60 rocznica śmierci mjr. "Łupaszki"

60 rocznica zamordowania mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Mjr Zygmunt Szendzielarz ps. "Łupaszka" (12 III 1910 r. – 8 II 1951 r.)

60 lat temu, 8 lutego 1951 roku  komunistyczni oprawcy zamordowali mjr. Zygmunta Szendzielarza  ps. "Łupaszka", jednego z najwybitniejszych oficerów Wojska Polskiego i Armii Krajowej, dowódcę 5 Brygady Wileńskiej AK, dwukrotnego kawalera  orderu Virtuti Militari.

Major
"Łupaszka"
został aresztowany przez UB 26 czerwca 1948 r. w Zakopanem i po ciężkim
śledztwie, 2 listopada 1950 r. skazany przez Wojskowy Sąd
Rejonowy w Warszawie, pod przewodnictwem sędziego Mieczysława Widaja [czyt.: Stalinowski sędzia…, Zmarły, nieosądzony] na 18-krotną karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego
1951 r. w więzieniu na Rakowieckiej – strzałem w tył głowy.

Wraz z nim zamordowano trzech innych oficerów wileńskiej Armii Krajowej: ppłk Antoniego Olechnowicza ps. "Pohorecki", ppor. Lucjana Minkiewicza ps. "Wiktor" i kpt. Henryka Borowego – Borowskiego ps. "Trzmiel". Ich ciała posypano wapnem i wdeptano w ziemię w nieznanym miejscu…


Ppłk Antoni Olechnowicz ps. "Pohorecki"


Ppor. Lucjan Minkiewicz ps. "Wiktor"

W
czwartek, 8 lutego 1951 r. kat wywołał z celi majora "Łupaszkę". Za
chwilę miał się znaleźć na schodach krwawej mokotowskiej piwnicy.
Wszystkie piwnice są do siebie podobne, więc mokotowska pewnie nie
różniła się zbytnio od tej w Twerze, w siedzibie NKWD przy ul.
Sowieckiej 5, gdzie w kwietniu i w maju 1940 r. na polskich majorów
czekał w gumowym fartuchu i z naganem w łapie major NKWD Błochin. Jak
się nazywał morderca z Mokotowa, który tego dnia "pełnił służbę" i
przyłożył majorowi "Łupaszce" nagana do karku? Nie wiemy, są tylko
przypuszczenia, ale to nie ważne, bo i on, i Błochin to dzieci tego
samego diabła. A propos dzieci: pewnie je dobrze wykształcił, bo miały
dużo dodatkowych punktów na egzaminach wstępnych. Może te dzieci i ich
dzieci są teraz sędziami albo prokuratorami? Pewnie ojciec miał w tej
branży znajomości. Major powiedziałby na to wszystko tak, jak zwykł
mawiać w podobnych okolicznościach: "Kat z nimi !". Zanim wyszedł ze
zbiorowej celi, stanął przez chwilę nieruchomo, popatrzył po raz ostatni
na swoich towarzyszy niedoli i – jak relacjonował potem najmłodszy
więzień z celi, o pseudonimie "Młodzik" – powiedział głośno: "Czołem,
Panowie !".

Czołem, Panie Majorze! Polacy pamiętają.*

GLORIA VICTIS !!!

Obejrzyj film dokumentalny Z archiwum IPN – "Łupaszka":

Na temat mjr. "Łupaszki" i jego żołnierzy czytaj więcej:


* Fragment tekstu pochodzi z artykułu Piotra Szubarczyka Czołem, Panie Majorze!, który ukazał się w Nr 1/2010 (#47) Niezależnej Gazety Polskiej – Nowe Państwo.

Strona główna>

Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" świętem państwowym !

Sejm RP ustanowił nowe święto państwowe – 1 marca Narodowym Dniem Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" !

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął ustawę o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". W myśl jej postanowień 1 marca ma stać się Narodowym Dniem Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" i świętem państwowym.

Projekt ustawy o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" złożył w ubiegłym roku prezydent Lech Kaczyński: w hołdzie "Żołnierzom Wyklętym" – bohaterom Powstania Antykomunistycznego, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienia dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu.

W myśl jej postanowień, 1 marca ma stać się świętem państwowym obchodzonym corocznie jako
Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych",
nie ma to jednak być dzień wolny od pracy.

Do zaproponowanego tekstu ustawy członkowie sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu wprowadzili poprawki. W preambule sformułowanie "bohaterom Powstania Antykomunistycznego" zastąpiono "bohaterom antykomunistycznego podziemia", a do zwrotu "z bronią w ręku przeciwstawili się" dodano "z bronią w ręku, jak i w inny sposób przeciwstawili się".

Zmieniono również treść art. 3, tak by ustawa weszła w życie z dniem ogłoszenia, a nie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia, jak zakładał projekt. Uzupełnienie tekstu projektu o zwrot mówiący o sprzeciwianiu się sowieckiej agresji i narzuconemu reżimowi "także w inny sposób" nastąpiło na wniosek posła Tadeusza Sławeckiego (PSL), który postulował, by w ten sposób uczcić także osoby niosące pomoc czy ukrywające członków podziemnych organizacji niepodległościowych.

Zamiarem projektodawcy jest oczywiście uczczenie wszystkich walczących w podziemiu lub wspomagających je w różny sposób. Jedni walczyli z bronią w ręku, inni słowem, a jeszcze inni nieśli pomoc lub ukrywali walczących. I wszyscy ci, którzy nie godzili się na łamanie praw państwa demokratycznego i ponieśli za to karę, powinni być honorowani – wyjaśnił sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta.

Prezydent Komorowski kontynuuje i wspiera tę inicjatywę świętej pamięci prezydenta Kaczyńskiego. Celem projektu jest złożenie hołdu Żołnierzom Wyklętym. Proponuje się, by dniem ich upamiętniającym był 1 marca, rocznica stracenia z rąk UB kierownictwa IV Komendy Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość". Ustanowienie tego dnia jest wyrazem szacunku dla żołnierzy drugiej konspiracji za niezłomną postawę patriotyczną i niepodległościową oraz konsekwentne sprzeciwianie się narzucanemu Polsce i nieakceptowanemu przez społeczeństwo ustrojowi. Należy podkreślić, że za prowadzoną na rzecz niepodległego państwa walkę żołnierzy Armii Krajowej i innych organizacji niepodległościowych zamiast wdzięczności spotkały represje, często zakończone karą śmierci lub długoletnim więzieniem ze strony aparatu komunistycznego – mówił dalej obecny na obradach komisji sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Krzysztof Łaszkiewicz.

Aby ustawa weszła w życie, musi ją jeszcze zaakceptować Senat i podpisać prezydent.

Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". W myśl jej postanowień 1 marca będzie Narodowym Dniem Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" i świętem państwowym… [czytaj więcej: www.prezydent.pl]


NIECHCIANE SŁOWO "POWSTANIE"

Unikanie sformułowania "powstanie antykomunistyczne" w odniesieniu do ustawy, która ma pomóc zachować pamięć o "żołnierzach wyklętych", utrwala sytuację, w której pod szyld "podziemie antykomunistyczne" wciąga się działalność Adama Michnika z lat 60. czy rozgrywki wewnątrzpartyjne, w których brał udział Jacek Kuroń.

Niechciane słowo "powstanie"

Z preambuły projektu, który ustanawia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Podziemia Antykomunistycznego, na ostatnim etapie prac sejmowych wykreślono sformułowanie "powstanie antykomunistyczne". Niesłusznie. Historycy, którzy od lat badają ten temat, są zgodni: w latach 1944-1953 w Polsce miało miejsce narodowe powstanie przeciw sowieckiej okupacji, krwawo stłumione przez wspierany przez NKWD aparat bezpieczeństwa. Ustawa została przyjęta przez Sejm, teraz zajmie się nią Senat.

Wszystko wskazuje na to, że 1 marca już w tym roku będzie Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Podziemia Antykomunistycznego. Inicjatywa czekała na szczęśliwy finał prawie dwa lata. Przed rokiem stosowny projekt skierował do Sejmu prezydent Lech Kaczyński. Jednym z jego pomysłodawców był ówczesny prezes IPN Janusz Kurtyka, również tragicznie zmarły w katastrofie smoleńskiej.

"W hołdzie Żołnierzom Wyklętym – bohaterom Powstania Antykomunistycznego" – od tych słów zaczynała się preambuła ustawy przesłanej jeszcze przez Kancelarię Prezydenta Kaczyńskiego do parlamentu. Jednak na środowym posiedzeniu Komisji Kultury i Środków Przekazu, w której przez kilka miesięcy projekt leżał i nie był rozpatrywany, dopóki o sprawie nie napisał "Nasz Dziennik", to właśnie określenie wzbudziło sprzeciw jednego z posłów SLD. Jego stanowisko natychmiast podchwyciła przewodnicząca komisji, poseł Iwona Śledzińska-Katarasińska (PO). I tak z treści preambuły określenie "powstanie antykomunistyczne" zostało w drodze kompromisu wykreślone.

– Nie chcieliśmy, by idea ustanowienia tego dnia upadła w wyniku tego sporu, więc szybko zgodziliśmy się na sformułowanie: "W hołdzie Żołnierzom Wyklętym – uczestnikom podziemia antykomunistycznego" – przyznaje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" poseł Piotr Babinetz (PiS). On sam był zwolennikiem pierwotnej wersji, czyli pozostawienia w ustawie określenia "powstanie antykomunistyczne". Ostatecznie zagłosował jednak tak jak większość.

Tymczasem problem nazewnictwa, z pozoru nieistotny, nie jest wcale błahy. W sferze publicznej świadomości znaczy bardzo wiele. Świadczy o tym nie tylko fakt, że ktoś do prezydenckiego projektu takie sformułowanie wpisał, ale również to, że poseł SLD postanowił właśnie te słowa zmienić.

Mimo że już od wielu lat prace badawcze wielu historyków dowodzą, że w latach 1944-1953 (przy czym okres ten jest umowny) na terytorium Polski miało miejsce powstanie przeciwko nowej sowieckiej okupacji. Już od samego początku, a więc od końca lat 40. XX wieku, zarówno propaganda sowiecka i komunistyczna w kraju, a potem będąca na jej usługach historiografia wprowadziły do opisu tego okresu historii Polski kilka określeń-wytrychów, które przetrwały do dziś. Żołnierzy podziemia antykomunistycznego nazywano "bandytami", wojsko i milicja pacyfikowały "bandy", a walkę z sowiecką agenturą na terenach okupowanej Polski w postaci PPR oddziałów GL i AL określano mianem "wojny domowej".
– Wojna domowa jest wtedy, gdy w jednym państwie walczą poróżnione ze sobą dwie strony. Wszelkie dokumenty, szczególnie z lat 1944-1947, wytworzone przez zgrupowania podziemia, jak i aparatu bezpieczeństwa, wskazują to samo, że bez pomocy sowieckich garnizonów w miastach wojewódzkich i powiatowych okupacyjna władza PKWN czy Rządu Tymczasowego w żadnym razie by się nie utrzymała – podkreśla dr Wojciech Muszyński, historyk z IPN. – Oni byli silni tylko siłą Sowietów – dodaje.

