WARTO PRZECZYTAĆ… (60)


Śladami podziemia. Działalność niepodległościowa w rejonie Tęgoborza w latach 1939–1953
red. Dawid Golik, Kraków 2013, 168 s.

21. tom serii "Z archiwów bezpieki – nieznane karty PRL", wydawanej wspólnie przez Oddział IPN w Krakowie i Ośrodek Myśli Politycznej.

Położone na Sądecczyźnie Tęgoborze nie jest szerzej znane poza Małopolską. Sceptyk mógłby zatem powątpiewać, czy opowieść o losach jego mieszkańców – a także okolicznych miejscowości – w latach 1939–1953 może znacząco wzbogacić pamięć o wydarzeniach z czasów II wojny światowej i powojennej instalacji systemu komunistycznego w Polsce. Nie miałby jednak racji. Ta lokalna, wydawałoby się, historia zmagań z okupacją niemiecką i sowiecką oraz peerelowskim aparatem represji w mikroskali przedstawia bowiem zjawiska, które w tym okresie stały się doświadczeniem całej Polski. Losy jej bohaterów były udziałem setek tysięcy Polaków, którzy stawili czoła totalitarnym reżimom, a zarazem musieli przystosować się do realiów życia przez te reżimy narzuconych. Poznając owe doświadczenia, możemy lepiej zrozumieć istotę działalności podziemnej – zarówno jej najbardziej spektakularny wymiar: akcje zbrojne, jak i codzienność: funkcjonowanie żołnierzy podziemia w społeczności lokalnej, z której wywodzili się także niekiedy ich przeciwnicy – pracownicy komunistycznego aparatu represji czy konfidenci. To bohaterowie z krwi i kości, zaś ich losy są "z życia wzięte". Tyle że to życie było niezwykłe – dramatyczne jak czasy, gdy się toczyło.

SPIS TREŚCI

Książkę można nabyć:

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej
Strona główna>

60. rocznica śmierci por. "Puszczyka"

60. rocznica śmierci por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" i jego żołnierzy

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Por. Wacław Grabowski "Puszczyk" (1916-1953)

60 lat temu, 5 lipca 1953 roku, w walce z 1300-osobową obławą UB-KBW we wsi Niedziałki zginał dowódca ostatniego patrolu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego działającego na Mazowszu północnym, por. Wacław Grabowski "Puszczyk". Wraz z nim, podczas próby przebicia się przez pierścień okrążenia, poległo sześciu jego żołnierzy.

Żołnierze NZW z patrolu por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" polegli w walce stoczonej 5 lipca 1953 r. z 1300-osobową grupą operacyjną UB-KBW we wsi Niedziałki na Mazowszu. Od lewej leżą: Henryk Barwiński "August", Kazimierz Żmijewski "Jan", Lucjan Krępski "Jastrząb", Feliks Gutkowski "Gutek", Piotr Suwiński "Stanisław", por. Wacław Grabowski "Puszczyk", Antoni Tomczak "Malutki". Zdjęcie wykonane przez UB.

Wacław Grabowski urodził się 10 grudnia 1916 r. w rodzinie zarządcy majątku Krępa (pow. Mława). W okresie nauki w szkole średniej działał w harcerstwie. Uczestniczył w wojnie obronnej 1939 r. W okresie okupacji niemieckiej był żołnierzem ZWZ-AK w Obwodzie Mława. Służbę w oddziałach partyzanckich rozpoczął już w 1943 r. Służył w Kedywie (Kierownictwo Dywersji) Armii Krajowej i oddziale partyzanckim ppor. Stefana Rudzińskiego "Wiktora". Po wejściu Armii Czerwonej działał w strukturze Ruchu Oporu Armii Krajowej (ROAK) w ramach batalionu "Znicz" dowodzonego przez kpt. Pawła Nowakowskiego "Łysego" (uczestniczył m.in. w udanej akcji z 2/3 czerwca 1945 r. na PUBP w Mławie, w wyniku której uwolniono 32 więźniów oraz zastrzelono 4 UB-eków).

Ppor. Stefan Rudziński "Wiktor"

Po rozwiązaniu oddziału w 1945 r. (tzw. "akcja rozładowywania lasów" Jana Mazurkiewicza "Radosława") "Puszczyk" zdołał przedostać się do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Przez pewien czas służył w Polskich Kompaniach Wartowniczych. Stwierdził jednak, iż jego "miejsce jest w Polsce" i powrócił do kraju. Ponownie podjął działalność konspiracyjną, organizując nieduży oddział partyzancki operujący w powiatach Mława, Przasnysz, Działdowo i Ciechanów.

