W imieniu organizatorów, z okazji zbliżającej się 70. rocznicy śmierci Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia", zapraszam na konferencję popularnonaukową pt. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb", legenda polskiego podziemia niepodległościowego, która odbędzie się 3 stycznia 2017 r. o godz. 16.00
w Miejskiej Bibliotece Publicznej we Włodawie.
- Artur Piekarz – IPN Lublin
- Mjr Stanisław Pakuła – podkomendny "Jastrzębia"
- Grzegorz Makus – historyk, twórca strony "Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie"
Z tej okazji warto przypomnieć trzy z wielu [kalendarium działań bojowych oddziału "Jastrzębia", część: 1>, 2>, 3>],
najbardziej spektakularne akcje, jakie wykonał oddział pod dowództwem
por. "Jastrzębia" w 1946 r., a mianowicie zajęcie Parczewa, atak na Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we
Włodawie i bitwę pod Świerszczowem. Wprawdzie była jeszcze
bezprecedensowa akcja uprowadzenia rodziny B. Bieruta, ale o tym można
przeczytać tutaj:
- Uprowadzenie rodziny Bolesława Bieruta przez oddziały „Jastrzębia” i „Boruty”.
- Porwanie siostry Bieruta – historia prawdziwa (wmeritum.pl)
o walce por. Leona
Taraszkiewicza "Jastrzębia" i jego brata ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" czytaj:
- "JASTRZĄB" i "ŻELAZNY" – ostatni partyzanci Polesia Lubelskiego 1945 – 1951>
- Grzegorz Makus, Atak
oddziału Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" na Powiatowy Urząd
Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie 22 października 1946 roku [w:] "Zeszyty Historyczne WiN-u", nr 39/2014> - 64. rocznica śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego">
- Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski dla por. "Jastrzębia" i ppor. "Żelaznego">
- Edmund Edward Taraszkiewicz „Żelazny”, TRZY PAMIĘTNIKI>
- Uroczystości w 55 rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza ps. "Żelazny">
- List
Prezydenta RP Pana Lecha Kaczyńskiego do organizatorów i uczestników
uroczystości obchodów 55 rocznicy śmierci ppor. "Żelaznego" [PDF]> - Fotorelacja z Uroczystości w 55 rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego">
- Pomnik "Żołnierzom Wyklętym" we Włodawie>
- ODSŁONIĘCIE POMNIKA WE WŁODAWIE>
- FOTORELACJA Z ODSŁONIĘCIA POMNIKA W HOŁDZIE ŻOŁNIERZOM POR. "JASTRZĘBIA" i PPOR. "ŻELAZNEGO" – WŁODAWA 12 X 2008 r.
- "Każdy z nas chciał być "Jastrzębiem"…>
- Rozpracowanie grupy "Żelaznego" przez UB – część 1>
- Rozpracowanie grupy "Żelaznego" przez UB – część 2>
- Rozpracowanie grupy "Żelaznego" przez UB – część 3>
- Rozpracowanie grupy "Żelaznego" przez UB – część 4>
- Rozpracowanie grupy "Żelaznego" przez UB – część 5>
- Rozpracowanie grupy "Żelaznego" przez UB – część 6>
- Rozpracowanie grupy "Żelaznego" przez UB – część 7>
- Rozpracowanie grupy "Żelaznego" przez UB – część 8>
- Grzegorz Makus, Ostatni sylwester "Jastrzębia" ["Gazeta Polska"]>
- Wyklęci – Niepokonani Lubelszczyzny: "Jastrząb">
- Wyklęci – Niepokonani Lubelszczyzny: "Żelazny">
- Ppor. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" powróci do Włodawy…>
WARTO ZAGRAĆ… (101) – Wil3 Szlak
Projekt Wil3 Szlak to zestaw trzech darmowych gier poświęconych tematyce Żołnierzy Wyklętych. Każda z gier porusza inny aspekt działania polskiego podziemia antykomunistycznego po II wojnie światowej. Łącznie: próbują opowiedzieć intrygującą historię Wyklętych, ale raczej stawiając pytania i zachęcając do własnych dociekań niż udzielając gotowych odpowiedzi.
