Problemem jest brak świadków tamtych wydarzeń. Jednak i tak relacje ludzi, do których udało się dotrzeć, były niesamowite. W tartaku, gdy piłowano drzewa ścięte na uroczysku, to tylko iskry leciały, tyle w nich było kul i odłamków – mówi Mirosław Barczyński, historyk z Muzeum Południowego Podlasia.
Przyszło NKWD
W 1944 roku w Kąkolewnicy stacjonował najpierw sztab marszałka Rokossowskiego, a po nim sztab II armii LWP z generałem Świerczewskim na czele. Z tym pierwszym przyszło NKWD, z drugim Informacja Wojskowa LWP. I właśnie te dwie formacje obarcza się odpowiedzialnością za zbrodnie dokonane w Kąkolewnicy.
Wojsko wysiedliło północną i południową część wsi oraz częściowo także wschodnią. Z relacji świadków wynika, że ludzi wyrzucano bez dobytku, nie pozwalając niczego zabrać. W chatach rozlokowało się wojsko. Wszelkie spichlerze, komórki i piwnice wykorzystano do więzienia ludzi: żołnierzy Armii Krajowej, dezerterów z LWP, często siłą do niego wcielonych, a także ludności cywilnej. Mordowano ich na miejscu bądź przewożono do oddalonego o 3 km od Kąkolewnicy lasu Baran.
Szukali kości
Rozmiarów ludobójstwa dokonanego w Kąkolewnicy do dziś nie zdołano oszacować. Zamiar rozwikłania ponurej tajemnicy w oparciu o ekshumację i materiał dokumentalny, a także na podstawie relacji miejscowej ludności, powstał już w 1980 roku, jednak jego realizację przekreślił stan wojenny. Częściową ekshumację udało się przeprowadzić dopiero w kwietniu 1990 roku, dzięki staraniom m.in. Mirosława Barczyńskiego oraz Jana Kołkowicza, historyka i publicysty związanego z ruchem niepodległościowym.
– Wyrywkowo, z dwóch dołów rozkopanych przez wojsko w czasie trzydniowych prac, wydobyto zaledwie 16 szkieletów, co miało raczej wymiar symboliczny – wspomina Kołkowicz. – Przekopanie całego uroczyska, liczącego kilkanaście hektarów, było praktycznie niemożliwe, zważywszy czas i środki techniczne jakimi dysponowano. Zastosowanie echosondy do prac wykrywkowych okazało się mało przydatne. Natomiast badanie metodą podczerwieni, przy pomocy zdjęć lotniczych nocą, chociaż skuteczniejsze, było zbyt kosztowne.
Zwyrodnialcy
IPN, który prowadził śledztwo w sprawie zbrodni na uroczysku Baran, przesłuchał 110 świadków. Z ich zeznań wynika, że w czasie stacjonowania w Kąkolewnicy sztabu II Armii LWP, okoliczny las Baran był strzeżony przez uzbrojonych żołnierzy. Osoby cywilne miały zakaz wstępu na ten teren. Skazanych dowożono ciężarówkami po zapadnięciu zmroku. Nocami świadkowie słyszeli odgłosy strzałów. Stwierdzono, iż po zakopaniu zwłok teren wyrównywano, a następnie starano się zamaskować miejsca zbrodni nasadzając mech i sadzonki drzew.
Przerażający jest opis tego, co odkryto podczas ekshumacji w 1990 roku. Ofiary miały ręce i nogi związane kablem i drutem. W chwili zgonu połamane kości ramion, żeber i podudzi. Na czaszkach widniały obrażenia postrzałowe. Otwory wlotowe pocisków znajdowały się w części tylnej lub bocznej. Część ekshumowanych czaszek posiadała ponadto ślady urazów mechanicznych, zadanych z dużą siłą narzędziami tępymi i twardymi. W jednym przypadku na ekshumowanych kościach czaszki nie stwierdzono obrażeń postrzałowych, były one natomiast ”rozfragmentowane” na skutek zadanych z dużą siłą uderzeń.
Jeden z zamordowanych mężczyzn w wieku około 40 lat, został zastrzelony w chwili, gdy znajdował się już na dnie wykopanego dołu. Leżał na prawym boku, ręce miał skrępowane w okolicy nadgarstków, na plecach. Otwór wlotowy pocisku zlokalizowany był w okolicy ciemieniowej lewej. Pod czaszką, na dnie dołu, odnaleziono dowodowy pocisk. W oparciu o wydobyte w toku ekshumacji dowody stwierdzono, że ofiarami mordu byli żołnierze AK.
Śledztwo zawieszone
Dwa lata temu prokurator Leszek Furman z IPN zarządził na uroczysku drugą ekshumację. Jednak tym razem nie udało się natrafić na ludzkie szczątki. – W przypadku lasu Baran liczbę ofiar szacuje się od 700 do 1200. Spędziłem w tym lesie pół roku, i mogę jedynie powiedzieć, że on tak łatwo swojej tajemnicy nie odda – stwierdza Barczyński.
Prokurator Furman zapewnia, że śledztwo zostanie natychmiast wznowione, jeżeli uda się natrafić na dokumenty lub relacje wskazujące konkretne miejsca zbiorowych mogił. – Będę przeglądał archiwa, także te wytworzone przez Urząd Bezpieczeństwa i Służbę Bezpieczeństwa, bo one monitorowały różnego rodzaju postawy i zachowania ludzi, którzy próbowali w lesie Baran np. stawiać krzyże. Może uda się natrafić na informacje dotyczące miejsc, w których natrafiono na ludzkie kości. Jeżeli będą konkretne wskazania, to na pewno do lasu Baran powrócimy – stwierdza prokurator.
Anglojęzyczna wersja tekstu (na stronie www.doomedsoldiers.com):
Kakolewnica – "Little Katyn" Near Radzyn Podlaski. The Secret of the Kakolewnica Forest>
Zdjęcia dotyczące walki ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego"

Magazyn broni grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" odkryty przez funkcjonariuszy PUBP we Włodawie 16.04.1948 r. – Wołoskowola, pow. Włodawa.

Zabity przez funkcjonariuszy PUBP we Włodawie żołnierz grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" i Stanisława Kuchcewicza "Wiktora" – Ignacy Zalewski ps. "Lin" – fot. 12 II 1951 r.
Zdjęcie wykonane 6 X 1951 r. na dziedzińcu PUBP we Włodawie. Zabici przez grupę operacyjną UB-KBW w Zbereżu nad Bugiem pow. Włodawa (od lewej) Stanisław Torbicz "Kazik", Edward Taraszkiewicz "Żelazny"; między nimi siedzi ujęty Stanisław Marciniak "Niewinny", stracony razem z Józefem Domańskim "Łukaszem" na Zamku w Lublinie 12 I 1953 r.

Zabity przez grupę operacyjną UB-KBW w Zbereżu nad Bugiem pow. Włodawa ppor. Edward Taraszkiewicz "Żelazny" – fotografia wykonana 6 X 1951 r. na dziedzińcu PUBP we Włodawie.
Działalność V i VI Brygady Wileńskiej AK 1944-1952 – część 1
V Wileńska Brygada AK [zwana również "Brygadą Śmierci"] dowodzona przez mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszkę" była jednym z najbitniejszych oddziałów partyzanckich Wileńskiego Okręgu AK. W okresie okupacji niemieckiej działała w wyjątkowo trudnych warunkach, mając przeciwko sobie zarówno Niemców, jak i partyzantkę sowiecką, zwalczającą Armię Krajową. Brygada walcząc z dwoma wrogami odnosiła znaczne sukcesy bojowe.
Po lipcu 1944 [akcja "Burza"] część żołnierzy V Brygady zdołała przedostać się za "linię Curzona", na teren tzw. "Polski lubelskiej", gdzie pod rozkazami mjr. "Łupaszki" kontynuowała działalność niepodległościową jeszcze przez wiele lat po wojnie. Powojenny etap działalności V Brygady można podzielić na kilka wyraźnych podokresów: okres "białostocki" [1945], okres "pomorsko-mazurski" [1946], okres "podlaski" [1946-1949, ciągnący się w szczątkowej formie do 1952]. Ten ostatni dotyczy zwłaszcza wyłonionej z dawnej V Brygady nowej jednostki partyzanckiej, która otrzymała nazwę VI Brygady Wileńskiej. Chodzi tu o podlegający mjr. "Łupszce" oddział partyzancki dowodzony przez ppor. Lucjana Minkiewicza "Wiktora", a następnie przez por./kpt. Władysława Łukasiuka "Młota", bodaj najsłynniejszego partyzanta na Podlasiu.
V Brygada Wileńska AK mjr Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki"
W 1945 oddziały mjr. "Łupaszki" podporządkowane były Komendzie Białostockiego Okręgu AK [występującego po formalnym rozwiązaniu AK jako Armia Krajowa Obywateli lub Obywatelska Armia Krajowa]. Od jesieni 1945 "Łupaszka" podlegał eksterytorialnemu Wileńskiemu Okręgowi AK [przeniesionemu na teren "Polski lubelskiej"], który został następnie przekształcony w Ośrodek Mobilizacyjny Wileńskiego Okręgu AK. Struktura ta miała bezpośredni kontakt ze sztabem Naczelnego Wodza w Londynie i aczkolwiek współdziałała ze Zrzeszeniem WiN, była niezależnym od niego ośrodkiem konspiracyjnym i bojowym.
Działalność oddziałów partyzanckich V i VI Brygady Wileńskiej w okresie powojennym stała się swego rodzaju fenomenem w historii walk podziemia antykomunistycznego w Polsce. Większość działań powojennej partyzantki, niekiedy prowadzonych z wielką determinacja, miała właściwie charakter lokalny. Natomiast oddziały podległe mjr. "Łupaszce", a później kpt. "Młotowi", charakteryzował rzadko spotykany rozmach działania.
Swoją działalnością objęły one znaczne obszary Polski północnej i północno-wschodniej. W różnych okresach operowały na terenach od woj. zachodniopomorskiego, przez woj. gdańskie, bydgoskie, olsztyńskie, warszawskie, białostockie i lubelskie, aż po wschodnią granicę Polski. Patrole dyspozycyjne mjr. "Łupaszki" sięgały nawet w swych wypadach do woj. wrocławskiego.
Istotną cechą antykomunistycznej działalności V i VI Brygady Wileńskiej była jej konsekwencja. Pomimo akcji "rozładowywania lasów" prowadzonej przez poakowskie ośrodki dowódcze [DSZ, WiN] oraz dwóch amnestii ogłoszonych przez MBP, działalność ta trwała nieprzerwanie do lat 1948-1949, a w szczątkowej formie do 1952. Można sądzić, że na fakt owej konsekwencji duży wpływ miał skład osobowy oddziałów dowodzonych przez mjr. "Łupaszkę" i kpt. "Młota". Żołnierze AK z Wileńszczyzny, służący pod ich rozkazami, niejednokrotnie już się przekonali, czego można się spodziewać po systemie komunistycznym. Także wśród żołnierzy pochodzących z Podlasia przeważał element nie tylko ofiarny i patriotyczny, ale i nie mający złudzeń, co do przyszłości Polski pod rządami komunistów. Zapewne na długotrwałość i skuteczność działalności "Łupaszki" i "Młota" miała też wpływ "jakość materiału ludzkiego" jakim dysponowali. Na 300 ludzi, jacy przewinęli się w 1945 przez szeregi V Brygady, aż 157 pochodziło zza "linii Curzona", a 63 z Podlasia białostockiego. Na 180 żołnierzy, których akta zgromadziło MBP – 145 było chłopami, 24 robotnikami, zaś 11 należało do inteligencji. Brygada miała charakter wileński, kresowy. Nie bez znaczenia była także osobowość mjr. "Łupaszki" i kpt. "Młota", dowódców potrafiących silnie oddziaływać na żołnierzy i cieszących się wśród nich wielkim autorytetem.
Bezpośrednio po przejściu na Białostocczyznę w lipcu i sierpniu 1944 rtm./mjr "Łupaszka" nawiązał kontakt z Komendą tamtejszego Okręgu AK i w uzgodnieniu z nią przystąpił do organizowania kadrowego oddziału partyzanckiego V Brygady Wileńskiej, złożonego z rozbitków z wileńskich i nowogródzkich oddziałów AK. Oddział ten przeszedł za "linię Curzona" i w okresie wrzesień-listopad 1944 operował po sowieckiej stronie granicy w Puszczy Świsłockiej i Różańskiej. Choć nastawiony był na przetrwanie, stoczył szereg potyczek z jednostkami NKWD. Nie mogąc utrzymać się na terenie powiatu wołkowyskiego, powrócił w bialskopodlaskie, gdzie okresowo został zamelinowany na konspiracyjnych kwaterach terenowej sieci AK. Ponownie wyszedł w pole 5 kwietnia 1945 na rozkaz Komendy Białostockiego Okręgu AK-AKO. Bardzo szybko został rozbudowany do stanu brygady partyzanckiej liczącej ponad 250 żołnierzy, zaś mjr "Łupaszka" otrzymał funkcję "dowódcy partyzantki" w Komendzie Białostockiego Okręgu AK-AKO [sprowadzała się ona do dowodzenia V Brygadą, będącą oddziałem dyspozycyjnym K-dy Okr. AK-AKO]. Struktura odtworzonej V Wileńskiej Brygady AK przedstawiała się następująco:
dowódca – mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka",
zastępca – por. Lech L. Beynar "Nowina",
adiutant – por. Jerzy Jezierski "Stefan",
d-ca 1. szwadronu – por. Zygmunt Błażejewicz "Zygmunt",
d-ca 2. szwadronu – ppor. Romuald Rajs "Bury",
d-ca 1. kompanii szturmowej – por. Jan Mazur "Piast",
d-ca 4. szwadronu – por. Marian Pluciński "Mścisław",
d-ca drużyny podoficerskiej – ppor. Jan Zaleski "Zaja".
Brygada operowała głównie na terenie Rejonu "A" Białostockiego Okr. AK-AKO [powiaty wysokomazowiecki i bielskopodlaski]. Okresowo działała także na terenie Obwodów AKO Białystok, Zambrów i Ostów Maz., przechodziła też za Bug na Podlasie lewobrzeżne [głównie na teren powiatów Sokołów Podlaski i Siedlce]. Wykonała kilkadziesiąt udanych akcji bojowych przeciwko siłom NKWD, UB, KBW, MO i LWP. Najbardziej bojową jednostką był 1. szwadron por. "Zygmunta", któremu V Brygada zawdzięcza większość swych sukcesów [zwycięska walka z grupą operacyjną NKWD i KBW w rejonie Majdan-Topiło, likwidacja prokuratury sowieckiej 5. APanc w Brzezinach, rozbicie grupy operacyjnej 2. pułku "kościuszkowskiego" LWP pod Sikorami, zniszczenie grupy operacyjnej NKWD, UB i LWP w Miodusach Pokrzywnych].
W 1945 V Brygada Wileńska opero
wała poszczególnymi szwadronami, kontrolując zazwyczaj teren 1-2 powiatów. Szwadrony zbierały się tylko na zarządzanych okresowo koncentracjach [łącznie było ich dziewięć], lub na czas wykonywania większych operacji bojowych. Na koncentracji koło leśniczówki Stoczek w dn. 7 września 1945 żołnierze mjr. "Łupaszki" zostali poinformowani o demobilizacji V Brygady [akcja DSZ "rozładowywania lasów"].
Z pozostałej w polu grupy 1. szwadronu i resztek grupy kpt. "Młota" powstał nowy oddział, który w lutym 1946 stał się VI Brygadą Wileńską. Operował na Podlasiu – po obu stronach Bugu. Dzielił się na trzy pododdziały kadrowe – zwane szwadronami, którymi dowodzili: sierż. Józef Rybicki "Kukułka", sierż. Walerian Nowacki "Bartosz" i st.sierż. Józef Babicz "Żwirko". Grupą żandarmerii dowodził ppor. Antoni Borowik "Lech". Na ogół stan osobowy VI Brygady nie przekraczał 60-70 żołnierzy.
Z chwilą rozformowania V Brygady Wileńskiej dowódca jej 2. szwadronu ppor. Romuald Rajs "Bury" opuścił szeregi oddziałów poakowskich i przeszedł do NZW, gdzie został szefem PAS Okręgu Białostockiego.

