli m.in. Jan Zięcina „Wilk” (st. wachmistrz 5. pułku strzelców konnych) i Władysław Kosecki „Zbyszko”. Dzień później, 27 stycznia, została rozwiązana grupa „zasadnicza” – trzon oddziału „Topora”, natomiast „melinowaniem” broni zająć się miał zastępca Toczka, Władysław Szewczyk „Sokół”.

Ostatni meldunek do KO wysłałem w dniu 28 stycznia 1945 r. Meldunek dotyczył wykonania akcji krp. „Mosty” oraz rozwiązania oddziału partyzanckiego „Topora”3.

30 stycznia 1945 r. Józef Toczek wyjechał wraz z ciężko chorą żoną do Piotrkowic, kończąc w ten sposób swoją okupacyjną działalność. Już po wojnie zamieszkał w Tarnowie, gdzie przez lata spotykały go różnego rodzaju szykany ze strony komunistów4.
  • „Wojsko Polskie”
Sytuacja byłych akowców na Sądecczyźnie była w pierwszej połowie 1945 r. bardzo skomplikowana. Z jednej strony wszystkie oddziały partyzanckie zostały rozwiązane a broń ukryto, z drugiej jednak dla wielu żołnierzy zawarte w rozkazie mjr. „Borowego” stwierdzenie o ich urlopowaniu (a nie demobilizacji) rodziło różnego rodzaju przemyślenia i wątpliwości. Część akowców nadal się ukrywała, inni wracali w swoje rodzinne strony (m.in. do Wielkopolski lub na Mazowsze), część wyjechała wiosną 1945 r. na tzw. Ziemie Odzyskane. Większość z nich utrzymywała jednak między sobą łączność, kontaktowała się z byłymi przełożonymi, wykonywała też ich polecenia m.in. dotyczące obsadzania „własnymi siłami” posterunków Milicji Obywatelskiej.

Co ciekawe, aż do połowy 1945 r. funkcjonowały w konspiracji poszczególne obwody Inspektoratu AK Nowy Sącz. Sztab 1. psp AK ukrywał się co prawda w Krakowie, jednak przez sieć łączników utrzymywano w dalszym ciągu korespondencję z Podhalem i Sądecczyzną. Tzw. Armia Krajowa w Likwidacji prowadziła działalność wywiadowczą, utrzymywała sieci konspiracyjne, ale także dotknięta represjami rozpoczęła działalność zbrojną. W Obwodzie „Chwast” powstało kilka nowych oddziałów partyzanckich, które podporządkowane były (lub też utrzymywały kontakt) z byłym komendantem Obwodu AK Nowy Sącz – por. „Emilem” (używającym również ps. „Olcha”). Większość z nich swoją działalność zakończyła latem 1945 r., kiedy po powstaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej wydawało się, że możliwe będzie przeprowadzenie w Polsce demokratycznych wyborów. Stąd też bardziej korzystna wydawała się w przyszłości cywilna, a nie wojskowa formuła walki z komunistami. Wiele osób również wyprowadziła „z lasu” ogłoszona 2 sierpnia 1945 r. amnestia, która jak się miało niebawem okazać, posłużyła komunistom do przeliczenia i skatalogowania partyzantów działających w niepodległościowym podziemiu. Już jesienią 1945 r. doszło do ponownego zaktywizowania się oddziałów antykomunistycznych. Zbiegło się to w czasie z powstaniem Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, będącego spadkobiercą tradycji, ale także kadr Armii Krajowej.

Również na terenie placówki „Dolina” zaczęły powstawać nowe struktury konspiracyjne. Przede wszystkim żaden z wysokich stopniem żołnierzy AK z tego terenu nie ujawnił przed „władzą ludową” swojej przynależności do tej formacji. Trudno jest w obecnej chwili odtworzyć dokładną działalność poszczególnych członków placówki od stycznia do listopada 1945 r. Wiadomo jednak, że „Dolina” nadal funkcjonowała, a na pierwszy plan w organizacji jej antykomunistycznych struktur wysunął się kpt. Władysław Oleksy „Kuba”, „Kazek” przewidywany na przełomie 1944 i 1945 r. na przewodniczącego Wojskowego Sądu Specjalnego w Obwodzie AK Nowy Sącz (ławnikiem w tym sądzie miał być Stefan Bednarek)5. Jak się wydaje, Oleksy był twórcą oraz głównym zwierzchnikiem oddziału partyzanckiego „Wojsko Polskie”, na którego czele stanął podoficer z oddziału „Topora” – kpr. Władysław Janur „Biały”, „Wisła”.

Żołnierze oddziału „Wojsko Polskie”. Od lewej Władysław Janur „Biały”, „Wisła”, N.N., Jan Peciak „Grab”, „Kościuszko”. Zamczysko, wiosna 1946 r. (Zdjęcie ze zbiorów Benedykta Peciaka).

Tak pierwsze spotkanie z Oleksym, które odbyło się w Chomranicach, relacjonował w śledztwie Jan Peciak:

Na spotkaniu tym Krzyżak Jan […] przedstawił mnie komendantowi oświadczając iż jestem Peciak Jan z Rojówki, ukrywam się przed aresztowaniem, jestem poszukiwany przez Urząd Bezpieczeństwa i Milicję, podczas okupacji ukrywałem się i należał[em] do AK. Wówczas komendant pytał się mnie za co ukrywałem się podczas okupacji i za co jestem poszukiwany przez org[ana] BP ja oświadczyłem, że władze sowieckie chciały mnie aresztować i ja zbiegłem, od tego czasu ukrywam się. Następnie komendant pytał się czy składałem przysięgę w AK, a gdy potwierdziłem oświadczył, że przysięga nadal mnie obowiązuje, poczym wyciągnął z kieszeni opaskę biało-czerwoną i założył mi na prawą rękę. Na opasce były wyszyte duże litery „WP”6.

Nie wiadomo, czy „Wydział Zamiejscowy” Okręgowego WSS w Krakowie pod przewodnictwem „Kuby” zdążył rozpocząć swoją działalność przed rozwiązaniem szeregów AK, ale z całą pewnością Oleksy gromadził doniesienia o przestępcach i zdrajcach z terenu Sądecczyzny. Był również, aż do momentu rozwiązania AK, komendantem Wojskowej Służby Ochrony Powstania w Inspektoracie „Niwa”7. Stąd też oddział przez niego utworzony poza działalnością antykomunistyczną miał na celu m.in. likwidację dawnych konfidentów niemieckich oraz powstałych jeszcze w czasie okupacji lub tuż po jej zakończeniu band rabunkowych. Samo dojście do władzy komunistów uznawano za kolejną (po niemieckiej) okupację Polski, a obsadzoną w dużej części przez członków PPR administrację państwową traktowano jako twór tymczasowy i w pełni dyspozycyjny wobec ZSRS. Analogicznie podchodzono też do kwestii współpracy z nowym okupantem – likwidując funkcjonariuszy UB, ale też informatorów bezpieki jak podczas wojny niemieckich kolaborantów i ich zwierzchników z tajnej policji. Żołnierze podlegli Janurowi mieli bardzo dobre relacje z miejscową ludnością, a ich współpracownikami byli milicjanci z posterunków w Łososinie Dolnej, Chomranicach i Chełmcu8. Terenem działalności kilkunastoosobowej grupy były przede wszystkim gminy Chełmiec oraz Łososina Dolna, co pokrywało się zasadniczo z obszarem, na którym w czasie okupacji niemieckiej walczył oddział „Topora”. Żołnierze „Wojska Polskiego” byli umundurowani i nosili biało-czerwone opaski z literami „WP”. Mieli też pieczęć oddziału, na której widniał orzeł w koronie z literami WP oraz patriotyczna sentencja „Dla Ciebie Polsko i Dla Twej Chwały”9.