Ciągłość oporu

Skąd więc określenie "powstanie"? – W 1944 roku na obczyźnie działały legalne władze, wciąż istniały struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Mimo ich pewnego zaniku były wciąż scentralizowane, obejmowały całe terytorium kraju i miały jasno wytyczony cel – osiągnięcie niepodległości – tłumaczy Leszek Żebrowski, historyk, autor wielu publikacji i książek na temat zgrupowań podziemia antykomunistycznego. Jak podkreśla, aktywność skierowana przeciwko sowieckiej okupacji nie ograniczała się tylko do oddziałów zbrojnych, ale wiązała tysiące osób, ludność cywilną, która nowej władzy postawiła opór. Dlatego według niego unikanie słowa "powstanie" ma na celu zatarcie faktu, że działalność tych oddziałów stanowiła ciągłość oporu z czasów wojny z państwem podziemnym, jak również wykluczenie jakiegokolwiek porównania z innymi powstaniami znanymi z historii. Tymczasem zasięg, skala i czas trwania oporu przeciw nowej władzy świadczą o tym, że w postaci biernej i czynnej w latach 1944-1953 miało w Polsce miejsce antykomunistyczne powstanie przeciw nowej okupacji.

– Gdyby porównać skalę działania zgrupowań podziemia antykomunistycznego z działalnością oddziałów z czasów Powstania Styczniowego, to okazuje się, że w latach 1944-1953 przez struktury oddziałów przeszło około 150 tys. żołnierzy. W Powstaniu Styczniowym około 100 tys. – tłumaczy Wojciech Muszyński.

– Unikanie dziś sformułowania "powstanie antykomunistyczne" utrwala sytuację, w której to pod szyld "podziemie antykomunistyczne" wciągnąć można także działalność Adama Michnika z lat 60. czy rozgrywki wewnątrzpartyjne, w których brał udział Jacek Kuroń – podkreśla Żebrowski.

Podobnego zdania jest prof. Marek Jan Chodakiewicz, historyk, który wielokrotnie podkreślał, że powstanie antykomunistyczne było ogólnonarodową kontynuacją powstania antyniemieckiego wyrażonego operacją "Burza". Jak podkreśla, powstańcy wypełniali wtedy rozkazy przejęcia władzy w terenie postawione im w 1944 r. przed wejściem Sowietów, a niemal wszystkie podziemne organizacje uważały swą walkę za kontynuację czynu zbrojnego zaczętego w 1939 roku.

I to jest może najlepszy sposób, by ukazać fałszywe światło, w jakim Sejm stawia "żołnierzy wyklętych". Podstawmy w miejsce Sowietów i NKWD – Niemców, SS i Gestapo. W jaki sposób parlament niepodległej Polski nazwałby zbrojny i cywilny opór tysięcy Polaków przeciw okupacyjnej władzy? Uczestnikami "tragicznych wydarzeń", "nielegalnych oddziałów przeciw legalnej władzy", "antyhitlerowskiego podziemia"?

Źródło: Nasz Dziennik
Strona główna>

Atak „Jastrzębia” na Parczew w 1946 r. – część 1/2

Zajęcie Parczewa przez oddział por.  Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, 5 lutego 1946 r. Obsesje „pogromców antysemityzmu” kontra prawda historyczna.

Ppor. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”, „Zawieja” (1925-1947)

Wiele brawurowych akcji przeprowadzonych przez oddział partyzancki włodawskiego Obwodu WiN por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, walczący z komunistycznym zniewoleniem w pierwszych latach powojennych, miało charakter samoobrony i chroniło społeczeństwo ziemi włodawskiej przed bezprawiem nowej władzy. Jednym z przykładów takich działań było rozbicie 22 października 1946 r. Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie i uwolnienie ok. 70 więźniów. Nie mniej spektakularne działania tego typu oddział przeprowadził kilka miesięcy wcześniej, kiedy to 5 lutego 1946 r. na kilka godzin opanował Parczew, zamieszkały wówczas w przeważającej części przez społeczność żydowską.

Propaganda komunistyczna zrobiła z tej akcji wręcz wzorcowy przykład na antysemityzm oddziałów niepodległościowego podziemia, a kłamstwo to do tego stopnia wrosło w świadomość społeczną, że do dzisiaj jeszcze powielane jest przez znaczną część społeczeństwa. Fakt ten przestaje aż tak bardzo dziwić, gdy przypomnimy, że wątpliwy zaszczyt – w kontekście tej akcji – spotkał braci Taraszkiewiczów również ze strony byłego aparatczyka PZPR (później SLD, a obecnie SDPL) Marka Borowskiego, który w marcu 2001 roku z trybuny sejmowej* bez skrępowania rzucał stare oszczerstwa, które miały być kontrargumentem w dyskusji o uznaniu żołnierzy WiN bohaterami walczącymi o niepodległy byt Państwa Polskiego.

* Przeczytaj wystąpienie M. Borowskiego w Sejmie 14.03.2001 r. – [Stenogram z posiedzenia Sejmu – PDF] oraz artykuł K. Krajewskiego i T. Łabuszewskiego, w którym autorzy m.in. dają odpór jego argumentacji – [„Z orłem w koronie”].


Styczeń 1946 r. Część oddziału por. Leona Taraszkiewicza Jastrzębia”. Dowódca siedzi przy RKM-ie; czwarty od lewej: Ryszard Jakubowski ps. „Kruk”.

Niestety, tę z gruntu nieprawdziwą opinię nadal lansują w swoich publikacjach również niektórzy z autorów. Koronnym przykładem jest tutaj książka Jana Tomasza Grossa Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści (Kraków 2008), w której autor, dopasowując fakty do z góry założonej tezy, korzystając jedynie z publikacji pod redakcją  Aliny Całej i Heleny Datner-Śpiewak Dzieje Żydów w Polsce 1944-1968. Teksty źródłowe (Warszawa 1997), wydanej przez Żydowski Instytut Historyczny, wyrwał z kontekstu kilka zdań pochodzących z kroniki oddziału pisanej przez Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, opatrzył je odpowiednim komentarzem i w ten sposób stworzył wypaczony obraz parczewskich wydarzeń z 5 lutego 1946 r.

Jednak o ile jeszcze można próbować zrozumieć postępowanie autora Strachu…, który niejako programowo zajmuje się szkalowaniem Polski i Polaków, i który – jak stwierdził w jednym z wywiadów prof. Norman Finkelstein, autor głośnej książki „Przedsiębiorstwo holokaust”w pewnym momencie zrozumiał – tak jak wiele innych osób – że podejmowanie tematu antysemityzmu jest intratnym zajęciem, o tyle dziwi brak rzetelności i dobór argumentów służących opisaniu celu podjęcia tej samej akcji, przedstawiony przez historyka, kierownika Działu Naukowego Państwowego Muzeum na Majdanku, Dariusza Libionkę w swoim koreferacie Polskie podziemie niepodległościowe a mniejszości narodowe, zamieszczonym w publikacji IPN Polskie podziemie niepodległościowe na tle konspiracji antykomunistycznych w Europie środkowo – wschodniej w latach 1944 – 1956 (Warszawa-Lublin 2008).

Tekst ten był odpowiedzią na referat Piotra Łapińskiego, w którym to autor zwrócił uwagę, że niektóre działania represyjne polskiego podziemia w stosunku do społeczności żydowskiej są wyraźnie przejaskrawione, jak np. atak oddziału „Jastrzębia” na Parczew, który wręcz przedstawiany jest jako „pogrom Żydów”. Dariusz Libionka napisał, że nie wie na czym to przejaskrawienie miałoby polegać, jak też dziwi się zakwalifikowaniu tego incydentu do działań represyjnych.
Przytacza też, podobnie jak  J.T. Gross, odpowiednio wyselekcjonowane fragmenty dwóch zdań z kroniki „Żelaznego”:

[…] rozgromienie zamieszkałych tam Żydów […], którzy złapali w swoje ręce całkowity handel nie dając życia innym drobnym kupcom i handlarzom polskim […] Przy okazji tej można się było dobrze podreperować na żydowskich sklepach […]

które mają udowodnić, że atak miał podłoże jedynie ideologiczne i praktyczne (zaopatrzeniowe). Co więcej, Pan Libionka nadinterpretuje owe fragmenty pisząc, że nie ma więc mowy o walce z agenturą, poplecznikami systemu czy jego przedstawicielami (choć przy okazji zastrzelono czterech uzbrojonych członków samoobrony żydowskiej, to nie o nich tu chodziło). Celem akcji w Parczewie było sterroryzowanie Żydów i  zagarnięcie ich mienia.[…].

Jakby tego było mało, w kolejnych zdaniach swojego koreferatu autor orzekł:

[…] Incydent ten zaważył fatalnie na obrazie podziemia niepodległościowego, lecz cel swój spełnił – ocaleni z Zagłady Żydzi wkrótce opuścili Parczew, a wielu z nich Polskę. Odniesienia do tego wydarzenia pojawiają się w każdym tekście dotyczącym Żydów w powojennej Polsce.

Jako że Pan Libionka jest sędzią we własnej sprawie, więc być może brakuje mu obiektywizmu, by dostrzec, że to nie sam „incydent” zaważył fatalnie na obrazie podziemia, ale sposób jego przedstawiania, najpierw przez komunistów, a po 1989 r. przez – wydawałoby się – niezależnych historyków, którzy, nie wiedzieć czemu, powielają te stereotypy do dziś. Jednak nawet komuniści nie posunęli się do stawiania tak karkołomnej tezy, jaką w dalszej części cytowanego zdania postawił autor, który nawet gdyby wnikliwie zapoznał się z całością pamiętników „Żelaznego” (a nie z dwoma jego zdaniami), nie znalazł by tam jednego słowa, pozwalającego mu na tak kuriozalne stwierdzenie, że jakoby celem ataku partyzantów na Parczew było zmuszenie zamieszkujących tam Żydów do opuszczenia miasta. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że nie w każdym tekście dotyczącym Żydów w powojennej Polsce, obraz wydarzeń z lutego 1946 r. w Parczewie, jest odmalowany w podobny sposób.

W ostatnim akapicie Dariusz Libionka napisał coś, co może zakrawać na ponury żart:

[…] Rozbieżności w ocenach są normalne dla naukowej aktywności. Można zbliżać stanowiska i niwelować krańcowe nawet  interpretacje tych samych wydarzeń. Warunkiem koniecznym jest jednak nie tylko poważne traktowanie źródeł, ale i partnerów w dyskusji.

Nie jest moim zamiarem deprecjonowanie dorobku naukowego Pana Libionki, trudno bowiem przeceniać jego wkład w upamiętnianie martyrologii narodu żydowskiego podczas II wojny światowej, jednak doprawdy zaczyna brakować słów, gdy ktoś, kto na podstawie dwóch zdań wyrwanych z kilkustronicowego źródłowego opisu zdarzenia oszkalował ludzi walczących i ginących za niepodległość Polski, domaga się „poważnego traktowania źródeł”. Być może nadmiar obowiązków nie pozwala autorowi z należytą atencją pochylić się nad ogromną ilością materiału źródłowego do dziejów antykomunistycznego podziemia w Polsce, niemniej może w myśl własnego apelu warto byłoby bardziej zadbać o poważne traktowanie partnerów w dyskusji (bo coś kiepsko z tym:  Biuletyn IPN 6/2006 [str. 98-109 PDF]), miast  obcesowo nawoływać do przestrzegania zasad, które samemu ma się w niewielkim poważaniu.

