KALENDARIUM DZIAŁAŃ BOJOWYCH 1945-1947 – część 1

KALENDARIUM
DZIAŁAŃ ODDZIAŁU „JASTRZĘBIA” – „ŻELAZNEGO” W OKRESIE
CZERWIEC 1945 – KWIECIEŃ 1947*

    *Kalendarium
    obejmuje okres od chwili powstania oddziału do końca akcji
    ujawnieniowej oddziałów
    leśnych, po ogłoszonej w 1947 roku amnestii.

01.06.1945 – pow.
Włodawa, Wytyczno

Na
rozkaz komendanta rejonu Włodawa „Orlisa” (Klemensa Panasiuka)
bojówka „Sępa” (Tadeusza Bychawskiego) w sile 8-9 ludzi
(w późniejszym czasie
przekształciła sie w oddział partyzancki „Jastrzębia”) z
zaskoczenia opanowała i rozbroiła posterunek MO. Zdobyto 3
automaty, kilka kbk i pistolet.
Pamiętnik
„Żelaznego”, [w:] H. Pająk, „Żelazny kontra UB”, Lublin
1993, s.13; CAW, syg. 1580/75/364, k. 48; AUOPDL MA, syg. 24/6, k.
51.

04.06.1945
– pow. Włodawa, Dubeczno, Hańsk, Sosnowica, Pieszowola

Oddział „Jastrzębia” w sile 15-17 partyzantów wszedł do
wsi Lubowież i zarekwirował samochód ciężarowy ppor. WP
Antoniego Winka. Partyzanci zmusili właściciela do prowadzenia
samochodu i pojechali do Dubeczna, gdzie rozbili posterunek MO, z
którego zabrali broń. Następnie pojechali do Hańska, gdzie
przeprowadzili rekwizycję maszyny do pisania i materiałów
kancelaryjnych. Potem odział pojechał do Sosnowicy. Tam opanowano
posterunek MO. Podczas walki zginęło trzech milicjantów Jan
Chilimoniuk, Stefan Łuć i Piotr Zając. Partyzanci zdobyli większą
ilość broni, w tym dwa erkaemy. Następnie oddział pojechał do
Pieszowoli i tam rozbroił placówkę „samoobrony”.
Samoobrony te, zwane niekiedy też szturmówkami, w 1946 r.
przekształciły sie w ORMO. W końcu oddział udał się nad jezioro
Sumin. Tam pozostawiono samochód, a członkowie oddziału
rozeszli się do swych domów i na placówki terenowe.
Udało sie ustalić, iż w akcji tej brali udział między innymi:
komendant rejonu „Orlis” (Klemens Panasiuk), „Jastrząb”
(Leon Taraszkiewicz), „Dunaj” (Stanisław Marcinkowski),
„Brodacz” (Stanisław Zasadzki), „Fryc” (Adam Mielniczuk),
„Lew” (Albin Bojczuk), „Barabas” (Stefan Bieliński), „Sęp”
(Tadeusz Bychawski), „Grunwald” (Feliks
Prucnal).
ASRL,
syg. SR 968/47, k. 43; W.Góra, Z.Jakubowski, Z dziejów
organów bezpieczeństwa i porządku publicznego w województwie
lubelskim, Lublin 1978; Pamiętnik „Żelaznego”, [w:] H. Pająk,
„Żelazny kontra UB”, Lublin 1993, s.14-15.

12.06.1945
– pow. Włodawa, gajówka Czortówka

W lesie pod Włodawą grupa UB zaskoczyła dowódcę bojówki
obwodu włodawskiego „Sępa” (Tadeusza Bychawskiego) i „Lecha”
(Stefana Karaczewskiego). „Sęp” zginął na miejscu a „Lech”
podczas próby przebijania się został ranny i schwytany.
Oficer UB na miejscu go przesłuchał, a potem zastrzelił. Na
podstawie zeznań „Lecha” grupa UB ustaliła, że „Jastrząb”
przebywa we Włodawie w domu Ludwika Bilicza. „Jastrząb” nie dał
sie zaskoczyć i udało mu się przebić przez pierścień okrążenia.
Według Pamiętnika „Żelaznego” w trakcie przebijania się
„Jastrząb” zabił trzech milicjantów.
Pamiętnik
„Żelaznego”, [w:] H. Pająk, „Żelazny kontra UB”, Lublin
1993, s.16-17; AUOPDL MA, syg. 14/4, k. 3. Według akt UOP w trakcie
tej akcji miało zostać zabitych 36 [sic!] członków
oddziału, a jeden wzięty do niewoli.

Data
dzienna NN, październik 1945 – pow. Włodawa, Wytyczno

Oddział „Jastrzębia” w sile 10 ludzi rozbroił 4 milicjantów.
ASRL,
syg. SR 968/47, k. 44.

Data
dzienna NN, październik 1945 – pow. Włodawa, Hołowno

Oddział „Jastrzębia” w sile 25 ludzi przeprowadził rekwizycję
żywności i ubrań.
ASRL,
syg. SR 118/51, k. 73.

Data
dzienna NN, (okolice Bożego Narodzenia) 1945 – pow. Włodawa,
Białka

Oddział ukarał chłostą miejscowych złodziei.
Pamiętnik
„Żelaznego”…, s. 21-22

31.12.1945
– pow. Włodawa, Skorodnica

Oddział zaatakował G[rupę] O[peracyjną] UB i MO i odbił dwóch
aresztowanych członków oddziału.
CAW,
syg. 1580/75/294, k. 29.

10.01.1946
– pow. Włodawa, Kamień

GO UB natknęła sie na kilku partyzantów z oddziału
„Jastrzębia”. W wyniku walki śmierć poniosło 2 członków
GO.
CAW,
syg. 1580/75/292, k. 1.

17.01.1946
– pow. Włodawa, Zienki, Górki

Oddział „Jastrzębia” w sile 14 ludzi przeprowadził akcję na
ukraińskie wsie Zienki i Górki. Partyzanci zabrali
mieszkańcom tych miejscowości większą ilość pistoletów
maszynowych i 10 kbk. Po akcji, w okolicy Sosnowicy partyzanci
napotkali grupę 12 funkcjonariuszy UB. Na skutek wymiany ognia ranny
został pracownik UB – Romaneczko.
ASRL,
syg. SR 1128/46, k. 167; Pamiętnik „Żelaznego”…, s. 22-23.