Trzon oddziału „Wojsko Polskie” stanowili wówczas Władysław Janur „Biały”, „Wisła” – dowódca oddziału, Jan Peciak „Grab”, „Haim”, „Kościuszko” – zastępca dowódcy oraz Jan Krzyżak „Bolek” i Jan Krawczyk „Sąsiad”, „Komornik” (w czasie okupacji ps. „Żyto”). Wszyscy czterej byli wcześniej związani z oddziałem „Topora” i placówką „Dolina”. Niedługo później (najprawdopodobniej w grudniu 1945 r.) dołączyli do nich Bolesław Krzak „Staszek” oraz Zbigniew Krzak „Wężyk”, Wojciech Hamiga „Piotr”, Józef Kozyra „Józek” (podczas okupacji w AK ps. „Stokrotka”)10, Władysław Kołdras (vel Wincenty Koszut) „Iwanow” i Władysław Tomasik „Gruszka”. Wiosną 1946 r. dołączyli do grupy Stefan Krzak „Kudyn”, Franciszek Bukowiec „Dziadek” (przede wszystkim współpracownik oddziału), Roman Burdacki „Szklący”, Jan Połomski „Jajko”, „Wiano” (dezerter z MO)11, Stanisław Wideł „Prawy”, „Lis” (podczas okupacji w AK ps. „Fiołek”), Adam Domalik „Nowy”, „Góral”12, Antoni Wąsowicz „Tońko”13 oraz Jan Leszczyński „Palicjant”.

Franciszek Bukowiec „Dziadek”. Wiosna 1946 r. (Zdjęcie ze zbiorów IPN).

Poza nimi w oddziale byli Józef Fecko „Ptak” (w czasie okupacji w AK ps. „Krokus”), Józef Lachór „Dąb”, „Tarabaniarz” i Józef Grzegorzek. Większość żołnierzy na stałe przebywała w domach i zbierana była przez Janura do wykonania konkretnej akcji. W początkowym okresie działalności jako całkowicie „spaleni” musieli się ukrywać sam „Wisła” i jego zastępca „Grab”. Później razem z nimi ukrywało się trzech przybyszów z innych rejonów Polski – „Góral”, „Tońko” i „Palicjant”14.
Strona główna>

1. Zob. G. Mazur, W. Rojek. M. Zgórniak, Wojna i okupacja na Podkarpaciu i Podhalu na obszarze inspektoratu ZWZ–AK Nowy Sącz 1939–1945, Kraków 1998, s. 321–338.
2. J. Toczek, „Oddział partyzancki »Topora«…”, s. 28–29.
3. Ibidem, s. 28.
4. IPN Kr 010/8503, Akta operacyjnej obserwacji przeciwko Józefowi Toczkowi. Toczek początkowo nie ujawnił swojej okupacyjnej działalności i najprawdopodobniej zerwał jakiekolwiek kontakty ze swoimi dawnymi podkomendnymi, zachowując jednocześnie archiwum oddziału oraz notatki z czasu okupacji. Podczas amnestii w 1947 r. ujawnił się w PUBP w Nowym Sączu jako były oficer AK. Na przełomie l. 40. i 50. dokonano włamania do jego domu, podczas którego „złodzieje” zabrali posiadane przez niego dokumenty konspiracyjne. W l. 50. UB dokładnie przyglądał się zarówno jemu samemu, jak i jego rodzinie. O jego wypowiedziach i poglądach donosili bezpiece agenci i informatorzy ulokowani w zakładach, w których pracował. Obserwacji Toczka zaprzestano dopiero na początku l. 60.
5. AP Kr, 1319/O, Zespół 1. psp AK, cz. 5, k. 20, Propozycja obsady WSS Inspektoratu „Niwa”, 15 XII 1944; Trudno w chwili obecnej ustalić, czy sam Stefan Bednarek brał czynny udział w tworzeniu oddziału „Wojsko Polskie” i w jakim stopniu wspomagał w tych działaniach kpt. „Kubę”. Materiały na ten temat nie zachowały się w stopniu wystarczającym, by można było kategorycznie rozstrzygnąć, czy był on zaangażowany w nową konspirację, czy też nie. W l. 1945–1947 pracował dorywczo w spółdzielni rolniczo-handlowej w Nowym Sączu. Ujawnił się 25 IV 1947 r. podczas akcji amnestyjnej, ale przyznał się wówczas jedynie do działalności okupacyjnej w AK. Następnie wyjechał do Oświęcimia, gdzie pracował jako referent w Urzędzie Skarbowym, a od 1949 r. kierownik wydziału finansowego tego urzędu. Wstąpił do PZPR. W l. 50. Bednarek był inwigilowany przez UB w związku z działalnością na terenie Sądecczyzny w okresie okupacji. Nie łączono jednak jego osoby z działalnością oddziału Janura (IPN Kr 010/7649, Akta operacyjnej obserwacji przeciwko Stefanowi Bednarkowi). Z całą pewnością wiedział jednak o niej i musiał być do niej pozytywnie ustosunkowany, skoro po 1989 r. włączył się w starania Jana Peciaka o unieważnienie wyroku WSR w Krakowie w jego sprawie, napisał mu też dedykację w jednej z książek o treści: Janowi Peciakowi z Rojówki. Drogiemu partyzantowi-żołnierzowi Armii Krajowej z okresu okupacji hitlerowskiej, który walczył o wolność i niepodległość ojczyzny i wycierpiał 15 lat więzienia we Wronkach za „zbrodnię patriotyzmu” skazany przez sądy PRL niczego nie ujawniając UB-kom z konspiracyjnych tajemnic. Na pamiątkę wręczam Stefan Bednarek b. d-ca placówki „Dolina” AK (Łososina Dolna) (kserokopia dedykacji w zbiorach T. Płużańskiego).
6. IPN Kr 110/5102, Akta sprawy karnej przeciwko Janowi Peciakowi [dalej: IPN Kr 110/5102], k. 110, Protokół przesłuchania podejrzanego Jana Peciaka, 7 II 1953; D. Golik, Jan Jakub Peciak…
7. AP Kr, 1319/O, Zespół 1. psp AK, cz. 2, k. 72, Wykaz oficerów 1. psp AK przydatnych do dalszej konspiracji, 31 III 1945. Bardzo niewiele wiadomo zarówno o samym Oleksym, jak i o jego powojennej działalności. W sporządzonym na wniosek Komendanta Okręgu 31 III 1945 r. przez mjr. Adama Stabrawę „Borowego” wykazie oficerów 1. psp AK mogących być przydatnymi w przyszłej konspiracji pojawia się 9 pseudonimów – w tym również pseudonim Oleksego. Jest tam określony jako kpt. rez. (ze starszeństwem z 1921 r.) ps. „Kuba” ur. 20 VII 1894 r. służący wcześniej w Korpusie Administracyjnym WP z adnotacją: Przydatność boj[owa] i konsp[iracyjna] duża. Wszystko więc wskazuje na to, że rzeczywiście Oleksy do drugiej konspiracji przeszedł. Nie wiadomo jednak, czy była to jego własna inicjatywa, czy też miał kontakt np. ze strukturami sądeckiego WiN-u lub Brygadami Wywiadowczymi. O konspiracyjnej roli Oleksego nie wiedziała nawet jego najbliższa rodzina. M.in. dzięki temu mógł objąć na początku 1945 r. funkcję dyrektora administracyjnego szpitala w Nowym Sączu, a następnie w końcu l. 40. przeprowadził się wraz z żoną i córką do Krakowa, gdzie otrzymał stanowisko w szpitalu Bonifratrów. Chorował już wówczas na serce. Zmarł na początku l. 50. Relacja Ewy Zajączkowskiej z d. Oleksy z 22 X 2010 r. – w zbiorach autora.
8. IPN Kr 07/3394, k. 61, Protokół przesłuchania Bolesława Krzaka, 9 VIII 1950. Bliskie kontakty z partyzantami utrzymywał m.in. Józef Karcz, zastępca komendanta, a następnie komendant posterunku MO w Łososinie Dolnej, który w czasie wojny był w oddziale „Topora” (ps. „Czajka”).
9. IPN Kr 074/183, Charakterystyka nr 184. Banda terrorystyczno-rabunkowa pn. „Wojsko Polskie” znana również jako banda „Janura” [dalej: IPN Kr 074/183], k. 3–4. Słowa zawarte na pieczęci oddziału związane są z tradycją Legionów Piłsudskiego i pochodzą z wiersza legionisty Adama Szani, który znalazł się na „krzyżu legionistów” upamiętniającym stoczoną w 1915 r. bitwę pod Rafajłową. Cały czterowiersz brzmi następująco: Młodzieży Polska, patrz na ten krzyż, Legiony Polskie dźwignęły go wzwyż, Przechodząc góry, lasy i wały, Dla Ciebie: Polsko! I dla twej chwały. Sentencja ta (w formie: „Dla Ciebie Polsko i dla Twojej Chwały”) znajduje się również na mogile legionistów na cmentarzu komunalnym w Nowym Sączu.
10. IPN Kr 110/780, Akta sprawy karnej przeciwko Józefowi Kozyrze i innym [dalej: IPN Kr 110/780].
11. IPN Kr 0159/1740, Akta funkcjonariusza MO Jana Połomskiego.
12. Adam Domalik pochodził ze Spytkowic (pow. nowotarski) i w 1945 r. zgłosił się jako ochotnik do „ludowego” WP. Ukończył szkołę podoficerską przy 2. (zapasowym) pp w Krakowie i został przydzielony do 61. pułku 17. DP, gdzie przez trzy miesiące pełnił funkcję magazyniera. Stamtąd przeniesiono go do jednostki WOP do Starego Sącza na stanowisko podoficera (kaprala) żandarmerii. 30 III 1946 r. Domalik zdezerterował z wojska i przyłączył się do oddziału Mieczysława Janczaka „Beskida”. Nie zdobył jednak (jak sam relacjonował) zaufania partyzantów, którzy sądzili, że został specjalnie wysłany przez wojsko, ażeby rozpracować ich oddział. Domalik w obawie o swoje życie odłączył się od „Beskida” i na własną rękę ukrywał się w rejonie Starego Sącza (miało to miejsce na przełomie marca i kwietnia 1946 r., a więc w momencie kiedy oddział „Beskida” został rozwiązany – możliwe więc, że właśnie rozformowanie oddziału było rzeczywistym powodem poszukiwania przez niego kontaktu z inną grupą). Od miejscowych gospodarzy dowiedział się, że w Klęczanach może przyłączyć się do oddziału partyzanckiego Janura. Po spotkaniu z Peciakiem i Wąsowiczem, które miało miejsce jeszcze w kwietniu 1946 r., wszedł w skład grupy posługując się ps. „Nowy”, a następnie „Góral” (Zob. IPN Kr 110/2824, Akta sprawy karnej przeciwko Antoniemu Wąsowiczowi i towarzyszom, t. 1–2).
13. Antoni Wąsowicz urodził się na Wileńszczyźnie i po zajęciu Kresów przez Armię Czerwoną w 1944 r. został powołany do odbycia służby wojskowej. Po przeszkoleniu, w stopniu kaprala, rozpoczął służbę w 4. „warszawskim” pułku aprowizacyjnym, który stacjonował kolejno w Białymstoku, Mińsku Mazowieckim i Szamotułach. 25 V 1945 r. zdezerterował z wojska i wstąpił do oddziału „Zadory”, gdzie posługiwał się ps. „Leszek”. Po ujawnieniu się we wrześniu 1945 r. Wąsowicz wyjechał na tzw. Ziemie Odzyskane w poszukiwaniu swojej rodziny. Stamtąd po skontaktowaniu się z NN Stefanem wyjechał do Nowego Sącza i najprawdopodobniej w marcu 1946 r. wstąpił do oddziału „Wisły”, otrzymując ps. „Tońko” (Zob. ibidem).
14. IPN Kr 074/183, k. 6–8.

