TRZEBA PRZECZYTAĆ !!! (78)

Mariusz Bechta
Pogrom czy odwet? Akcja zbrojna Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" w Parczewie 5 lutego 1946 r.
Wydawnictwo Zysk i S-ka 2014, ss. 512 + 56 stron wkładki zdjęciowej + trzy mapy, format: 165 x 235 mm, oprawa: miękka ze skrzydełkami.

Książka Mariusza Bechty to wyczerpujące, wnikliwe, pełne niuansów studium najazdu niepodległościowych partyzantów z antykomunistycznej organizacji Zrzeszenie "Wolność i Niezawisłość" na podlaski Parczew 5 lutego 1946 roku. Akcja ta, choć miała stosunkowo łagodny przebieg, zasiała panikę i wymusiła opuszczenie miasta przez niemal całą ludność żydowską. Autor dogłębnie opisał złożone tło operacji, osadzając ją w szerokim i skomplikowanym kontekście społecznym, ekonomicznym, politycznym, militarnym i kulturowym. Zdaniem Mariusza Bechty celem najazdu było ukaranie ludności żydowskiej za kolaborację z komunistami. Parczewscy Żydzi wprawdzie w większości komunistami nie byli, wielu z nich potrafiło jednak zręcznie wyzyskać system sowieckiej okupacji do zdominowania życia miasta i okolic, faworyzując swoją grupę etniczno-religijną lub współpracując z okupacyjnym reżimem.

Wydarzenia w Parczewie ukazują ważny aspekt stosunków polsko-żydowskich po Zagładzie w mikroskali. Opracowanie to jest zachętą do odważnej debaty nad kontrowersyjnymi tematami w naszej historii oraz przykładem tego, jak rozmaite są interpretacje zjawisk kolaboracji, dostosowania i oporu.

(z przedmowy prof. M.J. Chodakiewicza)


Gdyby polska historiografia miała tak rzetelnych i odważnych historyków jak Mariusz Bechta, byłbym spokojny o nasze wewnętrzne boje o pamięć i politykę historyczną broniącą dobrego imienia Polaków. Polska historia potrzebuje właśnie takich mikrostudiów. Opanowanie Parczewa przez bolszewików w lipcu 1944 roku, tworzenie aparatu przemocy z bandy kryminalistów i analfabetów, a potem okrutne zbrodnie na polskich patriotach ukazane w kontekście dziejowym, pozwalają w szerszej skali zrozumieć mechanizmy powtórnego najazdu Sowietów na Polskę i dzieje powojennego antykomunistycznego podziemia. Od tej pory odbicie Parczewa z rąk komunistów przez partyzantów Zrzeszenia WiN na początku 1946 roku będzie dla mnie symbolem powstania Polaków przeciwko narzuconej przez Moskwę władzy. Chwała por. Leonowi Taraszkiewiczowi ps. "Jastrząb" i jego podkomendnym! A Mariuszowi Bechcie szacunek za przywrócenie im dobrego imienia!

(dr hab. Sławomir Cenckiewicz)

Mariusz Bechta – historyk, wydawca, doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Pracownik naukowy Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie. Zajmuje się historią polityczną Polski w XX wieku ze szczególnym uwzględnieniem tożsamości historycznej Podlasia. Autor monografii: Rewolucja, mit, bandytyzm. Komuniści na Podlasiu w latach 1939-1944 (Biała Podlaska 2000), …między Bolszewią a Niemcami. Konspiracja polityczna i wojskowa Polskiego Obozu Narodowego na Podlasiu w latach 1939-1952 (Warszawa 2008, 2009). Redaktor naczelny "Templum Novum".

Patronat honorowy: Stowarzyszenie Żołnierzy Zrzeszenia WiN w Lublinie

Książka do nabycia (bezpośrednio od autora):

Strona główna>
Prawa autorskie>

Rajd Wilczym Tropem Wyklętych

Rajd Pieszy Wilczym Tropem Wyklętych, Toruń – Wilcze Kąty, 26-28 września 2014

Fundacja Niezłomni im. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" zaprasza zaprasza wszystkich młodych miłośników historii polskiego podziemia antykomunistycznego na Rajd Pieszy Wilczym Tropem Wyklętych.

Rajd Wilczym tropem Wyklętych, to impreza historyczna kierowana do młodego odbiorcy, mająca na celu przybliżyć uczestnikom problematykę antykomunistycznej partyzantki. Idea rajdu narodziła się wśród środowisk patriotycznych z powiatu toruńskiego w 2013 roku. Rok 2013 był poświęcony Żołnierzom Wyklętych.  Rajdy tego typu cieszą się wielką popularnością i odgrywają ważna rolę w przekazywaniu historii wśród młodego pokolenia. Wychodząc naprzeciw temu trendowi, wspólnie z Fundacją Niezłomni  im. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” podjęto decyzję i wysiłek zorganizowania tego typu imprezy na terenie powiatu toruńskiego.

Rajd ma na celu pokazanie młodemu uczestnikowi, że zabawa w „świetlika”, nauka posługiwania się mapą, alfabet Morsa oraz praca w zespole nie są nudne i nic nie warte, lecz owocują w przyszłości.

Rajd odbędzie się w dniach 26–28 września 2014 roku. Głównym organizatorem jest Fundacja Niezłomni. Rajd ma charakter gry patrolowej, gdzie uczestnicy przemierzają wyznaczą trasę, wcielając się jeden z oddziałów podziemia niepodległościowego. Wyprawę w poszukiwaniu Wilczych Tropów Wyklętych rozpoczynamy w Toruniu. Baza rajdu znajduje się wśród sosnowych lasów borów Bydgoskich, nieopodal królowej Polskich rzek, Wisły, w siedlisku Wilcze Kąty. Każdy partol chcący uczestniczyć w naszym rajdzie winien wypełnić kartę zgłoszeniową patrolu, która dostępna jest pod adresem www.rajdniezlomni.pl i przesłać ją pocztą elektroniczną pod adres [email protected]. O uczestnictwie w rajdzie decyduje kolejność zgłoszeń, liczba miejsc jest ograniczona. W razie pytań można dzwonić pod numer: +48 509 927 917

Na rajdzie czeka wiele atrakcji, które będą przez uczestników zapamiętane i zapewne spotkamy się znów za rok na trasie rajdu.
Ważną informacją jest to, że impreza jest bezpłatna – czyli nie ma wpisowego, a jedyny koszt jaki ponosi uczestnik to przejazd z miejsca koncentracji na trasę rajdu (maksymalnie 7,50 zł.)

W imieniu organizatorów wszystkich chętnych serdecznie zapraszam do wzięcia udziału.

Strona główna>
Prawa autorskie>

Nowy projekt muzyczny Fundacji "Pamiętamy" !

PREMIEROWE WYKONANIE REWELACYJNEGO PROGRAMU MUZYCZNEGO
"NAS NAUCZONO. TRZEBA ZAPOMNIEĆ"

POSŁUCHAJ WYBRANYCH UTWORÓW I PRZECZYTAJ GDZIE I KIEDY ODBĘDZIE SIĘ KONCERT.

TAM TRZEBA BYĆ !
Pamiętacie Państwo płytę „Myśmy rebelianci” zespołu „De Press”? Ja pamiętam ją bardzo dobrze, może dlatego, że byłem jej pomysłodawcą. Wiedziałem wówczas, a było to pięć lat temu, że czas najwyższy, aby teksty śpiewane przez Żołnierzy Wyklętych – Żołnierzy Niezłomnych w leśnych obozowiskach zostały rozpowszechnione w formie atrakcyjnej dla współczesnych, przede wszystkim dla ludzi młodych, czyli, przyjmijmy, dla osób poniżej 60 roku życia – wychowanych w estetyce muzycznej rocka. Uznałem, że najlepszym nośnikiem przekazu treści wyśpiewywanych swego czasu przez bohaterów walki o wolność z lat 1944-1954 będzie właśnie muzyka rockowa. Ze swoim pomysłem i zbiorem wyselekcjonowanych wspólnie z Kazimierzem Krajewskim (wybitnym znawcą tematu polskiego podziemia niepodległościowego) tekstów zgłosiłem się do Muzeum Powstania Warszawskiego, które zgodziło się zostać wydawcą płyty a jako wykonawcę piosenek wybrało grupę De Press. W mojej ocenie, był to wybór bardzo dobry. Znana i szanowana kapela punk rockowa poniosła teksty Żołnierzy Wyklętych w świat w sposób przyjemny dla ucha a, co równie ważne, także bardzo skutecznie. Wystarczy zajrzeć do Youtube i sprawdzić jaką popularnością, mierzoną liczbą zarejestrowanych „wejść”, cieszą się takie kawałki, jak „Myśmy rebelianci”, „Marsz oddziału „Zapory”, „Piosenka ludzi bez domu” czy „Patrol”.

Dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że tytułowe TO – czyli program muzyczny „Nas nauczono. Trzeba zapomnieć” (fraza wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego „Pokolenie”) – zgodnie z moim zamysłem, znakomicie zrealizowanym przez muzyków zespołu CONTRA MUNDUM grającego ciężkiego, ale bardzo melodyjnego rocka, muzyków fantastycznych brzmieniowo i  rewelacyjnych warsztatowo, z niesamowitym charyzmatycznym wokalistą – Norbertem „Smołą” Smolińskim, jest rozwinięciem tematu podjętego przez De Press na płycie „Myśmy rebelianci”. Przeciwko światu, bo tak należy tłumaczyć nazwę kapeli, wykorzystując teksty m.in. Wyspiańskiego, Słowackiego, Norwida, Baczyńskiego i Gajcego, przeprowadzi publiczność przez istotny fragment dziejów polskiego ducha wolnościowego, opowie o ludziach, którym ojczyzna nie była dana, lecz zadana,  o  pokoleniach naszych przodków, które, poczynając od Konfederacji Barskiej a kończąc na Żołnierzach Wyklętych, stawały w obronie wolności naszej wspólnoty narodowej.

To wydarzenie muzyczne – 12 września 2014 r., godz. 20.45, Gdynia, ul. Świętego Piotra 2, Klub Ucho – będzie jedną z imprez towarzyszących VI edycji festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”, którego twórcą i organizatorem, we współpracy z Miastem Gdynia, jest znany dokumentalista Arkadiusz Gołębiewski. Gorąco zapraszam Państwa na ten koncert (wstęp wolny). A czynię tak, bo program „Nas nauczono. Trzeba zapomnieć” jest po prostu znakomity i koncert zapowiada rewelacyjnie!

Nie mogę i nie chcę zdradzać wszystkiego, ale wiedzcie Państwo, że CONTRA MUNDUM zagra między innymi utwór do tekstu „Zgasły dla nas nadziei promienie” Edmunda Wasilewskiego (pieśń sztyletników z Powstania Styczniowego). Zapraszam do wysłuchania wersji demo zarejestrowanej podczas prób zespołu:

Powinniście Państwo też wiedzieć, że kamieniem węgielnym programu muzycznego „Nas nauczono. Trzeba zapomnieć” jest refleksja profesora Henryka Elzenberga, zanotowana przez niego w sztambuchu pod datą 5 grudnia 1941 roku:

Ale przecież w głębi jakiś stosunek do zdarzeń kształtować się musi (…). Poczucie absolutnej dwutorowości dziejów – dziejów zbrodni i dziejów ducha, idących obok siebie bez najmniejszego wzajemnego oddziaływania, tworzonych przez gatunki ontologicznie bardziej sobie obce niż w zoologii jaszczury i amonity.

Ta myśl nadal zachowuje aktualność.

W programie „Nas nauczono. Trzeba zapomnieć”, na który składa się kilkanaście utworów skomponowanych przez zespół, reprezentanci dziejów zbrodni praktycznie się nie pojawiają, bo i po co. Dla nich pozostaje jedynie pogardliwe zapomnienie. CONTRA MUNDUM chce przypominać i nieść pamięć o tych, którzy swym życiem zapisali karty dziejów ducha. Ale jest w tym programie utwór będący rodzajem specyficznego dialogu pomiędzy jednym z przedstawicieli świata opresji a reprezentantami dziejów ducha. To utwór do tekstu Mieczysława Romanowskiego (zginął w Powstaniu Styczniowym jako partyzant oddziału Marcina Borelowskiego „Lelewela” 24 kwietnia 1863 r. w boju pod Józefowem) „Sztandary Polskie na Kremlu”. Zespół zamierza odśpiewać go razem z publicznością. Rekomenduję rozpoczęcie własnych prób od zaraz; w tym celu proszę dobrze zapoznać się z wersją demo tego utworu zarejestrowaną podczas prób CONTRA MUNDUM:

Najważniejszą ideą  programu „Nas nauczono. Trzeba zapomnieć” jest opowieść o ludziach, którzy znaleźli w sobie moc, aby w obronie wolności zmierzyć się z losem. Jak pisał najwybitniejszy współczesny poeta polski Zbigniew Herbert w eseju „Hamlet na granicy milczenia: los jest nieubłaganą obcą siłą, z którą ani paktować nie można, ani jej skruszyć. Bohaterowie tedy buntują się i walczą. Program „Nas nauczono. Trzeba zapomnieć” w wykonaniu CONTRA MUNDUM jest hołdem dla tych sprawiedliwych naszych przodków, którzy – tu znów przywołam Poetę – nie wygrażali pięściami niebu, ale dorośli do losu. Kied
y się go już dotknie rozumem i sercem, kiedy się go wewnętrznie zaakceptuje, przestaje on być gwałtem, a staje się siłą bohatera
. Jakże  adekwatnie a jednocześnie dramatycznie  napisał  o tym  Krzysztof Kamil Baczyński w wierszu "Pokolenie":

Do palców przymarzły struny
Z cienkiego krzyku roślin.
Tak się dorasta do trumny,
jakeśmy w czasie dorośli

Jednymi z tych, którzy dorośli do losu, w znaczeniu, o którym pisali Baczyński i Herbert, byli żołnierze podległych  majorowi „Łupaszce” oddziałów 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK. Spośród ponad 400 partyzantów, którzy przewinęli się przez te formacje w latach 1945-1952, życie w walce komunistami oddało blisko 180 żołnierzy. Pozostała po nich, pośród tych, którym droga jest sprawa krwi przelanej za wolność naszej ojczyzny i prawo człowieka do wolnego życia na ziemi, dobra pamięć. Pozostała też pieśń – śpiewany na melodię „Szarej piechoty” Hymn 5 Brygady Wileńskiej mjra „Łupaszki” (spopularyzowany przez De Press w formie ballady „Wiernie iść"). Został napisany przez żołnierza 1 szwadronu o pseudonimie „Fryc” (Stanisław Łaszkiewicz; ”Fryc” dostał się do niewoli po zwycięskiej dla partyzantów walce z  komunistyczną grupą operacyjną  8 sierpnia 1945 r. pod Sikorami na Podlasiu. Był przesłuchiwany przez „Smiersz”, zaginął bez śladu). W wykonaniu CONTRA MUNDUM Hymn 5 Brygady Wileńskiej zabrzmi następująco (wersja demo, zarejestrowana podczas prób zespołu):

I już naprawdę niczego więcej na temat występu CONTRA MUNDUM nie zdradzę. No, jeszcze tylko, że o oprawę sceniczną koncertu zadba Tomasz Madejski, znakomity polski operator filmowy, autor zdjęć do takich obrazów, jak „Testosteron” czy „Pod mocnym aniołem”, twórca teledysku do utworu De Press „Myśmy rebelianci”.

Mam nadzieję, że teraz już wiecie Państwo, że koncertu CONTRA MUNDUM po prostu trzeba wysłuchać. Zagrają dla Państwa:

  • Norbert „Smoła” Smoliński – śpiew,
  • Adam „Malczas” Malczewski – gitara,
  • Tomasz Zień – organy Hammonda, pianino,
  • Michał Kamiński – gitara basowa,
  • Emil Wernicki – perkusja.


Do zobaczenia 12 września br. w Gdyni.

Grzegorz Wąsowski
adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954

WARTO PRZECZYTAĆ… (77)


Marek A. Koprowski
Żołnierze Wyklęci. Przecież to dziecko bandyty!

Wydawnictwo Replika 2014, ss. 344, oprawa miękka + skrzydełka, fotografie

Ludzie Antoniego Żubryda, „Zapory” Dekutowskiego czy „Warszyca” nie złożyli broni, wciąż stawiając opór komunistom. Wielu – zbyt wielu – przypłaciło to życiem. „Żołnierze wyklęci. Przecież to dziecko bandyty!” to zbiór relacji tych członków Konspiracyjnego Wojska Polskiego, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość oraz innych podziemnych organizacji, którzy ocaleli; przeżyli i wojnę i wyszli cało z ubeckich więzień czy katowni. Wielu z nich otwarcie mówi, że to, że żyje, zawdzięcza wyłącznie szczęściu.