28.01.1946
– pow. Włodawa, Opole

Oddział zarekwirował towary w miejscowej spółdzielni.
AUOPDL
MA, syg. 24/13, k. 57.

05.02.1946
– pow. Włodawa, Parczew

Oddział „Jastrzębia” wraz z bojówką terenową „Dąbka”
(Piotra Kwiatkowskiego) liczące razem ok. 30 ludzi przeprowadziły
akcję wymierzoną przeciwko społeczności żydowskiej, która
w tej miejscowości liczyła ok. 200 ludzi. Podczas akcji zostało
zabitych trzech Żydów: Dawid Tempel, Mendel Turbiner i Abram
Zisman, natomiast Lejb Trajberg został ranny. Zabici Żydzi byli
funkcjonariuszami MO lub UB.
D.Blus-Węgrowska,
Atmosfera pogromowa, [w:] „Karta”nr 18, s. 88-89; Pamiętnik
„Żelaznego” …, s. 26, AUOPDL MA, syg. 24/13, k. 74.

06.02.1946
– pow. Włodawa, Wielki Łan

Licząca 130 ludzi GO KBW I UB pod dowództwem Rozenkera
pojechała do Parczewa, by przeprowadzić operację przeciwko
oddziałowi „Jastrzębia”, który poprzedniego dnia zajął
Parczew. W okolicy wsi Wielki Łan ścigająca partyzantów grupa (ok.
70 ludzi) starła się z wycofującymi partyzantami. GO została
oskrzydlona i zmuszona do wycofania się. W zasadzce zginęło
sześciu żołnierzy KBW, a czterech odniosło rany. Partyzanci
musieli porzucić zdobyte w Parczewie towary.
AUOPDL
MA, syg. 14/5, k. 13-14; Pamiętnik „Żelaznego” …, s. 28-30.

08.02.1946
– pow. Włodawa, Łowiszów

Oddział KBW zabił trzech partyzantów „Jastrzębia”.
CAW,
syg. 1580/75/233, k. 180.

12.02.1946
– pow. Włodawa, Marianka

Odział „Jastrzębia” i bojówka „Dąbka” zostały
otoczone przez obławę KBW i UB. Partyzanci wycofali się pod wieś
Marianka i tam przyjęli walkę. W jej wyniku poległ „Sokół”
(Józef Piasecki) z oddziału „Jastrzębia”. Straty KBW
wyniosły 3 zabitych i 10 rannych, a do niewoli dostało się dwóch
oficerów i 12 szeregowych, którzy zostali następnie
zwolnieni. Tego samego dnia KBW urządziło obławę na ludzi
podejrzewanych o związki z partyzantami i zabiło 4 członków
podziemia.
CAW,
syg. 1580/75/233, k. 180; Pamiętnik „Żelaznego” …, s. 257.

04.04.1946
– pow. Włodawa, Parczew

Partyzanci oddziału „Jastrzębia” zlikwidowali sekretarza PPR
Porajczyka.
CAW,
syg. 1582/75/1038, k. 187.

09.04.1946
– pow. Włodawa, szosa Lublin-Włodawa

Oddział „Jastrzębia” zatrzymał autobus PKS. Partyzanci
nakazali pasażerom i kierowcy opuszczenie pojazdu, wsiedli do niego
i odjechali.
CAW,
syg. 1582/75/1038, k. 31.

10.04.1946
– pow. Włodawa, Urszulin

Oddział rozbił miejscowy posterunek MO.
CAW,
syg. 1582/75/1038, k. 36.

12.04.1946
– pow. Włodawa, Lubowież

Oddział zatrzymał i zarekwirował dwa samochody, jeden należący
do spółdzielni Społem, drugi do Ukraińskiej Komisji
Przesiedleńczej. Partyzanci wsiedli do samochodów i pojechali
do wsi Lubowież, gdzie zaatakowali ochronę lotniska Armii Czerwonej
i je opanowali. Zdobyto 2 automaty, 2 rkm, 1 pistolet, 16 kbk, 1500
sztuk amunicji, radiostację i 5 mundurów z butami.
CAW,
syg. 1582/75/1038, k. 41; CAW, syg. 1582/75/1038, k. 39.

12.05.1946
– pow. Włodawa, Gródek

Na stacji PKP 25-osobowy oddział „Jastrzębia” przeprowadził
akcję na pociąg wiozący pieniądze z przesyłek pocztowych.
Pociągiem jechał oddział NKWD i kilku pracowników UB. Przed
przyjazdem pociągu oddział opanował stację. Gdy pociąg stanął
„Jastrząb” rozkazał wszystkim pasażerom opuścić pociąg. W
tym czasie żołnierze NKWD rzucili się do ucieczki. Partyzanci
pozwolili im wybiec na otwarte pole i otworzyli ogień z broni
maszynowej. W wyniku ostrzału poległo 9 enkawudzistów. Potem
partyzanci przystąpili do legitymowania podróżnych. Okazało
się, że pociągiem jechało 6 pracowników UB, których
na miejscu rozstrzelano. Oddział zabrał z wagonu pocztowego ok. 300
tys. zł. i wycofał się.
AUOPDL
MA, syg. 24/18, k. 1; CAW, syg. 1582/75/1038, k. 160; W.Góra,
Z.Jakubowski, Z dziejów organów bezpieczeństwa…, s.
143; Pamiętnik „Żelaznego”…, s. 32.

KALENDARIUM DZIAŁAŃ BOJOWYCH 1945-1947 – część 2

15.05.1946
– pow. Włodawa, Wołoskowola

Zatrzymano samochód, którym podróżowali
starosta powiatu włodawskiego Rycerski i powiatowy sekretarz PPR,
Józef Kiełb. Partyzanci wypuścili starostę, a sekretarza
PPR zlikwidowali.
CAW,
syg. 1582/75/1038, k. 187; Pamiętnik „Żelaznego” …, s. 33.