Dziwy na cmentarzu… postscriptum do Apelu 9 maja

Grzegorz Wąsowski

O CZEKISTACH, KTÓRZY
PRZEŻYLI SWOJĄ ŚMIERĆ, CZYLI DZIWY NA CMENTARZU

Dygresja zamiast wstępu, czyli wspomnienie "nieudanej próby asertywności"

Zabieram Państwa na cmentarz. Nie na ten, na którym były przewodniczący klubu poselskiego Platformy Obywatelskiej i komisji finansów Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej pan Zbigniew Chlebowski dał jeden z przykładów nieudanej próby asertywności wobec pana Ryszarda Sobiesiaka (uprzejmie przypominam, że nieudana próba asertywności to prawie urzędowe określenie istoty kontaktów pomiędzy panami Chlebowskim i Sobiesiakiem, bo przecież sformułowane w publicznej, w ocenie niżej podpisanego jednej z najważniejszych i naprawdę godnych zapamiętania, wypowiedzi  premiera Rzeczypospolitej Polskiej pana Donalda Tuska; pasuje ono zatem, jak sądzę, także do spotkania obu dżentelmenów, do którego doszło w dyskretnym otoczeniu cmentarnych mogił).

Zabieram Państwa na cmentarz wojenny żołnierzy radzieckich w Bielsku Podlaskim. Zapewniam, że jest na nim miejsce prawdziwie frapujące…

Wprowadzenie do zagadki

Zanim wkroczymy na  teren wzmiankowanego  cmentarza, powinniśmy zapoznać się z treścią dużej granitowej tablicy informacyjnej, która znajduje się  na prawo od głównego wejścia. Dość dawno temu wykuto na niej informację, że obiekt, którego tablica jest zwiastunem, to "CMENTARZ ŻOŁNIERZY ARMII RADZIECKIEJ I MOGIŁA ŻOŁ. WOJSKA POLSKIEGO POLEGŁYCH W WALKACH O WYZWOLENIE ZIEMI BIELSKIEJ W OKRESIE DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ". Z  tablicy  można również wyczytać, że na cmentarzu jest pochowanych ogółem 2147 żołnierzy radzieckich.

Pozostawmy za cmentarną bramą konstatację, że napis jest nieprecyzyjny, ponieważ walki toczone przez Armię Czerwoną o wyparcie Niemców z ziemi bielskiej, co dotyczy zresztą każdego innego kawałka  polskiej ziemi, i nie tylko polskiej, nie były walkami  o jej wyzwolenie, gdyż Armia Czerwona niosła ze sobą nie wolność, lecz inną niewolę – torowała bowiem drogę do zastąpienia totalitarnego i zbrodniczego nazizmu (czyli socjalizmu narodowego) totalitarnym i zbrodniczym komunizmem (czyli socjalizmem międzynarodowym). Pamiętajmy przy tym, że wielu naszych współplemieńców ma w tej sprawie odmienne zdanie. Dla nich cmentarz w Bielsku Podlaskim jest jednym z miejsc, w których koniecznie należy pojawić się 9 maja, aby zapalić lampki na grobach żołnierzy radzieckich.