[…] W sukurs badaniom historycznym powinny iść relacje bohaterów tych wyklętych czasów. Nieubłagany upływ miesięcy i lat może zatrzeć żywe ślady i relacje uczestników owego kolejnego zbrojnego podziemia. Książka Marka Koprowskiego wypełnia lukę w tej materii.

ze wstępu dra Tadeusza Skoczka, Dyrektora Muzeum Niepodległości w Warszawie

O autorze:
Marek A. Koprowski – pisarz, dziennikarz, reporter, od ponad dwudziestu lat zajmujący się problematyką wschodnią i losami Polaków na Wschodzie. Jako wysłannik kilku pism odbył ponad sto dwadzieścia podróży od Brześcia po Sachalin i Kamczatkę, odwiedzając wszystkie kraje na postsowieckim obszarze. Plonem tych wypraw oprócz tysięcy artykułów, jest też kilkanaście książek. Laureat nagrody  "Polcul – Jerzy Boniecki Foundation" za działalność na rzecz utrzymania kultury polskiej na Wschodzie w 2007 roku oraz IV edycji konkursu „Książka Historyczna Roku” o Nagrodę  im. Oskara Haleckiego za książki „Wołyń” Akt I i Akt II.

SPIS TREŚCI:

  • Wstęp
  • Wacław Lamecki, Przecież to dziecko bandyty!
  • Konspiracyjno-Młodzieżowa AK: Wiesław Fijałkowski, Bili nas strasznie
  • Młodzieżowy Ruch Oporu: Ryszard Dreksler, Było nas dwunastu chłopaków
  • Młody Legion: Wiktor Wlazło, Ktoś musiał nas wydać
  • Narodowe Siły Zbrojne: Julian Kilar, Najmłodszy żołnierz Żubryda
  • Polskie Powstańcze Siły Zbrojne: Ryszard Jabłoński, „Pepesza” niejedno ma imię
  • Konspiracyjne Wojsko Polskie: Zdzisław Witalewski: Początek w Szarych Szeregach
  • Konspiracyjne Wojsko Polskie: Józef Stachura, Początki w NSZ
  • Wolność i Niepodległość: Czesław Naleziński, Postanowiłem się ujawnić
  • Konspiracyjne Wojsko Polskie: Stanisław Szefer, Rozbroiliśmy sekretarza
  • Konspiracyjne Wojsko Polskie: Stanisław Sojczyński, Syn generała
  • Konspiracyjne Wojsko Polskie: Wincenty Soliński, W oddziale u „Babinicza”
  • Wolność i Niezawisłość: Wacław Gąsiorowski, Z dywizji do „Zapory”
  • Wolność i Niezawisłość: Mieczysław Tuźnik, Z Pińskich Błot do WiN
  • Wolność i Niezawisłość: Stanisław Pakuła, Złapali siostrę Bieruta

Strona główna>
Prawa autorskie>

61. rocznica śmierci por. "Puszczyka"

61. rocznica śmierci por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" i jego żołnierzy

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Por. Wacław Grabowski "Puszczyk" (1916-1953)

61 lat temu, 5 lipca 1953 roku, w walce z 1300-osobową obławą UB-KBW we wsi Niedziałki
zginał dowódca ostatniego patrolu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego
działającego na Mazowszu północnym, por. Wacław Grabowski "Puszczyk".
Wraz z nim, podczas próby przebicia się przez pierścień okrążenia,
poległo sześciu jego żołnierzy.


Żołnierze NZW z patrolu por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" polegli w walce stoczonej 5 lipca 1953 r. z 1300-osobową grupą operacyjną UB-KBW we wsi Niedziałki na Mazowszu.
Od lewej leżą: Henryk Barwiński "August", Kazimierz Żmijewski "Jan",
Lucjan Krępski "Jastrząb", Feliks Gutkowski "Gutek", Piotr Suwiński
"Stanisław", por. Wacław Grabowski "Puszczyk", Antoni Tomczak "Malutki".
Zdjęcie wykonane przez UB.

Wacław Grabowski urodził się 10 grudnia 1916 r. w rodzinie zarządcy majątku Krępa (pow. Mława).
W okresie nauki w szkole średniej działał w harcerstwie. Uczestniczył w
wojnie obronnej 1939 r. W okresie okupacji niemieckiej był żołnierzem
ZWZ-AK w Obwodzie Mława. Służbę w oddziałach partyzanckich rozpoczął już
w 1943 r. Służył w Kedywie (Kierownictwo Dywersji) Armii Krajowej i oddziale partyzanckim ppor. Stefana Rudzińskiego "Wiktora".
Po wejściu Armii Czerwonej działał w strukturze Ruchu Oporu Armii
Krajowej (ROAK) w ramach batalionu "Znicz" dowodzonego przez kpt. Pawła
Nowakowskiego "Łysego" (uczestniczył m.in. w udanej akcji z 2/3 czerwca 1945 r. na PUBP w Mławie, w wyniku której uwolniono 32 więźniów oraz zastrzelono 4 UB-eków).

Ppor. Stefan Rudziński "Wiktor"

Po rozwiązaniu oddziału w 1945 r. (tzw. "akcja rozładowywania lasów"Jana Mazurkiewicza "Radosława") "Puszczyk" zdołał przedostać się do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Przez pewien czas służył w Polskich Kompaniach Wartowniczych.
Stwierdził jednak, iż jego "miejsce jest w Polsce" i powrócił do kraju.
Ponownie podjął działalność konspiracyjną, organizując nieduży oddział
partyzancki operujący w powiatach Mława, Przasnysz, Działdowo i Ciechanów.

Dowodził samodzielnym oddziałem wchodzącym prawdopodobnie w skład 16 Okręgu NZW. Po jego likwidacji nawiązał kontakt z Mieczysławem Dziemieszkiewiczem "Rojem" (zginął 13 IV 1951 r. we wsi Szyszki).
Jego grupa, działająca w latach 1947–1953, nastawiona była na dotrwanie
do zmiany sytuacji politycznej w Polsce i ograniczała swą aktywność do
niezbędnej samoobrony i akcji aprowizacyjnych. Głośnym  wyczynem
"Puszczyka" było m.in. przebicie się przez zasadzkę bezpieki w
październiku 1952 r. w okolicach Konopek (od jego kul padło dwóch
oficerów MBP i żołnierz KBW). Od jesieni 1951 r. oddział nie prowadził
już żadnych działań dywersyjnych, będąc typową "grupą przetrwania".

Wycinek mapy okolicy, w której ukrywał się "Puszczyk" i jego żołnierze w 1953 r.

Do
jesieni 1952 r. ukrywał się w przygotowanym uprzednio bunkrze w
powiecie działdowskim, a po jego zlokalizowaniu przez resort
bezpieczeństwa przeszedł w okolice Mławy, gdzie do lata 1953 r.
"melinował" w kolonijnych gospodarstwach miejscowości Niedziałki, u
rodzin: Marianny Jeziorskiej, Stanisława Adamczyka i Zygmunta
Klimaszewskiego. Ostatnią bazą "Puszczyka" stała się właśnie wioska
Niedziałki (gm. Turza
Mała), gdzie jego grupa przez wiele miesięcy ukrywała się w
gospodarstwie rodziny Jeziorskich. Miejsce ich stacjonowania wydał
współpracownik UB Wacław Głuszek (za zdradę wypłacono mu 5000 zł).

5 lipca 1953 r. gospodarstwo w Niedziałkach, gdzie stacjonowali partyzanci, otoczyła 1300-osobowa grupa operacyjna UB-KBW.
Dowodzący operacją oficer KBW informował:

[…] O godz. 15.00 przystąpiono do operacji okrążając zabudowania w momencie nawiązywania styków 2/ch kompanii zamykający pierścień […] banda
w sile 7-miu ludzi podjęła ucieczkę w kierunku lasu, gdzie nie widoczna
była obstawa dla niej. W tym czasie została nakryta silnym krzyżowym
ogniem z broni maszynowej i obstawy i banda widząc, że jest okrążona
zajęła stanowiska w życie, przyjmując obronę, jednocześnie wycofując się
w kierunku lasu. W wyniku półtoragodzinnej walki banda została
całkowicie zlikwidowana
[…]".

Pomimo tak wielkiej
dysproporcji sił partyzanci podjęli próbę przebicia się z okrążenia,
ginąc kolejno w krzyżowym ogniu broni maszynowej. Wraz z por. Wacławem
Grabowskim "Puszczykiem", który ostatni nabój przeznaczył dla siebie,
poległo czterech jego żołnierzy: Henryk Barwiński "August", Lucjan
Krępski "Jastrząb", Piotr Suwiński "Stanisław" i Antoni Tomczak
"Malutki". Dwóch ciężko rannych partyzantów – Feliksa Gutowskiego
"Gutka" i Kazimierza Żmijewskiego "Jana" – przewieziono do szpitala w
Mławie, gdzie zmarli.

Obelisk
w miejscu śmierci por. "Puszczyka" i jego żołnierzy, odsłonięty i
poświęcony 8 września 2001 roku. Ufundowali go kombatanci, rodziny
poległych oraz mieszkańcy gmin Lipowiec Kościelny i Kuczbork.

Marianna
Jeziorowska ps. "Grześ", za udzielanie schronienia partyzantom por.
"Puszczyka", została aresztowana i skazana na karę wieloletniego
więzienia, którego murów już nigdy żywa nie opuściła. Zmarła 18 lipca
1955 roku w komunistycznym więzieniu Warszawa-Mokotów.

Obelisk w miejscu śmierci por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" i jego żołnierzy.

Cmentarz w Lipowcu Kościelnym. Metalowy krzyż i tablica pamiątkowa na symbolicznej mogile por. "Puszczyka" i jego żołnierzy.

Tablica na krzyżu na cmentarzu w Lipowcu Kościelnym:
"Pamięci byłych żołnierzy AK-NZW poległych w dniu 5 lipca 1953 r. w
miejscowości Niedziałki w obronie honoru narodu i godności własnej oraz
wolności nie tylko własnej".

Ostatnimi partyzantami
antykomunistycznego podziemia na północnym Mazowszu, którzy zginęli w
walce z komunistami byli Kazimierz Dyksiński "Kruczek" oraz Leon Malicki
"Zygmunt". Po wkroczeniu Sowietów byli żołnierzami ROAK (Ruch Oporu
Armii Krajowej), a następnie 11. Grupy Operacyjnej NSZ. "Kruczek" został
aresztowany 3 stycznia 1947 r. i skazany na karę śmierci. W nocy po
ogłoszeniu
wyroku uciekł z więzienia i dołączył do oddziału por. Franciszka Majewskiego "Słonego".
W październiku 1947 r. wraz z oddziałem wszedł w skład XXIII Okręgu
Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Po rozbiciu struktur NZW ukrywał
się wraz z Leonem Malickim "Zygmuntem". Partyzanci zostali wydani przez
agenta UB "Kaszuba" – człowieka, u którego się ukrywali. 10 czerwca 1954
r., osaczeni przez obławę UB we wsi Będzymin w pow. Sierpc, podjęli swoją ostatnią walkę.
Tak
opisał to wydarzenie w raporcie skierowanym do naczelnika Wydziału I
Departamentu III MBP naczelnik Wydziału III WUBP w Warszawie:

[…] O
godz. 17.30 zabudowania agenta "Kaszuby" oraz przyległe budynki
należące do sąsiadów agenta zostały okrążone. Do środka weszła grupa
szturmowa, która została ostrzelana przez bandytów i obrzucona granatami
[…] Bandyci zostali wyparci z budynków na odkryte pole, nie
orientując się, że są okrążeni przez obstawę, zostali przykryci ogniem i
w tym momencie Malicki Leon ps. "Zygmunt", będąc rannym strzelił sobie w
głowę z własnego pistoletu, natomiast bandyta Dyksiński Kazimierz ps.
"Kruczek" podłożył pod siebie granat, który eksplodował pozbawiając go
życia.
[…].

Do dziś miejsca pochówków ostatnich partyzantów Mazowsza, jak i wielu innych, pozostają nieznane.
GLORIA VICTIS !!!

Strona główna>
Prawa autorskie>

Żelazny Bieg 2 – w hołdzie Wyklętym

ŻELAZNY BIEG 2 – zawody triathlonowe w hołdzie Żołnierzom Wyklętym – 14 czerwca 2014 r.

"Żelazny Bieg" to impreza o charakterze  kulturalno-sportowym, której druga edycja odbędzie się 14 czerwca 2014 roku na trasie OkuninkaOrchówek (pow. Włodawa). Zawody stanowią element promocji powiatu włodawskiego, służą również wydłużeniu sezonu wakacyjnego nad Jeziorem Białym.
Zawody triathlonowe będą również upowszechniały ideę zdrowego trybu życia oraz stanowiły żywą lekcję historii o żołnierzach Polskiego Antykomunistycznego Podziemia.

„Żelazny  Bieg”
realizowany będzie w ramach działania 413 Wdrażanie lokalnych strategii
rozwoju objętego Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata
2007-2013. Organizatorem zawodów jest Starostwo Powiatowe we Włodawie przy wsparciu Gminy Włodawa oraz Polskiego Związku Triatlonowego.

Bieg
będzie organizowany w formie triathlonu o charakterze sprint – 750 m
pływania, 20 km jazdy rowerem oraz 5 km biegu. Planowana trasa zawodów
obejmuje dwie miejscowości Okuninkę i Orchówek.

Szczegółowy program imprezy wraz ze wszelkimi informacjami znajduje się na stronie zelaznybieg.pl i facebook



Ppor. Edward Taraszkiewicz ps. "Żelazny"

Nazwa zawodów wiąże się z osobą ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego".
Był on jednym z najdłużej stawiających zbrojny opór dowódców
antykomunistycznego podziemia niepodległościowego na Lubelszczyźnie.
Wsławił się wieloma spektakularnymi akcjami przeciwko ludziom i
instytucjom "władzy ludowej". Od czerwca 1945 r. był zastępcą dowódcy w
oddziale partyzanckim swojego brata Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia",
podległym komendantowi Obwodu WiN Włodawa. Po śmierci "Jastrzębia" w
styczniu 1947 r. przejął komendę nad pozostałymi w konspiracji
żołnierzami, nie ujawnił się podczas amnestii 1947 r. i walczył z
komunistami do 6 października 1951 r., kiedy to poległ
z bronią w ręku wraz ze swoim podkomendnym, podczas próby przebicia się
przez pierścień 600-osobowej obławy UB-KBW  w miejscowości Zbereże nad
Bugiem
.

Czerwiec
1947. Od lewej: Henryk Wybranowski "Tarzan" († 6 XI 1948), Edward
Taraszkiewicz "Żelazny" († 6 X 1951)
, Mieczysław Małecki "Sokół" († 11
XI 1947), Stanisław Pakuła "Krzewina" (skazany na wieloletnie
więzienie).

Ppor.
"Żelazny" (wraz z bratem – "Jastrzębiem") postanowieniem prezydenta RP
Lecha Kaczyńskiego z 20 sierpnia 2009 r. "za wybitne zasługi dla
niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej" został pośmiertnie odznaczony
Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Zawody są
przypomnieniem o tych wszystkich bohaterach Polskiego Podziemia
Antykomunistycznego, którzy "złożyli ofiarę z życia na ołtarzu
wolności".

Więcej na temat ppor. "Żelaznego" i jego brata ppor. "Jastrzębia" czytaj:

Odsłonięcie tablicy w rocznicę komunistycznej zbrodni na żołnierzach NSZ

Odsłonięcie pamiątkowej tablicy w 68. rocznicę powieszenia partyzantów kpt. Antoniego Żubryda – Sanok, 4 czerwca 2014 r.


W 68. ROCZNICĘ KOMUNISTYCZNEJ ZBRODNI


W tych dniach mija 68. rocznica komunistycznej zbrodni dokonanej w majestacie obowiązującego wówczas prawa – publicznej egzekucji przez powieszenie trzech partyzantów z oddziału kpt. Antoniego Żubryda: Władysława Kudlika, Władysława Skwarca i chor. Henryka Książka. Egzekucji dwóch pierwszych dokonano na płycie sanockiego stadionu w obecności licznie zgromadzonej publiczności, w tym młodzieży szkolnej. Egzekucja ta miała być pokazem siły i bezwzględności władzy ludowej w walce z tzw. reakcyjnym podziemiem. Jednak głównym jej celem miało być zastraszenie społeczeństwa.

Wiosną 1946 r. głównym problemem dla sanockiego UB była działalność oddziału Antoniego Żubryda, do którego napływało coraz więcej ochotników. Wśród nich byli Władysław Kudlik (ur. w 1922 r.) i Władysław Skwarc (ur. w 1926 r.). Pierwszy pochodził z Tarnawy Dolnej, a drugi z Zagórza. Znali się  jeszcze z czasów swojej konspiracyjnej działalności w AK, a po tzw. wyzwoleniu, czując zagrożenie ze strony bojówek UPA, wstąpili do oddziału Żubryda.
Po wstąpieniu do oddziału znaleźli się oni w grupie ppor. Kazimierza  Kocyłowskiego, ps. „Wichura”. Przez cały marzec i pierwsze dni kwietnia oddział kwaterował w Niebieszczanach, robiąc tylko wypady po żywność do okolicznych miejscowości. W tym czasie  działaniem  grupy objęty był rejon wsi Niebieszczany, Poraż, Pielnia, Dudyńce, Wola Dydniańska, Grabówka i Lalin. Z akcji, w których nowoprzybyli brali udział, a  które zyskały szerszy rozgłos trzeba wspomnieć o rozbrojeniu posterunku MO w Niebieszczanach, posterunku Służby Ochrony Kolei w Nowym Zagórzu oraz opanowaniu browaru i spółdzielni w Zarszynie, gdzie zarekwirowano piwo i różne towary. Z Zarszyna grupa Kocyłowskiego udała się w kierunku Dudyniec, staczając po drodze, w okolicach Pielni, potyczkę z bojówką UPA. W Dudyńcach, gdy partyzanci zajęli swoje kwatery, niespodziewanie pojawiło się wojsko (KBW). Większość partyzantów zdążyła się wycofać, niestety Kudlik i Skwarc zostali otoczeni i zmuszeni do poddania się. Natychmiast zostali odstawieni do Rymanowa, a po paru dniach do Sanoka.

Władysław Kudlik

W czasie gdy działy się omawiane wydarzenia, w Polsce zaczynał się już czas terroru, czas obowiązywania pseudoprawa. Jednym z narzędzi wprowadzania go w życie były dwa dekrety z 16 listopada 1945 r.: „Dekret o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa” i „Dekret o postępowaniu doraźnym”. Wszystkie nakazy i postanowienia  w nich zawarte z wielką gorliwością wprowadzały w życie sądy doraźne, które swoimi wyrokami miały zasiać strach i przerażenie wśród ludności. W dużym stopniu to im się udało. W swoim działaniu sądy te nie brały pod uwagę okoliczności łagodzących i opierały się na sporządzonym pospiesznie akcie oskarżenia (już sam fakt aresztowania świadczył o winie). Nie miały one nic wspólnego ze sprawiedliwością, bowiem w myśl zaleceń, sądy doraźne miały zasadniczo stosować kary śmierci i jedynie w przypadkach wyjątkowych, kary pozbawienia wolności. Sąd doraźny tworzyli zwykle sędzia wojskowy i prokurator wojskowy. Urzędowali oni w ubraniach cywilnych, by stworzyć pozory, że jest to sąd powszechny o kompetencjach sądu okręgowego.

W województwie rzeszowskim szczególnie krwawo zapisał się duet w składzie: sędzia – ppor. Norbert Ołyński i prokurator – ppor. Marian Stokłosa. To właśnie oni skazali na śmierć Władysława Skwarca i Władysława Kudlika. Ich rozprawa odbyła się w Sanoku 22 V 1946 r. w gmachu Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” przy ul. Mickiewicza, gdzie miał tymczasową siedzibę „Dom Żołnierza”. Władysław Skwarc był sądzony pod przybranym nazwiskiem Ryniak. Skazani na śmierć wnieśli do prezydenta KRN prośbę o ułaskawienie. Dziś wiemy na pewno, że było to bezcelowe, bowiem, w trybie pilnym, nadeszła z Warszawy odpowiedź, że Prezydent Krajowej Rady Narodowej Bolesław Bierut nie skorzystał z przysługującego mu prawa łaski. Los skazanych był przesądzony. Aby wyrok odniósł zamierzony, odstraszający skutek powinien zostać wykonany publicznie i tak się miało stać. Ostatnim, który rozmawiał ze skazanymi, był ich spowiednik – ks. Józef Jakieła, wtedy młody wikary w sanockiej Farze. Była to dla niego ciężka misja i, jak wspominał, ze ściśniętym sercem udał się do siedziby sanockiego UB, gdzie zastał już ogolonych i czysto ubranych skazańców, którzy zachowywali się z nienaturalną dla ich wieku powagą. Ksiądz był dla nich nie tylko spowiednikiem, ale ostatnią osobą z „tamtej strony”. Po szybkiej spowiedzi, ponaglany przez „ubowca”, ks. Jakieła musiał ich opuścić, lecz tamto wspomnienie zachował do końca życia. Wyrok przez powieszenie wykonano 24 V 1946 r. na stadionie miejskim w Sanoku. Było to wydarzenie, które wstrząsnęło mieszkańcami miasta i wywołało wielkie oburzenie i niedowierzanie, że mogło dojść do takiej zbrodni w majestacie prawa, na dodatek w obecności przymusowo przyprowadzonej młodzieży szkolnej. Oto jak to wydarzenie zapamiętał jego świadek – sanoczanin, dziś już nieżyjący – Roman Bańkowski, wtedy 14 – letni chłopak:

„Mieszkałem w tym czasie na ul. Królewskiej (obecnie Traugutta). Dowiedziałem się od sąsiadów, że będzie dokonana egzekucja na stadionie przy ul. Królewskie, jak wtedy mówiono, bandytów Żubryda. Jako młody człowiek pobiegłem na stadion i czekałem przy stadionie, przy głównym wjeździe. Zobaczyłem za jakieś 20 min., że wjeżdża gazik, chyba amerykański, bo szeroki. Po obu stronach miał ławki, na ławkach siedzieli umundurowani funkcjonariusze na pewno UB […]. A na pace, na podłodze siedzieli także jacyś dwaj umundurowani osobnicy, w czapkach oczywiście, tych polowych rogatywkach, głowy mieli spuszczone. Zauważyłem, że ręce mieli do tyłu, a na ławkach siedziało od 5 do 10 funkcjonariuszy, nie licząc kierowcy i obok niego, kto wie czy nie prokuratora. Gazik zatoczył półkole, zajechał pod ustawioną szubienicę, która była ustawiona na środku, na osi południe – północ. Funkcjonariusze zeskoczyli z samochodu, wysiadł chyba prokurator, jeszcze jakiś drugi osobnik po cywilnemu no i przemówił kilka słów, lecz trudno mi już powiedzieć co. Potem było odczytanie wyroku z uzasadnieniem, w którym była mowa o bandach, bandytach itp. […]. Za kierownicę gazika wskoczył jakiś cywil, ruszył. Wcześniej skazanych podniesiono z podłogi, postawiono na ławkę, założono im przygotowane pętle na szyję. Ci chłopcy, jak widziałem, byli zbici i zmaltretowani tak, że na nogach się zachwiali, nie mogli ustać na tych ławkach i być może już się zacisnęły pętle na ich szyjach. Po chwili gazik ruszył, zawiśli na szubienicy, okręcając się kilka razy wokół swojej osi. Trwało
to chyba z 20 minut; nie odchodził tam jakiś osobnik w białym fartuchu, kto wie, czy to nie był jakiś lekarz, który musiał stwierdzić zgon. Potem usunęli się ci funkcjonariusze, opustoszało boisko. Po chwili zajechała furmanka magistracka i dwóch furmanów. Jeden z nich stanął na ławkę i podtrzymywał skazanych, a drugi odciął stryczki. Ciała tych dwóch chłopców położono na dnie tej paki no i furmanka ruszyła ul. Granowskiej [obecnie ul. 2 Pułku Strzelców Podhalańskich] w stronę cmentarza przy ul. Matejki. Ja byłem przerażony ale szedłem za furmanką […] furmanka zajechała na cmentarz od strony południowej, gdzie już był wykopany dół i tych dwóch żołnierzy Antoniego, bez trumien, wrzucono do grobu. Wracałem  stamtąd ze ściśniętym gardłem.”

Tyle naoczny świadek. Dziś dla większości z nas coś takiego jest nie do pojęcia, a trzeba dodać, że działo się to w poł. XX w., w kraju tzw. „demokracji ludowej”. Władysława Kudlika i Władysława Skwarca pochowano we wspólnej mogile. Mieli oni być skazani na zapomnienie. Nawet w księgach cmentarnych ich nazwiska nie figurują. Przez wiele lat ich rodziny nie mogły postawić krzyża ani złożyć kwiatów, gdyż były z miejsca wyrzucane. Ale sanoczanie wiedzieli, kto spoczywa w mogile na cmentarzu przy ul. Matejki.

