Poniżej zamieszczam relację jednego z organizatorów i inicjatorów tego przedsięwzięcia, Pana Roberta Szali, wraz z kilkoma zdjęciami z tych uroczystości.


Na zbiórce przed kościołem ustawiły się jako pierwsze tradycyjnie poczty sztandarowe, a wśród nich m.in. zawsze stający w szeregu jako pierwszy poczet 25-go Pułku Piechoty AK Ziemi Piotrkowskiej, za nimi poczty sztandarowe Konspiracyjnego Wojska Polskiego, znowu Armii Krajowej, dalej poczty Represjonowanych Żołnierzy Górników, Związku Byłych Więźniów Okresu Stalinowskiego, Szarych Szeregów, NSZZ Solidarność 80 z Kopalni Wegla Brunatnego Bełchatów, Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr1 (jedyny z wielu szkół piotrkowskich ! ), oraz trochę spóźniony bo z bardzo daleka, dołączył poczet sztandarowy Okręgu Wielkopolskiego Narodowych Sił Zbrojnych z Prezesem ppłk. Janem Podhorskim. Za nimi delegacje rożnych środowisk z wielu rejonów Polski.


Po komendzie, z kapłanami na czele i przy dźwiękach orkiestry wszyscy wmaszerowali do kościoła. Msza Św. oraz poświęcenie tablicy było koncelebrowane przez Dziekana Dekanatu piotrkowskiego ks.Stanisława Sochę i proboszcza parafii Nawiedzenia NMP ks.Romana Czermańskiego, oraz przybyłych specjalnie na tą uroczystość ks. Jana Stępnia z Radomia i ks. Józefa Grecki z Ostrowa Wielkopolskiego, byłych żołnierzy podziemia prześladowanych w czasach stalinowskich. Piękną homilię na temat Żołnierzy Wyklętych wygłosił ks. Roman Czermański , a cała Msza Św. była wielką manifestacją patriotyzmu Polaków.
Po Mszy Św. uformowano na ulicy obok kościoła kolumnę marszową, którą otwierała orkiestra z Kopalni Węgla Brunatnego Bełchatów, następnie ruszono ulicami w kierunku ronda ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH 1944-1956.
Przy tym rondzie znajduje się głaz z tablicą , która miała być odsłonięta i poświecona. Po przybyciu na miejsce, orkiestra i poczty sztandarowe ustawiły się na wyznaczone miejsce a przybyłych przywitał dyrektor piotrkowskiego Muzeum Okręgowego p.Marcin Gąsior.



Następnie wygłoszono okolicznościowe przemówienia m.in. przez wiceprezydentów miasta Piotrkowi Trybunalskiego. Po wystąpieniach zaproszono przedstawicieli kombatantów, wiceprezydentów miasta i Przewodniczącego Rady Miasta Piotrkowa Trybunalskiego do odsłonięcia tablicy ku czci Żołnierzy Wyklętych 1944-1956. Po odsłonięciu, obecni kapłani kolejno poświęcili tablicę umieszczoną na kilkutonowym głazie.
Następnie złożono wieńce i wiązanki kwiatów m.in.od Prezydenta Miasta Piotrkowa Trybunalskiego, Rady Miasta, kombatantów ze wszystkich ugrupowań podziemia, Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Urzędu ds.Kombatantów, R. K. Wojskowej, partii politycznych, szkół piotrkowskich, Młodzieży Wszechpolskiej, zakładów pracy i związków zawodowych. Wartę honorową przy pomniku wystawiła 25 Brygada Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego. 



Po oficjalnych uroczystościach i pamiątkowych fotografiach wszyscy zaproszeni zostali na grochówkę wojskową z ,,wkładka”, specjalnie zamówioną w pobliskim barze.Myślę, że ta uroczystość zostanie nam na długo w pamięci, a ja jako organizator podwójnie ją przeżywałem , lecz było pięknie, nawet pogoda dopisała mimo końca października. Jednak na koniec chcę powiedzieć, że brakowało mi tam młodzieży, mimo wysłania zaproszenia do władz szkolnictwa piotrkowskiego nie przybyły delegacje szkół, i jak przewidywałem również, mimo naszych zaproszeń do mediów piotrkowskich, nie przybyli i nie ukazało się NIC na temat tej uroczystości – to przykre dla mnie, a jeszcze bardziej dla tych bohaterów, przemilczanych przez lata a i teraz też, jak widać po tej uroczystości.
Piotrków Trybunalski


"Zapora" w sieci agentów – część 1
Artykuł publikuję dzięki uprzejmości autora dr Jarosława Kopińskiego z lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Tekst ten ukazał się również w Gazecie Polskiej, Nr 25(674)/2006.
"Zapora" w sieci agentów
Sprawa informatora WUBP Lublin o pseudonimie „Iskra” vel „Żmudzki”.
Siódmego marca minęła kolejna rocznica zamordowania w więzieniu mokotowskim mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” i żołnierzy z jego oddziału. Do tej pory toczy się wśród historyków spór, kto wydał w ręce UB partyzantów, którzy jedyną szansę ocalenia widzieli w ucieczce poprzez Czechy na teren Niemiec. Niektórzy historycy uważali, że uczynił to zwolniony z więzienia w lipcu 1947 roku były inspektor lubelski WiN Franciszek Abraszewski „Boruta”. Pojawiły się również głosy sugerujące, że mógł to uczynić śp. mecenas Władysław Siła – Nowicki. Obie wersje, jak ocenił na podstawie przejrzanych akt MBP i WUBP w Lublinie Leszek Pietrzak nie znajdują potwierdzenia w archiwaliach wytworzonych przez wspomniane instytucje. Zapewne były one świadomie rozpowszechniane przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w celu zamaskowania prawdziwych sprawców wydania mjr. „Zapory” i towarzyszy w ręce UB. Co gorsze niektórzy historycy po 1990 roku nadal je powielali, bez sprawdzenia w aktach będących w zasobie Archiwum Państwowego w Lublinie i Sądu Rejonowego w Lublinie. Mam nadzieję, że poniższy tekst przybliży wyjaśnienie sprawy.
mjr cc. Hieronim Dekutowski "Zapora"
I. Rozpracowanie lubelskich struktur AK – rys historyczny
Problem rozpracowania struktur Komendy Okręgu AK – WiN Lublin oraz podległych jej grup zbrojnych był poruszany przez historyków tzw. „młodego pokolenia” już na początku lat dziewięćdziesiątych. Pisała o tym Pani Anna Grażyna Kister i Pani dr Ewa Kurek. Niewątpliwie przełomowy pod tym względem był artykuł Leszka Pietrzaka opublikowany na łamach Zeszytów Historycznych WiN w 2000 roku[1], w którym autor podał, że w lubelska bezpieka posiadała aż 63 agentów i informatorów w środowisku „Zapory”. W sprawach obiektowych prowadzonych przeciwko Lubelskiemu Inspektoratowi WiN i Okręgowi WIN ciągle przewijają się kryptonimy dwóch informatorów WUBP w Lublinie, którzy zdaniem L. Pietrzaka walnie przyczynili się do rozpracowania środowisk niepodległościowych na terenie Lubelszczyzny. Są to informator używający pseudonimu „Lena” vel „Maria” i drugi ukrywający się pod pseudonimem „Iskra” vel „Żmudzki”. Doniesienia informatora „Lena”, jak wynika z zachowanych procedur operacyjnych UB przeciwko podziemiu (w tym miedzy innymi przeciwko środowisku mjr. „Zapory”) były kontrolowane przez informatora „Iskra” i odwrotnie denuncjacje informatora „Iskra” były weryfikowane przez informatora „Lena”. Z perspektywy funkcjonariuszy WUBP w Lublinie była to niesłychanie cenna i bardzo pracowita, a jednocześnie bardzo sprawdzona i zasłużona agentura. Leszek Pietrzak obliczył, że w latach 1946-1956 informator WUBP w Lublinie ukrywający się pod kryptonimem „Iskra” dostarczył ponad 1800 doniesień, miedzy innymi o zgrupowaniu mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”.