Osobiście uważam, że tego dnia  należy postawić zapalone znicze  w miejscach upamiętniających naszych przodków poległych i pomordowanych w walce z reżimem komunistycznym, dla którego Armia Czerwona była głównym narzędziem podboju. A to dlatego, że, jak słusznie w komentarzu pod zamieszczonym na portalu wpolityce.pl Apelem w tej sprawie napisał  jeden z internautów, 9 maja 1945 r. należy uznać za symboliczną datę zatwierdzenia przez aliantów komunistycznego zniewolenia Polski. Zostawmy jednak tę kwestię z boku. Ani ja tym tekstem nie nakłonię kogokolwiek, aby lampki, które miał zapalić na grobach żołnierzy radzieckich spożytkował w miejscach upamiętniających krew przelaną przez naszych rodaków, którzy padli w walce z reżimem komunistycznym, ani  nikt mnie w żaden sposób  nie przekona bym dobrowolnie zapalił znicz czy inny symbol pamięci na grobie czerwonoarmistów. W tej sprawie, mówiąc frazą wiersza Zbigniewa Herbertaani nam witać się ani żegnać żyjemy na archipelagach

Zagadka

Skupmy się lepiej na faktach. Spróbujmy nanieść wydarzenia, w których śmierć poniosło tych 2147 radzieckich nieszczęśników  pochowanych na cmentarzu w Bielsku Podlaskim, na oś czasu. Zapytuję: w którym roku oni zginęli? Moja wyobraźnia szybko sufluje do ucha komentarze zdziwionych czytelników: o co mu chodzi?, zgłupiał? Przecież to oczywiste – Niemcy zostali wyparci z ziemi bielskiej latem 1944 r. (wojska niemieckie opuściły Bielsk Podlaski 30 lipca 1944 r.). Na proste pytanie pada zatem szybka, jasna odpowiedź: zginęli w roku tysiąc dziewięćset czterdziestym czwartym. Ornamentyka ogrodzenia cmentarza, układająca się na każdym jego przęśle od strony głównego wejścia na teren cmentarza w treść 1944, wskazuje że  to prawidłowa odpowiedź. Także cmentarne mogiły potwierdzają, że tak właśnie jest.  Nagrobki na nich wyglądają  jednakowo: patrząc na nie od frontu widzimy płaszczyznę czworoboku złamaną w jej lewym górnym rogu czerwoną gwiazdą, a w środku pola czarną tablicę z nazwiskami pochowanych albo informacją, że to mogiła zbiorowa (w takim wypadku podana jest liczba pochowanych w danej mogile). W lewym dolnym rogu czworoboku frontowej płaszczyzny  nagrobka wyryty jest napis 1944, a na górze z prawej strony POLEGLI W WALCE. Napisy te jeszcze kilka lat temu dobrze widoczne są teraz, wskutek odpadnięcia czarnej farby, mało czytelne, ale nadal świadczą o roku, w którym zginęli ci, co pod nimi spoczywają.

O względności czasu i czekiście  poległym w walce o "wyzwolenie" ziemi bielskiej

Rok tysiąc dziewięćset czterdziesty czwarty to jest prawie dobra odpowiedź na moje pytanie; prawie, ale nie w pełni. Można rzec, powtarzając za Poetą, że proste z pozoru pytania wymagają zawiłej odpowiedzi. Zapowiadałem przecież, że jest na cmentarzu w Bielsku Podlaskim miejsce frapujące. Czas je wskazać.

Pochylmy się nad jedną z mogił usytuowanych w drugim bodaj rzędzie na lewo od głównego wejścia na teren cmentarza. Pośród uwiecznionych na tablicy nagrobnej nazwisk pochowanych w tej mogile  osób,  poległych w walce o wyzwolenie ziemi bielskiej w 1944 r., figuruje, jako piąte od góry, nazwisko DOKSZYN.

Dla poszukiwaczy przykładów dowodzących słuszności twierdzenia, że czas to pojęcie względne, mogiła  ta powinna  być naprawdę interesującym miejscem. Z jakiego powodu? Już wyjaśniam. Otóż Aleksander  Dokszyn, bo o niego tu chodzi,  zginął  nie w 1944 r., lecz 5 stycznia 1945 r.

Powie ktoś: zaraz, zaraz, przecież Niemców, to już ustaliliśmy, nie było wtedy na ziemi bielskiej od dobrych kilku miesięcy…

Zgoda, ale byli za to "reakcjoniści" spod znaku AK i to oni zastrzelili Aleksandra Dokszyna… czekistę Aleksandra Dokszyna.

Zginął on w stopniu starszego lejtnanta, pełniąc odpowiedzialną z punktu widzenia sowieckiego aparatu terroru, instalującego w Polsce reżim komunistyczny, funkcję szefa  kontrwywiadu "Smiersz" na powiat Bielsk Podlaski. Został zlikwidowany, podczas wykonywania zadania operacyjnego na terenie gminy Boćki, przez sekcję egzekucyjną
Obwodu AK Bielsk Podlaski dowodzoną przez por. Zygmunta  Błażejewicza  "Zygmunta".

Por. Zygmunt Błażejewicz ps. "Zygmunt"

Należy dodać, że śmierć st. lej. Dokszyna nie pozostała bez konsekwencji dla ówczesnych mieszkańców okolic Bociek. W końcowej części poświęconego zamachowi na Dokszyna fragmentu meldunku sztabu 32 Zmotoryzowanego  Pułku Strzeleckiego WW NKWD za okres od 25 grudnia 1944 r. do 10 stycznia 1945 r. znajdujemy brzmiący złowróżbnie passus:

WNIOSEK: należy przyjąć, że napadu dokonała uzbrojona banda. PODJĘTE ŚRODKI: Grupa operacyjna KRO "Smiersz" pod dowództwem majora Gribko wzmocniona przez pododdział pułku w sile 50 ludzi przeprowadziła operację w celu wzięcia niektórych podejrzanych o uczestnictwo w bandzie.

W ciągu kolejnych kilkunastu dni stycznia 1945 r. sowiecka grupa operacyjna kierowana przez mjr. Gribko aresztowała na terenie gminy Boćki blisko 100 osób…

Gribko i inni

Wróćmy jednak z tych ponurych i niebezpiecznych czasów na chwilę do teraźniejszości – na cmentarz w Bielsku Podlaskim. Na tablicy nagrobnej na mogile, w której spoczywa czekista Dokszyn, odnajdziemy również nazwisko GRIBKO. Sąsiaduje ono z nazwiskiem Dokszyn. Jest  na niej umieszczone jako szóste od góry. To wspomniany w ww. meldunku NKWD major Walsilij Gribko. Jego walka o "wyzwolenie" ziemi bielskiej trwała nieco dłużej niż starania A. Dokszyna. Ten zasłużony enkawudzista, bohater Związku Radzieckiego, pełnił funkcję sowieckiego doradcy przy szefie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Bielsku Podlaskim. Zginął 18 sierpnia 1945 r., jako dowódca sowieckiej ekspedycji karnej złożonej z żołnierzy 4 kompanii 2 batalionu 267 Pułku Strzeleckiego WW NKWD, wspartej funkcjonariuszami UB z Bielska Podlaskiego i plutonem żołnierzy 1 praskiego pułku 1 Dywizji Piechoty LWP im. Tadeusza Kościuszki, podczas działań represyjnych przeciwko członkom konspiracji niepodległościowej z terenu powiatu Bielsk Podlaski. Na swej drodze, we wsi Miodusy Pokrzywne, nieopodal Perlejewa, grupa operacyjna prowadzona przez mjra Gribko napotkała  1 szwadron 5 Brygady Wileńskiej AK dowodzony przez wspomnianego już wcześniej "Zygmunta" oraz oddział ppor./kpt. Władysława Łukasiuka "Młota", w sumie ok. 100 partyzantów.

