WARTO PRZECZYTAĆ… (44)


Leszek Pietrzak
Antykomunistyczne podziemie zbrojne na terenie Inspektoratu Puławy 1944-1956

Oficyna Wydawnicza Volumen 2011, s. 450, oprawa twarda z obwolutą.

Tematem niniejszego opracowania jest historia antykomunistycznego podziemia zbrojnego zachodniej Lubelszczyzny w latach 1944-1956. Praca dotyczy konspiracji na terenie Inspektoratu Puławy. Pod pojęciem "antykomunistycznego podziemia zbrojnego" rozumieć należy formacje konspiracyjne posiadające struktury wewnętrzne i terytorialne oraz nawiązujące do nich grupy zbrojne, które po roku 1944 prowadziły walkę zbrojną z aparatem komunistycznego państwa. Określenie Inspektorat Puławy zaczerpnięto z nomenklatury akowskiej; używało go również podziemie poakowskie. Jednocześnie w ramach tej jednostki organizacyjnej zainteresowania badawcze skupiono na podziemiu narodowym.

Książka do nabycia m.in. w:

SPIS TREŚCI:

Wykaz skrótów nazw instytucji, organizacji politycznych i wojskowych
Wstęp

  • I. Konspiracja akowska i narodowa w okresie okupacji niemieckiej

1. Ogólna charakterystyka terenu
2. Rozwój struktur konspiracyjnych ZWZ-AK na terenie Inspektoratu Puławy w latach 1941-1944
2.1. Obwód AK Puławy
2.2. Obwód AK Janów Lubelski
3. Obwód AK Garwolin
4. Podziemie narodowe na terenie Inspektoratu Puławy w latach 1939-1944
4.1. Struktury NOW w latach 1939-1943
4.2. Struktury NSZ w latach 1943-1944
5. Akcja "Burza" na terenie Inspektoratu Puławy

  • II. Między AK a WiN (lipiec 1944 – styczeń 1945 roku)

1. Sytuacja na terenie Inspektoratu Puławy po przejściu frontu
1.1. Struktury organizacyjne Inspektoratu Puławy od lipca 1944 do stycznia 1945 roku
1.2. Represje i terror wobec żołnierzy Inspektoratu Puławy
2. Odbudowa struktur Inspektoratu Puławy AK-DSZ Puławy od lutego do września 1945 roku
2.1. Obwód AK-DSZ Puławy
2.2. Obwód AK-DSZ Kraśnik
3. Obwód AK-DSZ Garwolin do sierpnia 1945 roku
4. Aktywizacja walki zbrojnej na terenie Inspektoratu Puławy od lutego do września 1945 roku

  • III. Powstanie i działalność Zrzeszenia WiN (wrzesień 1945 – marzec 1947)

1. Uwarunkowania polityczne i organizacyjne powstania Zrzeszenia WiN na terenie powiatu puławskiego
2. Inspektorat WiN Puławy od września 1945 do marca 1947 roku
2.1. Obwód WiN Garwolin
2.2. Obwód WiN Puławy
2.3. Obwód WiN Kraśnik
3. Działalność wywiadowcza w Inspektoracie WiN Puławy
4. Działalność propagandowa w Inspektoracie WiN Puławy
5. Walka zbrojna w Inspektoracie WiN Puławy
5.1. Pion dywersji w Inspektoracie WiN Puławy od września 1945 do marca 1947 roku
5.2. Akcje zbrojne pododdziałów zgrupowania "Orlika"-"Żuka" (wrzesień 1946 – marzec 1947)
5.3. Ujawnienie
6. Wpływ organizacyjny Inspektoratu WiN Puławy na inne ogniwa konspiracyjne

  • IV. Działalność NSZ-NZW w Inspektoracie Puławskim od lipca 1944 roku do listopada 1946 roku

1. Uwarunkowania polityczne działalności podziemia narodowego
2. Reorganizacja struktur terenowych NSZ na Lubelszczyźnie po przejściu linii frontu
3. Struktury NSZ- NZW na Lubelszczyźnie od lipca 1945 do wiosny 1947 roku
4. Struktury NSZ-NZW na terenie Inspektoratu Puławy w latach 1945-1947
4.1. Komenda Powiatu NSZ-NZW w Kraśniku
4.2. Komenda Powiatu NOW-NZW w Janowie Lubelskim
5. Walka zbrojna oddziałów NSZ – NSZ-NZW w powiecie Kraśnik w latach 1945-1947
6. Relacje między NSZ-NZW a AK-WiN w Inspektoracie Puławy w latach 1944-1947

  • V. Konspiracja na terenie Inspektoratu Puławy w latach 1947-1956

1. Sytuacja polityczna po amnestii z 22 lutego 1947 roku
2. Próby reaktywowania podziemia w Inspektoracie Puławy w latach 1947-1949
3. Grupy zbrojne na terenie Inspektoratu Puławy w latach 1947-1956
3.1. Grupy wyrosłe z nurtu AK-WiN
3.2. Grupy wyrosłe z nurtu NSZ-NZW
3.3. Grupy nieafiliowane
4. Organizacje polityczne nawiązujące do antykomunistycznego podziemia zbrojnego na terenie Inspektoratu Puławy w latach 1947-1956
Zakończenie
Kalendarium walki zbrojnej w Inspektoracie Puławy w latach 1944-1956
Mapy
Bibliografia
Indeks osobowy

Strona główna>

Śmiecie na szczątkach ofiar komunistów !

Sortownia śmieci na szczątkach ofiar pomordowanych w Krzesimowie

Mieszkańcy Krzesimowa i okolic są przerażeni planami Starostwa Powiatowego w Świdniku, które przy ścisłej współpracy z Urzędem Gminy Mełgiew, chce doprowadzić do powstania sortowni śmieci w Krzesimowie. Budynek sortowni ma sąsiadować bezpośrednio z cmentarzem wojennym, jednak
najbardziej szokujący jest fakt, że na przyszłym placu budowy mogą
znajdować się masowe mogiły pomordowanych przez komunistów w latach 1944-1946 setek więźniów Obozu Pracy MBP.

Mieszkańcom nie podoba się, że śmiecie będą sortowane ok. 40 m od cmentarza wojennego – Miejsca Pamięci Narodowej, któremu należy się wyjątkowy szacunek, gdyż na cmentarzu w Lasku Pruszkowskim w Krzesimowie znajdują się mogiły
żołnierzy armii rosyjskiej, austro–węgierskiej, którzy zginęli tu w
1915 r., mogiły polskich lotników, oraz zbiorowe groby wymordowanych w latach 1944-46 setek więźniów komunistycznego Obozu Pracy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Krzesimowie. Historycy szacują, że obóz pochłonął ok. 400 ofiar, w  tym żołnierzy Armii Krajowej i ich rodzin. To właśnie do tego obozu, z rozkazu Wydziału Więziennictwa i Obozów MBP, w dniu 10 lutego 1945 r. skierowano Różę, Władysława i Rozalię Taraszkiewicz, rodziców i siostrę legendarnych "braci wyklętych" – por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" i ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego".
Budynek sortowni śmieci ma sąsiadować bezpośrednio z cmentarzem, jednak najbardziej szokujące jest to, że na przyszłym placu budowy mogą znajdować się masowe mogiły pomordowanych w tym obozie więźniów.

Pomnik ku czci pomordowanych w obozie w Krzesimowie.

Obóz w Krzesimowie (woj. lubelskie) utworzony został 11 października 1944 r. przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, a 25 kwietnia 1945 r. przekształcono go w Centralny Obóz Pracy. Na przełomie maja i czerwca 1945 r. został zamieniony na kolonię rolną więzienia na Zamku w Lublinie. W kwietniu 1945 r. powstały jeszcze trzy podobne obozy – w Warszawie, Jaworznie i Potulicach pod Bydgoszczą. W założeniu miały służyć przetrzymywaniu osób podejrzanych o kolaborację z Niemcami.
Tymczasem trafiali tu głównie więźniowie polityczni i członkowie polskiego podziemia. Przywożono ich z aresztów NKWD i UB z Lublina, Zamościa i Chełma. Z więzienia politycznego na Zamku w Lublinie trafiło tu ok. 1 tysiąca osób. Dużą grupę więźniów tego obozu stanowili żołnierze "ludowego" Wojska Polskiego, którzy podczas wojny należeli do Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, a także członkowie Zrzeszenia WiN. Przetrzymywano tu także kobiety i dzieci. Łącznie przez cały czas istnienia obozu, przebywało tu prawdopodobnie około 2 tysiące osób.

Więźniowie przetrzymywani byli w budynkach folwarcznych (oborach, magazynach, stodole – dawniej stajni), które były ogrodzone wysokim drewnianym płotem i drutem kolczastym. Żołnierze i funkcjonariusze UB nadzorujący obóz kwaterowali w tzw. "Pałacu na Wyspie". Warunki w obozie były porównywalne z hitlerowskimi obozami zagłady. Więźniowie byli głodzeni, maltretowani zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Pracowali w polu, przy młynie, przy grzebaniu zwłok lub w kamieniołomach w Dominowie koło Mełgwi. Rozwijające się epidemie dziesiątkowały więźniów. Dziennie umierało tu kilkanaście osób. Zwłoki chowano za murem w Lasku Pruszkowskim (obecny cmentarz). Prawdopodobnie mogło zginąć w Krzesimowie nawet 1500 osób. Obóz zlikwidowano wiosną 1946 r. po wizycie delegacji Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Więźniów przeniesiono na Zamek w Lublinie, oraz do innych obozów pracy znajdujących się w Poniatowej, Warszawie i Jaworznie.