22.05.1946
– pow. Lubartów, Łęczna

Połączone oddziały WiN „Jastrzębia” i NSZ „Boruty”
(Stefana Brzuszka) w sile ok. 30 ludzi zaatakowały i rozbiły
posterunek MO. Podczas akcji został zabity komendant posterunku
Tadeusz Danielewski, a 2 innych milicjantów zostało rannych.
Żołnierze NSZ i WiN zabrali z posterunku 1 rkm, 2 ppSz, 6 kbk,
mundury, bieliznę i żywność. Po opanowaniu posterunku oddziały
przeprowadziły rekwizycje na poczcie, w nadleśnictwie i w
spółdzielni. Partyzanci zabrali telefon, pieczęcie, 15 tys.
zł. i towar.
ASRL,
syg. SR 662/49, k. 172-213; Pamiętnik „Żelaznego”…, s. 35.

23.05.1946
– pow. Włodawa, Stulno

Oddział wjechał dwoma samochodami ciężarowymi na stację
kolejową, gdzie zabrał mundury i broń żołnierzy WP, milicjantów
i funkcjonariuszy UB. Partyzanci uprowadzili ze sobą Żyda Abrama
Rozenberga i kolejarza Władysława Przegalińskiego. Abram Rozenberg
został puszczony wolno, a kolejarz zastrzelony.
CAW,
syg. 1582/75/1038, k. 130; Pamiętnik „Żelaznego” …, s. 36.

01.06.1946
– pow. Włodawa, Sosnowica

Partyzanci z oddziału „Jastrzębia” natknęli się na
milicjantów z Sosnowicy. W wyniku wymiany ognia dwóch
milicjantów zostało zabitych, a dwaj odnieśli rany.
CAW,
syg. 1582/75/292, k. 1.

Data
dzienna NN, czerwiec 1946 – pow. Włodawa, pociąg Chełm-Włodawa

Połączone oddziały „Jastrzębia” i „Boruty” rozbroiły 20
żołnierzy WP podróżujących
pociągiem osobowym.
ASRL,
syg. SR 662/49, k. 203-275.

08.07.1946
– pow. Włodawa, Lipniak, Pieszowola

We wsi Lipniak GO UB i KBW aresztowała kilku członków
oddziału wraz z dowódcą i ludzi pomagającym partyzantom.
„Jastrzębiowi” udało się uciec i dotrzeć do odległej o
kilometr kolonii Jamniki. Kwaterujące tam oddziały WiN dowodzone
pod nieobecność „Jastrzębia” przez jego brata „Żelaznego”
i NSZ „Boruty” właśnie szykowały się do odbicia zatrzymanych.
Oddziały szybkim marszem udały sie w okolice Pieszowoli i ustawiły
zasadzkę. Niemal natychmiast po jej ustawieniu nadjechały 3
samochody ciężarowe wypełnione żołnierzami KBW i
funkcjonariuszami UB, w sumie ok. 100 ludzi. Oddziały partyzanckie
otworzyły ogień i zmusiły załogę dwóch pierwszych
samochodów do poddania się. Trzeci samochód zatrzymał
sie 100 m. Przed zasadzką, lecz jego załoga ostrzelana przez
partyzantów nie odważyła się przyjść z pomocą żołnierzom
KBW i członkom UB. Partyzanci zabrali GO radiostację, całą
amunicję, granaty i siedem dichtiarowów. Wśród
członków GO było dwóch UB-eków, lecz
„Jastrząb” bojąc się o losy aresztowanych, nakazał puścić
ich wolno. Nie udało się odbić aresztowanych, gdyż okazało się,
że partyzanci zaatakowali inną GO. Grupa z aresztowanymi odjechała
do Włodawy dużo wcześniej. Następnie partyzanci udali się do
ukraińskiej wsi Kodeniec i przeprowadzili tam rekwizycję żywności.
Pamiętnik
„Żelaznego” …, s. 38-40.

17.07.1946
– pow. Włodawa, szosa Lublin-Włodawa w okol. Marysina

Oddziały „Jastrzębia” i „Boruty” przypadkowo zatrzymały
samochód, którym podróżowała siostra Bieruta,
Zofia Malewska z mężem, synem i synową. „Jastrząb” kazał
uwięzić członków rodziny Bieruta, co spowodowało olbrzymią
koncentrację UB i KBW w terenie i w związku z tym, z polecenia
komendanta Obwodu Włodawa „Komara” (Zygmunta Szumowskiego)
rodzina Bieruta została zwolniona.
CAW,
syg. IV 501 1/A 631, k. 129; Pamiętnik „Żelaznego” …, s. 37.

22/23.07.1946
– pow. Włodawa, Krasne

W akcji odwetowej za uprowadzenie rodziny Bieruta siły
bezpieczeństwa przeprowadziły wielką operację przeciwko
miejscowemu podziemiu. W jej wyniku zabito 2 żołnierzy
„Jastrzębia”. Byli to „Kruk” (Mieczysław Sawicki) i „Zimny”
(Tadeusz Garłoch). Aresztowano także 10 osób związanych z
oddziałem „Jastrzębia”.
CAW,
syg. IV 501 1/A 631, k. 141; Pamiętnik „Żelaznego” …, s. 37.

Data
dzienna NN, lipiec 1946 – pow. Włodawa, Gródek

„Jastrząb” na czele 8-osobowej grupy przeprowadził akcję na
pociąg na stacji kolejowej Gródek. Partyzanci zdobyli większą
ilość broni. Według pamiętnika „Żelaznego”, 50 sztuk.
Pamiętnik
„Żelaznego” …, s. 33.

16.08.1946
– pow. Włodawa, szosa Lublin-Włodawa

15 km. Od Włodawy oddział „Jastrzębia” w sile ok. 20 ludzi
zaatakował z zasadzki konwój samochodowy przewożący
aresztowanych. Partyzanci odbili 12 więźniów.
Podczas walki zginął oficer UB Jan Dudycz, dowodzący tą grupą
oficer UB z Lublina i dwóch żołnierzy KBW.
Pamiętnik
„Żelaznego” …, s. 44; I.Caban, E.Machocki, Za władzę ludu,
Lublin 1975, s. 373.