Kpt. Władysław Łukasiuk "Młot"

W chwili starcia siły po obydwu stronach były zrównoważone, z lekką przewagą po stronie żołnierzy podziemia. W zaciekłym, trwającym około 3 godzin boju zginęło co najmniej 18 oficerów i żołnierzy NKWD, 11 żołnierzy LWP i kilku funkcjonariuszy UB; niektóre źródła podają, że po stronie komunistycznej zginęło ponad 50 osób (zainteresowanych szczegółami tej walki zachęcam do lektury publikacji pt.  5 Brygada Wileńska AK 18 sierpnia 1945 r. Bitwa w Miodusach Pokrzywnych). Pośród zabitych był major Wasilij Gribko. W walce z partyzantami "Zygmunta" i "Młota" padł również dowódca 4 kompanii strzeleckiej 2 batalionu 267 Pułku Strzeleckiego  WW NKWD starszy lejtnant Aleksiej AMELIN, zginęli także sierż. Michaił DANIŁOW, lej. Grigorij GAWRUSZYN i sierż. Wasilij KAŁABOW. Wszyscy oni spoczywają w jednej mogile, razem ze swym dowódcą, mjr. Gribko. Ich nazwiska znajdziemy na  tablicy nagrobnej odpowiednio jako pierwsze, trzecie, czwarte i siódme. Dodajmy, że walkę o "wyzwolenie" ziemi bielskiej zakończył 18 sierpnia 1945 r.  w Miodusach także  kpt. Nikołaj KRASNOW. On również spoczywa na cmentarzu w Bielsku Podlaskim, tyle że  w sąsiedniej mogile, urządzonej w taki sam sposób jak mogiła jego kolegów – czekistów.

Wysokiej klasy fachowcy

Warto wiedzieć, ze wszyscy wyżej wymienieni jak również inni enkawudziści polegli w  walce z partyzantami "Zygmunta" i "Młota" w Miodusach byli specjalistami w zwalczaniu kontrrewolucyjnego podziemia i naprawdę wysokiej klasy fachowcami w tej dziedzinie. Dali tego dowód choćby w Bodakach, gdzie w maju 1945 r. rozbili 50 osobowy oddział NZW  por. Zbigniewa Zalewskiego "Drzymały" (zginęło wówczas  ponad 20 partyzantów), oraz w lipcu 1945 r. w  Lubiejkach, likwidując poakowski oddział  pchor. Franciszka Pietrzykowskiego „Cincinatusa".

"Ostatni sk…syn"

Nie dziwi więc, że w meldunku Komendy Powiatu NZW Bielsk Podlaski za sierpień 1945 r., w jego fragmencie dotyczącym walki w Miodusach napisano co następuje

[…] dochodzi do potyczki między oddziałem Zygmunta i Młota a bolszewicką obławą (oddziałem szturmowym). Bolszewicki oddział szturmowy zostaje całkowicie rozbity. Zabitych jest ponad 50 bolszewików, masa rannych. Wśród zabitych znajduje się major Grypko (błędna pisownia nazwiska; oczywiście chodzi o mjra Wasilija Gribko – przyp. G.W.), kierownik UB Bielsk. W ręce Zygmunta wpadają cenne dokumenty (cała teczka), spisy członków konspiracji, dowódcy oddziałów, składy broni w  całym terenie. Było to przy mjr. Grypko. Zabitym bolszewikom zrobiono w Bielsku manifestacyjny pogrzeb. Na grób Grypki przysłano wieńce z Mińska i Smoleńska. Wygłoszono mowy pełne pogróżek pod adresem Polaków. Major Grypko (opinia): ohydny bolszewik, polakożerca, ostatni skurwysyn. Kula partyzanta, która rozwaliła mu łeb, z punktu widzenia Polaka, jest to najlżejszy wymiar kary. […].


Sowietnik PUBP w
Bielsku Podlaskim mjr NKWD Wasilij Gribko, zginął 18 sierpnia 1945 r. w
walce 1 szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK w Miodusach Pokrzywnych
.

Porażka, którą sowieci ponieśli w walce w Miodusach obiła się echem w gabinetach dowódców NKWD działających na froncie walki z polską kontrrewolucją – generał lejtnant Nikołaj Seliwanowski, sowiecki doradca przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, wydał adresowany do dowództwa 62 Dywizji Strzeleckiej WW NKWD rozkaz, mocą którego nakazywał, aby operację mającą rozpoznać i zlikwidować bandę Zygmunta kontynuować do pełnego zniszczenia bandy. W wyniku owej operacji tylko do 24 sierpnia 1945 r. na terenie gmin Ciechanowiec i Brańsk zatrzymano około 300 osób.

Smutny paradoks

Przyznacie Państwo, mam nadzieję,  po lekturze tego tekstu, że  cmentarz wojenny w Bielsku Podlaskim to ciekawe i jednocześnie, jak na cmentarz przystało smutne, dosłownie i w przenośni, miejsce. Pośród czerwonoarmistów poległych w walce z Niemcami spoczywają na nim enkawudziści, którzy kierowali wymierzonym w naszych rodaków sowieckim aparatem terroru na ziemi bielskiej i padli od kul braci naszych rozpaczliwie walczących o niepodległość Polski oraz prawo człowieka do wolnego życia na ziemi. Zasmuca nie to, że są tam pochowani, lecz to że do dziś leżą na polskim cmentarzu jako polegli w 1944 r. w walce o wyzwolenie ziemi bielskiej, choć  przecież  byli esencją czynników zniewolenia tejże ziemi; zresztą każdej ziemi, która miała nieszczęście dostać się w jarzmo komunistyczne. Ot, po prostu jeden  z paradoksów czasów, w których żyć nam przyszło.

Corocznie, 9 maja na mogiłach żołnierzy radzieckich płoną lampki pamięci. Tak jak na wezwanie kilkudziesięciu osobistości życia publicznego miało to miejsce w ubiegłym roku. Pewnie i cmentarz w Bielsku Podlaskim rozbłysnął światełkami zapalonymi przez naszych ziomków. Jeżeli tak było, to lampki pamięci stanęły także na mogile wspomnianych w niniejszym tekście czekistów. W końcu, jak przekonuje cmentarz w Bielsku Podlaskim, zginęli oni w walce o wyzwolenie ziemi bielskiej w 1944 r., więc w czym problem?

Epilog

Skoro dotknąłem problemu pamięci, to niech mi będzie wolno wspomnieć poległych 18 sierpnia 1945 r. w walce z ekspedycją karną kierowaną przez mjra Gribko partyzantów z oddziałów  „Zygmunta" i „Młota". To dzięki ich ofierze czekiści GRIBKO, AMELIN, GAWRUSZYN, KAŁABOW, DANIŁOW, KRASNOW i jeszcze kilkunastu innych zakończyli "wyzwalanie" ziemi bielskiej właśnie w Miodusach, w ten sierpniowy dzień 1945 r. I więcej nie krzywdzili ludzi. Robili to  już ich następcy.

Zginęli z oddziału "Zygmunta":

  • Sierż. Zygmunt Kuczyński "Kruk" i kpr. Mikołaj Torniewicz "Wacek" – padli trafieni serią z sowieckiego erkaemu Diegtariewa;
  • Kpr. Witold Kozłowski "Pikuś"- trafiony w głowę przez sowieckiego strzelca wyborowego;
  • Kpr. Stanisław Sawicz "Gołąb" – trafiony w głowę przez sowieckiego strzelca wyborowego;
  • Kpr. NN "Dziadźka" – "Orkan" – trafiony w głowę przez sowieckiego strzelca wyborowego;
  • Kpr. Ryszard Łubrzyc "Harłapan" – ciężko ranny w brzuch, dobił się z własnej broni;

Zginęli z oddziału "Młota":

  • NN "Olek", NN "Noc" –  padli trafieni serią  z sowieckiego erkaemu Diegtariewa.
  • Rany odniosło kilkunastu partyzantów, w tym kilku ciężkie. Jeden z rannych, NN "Lis", zmarł w kilka dni po walce w Miodusach.

"Kruk", "Wacek", "Pikuś" i "Harłapan" spoczywają na cmentarzu w Perlejewie.
"Gołąb", "Dziadźka" – "Orkan", "Olek" i "Noc" leżą na cmentarzu w Śledzianowie.

Może warto Ich pamięć czcić 9 maja?

Grzegorz Wąsowski
adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954.

Piknik Patriotyczny w Rykach

Piknik Patriotyczny – Ryki, 10 lipca 2011 r.

