Nie jest naszym celem dokonywanie oceny pisarstwa pana Piotra Zychowicza. Nawet mało oczytani odbiorcy mogą bowiem sami odróżnić jego walory od wagi merytorycznej książek naukowych jego adwersarzy. Biorąc jednak pod uwagę poziom jego repliki ["Do Rzeczy" 14/2018], a szczególnie bezpardonowy atak na dr. Kazimierza Krajewskiego, czujemy się w obowiązku zaprotestować przeciwko deprecjonowaniu zasług i poniżaniu naszego kolegi. Nasze stanowisko nie wynika ze źle pojętej lojalności korporacyjnej, ale z obiektywnej oceny jego dorobku, na który składa się kilkanaście książek, w tym kilka wyróżnionych tak uznanymi nagrodami, jak: Klio, prof. Jerzego Łojka, Przeglądu Wschodniego, a także kilkaset artykułów popularnonaukowych. 
To prawda, że w swoich badaniach dr Krajewski prezentuje często jednoznaczne stanowisko – broniące polskiej optyki. Ma jednak w warstwie interpretacyjnej do tego takie same prawo jak każdy inny uczestnik dyskursu naukowego i publicznego. Wśród nas są osoby mające inne zdanie niż on. Jednocześnie jednak przedstawiana przez niego warstwa merytoryczna (w wielu przypadkach będąca pierwszymi ustaleniami na dany temat) należy do najbardziej obiektywnych i dopracowanych.
To prawda, że zajmując się historią od blisko 30 lat, dr Kazimierz Krajewski – jak i wielu z nas – „zakochał się” w bohaterach, których losy opisywał następnie na kartach wielu książek poświęconych żołnierzom podziemia niepodległościowego. W przeciwieństwie do redaktora Zychowicza nie widzimy jednak w tym niczego złego. Historia to bowiem nie tylko suche liczby, zestawienia, papiery, ale przede wszystkim ludzie – ich motywacje, postawy, lęki. Bez nawiązania z nimi bliskich relacji nigdy nie udałoby się żadnemu z nas zebrać ich relacji, a tym samym pogłębić wiedzy o opisywanym przez nas zjawisku. Nie ocalilibyśmy od zapomnienia tych świadectw. Prekursorem takich prac – wymagających samozaparcia, samofinansowania, przełamywania barier nieufności i zwyczajnego strachu wśród zaszczutych w PRL-u kombatantów był właśnie dr Krajewski. To jego dziełem jest zebranie ponad 100 relacji uczestników konspiracji antyniemieckiej i antysowieckiej.
To prawda, że w jego pracach naukowych wyraźnie przebija chęć przywrócenia żołnierzom podziemia niepodległościowego należnego im miejsca w najnowszej historii Polski. Nie widzimy jednak w tym nic złego. W przeciwieństwie do redaktora Zychowicza dobrze pamiętamy bowiem czasy, kiedy o ww. ludziach nie mówiono wcale, a jeśli już – to tylko źle. Z tą przyczepioną przez komunistyczną propagandę infamią wielu z nich odchodziło jeszcze w latach 90-tych na wieczną wartę. Ten rodzaj zadośćuczynienia – nie mający nic wspólnego z brakiem obiektywizmu – po prostu im się należał i należy.
To prawda, że dr Krajewski od wielu lat jest członkiem ŚZŻAK. Czy przynosi mu to jednak ujmę? Czy jest dowodem na jego brak obiektywizmu? Redaktor Zychowicz nie ma pojęciach o pracach, jakie w tym czasie wykonał on na rzecz środowiska kombatanckiego – od przygotowania zjazdów, bieżącej pomocy socjalnej, uzyskiwaniu uprawnień kombatanckich dla b. żołnierzy AK na Białorusi, po finansowanie upamiętnień – w części także z własnych środków.
Kazimierz Krajewski to bezsprzecznie autorytet w badaniach nad zjawiskiem polskiego podziemia niepodległościowego (zarówno antyniemieckiego, jak i antysowieckiego), zwłaszcza na Kresach Północno-Wschodnich II RP. Udowodnił to nam w trakcie setek konferencji, paneli dyskusyjnych, seminariów czy tylko zwyczajnych rozmów dotyczących setek zdarzeń, akcji, postaci. Zdania tego nie może zmienić i nie zmieni subiektywny pogląd jednego publicysty uzurpującego sobie prawo do arbitralnego oceniania dorobku innych. Jeśli jako przedstawiciel czwartej władzy takiej oceny dokonuje, powinien pamiętać, że ciąży na nim szczególny obowiązek odpowiedzialności za słowo, której w tym wypadku zdecydowanie zabrakło. Potraktowanie dr. Krajewskiego w sposób naszym zdaniem niegodny rodzi zasadne pytanie o granice wolności słowa, przekroczenie której musi spotkać się ze zdecydowanym protestem. Użyczenie zaś łam przez tygodnik „Do Rzeczy” – pismo uchodzące za formacyjne dla środowiska konserwatywnego – do osobistych porachunków jednego z jego redaktorów traktujemy jako niebezpieczny precedens prowadzący do obniżenia standardów dyskursu publicznego.
