61 rocznica śmierci st. sierż. "Roja"

61 rocznica śmierci st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. "Rój"


St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. "Rój" na czele oddziału, 1948 r.

61 lat temu, 13 kwietnia 1951 r., zdradzony i okrążony, poległ w walce st.
sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. "Rój", dowódca jednego z
najdłużej walczących z komunistami na Mazowszu oddziałów Narodowego
Zjednoczenia Wojskowego
. Przebywał wówczas wraz z Bronisławem
Gniazdowskim "Mazurem" w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki (gm.
Kozłowo, pow. pułtuski), gdzie został otoczony przez 270 żołnierzy z I
Brygady KBW i nieustaloną liczbę funkcjonariuszy UBP i MO. Akcję grupy
operacyjnej wspierał samolot zrzucający flary oświetlające teren. Po
kilku godzinach od rozpoczęcia akcji obaj wyszli z ukrycia i podjęli
próbę przedarcia się przez kordon obławy. Padli w krzyżowym ogniu broni
maszynowej.

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" należał do
najwybitniejszych, najbardziej energicznych i zdeterminowanych dowódców
polowych XVI Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Cieszył się
poparciem ludności, dzięki któremu mógł tak długo działać i utrudniać
komunistom utrwalanie swej władzy. Poległ w walce o wolną i niepodległą
Polskę.
GLORIA VICTIS !!!

Bronisław
Gniazdowski "Mazur" i Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój", polegli 13 IV
1951 r. w kolonii Szyszki – zdjęcie wykonane przez UB.

Obejrzyj film Jerzego Zalewskiego:
Elegia na śmierć "Roja"


Więcej na temat st. sierż. "Roja" czytaj:

Córka mjr. "Łupaszki" spocznie w mogile ojca !

Córka legendarnego mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", dowódcy 5. Brygady Wileńskiej AK, spocznie jednak w symbolicznej mogile ojca, na Powązkach Wojskowych.

Maj
1944, Punżanki, woj. wileńskie. Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka"
(d-ca 5 Brygady Wileńskiej AK) z córką Barbarą. Fot. Sergiusz Sprudin.

Dzięki ofiarności ludzi udało się zgromadzić pieniądze potrzebne na pochówek na Powązkach Barbary Szendzielarz. Pogrzeb odbędzie się 13 kwietnia 2012 r. (piątek). Początek uroczystości pogrzebowych na cmentarzu wyznaczono na 15.00.
Wcześniej, o godz. 12.00, odbędzie się Msza św. w katedrze polowej
Wojska Polskiego
.

Ostatnią wolą córki "Łupaszki", która zmarła 30 marca, było pochowanie jej w symbolicznej mogile swojego ojca na Powązkach Wojskowych w Warszawie. Jednak na przeszkodzie stanęły względy finansowe. Barbara Szendzielarz swoich ostatnich dni dożywała w Domu Pomocy Społecznej "Kombatant", który nie był w stanie ponieść kosztów pochówku ze skromnego zasiłku pogrzebowego.

Te pieniądze nie wystarczały na pochówek na cmentarzu Północnym – wskazuje poseł Małgorzata Gosiewska (PiS), która w imieniu znajomych i przyjaciół wystosowała apel o pomoc w wypełnieniu woli pani Barbary. – Wiedzieli, kim była pani Barbara, przede wszystkim wiedzieli, kim był jej ojciec. I uznali, że to nie może być cmentarz Północny, to muszą być Powązki Wojskowe i mogiła pana majora – i to oni zdecydowali się upublicznić sprawę, licząc, że może znajdą się jakieś pieniądze. Myśmy się w to włączyli. Również tysiące ludzi odpowiedziało na nasz apel – mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Gosiewska.

W zbieraniu ofiar na pokrycie kosztów pochówku pośredniczyło biuro poselskie parlamentarzystki. Gosiewska podkreśla, że jest bardzo zbudowana akcją, która trwała od wtorku, i szerokim odzewem na ten apel, co wskazuje na patriotyzm i przywiązanie do historii Polaków. – Wczoraj mieliśmy już ponad 20 tys. zł na koncie, to nie są jednorazowo duże wpłaty, w większości po 50, 20 czy nawet po 10 złotych. To pokazuje, jak to dla ludzi jest ważne – podkreśla poseł. Ofiary zostaną wydane na opłacenie tzw. kosztów kancelaryjnych cmentarza Powązkowskiego (ok. 6,2 tys. zł), przygotowań do pogrzebu, zakup trumny, etc.

Sprawą nie raczyły zająć się władze państwowe. – To państwo powinno się zająć takimi sprawami, ale widzimy, że żołnierze wyklęci i ich rodziny dalej w jakimś sensie w Polsce są wyklęci – ocenia Gosiewska. – Nie może tak być, że ludzie, którzy cierpieli w czasach komuny niedolę, zostają zapomniani również po śmierci – mówi. Dodaje, że chodziło o niedopuszczenie do sytuacji, aby ten los spotkał zmarłą córkę wielkiego bohatera, który dla Polski poświęcił swoje życie i rodzinę.


Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" z córką Barbarą. Fot. Sergiusz Sprudin.

Sprawy formalne zostały już załatwione, a termin pogrzebu ustalono na 13 kwietnia. – Pani Barbara Szendzielarz spocznie w Kwaterze Żołnierzy Polski Walczącej – zapewnia Elżbieta Pokojska, zastępca dyrektora cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. Znajduje się tam symboliczny grób "Łupaszki". – Ostatnią wolą pani Barbary było, żeby spocząć w symbolicznej mogile swojego ojca. Miejsce od początku było i tu problemów nie mieliśmy z tym żadnych – zaznacza Gosiewska. Fakt istnienia grobu pozwolił ominąć procedurę uzyskania zgody na pochówek ze strony prezydenta stolicy. – Wojskowe Powązki to cmentarz zamknięty i zgody na pochówek wydaje prezydent Warszawy – wyjaśnia Pokojska.

Początek uroczystości pogrzebowych na cmentarzu wyznaczono na 15.00. Wcześniej, o godz. 12.00, odbędzie się Msza św. w katedrze polowej Wojska Polskiego.


Barbara Szendzielarz, córka rtm Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" (d-cy 5 Brygady Wileńskiej AK). Fot. Sergiusz Sprudin.

Źródło: Nasz Dziennik
Strona główna>

Zmarła córka mjr. "Łupaszki" – APEL !

Zmarła Barbara Szendzielarz córka legendarnego mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka"


Maj 1944, Punżanki, woj. wileńskie. Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (d-ca 5 Brygady Wileńskiej AK) z córką Barbarą na koniu. Fot. Sergiusz Sprudin.

Szanowni Państwo !

W piątek 30 marca 2012 r., w wieku 73 lat zmarła Barbara Szendzielarz (ur. 16 XI 1939 r.) – córka legendarnego mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka". Jak  poinformował Dom Pomocy Społecznej "Kombatant", w którym mieszkała Pani Barbara, nie są oni w stanie sfinansować pochówku córki mjr. "Łupaszki" w symbolicznej mogile swojego ojca, na Cmentarzu  Powązkowskim (wojskowym) w Warszawie, gdzie Śp. Barbara Szendzielarz chciała być pochowana.

Maj 1944, Punżanki, woj. wileńskie. Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (d-ca 5 Brygady Wileńskiej AK) z córką Barbarą. Fot. Sergiusz Sprudin.


Barbara Szendzielarz, córka rtm Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" (d-cy 5 Brygady Wileńskiej AK). Fot. Sergiusz Sprudin.

Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" z córką Barbarą. Fot. Sergiusz Sprudin.

W związku z tym w imieniu znajomych oraz przyjaciół zwracam się z prośbą o pomoc. Nie może bowiem tak być, że ludzie, którzy cierpieli w czasach komuny niedolę zostają zapomniani również po śmierci. Nie pozwólmy, by ten los spotkał zmarłą córkę wielkiego Bohatera, który dla Polski poświęcił swoje życie oraz rodzinę. Kochani APELUJEMY pomóżcie w organizacji pochówku Pani Barbary Szendzielarz.



Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" przy siedzącej na koniu córce Barbarze Szendzielarz. Fot. Sergiusz Sprudin.

Zbiórkę pieniędzy na pogrzeb Barbary Szendzielarz organizuje Małgorzata Gosiewska, warszawska posłanka Prawa i Sprawiedliwości i prezes Fundacji Nasza Solidarność.

Datki na pochówek można wpłacać na specjalny numer konta:

Fundacja „NASZA SOLIDARNOŚĆ”
ul. Nowy Świat 42/4
00-363 Warszawa

Nr IBAN: (PL) 41 1020 1156 0000 7002 0113 1465

(SWIFT: BPKO PL PW)

z dopiskiem:
„DAROWIZNA na pogrzeb Barbary Szendzielarz”


Fundacja "Nasza Solidarność" po dokładnym rozliczeniu przedłoży do publicznej wiadomości sprawozdanie finansowe, a ewentualne środki, które pozostaną zostaną przeznaczone na upamiętnianie Żołnierzy Wyklętych.

Akcję wspiera też Radio Wnet. Na Facebooku utworzono specjalną stronę na której będą zamieszczane informacje w jaki sposób można przekazać "cegiełki" na pochówek Barbary Szendzielarz, a także kiedy odbędzie się jej pogrzeb. Szczegóły na:


Osoby, które chciałyby pomóc przy organizacji pogrzebu mogą też kontaktować się z pracownikami biura poselskiego Małgorzaty Gosiewskiej przy ul. Żelaznej 75 w Warszawie.


Kontakt telefoniczny pod nr:

  • (22) 620 28 58

E-mail:

CZEŚĆ JEJ PAMIĘCI !

Maj 1944, Punżanki, woj. wileńskie. Rtm Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" z córką Barbarą. Fot. Sergiusz Sprudin.

Źródło: mediaRP.pl; Fronda.pl


Obejrzyj film dokumentalny Z archiwum IPN – "Łupaszka":
Na temat mjr. "Łupaszki" i jego żołnierzy czytaj więcej:

Strona główna>

WARTO PRZECZYTAĆ… (43)


Jerzy Ślaski
Żołnierze Wyklęci

Oficyna Wydawnicza Rytm 2012, s. 288, oprawa twarda.

Dziś po upływie przeszło pół wieku od tamtych wydarzeń, podziw i szacunek musi budzić postawa tych dowódców i żołnierzy AK, którzy mimo tak beznadziejnego położenia nie poddali się, nie uciekli ze swej ziemi na drugi kraniec Polski, nie wkupili się w łaski nowej władzy zdradą swych ideałów i swych towarzyszy broni, lecz raz jeszcze podnieśli się do walki. Już tylko w imię obrony własnej żołnierskiej godności.

Jerzy Ślaski

Opowieść o działającym na Lubelszczyźnie zgrupowaniu mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika", które po zakończeniu działań wojennych podjęło zbrojną walkę przeciw sowietyzacji Polski. Epopeja oddziału "Orlika" pokazana została na szerszym tle działań zbrojnych toczonych po wojnie przez podziemie niepodległościowe.

Oficyna Wydawnicza RYTM wznowiła kolejną, po znakomitym „Zygmuncie Szendzielarzu „Łupaszce” Patryka Kozłowskiego, książkę zajmującą się tą problematyką. To lektura Jerzego Ślaskiego zatytułowana właśnie „Żołnierze Wyklęci”, prezentująca sylwetkę jednego z największych bohaterów powojennej niepodległościowej Polski, Mariana Bernaciaka ps.„Orlik”. Legendarnego partyzanckiego dowódcę Armii Krajowej, a później DSZ i Zrzeszenia WiN, niezłomnego patriotę, który do końca nie złożył broni, (odrzucił możliwość przedostania się na Zachód i zapewnienia sobie bezpiecznej przyszłości), nadal wierny złożonej przysiędze, podjął nierówna walkę z rodzącym się komunistycznym systemem. Poznajemy motywy jakimi kierował się „Orlik” na nowo organizując działalność podziemną, uczestniczymy w akcjach bojowych podległych mu oddziałów, walkach przeciw UB, KBW, MO, działaczom PPR, ochronie ludności cywilnej, drukowaniu i kolportażu ulotek i zwykłym codziennym żołnierskim życiu.