Nad tym tragicznym miejscem, na ponad 45 lat zaciągnięto zasłonę milczenia. Przez te wszystkie lata zacierano ślady, nie wolno było o tym głośno mówić. Ludzie wypasali tam krowy, lokalna władza zrobiła kopalnię piasku. Próbowano zrobić tam nawet wysypisko śmieci. O pomordowanych w Krzesimowie ludziach mówiono volksdeutsche. Dopiero w latach 90., gdy udostępnione zostały materiały z okresu 1944-56, będące w posiadaniu Okręgowego Zarządu Zakładów Karnych w Lublinie, oraz na podstawie zeznań świadków, odkryto kim byli więźniowie i co przeżyli w tym obozie.

Szukaniem prawdy o Obozie Pracy w Krzesimowie zajęli się "Jaworzniacy", członkowie lubelskiego oddziału Związku Młodocianych Więźniów Politycznych lat 1944-56. Po wielu latach żmudnych poszukiwań dotarli do prawdy, uporządkowali cmentarz, a pieczę nad nim przekazali pobliskiej szkole, która nosi Ich imię. Staraniem "Jaworzniaków" w 1998 roku usypano w tym miejscu kopiec, postawiono tablicę poświęconą wszystkim tym, którzy tu zginęli. Od 1998 roku, co roku w rocznicę Święta Niepodległości w miejscu tym odbywa się apel poległych.

Jesienią 2003 r. miejsce krzesimowskiej kaźni przekształcono w "Dolinę Krzyży". Znajdujące się tu krzyże upamiętniają ofiary terroru komunistycznego: poległych, pomordowanych, zmarłych w więzieniach, obozach, łagrach, oraz zaginionych bez wieści w latach 1939-1989.

Jeden z budynków po dawnym obozie pracy MBP w Krzesimowie.

"Dolina Krzyży" w Krzesimowie.


Krzesimów to mała miejscowość położona w województwie lubelskim. Jest tu wiele pięknych zakątków, m.in. dwór z początku IX wieku z urokliwym parkiem, w którym jest wiele niespotykanych okazów starych drzewostanów i sędziwych pomników przyrody. Miejsce to jest chlubą mieszkańców i cenną kartą historii, która uczy młode pokolenie szacunku i prawdziwego patriotyzmu. Niestety nie wszyscy zabiegają o to, aby ten zakątek pozostał ostoją spokoju.
Nie tak dawno mieszkańcy Krzesimowa dowiedzieli się całkiem przypadkiem o nikczemnych zamiarach Starostwa Świdnickiego, które to sprzedając firmie REMONDIS działkę przylegającą do cmentarza wojennego, pragnie zrobić świetny "śmieciowy interes". Czytając artykuł, który ukazał się w gazecie "Nowy Tydzień" z 29 lutego 2012 r. dowiadujemy się, że w tym "przepięknym zakątku pradawnej historii" ma powstać cała baza firmy REMONDIS, w tym myjnia dla tzw. "śmieciarek". Mieszkańcy zastanawiają się, kto i dlaczego wpadł na pomysł, aby w pobliżu cmentarza usytuować sortownię śmieci. Gdzie są ci wszyscy wielcy patrioci, którzy kilka razy do roku stają na tej cmentarnej ziemi i chylą czoła oddając hołd tym, którzy walczyli o naszą niepodległość? Dlaczego tak szybko zapomnieli dając przyzwolenie na powstanie na tej, nasiąkłej krwią Polaków ziemi, "śmieciowego przedsiębiorstwa"?


Krzesimów. Cmentarz wojenny żołnierzy Armii Austro-Węgier i Rosji poległych w 1915 roku.


Mieszkańcy Krzesimowa i okolic są zaniepokojeni a zarazem przerażeni zamiarami Starostwa Świdnickiego prze ścisłej współpracy z Urzędem Gminy Mełgiew dotyczącymi powstania sortowni śmieci w Krzesimowie.

O zamiarach powstania tak ważnego przedsięwzięcia dowiadujemy się całkiem przypadkowo od osób trzecich, nasze obawy potwierdza artykuł zamieszczony na łamach gazety „Nowy Tydzień” z 29 lutego 2012 r., w którym to czytamy, iż pierwotny zamiar powstania sortowni śmieci miał być na terenie Regionalnego Parku Przemysłowego w Świdniku, gdzie radni miejscy nie wyrazili zgody ze względu na rzekome ujęcie wody przylegające do wspomnianej działki. Niestety nasi radni jak do tej pory nie raczyli poinformować lokalnego społeczeństwa o genialnych pomysłach władz, ale mamy nadzieję, że zajmą stosowne stanowisko w tej sprawie. Zastanawiamy się, gdzie są radni powiatowi z naszego rejonu, którzy tak wiele przed wyborami nam obiecywali, a w podbramkowej sytuacji nawet nie potrafią zawiadomić (a może nie chcą?) swoich wyborców, którzy nie tak dawno obdarzyli ich zaufaniem. To jest tzw. „lokalna solidarność” ze społeczeństwem, które potrzebne jest tylko w kampanii przedwyborczej. Z artykułu zamieszczonego w prasie dowiadujemy się, że firma Remondis sfinalizowała pomyślnie zamierzoną transakcję i według przewidywań cała inwestycja ruszy już latem tego roku.

My, mieszkańcy Krzesimowa i okolic obawiamy się, jak wpłynie na nasze spokojne jak do tej pory życie powstanie takiego przedsiębiorstwa na naszym terenie, który nie jest „odludziem”, a wprost przeciwnie działka, na której ma powstać sortownia śmieci przylega bezpośrednio do licznych zabudowań. Ponadto ok. 40 metrów od planowanej sortowni znajduje się cmentarz wojenny, Miejsce Pamięci Narodowej, któremu należy się wyjątkowy szacunek gdyż jest to teren spoczynku żołnierzy poległych podczas I i II wojny światowej, a także groby setek wymordowanych w latach 1944-46 więźniów Obozu Pracy MBP w Krzesimowie. Od kilku lat na terenie „Doliny Krzyży”, bo tak nazwany został ten zaciszny zakątek odbywają się nabożeństwa upamiętniające tych, którzy oddali swoje życie za Ojczyznę.

Szkoła, która od lat opiekuje się "Doliną Krzyży" wpaja swoim uczniom szacunek dla wszystkich, którzy polegli w obronie Ojczyzny i polskości. Rodzice uczniów i goście (z całej Polski) kilka razy do roku odwiedzają to miejsce uczestnicząc w nabożeństwach i uroczystościach patriotycznych, z pewnością będą „zachwyceni” decyzją władz lokalnych i powiatowych, które doprowadziły do zaistnienia takiej sytuacji, w której obok Miejsca Pamięci Narodowej powstaje „prawie śmietnisko”.

Jakim trzeba być człowiekiem, aby w tak ważnym dla Ojczyzny miejscu zezwolić na powstanie sortowni śmieci, dlaczego nikt nawet nie zapytał nas okolicznych mieszkańców, co sądzimy o tak ważnym dla naszego istnienia przedsięwzięciu? Największy żal mamy do naszych lokalnych władz. Ludzie, którzy to przed każdymi wyborami tak wiele nam obiecują, a jak zajmą swoje wymarzone stołki szybko zapominają o danych obietnicach i nawet nie raczą poinformować nas o swoich „cudownych zamiarach”.

Krzesimów to końcówka Gminy Mełgiew, ale tu także żyją ludzie, jest szkoła, do której uczęszczają dzieci. To spokojna miejscowość, której ludność pragnie żyć w zgodzie i spokoju, na który sobie w pełni zasłużyła. My, jako mieszkańcy też mamy wiele do powiedzenia w kwestii, która będzie nas bezpośrednio dotyczyła a sortownia śmieci jest zagrożeniem dla nas i naszych dzieci. Nie chcemy, aby Starostwo Świdnickie samo podejmowało tak ważne decyzje bez porozumienia z nami, mamy ogromny żal do władz starostwa które tak mocno podkreślają swój patriotyzm i z racji wykształcenia wielki szacunek i zrozumienie dla historii (niektórzy z władz corocznie odwiedzają naszą miejscowość, przemierzając wraz z młodzieżą ścieżkę rowerową, która prowadzi także do „Doliny Krzyży”), że nie przeszkadza im, co zostanie wybudowane obok historycznego miejsca.

Ziemia ta przeszła wiele, w obecnej chwili jest ostoją ciszy, zadumy i spokoju. Nie zawsze tak było. W okresie PRL-u były pomysły na zrobienie tu śmietniska, ale nawet komuniści wycofali się z tego zamiaru. Ujawnione w latach 90. dokumenty wyjawiły całą prawdę o obozie pracy. Na miejscu pochówku ofiar krzesimowskiego obozu postawiono krzyże i pamiątkową tablicę. I niech tak zostanie!

Krzesimów to żywa historia znajduje się tu zabytkowy zespół dworsko–parkowy z przepięknymi osobliwościami przyrodniczymi, na terenie parku w Krzesimowie jest wiele niespotykanych okazów starych drzewostanów i sędziwych pomników przyrody. Jak można tak piękne i urokliwe miejsce przeznaczyć na sortownię śmieci? Dlaczego wszyscy ci, którzy powinni zabiegać, aby to historyczne miejsce pozostało nienaruszone cieszą się, że udało im się zrobić świetny „śmieciowy interes”?

Nasze małe lokalne środowisko rozumie istotę i cel sortowni śmieci, sami widzimy jak bezmyślni obywatele zaśmiecają swoje posesje. Większość z nas posiada przydomowe kosze na odpady i segreguje śmieci. Pomysł powstania sortowni śmieci jest jak najbardziej konieczny, ale wyłącznie na terenach oddalonych od siedlisk ludzkich i miejsc pamięci narodowych!

Zaniepokojeni mieszkańcy Krzesimowa i okolicznych miejscowości uprzejmie proszą o pomoc w rozwiązaniu naszego problemu.