Żołnierze ze zgrupowania mjr "Zapory". Od lewej stoją: NN, Stanisław Łukasik "Ryś", Aleksander Sochalski "Duch", Hieronim Dekutowski "Zapora", Zbigniew Sochacki "Zbyszek", Jerzy Korcz "Bohun".
Z kolei w sporządzonej pod koniec lat siedemdziesiątych przez funkcjonariuszy SB charakterystyce Komendy Okręgu Lublin AK – WiN można przeczytać, że informator „Lena” – Helena Moor – będąca już współpracownikiem WUBP w Lublinie przyczyniła się do rozbicia tzw. II Komendy Okręgu AK odtwarzanej na przełomie grudnia 1944 i stycznia 1945 roku przez cichociemnych. Ponadto na podstawie jej donosu aresztowano cały sztab Okręgu AK w dniu 21.03.1945 roku podczas odprawy na warszawskiej Pradze. Informator ps. „Lena”, jak wynika z zachowanych akt zapewne została zwerbowana w listopadzie 1944 roku do współpracy przez generała NKWD (Czyżby chodziło o generała Iwana Sierowa?). Prawdopodobnie, korzystając z jej informacji (była łączniczką dowództwa Kedywu, pracowała w Kancelarii Komendy Okręgu i kierowała komórką Pomocy Żołnierzom, znała większość oficerów Komendy Okręgu AK Lublin oraz Inspektorów Rejonowych), NKWD udaremniło przygotowywany przez Kedyw Lubelski zamach na Bolesława Bieruta i ministra Bezpieczeństwa Publicznego Stanisława Radkiewicza. W styczniu 1945 roku została przekazana przez NKWD na stan MBP, gdzie jej oficerem prowadzącym był między innymi wiceminister MBP późniejszy generał Roman Romkowski, a następnie posiadali ją na tzw. kontakcie Szefowie WUBP w Lublinie, którzy mieli w swojej pieczy bardzo cenną i zaufaną agenturę. W archiwum Oddziału IPN w Lublinie znajduje się kilka tomów jej doniesień. Była aktywna z niewielkimi przerwami do 1973 roku, chociaż znaczenie jej spadło po ujawnieniu podziemia na Lubelszczyźnie. Co ciekawe, tak lubiła donosić, że na początku lat pięćdziesiątych napisała do MBP skargę na lubelskich funkcjonariuszy WUBP, że nie korzystają z jej usług. Oczywiście, po wizycie przedstawiciela Wydziału I Departamentu III kpt. Stanisława Rozlała ponownie została przywrócona do pracy i dalej aktywnie donosiła, ale jej donosy nie miały już takiej wartości operacyjnej dla UB, a później SB, jak te z lat czterdziestych. Za donoszenie 22 lipca 1973 roku otrzymała na wniosek lubelskiej SB Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.
W rozpracowaniu podziemia od 1946 roku pomagał jej bardzo aktywnie wspomniany już informator WUBP w Lublinie o pseudonimie „Iskra”. Oboje funkcjonowali w środowisku byłej lubelskiej AK. Mieli więc łatwy dostęp do ludzi, którzy podjęli działalność w Zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość, bądź też sympatyzowali z tą organizacją. Znali ich, mogli w bardzo łatwy i nie wzbudzający podejrzeń sposób skontaktować się z nimi i uzyskać wiarygodne informacje, stąd też byli bardzo cenni dla UB.
II. Por./kpt. Stanisław Wnuk – agent „Iskra” vel „Żmudzki”
W aktach IPN nie zachowała się teczka personalna i praca informatora WUBP w Lublinie o kryptonimie „Iskra” vel „Żmudzki”, ale w sprawach obiektowych oraz w rozpracowaniach znajduje się dużo doniesień tego informatora, z których można odtworzyć teczkę pracy. W wydanym w 2004 przez lubelski oddział IPN wydawnictwie źródłowym „Rok Pierwszy” pod redakcją Sławomira Poleszaka w jednym z przypisów stwierdzono na podstawie zapisów ewidencyjnych, że Stanisław Wnuk został zarejestrowany w kartotece SB w 1962 roku jako tajny współpracownik „Żmudzki” vel „Dziadek”. Twierdzenie
to nie wytrzymuje krytyki w świetle akt Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Lublinie oraz licznych spraw obiektowych i rozpracowań w których brał udział w charakterze współpracownika UB Stanisław Wnuk „Opal”. W tym roku zapewne został tylko przerejestrowany, bowiem na początku lat sześćdziesiątych w związku z wejściem nowych instrukcji MSW w sprawie rejestracji masowo dokonywano przerejestrowania całej agentury SB. W tym też roku zmieniono kryptonim informatora z „Iskra” na „Żmudzki”.
Sierpień 1945 r. Żołnierze ze zgrupowania mjr. "Zapory". Trzeci od prawej (w cywilnym ubraniu i czapce) stoi Stanisław Wnuk "Opal".
Informator ps. „Iskra” został prawdopodobnie zwerbowany do współpracy przez funkcjonariusza UB kpt. Wincentego Wojciusza[2] w grudniu 1945 roku lub na początku stycznia 1946 roku, kiedy był więziony na Zamku w Lublinie. W aktach śledczych dotyczących Stanisława Wnuka, który pełnił w latach 1944 – 1945 funkcję zastępcy mjra „Zapory” zachowała się bowiem, sporządzona w języku rosyjskim przez kpt. Wincentego Wojciusza notatka, w której czytamy:
„(…) W rozmowie z kpt. Wojciuszem „Opal” zameldował, co następuje:
1.W mieście Warszawie zamieszkuje łączniczka AK, która co miesiąc dostarcza literaturę lubelskiemu okręgowi AK. Wymieniona łączniczka ma łączność z londyńską delegaturą rządu emigracyjnego w Warszawie. „Opal” osobiście zna tą łączniczkę i może ją wydać organom Bezpieczeństwa.
2.On też osobiście zna łączniczkę AK zamieszkała w mieście Łodzi i mającą kontakty z kraśnickim i pułaskim inspektoratem AK oraz puławskim obwodem. Komendantem kraśnickiego Obwodu jest kpt. „Rymsza”[3], z którym „Opal” jest dobrze znajomy i może z nim nawiązać łączność.
3.„Opal” osobiście zna komendanta rejonu AK „Bolka” działającego w rejonie Urzędowa i może go wydać Bezpieczeństwu.
4.Zna z twarzy łącznika lubelskiego inspektoratu i obwodu AK za pośrednictwem, którego można zatrzymać komendanta obwodu „Borutę”. „Opal” posiada do niego kontakt.
5. „Opal” może nawiązać kontakt z komendantem oddziałów NSZ „Cichy”[4] i „Orłem"[5] działającymi w rejonie Gdyni-Gdańska i Sopot.
6.Obiecuje także wydać „Zaporę” t.j. Dekutowskiego Henryka urodz. w mieście Tarnobrzegu woj. Rzeszowskiego rodzina którego zamieszkuje w Tarnobrzegu woj. Rzeszowskiego rodzina którego zamieszkuje w Tarnobrzegu ul. Kolewa nr 67. Według słów „Opala” „Zapora” winien znajdować się na wolności u swojej siostry w miesiącu styczniu r.b.