Data
dzienna NN, wrzesień 1946 – pow. Radzyń Podlaski, szosa koło
Jabłonia

Poruszający się samochodem ciężarowym oddział w sile 22 ludzi
natknął sie na zasadzkę KBW. Partyzanci udając GO podeszli do
stanowisk KBW i z zaskoczenia rozbroili żołnierzy. Dowiedzieli się
od nich o dwóch kompaniach KBW, operujących w tym rejonie i
postanowili sie wycofać. Zabrali na swój samochód
żołnierzy KBW, a po drodze pojmali jeszcze dwóch oficerów
UB. Jeden z funkcjonariuszy próbował uciekać i został
zastrzelony przez „Czarnego” (Antoniego Kosińskiego). We wsi
Kolano partyzanci natknęli sie na kolejną GO KBW i znowu używając
sprawdzonego podstępu, rozbroili 30 żołnierzy KBW, po czym
wszystkich uwolnili. W sumie partyzanci zdobyli 7 dichtiarowów
i ok. 45 sztuk innej broni oraz torbę z papierami UB, w której
znajdowały sie dane konfidentów UB z powiatu radzyńskiego.
Dokumenty te zostały przekazane do Obwodu WiN Radzyń Podl.
Pamiętnik
„Żelaznego” …, s. 46-47
.

02.10.1946
– pow. Włodawa, szosa Włodawa-Chełm, Parczew

Oddział „Jastrzębia” wykonał akcje na Parczew. Zatrzymano
pięć samochodów. Trzy zwolnili, dwa zatrzymali i pojechali
nimi do Parczewa, gdzie rozbroili posterunek MO, przeprowadzili
rekwizycję w siedzibie UNRRA, spółdzielni i na stacji PKP.
CAW,
syg. 1582/75/1034, k. 182; Pamiętnik „Żelaznego” …, s. 47.

09.10.1946
– pow. Włodawa, szosa Lublin-Włodawa

Oddział zarekwirował lekarstwa z samochodu należącego do Wydziału
Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego.
CAW,
syg. 1582/75/1034, k. 209.

22.10.1946
– Włodawa

Oddział ”Jastrzębia” rozbił PUBP we Włodawie. Akcja miała
następujący przebieg. 20 października
„Jastrząb” zebrał kadrowych członków oddziału oraz
ludzi z placówek obwodu, w sumie 65 osób. Akcje
rozpoczęło zarekwirowanie kilkadziesiąt km. Od Włodawy autobusu i
ciężarówki. Rano 22 października,
dysponując dwoma pojazdami, „Jastrząb” podzielił swoje
zgrupowanie na dwie części. On sam z częścią oddziału pojechał
do Milejowa, gdzie rozbroił posterunek MO. Reszta zgrupowania, z
„Żelaznym” i „Ordonem” (Józefem Strugiem) na czele, w
tym samym czasie, rozbroiła milicjantów w Łęcznej oraz
zamieniła wysłużony autobus na sprawniejszą ciężarówkę.
Obydwu tych akcji dokonano w celu odciągnięcia uwagi od Włodawy.
Następnie obydwie grupy ponownie się połączyły i wspólnie,
znów bez jednego wystrzału rozbroiły milicje w Cycowie.
Stamtąd partyzanci skierowali się prosto do Włodawy, po drodze
rekwirując jeszcze jedną ciężarówkę. Dopiero tuż pod
miastem „Jastrząb” zrobił krótka zbiórkę
oddziału, na której wyjawił swym ludziom cel uderzenia.
Wieczorem partyzanci wjechali wreszcie do miasta. Pierwsze kroki
skierowali ku Komendzie Powiatowej MO. Zdobyto ją, podobnie jak
wcześniej posterunki, bez większego trudu. Zostawiwszy 7 ludzi do
pilnowania schwytanych, „Jastrząb” ruszył teraz pod siedzibę
UB. Ciężarówki zajechały przed główne wejście.
Wartownik próbował zatrzymać idącego ku drzwiom
„Jastrzębia”, lecz ten krzyknął na niego: „Stań na
baczność, durniu! Nie widzisz, że my z Chełma?” Nim
zdezorientowany wartownik połapał sie w sytuacji, został
rozbrojony przez partyzantów. Funkcjonariusze UB właśnie
spożywali kolację, kiedy „Jastrząb”, nie wzbudzając żadnej
reakcji, wszedł na stołówkę. Zatrzymał się tuz za
drzwiami, czekając na wejście swych ludzi. Nagle jednak ubek Stefan
Pietrykowski rozpoznał „Jastrzębia”. Część funkcjonariuszy
sięgnęła po broń. Rozpoczęła się strzelanina. Zablokowawszy
grupę „bezpieczniaków” w stołówce ogniem broni
maszynowej, większość oddziału ruszyła pod główny gmach,
z którego okien również zaczęto strzelać. Po
krótkiej walce sforsowano drzwi, po czym uwolniono więźniów.
Wycofujący sie partyzanci zostali nieoczekiwanie ostrzelani z boku
przez spieszący w sukurs UB pododdział 49 Pułku Piechoty. Pod
ogniem wojska członkowie AK-WiN wycofali się jedną tylko
ciężarówką, tracąc dwóch zabitych, „Śmigłego
(NN) i '”Sybiraka” (Wacław Kondracki). Ze strony UB poległo 3
funkcjonariuszy i jeden został ranny. Oddział „Jastrzębia”
uwolnił około 100 więźniów.
CAW,
syg. 1582/75/259, k. 38; H. Pająk, „Jastrząb kontra UB”, Lublin
1993, s. 143-160.

KALENDARIUM DZIAŁAŃ BOJOWYCH 1945-1947 – część 3

31.10.1946
– pow. Włodawa, Opole

Oddział rozbił i opanował posterunek MO i pocztę.
CAW,
syg. IV 501 1/A 631, k. 456.

31.10.1946
– pow. Lubartów, Łęczna

Połączone
oddziały „Jastrzębia”, „Uskoka” (Zdzisława Brońskiego)

i
„Ordona” (Józefa
Struga) przerwały łączność telefoniczną z Łęczną, a
następnie weszły do miasta i zlikwidowały 11 osób –
członków PPR i współpracowników UB, w tym 1
milicjanta.

CAW,
syg. 1582/75/259, k. 39; W obronie władzy ludowej 1944-1952. Wybór
wydarzeń z dziejów walk w obronie władzy ludowej w Polsce w
latach 1944-1952, red. T. Walichnowski, W-wa 1985.