Dowodził samodzielnym oddziałem wchodzącym prawdopodobnie w skład 16 Okręgu NZW. Po jego likwidacji nawiązał kontakt z Mieczysławem Dziemieszkiewiczem "Rojem" (zginął 13 IV 1951 r. we wsi Szyszki).
Jego grupa, działająca w latach 1947–1953, nastawiona była na dotrwanie
do zmiany sytuacji politycznej w Polsce i ograniczała swą aktywność do
niezbędnej samoobrony i akcji aprowizacyjnych. Głośnym  wyczynem "Puszczyka" było m.in. przebicie się przez zasadzkę bezpieki w październiku 1952 r. w okolicach Konopek (od jego kul padło dwóch oficerów MBP i żołnierz KBW). Od jesieni 1951 r. oddział nie prowadził już żadnych działań dywersyjnych, będąc typową "grupą przetrwania".

Wycinek mapy okolicy, w której ukrywał się "Puszczyk" i jego żołnierze w 1953 r.

Do jesieni 1952 r. ukrywał się w przygotowanym uprzednio bunkrze w powiecie działdowskim, a po jego zlokalizowaniu przez resort bezpieczeństwa przeszedł w okolice Mławy, gdzie do lata 1953 r. "melinował" w kolonijnych gospodarstwach miejscowości Niedziałki, u rodzin: Marianny Jeziorskiej, Stanisława Adamczyka i Zygmunta Klimaszewskiego. Ostatnią bazą "Puszczyka" stała się właśnie wioska Niedziałki (gm. Turza
Mała), gdzie jego grupa przez wiele miesięcy ukrywała się w
gospodarstwie rodziny Jeziorskich. Miejsce ich stacjonowania wydał współpracownik UB Wacław Głuszek (za zdradę wypłacono mu 5000 zł).

5 lipca 1953 r. gospodarstwo w Niedziałkach, gdzie stacjonowali partyzanci, otoczyła 1300-osobowa grupa operacyjna UB-KBW.
Dowodzący operacją oficer KBW informował:

[…] O godz. 15.00 przystąpiono do operacji okrążając zabudowania w momencie nawiązywania styków 2/ch kompanii zamykający pierścień […] banda w sile 7-miu ludzi podjęła ucieczkę w kierunku lasu, gdzie nie widoczna była obstawa dla niej. W tym czasie została nakryta silnym krzyżowym ogniem z broni maszynowej i obstawy i banda widząc, że jest okrążona zajęła stanowiska w życie, przyjmując obronę, jednocześnie wycofując się w kierunku lasu. W wyniku półtoragodzinnej walki banda została całkowicie zlikwidowana […]".

Pomimo tak wielkiej dysproporcji sił partyzanci podjęli próbę przebicia się z okrążenia, ginąc kolejno w krzyżowym ogniu broni maszynowej. Wraz z por. Wacławem Grabowskim "Puszczykiem", który ostatni nabój przeznaczył dla siebie, poległo czterech jego żołnierzy: Henryk Barwiński "August", Lucjan Krępski "Jastrząb", Piotr Suwiński "Stanisław" i Antoni Tomczak "Malutki". Dwóch ciężko rannych partyzantów – Feliksa Gutowskiego "Gutka" i Kazimierza Żmijewskiego "Jana" – przewieziono do szpitala w Mławie, gdzie zmarli.

Obelisk w miejscu śmierci por. "Puszczyka" i jego żołnierzy, odsłonięty i poświęcony 8 września 2001 roku. Ufundowali go kombatanci, rodziny poległych oraz mieszkańcy gmin Lipowiec Kościelny i Kuczbork.

Marianna Jeziorowska ps. "Grześ", za udzielanie schronienia partyzantom por. "Puszczyka", została aresztowana i skazana na karę wieloletniego więzienia, którego murów już nigdy żywa nie opuściła. Zmarła 18 lipca 1955 roku w komunistycznym więzieniu Warszawa-Mokotów.

Obelisk w miejscu śmierci por. Wacława Grabowskiego "Puszczyka" i jego żołnierzy.

Cmentarz w Lipowcu Kościelnym. Metalowy krzyż i tablica pamiątkowa na symbolicznej mogile por. "Puszczyka" i jego żołnierzy.