Wnioski zawarte w wyżej przytaczanych publikacjach przestają zbytnio dziwić, gdy przyjrzymy się sposobowi wykorzystania źródła, jakim są pamiętniki Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, przez Alinę Całą, na której opracowanie powołują się wspomniani wyżej autorzy. Pani Cała opublikowała artykuł pt. Kształtowanie się polskiej i żydowskiej wizji martyrologicznej po II wojnie światowej, gdzie w rozdziale Żydzi jako „winni” przywołała fragmenty pamiętnika „Żelaznego”, które miały – według niej – uzasadniać tezę o antysemityzmie niepodległościowego podziemia. Z bardzo obszernego opisu akcji w Parczewie, sporządzonego przez tego dowódcę, autorka dobrała odpowiednio wyselekcjonowane zdania i zestawiła je w taki sposób, by mogły potwierdzić jej obsesje. Szczególnie żenującym jawi się jednak zabieg, w którym by podeprzeć swój wywód, iż podziemie jak napisała – w garstce ocalonych widziało zagrożenie, którym usprawiedliwiało wrogość oraz akty przemocy, zarówno te z pobudek politycznych, jak i na tle rabunkowym, Pani Cała usunęła z cytowanego zdania –  które w oryginale brzmi: rozgromienie zamieszkałych tam Żydów w ilości około 500 osób [podkr. autora] – fragment mówiący o tym, że nie o taką wcale „garstkę ocalonych” chodziło w Parczewie. Przytaczam poniżej fragment z pamiętnika „Żelaznego” już  po manipulacjach Pani Całej, by czytelnicy sami mogli porównać go z obszerniejszymi fragmentami zapisków tego dowódcy, które zamieszczam w dalszej części tekstu: 

„Jastrząb” […] i ja proponowaliśmy „Orlisowi” uderzenie na miasto Parczew i rozgromienie zamieszkałych tam Żydów […], którzy złapali w swoje ręce całkowity handel nie dając życia innym drobnym kupcom i handlarzom polskim […] Przy okazji tej można się było dobrze podreperować na żydowskich sklepach, a przeważnie na obuwiu, które nam było bardzo potrzebne […] Plan akcji był następujący: grupa „Dąbka” z około 10 ludźmi miała opanować most […] Koło tego mostu stała zwykle warta złożona z żydowskich ormowców, którzy pilnowali kompleks[u] budynków zamieszkałych przez Żydów […] „Dąbkowi” udało się pięknie podejść i bez strzału rozbroić wartę koło mostu, złożoną z dwóch Żydków z automatami i pistoletami. Jednym z nich był sierżant z UB nazywany popularnie „Bocian”, a było to dość podłe Żydzisko w stosunku obejścia z Polakami […] Młodzież parczewska, przeważnie uczniowie z gimnazjum miejscowego, brawurowo pomaga nam w szukaniu Żydów, ładowaniu samochodów itp.

Myślę również, że w tych okolicznościach nie warto rozwodzić się zbytnio nad takim „drobiazgiem”, iż rękopisy pamiętników „Żelaznego”, złożone w Archiwum Państwowym w Lublinie – a właśnie z nich korzystała  Alina Cała w swoich pracach – znajdują się w tym samym zespole akt co cytowany niżej fragment sprawozdania komendanta rejonu WiN Włodawa Jana Mazurka „Wrzosa”, a dotyczący zatrzymania  przez oddział „Jastrzębia” Abrama Rotenberga. Czyż może jeszcze kogoś dziwić, że Pani Cała „nie odnalazła” tego dokumentu…

Warto więc może w tym miejscu przypomnieć kilka faktów, które być może „umknęły” wspomnianym autorom.  W drugiej połowie stycznia 1946 r. z-ca komendanta Obwodu WiN Włodawa por. Klemens Panasiuk ps. „Orlis” wydał rozkaz, by część oddziału, w sile 8-10 ludzi pod dowództwem „Jastrzębia”, udała się w rejon podległy Czesławowi Kuszykowi ps. „Biały”, czyli do gm. Uścimów i Ostrowa Lubelskiego, z zadaniem poskromienia działających tam silnych grup złodziejskich oraz nałożenia kontrybucji i wymierzenia kary chłosty niektórym mieszkańcom Ostrowa Lub., którzy wbrew ogłoszeniu władz konspiracyjnych bezprawnie wchodzili w posiadanie majątków ludności żydowskiej. Wprawdzie zadania tego nie udało się wykonać, ponieważ – jak napisał  w pamiętniku „Żelazny” – gdy wkroczyliśmy do Ostrowa, wszyscy podani na liście zwieli, najwidoczniej już to oni dobrze wiedzieli o naszym przyjeździe, jednak już sama próba ukarania winnych tego procederu jest jednym z wielu faktów, które przeczą utrwalanemu przez lata komunistycznemu kłamstwu o rzekomym antysemityzmie polskiego podziemia.

Innym przykładem obalającym wspomniane zarzuty niech będzie zdarzenie z 23 maja 1946 r., kiedy to  oddziały „Jastrzębia”  i Stefana Brzuszka „Boruty” z NSZ wjechały na stację kolejową w Stulnie [pow. Włodawa], gdzie zatrzymano pociąg relacji Włodawa – Chełm. Rozbrojono tam 25 żołnierzy WP, przejęto teczkę z bardzo ważnymi dokumentami UB, którą wiózł funkcjonariusz PUBP we Włodawie Jan Pieszakowski, którego jednak nie udało się odnaleźć w tłumie pasażerów. Partyzanci odjechali w kierunku wsi Kosyń zabierając ze sobą włodawskiego Żyda Abrama Rotenberga i kolejarza Władysława Przygalińskiego, członka Egzekutywy Komitetu Powiatowego PPR w Chełmie, a przed wojną członka KPP. Po przesłuchaniu, w okolicy wsi Kołacze Abram Rotenberg został puszczony wolno, a kolejarz rozstrzelany.

W sprawozdaniu dla Komendy Obwodu WiN Włodawa, komendant rejonu obejmującego miasto Włodawa Jan Mazurek „Wrzos”, wyjaśniając powody likwidacji napisał:

[…] zabrany pod Stulnem kolejarz był ławnikiem sądu specjalnego w Chełmie z ramienia PPR i zawsze dawał głos za skazaniem.

W dalszej części tego samego sprawozdania „Wrzos” napisał, że:

[…] zabrany z pociągu pod Stulnem Żyd wrócił i opowiada [zapewne w odpowiedzi na pytania, czy nie obawiał się, że nie wróci] „co ja miał nie wrócić jak tam z Włodawy było trzech chłopaków, [i] to oni kazali sołtysowi coby mnie nakarmił i odwiózł z furmanką do miasta”.
(APL, WiN, syg. 91, Sprawozdanie Komendy Obwodu Włodawa z 28 V 1946 r., k. 1)

By rozwiać wątpliwości i wskazać jak nieprawdziwe są wszystkie powyższe oskarżenia dotyczące akcji represyjnej w Parczewie, na początku należy przede wszystkim przedstawić czytelnikom obszerniejsze fragmenty kronik „Żelaznego”, a także posłużyć się większą ilością źródeł, w tym relacjami świadków.

Wybór Parczewa na cel ataku nie był przypadkowy. Już od pierwszych miesięcy po tzw. „wyzwoleniu”  zwykli jego mieszkańcy byli terroryzowani przez przedstawicieli nowej władzy, której szeregi (Miejski Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, Milicja Obywatelska, administracja partyjno-państwowa) licznie zasiliła zwłaszcza ludność żydowska, częściowo ocalona z holocaustu (i obciążona traumatycznymi przeżyciami), a częściowo – już odpowiednio uformowana – przybyła z ZSRR wraz z Armią Czerwoną i NKWD. Polityczny monopol wkrótce przyczynił się do opanowania przez nich wszystkich istotnych sfer życia społeczno – gospodarczego w mieście i powzięcia przekonania o własnej bezkarności.

Widok fragmentu Parczewa w 1939 r. [fot. www.szukamypolski.com]

Jak pisze prof. Marek Jan Chodakiewicz w książce Po zagładzie. Stosunki polsko – żydowskie 1944-1947 (Warszawa 2008), nie ukazała się jak dotąd żadna praca na temat powojennych stosunków między komunistami a Żydami w Parczewie, jednak o faworyzowaniu społeczności żydowskiej przez „władzę ludową” mówi m.in. Raport sytuacyjny Komendy Okręgu AKO-WiN Białystok za październik 1945, w którym możemy przeczytać, że w B[iałym]stoku wszyscy Żydzi handlujący zostali zwolnieni z podatków magistrackich.

O tym, że zamieszkujący Parczew Polacy nie pałali specjalną sympatią do przedstawicieli miejscowej społeczności żydowskiej możemy dowiedzieć się m.in. z protokołu przesłuchania Szmula Kupersztejna (żydowski mieszkaniec Parczewa), sporządzonego 11 lutego 1946 r., tuż po ataku na miasto. Na pytanie funkcjonariusza UB, kogo podejrzewa z mieszkańców Parczewa, że wspólnie z partyzantami brał udział w akcji, odpowiadał on:

Specjalnie to podejrzewać nie podejrzewam nikogo, ale wiem o tym, że tak każdy jeden jest zły na nas [Żydów] i mógł brać udział w tym napadzie.

Niestety zeznający nie zechciał sprecyzować (a funkcjonariusz UB zapytać), za co „każdy jeden” z mieszkańców Parczewa miał być zły na Żydów, jednak sporo światła na kwestię stosunków polsko – żydowskich w powiecie włodawskim rzuca dokument  z 10 września 1945 r. zawierający Stanowisko Starostwa [Powiatowego] we Włodawie na rozporządzenie wojewody lubelskiego w kwestii powojennego antagonizmu polsko – żydowskiego, w którym Starosta Powiatowy w piśmie skierowanym do Wydziału Społeczno – Politycznego Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie informował:

W związku z powołanym wyżej zarządzeniem, które w odpisie otrzymałem przy piśmie z dnia 4 bm. SP.II/1266/45, donoszę, że aktów zorganizowanej akcji antysemickiej nie było dotąd na terenie powiatu. Spostrzega się jednak w społeczeństwie szeroką niechęć do żydów, a źródło takiego nastawienia wypływa stąd, że żydzi w pierwszych miesiącach niepodległości byli zbyt agresywni do pozostałej ludności, nie potrafią z nią współżyć, a już jeżeli chodzi o pozostających na stanowisku w Milicji, czy w Urzędzie Bezpieczeństwa, to stosunek ich do innej nacji był wręcz wrogi. Na terenie miasta [Włodawa] przed kilku miesiącami zginęło 2-ch aryjczyków z rąk milicjanta żyda, a fakty takie nie wytwarzają harmonijnego współżycia w duchu demokratycznym.Pocieszającym jest objaw zmniejszenia na miejscowym terenie obywateli narodowości żydowskiej w kadrach Milicji Obywatelskiej i więcej pozytywny stosunek pozostałych do ogółu obywateli.

