Komendant Krysia” – część 8 [EPILOG]

„Kowalki. Sześćdziesiąt cztery lata po…”

Poniższy reportaż „Kowalki. Sześćdziesiąt cztery lata po…”, autorstwa  Michała Wołłejko i Marcina Bieńkowicza ukazał się w Piśmie Społeczno – Historycznym „Glaukopis”, Nr 11-12/2008. Bardzo dziękuję autorom za tekst i zgodę na jego publikację.

W niedzielne popołudnie wybraliśmy się do Dubicz. Z miejsca gdzie mieliśmy kwaterę, to jakieś 40 kilometry. Swoją drogą, ta „nasza kwatera” to stare partyzanckie meliny „Krysi” i „Lichego” – wieś Bałandziszki i Matujzy.
Blisko stamtąd do szlacheckich okolic Pajudubia, Tietanców i resztek zaścianka Niewoniańce. Niewoniańców, które były atakowane przez bolszewicką partyzantkę zza Solczy w 1944 roku. Tyle dygresji, wracam do naszej podroży do Puszczy Nackiej.

Puszcza bardzo się zmieniła, a dokładnie zmienił ją człowiek, robiąc często bezmyślne melioracje, osuszając błota i drenując ziemię doprowadził do wyjałowienia łąk puszczańskich, które teraz trafniej chyba nazwać piaskami. Niestety, widać też rabunkową gospodarkę leśną, wiele winy w tym i chłopów, którzy tną las jak im się podoba. Jadąc do Dubicz krętą ale asfaltową drogą, zwraca po prawej stronie uwagę wielka, nowa stanica graniczna, zwana przez nas z litewska „ruożasem” [ruożas – pas graniczny], a wiec pilnują. Dojeżdżamy do Dubicz – na mogiłę z 1863 roku. Grób i pomnik powstańczy  z lat 30-tych  w doskonałym stanie. Mogiła stanowi centralny punkt wsi. Ktoś tuż przed nami był – tliły się jeszcze światła i pachniały biało-czerwone róże.
„Polegli w bitwie pod Dubiczami, pochowani we wspólnej mogile, tu spoczywają bohaterscy powstańcy. Ludwik Narbutt, Naczelny Wódz Powstania Narodowego na Litwie” – głosi napis w języku polskim. Niżej są  jeszcze wyryte nazwiska jego 12 towarzyszy, poległych pod Dubiczami 5 maja 1863 roku, wśród nich mój pra, pradziadek, Stefan Hubarewicz.

Obserwuję delikatne i nieco skrywane wzruszenie Tomka, mojego serdecznego przyjaciela i kompana po kresowych szlakach tej wiosennej wyprawy anno domini 2008. Rozmawiamy o Narbuttach, o naszych rodzinach i bliskich, głównie o sensie trwania przez te 500 lat na Kresach i kościach tu złożonych. Może jak u Orzeszkowej, ta mogiła jest najpełniejszym sensem naszej tu obecności. W każdym razie, dzięki niej i przez nią nie możemy zapomnieć i nie zapomnimy. Nie ma co, idziemy do księdza. Niestety plebania pusta, żałuję, bo wiem że ksiądz, Polak z Ejszyszek, jest zacnym człowiekiem. Tu niestety wkrada się kolejna dygresja. Jakieś pół roku temu Rada Ochrony Pomników Walk i Męczeństwa, przy osobistym udziale jej szefa Andrzeja Przewoźnika dokonała ekshumacji 10 chłopców od „Kotwicza”, poległych w pobliskim lesie koło Poddubicz… było to na dzień przed „masakrą surkoncką”. Niestety z przyczyn mi niewiadomych, pan Andrzej Przewoźnik nie wystarał się się u  władz litewskich o stosowne pozwolenia i nie mógł dokonać godnego pochówku. Kości wykopane, coś trzeba zrobić, a więc… zapakowali chłopców do trumienek i wstawili do księżowego garażu, gdzie wśród ozdób jasełkowych czekają na swój czas. Miało to trwać kilka tygodni, a minęło już pół roku. Sporo w tym symbolizmu, bo ponad 60 lat leżeli bezimiennie w lesie, a teraz ponad 6 miesięcy w garażu na plebanii. Ile jeszcze tych szóstek czeka tę dziesiątkę? Plebania pusta, ksiądz pojechał do innego kościoła. Wracamy. Wyjeżdżamy z Dubicz, mamy wracać nad Wersokę, a tu coś mnie tknęło…
– Tomku – mówię – skręćmy w prawo, tu przed stawem czy jeziorkiem, ot tam właśnie.
Tak się dzieję, jedziemy, mijamy staw, za wodą kilka domów – to Poddubicze. Nie ma jakkolwiek żadnego znaku, ale nie mylę się, mam dobrą litewską mapę – tzw. setkę, za przysiółkiem wjeżdżamy w las. Wąziutki piaszczysty dukt, a po obu jego stronach mokro – rojsty i wyrastające z nich niejako stare sosny. Nie wiedzieć czemu ale przypomina mi się „Lithuania” Grottgera, czyli znów 1863 rok…
Nie, nic z tego… wiem dokładnie, że teraz jedziemy śladem innego powstania. Powstania 1944 i lat późniejszych. Wróg też inny, choć mówiący tym samym językiem co sotnie kozackie w pamiętnym 1863. Tomek jest  nieco zaniepokojony ewentualnym stanem „naszego auta” po tej leśnej eskapadzie ale twardo jedzie. Pchamy się w puszczę.  Czy aby na pewno ruszyliśmy dobrą drogą?  Zaczynamy mieć wątpliwości. Po 4, może 5 km jazdy przez las, jak spod ziemi wyrasta szlaban i buda „ruożasu”. Tomek nie wytrzymuje – wracamy, to już granica – powiada.
– Zaryzykujemy – mówię spokojnie – najwyżej nas zawrócą, a ja potem grzecznie moim łamanym litewskim przeproszę i powiem, żeśmy zbłądzili.  – Ok., Michale – Tomek mówi chyba bardziej do siebie, bo rusza z miejsca, nie dokończywszy ostatniego słowa.  Ryzyko się opłaca. Buda pusta, omijamy szlaban, las rzednie, widzę już zarysy pierwszych domów. Jesteśmy w Kowalakach.

Kowalki znajdują się w jakimś takim dziwnym pasie ziemi niczyjej. Formalnie należą do Litwy, natomiast rzekomo nie można tam wjechać legalnie – bez „dazwołu” – specjalnego pozwolenia. Na szczęście jednak, nam nie dane było sprawdzić osobiście czy jest to prawdą. Wjechaliśmy i wyjechaliśmy bez przygód i spotkania z Litwinami.  Granica z Białorusią przechodzi przez właściwie pola za wsią i skręca łukiem dotykając do lasu, który jest już białoruski.  Wieś to szumne słowo. Kowalki umierają, zostało kilkoro, może kilkanaście  starszych osób, żyjących w biednych domach. Taki  ubożuchny puszczański pieriesiołek na końcu świata. Dzisiaj na końcu Zjednoczonej Europy.