10 lipca w Rykach odbędzie się „Piknik Patriotyczny” w ramach obchodów 65 rocznicy śmierci Dowódcy 15 Pułku Piechoty Wilków AK Majora Mariana Bernaciaka ps. "Orlik".

[kliknij w plakat aby powiększyć]

PROGRAM:


16:00 – rozpoczęcie ( plac przy kościele parafialnym p.w. Najświętszego Zbawiciela w Rykach)

  • Grupa Patriotyczno-Wychowawcza,
  • Związek strzelecki „Strzelec”,
  • Konkurs wiedzy dla dzieci,
  • Promocja książki Leszka Pietrzaka pt. „Antykomunistyczne podziemie zbrojne na terenie Inspektoratu Puławy w latach 1944-1956”,
  • Promocja książki Krystiana Pielachy pt. „Proces Żołnierzy Wyklętych w Rykach 15.01.1047”,
  • Wystawa IPN – „Zaplute Karły Reakcji”,
  • Koncert zespołu STEREODESANT,

20:00 – gwiazda wieczoru – Koncert zespołu De Press
 
Organizatorami są: Poseł na Sejm RP Jarosław Żaczek, Parafia p.w. Najświętszego Zbawiciela w Rykach, Światowy Związek Żołnierzy AK Koło w Rykach, Stowarzyszenie Prawicowy Ruch Samorządowy w Rykach,  Klub Historyczny im. AK przy I LO. w Rykach.
Katolickie Radio Podlasie i Portal Informacyjny Podlasie24.pl sprawują patronat medialny nad Piknikiem Patriotycznym.

Strona główna>

O nienakręconym odcinku „Czterech pancernych”…

Grzegorz Wąsowski
[wybór ikonografii – autor strony]

O NIENAKRĘCONYM ODCINKU SERIALU „CZTEREJ PANCERNI I PIES” ORAZ DWÓCH FILMACH ANDRZEJA WAJDY, CZYLI ZDAŃ KILKA NA TEMAT PEERELOWSKIEJ SZKOŁY FILMOWEJ.


Serial przez duże „S” ciągle z nami

Kto z wychowanych w PRL-u nie zna serialu Czterej pancerni i pies? Tylko wyjątki. Trzeba przyznać, że zarówno pułkownik Ludowego Wojska Polskiego Janusz Przymanowski – twórca postaci Janka Kosa i jego towarzyszy broni, jak i Konrad Nałęcki – reżyser serialu, spisali się znakomicie. Obaj panowie wykonali kawał dobrej, propagandowej roboty. Tak dobrej, że w „podziwie” dla niej, o serialu Czterej pancerni i pies będę pisał dalej z odpowiednią dystynkcją, używając w wyrazie serial dużej litery „S”.


Przez długie lata kolejne pokolenia Polaków zastygały przed odbiornikami telewizorów, śledząc w napięciu losy załogi czołgu „Rudy”. Wśród nich i ja. Ba, dużo młodsi ode mnie – ci, którzy z racji wieku zasiedli przed telewizorami już po upadku rządów partii komunistycznej, także nie uniknęli kontaktu z Serialem. Stacje telewizyjne cały czas dbają, aby gościł on na ekranach telewizorów, czyli w naszych domach, nie rzadziej niż dwa – trzy razy w roku. Wspólna to troska nie tylko kanałów komercyjnych. Także TVP, realizując misję właściwą telewizji publicznej, przez cały czas pozostaje w awangardzie ambasadorów Serialu. Zdaje się, że tylko w czasie prezesury Pana Bronisława Wildsteina obowiązywał na Woronicza zapis na „Pancernych”. Na szczęście jednak dla tego dzieła i jego wiernych fanów, ponury ten czas nie trwał zbyt długo, i wielki skarb filmoteki narodowej, jakim bez wątpienia jest Serial, został zdjęty z półki, na którą niezasłużenie, z powodów czysto politycznych, trafił. Niedawno był on emitowany w stacji prywatnej TVN 7, a że wakacje już w toku możemy właśnie po raz kolejny usłyszeć, tym razem w TVP 1 i TVP Seriale, jak Edmund Fetting uroczym głosem pięknie wyśpiewuje strofy znanej, chwytającej za serce piosenki z Serialu.

O poczuciu zubożenia i dwóch filmach Andrzeja Wajdy

Dzieło to ma jednak pewien feler. Jest bowiem niedokończone. Koniec filmowej epopei „Pancernych” następuje za szybko, nie pozwala poznać całej ich historii (marginalnie zasygnalizowałem tę kwestię w tekście Paweł Jasienica u mjr. „Łupaszki”. A przecież chodzi o sprawę ważną. O dobro kultury narodowej. Na Serialu wychowały się wszak miliony rodaków. Sądzę, że nie można pozwolić, aby taki stan rzeczy trwał nadal. Bo przezeń wszyscy jesteśmy jakby zubożeni. Zanim jednak rozwinę ten wątek, muszę odreagować takie właśnie odczucie – zubożenia, które towarzyszyło mi, gdy niedawno czytałem na wpolityce.pl felieton Pana Krzysztofa Kłopotowskiego pt. Orzeł Biały dla Wajdy. Autor, uznany krytyk filmowy, dokonał w swym tekście krótkiej retrospekcji twórczości filmowej Andrzeja Wajdy, wykazując niezbicie, że Order Orła Białego należy się Mistrzowi jak mało komu. Co racja, to racja, ale nie w tym rzecz. Felieton, jak już zaznaczyłem, zawiera krótkie omówienie najważniejszych dokonań reżysera. Przy wspomnieniu niektórych obrazów filmowych Mistrza powstałych w okresie PRL-u autor poczynił godne uwagi zastrzeżenie. Napisał mianowicie, że: Nawet jeśli były to filmy zakłamane wobec faktów historycznych, to przecież nie tylko pożyteczne, ale także piękne.
Jednocześnie dziwnym trafem pominął w swym tekście, co wywołało u mnie wspomniane poczucie zubożenia, pierwsze bodaj pełnometrażowe dzieło filmowe Mistrza, czyli Pokolenie, z Tadeuszem Janczarem i Tadeuszem Łomnickim w rolach głównych. Film, wyprodukowany w roku 1954, opowiada o bojowcach PPR-u i Gwardii Ludowej, czyli członkach organizacji dyspozycyjnych wobec centrali partii komunistycznej w Moskwie, dążących, niestety skutecznie, do skomunizowania Polski. Czyżby Pan Kłopotowski uznał, że ten obraz Mistrza wykracza jednak poza ramy pożyteczności i piękna?

Kadr z filmu „Pokolenie” (1954), reż. A. Wajda.

Wybaczcie Państwo dygresję, ale warto zauważyć, że weryfikacji przez kryterium prawda/fałsz podlega w zacytowanym zdaniu z tekstu Pana Kłopotowskiego tylko teza dopuszczająca zakłamanie niektórych filmów Andrzeja Wajdy wobec faktów historycznych. I trudno z nią polemizować. Natomiast twierdzenie, że coś jest pożyteczne lub piękne jest w istocie jedynie oceną, o tyle dowolną, że nie weryfikowalną za pomocą kryterium prawdziwości. Ujmując rzecz innymi słowy, wyrażony przez Pana Kłopotowskiego pogląd na temat pożyteczności oraz piękna filmów Andrzeja Wajdy, także tych, które niekoniecznie zachowały lojalność wobec faktów historycznych, oddaje jedynie emocje autora tekstu wobec komentowanych przez niego dzieł filmowych Mistrza, natomiast nie mówi nic obiektywnego na ich temat.

