MYŚMY REBELIANCI… DZISIAJ PREMIERA !!!

Dzisiaj premiera płyty DE PRESS – ”MYŚMY REBELIANCI”. Piosenki „Żołnierzy Wyklętych”.

1. Prolog – Czerwona Zaraza 2. Piosenka ludzi bez domu 3. Myśmy
rebelianci 4. Marsz oddziału Zapory 5. Trudny czas 6. Wicher od
Turbacza 7. Wiernie iśc 8. Przełamać los 9. Patrol 10. Bij Bolszewika
11. Las Makoszki 12. Szesnastka 13. Niech się pani pomodli 14. Epilog –
Wilki 15. Bij Bolszewika II 16. Bonus – Teledysk: Myśmy rebelianci.

Dzisiaj, 8 października 2009 roku w trakcie koncertu w hali B Muzeum Powstania Warszawskiego premierę będzie miała nowa płyta zespołu De Press "Myśmy Rebelianci".

Tytułowi Rebelianci to żołnierze polskich podziemnych organizacji bojowych, którzy po zakończeniu wojny w roku 1945 zdecydowali nie składać broni i walczyć z drugim okupantem – Armią Czerwoną. Partyzanckie oddziały przetrwały w lasach Podlasia, Podhala i na Ziemiach Utraconych na Wileńszczyźnie i Polesiu aż do połowy lat 50, a ostatni z partyzantów zginął z bronią w ręku w październiku roku 1963.

Więcej o płycie i projekcie czytaj w kategorii:

Strona główna>

Fotorelacja z odsłonięcia pomnika por. ”Jeża”

Fotorelacja z odsłonięcia pomnika por. Zacheusza Nowowiejskiego ps. ”Jeż”

5 września 2009 r. między Janowem a Chorzelami, w lesie w Górach Dębowych, tam gdzie walczył, odsłonięto pomnik por. Zacheusza Nowowiejskiego ps. "Jeż", żołnierza Armii Krajowej i ROAK, przez lata uznawanego przez komunistów za  zdrajcę i bandytę. Dziś, po 64 latach, stał się bohaterem tych ziem.

Uroczystość odbyła się na terenie leśnej ścieżki rowerowej „Góry Dębowe” Nadleśnictwa Przasnysz w pobliżu miejscowości Zembrzus, gdzie urodził się Wiktor Zacheusz Nowowiejski. Organizatorami uroczystości byli: Starostwo Przasnyskie i Nidzickie, Nadleśnictwo Przasnysz, Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Przasnyskiej, Towarzystwo Przyjaciół Chorzel, Związek Polskich Spadochroniarzy oraz samorządy i inne organizacje z terenu powiatu przasnyskiego.


Uroczystość rozpoczęła się o godzinie 14:00 powitaniem przybyłych gości przez Starostę Przasnyskiego Pana Zenona Szczepankowskiego. Następnie odegrano Hymn Państwowy oraz odmówiono modlitwę za duszę Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego oraz mieszkańców Ziemi Przasnyskiej – ofiar Zbrodni Katyńskiej. Po wystąpieniu prof. dr hab. Ryszarda Juszkiewicza odsłonięto i poświęcono popiersie Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego. Odsłonięcia dokonał brat Wiktora Nowowiejskiego. Przed uroczystym posadzeniem Dębów Pamięci poświęconym ofiarom Zbrodni Katyńskiej odbył się Apel Pamięci i salwa asysty honorowej z Przasnyskiego Ośrodka Radioelektronicznego – JW 5699.




Na zaproszenie starostów Przasnysza i Nidzicy na uroczystość odsłonięcia popiersia Zacheusza Nowowiejskiego przybyło  ok. 600 osób. W tym licznym gronie znaleźli się kombatanci, żołnierze z jednostki wojskowej w Przasnyszu, harcerze, mieszkańcy okolicznych miejscowości, posłowie PiS Jerzy Gosiewski i Wojciech Jasiński, przedstawiciele władz powiatów przasnyskiego i nidzickiego oraz gmin Chorzele i Janowo, rodziny Katyńskie. W imieniu szefa BBN Aleksandra Szczygło list odczytał płk. Sordyl. Podczas uroczystości przemawiał też brat Zacheusza, Henryk Nowowiejski. Posadzono także 18 Dębów Pamięci poświęconych ofiarom Zbrodni Katyńskiej z terenu powiatu przasnyskiego.




Na koniec odbyło się ognisko na miejscu postoju w Leśnictwie Stara Wieś, gdzie zabrali głos zaproszeni goście m.in. przedstawiciele rządu i parlamentu: Pani Minister Julia Pitera oraz posłowie: Aleksander Sopliński, Wojciech Jasiński i Jerzy Gosiewski.


ŻYCIORYS WIKTORA ZACHEUSZA NOWOWIEJSKIEGO

Wiktor Zacheusz Nowowiejski urodził się 28 grudnia 1915 r. we wsi Zembrzus w gminie Janowo, w dawnym powiecie przasnyskim, w patriotycznej rodzinie szlacheckiej. Rodzice, Władysław i Marianna z Zembrzuskich, posiadali 50-hektarowe gospodarstwo rolne. Po ukończeniu szkoły gminnej w Janowie, uczył się w Seminarium Nauczycielskim w Mławie. Seminarium ukończył w 1936 r. i wkrótce rozpoczął służbę wojskową w Szkole Podchorążych w Zambrowie. Po zakończeniu służby podjął pracę nauczyciela w szkole podstawowej. Brał udział w wojnie obronnej 1939 r. Po udanej ucieczce z obozu jenieckiego, powrócił w rodzinne strony. Wraz z innymi nauczycielami zorganizował siatkę tajnego nauczania. Był członkiem Związku Walki Zbrojnej, następnie Armii Krajowej. Posługiwał się pseudonimem „Jeż”. Latem 1943 r. włączył się do oddziału partyzanckiego AK kierowanego przez Stefana Rudzińskiego ps. „Wiktor”. Oddział ten wsławił się wieloma brawurowymi akcjami przeciwko Niemcom na terenie Prus. Po wkroczeniu sowietów na tereny powiatu przasnyskiego, nie złożył broni. Wraz z innymi partyzantami prowadził akcje, w których bronił ludzi represjonowanych przez komunistów. Na „Jeża” organizowano obławy, szczególnie w jego rodzinnej wsi, prześladowano rodzinę. 6 grudnia 1946 r. grupa funkcjonariuszy UB z Przasnysza wspierana przez pluton żołnierzy z 3. Pułku Ułanów Warszawskich doprowadziła do śmierci Nowowiejskiego w Zembrzusie, niedaleko jego własnego domu. Trafiony kulą, próbował ucieczki, a gdy ta okazała się niemożliwa, strzałem w głowę pozbawił się życia. Ciało „Jeża” zabrano do Przasnysza. Miejsce jego pochówku do dziś jest nieznane.

Więcej na temat por. Zacheusza Nowowiejskiego "Jeża" czytaj na stronie, w kategorii BIOGRAMY DOWÓDCÓW, w artykule:

LINKI ZEWNĘTRZNE:

Strona główna>

MYŚMY REBELIANCI… (5)

Rozmowa radiowa o płycie De Press – „Myśmy Rebelianci”

Posłuchaj w radiu TOK FM zapisu ponad 30-minutowej rozmowy Kamila Dąbrowy o płycie De Press „Myśmy Rebelianci” z muzykami zespołu: Andrzejem Dziubkiem i Darkiem Budkiewiczem oraz Dorotą Niemczyk z Muzeum Powstania Warszawskiego.

Aby posłuchać lub pobrać plik kliknij w poniższy baner>


Więcej na temat płyty De Press „Myśmy Rebelianci” czytaj:

Strona główna>

IV Rajd szlakami żołnierzy mjr. "Ognia"


IV Rajd szlakami żołnierzy wyklętych
mjr. Józefa Kurasia "Orła" – "Ognia"
Podhale-Tatry, 2-4 października ’09
pod honorowym patronatem Szefa
Biura Bezpieczeństwa Narodowego


W imieniu organizatorów – Społecznego Komitetu Pamięci Żołnierzy Konfederacji Tatrzańskiej, Rocha i Zgrupowania „Błyskawica” w Waksmundzie oraz Grupy Rekonstrukcji Historycznych „Błyskawica” w Waksmundzie – zapraszam na czwartą edycję Rajdu szlakami żołnierzy wyklętych mjr. Józefa Kurasia "Orła" – "Ognia".

Komitet Honorowy Rajdu tworzą:
Zbigniew Kuraś – syn mjr. „Ognia”
Ks. Jacek Mola – proboszcz parafii św. Kazimierza w Kościelisku
Edward Siarka – Poseł na Sejm RP
dr Andrzej Drogoń – Dyrektor Oddziału IPN w Katowicach

Tegoroczna edycja rajdu odbędzie się w dniach 2-4 października, a jego celem, jako imprezy popularyzującej najnowszą historię regionu jest:
  • poznanie dziejów niepodległościowego podziemia zbrojnego z lat 1939-55 na terenie Skalnego Podhala i Tatr Zachodnich
  • dotarcie do miejsc i obiektów – świadków historii,
  • prezentacja żywej historii – inscenizacji, rekonstrukcji wydarzeń w terenie,
  • spotkanie z kombatantami formacji partyzanckich na szlaku rajdu,
  • poznanie specyfiki dziejów i kultury Skalnego Podhala z podkreśleniem tradycji militarnych regionu z XVIII-XX w. [m.in. Poruseństwo Chochołowskie 1846 r. – Szlak Powstania Chochołowskiego, walki w Dolinie Chochołowskiej 1944-46],
  • przywrócenie społecznej pamięci o walce zbrojnej i ofierze żołnierzy Dywersji Pozafrontowej 1938/9, ZWZ-AK 1939-45, kurierów tatrzańskich, partyzantów Zgrupowania „Błyskawica” 1945-47 – a szczególnie 2 kompanii Zgrupowania – walczących o suwerenność Polski w latach 1939-47.
W program rajdu wplecione będą spotkania ze świadkami historii podziemia niepodległościowego: kurierami tatrzańskimi, żołnierzami AK i partyzantami Zgrupowania ”Błyskawica” mjr. Józefa Kurasia „Ognia”.

Trasa rajdu:

Nowy Targ /cmentarz/- Czarny Dunajec – Chochołów – Magura Witowska; Roztoki – Dolina Chochołowska – Dolina Starorobociańska – Ornak; Kościelisko – Zakopane.


Dowiedz się
więcej odwiedzając oficjalną stronę IV rajdu szlakami żołnierzy mjr. "Ognia" – kliknij w baner poniżej>

MYŚMY REBELIANCI… (2)

„Myśmy rebelianci” czyli piosenki „Żołnierzy Wyklętych” na płycie zespołu De Press

Nie obchodzą nas partie, lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej. […] Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny, czy na gruzach kochanej stolicy – Warszawy – z Niemcami, by świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał Polską Ziemię.
Fragment ulotki wydanej przez odtworzoną na Podlasiu 6 Brygadę Wileńską AK kpt. Władysława Łukasiuka „Młota” (Podlasie 1946 r.)


Nie było chyba ludzi bardziej zaciekle atakowanych przez komunistyczną propagandę, niż ci, których dzisiaj nazywamy Żołnierzami Wyklętymi lub „ostatnimi leśnymi”.

Mamy tu na myśli uczestników podziemia niepodległościowego, stawiających zbrojny opór komunistycznej dyktaturze instalowanej w Polsce przez Związek Sowiecki. Powojenne podziemie, ze względu na swą liczebność i szerokie poparcie społeczne, powinno być postrzegane jako narodowe powstanie antykomunistyczne. A także jako kontynuacja walki o wolność rozpoczętej w 1939 r. z okupantem niemieckim – tym razem przeciwko opresji komunistycznej. Żołnierze Wyklęci nie byli przy tym epigonami Polskiego Państwa Podziemnego, których ofiara okazała się daremna, wręcz bezsensowna. Dziś postrzegamy ich jako pierwszych, którzy podjęli walkę z nieludzką dyktaturą komunistów. Oceniając ich walkę w sferze etyki, należy odwołać się do znakomitej myśli filozofa wartości prof. Henryka Elzenberga, który w 1950 r. w swoim pamiętniku („Kłopoty z istnieniem”) napisał „Walka beznadziejna, walka o sprawę z góry przegraną, bynajmniej nie jest poczynaniem bez sensu. […] Wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy w imię której się ją podjęło, ale w wartości tej sprawy”. Powinniśmy pamiętać, że Żołnierze Wyklęci podjęli swoją walkę w obronie wysokich wartości takich jak wolność jednostki, niepodległość ojczyzny, prawda i honor, czyli w obronie wartości fundamentalnych dla cywilizacji zachodnioeuropejskiej w XX w., broniąc ich przed antycywilizacją komunizmu. W wymiarze społecznym walka ta również miała istotne znaczenie. Do czasu, gdy podziemie miało masowy charakter, czyli do początku 1947 r., było ono głównym przeciwnikiem aparatu przemocy państwa będącego instrumentem w rękach partii komunistycznej. Do tego też czasu aktywność komunistycznego aparatu terroru skupiała się głównie na walce z Żołnierzami Wyklętymi i ich społecznym zapleczem. Później, od lat 1948-1949 poczynając, zakres ingerencji komunistów w życie społeczne niepomiernie rozszerzył się. Obiektem inwigilacji komunistycznych służb specjalnych stał się każdy przejaw życia społecznego – współczesnego i przedwojennego. Nie było w Polsce powiatu, w którym bezpieka nie założyła wówczas kilkudziesięciu rozpracowań – na nauczycielstwo, na uczniów gimnazjów, na „kułaków”, na księży i ludzi związanych z kościołem katolickim, na członków byłych organizacji niepodległościowych, na „andersowców”, na „ludowców”, na „endeków” na „pepeesowców”, nawet na członków ugrupowań politycznych koncesjonowanych przez partię komunistyczną. Tylko ten, kto miał okazję sięgnąć do akt bezpieki dokumentujących te rozpracowania lub poznał działalność komunistycznego aparatu terroru na własnej skórze, zdaje sobie sprawę, jaki ogrom ludzkich nieszczęść, tragedii, łamania charakterów, skumulowanego zła, znajduje odzwierciedlenie w tych dokumentach. Nie ulega wątpliwości, że skala spustoszeń poczynionych w sferze życia społecznego w okresie rządów komunistycznych byłaby jeszcze znacznie większa, gdyby ów zmasowany atak komunistów na całe społeczeństwo rozpoczął się już w 1944 r. Zbrojny opór Żołnierzy Wyklętych opóźnił o kilka lat metodyczną rozprawę komunistów z narodem polskim. Taki jest realny wymiar ofiary złożonej przez żołnierzy powojennego podziemia antykomunistycznego.

Powojenne podziemie zbrojne było emanacją dążeń niepodległościowych społeczeństwa polskiego. Wymienia się dziś różne daty – 1956, 1968, 1970, 1976 – jako początek oporu Polaków wobec „władzy nieludzkiej”. Zapomina się przy tym, że to właśnie powojenne podziemie niepodległościowe było, do czasu powstania w roku 1980 r. NSZZ „Solidarność”, największym ruchem społecznym przeciwstawiającym się – i to w sposób czynny – reżimowi komunistycznemu narzuconemu nam przez Związek Sowiecki. W 1945 r. skupiało w swych szeregach około ćwierć miliona konspiratorów, w tym 20 tysięcy żołnierzy oddziałów leśnych, walczących z bronią w ręku (wszak to tyle, co w kulminacyjnym momencie Powstania Styczniowego – w lecie 1863 roku!). Wraz z członkami rodzin i osobami niezorganizowanymi wspierającymi pomocą podziemie w ruch ten zaangażowanych było z pewnością ponad pół miliona osób. W dramatycznym roku 1945 skala antykomunistycznego zbrojnego oporu była tak wielka, że gdyby nie dywizje sowieckie stacjonujące na terenie Polski, uzurpatorska władza komunistyczna zostałaby w naszym kraju zmieciona z powierzchni ziemi dosłownie w kilka tygodni. Walka polskich niepodległościowców toczyła się jednak w całkowitym osamotnieniu, przy milczącym przyzwoleniu „Wolnego Świata” Kolejne lata heroicznej, samotnej walki powodowały kurczenie się szeregów Żołnierzy Wyklętych. Jednak jeszcze w 1949 r. działały nadal struktury konspiracyjne szczebla okręgowego (wojewódzkiego) i walczyły zwarte i zdyscyplinowane oddziały leśne. Ostatnie strzały w tej walce padały jeszcze w latach pięćdziesiątych. Symboliczny koniec epopei „ostatnich leśnych” – to śmierć Józefa Franczaka „Lalka” w walce z grupą operacyjną SB-ZOMO 21 października 1963 r.

Bilans walki stoczonej z komunistami przez niezłomne pokolenie Polski Podziemnej jest straszliwy. To ponad 5 tysięcy wykonanych wyroków śmierci na polskich patriotach, blisko 21 tysięcy zamordowanych w komunistycznych więzieniach i obozach, co najmniej 10 tysięcy zabitych w trakcie walk zbrojnych, to kolejne – nie policzone dotąd – tysiące ofiar pacyfikacji terenów wiejskich, ofiar zamordowanych przez „szwadrony śmierci” działające na polecenie partii komunistycznej, zabitych przez prowokacyjne grupy pozorowane komunistycznych służb specjalnych, to ludzie zmarli po zwolnieniu z katowni bezpieki w sposób „naturalny” (np. – jak się ma odbite nerki, to się dość szybko umrze w sposób „naturalny” na chorobę nerek). To także, co najmniej 50 tysięcy osób wywiezionych do obozów koncentracyjnych w głębi Związku Sowieckiego i dalsze 250 tysięcy skazanych za tzw. przestępstwa polityczne. To kolejne dziesiątki tysięcy, które trafiły z powodów politycznych do kopalń i obozów pracy. Zliczenie tego obszaru strat polskich – to prawdziwe wyzwanie dla historyków. Trzeba mieć też świadomość, że komuniści dążyli do tego, by po ludziach, którzy podjęli z nimi walkę, nie został żaden materialny ślad istnienia. Zdecydowana większość antykomunistycznych partyzantów i konspiratorów, którzy padli na placu boju lub w zginęli w komunistycznych katowniach, została zakopana potajemnie w nieznanych miejscach i nie ma dziś nawet własnych grobów. Często ostatnim materialnym śladem ich istnienia są fotografie pośmiertne „ostatnich leśnych” zrobione przez funkcjonariuszy służb komunistycznych. Zdjęcia te stanowią przerażające świadectwo nieludzkości systemu komunistycznego, który deptał nawet majestat śmierci – martwi już Żołnierze Wyklęci byli bowiem upokarzani poprzez obdarcie z mundurów i butów, a często byli także upozowywani w nienaturalny sposób, co było następnie utrwalane na fotografiach robionych przez komunistów zabitym partyzantom.

Zdjęcie wykonane przez UB. Partyzanci z oddziału st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” (patrol „Pilota”) polegli 23 VI 1950 r.: Władysław Grudziński „Pilot”, Kazimierz Chrzanowski „Wilk”, Czesław Wilski „Brzoza”,”Zryw”, Hieronim Żbikowski „Gwiazda”.

Przez cały okres rządów partii komunistycznej w Polsce wydawało się, że nazwy organizacji walczących o wolność Polski z komunistycznym reżimem – Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość (WiN), Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ), Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW), Ruchu Oporu Armii Krajowej (ROAK), Armii Krajowej Obywateli (AKO), Konspiracyjnego Wojska Polskiego (KWP) i innych – w wyniku konsekwentnie prowadzonej przez komunistów akcji propagandowej zostaną wymazane ze społecznej pamięci lub skutecznie zohydzone. Najwięksi patrioci, tacy jak „ochotnik do Auschwitz” – rtm. Witold Pilecki, legendarni partyzanci, którzy podziemną walkę o wolność Polski rozpoczęli w okresie okupacji niemieckiej, a zakończyli w boju z komunistami – tacy jak mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”, kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”, kpt. Stanisław Sojczyński „Warszyc”, kpt. Marian Bernaciak „Orlik”, kpt. Zdzisław Broński „Uskok”, czy legendarny bohater Podhala Józef Kuraś „Ogień” – mieli zapaść się w niepamięć lub pozostać opisani „na kartach historii” jako „faszyści”, „reakcjoniści” lub „bandyci”. Spustoszenie spowodowane w społecznej świadomości w ciągu kilkudziesięciu lat rządów komunistycznych sprawia, że spuścizna owej czarnej propagandy funkcjonuje do dzisiaj i zapewne będziemy się z nią jeszcze długo borykać.