"Doliny Krzyży"
Krzesimów
21-007 Mełgiew
woj. lubelskie


Strona internetowa protestu:

Kibice Górnika Łęczna oddają hołd pomordowanym przez komunistów w Krzesimowie.

Strona główna>

Kolejny (22) pomnik Fundacji "Pamiętamy" odsłonięty !

Pomnik "Żołnierzom Wyklętym" odsłonięto w Kosowie Lackim

Pomnik odsłonięty w Kosowie Lackim 22 IV 2012 r., dzięki staraniom Fundacji "Pamiętamy".

Po raz kolejny, dzięki staraniom Fundacji "Pamiętamy", 22 kwietnia 2012 r., tym razem w Kosowie Lackim, odbyła się uroczystość odsłonięcia i poświęcenia pomnika żołnierzy podziemia niepodległościowego oraz cywilnych mieszkańców ziemi kosowskiej poległych i pomordowanych w walce z komunistycznym zniewoleniem w latach 1944-1950. Na pomniku, który zwieńcza symbol orła i cytat z wiersza Zbigniewa Herberta: "nie dajmy zginąć poległym…", widnieje także napis, że oddali oni życie za niepodległość Polski, wiarę katolicką i wolność człowieka. Zostały na nim wyryte także nazwiska i pseudonimy 16 osób, związanych z tamtejszymi stronami i zamordowanych przez władze komunistyczne lub poległych w walkach z organami bezpieki.

Dramatyczne losy walki podziemia w pierwszych latach komunistycznego zniewolenia Polski przybliżył, podczas uroczystości przedstawiciel Instytutu Pamięci Narodowej, Kazimierz Krajewski.
Przypomniał on, że walka ta stanowiła kontynuację podziemia z lat II wojny światowej i pierwszy ruch oporu, przeciwko niechcianej władzy komunistycznej w Polsce, zainstalowanej przez obce siły Związku Sowieckiego.
W strukturach zorganizowanych ówczesnego podziemia było wówczas ćwierć miliona ludzi, w tym 20 tysięcy, walczących w oddziałach partyzanckich w bronią w ręku, a także wielkie rzesze im pomagających.
Zostało na nich wykonanych około 5000 wyroków śmierci, 22 tysiące ludzi zmarło w obozach i więzieniach, blisko 10 tysięcy zginęło w walkach partyzanckich. Wielu zostało też zamordowanych przez komunistyczne "szwadrony śmierci" i podczas pacyfikacji terenów wiejskich. Ćwierć miliona ludzi zostało także w tych latach uwięzionych z powodów politycznych i drugie tyle zmuszonych do niewolniczej pracy w kopalniach i obozach pracy.

Historyk przypomniał również o niewymiernych cierpieniach rodzin tych ofiar, które traktowano także, jak obywateli niższej kategorii.
Mówił, że "Żołnierze Wykleci" pochodzili z różnych warstw społeczeństwa, a odbicie tego można znaleźć też na kosowskim pomniku. Są tam bowiem nazwiska i pseudonimy oficerów, podoficerów, inteligentów, robotników i rolników: Władysława Bajerowicza, Tadeusza Domzalskiego ps. "Rekrut", Władysława Dytela, Kazimierza Pawluczaka ps. "Kruk", Józefa Rostka ps. "Iskra", Józefa Skałdanowskiego, Władysława Strzałkowskiego ps. "Władek", Zygmunta Strzałkowskiego, Wacława Szcześniaka, Franciszka Szerszenia ps. "Piórko", Aleksandra Tomaszewicza ps. "Jagoda", Jana Wasilewskiego, Antoniego Zubera ps. "Łada" i trzech partyzantów, których znane są jedynie pseudonimy: "Akacja", "Brzoza" i "Nur".
Tylko dwie osoby mają znane groby, miejsca pochowanie pozostałych do dzisiaj są nieznane. Dlatego pomnik, usytuowany na centralnym skwerze Kosowa Lackiego, ma stanowić ich symboliczną mogiłę.

Monument powstał dzięki staraniom Fundacji "Pamiętamy" i jej prezesa mec. Grzegorza Wąsowskiego, która na Podlasiu i Mazowszu postawiła już kilka podobnych pomników. Powstał on także dzięki współpracy z burmistrzem Kosowa Lackiego Janem Słomiakiem i proboszczem parafii rzymskokatolickiej w Kosowie Lackim ks. kan. Tomaszem Pełszykiem.

Okolicznościowe przemówienie wygłasza prezes Fundacji "Pamiętamy", mec. Grzegorz Wąsowski.

Uroczystości rozpoczęła Eucharystia, celebrowana w kościele parafialnym przez biskupa drohiczyńskiego Antoniego Dydycza, który powiedział, że przez pomniki możemy łatwiej docierać do umysłów dzieci i młodzieży, żeby odważniej podejmowała dziedzictwo naszych ojców.
W homilii ksiądz biskup zaapelował również, o potrzebę stania na straży naszej wolności, aby wypełnić testament tych, którzy za nią oddawali swe życie.
Przypomniał on także słowa błogosławionego Jana Pawła II, który mówił, że była to epoka zła, ale także niewyobrażalnego dobra i wielu świadków tego dobra i prawdy. Za to świadectwo, kontynuował pasterz Kościoła drohiczyńskiego, powinniśmy być wdzięczni i musimy zabiegać odważnie o zakorzenienie się prawdziwych wartości w naszym społeczeństwie.
Powinniśmy rozwijać wszystko co może być dobrem, co służy rozwojowi i przyczynia się do wzajemnego zaufania oraz sprawia, że słowa bardzo nam drogie, takie jak: Polak, czy Polska, będą przyjmowane z entuzjazmem i radością w naszej ojczyźnie i na całym świecie, mówił ks. bp Dydycz.
Mamy też prawo, kontynuował, przeżywać niepokój, gdy widzimy jak wielu od tych słów ucieka i woli stosować inne namiastki, jak gdyby miały one w sobie coś niewłaściwego. Trzeba, żeby te pomniki przypominały nam o tym wyjątkowym długu wdzięczności i dumie z powodu przynależenia do polskiego narodu, który zawsze zabiegał o wzajemne zrozumienie i szacunek, nie wyrządzając innym zła, zakończył swa homilię ksiądz biskup.
On także dokonał aktu poświęcenia pomnika, wcześniej odsłoniętego przez
burmistrza oraz reprezentantów kombatantów i rodzin pomordowanych.

Obecny na uroczystości prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Stanisław Oleksiak, w swoim wystąpieniu przypomniał na przykładzie swoje rodziny, tragedię rozdarcia, bólu niepewności i prześladowań oraz zacieranie śladów barbarzyństwa. Podkreślił on też wielką rolę Kościoła w zachowaniu pamięci o tych bohaterach.

Na uroczystość przybyli także: przedstawiciele władz wojewódzkich, sejmiku samorządowego, delegaci parlamentarzystów, władz samorządowych powiatu sokołowskiego i sąsiednich gmin, kombatanci, harcerze, poczty sztandarowe, twórcy pomnika, rodziny ofiar, duchowni oraz mieszkańcy Kosowa Lackiego.
Uczestniczyli oni w apelu poległych i pomordowanych przez władze komunistyczne, złożyli wieńce i kwiaty pod pomnikiem, a kombatanci oddali salwę honorowa. Na zakończenie z patriotycznym programem artystycznym wystąpili uczniowie kosowskich szkół.

UPAMIĘTNIENI POMNIKIEM W KOSOWIE LACKIM:
  • Bajerowicz Władysław, ur. w 1905 r., zam. w Kosowie Lackim. Zmarł w sowieckim łagrze, w podobozie Borowicze 26 IV 1945 r.;
  • Domżalski Tadeusz ,,Rekrut”, ur. 20 IV 1926 r. w Kosowie Lackim. Żołnierz AK, a następnie żołnierz sokołowskich patroli 6 Brygady Wileńskiej AK kpt. Władysława Łukasiuka „Młota” (podlegał Józefowi Małczukowi „Brzaskowi”). Skazany na karę śmierci podczas publicznego procesu w Sokołowie Podlaskim 15 VII 1948 r. i stracony;
  • Dytel Władysław, ur. w 1892 r., zam. w Kosowie Lackim. Zmarł w sowieckim łagrze, w szpitalu obozowym 30 XII 1945 r.;
  • Pawluczak Kazimierz ,,Kruk”, ur. 4 II 1929 r. zam. we wsi Dąbrówka, pow. Sokołów Podlaski. Żołnierz sokołowskich patroli 6 Brygady Wileńskiej AK (podlegał „Brzaskowi”). Stracony na podstawie wyroku WSR w Warszawie wydanego na sesji wyjazdowej w Kosowie Lackim 15 V 1948 r.;
  • Rostek Józef ,,Iskra”, ur. 18 VI 1924 r. w Morzyczynie, pow. Węgrów. Zamieszkały w Albinowie, gm. Kosów Lacki, pow. Sokołów Podlaski. Żołnierz Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, a następnie sokołowskich patroli 6 Brygady Wileńskiej AK (podlegał „Brzaskowi”). Poległ w walce z KBW 23 V 1948 r. we wsi Garnek, pow. Sokołów Podlaski;
  • Składanowski Józef, postrzelony przez ubeków podczas walki oddziału kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” z MO i UB w Kosowie Lackim, zmarł 15 IX 1946 r. w szpitalu Klimowizna pod Węgrowem;
  • Strzałkowski Władysław ,,Władek”, ur. 3 II 1926 r. w Olszewie pow. Sokołów Podlaski. Żołnierz 6 Brygady Wileńskiej AK, zginął w Borychowie 30 IX 1950 r. w walce z KBW i UB;
  • Strzałkowski Zygmunt z Olszewa, brat Władysława – partyzanta 6 Brygady Wileńskiej AK. Zamordowany przez UB w lesie pod Olszewem albo k. Przeździatki w 1946 r.;
  • Szcześniak Wacław, ur. 1923 r., zam. w Kosowie Lackim. Zmarł w sowieckim łagrze, w podobozie Ust’je 12 III 1945 r.;
  • Szerszeń Franciszek ,,Piórko”, żołnierz AK, a następnie oddziału AKO – WIN kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”, poległ w walce z MO i UB w Kosowie Lackim 14 IX 1946 r.;
  • Tomaszewicz Aleksander ,,Jagoda”, por., ur. 2 I 1914 r. w Olszewie pow. Sokołów Podlaski. Żołnierz AK, skazany przez Sąd Wojskowy Lubelskiego Garnizonu 8 XI 1944 r. na karę śmierci. Wyrok wykonany 20 XI 1944 r.;
  • Wasilewski Jan, żołnierz oddziału AKO – WIN kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”, śmiertelnie ranny podczas walki z MO i UB w Kosowie Lackim, zmarł w PUBP w Sokołowie 14 IX 1946 r.;
  • Żuber Antoni „Łada”, ur. 26 IV 1915 we wsi Dębe, gm. Kosów Lacki, zabity przez UB prawdopodobnie w drugiej połowie 1945 r.;
  • ,,Akacja” NN, wilnianin, z 2 szwadronu 6 Brygady Wileńskiej AK, zginął w Grzymkach 23 III 1948 r. w walce z KBW i UB;
  • ,,Brzoza” NN, wilnianin, z 2 szwadronu 6 Brygady Wileńskiej AK, zginął w Grzymkach 23 III 1948 r. w walce z KBW i UB;
  • „Nur” NN, partyzant z patrolu NZW „Płomienia”, poległ w walce z jednostką NKWD podczas akcji na stacji kolejowej w Kosowie Lackim 9 XI 1946 r.