Tych z Was którzy działają na polu edukacji zachęcam do zapoznania się z projektem Wil3 Szlak – być może znajdziecie tam coś dla siebie. Projekt realizowany jest pod egidą wrocławskiego Ośrodka Pamięć i Przyszłość, a w jego ramach powstały 3 gry na temat Żołnierzy Wyklętych: „Obława”, „Łów” i „Wataha”. Gry udostępniane są nieodpłatnie i na otwartej licencji; można je modyfikować i udoskonalać we własnym zakresie. Zostały zaprojektowane aby wzbogacić arsenał metodyczno-programowy
szkół, muzeów, domów kultury, jednostek harcerskich, kół studenckich,
rekonstruktorów historycznych i wszystkich innych zainteresowanych
środowisk. Gry oparte są na publikacjach historycznych, w tym tych wymienionych w postach na niniejszym blogu – "Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie" – w kategorii „WYDAWNICTWA”.
"Obława" jest grą negocjacyjną dla grup liczących od 10 do 31 osób. Gracze podzieleni na trzy stronnictwa (podziemie antykomunistyczne, komuniści, ludność cywilna) wykorzystując dostępne sobie zasoby (informacje, rekwizyty, atuty) usiłują zrealizować własne unikalne cele, utrudniając to samo konkurentom. Mało tego: gracze rywalizują między sobą również indywidualnie, a czasami nawet w obrębie swoich drużyn – nigdy nie wiadomo kto swój, a kto jest wtyczką wroga. W grze pojawiają się nie tylko takie postacie jako „Łupaszko”, „Pług”, „Zapora” czy „Zuch”, ale także Romkowski, Radkiewicz czy Świetlik. „Obława” to okazja nie tylko do zrozumienia trudnego roku 1946, w którym dzieje się gra, ale także sprawdzenia na ile punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
"Łów" jest grą paragrafową, dostępną online za pomocą PC i urządzeń mobilnych. Gracz wcielając się w postać legendarnego komendanta „Szarego” czyli Antoniego Hedy, uczestniczy w wydarzeniach przełomu wiosny i lata 1945 r. w tym w akcji rozbicia kieleckiego więzienia. W zależności od podejmowanych przez gracza decyzji do akcji może nie dojść, dojść, a także dojść ale według innego schematu niż historyczny. W grze możliwych jest kilkanaście zakończeń, stosownie do podejmowanych przez gracza decyzji. Przygoda komendanta „Szarego” może trwać od 1 do ok. 40 minut.
"Wataha" z kolei jest grą planszową, do samodzielnego wydruku (tzw. print&play), dla 2-4 graczy. „Wataha” to dowodzenie leśnym oddziałem partyzantki antykomunistycznej i trudna ekwilibrystyka w zakresie wyposażenia i uzbrojenia oddziału, wyszkolenia żołnierzy, morale, struktur wywiadowczych i kontrwywiadowczych, łączności, transportu, propagandy, lokalizacji oddziału, podejmowanych akcji etc.
Gry przygotowane w ramach projektu Wil3 Szlak podwajają dotychczasową ofertę gier na temat Żołnierzy Wyklętych – do niedawna dostępne były tylko 3 tytuły. Należy wyrazić nadzieję, że gier o podziemiu antykomunistycznym będzie przybywało i że będą coraz ciekawsze i dojrzalsze.
Z gier można korzystać pojedynczo lub zbudować z nich cały cykl zajęć.
Można je też modyfikować i udoskonalać do czego zachęcamy z całego
serca.
A jeśli chcecie podzielić się z innymi swoimi modyfikacjami – prześlijcie je na wil3szlak[w]wil3szlak.pl; opublikujemy!
Projekt Wil3 Szlak zrealizowano w ramach Stypendium im. gen. Augusta Fieldorfa „Nila” ufundowanego przez Miasto Wrocław.
70. rocznica śmierci ppor. "Jeża"
Zbigniew Herbert


Ppor. Wiktor Zacheusz Nowowiejski "Jeż" (1915-1946)
70 lat temu, 6 grudnia 1946 r., oddział funkcjonariuszy UB z Przasnysza, silnie wzmocniony przez pluton żołnierzy z 3. Pułku Ułanów Warszawskich (ludowe WP), przeprowadził obławę na Zembrzus, rodzinną wieś dowódcy Obwodu "Las" ROAK (Ruch Oporu Armii Krajowej) Przasnysz – ppor. Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego „Jeża”, w której wówczas przebywał na kwaterze.
Przeciwko
jednemu partyzantowi rzucono kilkadziesiąt uzbrojonych po zęby osób.
Por. Nowowiejski nie poddał się – zawsze mówił, że nie da się wziąć żywy
– i podjął próbę przebicia w kierunku pobliskich bagien. Kapitan Radaj,
dowódca pułku LWP, oparł karabin o płot i strzelał do uciekającego
partyzanta. Ranny „Jeż”, będąc bez szans na przerwanie pierścienia
okrążenia, przyłożył do głowy pistolet i ostatni strzał przeznaczył dla
siebie.