Zatrzymujemy się na rozstaju dwóch dróżek wiejskich, gdzie kresowym zwyczajem stoi krzyż. Wyciągam ostatni znicz i zapalam go przy krzyżu. Jest wietrznie i rześko, zresztą słońce zaszło za chmurami i wygląda jakby dzień miał się ku końcowi, choć to jeszcze parę godzin. Lampka nie chce się zapalić, więc raz po raz schylam się pod ten Krzyż Pański i próbuję od nowa ją rozpalić. W duszy klnę w żywy kamień na tę „niedoróbkę” litewską, kupioną za 2 lity w „magazynie” w Ejszyszkach.

Cała ta sytuacja musiała dziwnie wyglądać dla osoby, a być może osób obserwujących ją zza okien w pobliskich chałupkach i na łące. Grunt, że spowodowała żywą reakcje babci wiejskiej, która prowadząc krowę na popołudniowe dojenie, zostawiła ją na drodze i pognała z kijem w ręku w moją stronę.
– A szczo wy tut pred kryżom robicia chłopczyki – krzyczy na mnie. – Niczaho trasznaga,  babula, my łatinniki, iz Polszczy pryjehli – odpowiadam do niej po białorusku, a właściwie „pa prostu”.
[- Co wy tutaj przed krzyżem robicie? – Nic złego babciu, przyjechaliśmy z Polski, jesteśmy rzymskimi katolikami.]
– A z Polszczy, u Imia Ajca, Syna i Duha Swiatoha; Ja szmat gadou nie baczyła Poliakau. A na woszta da nas, u naszyja Kowalki pryehali? – pyta nasza babcia.
[A z Polski, w imię Ojca, Syna i Ducha Św. Ja wiel
e/mnóstwo lat nie widziałam Polaków. A po co, w jakim celu przyjechaliście do tych naszych Kowalek?]

– Ot, sami paczycie Babula, szto znicz palim piera krzyżom, tamu babula, szto tut u 45-m godzi zaginuł „nasz kamendant Krysia”. Akouskij Kamandzir. Balszawiki Jeho zabili – dodaję.
[No widzicie babciu, że lampkę/znicz zapalamy przed krzyżem i to dlatego, że tu w 45-tym roku zginął nasz kmdt. Krysia. To był dowódca Akowski. Bolszewicy go zabili.]
Babcia strapiona, czujnie wycofuje się z niewygodnego dla niej tematu.
– Ja skanczyła 80 gadou, heta  nie znaju, nie wiem i nie pamiataju tych czasou.
[Choć skończyłam 80 lat, to tego (faktu) nie znam i nie pamiętam tamtych czasów.]
– Nic Babcia – mówię – my was muczyć nie budziem, nie za getym pryjechali, światło zapalim i usio, zostańcie z Bogiem.
[To nic babciu, nie przyjechaliśmy was tu męczyć (pytaniami o to), palimy światło i wszystko.]
I nagle cos w duszy tej kołchozowej staruszki drgnęło.
– Czakaj panok, po starago pobiegu
[Niech pan poczeka, polecę po starego…]

Nim skończyła mówić, już biegła do domu. „Stary”, istotnie przyszedł, lekko sparaliżowany, o ciepłych oczach i bystrym spojrzeniu. Zaczął nas badać. A to skąd przyjechaliśmy, a to u kogo mieszkamy, a to wreszcie czy aby nie rodzina tego „kamandira Krysia”. Po dobrych kilku minutach wypalił:
– Pamiętaju usio, hot u mnie uze 88 hod idzie; Zasada była i iszła at Naczy, Akoucy ot, ot tuda s heta liesa, szczo widitie iszli – pokazuje nam ręką na ten las co już jest po białoruskiej stronie kordonu.
– Ruskie u wioscy, za murami i damami. I jany (Akoucy) na poli byli, Ruskie ich strialaiec paczali. Palagli jany na śniezie, z prawa i z lewa darożki. Krysia biazau pamiż imi i kirawau agniom, on padau i potym strałau iznou, ja praz wakno baczyu (ale nie usio baczyu i tak dumału szczo on tych strełau ruskich nie baitsia. Ale uw kancy jeho seria z automata patrapila u jaho i tak kak stajał – upau u snieg. Pojdziem, pakażu. Poszliśmy jakieś 50 metrów…
[Wszystko pamiętam, chociaż mam już (skończony) 88 rok. Obława była ze strony Naczy. (chodzi o to, że grupa Smiersza przyjechała z Naczy – miejscowość obecnie już po białoruskiej stronie  – do Kowalek) Akowcy szli od strony lasu – tego lasu, który widzicie. Ruscy byli w wiosce, kryli się za płotami i domami. I dokładnie wtedy jak Akowcy byli na polu (łące), Ruscy zaczęli strzelać. Wtedy (Akowcy) położyli się w śniegu – z prawej i z lewej strony dróżki. Krysia biegał między nimi i kierował ogniem (ostrzałem). Biegł, kładł się i z znowu się podnosił. Ja oglądałem wszystko przez okno, ale nie wszystko widziałem, niemniej myślałem sobie czemu on tych strzałów rosyjskich się nie boi (kul ew.). No ale w końcu seria z automatu go trafiła i tak jak stał, upadł w śnieg. Chodźmy,  pójdziemy, pokażę (gdzie).]
– Tot tu, ni pamiętnika Paliaki nie pastawili. Srogam, ale my tu bajalis, no a paczemu Paliaki z Polszczy nie pryjechali i kryża albo pamiatnika nie pastawili; nie wiedaju. On był tut wialikim kamandzirem. Patom jeho „trupa” (Krysi) Ruskie naszli u sniagu i usiem ludziam pa wiaskach pakazywali i hawaryli: „nu i gdie wasz kamandir”. Adrazu pasla hetaga baju, taki haziajin był – Tamulewicz, tak jon (bałota tut raniej było, pierad melioracyjaj) pryjehau z wazom i kaniom, widac hatieł zabrać kamandzira, a tut uz Ruskie byli i tak Tamulewicza zabrali i kania i woz…  i on prapał – ten Tamulewicz, nu my jeho uze nikoli nie baczylii. Ot i usio.
[To tutaj, ni nagrobku, pomnika Polacy nie postawili. My baliśmy się strasznie, no ale czemu Polacy z Polski nie przyjechali i krzyża ani pomnika nie postawili, nie wiem. On przecież był wielkim dowódcą. Potem (po śmierci) jego trupa Ruscy znaleźli w śniegu i wozili po wioskach i wszystkim ludziom pokazywali i mówili „no gdzie ten wasz komendant?” Zaraz po walce pewien gospodarz o nazwisku Tamulewicz przyjechał na tę łąkę (wcześniej przed melioracją to tu błota były), z wozem i koniem, i chciał zabrać ciało Komendanta, ale tu już Ruscy byli i jego – Tamulewicza zabrali/aresztowali… i konia i ten wóz też; i tak przepadł Tamulewicz i koń i ten wóz ,i nigdy już go więcej nie zobaczyliśmy. To wszystko.]