7.„Opal” może nawiązać kontakt z wieloma komendantami dywersyjnych placówek w puławskim powiecie.
Dnia 3.I.1946 r. (…)”[6]
Kpt. Stanisław Wnuk "Opal" – informator WUBP w Lublinie, ps. "Iskra" vel "Żmudzki" (zdjęcie z 1948 r.)
Przypisy do części 1:
1.L. Pietrzak, Kto wydał „Zaporę” w: Zeszyty Historyczne WiN 15(2001) s.281-286.
2.Wojciusz Wincenty – por. armii sowieckiej, kpt. WP, mjr/ppłk UB, ur. 1908 w Sankt Petersburgu, członek WKP (b), PPR, PZPR, służył w latach 1932-1934 w armii sowieckiej. Ponownie powołany do Armii Czerwonej w lipcu 1941 roku, brał udział w obronie Leningradu. W maju 1943 roku został skierowany do 1 DP im. Tadeusza Kościuszki.
3.kpt. Bronisław Rębacz „Rymsza“ Komendant Obwodu AK-WiN Kraśnik został aresztowany przez funkcjonariuszy UB 11 listopada 1946 roku na podstawie informacji przekazanych UB przez „Opala” – Pismo z dnia 30.11.1946 roku.
4.Władysław Piotrowski.
5.Stanisław Młynarski.
6.IPN LU 02/294 t.1 k.21.
"Zapora" w sieci agentów – część 2
"Zapora" w sieci agentów – część 2

1945 r. Od lewej stoją: Jerzy Stefański "Cedur", Mieczysław Czechowski "Wrzos", Hieronim Dekutowski "Zapora", Tadeusz Skraiński "Jadzinek", Jan Szaciłow "Renek", z tyłu Jerzy Siwecki "Bachus".
W kolejnej notatce z dnia 10 stycznia 1946 roku Wnuk podaje bardziej szczegółowe informacje odnośnie swego byłego dowódcy, jego rodziny na terenie Tarnobrzega oraz przypuszczalnych miejsc ukrywania mjra Hieronima Dekutowskiego „Zapory” w tym mieście.
„(…) W Tarnobrzegu przy ul. Kolejowej 69 mieszka siostra „Zapory” Stępińska. Miedzy mieszkaniem a warsztatem blacharskim od wejścia z ulicy na wprost jest długi, wąski pokoik na który należy zwrócić szczególną uwagę, gdyż tam w tejże samej przechowywał się sam „Opona”, „Kruk” i ostatnio może tam przebywa „Zapora”. Przy tej samej ulicy mieszka ich kuzyn zajmując cały domek. Tam też może „Zapora” przebywać. Na tej samej ulicy po stronie parzystej od miasta w kierunku stacji naprzeciwko domu Dekutowskiej Marii /nr 67/ mieszka kuzynka Basanianiówna Jasia / zajmuje z rodzicami cały domek/ u której też ukrywał się „Kruk” i inni poszukiwani przez Bezpieczeństwa: Należy zwrócić tam baczną uwagę. U siostry „Zapory” Szelengiewiczowej przy tej samej ulicy numery parzyste może się też „Zapora” przechowywać. W Tarnobrzegu przy ulicy Kościuszki naprzeciw szpitala w domu dr Pawlasa mieszka jego dawna narzeczona Halina, u której „Zapora” też się zatrzymywał”
Wystarczyło kilka dni, aby nowo zwerbowany informator bez żadnych skrupułów zdobył i przekazał samorzutnie funkcjonariuszom UB interesujące ich informacje o swoich byłych kolegach z podziemia. Można stwierdzić analizując jego doniesienia, że był to jeden z lepszych werbunków przeprowadzony przez funkcjonariuszy WUBP w Lublinie.
Z kolei w innych aktach zgromadzonych w lubelskim oddziale IPN można przeczytać, że kpt. Bronisław Rębacz „Rymsza“ Komendant Obwodu AK-WiN Kraśnik został aresztowany przez funkcjonariuszy UB 11 listopada 1946 roku na podstawie informacji przekazanych UB przez „Opala”.
Rok 1945. "Zapora" i "Opal".
III. Więzień Stanisław Wnuk „Opal” zeznaje
Bardzo interesujące informacje są również w aktach wytworzonych przez Wojskową Prokuraturę Rejonową w Lublinie, a dotyczących Stanisława Wnuka „Opala”. Mianowicie w lutym 1950 roku Wojskowa Prokuratura w Lublinie wydała na wniosek WUBP w Lublinie nakaz aresztowania Stanisława Wnuka „Opala”, bowiem Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego podejrzewał go o współpracę z podziemiem niepodległościowym. W trakcie kolejnych przesłuchań Wnuk zaprzeczał jakoby współpracował z WIN, natomiast mówił, że o wszystkich spotkaniach z żołnierzami WIN z oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” meldował funkcjonariuszom UB w przesłuchaniu z dnia 16 listopada 1950 roku na pytanie oficera śledczego Tadeusza Markowskiego o spotkaniach z „Zaporą” i Mikołajem Pruszkowskim „Kędziorkiem” po amnestii 1947 roku odpowiadał, że:
„(…) Tak przed amnestią 47 r. jak i po amnestii 1947 roku spotkałem się z „Zaporą” i innymi, ale nie w sprawach moich osobistych a z polecenia władz UB. O wszystkich spotkaniach meldowałem w UB w Lublinie. Po upływie terminu amnestyjnego 1947 roku miałem polecenie od władz UB w Lublinie, aby o ile możności spotkać się z „Zaporą” i jego członkami, a w rozmowie z nimi wpływać na nich, aby się ujawnili oraz dowiadywać się o nich co nadal myślą robić i kto stoi na czele konspiracji na terenie województwa lubelskiego, a dosłownie chodziło szczególnie o to, aby dowiedzieć się kogo „Zapora” uważa za inspektora WiN na terenie Lubelskim. Wykonując polecenia w czasie poamnestyjnym 1947 roku pierwszy raz przypadkowo spotkałem się z „Zaporą” w lipcu lub sierpniu 1947 roku daty dokładnie nie pamiętam. Działo się to we wsi Borów gm. Chodel pow. Lublin. W dniu tym odbywało się wesele sanitariuszki „Zapory” Szymczyk Leokadii. Wraz z „Zaporą” wówczas był były inspektor WiN ps. „Stefan ( Władysław Siła – Nowicki), „Mikołaj”(Mikołaj Malinowski ) nazwiska jego nie znam i jeszcze dwóch lub jeden osobnik. Wówczas ja byłem u mojego brata Władysława i tam mnie zauważył „Zapora” i w ten sposób nastąpiło spotkanie. W czasie tego spotkania dowiedziałem się od „Zapory, że on wraz z „Rysiem” i innymi wyjeżdża za granicę i że „Boruta” jest nadal inspektorem WiN-u na tym terenie. O powyższym spotkaniu dnia następnego zameldowałem w WUBP i PUBP w Lublin.. Więcej nigdy już z „Zaporą” nie widziałem się w ogóle. Po ulotnieniu się z tut. terenu „Zapory” dowództwo nad bandą zbrojną objął „Kędziorek” i również władze UB poleciły mi starać się nawiązywać kontakt z bandą „Kędziorka” i dążyć do likwidacji tej bandy.”

Od lewej: Por. Stanisław Łukasik "Ryś" i por. Roman Groński "Żbik". Żołnierze mjr "Zapory", zamordowani wraz z nim i czterema kolegami (por. Jerzy Miatkowski "Zawada", por. Edmund Tudruj "Mundek", por. Tadeusz Pelak "Junak", por. Arkadiusz Wasilewski "Biały") w więzieniu mokotowskim, dn. 7 marca 1949 r.
W przesłuchaniu z 8 marca 1951 roku „Opal” wymienia nawet oficerów UB, którym meldował o wyjeździe „Zapory” za granicę:
„ O powyższym zameldowałem dnia następnego ówczesnemu Kierownikowi PUBP w Lublinie Joszczukowi, a za kilka dni będąc w Lublinie opowiedziałem o tym kpt. Lachowskiemu. O zdobyciu podobnych danych od „Zapory” miałem nastawienie od mjra Wojciusza i kpt. Lachowskiego”
Z przesłuchania członka grupy „Zapory” i później „Kędziorka” Mikołaja Malinowskiego „Mikołaja” wynika, że „Zapora” zdawał sobie sprawę z współpracy swego byłego zastępcy z UB. Świadczy o tym fragment przesłuchania Mikołaja Malinowskiego w którym mówi on:
„(…) Jak sobie przypominam w jednej z rozmów miedzy członkami naszej bandy „Walerek” postawił wobec „Kędziorka” sprawę zlikwidowania „Opala” mówiąc, że to jest szpicel UB. „Kędziorek” zaś przeciwstawił się temu mówiąc, że kiedy „Zapora” przekazywał mu dowództwo w czasie jego odjazdu z tutejszych terenów powiedział, aby „Opala” nie likwidować, ponieważ jest i będzie potrzebny.”
Kolejnym dowodem współpracy Stanisława Wnuka jest pismo Prokuratora Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Lublinie mjr. Marka Szaubera skierowane do Wydziału VII Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie, w którym pisze między innymi o powodach zatrzymania i aresztowania Stanisława Wnuka przez funkcjonariuszy WUBP w Lublinie:
„(….) melduję, że Wnuk Stanisław został aresztowany mimo, iż był współpracownikiem UB na tej podstawie, iż tut. WUBP posiadał poważne poszlaki, stwierdzające, iż Wnuk Stanisław jako współpracownik WUBP informuje bandy o przedsięwzięciach władz bezpieczeństwa – udzielając im różnego rodzaju wiadomości.
Tut. WUBP przekonany był, że w toku likwidacji band, która miała miejsce w 1950 i 1951 roku uda się uzyskać od zatrzymanych bandytów potwierdzenie współpracy Wnuka Stanisława z bandami oraz faktu mylnego informowania przez niego władz bezpieczeństwa. Mimo największych wysiłków tut. WUBP nie udało się zebrać dostatecznych dowodów winy Wnuka Stanisława w kierunku popełnienia przez niego przestępstwa z art. 8 Dekr. z 13.06.46 r. – wobec czego postępowanie karne musiało być umorzone.”
Stanisław Wnuk został 26 maja 1951 roku zwolniony z więzienia WUBP w Lublinie. Dalej współpracował z funkcjonariuszami UB, a później SB w rozpracowywaniu osób działających w latach 1939-1947 w podziemiu niepodległościowym na terenie Lubelszczyzny. Współpracę z nim zakończono dopiero w 1989 roku. Był jednym z lepszych agentów, bardzo dyspozycyjnym. Kontrolowano poprzez niego w latach 1946 – 1989 środowisko lubelskiej AK i WiN. Donosy jego można spotkać w wielu sprawach obiektowych oraz w sprawach prowadzonych przez UB i później SB na konkretne osoby. Miedzy innymi pogrążył bliską współpracownicę „Zapory” – Izabelę Kochanowską, która o tym pisze:
„ Dochodzi do konfrontacji z „Opalem” zastępcą „Zapory” z czasów pierwszej okupacji. Konfrontacja przebiega uroczyście. Zeznania „Opala” sprawiły, że z podejrzanej stałam się oskarżoną. – Mając świadka swoich „zbrodni” wszystko stracone. Nie muszę się nawet przyznawać do winy – pomyślałam i ogarnęła mnie wściekłość. Nic nie odpowiedziałam. Wykonałam tylko w stronę „Opala” nieprzystojny gest. Rozdzielono nas długim stołem.” [7]
Izabela Kochanowska została skazana na 6 lat więzienia. Karę odbywała w więzieniu na Zamku w Lublinie i w Fordonie. Wyszła na wolność w 1956 roku.
Stanisław Wnuk „Opal” prawdopodobnie przyczynił się również do aresztowania przez funkcjonariuszy WUBP w Lublinie byłego dowódcy dywersji Inspektoratu Puławskiego WiN Zygmunta Wilczyńskiego „Żuka”, który po ujawnieniu żołnierzy z byłego zgrupowania WiN mjra Mariana Bernaciaka „Orlika” założył w Nałęczowie własną firmę samochodową. Pomagał dawnym żołnierzom zgrupowania w uzyskaniu nowych dokumentów, ułatwiając im w ten sposób podjęcie nowego życia na Ziemiach Odzyskanych. Z przesłuchań Stanisława Wnuka wynika, że w 1948 roku na polecenie funkcjonariuszy WUBP w Lublinie odwiedził „Żuka” w Nałęczowie namawiając go do zorganizowania odbicia „Zapory” z gmachu Sądu w Warszawie.[8]
„Żuk” wierząc w jego dobre intencje ( był przecież zastępcą „Zapory” nie przypuszczał, że jest on jednocześnie prowokatorem UB) podjął się tego dzieła. Między innymi wraz z kilkoma żołnierzami z dawnego zgrupowania skonfiskował w Rykach 600 tys. złotych oraz w Warszawie w Domu Towarowym na Żoliborzu 1 200 000 złotych. Pieniądze miały posłużyć na przygotowanie akcji odbicia i ucieczkę po jej zakończeniu. 13 listopada 1948 roku Zygmunt Wilczyński został w ramach rozpracowania o kryptonimie „Noc” aresztowany przez funkcjonariuszy WUBP w Lublinie wraz z kilkoma żołnierzami. Po przejściu ciężkiego śledztwa został skazany na karę śmierci, którą wykonano 16 października 1950 w Warszawie.
Stanisław Wnuk był postacią bardzo tragiczną, którą cześć środowiska winowskiego podejrzewała już w latach pięćdziesiątych o współpracę z UB. Tak o Wnuku pisał w Zeszytach Historycznych WiN były zastępca mjr. Hieronima Dekutowskiego kapitan Aleksander Głowacki „Wisła”:
„Po ujawnieniu się był kilkakrotnie aresztowany przez UB i zwalniany z więzienia. Miałem do niego dużo koleżeńskiego szacunku i długo nie chciałem uwierzyć pogłoskom, że po ujawnieniu zaczął się wysługiwać bezpiece.” 
Stanisław Wnuk, informator WUBP Lublin, o ps. "Iskra" vel "Żmudzki". Zdjęcie z 1995 r.
Stanisław Wnuk – informator „Iskra” vel „Żmudzki” był wierny UB i SB od 1946 do 1989 roku. Niestety w przeciwieństwie do informatora „Lena” vel „Maria” orderu nie otrzymał, chociaż podobnie jak i ona siedział dwukrotnie w więzieniu UB.
Przypisy do części 2:
7.Izabela Kochanowska, Major „Zapora”, Sopot 1998, s.78
8.Protokół przesłuchania Stanisława Wnuka z dnia 16 listopada 1950, IPN Lu 81/1299, k.43v, patrz także protokół przesłuchania Stanisława Wnuka z dnia 8 marca 1951 IPNLu 81/1299, k.64v
"Zapora" w sieci agentów – część 1
Fotorelacja z Uroczystości w 55 rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 1
Wisława Szymborska

Zbereże, 08.10.2006 r. – początek… spotkanie kilku pokoleń…
Zgromadzonych przywitano strofami Zbigniewa Herberta z "Przesłania Pana Cogito".

Pierwsze powitania…
Piękne i wymowne w treści słowa przekazał nam adiutant Komendanta "Żelaznego" Pan kpt. Stanisław Pakuła ps. "Krzewina"…
…oraz por. Zygmunt Pękała ps. "Śmiały", jeden z dwóch żołnierzy, którzy przebili się z obławy UB-KBW w Kolonii Sęków (pow. Włodawa) w dn. 30 lipca 1947 r., podczas której poległ ich dowódca śp. por. Józef Strug ps. "Ordon".
Piękne słowa przekazali nam również Prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Koła we Włodawie Pan por. Edmund Brożek i stojący z lewej strony Prezes Zarządu Okręgu Wschodniego Zrzeszenia WiN Pan płk. Zbigniew Boczkowski
Żywa historia…
Wieniec dla dowódcy…
Fotorelacja z Uroczystości w 55 rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 2

Ruszyły pierwsze delegacje…
Ta wspaniała postać w oficerkach to mjr Romuald Bardzyński ps. "Pająk", reprezentujący Wileńsko – Nowogródzki Okręg AK, później żołnierz WiN, ranny w walce, aresztowany przez NKWD, zesłany na Syberię, podkomendny legendarnego por. Jana Borysewicza ps. "Krysia", "Mściciel", poległego 21 kwietnia 1944 r. pod Kowalkami (Nowogródczyzna) w zasadzce grupy operacyjnej 105. pułku pogranicznego NKWD. 
Pamiętali…
Delegacja Instytutu Pamięci Narodowej
Delegacje szły długo… pomnik tonął w kwiatach… (z lewej: jeden z organizatorów niedzielnych Uroczystości, Pan Wiesław Holaczuk – Pełnomocnik powiatowy Prawa i Sprawiedliwości we Włodawie).
Fotorelacja z Uroczystości w 55 rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 3

Poczty sztandarowe gotowe do Mszy…
Na uroczystości przybyło 13 pocztów sztandarowych z całej Polski.
Mjr Romuald Bardzyński ps. "Pająk" jest chorążym Proporca Bojowego Żołnierzy Oddziałów Zgrupowania Północ Okręgu Wileńsko-Nowogródzkiego Armii Krajowej "Krysiacy". Proporzec jest akredytowany przy Katedrze Polowej w Warszawie. Mjr Bardzyński wraz z pocztem sztandarowym proporca od lat uczestniczy w wiekszości uroczystości patriotyczno-religijnych w całej Polsce.
Towarzysze broni…
Frekwencja na sesji naukowej dopisała ilościowo…
… i "jakościowo" – por. Adam Broński, syn kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka", legendarnego dowódcy oddziałów partyzanckich Okręgu lubelskiego WiN, który poległ 21.05.1949 r. w Dąbrówce (obecnie Nowogród), w gm. Wólka, pow. Lublin, otoczony przez obławę UBP-KBW-MO.
Licznie przybyłych powitał Prezes włodawskiego Zrzeszenia WiN mec. Zdzisław Latoszyński…
… a wicewojewoda lubelski Pan Jarosław Zdrojkowski odczytał wzruszający list od Pana Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.
Fotorelacja z Uroczystości w 55 rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 4

Sesję naukową rozpoczął dr Sławomir Poleszak z lubelskiego oddziału IPN…
…a niezmiernie ciekawe referaty zaprezentowali: dr Rafał Wnuk (IPN O/Lublin)…
…oraz dr Jarosław Kopiński (IPN O/Lublin).
Wykłady uzupełniono o prezentację multimedialną i projekcję filmu dokumentalnego z cyklu "Z archiwum IPN" pt. "Żelazny".
Podsumowując tą przepiękną Uroczystość, pozwolę sobie przytoczyć wypowiedź Zbigniewa Herberta, która wspaniale puentuje historię Tych ludzi, Ich wartości i patriotyzm:
„Ja jestem przeciwko pragmatycznej zasadzie, że trzeba tylko wykonywać jakieś zadania celowe, dążyć do celów osiągalnych, że natomiast nieosiągalne cele są poza dyskusją, to znaczy są bezsensowne.
Wydaje mi się, że podejmuje się walkę nie dla wygranej, bo to by było zbyt łatwe, i nie tylko dla samej walki, ale w obronie wartości, dla których warto żyć i za które można umrzeć. (…) Musi być element walki i musi być założona w tej walce także przegrana, ale w imię wartości, które będą dalej żyły”. (…) Chodzi o takie założenie życiowe, że sprawą najważniejszą nie jest, czy wygram, ale że muszę podjąć walkę w obronie pewnych ideałów, pewnych wartości, które nie podlegają dyskusji”.
Warto było tam być, by zobaczyć, że u Tych wspaniałych ludzi, te wszystkie wartości i ideały są nadal, po przeszło pół wieku, żywe !!!
Fotorelacja – początek
Informacje o niedzielnych Uroczystościach
Uroczystości w 55 rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza ps. "Żelazny"
W dniu
W dniu 8 października 2006 r. w Zbereżu i Włodawie odbyły się uroczystości upamiętniające 55. rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza ps. "Żelazny", ostatniego dowódcy zgrupowania partyzanckiego WiN Obwodu Włodawa. [FOTORELACJA]
Na uroczystości, objęte honorowym patronatem Prezydenta RP – Pana Lecha Kaczyńskiego oraz Wojewody Lubelskiego – Pana Wojciecha Żukowskiego, zapraszali:
Zrzeszenie "Wolność i Niezawisłość" – Koło Obwodu Włodawa,
Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej,
Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Lublinie,
Prawo i Sprawiedliwość we Włodawie.
Program uroczystości 8 października 2006 r. (niedziela):
10:00 Modlitwa i złożenie wieńców pod pomnikiem poległych w Zbereżu
12:00 Msza Święta w kościele pw. Św. Ludwika we Włodawie
13:30 Sesja popularnonaukowa w Sali konferencyjnej Starostwa Powiatowego we Włodawie, Al. J. Piłsudskiego 24:
– referat "Podziemie niepodległościowe na Lubelszczyźnie na tle konspiracji w Polsce w latach 1944 – 1956" – dr Rafał Wnuk, IPN O/Lublin
– projekcja filmu – "Jastrząb"/"Żelazny", reż. Adam Sikorski
– referat "Rozpracowanie grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" przez funkcjonariuszy WUBP w Lublinie w latach 1947–1951" – dr Jarosław Kopiński, IPN O/Lublin
Edward Taraszkiewicz „Grot”, „Żelazny” urodził się 22 stycznia 1921 r., jego młodszy brat Leon „Jastrząb” 13 maja 1925 r. Obaj przyszli na świat w Niemczech, gdzie ich rodzice pracowali zarobkowo. Rodzina Taraszkiewiczów powróciła do Polski w 1925 r. i osiadła we Włodawie.
W początkowym okresie okupacji niemieckiej Edward Taraszkiewicz został wywieziony do Rzeszy na przymusowe roboty. Powrócił stamtąd w maju 1945 r. Leon Taraszkiewicz jako kilkunastoletni chłopiec został skierowany jako junak do pracy na kolei w okolicach Radomia. Za pomoc w ucieczkach udzielaną więźniom przewożonym w transportach kolejowych został aresztowany. Udało mu się uciec, ale w Chełmie aresztowano go ponownie i przewieziono do więzienia na Zamku w Lublinie. Po raz kolejny udało mu się zbiec. Powrócił w rodzinne strony, próbował nawiązać kontakt z oddziałem partyzanckim AK, ale trafił do oddziału partyzantki sowieckiej dowodzonej przez „Anatola”.
Po „wyzwoleniu” Leon powrócił do Włodawy. Otrzymywał liczne propozycje współorganizowania „władzy ludowej” na terenie powiatu włodawskiego, na które nie wyraził zgody. W grudniu 1944 r. jego ojciec, matka, on oraz trzynastoletnia siostra zostali aresztowani przez aparat bezpieczeństwa. Leon został ponownie osadzony w więzieniu na Zamku w Lublinie. Matka i siostra – w obozie w Krzesimowie. W trakcie transportu do miejsca internowania w głębi Związku Sowieckiego, Leonowi wraz z kilkunastoma innymi internowanymi udaje mu się uciec. Nawiązał kontakt ze strukturami AK Obwodu Włodawa. Wszedł w skład oddziału Tadeusza Bychawskiego „Sępa”, a po jego śmierci został dowódcą oddziału.
Po powrocie z Niemiec, jego brat Edward Taraszkiewicz wstąpił do oddziału i został zastępcą dowódcy oddziału. Przez następne półtorej roku, kiedy „Jastrząb” dowodził oddziałem liczącym średnio 40-60 partyzantów, przeprowadził kilkadziesiąt brawurowych akcji zbrojnych. Wymierzone one był przeciwko pospolitym bandytom będącym prawdziwą plagą powojennej polskiej wsi, a także przeciw posterunkom MO na terenie powiatu włodawskiego, chełmskiego i lubelskiego. Jedną z najsłynniejszych akcji „Jastrzębia” był atak na PUBP we Włodawie, 22 października 1946 r. i uwolnienie około 100 więźniów. „Jastrząb” zginął 3 stycznia 1947 r. w Siemieniu podczas ataku na grupę ochronno-propagandową.
Po jego śmierci, dowodzenie oddziałem przejął brat Edward – „Żelazny”. W wyniku akcji amnestyjnej z wiosny 1947 r. większość żołnierzy oddziału ujawniła się. Przy dowódcy pozostawało zazwyczaj pięciu-sześciu partyzantów. Mimo małej liczebności oddziału prowadził on bardzo aktywną działalność zbrojną jeszcze przez ponad cztery lata. Do maja 1949 r. „Żelazny” był podporządkowany kpt. Zdzisławowi „Brońskiemu „Uskokowi”. Akcje oddziału skierowane były przede wszystkim przeciwko osobom współpracującym z Urzędem Bezpieczeństwa oraz pospolitym złodziejom. Szlak oddziału znaczony był licznymi starciami z grupami operacyjnymi UB-KBW, w których oddział ponosił ciężkie straty (Kolonia Macoszyn, 6 listopada 1948 r. – dwóch poległych partyzantów; Grądy, 18 października 1949 r. – trzech poległych partyzantów). Najgłośniejszym echem odbiła się akcja z 29 maja 1951 r., kiedy koło Dominiczyna oddział „Żelaznego” zatrzymał samochód powracający z Włodawy do Lublina. Podróżowała nim komisja budowlana Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie. Jej przewodniczący, Ludwik Czugała (w latach 1945–1950 przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej), został rozstrzelany.
Działania operacyjne mające doprowadzić do ostatecznej likwidacji grupy „Żelaznego” był prowadzone przez PUBP we Włodawie we współdziałaniu z Wydziału III WUBP w Lublinie od maja 1947 r. Od początku 1951 r. prowadzono kombinację operacyjną mającą na celu nawiązanie kontaktu z oddziałem poprzez tajnych współpracowników, którzy podając się za przedstawicieli rzekomej centralnej organizacji podziemnej chcieli nakłonić dowódcę oddziału do zaniechania działalności zbrojnej, a następnie nakłonić go do przerzucenia ich w „bezpieczne miejsce”. Czołowe role w kombinacji odgrywało dwóch tajnych współpracowników, którymi byli bracia: Wacław Topolski „Jabłoński” i Tadeusz Topolski „Werba”. Spokojna praca operacyjna została zakłócona przez śmierć Czugały. Władze centralne żądały szybkich efektów. 31 maja 1951 r. powołano specjalna grupę operacyjną „Włodawa”, na czele której stanął wicedyrektor Departamentu III MBP płk Stanisław Wolański. Ponadto szefowie WUBP z Poznania, Bydgoszczy, Łodzi, Wrocławia i Krakowa mieli oddelegować do pomocy wspomnianej grupie po 2 pracowników z wydziałów: I, III, IV i V. Dyrektor departamentu śledczego MBP miał przekazać dodatkowo 20 oficerów śledczych. Do akcji skierowano trzy bataliony KBW. Aby uniemożliwić jakiekolwiek przecieki z PUBP we Włodawie, z dniem 22 czerwca 1951 r. przeniesiono wszystkich pracowników operacyjnych i gospodarczych tego urzędu na inny teren, natomiast szefem PUBP został oficer Departamentu III MBP. Pracowników operacyjnych zastąpili absolwenci rocznej szkoły MBP.
W okresie od 21 czerwca do 25 sierpnia 1951 r. oddział „Żelaznego” rozpracowywało 372 informatorów. W tym czasie odbyto z agenturą 1080 spotkań, z których otrzymano 726 doniesień, 78 zakwalifikowano jako cenne. Rozpracowaniem objęto 113 figurantów, w przeważa
jącej większości – byłych żołnierzy AK i WIN. Najcenniejszych informacji dostarczali tajni współpracownicy „Oko” i „Jabłoński”. Temu drugiemu udało się ustalić personalia, a następnie nawiązać kontakt z łączniczką oddziału Reginą Ozgą „Lilką”. Dzieki temu „Jabłoński” pozyskiwał informacje, które pomagały UB w prowadzeniu działań operacyjnych, umożliwiając zlokalizowanie miejsca, gdzie przebywał oddział „Żelaznego”.
Wczesnym rankiem 6 października 1951 r. Grupa Operacyjna „Włodawa” w składzie dwóch batalionów KBW (około 600 żołnierzy) oraz funkcjonariusze WUBP z Lublina i PUBP z Włodawy okrążyła zabudowania rodziny Kaszczuków w Zbereżu nad Bugiem (pow. Włodawa). Tam kwaterowała czteroosobowa grupa „Żelaznego”. W trakcie zamykania linii okrążenia przez jednostki KBW „Żelazny” podjął próbę przebicia się. Partyzantom początkowo sprzyjało szczęście. Zdobyli gazik KBW, którego kierowca zamiast wywieźć ich poza linię okrążenia wwiózł ich w miejsce, gdzie stacjonował sztab grupy operacyjnej. W wyniku walki zginął Edward Taraszkiewcz „Żelazny” oraz Kazimierz Torbicz „Kazek”. Pozostałych dwóch partyzantów – Józefa Domańskiego „Łukasza” i Stanisława Marciniaka „Niwinnego” – aresztowano. Podczas ostrzału zabudowań, w których ukrywali się żołnierze podziemia zostali zabici gospodarze: Teodor i Natalia Kaszczuk. Ze strony grupy operacyjnej poległo pięciu żołnierzy KBW oraz były zastępca naczelnika Wydziału III WUBP w Lublinie.
Józef Domański Łukasz” i Stanisław Marciniak „Niwinny” 14 sierpnia 1952 r. zostali skazani przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie, na sesji wyjazdowej we Włodawie, na karę śmierci. Wyroki wykonano 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie. W tym samym procesie, na karę śmierci skazana została Regina Ozga „Lilka”, której wymiar kary zamieniono na dożywotnie więzienie (opuściła więzienie 26 lutego 1958 r.). za współpracę z oddziałem „Żelaznego” skazano również trzech braci Kaszczuków: Stanisława – na karę dożywotniego więzienia; Józefa – na karę 12 lat więzienia i Bronisława – na karę 10 lat więzienia.
Źródło: Instytut Pamięci Narodowej
Więcej informacji na temat działalności ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" (i jego brata por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia"): "JASTRZĄB i ŻELAZNY"
Zbrodnia w majestacie prawa – część 1
Sprawa Janiny i Romana Dobrowolskich – „meliniarzy” grupy Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”
Dzisiaj w trakcie prac nad ustawą o lustracji jej przeciwnicy zapominają o ofiarach systemu komunistycznego. O ludziach, którzy wtedy bez wahania pomagali innym ryzykując karami finansowymi, długoletnim więzieniem, konfiskatą majątku, pozbawieniem praw publicznych, a nawet śmiercią.
W tym roku mija 55 lat od śmierci Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” dowódcy grupy partyzanckiej WiN operującej w latach 1947-1951 na terenie wschodniej Lubelszczyzny. Do likwidacji tej 4 osobowej grupy powołano w czerwcu 1951 roku specjalną grupę operacyjną „Włodawa”, złożoną z dwóch batalionów KBW, słuchaczy szkoły oficerskiej MBP oraz wytypowanych z Urzędów Wojewódzkich UB i Departamentu III MBP funkcjonariuszy zwalczających podziemie. Jednocześnie, co jest ewenementem w skali Polski, wszystkich funkcjonariuszy PUBP we Włodawie przeniesiono do różnych PUBP na terenie całego kraju. MBP obawiało się, że „Żelazny” mógł posiadać swoich informatorów w PUBP Włodawa. Działania UB przyniosły efekt dopiero w piątym miesiącu działalności grupy operacyjnej „Włodawa”.
Dzisiaj wiadomo już, w jaki sposób grupa „Żelaznego” została namierzona, jak ją zlikwidowano, ale dopiero teraz można dotrzeć do akt ludzi, którzy jej pomagali. Do najbardziej zasłużonych z pewnością należy rodzeństwo Dobrowolskich z miejscowości Urszulin na Lubelszczyźnie.
Rodzeństwo Dobrowolskich. Aresztowanie i śledztwo.
Dzień po likwidacji grupy „Żelaznego”, siódmego października 1951 roku, funkcjonariusze WUBP w Lublinie kierowani przez Aleksandra Lejaka przeszukali zabudowania Romana Dobrowolskiego w Urszulinie znajdując w domu bunkier, a w nim 1263 sztuk legitymacji WiN, 78 pieczęci, powielacz, matryce, tusz, suche ogniwo do baterii, 2 odbiorniki oraz 78 zeszytów z danymi aktywistów komunistycznych i szpiclów UB. Aresztowano gospodarza – Romana Dobrowolskiego oraz jego siostrę Janinę, których przewieziono do aresztu PUBP we Włodawie. Następnego dnia oficer śledczy UB Bogdan Jeleń przesłuchał zatrzymanego Dobrowolskiego. W pierwszym zeznaniu Dobrowolski mówił zdawkowo o pobycie partyzantów. Powiedział, że latem 1949 roku do jego domu we wsi Jagodno przyszedł ranny Józef Domański „Znicz”, któremu z siostrą udzielili pomocy. Później Domański pojawił się w jego domu wraz z dwoma partyzantami WiN: Edwardem Taraszkiewczem „Żelaznym” i Stanisławem Torbiczem "Kazikiem”. Zeznał też, że po rozmowie z „Żelaznym” zgodził się na wykopanie bunkra w swoim nowym domu w Urszulinie. Partyzanci kwaterowali w nim przez całą zimę 1950/1951. Ponownie przyszli dopiero na początku czerwca 1951 roku, byli około 2 godzin i odeszli. Zostawili jedynie jakieś dokumenty w kufrze i odeszli. Zapytany przez śledczego, dlaczego nie poinformował o pobycie partyzantów odpowiedział: „przyznaję się do tego, że miałem wszelkie możliwości, aby zameldować do władz powołanym do ścigania przestępców o tym, że u mnie w domu kwateruje banda „Żelaznego”, powodem nie zameldowania do władz jest to, że złożyłem przysięgę przed samym „Żelaznym”, że nikomu nie powiem o pobycie w mym domu (…). oraz miałem zagrożone karą śmierci. Wiem, że nie wypełniłem obowiązku obywatelskiego i tym samym przyniosłem całemu społeczeństwu ogromne straty”.
10 października Wojskowy Prokurator w Lublinie zatwierdził postanowienie o aresztowaniu Romana i Janiny Dobrowolskich powołując się na art 14 par.1 Dekretu z dnia 13 czerwca 1946 roku.
Koronny dowód – Zaświadczenie
W kolejnym przesłuchaniu prowadzonym przez oficera śledczego Tadeusza Korzeniewskiego Dobrowolski przyznał się, że otrzymał od „Żelaznego” legitymację członka nielegalnej organizacji WiN oraz zaświadczenie o pomaganiu partyzantom. Oba dokumenty ukrył w pobliżu swoich zabudowań.
W aktach sprawy zachowały się, zarekwirowane podczas drugiej rewizji w zabudowaniach rodziny Dobrowolskich dwa zaświadczenia o podobnej treści wystawione 4 kwietnia 1951 roku przez ukrywających się w ich domu partyzantów. Oto treść jednego z ich:
„(….) Niniejszym zaświadczam, że Dobrowolski Roman pseudonim „Ostrożny” urodzony 10.II.1906 roku, imię matki Jadwiga, imię ojca Stanisław, zamieszkały w Urszulinie powiatu Włodawskiego z chwilą okupacji sowieckiej z pełnym poświęceniem dla sprawy Polski Podziemnej udzielał zawsze pomocy dla członków podziemia oraz oddziałów zbrojnych. Dom jego służył często za kwaterę oddziału śp. „Ordona” oraz punkt opatrunkowy dla rannych członków oddziału. W chwilach najbardziej krytycznych, gdy UB przeprowadzało akcje na oddziały podziemne Dobrowolski Roman z narażeniem swego życia oraz całej rodziny, robił u siebie kryjówki, by ratować żołnierzy podziemia. W roku 1947-48, gdy fala teroru reżimowego wzrosła do najwyższego stopnia i gdy wielu członków oddziałów zbrojnych poległo ( mogę powiedzieć, że zostały tylko jednostki) Dobrowolski Roman i tym razem nie zawahał się i nie odmówił pomocy dla członków oddziałów podziemnych. W 1948 roku w jesieni, gdy naprawdę straciłem nadzieję, czy zdołam przetrwać zimę, która się zbliżała ( tym bardziej, ponieważ byłem rannym w lecie tegoż roku i ze zdrowiem szwankowałem dość poważnie) Dobrowolski Roman nie odmówił mi pomocy robiąc w swych budynkach kryjówkę, gdzie do listopada 1949 roku szczęśliwie u niego przeżyłem. W listopadzie tegoż roku spotkałem się z kol. „Żelaznym”. Kol. „Żelazny” także doznał od Dobrowolskiego Romana wprost rodzinnego współczucia i pomocy. Wiekszą część zimy 1950-1951r. razem z kol. „Żelaznym” i kol. „Kazikiem” przeżyliśmy u Dobrowolskiego Romana, dodać jeszcze muszę, że pomoc jakiej nam udzielał była zawsze szczera i bezinteresowna. Dużo można by wyliczyć szczegółów i szlachetnego poświecenia dla Polski Podziemnej przez tyle lat.(….)”

Pierwsza strona zaświadczenia o udzielaniu pomocy partyzantom, wydanego Romanowi Dobrowolskiemu przez Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego".
Druga strona zaświadczenia Romana Dobrowolskiego, z pieczęciami i podpisem "Żelaznego"
"Zbrodnia w majestacie prawa" – część 2
Zbrodnia w majestacie prawa – część 2
Przesłuchany 19 …
Przesłuchany 19 października 1951 roku przez podprokuratora Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Lublinie kpt. Ireneusza Bolińskiego ujęty członek grupy „Żelaznego” – Józef Domański „Znicz”. W swoich zeznaniach ciężko ranny Domański bardzo mocno obciążył rodzeństwo Dobrowolskich. Stwierdził, że kontakty Dobrowolskich z partyzantami WiN datują się od 1946 roku. Między innymi w zabudowaniach Dobrowolskich Domański spotkał się ze swoją siostrą w drugiej połowie 1947 roku. Ponadto z przesłuchania „Znicza” wynikało, że u Dobrowolskich ukrywał się od października 1948 roku do listopada 1949 roku. W tymże miesiącu przyszedł do zabudowań Dobrowolskiego Edward Taraszkiewicz „Żelazny” oraz Stanisław Torbicz „Kazik” skierowani tam przez matkę narzeczonej Domańskiego – Marię Ozgę. Za kwaterowanie Dobrowolski otrzymał od Żelaznego 20 tys. złotych. Partyzanci ponownie pojawili się u rodziny Dobrowolskich w maju 1950 roku oraz w listopadzie. Między innymi dowiedzieli się, że w nowym mieszkaniu Dobrowolski zbudował bunkier dla ukrywających się partyzantów, za co otrzymał od „Żelaznego” 30 tys. złotych.
W lutym 1951 roku partyzanci pojawili się w Urszulinie, kwaterowali w bunkrze do maja 1951 roku, po czym odeszli do Jezierskiego.
20 października podprokurator kpt. Ireneusz Boliński przeprowadził konfrontację Józefa Domańskiego i Romana Dobrowolskiego. Podczas niej Dobrowolski przyznał się do utrzymywania kontaktów z partyzantami od 1946 roku oraz do udzielania kwatery Józefowi Domańskiemu w latach 1948-1949. Jednocześnie zaprzeczył, aby otrzymał pieniądze od „Żelaznego”. Potwierdził polecenie „Żelaznego” o zbudowaniu bunkra w nowym domu w Urszulinie oraz o udzieleniu pożyczki od „Żelaznego” w kwocie 20 tys. złotych, które oddał przy następnym spotkaniu z „Żelaznym” w 1951 roku.
24 października 1951 roku, siedemnaście dni po aresztowaniu, śledztwo przeciwko Janinie i Romanowi Dobrowolskim zostało zamknięte. W sporządzonym akcie oskarżenia oficer śledczy WPR w Lublinie ppor Czesław Bartłomiejczyk oskarżył ich o:
„ 1/ udzielanie pomocy partyzantom od 1946 roku do marca 1951 roku udzielanie kwater, informacji o ruchach WP i UB umożliwiając im przez to uprawianie bandyckiej działalności skierowanej przeciwko ustrojowi Państwa Polskiego,
2/ w okresie od 2 kwietnia 1951 roku do dnia aresztowania tj. 7.10.1951 roku w miejscowości Urszulin byli członkami zbrojnej bandy „Żelaznego pełniąc w niej funkcję wywiadowcy ps. „Ostrożny” , łączniczki ps. Joanna”.
Proces pokazowy
27 października 1951 roku Dobrowolscy zostali zaznajomieni z materiałami zgromadzonymi przeciwko nim, a już 29 odbyła się wyjazdowa sesja sądu wojskowego w ramach rozprawy publicznej w trybie postępowania uproszczonego w Urszulinie. Rozprawie przewodniczył Szef Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie mjr Juliusz Surażski, ławnicy strz. Rybczyński Zygmunt i strz. Będkowski Kajetan. Oskarżał podprokurator kpt. Ireneusz Boliński. Obrońcą z Urzędu był adwokat Jan Biczyński. W trakcie rozprawy oskarżeni przyznali się do udzielania pomocy partyzantom w postaci dostarczania jedzenia i kwaterunku, tłumacząc ten fakt obawą o własne życie ze strony partyzantów. Nie przyznali się natomiast do informowania ukrywających się partyzantów o milicji i UB.
Złożonych na rozprawie zeznań Dobrowolskich nie potwierdził przywieziony na proces ciężko ranny Józef Domański „Znicz”, który stwierdził, że „ (….) moim zdaniem „Żelazny” mógł się tak długo utrzymać, bo miał takich zaufanych ludzi jak Dobrowolscy i inni”.
Oświadczył również, że rodzina Dobrowolskich udzielała informacji o wojsku, UB i MO. Ponadto, kierując swoje słowa do zgromadzonej publiczności Domański powiedział, że „(….) Jak się dzisiaj dowiedziałem był on (Żelazny – JK) SS-manem. Przed tym nic o tym nie wiedziałem, gdyż on o swojej przeszłości nic nie mówił. Gdybym wówczas wiedział kim on jest, to bym z nim nie chodził”.
W ten sposób funkcjonariusze UB, zmuszając Domańskiego do zeznań na temat rzekomej przeszłości „Żelaznego” tworzyli negatywną legendę o braciach Taraszkiewiczach, którzy rzekomo mieli służyć w SS. Legendę, którą zapoczątkował już w 1946 roku „Sztandar Ludu”, a która funkcjonowała jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych na terenie Lubelszczyzny.
Zeznania Reginy Ozgi i Stanisława Marciniaka potwierdziły jedynie fakt kwaterowania partyzantów w zabudowaniach rodziny Dobrowolskich oraz otrzymywania przez nich listów od „Żelaznego”.
Wyrok
Rozprawa trwała kilka godzin. Zakończyła się o godzinie 14 – tej. O piętnastej odczytano wyrok, w którym sąd skazał na mocy art. 14 paragraf 1 M.K.K. Romana Dobrowolskiego na karę śmierci, natomiast jego siostrę – Janinę na 12 lat więzienia. Jednocześnie na mocy art. 49 paragraf 1 i 2 M.K.K. orzekł przepadek mienia obojga skazanych na rzecz Skarbu Państwa, utratę praw publicznych i obywatelskich oraz honorowych Romana Dobrowolskiego na zawsze. Natomiast Janina Dobrowolska została pozbawiona tych praw na lat pięć. W opinii składu sądzącego o Romanie Dobrowolskim dołączonej do prośby o ułaskawienie napisano między innymi:
„Z uwagi na szczególne niebezpieczeństwo społeczne i charakter okazywanej pomocy ps. „Żelaznemu” i członkom jego bandy najbardziej bestialskim bandytom na terenie woj. lubelskiego konieczna jest całkowita jego eliminacja ze społeczeństwa. Z tych względów na ułaskawienie nie zasługuje.”
Epilog
26 listopada 1951 roku Prezydent PRL Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski i wyrok na Romanie Dobrowolskim został wykonany na terenie Zamku w Lublinie.
Janina Dobrowolska wyszła na wolność po odbyciu kary sześciu lat więzienia w 1957 roku. Życie zaczynała od zera. Jej majątek oraz dom został przejęty przez skarb państwa. W czerwcu 1990 roku wystąpiła do Wydziału Karnego Sądu Wojewódzkiego w Lublinie z prośbą o radę dotyczącą otrzymania odszkodowania i zwrotu majątku. Nie otrzymała również informacji o miejscu pochówku swego brata – Romana. Zmarła w latach dziewięćdziesiątych bez otrzymania jakiegokolwiek zadośćuczynienia.
Dr Jarosław Kopiński, Instytut Pamięci Narodowej, O/Lublin


Legitymacja organizacyjna Romana Dobrowolskiego, wydana mu przez "Żelaznego"