V Brygada Wileńska mjr. "Łupaszki" została odtworzona w kwietniu 1946 w Borach Tucholskich. Wyjście w pole jej pierwszego oddziału kadrowego poprzedziła kilkumiesięczna działalność paru niedużych patroli bojowych. Wykonały one szereg akcji dywersyjnych i ekspropriacyjnych, nie tylko w Trójmieście i na Pomorzu Gdańskim, ale i w rejonach dość odległych – m.in. na banki w Koszalinie i Toruniu, na pociąg pod Białogardem, na instytucje gospodarcze i finansowe, [np. urzędy skarbowe, biura Państwowego Monopolu Spirytusowego] w Olsztynie i innych miastach. Najdalszy wypad przeprowadził patrol sierż. Józefa Bandzo "Jastrzębia", wykonując kilka akcji we Wrocławiu, Wałbrzychu i Kłodzku. Odtworzona V Brygada w 1946 dzieliła się na trzy kadrowe grupy [szwadrony] dowodzone przez ppor. Zdzisława Badochę "Żelaznego" [a po jego śmierci przez ppor. Olgierda Christę "Leszka"], ppor. Henryka Wieliczkę "Lufę" i ppor. Leona Smoleńskiego "Zeusa". Do tego dochodziły dwa patrole dyspozycyjne ppor. Feliksa Salmonowicza "Zagończyka" i sierż. Józefa Bandzo "Jastrzębia".
V Brygada operowała głównie na Pomorzu i na Mazurach. Tylko szwadron "Lufy" dwukrotnie zapuszczał się w białostockie, a szwadron "Żelaznego" w szczecińskie. W okresie "pomorsko-mazurskim" przez oddziały V Brygady przewinęło się łącznie blisko 90 żołnierzy. Rezultaty działalności skromnych sił jakimi w 1946 dysponował mjr. "Łupaszka" były bardzo efektowne. Od grudnia 1945 do listopada 1946 jego oddziały wykonały ok. 170 akcji bojowych [m.in. rozbiły 27 posterunków MO, 3 placówki UBP, 2 sowieckie placówki łączności, wykonały 25 akcji ekspropriacyjnych, stoczyły 14 walk i potyczek z siłami bezpieczeństwa]. Do najbardziej spektakularnych operacji oddziałów V Brygady w tym okresie należy zaliczyć:
– rozbicie 11 maja 1946 grupy operacyjnej KBW i UB pod Bartlem Wielkim pow. Tuchola,
– rozbrojenie 19 maja 1946 siedmiu posterunków MO i jednej placówki UBP w pow. Stargard i Kościerzyna,
– rozbicie 21 maja 1946 placówki UBP i posterunków MO w Bobolicach i Piotrkówku pow. Koszalin oraz Przychylewie pow. Człuchów,
– rozbicie 25 maja 1946 grupy operacyjnej MO pod Podjazdami pow. Kartuzy,
– rozbicie 10 czerwca 1946 grupy operacyjnej MO i UB pod Tulicami,
– zasadzkę 23 czerwca 1946 pod Czarnym Piecem pow. Ostróda,
– rozbrojenie 28 października 1946 posterunków MO w Rozogach i Lipowcu,
– rozbicie 28 października 1946 grupy operacyjnej MO i UB na drodze Wielbark-Jedwabno pow. Szczytno.
W listopadzie 1946 szwadrony "Leszka" i "Zeusa" zostały zdemobilizowane i nie zebrały się już ponownie. Jedynie pozostałości szwadronu "Lufy" zostały w marcu 1947 włączone do VI Brygady Wileńskiej na Podlasiu.
Mjr "Łupaszka" oraz wachm. Wacław Beynar "Orszak" [z lewej]. Wachm. "Orszak", żołnierz V Brygady Wileńskiej od jesieni 1943. W latach 1945-48 kurier mjr. "Łupaszki". Aresztowany przez UB 24 lipca 1948 w Gdyni, skazany na karę śmierci zamienioną na 15 lat więzienia.
Szwadrony V Brygady wykazywały ogromną ruchliwość i operatywność, przemieszczając się po rozległych rejonach Polski północnej. O ile oddział "Młota" [VI Brygada] posiadał mocne oparcie w siatce terenowej WiN na Podlasiu, to oddziały V Brygady były zdane wyłącznie na własne siły. W grę wchodziły pojedyncze punkty oparcia, m.in. opanowane przez wileńskich AK-owców struktury Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. Wyjątkiem był tu szwadron "Żelaznego", który miał zaplecze w Bobolicach w postaci wołkowyskiej grupy BOA [Bojowy Oddział Armii] dowodzonej przez ppor. Stefana Pabisia "Stefana". Przeszła ona jesienią 1945 z bronią w ręku z terenu włączonego do ZSRR, zdemobilizowała się, po czym jej żołnierze za pośrednictwem PUR osiedlili się w Bobolicach kontynuując działalność niepodległościową. Latem 1946 w skład V Brygady Wileńskiej weszła również nieduża lokalna grupa partyzancka dowodzona przez pchor. Władysława Helińskiego "Małego", walcząca pod kryptonimem "Tartak" [jej kontakty ułatwiły szwadronom "Leszka" i "Zeusa" trwanie w terenie w końcowym okresie działalności].
Poza tymi nielicznymi punktami oparcia szwadrony V Brygady na Pomorzu i Mazurach mogły liczyć tylko na prywatne kontakty, m.in. wśród repatriantów z Kresów, oraz na ogólną życzliwość społeczeństwa.
Prawdopodobnie rok 1948. VI Brygada Wileńska AK. Spotkanie żołnierzy kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" i Władysława Łukasiuka "Młota". Na pierwszym planie kpt. "Młot".
Działalność V i VI Brygady Wileńskiej AK 1944-1952 – część 2
Szwadrony V Brygady …
Szwadrony V Brygady Wileńskiej stworzyły w 1946 zupełnie nową taktykę działania, nie spotykaną w innych oddziałach partyzantki powojennej [ich doświadczenia były wykorzystywane także przez niektóre pododdziały VI Brygady na Podlasiu]. Nie wiązały się na dłużej z jakimś terenem, nie miały stałych baz. Działały jako grupy lotne, stale zmieniając miejsce postoju. Wykorzystując zdobyczne samochody pokonywały w krótkim czasie nawet znaczne odległości – po kilkaset kilometrów. Działały grupami liczącymi 15-30 ludzi, których całe zaopatrzenie mieściło się w chlebakach. Braki w amunicji, prowiancie i wyposażeniu uzupełniano w akcjach bojowych. W podobny sposób działały na Podlasiu pododdziały VI Brygady w latach 1947-1948, z tym jednak, że "Młot" posiadał silne oparcie w terenie.
Podlasie, jesień 1947. Żołnierze 2. szwadronu VI Brygady Wileńskiej AK
Po rozpadzie struktur WiN w wyniku amnestii z lutego 1947 VI Brygada Wileńska por. "Młota" stała się jednym z najgroźniejszych oddziałów antykomunistycznych w skali całej Polski. Operacjami przeciw niej kierował specjalny sztab MBP i KBW. Do zwalczania oddziału "Młota" rzucono olbrzymie siły KBW, UB, LWP i MO. Tymczasem por. "Młot" rozbudował własne zaplecze w oparciu o pozostałości dawnej siatki WiN [w pow. sokołowskim rezerwami VI Brygady dowodził por. Józef Małczuk "Brzask", zaś w pow. bielskopodlaskim plut. Eugeniusz Korzeniewski "Ryg"]. Zwierzchnictwo "Młota" uznał także por. Kazimierz Kamieński "Huzar", słynny partyzant AK-AKO-WiN z pow. wysokomazowieckiego. W ciągu 1947 ponownie odbudował on swój oddział, zdekompletowany przez amnestię. Na terenie pow. sokołowskiego podlegał "Młotowi" lotny patrol Kazimierza Wyrozębskiego "Sokolika". Spośród ponad 600 partyzantów VI Brygady i żołnierzy wspierającej jej siatki terenowej, jacy znaleźli się w ewidencji MBP, 83% to chłopi, 9% robotnicy, a 8% należało do inteligencji i "drobnomieszczaństwa". Według tych samych danych w oddziałach "Młota" znajdowało się tylko 6% analfabetów.
Do najpoważniejszych działań VI Brygady Wileńskiej w 1946 należy zaliczyć kwietniowe walki z UB i KBW pod m. Korabie-Antonie i Śliwowem [wspólnie z oddziałami NZW], lipcowy wypad na miasteczko Łosice zakończony bojem z jednostkami NKWD i LWP [wspólnie z oddziałem WiN "Korwina"], walkę z UB pod Księżopolem w sierpniu 1946, wypad na Łapy w listopadzie oraz likwidację grupy pracowników UBP oddelegowanych do fałszowania wyborów w pow. sokołowskim w grudniu 1946 [sprawa tzw. "robotników z Chodakowa"]. Ciekawym epizodem w działalności VI Brygady był daleki wypad niewielkiego patrolu por. Henryka Mieczkowskiego "Tygrysa" zimą 1946/47 spod Bociek [pow. bialskopodlaski] na teren Warmii i Mazur [rozbito 4 posterunki MO, 1 zaatakowano bez pozytywnego rezultatu, wykonano kilka zasadzek, w których zlikwidowano kilku funkcjonariuszy UB, MO i ich współpracowników]. Spośród ważniejszych akcji w 1947 należy odnotować: zimowe walki z grupami operacyjnymi pod wsiami Kiełpiniec, Wólka Okrąglik i Tosie, rozbrojenie garnizonu KBW ochraniającego most na Bugu we Fronołowie, posterunków MO w Briańsku i Klukowie, wypad 2 czerwca na Wisznice i Rossosz zakończony walką pod Utrówką, akcję 13 czerwca na eskortowany przez MO ambulans pocztowy pod Stawiskami, rozbicie grupy operacyjnej KBW 26 czerwca pod Krynicami, wypady na pociągi na stacjach Dziewule i Sosnowica 29 lipca i 7 sierpnia, opanowanie miasteczka Stoczek 25 września i rozbrojenie miejscowej milicji, walki pod Łapami w dniach 23-24 grudnia.
Podlasie, 28 kwietnia 1946. Rozbita i wzięta do niewoli przez VI Brygadę Wileńską AK i III Brygadę NZW grupa operacyjna UB-MO
W 1948 do walki z oddziałami kpt. "Młota" komuniści rzucili znaczne siły.
W początkowej fazie tzw. „Operacji Z” wzięło udział ok. 2000 żołnierzy KBW i funkcjonariuszy UB. W walkach polegli "Lech" [7.V.1948 pod wsią Ogrodniki], "Bartosz" [3.VII.1948 pod Krawcami] i "Sololnik" [5.VII.1948 w Chondzyniu]. Kpt. "Młot" zdołał z garstką podkomendnych przedrzeć się na prawy brzeg Bugu, gdzie przez kilka miesięcy "chodził" wraz z oddziałem "Huzara". Zimę 1948/49 spędził w leśnych bunkrach w Lesie Rudzkim [pow. Bielsk Podlaski]. Tam też dopadła go niespodziewana śmierć w dniu 27 czerwca 1949.
Mjr "Łupaszka" aresztowany 30 czerwca 1948, został skazany na karę śmierci 2 listopada 1950 i zamordowany w więzieniu MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie w dniu 8 lutego 1951. Wraz z nim w więzieniu zginęli: ppłk Antoni Olechnowicz "Podhorecki", ppor. Lucjan Minkiewicz "Wiktor" i kpt. Henryk Borowski "Trzmiel". Zginęła też większość kadry oficerskiej V Brygady – z ośmiu dowódców i zastępców dowódców szwadronów z 1945 przeżyło tylko dwóch. Środowisko wileńskich żołnierzy AK dotknęły masowe aresztowania będące realizacją prowadzonej przez UB Operacji "X".

Kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar"
Po śmierci kpt. "Młota" w czerwcu 1949 dowództwo nad jego żołnierzami znajdującymi się nadal w polu objął kpt. "Huzar". Jego oddział kontynuował tradycję VI Brygady Wileńskiej i przejął jej nazwę. Ze stosunkowo nielicznej grupy, wcześniej będącej jedynie silnym patrolem, oddział "Huzara" został rozbudowany do stanu kilkudziesięciu ludzi podzielonych na kilka mniejszych patroli. Prowadziły one głównie działalność z zakresu samoobrony, zwalczając agenturę UB i szczególnie szkodliwych lokalnych przedstawicieli PPR. Początkowo kpt. "Huzar" dowodził osobiście grupą operującą na prawym brzegu Bugu [okresowo wyodrębnił patrol ppor. Witolda Buczaka "Ponurego"], natomiast komendę na grupą z terenu pow. Sokołów Podlaski powierzył ppor. Józefowi Małczukowi "Brzaskowi" [jesienią 1949 z grupy tej wydzielony został patrol plut. Jana Czarnockiego "Huragana"]. Po śmierci ppor. "Brzaska" w walce pod Toczyskami 7 kwietnia 1950 dowództwo patrolu "sokołowskiego" objął plut. Arkadiusz Czapski "Murat". Gdy i on padł w walce z KBW 30 września 1950, kpt. "Huzar" dowództwo nad grupą działającą na lewym brzegu Bugu przekazał st.sierż. Adamowi Ratyńcowi "Lampartowi". Grupa ta dotrwała do 12 maja 1952, kiedy to zniszczona została przez KBW podczas operacji pod Sokolem k. Mielnika. W lecie 1950 siły operujące na prawym brzegu Bugu podzielone zostały na trzy patrole, którymi dowodzili: kpt. "Huzar", ppor. "Ponury" i sierż. Lucjan Niemyjski "Krakus". W styczniu 1951 oddział "prawobrzeżny" podzielony został na patrol "sztabowy" kpt. "Huzara" [do którego dołączył sierż. "Krakus"], patrol ppor. "Ponurego" oraz patrol plut. Eugeniusza Tymińskiego "Rysia" [rozbity 29 maja 1951 w Żochach Nowych].
Podlasie, prawdopodobnie 1950, żołnierze z oddziału kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara", stoją od lewej: sierż. Lucjan Niemyjski "Krakus"
, 22 sierpnia 1952 otoczony przez GrOp UB-KBW popełnił samobójstwo; Józef Brzozowski "Zbir", "Hanka", zginął latem 1952 w walce z KBW; Wacław Zalewski "Zbyszek", zamordowany 11 października 1953; ppor. Witold Buczak "Ponury", zginął w walce z KBW 28 maja 1952; NN "Jurek"; Eugeniusz Welfel "Orzełek", zginął w walce z KBW 30 września 1950.
W lecie 1951 sformowany został nowy patrol dowodzony przez sierż. Kazimierza Parzonkę "Wichurę". Taki stan organizacyjny [patrole: "sztabowy", "Ponurego", "Zygmunta" i "Lamparta"] utrzymał się do wiosny 1952. W wyniku strat ponoszonych w starciach z KBW i UB, we wrześniu 1952 oddział kpt. "Huzara" stopniał do jednego tylko pododdziału – patrolu dowodzonego przez sierż. "Zygmunta". Padł on wraz z kpt. "Huzarem" ofiarą prowokacji MBP – "V Komendy WiN". Pod pozorem "przerzutu za granicę" kpt. "Huzar" wraz z grupą podkomendnych został zwabiony przez prowokatorów – agentów UB – do Warszawy i tam 28 października 1952 aresztowany. Skazany na karę śmierci został zamordowany 24 października 1953 w Białymstoku.
Rezultaty działalności skromnych sił, jakimi w latach 1944-1949 dowodził mjr "Łupaszka" i kpt. "Młot", były zdumiewające. Według niepełnych danych oddziały V i VI Brygady Wileńskiej wykonały około 550 różnych akcji bojowych. Końcowy okres działalności VI Brygady w latach 1950-1952 pod komendą kpt. "Huzara" przyniósł dalszych około 90 akcji, głównie z zakresu samoobrony. W trakcie działań bojowych, a także w wyniku represji i wyroków, zginęło około 160 żołnierzy V i VI Brygady Wileńskiej.
Warto pamiętać, że partyzantka "Łupaszki" prowadzona była w "rycerskim" stylu, co wówczas nie zawsze stanowiło regułę. Nawet dokumenty UBP i KBW podkreślały dyscyplinę panującą w szeregach V i VI Brygady Wileńskiej oraz wybitnie ideowy – "polityczny" – charakter ich działalności. Zwracały też uwagę na zwalczanie przez nie bandytyzmu, stanowiącego prawdziwą plagę niektórych terenów po wojnie.
To dopiero późniejsza propagandowa literatura stworzyła wizerunek "ryżego herszta" i "kulawego watażki", czyli mjr. "Łupaszki" i kpt. "Młota". W rzeczywistości byli to niezłomni patrioci i wybitni dowódcy partyzanccy.
Ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej Ostrobramskiej, własność ppor. Lucjana Minkiewicza "Wiktora". Emblemat ten był bardzo często noszony przez żołnierzy V i VI Brygady Wileńskiej AK. W latach 1944-56 różnego typu ryngrafy, były chętnie używanym przez żołnierzy formacji antykomunistycznych, dodatkowym elementem ich umundurowania.
Biogramy niektórych dowódców szwadronów mjr Łupaszki
Por. Zygmunt Błażejewicz "Zygmunt"
Uczestnik wojny obronnej 1939. Od sierpnia 1943 żołnierz oddz. partyzanckiego por. "Tońka". D-ca plutonu w VI Brygadzie Wileńskiej. Po przedarciu się jesienią 1944 na Białostocczyznę d-ca sekcji egzekucyjnej w Obwodzie AK Bielsk Podlaski. Wykonawca wielu akcji likwidacyjnych K-dy Obw. m.in. w nocy 5/6.I.1945 zlikwidował szefa kontrwywiadu "Smiersz" na pow. Bielsk Podlaski st. lejt. Aleksandra Dokszyna. Za swoją działalność odznaczony KW. Od kwietnia 1945 d-ca 1. szwadr. w odtworzonej w ramach AKO V Brygadzie Wileńskiej. W ciągu kilkumiesięcznej działalności przeprowadził szereg udanych akcji przeciwko siłom NKWD, MO i UB na terenie Podlasia. 28 maja 1945 jego szwadron został otoczony przez GrOp NKWD i KBW w rejonie Majdan-Topiły na terenie Puszczy Białowieskiej. Partyzantom udało się przebić po kilkugodzinnej walce, w której stracili 2 poległych i 4 rannych. Straty komunistów: 15 zabitych i 16 rannych. 7.VII.1945 pod wsią Brzeziny szwadron "Zygmunta" rozbił kolumnę samochodową prokuratury sowieckiej 5. APanc. Dziesięciu 'krasnoarmiejców", w tym pułkownika i trzech kapitanów, rozstrzelano. Do największych bitew szwadronu "Zygmunta" i oddz. "Młota" należy starcie z GrOp NKWD, UB i LWP w lesie pomiędzy wsiami Sikory i Paczuski. W walce zginęło 16 żołnierzy NKWD, ok. 20 zostało rannych. Po przejściu na teren pow. bielskiego oddział [na prośbę ludności] rozbił kolejną GrOp NKWD-LWP we wsi Miodusy. W walce zginęło 18 żołnierzy NKWD [w tym d-ca GrOp, postrach okolicznej ludności, mjr Wasilij Gribko] 11 żołnierzy LWP i 3 funkcjonariuszy UB. Po rozwiązaniu V Brygady Wileńskiej we wrześniu 1945, por. "Zygmunt", zagrożony aresztowaniem wyjechał na Zachód.
Por. Marian Pluciński "Mścisław"
Uczestnik wojny obronnej 1939, następnie w konspiracji ZWZ-AK. Od kwietnia 1944 d-ca plutonu w V Brygadzie Wileńskiej. Po rozwiązaniu brygady przedostał się wraz ze swoim oddziałem na teren Puszczy Augustowskiej, a następnie powrócił na Wileńszczyznę. Do listopada 1944 dowodził oddziałem złożonym z rozbitków brygad wileńskich, operujących na północ od Wilna. Wiosną 1945 przedostał się na teren Białostocczyzny i nawiązał kontakt z mjr. "Łupaszką". Objął dtwo 4. szwadronu w odtwarzanej V Brygadzie Wileńskiej.
Po rozwiązaniu oddziału, w październiku 1945 zaprzestał działalności konspiracyjnej.
Aresztowany przez UB wiosną 1946, kilka tygodni później osądzony i skazany na karę śmierci.
Zamordowany 28 czerwca 1946 w białostockim więzieniu.
Ppor.cz.w. Lucjan Minkiewicz "Wiktor"
Żołnierz VI Brygady Wileńskiej AK. Jesienią 1944 razem z por. Zygmuntem Błażejewiczem "Zygmuntem" przedostał się na Białostocczyznę. Członek sekcji likwidacyjnej "Zygmunta" Obwodu AK Bielsk Podlaski. Od kwietnia 1945 z-ca d-cy plutonu w 1. szwadronie odtworzonej V Brygady Wileńskiej. Po rozwiązaniu V Brygady we wrześniu 1945, aż do 19.X.1946 d-ca operującego na Białostocczyźnie i Podlasiu oddz. partyzanckiego, występującego od lutego 1946 jako VI Brygada Wileńska AK. W październiku 1946 podczas koncentracji VI Brygady i części V Brygady w kol. Rogawka gm. Drohiczyn został urlopowany przez mjr. "Łupaszkę", a dowództwo przekazał swojemu z-cy ppor. Władysławowi Łukasiukowi "Młotowi".
Aresztowany przez UB 1 lipca 1948. Sądzony razem z mjr. "Łupaszką", skazany na karę śmierci i zamordowany 8 lutego 1951 na Mokotowie.
Por. Feliks Selmanowicz "Zagończyk".
Uczestnik wojny polsko-bolszewickiej 1920, odznaczony Krzyżem Walecznych Wojsk Litwy Środkowej, oraz Medalem za Wojnę 1918-1920. Dowódca plutonu IV Brygady Wileńskiej AK, internowany w 1944 w Kałudze, skąd zdołał zbiec. W 1946 dowódca patrolu dywersyjnego V Brygady Wileńskiej na Pomorzu. Podczas aresztowania 17 lipca 1946 w Gdańsku zastrzelił trzech funkcjonariuszy UB. Skazany na karę śmierci i zamordowany w piwnicy gdańskiego więzienia 26 sierpnia 1946. Razem z nim zamordowana została Danuta Siedziakówna "Inka".
Anglojęzyczna wersja tekstu znajduje się na stronie The Doomed Soldiers. Polish Underground Soldiers 1944-1963 – The Untold Story
Mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (1910 – 1951) – część 1
mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka"
Zygmunt Szendzielarz urodził się 12 marca 1910 r. w Stryju. Był najmłodszym synem Karola Szendzielarza, urzędnika kolejowego i Eufrozyny z Osieckich. Początkowo uczył się w gimnazjum we Lwowie, a następnie w Stryju. Jako ochotnik wstąpił 14 XI 1931 r. do Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej, którą ukończył 12 VIII 1932 r. w stopniu kaprala podchorążego. Potem zakwalifikował się do Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu (od 1 X 1932 r. do 5 VIII 1934 r.). Służbę wojskową rozpoczął w stopniu podporucznika w 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich w Wilnie jako dowódca plutonu. Prawdopodobnie 19 III 1938 r. otrzymał awans na stopień porucznika, jednocześnie obejmując dowództwo 2. szwadronu. W okresie służby wojskowej por. Z. Szendzielarz brał udział w licznych zawodach konnych, zajmując wysokie miejsca. W dniu 28 I 1939 r. ożenił się z Anną Swolkień. Mieli córkę Basię, która urodziła się 16 XI 1939 r.
Udział w kampanii wrześniowej 1939 r.
Uczestniczył w wojnie obronnej Polski 1939 r. jako dowódca 2. szwadronu w 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich w składzie Wileńskiej Brygady Kawalerii pod dowództwem płk. dypl. Konstantego Druckiego-Lubeckiego. Przeszedł z pułkiem cały szlak bojowy od obrony Piotrkowa Trybunalskiego w dniach 2 – 4 IX poprzez działania osłaniające odwrót 13 DP, 19 DP i 29 DP do przeprawy przez Wisłę w nocy z 9 na 10 IX, po której Wileńska BK przestała się liczyć jako związek taktyczny, a 4. Pułk Ułanów nie stanowił już zwartej siły. Por. Z. Szendzielarz na czele 2. szwadronu dołączył 13 IX do pododdziałów ppłk. Święcickiego, który zbierał rozproszone części Brygady. Następnego dnia podporządkowano je dowódcy kombinowanej Brygady Kawalerii pod dowództwem płk. Adama Zakrzewskiego. Szwadron por. Z. Szendzielarza stoczył wówczas walki na szlaku od Lubartowa do Majdanu Sopockiego, gdzie wszedł następnie w skład GO Kawalerii gen. Władysława Andersa jako pododdział Kresowej Brygady Kawalerii pod dowództwem płk. dypl. Jerzego Grobickiego. Wszystkie te oddziały przebijały się na Węgry. Zostały jednak rozbite przez Niemców 26 IX. Resztki z por. Z. Szendzielarzem dołączyły z kolei do Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, która także szła w kierunku Węgier. Następnego dnia gen. W. Anders – wobec przeważających sił niemieckich i sowieckich – rozwiązał swoje oddziały i nakazał przebijać się małymi grupami na Węgry. Por. Z. Szendzielarz dostał się wówczas do niewoli niemieckiej, z której wkrótce uciekł i przedostał się do Lwowa. Za udział w kampanii wrześniowej 1939 r. został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V klasy.
Początkowa działalność w konspiracji w ramach ZWZ-AK
Po zakończeniu działań wojennych próbował dostać się przez Węgry do Francji do odtwarzanego Wojska Polskiego, ale zamiar ten nie powiódł się. Wobec tego wrócił do Wilna, aby poprzez Litwę wyjechać za granicę. Po kilkakrotnych niepowodzeniach włączył się do pracy konspiracyjnej w Wilnie w ramach ZWZ-AK. Od pocz. 1942 r. do VIII 1943 r. przebywał w majątku rodzinnym swojej żony w Szajkunach. Po tym okresie zaangażował się całkowicie w konspirację. W literaturze przedmiotu istnieją rozbieżności co do momentu rozpoczęcia przez niego działalności konspiracyjnej; podawane są daty: koniec 1939 r., pocz. 1940 r. bądź 1942 r. W konspiracji por. Z. Szendzielarz działał początkowo w strukturach tzw. Kół Pułkowych, jednej z licznych w tym czasie grup konspiracyjnych, przyjmując pseudonim "Łupaszka" (po słynnym zagończyku z okresu walk z bolszewikami w latach 1919-1920 ppłk. Jerzym Dąbrowskim). W dniu 28 XII 1939 r. Koła Pułkowe weszły w skład SZP-ZWZ. Od IX 1940 r. powstał Wileński Pułk Ułanów Śmierci, w którym najprawdopodobniej por. Z. Szendzielarz stanął na czele szwadronu. Pod koniec 1940 r. przeszedł do komórki wywiadu dalekowschodniego, gdzie pracował przez cały 1942 r. Organizował wówczas siatkę wywiadowczą na linii kolejowej Wilno-Podbrodzie-Ryga.
Na czele 5. Wileńskiej Brygady AK

Żołnierze mjr "Łupaszki", Wileńszczyzna 1944
W IV lub V 1943 r. znalazł się w bezpośredniej dyspozycji Komendy Okręgu Wileńskiego AK, która w pod koniec VIII tego roku oddelegowała go na dowódcę do pierwszego oddziału partyzanckiego AK na Wileńszczyźnie dowodzonego wcześniej przez ppor. Antoniego Burzyńskiego ps. "Kmicic". Oddział ten został 26 VIII rozbrojony i częściowo zniszczony przez sowiecką I Wileńską Brygadę im. Woroszyłowa. Na przełomie IX/X 1943 r. oddział por. Z. Szendzielarza liczył już ok. 100 ludzi. Przyjął on nazwę 5. Wileńskiej Brygady AK, zwanej też nieoficjalnie Brygadą Śmierci. Brygada operowała na terenie na płn.-wsch. od Wilna. Prowadziła ona walki zarówno z Niemcami i ich sojusznikami litewskimi, jak też partyzantką radziecką. W I 1944 r. por. Z. Szendzielarz został odznaczony Krzyżem Walecznych przez Komendanta Okręgu, płk. Aleksandra Krzyżanowskiego ps. "Wilk". W dniu 25 I uczestniczył w rozmowach we wsi Swejginie między przedstawicielami Okręgu Wileńskiego AK i niemieckich władz wojskowych. W kolejnych rozmowach w poł. II tego roku por. Z. Szendzielarz już nie brał udziału. Pomimo tego w okresie powojennym niektórzy emigracyjni publicyści (nie mówiąc oczywiście o komunistach w kraju) oskarżali go o kolaborację z Niemcami. Na pocz. IV 1944 r., po odprawie w komendzie Okręgu, został przypadkowo aresztowany u swojej teściowej przez Litwinów, którzy przekazali go władzom niemieckim. Niemcy zaproponowali mu wówczas zaprzestanie walk i wspólną akcję przeciwko sowieckiej partyzantce, a w zamian dostawy uzbrojenia. Por. Z. Szendzielarz odmówił, zasłaniając się brakiem kompetencji do tego typu kontaktów. Został pod koniec IV zwolniony najprawdopodobniej przez samych Niemców, którzy potraktowali to jako akt dobrej woli wobec komendy Okręgu w celu nawiązania ponownych rozmów. Pod koniec V nastąpiło skoncentrowanie czterech brygad AK w celu utworzenia większych zgrupowań partyzanckich. Brygada "Łupaszki" weszła w skład Zgrupowania nr 2 pod dowództwem mjr. Mieczysława Potockiego ps. "Węgielny". W tym czasie por. Z. Szendzielarz prawdopodobnie otrzymał awans do stopnia rotmistrza. Cała akcja związana była z przygotowaniami do zdobycia Wilna w ramach planowanej operacji pod nazwą "Ostra Brama". Wkrótce rozkazem płk. A. Krzyżanowskiego Brygada "Łupaszki" została przesunięta na inny teren i włączona w skład Zgrupowania nr 1 mjr. Antoniego Olechnowicza ps. "Pohorecki". Na przełomie VI/VII 1944 r. rozpoczęto wykonywanie akcji "Burza", której ostatnim akordem miało być opanowanie Wilna. Ostatecznie Brygada nie wzięła w nim udziału, co spowodowało w późniejszym okresie posądzenie rtm. Z. Szendzielarza o dezercję i zdradę. W literaturze przedmiotu przedstawiane są różne przyczyny tej nieobecności. Jedna z nich mówi, że w I 1944 r. otrzymał on zapewnienie od płk. A. Krzyżanowskiego wycofania jego oddziału z Wileńszczyzny w chwili wkroczenia Armii Czerwonej. Potem jednak zmieniono rozkazy i 5. Brygada trafiła pod koniec V do Zgrupowania nr 1, działającego na płn. od Wilna, a rtm. Z. Szendzielarz zost
ał mianowany niespodziewanie dowódcą świeżo utworzonego Zgrupowania nr 5, które miało atakować Wilno od zach. W rezultacie jego Brygada nie zdążyła na czas dotrzeć do obszaru wyjściowego, dzięki czemu jednak uniknęła rozbrojenia i internowania przez Sowietów.
Koniec działalności 5. Brygady AK
Dla zmylenia władz sowieckich rtm. Z. Szendzielarz zmienił nazwę swojej Brygady na "Brygada Warszawska", a sam przyjął nowy pseudonim "Żelazny". Pod koniec VII 1944 r. Brygada, manewrując między oddziałami niemieckimi i sowieckimi, przeszła w lasy Puszczy Grodzieńskiej. Tutaj została otoczona przez Sowietów. Rtm. Z. Szendzielarz rozkazał rozformować oddział, a żołnierzom wrócić do domu lub przebijać się małymi grupami na zachód, do Lasów Augustowskich. Drugi wariant wybrała większość oficerów z dowódcą na czele. Formalne rozwiązanie 5. Wileńskiej Brygady AK nastąpiło 23 VII 1944 r. w okolicy wsi Porzecze w Puszczy Grodzieńskiej.
V Wileńska Brygada AK w marszu, pierwszy od lewej mjr "Łupaszka"
Mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (1910 – 1951) – część 2>
Mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (1910 – 1951) – część 2
Rok 1945. Kadra V Brygady Wileńskiej AK. Stoją od lewej: ppor.cz.w. Henryk Wieliczko "Lufa", zamordowany 14 marca 1949 na zamku lubelskim, Por. Marian Pluciński "Mścisław", zamordowany 28 czerwca 1946 w białostockim więzieniu, mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", zamordowany 8 lutego 1951 na Mokotowie, wachm. Jerzy Lejkowski "Szpagat", ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny", poległ w walce z UB 26 czerwca 1946 koło Sztumu. Rtm. Z. Szendzielarz z resztkami Brygady podporządkował się 20 IX 1944 r. komendantowi Okręgu Białostockiego AK ppłk. Władysławowi Liniarskiemu ps. "Mścisław". Ten nakazał "Łupaszce" trwać w Puszczy Białowieskiej i organizować kadrowy oddział z rozbitków z nowogródzkich i wileńskich oddziałów AK. Na pocz. XI 1944 r. do oddziału dołączył m.in. oficer BiP Okręgu Wileńskiego AK ppor. Lech Beynar ps. "Nowina", późniejszy znany publicysta i historyk, piszący pod pseudonimem literackim "Paweł Jasienica". W dniu 10 XI rtm. Z. Szendzielarz został awansowany przez ppłk. W. Liniarskiego do stopnia majora. Zimę przetrwał wraz z oddziałem na terenie Obwodu AK Bielsk Podlaski. Na przełomie I/II 1945 r. ppłk. W. Liniarski mianował "Łupaszkę" komendantem partyzantki Okręgu Białostockiego AKO, a 5. Wileńska Brygada stała się oddziałem dyspozycyjnym Komendy AKO. Na pocz. IV tego roku nastąpiła mobilizacja Brygady w okolicy wsi Oleksin w pow. Bielsk Podlaski. Odtąd prowadzono walki z regularnymi oddziałami Armii Czerwonej i LWP, KBW, NKWD oraz grupami UB i MO. Szczególnie wagę zwracano na likwidację agentów komunistycznych i członków PPR, którzy byli uważani za zdrajców. W poł. V 1945 r. Brygada liczyła ok. 200 ludzi i składała się z pięciu pododdziałów: trzech szwadronów, kompanii szturmowej i drużyny podoficerskiej. Na pocz. IX mjr Z. Szendzielarz otrzymał rozkaz rozformowania swojego oddziału, liczącego wówczas ok. 300 partyzantów. Natomiast on sam podjął decyzję prowadzenia dalszej walki z komunistami.
Wznowienie działalności na Pomorzu
W poł. IX dotarł on do Gdańska, gdzie zainstalował się ostatni komendant Okręgu Wileńskiego AK-DSZ ppłk Antoni Olechnowicz ps. "Pohorecki". Do spotkania z nim doszło pod koniec X lub na pocz. XI 1945 r. Mjr Z. Szendzielarz otrzymał zadania propagandowe, które nie do końca mu odpowiadały. W celu zdobywania na nie środków finansowych uzyskał zgodę na utrzymywanie kilkuosobowych grup zbrojnych (tzw. patroli dywersyjnych). Natomiast istnienie większych oddziałów partyzanckich zostało zakazane. Patrole dywersyjne rozpoczęły swoją działalność od poł. I 1946 r. W tym czasie "Łupaszko" podjął także akcję propagandową, która polegała na redagowaniu, powielaniu i rozprowadzaniu ulotek o treści antykomunistycznej.
Fragment ulotki z marca 1946 roku autorstwa mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki":
"… Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich[…] My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie maga powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków Domagających się wolności i sprawiedliwości."
V Brygada wileńska AK mjr Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki"
W II poł. I na kolejnym spotkaniu z ppłk. A. Olechnowiczem "Łupaszko" uzyskał zgodę na utworzenie większego oddziału bojowego. Rozkazem nr 1 z 26 II powołał on do życia 6. Brygadę Wileńską (rejon działalności – Białostockie i Podlasie), natomiast rozkazem nr 2 z 14 IV odtworzył 5. Wileńską Brygadę pod swoim dowództwem, mającą działać na obszarze Pomorza oraz Warmii i Mazur. Na pocz. V liczyła ona ok. 70 ludzi i była podzielona na trzy szwadrony (dowódcy: ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny", ppor. Henryk Wieliczko ps. "Lufa" i ppor. Leon Smoleński ps. "Zeus") oraz patrol żandarmerii. Na pocz. VI został utworzony kolejny szwadron. W ciągu 1946 r. stan ilościowy 5. Brygady nie przekraczał liczby 80 partyzantów.
Połączenie się z 6. Brygadą
W poł. VIII – wobec coraz silniejszego nasycenia terenu siłami komunistycznymi – mjr Z. Szendzielarz podjął decyzję przejścia w Białostockie i połączenia się z 6. Brygadą, co nastąpiło do poł. X i tylko siłami szwadronu "Lufy". Natomiast pozostałe dwa szwadrony pozostały na miejscu i rozformowały się w poł. XI 1946 r. Najprawdopodobniej w XII mjr Z. Szendzielarz otrzymał od ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza list, w którym ten nakłaniał "Łupaszkę" do rozwiązania oddziałów, a w zamian obiecywał możliwość swobodnego opuszczenia Polski. Ponowne próby kontaktu ze strony UB miały także miejsce w III i IV 1947 r. Na pocz. 1947 r. – wobec zbliżania się terminu wyborów do Sejmu – szwadrony "Łupaszki" zostały zepchnięte do defensywy, odgryzając się tylko od czasu do czasu. Pod koniec III nastąpiła koncentracja oddziałów Brygady, podczas której mjr Z. Szendzielarz zwolnił część swoich podkomendnych. Sam natomiast był ciągle gorącym zwolennikiem dalszego prowadzenia walki przeciw komunistom. Stan Brygady zmalał do ok. 40 ludzi. Ostatecznie po rozmowach z niektórymi byłymi podkomendnymi, m.in. z L. Beynarem (P. Jasienicą), "Łupaszko" zaprzestał czynnej walki zbrojnej i postanowił powrócić do cywilnego życia.
na pierwszym planie mjr "Łupaszka"
Próba powrotu do cywilnego życia
Pod koniec IV 1947 r. udał się na Śląsk, gdzie zamieszkał w miejscowości Królowa w pow. Głubczyce. Dowództwo polowe nad 6. Brygadą przekazał ppor. Władysławowi Łukasikowi ps. "Młot". Sobie pozostawił natomiast ogólną komendę. W poł. V przybył do niego ppłk A. Olechnowicz z rozkazem rozwiązania 6. Brygady. "Łupaszko" nie podjął jednak żadnych konkretnych działań. Wkrótce przeniósł się do Zakopanego wobec zagrożenia aresztowaniem. Przez cały czas utrzymywał przez łączników kontakt z 6. Brygadą. Przekazywał "Młotowi" ogólne wytyczne dot. dalszej działalności bojowej oraz informował o sytuacji w kraju i rozkazach płynących z komendy Okręgu Wileńskiego AK. W ciągu VI 1948 r. UB rozpracował i rozbił Okręg Wileński AK. W rezultacie 30 czerwca 1948 r. w Osielcu pod Zakopanem został aresztowany mjr Zygmunt Szendzielarz.
Epilog
Natychmiast po aresztowaniu "Łupaszko" został przewieziony do Warszawy i osadzony w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej. Przebywał w nim 2,5 roku, do 8 II 1951 r. W dniu 23 X 1950 r. rozpoczął się proces b. członków Okręgu Wileńskiego AK, w którym oskarżonymi byli: ppłk A. Olechnowicz, kpt. Henryk Borowski ps. &qu
ot;Trzmiel", mjr Z. Szendzielarz, ppor. Lucjan Minkiewicz ps. "Wiktor", Lidia Lwow ps. "Lala" i Wanda Minkiewicz ps. "Danka". Wszyscy, oprócz kobiet, dostali wyroki śmierci.
Wykonanie wyroku na Zygmuncie Szendzielarzu ps. „Łupaszka” wyznaczono na 8 lutego 1951 roku. 55 lat temu około 19.30 wyprowadzono go z celi. Pod celą straceń zorientował się, że dziś nie będzie sam. Obok stali jego wierni towarzysze broni: jego podkomendny z IV i V Brygady Wileńskiej 32-letni podporucznik Lucjan Minkiewicz ps. Wiktor i jego dowódca, ostatni komendant Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej, który doprowadził do udanej akcji ewakuacyjnej okręgu na tereny Polski Centralnej 50-letni podpułkownik Antoni Olechnowicz ps. Podhorecki. Pierwszego wzięli „Wiktora”. Była godzina 19.55. Skrzypnięcie drzwi, przytłumione odgłosy odczytywania sentencji wyroku i głuchy strzał.
Potem wzięli „Podhoreckiego”. Ostatnie spojrzenia. Była 20.05. Głuchy strzał. Teraz wzięli jego, była 20.15. Prokurator podpułkownik Jakub Lubowski (a jeszcze przed czterema laty Chaszesman) odczytał sentencję wyroku Sądu Najwyższego z dnia 29 grudnia 1950 roku i zarządził egzekucję. Kazali mu się pochylić do przodu. Gdy spojrzał w dół, zobaczył schodki, a u ich stopni ciała swoich współtowarzyszy. Drej celował jak zawsze w potylicę. „O godzinie 20 minut 15 w obecności Naczelnika Więzienia Grabickiego Alojzego i lekarza dr Kazimierza Jeziorskiego za pośrednictwem Dowódcy Plutonu Egzekucyjnego Aleksandra Dreja, po odczytaniu sentencji wyroku (…) powyższy wyrok względem Szendzielorza Zygmunta s. Karola i Eufrozyny z d. Osieckiej urodzonego 12 marca 1910 r. w m. Stryj woj. Stanisławów został wykonany przez rozstrzelanie” – czytamy w protokole wykonania wyroku. Po stwierdzeniu zgonu przez lekarza więziennego prokurator ogłosił, że wyrok został wykonany. Zakończono i podpisano protokół.
Tego samego wieczora 8 lutego 1951 roku zamordowano jeszcze Henryka Borowskiego pełniącego funkcje dowódcze w Ośrodku Mobilizacyjnym Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej.
Zwłoki wywieziono nocą na cmentarz na Służewcu, gdzie zakopano wszystkich w jednym dole. Wrzucono majora Łupaszkę bez trumny i bez „Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie…”. Dół zasypano. Jeszcze tylko udeptano miejsce, posypano liśćmi, a może nawet tego nie zrobiono, bo może akurat padał śnieg.
W latach 60. i 70. czasami ktoś zapalał znicz na miejscu jego pochówku, dlatego że ludzie wiedzieli, iż tam UB zakopywał pomordowanych, najlepszych synów naszej Ojczyzny. Zazwyczaj wyglądało to tak: podchodził ktoś, zapalał znicz i szybkim krokiem oddalał się z tego miejsca. Miejsca, w którym nie było nic, znaku krzyża, nawet kopczyka… Miejsce spoczynku majora Szendzielarza nie jest znane do tej pory.
Wykonawca wyroku na Szendzielarzu i pozostałych Aleksander Drej zmarł kilka lat temu w Warszawie. Pobierając do końca emeryturę dla szczególnie zasłużonych, której nie odebrała mu III Rzeczpospolita. Jego rodzina zna jego miejsce pochówku.
Postać mjr. Z. Szendzielarza w okresie powojennym
Publicyści i historycy "komunistyczni" spowodowali swoimi publikacjami zafałszowanie wizerunku "Łupaszki". Generalnie był opisywany jako "krwawy herszt wileńskich bandytów" i imperialistyczny szpieg anglosaski. W propagandzie komunistycznej przedstawiano przede wszystkim jego "napady terrorystyczno-rabunkowe", dokonywane w okresie już powojennym na "bohaterskich" funkcjonariuszach i działaczach komunistycznych. Akcentowali rzekomą brutalność i pastwienie się nad wziętymi do niewoli "Łupaszki" i jego podkomendnych. Nawet jego postać fizyczną przedstawiali w taki sposób, żeby wzbudzić jak największą odrazę. Postać "Łupaszki" wypłynęła również w 1968 r., kiedy podczas tzw. wypadków marcowych, została wykorzystana przez Władysława Gomułkę w oskarżeniach przeciwko Pawłowi Jasienicy – zastępcy mjr. Z. Szendzielarza z okresu białostockiego. Oskarżono go o liczne morderstwa na zlecenie "Łupaszki" na obszarze Białostocczyzny i Podlasia. O mjr. Z. Szendzielarzu wspominał też Józef Światło podczas swoich wystąpień w Radiu Wolna Europa. Poniewieranie pamięci mjr. Z. Szendzielarza trwało przez cały okres tzw. Polski Ludowej. Natomiast prawdziwe informacje o nim i jego żołnierzach zamieszczane były tylko w publikacjach emigracyjnych, np. paryskich "Zeszytach Historycznych", czy "Przeglądzie Kawalerii i Broni Pancernej". Tam też jedynie mogli się wypowiadać byli jego podkomendni. Natomiast 25 VI 1988 r. prezydent Polski na Uchodźstwie w uznaniu wybitnych czynów w czasie wojny nadał mjr. Z. Szendzielarzowi Krzyż Złoty Orderu Virtuti Militari. Dopiero po 1989 r. zaczęły powstawać rzetelne prace historyczne ukazujące postać "Łupaszki" i jego skomplikowane dzieje. Izba Wojskowa Sądu Najwyższego postanowieniami z 10 XII 1993 i 30 IX 1992 stwierdziły nieważność wyroku z 1950, uznając, że skazanie nastąpiło z powodu działalności Zygmunta Szendzielarza na rzecz niepodległego Państwa Polskiego.
Opracowano na podstawie:
Patryk Kozłowski, Jeden z wyklętych Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" 1910-1951, Warszawa, 2004
Krajewski Kazimierz, Łabuszewski Tomasz, "Łupaszka","Młot","Huzar". Działalność 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK 1944 – 1952, Warszawa, 2002
Mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (1910 – 1951) – część 1>
Strona główna>
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (1912 – 1949) – część 1
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (1912 – 1949)
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok", Pamiętnik, 1 V 1949 r.

Kpt. Zdzisław Broński "Uskok"
Urodził się 24 grudnia 1912 r. w Radzicu Starym (gm. Ludwin, pow. lubartowski) w rodzinie chłopskiej, syn Franciszka i Apolonii z d. Warhulskiej. Był trzecim dzieckiem; miał starszych – siostrę i brata oraz młodszą siostrę. Po ukończeniu szkoły powszechnej uczęszczał do gimnazjum w Lublinie, którego nie ukończył. W 1934 r. powołany został do służby wojskowej w 50 pp. we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie ukończył szkołę podoficerską. Do rezerwy został przeniesiony w stopniu plutonowego. Po odbyciu służby wojskowej pracował w gospodarstwie rodziców. Był członkiem miejscowego koła Związku Młodzieży Wiejskiej "Siew".
WOJNA I OKUPACJA
Zmobilizowany 14.08.1939 r., kampanię wrześniową odbył jako d-ca plutonu ckm w 50 pp 27 DP [WP] od Borów Tucholskich aż w okolice Grudziądza, gdzie w połowie września dostał sie do niewoli niemieckiej i osadzony został w stalagu II B w Hammerstein (między Piłą a Szczecinem). Po ucieczce z obozu jenieckiego w październiku 1940 r. powrócił w rodzinne strony.
Za pośrednictwem kolegów z "Siewu" nawiązał kontakt z Polską Organizacją Zbrojną, a po jej scaleniu z Armią Krajową (jesień 1942 r.) został dowódcą placówki AK nr XIV a w Radzicu Starym. Placówka wchodziła w skład I Rejonu w Obwodzie AK Lubartów Inspektoratu AK Lublin i liczyła 82 osoby. Zastępcą Brońskiego był plut. Jan Przypis "Szaruga".
Pod koniec 1943 r. na terenie tej placówki powstał oddział partyzancki Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Oddział liczył ok. 40 żołnierzy, a w okresie akcji "Burza" (lipiec 1944 r.) doszedł do stanu ok. 60. osób. Formalnie oddział zatwierdzony został rozkazem lubelskiego inspektora AK w połowie maja 1944 r. i wszedł w skład odtwarzanej 3 komp. VI baonu 8 ppleg. AK.
W lipcu 1944 r. "Uskok" wraz ze swym oddziałem został przydzielony do 27 Wołyńskiej DP AK i przebił się z nimi w rejon Czemiernik, a następnie podjął samodzielne działania. Stoczył kilka walk z Niemcami, m.in. w rejonie Ludwina (obecnie pow. łęczyński) stoczył potyczkę z pododdziałem Wehrmachtu, w której stracił jednego zabitego i dwu rannych, biorąc do niewoli 7 Niemców.
PO „WYZWOLENIU”
Po okupacji niemieckiej "Uskok" pozostał w podziemiu. Od sierpnia 1944 r. pełnił funkcję zastępcy, a następnie komendanta I rejonu obwodu AK Lubartów. Po przesunięciu w styczniu 1945 r. linii frontu na zachód, zorganizował oddział partyzancki liczący ok. 20 osób i przeprowadził z nim szereg akcji przeciwko funkcjonariuszom MO i UB oraz urzędom. Rozkazem Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj z dnia 1 czerwca 1945 r. awansowany został "Uskok" do stopnia porucznika czasu wojny. Po oficjalnej likwidacji konspiracji poakowskiej (rozwiązanie Delegatury w sierpniu 1945 r.) "Uskok" i jego podkomendni nie skorzystali z zarządzonej przez dowództwo DSZ akcji "rozładowania lasów".
Wcześniej, bo 25.05.1945 r. został mianowany komendantem OPL II w Obwodzie WiN Lubartów krypt. „Leontyna” i tym samym wszystkie oddziały partyzanckie i drużyny dywersyjne działające w obw. lubartowskim WiN zostały podporządkowane jego dowództwu a on sam podlegał bezpośrednio komendantowi OPL w Inspektoracie, mjr cc Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”, który – po nieudanej próbie przejścia do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech – rozpoczął odtwarzanie swego zgrupowania.
O dalszym pozostaniu „Uskoka” i jego żołnierzy w podziemiu, obok czynników natury ideowej, zaważyła też niewiara w możliwość powrotu do normalnego życia wobec represji „ludowej władzy” w stosunku do ludzi podziemia.
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (z prawej), obok mjr.cc Hieronim Dekutowski "Zapora"
ZNOWU W WALCE
Od połowy 1945 r. oddziały „Uskoka” prowadzą ciągłe działania przeciw przedstawicielom komunistycznej władzy.
Z 10 na 11.05.1945 r. w Spiczynie, pow. Lubartów, na zabawie zorganizowanej przez członków PPR z okazji zakończenia wojny, na miejscu rozstrzelano 11 osób (w tym 2 funkcjonariuszy PUBP w Lubartowie, 3 milicjantów, pozostali to członkowie PPR), uprowadzono 3 osoby, które następnie rozstrzelano (w tym wójta gminy Spiczyn).
19.06.1946 r. w Charlężu, pow. Lubartów, oddział podając się za grupę operacyjną UB wezwał miejscowych członków ORMO na zbiórkę „dla walki z bandami”, po zgłoszeniu się 8 ormowców, wszystkich rozstrzelano.
Z 31.10 na 1.11.1946 r. wraz z oddziałem por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” i sierż. Józefa Struga „Ordona” opanował w Łęcznej posterunek MO. Rozstrzelano 11 osób – milicjanta, oraz członków PPR i współpracowników UB.
26.11.1946 r. połączone oddziały „Uskoka”, „Jastrzębia” i „Ordona”, razem ok. 70 ludzi, jadąc do Chełma w celu opanowania magazynów broni KOP-wschód natknęły się w Świerszczowie na grupę operacyjna KBW. Podczas stoczonej bitwy zginęło od kilku do kilkunastu żołnierzy KBW. Oddziały partyzanckie wycofały się tracąc jednego zabitego.
5.12.1946 r., ponownie połączone oddziały „Uskoka”, „Jastrzębia” i „Ordona” przeprowadziły akcję przeciwko skomunizowanej wsi Rozkopaczew, w której zabili jednego ormowca i spalili kilka zabudowań należących do aktywistów partyjnych.
Oddział kpt. "Uskoka" (siedzi – czwarty od prawej) – 1946 r.
„WIKTOR”
Gdy w końcu lata 1947 r. "Zapora" podejmuje dramatyczną próbę przedostania się na Zachód – rozkazem z 12 września mianuje "Uskoka" swoim następcą. Rozkaz ten dawał Brońskiemu zwierzchnictwo nad wszystkimi innymi oddziałami Lubelszczyzny – w praktyce, zdarzały się wypadki nie do końca uzgadnianych, improwizowanych często działań. Podobnie jak "partie" z 1863 roku, również i teraz oddziały powstańcze operowały na oddalonych terenach, co nakładało na dowódców obowiązek samodzielności. I podobnie jak w 1863 roku kontakt z władzami centralnymi był dość luźny.
Dużą autonomią cieszył się walczący we Włodawskiem oddział legendarnych braci Taraszkiewiczów; jeszcze większą – oddział ppor. cz.w. – Stanisława Kuchcewicza "Wiktora".
Ten ostatni dowódca zasługuje na kilka dodatkowych słów wspomnienia.
W okresie okupacji niemieckiej był zastępcą d-cy XIII plutonu, rej. I (Spiczyn) AK, mp. Łęczna. Najprawdopodobniej po
wejściu Sowietów związał się z NSZ, dowodził patrolami Pogotowia Akcji Specjalnej w oddziałach "Zemsty" (ppor. Eugeniusz Walewski, zamordowany po ujawnieniu się – 3 grudnia 1945 r.) i "Boruty" (sierż. Stefan Brzuszek, 17.08.1946 r. popełnił samobójstwo, otoczony przez UB w bunkrze we wsi Kulik,pow.Chełm).
Po śmierci tego ostatniego "Wiktor" podporządkował się "Uskokowi". Pełnił funkcję dowódcy plutonu, a następnie szefa sztabu. Był d-cą patrolu i przez pewien czas zastępcą „Uskoka”. Przeprowadził wiele samodzielnych akcji, jak również we współpracy z oddziałami ppor. cz.w. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” i Józefa Struga „Ordona”. 
kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (z lewej) i Stanisław Kuchcewicz "Wiktor" w bunkrze pod stodołą Lisowskich w Dąbrówce – prawdopodobnie 1948 r.
Głośnym echem odbiły się zwłaszcza dwie spośród jego akcji – zasadzka w lesie pod Sernikami
(1 V 1947 r.) oraz pacyfikacja Puchaczowa (3.07.1947 r.), którą przeprowadził wspólnie z "Żelaznym" i „Ordonem”.
Zasadzka w lesie sernickim bywała przedstawiana przez propagandę jako dokonana przez "bandytów" z WiN masakra niewinnych młodzianków wracających z pierwszomajowego pochodu, z Lubartowa. Przebieg tej akcji do dziś nie został całkowicie wyjaśniony. UB schwytała w okolicy zupełnie przypadkowych ludzi, z których torturami wymusiła zeznania, iż zasadzkę przygotowywał "Uskok", a żołnierzy rozprowadzał jego zastępca "Babinicz" (Zygmunt Libera). W rzeczywistości żaden z tych dwóch dowódców o planowanej akcji nie wiedział. "Wiktor" postanowił ukarać chłostą szczególnie zasłużonych aktywistów ORMO i ZWM; zasadzkę przygotował na drodze, którą mieli powracać z obchodów "święta pracy" z Lubartowa. Prawdopodobnie jednak któryś z nadchodzących ormowców zauważył jakiś podejrzany ruch w lesie koło drogi i po prostu ze strachu wystrzelił. Rozpoczęła się bezładna strzelanina, w wyniku której padło 7 ormowców (niektórzy z nich byli jednocześnie w ZWM). Według innej wersji w wyniku strzelaniny zabitych zostało dwóch ORMO-wców – pozostali próbowali ucieczki, lecz zostali schwytani. Partyzanci wyselekcjonowali pięciu najbardziej gorliwych kolaborantów i wykonali na nich wyroki śmierci, spośród pozostałych – kilku poddano chłoście, kilku innym udzielono ostrzeżeń. Nie była to więc żadna "masakra", a wyrok sądu polowego.
O nocnym ataku na "czerwony" Puchaczów wypada powiedzieć więcej.
O serwilizmie puchaczowian wobec "komuny" wiedziano znacznie wcześniej, choć nikt nie przypuszczał,że osiągnął wymiary zbrodni i że mieszkańcy tej wsi tworzyli komunistyczne grupy egzekucyjne. Wiadomo było, że donoszą – i właśnie donosicielstwo stało się powodem pacyfikacji tej czerwonej wsi.
26 czerwca 1947 r. o godz. 8.00 PUBP w Lublinie otrzymał doniesienie agenturalne, że w zabudowaniach Michała Króla we wsi Turowola, pow. Lublin, kwaterowało 3 partyzantów. Natychmiast zorganizowano grupę operacyjną złożoną z szefa urzędu por. Mikołaja Joszczuka, 2 pracowników i 23 żołnierzy KBW. Grupa dojechała samochodem do Puchaczowa, a następnie przemaszerowała do Turowoli. Grupę podzielono na dwie części, które okrążyły podejrzane zabudowania. Walka trwała ok. 40 minut. Partyzanci korzystając, że w wojskowym erkaemie zabrakło amunicji, ostrzeliwując się, wydostali się ze stodoły i zaczęli się wycofywać. Podczas pościgu wszyscy zostali zabici. Poległ też żołnierz KBW Antoni Zawierucha. GO zdobyła erkaem diegtariew, elkaem niemiecki, automat pepesza, 2 pistolety i skrzynkę amunicji.
Poległymi okazali się być trzej żołnierze patrolu "Wiktora" (Stanisława Kuchcewicza), podległego kpt. Zdzisławowi Brońskiemu "Uskokowi". Byli to: Kazimierz Karpik "Czarny", Józef Król "Maryś", Stanisław Lis "Korzeń"/"Stach".
26 czerwca 1947. Zabici przez grupę operacyjną KBW-UB żołnierze kpt. "Uskoka". O lewej: Józef Król "Maryś", Stanisław Lis "Korzeń" i Kazimierz Karpik "Czarny".
Bezpośrednio po zagładzie swego patrolu, "Wiktor" postanowił ukarać winnych tej tragedii. Dzięki współpracy Bogumiła Korniaka (wkrótce aresztowanego, skazanego na śmierć i straconego), mieszkańca pobliskiego Stefanowa, udało się szybko zidentyfikować sprawców doniesienia. Okazali się nimi być trzej mieszkańcy Puchaczowa.
Zięć Michała Króla (u którego kwaterowali partyzanci) – Momrot – zameldował o ich pobycie partyzantów do trzech mieszkańców Puchaczowa, współpracujących z UB – Henryka Grota, Franciszka Ukalskiego i Władysława Augustowicza. Ci telefonicznie przekazali wiadomość do PUBP w Lublinie, który zorganizował obławę.
"Wiktor" postanowił szybko ukarać winnych tragedii, a ponadto postanowił wykonać wyroki na innych mieszkańcach podejrzewanych o współpracę z UB. Puchaczów był uważany za wieś silnie skomunizowaną i aktywnie współpracującą z władzą ludową. "Wiktor" nie konsultował swojej akcji z "Uskokiem" – bo zapewne nie otrzymałby na nią pozwolenia. Poza tym w bunkrze "Uskoka" przebywał wówczas mjr. cc. Hieronim Dekutowski "Zapora" – komendant oddziałów leśnych WiN Inspektoratu Lublin. "Zapora", w związku z przedłużającą się akcją ujawnieniową , zabraniał podejmowania walk z wyjątkiem koniecznej samoobrony.
Nie mając odpowiednich sił do przeprowadzenia takiej akcji, "Wiktor" nawiązał kontakt z dowódcami oddziałów operujących na sąsiednich terenach: Józefem Strugiem "Ordonem" i Edwardem Taraszkiewiczem "Żelaznym" (obaj nominalnie także podlegali "Uskokowi"). Koncentracja oddziałów (w sumie ok. 20 partyzantów) odbyła się w Albertowie. Wszyscy dowódcy uznali, że aktywiści z Puchaczowa stanowią ogromne zagrożenie dla pozostałych grup "Uskoka". Podczas odprawy ustalono plan akcji. Partyzantów podzielono na 4 grupy: "Wiktora", "Żelaznego", "Ordona" i "Bystrego" (Eugeniusza Lisa – brata poległego w Turowoli "Stacha"). Puchaczów podzielono na sektory podległe każdej z grup, a każdy z dowódców otrzymał wykaz osób przeznaczonych do likwidacji.
Cała akcja odbyła się nad ranem 3 lipca 1947 r., kiedy mieszkańcy byli pogrążeni w głębokim śnie. W jej wyniku zginęły 22 osoby (jedna ofiara zmarła później z ran).
Zlikwidowano m.in. dwóch donosicieli – Władysława Augustowicza i Franciszka Ukalskiego. Trzeci z nich – Henryk Grot – tego dnia nie był obecny w Puchaczowie i uniknął śmierci.
Komuniści twierdzili oczywiście, iż byli to ludzie niewinni, a podpierając się dokumentami, stwierdzali, że tylko 8 ze straconych było członkami PPR. Sprawę tej dziwnej akcji wyjaśnił Henryk Pająk w pracy „Uskok kontra UB” (1992, s. 114 – 115). W aktach UB trafił on na dokument z
25 czerwca 1952 r. podpisany przez sekretarza PZPR z Lublina, Hipolita Goraja, w którym podając nazwiska 13 spośród 21 straconych w Puchaczowie, sekretarz ów podawał, iż wszyscy wyżej wymienieni byli członkami PPR, natomiast formalnie nie byli ujęci w ewidencji członków PPR.
Cała akcja była kompletnym zaskoczeniem dla mieszkańców miejscowości, niektórych z nich zlikwidowano w czasie snu. Grupy likwidacyjne wycofały się bez strat. Ponadto jeden z oddziałów partyzanckich spalił mos
t na rzece Śwince, wiodący z Łęcznej do Puchaczowa.
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (1912 – 1949) – część 2
Strona główna – wprowadzenie >
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (1912 – 1949) – część 2
Jak większość dowódców z AK-owskim rodowodem, "Uskok" stosował taktykę Kedywu: operował małymi "patrolami", dla wykonania akcji wymagającej większych sił ogłaszał koncentrację kilku oddziałów, potem partyzanci rozpraszali się w terenie. On sam miał kilka kryjówek, m.in. bunkier w Dąbrówce koło Łęcznej (obecnie Nowogród), w stodole gospodarstwa Lisowskich. Bunkier ukryty był pod ziemią, wejście wydrążone było w ścianie, wewnątrz bunkra znajdowały się dwa radioaparaty i duże ilości broni. Prócz zaufanych sztabowców "Uskoka" jakiś czas spędził tu "Żelazny", ranny podczas jednej z akcji w lewą rękę. Wtedy to spisał fragmenty kroniki swego oddziału, dzięki czemu możemy poznać nieco bliżej codzienność ostatniego z polskich powstań. Również "Uskok", siedząc w bunkrze, dużo czytał i pisał. Pamiętniki „Uskoka” przejęte przez UB po jego śmierci, zostały odnalezione przez IPN i w 2004 r. wydane pod red. S. Poleszaka.