Dałem gospodarzom trochę litów i kazałem dać na mszę w Dubiczach za duszę  tego  „NASZEGO KAMANDIRA”. Obiecali, że tak zrobią…
Zabraliśmy się z Tomkiem z powrotem,  tym samym duktem puszczańskim – wzdłuż rojstów –  do tymczasowego domu, czyli do naszej meliny nad Wersoką. Tomek włączył muzykę, usłyszałem następujące słowa [tłum.]:
„Pocałuj mnie na pożegnanie
Wynurzam się tuż przed zapadnięciem w sen
Teraz coraz niżej, coraz wolniej
Najdziwaczniejszy grymas Twych ust
Lecz ja nie widzę, nie czuję
Tylko mocno wznoszę ręce w milczeniu
Przed mymi gasnącymi oczami
A w moich oczach – Twój uśmiech – ostatnia rzecz zanim odejdę.”
*
Pomyślałem, że Komendant mógł faktycznie myśleć w ostatnich chwilach swego życia o wielkiej i niespełnionej miłości o imieniu Krysia, na cześć której przyjął zresztą swój pseudonim.
Działo się to 20 kwietnia 2008 roku. Ponad 64 lata od śmierci Jana Borysewicza.
* Utwór zespołu The Cure „The Same Deep Water As You” z płyty Disintegration
.

Komendant „Krysia” – część 9 [EPILOG – Fotorelacja]>
Strona główna>

Komendant „Krysia” – część 9 [EPILOG – Fotorelacja]

„Kowalki. Sześćdziesiąt cztery lata po…” – Fotorelacja


Przez to pole przebiega granica między Białorusią i Litwą. Widoczny w oddali las leży po stronie białoruskiej. Ok. 6 km. za lasem położona jest miejscowość Nacza. [kliknij w zdjęcie aby powiększyć]


Mogiła Narbuttowców z 1863 r. [kliknij w zdjęcie aby powiększyć]


Krzyż kresowy w okolicach Ejszyszek. [kliknij w zdjęcie aby powiększyć]


Pole w Kowalkach – miejsce ostatniej bitwy por. Jana Borysewicza „Krysi”. Las już po stronie białoruskiej. [kliknij w zdjęcie aby powiększyć]


Przybliżone miejsce śmierci Komendanta „Krysi”. [kliknij w zdjęcie aby powiększyć]

Zdjęcia publikuję dzięki uprzejmości Michała Wołłejko.

„Kowalki. Sześćdziesiąt cztery lata po…” – Komendant „Krysia” – część 8 [EPILOG]>
Komendant „Krysia” – część 1>
Strona główna>

„TAJNY WSPÓŁPRACOWNIK” w Scenie Faktu TVP1 – 26.01.2009 r., godz. 20:20

HISTORIA WYJĄTKOWEJ PERFIDII

W poniedziałek 26 stycznia 2009 r., w programie 1, o godz. 20:20 Scena Faktu Teatru TV przedstawi wstrząsającą historię wyjątkowo cennego dla UB agenta Czesława Białowąsa, noszącego w spektaklu Cezarego Harasimowicza pt. „Tajny współpracownik” zmienione nazwisko Mieczysław Białas.

„Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”… zaznaczony na czerwono Czesław Białowąs, agent UB o ps. „Małachowski”. [kliknij w zdjęcie aby powiększyć].

Agent UB Czesław Białowąs o pseudonimach „Małachowski”, później „Michał”, na przełomie lat 40-tych i 50-tych swoją działalnością doprowadził do zamordowania wielu żołnierzy Armii Krajowej i WiN. Aż do śmierci był nauczycielem polonistą w jednym z liceów wrocławskich, ciągle współpracując z UB/SB. Był też znanym poetą, który swoje przemyślenia i doświadczenia przelewał na papier, co dało mu możliwość znalezienia się w Związku Literatów Polskich i stanowiło kolejne pole pracy dla aparatu bezpieczeństwa.

Jako tajny współpracownik Czesław Białowąs doprowadził do wielu wsyp, aresztowań i wyroków śmierci. Był kamuflowany przez funkcjonariuszy UB, specjalnie kierujących podejrzenia na innych uczestników zdarzeń. Szczególnie tragiczne było wydanie własnego brata, walczącego w 6. Brygadzie Wileńskiej, a po aresztowaniu nakłanianie go do zeznań. Do końca życia pozostał jednak nierozpoznany przez otoczenie jako agent bezpieki. Kamuflaż okazał się doskonały.

Na początku 1950 r. funkcjonariusze Wydziału III WUBP w Warszawie zlokalizowali miejsce pobytu brata jednego z partyzantów 6. Brygady Wileńskiej. Kandydatem do werbunku był Czesław Białowąs (w spektaklu nazywa się Mieczysław Białas), rocznik 1932, do niedawna mieszkaniec Jabłonny Lackiej.
Młody człowiek, jeszcze niepełnoletni, uczył się w Gimnazjum im. Małachowskiego w Płocku. Postanowiono zwerbować go na materiałach kompromitujących – szantażując odpowiedzialnością karną za kilkakrotną wymianę korespondencji z bratem, zakwalifikowaną jako „udzielanie pomocy bandzie”. Matka chłopców była już aresztowana i odbywała karę kilku lat więzienia za pomoc udzielaną partyzantom. Po podpisaniu deklaracji współpracy Białowąs został oznaczony kryptonimem „Małachowski” (zmienionym później na „Michał”). Agent został przerzucony na teren powiatu Sokołów Podlaski i wprowadzony do akcji.

Już jego pierwsze działania przyniosły resortowi sukces. Pod pozorem spotkania z bratem z okazji Świąt Wielkanocnych odwiedził obozowisko oddziału porucznika Józefa L. Małczuka „Brzaska” (komendanta powiatu Sokołów Podlaski). Było ono w tym czasie wizytowane również przez szereg osób z miejscowej siatki konspiracyjnej, co pozwoliło resortowi zrzucić odpowiedzialność na inną osobę, kamuflując rzeczywistego sprawcę likwidacji pododdziału. Agent „Małachowski” poinformował szefa PUBP w Sokołowie Podlaskim o miejscu postoju partyzantów. W wyniku obławy poległ por. „Brzask” i dwaj jego żołnierze. Korzystając z wiedzy „Małachowskiego” „zdjęto” też całą rozpracowaną siatkę kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara” i  por. „Brzaska” z rejonu Jabłonny. Aresztowania objęły łącznie 64 osoby. To tylko przykład jednej z wielu jego „udanych” akcji.


Los agenta „Michała” został z kolei wyznaczony przez przełożonych z resortu, którzy nie zapomnieli o nim do końca jego życia. Został przeniesiony w inny rejon Polski, gdzie kontynuował naukę. W PRL zrobił karierę. Został członkiem partii, pracował jako wicedyrektor jednego z wrocławskich liceów. Jako agent był czynny jeszcze przez wiele lat. W ostatnim okresie życia poprosił o zwolnienie z obowiązków TW, gdyż „liczne funkcje w pracy organizacyjnej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej nie pozwalały mu na sprawne wykonywanie zadań”. Zmarł 16 grudnia 1981 r. jako „zasłużony pedagog” i wychowawca wielu pokoleń młodzieży”.


Był także poetą i pozostawił po sobie szereg wysoko ocenianych przez specjalistów wierszy. Opisywały one autentyczne wydarzenia: śmierć jego brata – „Boruty”, sprofanowanie jego grobu przez żołnierzy KBW, aresztowanie i proces matki, agenturalną misję na Podlasiu, likwidację patrolu ppor. „Brzaska”, likwidację patrolu „Arkadka”, itp. W wierszach opisywał to, czego sam doświadczył, ale nikt nie domyślał się z jakiej perspektywy! Czytelnikom jego poezji nigdy pewnie nie przyszło do głowy, że to, co wydawało im się „licencją poetycką” jest tragicznie realne…

Czytaj więcej:
Podwójne życie zdrajcy>
Podpisał cyrograf z diabłem>

Wyskoczyłem ze szkoły, by zabić paru ludzi>

Obsada:
Mietek – Mateusz Banasiuk; Ppłk Trochimowicz – Cezary Żak; Kpt. Kwiatkowski – Piotr Grabowski; Chor. Tabaczyński – Jakub Snochowski; Kpt. Żelazko – Tomasz Borkowski; Płk Wolański – Tadeusz Szymków; Matka – Anna Tomaszewska; Witek – Tomasz Schuchardt; Welflowa – Dorota Nowakowska; Welfel – Jacek Lenartowicz; Janka – Anna Grycewicz; Jadzia – Weronika Nockowska; Tolka – Izabela Gwizdak; Henryk – Konrad Marszałek; „Brzask” – Ireneusz Czop; Żona „Brzaska” – Irena Monika Węgiel; „Lampart”– Marcin Błaszak; „Orzełek” – Grzegorz Kwiecień; „Arkadek” – Arkadiusz Smoleński; „Murat” – Mateusz Grydlik; ;„Pomidor”– Paweł Koślik; „Sęp”– Jakub Tolak; „Wiewiórka”– Michał Podsiadło; „Władek”– Łukasz Krzemiński; Wacław Giziński – Dominik Łoś
; Henryk Cichocki – Bartosz Martyna; Augustyniakowa – Katarzyna Skarżanka; Borychowski – Jacek Braciak; Krewniak – Stanisław Penksyk; Ciotka – Maria Mamona; Stryj – Wojciech Machnicki; Dyrektor Gimnazjum – Adam Bauman; Krytyk – Maciej Mikołajczyk; Komendant – Łukasz Chrzuszcz; Milicjant 1 – Józef Onyszkiewicz; Milicjant 2 – Tomasz Zaród; Ubek 1 – Sebastian Cybulski; Ubek 2 – Sławomir Głazek; Ubek 3 – Paweł Prokopczuk; Ubek 4 – Michał Żerucha; Mieczysław (1981) – Stanisław Banasiuk; Lektor – Jarosław Gajewski.

Czas: ok. 70 min
Autor: Cezary Harasimowicz
Reżyseria: Krzysztof Lang
Zdjęcia: Adam Sikora PSC
Scenografia: Andrzej Przybył
Kostiumy: Elżbieta Radke
Mundury: Marek Dzienio
Muzyka: Stanisław Syrewicz
Montaż: Rafał Listopad

Dokumentacja i konsultacja historyczna:
dr Kazimierz Krajewski, IPN
dr Tomasz Łabuszewski, IPN

PREMIERA: TVP1, Scena Faktu, 26 stycznia 2009 r., godz. 20:20

Strona główna>

WARTO PRZECZYTAĆ… (14)

Wokół legendy „Ognia”. Opór przeciw zniewoleniu: Polska – Małopolska – Podhale 1945 – 1956,
red. Robert Kowalski,
nakładem Polskiego Towarzystwa Historycznego,
Nowy Targ 2008, 531 s.

Książka „Wokół legendy «Ognia». Opór przeciw zniewoleniu: Polska – Małopolska – Podhale 1945-1956” zawiera materiały z ogólnopolskiej konferencji naukowej zorganizowanej w Nowym Targu w dniach 9-11 marca 2007 r. przez Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Nowym Targu i Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Krakowie.
Poszczególne artykuły zamieszczone w publikacji poświęcone są dziejom polskiego podziemia niepodległościowego w l. 1944 – 1956 ze szczególnym uwzględnieniem Małopolski i Podhala, a więc obszaru działalności Zgrupowania Partyzanckiego „Błyskawica” dowodzonego przez majora Józefa Kurasia „Ognia”. Wydarzenia na Podhalu zostały ukazane w szerszym kontekście zdarzeń mających miejsce na terenie całej Polski, przywołano także postacie innych legendarnych dowódców podziemia walczących z władzą komunistyczną na Mazowszu, Podlasiu czy Lubelszczyźnie.
Do książki dołączona jest płyta DVD z zapisem przebiegu konferencji oraz filmem z rekonstrukcji rozbicia Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu przez oddział „Ognia”, która odbyła się 11 marca 2007 r.


SPIS TREŚCI

WSTĘP

CZĘŚĆ I

Przeciw sowieckiemu najazdowi Polska 1944–1956
Piotr Kołakowski, NKWD na ziemiach polskich – mechanizm zbrodni
Maciej Korkuć, Przetrwać aby walczyć. Niepodległościowe podziemie zbrojne 1945–1947
Bolesław Dereń, Wybory 1947 roku – klęska realistów

CZĘŚĆ II

Legendarni dowódcy partyzantki niepodległościowej
Tomasz Łabuszewski, „Młot”– legenda Podlasia
Sławomir Poleszak, Żołnierze wyklęci Mazowsza i Podlasia – major Jan Tabortowski „Bruzda”, kapitan Zdzisław Broński „Uskok”
Ryszard Śmietanka–Kruszelnicki, Franciszek Jaskulski – Komendant „Zagończyk”
Ewa Kurek, „Zapora” i „Ogień” jako symbol chłopskiego oporu przeciwko komunistycznej władzy

CZĘŚĆ III

Małopolska wobec „czerwonej okupacji”
Tomasz Skrzyński, Ludowcy w Małopolsce 1945–1947
Dariusz Walusiak, Księża niezłomni: ks. Michał Rapacz, ks. Władysław Gurgacz
Piotr Sadowski, Partyzantka niepodległościowa na ziemi myślenickiej w relacjach mieszkańców regionu

CZĘŚĆ IV

Podhale niezłomne 1945–1956
Maciej Korkuć, Ludność Podhala wobec podziemia niepodległościowego 1945–1947
Julian Kwiek, „Ogień” wobec mniejszości narodowych
Robert Rubacha, Ostatnia walka „Ognia” – kto zdradził? Kulisy operacji UB
Dawid Golik, Oddział partyzancki „Wiarusy” – droga przez Ochotnicę…
Tomasz Gołdyn, Likwidacja oddziału „Wiarusy” w aktach UB
Mariusz Mazur, Ogień w świecie propagandy komunistycznej 1945–1955
Marek Kurzeja, Michał Maciaszek, Obozy oddziałów partyzanckich Józefa Kurasia „Orła”, „Ognia” w Gorcach

CZĘŚĆ V

Życie pośmiertne Majora „Ognia”
Adam Błaszczyk, „Król Podhala” – biała legenda antykomunistycznego „Janosika XX wieku”
Krzysztof Strauchmann, Powojenne losy „ogniowców”
Katarzyna Mlekodaj, Pamięć społeczna Józefa Kurasia „Ognia” na Podhalu
Grażyna Starzak, Gdzie są Jego prochy? – relacja z dziennikarskiego śledztwa

ZAPIS Z PRZEBIEGU KONFERENCJI I DYSKUSJI


Wystąpienia z otwarcia konferencji
Robert Kowalski, Janusz Kurtyka, Eugeniusz Zajączkowski, Krzysztof Faber, Anna Paluch, Edward Siarka, Mariusz Jelonek

Obszerne fragmenty dyskusji
Część I: Eugeniusz Konstanty, Dariusz Walusiak, Eugeniusz Konstanty
Część II: Jan Marian Kacwin, Ludomir Molitoris, Maciej Korkuć, Ludomir Molitoris, Franciszek Ludwik Oremus, Jerzy Widejko, Eugeniusz Konstanty, Ewa Kurek, NN Zakopane, Jan Budz
Część III: Krzysztof Wielgus, Jerzy Widejko, Franciszek Ludwik Oremus, Pan Mozdyniewicz, Krzysztof Wielgus, Bolesław Dereń, Robert Rubacha, Henryk Maciej Hołuj

Wykaz skrótów
Indeks geograficzny
Indeks osobowy

Dystrybucja książki:
Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Nowym Targu
ul. św. Doroty 55
34-400 Nowy Targ
tel. (018)
26 48 260

[email protected]

Strona główna>

Plac Defilad w Warszawie placem rotmistrza Witolda Pileckiego


Wniosek o przemianowanie Placu Defilad w Warszawie na Plac Rotmistrza Witolda Pileckiego.

Do:
Przewodniczący Rady Miasta Stołecznego Warszawy
Pałac Kultury i Nauki
00-110 Warszawa
pl. Defilad 1

   

Środowisko osób związanych z Fundacją Żołnierzy Wyklętych oraz ze Stowarzyszeniem Dolnośląska Inicjatywa Historyczna zwraca się o poparcie wniosku o przemianowanie Placu Defilad w Warszawie na Plac Rotmistrza Witolda Pileckiego.

13 grudnia jest dniem triumfu kłamstwa i strachu, Tego dnia sztabowcy Wojciecha Jaruzelskiego po wielomiesięcznych przygotowaniach rzucili na kolana związek „Solidarność”.
Dziś po 27 latach chcemy aby ten dzień przestał być dniem zwycięstwa zła. Występujemy dziś z inicjatywą która może pokazać światu jakie wartości są dla Polaków najważniejsze. W środku Warszawy (więc blisko środka Europy) znajduje się do dnia dzisiejszego Plac, który upamiętnia defilady tych którzy zamordowali bohaterskiego rotmistrza.
Jesteśmy przekonani że wszyscy Radni Warszawy zjednoczą się aby poprzeć nasz projekt i z okazji 60 rocznicy śmierci Witolda Pileckiego, wskażą Europie jego postać, jako bohatera godnego naśladowania, nazywając największy plac Warszawy jego imieniem. Będzie to jednocześnie realizacja uchwały senatu Rzeczypospolitej z dnia 7 maja 2008 roku.

Uprzejmie prosimy o podpisanie petycji i przesłanie dalej tej informacji
http://www.petycje.pl/3673

Uchwala Senatu Rzeczypospolitej w sprawie uznania bohaterstwa rotmistrza Witolda Pileckiego i przywrócenia jego postaci pamięci zbiorowej Polaków.


„Senat Rzeczpospolitej Polskiej w 60 rocznicę śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego, pragnie go uhonorować, uznając za godny do naśladowania wzór Polaka, bez reszty oddanego sprawie Ojczyzny.
Jego heroiczny czyn, jakim było dobrowolne i celowe poddanie się uwięzieniu w
KL Auschwitz, a także powojenny, okupiony śmiercią powrót do Ojczyzny stawiają Witolda Pileckiego wśród najodważniejszych ludzi na świecie i powinny stać się dla Europy i świata wzorem bohaterstwa oraz symbolem oporu przeciw systemom totalitarnym.
Pilecki został bowiem, jak wielu Polaków, poddany straszliwej próbie niszczącej machiny systemu hitlerowskiego, a po wojnie stalinowskiego.
Z obydwu wyszedł zwycięzcą, choć za swoją postawę zapłacił życiem.
Niestety nieomal udało się zniszczyć pamięć o nim.
Mimo starań wielu ludzi, mimo odznaczenia go przez Prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego Orderem Orla Białego, młode pokolenie nadal zbyt mało wie o Witoldzie Pileckim.
Urodził się 13 maja 1901 roku. Działał w niepodległościowym harcerstwie, a następnie uczestniczył w wojnie polsko – bolszewickiej. Ukończył Szkolę Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. W II wojnie światowej podczas kampanii wrześniowej dowodził oddziałem kawalerii, a po jej zakończeniu współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej. W 1940 stał się dobrowolnym więźniem KL Auschwitz, by zdobyć informacje i zorganizować w obozie ruch oporu. Dzięki niemu świat uzyskał wiadomości o tym co działo się w obozie. Po udanej ucieczce w 1943 awansuje do stopnia rotmistrza. W czasie Powstania Warszawskiego walczy w Zgrupowaniu „Chrobry II”. Dowodzona przez niego placówka broniła strategicznego dla działań powstańczych dla działań powstańczych odcinka Alei Jerozolimskich. Po kapitulacji zostaje jeńcem oflagu Murnau. Po wyzwoleniu wstąpił do 2 Korpusu Polskiego we Włoszech. Na rozkaz gen. Andersa pod koniec 1945 wrócił do kraju gdzie 5 maja 1947 został aresztowany pod zarzutem prowadzenia działalności wywiadowczej na rzecz II Korpusu. W 1948 rotmistrz Witold Pilecki został skazany na karę śmierci i stracony 25 maja 1948 roku.

Dobrowolne zejście do piekła Auschwitz, przetrwanie najgorszych upokorzeń i potworności obozu koncentracyjnego, zorganizowanie pomocy i samoobrony współwięźniów i wyjście z tego po dwu i pół roku w pełni sil moralnych, to wyczyn niezwykły.
Całe życie Pileckiego jest wzorem, jak żyć i jak – jeśli trzeba umierać za Ojczyznę.
Senat Rzeczypospolitej pragnie aby 60 rocznica śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego przywracała należne mu miejsce w pamięci zborowej.”

prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego
Tadeusz PawlickiFundacja Żołnierzy Wyklętych
dr Wojciech MyśleckiPrezes Dolnośląskiej Inicjatywy Historycznej
Bogusław HomickiStowarzyszenie Przyjaciół Dzieci Ulicy im. "Dziadka" Lisieckiego
Joanna Jurandot   
   
Niżej podpisany/a:
Fundacja Żołnierzy Wyklętych
00-893 Warszawa
[email protected]

Aby  podpisy były prawidłowo zweryfikowane:

1. Klikamy "popieram petycję – jestem za"
2. Wypełniamy dane i klikamy "podpisz petycję"
3. Klikamy dalej "potwierdź swój podpis pod petycją"
4. Przychodzi link aktywacyjny na podany przez nas e-mail. Klikamy w link i wpisujemy cyfry z obrazka i już po raz ostatni klikamy – "potwierdź".

Strona główna>

PROMOCJA PAMIĘTNIKÓW "ŻELAZNEGO"

MIEJSKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA WE WŁODAWIE
INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ ODDZIAŁ W LUBLINIE
POLSKIE TOWARZYSTWO HISTORYCZNE
ODDZIAŁ WE WŁODAWIE


zapraszają na promocję publikacji

EDMUND EDWARD TARASZKIEWICZ „ŻELAZNY"
TRZY PAMIĘTNIKI

    
   
CZWARTEK 22 STYCZNIA 2009 r., GODZ. 16.00
Czytelnia dla Dorosłych
Miejska Biblioteka Publiczna we Włodawie
ul. Przechodnia 13

W programie spotkanie z autorami wstępu, redakcji naukowej i opracowania dokumentów Andrzejem T. Filipkiem i Bożenną Janocińską, gośćmi z Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie oraz możliwość zakupu publikacji.

MIEJSKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA WE WŁODAWIE, ul. Przechodnia 13,
22-200 Włodawa, tel. (0-82) 572-11-03, e-mail: [email protected]

62 rocznica śmierci por. "Jastrzębia"

62 rocznica śmierci por. Leona Taraszkiewicza ps. "Zawieja","Jastrząb"

Styczeń 1946 r. Od prawej stoją: Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”, Piotr Kwiatkowski „Dąbek”, Zdzisław Kogutowski „Ryś”.

62 lat temu, 3 stycznia 1947 roku, zmarł z powodu ran odniesionych podczas ataku na grupę ochronno – propagandową WP w Siemieniu, legendarny dowódca oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa, por. Leon Taraszkiewicz ps. "Zawieja", "Jastrząb" [ur. 13 V 1925 r.], obdarzony niebywałą fantazją najprawdziwszy zagończyk oraz jeden z najwybitniejszych dowódców partyzanckich antykomunistycznego podziemia w Polsce po 1944 r.

GLORIA VICTIS !!!
Styczeń 1946 r. Część oddziału „Jastrzębia”. Dowódca siedzi przy rkm-ach.

Więcej na temat "Jastrzębia" i "Żelaznego" czytaj w:
„JASTRZĄB" I "ŻELAZNY" – OBWÓD WiN WŁODAWA>
"JASTRZĄB" i "ŻELAZNY"… – KSIĄŻKA DO POBRANIA>
Pamiętniki ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego">
61 rocznica śmierci por. "Jastrzębia">

Strona główna>

TRZEBA PRZECZYTAĆ !!! (13)

Edmund Edward Taraszkiewicz „Żelazny”
TRZY PAMIĘTNIKI


Wstęp, redakcja naukowa i opracowanie dokumentów Andrzej T. Filipek, Bożenna Janocińska,
Warszawa–Lublin 2008, 291 s., cena 30,00 zł.
Seria „Relacje i wspomnienia”, t. 12


Edmund Edward Taraszkiewicz „Żelazny” (1921–1951) był ostatnim dowódcą oddziału partyzanckiego w Obwodzie WiN Włodawa i równocześnie jednym z najdłużej walczących żołnierzy podziemia antykomunistycznego w Polsce. Dowództwo przejął po śmierci swojego brata Leona – „Jastrzębia” (1925–1947), jednego z najwybitniejszych dowódców polowych antykomunistycznej partyzantki, wsławionego wieloma brawurowymi akcjami, m.in. rozbiciem PUBP we Włodawie i uwolnieniem ok. 100 więźniów, oraz uprowadzeniem rodziny Bolesława Bieruta.
"Żelazny" zginął w walce, otoczony przez kilkusetosobową grupę operacyjną UB i KBW w Zbereżu n/Bugiem, 6 października 1951 r. Pozostawił po sobie pamiętniki, zarekwirowane przez UB, w których opisał zbrojny opór antysowiecki od wiosny 1945 r. do października 1949 r. na terenie powiatu włodawskiego, chełmskiego i radzyńskiego. W żywy i ciekawy sposób zrelacjonował w nich udział żołnierzy podziemia niepodległościowego w walce z komunizmem i coraz bardziej postępującą sowietyzację Polski.
Obok pamiętników kpt. Zdzisława Brońskiego ps. "Uskok", ostatniego
dowódcy oddziałów partyzanckich WiN na Lubelszczyźnie i dziennika dowódcy 4. szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK ppor. Henryka Wieliczki ps. „Lufa”, są to jedyne dostępne wspomnienia, pozostawione przez dowódcę oddziału  partyzanckiego niepodległościowego podziemia, który do końca walczył z  bronią w ręku przeciwko komunistom.

KUP "TRZY PAMIĘTNIKI" W KSIĘGARNI POCZYTAJ.PL>

Więcej na temat działalności ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" i jego brata por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" czytaj w kategorii:
"
JASTRZĄB" i "ŻELAZNY" – OBWÓD WiN WŁODAWA>
Pobierz książkę:
"JASTRZĄB" i "ŻELAZNY" – ostatni partyzanci Polesia Lubelskiego 1945 – 1951
.

Publikacje wydane przez Instytut Pamięci Narodowej (w tym "TRZY PAMIĘTNIKI") można kupić:
  • bezpośrednio w siedzibie Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej lubelskiego Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, ul. Szewska 2, 20-086 Lublin, tel. (0-81) 536-34-67,  e-mail: [email protected]

  • w Centrali IPN

      ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
      pon.–pt. 8.15–16.15

  • pisząc na adres:

      Gospodarstwo Pomocnicze IPN,
      ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa.
      tel. (0-22) 581-88-72
      fax: (0-22) 581-88-32
      e-mail: [email protected]
      e-mail: [email protected]

  •  z zagranicy:

      Centrala Handlu Zagranicznego ARS POLONA S.A., ul. Obrońców 25,
      03-933 Warszawa
      Tel.: +48 22 509 86 00
      Fax: +48 22 509 86 40,
      e-mail: [email protected]

Strona główna>

Zygmunt Olechnowicz ps. „Zygma” – część 1


Epitafium dla Zygmunta

Zygmunt Olechnowicz to jeden z setek czy nawet tysięcy żołnierzy AK – mieszkańców Ziemi Lidzkiej, którzy w momencie próby „mogąc wybrać, wybrali zamiast domu gniazdo na skałach orła i umieli żyć, gdy źrenice czerwone od gromu… i słychać jęk szatanów w sosen szumie… – tak żyli”.

Zygmunt Olechnowicz „Zygma”, „Grom”, żołnierz IV batalionu 77 pp AK, adiutant ppor. Anatola Radziwonika „Olecha”, ciężko ranny i ujęty przez NKWD, skazany na 25 lat łagrów.

O Zygmuncie Olechnowiczu usłyszałem przed kilkunastu laty. Początkowo był dla mnie, wówczas młodego historyka zajmującego się Armią Krajową na Nowogródczyźnie, jednym z wielu, mających stopień, przydział, pseudonim i odwagę chłopców z Kresów, którzy podobnie jak ich rówieśnicy z Warszawy czy Lubelszczyzny wstąpili do AK.  Był po prostu jednym z setek czy nawet tysięcy żołnierzy AK –  mieszkańców Ziemi Lidzkiej,  którzy w momencie próby: „mogąc wybrać, wybrali zamiast domu gniazdo na skałach orła i umieli żyć, gdy źrenice czerwone od gromu… i słychać jęk szatanów w sosen szumie…- tak żyli”.
Szczerze, nie próbowałem nawet pochylić się nad żadnym z nich z osobna. Jakimś Wrzosem, Żubrem, Misiem i innymi. Był wśród nich też Zygmunt zwany „Zygmą”, a przez innych  „Gromem” – bo takie miał pseudonimy. Po prostu był jednym z nich, i tyle.

Poszukując prawdy i wiedzy o batalionach, kompaniach czy  placówkach, walkach z Niemcami i partyzantką sowiecką, goniłem za relacjami i dokumentami, które miały tworzyć i budować mój – ówczesnego magistranta historii – obraz  Armii Krajowej – gdzieś tam nad Niemnem.
Pośród wielu, wspaniałych ludzi, w większości już dziś nieżyjących żołnierzy i mieszkańców Nowogródzkiego, którzy okazali mi wielką pomoc w moich badaniach historycznych, był Czesław Olechnowicz. Pan Czesław już nie żyje, ale to dzięki niemu „poznałem” Zygmunta – bohatera niniejszego tekstu. Plonem spotkań z Panem Czesławem, był przed przeszło 12 laty tekst poświęcony jego bratu, Zygmuncie. Artykuł miał tytuł „Zygma”. Z różnych, niezależnych ode mnie przyczyn, dziś już zresztą nie istotnych, tekst nie ukazał się. Niemniej, uznałem, a co najważniejsze uznała redakcja Niezależnej Gazety Polskiej, że historia losów Zygmunta Olechnowicza warta jest przedstawienia, za co dziękuję.

Olechnowiczowie

Zygmunt Olechnowicz urodził się w 1926 roku w Lidzie, mieście powiatowym województwa nowogródzkiego. Pochodził z rodziny drobnej kresowej szlachty, bardzo patriotycznej i oddanej  walce o Niepodległość w okresie rozbiorów. Z tego też powodu, podobnie jak dziesiątki tysięcy innych, podobnych rodów szlachty zaściankowej czy okolicznej dawnego Wielkiego Księstwa, stara szlachecka rodzina Olechnowiczów w wyniku represji i szykan caratu została w drugiej połowie XIX wieku mocno spauperyzowana ekonomicznie. Niemniej Zygmunt, podobnie jak jego czworo rodzeństwa wzrastał w domu rodzinnym, który był przepełniony atmosferą patriotyzmu i służby Rzeczypospolitej.
Wybucha wojna, o świecie 17 września 1939 roku Sowieci przekraczają wschodnią granicę Polski. Korpus Ochrony Pogranicza broni kresowych rubieży przed przeważającymi siłami Armii Czerwonej. Dzielnie walczy Grodno. Nic już jednak nie jest w stanie odmienić losu Polski. Dokonuje się rozbiór drugiej RP. Kresy wschodnie wraz z  Lidą (zajętą przez bolszewików 18 września 1939 roku) zostają, włączone do ZSRS. Rozpoczyna się pierwsza okupacja sowiecka.

Niemal od samego początku okupacji, od wczesnej jesieni 1939 roku powstaje w Lidzie polska konspiracja. Wśród wielu samorzutnie i oddolnie tworzonych organizacji konspiracyjnych, już od listopada 1939 roku działa w Lidzie siatka kierowana przez Zygmunta Waszniewskiego. Grupa ta zostaje podporządkowana wileńskiej organizacji konspiracyjnej o nazwie „Komisariat Rządu” (KR), a następnie – w końcu grudnia 1939 roku SZP – ZWZ. W szeregach konspiratorów są też Olechnowiczowie. Organizacja ma charakter wywiadowczy, zbierane są m.in. informacje o stacjonujących w Lidzie sowieckich lotnikach oraz innych formacjach wojskowych. Organizowany jest również przerzut ludzi „spalonych” i zagrożonych aresztowaniem przez NKWD na terytorium okupującej Wilno z nadania sowieckiego, acz formalnie (wówczas jeszcze) niezależnej od ZSRS Republiki Litewskiej.
W wiosną 1940 roku lidzki „KR” zostaje rozpracowany przez NKWD, a w końcu maja rozbity aresztowaniami. Na liście 35-u konspiratorów siatki, aresztowanych przez bolszewików, są również Stanisław i Pelagia Olechnowiczowie, rodzice Zygmunta. Oboje zostają osądzeni i skazani. W dokumentach Centralnego Państwowego Archiwum Rewolucji Październikowej i Budownictwa Socjalistycznego BSSR istnieje następujący wpis: „…Pelagia Olechnowicz c. Franciszka, urodzona w 1898 roku w Dźwigunach, w powiecie nowogródzkim, została w dniu 19 września 1940–go roku osądzona przez Komisję Specjalną NKWD BSSR i na mocy paragrafów 64 i 76 pozbawiona wolności na lat osiem…”.
Nie wiem jaki wyrok dostał ojciec Zygmunta, w każdym razie oboje rodzice zostali wywiezieni w głąb Rosji. Nieletnim dzieciom udaje się uniknąć deportacji i szczęśliwie dotrwać do wojny niemiecko – sowieckiej. Nadchodzi nowa okupacja.
W dniu 22 czerwca 1941 roku Niemcy, łamiąc traktaty uprzednio zawarte ze Stalinem, atakują ZSRS. Zwycięski Wehrmacht idzie jak burza przez powalone Sowiety. W ciągu pierwszych dwóch tygodni działań wojennych całe Kresy Wschodnie, zajęte w 1939 roku przez bolszewików, zostają im odebrane.  Rozpoczyna się druga okupacja.