- 1. Prof. Bogdan Chrzanowski
- 2. Prof. Marek Wierzbicki
- 3. Dr hab. Piotr Niwiński
- 4. Dr hab. Filip Musiał
- 5. Dr hab. Krzysztof Kaczmarski
- 6. Dr Krzysztof Tochman
- 7. Dr Agnieszka Łuczak
- 8. Dr Wojciech Frazik
- 9. Dr Waldemar Brenda
- 10. Dr Wojciech Muszyński
- 11. Dr Rafał Sierchuła
- 12. Dr Mariusz Bechta
- 13. Dr Maciej Korkuć
- 14. Dr Ryszard Śmietanka – Kuszelnicki
- 15. Dr Tomasz Łabuszewski
- 16. Jacek Pawłowicz
- 17. Leszek Żebrowski
- 18. Michał Wołłejko
PS. Mając na uwadze, iż p. red. P. Zychowicz uznał, iż to dr Krajewski był autorem polemiki wobec jego książki, pragnę poinformować, iż grono ludzi, dla których jego pisarstwo jest tylko małowartościową publicystyką nie ogranicza się wyłącznie do tej jednej osoby i poza krótkim fragmentem to ja byłem jej autorem.
dr Tomasz Łabuszewski
67. rocznica śmierci st. sierż. "Roja"
Zbigniew Herbert






St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" na czele oddziału, 1948 r.
67 lat temu, 13 kwietnia 1951 r., zdradzony i okrążony, poległ w walce st.
sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój", dowódca jednego z
najdłużej walczących z komunistami oddziałów Narodowego
Zjednoczenia Wojskowego na Mazowszu. Przebywał wówczas wraz z Bronisławem
Gniazdowskim "Mazurem" w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki (gm.
Kozłowo, pow. pułtuski), gdzie został osaczony przez 270 żołnierzy z I
Brygady KBW i nieustaloną liczbę funkcjonariuszy UBP i MO.
St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój".
Pierwszy z lewej sierż. Ildefons Żbikowski "Tygrys", trzeci st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój".
W 1951 roku resort bezpieczeństwa nie dawał ciągle za wygraną i działania operacyjne
mające doprowadzić do likwidacji "Roja" i jego ludzi zataczały coraz
szersze kręgi. Liczbę agentów i informatorów skierowanych przez UBP do
rozpracowania pozostałości jego oddziału można obliczać na kilkaset
osób. Większość z nich była zmuszana do współpracy groźbą i szantażem.
Zwerbowano tą drogą m.in. agentkę „Magdę”, córkę państwa Burkackich ze
wsi Szyszki, u których "Rój" często bywał. „Magda” utrzymywała stały
kontakt z „Rojem”, darzącym ją szczególnym zaufaniem i uczuciem –
kilkakrotnie prosił ją o rękę. Funkcjonariusze UBP pisali w raporcie, że
agentka „Magda”
[…] zdecydowała się oddać „Roja”, mając ku temu szerokie
możliwości, ponieważ „Rój” darzy ją kompletnym zaufaniem, co świadczy o
tym, że stawiał jej kilkakrotnie propozycję wyjścia za mąż i wstąpienia
do bandy.
Jej rodzice zostali aresztowani przez UB i skazani na karę
6 i 8 lat więzienia. 13 kwietnia 1951 roku wróciła ona z Warszawy, być
może była w UB. Według powszechnej opinii pracownicy UBP za wydanie
„Roja” obiecali jej zwolnienie rodziców z więzienia, skazanych za
współpracę z partyzantami. Wracając ze stacji kolejowej do domu wstąpiła
do sąsiadów. Tutaj przyszedł także jej brat, powiedział, że „Rój” z
„Mazurem” są u nich w domu i wyszedł. Po krótkim czasie także i ona
wyszła. Nie wiadomo tylko czy widziała się z „Rojem” czy nie. Pewne
jest, że poszła do nauczycielki i wzięła od niej rower. Pojechała do
miejscowości Gzy, około 8 km od Szyszek i tam zameldowała o miejscu
kwaterowania „Roja”.