Krótka opowieść o rękach katów…

Grzegorz Wąsowski
[wybór zdjęć – autor strony]

O RĘKACH KATÓW I DYGRESYJNIE O FOTOGRAFII HISTORYCZNEJ

Dowódca organizacji warszawskich Sztyletników walczył do końca. 17 lutego 1865 roku pod szubienicą ustawioną na stokach warszawskiej Cytadeli stanął Emanuel Szafarczyk. Liczył sobie wtedy 30 wiosen. Używał pseudonimu Kamiński.

Był ostatnim dowódcą warszawskiej organizacji Sztyletników, która działała w latach 1862-1864. Historycy oceniają, że przez jej szeregi przewinęło się łącznie około dwustu członków, przy czym w skład grupy wykonującej wyroki śmierci wchodziło jednocześnie nie więcej niż trzydzieści pięć osób. Celem  podejmowanych przez nich akcji likwidacyjnych byli carscy urzędnicy i szpicle, a poczynając od 1863 r. także zdrajcy sprawy Powstania Styczniowego.

Ignacy Chmieleński, twórca Oddziału V Żandarmerii Narodowej tzw. sztyletników. Od 19 września 1863 r. Szef Rządu Narodowego i naczelnik wojskowy miasta stołecznego Warszawy.

Po raz pierwszy warszawscy sztyletnicy zaatakowali w listopadzie 1862 r. Ich ofiarą padł wówczas Paweł Felkner, pełniący funkcję szefa kancelarii tajnej w zarządzie oberpolicmajstra Warszawy. W okresie Powstania Styczniowego organizacja kierowana przez Szafarczyka przeprowadziła nie mniej niż 25 likwidacji, ponadto w jej akcjach rany odniosło kilku wysokich rangą rosyjskich urzędników i wojskowych w tym generał Fiodor Trepow – policmajster Królestwa Polskiego w latach 1863-1866 i major Wasyl von Rothkirch – wicedyrektor Kancelarii Specjalnej do spraw Stanu Wojennego.

Szafarczyk sam nie wykonywał wyroków. Nie mógł, miał niesprawną prawą rękę. Był jednak organizatorem większości akcji swych podkomendnych, a także mózgiem i sercem organizacji. Wpadł w ręce carskiej policji dopiero we wrześniu 1864 r., już po upadku Powstania Styczniowego. Został zdradzony przez swego kolegę przekupionego koncesją na prowadzenie szynku. W chwili aresztowania Szafarczyka nie żył już ostatni przywódca powstańczego zrywu ze stycznia 1863 r., Romuald Traugutt, stracony w publicznej egzekucji na stokach Cytadeli 5 sierpnia 1864 r. Wraz z Trauguttem powieszono czterech innych członków podziemnego Rządu Narodowego. Egzekucja Traugutta i towarzyszy zgromadziła około 30-tysięczny tłum mieszkańców Warszawy, manifestujący w tej tragicznej chwili współczucie dla traconych i przywiązanie do sprawy wolności. Ludzie klęczeli, modlili się, śpiewano hymn Święty Boże, Święty mocny. Gdy dopełniał się los Szafarczyka, tłumów wokół nie było. Obok niego stał Aleksander Waszkowski, ostatni naczelnik Warszawy z okresu Powstania Styczniowego. Ten sam, który kilka miesięcy wcześniej, nazajutrz po straceniu Traugutta i towarzyszy, wydał odezwę, rozkolportowaną w nakładzie kilkuset egzemplarzy po Warszawie, w której napisał:

Zostali zamordowani za to, że (…) ukochali nad życie Ojczyznę. Pośród niezliczonych niebezpieczeństw (…) walczyli oni niezmordowanie o wolność (…) ojczystej ziemi, poświęcali dla niej wszystko i w końcu dali życie na świadectwo świętości sprawy Narodu.

Na niego także czekała szubienica.


Aleksander Waszkowski, w grudniu 1863 r. mianowany przez R. Traugutta powstańczym naczelnikiem Warszawy. Po aresztowaniu Traugutta faktycznie dowodził niedobitkami powstańczymi, aresztowany w grudniu 1864 r. i stracony 17 lutego 1865 r. na stokach Cytadeli Warszawskiej.

Nie wiem pośród ilu współczujących świadków przyszło Szafarczykowi i Waszkowskiemu dawać życie na świadectwo świętości sprawy Narodu, ale nie było ich wielu. Na miejscu kaźni na pewno towarzyszył im niezawodny w takich sytuacjach kat i carscy żołnierze – rutyniarze w organizacji rytuału śmierci przez powieszenie, zapewne nieco nim znudzeni i w żadnym razie nie przejęci losem skazanych. Była również prasa, o czym za chwilę.

Ponury, także przez swoją przewidywalność, ceremoniał egzekucji został w pewnej chwili zakłócony przez Szafarczyka. Dowódca warszawskich Sztyletników walczył do końca. Gdy zakładano mu sznur na szyję, ugryzł kata w rękę. Jedna z gazet odnotowała to zdarzenie, malując  przy tej okazji obraz  Szafarczyka jako potwora, który kąsał do ostatnich chwil życia. Poza tym  wszystko odbyło się  planowo i w myśl procedury. Skazani zawiśli na szubienicy, następnie ich zwłoki zostały pogrzebane w nieznanym do dzisiaj miejscu.

Egzekucja Szafarczyka i Waszkowskiego była ostatnią publiczną egzekucją wykonaną  w Warszawie na powstańcach styczniowych. Ich śmierć nie stała się tematem żadnej podziemnej odezwy. Po prostu wtedy nie było już nikogo, kto mógłby takową wydać. Szafarczyk i Waszkowski odeszli jako jedni z ostatnich aktywnych, na tamtym etapie dziejów Ojczyzny, żołnierzy sprawy wolności. Wolności, którą w myśl ich planów, miał przynieść powstańczy zryw ze stycznia 1863 r., a która przyszła, niestety na krótko, dopiero kilkadziesiąt lat później, w listopadzie 1918 r., wraz z pierwszowojenną klęską trzech państw zaborczych.

  • Kamiński o Kamińskim, Elzenberg o przegranych w bitwie, Mackiewicz o walce

Historię Emanuela Szafarczyka Kamińskiego opowiedział mi  kilka lat temu Mariusz Kamiński, autor pracy magisterskiej o sztyletnikach w Powstaniu Styczniowym. Zapamiętałem ją z uwagi na epizod spod szubienicy, kiedy Szafarczyk wbija swoje zęby w rękę kata. O ile w kontekście porażki powstańców styczniowych warta przywołania wydaje się myśl Henryka Elzenberga, który napisał, mniej więcej, że nie można mieć pretensji do t
ych, którzy przegrali bitwę, gdyż trzeba mieć w sobie dużo odwagi, aby znaleźć się w miejscu, w którym przegrywa się bitwę
, to  zachowanie Szafarczyka na chwilę przed egzekucją nakazuje zastanowić się, jak wielką  trzeba mieć w sobie determinację, aby nawet w obliczu ostateczności nie zrezygnować i kąsać wroga, dosłownie i w przenośni, aż do samego końca, po kres, bez chwili kapitulacji przed losem i pokory przed niesioną przezeń, będącą bliżej niż na wyciągnięcie ręki śmiercią. Poruszając ten problem w tekście "Zbrodnia w dolinie rzeki Drawy" Józef Mackiewicz napisał, że najtrudniej jest walczyć bez nadziei!
Jak się zdaje obaj –  Elzenberg i Mackiewicz – dotknęli istoty sprawy.

  • "Vis", brat "Wiarusa"

Przesuńmy teraz wskazówki zegara historii do roku 1951. To czas, do którego dobrze pasuje fragment tekstu Józefa Mackiewicza, który został opublikowany cztery lata wcześniej, w 1947 r., w londyńskich "Wiadomościach":

Społeczeństwo, które strzela nigdy nie da się zbolszewizować. Bolszewizacja zapanowuje dopiero, gdy ostatni żołnierze wychodzą z ukrycia i posłusznie stają w ogonkach. Właśnie w Polsce gasną dziś po lasach ostatnie strzały prawdziwych Polaków, których nikt na świecie nie chce nazywać bohaterami (…).