„…za Niemca”

Pozorna ulga od sowieckich wywózek i aresztowań, którą przynoszą Niemcy mija bardzo szybko. Niemal równolegle z eksterminacją Żydów, rozpoczyna się rzeź resztek pozostałej jeszcze, nie zniszczonej inteligencji polskiej. Niestety uczestniczą w tym również nacjonaliści białoruscy. Rozpoczyna swą pracę Gestapo. W lasach coraz śmielej poczyna sobie partyzantka sowiecka, powstająca na bazie pozostałych na tyłach Wehrmachtu maruderów i dezerterów z Armii  Czerwonej oraz tysięcy, w efekcie nie do upilnowania, jeńców bolszewickich. Tymczasem ludność polska, liżąc rany po  okupantach sowieckich, rozpoczyna organizować się na nowo w konspirację. Zaczynają się tworzyć struktury Armii Krajowej.

Nowogródzka AK jest najsilniej reprezentowana w Lidzkiem. Wiosną 43-roku funkcjonuje tam już kilka polskich oddziałów partyzanckich. Walczącą one przeciw władzom okupacyjnym, jak i bronią miejscowej ludności przeciw napadom grasujących band rabunkowych i partyzantom sowieckim mordującym przede wszystkim żywioł polski.
Czesław Olechnowicz – starszy brat Zygmunta – jest zaprzysiężonym członkiem AK. Początkowo jako żołnierz placówki konspiracyjnej Kolesiszcze pod Lidą, a następnie
– od września 43–go – jest dowódcą drużyny w kompanii, a następnie w IV batalionie  77 pułku piechoty AK pod dowództwem porucznika Czesława Zajączkowskiego ps. „Ragner”. Tymczasem Zygmunt, przebywający w Lidzie, zostaje w drugiej połowie 1943 roku aresztowany przez Gestapo. Powód tego zatrzymania nie jest znany, niemniej z późniejszych relacji Zygmunta, złożonych bratu wydaje się, że aresztowanie było przypadkowe i nie miało związku konspiracją w szeregach AK.

Zygmunt przebywa w więzieniu w Lidzie, skąd po kilkunastu tygodniach zostaje zakwalifikowany do transportu. Trudno dociekać dokąd. Czy na roboty, czy też do obozu koncentracyjnego lub zagłady? Nie dowie się też tego nigdy Zygmunt, który brawurowo ucieka z jadącego na zachód pociągu pełnego więźniów. Udaje mu się to uczynić jeszcze na terenie „Ostlandu” .
Jest spalony w Lidzie. Nie pozostaje mu więc nic innego, jak rozpocząć „życie partyzanta”. Z początkiem 1944 roku rozpoczyna służbę w IV batalionie ppor. „Ragnera”, gdzie spotka się ze swoim bratem Czesławem. Rozpoczyna się nowy etap w życiu Zygmunta, który przyjmuje pseudonim „Zygma”.

U Komendanta „Ragnera”

Żołnierze Komendanta „Ragnera” walczą w szczególnie trudnym terenie, zamieszkałym przez ludność mieszaną, polską i białoruską. Mają przeciw sobie zarówno Niemców jak i, a może przede wszystkim, partyzantkę sowiecką, która z wyjątkową zaciekłością zwalcza żywioł polski i Armię Krajową. W okolicy operują też liczne bandy rabunkowe. Batalion rozlokowany na północnym brzegu Niemna, broni podległego sobie terytorium i jego mieszkańców przed atakami z południa – zza rzeki – prowadzonymi przez liczne i dobrze uzbrojone grupy bolszewików. W nieustannych walkach żołnierze AK odnoszą sukcesy m.in. w bitwach pod Morgami, Pacukami, Mociewiczami czy Filonowcami. Dowództwo batalionu zdając sobie sprawę z obecności na swoim obszarze bolszewickich komórek wywiadowczych, wydziela do walki z nimi specjalny pluton pod dowództwem „Cześka” czyli Czesława Olechnowicza. W plutonie tym służy też „Zygma”.

Ppor. Czesław Zajączkowski ps. „Ragner”, dowódca IV batalionu 77 pp AK, a następnie Zgrupowania „Południe” na Nowogródczyźnie. Zginął w walce 3 grudnia 1944 r. przebijając się przez trzy pierścienie obławy WW NKWD (ponad 1400 ludzi) koło chutoru Jeremicze.

Wiosną 1944 roku Armia Czerwona zbliża się do granic RP. Armia Krajowa przystępuje do realizacji planu „Burza”. Okręg Nowogródzki „Nów” połączony już wtedy z Okręgiem Wileńskim „Wiano” ma za zadanie zdobyć Wilno.
Jakkolwiek znaczna część nowogródzkich batalionów już w pierwszych dniach lipca 44’ podąża do swoich rejonów koncentracji, przed uderzeniem na Wilno, to jednak IV batalion ppor. „Ragnera” otrzymuje inne rozkazy. „Ragnerowcy” mają jak najdłużej bronić linii Niemna przed sowiecką partyzantką.  Dopiero w ostatniej chwili batalion rusza na Wilno, pozostawiając zresztą nad Niemnem patrole dla ochronny miejscowej ludności. W efekcie w walkach o miasto, oddalone o przeszło 100 kilometrów na północ, jednostka udziału nie bierze.
W momencie, gdy „Ragnerowcy” pod Wilno dotarli, było już po bojach z Niemcami. W przeszło tydzień po wyzwoleniu Wilna, NKWD aresztuje większość oficerów sztabów obu okręgów AK.

Zygmunt Olechnowicz ps. „Zygma” – część 2>
Strona główna>