25.11.1946
– pow. Włodawa, Parczew

Oddziały „Jastrzębia”, „Ordona” i partyzanci z rozbitego
oddziału NSZ „Boruty” rozbili posterunek MO w Parczewie.
Partyzanci pobili komendanta posterunku, a potem przeprowadzili
rekwizycję w miejscowej spółdzielni.
CAW,
syg. 1582/75/1033, k. 306; ASRL, syg. SR 662/49, t. III, k. 189-207.

26.11.1946
– pow. Chełm, Świerszczów

Oddziały „Jastrzębia”, „Ordona” i „Uskoka” – razem ok.
70 ludzi – jadąc do Chełma w celu opanowania magazynów
broni KOP-Wschód natknęły sie na GO KBW. Według danych KBW,
w czasie walki poległo 2 żołnierzy KBW, a jeden został ranny.
Według pamiętnika „Żelaznego” poległo kilkunastu członków
GO i jeden z partyzantów.
CAW,
syg. 1582/75/1033, k. 308; ASRL, syg. SR 662/49, t. III, k. 200-223;
Pamiętnik „Żelaznego”…, s. 53.

05.12.1946
– pow. Włodawa, Rozkopaczew

Oddziały „Uskoka”, „Ordona” i „Jastrzębia”
przeprowadziły akcję przeciwko komunizującej wsi Rozkopaczew.
Partyzanci zabili 1 członka ORMO i spalili zabudowania należące do
aktywnych komunistów.
CAW,
syg. 1582/75/1044, k. 5; Pamiętnik „Żelaznego”…, s. 55.

05.12.1946
– pow. Włodawa, Buradów

GO KBW zaatakowała oddział „Jastrzębia”. Poległ 1 członek
GO, a jeden został ranny. Partyzanci zdobyli samochód,
radiostację, 4 rkm i wycofali się bez strat.
CAW,
syg. 1582/75/1044, k. 5; Pamiętnik „Żelaznego”…, s. 57.

08.12.1946
– pow. Włodawa, Gródek

Na stacji kolejowej Gródek o godz. 7:00 oddział „Jastrzębia”
starał się przeprowadzić akcję rekwizycyjną na pociąg relacji
Łuków-Lublin. Pociągiem tym jechała GO KBW licząca 14
żołnierzy i oficerów. Wywiązała się walka, w wyniku
której 4 żołnierzy odniosło ciężkie rany, dwóch
lekkie, a pozostali poddali się. Wszyscy zostali rozbrojeni. Zdrowi
żołnierze zostali uprowadzeni i po kilku godzinach zwolnieni. Po
stronie partyzantów było kilku rannych. Partyzanci zdobyli 2
dichtiarowy i kilka pepesz.
CAW,
syg. 1580/75/259, k. 14; CAW, syg. 1582/77/1044, k. 6; Pamiętnik
„Żelaznego”…, s. 56.

18.12.1946
– pow. Włodawa, Parczew

Oddział przeprowadził akcję na pociąg. Partyzanci rozbroili grupę
milicjantów i funkcjonariuszy UB, zabrali przewożony przez
nich transport 60 sortów mundurowych i uprowadzili członka
ORMO i 3 milicjantów, członków działającej tam Grupy
Operacyjnej MO. Funkcjonariusze ci zostali potem zastrzeleni.
Pamiętnik
„Żelaznego”…, s. 56.

24.12.1946
– pow. Włodawa, Wola Wereszczyńska

Na skutek zdrady żołnierza placówki podległej
„Jastrzębiowi”, „Orzełka” (Bolesława Koniecznego) UB
dowiedziało się, gdzie będą spędzać święta partyzanci
„Jastrzębia”. Do Woli Wereszczyńskiej wysłana została licząca
25 żołnierzy GO KBW i UB, która otoczyła dom gospodarza Kozła,
gdzie przebywał „Jastrząb” wraz z 12 ludźmi.
Partyzanci przedarli się przez pierścień okrążenia, lecz dwóch
z nich, „Ryś” (Zdzisław Kogut) i „Słoń” (Józef
Milaniuk) poniosło śmierć, a kilku odniosło rany. Ze strony GO
poległ 1 żołnierz KBW, a 1 funkcjonariusz UB został ranny. Dzień
ten zapisał się w pamięci partyzantów „Jastrzębia”
jako „krwawa Wigilia”.
CAW,
syg. 1580/75/234, k. 192; Pamiętnik „Żelaznego”…, s. 58.