(APL, Urząd Wojewódzki Lubelski 1944-1950, Wydział Społeczno-Polityczny, sygn. 50, k. 29)

Biorąc to wszystko pod uwagę, nie dziwi fakt, że do Komendy Obwodu WiN Włodawa wkrótce zaczęły docierać meldunki i skargi parczewian na zaistniałą sytuację, co w efekcie doprowadziło do podjęcia środków zaradczych.
„Żelazny” tak opisywał powody podjęcia akcji represyjnej:

„Jastrząb” jak również „Ryś” [Zdzisław Kogut], „Tygrys” [Piotr Popielewicz]  i ja proponowaliśmy „Orlisowi” [Klemens Panasiuk, z-ca Komendanta Obwodu WiN Włodawa] uderzenie na miasto Parczew i rozgromienie zamieszkałych tam Żydów w ilości około 500 osób, którzy złapali w swoje ręce całkowity handel nie dając życia innym drobnym kupcom i handlarzom polskim. Milicja i UB składało się tam z około 25 ludzi, których w nocy można było łatwo zaszachować przy pomocy 2-3 erkaemów. Przy okazji tej można się było dobrze podreperować na żydowskich sklepach, a przeważnie na obuwiu, które nam było bardzo potrzebne, gdyż staliśmy pod tym względem źle. […] Parczew był miastem dość dużym, a Żydkowie też posiadali broń, i to prawie że każdy. […].

Już przytoczenie tylko powyższego fragmentu wskazuje na to, że głównym celem partyzantów miało być przede wszystkim przywrócenie porządku i ukrócenie samowoli uzbrojonych żydowskich mieszkańców Parczewa i funkcjonariuszy aparatu przemocy, a cele zaopatrzeniowe miały być realizowane niejako „przy okazji”. Potwierdzenie tego faktu znajdziemy również bez trudu w dalszej części zapisków z-cy dowódcy, gdzie zwraca uwagę opis przydzielonych poszczególnym grupom zadań oraz rozwój wydarzeń podczas działań w Parczewie:

Plan był następujący: grupa „Dąbka” [Piotr Kwiatkowski] z około 10 ludźmi miała opanować most na drodze od rynku w kierunku stacji. Koło tego mostu stała zwykle straż złożona z żydowskich ormowców, którzy pilnowali kompleksu budynków zamieszkanych przez Żydów. Następnie grupa „Dąbka” miała udać się z przewodnikiem na rynek w pobliżu post. MO, gdzie w tym czasie będzie już prawdopodobnie ze swą grupą sam „Jastrząb”, który udał się inną drogą celem zaatakowania posterunku z dobranemi w tym celu chłopakami. Trzecia [druga] grupa złożona z 4 ludzi, w której był „Wacek” [Karol Mielniczuk], miała zadanie opanować pocztę wraz z centralą telefoniczną. Czwarta [trzecia] grupa złożona z trzech ludzi […] miała zadanie wpaść do prywatnego mieszkania kom. UB z Parczewa.
Czwartą grupą w sile 5-ciu ludzi kierowałem ja, miałem za zadanie ubezpieczać ze swoją „suką” [niemiecki ręczny karabin maszynowy, w tym przypadku – MG 13 lub MG 42 (oddział posiadał  oba modele)], jako najpewniejszą bronią, szosę z kierunku Włodawy, celem powstrzymania ewentualnej pomocy stamtąd, gdyż akcja była obliczona na parę godzin. […]


Luty 1946 r. Pierwszy od lewej: dowódca oddziału por. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”, pierwszy od prawej: Piotr Kwiatkowski „Dąbek”.

Atak „Jastrzębia” na Parczew w 1946 r. – część 2/2>
Strona główna>

Atak „Jastrzębia” na Parczew w 1946 r. – część 2/2

Jak już wspomniano uderzenie nastąpiło we wtorkowy wieczór 5 lutego 1946 r. O godz. 17.30 ok. 50-osobowy oddział „Jastrzębia”, w tym kilkunastu ludzi z bojówki rejonowej pod dowództwem Piotra Kwiatkowskiego „Dąbka”, wkroczył do miasta. Tak opisywał rozwój wypadków „Żelazny”:

[…] „Dąbkowi” udało się pięknie podejść i bez strzału rozbroić wartę koło mostu, złożoną z dwóch Żydków z automatami i pistoletami. Jednym z nich był sierżant z UB nazywany popularnie „Bocian”, a było to dość podłe Żydzisko w stosunku do obejścia z Polakami. Idąc dalej w kierunku posterunku złapał i trzeciego Żydka z bronią. Nie robiąc strzałów, zgodnie z rozkazem posuwa się dalej i wkracza do budynku, gdzie spodziewał się zastać, zgodnie z planem, „Jastrzębia”, który miał przybyć tam wcześniej. Przez winę przewodnika, który ze strachu jakoś zbłądził i przez to opóźnił przybycie „Jastrzębia” z grupą na posterunek, dwóch chłopaków od „Dąbka” wchodzi spokojnie do pierwszego pokoju na parterze, a tam w najlepsze zajadają sobie kolację milicjanci. Nasi zobaczywszy tylu milicjantów na raz, a nie spodziewanych tam swoich, dostają tremy, robią w tył zwrot i uciekają na dwór, a milicjanci zorientowawszy się, że coś tu nie pasuje, drugiemi drzwiami pobiegli na drugie piętro, gdzie mieścił się posterunek i chwycili za broń. W tym czasie przybywa „Jastrząb”, próbuje opanować posterunek, lecz w korytarzu na drugim piętrze otrzymuje silny ogień z diegtiarowa [radziecki ręczny karabin maszynowy DP – Diegtiariow Piechotnyj],  z którego strzelał sierżant UB Adolf Konasiuk, rodem ze wsi Makoszka [zginął w zasadzce zorganizowanej przez „Żelaznego” 22 IV 1947 r. pod wsią Białka]. Bezpośrednie zdobycie posterunku staje się niemożliwe. Zniszczyć go można by, bo w tym celu chłopcy przynieśli skądś kanister benzyny, lecz „Jastrząb” żałuje cywilnych ludzi i aptekę znajdującą się w tym samym domu na parterze. Wobec tego zostawia paru chłopaków na obstawie celem powstrzymania ubeków w budynku, a sam udaje się do dalszej akcji.[…].


Piotr Kwiatkowski ps. „Dąbek”.

Jak widać podział zadań i ich późniejsza realizacja wyraźnie wskazują, że celem ataku były przede wszystkim struktury komunistycznego aparatu represji. Potwierdza to również ponad wszelką wątpliwość relacja żołnierza oddziału „Jastrzębia”, biorącego udział w tej akcji, Ryszarda Jakubowskiego „Kruka”, który tak opisywał zasadnicze motywy podjęcia decyzji o  uderzeniu na Parczew:

Parczew był obsadzony przez milicję żydowską. Jarmarki odbywały się w każdy wtorek w Parczewie i kto chciał sobie coś kupić, jakieś produkty rolnicze, czy świnię, to do Parczewa jechał, bo nie było żadnego zaopatrzenia i chaos cały czas wszędzie panował. Ludzie zaczęli przychodzić i  mówić, że AK-owców lub sympatyków AK-owców łapią tam Żydzi, biorą na przesłuchania i leją. Żydzi ci wywodzili się z tego terenu, więc znali poszczególnych gospodarzy. „Jastrząb” zatrzymał któregoś z PPR-owców  z Pieszowoli [pow. Włodawa] i przez niego przekazał do resortu parczewskiego list: „nie czepiajcie się ludzi, nie maltretujcie gospodarzy, którzy przyjeżdżają zaopatrzyć się w Parczewie, bo jeżeli będziecie przetrzymywali, śledztwa prowadzili, bili, to rozliczymy się inaczej”. Oni na odwrocie tego listu odpisali „Jastrzębiowi”, że będą nadal aresztować ludzi, nawet teraz kilku mają, i jak jest taki mocny, to niech przyjdzie i sam sobie ich weźmie. W końcu doszło do tego, że parczewscy milicjanci i ubecy zamordowali jednego z członków placówki WiN z Wołoskowoli, i to spowodowało, że „Jastrząb” ruszył na Parczew.

(Relacja z dnia 21.06.2008 r., nagranie w zbiorach autora)


Styczeń 1946 r. Od lewej: z-ca dowódcy oddziału Edward Taraszkiewicz „Żelazny”  († 6 X 1951), Zdzisław Kogut „Ryś” († 24 XII 1946). Przed nimi stoi niemiecki rkm MG 42.

Gdyby autorzy zarzucający partyzantom działania nacechowane antysemityzmem, w momencie pisania swoich tekstów „poważnie traktowali źródła”, zapoznaliby się zapewne ze wszystkimi trzema pamiętnikami „Żelaznego”, których rękopisy złożone są w Archiwum Państwowym w Lublinie (w 2008 r. rękopisy te zostały opracowane naukowo i wydane przez IPN), a których dokładna lektura mogłaby ich skłonić – dum spiro, spero – do nieco innych wniosków.
Pierwszy z pamiętników, noszący tytuł „Wilkołak nr 635 AK i Bojówka Obwodowa. Pamiętnik ogólnych prac”, doprowadzony jest do końca stycznia 1946 r. i wpadł w ręce UB 8 lutego 1946 r. W drugim pamiętniku, nazwanym „Krótka chronologia oddziału „Jastrzębia””, autor odtworzył wcześniejsze wydarzenia i kontynuował zapiski aż do przejęcia ich przez UB w maju 1949 r. To właśnie w nim „Żelazny” opisał bardzo dokładnie, na kilku stronach, okoliczności zajęcia Parczewa, i to właśnie z tej wersji korzystali wspomniani autorzy. Po 1949 r. Edward Taraszkiewicz, na ile mógł, odtworzył ponownie wcześniejsze zapiski w trzecim pamiętniku, tym razem nazwanym „Obwód Nr 324. Krótka chronologia akcji przeprowadzonych przez oddział „Jastrzębia” i dalej”, a który wpadł w ręce komunistów po śmierci „Żelaznego”, 6 października 1951 r.
W trzeciej wersji autor pozostawił jeszcze jeden, niedługi, ale na tyle sugestywny zapis dotyczący akcji w Parczewie, że po jego lekturze dalsze upieranie się przy wcześniej cytowanych zarzutach, zakrawać będzie raczej na  aberrację umysłową, niż na „krańcową nawet  interpretację tych samych wydarzeń”.
W trzeciej wersji pamiętnika, pod pozycją nr 4, „Żelazny” zapisał:

W miesiącu lutym (2–3) [5] 1946 r. dokonano akcji zbrojnej na post[erunek] UB w Parczewie pow. włodawskiego. Sam post[erunek] nie został zdobyty z powodu tego, że mieścił się na drugim piętrze. Na skutek przedwczesnych strzałów jednej z grup uderzeniowych pod komendą kom[endanta] „Dąbka” ubeki pod komendą porucznika UB, niejakiego Konasiuka Adolfa zam. we wsi Makoszka gm. Dębowa Kłoda, pow. włodawski, zaczęli się bronić i nie dopuścili do zdobycia posterunku. Posterunek trzymano jednak w szachu przez kilka godzin, dop
óki nie załadowano materiałów ze spółdzielni na samochody. W akcji tej w Parczewie zabito 5 [3] członków UB, którzy znajdowali się akurat na mieście. Byli to wyłącznie Żydzi z drużyny Żyda nazwiskiem Bocian, który był w stopniu st[arszego] sierżanta UB, który też zginął.[…].

Wiele równie ciekawych, wcześniej nieznanych szczegółów wydarzeń w Parczewie można odnaleźć w aktach sprawy lubelskiej Prokuratury Okręgowej, przechowywanych w Archiwum Państwowym w Lublinie Oddział w Radzyniu Podlaskim [zespół akt: Sąd Grodzki w Parczewie, sygn. 636]. Według informacji tam zawartych, partyzanci „Jastrzębia” najpierw zajęli budynek Urzędu Pocztowego oraz Spółdzielni Rolniczo – Handlowej „Rolnik” w Parczewie. Wg zeznań telefonistki pocztowej Janiny Nowickiej, napastnicy kazali jej połączyć się z posterunkiem MO, w którym swoją siedzibę miała również placówka Miejskiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Telefon odebrał funkcjonariusz UB Marian Jędra, który w słuchawce usłyszał głos najprawdopodobniej samego „Jastrzębia”: Komendant dwutysięcznego oddziału partyzanckiego każe wam się zdać [poddać] bez boju, bo inaczej zginiecie jak psy. Tymczasem w budynku parczewskiej „bezpieki”, poza Jędrą, znajdował się tylko jeden milicjant – plut. Wacław Rydzewski. Komendant Posterunku MO Jan Pawlina był co prawda na miejscu, lecz w momencie ataku zmuszony został do zajęcia się żoną, która po usłyszeniu pierwszych strzałów zaczęła mdleć. Komendant opuścił plac boju i schronił się wraz z żoną w prywatnym mieszkaniu, znajdującym się w tym samym budynku. W tym czasie rozgorzał bój o piętro, na którym ostrzeliwali się Jędra i Rydzewski. W czasie walki, na schodach zastrzelony został Rydzewski. Ubek ostrzeliwujący się na piętrze zdołał się obronić, partyzanci nie zdołali wedrzeć się na górę.

Przebieg epizodu jasno wskazuje na odwetowy charakter ataku, mający za zadanie skarcenie samowoli milicji, UB i tzw. ochrony miasta, w skład której wchodzili miejscowi Żydzi. Nic zatem dziwnego, że to właśnie oni, w momencie ataku przebywający pod bronią w Klubie Partyzanckim, padli jego ofiarą. Właśnie to miało później zrodzić pogłoski o „pogromie żydowskim”. Jeśli był to pogrom, to tylko siepaczy komunistycznej mniejszości, która przy pomocy sił przymusu próbowała objąć totalną władzę nad obcym im ideologicznie społeczeństwem. W działaniach partyzantów widać natomiast wyraźne nastawienie na poszukiwanie funkcjonariuszy MO, UB i ludzi z nimi współpracujących. A tymi byli w Parczewie przeważnie Żydzi.

Wszystkich podejrzanych ludzie „Jastrzębia” zatrzymali i zgromadzili w sklepie Stanisława Pawłowskiego przy ulicy 11 Listopada 2. Znalazło się tam około 20 osób. Byli wśród nich, zatrzymani z bronią, Abram Zysman vel Bocian – komendant ochrony miasta oraz członkowie ochrony: Dawid Tempel vel Tępa i Mendel Turbiner. Partyzanci zatrzymali także milicjanta Władysława Michalskiego, który miał czapkę z orzełkiem. W sklepie wylegitymowali wszystkich. Michalski zdołał ukryć resortowe dokumenty, a zapytany o to czy jest z milicji, odpowiedział, że nie, a czapkę z orzełkiem ma dlatego, iż właśnie wrócił z wojska. Zysman, Tempel i Turbiner zostali rozpoznani jako funkcjonariusze komunistycznych organów terroru, wyprowadzeni na zewnątrz i rozstrzelani. O tym, że to głównie oni byli celem ataku świadczyć może scena zapamiętana przez Ewę Golecką – w sklepie Pawłowskiego jeden z WiN-owców miał poklepać Bociana po ramieniu i rzec: O, ty jesteś u nas notowany.
Dalsze działania w Parczewie tak opisywał „Żelazny”:

[…] Ze spółdzielni „Społem” rekwiruje [„Jastrząb”] dwa samochody ciężarowe, na które ładuje towar ze sklepów żydowskich, a paru chłopakom poleca udać się do mieszkań ważniejszych asów żydowskich, aby ich pojąć. Grupa ta w jednym budynku otrzymuje ogień z pepeszy, lecz wdziera się mimo tego do budynku, ale Żydkowie rzucają broń i kryją się gdzieś bez śladu. Miejscowa ludność zorientowawszy się co się dzieje, nie bacząc na strzały wychodzi radośnie na ulice, by zobaczyć chłopaków „z lasu”. Młodzież parczewska, przeważnie uczniowie z gimnazjum miejscowego, brawurowo pomaga nam w szukaniu Żydów, ładowaniu samochodów, itd. Po 4-5 godzinach, na umówione sygnały rakietowe zbierają się wszyscy. Nasza grupa oraz grupa „Dąbka” lokuje się na auta, „rezerwa” otrzymuje fury, któremi ma rozkaz jechać do swoich domów. Wyjeżdżamy w wesołym nastroju z Parczewa. Deszcz jednak nie ustaje, przez co drogi rozmarzają. Dojeżdżamy do wsi Uhnin, gdzie jeden z samochodów psuje się i nie chce jechać. Nie ma rady, bierzemy towar; z tego auta na pierwsze, a „Dąbek” otrzymuje rozkaz wziąć fury i furami jechać do Wołoskowoli […].

Powyższe fragmenty wyraźnie pokazują, że parczewscy Żydzi byli uzbrojeni i stawiali opór, a rekwizycja dokonana w spółdzielni „Społem” i sklepach prokomunistycznie nastawionych mieszkańców nie była niczym wyjątkowym. Podobne akcje represyjne przeprowadzane były przez wszystkie oddziały partyzanckie wielokrotnie, zarówno w miejscowościach zamieszkałych przez skomunizowaną ludność tak polską, jak i ukraińską czy białoruską, więc absurdem jest mówienie w tym kontekście o antysemityzmie (podobnie jak nie mówi się o „antyukrainizmie”, czy „antybiałorusizmie”) tylko dlatego, że akurat Parczew był zamieszkały w sporej części przez społeczność żydowską. Trudno się również dziwić radości polskich mieszkańców Parczewa, dla których jedynie „chłopcy z lasu” stanowili ratunek przed rozpasaniem i bezkarnością terroryzujących ją komunistycznych funkcjonariuszy i ich popleczników, przeciwko którym przede wszystkim wymierzona była ta akcja.

Styczeń 1946 r. Żołnierze oddziału por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”. Od lewej stoją: Ignacy Zalewski „Lin”, Zdzisław Kogut  „Ryś”, Zygmunt Majewski „Lenin”, Witold Zieliński, Ryszard Jakubowski „Kruk”, Piotr Kwiatkowski „Dąbek”, Władysław Huk „Dzik”, Adam Mielniczuk „Fryc”.

Teza mówiąca, że atak był pogromem Żydów parczewskich, została podana przez żydowskich członków ochrony miasta, którym udało się zbiec i ukryć: Zygmunta Goldmana, Edwarda Elbauma, Lejba Frajberga oraz wspomnianego wyżej Szmula Kupersztejna. Pomimo ich zaangażowania w komunistyczny internacjonalizm, w chwili zagrożenia jak z rękawa wyjęli przede wszystkim pobudki rasowe ataku. Wymienieni funkcjonariusze podczas zeznań składanych po zajściach twierdzili, że to ich polscy – użyjmy modnego ostatnio określenia – „sąsiedzi” wydawali ofiary partyzantom. Z tym, że „ofiary” poruszały się z automatami w rękach, a na wezwanie zatrzymania, zaczęły się ostrzeliwać.

Śledztwo nie potwierdziło oskarżeń wysuniętych wobec mieszkańców Parczewa: Henryka Dejneki, Ryszarda Naruska, Stanisława Pawłowskiego, Ireny Chwaluk i Jana Domańskiego, którzy jakoby mieli wskazywać partyzantom żydowskie mieszkania. Dochodzenie przeciwko mieszkańcom miasta pomagającym rzekomo w „pogromie” zostało umorzone. We wniosku o umorzeniu śledztwa prokurator napisał m.in.:

Podejrzenia […] opierały się na zeznaniach świadków: Goldmana, Elbauma, Kupersztejna i Frajberga, którzy powtórnie nie mogli być przesłuchani, gdyż wyjechali w nieznanym kierunku. Wątpliwe jest, by w powstałym popłochu w czasie zajścia świadkowie ci mogli zaobserwować dokładnie wskazane przez nich osoby; zresztą osoby te mogły znaleźć się tam wówczas pod przymusem ze strony napastników. W każdym razie ustalone zostało, że […] świadkowie ci się mylą lub zeznają nieprawdę.

W obliczu przedstawionych faktów teza o pogromie w Parczewie w lutym 1946 r. jest absolutnie nie do obrony. Nikt poza funkcjonariuszami komunistycznego aparatu represji nie zginął tego lutowego wieczoru w Parczewie. Partyzanci zdemolowali kilka mieszkań osób wysługujących się czerwonemu reżimowi, a także zarekwirowali potrzebne im rzeczy z paru sklepów i instytucji (na które zresztą wystawili pokwitowania) i zapakowawszy je na samochody, odjechali w stronę pobliskiej Sosnowicy.

Resort bezpieczeństwa natychmiast wysłał w pościg grupę operacyjną pod dowództwem oficera o nazwisku – nomen omen – Rozenker, z którą oddział „Jastrzębia” między 6 a 12 lutego 1946 r. starł się trzykrotnie – pod Wielkim Łanem, Łowiszowem i Marianką, zadając jej ciężkie straty.
Poznawszy już logikę wywodów „pogromców antysemityzmu” oraz ich „dbałość” o prawdę historyczną, nie bądźmy zatem zanadto zdziwieni, jeżeli niebawem potyczki te również wejdą do kanonu argumentów, mających zaświadczać o antysemityzmie polskiego podziemia niepodległościowego.

Atak „Jastrzębia” na Parczew w 1946 r. – część 1/2>
Strona główna>

Wystawa o oddziale "Wiarusy"

Wystawa "Precz z kajdanami bolszewizmu… Oddział partyzancki »Wiarusy« 1947–1949" – Rabka-Zdrój, 28 stycznia – 16 lutego 2011 r.

28 stycznia 2011 r. w Galerii "Pod Aniołem" w Rabce-Zdroju, ul. Parkowa 5 otwarto wystawę przygotowaną przez Oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie oraz Miejski Ośrodek kultury w Rabce-Zdroju pt. „Precz z kajdanami bolszewizmu… Oddział partyzancki »Wiarusy« 1947–1949”.
Ekspozycja będzie prezentowana do 16 lutego 2011. Wstęp wolny.

Źródło: IPN


Strona główna>

Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (1) – część 5/5

Jan Jandziś „Sosna” ukrywał się ostrzeżony przez „Korkociąga”, że o likwidację Świątka i Sobolewa UB podejrzewa jego i Augustyna Kurka70. Ujawnił się 8 III 1947 r. w PUBP w Tarnowie, zatajając jednak szczegóły swej działalności. Przyznał się tylko do udziału w nieudanej próbie zamachu na Sobolewa, ograniczając swoją rolę do wskazania „sowietnika”71. Wkrótce zatrzymany przez funkcjonariuszy UB zbiegł z samochodu, którym wieziono go do Tarnowa. Ponownie ujęto go 21 IX 1951 r. pod fałszywym nazwiskiem w Przemyślu. 29 II 1952 r. WSR w Krakowie pod przewodnictwem Tadeusza Makowskiego72 skazał go za dowodzenie akcjami likwidacyjnymi na karę śmierci, złagodzoną na mocy amnestii do 15 lat więzienia.

Poszukiwany przez UB Mieczysław Cielocha został aresztowany przypadkowo w noc sylwestrową 1946 r. Jak zapisał w 1980 r. funkcjonariusz Biura „C” Józef Bankiewicz:

W nocy 31 grudnia 1946 r. żołnierze jedn. WP oddelegowani do przeprowadzenia akcji propagandowej przedwyborczej na terenie powiatu Tarnów, będąc we wsi Wola Rzędzińska – przypadkowo zatrzymali osobnika, który nie posiadał żadnych dokumentów, a rewidujący go żołnierze znaleźli przy nim pistolet. Wobec powyższego przekazali w/w do dyspozycji PUBP w Tarnowie. W toku prowadzonego śledztwa i czynności operacyjnych ustalono, że zatrzymany osobnik to Cielocha Mieczysław ps. „Sprytny” i jest dowódcą bojówki WiN.

W ciągu kilku dni aresztowano pozostałych członków jego grupy i błyskawicznie przygotowano rozprawę, która miała odegrać ważną rolę propagandową w okresie przedwyborczym73. Po procesie pokazowym przeprowadzonym w „czarnej sali” Sądu Okręgowego w Tarnowie, WSR w Krakowie pod przewodnictwem Juliana Polana-Haraschina74 ogłosił 15 I 1947 r. wyrok, w którym M. Cielochę (i dziewięciu pozostałych oskarżonych) skazano na śmierć75. Wyrok wykonano 7 II 1947 r. w więzieniu w Tarnowie, plutonem egzekucyjnym dowodził sierż. Józef Dawid76.

Bolesław Kalaciński ps. „Trawka”, fotografia sygnalityczna wykonana w areszcie PUBP w Tarnowie w 1948 r. (Z archiwum IPN).

Udział w likwidacji tarnowskich funkcjonariuszy bezpieki miał dla niektórych jej uczestników również inne, całkowicie nieoczekiwane następstwa. Fakt ten stał się bowiem podstawą szantażu przy werbunku do współpracy tych, którzy za zamach na Świątka i Sobolewa nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności sądowej.
Ujawnienie w wyniku akcji amnestyjnej udziału Jandzisia w nieudanej próbie zamachu na Sobolewa stało się podstawą planu jego zwerbowania w czerwcu 1947 r. Jandziś wówczas zbiegł i zaczął się ukrywać, a gdy został aresztowany (jako ostatni), był już w pełni obciążony zeznaniami innych i sądzony77.

Inny los spotkał drugiego wykonawcę tego zamachu. Stanisław Zaucha „Olsza” uniknął aresztowania w styczniu 1947 r., ukrywał się w Woli Rzędzińskiej i 4 IV 1947 r. ujawnił się, także z udziału w likwidacji Sobolewa. Już w sierpniu 1947 r. zatwierdzono w WUBP w Krakowie jego kandydaturę na werbunek, który nastąpił 16 II 1948 r. Zadaniem informatora ps. „Brzoza” było rozpracowywanie byłych członków bojówki, a także znanych mu żołnierzy AK. Tak w PUBP oceniano jego współpracę po dwudziestu miesiącach:

Inf. „Brzoza”, zawerbowany 16 II 1948 r. jako ujawniony członek nielegalnej organizacji „WiN”, pochodzenia chłopskiego. Od chwili zawerbowania pracuje dobrze. Na podstawie doniesień inf. „Brzoza” aresztowano 5 członków bandy, oraz wyłoniono z terenu jego miejsca zamieszkania byłych czł[onków] AK, z którymi inf. jest obecnie w kontakcie. Dalsze jego możliwości pracy są takie, że obecnie może on tylko dawać wiadomości o byłych członkach AK, gdyż bandy w terenie jego zam. nie ma, lecz na tymże terenie grasowały bandy „WiN-owskie” po wyzwoleniu, z którymi to bandami sam był powiązany, a obecnie ma dalszy kontakt z ujawnionymi członkami „WiN” oraz AK, w którym to środowisku tkwi bezpośrednio78.

W krótkim czasie okazało się jednak, że w rzeczywistości informator w miarę upływu czasu coraz mniej chętnie współpracował, a na początku 1950 r. odmówił kategorycznie. Podczas spotkania kontrolnego 11 III 1950 r.

…w trakcie badań i prowadzonych rozmów inf. „Brzoza” przyznał się, że będąc u spowiedzi – przyznał się księdzu, że wydał do Urzędu Bezpieczeństwa ludzi, którzy zostali aresztowani […] przy czym powiedział, że współpracuje z UB, na co rzekomo miał powiedzieć mu ów ksiądz, że tego robić nie należy, gdyż tym samym zdradzając kogoś wyrządza się krzywdę tej osobie, co jest grzechem. W związku z tym, że zachodzi podejrzenie, że inf. „Brzoza” może specjalnie być nastawiony ze strony kleru, wobec tego nie dawano inf. „Brzoza” żadnego zadania, lecz postanowiono delikatnie się z nim obejść i zrobić z nim rzadziej spotkania celem utrzymania go na łączności do czasu gruntownego zbadania sprawy79.

To „delikatne obejście” oznaczało, że za sprawą UB Zaucha został usunięty ze szkoły. Zwrócił się wówczas z prośbą o zwolnienie ze współpracy i umożliwienie dalszego kształcenia do MBP. Wyjaśniając problem, WUBP w Krakowie w piśmie do MBP stwierdził, że ww. na żadne względy nie zasługuje. Po kilku tygodniach korespondencji w MBP uznano, że jest to problem urzędu w Krakowie. Ostatecznie 12 I 1951 r. raport o wyeliminowaniu informatora ps. „Brzoza” został zatwierdzony przez zastępcę szefa WUBP w Krakowie, a S. Zaucha poddany rozpracowaniu80.

Bolesław Kalaciński ps. „Trawka”, (Z archiwum IPN).

Po aresztowaniu na początku lat 50. Kowala i Jandzisia pojawiły się nowe materiały świadczące o udziale w pracy podziemnej, w tym w akcjach likwidacyjnych, Bolesława Kalacińskiego. Wykorzystali to funkcjonariusze Wydziału III WUBP w Krakowie, którzy 7 XI 1952 r. zmusili go do podpisania zobowiązania do współpracy. Kalaciński przyjął ps. „Zimny”. Zatwierdzając werbunek zastępca szefa WUBP w Krakowie napisał:

W wypadku nie otrzymania szybkich rezultatów wyników współpracy z winy informatora – aresztować. W związku z tym prowadzić prawidłową współpracę – skoncentrować go na walce z ukrywającymi się, za 3 mies. zameldować81.

Mimo tej notatki, niechętny współpracy „Zimny” nie został aresztowany. Przez następne miesiące to zrywał spotkania, to pozwalał na nawiązanie z nim kontaktu, składał zlecane mu opracowania struktur AK i WiN, unikał jednak podawania personaliów, a w charakterystykach osób pomijał wiele znanych dobrze UB faktów. Po osiemnastu miesiącach takiej współpracy, którą kontynuowano zapewne w nadziei, że uda się przełamać jego niechęć, 30 V 1954 r. przekazano „Zimnego” do PUBP w Tarnowie. Po siedmiomiesięcznej przerwie w październiku 1954 r. podjął go szef PUBP. Stosunek Kalacińskiego do dalszych kontaktów najlepiej oddają – zapisane przez prowadzącego – słowa informatora:

W toku przeprowadzonych rozmów na okoliczność działalności AK i WiN wyraził się, że przecież ta organizacja nie istnieje i po co wam stale wałkować jedno i to samo zagadnienie. Poza tym w dalszym ciągu zaczął biadolić nad swoją pracą zawodową i co do współpracy z UB to on nie ma możliwości i o niczym nie wie obecnie82.

Po kwietniu 1955 r. „Zimny” całkowicie przestał stawiać się na spotkania. W lutym 1956 r. w PUdsBP w Tarnowie założono na niego sprawę ewidencyjno-operacyjną (potem – operacyjnej obserwacji). Wkrótce B. Kalaciński stał się jedną z czołowych postaci środowiska kombatanckiego w Tarnowie.

W październiku 1956 r. ujawnił publicznie, że stosowano wobec jego osoby szantaż, jak się wyraził wciągając go do współpracy, jako pierwszy wszczął oszczerczą propagandę na terenie Tarnowa skierowaną p-ko Partii i całemu systemowi socjalistycznemu. Oskarżał funkcj[onariuszy] b. Urzędu B.P., że stosowali p-ko niemu niedozwolone metody śledztwa. Samowolnie powołał Komisję Rehabilitacyjną złożoną z czł. WiN udzielając rehabilitacji osobom zwolnionym z więzień wciągając tychże do ZBoWiD. […] został wybrany na z-cę przewodniczącego zarządu ZBoWiD w Tarnowie. Pełniąc te obowiązki polecił, aby przy przyjmowaniu członków […] nikt z czł. Partii lub innych osób nie mógł przedostać się w szeregi ZBoWiD83.

Rozpracowanie B. Kalacińskiego z wykorzystaniem kilku tajnych współpracowników, pomocy obywatelskich i perlustracji korespondencji trwało do lipca 1966 r. i ponownie od czerwca 1970 do listopada 1974 r. Uznano wtedy, że ze względu na wiek (66 lat) nie stanowi on żadnego zagrożenia bezpieczeństwa wewnętrznego84. Były kierownik Rady WiN Tarnów stanowi doskonały przykład trudnych losów swojego pokolenia.

Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (1) – część 1/5>
Strona główna>


70. AP Kr, WSR w Krakowie, Sr 40/52, Akta sprawy karnej p-ko J. Jandzisiowi, k. 25, Protokół przesłuchania J. Jandzisia, Kraków, 24 IX 1951; Ibidem, k. 125, Protokół rozprawy głównej, Kraków, 14 II 1952.
71. IPN Kr 009/2572, t. 1, Teczka personalna informatora ps. „Zimny”, k. 91, Wyciąg z oświadczenia ujawnionego Jandzisia Jana.
72. Tadeusz Makowski, ur. 27 IV 1922 w Sosnowcu, woj. katowickie, s. Jana i Marii (z d. Szklarzyk). W l. 1929–1935 ukończył szkołę powszechną w Sosnowcu, a następnie Gimnazjum im. Bolesława Prusa (1939) oraz Liceum Administracyjne w Katowicach (1945). W tym czasie pracował w piekarni „Hanke” w Sosnowcu (1940–1941), w Fabryce Części Rowerowych w Będzinie (1941), był także przez kilka miesięcy wywieziony do obozu robót przymusowych w Heidebrek w III Rzeszy (VIII–XI 1941), następnie był zatrudniony jako księgowy w hurtowni „Ziemiopłód” w Będzinie (1942–1945) oraz kierownik działu Wojewódzkiej Centrali Rolno-Handlowej w Katowicach (1945). W „ludowym” WP od 31 VII 1945 r., skierowany został do Szkoły Oficerów Poborowych w Łodzi. Po jej ukończeniu pracował w sądownictwie wojskowym, początkowo jako asesor w WSR w Katowicach – 1 III 1946 – 18 VI 1947, a następnie w WSR w Krakowie. Pełnił tu funkcję asesora od 3 VII 1947 do 15 XII 1949 r., a następnie sędziego 16 XII 1949 – 15 VII 1955 r. W 1948 r. rozpoczął studia prawnicze na UJ, uzyskując w 1951 r. tytuł magistra praw. Zdemobilizowany 15 VII 1955 r., pracował następnie w sądownictwie powszechnym, początkowo w Sądzie Wojewódzkim w Krakowie, a następnie w Sądzie Wojewódzkim w Tarnowie. Mieszka w Tarnowie. AWL, TAP Tadeusza Makowskiego; AWL, WSR w Krakowie, Sprawy różne sądu 1947.
73. IPN Kr 056/1, t. 12, Raport dekadowy Sekcji II Wydziału III WUBP w Krakowie za okres 1–10 I 1947, k. 174–175; IPN Kr 028/2, t. 2, Raport do Wydziału III WUBP w Krakowie, Tarnów, 1 I 1947, k. 223; IPN Kr 074/97, Charakterystyka nr 98 reakcyjnej bandy terrorystyczno-rabunkowej WiN dowodzonej przez Cielocha Mieczysława ps. „Sprytny”, k. 7
74. Julian Polan-Haraschin (1912–1984), sędzia WSR w Krakowie od 1 IV 1946 r., zastępca szefa WSR w Krakowie od 20 IX 1946 do 2 III 1951 r., w tym czasie p.o. szef WSR w Krakowie od 7 VIII 1947 do 16 IX 1947 r. Biogram zob.: F. Musiał [w:] „Aparat represji w Polsce Ludowej 1944–1989”, t. 1, w druku.
75. Szerzej zob.: W. Frazik, F. Musiał, op. cit., s. 166.
76. Józef Dawid, ur. 24 II 1906 r. w Dąbrówce Szczepanowskiej, pow. tarnowski, s. Wojciecha i Anny. Ukończył 7 klas szkoły powszechnej. W l. 1919–1927 pracował na roli w rodzinnym gospodarstwie oraz jako drwal. W l. 1927–1928 odbywał służbę wojskową w 16. pp w Tarnowie, a następnie do 1931 r. w 1. Baonie KOP. Później do 1939 r. był drwalem. W kampanii wrześniowej przydzielony do Baonu Obrony Lwowa, po kapitulacji miasta dostał się do niemieckiej niewoli, z której zdołał zbiec. W l. 1939–1945 pracował na roli, żołnierz AK. Od 22 VI 1945 r. referent gminny w PUBP w Tarnowie, od 1 IX 1945 r. komendant bloku, a od 14 X 1947 r. administrator aprowizacyjno-gospodarczy, zwolniony dyscyplinarnie 31 XII 1948 r. Członek PPR, a później PZPR. Przez władze komunistyczne odznaczony m.in. dwukrotnie Brązowym Krzyżem Zasługi. Awanse: plutonowy – 22 VII 1946, sierżant – 24 I 1947. IPN Kr 0149/373, Akta osobowe Józefa Dawida.
77. IPN Kr 028/1, t. 5, Sprawozdania Referatu III PUBP w Tarnowie 1946–1947, k. 131, Raport dekadowy za okres 8–18 VI 1947; Ibidem, k. 138, Raport dekadowy za okres 18–28 VI 1947.
78. IPN Kr 028/1, t. 6, Sprawozdania Referatu III PUBP w Tarnowie 1948–1950, k. 272–273, Raport za listopad 1949, stan agentury Referatu III.
79. IPN Kr 009/64, Teczka osobowa informatora ps. „Brzoza”, k. 21, Meldunek, Tarnów, 28 III 1950.
80. IPN 00231/169, Sprawa obiektowa dot. członków WiN, t. 6, k. 80–90, Materiały dot. S. Zauchy; IPN Kr 009/64, Teczka osobowa informatora ps. „Brzoza”.
81. IPN Kr 009/2572, t. 1, Teczka personalna informatora ps. „Zimny”, k. 17, Raport o dokonanym werbunku informatora ps. „Zimny”, Kraków, 8 XI 1952.
82. Ibidem, t. 2, Teczka robocza informatora ps. „Zimny”, k. 65, Raport z odbytego spotkania z inf. „Zimny”, Tarnów, 19 X 1954.
83. Ibidem, t. 3, Kwestionariusz ewidencyjny na B. Kalacińskiego, k. 22–24, Charakterystyka, Tarnów, 19 X 1961.
84. Ibidem, t. 3–4, Kwestionariusz ewidencyjny na B. Kalacińskiego.
 

Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (1) – część 1/5

Z przyjemnością informuję, że publikacją poniższego artykułu autorstwa historyków z krakowskiego oddziału IPN – Wojciecha Frazika i Filipa Musiała, pt. Likwidacja Juliana Świątka i Lwa Sobolewa z PUBP w Tarnowie (1946), strona „Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie” rozpoczyna stałą współpracę z Redakcją „Zeszytów Historycznych WiN-u”.
Dzięki temu czytelnicy będą mieli okazję zapoznawać się regularnie z publikowanymi w dotychczas wydanych numerach ZH WiN-u najciekawszymi artykułami odkłamującymi najnowszą historię Polski oraz odtwarzającymi heroiczną walką antykomunistycznego podziemia z lat powojennych.
Życzę zajmującej lektury !


Wojciech Frazik, Filip Musiał
Likwidacja Juliana Świątka i Lwa Sobolewa z PUBP w Tarnowie (1946)

Jedną z najbardziej aktywnych, a zarazem najlepiej zorganizowanych struktur w Okręgu Krakowskim WiN był Inspektorat Tarnowski krypt. „Sztuczne Nawozy”, „Wodospad”1. Inspektoratem kierował najpierw kpt. Zbigniew Rogawski „Oborski”, a od 1 VI 1946 r. Władysław Kowal „Sanecki”2.
Opisując specyfikę struktur tarnowskich Zdzisław Zblewski zwraca uwagę na przejęcie przez Inspektorat kontroli nad poakowskimi oddziałami zbrojnymi, z których najaktywniejsze były: oddział dywersyjny dowodzony przez Stanisława Pyzika „Arwińskiego”, „Kwietniowskiego”, „Orzańskiego”, a utworzony na bazie Placówki AK w Gromniku krypt. „Gronostaj”, „Gertruda”3 oraz „Armia Wyzwolenia” dowodzona przez Tadeusza Kusiona „Zawalskiego”4. Obok nich funkcjonowało kilka mniejszych oddziałów i grup zbrojnych podporządkowanych Inspektoratowi, a stanowiących najczęściej kontynuację działalności placówek AK-owskich. Spośród nich wyróżniały się dwa, które spełniały funkcję oddziałów osłony. Pierwszy został utworzony na rozkaz Mariana Borowca „Myszki”, „Idzikowskiego” (późniejszego kierownika Placówki WiN w Tarnowie) przez Teodora Truchana „Bartosza”, „Baranowskiego”. Jesienią 1945 r. dowództwo nad oddziałem objął Wojciech Błasik „Walek”. Oddział pozostawał pod rozkazami Rady WiN Tarnów i nazywany był grupą patrolową albo oddziałem samoobrony5. Inspektor Rejonu miał natomiast do dyspozycji oddział osłony dowodzony przez Jana Jandzisia „Sosnę”6. Sformowany jeszcze latem 1945 r. składał się w przeważającej części z nieujawnionych żołnierzy z placówki AK w Mościcach i nazywany był także „grupą »D«”7. Najprawdopodobniej działało w nim jedenaście osób, obok Jandzisia: Rudolf Banaś „Ryder”, Władysław Banaś, Franciszek Durał, Augustyn Kurek „Krzak”, Tadeusz Puchała „Konrad”, „Siekiera”8, Wojciech Rajski „Wojtuś”, Władysław Szepielak „Szpak”, Roman Śledź „Świt”, Adolf Wiśniewski „Wrona” oraz Edward Wojdyło „Pantera”.

Edward Wojdyło ps. „Pantera”, członek oddziału osłonowego Inspektora Rejonu, tzw. „grupy »D«”, (Z archiwum IPN).

Do zadań oddziałów osłony nazywanych też samoobroną należała ochrona działaczy WiN, likwidacja zbyt gorliwych i niebezpiecznych dla konspiracji funkcjonariuszy UB i MO oraz konfidentów i członków PPR, wykonywanie kar chłosty na sympatykach PPR oraz pozyskiwanie funduszy na dalszą działalność niepodległościową. Podobnie było w Tarnowskiem, gdzie o podległej mu grupie inspektor tarnowski zeznał, że jej zadaniem było wykonywanie wyroków śmierci na osobnikach, którzy zagrażali bezpieczeństwu naszej […] organizacji, a także, iż nie dokonała żadnych napadów rabunkowych z ramienia organizacji WiN. Dokonała natomiast kary chłosty na kilku osobnikach9.

W niniejszym tekście pragniemy zwrócić uwagę na dwie najgłośniejsze akcje likwidacyjne przeprowadzone w Inspektoracie Tarnowskim WiN. Pierwsza miała miejsce 28 III 1946 r. i wymierzona była w zastępcę szefa PUBP w Tarnowie Juliana Świątka, drugą przeprowadzono 10 IX 1946 r., likwidując „doradcę” sowieckiego przy PUBP w Tarnowie kpt. Lwa Sobolewa10.
Żadna z tych akcji nie zostałaby zapewne podjęta, ani nie zakończyłaby się powodzeniem, gdyby w Tarnowskiem nie istniały rozbudowane struktury wywiadowcze. Obok sieci Brygad Wywiadowczych krypt. „Hetman”, funkcjonowała siatka informatorów pozostających w łączności z działaczami struktur terytorialnych WiN. Jednym z najważniejszych był Zygmunt Wójcik „Korkociąg”11 – oficer śledczy PUBP w Tarnowie – będący wywiadowcą tarnowskiej Rady WiN. Raporty „Korkociąga” dotyczyły aresztowanych osób, prowadzonych śledztw i stosowanych metod śledczych, planów PUBP, akcji specjalnych, mających nastąpić aresztowań i personaliów pracowników bezpieki. Zebrane informacje przekazywał Marianowi Borowcowi w czasie bezpośrednich spotkań albo w formie pisemnych raportów za pośrednictwem Wojciecha Błasika. W wyjątkowych wypadkach zostawiał koperty z informacjami w sklepie spożywczym Feliksa Miki „Karasia” (żołnierza AK) przy ul. Krakowskiej12.

Likwidacja Juliana Świątka

Julian Świątek, syn Jana (pracownika szewskiego) i Marii, urodził się 1 VII 1925 r. w Rzędzinie, gm. Gumniska. Do 1937 r. ukończył 6 klas szkoły powszechnej w Rzędzinie, a do 1939 r. jeszcze 2 klasy gimnazjum. W 1942 r. zdał maturę kupiecką, następnie od 1 IX t.r. pracował w Urzędzie Pocztowym Tarnów II. Od 1 III 1945 r. należał do PPR. Ukończył kurs partyjny – polityczny z w
ynikiem bardzo dobrym i popierany przez Komitet Powiatowy PPR zgłosił się do pracy w PUBP w Tarnowie. Jak napisał w podaniu o przyjęcie w poczet pracowników Bezpieczeństwa Publicznego w Tarnowie:

[…] Praca i służba w Bezpieczeństwie odpowiada mi, bo jako dobry Polak i PPR-owiec pragnę pracą swą przyczynić się do utrwalenia porządku w Polsce Demokratycznej. W tym to dziele będę miał możność skutecznie i czynnie brać udział w usunięciu wrogów sanacyjnych i kapitalistów działających na szkodę dobra Obywateli w Polsce Demokratycznej.

Od 4 VI 1945 r. był referentem, od 23 VII 1945 r. kierownikiem Sekcji III, od 6 I 1946 r. kierownikiem Referatu V. Od początku wyróżniał się gorliwością i zyskiwał pozytywne opinie przełożonych. Już po dwóch miesiącach referent personalny pisał o nim:

Z pracy wywiązuje się dobrze, jako nowy pracownik zasługuje na pochwałę. Prócz pracy służbowej poświęca [się] propagandzie politycznej w naszym Urzędzie o zasadach demokratycznych i PPR. Pod koniec listopada 1945 r. stwierdzał zaś: z pracy wywiązuje się bardzo dobrze, wkradł się w zaufanie u wszystkich partii politycznych, zdobył szeroką agenturę, z którą pracuje dobrze, co wykazuje dużą ilością spraw rozpracowanych i wykonanych po linii politycznej. Jako jeden z pierwszych pracowników zasługuje na pochwałę Urzędu.

W konsekwencji od 1 II 1946 r. pełnił funkcję zastępcy szefa PUBP13.
Według zachowanych źródeł, decyzję o likwidacji 20-letniego funkcjonariusza UB podjęto ze względu na represjonowanie żołnierzy AK, masowe aresztowania, za które był odpowiedzialny oraz rozbicie konspiracyjnej organizacji harcerskiej. Dodatkowo „Korkociąg” informował o wyjątkowo brutalnych metodach śledczych stosowanych przez Świątka i jego podwładnych14. W raporcie informacyjnym Inspektoratu Tarnów WiN zapisano, że Świątek był sprawcą aresztowań wśród młodzieży gimnazjalnej stowarzyszonej w Związku Obrońców Ojczyzny, z których 9 wywieziono do Krakowa. Obecnie Świątek i kilku PPR-ów na koszta przekazania sprawy aresztowanych w kompetencje sądu grodzkiego w Tarnowie wyłudzili od rodzin aresztowanych 35 000 zł15.
Według zeznań M. Borowca i J. Jandzisia, na podstawie raportów nadsyłanych przez „Korkociąga”, Borowiec – wówczas kierownik Placówki Tarnów WiN – wystąpił do zastępcy kierownika Rady – W. Kowala – z wnioskiem o likwidację Świątka, a Kowal przeprowadzenie akcji powierzył J. Jandzisiowi16. Natomiast Kowal twierdził, że meldunek przekazał Eugeniuszowi Holikowi „Doboszowi”, „Bieleckiemu” – wówczas kierownikowi Rady Tarnów WiN, który posiadał bezpośredni kontakt z Jandzisiem, a potem dowiedział się o tym, że Świątka zlikwidowano17. Udział „Dobosza” w wydaniu wyroku wydaje się bardziej prawdopodobny. Potwierdzał tę wersję również Józef Zabrzeski, powołując się na słowa Bolesława Kalacińskiego:

wiem od „Trawki”, że polecenie to wydał ówczesny kom. obwodu Bielecki mieszkający w Mościcach18.


Władysław Kowal ps. „Sanecki”, inspektor Inspektoratu Tarnowskiego WiN, (Z archiwum IPN).

Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (1) – część 2/5>
Strona główna>


1. Szerzej zob.: Z. Zblewski, Tarnowska organizacja Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” w latach 1945–1948, „Pamięć i Sprawiedliwość”, 2004 nr 1, s. 133–159; W. Frazik, F. Musiał, Aparat represji wobec tarnowskich struktur Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, Ibidem, s. 161–195.
2.  Władysław Kowal (1905–1972) „Franek”, „Wiesław”, „Robak”, „Rola”, „Sanecki”, „Zamorski”, nazw. konsp. Władysław Strusiński. Biogram zob.: T. Łaszczewski [w:] MSBUDN, t. 7, s. 96–99.
3. Zob. np.: IPN Kr 074/96, Charakterystyka nr 97 reakcyjnej bandy terrorystyczno-rabunkowej dowodzonej przez Pyzika Stanisława, występującego pod ps. „Arwiński”, „Kwietniowski” i „Orzański”.
4. IPN Kr 074/95, Charakterystyka nr 96 reakcyjnej bandy pod nazwą „Armia Wyzwolenia” z terenu pow. Brzesko – zabarwienie WiN-owskie; IPN Kr 4/5, Akta sprawy karnej p-ko T. Kusionowi i in.
5. Zob. np.: IPN Kr 074/198, Charakterystyka nr 199. Dot. bojówki WiN-owskiej z Tarnowa pod d-ctwem Błasik Wojciecha ps. „Walek”; Bolesław Kalaciński przeczył temu jakoby Rada Tarnów WiN miała do dyspozycji oddział osłony, twierdząc, że jedyną tego typu strukturą dowodził J. Jandziś podporządkowany bezpośrednio W. Kowalowi. Jednak twierdzenie to zdaje się rozmijać z rzeczywistym stanem rzeczy. IPN Kr 009/2572, t. 2, Teczka robocza informatora ps. „Zimny”, k. 75–76, Donos informatora ps. „Zimny”, Tarnów, 13 XI 1954. Por.: AP Kr, WSR w Krakowie, Sr 450/52, Akta sprawy karnej p-ko W. Błasikowi i in.
6. Jan Jandziś, ur. 7 III 1906 r. w Staromieściu, pow. rzeszowski, s. Michała i Anny (z d. Walat). W 1929 r. przyjechał w Tarnowskie i zamieszkał w Świerczkowie, pracował w Państwowej Fabryce Związków Azotowych w Mościcach. W 1931 r. przeprowadził się do Mościc. W l. 1942–1944 dowódca Placówki AK Mościce, następnie w oddziale leśnym „Kaliny”. Od 1945 r. w konspiracji poakowskiej. Od 1944 r. pracował w Zakładach Mleczarskich w Mościcach. Żonaty od 1931 r., miał czworo dzieci. AP Kr, WSR w Krakowie, Sr 40/52, Akta sprawy karnej p-ko J. Jandzisiowi i in.; IPN Kr 074/93, Charakterystyka nr 94 bandy terrorystyczno-rabunkowej WiN d-ca Jandziś Jan ps. „Sosna”.
7. IPN Kr 074/93, Charakterystyka nr 94 bandy terrorystyczno-rabunkowej WiN d-ca Jandziś Jan ps. „Sosna”; AP Kr, WSR w Krakowie, Sr 373/49, Akta sprawy karnej p-ko B. Kalacińskiemu i in., k. 29, Protokół przesłuchania B. Kalacińskiego, Tarnów, 20 XII 1948.

8. T. Puchała prawdopodobnie pełnił także funkcję łącznika inspektora Inspektoratu Tarnowskiego WiN. AP Kr, WSR w Krakowie, Sr 94/49, Akta sprawy karnej p-ko T. Puchale i in.; Ibidem, Sr 624/50, Akta sprawy karnej p-ko W. Kowalowi i M. Kowal.9. AP Kr, WSR w Krakowie, Sr 624/50, Akta sprawy karnej p-ko W. Kowalowi i M. Kowal, t. 1, k. 52, 57, Protokół przesłuchania W. Kowala, Kraków, 3 VIII 1950; Oddziały osłony, zwane też „Strażą”, istniały także w innych strukturach WiN, rzadko jednak likwidowały funkcjonariuszy UB. Zob. np. F. Kosowicz, Oddział Osłony przy Komendzie Głównej DSZ i I Zarządzie Głównym WiN, „ZHW”, nr 17: 2002, s. 205–230; G. Ostasz, Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” Okręg Rzeszów, Rzeszów 2000, s. 83–89.
10. W protokole oględzin zwłok Sobolewa z 12 IX 1946 r. wpisano imię Leon, równoznaczne z występującym w większości dokumentów rosyjskim imieniem Lew, ale zdarza się też forma Kola (zdrobnienie od Nikołaj). AP Kr, WSR w Krakowie, Sr 802/47, Akta sprawy karnej p-ko M. Cielosze i in., t. 1, k. 3–6.
11. Zygmunt Wójcik s. Zygmunta, ur. 13 I 1921 r. W czasie okupacji pracował na stacji kolejowej w Tarnowie, równocześnie żołnierz AK w plutonie W. Błasika. Wg W. Błasika Wójcik miał w schyłkowym okresie swej działalności używać ps. „Sowiński”, jednak ta informacja nie znajduje potwierdzenia w innych źródłach. IPN Kr 010/7766, Akta sprawy operacyjnej Z. Wójcika; IPN Kr 07/2664, Akta kontrolno-śledcze p-ko M. Borowcowi, B. Kalacińskiemu i in., k. 8–10, Protokół przesłuchania W. Błasika, Tarnów, 9 I 1950.
12. AP Kr, WSR w Krakowie, Sr 373/49, Akta sprawy karnej p-ko B. Kalacińskiemu i in., k. 100–101, Protokół przesłuchania M. Borowca, Tarnów, 22 II 1949; Ibidem, Sr 369/50, Akta sprawy karnej p-ko M. Borowcowi, k. 23, Protokół przesłuchania M. Borowca, Tarnów, 21 IV 1950; IPN Kr 07/2664, Akta kontrolno-śledcze p-ko M. Borowcowi, B. Kalacińskiemu i in., k. 31, Protokół przesłuchania świadka J. Mojka, Tarnów, 2 II 1950.

13. IPN Kr 0149/530, Akta osobowe J. Świątka; IPN Kr 028/1, t. 4, Raporty okresowe PUBP w Tarnowie 1945, k. 4, Raport operatywny nr 8 za okres od 10 do 15 VI 1945, Tarnów, 16 VI 1945.
14. AP Kr, WSR w Krakowie, Sr 624/50, Akta sprawy karnej p-ko W. Kowalowi i M. Kowal, t. 1, k. 43–44, Zeznanie własne W. Kowala z 28 VII 1950; IPN Kr 07/2664, Akta kontrolno-śledcze p-ko M. Borowcowi, B. Kalacińskiemu i in., t. 3, k. 8–11, Analiza, Tarnów, 2 I 1957.
15. AP Kr, WSR w Krakowie, Sr 624/50, Akta sprawy karnej p-ko W. Kowalowi i M. Kowal, t. 2, k. 54, Raport informacyjny za czas od 20 III do 1 IV 1946 r.
16. AP Kr, WSR w Krakowie, Sr 40/52, Akta sprawy karnej p-ko J. Jandzisiowi, k. 46, Protokół przesłuchania J. Jandzisia, Kraków, 9 X 1951.
17. Ibidem, k. 133, Protokół przesłuchania świadka W. Kowala, Rawicz, 27 II 1952; IPN Kr 07/2664, Akta kontrolno-śledcze p-ko M. Borowcowi, B. Kalacińskiemu i in., t. 3, k. 48–49, Wyciąg z protokołu przesłuchania W. Kowala z dn. 11 VIII 1950.
18. IPN Kr 07/574, Akta kontrolno-śledcze sprawy p-ko J. Zabrzeskiemu, t. 1, k. 99, Protokół przesłuchania J. Zabrzeskiego, Kraków, 1 XII 1948.