Tablica na krzyżu na cmentarzu w Lipowcu Kościelnym: "Pamięci byłych żołnierzy AK-NZW poległych w dniu 5 lipca 1953 r. w miejscowości Niedziałki w obronie honoru narodu i godności własnej oraz wolności nie tylko własnej".

Ostatnimi partyzantami antykomunistycznego podziemia na północnym Mazowszu, którzy zginęli w walce z komunistami byli Kazimierz Dyksiński "Kruczek" oraz Leon Malicki "Zygmunt". Po wkroczeniu Sowietów byli żołnierzami ROAK (Ruch Oporu Armii Krajowej), a następnie 11. Grupy Operacyjnej NSZ. "Kruczek" został aresztowany 3 stycznia 1947 r. i skazany na karę śmierci. W nocy po ogłoszeniu
wyroku uciekł z więzienia i dołączył do oddziału por. Franciszka Majewskiego "Słonego". W październiku 1947 r. wraz z oddziałem wszedł w skład XXIII Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Po rozbiciu struktur NZW ukrywał
się wraz z Leonem Malickim "Zygmuntem". Partyzanci zostali wydani przez agenta UB "Kaszuba" – człowieka, u którego się ukrywali. 10 czerwca 1954 r., osaczeni przez obławę UB we wsi Będzymin w pow. Sierpc, podjęli swoją ostatnią walkę.
Tak opisał to wydarzenie w raporcie skierowanym do naczelnika Wydziału I Departamentu III MBP naczelnik Wydziału III WUBP w Warszawie:

[…] O godz. 17.30 zabudowania agenta "Kaszuby" oraz przyległe budynki należące do sąsiadów agenta zostały okrążone. Do środka weszła grupa szturmowa, która została ostrzelana przez bandytów i obrzucona granatami […] Bandyci zostali wyparci z budynków na odkryte pole, nie orientując się, że są okrążeni przez obstawę, zostali przykryci ogniem i w tym momencie Malicki Leon ps. "Zygmunt", będąc rannym strzelił sobie w głowę z własnego pistoletu, natomiast bandyta Dyksiński Kazimierz ps. "Kruczek" podłożył pod siebie granat, który eksplodował pozbawiając go życia.[…].

Do dziś miejsca pochówków ostatnich partyzantów Mazowsza, jak i wielu innych, pozostają nieznane.
GLORIA VICTIS !!!

Strona główna>

Odsłonięcie obelisku pamięci w Dębicy

Odsłonięcie obelisku pamięci Żołnierzy Wyklętych – 10 lipca 2013 r., Rynek w Dębicy

10 lipca 2013 roku o godz. 16.30 na dębickim Rynku odsłonięty zostanie obelisk upamiętniający Żołnierzy Wyklętych Polskiego Podziemia Niepodległościowego. Będzie on upamiętniał trzech członków oddziału leśnego Narodowych Sił Zbrojnych Jana Stefki "Mściciela" straconych na Rynku w Dębicy 10 lipca 1946 roku: Józefa Grębosza "Pszczółkę", Józefa Kozłowskiego "Mruka" i Franciszka Nostra "Bukieta".

Uroczystość rozpocznie wystąpienie burmistrza Pawła Wolickiego. Następnie słowo o żołnierzach podziemia antykomunistycznego wygłosi historyk Maciej Małozięć. Genezę powstania obelisku przedstawi wiceburmistrz Mariusz Trojan, a z programem zatytułowanym Sny niespełnione powstaną z mogił wystąpi Młodzieżowa Grupa Safo z Miejskiego Ośrodka Kultury.
Jeszcze przed odsłonięciem obelisku wystąpi świadek egzekucji. Uroczystość na Rynku zakończy apel poległych i złożenie wieńców i wiązanek kwiatów.
Tego samego dnia o godz. 18 w kościele św. Jadwigi odprawiona zostanie msza św. w intencji bohaterów Polskiego Podziemia Niepodległościowego.

Egzekucja na Rynku w Dębicy była przedostatnią publiczną egzekucją w Polsce, która w 1946 roku szerokim echem odbiła się w całej Europie. Na Rynku w obecności setek ludzi przybyłych na cotygodniowy targ, stracono trzech członków Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału Jana Stefki "Mściciela".