Wtedy trwały jeszcze w oporze ostatnie grupy Żołnierzy Wyklętych. Pośród nich walczył w powiecie łomżyńskim oddział Stanisława Grabowskiego "Wiarusa". Przez szeregi tej grupy, działającej od czerwca 1947 r. do grudnia 1952 r., przewinęło się łącznie ponad trzydziestu partyzantów. Jednym z żołnierzy oddziału był brat dowódcy, Józef Grabowski "Vis".

Sierż./ppor. Stanisław Grabowski "Wiarus", do 1952 r. szef PAS w Komendzie Powiatu NZW "Mazur" Wysokie Mazowieckie.

Do najbardziej znanych akcji tej grupy należy zaliczyć opanowanie 29 września 1948 r. Jedwabnego, zakończone wygłoszeniem przez "Wiarusa" przemówienia do zgromadzonych na rynku mieszkańców, w którym partyzancki dowódca wezwał słuchaczy do przeciwstawiania się komunistom. Ci zaś już w lutym 1948 r. uznawali "Wiarusa" za niebezpiecznego przeciwnika – rozesłali za nim listy gończe i wyznaczyli nagrodę za jego głowę.

List gończy za Stanisławem Grabowskim ps. "Wiarus".

Pomimo tego jeszcze przez długie cztery lata "Wiarus" pozostał dla nich nieuchwytny. Zginął dopiero 22 marca 1952 r. Wcześniej, w październiku 1951 r. dopełnił się los jego brata. "Vis" został zdradzony przez informatora UB (TW "Wiatrak"), który był narzeczonym siostry jednego z żołnierzy grupy "Wiarusa". Zginął w zasadzce zorganizowanej przez UB i KBW w zabudowaniach pomagającego mu gospodarza, gdy przyszedł po odbiór swetra na zimę.

Dlaczego o tym wspominam? Co łączy ze sobą śmierć Emanuela Szafarczyka Kamińskiego i  Józefa Grabowskiego "Visa"? Otóż jest jeden wspólny akcent obu tych zdarzeń. Symboliczny, ale przecież bardzo silny. Jaki?

Odpowiedź na to pytanie przynosi lektura raportu z przebiegu operacji, w której zastrzelono "Visa". Dokument sporządził, na gorąco, naczelnik Wydziału III WUBP w Białymstoku, Henryk Więckowski. Wtedy jeszcze komuniści byli przekonani, że udało się im zlikwidować "Wiarusa" ("Vis" był do niego łudząco podobny), stąd w  przywołanym dokumencie jest mowa właśnie o nim. Czytamy tam:

W dniu 23 X 1951 r. pod dom Dobrzyckiego Aleksandra przyszedł bandyta "Wiarus" (w rzeczywistości, jak już wspomniałem, był to brat "Wiarusa" i żołnierz jego oddziału Józef Grabowski "Vis" – przyp. G.W.), który zaczął się dobijać do drzwi, a następnie do okna. W tym czasie część żołnierzy przebywała w stodole mieszczącej się obok domu Dobrzyckiego Aleksandra, natomiast w mieszkaniu przebywali por. Czepiel i (…) ppor. Ambrożewicz. Zapytany przez Czepiela i Ambrożewicza gospodarz Dobrzycki Aleksander, kto się dobija do mieszkania, odpowiedział, że "przyszedł po sweter". Po otrzymaniu tej odpowiedzi por. Czepiel przysunął się do okna i oddał serię z automatu w kierunku "Wiarusa", na skutek czego "Wiarus" począł uciekać, natomiast (…) Ambrożewicz otwarł drzwi mieszkania i w kierunku uciekającego Wiarusa oddał serię z automatu. Na odgłos strzałów wybiegli ze stodoły przebywający tam żołnierze, otwierając ogień w kierunku uciekającego bandyty. Wiarus po przebiegnięciu 150 m upadł na skutek otrzymanych postrzałów. Por. Czepiel, który zbliżył się wraz z żołnierzami do Wiarusa celem udzielenia mu pierwszej pomocy (sic!), został przez niego ugryziony w rękę. Na skutek odniesionych ran "Wiarus" zmarł po upływie kilku minut.

Był śmiertelnie ranny, nie  był już  w stanie się podnieść, ale jeszcze, zupełnym ostatkiem sił, ugryzł swego oprawcę w rękę. Józef Grabowski "Vis".

Stał pod przeznaczoną dla niego szubienicą, całkowicie bezbronny, bez władzy w jednej ręce, ale jeszcze, w ostatnim akcie oporu, ugryzł kata w rękę. Emanuel Szafarczyk Kamiński.

Żyli w różnych wiekach, zgaśli w chwilach oddalonych od siebie przedziałem czasu wynoszącym blisko dziewięćdziesiąt lat. A jednak mieli w sobie Coś, co  pozwala chyba uznać, że byli sobie bardzo bliscy. To niezwykłe Coś, rozpoznawane przez coraz mniej licznych i nazywane niekiedy niepokornym duchem narodu polskiego, zmaterializowane w losach Kamińskiego i "Visa" śladami zębów na rękach  katów.

Patrol NZW sierż./ppor. Stanisława Grabowskiego "Wiarusa" (pierwszy z lewej), ok. 1950 r. Drugi od lewej – NN "Jastrząb", trzeci – Józef Grabowski "Vis" – brat "Wiarusa".

  • Dygresyjny przyczynek do dziejów  fotografii historycznej

Niniejsza partia tekstu nie powstałaby, gdyby nie poniższe zdjęcie…
Zapewne dla wielu z państwa, szanowni czytelnicy, ta pochodząca z archiwum IPN fotografia jest nieco szokująca. Wyjaśniam, że  zwłoki Józefa Grabowskiego "Visa" z
ostały, zaraz po jego śmierci, sfotografowane przez komunistów. To było wtedy rutynowe działanie humanistów spod znaku sierpa i młota. Obowiązywała bowiem zasada, że ostatnim śladem istnienia reakcyjnego bandyty, zanim jego martwe już ciało trafi do dołu z wapnem lub w podobnie godne pochówku człowieka miejsce, ma być zdjęcie pośmiertne. Taka fotografia pełniła po pierwsze, rolę trofeum na potrzeby ubeckiego, tajnego sztambucha działań operacyjnych, po drugie, służyła ostatecznemu upokorzeniu już niegroźnego bandziora – kontrrewolucjonisty.

Pośmiertna fotografia Józefa Grabowskiego "Visa" wykonana przez funkcjonariuszy UB, 23 X 1951 r.

Zabiegi te podejmowano z wielką pieczołowitością, wedle rachuby, że jeżeli kiedykolwiek owe zdjęcia ujrzą światło dzienne, to mają być na nich uwiecznione właśnie trupy odarte z mundurów, często prawie zupełnie nagie i w każdym przypadku koniecznie bez butów; że na tych fotografiach mają widnieć martwe łachmany ludzkie, nijak nie kojarzące się z wolnymi do końca, dumnymi ludźmi, którzy mieli w sobie tę wielką odwagę i siłę, aby stanąć przeciw komunistom do heroicznej walki o zachowanie prawa człowieka do wolnego życia na ziemi.

Ta zasada dotyczyła nie tylko żołnierzy polskiego podziemia antykomunistycznego. Z tym samym, pedantycznym okrucieństwem stosowano ją wobec partyzantów estońskich, litewskich, łotewskich czy ukraińskich poległych w walce z sowiecką okupacją. Po prostu standard wyznaczony przez Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR, czyli NKWD, obowiązywał również w działaniach odpowiedników tej sowieckiej agendy państwowej w innych krajach znajdujących się pod komunistycznym jarzmem. Jednym z jego przejawów były właśnie wzmiankowane zdjęcia.

Anykščiai, Litwa, 26 IV 1952 r. Zwłoki zabitych przez NKWD litewskich partyzantów (od lewej: Bronius Morkūnas "Diemedis", Bronius Mozūra "Kunotas" and Vytautas Guobužas "Viesulas"). Zdjęcie wykonane przez funkcjonariuszy NKWD.

Można by sądzić, że wraz z upadkiem komunizmu ten rodzaj fotografii przeminął. A jednak nie. Przekonałem się o tym, gdy w marcu 2005 r. świat obiegły zdjęcia zabitego dowódcy polowego partyzantki czeczeńskiej i jednocześnie prezydenta tego kraju Asłana Maschadowa. Leżał odarty z munduru  i oczywiście bez butów. Tak oto Rosja Putina obwieszczała wszem wobec swój sukces.

Pokazane przez rosyjskie media zwłoki Asłana Maschadowa, który zginął on 8 marca 2005 r. podczas operacji specjalnej wojsk rosyjskich. Jego ciało zostało bestialsko zmasakrowane (m.in. wyłupiono mu oczy). Rosjanie odmówili wydania ciała rodzinie zgodnie z obowiązującym w Rosji ustawodawstwem nakazującym potajemny pochówek zabitych bojowników czeczeńskich.

Cóż, świat się zmienia, ale niektórzy nadal trwają przy wypracowanych przed laty, właściwych sobie standardach. Jaka władza, taka też kultura korporacyjna państwowych agend przymusu.
Tyle można tylko o tym uczciwie powiedzieć.