Gospodarstwo
Burkackich w kolonii Szyszki, ostatnie miejsce schronienia Mieczysława
Dziemieszkiewicza "Roja" i Bronisława Gniazdowskiego "Mazura".
Szopa, w której znajdowała się kryjówka "Roja" i "Mazura".
W
wyniku tego donosu 13 kwietnia 1951 r. „Rój”, który przebywał wówczas
wraz z Bronisławem Gniazdowskim „Mazurem” w gospodarstwie Burkackich we
wsi Szyszki (gm. Kozłowo, pow. pułtuski) został otoczony. W akcji brało
udział 270 żołnierzy z I Brygady KBW i nieustalona liczba
funkcjonariuszy UBP i MO. Gospodarstwo zostało otoczone potrójnym
pierścieniem tyraliery. Akcję grupy operacyjnej wspierał samolot
zrzucający flary oświetlające teren. Po kilku godzinach od rozpoczęcia
akcji obaj wyszli z ukrycia i podjęli próbę przedarcia się przez kordon
przeciwnika. Padli w krzyżowym ogniu broni maszynowej.
Z raportu
dowództwa I Brygady KBW z likwidacji st. sierż. Mieczysława
Dziemieszkiewicza „Roja” i st. strz. Bronisława Gniazdowskiego „Mazura” w
dn. 13 kwietnia 1951 r., wnioskować można, że jeden z partyzantów,
ciężko ranny, w momencie zbliżania się do niego grupy operacyjnej
popełnił samobójstwo.
[…] O godzinie 23.00 w
zabudowaniu, w którym przebywała banda, zaobserwowano podejrzane ruchy,
po czym zauważono szybko zbliżających się dwóch bandytów w kierunku
prawego skrzydła północno-zachodniej części obstawy. Na odległość 40-50 m
strz. Mrożek Zdzisław i strz. Lorec Bronisław, zauważywszy zbliżających
się bandytów, z pm-ów otworzyli seryjny ogień, po strzałach tych
usłyszano jęki bandytów. Ta część obstawy, która w tym czasie zauważyła
bandę, otworzyła po nich ogień. Na rozkaz d[owód]cy baonu ogień
przerwany, który trwał od trzech do czterech minut. W dalszym ciągu
teren oświetlono rakietami w celu zorientowania się w sytuacji, w tym
czasie zauważono w odległości około 45 metrów ustawiony na nóżkach rkm i
skierowany lufą w kierunku obstawy oraz leżących obok niego dwóch
bandytów.
Słysząc jęki, dowódca batalionu kpt. Goraj zdecydował:
wysłać grupę w sile trzech ludzi + pies służbowy (ppor. Światłowski) w
celu ujęcia jeszcze żywego bandyty. W czasie zbliżania się grupy do
rannego usłyszano z ich strony pistoletowy strzał, dowódca baonu, licząc
się ze stratami, na linię obstawy wycofał grupę w celu powtórnego
użycia grupy i psa służbowego na dłuższej lince. Po wyruszeniu grupy
oraz oświetleniu terenu rakietami zbliżająca się grupa zauważyła, że
obaj bandyci są zabici (godz. 23.20). Nie ściągając przez całą noc
obstawy, około godz. 6.00 dokładnie przeszukano melinę, gdzie wykryto
bunkier, w którym to ukrywała się banda.
Działania zakończono o godz.
7.00 […].Źródło: CAW, 1580/75/1466, k. 39-42, oryginał, mps.

Bronisław
Gniazdowski "Mazur" i Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój", polegli 13 IV
1951 r. w kolonii Szyszki – zdjęcie wykonane przez UB.
Zdjęcie pośmiertne Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja".
Zdjęcie pośmiertne Bronisława Gniazdowskiego "Mazura".
Upozowane
przez funkcjonariuszy UBP zdjęcie Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" z
elementami umundurowania, którego nigdy nie używał (beret z milicyjnym
orzełkiem i trupią główką, trupia główka na kołnierzu bluzy).
Fotografia pośmiertna Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” upozorowana propagandowo przez funkcjonariuszy UB.
St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" należał do
najwybitniejszych, najbardziej energicznych i zdeterminowanych dowódców
polowych XVI Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Cieszył się
poparciem ludności, dzięki któremu mógł tak długo działać i utrudniać
komunistom utrwalanie swej władzy. Poległ w walce o wolną i niepodległą
Polskę.
GLORIA VICTIS !!!