Oddział "Mściciela" powstały w drugiej połowie 1945 r., a w początkach 1946 r. liczący ok. 35 osób, działał na terenach powiatów: rzeszowskiego, brzozowskiego, krośnieńskiego i dębickiego. W lutym 1946 r. jego ludzie zabili w okolicach Borku Wielkiego koło Sędziszowa Małopolskiego napotkanych przypadkowo dwóch funkcjonariuszy PUBP z Dębicy: Walentego Dzięgiela i Stanisława Kosydara. Miesiąc później "Mściciel" zorganizował akcję w Przecławiu, gdzie zaatakował plebanię i majątek dworski (wtedy już upaństwowiony), skąd zabrał m.in. srebra rodowe Reyów, żywność i konie. Gdy oddział wracał przez Dębicę w lasy jasielskie, o przemarszu dowiedział się Urząd Bezpieczeństwa. UB, wojsko i milicja ruszyły w pościg. W rejonie wsi Grudna doszło do starcia zbrojnego. Ranny w rękę "Mściciel" uszedł z zasadzki, ale 13 jego ludzi zostało schwytanych, w tym najwyższy stopniem Jan Dąbrowski.

Rozprawa karna odbyła się w dniach 24 i 25 czerwca 1946 r. przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie w trybie doraźnym. Cała trzynastka, pozbawiona możliwości rzetelnej obrony została oskarżona o przynależność do NSZ, napady rabunkowe na wsie i majątki państwowe, rabunek odzieży, żywności, koni i nierogacizny. Akt oskarżenia objął także zastrzelenie komendanta MO w Domaradzu i dwu funkcjonariuszy UBP w Dębicy, napady i rozbrajanie posterunków MO oraz napotykanych po drodze milicjantów i żołnierzy. Oskarżeni przyznali się do winy, co przy brutalnych metodach śledztw prowadzonych w kazamatach UB dziwić nie powinno.

Wyroki śmierci zostali skazani Józef Kozłowski, Franciszek Noster, Józef Grębosz, Zygmunt Ząbek i Jan Gomułka. Pozostali dostali wyroki długoletniego więzienia: Jan Dąbrowski i Władysław Rogos po 15 lat, Józef Jantosz 10 lat, Tadeusz Płoaka i Stanisław Froń po 6 lat, Władysław Prajzner 4 lata, T. Gierlach 3 lata i Wł. Wolanin 1 rok.

Trzech ze skazanych na najsurowszą karę, bezpośrednich sprawców śmierci funkcjonariuszy UB, postanowiono powiesić w Dębicy. Egzekucja odbyła się w środę 10 lipca 1946 r., w dzień targowy, gdy do miasta przyjechało wielu ludzi z okolicznych wsi. Kat – Sylwester Bizon – założył pętlę trzem młodym ludziom. W ten okrutny sposób zakończyli życie: Józef Grębosz, Józef Kozłowski i Franciszek Noster.

Wyrok wykonano, ale plany władzy obróciły się przeciwko niej. Obserwujący całe wydarzenie ludzie odnieśli się wrogo nie do powieszonych, lecz do katów. Ten brutalny akt zemsty zbulwersował najpierw dębiczan, a później także światową opinię publiczną.

Sprawa stała się głośna dzięki zdjęciom, zresztą słabej jakości, które zostały wykonane z ukrycia przez Józefa Steca
ps. "Jod", wywiadowcę Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Fotografie te
zostały wywiezione z Polski przez członków WiN i dotarły do delegatury
zagranicznej WiN, następnie zostały wykorzystane w raporcie
przygotowanym dla ONZ w sprawie terroru komunistycznego w Polsce.

Potajemnie wykonane przez Józefa Steca zdjęcie egzekucji w Dębicy 10 lipca 1946 r.

O tym, jak bardzo opinia publiczna była poruszona i jak tym faktem przejęły się nowe władze świadczy fakt, że sam minister sprawiedliwości Henryk Świątkowski, w wywiadzie dla Dziennika Rzeszowskiego potępił publiczne egzekucje. Przyznał, że były uzasadnione w czasie wojny, ale nie po jej zakończeniu. Ani słowem nie zająknął się ani on, ani dziennikarze na temat egzekucji w Dębicy, chociaż ich reakcja związana była z tym wydarzeniem. Władza wolała się jednak do tego nie przyznać,  w gazetach pisano o egzekucjach hitlerowskich zbrodniarzy, których nie ma już potrzeby uśmiercać w miejscach publicznych. I to nie dlatego, że budzi to opór społeczny.