Północne
Mazowsze, 1946 r. Żołnierze oddziału ppor. Wiktora Zacheusza
Nowowiejskiego "Jeża". Od lewej stoją: Stanisław Borzuchowski
"Niedźwiedź", Tadeusz Piotrowski "Zbyszek", Mieczysław Szczepkowski
"Beton", ppor. Zacheusz Nowowiejski "Jeż", klęczy Mirosław Krajewski
"Wiesiek".
Wiktor Zacheusz Nowowiejski urodził się 28 grudnia 1915 r. we wsi Zembrzus w gminie Janowo,
w dawnym powiecie przasnyskim, w patriotycznej rodzinie szlacheckiej.
Rodzice, Władysław i Marianna z Zembrzuskich, posiadali 50-hektarowe
gospodarstwo rolne. Po ukończeniu szkoły gminnej w Janowie, uczył się w
Seminarium Nauczycielskim w Mławie. Seminarium ukończył w 1936 r. i
wkrótce rozpoczął służbę wojskową w Szkole Podchorążych w Zambrowie. Po
zakończeniu służby podjął pracę nauczyciela w szkole podstawowej. Brał
udział w wojnie obronnej 1939 r. Po udanej ucieczce z obozu jenieckiego,
powrócił w rodzinne strony. Wraz z innymi nauczycielami zorganizował
siatkę tajnego nauczania. Był członkiem Związku Walki Zbrojnej,
następnie Armii Krajowej. Posługiwał się pseudonimem „Jeż”. Latem 1943
r. włączył się do oddziału partyzanckiego AK kierowanego przez Stefana
Rudzińskiego „Wiktora”. Oddział ten wsławił się wieloma brawurowymi
akcjami przeciwko Niemcom na terenie Prus.
Oddział samoobrony Obwodu ROAK Przasnysz, dowodzony przez ppor. Zacheusza W. Nowowiejskiego "Jeża" (stoi czwarty od lewej).
Po wkroczeniu sowietów na
tereny powiatu przasnyskiego, nie złożył broni. Wraz z innymi
partyzantami, jako oddział samoobrony Obwodu ROAK (Ruch Oporu Armii Krajowej) Przasnysz, prowadził akcje, w których bronił ludzi represjonowanych
przez komunistów. Na „Jeża” organizowano obławy, szczególnie w jego
rodzinnej wsi, prześladowano rodzinę. 6 grudnia 1946 r. grupa
funkcjonariuszy UB z Przasnysza wspierana przez pluton żołnierzy z 3.
Pułku Ułanów Warszawskich doprowadziła do śmierci Nowowiejskiego w
Zembrzusie, niedaleko jego własnego domu. Trafiony kulą, próbował
ucieczki, a gdy ta okazała się niemożliwa, strzałem w głowę pozbawił się
życia. Ciało „Jeża” zabrano do Przasnysza. Miejsce jego pochówku do
dziś pozostaje nieznane.
Wykonana
przez funkcjonariuszy UB z Przasnysza fotografia ppor. Wiktora Zacheusza
Nowowiejskiego "Jeża", poległego w walce 6 XII 1946 r. w miejscowości
Zembrzus – Mokry Grunt.
GLORIA VICTIS !
- Zabić "Jeża". Por. Zacheusz Nowowiejski ps. „Jeż” i rozbicie PUBP w Mławie>
- Michał Piotr Moszczyński, Zanim padły strzały>
- Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, Jacek Pawłowicz, Ruch Oporu Armii Krajowej na Północnym Mazowszu 1945–1954>
- Fotorelacja z odsłonięcia pomnika por. Zacheusza Nowowiejskiego "Jeża">
- Ruch Oporu Armii Krajowej na Mazowszu (ALBUM)>
- „Ocalić … od zapomnienia”>
72. rocznica śmierci ppor. "Ragnera"


Ppor. Czesław Zajączkowski ps. "Ragner", dowódca IV batalionu 77 pp AK, a następnie Zgrupowania "Południe" na Nowogródczyźnie.
72
lata temu, 3 grudnia 1944 r., podczas próby przebicia się przez
okrążenie złożone z 1400 funkcjonariuszy sowieckiego NKWD, wspartych
artylerią i bronią pancerną, poległ wraz z kilkoma swoimi żołnierzami ppor. Czesław Zajączkowski "Ragner", dowódca IV batalionu 77. pp Armii Krajowej, a następnie Zgrupowania "Południe" na Nowogródczyźnie.
W
dniu 3 grudnia 1944 r. trzy pierścienie funkcjonariuszy WW NKWD (ponad
1400 ludzi) okrążyły teren pomiędzy Niecieczą i Cackami (do
bezpośredniej akcji użyto 400 funkcjonariuszy). Walka z niespełna 30-osobowym oddziałem "Ragnera" rozegrała się koło chutoru Jeremicze.
Większość oddziału polskiego zdołała wymknąć się z pierścienia
okrążenia, a sowieci zdołali zniszczyć jedynie 8-sobową grupkę
partyzantów, w składzie której znajdował się komendant. Według polskich
relacji poległo 7 partyzantów, w tym ppor. Czesław Zajączkowski
"Ragner", jego brat Leon Zajączkowski "Drzewica" i plut. Stanisław
Tobota "Ojciec" (śmiertelnie ranny), zaś jeden – Wacław Brylewski
"Mucha" – dostał się do niewoli. Ciała poległych partyzantów i ppor.
"Ragnera" funkcjonariusze NKWD pogrzebali w nieznanym do dzisiaj
miejscu.
Ppor. "Ragner" (drugi z prawej) z grupą swoich żołnierzy. Pierwszy z prawej plut. Stanisław Tobota "Ojciec".
Ppor. Czesław Zajączkowski "Ragner"
był jednym z najbardziej znienawidzonych przez sowietów dowódców
nowogródzkiej Armii Krajowej. Jego działania przeciwko sowieckiej
partyzantce permanentnie zwalczającej „białopolaków”, prowadzone na
przełomie 1943/44 r. na Nowogródczyźnie, a także późniejsza niezłomna
walka przeciw bandyckim działaniom, godzącym w ludność polską i podjęte w
związku z tym poważne uderzenia odwetowe w sowiecką administrację i
siły bezpieczeństwa, doprowadziły do tego, że nowi okupanci zaczęli bać
się go jak ognia, nadając mu nawet wiele mówiący przydomek – "CZIORT W OCZKACH" (diabeł w okularach).
Ppor. Czesław Zajączkowski "Ragner" z żoną.
Ppor.
"Ragner" należał do tych dowódców AK, którzy nie złożyli broni przed
Sowietami w lipcu 1944 r. Był najwybitniejszym organizatorem oporu
przeciw sowieckim okupantom w centralnej części województwa
nowogródzkiego. Dowodzone przez niego oddziały wchodzące w skład
Zgrupowania AK „Południe” wykonały setki akcji przeciw NKWD i sowieckiej
administracji. W liście z września 1944 r. skierowanym do władz
sowieckich w Lidzie „Ragner” informował, że w odwet za zbrodnie
popełnione przez komunistów na ludności Nowogródczyzny będzie likwidował
przedstawicieli aparatu okupacyjnego.
Bielica nad Niemnem. Wśród dziewcząt ppor. Czesław Zajączkowski "Ragner".
Po
śmierci ppor. "Ragnera", pozostali przy życiu jego podkomendni
kontynuowali działalność pod nowym dowództwem, przeciwstawiając się
sowieckim okupantom jeszcze przez kilka lat. Z pozostałych w polu ludzi
na przełomie 1944 i 1945 r. nowy oddział partyzancki zorganizował
adiutant "Ragnera" sierż. Anatol Urbanowicz „Laluś”, a ostatni z tych Kresowych Straceńców walczyli i ginęli jeszcze w maju 1949 roku, pod rozkazami ppor. Anatola Radziwonika "Olecha". 

Sierż.
Anatol Urbanowicz "Laluś". Adiutant ppor. "Ragnera", dowodził oddziałem
po jego śmierci. Okresowo pełnił funkcję Komendanta Obwodu
Szczuczyn-Lida. Wiele razy starł się z grupami operacyjnymi NKWD. 27 maja 1945 pod Lidą osaczony z oddziałem przez grupę zwiadu 34. zmotoryzowanego pułku strz. NKWD. Nie chcąc wpaść w ręce Sowietów zastrzelił się.

Ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”, „Stary”,
oficer VII batalionu 77 pp AK, komendant połączonych poakowskich
obwodów Szczuczyn i Lida, walczył z reżimem komunistycznym do 12 maja
1949 r., kiedy to poległ przebijając się przez trzy kordony obławy NKWD.
Śmierć ppor. Anatola Radziwonika "Olecha" oznaczała symboliczny kres
zorganizowanego polskiego oporu przeciwko Sowietom na Kresach Wschodnich II RP, jednak co najmniej do połowy lat 50-tych
walka zbrojna na tym terenie była kontynuowana przez drobne grupki
„ostatnich leśnych”, nawet przez pojedynczych partyzantów, których
propaganda bolszewicka nazywała „terroristy odinoczki”.
GLORIA VICTIS !
Więcej informacji o ppor. "Ragnerze" znajdziesz w artykule:
Zainteresowanych walką polskich partyzantów na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (m.in. ppłk cc Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza", por. Jana Borysewicza "Krysi", ppor. Anatola Radziwonika "Olecha") po wkroczeniu Sowietów, zapraszam do lektury kategorii Im poświęconej:
Czytaj również:
- Pomnik Żołnierzy Wyklętych poległych na Kresach odsłania w Augustowie Fundacja "Pamiętamy">
- Odsłonięcie pomnika Żołnierzy Wyklętych poległych na Kresach – FOTOREPORTAŻ>
Zapoznaj się z opracowaniem, autorstwa Kazimierza Krajewskiego i Tomasza Łabuszewskiego, zatytułowanym "Polegli
na straconych posterunkach. Z dziejów polskiego podziemia
niepodległościowego na Kresach II Rzeczypospolitej (1944-1956)", które – klikając na okładkę poniżej – można pobrać w całości (w formacie PDF).
67. rocznica śmierci ostatniego komendanta NZW
Zbigniew Herbert


Por. Kazimierz Żebrowski "Bąk", ostatni komendant III Okręgu NZW Białystok. Poległ 3 grudnia 1949 r. 67 lat temu, rankiem 3 grudnia 1949 r., w wyniku doniesienia agenturalnego, zabudowania w Mężeninie (pow. Łomża), gdzie przebywał komendant białostockiego Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego
por. Kazimierz Żebrowski "Bąk" wraz ze swoim synem Jerzym ps. "Konar",
zostały otoczone przez grupę operacyjną II Brygady KBW i UB. Dowodzący
operacją wezwał partyzantów do poddania się. W odpowiedzi "Konar"
wystrzelił serię z automatu i wybiegli z ojcem przez tylne drzwi
stodoły, ale i tam natknęli się na linię obławy, którą ostrzeliwując się
próbowali sforsować. Teofil Lipka, gospodarz, u którego się ukrywali,
tak wspominał ostatnie chwile Komendanta:
"Bąk" z synem biegną w kierunku olszyny. Ci z podwórka grzeją do nich.
"Konar" zachwiał się, krzyczy: "Tato! Jestem ranny" – i zwalił się na
ziemię. "Bąk" zaraz się wrócił, ukląkł przy głowie syna, przeżegnał się,
przystawił mu pistolet do głowy i dwa razy strzelił. Tamci krzyczą,
żeby przestał się bić. "Bąk" strzelił sobie w głowę. Bój się skończył.
ostatniego komendanta białostockiego Okręgu NZW zastygło obok ciała
jego syna. Walczyli i zginęli razem. Stało się tak, jak często w
rozmowach z Teofilem Lipką zapowiadali. Mówili mu, że jeżeli znajdą się w
sytuacji bez wyjścia, nie dadzą się wziąć żywcem. Wedle rachuby:
zginąć, ale nikogo nie wydać. Uznawali, że są to winni ludziom, którzy
przez lata udzielali im schronienia; wedle przyrzeczenia "Bąka", że z
komunistami będzie się bił do ostatniego naboju, a ten ostatni nabój
zostawi dla siebie. Słowa dotrzymali!


Jerzy
Żebrowski "Konar", syn por. Kazimierza Żebrowskiego "Bąka". Żołnierz NZW Okręgu
Białystok. W konspiracji od 1941 r. Poległ 3 grudnia 1949 r.
GLORIA VICTIS !
Więcej informacji o por. Żebrowskim znajdziesz w artykule:
Czytaj także:
69. rocznica śmierci kpt. "Bartka"
Zbigniew Herbert


Kpt. Henryk Flame "Bartek"
69.
lat temu, 1 grudnia 1947 roku w Zabrzegu pod Czechowicami został
zamordowany kpt. Henryk Flame "Bartek", legendarny dowódca zgrupowania
partyzanckiego Narodowych Sił Zbrojnych na Śląsku Cieszyńskim.
Dnia
1 grudnia 1947 roku o godzinie 14 Henryk Flame przyszedł do warsztatu
znajomego Wiktora Cimali z prośbą, żeby zrobił drzwi żelazne do kościoła
Św. Katarzyny. Praca nad drzwiami, w której pomagał Flame, trwała do
godziny 18. Po skończonej pracy, Cimola zaproponował „Bartkowi", że
odprowadzi go do domu. Po drodze wstąpili do restauracji prowadzonej
przez Kozika na piwo. Tam spotkali Wiktora Ryszkę do którego się
dosiedli. Później doszło kilku innych znajomych między innymi Rudolf
Stafi z żoną i Stefan Kapela. W tym mniej więcej towarzystwie na
propozycję Stefana Kapeli cała grupa udała się samochodem do restauracji
Czyloka w Zabrzegu.
Pod restaurację prowadzoną przez Józefa
Czyloka w Zabrzegu samochód z gośćmi, wśród których był Flame, podjechał
między godziną 19 a 20. Z samochodu oprócz wyżej wymienionych gości,
wyszło również dwóch funkcjonariuszy MO oraz kilku członków orkiestry,
którą wzięto z restauracji Kozika. Całe towarzystwo bez przeszkód weszło
do restauracji i zajęło stoliki. W tym czasie około godz. 20
funkcjonariusz MO o nazwisku Drapacz poznawszy wchodzącego do
restauracji Henryka Flame poszedł na miejscowy posterunek, gdzie
poinformował komendanta placówki Kazimierza Dolacińskiego, że widział
jak „Bartek" w towarzystwie znajomych wszedł do restauracji u Czyloka,
mówiąc przy tym, że może dojść do „gradny" gdyż kilka dni wcześniej, 29
listopada 1946 roku, Flame strzelał w tej restauracji na wiwat i
nieprzychylnie wypowiadał się o „władzy ludowej". Obaj milicjanci poszli
zatem do restauracji, tam zastali już funkcjonariusza MO Całujka a
chwilę później przyszli milicjanci, Rudolf Dadak i Multak. Byli tam
również czechowiccy milicjanci Stanisław Kopeć i Jan Zygowski, którzy
przyjechali w towarzystwie Flamego. W związku z tym, że miejscowy
posterunek został bez obstawy, komendant Dolaciński odmeldował Dadaka i
Drapacza na placówkę MO. Jednak Dadak został, a zamiast niego na
posterunek poszedł Multak.
Około godziny 21.20 do baru, przy
którym stali milicjanci, podszedł Flame i zaprosił komendanta
Dolacińskiego do stolika, ale ten odmówił mówiąc przy tym, że jest na
służbie a zresztą nie pije z nieznajomymi na co Flame przedstawił się
podając jednocześnie swój NSZ-owski pseudonim, tak że wszyscy w pobliżu
to usłyszeli. W tym czasie w restauracji znajdowało się pięciu
milicjantów pilnujących porządku przed ewentualną awanturą, zwłaszcza,
że towarzystwo Flamego było już mocno rozbawione. O godzinie 22 Czylok
zabrał się do zamykania baru, widząc to Flame podszedł do Dolacińskiego i
poprosił o dłuższe pozostanie obecnych na sali, ponieważ ma obawy, że
na zewnątrz może dojść do awantury. Dzięki interwencji komendanta
posterunku Czylok zrezygnował z zamknięcia restauracji.
Gdy
kolejny raz Flame podszedł do baru zaczepił go Rudolf Dadak pytając czy
pamięta go z roku 1944 na co zapytany odpowiedział, że jeżeli był w
partyzantce to walczyli razem przeciwko okupantowi i na tym rozmowa się
skończyła. Według późniejszej relacji samego Dadaka rozmowa przebiegła
nieco inaczej, a mianowicie, że „podchmielony" Flame podszedł do niego i
mu ubliżył używając przy tym wulgarnych słów. Bezpośrednio po tym
incydencie Flame poszedł do osobnego pomieszczenie gdzie przysiadł się
do Marii Stafi i do żony Ryszka. Był podłamany, skarżył się, że jego na
świecie już nic nie cieszy, żyje tylko dla dzieci i dla matki.
Dochodziła
godzina 23 dnia 1 grudnia 1947 roku gdy usłyszano serię strzałów i
towarzyszący jej krzyk kobiet. Chwilę później Henryk Flame leżał bez
ruchu w kałuży krwi obok krzesła na którym siedział. Strzał oddał
funkcjonariusz MO Rudolf Dadak, który stał w drzwiach z karabinem w ręku
z lufą skierowaną do pokoju, w którym siedział Flame. Od razu dopadł go
funkcjonariusz Całujek, który odebrał Dadakowi broń. Na zapytanie
dlaczego to zrobił odparł, że „nie może znosić by tacy wrogowie
Demokracji, którzy przed niedawnym czasem strzelali do milicjantów
chodzili teraz bezkarnie."

Zwłoki kpt. "Bartka"
skrytobójczo zastrzelonego przez milicjanta w barze w
Zabrzegu.
Antoni Flame, ps. "Grot", "Bartek", (ur. 15 stycznia 1918 we Frysztacie
na Zaolziu, zm. 1 grudnia 1947) – pilot wojskowy, żołnierz NSZ.
Był
synem Emeryka i Marii z domu Raszyk. W 1919 roku rodzina Flame
przeniosła się do Czechowic (obecnie Czechowice-Dziedzice) znajdujących
się w granicach II Rzeczypospolitej. Wykształcenie zdobył w miejscowym
gimnazjum i w Szkole Przemysłowej w Bielsku. W 1936 roku wstąpił na
ochotnika do wojska rozpoczynając naukę w Szkole Podoficerów Lotnictwa
dla Małoletnich w Bydgoszczy, którą ukończył w roku 1939 w stopniu
kaprala pilota dostając przydział do 123 eskadry 2 pułku lotniczego
stacjonującego na lotnisku w podkrakowskich Rakowicach.
Zdjęcie wykonane po amnestii 1947 r. Henryk Flame „Bartek”
(pierwszy od prawej) wraz ze swoimi żołnierzami
(od lewej: Gustaw Matuszny, ps. „Orzeł Biały”, N.N., Stanisław Włoch, ps. „Lis”).
W wojnie
obronnej Polski w 1939 r., jako pilot 123 eskadry myśliwskiej
przydzielonej do Brygady Pościgowej, Henryk Flame, bronił nieba nad
Warszawą przed samolotami wroga. 1 września w okolicach Zakroczyma
doszło do pierwszej bitwy powietrznej II wojny światowej, w wyniku
której maszyna kpr. Flame została zestrzelona, a on sam od tej pory
znajdował się w dyspozycji prezydenta Warszawy, Stefana Starzyńskiego. Z
6 na 7 września 123 eskadra została wycofana z Warszawy na podlubelskie
lotniska, a 17 września jej żołnierze przekroczyli granicę rumuńską. W
tym czasie Henryk Flame dostał prawdopodobnie przydział do nowo
sformowanej Eskadry Rozpoznawczej operującej na linii Lwów –
Zaleszczyki.
Po 17 września został zestrzelony przez Rosjan w
okolicach Stanisławowa po czym zorganizował z luźnych grup żołnierzy z
rozbitych jednostek konwój, który pod koniec września przekroczył
granicę z Węgrami. Na Węgrzech Flame wraz z innymi żołnierzami został
internowany i osadzony w tymczasowym obozie, z którego jednak szybko
uciekł. Ukrywając się u węgierskiego gospodarza został zadenuncjowany i
przekazany władzom niemieckim, które umieściły zbiega w obozie jenieckim
zlokalizowanym na ziemiach austriackich wcielonych do III Rzeszy. W
drugiej połowie 1940 roku, dzięki interwencji rodziny, Flame został
wypuszczony z obozu (historycy o orientacji lewicowej, uważają, że
kluczową rolę w wypuszczeniu Flamego z obozu, odegrał fakt podpisania
przez niego volkslisty). Po powrocie do Czechowic, Henryk Flame, podjął
pracę jako maszynista na miejscowej kolei i związał się jednocześnie z
niepodległościową konspiracją.
Założył organizację HAK podległą
AK, która zajmowała się wywiadem i sabotażem. Na przełomie roku 1943 i
1944, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, wraz z podkomendnymi
uciekł do lasu, gdzie zorganizował samodzielny oddział partyzancki
operujący w podbeskidzkich lasach. Zauważony przez dowództwo NSZ
otrzymał propozycję wejścia w raz z oddziałem w szeregi tej organizacji,
z której to propozycji skorzystał i w październiku 1944 roku został
zaprzysiężony na żołnierza NSZ.
12 lutego 1945 roku do Czechowic
wkroczyła Armia Czerwona, a Flame, realizując zalecenia dowództwa NSZ,
ujawnił się, i wraz z oddziałem, zachowując konspiracyjne struktury,
oddał się do dyspozycji "władzy ludowej" i wbrew protestom miejscowych
komunistów, objął stanowisko komendanta miejscowego komisariatu MO. W
dalszym ciągu realizując wytyczne dowództwa NSZ, Flame obsadził swoimi
ludźmi komisariat i podległe mu jednostki, a także gromadził wokół
siebie ludzi opozycyjnie nastawionych do komunistów gromadzić
jednocześnie broń przygotowując się do nieuchronnej konfrontacji z
komunistami.
W kwietniu 1945 roku, kolejny raz, jak za okupacji
niemieckiej, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, Flame uciekł ze
swoimi ludźmi w pobliskie lasy. Od tej pory Flame zaczął występować jako
"Bartek" odtwarzając odziały partyzanckie VII Okręgu
Śląsko-Cieszyńskiego NSZ rozpoczynając tym samym "drugą konspirację". Od
maja 1945 roku do lutego roku 1947 Henryk Flame stał na czele
największego zgrupowania niepodległościowego na Śląsku Cieszyńskim,
którego liczebność, w szczytowym okresie, wynosiła ponad 300 dobrze
uzbrojonych i umundurowanych żołnierzy. Składające się z kilku oddziałów
zgrupowanie przeprowadziło łącznie ok. 340 akcji zbrojnych. Do
największego wystąpienia zgrupowania pod dowództwem Flamego należało
zajęcie 3 maja 1946 roku małej, uzdrowiskowej miejscowości Wisły, w
której przeprowadził, na oczach sterroryzowanych komunistów, dwugodzinną
defiladę w pełni umundurowanych i uzbrojonych żołnierzy NSZ, co było
ewenementem w państwach "władzy ludowej". W okresie tym Flame otrzymał
stopień kapitana NSZ i stał się największym
postrachem komunistów na Śląsku Cieszyńskim.
Od
lewej: Alojzy Wizner „Lis”, Antoni Wizner „Brzoza”, członkowie
zgrupowania „Bartka”, straceni 15 stycznia 1947 r. w Bielsku na mocy
wyroku WSR w Katowicach.
We wrześniu 1946
roku, w wyniku ubeckiej prowokacji, co najmniej 100 żołnierzy
zgrupowania "Bartka" zostało wywiezionych na Opolszczyznę i
zamordowanych (według najnowszych przypuszczeń ten masowy mord miał
miejsce w lasach w okolicach wsi Barut lub okolicach Grodkowa. Kolejnym
postulowanym miejscem mordu są Łambinowice). Od tego czasu zgrupowanie
pod dowództwem Flamego zaczęło tracić inicjatywę kosztem komunistów,
którzy w licznych obławach dziesiątkowali oddziały podległe "Bartkowi".
Raport agenta MBP Henryka Wendrowskiego z prowokacyjnej operacji „Lawina”, zakończonej wymordowaniem żołnierzy „Bartka”.
W
obliczu beznadziejnej sytuacji Flame podjął decyzję o ujawnieniu się
przy najbliższej okazji, którą stała się uchwalona przez sejm na dzień
22 lutego 1947 roku amnestia. Sam "Bartek" z najbliższym otoczeniem
ujawnił się dopiero 11 marca 1947 roku w Cieszynie. Był to dla
komunistów ogromny sukces, który jednak przyćmiewał fakt, że Flame,
ujawniając się na mocy amnestii, był bezkarny, a według nich musiał
ponieść karę. Komuniści rozpoczęli więc kolejną prowokację mającą na
celu "ukaranie" Flamego. Ponoć nieoficjalny wyrok śmierci na "Bartka"
wydał sam Bierut, który nie mógł znieść myśli o przemarszu niemal 400
ludzi z NSZ przed posterunkiem MO w Wiśle.
Do skrytobójczego
zamachu na Flamego doszło 1 grudnia 1947 roku w Zabrzegu pod
Czechowicami. Zamachowcem był miejscowy milicjant Rudolf Dadak, który
nigdy nie został osądzony za swoją zbrodnię, tak samo jak inspiratorzy
zamachu (Henryk Wendrowski), mimo prowadzonego śledztwa, nie zostali
ujawnieni i postawieni przed sądem.
Więcej na temat zgrupowania kpt. Henryka Flame "Bartka" czytaj:
- OPERACJA "LAWINA" – UBecka zbrodnia bez precedensu – część 1>
- OPERACJA "LAWINA" – UBecka zbrodnia bez precedensu – część 2>
- TRZEBA PRZECZYTAĆ !!! (96) – Tomasz Greniuch, Pod komendą "Bartka">
- Wywiad z autorem książki "Król Podbeskidzia">
- Sebastian Reńca, Z cienia. Powieść o żołnierzach wyklętych>
- WARTO PRZECZYTAĆ… (47) – Maciej T. Nowak, Operacja "Lawina". Dzieje przemilczanej zbrodni UB>
- IPN: w 2017 r. będzie można podać pierwsze nazwiska żołnierzy „Bartka”>