Władysław Skwarc

Egzekucja na stadionie nie była ostatnią, jaką miał oglądać Sanok. Do kolejnej doszło dwa tygodnie później. Tym razem jej miejscem był sanocki Rynek. Gdy większość sanoczan jeszcze nie otrząsnęła się po szoku wywołanym publiczną egzekucją na sanockim stadionie dwóch partyzantów z oddziału Antoniego Żubryda, „władza ludowa” postanowiła po raz kolejny pokazać swoją bezwzględność w rozprawianiu się z „bandytami spod znaku NSZ”. Tym razem miejscem przerażającego spektaklu stał się sanocki Rynek, a widownię w większości stanowili uczniowie starszych klas sanockich szkół. 4 czerwca 1946 r. na sanockim Rynku wykonano publiczną egzekucję przez powieszenie chor. Henryka Książka – „żubrydowca”, a wcześniej oficera w 34. pułku piechoty „ludowego” Wojska Polskiego. Pułk ten, wchodzący w skład 8. dywizji piechoty, przybył do Sanoka latem 1945 r. Został on skierowany na ten teren przede wszystkim z zadaniem walki z UPA i chronienia polskiej ludności przed jej atakami. Ponieważ oddział A. Żubryda pełnił również m.in. funkcję oddziału samoobrony przed UPA, z tego względu często dochodziło do nieformalnych kontaktów niektórych oficerów z 34. pp z „żubrydowcami”. Dzięki takim kontaktom do partyzantów docierała broń i amunicja z wojskowych magazynów, a pułkowa rusznikarnia remontowała partyzancką broń. Ponadto istniała niepisana umowa, że „żubrydowcy” nie walczą z wojskiem (z wyłączeniem KBW), a żołnierze WP nie kwapili się do walki z „żubrydowcami”. Znane są też przypadki wspólnych działań przeciwko Ukraińcom jak np. w trakcie wysiedlania Morochowa. Nie jest też prawdą, że żołnierze WP ramię w ramię z funkcjonariuszami UB walczyli o „utrwalanie władzy ludowej”. Było wręcz odwrotnie – stosunki miedzy tymi formacjami były bardzo napięte, a nawet wrogie. Z czasem szeregi oddziału A. Żubryda zaczęli zasilać dezerterzy z 34 pp., a wśród nich znalazł się chor. Henryk Książek. Niestety niewiele o nim wiadomo. Urodził się 8 października 1923 r. w Kosumce pow. Otwock. 10 września 1944 r. wstąpił do WP i wraz ze swoim 34. pułkiem przeszedł cały szlak bojowy. W pułku pełnił funkcję dowódcy plutonu chemicznego w 1. kompanii 1. batalionu. 21 kwietnia 1946 r. po jednej ze wspólnych akcji przeciw Ukraińcom chor. Książek wraz z ppor. Tadeuszem Puchaczem vel Lipskim, z tego samego batalionu, zdecydowali się na dezercję i wstąpienie do „żubrydowców”. Stało się to w Niebieszczanach. Chor. Henryk Książek już wcześniej znalazł się w kręgu zainteresowania organów Informacji Wojskowej i, wiedząc o tym, zdecydował się na dezercję. Jego partyzancka działalność była krótka, bo trwała zaledwie miesiąc. Mimo tego to właśnie on, wraz z ppor. Puchaczem, zastrzelił kpt. Abrahama Premingera – funkcjonariusza NKWD i równocześnie zastępcę szefa wydziału polityczno-wychowawczego 8. dywizji piechoty. Stało się to 30 kwietnia 1946 r. w okolicach Płowiec. Kpt. Preminger, był członkiem grupy pościgowej wysłanej z Sanoka przeciwko „żubrydowcom”. Wracając z akcji, kpt. Preminger został zatrzymany przez swoich niedawnych „kolegów” i zastrzelony.

Kilka dni później grupa „żubrydowców”, w której znajdował się też chor. Książek, przybyła na „Białą Górę” i tam, obok „królewskiej studni”, jeden z partyzantów – ppor. Puchacz, wygłosił do napotkanych harcerzy pogadankę, w której tłumaczył powody, dla których „żubrydowcy” walczą z „władzą ludową”. Były to już ostatnie dni życia chor. Henryka Książka. 18 maja 1946 r. grupa pod dowództwem Żubryda udała się do Mrzygłodu, gdzie towarzysko spotkała się z żołnierzami WP oraz rozbroiła posterunek MO. W drodze  powrotnej, w okolicach Hłomczy, „żubrydowcy” zarekwirowali samochód ciężarowy, na którym wjechali do Sanoka, gdzie zachowywali się bardzo swobodnie, włącznie z wizytą w restauracji i legitymowaniem oficerów WP. Z Sanoka „żubrydowcy” wyjechali w kierunku Zagórza. W tym czasie funkcjonariusze sanockiego PUBP już wiedzieli o wizycie w mieście „chłopców z lasu”.  W trybie alarmowym z sanockiego PUBP wyjechało 10 funkcjonariuszy i w okolicach wspomnianej fabryki samochód z „ubowcami” natknął się na „żubrydowców”.  Początkowo funkcjonariusze UB wzięli partyzantów za oddział WP. Doszło nawet do rozmów, jednak po wyjaśnieniu nieporozumienia rozpoczęła się walka. Od pierwszych serii padł milicjant Stanisław Karaś. W trakcie wymiany ognia od strony Zagórza nadjechał samochód osobowy, który został również ostrzelany. Okazało się, że w samochodzie jechał szef sztabu 8. dywizji piechoty ppłk Teodor Rajewski oraz przedstawiciel pełnomocnika Komisji Przesiedleńczej st. lejtnant Piwowarow. W wyniku ostrzału na miejscu zginął ppłk. Rajewski oraz żołnierz radziecki, a pozostałych dwóch zostało rannych. Ze strony „żubrydowców” ciężko ranny został Adam Płaza (zmarł w szpitalu) oraz Henryk Książek. Mimo, że zdołał się ukryć, został odnaleziony i aresztowany. Z miejsca przekazano go do dyspozycji Informacji Wojskowej 8. dywizji i umieszczono w areszcie w koszarach przy ul. Mickiewicza.

Chor. Henryk Książek

W archiwach nie zachowały się żadne materiały procesowe chor. Książka, poza jedną informacją, że 4 czerwca 1946 r. został skazany na karę śmierci przez Sąd Okręgowy w Rzeszowie. Jest wielce prawdopodobne, że był to sąd doraźny i tak jak w przypadku Władysława Kudlika i Władysława Skwarca jego wyjazdowa sesja odbyła się w Sanoku, a chor. Książek został skazany przez sędziego ppor. Norberta Ołyńskiego, a oskarżony przez ppor. Mariana Stokłosę. Rankiem tego samego dnia PUBP w Sanoku polecił Zarządowi Miejskiemu wystawienie szubienicy na rynku. Wobec tego, że nie wykonano tego polecenia, bo wszyscy odmówili, funkcjonariusze UB zmusili przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej, pełniącego obowiązki burmistrza – Michała Hipnera do osobistego nadzorowania wykonania szubienicy. Stosunek funkcjo
nariuszy UB do samorządowych władz Sanoka wywołał szok i oburzenie wśród radnych. W końcu przygotowania do egzekucji dobiegły końca. Oto jak ten dzień zapamiętała sanoczanka Barbara Winiecka – wówczas mimowolny świadek tej egzekucji:

„Był nakaz UB, że młodzież szkół średnich z Sanoka miała wziąć bezwarunkowy udział w tej egzekucji, pod groźbą wyrzucenia z gimnazjum. Ponieważ ta wiadomość została przekazana pod rygorem naszym wychowawcom, więc grono pedagogiczne przekazało nam, że powinniśmy wziąć udział, aby później nie nastąpiły jakieś represje – nie tylko w stosunku do nas, młodych ludzi, ale w stosunku do rodzin, że nie możemy się od tego uchylić. W dniu tej egzekucji, wcześniej, były przygotowania; na rynku sanockim UB montowało… to nie była szubienica, tylko szafot. Tak jak w dawnych czasach to wyglądało – stopnie, podest i szubienica, która została tam wmontowana.[…]. Nas, pod eskortą UB, wyprowadzono z budynku  gimnazjum przy ul. Sobieskiego. Przyprowadzono nas tam, a ponieważ ten plac na ogół był zamknięty więc ustawili nas wzdłuż ulicy w kierunku kościoła Franciszkanów – jest tam taka uliczka boczna, ale ona była pilnowana. Zasadniczo nie było tam jakiegoś zaułku, gdzie by się można ukryć, żeby po prostu nie patrzeć i nie uczestniczyć w tym. Było to straszne przeżycie. W międzyczasie przyjechał samochód i wywlekli chorążego Książka… Noga w gipsie, człowiek zmaltretowany. Wystąpienie „ubeka” z przemówieniem do nas. Pamiętam przede wszystkim ton, jakim to przekazywał. To był ton rygorystyczny, gdyby mógł to by jeszcze chłostał nas tam jakimś batem, żeby nam to bardziej jeszcze upamiętnić. Tylko fragment tego przemówienia pamiętam, bo tam jeden szloch był na tej ulicy. W pamięci zostały mi słowa „ktokolwiek podniesie rękę na władzę ludową, skończy tak, jak skończy ten bandyta”, dokładnie – miano bandyta. Wywlekli go na tą szubienicę, ponieważ tam były te schodki, więc go tam podtrzymywali, popychali, postawili na tym podeście, no i ten przemawiający ubek wydał rozkaz. I teraz nie mogę sobie przypomnieć, czy tam był jakiś stołek, czy to była zapadnia, w każdym razie dokonali egzekucji. Wyglądało to tak, jakby chor. Książek miał czymś zawiązane usta. Był w mundurze, ręce były czynne, natomiast od pasa był całkowicie w gipsie; posługiwał się tylko jedną nogą, pokonując te stopnie. Nie było widać żadnej mimiki twarzy, niczego, tak jakby miał na twarzy jakiś bandaż czy przepaskę. Chodziło o to, żeby nie mógł otworzyć ust. Wojska wtedy absolutnie nie było, wojsko w tym czasie nie brało żadnego udziału w akcjach UB. Wtedy miasto było miastem wymarłym, nikogo ze społeczeństwa starszego nie było widać na ulicy, ulice były puste. Ul. 3 Maja kompletnie wymarła, ul. Kościuszki wymarła, w okolicy kościoła parafialnego zupełnie nie było ludzi. Bezpośrednio po egzekucji nie ściągnięto ciała, tak jak to się stało z powieszonymi na stadionie. Natomiast Książka zostawiono, Książek jeszcze wisiał na tej szubienicy bodajże do końca dnia.  Było to straszne przeżycie[…]. Był to terror, całkowity terror społeczeństwa. I w tych ludziach, Książku, Żubrydzie myśmy mieli obrońców. Dla nas to była jakaś świadomość, że jest odwet za ten straszny terror”.

Publiczna egzekucja na sanockim Rynku była równie wstrząsająca i odrażająca jak ta na stadionie, tym bardziej, że chor. Książek był ciężko ranny podczas swojej ostatniej potyczki z funkcjonariuszami UB na Posadzie. Sanoczanie byli przerażeni. Wśród większości z nich panowało przekonanie, że chor. Książek był patriotą i prawdziwym Polakiem. Pod wpływem tych tragicznych przeżyć – jedna z sanoczanek – krawcowa Maria Michalska – wykonała własnoręcznie ulotki i rozklejała je na murach miasta. W trakcie tej czynności została aresztowana, jednak postępowanie przeciwko niej po paru miesiącach zostało umorzone.
Chorąży Henryk Książek spoczął na cmentarzu przy ul. Matejki obok swoich kolegów z oddziału – Władysława Skwarca i Władysława Kudlika. Również jego mogiła przez dziesiątki lat pozostawała bezimienna.

Dziś, spacerując po odnowionym sanockim Rynku, pamiętajmy o tym, co wydarzyło się tu w czerwcowy poranek 1946 r.
 

Andrzej Romaniak

Więcej na temat mjr. Antoniego Żubryda "Zucha" i jego żołnierzy czytaj:

Strona główna>

65. rocznica śmierci ppor. "Olecha"

65. rocznica śmierci ppor. Anatola Radziwonika "Olecha"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Ppor.
Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”, „Stary”, oficer VII
batalionu 77 pp AK, komendant połączonych poakowskich obwodów Szczuczyn i
Lida.

65 lat
temu, 12 maja 1949 r., nieopodal wsi Raczkowszczyzna na Nowogródczyźnie,
przebijając się przez obławę grupy operacyjnej NKWD, poległ ppor. Anatol Radziwonik ps. "Olech".
Jego oddział był największym, najsilniejszym i jednym z najdłużej
walczących antysowieckich oddziałów partyzanckich na Kresach Wschodnich
II Rzeczypospolitej. Na odwrocie jednego z nielicznych ocalałych zdjęć
żołnierzy „Olecha” widnieje odręczny napis: „Nic dla siebie, wszystko
dla Ojczyzny”… motto, które wpajał swym nieugiętym „Kresowym Straceńcom” i któremu sam pozostał wierny do końca swoich dni.


Anatol Radziwonik ps. "Olech",
ur. 20 lutego 1916 r. w Briańsku na terenie Rosji, zm. 12 maja 1949 r.
na Nowogródczyźnie, podporucznik WP, od 1943 w AK, jeden z dowódców
oddziałów podziemia antykomunistycznego i niepodległościowego, ostatni
dowódca zorganizowanych struktur polskiego podziemia niepodległościowego
na ziemi nowogródzkiej.

Urodził się w Briańsku, na terenie
Rosji, gdzie od 1915 r. roku mieszkali jego rodzice Konstanty Radziwonik
i Nadzieja z domu Makowiecka ewakuowani tam przez władze carskie.
Ojciec był polskim kolejarzem w Wołkowysku, matka pochodziła z
prawosławnej rodziny. Po wojnie polsko-sowieckiej rodzina powróciła do
Wołkowyska. Anatol uczył się w Państwowym Męskim Seminarium
Nauczycielskim w Słonimiu. Po jego ukończeniu pracował w szkole
wiejskiej w Iszczołnianach koło Szczuczyna na Nowogródczyźnie.
Uczestniczył w organizowaniu lokalnych struktur harcerskich.

Latem
1938 r. został powołany do Wojska Polskiego. Ukończywszy szkołę
podchorążych piechoty w Jarosławiu, po zwolnieniu z wojska powrócił do
Iszczołnian. Tam zastała go wojna. Nie wiadomo czy uczestniczył w wojnie
obronnej 1939 r., wiadomo, że zataił ten fakt w zachowanej w archiwum w
Grodnie ankiecie osobowej dla lokalnych władz z okresu pierwszej
okupacji sowieckiej. Nie wiadomo też, kiedy przystąpił do polskiej
konspiracji niepodległościowej. Wiadomo, że w 1943 r. dowodził jedną z
placówek konspiracyjnych Obwodu AK Szczuczyn kryptonim "Łąka" w nowogródzkim Okręgu AK.
Podczas służby w AK został awansowany do stopnia oficerskiego
(podporucznika). Następnie przeszedł do partyzantki. Od zimy 1944
dowodził 3. plutonem w 2. kompanii VII batalionu 77. pp AK, dowodzonego
kolejno przez ppor. Bojomira Tworzyańskiego „Ostoję” i legendarnego por. cc Jana Piwnika „Ponurego”.

15
kwietnia 1944 r. patrol wydzielony z jego plutonu rozbroił posterunek
żandarmerii niemieckiej i policji białoruskiej w Możejkowie Małym. W tym
samym miesiącu jego oddział rozbił niemiecką załogę w majątku Możejków
Wielki. W maju pluton „Olecha” dwukrotnie rozbił oddziały niemieckie w
zasadzkach koło wsi Kowczyki i Możejków Wielki. 16 lipca uczestniczył w
zwycięskiej operacji likwidacji niemieckiego garnizonu w Jewłaszach,
podczas której poległ „Ponury”.


Grupa
żołnierzy z oddziału „Olecha” – 1945 r. (ppor. „Olech” siedzi w środku
grupy), klęczy z lewej Mikoła „Zielony” (Ukrainiec, lejtnant Armii
Czerwonej, antykomunista, który dołączył do polskiej partyzantki), z
prawej klęczy: NN "Lis".

W początku lipca 1944 r. „Olech” wyruszył ze swoim batalionem w kierunku Wilna, by wziąć udział w operacji „Ostra Brama”.
Oddział nie zdążył na czas, dzięki czemu uniknął rozbrojenia przez
Sowietów. W zaistniałej sytuacji dowódca poprowadził swoich
podkomendnych w rejon Szczuczyna gdzie kontynuował działalność bojową i
konspiracyjną. Realia walki z niedawnym „sojusznikiem” oraz utrudniony
kontakt z wyższymi strukturami AK, stały się przyczyną powstania wiosną
1945 r. Obwodu nr 49/67, obejmującego teren dawnych powiatów
szczuczyńskiego i lidzkiego, nad którym "Olech" objął komendę.

Po likwidacji ppor. Czesława Zajączkowskiego „Ragnera” 3 grudnia 1944 r. w okolicy wsi Jeremicze i 21 stycznia 1945 r. pod Kowalkami por. Jana Borysewicza „Krysi”,
dla NKWD wrogiem numer jeden stał się „Olech”. Stan liczebny Obwodu
49/67 w 1945 r. NKWD BSRR oceniało na około 800 ludzi, w większości
pozostających w konspiracji i zorganizowanych w liczne placówki terenowe
liczące od 10 do 50 członków, rozsiane w wioskach zamieszkałych głównie
przez ludność polską.


Grupa partyzantów z oddziału ppor. A. Radziwonika "Olecha" (stoi 3 z lewej). Zima 1948 r.

Kolejne
operacje przeciwko partyzantce i działania represyjne wobec ludności
prowadzone przez NKWD przerzedzały placówki terenowe, nie były jednak w
stanie ich zlikwidować i złamać polskiego oporu aż do wiosny 1949 r.

Ppor.
Anatol Radziwonik „Olech” poległ 12 maja 1949 r. nad rzeczką Niewisza,
niedaleko wsi Raczkowszczyzna, 3 km. na płd.-zach. od wsi Bakszty w
Obwodzie Szczuczyn-Lida, podczas próby przebicia się przez pierścień
kolejnej sowieckiej obławy. Miał 33 lata.

GLORIA VICTIS !!!

Więcej na temat ppor. "Olecha" czytaj tutaj:

Zainteresowanych historią walki polskich partyzantów na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (m.in. por. Jana Borysewicza "Krysi", ppor. Czesława Zajączkowskiego "Ragnera", mjr. Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza") po wkroczeniu Sowietów, zapraszam do lektury kategorii Im poświęconej:

Strona główna>

II Rajd im. mjr. "Zapory"

II Rajd im. mjr. cc "Zapory" – Akcja "Most 1", 10-11 maja 2014 r.

W imieniu organizatorów zapraszam do udziału w 2. Rajdzie mjr cc. Hieronima Dekutowskiego "Zapory" – Akcja "Most 1". Tegoroczna edycja Rajdu upamiętnia 70. rocznicę akcji „Most 1” – pierwszego w okupowanej Polsce lądowania alianckiego samolotu. W akcję zaangażowanych było czterech cichociemnych, w tym mjr cc „Zapora” (osłona akcji).
Organizatorami całego wydarzenia są: Stowarzyszenie Grupa Historyczna "Zgrupowanie Radosław" i Burmistrz Bełżyc, przy wsparciu Instytutu Pamięci Narodowej oraz innych instytucji. Koordynator Rajdu: Rafał Dobrowolski, tel: 608589389.

Więcej informacji:

WARTO PRZECZYTAĆ… (76)


Kajetan Rajski
Wilczęta. Rozmowy z dziećmi Żołnierzy Wyklętych

Wydawnictwo Pro-Patria, Warszawa 2014, s. 299

Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk: Na naszych oczach powracają wyklęci przez komunistów Żołnierze Niezłomni – bohaterowie nienazwanego jeszcze powstania. Oddając należny im hołd, pamiętać należy także o ich bliskich, wdowach, sierotach, rodzinach, trwale okaleczonych przez nieludzki, wzorowany na sowieckim, system polityczny. Przez blisko półwiecze trwania w Polsce komunizmu, podobnie jak ich mężowie i bracia, byli obywatelami "drugiej kategorii", ponosząc – na zasadzie zbiorowej odpowiedzialności – konsekwencje za niepopełnione przez siebie czyny.

Mówi o nich książka "Wilczęta. Rozmowy z dziećmi Żołnierzy Wyklętych" z opisami przeżyć córek i synów kilkunastu ofiar czerwonego terroru, w tym m.in.: kpt. Zdzisława Brońskiego ps. „Uskok”, sierż. Józefa Franczaka ps. „Lalek”, ppłk. dypl. Macieja Kalenkiewicza ps. „Kotwicz”, kpt. Stanisława Łukasika ps. „Ryś”, rtm. Witolda Pileckiego i mjr. Antoniego Żubryda ps. „Zuch”.

W poruszających wspomnieniach przywoływane są postaci ojców, których brak odcisnął piętno na życiu ich dzieci oraz opisy szykan i represji doznanych ze strony funkcjonariuszy PRL-owskiego państwa.

Wzruszają słowa o postawach matek starających się za wszelką cenę chronić potomstwo Żołnierzy Niezłomnych przed złem otaczającego ich świata, paraliżowanych strachem przed odebraniem dzieci i umieszczeniem ich w państwowych domach dziecka.

Wspólną, trwającą niekiedy do dziś traumą, stały się wspólne poszukiwania utajnionych przez dziesięciolecia miejsc pochówku ojców, po których oprawcy starali się zatrzeć wszelkie ślady. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych rodzinom ofiar komunizmu dane było słyszeć: "po takich bandytach ziemia powinna być zrównana".

Zuzanna Kurtyka: Za postawę Żołnierzy Wyklętych płaciły ich żony, rodzice, a także te najmniej winne – dzieci. Z zakazem wstępu do liceów, z zakazem studiowania, zaczynały pracę zawodową jako pracownicy fizyczni, albo emigrowali gdzieś w świat. Wychowane bez ojców, czasem opluwane przez otoczenie, zawsze samotne. W książce dziś mówią: nie mam żalu…

Dr Krzysztof A. Tochman: Największą wartością pokazaną przez autora są dzieje i gehenna dzieci tych bohaterów. W wielu wypadkach pozostały bez środków do życia, wbrew postanowieniom jakiegokolwiek prawa dalej były prześladowane i inwigilowane oraz przez wiele lat musiały żyć z piętnem swoich rodziców.

Dr hab. Sławomir Cenckiewicz: Takiej książki jeszcze nie było! W natłoku spraw i obowiązków odkładałem lekturę maszynopisu na później, uznając podświadomie, że jest to po prostu jeszcze jedna książka o „żołnierzach wyklętych”. Dziś mogę śmiało wyznać, że lektura tych kilkunastu wywiadów z potomkami „wyklętych”, jakie przeprowadził Kajetan Rajski, prawdziwie mną wstrząsnęła. Nam Polakom potrzeba takich świadectw, by umacniały w nas heroiczność cnót, mądre bohaterstwo i pamięć o tych, którzy powinni nas wciąż inspirować w walce o lepszą Polskę.

Red. Rafał A. Ziemkiewicz: Komuniści chcieli ich nie tylko zetrzeć z powierzchni ziemi, ale też wymazać z naszej pamięci. Przetrwali tam, gdzie przed nimi pokolenia polskich bohaterów walki o wolność – w pamięci rodzinnej. Dziś, gdy Żołnierze Niezłomni odzyskują należne im miejsce w narodowym panteonie, rozmowy z ich bliskimi, spisane w tej książce, są kapitalnym źródłem wiedzy o tym, jacy byli i jak wyglądał świat, któremu nie ulegli. Znakomita lektura, którą serdecznie polecam!

Książka do nabycia:

SPIS TREŚCI

  • Wstęp – Krzysztof Szwagrzyk
  • Żalu do ojca nie miałem – Adam Broński, syn kpt. Zdzisława Brońskiego ps. „Uskok”
  • W genach mam, że to, co czerwone, mnie drażni – Marek Franczak, syn sierż. Józefa Franczaka ps. „Lalek”
  • Bandyta strzelił ojcu w potylicę – Stanisław Łukasik, syn kpt. Stanisława Łukasika ps. „Ryś”
  • Także walczę – moją bronią jest sztuka – Andrzej Pityński, syn por. Aleksandra Pityńskiego ps. „Kula” i ppor. Stefanii Pityńskiej ps. „Perełka”
  • Byłem więziony przez UB – Janusz Niemiec, syn mjr. Antoniego Żubryda ps. „Zuch” i Janiny Żubryd
  • Poległ na wojnie – Maria Danuta Wołągiewicz, córka ppłk. dypl. Macieja Kalenkiewicza ps. „Kotwicz”
  • Bestie mają się dobrze – Tadeusz M. Płużański, syn Tadeusza Płużańskiego ps. „Tadeusz Radwan”
  • Taki to los prawdziwego żołnierza – Andrzej Ściegienny (André Seguenny), syn ppłk. dypl. Wincentego Ściegiennego ps. „Las”
  • Na zew ojczyzny stawał jako ochotnik – Andrzej Pilecki, syn rtm. Witolda Pileckiego
  • Pobyt w więzieniu odebrał mu zdrowie – Katarzyna Skiba, córka Franciszka Perlaka
  • Trzykrotnie skazany na łagier – Jan Wiszniowski, syn por. Romana Wiszniowskiego ps. „Opacz”
  • Nie wolno nam zapomnieć – Krzysztof Bukowski, syn por. Edmunda Bukowskiego ps. „Edmund”
  • Podziękowania





Strona główna>

Prawa autorskie>