31.12.1946/
01.1947 – Radzyń Podlaski

Oddziały Obwodu Radzyń i oddział „Jastrzębia” z Obwodu
Włodawa przeprowadziły akcję na PUBP w Radzyniu Podl. Jej przebieg
znamy z pamiętnika „Żelaznego (Edwarda Taraszkiewicza), brata
„Jastrzębia”. Według „Żelaznego”: „Na lotnisku w pobliżu
Radzynia, na punkcie koncentracyjnym czekało już ok. 300-350 ludzi z
całego Obwodu. Była to prawie cała „armia” jak to określił
„Jastrząb”. Leon Sołtysiak „Dżems” („James”) czekał
też już na nas. Brakowało jeszcze dwóch dużych grup
konspiracyjnych z dalszych okolic pow. radzyńskiego, mających
przyjechać autami, które zawiodły w podobieństwie naszych.”
Po przybyciu oddziału „Jastrzębia” odbyła się ostatnia narada
przed wyruszeniem do akcji. Dowodzący wszystkimi grupami Komendant
Obwodu Radzyń kpt. „James” przedstawił na niej plan opanowania
Radzynia. Według niego „miano zaatakować UB i Pow. Kom. MO,
jednocześnie sterroryzować ich ogniem broni maszynowej, przez co,
twierdził „Dżems”, ubeki się poddadzą. W międzyczasie
doszedł „Dżemsa” meldunek z Radzynia, że kwateruje tam w
szkole powszechnej oddział KBW w sile 50-60 ludzi. Według „Dżemsa”
grupę tę należało również w ten sam sposób
opanować.” Przedstawiony plan wzbudził kontrowersje. Według
„Żelaznego”: „Planowi temu sprzeciwił się „Jastrząb”,
proponując i podsuwając plan podejścia do wartownika KBW, zdjąć
go, wydobyć od niego hasło, po czym opanować przy tej pomocy z
paroma ludźmi jednocześnie wartowników
UB. Przy pomocy tego będzie można zbliżyć się do gmachu UB. W
razie gdyby doszło przypuszczalnie do do strzałów, to by
można było gmach UB palić od dołu. Inaczej, twierdził
„Jastrząb”, ubeki się nie poddadzą i będą się bić do
ostatniego naboju świadomi swego losu.” (…) „Plan „Jastrzębia”
został odrzucony przez „Jamesa”. Ostatecznie uzgodniono, iż
oddział „Jastrzębia” będzie atakował główny cel –
budynek Urzędu Bezpieczeństwa, grupa „Jurka” (Jerzy Skoliniec)
i „Płomienia” (Jan Grudziński) budynek szkoły obsadzony przez
żołnierzy KBW, a bojówka „Kuli” (Antoni Grochowski)
otrzymała jako zadanie zajęcie poczty i zniszczenie centrali
telefonicznej. Natomiast plutony z rejonu VIII pod dowództwem
por. „Marnego” (Wacław Stelmaszuk) i z rejonu II pod dowództwem
por. „Roli” (Piotr Woszczuk) miały za zadanie ubezpieczanie
całej akcji od strony Łukowa, Radzynia, Międzyrzeca i Parczewa.
Atak miał nastąpić o północy. Do akcji ruszono z
dwugodzinnym opóźnieniem, bez dwóch
grup, które nie przybyły. Ok. Godz. 4:00 wartownik stojący
na warcie przy Urzędzie Pocztowym zauważył wchodzących żołnierzy
z rejonu VI, którzy mieli zająć budynek pocztowy.
Natychmiast powiadomił kwaterującą w szkole załogę punktu
kontrolnego KBW o napadzie. Dowódca punktu kontrolnego por.
Pudłowski ogłosił alarm. Doszło do wymiany strzałów.
Podłożona przez Józefa Małeckiego „Sokoła” mina w
murze budynku UB wyrwała za mały otwór. Następna mina –
9-kilowa nie wybuchła, gdyż miała przemokniętą spłonkę.
Ostrzał budynku nie przyniósł spodziewanego efektu. Drobny
sukces odniosły jedynie grupy atakujące budynek szkoły, w którym
bronili się żołnierze KBW. Po ostrzelaniu budynku z garłacza
wywiesili oni białą flagę, ale nikt ze szturmujących nie chciał
iść do nich. Gdy minął moment zaskoczenia, żołnierze ponownie
zaczęli sie ostrzeliwać. Bez strzału opanowano jedynie budynek
poczty. Wraz z nastaniem świtu kierujący akcją komendant Obwodu
zarządził odwrót. Kolejno wycofywały się poszczególne
grupy w kierunku swoich rejonów. Oddział „Jastrzębia”
odszedł z placu boju jako jeden z ostatnich w kierunku Marynina.
Pamiętnik „Żelaznego”…, s. 57-60.

01.01.1947
– pow. Radzyń Podlaski, Okalew

Oddział „Jastrzębia zorganizował zasadzkę na GO ścigającą
partyzantów po akcji na PUBP w Radzyniu. GO składała się z
33 żołnierzy KBW i 7 funkcjonariuszy PUBP. Według akt KBW, w
wyniku walki rannych zostało 5 żołnierzy WP i 1 funkcjonariusz UB
oraz 6 członków grupy zostało wziętych do niewoli.
Partyzanci zdobyli dwa samochody, 6 ppSz, 1 rkm i 1 kbk. „Jastrząb”
kazał uwolnić 5 żołnierzy. Plutonowego Władysława Klimsa
oddział uprowadził i prawdopodobnie zlikwidował. Nieco inaczej
wynik akcji opisał w swym pamiętniku „Żelazny”. Według niego
wydarzenia miały następujący przebieg. W Okalewie oddziały
pościgowe napotkały odpoczywający oddział „Jastrzębia”.
Doszło do walki. Pomimo zaskoczenia partyzanci szybko przeszli do
kontrataku. W ferworze walki zniszczone zostały strzałami z
rusznicy samochody, którymi przyjechali żołnierze KBW.
Ostudziło to ich zapał, w rezultacie czego uciekli oni z pola
walki. Zginęło 4 żołnierzy KBW, referent UB Smoraczewski, do
niewoli wzięto 7 żołnierzy. Spośród partyzantów
zginął Stefan Kucharuk „Ryś II” i Kazimierz Kłosiński
„Biały”, ranny został Stanisław Łuć „Żandarm”.
CAW,
syg. 1580/75/234, k. 219; Pamiętnik „Żelaznego”…, s. 90-91.

03.01.1947
– pow. Radzyń Podlaski, Siemień

Oddział „Jastrzębia” zorganizował atak na liczący 29
żołnierzy oddział KBW. Według pamiętnika „Żelaznego” oraz
akt KBW i UB akcja owa miała następujący przebieg.
Wieczorem z 2 na 3 stycznia 1947 r. wyruszono w kierunku Siemienia.
Zdecydowano się na podejście grupą czołową do budynku i wezwanie
żołnierzy do złożenia broni. Na wypadek oporu zastosowano manewr
okrążenia, który miała wykonać grupa „Żelaznego”.
Początkowo wszystko przebiegało zgodnie z planem. Obie grupy zajęły
stanowiska. Pierwsza pod osobistym dowództwem „Jastrzębia”,
udając oddział wojska, zaczęła się zbliżać w kierunku budynku
szkoły, w którym kwaterowali żołnierze KBW. Tuż przed samym
budynkiem grupa została zatrzymana przez wartownika. Dalej
wydarzenia potoczyły sie błyskawicznie. Po krótkiej wymianie
ognia budynek szkoły został zdobyty przez partyzantów.
Żołnierzy KBW rozbrojono. Jedynym poszkodowanym wśród
partyzantów był dowódca oddziału WiN, Leon
Taraszkiewicz „Jastrząb”. Został on ciężko ranny i w wyniku
tych ran, podczas transportu na placówkę terenową, po kilku
godzinach zmarł. Został potajemnie pochowany na cmentarzu w
Siemieniu, gdzie spoczywa do dziś. Partyzanci rozstrzelali
komendanta grupy KBW, sierż. Stefana Rabendę, kaprala Magdziaka,
za to, że miał ordery „za walkę z bandami”, strzelca Hamala,
gdyż telefonował po pomoc do UB do Parczewa i Radzynia oraz
strzelca Uruska, gdyż powiadomił dowódcę o zbliżaniu sie
partyzantów. Następnie partyzanci wyprowadzili żołnierzy na
dwór, kazali im położyć sie na ziemi i zdjęli z nich
mundury, a „Żelazny” wygłosił przemówienie, w którym
nawoływał żołnierzy do przyłączenia się do partyzantki.
Atakujący, oprócz ubrań, zdobyli 3 rkm, 21 ppSz i 4 kb.
Akcja rozpoczęła się o godz. 1:00 i trwała 45 minut. Następnie
oddział przemaszerował do wsi Brzozowy Kąt i zarekwirował z kasy
gminy 100 tys. zł., a później
przeszedł do Tłuśćca i zabrał z gminy 200 tys. zł.
CAW,
syg. 1580/75/234, k. 193; AUOPDL MA, syg. 24/31, k. 12.

29/30.01.1947
– pow. Włodawa, Wola Wereszczyńska

Partyzanci z oddziału „Jastrzębia”zabrali z kasy gminy 50 tys.
zł. Zostawili pokwitowanie sygnowane „Groźny”.
AUOPDL
MA, syg. 24/31, k. 18.

12.03.1947 – pow. Włodawa, Pieszowola
W porozumieniu z szefem miejscowej placówki, „Rogiem”
(Feliksem Majewskim), patrol z oddziału „Żelaznego” w składzie: „Żelazny” (Edward Taraszkiewicz), „Sokół” (Mieczysław Małecki) i
„Wacek” (Karol Mielniczuk) zlikwidowali członka PPR i kierownika
samopomocy, Piotra Grzywaczewskiego.
Pamiętnik
„Żelaznego”…, s. 64.

Kalendarium
opracowano na podstawie:

Rafał Wnuk, Lubelski Okręg AK, DSZ i WiN 1944-1947, Warszawa 2000

Zdjęcia dotyczące walki ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego"


Magazyn broni grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" odkryty przez funkcjonariuszy PUBP we Włodawie 16.04.1948 r. – Wołoskowola, pow. Włodawa.


Zabity przez funkcjonariuszy PUBP we Włodawie żołnierz grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" i Stanisława Kuchcewicza "Wiktora" – Ignacy Zalewski ps. "Lin" – fot. 12 II 1951 r.


Zdjęcie wykonane 6 X 1951 r. na dziedzińcu PUBP we Włodawie. Zabici przez grupę operacyjną UB-KBW w Zbereżu nad Bugiem pow. Włodawa (od lewej) Stanisław Torbicz "Kazik", Edward Taraszkiewicz "Żelazny"; między nimi siedzi ujęty Stanisław Marciniak "Niewinny", stracony razem z Józefem Domańskim "Łukaszem" na Zamku w Lublinie 12 I 1953 r.


Zabity przez grupę operacyjną UB-KBW w Zbereżu nad Bugiem pow. Włodawa ppor. Edward Taraszkiewicz "Żelazny" – fotografia wykonana 6 X 1951 r. na dziedzińcu PUBP we Włodawie.

Uprowadzenie rodziny Bolesława Bieruta przez oddziały „Jastrzębia” i „Boruty”

17 lipca 1946
roku w zasadzkę urządzoną pod Chełmem przez oddziały antykomunistycznej
konspiracji Leona Taraszkiewicza (Jastrzębia) oraz Stefana Brzuszka
(Boruty) wpadła siostra ówczesnego prezydenta Bolesława Bieruta. Ten
mało znany, a niewątpliwie ciekawy epizod przypadkowego pojmania
rodziny Bieruta mówi wiele o rzeczywistych zachowaniach
antykomunistycznego podziemia na Chełmszczyźnie i w kraju.

17 lipca 1946 r. z Chełma do Lublina przyjechała siostra ówczesnego
prezydenta Bolesława Bieruta – Julia Malewska wraz z mężem Bolesławem.
Po krótkim pobycie, w czasie którego odwiedzili znajomych i zrobili
zakupy na targu, udali się następnego dnia w drogę powrotną. W tym
czasie operujące na Chełmszczyźnie połączone oddziały
antykomunistycznej konspiracji Leona Taraszkiewicza (Jastrzębia) oraz
Stefana Brzuszka (Boruty) w sile kilkudziesięciu ludzi (według danych
UB – 54) urządziły zasadzkę 18 km od Chełma. Zatrzymywały samochody
udając wojskową grupę kontrolną i to na tyle skutecznie, że według
specjalnego raportu szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa
Publicznego w Lublinie Franciszka Piątkowskiego „z idącej kolumny
samochodów sowieckich żaden oficer nie domyślił się, że to są bandyci”.
O całej akcji aparat bezpieczeństwa dowiedział się przypadkiem – jeden
z funkcjonariuszy UB był świadkiem rozmowy skontrolowanego kierowcy.
Poinformowany o wszystkim szef WUBP w Lublinie nakazał wysłanie grupy
operacyjnej w celu sprawdzenia, kto przeprowadza kontrolę (wojsko czy
„bandyci”). Posłano 25-osobową grupę funkcjonariuszy UB i MO, na czele
której stanął szef PUBP w Chełmie Bolesław Rycerz. Od okolicznych
gospodarzy dowiedzieli się oni, że zatrzymano rodzinę Malewskich oraz
zarekwirowano jeszcze trzy inne samochody. Po krótkim pościgu oddział
Rycerza w obawie przed zasadzką zawrócił do Chełma.