Kapitan "Uskok" walczył do wiosny 1949 roku. Nie został pokonany w bitwie, lecz – podobnie jak "Orlik", "Zagończyk" i wielu innych dowódców – stał się ofiarą zdrady. Zaczęło się od amnestii 1947 r. "Uskok" nie ujawnił się, wietrząc podstęp, powtarzał za "Zaporą", że komunistyczna amnestia jest dla złodziei. Niestety – wielu partyzantów dało się oszukać. Skorzystał z "dobrodziejstw" amnestii żołnierz z oddziału "Uskoka" – Franciszek Kasperek – "Hardy" – i w ten sposób sam oddał się w łapy lubartowskiego UB, kierowanego przez Lucjana Łykusa.
"Hardy" był wielokrotnie zatrzymywany, bito go i obiecywano karierę polityczną, aż w końcu 07.01.1949 r. podjął współpracę z UB pod kryptonimem „Janek”. Otrzymał zadanie odnowienia kontaktów z partyzantką. Udało mu się dotrzeć do swego dowódcy – Zygmunta Libery "Babinicza", który był zastępcą kpt. Brońskiego i dowódcą jego obstawy. TW „Janek” nawiązał kontakt i podczas jednego ze spotkań "Babinicz" został aresztowany i po wielodniowym bestialskim przesłuchaniu zdradził miejsce pobytu swego dowódcy, w bunkrze pod stodołą u Lisowskich w Dąbrówce k/ Łęcznej. Ich wnuczka, Irena Dybkowska-Sobieszczańska (była już łączniczką "Uskoka") do końca życia zapamiętała ten moment: „…Gdy ubowcy wprowadzili "Babinicza" do domu dziadków Lisowskich, poznałam go z trudem. I nawet nie jego opuchnięta, zasiniaczona twarz najbardziej mnie zaszokowała. Przeraził mnie wygląd jego bosych stóp. Były to dwie kłody! tak spuchnięte, że chyba nie istniały na świecie buty, w które by weszły te stopy! Domyśliłam się wszystkiego…”.
My także możemy się domyślać, jakim torturom poddali tego człowieka ubowcy, że zgodził się na współpracę.

Por. Zygmunt Libera "Babinicz", z-ca kpt. "Uskoka". Aresztowany 20.V.1949 w Ziółkowie, pow. Lublin. Zamordowany 28.V.1950 na Zamku w Lublinie, na mocy wyroku WSR Lublin.
Rankiem 21.05.1949 r. zabudowania Lisowskich otoczyła grupa operacyjna MO, UBP i KBW. Próbowano różnych sposobów by ująć „Uskoka” żywego. Do kawy, którą Irenka miała zanieść "Uskokowi", dodano środek nasenny, dziewczynę podprowadzono pod pistoletami do włazu bunkra. Powiedziała: przyniosłam panu kawę… To wystarczyło, by Broński odebrał kawę, lecz jej nie tknął. Normalnie dziewczyna nazywała go "wujkiem". Potem ubecy próbowali zalać bunkier, ich dowódca wezwał z Łęcznej komendanta straży pożarnej – ten jednak miał odwagę odmówić i dać rozkaz odjazdu. Widząc zdecydowaną postawę jego i innych strażaków, ubecy nie mieli odwagi go zatrzymać. Spróbowano więc pertraktacji z "Uskokiem". Jak zwykle kuszono wypuszczeniem albo niskim wyrokiem, jak zwykle nie miano zamiaru słowa dotrzymać. Obiecywano nawet wypuszczenie z więzień innych partyzantów i niewiele brakowało, by Broński dał się skusić choćby mało prawdopodobną możliwością polepszenia losu swych żołnierzy. Był też dziwny moment, gdy "Uskok" przemawiał z bunkra do żołnierzy z ubeckiej obławy – odwołując się do ich godności i patriotyzmu… W połowie nocy łapacze chwycili się ostatniego sposobu: kilofami i łopatami zaczęli rozwalać klepisko stodoły stanowiące zarazem sklepienie podziemnego bunkra.
Nowogród (dawniej Dąbrówka) Pomnik ku czci kpt. "Uskoka", stojący dokładnie w miejscu, gdzie w stodole Lisowskich znajdował się bunkier, w którym zginął Zdzisław Broński. Obława UB-KBW posuwała się od strony Wieprza, łąkami widocznymi za pomnikiem… W dniu 21 maja 1949 r. około 9 rano byli już blisko sukcesu, gdy nagle pod nogami zakołysała się ziemia, bunkier eksplodował… Kiedy wszystko się uspokoiło, zeszli na dół. Tułów "Uskoka" – wedle relacji świadków – leżał bez głowy i rąk na pryczy, w bałaganie przedmiotów rozrzuconych wybuchem granatu. Krwawy strzęp, wreszcie niegroźny. Drastyczny szczegół – zupełne zmasakrowanie głowy – dał początek legendzie, jakoby zginął łącznik z Lublina, a sam "Uskok" wymknął się wcześniej do lasu. Jednak – jak już obecnie wiadomo – była to tylko legenda, rozgłaszana na polecenie UB przez ich agenta, najprawdopodobniej w celu przygotowania przyszłej gry operacyjnej wymierzonej w pozostałych w podziemiu żołnierzy podległych kpt. "Uskokowi".
Nowogród. Tablica na pomniku w miejscu śmierci kpt. "Uskoka". Kpt. Zdzisław Broński „Uskok” zginął w bunkrze w Dąbrówce, jego ciało zabrali ubecy a miejsce pochówku do dziś pozostaje nieznane.
"Uskok" był odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych. Okazały pomnik "Uskoka" wzniesiony został w 1990 r. na cmentarzu parafialnym w Kijanach.

Pomnik ku czci kpt. "Uskoka" w Kijanach.
Tablica na pomniku w Kijanach. OSTATNIE AKORDY
10 marca 1950 r. odbył się proces Zygmunta Libery – "Babinicza". Mimo zasług podczas polowania na "Uskoka" Libera otrzymał 13-krotny wyrok śmierci. Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Nie inny byłby zapewne los Brońskiego, gdyby uwierzył w obietnice ubowców. "Babinicz" był jeszcze wykorzystany jako świadek w procesach dawnych towarzyszy broni, kilku podobno uratował, biorąc winę całkowicie na siebie. Gdy przestał być przydatny, wykonano wyrok – 28 maja 1950 r.
W tym samym roku, 1 września podziemie wykonało wyrok na zdrajcy, który zapoczątkował serię dramatów, na TW „Janku” – Franciszku Kasperku – "Hardym", a wykonawcą był oddział Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”.
Śmierć komendanta "Uskoka" oznaczała koniec zorganizowanej walki pows
tańczej na Lubelszczyźnie. Do 1951 r. walczył jeszcze „Żelazny”, resztkami partyzantów "Uskoka" do roku 1953 dowodził wspominany już "Wiktor". To on zresztą ustalił okoliczności śmierci "Uskoka", potem , między innymi razem z Józefem Franczakiem "Lalkiem", wykonał kilka ataków na posterunki MO i na grupy funkcjonariuszy. Zginął 10 lutego 1953 r. podczas akcji ekspropriacyjnej na Gminną Kasę Spółdzielczą w Piaskach, gdy kasjer zdążył nacisnąć alarm i z sąsiedniego posterunku nadbiegła grupa milicjantów i ubeków. Podczas wymiany ognia "Wiktor" został ranny, jeszcze chwilę się ostrzeliwał, potem nastąpiła cisza. Gdy ubowcy do niego podbiegli, leżał już na ziemi i – jak zapamiętali świadkowie – miał twarz "całą czarną"… wykrwawił się na śmierć.
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (1912 – 1949) – część 1
Strona główna – wprowadzenie >
Opracowano na podstawie:
Zdzisław Broński „Uskok" – Pamiętnik. Wrzesień 1939 – czerwiec 1941 [w:] Zeszyty Historyczne WiN-u nr 23/2005, Kraków 2005
H. Pająk – „Uskok kontra UB”, Lublin 1992
Praca zbiorowa: Konspiracja i Opór Społeczny w Polsce 1944-1956, Kraków-Warszawa-Wrocław 2002
Mjr Marian Bernaciak „Orlik” (1917 – 1946)
Marian Bernaciak urodził się dnia 6 marca 1917 roku. W chwili śmierci
miał więc 29 lat. W stopniu majora był wtedy zwierzchnikiem wszystkich
oddziałów i grup zbrojnych WiN, trwających jeszcze na terenie
Inspektoratu Puławy.

Mjr Marian Bernaciak „Orlik”
Po ukończeniu szkoły powszechnej w Rykach i gimnazjum im. Adama
Czartoryskiego w Puławach odbył służbę wojskową w Szkole Podchorążych
Artylerii w Zambrowie. Ukończył ją w 1938 roku w stopniu podchorążego,
otrzymując przydział mobilizacyjny do 2 Pułku Artylerii Ciężkiej w
Chełmie. Do chwili wybuchu wojny był zatrudniony jako pracownik
kontraktowy w urzędzie pocztowym w Sobolewie.
1 września 1939 roku stawił się w 2 PAC, otrzymał nominację na
podporucznika i rozpoczął swą długą, trwającą bez mała siedem lat
wojnę. We wrześniu walczył z Niemcami i najeźdźcą sowieckim. Po
dramatycznej obronie Włodzimierza Wołyńskiego przed Armią Czerwoną
dostał się do sowieckiej niewoli. Wieziony do obozu, po minięciu
Szepietówki, już na terytorium ZSRR, uciekł z transportu i w mundurze
wrócił do rodzinnego Zalesia. Nie miał tylko dystynkcji i czapki.
Transport szedł do Kozielska. Było w nim wielu oficerów 2 PAC, których
później zamordowano w Katyniu. Wśród nich przełożony ppor. Bernaciaka,
płk Lucjan Jasiński, dowódca artylerii grupy „Włodzimierz”.
Natychmiast po powrocie, Marian Bernaciak rozpoczął działalność w
Związku Walki Zbrojnej, przyjmując pseudonim „Dymek”. Prowadził w
Rykach niewielki sklep z książkami i materiałami piśmiennymi, który był
przykrywką jego pracy konspiracyjnej. Mianowany szefem Kedywu podobwodu
„A” (Dęblin – Ryki), należącego do Obwodu AK, był organizatorem i
dowódcą wielu akcji dywersyjno – sabotażowych. Jesienią 1943 roku
zdekonspirowało go gestapo. Poszedł wówczas do lasu na czele zawiązku
oddziału partyzanckiego, który wkrótce rozrósł się do kompanii. Był to
sławny OP I/15 pp. „Wilków” AK.
Wtedy „Dymek” stał się „Orlikiem”. Wraz z oddziałem uczestniczył w
wielu akcjach zbrojnych. Dowodził nim w czasie „Burzy”, gdy oddział
liczył już około 300 ludzi. Po wkroczeniu Armii Czerwonej i nieudanej
próbie marszu z pomocą Warszawie, oddział został rozwiązany. Zaczęło
się wielkie polowanie UB i NKWD na jego żołnierzy, a przede wszystkim
na dowódcę. Zabijano ich na miejscu, zamykano w więzieniach, wywożono
do sowieckich łagrów.
W marcu 1945 roku „Orlik” odtworzył oddział, by dać w nim
schronienie swym partyzantom i bronić chłopów przed gwałtami i
rabunkami NKWD i UB. Dowództwo oddziału powierzył por. „Świtowi”
(Zygmunt Kęska), sam zajął się organizowaniem zbrojnej samoobrony na
terenie Inspektoratu Puławy. Początkowo był podporządkowany Delegaturze
Sił Zbrojnych, później wszedł w skład WiN. Wkrótce jego zgrupowanie
partyzanckie zyskało szeroki rozgłos wieloma brawurowo wykonanymi
akcjami zbrojnymi. Większością z nich „Orlik” dowodził osobiście.
Oddział przeprowadził wiele akcji przeciwko komunistycznemu aparatowi
terroru:
24.IV.1945 rozbił PUBP w Puławach uwalniając 107 więźniów;
1.V.1945 pod Annówką rozbił grupę operac. UB. Zginęło 12
funkcjonariuszy, 24 dostało się do niewoli, po czym zostali rozbrojeni,
rozmundurowali i puszczeni wolno.
24 maja 1945 w Lesie Stockim
zgrupowanie „Orlika” wspierane przez oddział Czesława Szlendaka
„Maksa”, stoczyło jedną z największych bitew Antysowieckiego Powstania.
Ok. 170 partyzantów zostało zaatakowanych przez liczącą ok. 700 ludzi
ekspedycję NKWD i UB wyposażonych w transportery opancerzone. Po
całodziennej walce żołnierze „Orlika” odnieśli zwycięstwo. Zginęło 17
żołnierzy NKWD i 10 funkcjonariuszy UB i MO – w tym Naczelnik Wydziału do
Walki z Bandytyzmem WUBP Lublin kpt. Henryk Dereszewicz [bliski kumpel Adama
Humera]. Po stronie WiN poległo 8-12 partyzantów.
Wiosną 1946 „Orlik”
podzielił zgrupowanie na dwa pododdziały: „Żuka” [Zygmunta
Wilczyńskiego] i „Spokojnego” [Wacława Kuchnio]. Oddziały te przetrwały
do amnestii w 1947 roku, część żołnierzy nie ujawniła się i walczyła
nadal z komunistycznym terrorem.

Partyzanci WiN mjr „Orlika” – pluton Bolesława Mikusa „Żbika”, Lato 1946
Major Marian Bernaciak „Orlik” zginął 24 czerwca 1946 roku. Wraz z żołnierzami ochrony osobistej wracał z odprawy dowództwa Inspektoratu WiN Puławy do swojego zgrupowania stacjonującego koło wsi Hordzieżka w powiecie łukowskim. 20 kilometrów przed celem grupa zatrzymała się na skraju wsi Piotrówek, aby podkuć konia u kowala Jana Pyrki. O podejrzanych gościach sołtys Jan Maraszek, za pośrednictwem syna kowala, powiadomił posterunek MO w pobliskim Trojanowie i oddział żołnierzy z 1. DP w Więckowie, którzy patrolowali teren przed zbliżającym się referendum. Zorganizowano zasadzkę. Jedna grupa wkroczyła do wsi, a druga zablokowała przewidywaną drogę ucieczki do pobliskiego lasu.
Partyzanci podjęli próbę przebicia się z okrążenia, ale tylko dwóm udało się wyrwać z kotła. Dwóch wpadło w ręce UB, natomiast „Orlik” wraz z n/n „Ogarkiem”, polegli.
Do końca nie jest wiadome czy mjr Marian Bernaciak „Orlik” poległ w walce, czy ranny, popełnił samobójstwo.
Bolesław Mikus “Żbik”, ostatni dowódca jednego z pododdziałów zgrupowania “Orlika”, tak opowiada o jego ostatnich chwilach: “Orlik” wycofywał się do lasu i został ranny w kolano i w ramię. Nie miał drogi odwrotu. Podobno zdążył spalić część dokumentów, które miał przy sobie. “Orlik” był wspaniałym człowiekiem – zrównoważonym, mądrym, odważnym i bez reszty oddanym Ojczyźnie” – dodaje “Żbik”.
Nieco inaczej przedstawia zdarzenia meldunek KP MO Garwolin z 28 czerwca 1946 r. (pisownia oryginalna):
„W dniu 24 bm. około godz. 13-tej sołtys gromady Więcków gm. Trojanów przez małego chłopca powiadomił placówkę MO przy obwodzie głosowania Nr 58 w Więckowie, że we wsi Piotrówek gm. Trojanów jest 4-ech nieznanych ludzi, z których jeden rozgląda się dookoła i coś obserwuje a dwóch kują konie w miejscowej kuźni. Patrol MO natychmiast wuruszyła na wywiad. W tym czasie jechało wojsko do Więckowa celem obsadzenia obwodu nr 58 gdyż milicja miała przejść na inny obwód. Wojsko to natknęło się na wyżej wspomnianą grupę nieznanych ludzi, którzy przywitali żołnierzy strzałami. Podczas wymiany strzałów nadbiegła patrol milicji. W tym czasie „Orlik” już ranny uciekał. Milicjanci Jakubiak Kazimierz kpr., Karczewski Jan szer., Gołębiowski Zbigniew szer. i st. szer. Łuczkowski Witold udali się w pogoń za „Orlikiem”. Milicjant Jakubiak Kazimierz wyprzedzając innych wezwał „Orlika” do odrzucenia broni i poddania się. Gdy ten nie usłuchał Jakubiak wycelował i oddał strzał którym położył na miejscu bandytę „Orlika”. Wszyscy milicjanci są z pow. Błonie przysłani na okres Referendum”.
Zabicie “Orlika” istotnie musiało mieć dla komunistów wielkie znaczenie i być ogromnym sukcesem, jeżeli sześciu funkcjonariuszy i żołnierzy biorących udział w akcji otrzymało Krzyże Grunwaldu III klasy, pięciu – Krzyże Virtuti Militari V klasy, siedmiu pozostałych – Krzyże Walecznych.
Ciało „Orlika” ubecy zabrali do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa na Pradze w Warszawie. Tam przez kilka dni upewniali się, czy to on, sprowadzając do jego zwłok więzionych rodziców i podkomendnych. Jedną z nich była Halina Rybakowska „Iskierka”, która tak zapamiętała ostatnie spotkanie ze swoim dowódcą:
„W wielkiej świetlicy ułożono go na deskach podwyższonych w górnej części ciała. Twarz była czysta i spokojna, wyglądał jakby spał, ręce miał ułożone wzdłuż ciała, lewa była pokrwawiona i poszarpana pociskiem dum-dum, prawa zupełnie czysta. Miał na sobie zielonkawą kurtkę o kroju wojskowym i bryczesy. Zaszokowały mnie jego bose stopy, z palcami nadgryzionymi przez szczury. Sala była wypełniona przez wysokiej rangi umundurowanych, obwieszonych orderami – mundury polskie i ruskie. Żołnierzy „Orlika” zwożono z różnych więzień i aresztów, doprowadzono też jego rodziców w celu zidentyfikowania go. Modlitwą i łzami pożegnałam swojego dowódcę.” [Mirosław Sulej – „Marian Bernaciak „Orlik”, Warszawa-Zielonka-Ryki 2005 (str. 62)]
Niestety śmierć „Orlika” była jednocześnie silnym ciosem dla jego podkomendnych i współpracowników. Komendant Związku Zbrojnej Konspiracji mjr Franciszek Jaskulski „Zagończyk” wydał w związku z tym wydarzeniem rozkaz (26.06.1946 r.), w którym m.in. czytamy:
„W związku ze śmiercią śp. Komendanta Orlika zarządzam na terenie całego ZZK i we wszystkich oddziałach 4-tygodniową żałobę. Zakazuję wzięcia udziału poszczególnym członkom w jakichkolwiek zabawach”.

Pośmiertna fotografia mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika”, wykonana przez ubeków
dnia 24 czerwca 1946 r.
W pamięci swych
żołnierzy i wszystkich, którzy go znali, „Orlik” pozostał wzorem
oficera i dowódcy. Zrównoważony, rozsądny i opanowany, nie szafował
ludzkim życiem, cieszył się ogromnym autorytetem i szacunkiem. Wymagał
wiele, nie tylko od swych podkomendnych, ale i od siebie. Nigdy nie
wypił więcej niż kieliszek alkoholu. Ostro tępił pijaństwo, szerzące
się wśród niektórych partyzantów. Nigdy nie działał pochopnie. Każdą
decyzję, zwłaszcza taką która mogła pociągnąć utratę czyjegoś życia,
rozważał starannie i wszechstronnie. Gdy ją podjął, twardo dążył do jej
realizacji. Rodziny nie założył, bo uważał, że nie czas ku temu.
Dziś w Rykach, z którymi przez całe życie tak blisko był związany,
upamiętnia go napis na znajdującym się na tamtejszym cmentarzu grobowcu
rodziny Bernaciaków. Leżą w nim rodzice i najstarszy brat. „Orlika” tam
nie ma, choć widnieje tam jego nazwisko, pseudonim, funkcja i data
śmierci. „Gdy postawiłem ten pomnik – mówi Lucjan Bernaciak – i kazałem
napisać, że Marian był dowódcą oddziału AK, wezwano mnie do UB w
Garwolinie i powiedziano, żebym to skasował, bo on tam nie leży, a
ponadto nie wolno stawiać pomników bandycie. Odpowiedziałem, że dla was
to bandyta, ale dla mnie brat. Dali spokój i tak zostało. Dali spokój,
bo za bramą cmentarną kończyła się wszechwładza”.
A jeśliby nawet wtargnęli na cmentarz i zaczęli rozbijać nagrobki,
niewątpliwie wywołaliby bardzo kłopotliwą dla siebie reakcję
społeczeństwa, tego zaś pragnęli uniknąć. Machnęli więc ręką. Do końca
ich panowania „Orlik” pozostał dla nich bandytą. Za takiego uważają go
i dziś spośród nich, którzy jeszcze żyją. Takim też był- i nadal jest –
dla ich następców w SB i MO.
26 czerwca 2005 roku w Zalesiu koło Ryk, przed domem, w którym
urodził się „Orlik” miała miejsce uroczystość odsłonięcia i poświecenia
pomnika majora Bernaciaka. Rozpoczęła się ona mszą świętą w kościele
parafialnym w Rykach celebrowaną przez ks. biskupa Zbigniewa
Kiernikowskiego. Właściwa uroczystość odbyła się w Zalesiu. Wzięły w
niej udział parlamentarzystki – posłanka Elżbieta Kruk i senator Teresa
Liszcz. Obecni byli samorządowcy z terenu powiatu ryckiego; Dęblin
reprezentował burmistrz Dariusz Cenkiel. Towarzyszyły mu harcerki z 3
Dęblińskiej Drużyny Harcerskiej ZHR „Płomień” i harcerze z 1
Dęblińskiego Samodzielnego Zastępu Harcerzy „Parasol” ZHR. Nie mogło
zabraknąć przy tej wyjątkowej okazji działaczy kombatanccy, rodzeństwo
majora Mariana Bernaciaka. Przy udziale asysty wojskowej, pocztów
sztandarowych organizacji kombatanckich, harcerzy i szkół towarzysze
broni „Orlika” – jego brat Lucjan Bernaciak „Janusz”, Tadeusz Mikus
„Żbik” i Henryk Gośniak „Cezary”- również honorowy członek Społecznego
Komitetu Budowy Pomnika – dokonali odsłonięcia pamiątkowego kamienia z
inskrypcją i symbolami krzyża i Polski Walczącej. Pomnik poświęcił
ordynariusz siedlecki – biskup Kiernikowski.
OPERACJA "LAWINA" – UBecka zbrodnia bez precedensu – część 1
OPERACJA "LAWINA" – Likwidacja zgrupowania NSZ kpt. Henryka Flame ps. "Bartek"
Do
wymordowania w 1946 r. na Śląsku Opolskim największego
antykomunistycznego zgrupowania zbrojnego na obszarze Górnego
Śląska i Podbeskidzia UB-ecja posłużyła się grą operacyjną.
Polegała ona nie tylko na wprowadzaniu agentury do kierownictwa
istniejących już struktur konspiracyjnych, ale i na tworzeniu
nowych, całkowicie fikcyjnych organizacji, w pełni kontrolowanych
przez bezpiekę
Rozbicie oddziałów
dowodzonych przez kpt. Henryka Flame "Bartka" było
ubocznym efektem znacznie szerszej gry operacyjnej Ministerstwa
Bezpieczeństwa Publicznego, prowadzonej przeciwko Narodowym Siłom
Zbrojnym.
Akcja ta stała się dla UB swego rodzaju poligonem
doświadczalnym. Nie wydaje się bowiem przypadkowe, że
najważniejszy w tym przypadku "rozgrywający",
funkcjonariusz UB – Henryk Wendrowski, w latach następnych odegrał
jedną z kluczowych ról w opanowaniu przez władze
bezpieczeństwa krajowych struktur Zrzeszenia Wolność i
Niezawisłość.
Przeprowadzenie przez UB tak poważnej i
tragicznej w konsekwencji akcji budzi nadal szereg pytań związanych
z jej przebiegiem i wskazaniem osób odpowiedzialnych za
wydanie decyzji o zabójstwie żołnierzy.
Przygotowanie
akcji
Lata 1945-1947 to na Podbeskidziu okres
największego nasilenia działań zbrojnego podziemia
antykomunistycznego. Zgrupowanie pod dowództwem "Bartka"
było największą i najbardziej aktywną antykomunistyczną formacją
działającą na tym terenie, która w okresie szczytowego
rozwoju organizacyjnego wiosną 1946 r. liczyła ponad trzystu
członków oraz kilkuset informatorów.

kpt. Henryk Flame "Bartek"
Dowódca wspomnianego
zgrupowania NSZ kpt.Henryk Flame to przedwojenny pilot 2 pułku
lotniczego w Krakowie. W kampanii wrześniowej walczył w 123
Eskadrze Myśliwskiej przydzielonej do Brygady Pościgowej. Można
domniemywać, że Henryk Flame był absolwentem Szkoły Podoficerów
Lotnictwa dla Małoletnich w Bydgoszczy. Świadczył by za tym niski
stopień wojskowy, a zaawansowany poziom pilotażu, bo przecież
myśliwcami zostawali tylko najlepsi. Zatem Henryk Flame został tuż
przed wojną świeżo upieczonym myśliwcem w stopniu kaprala pilota,
latającym na przestarzałym i nie spełniającym już wymogów
ówczesnego pola walki samolocie PZL-7a. Kpr.pil. Henryk Flamme
w pierwszej walce powietrznej lądował przymusowo na postrzelanej
ciężko maszynie. Jego „siódemkę” przyholowano do bazy
koło Jabłonny lecz nie nadawała się już do dalszych lotów.
Z powodu braku uzupełnień kpr. Flame, więcej lotów w
kampanii wrześniowej nie wykonał bo było wielu chętnych do tego
wyższych stopniem i stażem niż młody kapral.
Po ustaniu walk we Wrześniu
Henryk Flame uciekł na Węgry, gdzie został internowany. W 1940 r.
uciekł i wrócił do Polski; pracował na kolei. Do
partyzantki trafił w 1944 r. Swój los połączył z
organizacją Narodowe Siły Zbrojne i w jej szeregach zdobył
odpowiednie doświadczenie bojowe oraz stopień kapitana. Po
przejściu frontu został w 1945 r. na krótko komendantem
posterunku milicji w Czechowicach. Groziło mu aresztowanie, uciekł
znowu do lasu. Najpierw z 10 ludźmi, potem z 60. Z czasem dowodził
zgrupowaniem kilkunastu oddziałów partyzanckich w sile ok.
300 żołnierzy. Oddziały te pod jego dowództwem stoczyły
wiele bitew i potyczek z utrwalaczami władzy „ludowej” spod
znaku UB i NKWD na terenie Podbeskidzia i okolic. Między innymi
głośną akcją było zdobycie miejscowości wypoczynkowej Wisła w
dniu 3 maja 1946r. i kilkugodzinna defilada oddziałów NSZ,
połączona z manifestacją patriotyczną.
Lokalne oddziały bezpieki
oraz Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w
Katowicach od początku formowania się oddziału w maju 1945 r.
podjęły próby jego likwidacji. Natrafiono jednak w tym
zakresie na poważne trudności wynikające początkowo z dość
słabego rozeznania UB w terenie, a następnie przede wszystkim z
dobrej organizacji zgrupowania, które właściwie do lata 1946
r. nie poniosło większych strat.
Masowe aresztowania, które
dotknęły dowództwo NSZ latem 1945 r., wprowadziły w szeregi
podziemia narodowego znaczny chaos organizacyjny. Po rozbiciu
struktur w Wielkopolsce i aresztowaniu inspektora Obszaru Wschodniego
NSZ ciężar pracy konspiracyjnej przeniesiony został na południe,
głównie na Górny Śląsk. Jesienią 1945 r. doszło do
powstania nowego Obszaru Śląskiego, w ramach którego na
czele VII Okręgu Śląskiego NSZ stanął mjr Kazimierz Zaborski "Łamigłowa". Zaborski już w 1944 roku objął funkcję obwodu Będzin NSZ, przez cały czas rozbudowując podległą sobie konspirację narodową w Zagłębiu Dąbrowskim. Już w końcu czerwca 1945 roku podjął rozmowy z Komendą Okręgu Katowice w celu połączenia grupy Katowickiej i Zagłębiowskiej. Szefowie okręgów porozumieli się co spowodowało iż "Łamigłowa" został awansowany na majora i objął funkcję komendanta VII Okręgu Śląskiego NSZ, stając się tym samym jedną z najważniejszych postaci struktur podziemia narodowego na tym terenie.
Na chwilę obecną, nie jest jasne dlaczego szef wywiadu Zagłębia Dąbrowskiego – Kazimierz Kłodawski, w trakcie śledztwa podał nazwisko "Łamigłowy" co pozwoliło na aresztowanie i zwerbowanie go jako agent „RR”, „Górny”. Motywem przejścia na stronę aparatu bezpieczeństwa stało się aresztowanie córek Komendanta VII Okręgu, który już we wrześniu 1945 sporządził swoje pierwsze doniesienie.
Pod koniec października
doszło jednak do rozbicia nowo powstających struktur. Po jesiennej
fali aresztowań agent Kazimierz Zaborski "RR", przystąpił do odtwarzania
organizacji, tym razem już pod całkowitą kontrolą władz
bezpieczeństwa. Jako komendant śląskiego obszaru NSZ rozpoczął
tworzenie prowokacyjnej organizacji Śląskie Siły Zbrojne.
Wspierany przez kilku pracowników resortu bezpieczeństwa,
powołał fikcyjne dowództwo, a sam zaczął występować
przed innymi działaczami podziemnymi jako organizator pracy
konspiracyjnej. Dzięki temu w lutym 1946 r. "RR" nawiązał
kontakt ze środowiskiem działaczy narodowych m.in. z Chorzowa,
Siemianowic i Krakowa. Za ich pośrednictwem w kwietniu spotkał się
w Krakowie z kpt. Franciszkiem Wąsem "Warmińskim", b.
szefem Wydziału I Organizacyjnego Okręgu Krakowskiego NSZ, którego
w tym momencie "przejął" inny funkcjonariusz UB – Henryk
Wendrowski, były żołnierz AK, od 1944 r. działający po stronie
komunistów.
Został on włączony do gry operacyjnej na
Górnym Śląsku przypuszczalnie jesienią 1945 r., kiedy to
pod ps. "kpt. Lawina" wprowadzono go do Rady Politycznej
NSZ Okręgu Śląskiego. Prawdopodobnie w połowie kwietnia 1946 r.
Wendrowski rozpoczął działania operacyjne w Gliwicach, gdzie
podając się za organizatora pracy konspiracyjnej, wprowadzony
został w miejscowe środowiska opozycyjne. W lipcu 1946 r. przy
współpracy z agentem "RR" i za pośrednictwem
"Warmińskiego" Wendrowski, występujący jako
przedstawiciel "Okręgu NSZ", dotarł do jednego z
łączników "Bartka".
Ów łącznik, będąc
przekonanym, że pracuje dla sztabu organizacji, z którą
związany był już w okresie wojny, doprowadził funkcjonariusza UB
prosto do "Bartka", przebywającego wówczas ze swym
oddziałem na Baraniej Górze.
Do pierwszego spotkania
"kpt. Lawiny" z dowódcą zgrupowania doszło na
początku sierpnia 1946 r. w obozowisku leśnym. Od tego momentu w
szybkim tempie potoczyły się wydarzenia, które doprowadziły
do wymordowania większości oddziału.
"Kpt. Lawina"
bardzo umiejętnie przedstawił fikcyjny rozkaz "Okręgu NSZ"
nakazujący przeniesienie zgrupowania w kilku transportach w rejon
Jeleniej Góry, gdzie miała być rzekomo kontynuowana
działalność zbrojna.
"Bartek", pomimo zastrzeżeń,
od początku – jak się wydaje – zaakceptował przedstawiony plan
przerzutu. Niewątpliwie znaczący wpływ na jego decyzję miała
pogarszająca się latem 1946 r. sytuacja militarna zgrupowania,
które poniosło wówczas pierwsze znaczniejsze straty
oraz przechodziło poważne problemy aprowizacyjne. Rozkaz o
przerzucie na Zachód mógł wydawać się jedynym
wyjściem z coraz trudniejszej sytuacji. Z pewnością na powodzenie
akcji "kpt. Lawiny" wpłynął również fakt, że
przez ponad pół roku, od początku 1946 r., "Bartek"
pozbawiony był kontaktu z jakąkolwiek władzą zwierzchnią.
Niewątpliwie tragicznym paradoksem jest, że dowództwo
zgrupowania, nie zdając sobie oczywiście sprawy z opanowania Okręgu
NSZ przez UB, od dłuższego czasu czekało na przedstawiciela
sztabu, który miał przybyć z rozkazami dotyczącymi dalszej
działalności. Taką osobą okazał się "kpt. Lawina".
Przed
20 sierpnia 1946 r. opracowany został przez UB, prawdopodobnie przez
Wendrowskiego, „Plan likwidacji »B «”, precyzujący
działania władz bezpieczeństwa wobec największego na Podbeskidziu
zgrupowania zbrojnego. W pierwszej kolejności przewidywał on
przewiezienie do Gliwic dowództwa zgrupowania, które
stamtąd miało sprawować kontrolę nad całą akcją. Szczegółowy
plan przerzutu zakładał trzy transporty w pierwszych dniach
września. Pierwszy miał objąć kilkunastu żołnierzy, pozostałe
– po około 30, czyli łącznie ok. 90 osób. Ciężka i
długa broń miała być przewieziona w osobnych ciężarówkach.
Raport agenta MBP Henryka Wendrowskiego z prowokacyjnej operacji „Lawina”, zakończonej wymordowaniem żołnierzy „Bartka”.
Plan przewidywał umieszczenie w "punkcie w opolskim"
uzbrojonej grupy operacyjnej UB, która miała występować
"pod płaszczykiem ludzi wyznaczonych przez Okręg Opolski NSZ
dla ochrony punktu".
Ostatni etap likwidacji, tzn.
rozbrojenie i zatrzymanie, miał nastąpić w czasie snu, po kolacji
z alkoholem. Schemat ten miał się odnosić do wszystkich czterech
planowanych transportów. W następnej kolejności zamierzano
stopniowo rozbroić pozostałych członków zgrupowania (około
80), którzy pozostali na miejscu w górach.
Zasadniczy
problem w interpretacji tego dokumentu dotyczy pojęcia "likwidacja".
Sformułowanie, że "na punkcie likwidacyjnym będzie stała
jedna maszyna [ciężarówka] w ukryciu służąca do
przewożenia aresztowanych, ewentualnie trupów", może
wskazywać, że celem przedstawionego planu było raczej zatrzymanie
członków zgrupowania, przy czym liczono się z ewentualnymi
ofiarami śmiertelnymi. Wydaje się, że dokument nie odnosił się
do planowej eksterminacji (masowego zabójstwa). Nie można
więc wykluczyć, że plan ten uległ zasadniczej zmianie już w
czasie trwania samej akcji.
Na przełomie sierpnia i września do
gry operacyjnej jako "por. Korzeń" bezpośrednio włączony
został kolejny funkcjonariusz UB – młodszy referent Wydziału III
Departamentu III MBP – Czesław Krupowies, który uczestniczył
w bezpośredniej organizacji przerzutów.

Żołnierze ze zgrupowania
NSZ kpt. Henryka Flame "Bartka". Od lewej: Alojzy Wizner "Lis", Antoni Wizner "Brzoza", straceni 15 stycznia 1947 r. w Bielsku na mocy wyroku WSR w Katowicach.