Na temat piosenek śpiewanych przez polskich partyzantów w latach okupacji niemieckiej powstały dziesiątki publikacji, dokonano też wielu nagrań. Na temat piosenki towarzyszącej żołnierzom podziemia niepodległościowego, walczącym po 1944 r. z komunistycznym reżimem nie powstała ani jedna publikacja, nie dokonano ani jednego istotnego nagrania, pomimo że od przełomowego 1989 roku minęło już 20 lat! A przecież piosenka towarzyszyła polskim partyzantom także w latach, w których walczyli z NKWD, bezpieką i innymi formacjami komunistycznego aparatu represji. Spośród dziesiątków piosenek wyśpiewywanych przez „Żołnierzy Wyklętych”, zespół badaczy reprezentujących Oddział IPN w Warszawie i Fundację „Pamiętamy” wybrał dosłownie garstkę tekstów, w tym także kilka śpiewanych przez żołnierzy walczących na „straconych posterunkach”, za jałtańskim kordonem, na Ziemiach Utraconych – anektowanych przez Związek Sowiecki. Gdy analizujemy słowa autorstwa ludzi, którzy jakże często wkrótce po ich napisaniu padli na placu boju, nasuwa się myśl, że często prości ludzie spod Grodna, Nowogródka, Wołkowyska lub Białegostoku, Lublina i Ostrołęki znacznie lepiej rozumieli, czym jest komunizm, niż tzw. „intelektualiści” i „autorytety moralne” doby PRL – u oraz ich dzisiejsi mentalni następcy – „profesorowie” szkół myślenia służących za etyczne i intelektualne uzasadnienie dla czynnego udziału w systemie komunistycznym lub współpracy z nim.

Prócz „Czerwonej zarazy”, napisanej w dniach Powstania Warszawskiego i wiersza „Wilki”, autorstwa Zbigniewa Herberta, wszystkie teksty powstały w partyzanckich obozowiskach tamtej straszliwej epoki. Artyści z zespołu DE PRESS napisali do nich nową muzykę. Doczekaliśmy czasu, w którym piosenki śpiewane przez najbardziej niezłomnych ludzi okresu pierwszych lat zniewolenia komunistycznego – dziś zaprezentowane w nowej aranżacji – będą mogły trafić do współczesnego odbiorcy, w tym do ludzi, którzy urodzili się już w wolnej Polsce – po zrzuceniu komunistycznego jarzma. Mamy nadzieję, że te piosenki pomogą dzisiaj, w XXI wieku, zrozumieć, czym w historii Polski był okres opresji ze strony partii komunistycznej, oraz że jesteśmy winni dobrą pamięć naszym rodakom, którzy pierwsi przeciwstawili się temu zniewoleniu, płacąc za to najwyższą cenę.

Źródło: Fundacja „Pamiętamy”
MYŚMY REBELIANCI… (3)>
Strona główna>

 

MYŚMY REBELIANCI… (1)

”MYŚMY REBELIANCI” – piosenki „Żołnierzy Wyklętych” na płycie zespołu De Press

Muzeum Powstania Warszawskiego we współpracy z Fundacją „Pamiętamy” przygotował kolejny projekt muzyczny pod nazwą „Myśmy Rebelianci”.

1. Prolog – Czerwona Zaraza 2. Piosenka ludzi bez domu 3. Myśmy
rebelianci 4. Marsz oddziału Zapory 5. Trudny czas 6. Wicher od
Turbacza 7. Wiernie iśc 8. Przełamać los 9. Patrol 10. Bij Bolszewika
11. Las Makoszki 12. Szesnastka 13. Niech się pani pomodli 14. Epilog –
Wilki 15. Bij Bolszewika II 16. Bonus – Teledysk: Myśmy rebelianci.

Wraca zespół De Press i to wraca mocnym akordem: albumem „Myśmy Rebelianci”, jedną z najlepszych płyt w swoim dorobku.
Tytułowi Rebelianci to żołnierze polskich podziemnych organizacji bojowych, którzy po zakończeniu wojny w roku 1945 zdecydowali nie składać broni i walczyć z drugim okupantem – Armią Czerwoną. Partyzanckie oddziały przetrwały w lasach Podlasia, Podhala i na Ziemiach Utraconych na Wileńszczyźnie i Polesiu aż do połowy lat 50, a ostatni z partyzantów zginął z bronią w ręku w październiku roku 1963.

Do tych czasów i do tych bohaterów wraca zespół De Press przypominając piosenki leśnych oddziałów. Teksty przetrwały w pamięci następnych pokoleń, muzyka napisana została na nowo. Zadziorne, melodyjne kompozycje dobrze współgrają z przekazem prostych wierszy pisanych w leśnych obozowiskach. Uparta niezgoda na brak wolności, aż do ofiary z własnego życia – takie jest przesłanie, do którego wraca na swej płycie „Myśmy rebelianci” grupa De Press.

Polsko – norweska grupa powołana została do życia w 1980 roku przez Andrzeja Dziubka, polskiego emigranta znanego w Norwegii jako Andrej Nebb. Andrzej Dziubek to barwna postać, góral z Jabłonki, malarz, rzeźbiarz, twórca tekstów a przede wszystkim muzyk. De Press jako prekursor polskiego punk rocka z domieszką folkowych i góralskich rytmów spod samiuśkich Tater, przetarł ścieżkę takim zespołom jak: Piersi, Golec uOrkiestra, Kapela, Brathanki, Zakopower.
W ciągu niemal 30 lat swej aktywności zespół wydał tuzin płyt, z których już debiutancka wydana w 1981 roku „Block to Block” uzyskała dumne miano najlepszej rockowej norweskiej płyty wszechczasów, a jeden z utworów dotarł do I miejsc niezależnej listy przebojów w Anglii.
Najpopularniejsze piosenki De Press w Polsce to rzecz jasna „Bo ja Cie kochom” oraz „Potargano chałpa”, „Cy bocycie Świnty Ojce”, czy „Cyrwone gorole”.
Zespół znany jest z wysoce energetycznych koncertów, w czasie których wykorzystuje niecodzienne instrumentarium jak piła tarczowa czy stalowe beczki. Charakterystyczny mocny głos Andrzeja Dziubka, punkowy pazur i podhalańska nuta dają w sumie niepowtarzalną jakość.

8 października w Muzeum Powstania Warszawskiego w Hali B (pod Liberatorem) odbędzie się koncert Andrzeja Dziubka z zespołem De Press, który będzie promował płytę. Wydarzenie poprowadzi Maciej Chmiel.
Termin koncertu zbiega się z wprowadzeniem płyty do sklepów. Jak bonus do płyty dołączony zostanie teledysk do utworu tytułowego „Myśmy rebelianci”.

MYŚMY REBELIANCI… (3)

Niebanalna lekcja patriotyzmu

Efekt jest fenomenalny – płyta „Myśmy Rebelianci” to świetne aranżacje i mocne teksty, za którymi stoi wielka historia walki o wolność, niesione ostrą, nieugłaskaną muzyką. To jedno z najtrudniejszych i najważniejszych wydarzeń w historii polskiej muzyki rockowej. Jestem głęboko przekonany, że to będzie płyta kultowa.

Z Grzegorzem Wąsowskim
współtwórcą i prezesem Fundacji „Pamiętamy”, która zainicjowała wydanie płyty
zespołu De Press „Myśmy Rebelianci” stanowiącej wybór tekstów śpiewanych
przez Żołnierzy Wyklętych,
rozmawia
Piotr Ferenc-Chudy
.

P.F-C.: Skąd wzięła się idea promowania pamięci o ludziach, którzy po 1945 r. przeciwstawili się z bronią w ręku systemowi komunistycznemu w taki sposób, z wykorzystaniem muzyki rockowej?

G.W.: U podstaw tego pomysłu legła smutna konstatacja, że po 20 latach od zakończenia okresu zniewolenia komunistycznego nie mamy ani jednego filmu fabularnego, który by traktował o powojennym podziemiu, ba, nie mamy żadnej istotnej prozy jemu poświęconej. Innymi słowy dla naszej kultury masowej temat heroicznej walki naszych przodków z reżimem komunistycznym nie istnieje. Są wprawdzie doskonałe naukowe opracowania historyków IPN-u, ale one siłą rzeczy skierowane są do wąskiego grona odbiorców, czyli pasjonatów historii. Tymczasem w naszych czasach świadomość i wrażliwość społeczną, czyli w skali makro, kształtuje się z wykorzystaniem nośników oddziałujących silnie na emocje, czyli przede wszystkim przez obraz oraz muzykę. Jak już wspomniałem, do tej pory nie powstał żaden istotny projekt wykorzystujący wskazane nośniki dla wzbudzenia wrażliwości, a tym samym ukierunkowania pamięci zbiorowej na etos walki oraz ofiarę zbrojnego antykomunistycznego podziemia z drugiej połowy lat 40-tych i początku lat 50-tych ubiegłego stulecia. Płyta zespołu De Press „Myśmy Rebelianci” to pierwsze wydarzenie kulturowe tego typu, ale na szczęście od razu z najwyższej półki.
Jestem dumny, że pomysł nagrania tej płyty zrodził się w środowisku Fundacji „Pamiętamy”.

P.F-C.: Coś jednak drgnęło – telewizyjne realizacje o Ince czy rotmistrzu Pileckim…

G.W.: Ma Pan rację, dokonania telewizyjnego Teatru Faktu z ostatnich dwóch lat są wyjątkiem. Tyle że są to jednostkowe wydarzenia, nie zmieniające oceny sytuacji. Proszę zwrócić uwagę ile jednak trzeba było czasu, by te produkcje powstały. Jestem głęboko przekonany, że gdyby historia Żołnierzy Wyklętych była udziałem Amerykanów, już w pierwszych latach po zakończeniu okresu zniewolenia komunistycznego powstałoby kilkanaście hollywoodzkich megaprodukcji z udziałem gwiazdorskiej obsady. Losy oddziałów „Warszyca”, „Młota,” „Łupaszki” – można te pseudonimy mnożyć – każda z tych historii jest materiałem na scenariusz pasjonującego filmu. U nas stało się zupełnie odwrotnie. W pewnym sensie sytuacja ta jest zrozumiała. W końcu trudno wymagać od twórców kina peerelowskiego, często przecież pokazującego na użytek komunistycznej propagandy zafałszowany obraz lat okupacji i okresu powojnia, żeby podjęli temat Żołnierzy Wyklętych. Miejmy nadzieję, że stanie się to udziałem twórców z młodszych roczników.

P.F-C.: Wybraliście muzykę rockową. Inspirowało was Lao Che, które dopełniając swoją muzykę treściami patriotycznymi z sukcesem dotarło do ludzi młodych?

G.W.: W pewnym stopniu. Pomysł nagrania płyty z piosenkami Żołnierzy Wyklętych towarzyszył nam od kilku lat. Początkowo myśleliśmy o formie bardziej tradycyjnej, o wykorzystaniu instrumentów bliższych epoce – skrzypcach, akordeonie, ewentualnie gitarze klasycznej, zapewne jednak byłoby to, mówiąc kolokwialnie, przedsięwzięcie o znacznie mniejszej sile rażenia, adresowane raczej do starszego pokolenia. A my chcieliśmy uzyskać efekt dotarcia przede wszystkim do ludzi znacznie młodszych od pokolenia Polski Podziemnej. Dlatego około roku temu zdecydowaliśmy, że te piosenki powinny zaistnieć w aranżacji rockowej. Muzyka rockowa jest bowiem fenomenem kulturowym oddziałującym emocjonalnie na kilka generacji. Estetyka muzyczna płyty „Myśmy Rebelianci” trafi, jestem o tym przekonany, do ludzi w przedziale wiekowym pomiędzy 18-60 lat.

P.F-C.: Jak przebiegała realizacja pomysłu?

G.W.: Przede wszystkim zebraliśmy teksty piosenek śpiewanych w oddziałach antykomunistycznego podziemia. Trafiały one do nas w różny sposób,w ciągu naszej trwającej już ponad 20 lat, przygody z historią zbrojnego podziemia antykomunistycznego. Płyta „Myśmy Rebelianci” prezentuje spójny, a jednocześnie panoramiczny, tak pod względem terenowym, jak i czasowym, zbiór piosenek Żołnierzy Wyklętych. Zespół De Press prezentuje na niej piosenki śpiewane na różnych terenach działania oddziałów antykomunistycznej partyzantki, powstałe w różnych okresach walki tych oddziałów. Kilka tekstów powstało bowiem w 1945 r., czyli w początkach walki, ale niektóre dopiero w latach 1948-1949, kiedy nie było już nadziei, kiedy zostali już ci nieliczni, którzy zdecydowali się na bój do końca, bez perspektywy bliskiego zwycięstwa. Dysponując takim zestawem tekstów, zwróciliśmy się z propozycją wydania płyty do Muzeum Powstania Warszawskiego. Oczywiście nie był to wybór przypadkowy, gdyż jest to w mojej ocenie najlepiej działająca instytucja muzealna, zajmująca się okresem historii najnowszej, mająca na dodatek doświadczenie w przedsięwzięciach muzycznych, np. takich jak współpraca ze wspomnianym przez Pana zespołem Lao Che, czy ostatnio płyta i koncert poezji Tadeusza Gajcego, właśnie w aranżacji rockowej. Nasz pomysł spodobał się kierownictwu Muzeum, które podjęło, na szczęście dla ludzi zainteresowanych historią, jak i pasjonujących się muzyką rockową, decyzję o wydaniu płyty „Myśmy Rebelianci”. Zatem dzięki Muzeum Powstania Warszawskiego projekt przeszedł w fazę realizacji.

P.F-C.: A dlaczego De Press?

G.W.: Dlatego, że to jedna z najlepszych polskich kapel rockowych, znana jeszcze z lat 80-tych. Co istotne, to jeden z niewielu dobrze znanych polskich zespołów rockowych z tamtych czasów, który nigdy nie flirtował z reżimem komunistycznym, tzn. nie grał na festiwalach piosenki młodzieży socjalistycznej, czy festiwalach piosenki z krajów demokracji ludowej, itp. W kontekście naszego przedsięwzięcia było to szczególnie ważne. Warto także zwrócić uwagę na podhalańską tożsamość lidera zespołu, Pana Andrzeja Dziubka. Podhale to kraina ludzi mentalnie wolnych, to także region, w którym nadal żywa jest pamięć o walce oddziałów „Ognia”. Wybór odpowiedniego zespołu był oczywiście kluczem do sukcesu całego przedsięwzięcia. W moim odczuciu powierzenie nagrania płyty właśnie zespołowi De Press było najlepszym z możliwych rozwiązań. Efekt jest fenomenalny – płyta „Myśmy Rebelianci” to świetne aranżacje i mocne teksty, za którymi stoi wielka historia walki o wolność, niesione ostrą, nieugłaskaną muzyką. To jedno z najtrudniejszych i najważniejszych wydarzeń w historii polskiej muzyki rockowej. Jestem głęboko przekonany, że to będzie płyta kultowa.
Warto dodać, że do płyty, jako bonus, zostanie dołączony teledysk utworu tytułowego. Przygotował go Tomasz Madejski – jeden z najwybitniejszych polskich operatorów filmowych, autor zdjęć do takich realizacji, jak Ladies, Testosteron, Ciało. Znakomity obraz połączony ze świetną muzyką i mocnym tekstem powoduje, że ciarki przechodzą po skórze.

P.F-C.: W jaki jeszcze sposób oprócz muzyki można dotrzeć do młodego odbiorcy, by mu przekazać ważne treści historyczne, wywołujące intelektualną refleksję?

G.W.: Z wykorzystaniem środków, o których rozmawiamy, czyli właściwych dla kultury masowej, takich jak film, muzyka, komiks, publikacje popularnonaukowe, czy rekonstrukcje historyczne. Oczywiście również to – będę może nieskromny – na czym skupia się Fundacja „Pamiętamy”, czyli stawianie pomników w miejscach, gdzie trwały walki, ginęli Żołnierze Wyklęci, bo pamięć wymaga formy trwałej.

(Tekst wywiadu, którego fragmenty ukazały się w Gazecie Polskiej – w numerze z 23 września 2009 r.)

Źródło: Fundacja „Pamiętamy”
MYŚMY REBELIANCI… (4)>
Strona główna>

MYŚMY REBELIANCI… (4)

„MYŚMY REBELIANCI”
Teksty utworów i ich historia
Myśmy rebelianci (autor nieznany)

Rzuciliśmy swe własne domy,
rzuciliśmy najbliższych nam,
nie po to by pisano tomy,
lub aby zdobyć serca dam.
Myśmy rebelianci,
polscy partyzanci.
Poszliśmy w las,
bo nadszedł czas, bo nadszedł czas.
Nie chcemy sierpów ani młotów
i obrzydł nam germański wróg,
na pomstę mamy dziś ochotę
za Polskę spłacić krwawy dług.
Refren: Myśmy rebelianci …
Idziemy dziś na polskie szosy,
idziemy na zasadzek moc,
bo chcemy zmienić wojny losy,
więc idziem w dzień i idziem w noc.
Refren: Myśmy rebelianci …

Piosenka „Myśmy rebelianci …” znana była przed laty jako hymn „Ragnerowców. Z końcem zimy 1943 r. w rejonie Bielicy i Niecieczy (pow. Lida, woj. nowogródzkie; obecnie – Białoruś) wyruszył w pole zawiązek pierwszego polskiego oddziału partyzanckiego AK nad Niemnem. Komendę nad nim objął ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner”. Po roku działalności oddział ten przemianowany został na IV batalion 77 pułku piechoty AK, liczący blisko tysiąc żołnierzy, wśród których około 30% to miejscowi prawosławni. Tak masowy napływ ochotników do oddziału wynikał z jednej strony z obywatelskiego podejścia „Ragnera” do ludności i żołnierzy – bez różnic na wyznanie czy narodowość, a z drugiej strony – spowodowany był okolicznością, iż jego batalion walczył nie tylko z Niemcami, ale bronił też mieszkańców nadniemeńskich wiosek przed wrogą partyzantką sowiecką. Na Nowogródczyźnie i Wileńszczyźnie trzeba było bowiem walczyć z obydwoma wrogami Rzeczypospolitej – z siłami III Rzeszy Hitlera i Rosji Sowieckiej Stalina.
„Ragnerowcy” rozbijali posterunki żandarmerii i policji, atakowali samochody z policyjnymi siłami okupanta, toczyli boje z obławami niemieckimi. Ale też szli „na zasadzek moc” przeciwko „partyzanckim” oddziałom bolszewickim, grabiącym i terroryzującym miejscową ludność.
„Ragner” należał do tych dowódców AK, którzy nie złożyli broni przed Sowietami w lipcu 1944 r. Był najwybitniejszym organizatorem oporu przeciw sowieckim okupantom w centralnej części woj. nowogródzkiego. Dowodzone przez niego oddziały wchodzące w skład zgrupowania „Południe” wykonały setki akcji przeciw NKWD i sowieckiej administracji. W liście z września 1944 r. skierowanym do władz sowieckich w Lidzie „Ragner” informował, że w odwet za zbrodnie popełnione przez komunistów na ludności Nowogródczyzny będzie likwidował przedstawicieli aparatu okupacyjnego. Od kul „Ragnerowców” ginęli więc funkcjonariusze i agenci NKWD, pracownicy sowieckiej administracji organizujący łapanki Polaków do Armii Czerwonej i denuncjatorzy.
Komendant „Ragner” był najbardziej znienawidzonym i poszukiwanym przez Sowietów dowódcą polskiego podziemia na Nowogródczyźnie. Mówili o nim: „czort w oczkach” (diabeł w okularach). Poległ wraz z kilkoma żołnierzami 3 XII 1944 r., okrążony pod Niecieczą z 30-osobowym oddziałem osłonowym przez 1.400 funkcjonariuszy NKWD wspartych artylerią i bronią pancerną. Do dziś nie ma grobu, ciała partyzantów zabitych pod Niecieczą zostały zabrane przez NKWD i zakopane w nieznanym miejscu Ostatnie grupy wywodzące się ze zgrupowania „Ragnera” broniły polską społeczność kresową przed bezprawiem sowieckiego okupanta do 1949 r.

Niech się pani pomodli (autor nieznany)

Zmrok zapadał szarosielankowy, z łąk skoszonych aromaty szły,
Wiatr coś szeptał, tuląc drzew korony, z dala we wsi ujadały psy.
Wtem słychać zgiełk i turkot wielu wozów, młodych głosów nawoływań moc,
To nadciąga partyzancki obóz, by zajmować kwatery na noc.
I był tam ktoś, tak bardzo zadumany,
co w oczach miał idei wielki cel.
Ktoś, kto tańcząc ze mną leśne tango,
z cicha szeptał dziwne słowa te:
Niech się Pani pomodli, dzisiaj w mojej intencji,
bo wyprawa mnie czeka, niebezpieczna i zła.
Może Pani modlitwa, będzie dla mnie skuteczną
i uchroni od złego, tego co prosi tak.
I minęło tyle długich dni od tej chwili,
a ja wciąż przed oczyma obraz w sercu ten mam.
Kiedy słońce zachodzi, zmierzch ku nocy się chyli,
a ja słyszę wciąż turkot i zgiełk wozów ten sam.
Lecz odszedł ktoś, tak bardzo zadumany,
co w oczach miał idei wielki cel.
Ktoś, kto tańczył ze mną leśne tango,
i z cicha szeptał dziwne słowa te:
Refren: Niech się Pani pomodli…

„Niech się Pani pomodli …”, to piosenka śpiewana w oddziałach partyzanckich Lubelszczyzny i Podlasia. Szczególnie popularna w oddziale Romana Dumy „Romana” wchodzącym do sierpnia 1945 r. w skład zgrupowania poakowskich oddziałów podległych por./mjr. Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”. Prośba zawarta w tytule tego tekstu jest teraz równie aktualna, jak w czasach, w których tekst powstał i żył, wyśpiewywany przez partyzancką brać. To prośba o modlitwę poległych i pomordowanych „ostatnich leśnych”. A jeśli kto nie zna słów modlitwy, niech po prostu wspomni tych straceńców, do końca wiernych, do końca mężnych, do końca wolnych.

Przeszli, przepadli, dym tylko dusi i krzyk wysoki we mgle, we mgle  ta fraza pochodzącego z czerwca 1944 r. wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego okazała się prorocza także dla Nich – Żołnierzy Wyklętych. Dali z siebie wszystko. Poszli, używając wyrażenia Andrzeja Bobkowskiego, emigracyjnego polskiego pisarza, na udry z komunistami, nie na pertraktacje lub, jak powiedział jeden z żołnierzy „Zapory”: Poszli na  przepadłe. Walczyli w obronie wolności na śmierć, nie na życie, i dlatego w tej walce w znakomitej większości padli.
Niestety, w zbiorowej świadomości społeczeństwa polskiego nie istnieją. Ich krzyk, ten wysoki, z mgły, nie dochodzi do wrażliwości większości z nas. Wystarczy wspomnieć, że choć „Żołnierze Wyklęci” byli awangardą w walce z komunizmem, podczas hucznie obchodzonej w czerwcu 2009 r. dwudziestej rocznicy obalenia komunizmu w Polsce nie zostali nawet wspomniani. Niech płyta grupy DE PR
ESS
  wzmocni Ich krzyk. Niech uczyni go dla Ciebie słyszalnym. Może to krzyk o Twoją dobrą pamięć o Nich?!

Wilki (Zbigniew Herbert)

Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
pozostał po nich w kopnym śniegu
żółtawy mocz i ten ślad wilczy
szybciej niż w plecy strzał zdradziecki
trafiła serce mściwa rozpacz
pili samogon, jedli nędzę
tak się starali losom sprostać
już nie zostanie agronomem
„Ciemny”, a „Świt” – księgowym
„Marusia” – matką, „Grom” – poetą
posiwia śnieg ich młode głowy
nie opłakała ich Elektra
nie pogrzebała Antygona
i będą tak przez całą wieczność
w głębokim śniegu wiecznie konać
przegrali dom swój w białym borze
kędy zawiewa sypki śnieg
nie nam żałować – gryzipiórkom –
i gładzić ich zmierzwioną sierść
ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
został na zawsze w dobrym śniegu
żółtawy mocz i ten trop wilczy

Wiersz Zbigniewa Herberta „Wilki” pochodzi z wydanego w 1992 r. zbioru „Rovigo”. Herbert, jako jeden z nielicznych polskich intelektualistów, troszczył się o krew przelaną w walce z komunistami, w obronie wolności przez „ostatnich leśnych” – „Żołnierzy Wyklętych”. Wielokrotnie podkreślał, że ci, którzy tak dzielnie zmierzyli się z losem, którzy, w czasach, w których żyć im przyszło, zachowali się mężnie, dali świadectwo – podpisane własną krwią – przywiązania do wolności, zasługują na dobrą pamięć i szacunek. Mówił, za swoim mistrzem, prof. Henrykiem Elzenbergiem, w jednym z wywiadów:
„Wydaje mi się, że podejmuje się walkę nie dla wygranej, bo to by było zbyt łatwe, i nie dla samej walki, ale w obronie wartości, dla których warto żyć i za które można umrzeć […]. Musi być element walki i musi być założona w tej walce także przegrana, ale w imię wartości, które będą dalej żyły”.
Jak wspaniale ta wypowiedź Poety współbrzmi z tekstem kpt. „Uskoka” [Kpt. Zdzisław Broński „Uskok” –  współautor tekstu „Las Makoszki”, zginął 21 V 1949 r.], który w lecie 1947 r., w kilka dni po samobójczej śmierci kilku jego podkomendnych, którzy, w obliczu osaczenia przez siły komunistyczne, nie mając szans na przebicie się z okrążenia i nie chcąc wpaść w ręce wroga, wybrali śmierć z własnej ręki, zapisał w swoim pamiętniku:
„Życie poświęcić warto jest tylko dla jednej idei, idei wolności. Jeśli walczymy i ponosimy ofiary, to dlatego, że chcemy właśnie żyć, ale żyć jako ludzie wolni, w wolnej Ojczyźnie”.
Herbert mówił również:
„Czułem i do dziś czuję szacunek do tych, którzy pozostali do końca wierni przysiędze, w lasach, bez nadziei. […] Jeżeli jednak ktoś rzeczywiście walczył o tę niepodległość [Polski] – to była Armia Krajowa przez długich pięć lat, której wysiłek określono wraz z Powstaniem Warszawskim – jako daremny i politycznie niesłuszny. A także polskie oddziały walczące w lasach już po „wyzwoleniu”. A jeszcze ci, co ginęli w lochach i kazamatach bezpieki”.
W wierszu „Trzy wiersze z pamięci”, ze zbioru „Struna światła”, zmarły w 1998 r. Poeta napisał: „[…] nie dajmy zginąć poległym […]”. Amen.

Wszystkie teksty i historię ich powstania można przeczytać na stronie FUNDACJI „PAMIĘTAMY”>

Źródło: Fundacja „Pamiętamy”
MYŚMY REBELIANCI… (1)>
Strona główna>

Odsłonięcie tablicy pamiątkowej w Skotnikach

Odsłonięcie i poświęcenie tablicy pamiątkowej w Skotnikach n/Pilicą.

W imieniu organizatorów i fundatorów – kieleckiego Stowarzyszenia Orląt Armii Krajowej – zapraszam na uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej poświęconej, zamordowanej przez funkcjonariuszy UB Stefanii Józefie Firkowskiej ps. "Feluś", żołnierzowi NSZ-AK-WiN, która odbędzie się w dniu 27 września 2009 r. (niedziela) w Skotnikach n/Pilicą (woj.łódzkie).

Pomnik poświęcony Stefanii Firkowskiej ps. "Feluś" odsłonięty w Skotnikach 27 września 2009 r.

Uroczystości o godz. 12.00 rozpocznie Msza św. odprawiona w Kościele przy rynku, po której nastąpi odsłonięcie i poświęcenie tablicy pamiątkowej. Po tym wygłoszona zostanie prelekcja opisująca życie i działalność Józefy Firkowskiej a następnie złożone zostaną wieńce i kwiaty pod tablicą. Na uroczystość zostali zaproszeni  żołnierze 25 pp AK Ziemi Piotrkowskiej oraz rodzina zamordowanej.

Stefania Józefa Firkowska

St. strz. Stefania Józefa Firkowska ps. "Felek", "Feluś", ur. 20 września 1925 r., podczas okupacji niemieckiej służyła w oddziale partyzanckim NSZ-AK kpt. Józefa Wyrwy "Starego", który wszedł w skład 25 pp AK. Po zakończeniu działań wojennych pozostała w konspiracji. Tuż przed Wielkanocą w 1946 r. została uprowadzona w Skotnikach (woj. piotrkowskie) i zamordowana przez funkcjonariuszy PUBP z Końskich. Jej ciała nigdy nie odnaleziono.

St. strz. Stefania Józefa Firkowska ps. "Felek", "Feluś".

Stefania Firkowska (siedzi w środku).

1944, w okolicach Końskich, Stefania Firkowska stoi w środku.

W dolnym rzędzie klęczy Stefania Firkowska "Felek".

Żołnierze 5 kompanii 25 Pułku Piechoty – Okręg Łódź Armii Krajowej. Stoją od lewej: Zbigniew Brudkiewicz ps. "Żbik", ps. "Grzyb", Teresa Hauke-Pacewicz ps. "Jędrek", ps. "Orlicki", Głowania ps. "Jur", Radziszewski ps. "Wojtek", st. strz. Radziszewski ps. "Andrzej", Stanisław Radziszewski ps. "Franek", Henryk Bohm ps. "Beniamin", Tadeusz Wyrwa ps. "Orlik", mjr Zygmunt Kuropatwa ps. "Rafał", kpt. Józef Wyrwa ps. "Stary", st. strz. Stefania Firkowska ps. "Felek", ppor. Edmund Waligóra ps. "Edmund", Andrzej Łubieński ps. "Graf", plut. pchor. Marian Crząstkowski ps. "Zadorka", Aleksander Kośla ps. "Gryf", Edward Kłyst ps. "Brutus", Danielenko, ps. Przekora (Jan NN), Wiśniewski ps "Janusz", Ryszard Wierzbowski ps. "Kret", Tadeusz Świercz ps. "Bystry", Henryk Puciata ps. "Dzik". Siedzi plut. Czesław Jasiński ps. "Sław". Klęczą od lewej: ps. "Roman", ps. "Miszka" (Rosjanin), ps. "Kulsza" (Rosjanin), ps. "Mietek" (Rosjanin), Edward Marzec ps. "Hermes", kpr. Stanisław Jędrzejczyk ps. "Lot", kpr. Marian Ostrowski ps. "Veni", Rachmatuła Guzairow ps. "Tatar", Rajmund Brudkiewicz ps. "Ryś", ps. "Gienek", ps. "Bill". Leżą od lewej: ps. "Sasza" (Rosjanin), Prygow.

Kpt. Józef Wyrwa "Groźny", "Stary", hubalczyk, w partyzantce od 1939 do 1945 d-ca OP AS NSZ "Las 2", d-ca komp. i baonu w 25 pp AK w okresie Akcji Burza na Kielecczyźnie.

Partyzanci z 5 kompanii 25 Pułku Piechoty AK Okręg Łódź, 1944 r. Stoją od lewej: plut. Edmund Bieńkowski ps. "Bari", kpr. pchor. Zdzisław Filinger ps. "Roszak", Tadeusz Wyrwa ps. "Orlik" (syn kpt. Józefa Wyrwy "Starego"), ps. "Dąb".

Sławomir M. Nowinowski, Paweł Spodenkiewicz, Tomasz Toborek, Tadeusz Wyrwa – partyzant z natury, Łódź 2007.

Książka jest zarysem biografii jednego z najwybitniejszych historyków polskich żyjących po II wojnie światowej na emigracji. Autorzy scharakteryzowali działalność Tadeusza Wyrwy w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego i jego aktywność publiczną na obczyźnie, zwłaszcza na terenie USA w początkach lat pięćdziesiątych. Dokonano w niej również analizy dorobku historiograficznego Tadeusza Wyrwy. Czytaj więcej (Patriotyzm – zapomniane słowo)>

Strona główna>

Wystawa "Żołnierze wyklęci" w Siedlcach

Otwarcie wystawy „Żołnierze wyklęci” w Siedlcach

Klikając w obrazek można obejrzeć wystawę online na stronie Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

17 września 2009 r. o godz. 11:00 na placu gen. Władysława Sikorskiego w Siedlcach została otwarta pierwsza część wystawy „Żołnierze wyklęci”. Terminem „żołnierze wyklęci” określano żołnierzy podziemia, akowców, którzy działali w imię niepodległej Polski od roku 1944 do roku 1963, kiedy został zabity ostatni z tych żołnierzy – Józef Franczak ps. „Lalek” z oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego ps. "Uskok".

Autorem wystawy jest Adam Borowski, działacz opozycji demokratycznej i niepodległościowej w PRL oraz ludzie z Ligii Republikańskiej. W otwarciu wystawy uczestniczyli Biskup Siedlecki Zbigniew Kiernikowski, Prezydent Miasta Siedlce Wojciech Kudelski wraz z wiceprezydentami Martą Sosnowską i Jarosławem Głowackim, jak również Radni Rady Miasta Siedlce na czele z wiceprzewodniczącym Stefanem Somlą oraz goście z zaprzyjaźnionych samorządów z Sokołowa Podlaskiego i Platerowa.
W Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach odbyło się spotkanie z młodzieżą i mieszkańcami, na którym została przedstawiona historia kpt. Władysława Łukasiuka.ps. "Młot", dowódcy 6 Brygady Wileńskiej AK.  Także tego dnia o godz. 18.00 w kościele św. Ducha została odprawiona Msza św. a po niej  złożono kwiaty przed pomnikiem Żołnierzy 5 i 6 Brygady Wileńskiej Armii Krajowej. Wystawa upamiętnia 60 rocznicę śmierci kapitana Łukasiuka "Młota" oraz 70 rocznicę agresji sowieckiej na Polskę.

Swoją obecnością wystawę uświetnili Teresa Borychowska i Janina Sobiczewska bohaterki filmu „Sny utracone, sny odzyskane” oraz Andrzej Łukasiuk, syn kapitana Władysława Łukasiuka. Po wystawie oprowadzała Natalia Olszewska, prezes studenckiego koła naukowego historyków z Akademii Podlaskiej. W słowie otwierającym wystawę ks. bp Zbigniew Kiernikowski podziękował organizatorom ekspozycji oraz podkreślił wartość pamięci w życiu człowieka. Dzięki pamięci człowiek może korzystać z doświadczeń pozytywnych i bolesnych swoich bliskich, jak również swojego narodu.

Ksiądz Biskup zachęcił rodziców i nauczycieli do przechowywania oraz przekazywania chlubnej przeszłości Polski młodemu pokoleniu. To przekazywanie pamięci ma być oparte na doświadczeniu przebaczenia i pewności, że Bóg jest obecny w historii człowieka i nawet ze zła wyprowadza dobro.

Źródło: http://radiopodlasie.pl
Strona główna>