PS. Przytoczony w tekście fragment odezwy autorstwa Aleksandra Waszkowskiego powtórzyłem za książką Joanny Rusin "Człowiek świętego imienia"; raport UB z operacji, w której zastrzelono Józefa Grabowskiego "Visa" został opublikowany przez Jerzego Kułaka w artykule Działania operacyjne Wojewódzkiego Urzędu  Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku na przykładzie likwidacji grupy NZW Stanisława Grabowskiego "Wiarusa"; fotografia zwłok Józefa Grabowskiego "Visa" pochodzi z Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, została opublikowana w "Zeszytach Naukowych Muzeum Wojska" w Białymstoku przy artykule autorstwa Piotra Łapińskiego, Ppor. Stanisław Grabowski "Wiarus" (1921-1952). Zarys biografii; ostatnie zdanie tekstu zapożyczyłem z wiersza Zbigniewa Herberta "Góra naprzeciw pałacu".

Grzegorz Wąsowski
adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954.


Strona główna>

Konferencja naukowa w Łęcznej

"Żołnierze Wyklęci na terenie Lubelszczyzny – wczoraj i dziś" – konferencja naukowa, Łęczna, 28 IV 2012 r., godz. 16.00

Stowarzyszenie Kibiców Górnika Łęczna oraz Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych Okręgu Lubelskiego serdecznie zapraszają na konferencję naukową pt. "Żołnierze Wyklęci na terenie Lubelszczyzny – wczoraj i dziś". Konferencja odbędzie się w sobotę 28 kwietnia o godzinie 16.00 w Centrum Kultury w Łęcznej. Wśród prelegentów znaleźli się m.in. syn kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" – Adam Broński, oraz brat ppor. Stanisława Kuchciewicza "Wiktora" – Aleksander Kuchciewicz.

Historię Narodowych Sił Zbrojnych na Lubelszczyźnie przedstawi Rafał Drabik z lubelskiego oddziału IPN, a o Zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość opowie major Jerzy Pasierbiak – prezes  Stowarzyszenia Społeczno-Kombatanckiego Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN w Lublinie.

Podczas konferencji zaplanowano emisję fragmentów filmów, oraz wystawę poświęconą tematyce Żołnierzy Wyklętych. Na miejscu będzie również możliwość zakupu publikacji i pamiątek patriotycznych oraz dotyczących żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego.

Program:

Źródło: Serwis Kibiców Górnik Łęczna>
Zobacz również:
Górnicy śladami Żołnierzy Wyklętych>

Strona główna>

Abakumow melduje: "Bandytów zlikwidować"

Wszystkich ujawnionych bandytów, w liczbie 562 ludzi, zlikwidować. Nowe dokumenty w sprawie obławy augustowskiej z lipca 1945 r.

"[…] Wszystkich ujawnionych bandytów, w liczbie 562 ludzi, zlikwidować […]". Kopie sowieckich rozkazów zamordowania 600 Polaków w tzw. obławie augustowskiej w lipcu 1945 r. przywiózł z Moskwy prezes IPN Łukasz Kamiński. To dowód zbrodni przeciw ludzkości – mówią prokuratorzy IPN.

Tablica na wzgórzu w Gibach poświęcona pomordowanym przez Sowietów w obławie augustowskiej w lipcu 1945 r.

Obława augustowska bywa nazywana "Małym Katyniem". To największa zbrodnia popełniona na Polakach po wojnie. Latem 1945 roku "Smiersz", sowiecki kontrwywiad, wyłapał na terenach powiatów suwalskiego i augustowskiego ponad 7 tys. osób. Większość uwolniono, ale po prawie 600 słuch zaginął.

Odtajnione przez FSB dwa szyfrogramy w sprawie największej zbrodni popełnionej na Polakach po zakończeniu wojny potwierdzają fakt aresztowania przez Sowietów w lipcu 1945 r. jednego z przywódców podziemia niepodległościowego na ziemi augustowskiej. Tylko w jednorazowej akcji razem z Szymonem Krupińskim ps. "Grom" ujęto 50 żołnierzy. Pod wieloma względami zbrodnia popełniona w czasie obławy augustowskiej była bardziej dramatyczna niż ta z 1940 roku. Wśród około 600 ofiar było 30 kobiet, część z nich oczekiwała narodzin dziecka. Poza tym mordowano nieletnich.

Centralne Archiwum Federalnej Służby Bezpieczeństwa w Moskwie na wniosek stowarzyszenia MEMORIAŁ ujawniło dwa szyfrogramy Wiktora Abakumowa do szefa NKWD Ławrientija Berii z lipca 1945 roku. Dokumenty dotyczą ujętych w czasie obławy augustowskiej żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego. Ich los został już wtedy przypieczętowany: ZAMORDOWAĆ. Wstrząsające dokumenty na temat zbrodni augustowskiej popełnionej na grupie około 600 Polaków pozyskał w Rosji Instytut Pamięci Narodowej. Ale nie od prokuratury Federacji Rosyjskiej w ramach realizacji wniosku o pomoc prawną. Łukasz Kamiński, prezes IPN, pozyskał te dokumenty w trakcie wizyty w Moskwie od stowarzyszenia Memoriał.

Są to kopie poświadczone z Archiwum Federalnej Służby Bezpieczeństwa dotyczące zbrodni augustowskiej. Treść tych materiałów do tej pory znaliśmy tylko z notatek prof. Nikity Pietrowa. Stowarzyszenie Memoriał wystąpiło do Archiwum FSB o udostępnienie tych materiałów w postaci kopii i takie tuż przed moją wizytą otrzymało, a następnie przekazało je Instytutowi – mówił Kamiński.

Materiały nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do charakteru działań jednostek Armii Czerwonej przeprowadzających w lipcu 1945 r. obławę w rejonie Augustowa i Suwałk. Generał Abakumow, w piśmie z 21 lipca 1945 r., raportuje m.in. Ławrientijowi Berii, ludowemu komisarzowi spraw wewnętrznych Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich, o wysłaniu do Olecka generała majora Iwana Gorgonowa, zastępcy naczelnika Głównego Zarządu Smiersz, z grupą doświadczonych funkcjonariuszy kontrwywiadu w celu przeprowadzenia likwidacji bandytów aresztowanych w lasach augustowskich. Jak wynika z dokumentów, drugim odpowiedzialnym za wymordowanie polskich żołnierzy podziemia niepodległościowego był generał lejtnant Paweł Zielienin, naczelnik Zarządu Kontrwywiadu 3. Frontu Białoruskiego. Tow. Tow. Gorgonow i Zielienin to dobrzy i doświadczeni czekiści i to zadanie wykonają – cynicznie zapewnia Berię Abakumow.

Wiktor Siemionowicz Abakumow, generał-pułkownik sowieckiego aparatu bezpieczeństwa, jeden z największych zbrodniarzy stalinowskich, w aparacie terroru zasłynął m.in. z własnoręcznego torturowania i wymuszania zeznań na skazanych.

Kamiński zaznaczył, że te dokumenty mają bardzo istotne znaczenie dla dalszych losów śledztwa IPN w sprawie zbrodni augustowskiej.

– W czerwcu i grudniu 2011 r. wysłaliśmy do Prokuratury Generalnej Rosji wniosek o pomoc prawną. Dotyczył on m.in. przesłania nam szyfrotelegramów oraz akt osobowych tow. Zielienina i Gorgonowa […], a także poprosiliśmy o akta spraw karnych osób zatrzymanych podczas obławy augustowskiej. Do dziś nie mamy żadnej odpowiedzi, jeśli chodzi o stronę rosyjską – wskazuje prok. Zbigniew Kulikowski, p.o. naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku.

Dokumenty, które przekazał Memoriał, są bardzo ważne. – Wskazują jednoznacznie dla każdego prawnika, że w lipcu 1945 r. dokonano zbrodni przeciwko ludzkości. Zamiarem sprawców było pozbawienie życia członków polskich organizacji niepodległościowych. I tylko za to, czyli z powodu przynależności politycznej – zaznaczył prok. Kulikowski.

Jego zdaniem, fakt pozyskania tych dokumentów uniemożliwi stwierdzenie przez stronę rosyjską, że takich materiałów nie ma.
– To bardzo ważne dla śledztwa, ponieważ na gruncie prawa międzynarodowego można przedstawić problem obławy augustowskiej – stwierdził prokurator. IPN liczy, że rosyjska Prokuratura Generalna również prześle wspomniane dokumenty. W ramach śledztwa IPN przesłuchał w tej sprawie prawie 700 osób.
– Jeśli chodzi o sprawców, to panowie Gorgonow i Zielienin już nie żyją. Poprosiliśmy stronę rosyjską o obejrzenie ich akt osobowych. Chodzi o stwierdzenie, czy jest tam na przykład wskazane miejsce, gdzie zamordowano osoby zatrzymane podczas obławy – podkreślił Kulikowski.

Jak dodał Łukasz Kamiński, konsekwencją wykrycia pochówków byłoby utworzenie cmentarza wojennego. Prezes IPN nie przewiduje natomiast zwrócenia się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, gdyby Rosjanie nie przekazali wnioskowanych dokumentów, gdyż ta instytucja "nie jest do rozstrzygania konfliktów między państwami".
– To raczej droga dochodzenia swoich praw dla poszczególnych osób, jeśli zostały przez jakieś państwo naruszone – uznał Kamiński.
Sprawa obławy augustowskiej to jedne z najważniejszych problemów, którymi zajmuje się od początku swojej działalności oddział IPN w Białymstoku. Chciałem tutaj dodać, że jest to naj
większa zbrodnia popełniona na Polakach po II wojnie światowej. Czasami mówi się o niej jako o drugim lub małym Katyniu. Ta zbrodnia żyje w cieniu Katynia
– twierdzi dr Jan Jerzy Milewski z Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej w Białymstoku. Pod wieloma względami była ona bardziej dramatyczna niż ta z 1940 r., wśród tych około 600 ofiar było mniej więcej 30 kobiet. Jak zaznaczył, część z nich była w stanie błogosławionym. Poza tym mordowano nieletnich.

Łukasz Kamiński, Prezes Instytutu Pamięci Narodowej.

Odtajnione przez Rosję szyfrogramy Memoriał po raz pierwszy będzie mógł teraz dokładnie zbadać. Stowarzyszenie Memoriał wniosek do archiwum FSB z prośbą o udostępnienie do wglądu dwóch szyfrogramów gen. Wiktora Abakumowa (dowództwa Smiersz) skierowało w listopadzie 2011 r. Pozytywną odpowiedź FSB przesłało w lutym br. Obecnie członkowie stowarzyszenia analizują te arcyważne dla ustalenia prawdy o losach ofiar obławy archiwalne dokumenty. Decyzja FSB o odtajnieniu szyfrogramów gen. Abakumowa świadczy o tym, iż władze Rosji po wielu latach milczenia i braku odpowiedzi na pytania słane do Federacji Rosyjskiej, czy szyfrogramy te rzeczywiście są w jej posiadaniu, w końcu odpowiedziała – TAK. Daje to również nadzieję, iż nareszcie władze Rosji podejmą z Polską poważny dialog na temat obławy augustowskiej, która – co jest rzeczą coraz bardziej pewną – pochłonęła nie jak się dotychczas uważało około 600 żołnierzy podziemia niepodległościowego, ale aż ponad 1400.

Potwierdza to drugi badany przez Memoriał szyfrogram gen. Abakumowa. O istnieniu tego dokumentu pierwszy napisał w swojej publikacji "Według scenariusza Stalina" Nikita Pietrow, wiceprzewodniczący Memoriału, który też jako pierwszy niezależny rosyjski historyk oglądał szyfrogramy Abakumowa na początku lat 90. w rosyjskich archiwach. W pierwszym szyfrogramie gen. Abakumow, oprócz liczby zatrzymanych podczas obławy 592 osób, które zamierza zlikwidować, mówi również o kolejnych ujętych 828 osobach, które zamierza sprawdzić "w ciągu pięciu dni". Podaje przy tym Berii informację, iż prawdopodobnie są to również "bandyci", jak nazywa żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego. Dalej pisze, że jeśli jego przypuszczenia się sprawdzą podczas przesłuchań (bestialskich), to w ten sposób namierzonych "bandytów" też trzeba zlikwidować. Tę drugą, większą niż pierwsza, grupę żołnierzy AK najpewniej również zamordowano. Gdyby choć jeden z nich przeżył, na pewno przecież przekazałby informacje na temat przesłuchań i egzekucji. Tak więc jeżeli do liczby przeznaczonych już do egzekucji 592 żołnierzy podziemia, o których zbrodniczy generał pisze w pierwszym szyfrogramie, dodamy liczbę 828 żołnierzy, którzy również niedługo mają stracić życie, otrzymamy przerażającą liczbę 1420 ofiar obławy augustowskiej.

Do Ludowego Komisarza
Spraw Wewnętrznych Związku SRR
towarzysza Ł.P. Berii
Zgodnie z Waszym poleceniem rankiem 20 lipca br.[1945] wysłałem samolotem do Treuburga [Olecko] zastępcę naczelnika Głównego Zarządu "Smiersz" generała majora Gorgonowa z grupą doświadczonych funkcjonariuszy kontrwywiadu w celu przeprowadzenia likwidacji bandytów aresztowanych w lasach augustowskich. Po przybyciu na miejsce generał major Gorgonow wraz z naczelnikiem Zarządu "Smiersz" 3 Frontu Białoruskiego generałem lejtnantem Zieleninem ustalili i donieśli, co następuje:

  • Wojska 3 Frontu Białoruskiego, wypełniając polecenie Sztabu Generalnego Armii Czerwonej o likwidacji band w lasach augustowskich, od 12 do 19 lipca br. przeczesywały te lasy.
  • W trakcie operacji wojska frontu zatrzymały mieszkańców miejscowości położonych w lasach augustowskich, w tym starców i kobiety.
  • W sumie oddziały Armii Czerwonej zatrzymały 7049 ludzi, w tym 1685 Litwinów. Z tej liczby zatrzymanych w czasie przemieszczania się oddziałów wojskowych po sprawdzeniu wypuszczono 5115 tutejszych mieszkańców, w tym 1171 Litwinów, o których nie zostały zdobyte dane na temat ich uczestnictwie w bandach.

Spośród pozostałych 1934 zatrzymanych:

  • Ujawniono i aresztowano jako bandytów – 844 ludzi, w tym 252 Litwinów, którzy mieli związek z formacjami bandyckimi na Litwie i dlatego zostali przekazani miejscowym organom NKWD-NKGB Litewskiej SRR, gdzie także jest prowadzona operacja likwidowania formacji bandyckich;
  • sprawdzanych jest 1090 ludzi, z których 262 to Litwini i z tej przyczyny zostali przekazani organom NKWD-NKGB Litwy.

Zatem liczba aresztowanych na 21 lipca br. wynosi tylko 592 ludzi, a zatrzymanych, którzy są sprawdzani, 828 ludzi.
U aresztowanych bandytów i w kryjówkach wykrytych w lesie skonfiskowano: 11 moździerzy, 31 karabinów maszynowych, 123 pistolety automatyczne, karabiny i pistolety, 456 min i granatów, 23 000 nabojów i 2 radiostacje.
Jeśli uznacie za konieczne przeprowadzenie operacji w tym stanie rzeczy, to likwidację bandytów zamierzamy przeprowadzić w następujący sposób:
1. Wszystkich ujawnionych bandytów, w liczbie 562 ludzi, zlikwidować. W tym celu zostanie wydzielony zespół operacyjny i batalion wojsk Zarządu "Smiersz" 3 Frontu Białoruskiego, już przez nas sprawdzony w trakcie wielu działań kontrwywiadowczych. Pracownicy operacyjni i zestaw osobowy batalionu zostaną dokładnie poinstruowani o sposobie likwidacji bandytów.
2. Podczas operacji zostaną podjęte niezbędne kroki w celu zapobieżenia ucieczki któregokolwiek z bandytów.
3. Odpowiedzialność za przeprowadzenie likwidacji bandytów zostanie nałożona na zastępcę naczelnika Głównego Zarządu "Smiersz" generała majora Gorgonowa i naczelnika Zarządu Kontrwywiadu 3 Frontu Białoruskiego generała lejtnanta Zielenina.
Tow. tow. Gorgonow i Zielenin to dobrzy i doświadczeni czekiści i to zadanie wykonają.
Pozostałych zatrzymanych 828 ludzi zostanie sprawdzonych w okresie pięciu dni i wszyscy ujawnieni bandyci zostaną zlikwidowani w ten sam sposób.
O liczbie ujawnionych
bandytów z tej grupy zatrzymanych zameldujemy.
Proszę o W
asze polecenia.

Abakumow
21 lipca 1945 roku
————————————————-
Naczelnik Głównego Zarządu Kontrwywiadu "Smiersz"
Generał pułkownik (Abakumow)

Fragment
oryginału raportu Wiktora Abakumowa do "
Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych Związku SRR towarzysza Ł.P. Berii" z planem zbrodni na ujętych podczas obławy
augustowskiej w lipcu 1945 r. prawie 600 Polakach.

Tę liczbę zamordowanych potwierdził Nikita Pietrow na spotkaniu z rodzinami ofiar obławy w Augustowie, do którego doszło podczas jego wizyty w Polsce, w połowie października 2011 roku. Wówczas to ksiądz prałat Stanisław Wysocki, prezes Związku Pamięci Obławy Augustowskiej, skierował do niego pytanie o rzeczywistą liczbę ofiar zbrodni. W odpowiedzi udzielonej publicznie Nikita Pietrow powiedział, iż "ofiar obławy augustowskiej było więcej niż tysiąc". Pietrow zrelacjonował też swoją wizytę w rosyjskich archiwach.
Powiedział mi m.in., że pamięta nawet, w którym worku był ten dokument i na której półce leżał ten worek – mówi ks. Stanisław Wysocki. Teraz, po latach, rosyjski historyk ma już na biurku fotokopię historycznego listu.
Przekazałem go zaraz także do białostockiego oddziału IPN, który prowadzi śledztwo w tej sprawie i dla którego to ważny dowód procesowy – mówi Pietrow "Naszemu Dziennikowi". Pietrow natrafił na dokumenty na początku lat 90. podczas wizyty w archiwach KGB. Na polecenie ówczesnego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna sześciu członków stowarzyszenia Memoriał, m.in. Pietrow, przeszukiwali te archiwa w celu znalezienia dokumentów o zbrodniach sowieckiej bezpieki na obywatelach ZSRS. Trzymając w ręku szyfrogramy Abakumowa, nie wiedział jeszcze wówczas, na jak ważne dokumenty natrafił. Nic też nie wiedział na temat obławy augustowskiej, więc przejrzał tylko szyfrogramy i sporządził z nich notatki. Te dokumenty, z datą 20 i 21 lipca 1945 r., to szyfrogramy od gen. płk. Wiktora Abakumowa do Ławrientija Berii, szefa NKWD. Dokumenty zawierają plan masowej egzekucji, która miała zostać przeprowadzona na wzór tej w Katyniu. Sowieccy żołnierze mieli przeszukać i otoczyć las (prawdopodobnie miejsce w Puszczy Augustowskiej), w którym batalion Smiersz miał potem dokonać egzekucji aresztowanych podczas obławy. Akcja miała być tak przeprowadzona, żeby żaden z zatrzymanych nie zdołał uciec. Abakumow wskazywał m.in. nazwiska dowódców akcji i prosił o stosowny rozkaz Ławrientija Berię, szefa NKWD.