Dodam, że jeżeli Pan Kłopotowski pominął film Pokolenie powodowany względami wobec piękna lub pożyteczności, to w moim odczuciu, postąpił zupełnie niesłusznie. Uważam, że scena, w której bojowiec Gwardii Ludowej, grany przez Tadeusza Janczara, zostaje osaczony przez niemieckich żandarmów i po wystrzeleniu amunicji rzuca się w dół klatki schodowej z czwartego bodaj piętra kamienicy jest warsztatowo znakomita, a przy tym piękna obrazowo (zastrzegam, że nie dlatego jest piękna, jak niektórzy mogą w swej zaciekłości sądzić, że śmierć uzbrojonego komunisty po prostu cieszy oko ludzi poważnie traktujących idee wolnościowe, lecz z powodu świetnej dynamiki ujęć i poetyki obrazu w jej finałowych sekwencjach). Jest prawie tak samo piękna, jak scena z Popiołu i diamentu, w której podziurawiony jak sito kulami z pistoletu maszynowego Maćka Chełmickiego, bogu ducha winny robotnik umiera przed świętą figurą w przydrożnej kapliczce (dodajmy dla precyzji opisu – nie on był celem egzekucji, zginął wskutek pomyłki jej wykonawców), czy też jak finałowa sekwencja śmierci bohatera na gigantycznym śmietnisku. Zakładam też, że dla wielu miłośników kina wszystkie ww. sceny z obrazów Mistrza są nie tylko piękne, są również pożyteczne, bo dlaczego mają nie być?

Kadr z finałowej sceny filmu „Popiół i diament” (1958), reż. A. Wajda, w której główny bohater – żołnierz AK, Maciek Chełmicki – umiera na śmietnisku.

Szkoła filmowa – polska czy peerelowska?
(z dorobku Józefa Mackiewicza zaczerpnięte)

Jak na mój niewyrobiony gust, sceny te, tak jak filmy, z których pochodzą, są wręcz kultowe dla peerelowskiej szkoły filmowej. Nie polskiej, ale właśnie peerelowskiej. Tak jak dla peerelowskiej szkoły filmowej kultowy jest również Serial Czterej pancerni i pies. Oczywiście, nie śmiem porównywać ogromu walorów artystycznych Pokolenia, czy Popiołu i diamentu do wartości artystycznych Serialu. Tu Mistrz bez wątpienia wygrywa na całej linii. I artyzmem, i pięknem. Tym bardziej, że Serial był obliczony na dotarcie do mas, a te zawsze są mierne (prosta zasada arytmetyki: im większy wspólny mianownik, tym mniejsza wartość ułamka), zaś Mistrz adresował swoje dzieła zawsze raczej do elit. Masa ładunku pożyteczności natomiast wydaje mi się być w przypadku tych trzech obrazów filmowych na zbliżonym poziomie, ale to, jak prawie każda ocena, kwestia smaku.

Temat wart jest jednak głębszej refleksji – polska czy peerelowska była to szkoła filmowa? Jest to zagadnienie zbyt poważne, abym pozwolił sobie na wynurzenia własne. Pozwolę sobie natomiast przypomnieć, że swego czasu – w 1967 r. – podobną kwestię podjął, w znakomitym artykule Droga Pani, Józef Mackiewicz. Artykuł jest wprawdzie poświęcony rozważaniom na temat literatury z okresu PRL-u, ale gdyby zamienić w nim wyraz literatura na film (a zwroty adresowane przez Pisarza do pojęcia literatura zastąpić przystającymi do terminu film), to wydaje się on idealnie pasować do wywołanego przeze mnie tematu.

Mackiewicz napisał:

[…] jestem osobiście jedynym bodaj wyjątkiem, który nie uważa literatury PRL-u w jej całości, za literaturę, i w tradycyjnym, i w ścisłym znaczeniu: polską. Podobnie jak nikomu nie przyszłoby nawet do głowy przed wojną literaturę sowiecką – nawet tę z okresu leninowskiego NEP-u, która cieszyła się o wiele większą swobodą, niż dzisiejsza „peerelowska” w komunistycznej Polsce – nazywać „rosyjską”. Termin byłby wówczas zgoła niezrozumiały. Literatura rosyjska, to była ta sprzed rewolucji bolszewickiej, plus jej kontynuatorka na emigracji. Pod Sowietami zaś powstała: sowiecka, jako całość; choćby poszczególne książki traktowały o dziecinnych zabawach, czy zawiedzionej miłości. I tak to cały świat rozumiał. Po ostatniej wojnie, od czasu „ewolucyjnego” konkursu rozpisanego w świecie zachodnim: kto niżej w pas pokłoni się komunistom […], to już się dawno zmieniło. Osobiście jednak zachowałem przedrewolucyjny pogląd, i tak też patrzę na całość literatury peerelowskiej. Sprawdzianem każdej literatury jest, moim zdaniem, jej szczerość. Komunista piszący w wolnym świecie, jeżeli nie jest wyjątkowo funkcjonariuszem, lecz, załóżmy, szczerze wypowiada swe komunistyczne poglądy, należy niewątpliwie do całości literatury narodowej swego kraju. Natomiast nie tylko komunista, ale i nie-komunista piszący w państwach komunistycznych, tzn. podlegający i fizycznej, i psychicznej reglamentacji, ustanowionej przez ustrój komunistyczny, nie należy już do literatury swego kraju, lecz do literackiego typu temu krajowi narzuconego. (Mówię tu ciągle o całości literatury jako takiej, a nie o poszczególnych dziełach). Sprawdzianem tego typu przestaje być indywidualna szczerość twórcy, lecz nadrzędny postulat obowiązujący (stale, i w jakimś stopniu) każdą indywidualność literacką.
(Wiadomości 1967 nr 10, za: Józef Mackiewicz, Barbara Toporska, Droga Pani…, Kontra, Londyn 1993 r.)


Mam nadzieje, że choć część z Państwa uzna, iż to interesująca perspektywa spojrzenia na znakomitą większość dorobku literackiego, a też filmowego z okresu PRL-u. Polecam również przyłożenie tej perspektywy do takich dzieł Mistrza jak właśnie pominięty przez Pana Kłopotowskiego, w jego tekście pt. Order Orła Białego dla Wajdy, film Pokolenie, czy chwalony przez niego Popiół i diament. I liczę na Państwa opinie w tej sprawie.

„Do domu wrócimy, w piecu napalimy, nakarmimy psa…”

Wróćmy jednak do Serialu. Wspomniałem, że ma on pewien defekt. Tak jak tekst Pana Kłopotowskiego poświęcony twórczości Andrzeja Wajdy pomija Pokolenie, pozostawiając czytelnika w błędzie poznawczym jeśli chodzi o całokształt twórczości Mistrza, tak i wielbiciele Serialu pozbawieni są obrazu końcowych akordów działalności jego zbiorowego bohatera, czyli 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. To trochę niesprawiedliwe. Człowiek się utożsamia, otwiera swą wrażliwość, a czegoś, nie ze swojej winy, zostaje pozbawiony. Czegoś ważnego dla całokształtu zjawiska, któremu poświęcił swą uwagę i oddał część emocji.

Przypomnijmy sobie, że ostatni strzał, który pada w Serialu, zostaje oddany przez niemieckiego wyrostka i przecina życie sowieckiego oficera. Serial, jeśli dobrze pamiętam, kończy się scenami weselnymi. Jego główni bohaterowie biorą za żony piękne i uczciwe dziewczyny-żołnierki. Wszystko to dzieje się w maju 1945 r. Wspomniany Edmund Fetting śpiewa, i to jak (łza się w oku kręci): do domu wrócimy / w piecu napalimy / nakarmimy psa (słowa: Agnieszka Osiecka). Serial nie pokazuje powrotu „Pancernych” do domu; ostatnie kadry – te z wesela – zapowiadają jednak to, co przed nimi, a co, głosem Fettinga, solennie obiecali nam w piosence – dom ogrzany ciepłem rozpalonego pieca, nakarmiony pies…

Wyobraźnia dopowiada resztę, czyli obraz powojennej sielanki. Tymczasem „Pancerni”, po powrocie na polskie ziemie, do domu powrócili nie tak od razu. Tu bowiem łeb wysoko trzymała jeszcze reakcyjna Hydra. I należało jej ten łeb urwać.