- St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. „Rój" i XVI Okręg Narodowego Zjednoczenia Wojskowego>
- Wojciech J. Muszyński, Komendant "Rój", co komunie się nie kłaniał>
- Grzegorz Makus, "Rój" – dowódca niezłomny ["Nowe Państwo", Nr 3 (73)/2012]>
- Dwugłos o filmie Jerzego Zalewskiego "Historia Roja" [wpolityce.pl]>
- WARTO OBEJRZEĆ… (97): Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać (DVD)>
WARTO PRZECZYTAĆ… (116)

Rafał Wnuk
Bellona 2018, oprawa: twarda, ilość stron: 550 s., wymiar: 170×240 mm.
Nie tylko Polacy mają swoich "żołnierzy wyklętych", partyzantów i konspiratorów, którzy po drugiej wojnie światowej walczyli ze Związkiem Radzieckim i rodzimymi komunistami. Mają ich także Litwini, Łotysze i Estończycy. W krajach bałtyckich antykomunistycznych partyzantów nazywano leśnymi braćmi. Ich walka trwała do pierwszej połowy lat pięćdziesiątych. Władze radzieckie odpowiedziały na nią krwawym terrorem. Obławy, pacyfikacje, kary śmierci wykonywane na schwytanych leśnych braciach, wieloletnie zsyłki do łagrów, deportacje ludności sprzyjającej partyzantce stały się w tym czasie chlebem powszednim. Po odzyskaniu niepodległości przez Litwę, Łotwę i Estonię w 1991 roku ofiara leśnych braci urosła do rangi narodowych mitów w społeczeństwach, które odbudowywały swą tożsamość po czasach komunizmu. Prof. Rafał Wnuk, znawca antykomunistycznego podziemia w Europie Środkowo-Wschodniej, odkrywa ten nieznany polskim czytelnikom rozdział w dziejach państw bałtyckich i ukazuje ludzi, którzy mieli odwagę rzucić wyzwanie imperium zła.
Każde państwo ma swoich bohaterów, każde państwo ma swoje mity i historie, który mogły nie wydarzyć się naprawdę. Jak to jest z leśnymi braćmi? To partyzanci formacji antykomunistycznych na terenach Estonii, Łotwy i Litwy w okresie II Wojny Światowej i po niej, stawiający opór okupacji radzieckiej. Wielu z nich zginęło, tylko nieliczni mogli podzielić się wspomnieniami. Książka Rafała Wnuka rozwiewa mity, przypuszczenia i legendy, jakie utworzyły się wokół tych bohaterów.
Nie tylko Polacy mają swoich "żołnierzy wyklętych". Osoby, które walczyły za wolność na terenie Estonii, Łotwy i Litwy również zasługują na chwilę uwagi. W krajach bałtyckich nazywani leśnymi braćmi, walczyli i sprzeciwiali się krwawemu terrorowi. Oczywiście władza odpowiadała równie brutalnie, a można nawet i powiedzieć, że jeszcze bardziej przerażająco. Normalnością były obławy, kary śmierci czy zsyłki do łagrów. Jak może się wydawać dawno temu nie stanowiło to żadnej nowości, ani nie odstawało od normy. W ten sposób stracono wielu wspaniałych ludzi, którym historia zamknęła usta i nie pozwoliła na opowiedzenie własnych przeżyć. Współcześnie wielu ludzi podważa istnienie leśnych braci. Dla jednych to mit, ładnie skrojona opowiastka, natomiast dla pewnych grup to wciąż symbol walki i niesamowitej odwagi.
"Leśni bracia" Rafała Wnuka to książka przybliżająca nam ich losy i to, z czym musieli się zmierzyć. Nie bali się marzyć i walczyć o wolność, kary nie stanowiły dla nich istotnej kwestii. Liczyło się to, aby pokonać wroga i zapewnić swoim potomkom godne życie. Autor stara się przytoczyć jak najwięcej faktów, odnalezionych informacji i wspomnień o jednostkowych osobach. Każdy zasługuje na pamięć i każdy powinien jej dostąpić, niezależnie czy odbędzie się to za jego życia, czy już po śmierci.
Czytaj o "Leśnych Braciach":
- Leśni bracia – bałtyccy żołnierze wyklęci>
- "Leśni Bracia" – estońscy "Wyklęci">
- Bohaterowie, złoczyńcy i racja stanu. Partyzanci i pamięć zbiorowa we współczesnej Litwie>
Książka do nabycia m.in.:
WARTO PRZECZYTAĆ… (115)
Ta nasza wolność. Reportaże historyczne
IPN, Białystok – Olsztyn – Warszawa 2018, oprawa: zintegrowana, ilość stron: 672 s., wymiar: 176×250 mm.
Książka do nabycia m.in.:



