57 rocznica śmierci ppor. „Wiktora” – część 2/3

Ppor. cz.w. Stanisław Adam Kuchciewicz (1922-1953) – część 2/3

Oddział „Uskoka” liczył przeciętnie 20-30 partyzantów, a obszar jego działania (przed amnestią 1947 r.) obejmował powiaty: lubartowski (głównie na wschód od szosy Lublin-Lubartów), lubelski (na północny-wschód od Lublina), a także włodawski (zwłaszcza okolice Ostrowa Lubelskiego). Początkowo działał jako grupa zbrojna Obwodu Lubartów AK-DSZ-WiN, a od maja 1946 r. podlegał bezpośrednio rozkazom komendanta oddziałów leśnych Inspektoratu Lublin WiN, mjr. cc Hieronima Dekutowskiego „Zapory”.  Pomimo stosunkowo niewielkiej liczebności, prowadził bardzo aktywne działania zbrojne. „Wiktor” uczestniczył we wszystkich ważniejszych akcjach grupy, przeprowadzonych w drugiej połowie 1946 r. (m.in. 14 IX 1946 r. – likwidacja sześciu członków PPR i ORMO w Niemcach; likwidacja 11 osób podejrzanych o współpracę z aparatem bezpieczeństwa w Łęcznej w nocy z 31 X na 1 XI 1946 r.; 26 XI 1946 r. – starcie z KBW w okol. Świerszczowa; pacyfikacja skomunizowanej wsi Rozkopaczew w nocy z 4 na 5 XII 1946 r.). 11 XI 1946 r. Kuchciewicz został awansowany do stopnia ppor. cz. w.

Mjr cc Hieronim Dekutowski „Zapora” i kpt. Zdzisław Broński ps. „Uskok” (z prawej).

12 I 1947 r. oddział „Uskoka” starł się w kol. Łuszczów z kilkuosobowym patrolem MO i ORMO. W wyniku walki zginął jeden milicjant i czterech członków ORMO. Ze strony partyzantów ciężki postrzał w nogę otrzymał dowódca oddziału (ranił go przez pomyłkę jeden z podkomendnych). „Wiktor” skutecznie pokierował dalszą akcją, a następnie zorganizował transport rannego „Uskoka” na melinę w Trębaczowie, skutecznie zacierając ślady wycofującego się oddziału. W połowie lutego 1947 r., przebywając wraz ze swoimi ludźmi na ter. pow. włodawskiego, zlikwidował w Orzechowie – w porozumieniu z Edwardem Taraszkiewiczem „Żelaznym” – por. „Bolka”, „Łapkę” (NN), szefa oddziału „Jastrzębia”. Według „Żelaznego” i części jego podkomendnych miał on być agentem UB, odpowiedzialnym za śmierć dowódcy oddziału w dn. 3 I 1947 r. w Siemieniu, pow. Radzyń (faktycznie, „Jastrząb” zginął w czasie wymiany ognia z grupą żołnierzy WBW-Bydgoszcz).

Kpt. Zdzisław Broński „Uskok”, ppor. Stanisław Kuchciewicz „Wiktor”.

Kontuzja „Uskoka” zbiegła się z uchwaloną przez Sejm ustawą o amnestii. Broński nie ufając komunistom postanowił pozostać w konspiracji, jednakże swoim żołnierzom pozostawił w tym względzie swobodę wyboru. Z możliwości wyjścia z konspiracji skorzystało około 10-15 jego podkomendnych. Ujawnił się cały patrol Zygmunta Libery „Babinicza” i kilku podkomendnych Walentego Waśkowicza „Strzały”. Niemal niezmieniony stan osobowy zachował jedynie patrol „Wiktora”, złożony głównie z byłych żołnierzy NSZ-NZW (z całej dziesięcioosobowej grupy ujawnił się tylko jeden partyzant).
Tuż po amnestii, wiosną 1947 r., oddział „Uskoka” liczył 16 żołnierzy. Był podzielony na dwa patrole: „Wiktora” (w sile 1+8) i „Strzały” (1+4). Grupę sztabową tworzyli „Uskok” oraz „Babinicz” (jako szef sztabu oddziału). Z rozkazu mjr. „Zapory” w czerwcu 1947 r. do oddziału dołączyła grupa Józefa Franczaka „Lalka” (w sile 1+3), tworząc tym samym trzeci patrol. Jednakże, wskutek strat ponoszonych w walkach z KBW, UB, MO, stan liczbowy grupy „Uskoka” nigdy nie przekroczył wspomnianej liczby 16 ludzi.

W związku z przedłużającą się rekonwalescencją, Broński zrezygnował z dowodzenia oddziałem w polu. Z dowódcami patroli spotykał się jedynie co kilka tygodni na umówionych koncentracjach, co znacznie utrudniało możliwość kontroli poczynań podkomendnych. Ci, zyskali dużą samodzielność i większość decyzji odnośnie działań własnych grup podejmowali osobiście. Każdy z pododdziałów operował w wyznaczonym rejonie. Patrol „Wiktora” działał na pograniczu powiatów lubelskiego, lubartowskiego, chełmskiego i włodawskiego.

Dowódcy patroli oddziału kpt. „Uskoka” (1947 lub 1948 r.). Od lewej: Walenty Waśkowicz „Strzała” († 1 IV 1949 r.), Stanisław Kuchciewicz „Wiktor” († 10 II 1953 r.), Józef Franczak „Lalek” († 21 X 1963 r.), prawdopodobnie Julian Kowalczyk „Cichy” – członek patrolu „Strzały” († X lub XI 1948 r.).

Pomimo ogromnej przewagi resortu w terenie patrol Kuchciewicza prowadził wiosną 1947 r. bardzo aktywne działania, które nie ograniczały się wyłącznie do samoobrony. Spośród ważniejszych akcji przeprowadzonych w tym okresie należy wymienić: spalenie Urzędu Gminy i opanowanie posterunku MO w Cycowie 18 IV 1947 r., opanowanie wspólnie z patrolem „Strzały” miasteczka Łęczna w dn. 22 IV 1947 r. (zdemolowano Urząd Pocztowy, przeprowadzono akcje ekspropriacyjne w Spółdzielni Spożywców i w Ośrodku Kultury Rolnej, spalono mosty na rzekach Świnka i Wieprz).
W okresie poamnestyjnym pododdział „Wiktora” przeprowadził dwie głośne akcje, które przez lata stanowiły „pożywkę” dla komunistycznej propagandy i do dzisiaj budzą bardzo wiele kontrowersji, nierzadko dzieląc lokalną społeczność. Dlatego też należy opisać je nieco bardziej szczegółowo.

Pierwsza z nich miała miejsce 1 V 1947 r., kiedy to patrole „Strzały” i „Wiktora” zabiły w okolicach Sernik, pow. Lubartów, siedmiu członków ZWM (z których czterech należało również do ORMO), gdy ci powracali z pochodu pierwszomajowego w Lubartowie. Nie wiadomo, jakie intencje przyświecały partyzantom organizującym zasadzkę. Data jej przeprowadzenia może sugerować, że mogła ona mieć charakter typowo propagandowy, zamanifestowany, np. wymierzeniem kary chłosty członkom ZWM lub ORMO. Analiza materiałów archiwalnych pozwala stwierdzić, że partyzanci, przebywający na skraju lasu sernickiego, zatrzymywali osoby powracające z Lubartowa, odprowadzając je w głąb lasu. Tam „Wiktor” i j
ego podkomendni legitymowali wymienionych, po czym kazali im zajmować pozycję siedzącą, trzymając ich pod bronią. W pewnym momencie na skraju lasu pojawiła się grupa członków ZWM i ORMO, z których jeden – nie zdając sobie zapewne sprawy z obecności partyzantów – oddał strzał „na wiwat”. W odpowiedzi żołnierze „Uskoka” otworzyli ogień do nadchodzącej grupy. Wśród osób przetrzymywanych wewnątrz lasu wybuchła panika i większość z nich rzuciła się do ucieczki. „Wiktor” przystąpił wówczas do rozstrzeliwania części z zatrzymanych (protokoły oględzin zwłok wskazują, że rozstrzelano cztery osoby). Nie wiadomo jednak czy na ich los miało wpływ zachowanie nadchodzącej grupy, czy też Kuchciewicz zdecydował już wcześniej o ich likwidacji, po uprzednim sprawdzeniu dokumentów.

Pomnik w Sernikach poświęcony pamięci członków ZWM i ORMO, zlikwidowanych przez patrole „Strzały” i „Wiktora” w dn. 1 V 1947 r.

Drugą akcją była pacyfikacja wsi Puchaczów w lipcu 1947 r. Jej inicjatorem był „Wiktor”. Bezpośrednim powodem tej operacji była likwidacja przez grupę operacyjną UB-KBW w dn. 26 VI 1947 r. w Turowoli, pow. Lublin, trzech ludzi z patrolu Kuchciewicza. „Wiktor” przeprowadził konspiracyjne śledztwo. Dzięki swoim wywiadowcom ustalił dane personalne osoby odpowiadającej za wydanie miejsca pobytu partyzantów (był nią członek PPR z Brzezin, Władysław Augustynowicz). Mimo wskazania bezpośredniego sprawcy tragedii, „Wiktor” podjął brzemienną w skutki decyzję o przeprowadzeniu akcji odwetowej na szeroką skalę. Jej celem miała paść osada Puchaczów, uważana podówczas za tzw. Moskwę. Kuchciewicz zlecił Feliksowi Demkowskiemu, swojemu wywiadowcy z tej miejscowości, przygotowanie listy ludzi, którzy mieli szkodzić oddziałom leśnym. Ten, według tylko sobie znanego klucza, wytypował około 20 osób przeznaczonych do likwidacji –  głównie członków PPR (i przedwojennej KPP), lecz także krewnych członków partii i aparatu bezpieczeństwa. O swoich zamierzeniach „Wiktor” nie powiadomił „Uskoka”. Nie mając odpowiedniej ilości ludzi do przeprowadzenia takiej operacji (jego patrol stopniał do stanu 1+5), zwrócił się o pomoc do dowódców grup zbrojnych operujących na sąsiednich terenach: Józefa Struga „Ordona” i Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”. Na miejscu koncentracji w lesie albertowskim wydzielono cztery grupy likwidacyjne, które miały przeprowadzać egzekucje w wyznaczonych rejonach Puchaczowa i pobliskich Brzezin. Akcję przeprowadzono w nocy z 2 na 3 VII 1947 r. W jej wyniku zginęło 21 osób, a co najmniej trzy kolejne zostały ciężko ranne (dwie z nich zmarły, w tym siedmioletnia dziewczynka). Spośród zabitych osób 10 należało do PPR (co najmniej dwie osoby były wcześniej członkami KPP i KZMP). Rozstrzelano 10 mężczyzn i 12 kobiet. Zabrano również towar ze sklepów należących do zabitych, obrabowano miejscową spółdzielnię, zdemolowano Urząd Pocztowy, a na koniec spalono most na rzece Śwince.
Z zeznań zatrzymanych partyzantów wynika, że „Wiktor” osobiście przeprowadzał egzekucje (miał rozstrzelać sześć osób), podobnie jak dowódcy pozostałych grup („Ordon”, „Żelazny” i Eugeniusz Lis „Bystry” – zastępca „Wiktora”). Można założyć, że w przypadku działań grup „Wiktora” i „Bystrego” wielką rolę odgrywał czynnik emocjonalny. W Turowoli zginęli ich towarzysze broni (m.in. poległy Stanisław Lis „Korzeń” był rodzonym bratem „Bystrego”), a w grupie dominowały nastroje odwetowe.

26 czerwca 1947. Zabici w Turowoli przez grupę operacyjną KBW-UB żołnierze z patrolu Stanisława Kuchciewicza „Wiktora”. Od lewej: Józef Król „Maryś”, Stanisław Lis „Korzeń” i Kazimierz Karpik „Czarny”.

Dlatego też chyba tylko tym należy tłumaczyć momentami brutalne i zupełnie nieprzemyślane zachowania, towarzyszące działalności obu grup (bicie i poniżanie kobiet – krewnych rozstrzelanych; wrzucenie granatów do budynku mieszkalnego, bez liczenia się z przypadkowymi ofiarami). W przypadku sekcji „Ordona” i „Żelaznego” nie można doszukać się elementów zbędnego okrucieństwa. Zazwyczaj po zatrzymaniu podejrzanego i weryfikacji personaliów w oparciu o posiadane listy, następowała egzekucja, połączona niekiedy z rabunkiem mienia w domu ofiary. W przypadku „Żelaznego” egzekucji towarzyszyła dodatkowo „przemowa”, wyjaśniająca motywy postępowania partyzantów.
Oceniając działalność „Wiktora” wypada podkreślić, że dopuścił się jawnej niesubordynacji, a decyzja podjęcia akcji odwetowej na tak szeroką skalę była nieuzasadniona. Warto jednak zaznaczyć, że Kuchciewicz, opierając się na danych dostarczonych przez Feliksa Demkowskiego, miał zapewne świadomość, że likwiduje tylko i wyłącznie rzeczywistych przeciwników oddziałów zbrojnych. Kilka dni po akcji „Wiktor” został zdegradowany przez mjr. „Zaporę”, zachował jednak dowództwo nad patrolem. Wydaje się, że przełożony potraktował całą sprawę wyjątkowo łagodnie. Można przypuszczać, że gdyby pacyfikacja miała miejsce przed okresem amnestyjnym, Kuchciewicz zostałby rozstrzelany za samowolę.

57 rocznica śmierci ppor. „Wiktora” – część 3/3>
Strona główna>

57 rocznica śmierci ppor. „Wiktora” – część 3/3

Ppor. cz.w. Stanisław Adam Kuchciewicz (1922-1953) – część 3/3

Jesienią 1947 r. „Wiktor” znacznie ograniczył swój udział w działaniach podległej mu grupy, biorąc na siebie ciężar zadań związanych z wywiadem w terenie. W tym okresie większość akcji przeprowadzała sekcja w składzie: Eugeniusz Lis „Bystry” – Zygmunt Łopong „Wiarus”, a dowódca dołączał do nich sporadycznie. Działalność patrolu zakończyła się w 1948 r. „Wiktor” zwolnił z oddziału dwóch żołnierzy (wspomnianego „Wiarusa” i Zygmunta Grabskiego „Pomiana”), jeden zginął w niewyjaśnionych okolicznościach (NN „Sowa”), a jego ostatni podkomendny i jednocześnie zastępca – plut. „Bystry” – został aresztowany 19 XI 1948 r. (skazany na karę śmierci i stracony 23 IX 1949 r.).

Narada dowódców patroli oddziału kpt. „Uskoka” (1947 lub 1948 r.). Od lewej: Stanisław Kuchciewicz „Wiktor” ( 10 II 1953 r.), prawdopodobnie Julian Kowalczyk „Cichy” – członek patrolu „Strzały” ( X lub XI 1948 r.), Józef Franczak „Lalek” ( 21 X 1963 r.), Walenty Waśkowicz „Strzała” ( 1 IV 1949 r.).

W tym okresie „Wiktor” melinował się przeważnie samodzielnie, często też przebywał przy „Uskoku”. Jesienią 1948 r. został mianowany szefem sztabu oddziału, w miejsce Zygmunta Libery „Babinicza”. Sam „Uskok” zazwyczaj przebywał w bunkrze wybudowanym późnym latem 1947 r. w stodole Mieczysława Lisowskiego, mieszkańca Dąbrówki (obecnie Nowogród) koło Łęcznej. We wrześniu 1948 r. Kuchciewicz nawiązał ponowny kontakt z „Żelaznym”. Ten ostatni został ciężko ranny w dn. 28 XI 1948 r. w starciu z żołnierzami KBW w Olszowie, pow. Włodawa, gdy zmierzał na spotkanie z „Wiktorem”. Kuchciewicz przyprowadził rannego na kwaterę „Uskoka” w Dąbrówce. Kontuzjowany „Żelazny” spędził całą zimę z 1948 na 1949 r. w bunkrze razem z „Uskokiem” i „Babiniczem”. Przez pewien czas ukrywał się z nimi również „Wiktor”.

Kpt. Zdzisław Broński „Uskok” (z lewej) i Stanisław Kuchciewicz „Wiktor” na kwaterze w gospodarstwie Lisowskich w Dąbrówce, 1948/1949 r.

W nocy z 2 na 3 IV 1949 r. „Uskok”, „Wiktor” i „Żelazny” zostali otoczeni przez grupę operacyjną UB-MO-KBW na kwaterze u Władysława Zarzyckiego w kol. Łuszczów, pow. Lublin. Partyzanci w brawurowym stylu wydostali się z domu i przedarli się przez linie obławy (zginął jeden funkcjonariusz UB i jeden MO). Warto jednak zaznaczyć, że gdyby akcję przeprowadzono profesjonalnie, zapewne żaden z dowódców nie wyszedłby z niej żywy. Późniejsze dochodzenie, prowadzone przez funkcjonariuszy MBP w Warszawie, wykazało szereg niedociągnięć, opieszałość, a nawet tchórzostwo oficerów i żołnierzy uczestniczących w obławie. [Więcej o tragicznych losach rodziny Zarzyckich czytaj w artykułach:  1) Urodzona w więzieniu, 2) Najmłodsza z zamku].

19 IV 1949 r. „Wiktor” i „Żelazny” opuścili na stałe bunkier w Dąbrówce i udali się na teren pow. włodawskiego. Miesiąc później, 19 maja 1949 r. funkcjonariusze PUBP w Lubartowie, wsparci przez żołnierzy KBW, aresztowali Zygmunta Liberę „Babinicza”. Ten, poddany okrutnym, wielogodzinnym torturom, wydał miejsce pobytu swojego dowódcy. Wieczorem, 20 maja, 140 osobowa grupa operacyjna UB-KBW, otoczyła zabudowania Lisowskich w Dąbrówce. W beznadziejnej sytuacji, aby nie zostać wziętym żywcem, rankiem 21 maja 1949 r. „Uskok” popełnił samobójstwo, detonując granat.

Na początku maja 1949 r. „Wiktor” i „Żelazny” dołączyli do grupy partyzantów Taraszkiewicza ukrywających się w lesie parczewskim. Przez kilka tygodni chodzili wszyscy razem. Jednak już latem, na skutek nieporozumień między obu dowódcami, oddział został podzielony na dwie grupy. Do „Wiktora” dołączyli Bronisław Wojciechowski „Leszek”, Ignacy Zalewski „Zygmunt”, Władysław Korzeniewski „Fredek”, Roman Hordejuk „Witek” i „Stefan” (NN), tworząc tym samym samodzielny oddział.
Kuchciewicz nie przebywał stale przy swojej grupie. Partyzanci często ukrywali się sami, a dowódca dołączał do nich na czas akcji – głównie o charakterze zaopatrzeniowym. Sam „Wiktor” prowadził w tym okresie bardzo ruchliwy tryb życia, zmieniał często kwatery, przeprowadzał wywiad. Skład jego grupy ulegał wielokrotnym zmianom. 19 X 1949 r. w starciu z KBW koło Pieszowoli poległo trzech partyzantów „Wiktora” („Fredek”, „Witek”, „Stefan”). W międzyczasie do Kuchciewicza dołączył Mieczysław Lisowski „Chaziaj” (właściciel gospodarstwa w obrębie którego zlokalizowany był bunkier „Uskoka”), a wiosną 1950 r. – Karol Mielniczuk „Wacek” i Zygmunt Pielach „Felek”, dotychczasowi podkomendni „Żelaznego”. Mielniczuk pełnił od tej pory funkcję zastępcy dowódcy grupy.
Latem 1950 r. „Wiktor” przekazał komendę „Wackowi”, a sam, wraz z „Felkiem”, podjął próbę wyjazdu na Zachód. Wyprawa zakończyła się fiaskiem ze względu na chorobę Pielacha. Po kilku tygodniach obaj dołączyli z powrotem do oddziału, przebywającego w lasach parczewskich. Tuż po powrocie z nieudanej eskapady na Zachód, 1 IX 1950 r., „Wiktor” prawdopodobnie wraz z Józefem Franczakiem „Lalkiem”, rozstrzelał w Wólce Nowej, pow. Lubartów, Franciszka Kasperka – byłego żołnierza „Uskoka” (ps. „Hardy”), informatora PUBP w Lubartowie, człowieka odpowiedzialnego za aresztowanie „Babinicza”, a w konsekwencji śmierć kpt. Brońskiego.

16 X 1950 r. grupa „Wiktora” przeprowadziła brawurową akcję na instytucje państwowe w Sawinie, pow. Chełm (dokonano „eksów” w Gminnej Kasie Spółdzielczej, w budynku Gromadzkiej Rady Narodowej, opanowano posterunek MO, raniono dwóch funkcjonariuszy MO, pobito kilku milicjantów i członków ORMO). Niedługo potem grupa rozdzieliła się. Partyzanci rozeszli się pojedynczo, lub po dwóch, na zimowe kwatery. „Wiktor” wraz z Lisowskim u
krywali się w okolicach Łęcznej. Dopiero latem 1951 r. skontaktowali się z pozostałymi członkami oddziału. Ci z kolei, dowodzeni pod nieobecność „Wiktora” przez Karola Mielniczuka „Wacka”,  przeprowadzili w tym okresie kilka akcji o charakterze aprowizacyjnym. Starli się również dwukrotnie z grupami operacyjnymi UB-KBW (w czasie jednego ze starć, 21 III 1951 r., poległ Ignacy Zalewski „Zygmunt”). W maju 1951 r. dołączył do oddziału Jan Łuć „Zenek”, dezerter z LWP.

Poległy 21 III 1951 r., w starciu z grupą operacyjną UB-KBW, Ignacy Zalewski ps. „Zygmunt”, „Lin”, żołnierz z patrolu „Wiktora”. Zdjęcie wykonane przez UB.

Jesienią 1951 r. grupa „Wiktora” poniosła kolejne straty. 11 IX 1951 r. w kol. Zamołodycze, pow. Włodawa, w starciu z grupą operacyjną UB-KBW polegli „Wacek” i „Leszek”, a 27 X 1951 r. został aresztowany Mieczysław Lisowski (został skazany na 12 lat, więzienie opuścił w 1958 r.). Jesienią 1951 r. działalność już tylko trzyosobowej grupy została wyhamowana. Zimę 1951/1952 partyzanci przetrwali na zaufanych kwaterach. Przez niemal cały 1952 r. „Wiktor” melinował się samodzielnie, dopiero jesienią  skontaktował się z „Felkiem” i „Zenkiem”. Partyzanci znajdowali się w bardzo trudnej sytuacji materialnej, a cały ciężar ich utrzymania spadał na gospodarzy, udzielających im pomocy. „Wiktor” zezwolił wówczas obu podkomendnym na prowadzanie samodzielnych działań. W efekcie, jesienią 1952 r., obaj partyzanci przeprowadzili kilka akcji o charakterze zaopatrzeniowym (w Chmielowie, w Lubiczynie i w Parczewie). Część zdobytych pieniędzy i materiałów przekazali później „Wiktorowi”.

Zbigniew Pielach „Kmicic”, „Felek”, żołnierz oddziałów „Jastrzębia”, „Żelaznego” i „Wiktora”. Aresztowany 14 XII 1953 r. i skazany na karę śmierci. Zmarł w Szpitalu Psychiatrycznym we Wrocławiu w dn. 25 X 1955 r. na zapalenie miedniczek nerkowych.

4 I 1953 r. Kuchciewicz zastrzelił w Jedlance Starej Władysława Krawczyka, referenta terenowego PUBP we Włodawie, gdy ten próbował go wylegitymować. Po tej nieplanowanej akcji, „Wiktor” nawiązał ponowny kontakt z Pielachem. Obaj udali się na teren pow. lubelskiego. Partyzanci kwaterowali w wioskach u zaufanych meliniarzy. W lutym skończyły im się środki na utrzymanie. W związku z tym „Wiktor” zdecydował się na uderzenia na Gminną Kasę Spółdzielczą w Piaskach. Kuchciewicz skontaktował się z Franczakiem, który przystał na propozycję wzięcia udziału w akcji.

Wieczorem 10 II 1953 r. „Wiktor” i „Felek”, przebrani za parę wiejskich gospodarzy, weszli do wnętrza budynku GKS w Piaskach. Ich działania ubezpieczał od strony cmentarza „Lalek”. Tuż przed zakończeniem pracy urzędu partyzanci sterroryzowali bronią pracowników, po czym Pielach przystąpił do opróżniania kasy pancernej z gotówki. Po kilku minutach w budynku pojawiła się grupa funkcjonariuszy MO z posterunku w Piaskach, zaalarmowana przez pracowników GKS. W poczekalni doszło do strzelaniny, w wyniku której komendant posterunku sierż. Tadeusz Stojek śmiertelnie ranił „Wiktora”. Niemal w tym samym czasie Pielach lub Kuchciewicz oddali celne strzały w kierunku wymienionego, zabijając go na miejscu. „Wiktor” zdążył jeszcze wydać polecenie „Felkowi”, by ten się wycofał, po czym stracił przytomność. Zmarł na korytarzu Gminnej Kasy Spółdzielczej w Piaskach kilka minut po otrzymaniu postrzału. Przy zwłokach zabitego znaleziono liczne przedmioty osobiste, włącznie ze szczoteczką do zębów.

Fotografia pośmiertna „Wiktora” wykonana najprawdopodobniej na terenie więzienia na Zamku w Lublinie w lutym 1953 r.

Ciało „Wiktora” przewieziono natychmiast do więzienia na Zamku w Lublinie, gdzie zwłoki identyfikowali, sprowadzeni przez UB, rodzice, brat i znajomi. Przeprowadzono również oględziny lekarskie, które jako przyczynę śmierci denata wykazały wykrwawienie się z rany postrzałowej płuc.
Miejsce pochówku Stanisława Kuchciewicza do dzisiaj pozostaje nieznane.

Artur Piekarz
IPN O/Lublin

57 rocznica śmierci ppor. „Wiktora” – część 1/3>
Strona główna>

59 rocznica śmierci majora "Łupaszki"

59 rocznica zamordowania majora Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka"

Mjr Zygmunt Szendzielarz ps. "Łupaszka" (12 III 1910 r. – 8 II 1951 r.)

59 lat temu, 8 lutego 1951 roku  komunistyczni oprawcy zamordowali mjr. Zygmunta Szendzielarza  ps. "Łupaszka", jednego z najwybitniejszych oficerów Wojska Polskiego i Armii Krajowej, dowódcę 5 Brygady Wileńskiej AK, dwukrotnego kawalera  orderu Virtuti Militari.

Major
"Łupaszka" został aresztowany przez UB 26 czerwca 1948 r. w Zakopanem i po ciężkim śledztwie, 2 listopada 1950 r. skazany przez Wojskowy Sąd
Rejonowy w Warszawie, pod przewodnictwem sędziego Mieczysława Widaja [czyt.: Stalinowski sędzia…, Zmarły, nieosądzony] na 18-krotną karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego
1951 r. w więzieniu na Rakowieckiej – strzałem w tył głowy.
Wraz z nim zamordowano trzech innych oficerów wileńskiej Armii Krajowej: ppłk Antoniego Olechnowicza ps. "Pohorecki", ppor. Lucjana Minkiewicza ps. "Wiktor" i kpt. Henryka Borowego – Borowskiego ps. "Trzmiel". Ich ciała posypano wapnem i wdeptano w ziemię w nieznanym miejscu…

W czwartek, 8 lutego 1951 r. kat wywołał z celi majora „Łupaszkę”. Za chwilę miał się znaleźć na schodach krwawej mokotowskiej piwnicy. Wszystkie piwnice są do siebie podobne, więc mokotowska pewnie nie różniła się zbytnio od tej w Twerze, w siedzibie NKWD przy ul. Sowieckiej 5, gdzie w kwietniu i w maju 1940 r. na polskich majorów czekał w gumowym fartuchu i z naganem w łapie major NKWD Błochin. Jak się nazywał morderca z Mokotowa, który tego dnia „pełnił służbę” i przyłożył majorowi „Łupaszce” nagana do karku? Nie wiemy, są tylko przypuszczenia, ale to nie ważne, bo i on, i Błochin to dzieci tego samego diabła. A propos dzieci: pewnie je dobrze wykształcił, bo miały dużo dodatkowych punktów na egzaminach wstępnych. Może te dzieci i ich dzieci są teraz sędziami albo prokuratorami? Pewnie ojciec miał w tej branży znajomości. Major powiedziałby na to wszystko tak, jak zwykł mawiać w podobnych okolicznościach: „Kat z nimi!”. Zanim wyszedł ze zbiorowej celi, stanął przez chwilę nieruchomo, popatrzył po raz ostatni na swoich towarzyszy niedoli i – jak relacjonował potem najmłodszy więźień z celi, o pseudonimie „Młodzik” – powiedział głośno: „Czołem, Panowie!”.
Czołem, Panie Majorze! Polacy pamiętają.*

GLORIA VICTIS !!!

Na temat mjr. "Łupaszki" i jego żołnierzy czytaj więcej:


* Fragment tekstu pochodzi z artykułu Piotra Szubarczyka Czołem, Panie Majorze!, który ukazał się w Nr 1/2010 (#47) Niezależnej Gazety Polskiej – Nowe Państwo.

Strona główna>

Koncert na rzecz Żołnierzy Wyklętych !

Koncert charytatywny DE PRESS i KRYZYS na rzecz kombatantów podziemia antykomunistycznego.

5 lutego 2010 r. o godz. 19:00 w sali górnej Centrum Kultury "Rotunda" w Krakowie przy ul. Oleandry 1 odbędzie się  charytatywny koncert legendarnych punkowych kapel – De Press i Kryzys. Koncert ten dedykowany będzie pamięci "Żołnierzy Wyklętych". Całość dochodu przekazana zostanie na pomoc  kombatantom podziemia  antykomunistycznego.
Celem organizatorów koncertu  jest przypomnienie młodemu pokoleniu żołnierzy podziemia niepodległościowego, o których pamięć
komunistyczne władze starały się wymazać ze świadomości społecznej i okryć hańbą.
Organizatorem koncertu jest Stowarzyszenie Pokolenie wspólnie z Federacją Młodzieży Walczącej. Partnerami koncertu są Instytut Pamięci Narodowej i Narodowe Centrum Kultury,
a odbędzie się on pod honorowym patronatem szefa kancelarii Prezydenta RP Ministra Władysława Stasiaka.

Tego roku mija 65 rocznica wyzwolenia Krakowa spod niemieckiej okupacji, kiedy to Armia Czerwona 17 stycznia 1945 roku wkroczyła do miasta. Dla wielu nie był to jednak koniec wojny,  zamianą jednej okupacji na drugą. Właśnie dla tych wszystkich którzy wtedy nie złożyli broni, żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, Konspiracyjnego Wojska Polskiego i innych niepodległościowych organizacji nie godzących się  na władze  komunistów.

Tysiącom z nich nie było dane doczekać końca PRL, wielu nie ma nawet własnych grobów,   a pamięć o nich starano się wymazać czyniąc ich „Żołnierzami Wyklętymi”. Koncert skierowany jest do tych, którzy nie znają ich trudu i ofiary, aby poprzez muzykę poznali wydarzenia tamtych dni.

Organizatorzy nie są nastawieni na zysk, cały koncert ma charakter charytatywny, zaś dochody z niego przekazane zostaną na pomoc kombatantom podziemia antykomunistycznego.


KONCERT DE PRESS I KRYZYS

Centrum Kultury "Rotunda"
Data: 05.02.2010 | Start: 19:00 | Sala: górna
Ceny biletów: 20,00 zł normalny | 15,00 zł ulgowy.

Kontakt
Centrum Kultury "Rotunda"
ul. Oleandry 1
30-060 Kraków
tel. (12) 633 35 38, 633 61 60, 292 65 16
fax (12) 633 76 48

Zobacz mapę dojazdu:


INFORMACJE O ZESPOŁACH:


De Press – założona w roku 1980 przez Andrzeja Dziubka, Jorna Kristensena i Ole Snortheima. Zespół łączy punk rock z melodiami polskiej muzyki góralskiej. W 1981 zadebiutowali albumem Block To Block, płyta ta swoim oryginalnym brzmieniem i politycznie zaangażowanymi tekstami sprawiła, że w Norwegii uznana została za najważniejszą płytę rockową XX wieku, zaś w Polsce władza nie pozwalała na jej wydanie aż do 1989 roku. W latach 80-tych zespół wydaje w Norwegii jeszcze jedną płytę On The Other Side,  po czym rozpada się. Reaktywowany w 1989 roku De Press nagrał szereg płyt 3 Potocki (reedycja wydanego w Norwegii Bolshov Trio), Groj skrzypko groj, Potargano chałpa, Dwie tęsknoty.  W składzie pojawili się muzycy z Nowego Targu. Zespół zagrał liczne koncerty w  kraju oraz za granicą, m.in. w krajach skandynawskich i Gruzji. W 2008 roku wydano płytę Zre nas konsumpcja, zaś w pod koniec 2009 roku album Myśmy rebelianci, na którym De Press umieścił swoje interpretacje piosenek poświęconych „Żołnierzom Wyklętym”.

Kryzys – jeden z pierwszych polskich zespołów punkrockowych. Założony w 1978 roku w Warszawie  przez Roberta Brylewskiego, Kamila Stoora, Marka Iwańczuka i Piotra Mrowińskiego.  Jedynym oficjalnym wydawnictwem Kryzysu była kaseta 78-81 (1994). Nagrania grupy znalazły się na wielu składankach (np. Fala), nawet po jej rozpadzie. Kryzys wywarł ogromny wpływ na polską scenę muzyczną inspirując wiele młodych zespołów. Reaktywowany w 2006 roku wystąpił jednorazowo na koncercie promującym płytę w warszawskim klubie CDQ 15 marca 2006 roku. W 2008 roku grupa zagrała w oryginalnym składzie na festiwalu w Jarocinie.

Źródło: Centrum Kultury "Rotunda", MMKRAKOW.PL

Strona główna>

WARTO PRZECZYTAĆ… (23)


Mirosław Surdej
Oddział partyzancki Wojciecha Lisa 1941-1948
Rzeszów 2009, ss. 368 + 32 s. wkł. zdj.


Na historię polskiego podziemia niepodległościowego składają się indywidualne losy tysięcy ludzi, którzy w imieniu suwerennej Rzeczpospolitej przeciwstawili się dwóm totalitaryzmom – brunatnemu i czerwonemu. Wojciech Lis wsławił się w czasie wojny z Niemcami, dowodząc oddziałem partyzanckim operującym na terenie powiatów mieleckiego i kolbuszowskiego. Gdy Europa świętowała upadek Niemiec, tak jak setki mu podobnych w całej Polsce, został zmuszony ponownie podjąć walkę zbrojną, tym razem przeciwko sowieckim „wyzwolicielom”.

Książka jest monografią autorstwa pracownika Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie. Przez pryzmat losów jednego z dwóch dowódców oddziałów partyzanckich ukazano w niej proces brutalnych narodzin systemu komunistycznego w Polsce. Bazą źródłową publikacji są przede wszystkim archiwalia wytworzone przez aparat bezpieczeństwa, uzupełnione o dokumenty podziemia niepodległościowego, akta administracyjne i materiały PPR. W aneksach zaprezentowano wybrane dokumenty oraz około stu fotografii.

Książkę można nabyć bezpośrednio w IPN lub księgarni internetowej:


Fotografia na okładce: od lewej: Konstanty Kędzior, Wojciech Lis, Jan Rydzowski – zima 1947/1948.



Wojciech Lis ps. "Mściciel" (1913-1948) – żołnierz AK, NSZ, WiN, dowódca oddziału partyzanckiego walczącego przeciw Niemcom i Sowietom w Puszczy Sandomierskiej.

Urodził się w Ostrowach Tuszowskich. Jego rodzice byli rolnikami, mieszkali w pobliskim Toporowie. Mając 21 lat, Lis wstąpił do ZMW "Wici", później zaangażował się w działalność Stronnictwa Ludowego.
W 1942 r. Niemcy wysiedlili Toporów, tworząc poligon wojskowy. Rodzina Lisów musiała opuścić gospodarstwo. W 1942 r. za zgodą Niemców powrócili do Toporowa, a syn podjął pracę przy budowie dróg. W niejasnych okolicznościach pobił i rozbroił oficera niemieckiego, po czym skrył się w lasach. W odwecie Niemcy spalili gospodarstwo Lisów, a jego ojca i siostrę rozstrzelali. Lis przyjął pseudonim "Mściciel", zgromadził innych sobie podobnych uciekinierów, tworząc z nich oddział partyzancki. Początkowo oddział ten nie podporządkował się żadnej większej organizacji, pozostawał jednak pod wpływami NOW/NSZ. Lis nękał Niemców, operując na granicy powiatów mieleckiego i kolbuszowskiego. W sierpniu 1944 r. jego żołnierze stanowili trzon sformowanego w ramach AK oddziału "Hejnał", który wziął czynny udział w "Burzy", współdziałając przy tym z Armią Czerwoną.

Po przejściu frontu Lis wstąpił do formującej się Milicji Obywatelskiej. Próba pozyskania go do współpracy w wyłapywaniu żołnierzy AK nie przyniosła rezultatu, toteż w październiku 1944 r. został aresztowany przez NKWD. Zbiegł, wyłamując drzwi celi aresztu w Mielcu. W końcu marca 1945 r. próbę aresztowania Lisa podjęli funkcjonariusze KP MO w Kolbuszowej, jednak ponownie zdołał zbiec. Wiosną 1945 r. rozpoczął formowanie oddziału partyzanckiego. Na bazie okolicznych byłych placówek AK i BCh utworzył sprawną sieć wywiadowczo-zaopatrzeniową. W maju 1945 r. podporządkował swój oddział komendantowi powiatowemu NSZ w Mielcu, kpt. Janowi Fiałkowskiemu. W czerwcu 1945 r. otrzymał awans podoficerski z ramienia NSZ. W połowie 1946 r. oddział Lisa stał się częścią zgrupowania WiN mjr. Hieronima Dekutowskiego ps. "Zapora". Przez cały okres działania, od marca 1945 r. do stycznia 1948 r., przez oddział przewinęło się około 160 osób. Według materiałów MBP, Wojciech Lis i jego żołnierze przeprowadzili około dwustu akcji przeciw rodzimym komunistom i Armii Czerwonej. Wyraźnie objawiała się działalność polityczna. Żołnierze Lisa zakazywali wstępować do wojska, prowadzili agitację na rzecz niepodległego państwa polskiego, zdzierali plakaty PPR, kolportowali prasę podziemną. Funkcjonariusze UB w roku 1945 prowadzili z Lisem rozmowy na temat ujawnienia i rozwiązania oddziału, zakończyły się one jednak niepowodzeniem. Równocześnie PUBP Mielec i PUBP Kolbuszowa, wspierane przez Wydział III WUBP w Rzeszowie aktywnie rozpracowywały oddział; usiłowano wprowadzić w jego skład informatorów. Od września 1945 r. wśród współpracowników Lisa działał agent "Wat" (później "Tor"). Pod tymi pseudonimami ukrywał się Wojciech Paluch, były żołnierz Lisa, który ujawnił się w 1945 roku. W tym samym czasie aktywny był agent ukryty pod pseudonimem "Młot", był nim gajowy Stanisław Pawlik. Od stycznia 1946 r. działał agent "Pilniak", w tymże roku zwerbowano informatora ps. "Słup".

Momentem przełomowym w działalności oddziału Lisa stała się amnestia z lutego 1947 roku. Po sfałszowanych wyborach wiele walczących jeszcze oddziałów rozwiązano, a ich żołnierze się ujawnili. Z amnestii skorzystała także większość żołnierzy Lisa. Po amnestii przy Lisie pozostało nie więcej niż 10 najbliższych i najwierniejszych żołnierzy. W listopadzie były to 4 osoby uzbrojone w broń maszynową. Do tego czasu sieć agentów UB zwiększyła się o nowych ludzi używających pseudonimów: "Konrad", "Groźny", "Ząbek", "Ryś" i "Miś". Kierownictwo PUBP w Mielcu, widząc nieskuteczność kolejnych obław na ukrywającego się Lisa, sięgnęło po metodę skrytobójstwa. Polecenie zamordowania Lisa wydano Paluchowi. Stało się to 30.01.1948 r. "Tor" zastrzelił Lisa i jednego z jego żołnierzy Konstantego Kędziora podczas snu w okolicach leśniczówki Pateraki w lesie koło Ostrowów Baranowskich, a następnie powiadomił UB. Na miejsce mordu pojechała grupa funkcjonariuszy UB dowodzona przez Szefa PUBP w Mielcu – por. Wojciecha Pacanowskiego, która upozorowała potyczkę, a następnie zabrała ciała Lisa i Kędziory, które skrycie pochowano na śmietniku Komendy Powiatowej MO w Mielcu. Agent "Tor" za swój czyn dostał 2000 zł oraz kupon na garnitur i skórę na buty z cholewami. Zwłoki zamordowanych zostały odnalezione po 44 latach.  2 maja 1992 r. ciała Lisa i Kędziora
spoczęły na cmentarzu parafialnym w Mielcu.


Zdjęcie wykonane przez UB. Zwłoki zamordowanego Wojciecha Lisa ps. "Mściciel".

Zdjęcie wykonane przez UB. Zwłoki zamordowanych Wojciecha Lisa i Konstantego Kędziora.

Czytaj również:

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej, Księgarnia Dębickich, Patriotyczny Mielec.

Strona główna>

Nagroda dla Fundacji "Pamiętamy" – część 1/2

Fundacja "Pamiętamy" laureatem nagrody im. Grzegorza I Wielkiego.

Z końcem ubiegłego roku Fundacja "Pamiętamy", której celem jest przywracanie pamięci społecznej o ludziach, którzy w drugiej połowie lat 40-tych i na początku 50-tych ubiegłego stulecia podjęli walkę zbrojną z komunistami, została laureatem nagrody im. Grzegorza I Wielkiego, przyznawanej corocznie przez miesięcznik Niezależna Gazeta Polska – Nowe Państwo. Nagroda ta przyznawana jest ludziom, którzy w sposób szczególny: bezkompromisowo, z pełnym zaangażowaniem, bez oglądania się na głosy, często wrzaski, krytyków służą prawdzie w życiu publicznym.

Zapraszam do lektury dwóch tekstów z ostatniego numeru Niezależnej Gazety Polskiej – Nowego Państwa, w których  Katarzyna Hejke i Grzegorz Wierzchołowski  piszą o tegorocznym laureacie przyznanej przez miesięcznik nagrody im. Grzegorza I Wielkiego.


NASZ LAUREAT – Fundacja „Pamiętamy”
Katarzyna Hejke

Nie mamy wątpliwości, że tegoroczna Nagroda im. Grzegorza I Wielkiego trafi do ludzi, którzy zasłużyli na dziesiątki nagród. Jesteśmy dumni, iż zgodzili się przyjąć tę przyznawaną przez nasz miesięcznik.

Nagrodę im. Grzegorza I Wielkiego przyznaliśmy w tym roku po raz czwarty. Jej pierwszym laureatem został ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, ubiegłorocznym Pan Prezydent Lech Kaczyński.
Cel określiliśmy jasno – marmurowa statuetka z ogromnym kryształem górskim trafia do tego, kto w sposób szczególny: bezkompromisowo, z pełnym zaangażowaniem, bez oglądania się na głosy, często wrzaski, krytyków służy prawdzie w życiu publicznym. Kierując się dokładnie tymi zasadami, redakcja „Niezależnej Gazety Polskiej – Nowego Państwa” wyłoniła tegorocznego laureata. Postanowiliśmy, iż „Grzegorz” trafi do Fundacji „Pamiętamy”.

Fundacja „Pamiętamy” to cichy bohater odrodzonej po 1989 roku Polski, który nie tylko stara się odkłamać najnowszą historię naszego kraju, ale jednocześnie ratuje honor wolnej Rzeczypospolitej. Fundacja powstała, by przywracać pamięć o żołnierzach antykomunistycznego podziemia – wspaniałych, odważnych Polakach, których polscy komuniści z pomocą sowieckich towarzyszy zaszczuli, upokorzyli, zniesławili a w wielu przypadkach zamordowali i zbezcześcili ich ciała. Mogłoby się wydawać, iż po odzyskaniu niepodległości takich organizacji jak „Pamiętamy” i takich działań będzie w Polsce mnóstwo. Wolni ludzie będą chcieli zmyć z siebie brud bolszewickiej propagandy. Nic z tego. Okazało się, iż „wolnych ludzi” znacznie bardziej pochłonęło tłumaczenie, dlaczego Jaruzelski musiał kazać strzelać do ludzi, a Kiszczak ma być człowiekiem honoru. Lata przeleciały, a ofiary obu wspomnianych osobników i ich poprzedników pozostały w bezimiennych grobach lub w zapomnieniu.

W tym czasie Fundacja „Pamiętamy” organizowała wystawy przywracające pamięć o żołnierzach, którzy jeszcze długo po zakończeniu II wojny światowej walczyli o demokratyczną, niekomunistyczną Polskę, wydawała książki, budowała pomniki. Ostatnim, zupełnie fantastycznym, projektem „Pamiętamy” jest płyta z piosenkami Żołnierzy Wyklętych. Nie mamy wątpliwości, że tegoroczny „Grzegorz” trafi do ludzi, którzy zasłużyli na dziesiątki nagród. Jesteśmy dumni, iż zgodzili się przyjąć tę przyznawaną przez nasz miesięcznik.
Gorąco zachęcam Czytelników do wspierania działań Fundacji „Pamiętamy” i do lektury artykułu o naszym tegorocznym Laureacie, który zamieszczamy w tym numerze.

Nagroda dla Fundacji "Pamiętamy" – część 2/2>
Strona główna>

Nagroda dla Fundacji "Pamiętamy" – część 2/2

BOJOWNICY O PAMIĘĆ ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH
Grzegorz Wierzchołowski

Kilkanaście
niezwykle wartościowych publikacji naukowych, 19 pomników żołnierzy AK,
NSZ, WiN i NZW w całej Polsce, działania na rzecz odkłamania powojennej
historii Polski, wreszcie pomysł wydania płyty z piosenkami
antykomunistycznego podziemia… Trudno uwierzyć, że te wszystkie
dokonania są dziełem niewielkiej, kilkuosobowej fundacji.

NSZ
to formacja, której „karty chwały składają się głównie z dobijania
ocalałych Żydów, mordowania chłopów i nauczycieli, wieszania
milicjantów” – grzmiał w 1991 r. w „Polityce” Wiesław Górnicki, znany
reportażysta i felietonista. Rok później w tym samym tygodniku temat
Żołnierzy Wyklętych podjął satyryk i dziennikarz Ryszard Marek Groński.
„Stosowali oni kryterium rasistowskie: zabijali nie dlatego, że w ich
ręce wpadli przedstawiciele nowej władzy. Zabijali wyłącznie za
pochodzenie” – pisał. Równie kłamliwe tezy publikowano w latach 90. na
łamach „Gazety Wyborczej”, „Warsaw Voice” i innych znaczących pism – a
każdy, kto się tej linii przeciwstawiał, mógł spodziewać się. że
wkrótce zostanie okrzyknięty antysemitą.
Gdyby zabrakło wówczas
ludzi, którzy współtworzyli Fundację „Pamiętamy” – kto wie, czy w
największych dziennikach do dziś nie pisano by o „zbrojnym i morderczym
ramieniu polskiego faszyzmu” (K. Gebert, „Gazeta Wyborcza”, 13-14 marca
1993 r.).

Od Ligi do Fundacji

Choć
formalnie Fundacja „Pamiętamy" rozpoczęła swoją działalność w 1999 r.
to środowisko, które ją dziś współtworzy, walczyło o pamięć Żołnierzy
Wyklętych już od pierwszej połowy lat 90. Sam termin „Żołnierze
Wyklęci” został ukuty właśnie przez przyszłych twórców Fundacji.

Działaliśmy wtedy w ramach Ligi Republikańskiej. W listopadzie 1993 r.
stworzyliśmy pierwszą w Polsce wystawę poświęconą podziemiu
antykomunistycznemu
. Ponieważ ekspozycja, z czasem wzbogacana o nowe
materiały, cieszyła się dużym powodzeniem, do 1997 r. pokazaliśmy ją w
kilkudziesięciu miastach w całej Polsce
– wspomina Grzegorz Wąsowski z
zarządu Fundacji „Pamiętamy”.
Jego wuj był uczestnikiem
antykomunistycznej konspiracji młodzieżowej w latach 50., siedział
kilka lat w więzieniu. Rodzice innego ważnego współpracownika Fundacji.
Kazimierza Krajewskiego, walczyli w Armii Krajowej – zarówno z
Niemcami, jak i komunistami.




Po sukcesie wystawy przyszedł czas na
następny krok. W 1998 r. Oficyna Wydawnicza Volumen wydała album "Żołnierze Wyklęci. Antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 r." (aut. Leszek Żebrowski, Grzegorz Wąsowski), w którym znalazły
się teksty licznych historyków, m.in. obecnego prezesa IPN Janusza
Kurtyki. Premierze albumu (który doczekał się dwóch wydań) towarzyszyła
bogata ekspozycja archiwalnych fotografii w Sejmie.
– To było duże
wydarzenie. Posłowie zobaczyli twarze tysięcy młodych, inteligentnych
ludzi, patriotów w mundurach Wojska Polskiego. Postacie na zdjęciach w
niczym nie przypominały bandytów z komunistycznej propagandy
– mówi
Wąsowski.
Warto dodać, że w przygotowaniu i promocji wystawy w
parlamencie kluczową rolę odegrał ówczesny poseł AWS i przewodniczący
Ligi Republikańskiej, Mariusz Kamiński – późniejszy szef Centralnego
Biura Antykorupcyjnego.

_

Powyżej okładki dwóch wydań (z lewej wyd. I) albumu Żołnierze Wyklęci. Antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 r. Wydanie drugie zostało poprawione i uzupełnione o ok. 200 dodatkowych stron. Poniżej fragment zawartości albumu. Oba wydania są już praktycznie nieosiągalne, jedynie na allegro.pl czasami pojawiają się jeszcze pojedyncze egzemplarze w dość wysokich cenach. 

Rozpoczął się rok 1999. Choć Liga
Republikańska, w ramach której działało większość ówczesnych
organizatorów wystawy „Żołnierze wyklęci”, znacznie ograniczyła swoją
aktywność, to idea upamiętniania żołnierzy antykomunistycznego
podziemia wciąż była w tym środowisku żywa. Wkrótce padł więc pomysł,
by powołać w tym celu fundację. Chyba nikt nie spodziewał się wówczas,
że nadchodząca dekada najbardziej nawet wytężonej pracy może przynieść
tak imponujące rezultaty.

19 pomników, 1000 nazwisk

Dorobek
Fundacji „Pamiętamy” robi dziś ogromne wrażenie – efektów pracy mogłoby
pozazdrościć jej wiele instytucji państwowych. Dla przykładu: od 2001
r. dzięki wysiłkom członków Fundacji stanęło w całej Polsce aż 19
pomników upamiętniających żołnierzy antykomunistycznego podziemia
.

Od
2001 r. dzięki wysiłkom członków Fundacji stanęło w całej Polsce 19
pomników upamiętniających żołnierzy antykomunistycznego podziemia.


Pierwszy był monument w Radomiu, poświęcony bojownikom ze zgrupowania
WiN majora Franciszka Jaskulskiego „Zagończyka”. Idea zrodziła się w
grudniu 1999 r., sam pomnik stanął w czerwcu 2001 r. Wcześniej
musieliśmy stoczyć trwającą ponad rok walkę z postkomunistycznymi
wówczas władzami samorządowymi Radomia
– mówi Grzegorz Wąsowski. W
uroczystym odsłonięciu pomnika bohaterskich żołnierzy wzięło udział
kilka tysięcy ludzi.
Wkrótce, dzięki staraniom Fundacji (i
finansowemu wsparciu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa), zaczęły
powstawać kolejne miejsca pamięci. 16 września 2001 r. w Siedlcach
odsłonięto pomnik żołnierzy V i VI Brygady Wileńskiej Armii Krajowej,
poległych i zamordowanych w walce z komunistami w łatach 1944-1953; dwa
lata później w Lublinie mieszkańcy mogli obejrzeć pomnik upamiętniający
ponad 250 poległych i pomordowanych żołnierzy WiN-AK zgrupowania mjr.
Hieronima Dekutowskiego „Zapory”
. Dziś monumenty upamiętniające
bohaterów z Armii Krajowej, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość,
Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego stoją
m.in. w Drohiczynie, Mielniku, Ostrołęce, Sokołowie Podlaskim,
Włodawie, Wyszkowie, Wysokiem Mazowieckiem i Zakopanem.
Dotychczas na naszych pomnikach
uwiecznionych zostało ponad tysiąc polskich patriotów, którzy padli w
walce z komunistami
– opowiada Wąsowski.
Odsłonięciu niemal każdego
pomnika towarzyszą wydawane przez fundację książeczki, poświęcone
upamiętnianym postaciom i wydarzeniom: są one bezpłatnie rozdawane
wśród uczestników uroczystości. Autorzy tych opracowań to wybitni
znawcy dziejów niepodległościowego podziemia antykomunistycznego, m.in.
Kazimierz Krajewski, Maciej Korkuć i Tomasz Łabuszewski.

"Myśmy rebelianci"

Od
kilku lat Fundacja „Pamiętamy” szczególny nacisk kładzie na
przybliżenie losów „Żołnierzy wyklętych” młodzieży. W sierpniu 2005 r.
w Perlejewie (woj. podlaskie) działacze Fundacji zorganizowali
rekonstrukcję jednego z najciekawszych epizodów antykomunistycznego
powstania: zwycięskiej potyczki 5. Brygady Wileńskiej AK z grupą NKWD w
Miodusach Pokrzywnych
. W rekonstrukcji, przygotowanej przez Trójmiejską
Grupę Rekonstrukcji Historycznych
, wykorzystano samochody, broń i
mundury z epoki. Dzięki atrakcyjnemu pomysłowi impreza przyciągnęła
kilkaset (głównie młodych) osób.

Strzałem w dziesiątkę okazał się
także pomysł płyty z piosenkami „Żołnierzy wyklętych”. Początkowo
utwory, które stworzyli i wykonywali bojownicy podziemia, miały zostać
nagrane na instrumentach bliższych epoce: skrzypcach, akordeonie,
ewentualnie gitarze klasycznej. Potem jednak w Fundacji przeważyło
zdanie, by z piosenkami bohaterów zbrojnego podziemia
antykomunistycznego spróbować dotrzeć właśnie do osób młodszych. W
Muzeum Powstania Warszawskiego, które zgodziło się wydać płytę,
narodziła się koncepcja współpracy ze znanym zespołem rockowym De
Press.
– Decyzję podjąłem, gdy tylko usłyszałem propozycję. Miałem ku
temu powód. Mój ojciec był w AK. Gdy byłem mały, bawiłem się w
partyzantkę, często nuciłem piosenki partyzanckie. To były dźwięki
mojego dzieciństwa
– mówi Andrzej Dziubek, lider grupy.

Efekt
przeszedł najśmielsze oczekiwania. Pięknie wydana płyta z piosenkami
żołnierzy podziemia w wykonaniu De Press spodobała się zarówno
krytykom, jak i słuchaczom. Wystarczy powiedzieć, że promującą album
piosenkę „Myśmy rebelianci” odsłuchało w serwisie YouTube – w ciągu
zaledwie dwóch miesięcy – ponad 55 tys. osób, a transmisję koncertu De
Press z Muzeum Powstania Warszawskiego
obejrzało 11 listopada 2009 r. w
TVP2 blisko milion widzów. To, jak dotąd, zdecydowanie najlepszy
przykład popularyzacji dziejów „Żołnierzy wyklętych” we współczesnej
kulturze masowej.

Pracami Fundacji „Pamiętamy”
kieruje zarząd w składzie: Michał Bichniewicz i Grzegorz Wąsowski.
Ekspertem Fundacji i jednocześnie osobą odpowiedzialną za jej działania
w aspekcie historycznym i edukacyjnym jest Kazimierz Krajewski.

Źródło: NIEZALEŻNA GAZETA POLSKA – NOWE PAŃSTWO, 12/2009, #46

Jeżeli
ktoś chciałby pomóc w rozpropagowaniu dzieła FUNDACJI "PAMIĘTAMY",
klikając niżej znajdzie link do pobrania banerów tej witryny:


BANERY FUNDACJI "PAMIĘTAMY"

63 rocznica śmierci por. "Jastrzębia"

63 rocznica śmierci por. Leona Taraszkiewicza ps. "Jastrząb"

Por. Leon Taraszkiewicz ps. "Jastrząb" (1925-1947). Zdjęcie ze stycznia 1946 r.

Dzisiaj, 3 stycznia 2010 roku, mija 63 lata od śmierci legendarnego dowódcy oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa, por. Leona Taraszkiewicza ps. "Zawieja", "Jastrząb". Zmarł on w wyniku ran odniesionych podczas ataku na grupę ochronno – propagandową KBW stacjonującą w Siemieniu.

3 stycznia 1947 r. zginął, obdarzony niebywałą fantazją, najprawdziwszy zagończyk oraz jeden z najwybitniejszych dowódców partyzanckich antykomunistycznego podziemia w Polsce po 1944 r. Por. "Jastrząb" pochowany został na cmentarzu w Siemieniu. Dzięki temu, że jego koledzy zrobili to potajemnie, jako jeden z nielicznych dowódców antykomunistycznego podziemia spoczywa we własnej mogile w poświęconej ziemi, choć do 1990 r. na prostym brzozowym krzyżu mógł widnieć jedynie tajemniczy napis "Leon". Dopiero 30 czerwca 1991 r. odbył się powtórny uroczysty pogrzeb i poświęcenie grobu por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia".

Styczeń 1946 r. Część oddziału por. „Jastrzębia”. Dowódca siedzi przy rkm-ach.

Żołnierze oddziału por. "Jastrzębia" przy trumnie swojego kolegi Józefa Piaseckiego ps. „Sokół”, poległego w starciu z UB-KBW pod Marianką 12 II 1946 r. Szósty od lewej stoi dowódca por. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”.

Grób por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" na cmentarzu w Siemieniu.

GLORIA VICTIS !!!

Z racji tej smutnej rocznicy chciałbym przypomnieć dwie z wielu [kalendarium działań bojowych, część: 1>, 2>, 3>],
najbardziej spektakularne akcje, jakie wykonał oddział pod dowództwem
por. „Jastrzębia” jesienią 1946 r., a mianowicie atak na Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we
Włodawie i bitwę pod Świerszczowem. Wprawdzie była jeszcze
bezprecedensowa akcja uprowadzenia rodziny B. Bieruta, ale o tym można
przeczytać tutaj:

Artykuły znajdują się w kategorii: „JASTRZĄB" I "ŻELAZNY" – OBWÓD WiN WŁODAWA, pt.:

Czytaj również:

Strona główna>

Msze Św. za Żołnierzy Wyklętych

Dwie Msze Św. w intencji Żołnierzy Wyklętych w Olsztynie.

Dwie Msze Święte w intencji Żołnierzy Wyklętych zostaną odprawione w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie, ul. Mickiewicza 10.

  • 28 grudnia 2009 r. o godz. 7:30 – Msza Św. w intencji Żołnierzy Wyklętych.
  • 29 grudnia 2009 r. o godz. 8:00 – Msza Św. w intencji Zygmunta Olechnowicza ps. "Zygma", żołnierza Nowogródzkiego Okręgu Armii Krajowej, w oddziale partyzanckim pod dowództwem ppor. Czesława Zajączkowskiego ps. "Ragner", a po jego śmierci w walce z sowietami, adiutanta ppor. Anatola Radziwonika ps. "Olech" w Obwodzie nr 49/67 (Szczuczyn-Lida), przy boku którego walczył z sowiecka nawałą na Kresach do jego śmierci podczas próby przebicia się z okrążenia NKWD w dniu  12 maja 1949 r.
 
Zygmunt Olechnowicz "Zygma", "Grom", żołnierz IV batalionu 77 pp AK, adiutant ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”, ciężko ranny i ujęty przez NKWD 12 maja 1949 r., skazany na 25 lat łagrów. Nigdy nie powrócił do Polski…

Więcej o żołnierzach i dowódcach kresowych oddziałów Antysowieckiego Powstania przeczytasz w kategorii:

Strona główna>