Minister Świątkowski wyjaśniał swój sprzeciw tym, że okazało się, iż takie wydarzenia mogą wyzwolić najniższe instynkty ludności. Jeśli dbamy o zdrowie moralne społeczeństwa nie możemy pozwolić na publiczne egzekucje, tym bardziej, że są one filmowane i fotografowane – znowu nie odniósł się do fotografii zrobionej przez Józefa Steca w Dębicy, ale dziś nie ma wątpliwości, że właśnie do niej nawiązywały jego słowa. Można tylko wyobrazić sobie, jak fakt upublicznienia na zachodzie egzekucji na dębickim Rynku zabolał władze komunistyczne, i to na najwyższym szczeblu, skoro sam minister sprawiedliwości zapowiedział zakończenie takich praktyk.

Wkraczamy już w dziedzinę psychopatologii. Nie chcemy narażać całych środowisk na psychozę naśladownictwa lub litości dla skazanego. Nie będziemy wznawiać wspomnień średniowiecza z publicznymi egzekucjami „na gardle”. Publiczne wykonywanie kary śmierci nie może się już powtórzyć – tłumaczył Świątkowski w wywiadzie dla Dziennika Rzeszowskiego.

I rzeczywiście, od tego czasu władza ludowa odstąpiła od stosowania publicznych kar śmierci. Tymczasem UB swoimi metodami dowiedziało się, kto jest autorem słynnej dębickiej fotografii i aresztowało jej autora 28 stycznia 1949 roku. Józef Stec został skazany na wieloletnie więzienie, w którym przesiedział kilka lat, aż do "odwilży" w połowie lat pięćdziesiątych.

Czytaj również:

Strona główna>

Strażnicy pamięci o Żołnierzach Wyklętych

Zakończono renowację obelisku kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" w Kijanach
                  

Teraz młode pokolenie, przyszła na nas kolej,
nie chcę żyć w cieniu pomników Armii Czerwonej…

Tadeusz Polkowski (Tadek Firma Solo), "Powstanie"

W imieniu "Narodowej Łęcznej" miło mi jest poinformować o zakończeniu renowacji obelisku kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" na cmentarzu parafialnym w Kijanach.

Pomnik w Kijanach przed renowacją.

Prace renowacyjne nad obeliskiem były już trzecim wspólnym projektem odnowy pomników przeprowadzonym przez działaczy Narodowej Łęcznej i kibiców Górnika Łęczna. Obelisk w Kijanach postawiono ok. 20 lat temu dla upamiętnienia bohaterskiego czynu żołnierzy kpt. Zdzisława Brońskiego ps. "Uskok" oraz ppor. Kazimierza Głowackiego ps. "Bartosz". Pierwszy i zarazem jedyny atak na pomnik odbył się niecały miesiąc po jego odsłonięciu. Został oblany przez nieznanego sprawcę czerwoną farbą.  Wraz z upływem lat oraz pod wpływem warunków atmosferycznych zaczął jednak niszczeć. Przez ten okres nie był poddawany żadnej gruntownej renowacji i dlatego wygląd jego w ostatnim czasie nie był najlepszy.




Renowacja obelisku zajęła sześć dni. W ramach tego projektu odnowiono monument, ogrodzenie oraz została położona płyta chodnikowa wokół cokołu. Ważnym elementem prac było także usunięcie farby z kamienia, mchu i porostów. Odrestaurowany został także krzyż, orzeł i znajdująca się pod kamieniem tablica, którą odmalowano, a  litery zostały pokryte złotą farbą. Dzięki temu tekst staje się bardziej wyraźny i czytelny. Całkowity koszt prac wyniósł 700 złotych. Po renowacji obelisk zyskał zupełnie nową kolorystykę i swój dawny blask. W przyszłym roku planujemy ciąg dalszy projektu związanego z renowacją pomników.





Nasze działania niejednokrotnie spotkały się z dużym zainteresowaniem i poparciem, co jeszcze bardziej motywuje nas do działania – mówią członkowie Narodowej Łęcznej. To dowód na to, że akcje, które dotychczas zostały przeprowadzone są sumą wysiłków wszystkich osób skupionych wokół grupy Narodowa Łęczna, ich talentów, czasu, pracy i wielkiego zaangażowania.

Poniżej dotychczasowe działania łęczyńskich patriotów związane z renowacją pomników:

Źródło: Narodowa Łęczna>
Strona główna>