Poznajemy całą obłudę, perfidię i bezwzględność wspieranych przez Armię Czerwoną komunistycznych władz, które nigdy, wbrew szumnym propagandowym hasłom nie miały zamiaru podjąć dialogu z środowiskami opozycyjnymi. Widzimy na tym tle ludzkie dramaty i straszną cenę jaka płacili ludzie podziemia, w tym również ich rodziny i bliscy, za przynależność to niepodległościowych organizacji: więzieni, torturowani, zastraszani, okradani w majestacie prawa, mordowani  w uzbeckich katowniach, leśnych ostępach, zaginieni bez wieści,  skazywani na śmierć w spreparowanych procesach sadowych.

Mimo to, wciąż jeszcze trwali, wbrew wszystkim i wszystkiemu, osaczani, wykruszający się przez lata, zdradzani, wciągani w zasadzki, coraz bardziej świadomi tego, iż jest to bój którego nie są w stanie wygrać, a finał będzie łatwy do przewidzenia.

Znajdziemy tu również historię innych poakowskich  dowódców, oddziałów i organizacji, oraz to jak potoczyły się ich dalsze losy: Józefa Kurasia ps „Ogień” walczącego na Podhalu, Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszko” dowódcy V i VI Wileńskiej Brygady AK, Władysława Łukasika ps. „Młot”, Jana Tabortowskiego ps. „Bruzda”, Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora”, Stanisława Sojczyńskiego ps „Warszyc” komendanta Konspiracyjnego Wojska Polskiego, Kazimierza Kamieńskiego ps. "Huzar", Leona Taraszkiewicza ps. "Jastrząb" i Edwarda Taraszkiewicza ps. "Żelazny" oraz wielu, wielu innych….

Książka ta mimo iż jest publikacją czysto historyczną, wciąga od pierwszej strony, trzyma w napięciu, szarpie emocjami, zmusza do przemyśleń i naprawdę głębokich refleksji. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż pisarz sam był członkiem AK, WiN, oraz byłym okupacyjnym podkomendnym Mariana Bernaciaka „Orlika” Na każdym kroku czuć ogromne emocjonalne zaangażowanie autora, które  udziela się  również czytelnikowi. To nie suche, obojętne, przedstawienie  historycznych faktów, lecz pisana z pasją i zaangażowaniem opowieść o dramacie ludzi wpisanych w swój czas, o zawiedzionych nadziejach, goryczy, żalu, i normalności do której nie ma już powrotu.

Znakomicie przygotowana merytorycznie, wzbogacona unikalnymi zdjęciami i relacjami świadków i uczestników wydarzeń tamtego okresu, stać się powinna obowiązkowa lekturą dla wszystkich, niezależnie od wieku i politycznych sympatii. To doskonała lekcja patriotyzmu, która przyda się nam wszystkim.

Książka do nabycia m.in. w:



Sławomir Poleszak
Jan Tabortowski "Bruzda" 1906-1954

Oficyna Wydawnicza Rytm 2012, s. 352, , oprawa twarda, wydanie II.

Biografia jednego z "Żołnierzy Wyklętych", majora Jana Tabortowskiego "Bruzdy" (1906-1954), zawodowego oficera Wojska Polskiego, uczestnika kampanii wrześniowej, wybitnego żołnierza Polski Podziemnej, legendarnego organizatora partyzantki antykomunistycznej w Łomżyńskiem, pełniącego m.in. funkcje inspektora Inspektoratu III Łomżyńskiego a następnie IV Suwalskiego Armii Krajowej, odznaczonego Krzyżem Walecznych i Krzyżem Virtuti Militari. Aresztowany w sierpniu 1945 r. przez NKWD. Po ucieczce odbudował struktury konspiracyjne i rozpoczął działalność zbrojną w ramach utworzonej przez komendanta Okręgu Białostockiego AK płk. Władysława Liniarskiego Arm
ii Krajowej Obywatelskiej. Ujawnił się po ogłoszeniu amnestii w 1947 r. Próba powrotu do normalnego życia skończyła się niepowodzeniem. Zagrożony aresztowaniem, zszedł do podziemia w kwietniu 1950 r.; zginął z bronią w ręku 23 sierpnia 1954 r. w Przytułach.
20 sierpnia 2009 roku major Jan Tabortowski został odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Książka do nabycia m.in. w:



Patryk Kozłowski
Zygmunt Szendzielarz "Łupaszko" 1910–1951

Oficyna Wydawnicza Rytm 2012, s. 224, , oprawa twarda, wydanie II.

Biografia jednego z najsłynniejszych „Żołnierzy Wyklętych”; zawodowego oficera Wojska Polskiego, uczestnika kampanii polskiej 1939 r., dowódcy 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK, mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki".
Wsławiony bojami z niemieckim okupantem, major "Łupaszko" był również obrońcą ludności cywilnej na Wileńszczyźnie przed zagrożeniem ze strony oddziałów litewskich oraz partyzantki sowieckiej. Po 1945 r. stał się jednym z największych zagrożeń dla nowej władzy, kiedy odtworzył 5, a następnie 6 Wileńską Brygadę Armii Krajowej działające w pasie od Podlasia, poprzez Białostocczyznę, Warmię i Mazury do Pomorza. Ujęty przez UB 20 listopada 1950 r., został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na osiemnastokrotną karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 r. w wiezieniu mokotowskim.

Książka do nabycia m.in. w:



Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944–1956, Tom 4: Powiat Siedlce w pierwszej dekadzie rządów komunistycznych
Instytut Pamięci Narodowej, Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 2011, 784 s. + wkładka zdjęciowa.

Książka „Powiat Siedlce w pierwszej dekadzie rządów komunistycznych” to czwarty już tom z regionalnej serii „Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944–1956” (teren opisany w książce wchodzi obecnie w skład dwóch powiatów – Siedlce i Łosice). Podjęte przez zespół historyków Warszawskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej badania ukazują zapomniane karty najnowszej historii Polski. Na opisywanym terenie mamy do czynienia z niezwykle interesującymi zjawiskami – takimi jak wielość inicjatyw organizacyjnych podziemia niepodległościowego, udział żołnierzy obozu narodowego w strukturach poakowskich (w Zrzeszeniu WiN), zadziwiająca długotrwałość oporu stawianego przez podziemie komunistom oraz szerokie poparcie udzielane przez społeczeństwo „ostatnim leśnym”. Przedstawiony w niniejszym tomie materiał pokazuje skalę oporu społeczeństwa Ziemi Siedleckiej i skalę represji zastosowanych przez komunistów.

SPIS TREŚCI

Wstęp

Podziemie niepodległościowe w powiecie Siedlce po 1944 roku
Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski
Kalendarium ważniejszych działań zbrojnych podziemia niepodległościowego na terenie powiatu Siedlce (X 1944 – XII 1954)
Kazimierz Krajewski
Wojna rewolucyjna – sowietyzacja Podlasia przez funkcjonariuszy PUBP w Siedlcach po roku 1944 (zarys problematyki)
Mariusz Bechta
Polska Partia Robotnicza w powiecie siedleckim. Paradygmat badawczy na czasy po komunizmie
Dariusz Magier
Straty osobowe powiatu siedleckiego w latach 1944–1954 (próba bilansu)
Mariusz Bechta, Kazimierz Krajewski

ANEKSY

Nr 1. Dokumenty struktur niepodległościowych działających na terenie powiatu Siedlce
wybór i opracowanie Kazimierz Krajewski
Nr 2. Dokumenty wytworzone przez UB, MO, KBW, LWP oraz PPR-PZPR
wybór i opracowanie Kazimierz Krajewski

Wykaz skrótów
Bibliografia selektywna
Indeks nazwisk i pseudonimów

Książka do nabycia m.in. w:



"Bo mnie tylko wolność interesuje…" – Wywiad-rzeka z Marianem Gołębiewskim (Nowy Jork, listopad 1988 – czerwiec 1989)
wywiad przeprowadził Dariusz Balcerzyk, wstęp i opracowanie Justyna Dudek, Lublin 2011, 418 s. + 18 s. wkł. zdj.

Książka jest zapisem rozmowy z Marianem Gołębiewskim, przeprowadzonej na przełomie 1988 i 1989 r. w Nowym Jorku. To historia osobista widziana oczyma wyższego dowódcy, który komentuje wydarzenia z odległej perspektywy czasowej. Autor w barwny sposób relacjonuje swoje wojenne i powojenne losy, a niejednokrotnie podaje nieznane dotąd fakty. Wspomnienia obejmują okres od dzieciństwa autora aż po rok 1956. W tekście odnajdziemy także nieliczne informacje, które odwołują się do aktywności Mariana Gołębiewskiego po 1956 r.

Marian Gołębiewski „Korab”, „Irka”, „Ster” (1911–1996) – cichociemny, szef Kedywu Inspektoratu Zamość i komendant Obwodu Hrubieszów Armii Krajowej. Po zajęciu Lubelszczyzny przez Armię Czerwoną pełnił wysokie funkcje w strukturach Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj oraz Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” Okręgu Lublin. Skazany w procesie I Zarządu Głównego WiN na karę śmierci. Spędził dziesięć lat w więzieniu. W połowie lat sześćdziesiątych jeden z twórców tajnej organizacji „Ruch”; za działalność w niej ponownie skazany na karę więzienia. W latach siedemdziesiątych związany z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela. W 1982 r. wyjechał do Stanów Zjednoczonych
.

SPIS TREŚCI

Justyna Dudek, Wstęp
Justyna Dudek, Nota edytorska
Dariusz Balcerzyk, Wywiad z „upiorem rozgromionego faszyzmu”

I. Dzieciństwo i młodość. Rodzina. Pasje. Praca w Kołomyi. Wybuch II wojny światowej
II. Internowanie w Rumunii. Ucieczka z obozu. W Wojsku Polskim we Francji. Walki 1 Dywizji Grenadierów. W obozach w południowej Francji
III. W drodze do Wielkiej Brytanii. Wyprawa przez Hiszpanię i Portugalię
IV. 1 Brygada Strzelców. Szkolenie cichociemnych. Skok do Polski
V. W kraju. Szef Kedywu Inspektoratu Zamość AK. Akcje likwidacyjne. Komendant Obwodu Hrubieszów AK
VI. Walki i porozumienie z UPA
VII. Nowa rzeczywistość. Rozwiązanie AK. Formy walki i oporu AK-DSZ-WiN wobec władzy komunistycznej
VIII. Akcja ujawnieniowa płk. Jana Mazurkiewicza „Radosława”. Aresztowanie. Śledztwo i proces. Więzienie

Aneks
Wykaz skrótów
Bibliografia
Indeks osób
Indeks nazw geograficznych
Fotografie

Książka do nabycia m.in. w:



Piotr Niwiński
"Za świętą sprawę". Szlakiem żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki"

współpraca: Łukasz Borkowski, Piotr Malinowski
Gdańsk 2011, 64 s.

Publikacja ma na celu w sposób przystępny i przejrzysty zaprezentować najważniejsze informacje na temat działalności na Pomorzu oddziałów legendarnego mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, a także informacje o samych Żołnierzach Wyklętych, czyli żołnierzach polskiego zbrojnego podziemia niepodległościowego. Autor publikacji, dr hab. Piotr Niwiński, we współpracy z Łukaszem Borkowskim i Piotrem Malinowskim, przedstawił łącznie 20 wybranych sylwetek żołnierzy. Każdy z opisów zawiera podstawowe dane biograficzne, ze szczególnym uwzględnieniem działalności w szeregach AK, a na końcu również krótki fragment wspomnień opisujących daną postać.

Wydawnictwo uzupełnia słownik formacji i instytucji oraz spis podstawowej literatury dla zainteresowanych działalności 5. Wileńskiej Brygady AK, jak i szerzej, zbrojnym podziemiem niepodległościowym. Niewielkie rozmiary, przejrzysty układ i rezygnacja z aparatu naukowego, przy jednoczesnym zachowaniu badawczej rzetelności, czyni z opisywanej pozycji doskonałe narzędzie edukacyjne, skierowane przede wszystkim do młodzieży.
Publikacja jest 21 pozycją wydaną w ramach oddziałowej serii wydawniczej gdańskiego oddziału IPN.

SPIS TREŚCI

Szlakiem żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”

  • Żołnierze Wyklęci
  • Oddziały mjr. „Łupaszki” na Pomorzu

Wybrane biogramy żołnierzy podziemia niepodległościowego, walczących w ramach 5. Wileńskiej Brygady AK

  • Zdzisław Badocha „Żelazny”
  • Zygmunt Błażejewicz „Zygmunt”
  • Józef Bandzo „Jastrząb”
  • Kazimierz Chmielowski „Rekin”
  • Olgierd Christa „Leszek”
  • Zdzisław Christa „Mamut”
  • Kazimierz Kamieński „Huzar”
  • Jerzy Lejkowski „Szpagat”
  • Władysław Łukasiuk „Młot”
  • Lucjan Minkiewicz „Wiktor”
  • Robert Nakwas-Pugaczewski „Okoń”
  • Marian Pluciński „Mścisław”
  • Feliks Selmanowicz „Zagończyk”
  • Danuta Siedzik „Inka”
  • Leon Smoleński „Zeus”
  • Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”
  • Henryk Urbanowicz „Zabawa"
  • Janina Wasiłojć-Smoleńska „Jachna”
  • Henryk Wieliczko „Lufa”
  • Zdzisław Zieleń „Orlik”

Słownik formacji i instytucji
Podstawowa literatura

Książka do nabycia m.in. w:



Wilcze tropy. Zeszyt 1. "Zygmunt" – Zygmunt Błażejewicz
scenariusz Sławomir Zajączkowski, rysunki Krzysztof Wyrzykowski, wkładka historyczna i konsultacja historyczna Kazimierz Krajewski, dr Tomasz Łabuszewski
Warszawa 2011, 28 s., cena 19,15 zł

Jest to pierwszy zeszyt serii komiksowej „Wilcze tropy”, poświęconej Żołnierzom Wyklętym. Bohaterem pierwszego zeszytu jest Zygmunt Błażejewicz ps. „Zygmunt” – jeden z dowódców polowych 5. Wileńskiej Brygady AK, podkomendny mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Komiks składa się z 28 plansz w kolorze, format A4, do publikacji została dołączona nota historyczna. Wydawcą komiksów jest Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Warszawie.

***

Kwiecień 1945 r. Młoda dziewczyna – „Krystyna” (Alicja Trojanowska) wstępuje do oddziału Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta”, wchodzącego w skład 5. Brygady Wileńskiej majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Ponieważ Białostocczyzna, gdzie działa 5. Brygada, jest coraz silniej penetrowana przez wojska sowieckie, major „Łupaszka” decyduje się wysłać oddział „Zygmunta” na lewy brzeg Bugu z zadaniem rozpoznania nowych terenów, na których możliwe
byłoby prowadzenie skutecznej walki. Co spotka „Zygmunta” na drugim brzegu? Czy „Krystyna” zdobędzie jego zaufanie? Co robił w tych czasach Paweł Jasienica? Jak potoczą się losy bitwy w Modusach Pokrzywnych? To wszystko w pierwszym zeszycie komiksowego cyklu zatytułowanego „Wilcze tropy”.

Książka do nabycia m.in. w:



Wilcze tropy. Zeszyt 2. "Orlik" – Marian Bernaciak
scenariusz Sławomir Zajączkowski, rysunki Krzysztof Wyrzykowski, wkładka historyczna i konsultacja historyczna Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski
Warszawa 2011, 40 s.

Lipiec 1944 r. Oddział Armii Krajowej ppor. Mariana Bernaciaka „Orlika” bierze udział w akcji „Burza”. Po wielu udanych walkach z Niemcami żołnierze „Orlika” 25 lipca 1944 r. wchodzą do Ryk, entuzjastycznie witani przez mieszkańców. Tego samego dnia w Rykach zjawia się znany z rozbojów dowódca lokalnego oddziału Armii Ludowej Julian Gransztof, a na przedmieścia miasteczka docierają pierwsze sowieckie czołgi…

***

Zapraszamy do lektury drugiego zeszytu z komiksowego cyklu „Wilcze tropy”, przygotowanego przez Instytut Pamięci Narodowej i poświęconego Żołnierzom Wyklętym.

Książka do nabycia m.in. w:

Strona główna>

Rodacy – Bohaterom…

RODACY – BOHATEROM. Paczka dla polskiego Kombatanta na Kresach

Rusza kolejna edycja projektu "RODACY-BOHATEROM. Paczka dla polskiego Kombatanta na Kresach". Stowarzyszenie ODRA-NIEMEN zaprasza do ogólnopolskiej, cyklicznej akcji świątecznej.

Dwa razy w roku dla POLSKICH KOMBATANTÓW  NA KRESACH, przygotowywane są ze zbiórek darów rzeczowych i wpłat finansowych paczki świąteczne na ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIE I NA ŚWIĘTA WIELKANOCNE. Już od dziś przyjmujemy dary rzeczowe i wpłaty finansowe na ten cel. Paczki dotrą do naszych Weteranów w okresie Świąt Wielkanocnych. Pojadą tradycyjnie na Litwę, Białoruś i Ukrainę. Paczki zbieramy w biurze Stowarzyszenia oraz w następujących miejscowościach: Wrocław, Rzeszów, Sosnowiec, Kozłowo i okolice (Mazury), Środa Wlkp., Piotrków Trybunalski, Stalowa Wola. Zbiórka rozpoczęła się 6 marca 2012 r. i potrwa do 1 kwietnia 2012 r., co pozwoli dostarczyć paczki świąteczne na Kresy jeszcze przed Świętami.

W razie nowych punktów zbiórek prosimy o kontakt. Szczegółowe dane o miejscach zbiórek pod nr telefonu 71 3555202.
Serdecznie zapraszamy do wsparcia tej akcji.

Okażmy swoją pamięć Kresowym Bohaterom.

Zainteresowanych historią walki polskich partyzantów na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej, m.in.:
po wkroczeniu sowietów, zapraszam do lektury kategorii Im poświęconej:

Uryną na pamięć… zdań kilka o oddziałach mjr. „Zapory” – część 2/2

ROZFORMOWANIE ZGRUPOWANIA. LIPIEC – SIERPIEŃ 1945 R.

W lipcu 1945 r. „Zapora”, na wezwanie Komendy Okręgu AK- DSZ Lublin, rozpoczął demobilizację podległych mu oddziałów. Rozformowanie zgrupowania trwało do początku sierpnia 1945 r. Większość podkomendnych mjr. „Zapory”, wobec decyzji ich władz zwierzchnich o zaprzestaniu walki, postanowiła skorzystać z ogłoszonej przez komunistów 2 VIII 1945 r. amnestii i ujawniła się. Tak skończył się pierwszy etap walki „Zapory” i jego żołnierzy z reżimem komunistycznym. Bilans tego okresu działalności oddziałów mjr. Hieronima Dekutowskiego wypada dla nich korzystnie. Przy stosunkowo niewielkich stratach – w okresie od stycznia do lipca 1945 r. zginęło ok. piętnastu partyzantów „Zapory” – oddziały te były schronieniem dla wielu osób ściganych przez komunistów, oczyściły teren, na którym działały, z agentury UB, poskromiły najbardziej szkodliwe placówki MO, przeprowadziły szereg akcji porządkowych wymierzonych w przestępców pospolitych. W wymiarze ideowym dały mocne świadectwo trwania w czynnym oporze przeciwko reżimowi komunistycznemu, hamujące proces zsowietyzowania społeczeństwa polskiego, czyli biernego poddania się przez nie doktrynie i celom partii komunistycznej.

Od lewej: mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” i kpt. Zdzisław Broński „Uskok”.

Sam „Zapora” nie ujawnił się w ramach „amnestii” z sierpnia 1945 r. Na czele dziesięciu nieujawnionych podkomendnych podjął w październiku 1945 r. próbę przedostania się przez Czechosłowację do strefy amerykańskiej. Wkrótce po przekroczeniu granicy doszło do szeregu potyczek przedzierających się do wolnego świata „Zaporowców” z patrolami czechosłowackiej służby bezpieczeństwa. Kilku uczestników tej wyprawy wpadło w ręce funkcjonariuszy czeskiej SB, pozostali utracili kontakt ze sobą. „Zapora” wraz z Marianem Klockiem ps. „George” (+12 XI 1946 r.) dotarli do Pragi czeskiej. Wtedy zdecydowali o powrocie do kraju. Do Polski przyjechali transportem repatriacyjnym.

ZNOWU W WALCE

W grudniu 1945 r. „Zapora” nawiązał kontakt z Inspektoratem WiN Lublin. Został wyznaczony na dowódcę oddziałów partyzanckich na terenie tegoż Inspektoratu. W ciągu kilku dni zdołał zorganizować liczący początkowo tylko ok. 15 żołnierzy, ale dobrze uzbrojony oddział partyzancki. Walka wchodziła w kolejną odsłonę. Cele i metody jej prowadzenia pozostały niezmienione. W okresie pierwszych dwóch miesięcy 1946 r. oddział „Zapory” zaatakował i rozbroił posterunki MO w Bychawie, Wysokiem i Krzczonowie. W marcu 1946 r. partyzanci rozbili posterunek MO w Bełżycach i zlikwidowali dwóch milicjantów. Oddział równolegle prowadził w terenie rutynowe działania wymierzone przeciwko agentom UB i przestępcom pospolitym. Jednocześnie „Zapora” podporządkowywał sobie grupy ukrywających się przed komunistami konspiratorów niepodległościowych, nadając ich działaniom ramy organizacyjne, jak również skupiał pod swoim dowództwem jednostki partyzanckie wywodzące się z nurtu akowskiego. W maju 1946 r. rozkazom „Zapory” podlegały następujące oddziały: kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka” (+ 21 V 1949 r.) w sile ok. 20 ludzi, por./kpt. Stanisława Łukasika „Rysia” w sile 40 ludzi, ppor. Jana Szaliłowa „Renka” w sile ok. 30 ludzi, Tadeusza Skraińskiego „Jadzinka” w sile ok. 20 ludzi, Stanisława Jasińskiego „Samotnego” w sile ok. 20 ludzi i Michała Szeremieckiego „Misia” w sile ok. 15 ludzi. W tym też czasie „Zapora” wydzielił z grupy „Renka” lotny, sześcioosobowy patrol pod dowództwem Romana Grońskego „Żbika” (+ 7 III 1949 r.), który pełnił funkcję żandarmerii oddziału i podejmował akcje likwidacyjne wymierzone przeciwko funkcjonariuszom UB, konfidentom bezpieki oraz przestępcom pospolitym.

W początkach lipca 1946 r. kpt. „Uskok” podporządkował sobie dynamicznie działający w okolicach Włodawy, liczący 25 żołnierzy oddział Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” (na potrzeby przeprowadzenia większych akcji oddział ten zasilany był zaprzysiężonymi ludźmi z placówek; wtedy jego skład osobowy sięgał 65 partyzantów), co oznaczało powiększenie zgrupowania oddziałów „Zapory” o kolejny wartościowy element żołnierski a także poszerzenie terenu pozostającego pod kontrolą „Zaporowców”.

Styczeń 1946 r. Część oddziału por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”. Dowódca siedzi przy rkm-ach.

Fragment zaświadczenia o przynależności do oddziału partyzanckiego WiN, wydanego przez ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” (brat Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, po którego śmierci 3 I 1947 r. przejął obowiązki dowódcy), jednemu ze swoich podkomendnych, Mieczysławowi Małeckiemu ps. „Sokół”, dnia 7 sierpnia 1947 r. Pieczęć nagłówkowa wskazuje podległość oddziału mjr. Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze” ([…] kwatera polowa oddziału „Jastrzębia” – będącego w zjednoczeniu oddziałów zbrojnych w województwie Lubelskim, pod głównym dowództwem pana majora „Zapory”).

W końcu sierpnia 1946 r. „Uskok”, na rozkaz „Zapory”, przejął zwierzchnictwo także nad liczącym wówczas ok. dziesięciu partyzantów patrolem Antoniego Kopaczewskiego „Lwa” (+ 8 IX 1946 r.), działającym w powiecie krasnostawskim.

Żołnierze oddziału Antoniego Kopaczewskiego „Lwa” (stoi pierwszy z lewej). 1946 r.

Partyzanci z oddziału Antoniego Kopaczewskiego „Lwa”.

Z kolei jesienią 1946 r. „Ryś” podporządkował sobie operujący między Lubartowem a Puławami oddział Kazimierza Woźniaka „Szatana” (+ 11 V 1947 r.) w sile 25 ludzi. Na rozkaz „Zapory”, z uwagi na kłopoty „Szatana” z samodyscypliną, komendę nad tymi partyzantami przejął początkowo żołnierz „Rysia”, Jan Flisiak „Chłopicki” (+ 17 III 1950r.), a następnie Edmund Tudruj „Mundek” (+7 III 1949 r.).

Staraniem „Zapory” i oficerów jego zgrupowania partyzanckie grupy zbrojne o rodowodzie akowskim z terenu Lubelszczyzny znalazły się do końca października 1946 r. pod jednolitym dowództwem. Godzi się zaznaczyć, że oddziały „Zapory” pozostawały w regularnym kontakcie z Inspektoratem Lubelskim WiN, od którego odbierały wytyczne odnośnie głównych kierunków dalszej działalności. Do czerwca 1946 r. w imieniu Inspektoratu łączność z Zaporą utrzymywał Franciszek Abraszewski „Boruta”, zaś od lipca 1946 r. kontakty z oddziałem przejął Władysław Siła-Nowicki. Walka prowadzona była zatem przy zachowaniu stosownych ram organizacyjnych. Podkreślenia wymaga jednak fakt, że dla żołnierzy oddziałów podległych „Zaporze” kolejne formy organizacyjne podziemia poakowskiego (DSZ, WiN) nie miały większego znaczenia. W wymiarze ideowym była to dla nich nadal walka o wolność prowadzona pod sztandarami Armii Krajowej, o czym świadczą niektóre wewnętrzne dokumenty zgrupowania i liczne, współczesne świadectwa tych żołnierzy „Zapory”, którzy doczekali kresu dyktatury partii komunistycznej. Natomiast w wymiarze praktycznym była to, niezmiennie od początku 1945 r., samoobrona przed terrorem komunistycznym, w tym przed przeciwpartyzanckimi operacjami organizowanymi przez NKWD, UB, MO i KBW.
 
W drugiej połowie 1946 r. doszło do szeregu starć oddziałów „Zapory” z komunistycznymi grupami operacyjnymi ścigającymi partyzantów. 3 VIII 1946r. pod Radzicem Starym, pow. Lubartów, część oddziału kpt. „Uskoka” i grupa partyzantów z ochrony sztabu zgrupowania „Zapory” – w sumie ok. 25 partyzantów – zostały zaatakowane przez liczącą ponad 500 osób obławę UB-KBW. Mimo tak rażącej dysproporcji sił partyzanci przerwali pierścień obławy, tracąc jednak dwóch zabitych, w tym adiutanta „Zapory”, Zbigniewa Sochackiego „Zbyszka”. Po stronie komunistycznej zginął jeden żołnierz KBW, a inny został ciężko ranny. 6 VII 1946r. pod Marysinem, na zachód od Krzczonowa, oddział „Jadzinka” stoczył zwycięską walkę z liczącą ok. 100 żołnierzy jednostką KBW, dowodzoną przez oficerów UB. Podczas wymiany ognia zginęło co najmniej sześciu ubeków i kabewistów, a kilkunastu odniosło rany. Na przestrzeni 1946 r. i w początkach 1947 r. szereg podobnych starć zanotowały wszystkie oddziały wchodzące w skład zgrupowania „Zapory”. Godny odnotowania jest fakt, że żadnego z nich nie udało się komunistom rozbić w walce.

WYPRAWA NA RZESZOWSZCZYZNĘ

W końcu lipca 1946 r. „Zapora”, na czele liczących łącznie ok. 55 partyzantów oddziałów „Renka”, „Misia” i „Jadzinka”, wyruszył się na teren Rzeszowszczyzny. Przez San partyzanci przeprawili się na wysokości Stalowej Woli. Już 2 VIII 1946 r. pod wsią Grębów w pobliżu rzeki Łęg zostali zaatakowani przez liczącą ok. 60 osób grupę operacyjną UB-KBW, którą bez strat własnych doszczętnie rozbili. W starciu zginęło kilku jej członków, kilku innych odniosło rany. Partyzantom poddało się ponad 30 żołnierzy KBW i funkcjonariuszy UB. Pozostali spośród żyjących salwowali się ucieczką. Ranni zostali opatrzeni przez partyzantów, następnie przydzielono im podwodę. Żołnierzy KBW puszczono wolno, natomiast funkcjonariuszy UB w liczbie pięciu, wskazanych zresztą partyzantom przez wziętych do niewoli kabewistów, rozstrzelano.

Zgrupowanie mjr. „Zapory” w drodze na Rzeszowszczyznę, lipiec 1946 r.

Kolejną porażkę w walce z oddziałem „Zapory” komuniści odnotowali już 8 VIII 1946 r., w walce pod wsią Ostrowy Tuszowskie, pomiędzy Mielcem a Kolbuszową. Walkę poprzedziła akcja ekspropriacyjna wykonana przez patrol z oddziału „Renka”, który w nieodległym od Ostrowów Tuszowskich Cmolasie zaatakował dwie sowieckie ciężarówki z zaopatrzeniem dla stacjonującej na terenie pobliskiego poligonu w Dębem jednostki Armii Czerwonej. Była to kolejna w ciągu kilku dni akcja zaopatrzeniowa oddziału „Zapory” przeprowadzona na tamtych terenach na sowieckie samochody wojskowe z produktami spożywczymi. Sowieci zaatakowani w Cmolasie przez żołnierzy Renka przyjęli walkę. W krótkim starciu zginęło ich co najmniej trzech. Akcja partyzantów wywołała natychmiastową reakcję czerwonoarmistów z jednostki w Dębnie i sił UB z Kolbuszowej. Złożona z żołnierzy sowieckich i funkcjonariuszy UB grupa operacyjna, poruszająca się sześcioma samochodami ciężarowymi, wspierana co najmniej dwoma sowieckimi transporterami opancerzonymi (tankietkami), odnalazła kwaterujący w Ostrowach Tuszowskich oddział „Zapory”. O korzystnym dla partyzantów wyniku starcia przesądziło podjęcie przez nich natychmiastowej i zorganizowanej obrony oraz błyskawiczne wystrzelanie załogi tankietki, która wjechała do wsi przed głównymi siłami obławy. W chwilę potem tankietka została opanowana przez „Zaporowców” i prażyła ogniem ciężkiego karabinu maszynowego w stronę przeciwników. W wyniku partyzanckiego ognia zapalił się jeden z samochodów grupy operacyjnej. W ten sposób inicjatywa przeszła na stronę partyzantów, w efekcie czego siły obławy wycofały się z pola walki, na którym pozostało kilkunastu zabitych żołnierzy Armii Czerwonej i funkcjonariuszy UB. Partyzanci wyszli z tego starcia bez strat. Podczas szybkiego odwrotu z miejsca boju kontakt z resztą oddziału straciła grupa „Jadzinka”, która, nie mogąc odnaleźć swych towarzyszy broni, powróciła na Lubelszczyznę. Natomiast oddziały „Renka” i „Misia” pozostające pod ogólna komendą „Zapory” dalej operowały na ziemi rzeszowskiej, dochodząc aż pod Jasło. Wróciły na Lubelszczyznę dopiero w drugiej połowie września 1946 r.

Zgrupowanie mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” (stoi 8 od lewej), Dobryń koło Mielca, lato 1946 r.

Mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” (stoi 8 od lewej) wśród swoich partyzantów, lato 1946 r.

POWRÓT DO MATECZNIKA

Powrót partyzantów na ziemię lubelską obfitował w dramatyczne wydarzenia. 21 IX 1946 r. oddziały „Misia” i „Renka” przeprawiły się przez San na wysokości miejscowości Pysznica i skierowały się w Lasy Janowskie. Ich obecność na tym terenie została bardzo szybko odnotowana przez siły komunistyczne. Jeszcze tego samego dnia w pościg za partyzantami wyruszyła ponad 100 osobowa grupa operacyjna UB-MO-KBW dowodzona przez sowieckiego oficera, kpt. Sułakowa. Rankiem 22 IX 1946 r. pod miejscowością Świnki, na wschód od Janowa Lubelskiego, doszło do starcia żołnierzy „Zapory” z grupą pościgową. Uprzedzeni na czas przez wartowników partyzanci nie dali się zaskoczyć i przyjęli walkę, nie pozwalając siłom obławy, pomimo trzykrotnej przewagi liczebnej po stronie przeciwnika, na domknięcie pierścienia okrążenia, a następnie w szyku zorganizowanym wycofali się w kierunku północno-zachodnim na Zaklików. W starciu pod Świnkami zginął jeden partyzant, a inny został ciężko ranny. Straty po stronie sił komunistycznych autorowi niniejszego tekstu nie są znane.

W nocy z 23/24 IX 1946 r. „Zapora” na czele oddziałów „Misia”, „Renka”, „Samotnego” i żandarmerii „Żbika” (grupy „Samotnego” i „Rysia” dołączyły do „Zapory” po walce pod Świnkami) skierowały się do położonej 6 km na półn.–zach. od Urzędowa wsi Moniaki, zwanej przez wielu partyzantów Moskwą. Celem akcji było rozbrojenie członków ORMO (według partyzantów „Zapory” w szeregach ORMO znajdowało się wówczas kilkudziesięciu dorosłych mieszkańców Moniak). W czasie zbliżania się oddziału do zabudowań wsi, grupka miejscowych ormowców ostrzelała partyzantów z oddziału „Samotnego”, którzy odpowiedzieli ogniem. W wyniku wymiany strzałów zginął jeden mieszkaniec Moniak. Po chwili partyzanci opanowali wieś. Zarekwirowali jej mieszkańcom kilkanaście sztuk broni. Od użytych przez żołnierzy „Zapory” w wymianie ognia pocisków zapalających zajęło się i spłonęło blisko 30 gospodarstw, w sumie prawie 100 budynków.

W tym samym mniej więcej czasie, co wydarzenia w Moniakach, oddziały „Rysia” i „Jadzinka” pod ogólną komendą „Wisły” wkroczyły do Bełżyc i rozbiły posterunek MO, rozbrajając pięciu milicjantów. Po akcji w Bełżycach partyzanci wycofali się w kierunku na Chodel i zapadli w lesie krężnickim, nieopodal drogi Chodel – Bełżyce. Rankiem 24 IX 1946 r. przyjęli walkę ze ścigającą ich grupą operacyjną UB-KBW, zorganizowaną przez komunistów na wieść o wydarzeniach w Bełżycach. Starcie pod Krężnicą Okrągłą zakończyło się klęską komunistów, którzy stracili 18 zabitych. Partyzanci nie ponieśli w tej walce żadnych strat, dopiero w fazie odskoku z miejsca akcji poległ jeden żołnierz z oddziału „Jadzinka” (ciężko ranny, został dobity przez ubeków). W tym czasie aktywność przejawiały także inne oddziały zgrupowania, pozostające tylko pod ogólną komendą „Zapory”. 22 X 1946 r. oddział Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” (+ 3 I 1947 r.) w sile 65 żołnierzy wspierany przez oddział Józefa Struga „Ordona” (+ 30 VII 1947 r.) rozbił Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie, uwalniając ok. 70 aresztowanych. Ta brawurowa akcja kosztowała życie dwóch partyzantów. Niespełna dziesięć dni później , z 31 X/1 XI 1946 r., oddziały kpt. „Uskoka”, „Jastrzębia” i „Ordona” wkroczyły do Łęcznej i zlikwidowały jedenaście osób, które według wywiadu partyzantów współpracowały z UB.

Sierpień 1947 r. Od lewej: mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”, kpt. Zdzisław Broński „Uskok”.

Zima 1946 r. spowodowała wyhamowanie działań oddziałów „Zapory”, ale ich nie przerwała. Ten okres nie był jednak dla „Zaporowców” szczęśliwy. 6 I 1947 r. w walce z UB zginął „Miś”, tego samego dnia od kul KBW padł inny oficer oddziałów „Zapory”, por. Janusz Stefański „C-dur” (jako jeden z niewielu podkomendnych „Zapory” poległych w okresie walki z komunistycznym reżimem ma własny grób – spoczywa na cmentarzu nieopodal Kolonii Borów, pośród pierwszowojennych kurhanów żołnierzy austriackich i rosyjskich).
17 I 1947 r. oddział „Jadzinka”, operujący od października 1946 r. w powiecie Biłgoraj, stoczył zaciętą walkę w Albinowie Małym, gmina Radecznica, z jednostką KBW, tracąc w niej pięciu partyzantów. Po stronie KBW zginęło siedmiu żołnierzy, a czterech innych odniosło rany.

Pomimo ponoszonych strat, oddziały „Zapory” nadal mocno trzymały się w terenie. Jednak ich wysiłek nie mógł odmienić losu naszej Ojczyzny. Sfałszowane przez komunistów wybory do Sejmu w styczniu 1947 r. odebrały czynnikom niepodległościowym nadzieję na rychłą zmianę sytuacji w Polsce. Polityczna władza komunistów została na lata utrwalona i, co gorsza, ostatecznie zaakceptowana przez dyplomację międzynarodową.

„AMNESTIA” 1947 R.

W tej sytuacji amnestia ogłoszona przez komunistów w lutym 1947 r. wydawała się dla większości osób pozostających w podziemiu, w tym dla gremiów kierowniczych konspiracji nurtu poakowskiego, ostatnią szansą na ocalenie. W marcu/kwietniu 1947 r. „Zapora”, wykonując rozkazy przełożonych, zaprzestał działalności bojowej i rozformował podległe mu oddziały, dając podkomendnym wolną rękę w sprawie ujawnienia. W kwietniu 1947 r. przed komisjami amnestyjnymi stanęli „Jadzinek” i „Samotny” ze swymi żołnierzami. Ujawniła się także zdecydowana większość partyzantów z oddziałów „Rysia” i „Renka”, jednakże sami dowódcy, a także garstka podległych im żołnierzy, nie zdecydowali się na ten krok. Postanowienie o pozostaniu w konspiracji podjął również „Uskok” i kilku jego ludzi; pozostali zdecydowali się na ujawnienie. Sam „Zapora” nie skorzystał z amnestii, dzieląc los swych nieujawnionych podkomendnych. Jak zeznał później przed sądem komunistycznym w czasie swego procesu:

[…] ta propozycja (złożona w czerwcu 1947 r. przez jego przełożonych odnośnie ujawnienia się „Zapory” w innym terenie, przy zabezpieczeniu materialnym za strony organizacji – przyp. G.W.] nie odpowiadała mi, ponieważ byłem związany ze swoimi ludźmi trudem i walką, byłem przecież ich dowódcą, więc nie chciałem umyć rąk i zostawić tych ludzi jak grupy bandyckiej w terenie, bez dowództwa […] Zaznaczam, że stanowisko „góry” organizacji nie było wojskowe i uważałem ujawnienie się bez ludzi za nielojalne.

W RĘKACH KOMUNISTÓW. DO KOŃCA MĘŻNI

W początkach września 1947 r. „Zapora”, przekonany, że realizuje zalecenie organizacji, podjął decyzję o przedostaniu się na Zachód. Ostatnim rozkazem, z 12 IX 1947 r., wyznaczył kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka” na swego następcę i bezpośredniego dowódcę grup partyzanckich działających na północ od Lublina. Natomiast partyzanci utrzymujący się na terenach na południe od Lublina zostali decyzją „Zapory” oddani pod rozkazy Mieczysława Pruszkiewicza „Kędziorka” (+ 17 V 1951 r.). Na zastępców „Kędziorka” mianował „Zapora” ppor. Bogdana Dzierżanowskiego „Lotnika” (+ I 1948 r.) i ppor. Janusza Godziszewskiego „Wira”, „Janusza” (+ 7 IX 1948 r.).

Niestety, wyprawa grupy „Zapory” na Zachód była prowokacją UB. Wszyscy uczestnicy tej wyprawy („Zapora” i jego 6 żołnierzy – w tym „Ryś”, „Żbik” i „Mundek” – oraz Władysław Siła-Nowicki) zostali aresztowani 16 IX 1947 r. w Nysie, a następnie wyrokiem sądu komunistycznego z dnia 15 XI 1948 r. skazani na karę śmierci. Zarówno w toku ciężkiego śledztwa, jak i procesu zachowali godną postawę. Zapewne z tej przyczyny proces grupy „Zapory” toczył się przy drzwiach zamkniętych. „Uskok”, nawiązując do losu aresztowanego swego dowódcy i jego towarzyszy niedoli, zanotował w swym pamiętniku pod datą 1 XII 1948 r.:

[…] Z jak najwyższym uznaniem należy ocenić postawę aresztowanych. Był to bodajże jedyny z poważniejszych procesów, w którym nie udało się komunistom opluwać sądzonych przez samooskarżenie. Z tego powodu nie robili nawet rozgłosu z rozprawy. Niewątpliwie naszym bohaterom przez rok czasu nie oszczędzano prób zmierzających do zrobienia szmaty z człowieka, a jednak pozostali ludźmi !.

Wyroki śmierci na majorze Hieronimie Dekutowskim „Zaporze” i jego 6 żołnierzach wykonano w Warszawie w więzieniu mokotowskim w dniu 7 III 1949 r. [zobacz zdjęcia straconych>]. Ocalał jedynie Władysław Siła-Nowicki, którego od niechybnej śmierci uratowały koneksje rodzinne (decyzją Bieruta orzeczona przeciwko Sile-Nowickiemu kara śmierci zamieniona została na karę dożywotniego więzienia; wolność odzyskał 1 XII 1956 r.).

Od lewej: Por. Stanisław Łukasik „Ryś” i por. Roman Groński „Żbik”. Żołnierze mjr „Zapory”, zamordowani wraz z nim i czterema kolegami (por. Jerzy Miatkowski „Zawada”, por. Edmund Tudruj „Mundek”, por. Tadeusz Pelak „Junak”, por. Arkadiusz Wasilewski „Biały”) w więzieniu mokotowskim, dn. 7 marca 1949 r.

„NIECH SIĘ PANI POMODLI…”

Warto przywołać jeszcze jeden zapis z pamiętnika „Uskoka” (poczyniony również pod datą 1 XII 1948 r.):

[…] do żalu za ukochanymi współtowarzyszami niedoli dołącza się jakieś fatalistyczne przypuszczenie, że chyba ofiarom końca nie będzie! Że wszystko, co uczciwsze, skazane jest na zagładę. Jakiś okrutny los dotknął krwawą ręką nasz naród i wyszarpuje na stracenie wszystkie te elementy, które nie wahają się marzyć o wolności !.

Niespełna pół roku po nakreśleniu tych słów, ich autora nie było już wśród żywych – 21 V 1949 r. , otoczony w swej kryjówce przez UB, rozerwał się granatem. Dwa lata później, dokładnie 18 V 1951 r., zginął „Kędziorek”. Symbolicznym końcem epopei oddziałów cichociemnego majora Hieronima Dekutowskiego „Zapory” jest wspomniana w początkowych partiach tekstu śmierć „Białego” w 1955 r. i „Lalka” w 1963 r. W latach 1945-1955 poległo w walkach bądź straciło życie w kazamatach komunistycznych ponad 230 żołnierzy oddziałów „Zapory” (tylko niespełna dwudziestu „Zaporowców” zginęło z rąk hitlerowców). Miejsca pochówku znakomitej większości z nich do dziś pozostają nieznane. W kontekście tego faktu, właściwe wydaje mi się zakończenie tego tekstu strofami jednej z piosenek śpiewanych w oddziałach „Zapory”, przypomnianej przez zespół De Press na płycie Myśmy rebelianci (piosenkę śpiewano na melodię Chryzantemy złociste):

Niech się Pani pomodli, dzisiaj w mojej intencji,
bo wyprawa mnie czeka niebezpieczna i zła,
może Pani modlitwa, będzie dla mnie skuteczną
i uchroni od złego, tego co prosi tak.
I minęło tyle długich lat od tej chwili,
a ja wciąż przed oczyma obraz w sercu ten mam.
Kiedy słońce zachodzi, zmierzch ku nocy się chyli,
a ja słyszę wciąż turkot i zgiełk wozów ten sam.
Lecz odszedł ktoś, tak bardzo zadumany, co w oczach miał idei wielki cel.
Ktoś, kto tańczył ze mną leśne tango, i z cicha szeptał dziwne słowa te:
NIECH SIĘ PANI POMODLI DZISIAJ W MOJEJ INTENCJI […].




Grzegorz Wąsowski
adwokat, współkieruje pracami Fundacji „Pamiętamy”, zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954.

PS. Powodowany lojalnością wobec szanownych czytelników, muszę poczynić pewne wyznanie. Otóż smutne zdarzenia z pięknego miasta Lublina, od przypomnienia których zacząłem ten tekst, posłużyły mi za chwyt z rodzaju dyscypliny zgrabnie określonej przez pewnego czeskiego prozaika mianem judo moralne. Chciałem bowiem choćby skrótowo opowiedzieć Wam, szanowni czytelnicy, historię oddziałów majora „Zapory”. Ponieważ była ona bardzo bogata w wydarzenia, to tekst jest długi. Pewnie zbyt długi. Pomyślałem więc, że przynajmniej niektórzy przebrną przez niego do końca, powodowani wewnętrzną potrzebą dania w ten sposób mini świadectwa, że po poległych i pomordowanych „Zaporowcach” pozostało coś więcej niż tylko złom żelazny i głuchy, drwiący śmiech pokoleń, podlany moczem…

Pomnik poległych i pomordowanych „Zaporczyków”, Lublin, 1 listopada 2011 r.

Na koniec jeszcze jedno wyjaśnienie: niniejszy tekst jest zmodyfikowaną wersją artykułu, który ukazał się w dodatku do „Rzeczpospolitej” z dnia 20 kwietnia 2011 r. (Żołnierze Wyklęci Nr 4, Bohaterowie ostatniego powstania)
.

Uryną na pamięć… zdań kilka o oddziałach mjr. „Zapory” – część 1/2>
Strona główna>

 

Uryną na pamięć… zdań kilka o oddziałach mjr. „Zapory” – część 1/2

Z racji przypadającej 7 marca 2012 r. 63 rocznicy zamordowania przez komunistów legendarnego mjr. cc Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora” i sześciu jego oficerów, zapraszam do lektury tekstu autorstwa Grzegorza Wąsowskiego z Fundacji „Pamiętamy”, poświęconego heroicznym zmaganiom oddziałów mjr. „Zapory” z sowietyzacją kraju… jak również pewnemu haniebnemu czynowi, którego dokonano w Lublinie w 2010 roku.


Grzegorz Wąsowski

[wybór zdjęć – autor strony]

URYNĄ NA PAMIĘĆ. ZDAŃ KILKA O ODDZIAŁACH MJR. HIERONIMA DEKUTOWSKIEGO „ZAPORY”

LIST OD „MORWY”

Zdarzenie, które za chwilę przywołam, nie powinno mieć miejsca, ale do niego doszło. Jak dochodzi na tym świecie do wielu rzeczy, o których, oceniając je z perspektywy elementarnej przyzwoitości ludzkiej, mówimy, że nie miały prawa się wydarzyć.

Zła wiadomość przyszła do mnie w połowie lipca 2010 r. roku wraz z listem od Pana Mariana Pawełczaka „Morwy”, mieszkańca Lublina, w latach 1943–1947 żołnierza zgrupowania oddziałów AK – WiN majora Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Pan Marian od lat opiekuje się pomnikiem upamiętniającym ponad 250 Zaporowców, którzy zginęli w walce z hitlerowskim i  komunistycznym zniewoleniem. Pomnik, wzniesiony jesienią 2003 r. siłami Fundacji „Pamiętamy”, przy wsparciu Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, stoi w Lublinie na Podzamczu. Pośród uwiecznionych na nim poległych i pomordowanych podkomendnych „Zapory”, nazwisko Pawełczak występuje dwukrotnie – jako wspomnienie ofiary z życia złożonej przez rodzonych braci Pana Mariana. Jeden z Nich został zamordowany z wyroku sądu komunistycznego jesienią 1945 r., drugi zginął od kuli ormowca w kwietniu 1946 r. Czytając Jego list i pamiętając o losie Jego braci, bezskutecznie starałem się wyobrazić co czuł, gdy kreślił do mnie poniższe słowa:

[…] Wahałem się czy zasmucać Pana wieścią o nowych wyczynach wrogów pomnika „Poległych Zaporczyków”, na Podzamczu lubelskim. Mianowicie, na przełomie czerwca i lipca b.r. [2010] w okresie wyborów prezydenckich, ktoś na bocznych skrzydłach (ściankach) przedpola pomnika, namalował czarną farbą zarysy postaci, w pozycjach zachęcających do korzystania z tych miejsc, jako z pisuarów. Specyficzny odór moczu, potwierdza korzystanie z tej zachęty […]. Ja długi czas byłam chory po wyborach, a teraz mogłem tyle zrobić, że zamiotłem przedpole pomnika […].

Pomnik
wzniesiony przez Fundację „Pamiętamy”  w Lublinie, na Podzamczu (Plac
Wolności), upamiętniający ponad 250 ŻOŁNIERZY AK–WIN ZE ZGRUPOWANIA MJR.
HIERONIMA DEKUTOWSKIEGO „ZAPORY” POLEGŁYCH W WALCE Z HITLEROWSKIM I
KOMUNISTYCZNYM ZNIEWOLENIEM W LATACH 1943–1955.

ZOBACZ listę poległych i pomordowanych upamiętnionych pomnikiem w Lublinie>

KRÓTKIE ROZWAŻANIA NA KANWIE URYNY

Od razu wyjaśniam, że Fundacja „Pamiętamy” niezwłocznie oczyściła pomnik „Zaporowców” z umieszczonych na nim nieznaną ręką malowideł. Ich zniknięcie spowodowało, że ci, którzy uznali za stosowne oddać mocz na pomnik znaleźli sobie, przynajmniej na czas jakiś, inne miejsca na załatwianie swych chyba nie tylko fizjologicznych, ale przede wszystkim psychicznych potrzeb. Z upływem czasu odór uryny wyparował, natomiast pozostała odrażająca woń pogardy (swoisty trop zapachowy) wyrażonej wobec trwałej formy pamięci o ludziach, którzy zginęli w walce o niepodległość naszej ojczyzny i prawo człowieka do wolnego życia na ziemi.

Pomyśli może ktoś: takie czasy, że w miejscach publicznych, w których jedni zastygają w zamyśleniu lub modlitwie, wspominając tych, którzy odeszli, inni wyrażają swoje wnętrze w sposób, który, tu znowu odwołam się do kryterium elementarnej przyzwoitości, jest przesądzającym dowodem dla wykazania, że maksyma człowiek to brzmi dumnie jest czystą konwencją, niczym więcej. Nawiasowo pozwolę sobie zauważyć, że może właściwym probierzem rzeczywistej wartości danego światopoglądu jest nie to, jak wobec inaczej myślących zachowują się znani powszechnie apostołowie takiej czy innej koncepcji – ci bowiem, z małymi wyjątkami, prowadzą dyskurs w sposób werbalnie kulturalny, nie odsłaniający prawdy o konsekwencjach praktycznych ich widzenia świata, lecz jaki stosunek wobec osób o odmiennej wrażliwości prezentują bezimienni, anonimowi wyznawcy danej postawy światopoglądowej, jej szeregowi żołnierze, tzw. doły (nikomu nic nie ujmując). Warto ten punkt widzenia mieć na uwadze, analizując np. zachowania utrwalone przez Panią Ewę Stankiewicz w filmie „Krzyż”.

Tak czy inaczej, na pomnik będący symboliczną mogiłą poległych i pomordowanych żołnierzy „Zapory” oddawano mocz. A przecież upamiętnia on historię heroicznego przywiązania do wysokich wartości, jakimi są niepodległość Ojczyzny i wolność jednostki ludzkiej, historię wierności przypieczętowanej ofiarą z życia; nie byle jaką historię. Oto jej zarys…

EPILOG ZAMIAST PROLOGU

27 X 1955 r. w wykonaniu wyroku sądu komunistycznego został powieszony na terenie więzienia w Chełmie Lubelskim, dokładnie w komórce przeznaczonej na parowanie ziemniaków dla świń, Tadeusz Szych „Biały” – żołnierz Armii Krajowej. Od wiosny 1945 r. był partyzantem oddziału por./kpt. Stanisława Łukasika „Rysia” wchodzącego w skład zgrupowania dowodzonego przez  „Zaporę”.

21 XI 1963 r. w Majdanie Kozic Górnych, pow. Lublin, poległ od kul obławy, składającej się z funkcjonariuszy SB i ZOMO, Józef Franczak „Lalek” – partyzant z oddziału por./kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, do września 1947 r. walczącego pod ogólną komendą „Zapory”.

1947
rok. Od lewej: Stanisław Kuchciewicz „Wiktor”,
kpt. Zdzisław Broński „Uskok”, Józef Franczak „Lalek”, Walenty
Waśkowicz „Strzała”.

Takie były ostatnie akordy epopei partyzantki antykomunistycznej nurtu poakowskiego z terenu Lubelszczyzny, gdzie walka zbrojna z reżimem komunistycznym była prowadzona z dużym rozmachem i konsekwencją. Śmierć Lalka jest jej smutnym epilogiem, a także symbolicznym w skali kraju końcem zbrojnego oporu stawianego komunistom przez naszych przodków po roku 1944.

KILKA ZDAŃ O DOWÓDCY

Postacią pierwszoplanową zbrojnego podziemia antykomunistycznego na ziemi lubelskiej był bez wątpienia wspomniany dowódca „Białego” i „Lalka”, cichociemny major Hieronim Dekutowski „Zapora” – świetny organizator i doskonały partyzant, łączący lojalność wobec struktur dowódczych konspiracji z troską o los podległych mu żołnierzy. Dwa razy z woli przełożonych stanął na czele partyzantki antykomunistycznej na terenie Lubelszczyzny, dwa razy także (w lipcu – sierpniu 1945 r. i marcu – kwietniu 1947 r.) wykonał  rozkaz o zaprzestaniu walki zbrojnej i zdemobilizowaniu podległych mu oddziałów. Cechowała go odwaga, szybkość decyzji, a jednocześnie ostrożność i ogromne poczucie odpowiedzialności za ludzi. Znakomicie wyszkolony w posługiwaniu się bronią ręczną i maszynową, niepozorny, ale obdarzony wielkim czarem osobistym umiał być wymagający i utrzymywał żelazną dyscyplinę w podległych mu oddziałach, co w połączeniu z umiarem i troską o każdego żołnierza zapewniało mu u podkomendnych ogromny mir. Nazywali go „Starym”, choć nie miał jeszcze trzydziestu lat – tymi słowami scharakteryzował „Zaporę” jeden z jego cywilnych przełożonych w strukturach Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, późniejszy znany warszawski adwokat Władysław Siła-Nowicki.

Ppor. Hieronim Dekutowski „Zapora”, lipiec 1944 r.

Postać „Zapory” jest znakomitym przykładem zjawiska ciągłości walki o niepodległość Polski i wolność jednostki ludzkiej, prowadzonej kolejno z okupantem niemieckim, a po jej zakończeniu z reżimem komunistycznym przez dziesiątki tysięcy żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego. Partyzantkę antykomunistyczną podjął on z początkiem 1945 r., mając w swym bojowym dorobku znaczące zasługi w zwalczaniu niemieckich sił okupacyjnych. Wystarczy wspomnieć, że od stycznia 1944 r. pełnił funkcję szefa Kedywu w Inspektoracie Rejonowym AK Lublin – Puławy i jednocześnie dowódcy oddziału dyspozycyjnego Kedywu, a podległe mu oddziały, którymi w wielu akcjach dowodził osobiście, mogły pochwalić się ponad 80 wystąpieniami zbrojnymi przeciwko Niemcom, w tym kilkoma dużymi, jak na warunki wojny partyzanckiej, zwycięskimi starciami z wojskiem niemieckim.

ZBIOROWA OBRONA KONIECZNA

Dla lepszego zrozumienia dalszych losów mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” i jego żołnierzy należy koniecznie przypomnieć, że w okresie II wojny światowej Polska miała dwóch śmiertelnych wrogów: hitlerowskie Niemcy oraz partię komunistyczną z centralą w Moskwie i głównym narzędziem podboju w postaci Armii Czerwonej, a także i to, że wojennej klęski Niemiec nie powinno się utożsamiać ze zwycięstwem sprawy polskiej. Wycofanie się wojsk niemieckich z ziem polskich w 1944 r. – 1945 r. nie oznaczało, niestety, triumfu celów, o które żołnierz polski bił się na wszystkich chyba frontach II wojny światowej. Niepodległość Polski i prawo jednostki do wolnego życia na ziemi były po opanowaniu terenów naszego kraju przez wypierającą Niemców na Zachód Armię Czerwoną równie dalekie od urzeczywistnienia, jak w okresie okupacji niemieckiej.

Ta smutna prawda miała na ziemi lubelskiej wymierny, a zarazem tragiczny wymiar. Tylko do końca 1944 r., a więc w czasie pierwszych pięciu miesięcy od wejścia Armii Czerwonej na Lubelszczyznę, straty osobowe Okręgu AK Lublin, poniesione w wyniku działań komunistycznego aparatu przymusu, przede wszystkim NKWD, sięgnęły co najmniej kilkunastu  tysięcy ludzi (zamordowanych, aresztowanych, wywiezionych do Związku Sowieckiego), czyli znacznie przekroczyły straty tegoż Okręgu odniesione w ciągu całego okresu okupacji niemieckiej. Terror komunistyczny narastał z każdym kolejnym miesiącem. Czy można zatem się dziwić, że wobec takich faktów „Zapora” i niemała część jego podkomendnych z okresu walki przeciwko okupantowi niemieckiemu zdecydowali się na podjęcie działań, które należy zakwalifikować jako zbiorową obronę konieczną?

Pluton ppor. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” (siedzi w dolnym rzędzie, pierwszy z prawej) podczas akcji „Burza”, Lubelszczyzna, lipiec 1944 r.

W WALCE

Ofensywa rozpoczęta przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 r., skutkująca przesunięciem się mas wojska sowieckiego w kierunku zachodnim, umożliwiła odtworzenie na ziemi lubelskiej oddziałów partyzanckich, które szybko stały się najbezpieczniejszym schronieniem dla rozpracowywanych i poszukiwanych przez komunistów konspiratorów niepodległościowych. Właśnie w styczniu 1945 r. „Zapora”, działając w porozumieniu z częścią pozostających na wolności członków Komendy Okręgu AK Lublin, zorganizował liczącą początkowo dziesięciu żołnierzy grupę samoobrony, na czele której stanął. W szybkim czasie, bo już w czerwcu 1945 r., miał pod swoją komendą ponad dwustu dobrze uzbrojonych partyzantów, stale przebywających w lesie. Pierwszym wystąpieniem zbrojnym grupy „Zapory” przeciwko aparatowi terroru komunistycznego było rozbicie posterunku Milicji Obywatelskiej w Chodlu. Akcja, do której doszło w nocy z 5/6 II 1945 r., była odpowiedzią na mord dokonany na czterech żołnierzach AK z  miejscowej placówki, którego współsprawcą był ówczesny komendant tamtejszego posterunku MO. Już w niespełna dwa dni później, 7 II 1945 r., liczący wówczas ok. 25 żołnierzy oddział „Zapory” bił się z obławą NKWD-LWP we wsi Wały Kępskie (nieopodal Chodla). Partyzantom udało się przebić przez pierścień okrążenia, przy stracie jednego żołnierza (zginął  wtedy Mieczysław Jeżewski „Pszczółka”). Podczas tej walki „Zapora” został ranny w nogę. Leczył się na kwaterze w Radawcu Małym. Do oddziału wrócił w kwietniu 1945 r. Pod nieobecność Zapory oddział prowadził działalność podzielony na trzy grupy, którymi dowodzili: Jerzy Pawełczak „Jur” (+ 23 X 1945 r.), Jan Szaliłow „Renek” (+ 8 IX 1947 r.) i Aleksander Sochalski „Duch”.

1945 r. Od lewej stoją:
Jerzy Stefański „Cedur”, Mieczysław Czechowski „Wrzos”, Hieronim
Dekutowski „Zapora”, Tadeusz Skraiński „Jadzinek”, Jan Szaliłow „Renek”,
z tyłu Jerzy Siwecki „Bachus”.

W końcu kwietnia 1945 r. Zapora na czele 40 partyzantów wyruszył za San. Po drodze, koło wsi Świeciechów, na północ od Annopola,  „Zaporowcy” mieli potyczkę z patrolem MO, w której zginęło dwóch milicjantów. Następnie wkroczyli do Świeciechowa, gdzie rozbroili miejscowy posterunek MO i uwolnili czterech aresztowanych żołnierzy AK. Na terenach za Sanem (przez rzekę przeprawili się w okolicach Radomyśla) rozbili  kilka posterunków MO, między innymi w Bojanowie. W maju 1945 r., w potyczce oddziału z żołnierzami Armii Czerwonej pod wsią Stale, w pobliżu Tarnobrzega, zginęło dwóch czerwonoarmistów. Partyzanci ponadto zarekwirowali Sowietom dwa samochody, którymi powrócili na teren Lubelszczyzny, gdzie rozbili kolejne posterunki MO, m.in. w Bełżycach i Wojciechowie. 19 V 1945 r. oddział „Zapory” zawitał do Kazimierza nad Wisłą. Partyzanci zaatakowali ulokowany na rynku posterunek MO. Milicjanci bronili się na piętrze murowanego budynku. Poddali się po tym, jak atakujący wysadzili metalowe i osztabowane drzwi wejściowe na posterunek. W czasie walki trwającej na kazimierzowskim rynku, grupa żołnierzy oddziału ubezpieczająca akcję na skraju miasteczka od strony Puław miała potyczkę, w wyniku której zginął jeden żołnierz sowiecki, dwóch funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i trzech milicjantów.

Opuszczając Kazimierz nad Wisłą, partyzanci zabrali ze sobą trzech milicjantów z miejscowego posterunku. Dwóch z nich po przesłuchaniu puszczono wolno, natomiast komendant posterunku (według niektórych źródeł nie był to milicjant, lecz funkcjonariusz UB) został skazany na śmierć. Wiedząc, że lada moment zostanie zastrzelony, podjął próbę ucieczki i zginął od kul „Renka”. Podkreślenia wymaga fakt, że celami ataków partyzantów „Zapory” były te tylko posterunki MO, co do których wywiad oddziału lub miejscowe placówki konspiracyjne potwierdziły okrutne zachowania obsadzających je milicjantów wobec ludności lub gorliwość funkcjonariuszy w tropieniu członków konspiracji.  W czerwcu 1945 r. oddział  „Zapory” z tych właśnie powodów zaatakował i rozbroił kolejne posterunki MO, tym razem w Bychawie, Urzędowie i Józefowie nad Wisłą.

Mjr cc Hieronim Dekutowski „Zapora”

SZEREGI ROSNĄ

Z każdym tygodniem działalności oddziału rosła jego popularność wśród istotnej części mieszkańców ziemi lubelskiej. Wsparcie społeczne dla czynnej samoobrony przed reżimem komunistycznym było stałym tłem trwającej przez kilka lat epopei oddziałów „Zapory”, warunkującym zresztą utrzymanie się partyzantów na terenie ich działalności. W lipcu 1946 r. kpt. Zdzisław Broński „Uskok”, przebywający wówczas na obszarze będącym matecznikiem oddziału Zapory, zanotował w swoim pamiętniku:

Ludność tamtych okolic (Chodel, Opole Lubelskie, Kraśnik, Bychawa) ogólnie była wrogo nastawiona do komunistów i bardzo sprzyjała partyzantom. Były i wioski podczerwieniałe, jak Chmiel, Moniaki, Wilkołaz itp., ale znając teren, można sobie było pozwalać na ruchy z taborami w biały dzień.

Równolegle do wzrostu rozpoznawalności oddziału w terenie nastąpił znaczny przyrost jego liczebności. W szeregi partyzantki „Zapory” wstępowali głównie tropieni przez komunistów żołnierze antyniemieckiej konspiracji niepodległościowej, przede wszystkim akowcy, ale także członkowie Narodowych Sił Zbrojnych (znaczna część 3 kompanii por. Bolesława Świątka „Jerzego”, w tym jej dowódca, składała się z byłych żołnierzy NSZ). Dołączali również ci, którzy nie chcieli służyć w wojsku komunistycznym i ścigać po lasach walczących o wolność partyzantów. Często byli to zresztą żołnierze AK, wcześniej siłą wcieleni do LWP. W lutym 1945 r. grupę (10 osób) takich uciekinierów z wojska ludowego przyprowadził do oddziału Michał Szeremiecki „Miś”, żołnierz 27 Wołyńskiej DP AK (+ 6 I 1947 r.). W połowie maja 1945 r., po powrocie oddziału na Lubelszczyznę  z wyprawy za San, szeregi partyzantów „Zapory” powiększyły się o ok. 50 osobową grupę dezerterów ze szkoły oficerskiej LWP, dowodzoną przez por. Romana Sochala „Juranda”.

Pierwszoplanowa rola „Zapory” w czynnym oporze antykomunistycznym na ziemi lubelskiej została potwierdzona rozkazami Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj z 1 VI 1945 r., na mocy których uzyskał on awans do stopnia majora i nominację na dowódcę oddziałów partyzanckich w Inspektoracie Lublin DSZ (został ponadto odznaczony Krzyżem Walecznych; rozkazem DSZ na Kraj z 1VI 1945 r. awansowano i odznaczono również wielu podkomendnych „Zapory”). W następstwie decyzji DSZ, dowództwu „Zapory” został podporządkowany liczący ok. 40 partyzantów oddział por./kpt. Stanisława Łukasika „Rysia” (+ 7 III 1949 r.). W czerwcu 1945 r. siły oddziału, a właściwie już zgrupowania oddziałów pod dowództwem „Zapory” wynosiły ok. 220 żołnierzy. Poza wspomnianym oddziałem „Rysia”, który operował samodzielnie, pozostając pod ogólną komendą „Zapory”, bezpośrednio podlegały mjr. Dekutowskiemu trzy kompanie: 1 kompania pod dowództwem por. Stefana Szarskiego „Jagody”, 2 kompania pod dowództwem por. „Juranda” i 3 kompania dowodzona przez por. Bolesława Świątka „Jerzego” (od połowy czerwca 1945 r. 3 kompanią dowodził kpt. Aleksander Głowacki „Wisła”, który dołączył do oddziału podczas akcji na posterunek MO w Kazimierzu nad Wisłą).

W BOJACH Z SOWIETAMI. CZERWIEC 1945 R.

W pierwszej połowie czerwca 1945 r. partyzanci „Zapory” operowali na terenie powiatu Biłgoraj, z tym, że w początku czerwca jeden z pododdziałów 1 kompanii, w sile ok. 25 partyzantów, wysłany został na północ, w okolice Lublina. W drodze na wyznaczony teren, 8 VI 1945 r., oddział ten rozbroił posterunek MO w Wysokiem, czym ściągnął na siebie kilkakrotnie silniejszą obławę NKWD. Rankiem 9 VI 1945 r. pod wsią Polanówka, kilka kilometrów na południe od Lublina (gmina Strzyżewice), w nierównej walce z Sowietami zginęło pięciu „Zaporowców”.

Żołnierze
ze zgrupowania mjr „Zapory”. Od lewej stoją: NN, Stanisław Łukasik
„Ryś”, Aleksander Sochalski „Duch”, Hieronim Dekutowski „Zapora”,
Zbigniew Sochacki „Zbyszek”, Jerzy Korcz „Bohun”.

W połowie czerwca 1945 r. partyzanci „Zapory” z plutonu „Jura” z 1 kompanii „Jagody” wkroczyli do Janowa Lubelskiego, gdzie zarekwirowali żołnierzom sowieckim cztery samochody ciężarowe, które posłużyły żołnierzom 1 i 2 kompanii do powrotu na teren powiatu opolskiego; 3 kompania pod dowództwem „Wisły” miała dalej operować na terenach powiatu janowskiego i biłgorajskiego. Następnie główne siły oddziału, poruszające się samochodami zdobytymi w Janowie Lubelskim, rozbiły posterunek MO w Józefowie nad Wisłą. W kilka godzin później partyzanci zostali pod Kluczkowicami, na południe od Opola Lubelskiego, zaatakowani przez grupę żołnierzy Armii Czerwonej. Wywiązała się zaciekła walka (w końcowej fazie starcia doszło do walki wręcz), w wyniku której zginęło co najmniej siedmiu Sowietów. Rannych zostało dwóch partyzantów. Walka pod Kluczkowicami uruchomiła przeciwko oddziałowi silną obławę NKWD-UB, która rankiem następnego dnia dopadła „Zaporowców” kwaterujących w Ratoszynie, w pobliżu Chodla. Partyzanci zdołali przedrzeć się przez pierścień obławy, tracąc jednak dwóch zabitych.

Uryną na pamięć… zdań kilka o oddziałach mjr. „Zapory” – część 2/2>
Strona główna>

"Żołnierze Wyklęci" w Parlamencie Europejskim

6 marca 2012 Prezes IPN otworzy w Parlamencie Europejskim wystawę "Zaplute karły reakcji. Polskie podziemie niepodległościowe 1944–1956"

6 marca 2012 r. o godz. 18:00 Prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Łukasz Kamiński otworzy w Parlamencie Europejskim w Brukseli wystawę "Zaplute karły reakcji. Polskie podziemie niepodległościowe 1944–1956". Wystawa będzie prezentowana w Parlamencie (III piętro, Strefa G) do 8 marca.

Celem wystawy jest wyeksponowanie najważniejszych zjawisk determinujących charakter polskiej konspiracji niepodległościowej z lat 1944–1956. Autorzy mają jednak świadomość, iż nie przedstawia ona wszystkich aspektów dziejów podziemia. Zadaniem prezentowanych fotografii jest ukazanie w symboliczny sposób tego, co stanowiło istotę Polski podziemnej, ich uzupełnieniem jest komentarz zawarty w nadtytule chronologicznie ułożonych plansz.


Użyte w tytule sformułowanie "zaplute karły reakcji" to pogardliwe określenie ludzi podziemia, upowszechniane przez propagandę władzy komunistycznej, która dążyła nie tylko do unicestwienia konspiratorów, lecz także do zohydzenia ich pamięci. Zderzenie tego propagandowego, powszechnie znanego hasła z prezentowanym materiałem ma dodatkowo podkreślać dramat ludzi, którzy podjęli decyzję dalszej walki podziemnej.

Fotografie i materiały wykorzystane do wystawy pochodzą głównie ze zbioru zgromadzonego na potrzeby wydawnictwa "Atlas polskiego podziemia niepodległościowego 1944–1956". Integralną częścią wystawy są luźne karty z komentarzem historycznym, umieszczone na stojakach. Dzięki temu zwiedzający wystawę mogą wyjść z pakietem informacji na temat prezentowanego tematu.

Ekspozycję zorganizowali europosłowie Prawa i Sprawiedliwości z Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR), ale mieli oni ogromne problemy, aby uzyskać na nią zgodę PE.

Wystawa, którą dzisiaj po południu odsłonią wiceprzewodniczący frakcji EKR prof. Ryszard Legutko oraz prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Łukasz Kamiński, przedstawia dzieje polskiego podziemia niepodległościowego w latach 1944-1956. Jak zauważają organizatorzy, jej celem jest "odkłamanie historii oraz wyeksponowanie najważniejszych zjawisk determinujących charakter polskiej konspiracji niepodległościowej". W ekspozycji tej podkreślony został zwłaszcza fakt, iż w latach 1944-1945 Polska nie została wyzwolona, tylko nastąpiła zamiana jednego okupanta na drugiego. Pokazane zostało również to, że wyłoniła się wówczas "armia odważnych obywateli", którzy się na to nie zgadzali.

Użyte w tytule sformułowanie "zaplute karły reakcji" to właśnie określenie stosowane wobec ludzi podziemia, które upowszechniała propaganda komunistyczna – najpierw używając go do walki propagandowej, a później, by doprowadzić do "zohydzenia ich pamięci". Wernisaż przedstawia losy ludzi, którzy wybrali drogę walki zbrojnej z władzami komunistycznymi i przeszli do historii jako żołnierze wyklęci.

Wystawa składa się w głównej mierze z fotografii, które mają za zadanie ukazanie w symboliczny sposób tego, co stanowiło istotę Polski podziemnej, zaś ich uzupełnieniem są komentarze zawarte w nadtytule chronologicznie ułożonych plansz. Zwiedzający będą mogli zobaczyć m.in. wykonane przez Urząd Bezpieczeństwa unikatowe zdjęcia schwytanych oraz zabitych żołnierzy podziemia, fotografie partyzantów Armii Krajowej internowanych w obozie NKWD na Majdanku oraz zdjęcia z procesu przywódców Polski podziemnej. Ich uzupełnieniem są fotografie leśnych oddziałów wykonane przez partyzantów, zdjęcia ziemianek i bunkrów, w których się ukrywali, czy też mapy pokazujące działalność oddziałów podziemia. Jak zapowiadają organizatorzy, dodatkowo zaprezentowane zostaną również kopie ulicznych plakatów wymierzonych w podziemie niepodległościowe, a w tym obwieszczenia informujące o skazaniu na śmierć żołnierzy podziemia oraz protokoły wyroków śmierci. Zaprezentowane na ekspozycji materiały pochodzą ze zbioru przygotowanego przez Biuro Edukacji Publicznej IPN w Lublinie.

Początkowo wystawa została zakazana przez kolegium kwestorów PE (pięciu kwestorów zajmuje się sprawami administracyjnymi i finansowymi) "z powodów politycznych", przy czym informacja ta nie została organizatorom przedstawiona na piśmie ani bezpośrednio, tylko została przekazana telefonicznie jednemu z pracowników grupy przez pracownicę administracji parlamentarnej. Po interwencji posłów PiS udało się cofnąć zakaz.

Ku naszemu zadowoleniu decyzja została cofnięta i wystawa zostanie otwarta. Rozpoczęliśmy zabiegi, w czym – spieszę donieść z satysfakcją – pomagali nam różni ludzie dobrej woli, także polscy europosłowie z innych grup politycznych, którym publicznie wyrażam podziękowanie – podkreśla prof. Ryszard Legutko.

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej, Nasz Dziennik
Strona główna>

"Niezłomni Bohaterowie – Żołnierze Wyklęci" – Konferencja na KUL

Konferencja "Niezłomni Bohaterowie – Żołnierze Wyklęci". Katolicki Uniwersytet Lubelski, 8 marca 2012 r.


[kliknij w plakat aby powiększyć]

Akademicki Klub Myśli Społeczno – Politycznej Vade Mecum ma zaszczyt zaprosić na konferencję pt. "Niezłomni Bohaterowie – Żołnierze Wyklęci".
Konferencja odbędzie się 8 marca 2012 r. w Katolickim Uniwersytecie Jana Pawła II, Collegium Norwidianum CN-208 o godz. 11:00.

Współorganizatorzy: Katedra Historii Systemów Politycznych XIX i XX w., Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, Fundacja Rozwoju KUL, Towarzystwo Gimnastyczne Sokół w Lublinie.

Patronat honorowy: Instytut Pamięci Narodowej.

Patronat Medialny: TVP Lublin, Radio Lublin, Internetowa Telewizja Lublin, kwartalnik Myśl.pl oraz magazyn Templum Novum.

Serdecznie zapraszamy.

Program konferencji
"Niezłomni bohaterowie – Żołnierze Wyklęci"

Panel I

  • 11:00 – 11:15 – Powitanie gości.
  • 11:15 – 11:35 – Obóz Narodowo – Radykalny: fałszywe stereotypy i fakty – dr Wojciech Jerzy Muszyński [IPN Warszawa].
  • 11:35 – 11:55 – Narodowe Siły Zbrojne na terenie Lubelszczyzny po 1944 r. – Rafał Drabik [IPN Lublin].
  • 11:55 – 12:15 – Struktury narodowe na terenie Podlasia po 1944 r. – dr Mariusz Bechta [IPN Warszawa].
  • 12:15 – 12:35 – Narodowe Siły Zbrojne/ Narodowa Zjednoczenie Wojskowe na terenie Północnego Mazowsza w latach 1944 – 1946. – dr Kazimierz Krajewski [IPN Warszawa].
  • 12:35 – 12:55 – Dyskusja
  • 12:55 – 13:15 – Przerwa na kawę.

Panel II

  • 13:15 – 13:35 – Podziemie narodowe na Rzeszowszczyźnie po 1944 r. – dr Krzysztof Kaczmarski [IPN Rzeszów].
  • 13:35- 13: 55 – Narodowe Siły Zbrojne na terenie Wielkopolski po 1945 r. – Rafał Sierchuła [IPN Poznań].
  • 13:55 – 14:15 – „Procesy żołnierzy NSZ z okręgu lubelskiego w latach 1944-1956. Zarys problemu” – dr Marcin Zaborski [KUL JP II].
  • 14:15 – 14:35 – Dyskusja
  • 14:35 – 15:35 – Przerwa na obiad.

Panel III

  • 15:35 – 15:55 – "Harcerstwo narodowe w Polsce po II wojnie światowej" – dr Ewa Rzeczkowska [KUL JP II].
  • 15:55 – 16:15 – Zapomniani skoczkowie. Patrole dywersyjne Brygady Świętokrzyskiej NSZ i ich zrzut do Polski w początkach 1945 roku. – dr Dariusz Węgrzyn [IPN Katowice]
  • 16:15 – 16:35 – Działania zbrojne konspiracji narodowej w latach 1944 – 1945 – dr Marcin Paluch [KUL JPII].
  • 16:35 – 16:55 – Dyskusja
  • 16:55 – 17:10 – Podsumowanie i zakończenie.

W imieniu organizatorów zapraszam serdecznie !

Strona główna>

Warszawa – leśny posterunek na Dworcu Centralnym

Leśny posterunek na Dworcu Centralnym – czyli historia w wykonaniu młodych

1 marca, na peronie 3 Dworca Centralnego, Waszym oczom ukaże się las! Prawdziwy!

W czwartek (01.03) po raz drugi obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
Nie będzie jednak wieńców, zniczy i smutku na twarzach.
Będzie happening historyczny!

Zaaranżujemy miejsce spoczynku jednego z leśnych oddziałów. Będzie można ogrzać się przy ognisku, poczęstować prowiantem, który partyzantom przynieśli najbliżsi, spotkać też samych żołnierzy – z Grupy Historycznej „Zgrupowanie Radosław”. Zamierzamy oddać klimat tamtych czasów. Opowiedzieć ludziom historię – której nie powstydziłby się najlepszy scenarzysta.


[kliknij w obrazek aby powiększyć]

Dla głodnych wiedzy, mamy historyczną infolinię.

Przez cały dzień – eksperckich i wyczerpujących odpowiedzi – o Żołnierzy Wyklętych, udzielają nasi historycy:

  • dr Piotr Niwiński – 728 557 436       
  • Tadeusz Płużański – 725 532 771

Podsumowując:

  • Co? – Happening historyczny (Leśny posterunek, Grupa Rekonstrukcyjna, Historyczna Infolinia)
  • Gdzie? – Dworzec Centralny, Peron III
  • Kiedy? – 1 marca 2012. w godzinach 10 – 19 (media zapraszamy szczególnie między 11-13)
  • Po co? – Przypomnienie Polakom o bohaterstwie Żołnierzy Wyklętych.
  • Kto?Stowarzyszenie Studenci dla Rzeczypospolitej

Teraz słowo o samych Żołnierzach Wyklętych:

Byli młodzi, chcieli kochać, bawić się, zdobywać wykształcenie, zakładać rodziny. Tak jak my chcieli podbijać świat. Nie mogli. W czasie II wojny światowej walczyli o niepodległą Polskę i nie godzili się na niewole po jej zakończeniu, za to komunistyczna władza przyznawała kulę w tył głowy.  Zostali więc w lesie.

Czy tego chcieli? Nie, po prostu chcieli żyć. I żyli, w ciągłym strachu, w ciągłej walce, daleko od rodzin, przyjaciół, miłości swojego życia.

Powojenna konspiracja niepodległościowa była do czasów „Solidarności” najliczniejszą formą oporu społeczeństwa wobec narzuconej władzy. Po wojnie działało w niej 150-200 tysięcy osób. A dwadzieścia tysięcy z nich, walczyło w oddziałach partyzanckich. Wliczając, tych, którzy zapewniali im schronienie, wyżywienie oraz inną pomoc stanowiło to grupę ponad połowy miliona obywateli.

Ostatni „leśny” żołnierz zginął w walce w latach 60. w dekadzie Beatelmani, Elvisa Presleya i Jamesa Bonda…

Przez lata PRLu władza robiła wszystko, by wymazać ich z historii i z pamięci obywateli. To co wydarzy się 1 marca na Dworcu Centralny, to dowód na to, że się nie udało. A kiedy młodzi biorą historię w swoje ręce – znaczy, że będzie się działo!

Kontakt dla mediów:
Weronika Zaguła
605 453 193

Organizator akcji:
Stowarzyszenie Studenci dla Rzeczypospolitej

Partnerzy:
Dworzec Polski, Grupa Historyczna „Zgrupowanie Radosław”

Patronat honorowy:
Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej (logo)

Patron medialny:
Radio VOX FM

Stowarzyszenie Studenci dla Rzeczypospolitej – organizacja pozarządowa, powstała w 2010 roku. Skupia studentów i absolwentów szkół wyższych z Warszawy, Krakowa i Łodzi. Za cel stawia sobie krzewienie nowoczesnego patriotyzmu i budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Przez swoje działania chce zainteresować młodych ludzi życiem publicznym, rozwijać świadomość polityczną, gospodarczą i historyczną.

Strona główna>