Jeden z niezłomnych – Józef Pyś "Śmiały" – część 2/2


Stanisław Pakos „Wrzos” (fot. w zbiorach autora; udostępniona przez Adama Pysia)

Stałą kwaterą „Ostrego” i „Wrzosa” była Kol. Zawalów (zabudowania „Kanciarza”, Bronisława Rogalskiego i ich  kuzynów). Zimą z 1949/1950 r. przebywali oni na kwaterach w kol. Tomaszówka. Nadto często przebywali u Szeremety i Czuraka, mieszkających po sąsiedzku w kol. Dub i Józefa Bronikowskiego w Kotlicach.  Od stycznia do marca 1950 r. „Wrzos” i „Ostry” kwaterowali u Michała Szeremety w Kol. Białowody i Alfredy Bronikowskiej w Kotlicach.  Od kwietnia 1950 r. „Ostry” ukrywał się w różnych miejscach m.in. z „Misiem”, S. Szady „Brzytwą” i „Szumem” w zabudowaniach Janiny Kurzępy w kol. Koniuchy oraz z „Misiem” i „Wrzosem” u Marii Dubickiej w Zawalowie, u Kukiełki w kol. Łabunie i Pawła Kalinowskiego w Pniówku.

15 sierpnia 1950 r. „Ostry”, „Wrzos” i „Miś” spotkali się na cmentarzu w Dubie i poszli do Kotlic, gdzie „Ostry” i „Wrzos” mieli udać się na zabawę taneczną. „Miś” był uzbrojony w pistolet TT i automat PPS, „Ostry” w automat PPS i pistolet FN „piętnastkę” a „Wrzos” w automat PPS i pistolet Vis. „Miś” i „Ostry” weszli do mieszkania Alfredy Bronikowskiej. Opuścił ich „Wrzos”. Po jakimś czasie wyszli i spotkali się z „Wrzosem” na drodze. Razem poszli w kierunku Niewirkowa, gdzie natknęli się na pięciu funkcjonariuszy MO. Milicjanci zaczęli do nich strzelać. Wywiązała się obustronna strzelanina. W jej trakcie zginął komendant posterunku MO w Niewirkowie i członek PPR kpr. Michał Dmitroca a milicjant Stanisław Franczak został ranny. Według funkcjonariusza MO Feliksa Strumidło w dniu zdarzenia on oraz milicjanci Stanisław Franczak, Paweł Wójcik, Józef Terech i Michał Dmitroca wracali z obchodu służbowego. W czasie drogi zostali zaskoczeni przez dwóch mężczyzn z bronią maszynową. Jeden z tych mężczyzn stał przy rowie. Drugi, stojący na drodze, oświetlił ich latarką. Mężczyźni ci zaczęli do nich strzelać. W czasie strzelaniny Strumidło odpowiadał ogniem, a po chwili uciekł. Jak wskazywał Stanisław Szady pistolet Dmitrocy zabrał „Miś”. Zeznając w 1954 r. „Miś” wskazywał, że przed strzelaniną opuścił „Ostrego” i „Wrzosa”, aby udać się na kwaterę do Jana Będkowskiego i nie brał udziału w strzelaninie. Dopiero po kilku dniach dowiedział się od „Ostrego” jaki był przebieg wypadków i otrzymał od niego pistolet jednego z milicjantów. W toku śledztwa w sprawie zabójstwa Michała Dmitrocy do badań laboratoryjnych przesłano m.in. łuski kal. 7,62 od pm PPSz-a i łuski kal. 9 mm znalezione ma miejscu zabójstwa funkcjonariusza MO Michała Dmitrocy i ranienia Stanisława Franczaka. Z opinii laboratoryjnej z zakresu badań balistycznych wynikało, że znalezione łuski kal. 7,62 zostały odstrzelone z dwóch różnych „pepesz”, a łuski kal. 9 mm zostały odstrzelone jednego z pistoletu FN. Z tego samego egzemplarza broni FN odstrzelono łuskę znalezioną na miejscu zabójstwa funkcjonariusza MO Tadeusza Skrzypczuka oraz dwie łuski, trzy niewypały oraz dwa pociski znalezione na miejscu zabójstwa kpr. Feliksa Kicha we wsi Jarosławice. Analiza powyższych materiałów może wskazywać, że w rzeczywistości potyczkę z milicjantami mieli tylko „Ostry” i „Wrzos”, bowiem jak wskazywał Strumidło zaatakowało ich dwóch mężczyzn. W tym wypadku więc zeznania „Misia” wydają się być prawdziwe. Nadto przy ciężko rannym „Ostrym”, w dniu 18 marca 1951 r. znaleziono pistolet „belgijkę” „piętnastkę”, a łuski z takiej broni znaleziono na miejscu zastrzelenia Dmitrocy. Jak wskazują dokumenty w tym okresie „Wrzos” z reguły posługiwał się pistoletem Vis, zresztą taki pistolet znaleziono przy nim po jego zastrzeleniu. Nadto identyczne łuski z pistoletu FN znalezione na miejscu zastrzelenia Skrzypczuka i Kicha mogą wskazywać, że „Ostry” brał udział w tych zdarzeniach. Chyba, że ten pistolet FN, którego używał w Kotlicach, w czasie tych dwóch zdarzeń  był używany przez kogoś innego.

Wypis z aktu chrztu Józefa Pysia „Ostrego” (w zbiorach autora; udostępnione przez Adama Pysia).

Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Zamościu intensywnie poszukiwał członków podziemia niepodległościowego, w tym „Ostrego”. Do rozpracowania członków oddziału „Wrzosa” zwerbowano kilku informatorów m.in. „Zegara” i „Scyzoryka”. „Scyzoryk” 3 listopada 1949 r. podjął współpracę agenturalną z UB na podstawie materiałów kompromitujących. Był on żołnierzem AK oddziału Edwarda Lachawca „Konrada” a następnie placówki WiN Stanisława Niemczuka „Grzegorza”. Podczas werbunku nie przyznał się do współpracy z oddziałem „Wrzosa”. Jak wskazywano „w doniesieniach swoich materiałów konkretnych nie podawał”, oprócz wykazu członków rodzin Pakosa i Pysia. W raporcie UB wskazywano, że „pracował dwulicowo”. Zerwał kontakt z UB w kwietniu 1950 r. i wyjechał do Warszawy. Został zatrzymany 17 lipca 1951 r., celem dalszego werbunku, w celu rozpracowania oddziału „Wrzosa”, na co nie wyraził zgody. W toku przesłuchania nie ujawnił, aby w jego zabudowaniach przebywali „Wrzos” i „Ostry”. Nadto fakt współpracy z UB ujawnił Stanisławowi Pysiowi. W toku przesłuchania przyznał się, że nocował wraz ze „Wrzosem”, zaś „Barykada” nocował u Zofii Zwolak. Wskazał, że dotychczas nie przyznawał się, że w 1949 r. spotykał się z członkami oddziału „Barykady” i „Wrzosa” bo obawiał się więzienia. „Scyzoryk” został oskarżony za pomoc „Wrzosowi”, „Barykadzie” i „Ostremu” i postawiony przed sądem.

Kolejnym informatorem był „Zegar” zwerbowany w grudniu 1950 r. W dniu 26 grudnia 1950 r. w zabudowaniach „Zegara” urządzono zasadzkę na członków oddziału „Wrzosa”, która zakończyła się wynikiem negatywnym. 22 stycznia 1951 r. „Zegar” spotkał się w Jatutowie z „Ostrym”, jego bratem Feliksem i dwoma nieznanymi mu mężczyznami. Ustalił wówczas, że „Ostry” przebywał na kwaterze u Jakuba Lachowca w Jatutowie. Proponował „Ostremu” przekazanie amunicji. Dowiedział się jednak, że amunicja nie jest „Ostremu” potrzebna, co uniemożliwiło UB urządzenia zasadzki w miejscu jej przekazania. „Zegar” podał również UB opisy dwóch mężczyzn, z którymi był na spotkaniu „Ostry” oraz kolejne miejsce kontaktu z „Ostrym” w tartaku w Suścu. W toku rozmowy ustalono, że „Zegar” weźmie z „Ostrym” udział w akcji ekspropriacyjnej w Księżostanach. W wyniku tego doniesienia UB przygotowało plan ściślejszego powiązania „Zegara” z „Ostrym”. Przewidywano interwencję KBW i UB, która pokrzyżowałaby akcję w Księżostanach, lecz z tego powodu „Zegar”, jako zagrożony ze strony UB, miał wstąpić do oddziału lub ukrywać się wspólnie z „Ostrym”. Powyższe założenia jednak nie udały się. Nadto UB podjął działania represyjne wobec rodziny „Ostrego”, w tym osób które w żaden sposób nie były zaangażowane w działania pomocowe na rzecz
partyzantów. Zaplanowano wystąpienie do prokuratora z wnioskiem o zajęcie mienia wobec Jana Pysia – ojca „Ostrego”. Co do brata Stanisława Pysia – z uwagi na znalezienie u niego 2 pistoletów rzekomo należących do „Ostrego” – planowano ponowne przeprowadzenie śledztwa, aresztowanie i zlikwidowanie majątku; brata Jana Pysia –  usunięcie z pracy i nakłonienie do skontaktowania się z „Ostrym” bowiem w innym przypadku wyciągnięte zostaną dodatkowe konsekwencje; wobec brata Władysława Pysia i ciotki Marii Sawickiej skompletowanie bliższych danych aby ustalić jakie represje zastosować.  Nadto wobec  ojca „Ostrego” planowano wystąpienie z wnioskiem o zabezpieczenie inwentarza żywego i martwego, celem zlikwidowania całości gospodarki.

W kwietniu 1950 r. UB przeprowadził akcję mającą na celu likwidację II Inspektoratu Zamojskiego AK. Zatrzymano praktycznie całe kierownictwo organizacji, a także żołnierzy oddziału „Kanciarza”. Aresztowania uniknęli m.in. „Miś”, „Śmiguła”, „Szum”, „Brzytwa”, „Wrzos” i „Ostry”. Ostrzeżeni przed aresztowaniem żołnierze inspektoratu zaczęli się ukrywać. Utworzono dwie grupy zbrojne: „Szuma” i Henryka Kwaśniewskiego „Luxa”, które na szerszą skalę zaczęły prowadzić działalność zbrojną wymierzoną przede wszystkim w struktury komunistycznej spółdzielczości. Pod koniec 1950 r. oddział „Wrzosa” w zasadzie obejmował tylko dwie osoby tj. „Ostrego” i „Wrzosa”. Przebywali oni najczęściej na terenie powiatu zamojskiego, w zasadzie ukrywając się oddzielnie od ww. oddziałów i  sporadycznie kontaktując się z nimi.

Stanisław Pakos „Wrzos” i prawdopodobnie Mieczysław Wróblewski „Szum”.

W dniu 30 grudnia 1950 r. Wojskowa Prokuratura Rejonowa w Lublinie w sprawie Pr II-955/50 wydała za J. Pysiem list gończy jako podejrzanym o czyny z art. 4 § 1 dekretu z 13 czerwca 1946 r. i art. 259 kk.  W latach 1950-1951 „Wrzos” i „Ostry” ukrywali się wspólnie i utrzymywali stały kontakt z oddziałem Jana Leonowicza „Burty”. W spotkaniach uczestniczył również „Miś”, a odbywały się one na cmentarzu w Dubie. Nadto, jak wynikało z doniesienia informatora „Zegar”, „Ostry”, „Wrzos” i „Burta” wspólnie przebywali na jednej z „melin” w miejscowości  Bożydar.  W nocy 9 lutego 1951 r. Józef Pyś, prawdopodobnie z „Wrzosem”, przybył do domu Wacława Serafina w Kalinowicach, gdzie przenocowali.  Następnego dnia rano przenieśli się z domu na strych. Tego dnia funkcjonariusz MO z Sitna kpr. Jan Kamiński i członek ORMO Józef Osuch, po uzyskaniu polecenia wykonania rewizji, udali się do Serafina. Z uzyskanych przez MO informacji wynikało, że czasem do tego domu zachodził poszukiwany przez UB Józef Pyś. Około godz. 9.00 J. Kamiński przeprowadzili wywiad z sąsiadami, a następnie obaj podeszli do zabudowań W. Serafina. Osuch został na zewnątrz, zaś do mieszkania wszedł kpr. Kamiński, który zapytał Marię Serafin czy w domu nie przebywa nikt obcy. W tym czasie w domu nie było Wacława Serafina który wcześnie wyjechał do miasta. Maria Serafin wskazała, że nie ma w domu nikogo obcego, zaprosiła milicjanta do środka. W tym momencie rozległa się strzelanina ze strychu. Milicjant wraz z Marią Serafin uciekli na zewnątrz. Zauważyli, że jeden z uciekających mężczyzn wyskoczył oknem. Kamiński próbował strzelać do niego z „pepeszy”, jednak ta zacięła się.  Po chwili z mieszkania wybiegł drugi mężczyzna, który strzelał z automatu. Stojący na zewnątrz Osuch oddając kilka strzałów z kb wycofał się. Wycofał się również Kamiński. Partyzanci uciekli w stronę Jatutowa.

Tragiczna w skutkach okazała się wizyta „Ostrego” u Julii Michońskiej w lutym 1951 r. Józef Pyś, od stycznia 1951 r. odwiedzał miejsce jej zamieszkania, gdzie był dobrze przyjmowany. „Ostry” przybył do Michońskiej 17 lutego 1951 r. Prawdopodobnie był z nim wówczas „Wrzos”, który jednak, jak wskazywał informator UB „Bury”, dzień przed zdarzeniem opuścił to miejsce udając się do Pniówka. W dniu 18 lutego 1951 r. MO w Zamościu została poinformowana przez Karolinę Strzałkowską, że u jej lokatorek Janiny Kuleszy i Julii Michońskiej przy ul. Lwowskiej 154 przebywa jakiś mężczyzna, który ukrywa się przed władzami. Jego nazwisko nie było jednak znane Strzałkowskiej. Po otrzymaniu zawiadomienia, ok. godz. 10.00, do domu Strzałkowskiej wysłano czterech funkcjonariuszy MO, w tym Józef Kucia i Wacława Pszczela.  Trzech milicjantów zostało na zewnątrz, zaś do mieszkania wszedł ubrany po cywilnemu dzielnicowy Kuć. W tym czasie w mieszkaniu nie było Strzałkowskiej ani Kuleszy. Milicjant zapytał przebywającą w kuchni Julię Michońską, kto przebywa w domu. Uzyskał odpowiedź, że nie ma w nim nikogo. Po wejściu do pokoju Kuć zauważył leżącego na łóżku mężczyznę. Mężczyzną tym był „Ostry”, o czym Kuć nie wiedział. Milicjant zapytał go o nazwisko. „Ostry” podał mu fałszywe nazwisko, które jak się okazało było podobne do nazwiska poszukiwanego dezertera z WP. Wówczas Kuć grożąc mu bronią kazał mu podnieść ręce do góry. Słysząc to „Ostry” powiedział milicjantowi, że podniesie ręce do góry. Jednocześnie strzelił do niego z pistoletu, który wyciągnął spod kołdry. Strzał okazał się niecelny, a Kuć ukrył się za szafą strzelając do „Ostrego”. W wyniku wymiany ognia Kuć został ciężko ranny w klatkę piersiową i stracił przytomność. „Ostry” zabrał mu pistolet TT. Nadto zabrał swój automat PPS i zamierzał uciec z mieszkania. Wyskakując oknem zauważył stojącego milicjanta Wacława Pszczela i zamierzał do niego strzelić z automatu, który się zaciął. Wówczas odbezpieczył granat z zamiarem jego rzucenia w kierunku milicjanta. Ten jednak wcześniej z automatu ranił „Ostrego” w rękę, w której go trzymał. Nastąpiła eksplozja granatu, który urwał „Ostremu” rękę i ciężko go zranił. Milicjanci zabrali mu pistolet TT nr E 2680, pistolet belgijski „15-tka” nr 54713, automat PPS bez numeru, 2 granaty i 43 szt. amunicji. Ciężko rannego Pysia zabrano do szpitala w Zamościu. W trakcie potyczki z domu uciekła Julia Michońska. „Ostry” zmarł w szpitalu w Zamościu 18 lutego 1951 r. ok. godz. 19.30.

Z dokumentów IPN wynika, że 19 lutego 1951 r. w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Lublinie przeprowadzono oględziny zewnętrzne i sekcję zwłok Józefa Pysia, celem ustalenia przyczyny śmierci. Z protokołu można wyczytać, że zmarłego oznaczono jedynie zwrotem „J.P”  bez podawania pełnych personaliów. Czynność została wykonana na polecenie WUBP w Lublinie nr 254/51.  W toku oględzin i sekcji zwłok stwierdzono liczne rany: głowy, ramienia prawego, klatki piersiowej i szyi po stronie prawej; uszkodzenia mózgu,  płuc i wątroby z wylewami krwawymi;  ranę po amputacji ręki prawej. Przyczyną śmierci było uszkodzenie mózgu w wyniku rany postrzałowej. Odniesione obrażenia mogły powstać w następstwie wybuchu granatu ręcznego.
W szpitalu, ani później, nie sporządzono w ogóle aktu zgonu „Ostrego”. Dopiero staraniem rodziny, po przeprowadzeniu postępowania sądowego o uznaniu za zmarłego, w dniu 28 maja 2014 r. sporządzono formalny akt zgonu Józefa Pysia. Miejsca pochówku „Ostrego” nie znaleziono do dzis
iaj.

Bibliografia:

  • Archiwum IPN w Lublinie: IPN Lu 01/435, IPN Lu 02/397, IPN Lu 04/423, IPN 08/218, IPN Lu 08/226, IPN Lu 08/228, IPN Lu 08/287, IPN Lu 012/690, IPN Lu 017/1436, IPN Lu 016/505, IPN Lu 5/15, IPN Lu 21/26, IPN Lu 26/410, IPN Lu 81/1559.
  • I. Caban, E, Machocki, Za władzę ludu, Lublin 1975, 
  • Polegli w walce o władzę ludową, (oprac. R. Halaba), Warszawa 1970,  
  • W. Hryniewiecki, Nie dla nich zagrzmiały zwycięskie fanfary…, Łódź 1993, 
  • Odpis skrócony aktu urodzenia J. Pysia z 8 IV 2013 r. sygn. USC 189/1926 (kopia w zbiorach autora),
  • Postanowienie Sądu Rejonowego w Zamościu, I Wydziału Cywilnego z 18 III 2014., o uznaniu za zmarłego Józefa Pysia, sygn. I Ns 1280/13,
  • Akt zgonu Józefa Pysia nr I/830/2014 sporządzony przez USC w Zamościu (kopia w zbiorach autora).
  • Ostatni partyzanci – od 1951 r. [prezydent.pl], dostęp: 2 II 2016>
  • A. Pyś, Życie i działalność „Ostrego”, mps., niepubl., bez daty, s. 1-3 (kopia w zbiorach autora).

Jeden z niezłomnych – Józef Pyś „Śmiały” – część 1/2>
Strona główna>
Prawa autorskie>

Pogrzeb ppor. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia"

Pogrzeb ppor. Leona Taraszkiewicza  "Jastrzębia", Włodawa, 16 lipca 2017 – FOTORELACJA

We Włodawie odbyły się uroczystości pogrzebowe żołnierza podziemia niepodległościowego ppor. Leona Taraszkiewicza. Szczątki dowódcy oddziału partyzanckiego Wolność i Niezawisłość Obwodu Włodawa ppor. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" zostały pochowane 16 lipca 2017 r. na Cmentarzu Wojennym we Włodawie, przy ul. Lubelskiej, ok. 300 m od jego rodzinnego domu.

Włodawa, ul. Lubelska, Cmentarz Wojenny Żołnierzy Wojska Polskiego – miejsce spoczynku ppor. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" i symboliczna mogiła jego brata i zastępcy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego", którego miejsce pochówku jak dotąd pozostaje nieznane.

Uroczystości pogrzebowe Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" rozpoczęły się w sobotę, 15 lipca. O godz. 18 wystawiono trumnę ze szczątkami Bohatera w klasztorze oo. Paulinów we Włodawie.

Ppor. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" powrócił do domu…

Powitanie Bohatera przez przeora klasztoru oo. Paulinów we Włodawie, o. Dariusza Cichora.



Warta honorowa przy trumnie Komendanta. Od lewej: mjr Stanisław Pakuła "Krzewina", ostatni żyjący żołnierz polowy i adiutant ppor. "Jastrzębia", a później Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego"; kpt. Edmund Brożek, prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej we Włodawie.

Niedzielne uroczystości rozpoczęły się od mszy w kościele św. Ludwika we Włodawie, której przewodził biskup siedlecki Kazimierz Gurda.  Przed rozpoczęciem nabożeństwa głos zabrał wojewoda lubelski dr hab. Przemysław Czarnek, który w imieniu organizatorów przywitał przybyłych gości. Podkreślił, że uroczystości pogrzebowe, na które przybyli, są również manifestacją wiary i patriotyzmu. Homilię podczas mszy św. wygłosił kapelan Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” Inspektorat Radzyń, ks. Zbigniew Rozmysł, który stwierdził m.in., że poznanie historii postaci Leona Taraszkiewicza ps. „Jastrząb” zasiało w jego sercu ziarno patriotyzmu.





Instytut Pamięci Narodowej

Pani Rozalia Otta, siostra ppor. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia".

Major Marian Pawełczak "Morwa", podkomendny mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory".


Kapelan Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" Inspektorat Radzyń, ks. Zbigniew Rozmysł.

Mjr Stanisław Pakuła "Krzewina"

Po zakończeniu nabożeństwa przeczytano listy okolicznościowe. W imieniu Prezydenta RP, Andrzeja Dudy, list odczytał szef Biura Bezpieczeństwa Narodowej, Paweł Soloch. Kilka słów do zebranych skierował również Marszałek Sejmu RP, Marek Kuchciński, którego reprezentował poseł Piotr Olszówka. Od Premier Beaty Szydło i Jarosława Kaczyńskiego listy odczytała posłanka Beata Mazurek. W imieniu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, prof. Piotra Glińskiego, list przeczytał doradca szefa resortu kultury Kacper Sakowicz. Do przybyłych na uroczystości swoje słowa skierował również Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz, którego reprezentował podsekretarz stanu resortu wojskowego, prof. Wojciech Fałkowski.

Następnie żałobnicy opuścili świątynie i został uformowany kondukt pogrzebowy. Wspólnie maszerowali w nim: rodzina Leona Taraszkiewicza (m.in siostra „Jastrzębia” Rozalia Otta), kombatanci, przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, duchowni, delegaci służb mundurowych, poczty sztandarowe wielu instytucji i organizacji, mieszkańcy Włodawy oraz goście przybyli z całej Polski. Trumnę ze szczątkami „Jastrzębia” przewoziło wojsko, przed których pojazdem kroczyli żołnierze z portretem partyzanta. W uroczystościach pogrzebowych wzięli udział również przedstawiciel Instytutu Pamięci Narodowej, który był współorganizatorem tego wydarzenia. Naszą instytucję reprezentowali: prezes dr Jarosław Szarek, wiceprezes prof. Krzysztof Szwagrzyk, członek kolegium IPN prof. Tadeusz Wolsza oraz p.o. dyrektora lubelskiego Instytutu Pamięci Narodowej Marcin Krzysztofik.







Rozalia Otta, siostra ppor. "Jastrzębia", z wnukami.









Gdy kondukt pogrzebowy dotarł  na Cmentarz Wojenny we Włodawie, rozpoczął się ostatni etap uroczystości. Po odprawieniu przez biskupa siedleckiego nabożeństwa głos zabrał prezes Instytutu Pamięci Narodowej, dr Jarosław Szarek. W swoim przemówieniu stwierdził m.in., że Leon Taraszkiewicz ps. „Jastrząb” wrócił do swoich rodzinnych stron. Dodał również, że IPN nie spocznie póki nie odnajdzie innych bohaterów, których miejsca pochówków pozostają nieznane – w tym Edwarda Taraszkiewicza ps. „Żelazny”, brata „Jastrzębia”. Następnie przemówił p.o. szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, Jan Józef Kasprzyk. Po nim głos zabrał mjr Stanisław Pakula ps. „Krzewina”, ostatni żyjący podkomendny Leona Taraszkiewicza, który w bardzo emocjonalnym przemówieniu wyraził wdzięczność, że tak wiele osób przybyło na pogrzeb jego „ukochanego komendanta”. Na końcu wystąpił siostrzeniec „Jastrzębia”, Ryszard Otta, który w imieniu rodziny Leona Taraszkiewicza podziękował wszystkim zebranym za uczestnictwo w uroczystościach. Z podziękowaniami zwrócił się również do osób i instytucji, za których przyczyną udało się przenieść i uroczyście pochować szczątki „Jastrzębia”.







Prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Jarosław Szarek

Mjr Stanisław Pakuła "Krzewina"

Wręczenie flagi państwowej i rogatywki rodzinie ppor. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia".

[…] Śpij kolego w ciemnym grobie, niech się Polska przyśni tobie.






GLORIA VICTIS!

Organizatorami uroczystości pogrzebowych byli wojewoda lubelski dr hab. Przemysław Czarnek oraz Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Lublinie.


W listopadzie 2016 r. z grobu znajdującego się na cmentarzu w Siemieniu, niedaleko Parczewa, ekshumowano szczątki Leona Taraszkiewicza. To w tej miejscowości w styczniu 1947 r. podczas szturmu na budynek szkoły, zajmowany przez żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, „Jastrząb” został ciężko ranny, a potem zmarł. Ciało Taraszkiewicza potajemnie, w anonimowej mogile, pochowali członkowie WiN. Jego mogiła w czasach PRL był oznaczona tylko tabliczką z imieniem „Leon”.

W 1991 r. postawiono tam pomnik, na którym znalazły się pełne dane Leona Taraszkiewicza. Wtedy nie przeprowadzono ekshumacji. O ekshumację zwłok Taraszkiewicza zwróciła się do wojewody lubelskiego siostra „Jastrzębia” – Rozalia Otta.

„Jastrząb” został pochowany w mogile będącej także symbolicznym grobem jego brata – również żołnierza WiN – Edwarda Taraszkiewicza ps. „Żelazny”, którego faktyczne miejsce pochówku jest nieznane.


Strona główna>
Prawa autorskie>

Uroczysty pogrzeb ppor. "Jastrzębia"

Uroczystości pogrzebowe śp. ppor. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" – Włodawa, 15-16 lipca 2017

Uroczystości pogrzebowe ppor. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia", które odbędą się we Włodawie,  rozpoczną się w sobotę 15 lipca 2017 r. Od godz. 18.00 nastąpi wystawienie trumny ze szczątkami w refektarzu Klasztoru oo. Paulinów we Włodawie przy ulicy Klasztornej 7. Będą tam trzymane warty przez wiele organizacji patriotycznych, młodzież, harcerzy – do godz. 22.00.
Następnego dnia, w niedzielę 16 lipca o godz. 8.15 nastąpi uroczyste przeniesienie trumny do kościoła pw. św. Ludwika przy ulicy Klasztornej 7, gdzie zostanie wystawiona warta honorowa i o godz. 10.00 odprawiona zostanie uroczysta Msza św. pod przewodnictwem bpa Kazimierza Gurdy, ordynariusza diecezji siedleckiej. Następnie na Cmentarzu Wojennym przy ul. Lubelskiej we Włodawie, zostaną pochowane doczesne szczątki ppor. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia".



– 3 stycznia 1947 roku w Siemieniu zginął Leon Taraszkiewicz pseudonim „Jastrząb”. Było takie przekonanie, chociaż nie było pewności, że został pochowany na cmentarzu w Siemieniu, niedaleko muru cmentarnego. W wyniku badań, ekshumacji przeprowadzonej przez Instytut Pamięci Narodowej „Jastrząb” został ostatecznie zidentyfikowany, potwierdzono jego tożsamość i na wniosek rodziny Leona Taraszkiewicza zostanie pochowany w uroczysty sposób w rodzinnej Włodawie, w mogile, która jest już przygotowana, a która ma kształt krzyża brzozowego z czapką partyzancką – poinformował wojewoda lubelski Przemysław Czarnek na konferencji prasowej poświęconej uroczystościom pogrzebowym legendarnego dowódcy WiN-u „Jastrzębia”.


Mogiła ppor. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" (oraz symboliczna ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego") na Cmentarzu Wojennym we Włodawie.





W konferencji udział wzięli także: pełniący obowiązki dyrektora Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Lublinie Marcin Krzysztofik, Pełnomocnik Wojewody Lubelskiego do Spraw Ochrony Dziedzictwa Narodowego i Spraw Kombatantów Waldemar Podsiadły oraz pracownik Oddziałowego Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN w Lublinie Artur Piekarz.

– „Jastrząb” był legendarnym żołnierzem niezłomnym w okresie okupacji sowieckiej po drugiej wojnie światowej. Upamiętnienie jego bohaterstwa to przywracanie godności państwu polskiemu, które tę godność straciło traktując swoich bohaterów jak największych bandytów – powiedział wojewoda Czarnek przywołując słowa prezydenta RP Andrzeja Dudy, które wypowiedział podczas pogrzebu Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. – Grób „Jastrzębia” jest jednocześnie pomnikiem pamięci jego brata, Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, którego szczątków doczesnych jeszcze nie odnaleziono – zauważył wojewoda Czarnek.

– Poszukiwania nadal są kontynuowane przez Oddziałowe Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN w Lublinie – zapewniał dyrektor IPN w Lublinie Marcin Krzysztofik.





W uroczystościach pogrzebowych mają wziąć udział żołnierze WiN, m. in. członek oddziału Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” – Stanisław Pakuła ps. "Krzewina" – powiedział pełnomocnik wojewody Waldemar Podsiadły.


Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”, „Zawieja”, oficer Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość; syn Władysława i Roży Klary z d. Sibila, urodził się 13 maja 1925 r. w Hamborn k. Duisburga. Przed wojną mieszkał we Włodawie, gdzie ukończył siedem klas szkoły powszechnej. Jesienią 1939 r. został aresztowany przez niemiecką żandarmerię polową za przetrzymywanie broni po żołnierzach WP, lecz uwolniono go po kilku dniach. W kolejnych latach był dwukrotnie aresztowany. Przetrzymywano go m.in. w siedzibie radomskiego i lubelskiego Gestapo, a także w więzieniu na Zamku w Lublinie. W obu przypadkach udało mu się zbiec, przy czym był dwukrotnie postrzelony przez konwojentów. Po ostatniej ucieczce w styczniu 1944 r. (prowadzono go wówczas z siedziby lubelskiego Gestapo do więzienia na Zamku) ukrywał się w Lublinie, a następnie we Włodawie, gdzie nawiązał kontakt z miejscowymi strukturami AK. Zimą 1944 r. został przypadkowo zatrzymany przez patrol sowieckich partyzantów i wcielony do oddziału im. Klimenta Woroszyłowa, dowodzonego przez kpt. Anatolija Krotowa „Anatola”. W oddziale pozostawał do chwili wkroczenia Armii Czerwonej na Lubelszczyznę, po czym powrócił do rodzinnego domu. Nie skorzystał z oferowanej mu propozycji pracy w Resorcie Bezpieczeństwa Publicznego.

18 grudnia 1944 r. został aresztowany wraz z rodzicami i siostrą przez Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie pod zarzutem rzekomej współpracy z Niemcami. Był przetrzymywany w siedzibie Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie oraz w więzieniu na Zamku. 13 lutego 1945 r. zbiegł z transportu do obozu UB-NKWD w Błudku-Nowinach. Od kwietnia 1945 r. był żołnierzem Rejonu II Obwodu Delegatury Sił Zbrojnych Włodawa, zaś od końca maja 1945 r. członkiem bojówki rejonowej ppor. Tadeusza Bychawskiego „Sępa”. Po śmierci dowódcy (12 czerwca 1945 r.) przejął dowództwo nad grupą, która jesienią 1945 r. została przekształcona w oddział dyspozycyjny komendanta Obwodu WiN Włodawa. Pod jego dowództwem oddział stał się jedną z najaktywniejszych grup partyzanckich w skali całej Lubelszczyzny. Styl dowodzenia „Jastrzębia” cechowały ogromny dynamizm i brawura. Pomimo młodego wieku był w stanie pociągnąć za sobą starszych i bardziej doświadczonych towarzyszy wal
ki. W czasie akcji wykorzystywał często zdobyczny transport samochodowy, co umożliwiało mu przeprowadzenie kilku uderzeń w ciągu jednego dnia, nierzadko w miejscowościach odległych od siebie o dziesiątki kilometrów. Dzięki dobrej znajomości języka rosyjskiego występował niejednokrotnie w przebraniu oficera NKWD lub Armii Czerwonej, co pozwalało uzyskać element zaskoczenia przy spotkaniach z grupami operacyjnymi, czy w czasie rozbrajania posterunków MO. Cechowała go dbałość o podkomendnych i ludność cywilną. W oddziale panowała wojskowa dyscyplina, prowadzono rozliczenia finansowe, udzielano także zapomóg krewnym osób aresztowanych czy konspiratorom znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej. Blisko współpracował z oddziałami: Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Stefana Brzuszka „Boruty”, WiN Józefa Struga „Ordona” oraz Zdzisława Brońskiego „Uskoka”.

Na czele grupy przeprowadził wiele spektakularnych akcji, wśród których należy wymienić m.in. opanowanie Parczewa (5 lutego 1946 r.), zatrzymanie i internowanie rodziny Bolesława Bieruta (18 lipca 1946 r.), rozbicie PUBP we Włodawie z którego uwolniono ok. 70 więźniów (22 października 1946 r.), czy udział w ataku połączonych oddziałów radzyńskiego i włodawskiego WiN na Radzyń Podlaski (31 grudnia 1946 r.). „Jastrząb” został ciężko ranny 3 stycznia 1947 r. w Siemieniu koło Parczewa, w czasie szturmu na budynek zajmowany przez grupę ochronno-propagandową Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zmarł po dwóch godzinach, podczas transportu na konspiracyjną kwaterę. Został pochowany potajemnie przez członków Rejonu I Obwodu WiN Radzyń Podlaski na cmentarzu w Siemieniu.
 
W 2009 r. Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Szczątki Leona Taraszkiewicza wydobyto 28 listopada 2016 r. w czasie prac ekshumacyjnych na cmentarzu parafialnym w Siemieniu. Informację o ich identyfikacji podano do publicznej wiadomości 21 kwietnia 2017 r.

Autor biogramu – Artur Piekarz, pracownik Oddziałowego Biura Poszukiwań
i Identyfikacji IPN w Lublinie


Więcej
o walce por.
Leona
Taraszkiewicza "Jastrzębia"
i jego brata ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" czytaj:

Strona główna>
Prawa autorskie>

71. rocznica śmierci majora "Orlika"

71. rocznica śmierci mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Mjr Marian Bernaciak "Orlik"

71 lat temu, 24 czerwca 1946 roku, podczas próby przebicia się przez kordon obławy grupy operacyjnej LWP koło wsi Piotrówek (pow. garwoliński), zginął major Marian Bernaciak ps. "Orlik", dowódca Inspektoratu WiN Puławy oraz dowódca zgrupowania oddziałów  partyzanckich WiN w Inspektoracie Rejonowym "Puławy".

Wraz
z żołnierzami ochrony osobistej wracał z odprawy dowództwa Inspektoratu
Wolność i Niezawisłość Puławy do swojego zgrupowania stacjonującego
koło wsi Hordzieżka w powiecie łukowskim. 20 kilometrów przed celem
grupa zatrzymała się na skraju wsi Piotrówek, aby podkuć konia u kowala
Bolesława Pyrki. O podejrzanych gościach sołtys Jan Maraszek, za
pośrednictwem swojego syna, powiadomił posterunek MO w pobliskim
Trojanowie i oddział żołnierzy z 1. DP w Więckowie, którzy patrolowali
teren przed zbliżającym się referendum. Zorganizowano zasadzkę. Jedna
grupa wkroczyła do wsi, a druga zablokowała przewidywaną drogę ucieczki
do pobliskiego lasu.
Partyzanci podjęli próbę przebicia się z
okrążenia, ale tylko dwóm udało się wyrwać z kotła. Dwóch wpadło w ręce
UB, natomiast mjr "Orlik" wraz z Leonem Jankowskim "Ogarkiem", polegli.

Raport szefa WUBP płk. Paszty do MBP o likwidacji mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika". Fot. AIPN.

Pośmiertna fotografia mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika", wykonana przez ubeków dnia 24 czerwca 1946 r. Fot. AIPN.

Ciało
"Orlika" ubecy zabrali do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa na Pradze
w Warszawie. Tam przez kilka dni upewniali się, czy to on, sprowadzając
do jego zwłok więzionych rodziców i podkomendnych. Jedną z nich była
Halina Rybakowska "Iskierka", która tak zapamiętała ostatnie spotkanie
ze swoim dowódcą:

"W
wielkiej świetlicy ułożono go na deskach podwyższonych w górnej części
ciała. Twarz była czysta i spokojna, wyglądał jakby spał, ręce miał
ułożone wzdłuż ciała, lewa była pokrwawiona i poszarpana pociskiem
dum-dum, prawa zupełnie czysta. Miał na sobie zielonkawą kurtkę o kroju
wojskowym i bryczesy. Zaszokowały mnie jego bose stopy, z palcami
nadgryzionymi przez szczury. Sala była wypełniona przez wysokiej rangi
umundurowanych, obwieszonych orderami – mundury polskie i ruskie.
Żołnierzy "Orlika" zwożono z różnych więzień i aresztów, doprowadzono
też jego rodziców w celu zidentyfikowania go. Modlitwą i łzami
pożegnałam swojego dowódcę."


Zdjęcie pośmiertne mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika" wykonane przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Fot. AIPN.

Leon
Jankowski "Ogarek", szef ochrony mjr. Mariana Bernaciak "Orlika".
Poległ wraz ze swoim dowódcą w Piotrówku 24 czerwca 1946 r. Zdjęcie
wykonano w Bobrownikach/k Dęblina na krótko przed śmiercią. Fot. AIPN.


Krzyż w miejscu śmierci mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika"


Rozkaz mjr. Franciszka Jaskólskiego "Zagończyka" informujący o śmierci Mariana Bernaciaka "Orlika". Fot. Archiwum IPN (IPN BU 0207/332/3)

Ciało
majora Mariana Bernaciaka "Orlika" pokazano rodzinie, a następnie –
starając się zabić także pamięć po nim – ukryto. Pogrzebano go tam,
gdzie leżeli inni skrytobójczo pomordowani przez NKWD i UB – na
Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie, w kwaterze 45 N. Przez
dziesięciolecia była tam jedynie studnia, błoto, wysypisko śmieci i
szalety.

Dopiero
w latach siedemdziesiątych udało się rodzinom pomordowanych dowiedzieć,
gdzie leżą ich bliscy. Bardzo duża w tym dziele jest zasługa  brata
mjr. "Orlika", Lucjana Bernaciaka. Po dziesięciu latach usunięto
bezczeszczące groby szalety, postawiono brzozowy krzyż, który jednak
bardzo szybko został zniszczony przez "wandali".


Minęło kolejne dziesięć zanim upadł PRL i wyrażono zgodę na zbudowanie "Pomnika Więźniów Politycznych Straconych w latach 1944 – 1956". Po wielu staraniach i kłopotach pomnik odsłonięto 15 września 2001 roku.
26
czerwca 2005 roku w Zalesiu koło Ryk, przed domem, w którym urodził się
„Orlik” miała miejsce uroczystość odsłonięcia i poświecenia pomnika
poświęconego majorowi Marianowi Bernaciakowi.

GLORIA VICTIS !!!


Pomnik mjr Mariana Bernaciaka ps. "Orlik" w Zalesiu. Wyryta w kamieniu inskrypcja głosi: "A jeśli komu droga otwarta do nieba, tym, co służą ojczyźnie"
Pieśń XII Jan Kochanowski./ W HOŁDZIE URODZONEMU W ZALESIU 6 MARCA 1917
R. MJR. MARIANOWI BERNACIAKOWI "ORLIKOWI" / Obrońcy ojczyzny we
wrześniu 1939 r. / Organizatorowi ZWZ-AK w podobwodzie Dęblin-Ryki /
Dowódcy OPI/15 PP "Wilków" Armii Krajowej / Komendantowi zgrupowań
partyzanckich WiN w  inspektoracie Puławy / POLEGŁEMU W WALCE O
NIEPODLEGŁĄ POLSKĘ 24 CZERWCA 1946 R. / Społeczeństwo powiatu ryckiego
26 czerwca 2005 r. 


Pomnik w Zalesiu.

Pomnik
w okolicach miejsca śmierci mjr. "Orlika". Napis na pomniku brzmi: NA
TYCH POLACH POLEGŁ MJR MARIAN BERNACIAK "ORLIK" / KOMENDANT ODDZ.
PARTYZ. ZGRUPOWANIA 15 PP "WILKÓW" AK / KMDT GRUP DYW. I O.P. WIN.


Więcej na temat mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika" czytaj:

Obejrzyj na youtube:

Strona główna>
Prawa autorskie>

Chor. Antoni Dołęga "Znicz" ODNALEZIONY!

Odnaleziono mogiłę chor. Antoniego Dołęgi "Znicza" – najdłużej ukrywającego się żołnierza antykomunistycznego podziemia.

Chor. Antoni Dołęga "Znicz"

13 czerwca 2017 r. specjaliści Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN w ramach czynności prowadzonych przez Prokuraturę Rejonową w Łukowie odnaleźli szczątki należące najprawdopodobniej do Antoniego Dołęgi "Znicza", żołnierza AK i WiN, najdłużej ukrywającego się działacza podziemia antykomunistycznego, zmarłego jesienią 1982 r., pochowanego potajemnie w miejscowości Popławy – Rogale w woj. lubelskim. Tożsamość Antoniego Dołęgi zostanie ostatecznie potwierdzona po przeprowadzeniu badań genetycznych.

Wszystko wskazuje, że są to szczątki Antoniego Dołęgi, ale jednoznacznie będziemy mogli to powiedzieć dopiero, gdy przeprowadzimy badania genetyczne. Po dokonaniu oględzin na miejscu szczątki zostaną zabrane do prosektorium, a następnie do zakładu medycyny sądowej, gdzie będą badane – powiedział PAP nadzorujący prace z-ca prokuratora rejonowego w Łukowie, Adam Makosz.


Miejsce pochówku Dołęgi wskazał mieszkaniec miejscowości Popławy-Rogale, Marek Artowicz. Ciało było zakopane na jego posesji leżącej na skraju wsi.

Dołęga na koniec ukrywał się u nas w gospodarstwie, u nas umarł i tu go mój ojciec pochował. To było w stanie wojennym, nie pamiętam dokładnie kiedy. Ojciec go pochował po kryjomu, komuna wtedy była, baliśmy się – opowiadał Artowicz.
Ojciec, jak umierał to mi przykazał, żebym nikomu tego miejsca nie wyjawił. Ale pomyślałem, że trzeba w końcu powiedzieć, bo jak wymrze to pokolenie, to nikt nie będzie wiedział i już zawsze będzie leżał w tym lasku. Dlatego powiedziałem rodzinie – dodał mężczyzna.

Dołęga ukrywał się u wielu mieszkańców w okolicach Łukowa.

Ostatni raz widziałem go w 1976 r. Ukrywał się w gospodarstwie rodziców, ja miąłem wtedy 14 lat. Dołęga nie miał nogi. Przebywał w stodole, a jak było zimno to w domu, za szafą. Według zapisków mojego ojca, Dołęga zmarł w 1982 r. – powiedział PAP Jerzy Płudowski.

Przewodniczący Rady Powiatu Łukowskiego Tadeusz Brzozowski, także pamięta z dzieciństwa, że Dołęga ukrywał się w jego domu.

Wtedy było to owiane wielką tajemnicą. Mama opowiadała, że walczył z komunistami. W latach 90-tych zaczęliśmy badać historię, pytać ludzi. Okazało się, że to był człowiek nieskazitelny, bohater. Walczył do końca, wiedział, że sprawa była beznadziejna, ale jakiś cień nadziei był. Poświęcił życie, zdrowie, rodzinę, po to, żeby być wiernym przysiędze, którą złożył – powiedział Brzozowski.



Historyk, dr Jarosław Kopiński, który badał powojenne podziemie w okolicach Łukowa, uważa, że Dołęga mógł tak długo ukrywać się, ponieważ był wspierany przez miejscowych.

To jest specyficzny teren, tu są dawne zaścianki szlacheckie. Do 1954 r. tu był najsilniejszy zbrojny opór na Lubelszczyźnie. Powiat łukowski był najgorzej oceniany przez władze komunistyczne spośród wszystkich, w całej Polsce, pod względem postaw politycznych. Jest dokument, który mówi, że tutaj były najgorsze wyniki w wyborach – powiedział Kopiński.

Poszukiwania miejsca pochówku Dołęgi od kilku lat prowadził jego krewny, wnuk siostry żołnierza, Ronald Werelich. Jak powiedział, udało się to miejsce ustalić dzięki okolicznym mieszkańcom, którzy przez kilkadziesiąt lat ukrywali Dołęgę w swoich gospodarstwach w okolicach Łukowa i niedawno dopiero zdecydowali się o tym mówić.
Rodzina Dołęgi, pochodząca spod Łukowa, przeniosła się na Pomorze.

Wiedzieliśmy, że wuj Antoni walczył w podziemiu jeszcze po wojnie, ale ponieważ nie utrzymywał kontaktu w rodziną, to byliśmy przekonani, że zginął w latach 50-tych – opowiadał Werelich.

Mój ojciec, dwudziestoparoletni młodzieniec w latach 70-tych wyjeżdżał do Łukowa, kontaktował się z ludźmi, którzy byli sąsiadami Antoniego, próbował ustalić jego miejsce pochówku. Te poszukiwania okazały się bezskuteczne. Nie znajdywał wielu chętnych do rozmowy, albo trafiał na ludzi, którzy o Antonim nie wiedzieli. Z tego, co wiemy dzisiaj, Antoni wtedy jeszcze żył. Często z tatą zastanawiamy się czy wiedział o tym, że rodzina go szuka i możemy domyślać się, że wiedział o tym doskonale – powiedział Werelich.

Kilka lat temu ja postanowiłem kontynuować to, co zaczął mój tata. Za pośrednictwem portalu społecznościowego poznałem ludzi, u których wuj Antoni się ukrywał, m.in. Tadeusza Brzozowskiego, Jerzego Płudowskiego, czy Dariusza Wysokińskiego, którego dziadek pozostawił testament, a w nim informacje na temat swojego dowódcy partyzanckiego z lasu, mojego wuja. Za ich pośrednictwem dotarłem do kolejnych rodzin, a było ich wiele, które ukrywały wuja przez kilkadziesiąt lat i udało się ustalić miejsce pochówku Antoniego Dołęgi – dodał Werelich.


(Źródło: PAP)


Antoni Dołęga z żoną Stanisławą Izdebską.

Antoni Dołęga urodził się 1 maja 1915 r. w Farfaku koło Łukowa (obecnie Łuków) jako syn Jana i Władysławy z domu Cisiak. W wieku kilku lat został sierotą. Wdowiec Jan Dołęga ożenił się ponownie z Marianną z domu Król, a na świat przyszło rodzeństwo Antoniego: Kazimierz i Irena. Uczestnik kampanii wrześniowej 1939 r., następnie konspiracji antyniemieckiej. 1 lutego 1941 r. ożenił się ze Stanisławą Izdebską. Gdy przeszedł front został wcielony do 17 pułku piechoty, w organizowanej 2 Armii Wojska Polskiego. W czasie formowania jednostka została rozlokowana w okolicach Trzebieszowa. Antoni Dołęga nie mógł się pogodzić z faktem, że tworzona Armia znajduje się pod rozkazami oficerów sowieckich i wraz z grupą innych żołnierzy porzuca jednostkę. Wśród nich znajdował się również Roman Dawicki vel Józef Matusz ps. "Lont", który objął dowodzenie nad grupą. Początkowo ukrywali się na terenie gm. Łuków gdzie nawiązali kontakt z Komendą Obwodu WiN "Łuków".

Por. Józef Matusz vel Roman Dawicki ps. ,,Lont’’ z żoną Ireną Kopeć, łączniczką oddziału. Urodził się w 1922 r. w Żółkwi koło Stanisławowa; zmarł w wyniku choroby 11 grudnia 1951 roku, jest pochowany na cmentarzu w Radoryżu (pow. łukowski, gm. Krzywda).

Ich konspiracyjne losy w latach 1944-1945 nie są znane. Pierwsze informacje pojawiają się w 1946 r. gdy "Lont", na rozkaz kpt. Stefana Lemieszka, komendanta WIN Obwodu Łuków, zorganizował 18 osobowy oddział zbrojny, który jeszcze w 1946 r. przeprowadził co najmniej kilkanaście akcji zbrojnych. Po ogłoszeniu amnestii w 1947 r. nastąpiło zahamowanie działań grup partyza
nckich. Latem 1947 r. "Lont" nie ujawnił się i podjął nieudaną próbę wyjazdu zagranicę. Pod koniec 1947 roku, pomimo wcześniejszego ujawnienia, w podziemiu nadal pozostawała grupa żołnierzy "Lonta", który podporządkował sobie wszystkie lokalne oddziały w terenie. Organizowano również akcje w powiecie radzyńskim oraz w południowej części powiatu siedleckiego, m.in. 23 V 1951 r. grupa dowodzona przez Antoniego Dołęgę "Znicza" zlikwidowała w Radzyniu Podlaskim funkcjonariusza UB i członka PZPR Stefana Małagockiego. Po śmierci jednego z dowódców patroli – Henryka Korzeniowskiego "Wrony", "Lont" przekazał dowodzenie nad wszystkimi patrolami "Zniczowi". Porucznik Józef Matusz "Lont" zmarł w wyniku choroby 11 grudnia 1951 roku, przed śmiercią powierzając dowodzenie patrolami działającymi w trzech powiatach chorążemu Antoniemu Dołędze ps. „Znicz”, „Kulawy Antek”, byłemu instruktorowi wyszkolenia polityczno-bojowego w II Rejonie Obwodu WiN Łuków.

Oddział powiększył się o kilka osób i liczył 19 osób. Grupa intensywnie działała przeprowadzając akcje zbrojne i likwidując agentów UB. Na uwagę zasługuje bardzo dobrze rozwinięta siatka terenowa będąca silnym wsparciem dla patroli, które dzięki niej, pomimo licznych obław, trwały do połowy lat 50-tych. W 1954 roku Urząd Bezpieczeństwa w Łukowie nasilił działania mające na celu likwidację grupy. Do walki przeciwko ukrywającym się partyzantom rzucono 2 kompanie z III Brygady KBW oraz nasilono działania agentury, którą kierował w łukowskim PUBP por. Ryszard Trąbka. W wyniku zdrady Bolesława Wierzchowskiego, agenta UB o ps. "Jankowski", 23 maju 1954 roku zginęli Wacław Skwara "Wilk", Edward Mościcki "Rekin" i Roman Sawicki "Cichy", zaś w październiku poległ Tadeusz Przeździak "Blicharz".

23 maja 1954 r. w Kolonii Bystrzyca (gmina Wojcieszków) funkcjonariusze PUBP w Łukowie wsparci 67-osobowym oddziałem KBW osaczyli i zastrzelili Wacława Skwarę "Wilka", Edwarda Mościckiego "Rekina" i Romana Sawickiego "Cichego", żołnierza z oddziału Antoniego Dołęgi "Znicza". Przyczyną zagłady patrolu był zdrajca Bolesław Wierzchowski, agent UB o pseudonimie "Jankowski", który zwabił partyzantów do znanej UB "meliny". Fotografia pośmiertna wykonana przez funkcjonariuszy UB.

Kolejne zasadzki, obławy i działania agenturalne UB doprowadziły do wykruszenia się żołnierzy Dołęgi. Ostatni żołnierze chor. "Znicza" – Józef Jasiński "Pan Polski" oraz Stanisław Kołodziejczuk – ujawnili się w 1955 roku. Antoni Dołęga był w dalszym ciągu ścigany przez UB, SB i MO, nigdy się nie ujawnił i do końca życia ukrywał się na zaufanych kwaterach. Przenosił się z miejsca na miejsce, korzystając z pomocy mieszkańców. Nie podejmował już żadnych akcji zbrojnych. Posługiwał się kilkoma pseudonimami: "Znicz", "Pijak", "Mały Franio", a także "Kulawy Antek" (stracił nogę na skutek obrażeń powstałych w wyniku wypadku z bronią). Zmarł w ukryciu i został pochowany w konspiracyjnych warunkach jesienią 1982 roku przez wiernego towarzysza kilkudziesięcioletniej konspiracji.

Więcej informacji na temat chor. Antoniego Dołęgi "Znicza":

Strona główna>
Prawa autorskie>

68. rocznica śmierci kpt. "Uskoka"

68. rocznica śmierci kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

68 lat temu, 21 maja 1949 r., osaczony przez grupę operacyjną UB-KBW, w bunkrze ukrytym na terenie gospodarstwa Lisowskich w Dąbrówce (obecnie Nowogród, województwo lubelskie) zginął kpt. Zdzisław Broński „Uskok”
– legendarny dowódca oddziałów partyzanckich na Lubelszczyźnie. Należał
do najaktywniejszych i najbardziej bezkompromisowych dowódców
antykomunistycznego podziemia.

W latach 1944–1949 jego
oddziały przeprowadziły wiele głośnych akcji przeciwko siłom reżimowym,
plasując go bez wątpienia na czele najgroźniejszych przeciwników „nowej
władzy” na całej Lubelszczyźnie. O tym, jak wielkie znaczenie
przywiązywali komuniści do jego ujęcia lub likwidacji, niech świadczy
fakt, że w operacji osaczenia kpt. Brońskiego brał udział sam dyrektor
Departamentu III MBP płk Jan Tataj, który prowadził z nim
kilkudziesięciominutowe pertraktacje poprzez właz bunkra. Jakież musiało
być zdziwienie pułkownika MBP, gdy w pewnym momencie usłyszał od
osaczonego i znajdującego się w obliczu śmierci Polskiego Oficera, by mu
już nie przeszkadzał, ponieważ… pisze listy. Niedługo później kpt.
„Uskok” „umknął” im po raz kolejny, rozrywając się granatem.

Nowogród
(dawniej Dąbrówka). Pomnik ku czci kpt. "Uskoka", stojący dokładnie w
miejscu, gdzie w stodole Lisowskich znajdował się bunkier, w którym
zginął Zdzisław Broński. Obława UB-KBW posuwała się od strony Wieprza,
łąkami widocznymi za pomnikiem.

Nowogród. Tablica na pomniku w miejscu śmierci kpt. "Uskoka".

Pomnik ku czci kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" w Nowogrodzie, odnowiony w 2012 r. staraniem członków Narodowej Łęcznej i kibiców Górnika Łęczna.



Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" na kwaterze, prawdopodobnie 1948 r.

Zdzisław
Broński urodził się 24 grudnia 1912 r. w Radzicu Starym (gm. Ludwin,
pow. lubartowski) w rodzinie chłopskiej. Po ukończeniu szkoły
powszechnej uczęszczał do gimnazjum w Lublinie. W 1934 r. powołany
został do służby wojskowej w 50 pp. we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie
ukończył szkołę podoficerską. Do rezerwy został przeniesiony w stopniu
plutonowego.

Zmobilizowany w sierpniu 1939 r., kampanię
wrześniową odbył jako d-ca plutonu ckm w 50 pp, gdzie w połowie września
dostał się do niewoli niemieckiej, z której zbiegł jesienią 1940 r.
Powrócił w rodzinne strony, gdzie nawiązał kontakt z Polską Organizacją
Zbrojną, a po jej scaleniu z Armią Krajową (jesień 1942 r.) został
dowódcą placówki AK w Radzicu Starym. Placówka wchodziła w skład I
Rejonu w Obwodzie AK Lubartów Inspektoratu AK Lublin. Pod koniec 1943 r.
na terenie tej placówki powstał oddział partyzancki Zdzisława
Brońskiego „Uskoka”, który został zatwierdzony rozkazem lubelskiego
inspektora AK w połowie maja 1944 r. W lipcu 1944 r. „Uskok” wraz ze
swym oddziałem został przydzielony do 27. Wołyńskiej DP AK i przebił się
z nimi w rejon Czemiernik, a następnie podjął samodzielne działania.
Stoczył kilka walk z Niemcami, m.in. w rejonie Ludwina (obecnie pow.
łęczyński) stoczył potyczkę z pododdziałem Wehrmachtu, w której stracił
jednego zabitego i dwu rannych, biorąc do niewoli 7 Niemców.

Grupa
żołnierzy z oddziału "Uskoka" podczas koncentracji w lasach
kozłowieckich (Stary Tartak) w lipcu 1944 r. Na pierwszym planie stoją:
czwarty od lewej – ppor. cz.w. Zdzisław Broński ps. "Uskok", piąty – sierż. Kocyła ps. "Jastrząb", szósty – Zygmunt Libera ps. "Babinicz"; siedzą: pierwszy z prawej – Jan Mendel ps. "Czarny".

Po
okupacji niemieckiej „Uskok” pozostał w podziemiu. Od sierpnia 1944 r.
pełnił funkcję zastępcy, a następnie komendanta I rejonu obwodu AK
Lubartów. W styczniu 1945 r. zorganizował oddział partyzancki liczący
ok. 20 osób i przeprowadził z nim szereg akcji przeciwko
funkcjonariuszom MO i UB oraz urzędom. Rozkazem Delegatury Sił Zbrojnych
na Kraj z dnia 1 czerwca 1945 r. awansowany został "Uskok" do stopnia
porucznika czasu wojny. Wraz ze swoimi podkomendnymi nie skorzystał z
zarządzonej przez dowództwo DSZ akcji „rozładowania lasów”. W maju 1945
r. został mianowany komendantem OPL II w Obwodzie WiN Lubartów i tym
samym wszystkie oddziały partyzanckie i drużyny dywersyjne działające w
obw. lubartowskim WiN zostały podporządkowane jego dowództwu a on sam
podlegał bezpośrednio komendantowi OPL w Inspektoracie, mjr cc
Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”. O dalszym pozostaniu „Uskoka” i
jego żołnierzy w podziemiu, obok czynników natury ideowej, zaważyła też
niewiara w możliwość powrotu do normalnego życia wobec represji „ludowej
władzy” w stosunku do ludzi podziemia. Od połowy 1945 r. oddziały
„Uskoka” prowadzą ciągłe działania przeciw przedstawicielom
komunistycznej władzy.

Od lewej: mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" i kpt. Zdzisław Broński "Uskok".

Jak większość dowódców z AK-owskim rodowodem, „Uskok” stosował taktykę Kedywu:
operował małymi „patrolami”, dla wykonania akcji wymagającej większych
sił ogłaszał koncentrację kilku oddziałów, potem partyzanci rozpraszali
się w terenie. On sam miał kilka kryjówek, m.in. bunkier w Dąbrówce koło Łęcznej (obecnie Nowogród),
w stodole gospodarstwa Lisowskich. Bunkier ukryty był pod ziemią,
wejście wydrążone było w ścianie, wewnątrz bunkra znajdowały się dwa
radioaparaty i duże ilości broni. Prócz zaufanych sztabowców „Uskoka”
jakiś czas spędził tu Edward Taraszkiewicz "Żelazny”,
ranny podczas jednej z akcji w lewą rękę. Wtedy to spisał fragmenty
kroniki swego oddziału, dzięki czemu możemy poznać nieco bliżej
codzienność ostatniego z polskich powstań. Również „Uskok”, siedząc w
bunkrze, dużo czytał i pisał. Pamiętniki „Uskoka” przejęte przez UB po jego śmierci, zostały odnalezione przez IPN i w 2004 r. wydane pod red. S. Poleszaka.

Kpt. Zdzisław Broński „Uskok”, ppor. Stanisław Kuchciewicz „Wiktor”.

Kapitan
„Uskok” walczył do wiosny 1949 roku. Nie został pokonany w bitwie, lecz
– podobnie jak „Orlik”, „Zagończyk” i wielu innych dowódców – stał się
ofiarą zdrady. Zaczęło się od amnestii 1947 r. „Uskok" nie ujawnił się,
wietrząc podstęp, powtarzał za „Zaporą”, że komunistyczna amnestia jest dla złodziei.
Niestety – wielu partyzantów dało się oszukać. Skorzystał z
„dobrodziejstw" amnestii żołnierz z oddziału „Uskoka” – Franciszek
Kasperek „Hardy” – i w ten sposób sam oddał się w łapy lubartowskiego
UB.

Franciszek Kasperek ps. "Hardy" – informator UB krypt. "Janek".

„Hardy”
był wielokrotnie zatrzymywany, bito go i obiecywano karierę polityczną,
aż w końcu 7 stycznia 1949 r. podjął współpracę z UB pod kryptonimem
„Janek”. Otrzymał zadanie odnowienia kontaktów z partyzantką. Udało mu
się dotrzeć do swego dowódcy – Zygmunta Libery „Babinicza”, który był
zastępcą kpt. Brońskiego i dowódcą jego obstawy. TW „Janek” nawiązał
kontakt i podczas jednego ze spotkań "Babinicz" został aresztowany i po
wielodniowym bestialskim przesłuchaniu zdradził miejsce pobytu swego
dowódcy, w bunkrze pod stodołą u Lisowskich w Dąbrówce k. Łęcznej. Ich
wnuczka, Irena Dybkowska-Sobieszczańska (była już łączniczką „Uskoka”)
do końca życia zapamiętała ten moment:

„[…] Gdy ubowcy
wprowadzili "Babinicza" do domu dziadków Lisowskich, poznałam go z
trudem. I nawet nie jego opuchnięta, zasiniaczona twarz najbardziej mnie
zaszokowała. Przeraził mnie wygląd jego bosych stóp. Były to dwie
kłody! tak spuchnięte, że chyba nie istniały na świecie buty, w które by
weszły te stopy! Domyśliłam się wszystkiego
[…]".

21 maja 1949 r. zabudowania Lisowskich
otoczyła grupa operacyjna MO, UBP i KBW. Próbowano różnych sposobów by
ująć „Uskoka” żywego. Do kawy, którą Irena Dybkowska miała zanieść
„Uskokowi”, dodano środek nasenny, dziewczynę podprowadzono pod
pistoletami do włazu bunkra. Pomimo całej grozy sytuacji dziewczyna
zachowała zimną krew. Po uchyleniu deski zapolnicy, które maskowały właz
do bunkra, powiedziała: „Przyniosłam panu kawę”. Tym samym ostrzegła
„Uskoka” o grożącym niebezpieczeństwie, bowiem zwracano się do niego
zwyczajowo „wujku”. Broński szybko zrozumiał grę słów (miał zapytać:
„Irenko, jest źle?”) i zamknął wewnętrzną klapę bunkra.

Stodoła Lisowskich w Dąbrówce (Nowogrodzie), w której znajdował się bunkier kpt. "Uskoka".

Ostatecznie,
21 maja, ok. godz. 5:00 przystąpiono do akcji. Do stodoły weszła grupa
szturmowa, by dostać się do zablokowanego otworu bunkra. „Uskok”
odpowiedział strzałami, jednocześnie pytając: „Kto jest?”. Na żądanie,
by się poddał, Broński zaczął zwlekać z odpowiedzią, następnie otworzył
ogień z pistoletu i rzucił granaty. Szturm zakończył się niepowodzeniem.
Nadal mając nadzieję na ujęcie „Uskoka” żywcem, pertraktacji z nim
podjął się, uczestniczący w obławie dyrektor Departamentu III MBP płk
Jan Tataj, jednak nie przyniosły one rezultatu. Około godz. 7:00
członkowie obławy usłyszeli silną detonację w bunkrze. Funkcjonariusze
zaczęli natychmiast nawoływać Brońskiego, lecz z wnętrza kryjówki nikt
już nie odpowiedział. Wobec braku pewności, czy „Uskok” żyje,
postanowiono przez podkopanie z zewnątrz do stodoły wysadzić ścianę
trotylem, by dostać się do wnętrza bunkra. O godz. 9 wysadzono ścianę i
odnaleziono zmasakrowane ciało. Broński leżał na ziemi bez głowy i
prawej ręki, z czego wynikało, że popełnił samobójstwo, detonując
granat.

Zaraz po zakończeniu obławy funkcjonariusze UB
aresztowali Katarzynę Lisowską, która została skazana na 10 miesięcy
więzienia i przepadek mienia. Jej wnuczki zostały aresztowane 28 maja.
Irenę Dybkowską skazano na pięć lat, zaś Helenę na osiem lat więzienia.
Właściciel gospodarstwa – Mieczysław Lisowski „Żagiel”, któremu udało
się uciec, niedługo potem nawiązał kontakt ze Stanisławem Kuchciewiczem „Wiktorem”.
Został aresztowany 27 października 1951 r. i skazany na dożywocie,
złagodzone później do 12 lat więzienia, które opuścił 25 lutego 1958 r.
Zygmunt Libera „Babinicz” został skazany na 13-krotną karę śmierci,
którą wykonano 28 maja 1950 r. w podziemiach budynku administracyjnego
na Zamku w Lublinie.

Zasługi informatora „Janka” zostały wysoko
ocenione przez jego mocodawców z UB, za co otrzymał 20 tys. zł tytułem
„nagrody za pracę”. Później jeszcze kilkakrotnie odbierał drobne sumy za
aktywną współpracę z resortem.
6 lipca 1949 r. oficer prowadzący
przydzielił mu rewolwer, automat PPS i granat, jednak nie uchroniło to
Kasperka przed rozliczeniem ze strony partyzantów. Stanisław Kuchciewicz
„Wiktor”, poprzez siatkę swoich współpracowników, zebrał materiał
dowodowy obciążający „Hardego” i został on zlikwidowany 1 września 1950
r.

Po zakończonej akcji w Dąbrówce funkcjonariusze UB napisali na
jednej z desek zapolnicy: „Bunkier i »Uskoka« szlak [sic] trafił”.
Mieli rację – ich kilkuletnie „polowanie” zakończyło się wielkim
sukcesem. Likwidacja „Uskoka” oznaczała bowiem koniec zorganizowanego
oporu zbrojnego na środkowej Lubelszczyźnie. Podlegający mu żołnierze
jeszcze przez kilka lat kontynuowali walkę w grupach „Wiktora” i
„Żelaznego”, ale w ich działaniach dawał się wyraźnie odczuć brak
centralnego ośrodka decyzyjnego i autorytetu dowódcy tej klasy co
„Uskok”. Przez kolejne lata nieliczni już jego partyzanci byli tropieni i
likwidowani z całą bezwzględnością. 6 października 1951 r. zginął „Żelazny”, 10 lutego 1953 r. – „Wiktor”. Ostatni żołnierz „Uskoka” – Józef Franczak „Lalek” – poległ w walce dopiero 21 października 1963 r.

Napis sporządzony przez funkcjonariuszy UB na jednej z desek zapolnicy po zakończeniu operacji w Dąbrówce, 21 V 1949 r.

Śmierć
kpt. Brońskiego nie oznaczała dla komunistów kresu walki z nim. Jego
fizyczna likwidacja była tylko jej częścią. Kolejnym etapem było
brukanie jego legendy i pamięci o zasługach dla lokalnej społeczności,
dlatego też przez następne 40 lat stanowił cel ataku reżimowych
historyków, określających go – jak i jemu podobnych – mianem „zaplutych
karłów reakcji”, „reakcjonistów”, „faszystów”, „degeneratów”, a przede
wszystkim „bandytów”.

Pomnik ku czci kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" w Nowogrodzie, odnowiony w 2012 r. staraniem członków Narodowej Łęcznej i kibiców Górnika Łęczna.

Kapitan
Zdzisław Broński „Uskok” był kawalerem Orderu Virtuti Militari klasy V i
Krzyża Walecznych. 5 marca 2008 r., za wybitne zasługi dla
niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, został pośmiertnie odznaczony
przez śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim z
Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

GLORIA VICTIS !!!

Więcej na temat kpt. "Uskoka" czytaj:

Strona główna>

68. rocznica śmierci ppor. "Olecha"

68. rocznica śmierci ppor. Anatola Radziwonika "Olecha"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Ppor.
Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”, „Stary”, oficer VII
batalionu 77 pp AK, komendant połączonych poakowskich obwodów Szczuczyn i
Lida.

68 lat
temu, 12 maja 1949 r., nieopodal wsi Raczkowszczyzna na Nowogródczyźnie,
przebijając się przez obławę grupy operacyjnej NKWD, poległ ppor. Anatol Radziwonik ps. "Olech".
Jego oddział był największym, najsilniejszym i jednym z najdłużej
walczących antysowieckich oddziałów partyzanckich na Kresach Wschodnich
II Rzeczypospolitej. Na odwrocie jednego z nielicznych ocalałych zdjęć
żołnierzy „Olecha” widnieje odręczny napis: „Nic dla siebie, wszystko
dla Ojczyzny”… motto, które wpajał swym nieugiętym „Kresowym Straceńcom” i któremu sam pozostał wierny do końca swoich dni.


Anatol Radziwonik ps. "Olech",
ur. 20 lutego 1916 r. w Briańsku na terenie Rosji, zm. 12 maja 1949 r.
na Nowogródczyźnie, podporucznik WP, od 1943 w AK, jeden z dowódców
oddziałów podziemia antykomunistycznego i niepodległościowego, ostatni
dowódca zorganizowanych struktur polskiego podziemia niepodległościowego
na ziemi nowogródzkiej.

Urodził się w Briańsku, na terenie
Rosji, gdzie od 1915 r. roku mieszkali jego rodzice Konstanty Radziwonik
i Nadzieja z domu Makowiecka ewakuowani tam przez władze carskie.
Ojciec był polskim kolejarzem w Wołkowysku, matka pochodziła z
prawosławnej rodziny. Po wojnie polsko-sowieckiej rodzina powróciła do
Wołkowyska. Anatol uczył się w Państwowym Męskim Seminarium
Nauczycielskim w Słonimiu. Po jego ukończeniu pracował w szkole
wiejskiej w Iszczołnianach koło Szczuczyna na Nowogródczyźnie.
Uczestniczył w organizowaniu lokalnych struktur harcerskich.

Latem
1938 r. został powołany do Wojska Polskiego. Ukończywszy szkołę
podchorążych piechoty w Jarosławiu, po zwolnieniu z wojska powrócił do
Iszczołnian. Tam zastała go wojna. Nie wiadomo czy uczestniczył w wojnie
obronnej 1939 r., wiadomo, że zataił ten fakt w zachowanej w archiwum w
Grodnie ankiecie osobowej dla lokalnych władz z okresu pierwszej
okupacji sowieckiej. Nie wiadomo też, kiedy przystąpił do polskiej
konspiracji niepodległościowej. Wiadomo, że w 1943 r. dowodził jedną z
placówek konspiracyjnych Obwodu AK Szczuczyn kryptonim "Łąka" w nowogródzkim Okręgu AK.
Podczas służby w AK został awansowany do stopnia oficerskiego
(podporucznika). Następnie przeszedł do partyzantki. Od zimy 1944
dowodził 3. plutonem w 2. kompanii VII batalionu 77. pp AK, dowodzonego
kolejno przez ppor. Bojomira Tworzyańskiego „Ostoję” i legendarnego por. cc Jana Piwnika „Ponurego”.

15
kwietnia 1944 r. patrol wydzielony z jego plutonu rozbroił posterunek
żandarmerii niemieckiej i policji białoruskiej w Możejkowie Małym. W tym
samym miesiącu jego oddział rozbił niemiecką załogę w majątku Możejków
Wielki. W maju pluton „Olecha” dwukrotnie rozbił oddziały niemieckie w
zasadzkach koło wsi Kowczyki i Możejków Wielki. 16 lipca uczestniczył w
zwycięskiej operacji likwidacji niemieckiego garnizonu w Jewłaszach,
podczas której poległ „Ponury”.


Grupa
żołnierzy z oddziału „Olecha” – 1945 r. (ppor. „Olech” siedzi w środku
grupy), klęczy z lewej Mikoła „Zielony” (Ukrainiec, lejtnant Armii
Czerwonej, antykomunista, który dołączył do polskiej partyzantki), z
prawej klęczy: NN "Lis".

W początku lipca 1944 r. „Olech” wyruszył ze swoim batalionem w kierunku Wilna, by wziąć udział w operacji „Ostra Brama”.
Oddział nie zdążył na czas, dzięki czemu uniknął rozbrojenia przez
Sowietów. W zaistniałej sytuacji dowódca poprowadził swoich
podkomendnych w rejon Szczuczyna gdzie kontynuował działalność bojową i
konspiracyjną. Realia walki z niedawnym „sojusznikiem” oraz utrudniony
kontakt z wyższymi strukturami AK, stały się przyczyną powstania wiosną
1945 r. Obwodu nr 49/67, obejmującego teren dawnych powiatów
szczuczyńskiego i lidzkiego, nad którym "Olech" objął komendę.

Po likwidacji ppor. Czesława Zajączkowskiego „Ragnera” 3 grudnia 1944 r. w okolicy wsi Jeremicze i 21 stycznia 1945 r. pod Kowalkami por. Jana Borysewicza „Krysi”,
dla NKWD wrogiem numer jeden stał się „Olech”. Stan liczebny Obwodu
49/67 w 1945 r. NKWD BSRR oceniało na około 800 ludzi, w większości
pozostających w konspiracji i zorganizowanych w liczne placówki terenowe
liczące od 10 do 50 członków, rozsiane w wioskach zamieszkałych głównie
przez ludność polską.


Grupa partyzantów z oddziału ppor. A. Radziwonika "Olecha" (stoi 3 z lewej). Zima 1948 r.

Kolejne
operacje przeciwko partyzantce i działania represyjne wobec ludności
prowadzone przez NKWD przerzedzały placówki terenowe, nie były jednak w
stanie ich zlikwidować i złamać polskiego oporu aż do wiosny 1949 r.
Ppor.
Anatol Radziwonik „Olech” poległ 12 maja 1949 r. nad rzeczką Niewisza,
niedaleko wsi Raczkowszczyzna, 3 km. na płd.-zach. od wsi Bakszty w
Obwodzie Szczuczyn-Lida, podczas próby przebicia się przez pierścień
kolejnej sowieckiej obławy. Miał 33 lata.

GLORIA VICTIS !!!

Więcej na temat ppor. "Olecha" czytaj tutaj:

Zainteresowanych historią walki polskich partyzantów na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (m.in. por. Jana Borysewicza "Krysi", ppor. Czesława Zajączkowskiego "Ragnera", mjr. Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza") po wkroczeniu Sowietów, zapraszam do lektury kategorii Im poświęconej:

Strona główna>

66. rocznica śmierci st. sierż. "Roja"

66. rocznica śmierci st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój"  na czele oddziału, 1948 r.

66 lat temu, 13 kwietnia 1951 r., zdradzony i okrążony, poległ w walce st.
sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój"
, dowódca jednego z
najdłużej walczących z komunistami oddziałów Narodowego
Zjednoczenia Wojskowego
na Mazowszu. Przebywał wówczas wraz z Bronisławem
Gniazdowskim "Mazurem" w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki (gm.
Kozłowo, pow. pułtuski), gdzie został osaczony przez 270 żołnierzy z I
Brygady KBW i nieustaloną liczbę funkcjonariuszy UBP i MO.


St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój".

Pierwszy z lewej sierż. Ildefons Żbikowski "Tygrys", trzeci st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój".

W 1951 roku resort bezpieczeństwa nie dawał ciągle za wygraną i działania operacyjne
mające doprowadzić do likwidacji "Roja" i jego ludzi zataczały coraz
szersze kręgi. Liczbę agentów i informatorów skierowanych przez UBP do
rozpracowania pozostałości jego oddziału można obliczać na kilkaset
osób. Większość z nich była zmuszana do współpracy groźbą i szantażem.
Zwerbowano tą drogą m.in. agentkę „Magdę”, córkę państwa Burkackich ze
wsi Szyszki, u których "Rój" często bywał. „Magda” utrzymywała stały
kontakt z „Rojem”, darzącym ją szczególnym zaufaniem i uczuciem –
kilkakrotnie prosił ją o rękę. Funkcjonariusze UBP pisali w raporcie, że
agentka „Magda”

[…] zdecydowała się oddać „Roja”, mając ku temu szerokie
możliwości, ponieważ „Rój” darzy ją kompletnym zaufaniem, co świadczy o
tym, że stawiał jej kilkakrotnie propozycję wyjścia za mąż i wstąpienia
do bandy.

Jej rodzice zostali aresztowani przez UB i skazani na karę
6 i 8 lat więzienia. 13 kwietnia 1951 roku wróciła ona z Warszawy, być
może była w UB. Według powszechnej opinii pracownicy UBP za wydanie
„Roja” obiecali jej zwolnienie rodziców z więzienia, skazanych za
współpracę z partyzantami. Wracając ze stacji kolejowej do domu wstąpiła
do sąsiadów. Tutaj przyszedł także jej brat, powiedział, że „Rój” z
„Mazurem” są u nich w domu i wyszedł. Po krótkim czasie także i ona
wyszła. Nie wiadomo tylko czy widziała się z „Rojem” czy nie. Pewne
jest, że poszła do nauczycielki i wzięła od niej rower. Pojechała do
miejscowości Gzy, około 8 km od Szyszek i tam zameldowała o miejscu
kwaterowania „Roja”.

Gospodarstwo
Burkackich w kolonii Szyszki, ostatnie miejsce schronienia Mieczysława
Dziemieszkiewicza "Roja" i Bronisława Gniazdowskiego "Mazura".

Szopa, w której znajdowała się kryjówka "Roja" i "Mazura".

W
wyniku tego donosu 13 kwietnia 1951 r. „Rój”, który przebywał wówczas
wraz z Bronisławem Gniazdowskim „Mazurem” w gospodarstwie Burkackich we
wsi Szyszki (gm. Kozłowo, pow. pułtuski) został otoczony. W akcji brało
udział 270 żołnierzy z I Brygady KBW i nieustalona liczba
funkcjonariuszy UBP i MO. Gospodarstwo zostało otoczone potrójnym
pierścieniem tyraliery. Akcję grupy operacyjnej wspierał samolot
zrzucający flary oświetlające teren. Po kilku godzinach od rozpoczęcia
akcji obaj wyszli z ukrycia i podjęli próbę przedarcia się przez kordon
przeciwnika. Padli w krzyżowym ogniu broni maszynowej.
 
Z raportu
dowództwa I Brygady KBW z likwidacji st. sierż. Mieczysława
Dziemieszkiewicza „Roja” i st. strz. Bronisława Gniazdowskiego „Mazura” w
dn. 13 kwietnia 1951 r., wnioskować można, że jeden z partyzantów,
ciężko ranny, w momencie zbliżania się do niego grupy ope
racyjnej
popełnił samobójstwo.

[…] O godzinie 23.00 w
zabudowaniu, w którym przebywała banda, zaobserwowano podejrzane ruchy,
po czym zauważono szybko zbliżających się dwóch bandytów w kierunku
prawego skrzydła północno-zachodniej części obstawy. Na odległość 40-50 m
strz. Mrożek Zdzisław i strz. Lorec Bronisław, zauważywszy zbliżających
się bandytów, z pm-ów otworzyli seryjny ogień, po strzałach tych
usłyszano jęki bandytów. Ta część obstawy, która w tym czasie zauważyła
bandę, otworzyła po nich ogień. Na rozkaz d[owód]cy baonu ogień
przerwany, który trwał od trzech do czterech minut. W dalszym ciągu
teren oświetlono rakietami w celu zorientowania się w sytuacji, w tym
czasie zauważono w odległości około 45 metrów ustawiony na nóżkach rkm i
skierowany lufą w kierunku obstawy oraz leżących obok niego dwóch
bandytów.
Słysząc jęki, dowódca batalionu kpt. Goraj zdecydował:
wysłać grupę w sile trzech ludzi + pies służbowy (ppor. Światłowski) w
celu ujęcia jeszcze żywego bandyty. W czasie zbliżania się grupy do
rannego usłyszano z ich strony pistoletowy strzał, dowódca baonu, licząc
się ze stratami, na linię obstawy wycofał grupę w celu powtórnego
użycia grupy i psa służbowego na dłuższej lince. Po wyruszeniu grupy
oraz oświetleniu terenu rakietami zbliżająca się grupa zauważyła, że
obaj bandyci są zabici (godz. 23.20). Nie ściągając przez całą noc
obstawy, około godz. 6.00 dokładnie przeszukano melinę, gdzie wykryto
bunkier, w którym to ukrywała się banda.
Działania zakończono o godz.
7.00 […].

Źródło: CAW, 1580/75/1466, k. 39-42, oryginał, mps.


Bronisław
Gniazdowski "Mazur" i Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój", polegli 13 IV
1951 r. w kolonii Szyszki – zdjęcie wykonane przez UB.


Zdjęcie pośmiertne Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja".

Zdjęcie pośmiertne Bronisława Gniazdowskiego "Mazura".


Upozowane
przez funkcjonariuszy UBP zdjęcie Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" z
elementami umundurowania, którego nigdy nie używał (beret z milicyjnym
orzełkiem i trupią główką, trupia główka na kołnierzu bluzy).

Fotografia pośmiertna Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” upozorowana propagandowo przez funkcjonariuszy UB.

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" należał do
najwybitniejszych, najbardziej energicznych i zdeterminowanych dowódców
polowych XVI Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Cieszył się
poparciem ludności, dzięki któremu mógł tak długo działać i utrudniać
komunistom utrwalanie swej władzy. Poległ w walce o wolną i niepodległą
Polskę.
GLORIA VICTIS !!!

Więcej na temat st. sierż. "Roja" czytaj:

Strona główna>
Prawa autorskie>

Kapitan Romuald Rajs „Bury” – dyskusji o wojnie partyzanckiej ciąg dalszy

Dr Kazimierz Krajewski, Grzegorz Wąsowski

Kapitan Romuald Rajs „Bury” – dyskusji o wojnie partyzanckiej ciąg dalszy.


Romuald Rajs „Bury”, dowódca 1 Kompanii Szturmowej 3 Brygady Wileńskiej AK wychodzi z oddziałem z kościoła. Turgiele, Wielkanoc 1944 r.

Jako autorzy tekstu „Bury” a Białorusini – fakty i mity (dostępnego aktualnie w Internecie na stronie: podziemiezbrojne.blox.pl), stanowiącego próbę rekonstrukcji działań dowodzonej przez kpt. Romualda Rajsa „Burego” 3 Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (dalej: 3 Brygada NZW) z przełomu stycznia i lutego 1946 r., w których  śmierć poniosło kilkudziesięciu obywateli polskich narodowości białoruskiej, z  zainteresowaniem śledziliśmy wymianę korespondencji pomiędzy Arkadiuszem Rajsem, wnukiem kpt. „Burego”, a red. Piotrem Zychowiczem.

Na list otwarty Arkadiusza Rajsa, który ukazał się na portalu niezależna.pl, red. Zychowicz zareagował odpowiedzią w formie listu zamieszczonego na portalu dorzeczy.pl. W swym tekście red. Zychowicz uznał nasz artykuł za rodzaj mowy obrończej kpt. „Burego”, niebywale życzliwy wobec „Burego”, w którym wszystkie poddane w nim analizie wydarzenia zinterpretowaliśmy, jego zdaniem, na korzyść tego partyzanckiego dowódcy, robiąc wszystko co w naszej mocy żeby przedstawić go w jak najkorzystniejszym świetle.
W rzeczywistości jednak istotą naszego tekstu było przedstawienie zasadniczych dla sprawy faktów i właściwa, naszym zdaniem, ich interpretacja. Red. Zychowicz, powołując się na tradycję rodzinną, zadeklarował umiłowanie do oręża polskiego. W jego liście czytamy dalej:

Wpojono mi przy tym jedną żelazną i nie podlegającą żadnej dyskusji zasadę. Zasadę, od której nie może być nawet najmniejszego odstępstwa. Zasada ta brzmi: wojnę prowadzi się przeciwko dorosłym, uzbrojonym mężczyznom. A nie przeciwko jeńcom wojennym, kobietom i dzieciom. […]. Jak Pan doskonale wie, kapitan Romuald Rajs „Bury” – przy całych swoich olbrzymich zasługach dla sprawy polskiej – niestety nie zawsze trzymał się tej zasady.

To, rzecz jasna, bardzo słuszna i piękna zasada, która jednak w XX wieku tyle się miała do rzeczywistości, ile historyjki z opowiadań Antoniego Gawińskiego do prawdziwej wojny. Trafnie zjawisko to – rozdźwięku między wyobrażeniami o wojnie a jej prawdziwym obliczem –  oddał mistrz red. Zychowicza, Józef Mackiewicz. W jednym ze swych tekstów publicystycznych napisał:

Z tym samym Władziem przeczytaliśmy chyba wszystkie powieści Walerego Przyborowskiego, w których stary wachmistrz, gdy się rozsierdził na dobre, dopieroż to klął: „Do stu par tysięcy kartaczy!”. I z Władziem z tej samej szóstej, poszliśmy do autentycznych ułanów, gdzie wachmistrz, nawet w doskonałym humorze, nie mówił inaczej niż: „Ach bracia, k…. wasza mać!”.

Tak czy inaczej hołdowanie powyżej zasadzie i pielęgnowanie  jej oczywiście zasługuje na poklask. Jednak przywoływanie tej zasady w kontekście działań partyzanckich wydaje się być świadectwem niezrozumienia przez red. Zychowicza, jakie są podstawowe cele i zadania oddziałów leśnych, a także jaki jest praktyczny wymiar prowadzonej przez nie walki (dalsze nasze wywody oczywiście nie odnoszą się do dzieci – podkr. KK i GW). Tak się bowiem składa, że realiami partyzantki są działania skierowane nader często przeciwko osobom nieuzbrojonym, czasami także kobietom, a nie tylko spektakularne wystąpienia zbrojne przeciwko okupantowi. Zadaniem oddziałów leśnych nie jest bowiem wygranie zmagań wojennych, gdyż oddziały te nie mają do tego wystarczających sił ani środków. Natomiast w sytuacji, gdy władza zostaje przejęta przez siły okupacyjne, a legalne czynniki państwowe schodzą do konspiracji lub pozostają poza granicami kraju, co skutkuje m.in. tym, że aparat przymusu – konieczny w każdym normalnym państwie – przestaje służyć ochronie praw jednostki i dobru wspólnemu, a staje się w rękach okupanta narzędziem terroru, partyzantka pełni doniosłą funkcję strażnika reguł koniecznych dla ocalenia więzów wspólnotowych. Rola ta sprowadza się do obrony i egzekwowania fundamentalnych norm postępowania w relacjach międzyludzkich i podstawowej lojalności członków okupowanej wspólnoty wobec prawowitych władz. Realizacja tego niewdzięcznego, ale jakże ważnego w czasach zaniku normalnej państwowości zadania sprowadza się w praktyce do karania, w tym przede wszystkim likwidacji – najczęściej nieuzbrojonych – konfidentów i szkodliwych kolaborantów, także jeśli są nimi kobiety, oraz przestępców pospolitych stanowiących zagrożenie dla społeczeństwa. Podziemie antykomunistyczne dlatego cieszyło się poparciem ludności i mogło przez długie lata utrzymać się w terenie, bowiem funkcje te wykonywało w sposób efektywny.

Kpt. Romuald Rajs „Bury” – dowódca 3 Wileńskiej Brygady NZW.

Warto podkreślić, że z punktu widzenia podtrzymania morale ludności akcje likwidacyjne wymierzone w konfidentów, kolaborantów czy bandytów z danego terenu, były dla społeczności lokalnej ważniejsze niż starcie partyzantów z taką czy inną grupą operacyjną. Wie o tym doskonale każdy, kto na poważnie zajmuje się problematyką zbrojnego podziemia antykomunistycznego i miał możliwość prowadzenia poważnych rozmów z partyzantami, członkami siatki terenowej czy wreszcie ze zwykłymi mieszkańcami terenów objętych aktywnością podziemia, pamiętającymi czasy „leśnych”. Wie również o tym, że w dobrze prowadzonych oddziałach zadania te, bardzo nieprzyjemne dla każdego człowieka o normalnej uczuciowości, wykonywali partyzanci starsi wiekiem, z najdłuższym stażem, zahartowani w walce i o silnych osobowościach. Ludzie, co których nie zachodziło ryzyko, a w każdym razie było ono stosunkowo małe, że ulegną deprawacji.

Nie jest też wiedzą tajemną znawców przedmiotu, że tak jak repertuar kar, do których „leśni” mogli sięgnąć, podejmując działania represyjne, był stosunkowo skąpy, tak status jeńca w warunkach walki prowadzonej przez partyzantkę antykomunistyczną po prostu nie istniał. Z prostego powodu – więzieniami ani obozami jenieckimi partyzanci nie dysponowali. Dlatego w realiach walki prowadzonej przez Żołnierzy Wyklętych osoby najbardziej szkodliwe dla sprawy wolności Polski, tj. funkcjonariusze NKWD i UB, politrucy, oficerowie KBW, konfidenci, milicjanci biorący udział w walkach z podziemiem – jeżeli dostały się w ręce „leśnych”, z reguły musiały pożegnać się z życiem. Taka była cena aktywnego opowiedzenia się po stronie reżimu komunistycznego, który był największym i najgroźniejszym zinstytucjonalizowanym wrogiem wolności w całych dotychczasowych dziejach. Zazwyczaj zabijano też bandytów, rabusiów i notorycznych złodziei (choć tu karę śmi
erci zamieniano czasem na chłostę lub nakaz wyjazdu z miejsca zamieszkania). Z kolei szeregowi żołnierze „ludowego” wojska czy KBW, zwykli czerwonoarmiści czy milicjanci byli z reguły puszczani przez „leśnych” wolno, najczęściej po stosownym pouczeniu. Właśnie taka sytuacja miała miejsce 28 kwietnia 1946 r. po walce pod wsią Brzozowo – Antonie stoczonej przez 3 Brygadę NZW i 6 Brygadę Wileńską AK z grupą operacyjną UB-MO-KBW przeprowadzającą aresztowania w terenie. Po rozbiciu sił komunistycznych przez partyzantów, zgodnie z decyzją  „Burego” oddzielono wziętych do niewoli funkcjonariuszy UB i milicjantów od żołnierzy KBW. Tych ostatnich na rozkaz „Burego” rozbrojono, rozmundurowano i po pouczeniu puszczono wolno, zaś tych pierwszych, a było ich kilkunastu, rozstrzelano.

Wzięci do niewoli członkowie grupy operacyjnej MO, KBW i UB, rozbitej przez 3 Brygadę Wileńską NZW kpt. Romualda Rajsa „Burego” i 6 Brygadę Wileńską AK ppor. Lucjana Minkiewicza „Wiktora”, 28 kwietnia 1946 r. w rejonie wsi Brzozowo-Antonie na Podlasiu.

Red. Zychowicz zwraca się do wnuka kapitana „Burego”:

Przejdźmy jednak do rzeczy. W swoim liście stara się Pan usprawiedliwić pacyfikacje białoruskich wsi dokonane przez kapitana Rajsa faktem, że zamieszkała w nich ludność była skomunizowana, najeżona agentami bezpieki i „wrogami Ojczyzny”. Uważam ten argument za niedopuszczalną aprobatę dla stosowania odpowiedzialności zbiorowej.

Red. Zychowicz nie chce dostrzec, że ani my, ani wnuk kpt. „Burego” nie usprawiedliwiamy śmierci kobiet i dzieci. Staramy się natomiast wyjaśnić kontekst, w jakim do tej sytuacji doszło, zrekonstruować przebieg wydarzeń, w tym odtworzyć decyzje podejmowane przez „Burego” w stosunku do mieszkańców ukaranych wiosek. Wyjaśnijmy też, co w tym przypadku oznacza określenie „wioski skomunizowane”? Z meldunków polskiego podziemia, zarówno poakowskiego, jak i narodowego, wyłania się obraz zbiorowości nastawionej wybitnie antypolsko, negującej istnienie polskiej państwowości, popierającej reżim komunistyczny. W części owych wiosek zorganizowane były zbrojne komunistyczne bojówki, określane niekiedy jako „samoobrona białoruska” (Szpaki, Zanie, Wólka Wygonowska). Niektórzy mężczyźni zamieszkali w tych wsiach z bronią w ręku występowali po stronie władz komunistycznych, kontrolując osoby przechodzące lub przejeżdżające drogami i ostrzeliwując pojawiające się grupy polskiego podziemia. Informowali też NKWD i UB o sytuacji w terenie i osobach zaangażowanych po stronie polskiego ruchu niepodległościowego.
Z naszych ustaleń wyłania się obraz niepasujący do retoryki red. Zychowicza. Uważamy, że zgodnie z rozkazem kpt. „Burego” w Zaleszanach, Wólce Wygonowskiej, Zaniach i Szpakach mieli zginąć jedynie ludzie zaangażowani czynnie po stronie reżimu komunistycznego. Rozkaz ten nie został jednak wykonany w sposób ścisły.

Zychowicz pisze:

Przypomnę Panu, że 29 stycznia 1946 roku w puszczonej z dymem na rozkaz kapitana „Burego” wsi Zaleszany żywcem spłonęło kilkanaście osób. W tym dwie kobiety z kilkorgiem małych dzieci. Nawet dr Kazimierz Krajewski, na którego się Pan powołuje, uznał, że <<„Bury” powinien przewidzieć, że w podpalanych zabudowaniach Zaleszan mogli ukryć się ludzie>>.

Wyjaśnijmy, w Zaleszanach oprócz kilku ludzi (prawdopodobnie dwóch, na pewno nie więcej niż pięciu) rozpoznanych przez partyzantów 3 Brygady NZW jako aktywiści komunistyczni, zabitych zanim na rozkaz „Burego” rozpoczęto podpalanie wsi, miał nikt więcej nie zginąć! „Bury” uznał natomiast, że mieszkańcy Zaleszan powinni zostać ukarani materialnie, przez spalenie ich zabudowań, za jawnie wrogi stosunek do polskiego munduru; decyzją tego partyzanckiego dowódcy mieli oni zająć się odbudowywaniem swojego dobytku, a nie komunizowaniem. Do tragedii doszło, gdyż część mieszkańców nie posłuchała rozkazu opuszczenia budynków, które wkrótce zostały podpalone. Wtedy właśnie zginęli ludzie schowani w zakamarkach własnych zabudowań, w tym dwie kobiety z kilkorgiem małych dzieci. Nie było to jednak intencją „Burego”, przecież nie kazał ich zabijać! Zatem przywoływanie tego zdarzenia w kontekście zasady, o której pisze red. Zychowicz – jest istotnym nadużyciem. Należy przy tym dodać, że istnieją poważne przesłanki, że w czasie podpalania przez partyzantów zabudowań Zaleszan „Burego” nie było już we wsi, gdyż od razu po przemowie, którą wygłosił do mieszkańców w domu Dymitra Sacharczuka (zakomunikował wówczas zgromadzonym, że zabudowania wsi zostaną spalone), pojechał z częścią  3 Brygady NZW  do Wólki Wygonowskiej (patrz np.: zeznania Teodora Roszczenki, który 29 stycznia 1946 r. był w Zaleszanach jako jeden z białoruskich furmanów wiozących żołnierzy „Burego”- protokół przesłuchania z 26 lipca 1949 r., Wojskowy Sąd Rejonowy w Białymstoku, sygn. akt 769/49; opuszczenie Zaleszan przez istotną część sił  3 Brygady NZW jeszcze przed podpaleniem zabudowań wsi potwierdza sporządzony  w dniu 31 stycznia 1946 r., a zatem dwa dni po wydarzeniach w Zaleszanach, oparty na relacjach mieszkańców tej wsi protokół Nadzwyczajnej Komisji Powiatowej Rady Narodowej w Bielsku Podlaskim). Wykonawcami tego rozkazu „Burego” byli partyzanci z plutonu Jana Boguszewskiego „Bitnego”. Niewykluczone, że paląc zabudowania wsi, podkomendni „Bitnego” strzelali do mężczyzn chcących gasić płonący dobytek, co spowodowało śmierć dalszych kilku osób.

Por.
Jan Boguszewski „Bitny” (zdjęcie przedwojenne). Marynarz flotylli
pińskiej, żołnierz kampanii wrześniowej, a następnie konspiracji
niepodległościowej. Od sierpnia 1945 r. dowódca oddziału PAS NZW, działającego
na terenie pow. Bielsk Podlaski. W styczniu 1946 r. dowódca 2. plutonu w składzie 3
Brygady Wileńskiej NZW, dowodzonej przez kpt. Romualda Rajsa „Burego”.
Zginął 16 lutego 1946 pod Gajrowskimi w bitwie z grupą operacyjną UB-NKWD.

Kolejna kwestia poruszona przez Zychowicza:

Jeszcze większa tragedia rozegrała się we wsi Zanie. Tam partyzanci wysłani przez „Burego” zastrzelili 20-30 osób. Wśród ofiar byli białoruscy kolaboranci, ale również kobiety i kilkoro dzieci. Czy naprawdę uważa Pan, że białoruskie dzieci, które straciły życie w tych pacyfikacjach współpracowały z komunistyczną bezpieką? Że były „wrogami Ojczyzny”? Czy uważa Pan, że powinny były ponieść taką straszliwą „karę” za grzechy swoich dorosłych współplemieńców?

Okoliczności tragedii do jakiej doszło w Zaniach przedstawiliśmy w artykule przywołanym na początku tego tekstu . W tym przypadku także nie usprawiedliwiamy śmierci kobiet i dzieci faktem, iż miejscowi uzbrojeni komunistyczni bojówkarze otworzyli ogień do partyzantów. Jednoznacznie wskazujemy natomiast, co red. Zychowicz w swych rozważaniach zupełnie pomija, że doszło tam do przekroczenia rozkazu wydanego przez  „Burego”. Likwidację czerwonych bojówkarzy przeprowadzał w Zaniach pluton Jana Boguszewskiego „Bitnego” (ten sam, który palił zabudowania Zaleszan). Należy podkreślić, że  „Bury” nie miał czasu, by poznać zalety czy też raczej wady tego przedwojennego podoficera (awansowanego w szeregach NZW do stopnia podporucznika) ani jego podkomendnych. „Bitny” dowodził wcześniej oddziałem Pogotowia Akcji Specjalnej Komendy Powiatu NZW Bielsk Podlaski. Cieszył się dobrą opinią przełożonych z NZW. Do 3 Brygady NZW dołączył ze swymi żołnierzami w końcu listopada 1945 r. Trzeba przy tym pamiętać, że „Bury” od 8 grudnia 1945 do 16 stycznia 1946 r. przebywał poza oddziałem; przez kilka dni brał udział w pracach Komendy Okręgu NZW Białystok, a następnie wykorzystał przyznany mu urlop. Do czasu powrotu „Burego” do oddziału „Bitny” dał się poznać jako dobry szkoleniowiec, a 3 Brygada NZW nie cierpiała na nadmiar kadry. „Bury” nie miał zatem podstaw, by sądzić, że „Bitny” nie poradzi sobie z zadaniem, jakim było zlikwidowanie komunistycznych bojówkarzy (członków samoobrony) w Zaniach, albo że potraktuje je jako pretekst do krwawej rozprawy z Bogu ducha winną częścią mieszkańców wsi. Nie bez znaczenia jest również to, że powierzając plutonowi „Bitnego” spalenie zabudowań wsi Zaleszany, a później przeprowadzenie akcji w Zaniach, „Bury” realizował rozkaz komendanta Okręgu NZW Białystok majora Floriana Lewickiego „Kotwicza” z 20 września 1945 r., w myśl którego działania wymierzone w skomunizowaną ludność białoruską miały być przeprowadzone przez „Burego” właśnie wspólnie z oddziałem „Bitnego”. Oddział ten, w chwili wydania przywołanego rozkazu, był oddziałem Pogotowia Akcji Specjalnej Komendy Powiatu NZW Bielsk Podlaski (kryptonim „Burza”), a w czasie działań w Zaleszanach i Zaniach stanowił już część 3 Brygady NZW, jako jej 2 pluton.

W kontekście naszego twierdzenia, że w Zaniach doszło do przekroczenia rozkazu „Burego”, należy mocno podkreślić, że tam, gdzie ten dowódca był osobiście podczas wykonywania operacji karnej skierowanej przeciwko skomunizowanej ludności białoruskiej, jego rozkazy wykonywano w sposób ścisły. W Wólce Wygonowskiej i Szpakach, wioskach w których zorganizowane były zbrojne bojówki komunistyczne, a w których „Bury” był obecny podczas działań żołnierzy 3 Brygady NZW (w Wólce Wygonowskiej kierował przebiegiem akcji represyjnej), zginęli wytypowani wcześniej  do likwidacji mężczyźni. W Końcowiźnie nikt nie został zabity, spalono część zabudowań. Dodajmy, że w Szpakach być może doszło do gwałtu na dziewczynie i zabójstwa innej, broniącej się przed gwałtem. Jeżeli tak było, oba te przestępstwa obciążają wyłącznie ich sprawcę czy sprawców. Wymykają się one bowiem z jakichkolwiek rozkazów, a każdy, kto ma niejakie pojęcie o wymogach dyscypliny, jakie „Bury” stawiał swym podkomendnych, nie powinien mieć wątpliwości co do tego, że winni tych czynów, gdyby „Bury” dowiedział się o nich, zostaliby natychmiast z jego rozkazu rozstrzelani.

W dalszej części odpowiedzi na list wnuka kpt. „Burego” red. Zychowicz porusza sprawę śmierci grupy tzw. furmanów, którzy przez kilka dni towarzyszyli żołnierzom NZW jako woźnice:

Teraz kwestia około 30 białoruskich furmanów rozstrzelanych z rozkazu „Burego” 31 stycznia 1946 roku w lesie pod Puchałami Starymi. Wbrew temu co Pan pisze, kapitan Rajs służąc w Ochronie Lasów Państwowych nie miał dostępu do „list osób, które zajmowały się wywózką Polaków w 39. i 40. roku”. Takie listy w Ochronie Lasów Państwowych bowiem nigdy nie zostały sporządzone. Nie ma również cienia dowodu na to, że zamordowani furmani mieli coś wspólnego z deportacjami Polaków „za pierwszego Sowieta”.
Istnieje natomiast hipoteza, że zgładzeni furmani sprzyjali władzy komunistycznej w roku 1946. Zgodnie z nią mieli o tym poinformować partyzantów „Burego” biorąc ich za żołnierzy KBW lub LWP. Hipoteza ta jest jednak mocno dyskusyjna. Zresztą nawet gdyby białoruscy furmani byli aż takimi idiotami i poszli na podobne zwierzenia – nie usprawiedliwia to rozstrzelania 30 cywilów.

„Bury”, służąc w jednostce ochrony lasów państwowych, nie miał dostępu do list ludzi zajmujących się wywózką Polaków w latach 1939-1941; w tym wątku, naszym zdaniem, Arkadiusz Rajs nie ma racji. Ale pełniąc tę funkcję „Bury” jeździł, czasem nawet z UB i MO, po okolicznych wioskach. Białoruscy wieśniacy, przekonani że mają do czynienia z funkcjonariuszem aparatu komunistycznego, opowiadali o swych „zasługach” z lat pierwszej okupacji sowieckiej, a także o stosunku do polskiego ruchu niepodległościowego. To, że sprzyjali komunie i czynnie wspierali ją także w 1946 r., nie jest żadną hipotezą, ale faktem. Żołnierze „Burego” podczas rajdu przez wschodnią część powiatu bielskiego występowali jako komunistyczna grupa operacyjna. Mieli zadanie prowadzenia rozmów z furmanami pod kątem stosunku tych ostatnich do polskiego ruchu niepodległościowego itp. Ci spośród furmanów, którzy wykazali wówczas postawę wrogą, antypolską – wygadali sobie swój los (patrz: artykuł przywołany na początku tego tekstu). Białoruskie pochodzenie narodowe lub wyznawana wiara prawosławna nie były kryteriami branymi pod uwagę przy podjęciu decyzji o egzekucji. Kryterium tym był wyłącznie stosunek do Polski i polskiego ruchu niepodległościowego. Potwierdza to „wyreklamowanie” jednego z prawosławnych furmanów z Krasnej Wsi przez polskich sąsiadów z innej wioski (zagwarantowali, że to „porządny człowiek”, w efekcie czego został on puszczony wolno). Wypada też powtórzyć, że nie ma  mocnych dowodów na to, że pośród co najmniej 40 furmanów będących przy oddziale „Burego” w dniu 31 stycznia 1946 r., kiedy to rozstrzygał się ich los, byli  Polacy lub osoby narodowości białoruskiej, ale wiary katolickiej. Prawdopodobnie wszyscy byli Białorusinami i prawosławnymi. Co najmniej dziesięciu z nich puszczono w
olno. Przypomnijmy także, że podczas procesu kpt. „Bury” stwierdził, że furmani zostali zastrzeleni za wrogie ustosunkowanie do nielegalnych organizacji [sic – organizacji niepodległościowych].

Red. Zychowicz podsumowuje swe wywody:

Proszę jednak nie wymagać ode mnie żebym pochwalał lub przemilczał zabijanie niewinnych cywilów – bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci.

Cóż, „Bury” nie zabijał niewinnych – twierdzenie, że było inaczej jest całkowicie bezpodstawne. Z jego rozkazu mieli stracić życie jedynie dorośli mężczyźni, zaangażowani w popieranie reżimu komunistycznego. Śmierć kobiet i dzieci w ogóle nie leżała w zamierzeniach „Burego”. Twierdzenie odmienne jest w naszej ocenie nieuprawnione.

Kpt. Romuald Rajs „Bury”, dowódca 3 Wileńskiej Brygady NZW.

Redaktor Zychowicz zwraca się na zakończenie do wnuka kapitana „Burego”:

Pisze Pan, że nie wie jaki cel mi przyświeca. Chętnie wyjaśnię. Chodzi mi tylko i wyłącznie o prawdę. Jako ideowy antykomunista jestem bowiem wierny przesłaniu mojego mistrza Józefa Mackiewicza, który pisał, że „tylko prawda jest ciekawa”. Nawet jeżeli jest ona bolesna i niewygodna.

Tak, rzeczywiście, tylko prawda jest ciekawa. Zadaniem historyka (a także publicysty) jest jej poznanie i opisanie. Powinien on także posiadać umiejętność interpretowania zdarzeń, które udało mu się ustalić. Cóż, łatwo jest wypisywać oderwane od  życia, ale ładnie brzmiące komunały o rycerskiej walce, znacznie trudniej dokonać wysiłku, by zebrać wszystkie elementy dające w ostatecznym efekcie obraz zbliżający nas do prawdy.

Ponieważ bardzo cenimy sobie twórczość Józefa Mackiewicza, pozwolimy sobie zakończyć tę naszą wypowiedź cytatem z powieści Sprawa pułkownika Miasojedowa. Zawiera on myśl, której trafność z upływem lat dostrzegamy coraz bardziej:

Na nic to wszystko. Wielkie doświadczenie, dokonane za cenę krwi i rozpaczy, przepada dla potomności. I po wielkim wybuchu, jak popiół z wulkanu opada i ściele się bezwartościowy osad pustych sloganów.

Dr Kazimierz Krajewski
historyk, badacz dziejów polskiego podziemia niepodległościowego,
kierownik Referatu Badań Naukowych OBEP IPN w Warszawie,
prezes Nowogródzkiego Okręgu Światowego Związku Żołnierzy AK
Grzegorz Wąsowski
adwokat, współkieruje pracami Fundacji „Pamiętamy”, zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w „Gazecie Polskiej”, nr 13(1233) z dn. 29.03.2017 r. pod tytułem Między sloganami a dramatem prawdy. Dyskusji o wojnie partyzanckiej ciąg dalszy.

Kpt. Romuald Rajs „Bury” a Białorusini – fakty i mity>
Strona główna>
Prawa autorskie>

67. rocznica zamordowania ppor. "Rekina"

67. rocznica zamordowania ppor. Kazimierza Chmielowskiego "Rekina"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Ppor. Kazimierz Chmielowski "Rekin", Białostocczyzna 1945 r.

67
lat temu, 1 kwietnia 1950 roku, komunistyczni oprawcy zamordowali w
białostockim więzieniu ppor. Kazimierza Chmielowskiego "Rekina",
żołnierza 3 Brygady Wileńskiej AK kpt. Gracjana Fróga "Szczerbca", 5 Brygady Wileńskiej AK mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" i zastępcę dowódcy 3 Wileńskiej Brygady Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.


Ppor. Kazimierz Chmielowski "Rekin", 1947 r.

Kazimierz Chmielowski "Rekin"
urodził się 23 sierpnia 1925 r. w Żabińcach w woj. tarnopolskim, jako
syn Maksymiliana i Zofii z domu Fahrenholz. Po ukończeniu szkoły
powszechnej rozpoczął naukę w gimnazjum w Łucku. W związku z
przeprowadzką rodziców do Wilna w 1937, kontynuował naukę w Gimnazjum
im. Zygmunta Augusta, a następnie – po zajęciu Wilna przez ZSRR w 8
Państwowym Gimnazjum i Liceum. W konspiracji zaczął działać już od 14
sierpnia 1940 r. W latach 1942-1943 uczęszczał na tajne komplety.
Pracował m.in. jako kelner w restauracji Zacisze, następnie w
Pitejciszkach jako fornal. Od 1942 roku pełnił w AK służbę jako łącznik
ps. "Smutny".

Białostocczyzna, lato 1945 r. 5 Brygada Wileńska AK mjr. "Łupaszki", na zdjęciu od lewej por. Marian Pluciński "Mścisław", sierż. Kazimierz Chmielowski "Rekin", plut. Leon Smoleński "Zeus", ppor. Lucjan Minkiewicz "Wiktor", sierż. Witold Goldzisz "Radio", NN, wachm. Henryk Wieliczko "Lufa", kpr. Tadeusz Urbanowicz "Moskito".

22 października 1943 r. dołączył do działającej w okolicach Wilna grupy por. Gracjana Fróga "Szczerbca" (od marca 1944 r. występowała jako 3. Brygada Wileńska AK),
gdzie początkowo objął funkcję amunicyjnego. W oddziale ukończył szkołę
podchorążych. Odznaczał się wyjątkowa odwagą. Był czterokrotnie ranny w
czasie walk na Wileńszczyźnie – wziął udział w większości akcji
bojowych 3 Brygady. W bitwie oddziału pod Mikuliszkami 8 stycznia 1944
r., atakując z kolegą tyły niemieckiej obławy, otworzył ogień i
wprowadzając tym zamieszanie wśród zaskoczonych Niemców, unieszkodliwił
załogę erkaemu, jednak został wówczas ranny w ręce i nogi. Za wykazane w
tej walce męstwo otrzymał Krzyżem Walecznych.

Białostocczyzna, lato 1945 r. Od lewej ppor. Kazimierz Chmielowski "Rekin", por. Romuald Rajs "Bury", ppor. Mikołaj Kuroczkin "Leśny" – zastępca
"Burego" w 2 plutonie 5 Brygady Wileńskiej AK, żołnierz wyznania
prawosławnego, zamordowany przez komunistów 18 lutego 1947 r. w
więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

W
czasie akcji na Nowe Troki 9 marca 1944 r. zgłosił się na ochotnika do
trzyosobowego patrolu, którego zadaniem było wysadzenie bramy koszar, co
miało być sygnałem do ataku dla żołnierzy 3 Brygady. 23 kwietnia 1944
r. został ranny w czasie nieudanej akcji na niemiecki garnizon w
Jaszunach. Po raz kolejny został ranny 4 maja 1944 r. w Pawłowie, w
czasie walki z 310. kompanią litewskiego korpusu gen. Plechaviciusa,
podporządkowanego niemieckim władzom okupacyjnym. Jako jeden z
pierwszych żołnierzy, idąc na pomoc okrążonym we wsi kilku kolegom
zaatakował od tyłu Litwinów i zmusił ich do ucieczki. W czasie pościgu
wziął do niewoli 4 żołnierzy litewskich w tym dowódcę kompani. Za męstwo
wykazane w czasie bitwy pod Murowaną Oszmianką 13 maja 1944 r. został awansowany do stopnia plutonowego. W okresie przygotowań do operacji "Ostra Brama"
mianowany został dowódcą pierwszego plutonu w szwadronie kawalerii,
jednocześnie był zastępcą dowódcy 1 kompanii 3 Brygady AK. W czasie walk
o Wilno 6-7 lipca 1944 r. został po raz czwarty ranny (w nogę).

Ppor. Kazimierz Chmielowski "Rekin", żołnierz 3 Wileńskiej Brygady AK "Szczerbca", 5. Wileńskiej Brygady AK
"Łupaszki", potem zastępca dowódcy 3 Wileńskiej Brygady NZW. Został
zamordowany 1 kwietnia 1950 r. w białostockim więzieniu. Miejsce
pochówku nieznane.

Po rozbiciu oddziałów AK przez
władze sowieckie został aresztowany przez NKWD w szpitalu w Wilnie i
wywieziony do obozu w Miednikach Królewskich, potem do Kaługi pod
Moskwą, gdzie pracował w niewolniczych warunkach przy wyrębie lasu. Na
przełomie kwietnia i maja 1945 r. uciekł z obozu, zabijając sowieckiego
sierżanta. Nałożył następnie jego mundur i w tym przebraniu dotarł do
Wilna, a następnie do Białegostoku. 8 maja 1945 r. spotkał na ulicy
byłego dowódcę 1 kompanii szturmowej 3 Brygady ppor. Romualda Rajsa "Burego", a dwa dni później wszedł w skład 5 Wileńskiej Brygady AK mjr. „Łupaszki”,
jako podoficer szkoleniowy a następnie dowódca plutonu w 2 szwadronie.
Kilkakrotnie brał udział w starciach z patrolami Armii Czerwonej, w tym w
akcji na Strablę pow. Bielsk Podlaski. We wrześniu 1945 r. protestując
przeciwko warunkom demobilizacji żołnierzy 2 szwadronu usiłował popełnić
samobójstwo w czym przeszkodził mu jego kolega z Wileńszczyzny – Włodzimierz Jurasow "Wiarus".

Po przejściu 2 szwadronu do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego we wrześniu 1945 r. podporządkował się rozkazowi „Burego”
i został w oddziale, który niebawem został przez Komendę Okręgu NZW
Białystok czasowo rozwiązany. 1 października 1945 r. został mianowany
przez komendanta Okręgu NZW dowódcą okręgowego patrolu Pogotowia Akacji
Specjalnej. W listopadzie 1945 r. po powrocie z urlopu, który spędził u
rodziny w Wydminach zorganizował ok. 90-osobowy oddział, znany jako 3 Wileńska Brygada NZW.
1 grudnia 1945 r. mianowany został p.o. szefa PAS Komendy Okręgu NZW.
Działalność bojową jego oddział rozpoczął 30 grudnia 1945 r., kiedy to
zaatakował posterunek MO w Sokołach pow. Wysokie Mazowieckie i zdobył go
bez strat. Po rozbrojeniu załogi wypuścił na wolność funkcjonariuszy MO
i żołnierzy. 15 stycznia 1946 r.  zorganizował zasadzkę na drodze pod
Goniądzem w której zdobył kilka aut. Następnego dnia rozbroił pod
Hermanami pow. Wysokie Mazowieckie grupę kontyngentową z 9 baonu KBW.

Białostocczyzna,
1945 rok. Odprawa przed akcją; od lewej: ppor. cz. w. Leon Smoleński
"Zeus", ppor. Mikołaj Kuroczkin "Leśny", czwarty: ppor. Kazimierz
Chmielowski "Rekin".

Po  przejęciu dowodzenia
oddziałem przez "Burego" wziął udział w rajdzie 3 Brygady do Puszczy
Białowieskiej i akcji na Hajnówkę 28 stycznia 1946 r. 14 lutego 1946 r.
"Rekin" ze swoimi ludźmi wkroczył do Wydmin (gdzie po wojnie przenieśli się jego rodzice), wystawił posterunki, opanował ratusz, a na rynku wywiesił biało-czerwoną flagę. Tego dnia Wydminy były w Wolnej Polsce – wspominali potem przez lata mieszkańcy.
Dwa dni później, 16 lutego 1946 r., podczas postoju na kwaterach we wsi Gajrowskie główne siły, liczącej 120 żołnierzy 3 Brygady NZW, pod dowództwem kpt. Romualda Rajsa "Burego" zostały zaskoczone przez obławę, w której brało udział 1,5 tys. funkcjonariuszy NKWD, UB i MO. W wyniku tej bitwy
3 Brygada została rozproszona i musiała wycofać się w dwóch oddziałach
na Podlasie. W walce zginęło 23 żołnierzy podziemia, w tym dwaj
oficerowie – por. Jan Boguszewski "Bitny" i por. Włodzimierz Jurasow "Wiarus".
Straty partyzantów byłyby większe gdyby nie działania plutonu
rozpoznawczego dowodzonego przez ppor. Kazimierza Chmielowskiego
"Rekina", który pod wsią Jelonek
powstrzymał część nadchodzącej obławy. Ppor. "Rekin" ze swoim
wysuniętym plutonem rozbił szykującą się do zamknięcia okrążenia
jednostkę "ludowego" WP mjr. Wojciechowskiego, dzięki czemu główne siły 3
Brygady NZW mogły wyrwać się z niedomkniętego okrążenia i ukryć w Puszczy Boreckiej. Bitwa ta zakończyła trwający ponad tydzień rajd 3 Brygady NZW po terenie dawnych Prus Wschodnich.

Ppor. Kazimierz Chmielowski "Rekin"

Kazimierz
Chmielowski "Rekin" zebrał większość rozproszonego oddziału, który
pomimo pościgu bez dalszych strat doprowadził bezpiecznie w końcu lutego
w Białostockie. Do połowy kwietnia 1946 r. prowadził wspólne z 6
Brygadą WIleńską AK ppor. Lucjana Minkiewicza "Wiktora"
działania na Lubelszczyźnie i Podlasiu. 28 kwietnia 1946 r. 3 Brygada
NZW kpt. Burego" wspólnie z 6 Brygadą ppor. "Wiktora" stoczyła w rejonie
wsi Brzozowo-Muzyły walkę z 65-osobową grupą operacyjną MO, KBW i UB w
wyniku czego komuniści zostali rozbci; wzięto do niewoli 40 żołnierzy
KBW a 17 funkcjonariusz UB i MO rozstrzelano. O zwycięstwie zadecydowała
przede wszystkim szarża plutonu kawalerii NZW pod dowództwem ppor.
"Rekina", który prowadząc swój oddział do ataku na grupę KBW i UB został
ciężko ranny. Nieprzytomny, został wywieziony z pola bitwy i pozostawał
pod opieka oddziału ppor. "Wiktora", który uchodząc przed pościgiem
wycofał się w okolice Warszawy.

Wzięci do niewoli członkowie grupy operacyjnej MO, KBW i UB, rozbitej przez 3 Brygadę Wileńską NZW kpt. Romualda Rajsa "Burego" i 6 Brygadę Wileńską AK ppor. Lucjana Minkiewicza "Wiktora", 28 kwietnia 1946 r. w rejonie wsi Brzozowo-Antonie na Podlasiu.

W dniu 30 kwietnia 1946 r. w rejonie wsi Czochnie-Góra i Śliwowo
doszło do walki z wydzielonymi pododdziałami trzech batalionów KBW, w
następstwie której zginęło 25 członków oddziałów partyzanckich 3 Brygady
NZW i 6 Wileńskiej Brygady AK, a 12 dostało się do niewoli. Wśród
rozpoznanych zabitych był drużynowy z plutonu "Bitnego" o pseudonimie
"Ładunek" (prawdop. kpr./plut. Dernowski Władysław [Stanisław] vel Stanisław Krzyżanowski), który poległ wraz z całą swoja drużyną.
Po
powrocie do zdrowia ppor. "Rekin" objął ponownie dowodzenie oddziałem. W
końcu lipca rozbroił posterunek MO w Wierzbowie, 27 lipca 1946 r.
został zaatakowany w Hilarowie pow. Węgrów przez grupę operacyjna UB,
KBW i MO. Jego oddział został częściowo rozproszony. 9 sierpnia 1946 r.
wraz z grupą kilku żołnierzy udał się na patrol w kierunku Mazur, gdzie
zostali zaatakowani przez patrol MO  koło Różyńska Wielkiego (powiat Ełk). W starciu zginęli dowódca plutonu "Leszek" i dowódca drużyny "Paw".
We
wrześniu 1946 r. 3 Wileńska Brygada NZW została zdemobilizowana.
Kazimierz Chmielowski  wyjechał do Chorzowa, gdzie rozpoczął pracę w
hucie Kościuszko a następnie, w październiku 1946 r., studia na
Wydziale Budowy Maszyn Politechniki Śląskiej w Gliwicach. 10 marca 1947
r. ujawnił się w WUBP w Katowicach podając się za szer. Kazimierza
Chmielowskiego "Smutnego" z AK Wilno, zdemobilizowanego z 36 zapasowego
pp w Kałudze, który repatriował 12 stycznia 1946 r. do Polski.

Kazimierz Chmielowski; zdjęcie z legitymacji studenta I roku Wydziału Budowy Maszyn Politechniki Śląskiej w Gliwicach, 1947 rok.

Zdjęcie
sygnalityczne ppor. Kazimierza Chmielowskiego "Rekina" wykonane przez
funkcjonariuszy MBP w Warszawie 4 grudnia 1948 r., dzień po
aresztowaniu.

Zidentyfikowany przez UB jako żołnierz 3
Brygady NZW został aresztowany w dniu 3 grudnia 1948 r. Przeszedł
bardzo ciężkie śledztwo (jego ojciec zmarł w białostockim więzieniu w
grudniu  1946 r.). Sądzony wraz ze swoim dowódcą kpt. Romualdem Rajsem "Burym"
w pokazowym procesie odbywającym się w sali białostockiego kina "Ton" w
dniach 19-27 września 1949 r. został skazany wyrokiem z dnia 1
października 1949 r. na karę dożywotniego więzienia. W wyniku rewizji
procesu wniesionej przez prokuratora był ponownie sądzony 11 stycznia
1950 r. przez WSR w Białymstoku i skazany w dniu 14 stycznia 1950 r. na
karę śmierci. Decyzją z 27 marca 1950 r. Bolesław Bierut nie skorzystał z
prawa łaski i ppor. Kazimierz Chmielowski "Rekin" został zamordowany
strzałem w tył głowy 1 kwietnia 1950 r. o godz. 21.00 w więzieniu w
Białymstoku. Wyrok wykonał tzw. dowódca plutonu egzekucyjnego – Jan
Sierakowski z WUBP Białystok. Miejsce ukrycia ciała ppor. "Rekina"
pozostaje nieznane.

Protokół
wykonania kary śmierci 1 kwietnia 1950 r. na ppor. Kazimierzu
Chmielowskim "Rekinie". Strzał w tył głowy oddał tzw. dowódca plutonu
egzekucyjnego – Jan Sierakowski z WUBP Białystok.

W 1995 roku Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego na sesji w Olsztynie uznał wyrok śmierci wydany na por. "Rekina" za nieważny.
W
dniu 1 marca 2014 roku w Wydminach, na placu przed kościołem, nastąpiło
odsłonięcie pomnika  i tablicy pamiątkowej w hołdzie ppor. Kazimierzowi
Chmielowskiemu „Rekinowi” i jego żołnierzom z 3 Wileńskiej Brygady NZW.


Odsłonięty
1 marca 2014 r. w Wydminach pomnik w hołdzie ppor. Kazimierzowi
Chmielowskiemu "Rekinowi" i jego żołnierzom z 3 Wileńskiej Brygady NZW.



GLORIA VICTIS !!!