„Pancerni” w natarciu. Podlasie, lipiec 1945 r.

Niektóre tereny, np. Podlasie, były wręcz opanowane przez bandy reakcyjnego podziemia. Dlatego też partia komunistyczna wysłała tam najlepsze, najbardziej sprawdzone siły, w tym zaprawione w bojach z hitlerowcami jednostki frontowe: 1 Dywizję Piechoty im. Tadeusza Kościuszki i właśnie 1 Brygadę Pancerną im. Bohaterów Westerplatte. „Pancerni” i tym razem nie zawiedli – wnieśli realny wkład w przechylenie szali zwycięstwa na froncie wewnętrznym na stronę partii komunistycznej. Tak więc to nie sukcesy wojenne w Berlinie w maju 1945 r., lecz oczyszczenie terenu Podlasia z szeregu band reakcyjnych było ostatnim wyczynem bojowym „Pancernych”, nie wiedzieć czemu pominiętym w Serialu. I to na Podlasiu właśnie, nie w Berlinie, zakończyli oni szlak bojowy. Spójrzmy przez chwilę na dokumentację ostatniego sukcesu „Pancernych”, wytworzoną przez dowództwo 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte (zachowałem oryginalną pisownię):

Zgodnie z rozkazem Dowódcy 1 Dywizji Piechoty 1 polska Brygada Pancerna dnia 23 VII 1945 r. przeprowadzała operację w celu likwidacji band „Tura” [Zygmunt Kamiński] i „Młota” [Władysław Łukasiuk] pod kierownictwem „Szumnego” [Teodor Śmiałowski]. Dnia 24 VII 1945 r. Brygada Pancerna zajęła podstawowe pozycje wyjściowe w celu rozwinięcia natarcia wyłącznie na Sokołów Podlaski, Zaniecyn Bielany, Kowiesy, Podnieśno włącznie Suchożebry […] W ukazanym kierunku posuwał się Baon Zmotoryzowanych Fizylierów i 1 Batalion Czołgów […] 25 VII 1945 r. resztki bandy wykryto w m. Korczew, które próbowały jeszcze się utrzymać prowadząc ogień, gdzie w końcu zostały wzięte z bronią i amunicją. Przedłużając wykonanie zadania kompania przeciwczołgowa spotkała się z bandą „Szumnego” w rejonie półn.- zach. skraj Drożniew. W wyniku zawiązanego boju został zabity komendant okręgu „Szumny”, bandyta „Jesion” (nazwisko nieznane), ranny adiutant „Szumnego” „Zdzisiek” (Jabłoński), bandyta „Deoniza” (Cykjan) uczestnik bandy […]. W dalszym ciągu przedłużając wykonanie zadania, dnia 26 VII 1945 r. zatrzymano 53 osoby podejrzane, z których 18 po ściśle dokonanym zbadaniu ich dokumentów okazało się jawnymi członkami bandy AK.
Za okres operacji Brygada Pancerna wzięła: 70 bandytów AK z bandy „Tura” i „Szumnego” oraz „Młota”, 67 osób podejrzanych, których po dokładnym przejrzeniu dokumentów puszczono.

Tyle meldunek specjalny nr 05 Sztabu 1 Polskiej Warszawskiej Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte z dnia 28 VII 1945 r., pod którym swój podpis złożył m.in. Dowódca 1 Brygady Pancernej – pułkownik, o czysto polskim nazwisku, Malutin.

Dodam jeszcze, że w nie było to pierwsze wystąpienie „Pancernych” na froncie walki z rodzimą reakcją. Tylko podczas przeprowadzonych przez tę jednostkę w dniu 8 VII 1945 r. działań w rejonie Latowicza (nieopodal Stoczka Łukowskiego) zatrzymano 185 osób zakwalifikowanych przez „Pancernych” jako podejrzane, z których 68 przekazano do dalszego śledztwa.

W tej sytuacji akcja ostatniego, nienakręconego do dziś odcinka Serialu chyba powinna ogniskować się wokół przeprowadzonego w końcu lipca 1945 r. natarcia jednostek 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte w kierunku na Sokołów Podlaski, Bielany, Kowiesy i kilka jeszcze innych podlaskich wsi, a ostatnimi akordami Serialu powinny być sceny, w których od kul „Pancernych” ginie „Szumny” i jego trzech podkomendnych. A może powinny być nimi sekwencje, w których rodziny ppor. Teodora Smiałowskiego „Szumnego”, Zdzisława Jabłońskiego „Pirata”, N.N. „Jesiona” i czwartego z wówczas poległych partyzantów rozpaczliwie poszukują ciał swoich bliskich?

Bez grobu. Czy z naszą pamięcią?


Ppor. Teodor Śmiałowski ps. „Szumny”

Miałem zaszczyt znać syna „Szumnego”, Pana Bogdana Śmiałowskiego. Do końca swych dni (zmarł w 2007 roku) wierzył, że odnajdzie miejsce pogrzebania swego ojca – ppor. Teodora Śmiałowskiego, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r., komendanta ośrodka Drohiczyn – Siemiatycze w Obwodzie AK-AKO Bielsk Podlaski, dowódcy oddziału partyzanckiego, odznaczonego dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Niestety. Tak się nie stało. Miejsce pogrzebania zwłok „Szumnego” pozostaje do dziś nieznane. W ostatnich latach życia Pan Bogdan Śmiałowski, wskutek choroby, był mocno ograniczony ruchowo. Z tego powodu nie mógł wziąć udziału w uroczystości odsłonięcia pomnika poświęconego Jego ojcu i poległym 25 VII 1945 r. podkomendnym „Szumnego”, który wysiłkiem Fundacji „Pamiętamy” stanął w 2005 r. na cmentarzu w Drohiczynie.

Pomnik w Drohiczynie wzniesiony staraniem Fundacji „Pamiętamy” w hołdzie PAMIĘCI BOHATERSKICH ŻOŁNIERZY OBWODU ARMII KRAJOWEJ BIELSK PODLASKI PPOR. TEODORA ŚMIAŁOWSKIEGO „SZUMNEGO”, ZDZISŁAWA JABŁOŃSKIEGO „PIRATA”, NN „JESIONA” i KAZIMIERZA NN, POLEGŁYCH 25 VII 1945 R. W WALCE Z KOMUNISTAMI ZA NIEPODLEGŁOŚĆ POLSKI, WIARĘ KATOLICKĄ I WOLNOŚĆ CZŁOWIEKA.

Po ceremonii, bardzo podniosłej, na której byli obecni jego bliscy, zadzwonił do mnie, znając już z ich relacji jej przebieg. Łamiącym się ze wzruszenia głosem wyraził swą wielką radość z faktu, że pomnik ten, będący wyrazem naszej pamięci m.in. o Jego ojcu, został wzniesiony. Nie wspominam tego zdarzenia, aby się przed Państwem chwalić, wspominam je dla uświadomienia niektórym jak wielka jest przepaść między „wrażliwością” historyczną tłumów ukształtowaną m.in. na Serialu, a doświadczeniem rodziny „Szumnego”, rodziny „Pirata” i innych żołnierzy sprawy polskiej wolności, którzy padli ofiarą działań 1 Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte z lata 1945 r.

I nieśmiało apeluję: ilekroć natkniemy się na tym czy innym kanale telewizyjnym na odcinek Serialu, a natkniemy się jeszcze wielokrotnie, to – niestety – pewne, wspomnijmy „Szumnego” i Jego żołnierzy zabitych przez „Pancernych”. Jeżeli mamy aspiracje utrzymania więzów wspólnotowych na poziomie narodowym, to nie powinniśmy zapomnieć o Ich ofierze. A może ten odruch pamięci skłoni nas do skorzystania z prawa wyłączenia telewizora?

Grzegorz Wąsowski
adwokat, współkieruje pracami Fundacji „Pamiętamy”, zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954.