Szyfrogramy wiele wnoszą do sprawy, ale niestety nie ujawniają, gdzie są doły śmierci zamordowanych Polaków, na którą to wiadomość ich rodziny czekają już prawie 67 lat. Pierwszy list Abakumowa do Berii został przez Pietrowa przepisany i opublikowany w jego książce. Generał sowieckiego kontrwywiadu wojskowego Smiersz donosi Berii o zatrzymaniu i przesłuchaniach Polaków w rejonie Augustowa. Relacjonuje, że aresztowani Polacy (oraz pewna liczba Litwinów) zostali "sprawdzeni" przez enkawudzistów, którzy wykryli 592 "bandytów". W dalszej części dokumentu Abakumow proponuje ich rozstrzelanie według załączonego planu przypominającego w formie zbrodnię katyńską. Mowa jest też o 828 ludziach, których "sprawdzanie" wciąż trwa. Jeżeli zostaną wśród nich wykryci kolejni wrogowie sowieckiej władzy, to mają także zostać zabici. Trzy dni później Abakumow składa kolejne sprawozdanie Berii. Tym razem bardzo szczegółowo wymienia ilość znalezionych przy zatrzymanych Polakach uzbrojenia i amunicji. Mowa jest też o znalezionych w puszczy dołach, bunkrach i schronach. Abakumow relacjonuje wynik przesłuchania Szymona Krupińskiego ps. "Grom", uważanego za przywódcę jednej z grup. Miał on wyjaśnić, że broń produkcji sowieckiej została znaleziona przez jego podwładnych w rejonie potyczek zbrojnych Armii Czerwonej z Niemcami. Na wyposażeniu oddziału znajdowało się też uzbrojenie produkcji niemieckiej i polskiej. Ku zadowoleniu Sowietów nie znaleziono śladów posiadania przez polskie podziemie artylerii. Niepokój natomiast budziły liczne podziemne kryjówki w lasach augustowskich. Wykryto 52 bunkry i kilkanaście innych umocnień oraz aż 439 ziemianek. Z zeznań Kruszyńskiego enkawudziści dowiedzieli się, że większość z nich wybudowali hitlerowcy jeszcze w 1939 roku.

Śledczy z Instytutu Pamięci Narodowej będą się domagać od Rosjan przekazania innych dokumentów. Już w ubiegłym roku dwukrotnie zwracali się do nich o pomoc prawną. Do tej pory nie uzyskali odpowiedzi.
– Jeżeli istnieją dokumenty mówiące o planowaniu tej zbrodni, to muszą istnieć też dokumenty raportujące jej wykonanie – mówi "Rzeczpospolitej" prokurator Zbigniew Kulikowski z IPN. – Rosjanie powinni przeprowadzić własne śledztwo w tej sprawie. Nie możemy ich jednak do tego zmusić – podkreśla.

Z żądaniem wszczęcia śledztwa chcą się za to zwrócić do Rosjan rodziny ofiar. Jeśli Rosja odmówi, planują złożenie skargi do Trybunału w Strasburgu. Przekonują, że każdy dokument, który potwierdza, że doszło do zbrodni przeciw ludzkości, może sprawić, że Trybunał zajmie się sprawą.
Te dokumenty powiększają naszą wiedzę na temat obławy augustowskiej, ale nie dają odpowiedzi na kluczowe pytania – mówi "Rz" prof. Krzysztof Jasiewicz, historyk i sowietolog. – Archiwalia, których potrzebujemy, to pełna lista nazwisk zamordowanych Polaków oraz dokumenty dotyczące miejsca pochówku – dodaje.
Właśnie na wskazaniu tego miejsca najbardziej zależy rodzinom zgładzonych. Według jednej z wersji Polacy zostali pogrzebani na terytorium Białorusi, według innej w sąsiednich Prusach (obecnie obwód kaliningradzki). Dokumenty, które by to wyjaśniły, znajdują się jednak w zamkniętych na głucho moskiewskich archiwach.
– Nie ma mowy o tym, żeby te papiery się "zgubiły", jak próbuje wmówić nam Moskwa
– mówi prof. Jasiewicz.

Według niego, dopóki w Moskwie nie dokona się zmiana reżimu, dopóty nie ma co liczyć na otwarcie archiwów. Dokumenty możemy jedynie dostawać od przychylnie nastawionych wobec Polski opozycyjnych organizacji pozarządowych, takich jak Memoriał. Niemniej śledztwo w tej sprawie cały czas się toczy. IPN w Białymstoku przesłuchał już 700 osób. Cały czas zgłaszają się następne. Zbrodnia przeciw ludzkości nie ulega przedawnieniu.
– Wierzę, że uda nam się odnaleźć miejsce, w którym spoczywają ofiary. Powinien tam być cmentarz – mówił prezes IPN.

Krzyż w Gibach poświęcony pamięci pomordowanych w obławie augustowskiej w lipcu 1945 r.

Zobacz dokumenty:

Źródło: "Nasz Dziennik", "Rzeczpospolita", wyborcza.pl, wpolityce.pl
Strona główna>

Spektakl teatralny "WYKLĘCI"

"WYKLĘCI" – premiera spektaklu Teatru Nie Teraz

Powiedz – kiedy będzie tutaj prawdziwa Polska? Co?

To nie może być tak, żeby Polski nie było!


To jakaś intryga, nieporozumienie, zdrada!
Mamy broń oddać, a później co? Koniec?



PREMIERA:

Warszawa, 21 i 22 kwietnia 2012 r.

Areszt Śledczy Warszawa-Mokotów,
ul. Rakowiecka 37

Teatralna alternatywa w kolejnej odsłonie – Teatru Nie Teraz otwiera najnowsze rozdziały historii naszej Ojczyzny. Spektakl – opowieść o Armii Wyklętej.

Pokazy premierowe odbędą się w jednym z najbardziej znanych miejsc kaźni
okupacji niemieckiej, następnie okresu stalinowskiego i późniejszego – w
więzieniu mokotowskim. To tu także trafiali żołnierze Armii Wyklętej,
męczeni i mordowani z rozkazu budowniczych nowego, komunistycznego
świata, w którym nie było miejsca dla "zaplutych karłów reakcji".

Powracają bohaterowie zbrojnego oporu przeciw sowietyzacji Polski, setki nazwisk i pseudonimów. Wśród nich ci, o których pamięć już udało się przywrócić (Pilecki, Szendzielarz, Kuraś, Siedzikówna) oraz ci, którzy o tę pamięć wciąż wołają. Choćby Józef Franczak, pseudonim "Lalek", zamordowany w czasie SB-eckiej obławy w roku 1963… Historia żołnierzy zdradzonych i wyklętych trwa.

Scenariusz i reżyseria – Tomasz A. Żak

Aktorzy: AGNIESZKA RODZIK (Lilka); EWA TOMASIK (Helena); MAGDALENA ZBYLUT (Danusia); ŁUKASZ KRZEMIŃSKI (Konrad); PRZEMYSŁAW SEJMICKI (Janek).

W spektaklu usłyszymy m.in. dawne polskie pieśni patriotyczne i religijne; fragmenty "Wyzwolenia" St. Wyspiańskiego, III części "Dziadów" A. Mickiewicza, a także zapomniany "Dekalogu Polaka" autorstwa Z. Kossak-Szczuckiej.

Zapraszają: Teatr Nie Teraz, Fundacja Polskiego Państwa Podziemnego w Warszawie, Muzeum Niepodległości w Warszawie, Areszt Śledczy Warszawa – Mokotów.

Strona główna>

Konferencja o "Żołnierzach Wyklętych" w Piotrkowie Trybunalskim

Niezłomni i wierni Polsce. Sylwetki dowódców powojennej konspiracji antykomunistycznej – Piotrków Trybunalski, 19 kwietnia 2012 r.

Instytut Historii Filii UJK w Piotrkowie Trybunalskim oraz Muzeum–Zamek zapraszają na konferencję popularnonaukową pt. Niezłomni i wierni Polsce. Sylwetki dowódców powojennej konspiracji antykomunistycznej. Konferencja odbędzie się 19 kwietnia 2012 r. (czwartek) w Muzeum w Piotrkowie Trybunalskim, Plac Zamkowy 4.

Strona główna>

Dyskusja i pokaz filmu "Żołnierze Wyklęci"

"Żołnierze Wyklęci" – Jak pamiętać? Dyskusja – Leszczyński i Rosalak / Pokaz filmu "Żołnierze Wyklęci"

16 kwietnia 2012 r., s. 211-213 w budynku Starej Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, ul. Krakowskie Przedmieście 26/28, Warszawa, godz. 20.00

W kontekście "Żołnierzy Wyklętych" chcemy rozmawiać o tym jak to jest z naszą polską pamięcią historyczną? Czy w ogóle warto pamiętać? A jeśli tak to o czym? Jak mówić o Żołnierzach Wyklętych i o tych którzy z nimi walczyli? Czy racje między tymi którzy mówią o wojnie domowej i tymi którzy mówią o ostatnim powstaniu niepodległościowym rzeczywiście rozłożone są równomiernie?

Do dyskusji zaproszeni zostali Adam Leszczyński z "Gazety Wyborczej" oraz Maciej Rosalak z "Uważam Rze".

  • "Żołnierze wyklęci" – film Wincentego Ronisza to kolejny pokaz w ramach Nowego Kina Historycznego, cyklu organizowanego przez NZS UW.
  • "Żołnierze wyklęci" żołnierze podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego, którzy nie zaprzestali walki po 1945 roku. Dla wielu – ostatni niezłomni, przykład tego, że nie trzeba kłaniać się okolicznościom.
  • Dla innych "Żołnierze wyklęci" to budowanie przez polską prawicę kolejnych mitów narodowowyzwoleńczych i romantyczna gorączka mającą niewiele wspólnego z faktami historycznymi.
  • 1 marca – dzień pamięci "Żołnierzy Wyklętych", dla niektórych sprawiedliwość dziejowa i przywracanie pamięci o tych których skazano na zapomnienie. Dla innych powód by wyjść z sali sejmowej.

WSTĘP WOLNY!

Strona główna>