Grzecznie prosimy

Podczas legitymowania przez „wojskową grupę kontrolną” Julia Malewska
poinformowała, że jest siostrą Bieruta. Przyniosło to oczywiście efekt
zgoła inny od oczekiwanego – partyzanci postanowili zabrać ze sobą
prezydencką rodzinę. W pierwszych godzinach, według późniejszych
relacji porwanych, obchodzono się z nimi „dość ostro”. Za to już
następnego dnia zaczęto traktować „bardzo grzecznie”. W „gościnie” u
partyzantów nie zabawili długo. Mogli poruszać się swobodnie po całym
obejściu, a nawet udawać się na brzeg lasu. Nieustannie towarzyszyła im
jakaś dziewczyna uzbrojona w pistolet TT. Do posiłków zasiadali razem.
Partyzanci z obstawy zachowywali się wobec jeńców z grzecznym
dystansem, ale dla przekory wymusili na nich, że rano przed śniadaniem
musieli odśpiewać „Kiedy ranne wstają zorze”, natomiast przed kolacją –
„Wszystkie nasze dzienne sprawy”. Już 21 lipca o świcie oddano
prezydenckiej rodzinie samochód, odprowadzono do szosy Chełm–Lublin i
wypuszczono. Przed zwolnieniem Julii Malewskiej wręczono jej list do
brata (Bolesława Bieruta – przyp. red.), który zawierał prośbę/żądanie
uwolnienia „aresztowanych rodzin ściganych politycznie”. Podobno
zobowiązała się ona w imieniu zatrzymanych, że „dołożą wszelkich starań
ze swej strony”, aby do tego doprowadzić. Charakterystyczne było
zachowanie Julii Malewskiej po uwolnieniu. Kategorycznie odrzuciła
propozycję złożenia zeznań przed funkcjonariuszami UB twierdząc, że
„opowie wszystko Prezydentowi”. Nie znamy przebiegu tej rozmowy. Wiemy
jednak, że – o ile oczywiście doszła do skutku – nie przyniosła żadnych
efektów dla rodzin „bandytów”.

Wielka obława

Powiadomiony następnego dnia rano o porwaniu szef WUBP w Lublinie
po konsultacji z dowódcą okręgu i szefem sztabu Wojsk Bezpieczeństwa
Wewnętrznego opracował plan operacji przeciwko partyzantom. Dzięki
agenturze uzyskano informację, że nocowali oni w miejscowości
Świerszczów. Postanowiono rozdzielić siły obławy. Pierwszą grupę
(szkołę WUBP i 25 funkcjonariuszy MO) wysłano do Macoszyna, gdyż
leśniczówka tam położona służyła za miejsce postoju dla oddziału
Boruty; grupę 150 żołnierzy WP do Świerszczowa w celu przeszukania
lasu, w którym nocowali partyzanci; grupę żołnierzy WBW do Rogóźna, a
ostatnią, złożoną z funkcjonariuszy UB i 49 Pułku Piechoty WP, do
Sosnowicy. Grupy te miały się następnie połączyć i okrążyć okolice
Wereszczyna, gdzie na miejscowych błotach miał kryjówki oddział Boruty.
W wyniku rewizji gajówki w Macoszynie odnaleziono pistolet KBK typu
Mauser, dubeltówkę i lufę do RKM. Zatrzymano gajowego i czterech innych
„podejrzanych osobników”. We wsi Hańsk została zatrzymana łączniczka
Jastrzębia, która „dała dalsze kontakty na wieś Dubeczno, Stary Majdan
i Bartoszycha”, gdzie zatrzymano dalsze trzy osoby. W nocy z 21 na 22
lipca przeprowadzono akcję we wsi Krasne, w wyniku której „zatrzymano
placówkę Jastrzębia pod dowództwem niejakiego Wodnickiego Czesława”. W
czasie śledztwa zeznał on, że oddział wraz z zatrzymanymi siedmioma
osobami znajduje się w kolonii Krasne, a porwani są przetrzymywani w
piwnicy mieszkania komendanta placówki Władysława Borysika (Krwawego).
Ponadto „wskazał miejsce magazynu broni i wydał do 100 ludzi z placówek
i band”. Nie jest jednak do końca pewne, czy to jego zeznania
doprowadziły obławę do miejsca, gdzie była przetrzymywana prezydencka
rodzina. Według innego raportu UB informację, że porwani członkowie
prezydenckiej rodziny przetrzymywani są w miejscowości Krasne, uzyskano
dzięki doniesieniom agenturalnym. Jeszcze inną wersję podaje w swoich
zapiskach z 1950 r. brat Jastrzębia Edward Taraszkiewicz (Żelazny):
„Przyczyną zdrady miał być jeden z tych ludzi aresztowanych w
przeddzień wypadku na zabawie w pobliskiej wsi Uścimów Nowy”.

Nie wiadomo, która z tych wersji jest prawdziwa. W każdym razie 22
lipca w godzinach popołudniowych przeprowadzono operację w kolonii
Krasne. W czasie walki zginęło dwóch partyzantów – Mieczysław Sawicki
(Kruk) oraz Tadeusz Garłoch (Zimny). Według relacji zatrzymanego
wówczas innego żołnierza tego oddziału Władysława Kobylańskiego (Jeża)
(w materiałach UB przypisywany jest mu pseudonim Jerzyk) ciężko ranny
Sawicki przed śmiercią został poddany przesłuchaniu, a następnie dobity
strzałami w tył głowy. Łącznie z Kobylańskim zatrzymano piętnaście
osób, w tym Władysława Borysika wraz z rodziną. Kobylański zeznał, że
rodzina Bieruta rzeczywiście była przetrzymywana w domu Borysika, ale
że została zwolniona w nocy z 20 na 21 lipca. Ponadto uzyskano od niego
dane o liczebności oddziału Jastrzębia (18 osób) i Boruty (22 osoby), a
także informację, że oddział udał się w kierunku wsi Krzczeń. W wyniku
operacji w tej miejscowości zabito członka oddziału Uskoka –
Mazowieckiego (Murzyna). Ogółem, jak wynika z raportu specjalnego szefa
PUBP we Włodawie Mikołaja Oleksy, w czasie obławy (w dniach 21–23
lipca) „zostało zabitych bandytów z bronią w ręku 4-ry osoby,
zatrzymanych faktycznych bandytów 16-tu, wszystkich zatrzymanych 49
osób”.

Po uwolnieniu prezydenckiej rodziny szef WUBP w Lublinie Franciszek Piątkowski w

swym raporcie specjalnym wyraził obawę, iż „rodzina Prezydenta
znalazła się w otoczeniu wrogów”. Do takich wniosków skłonił go po
pierwsze fakt, że prezydencka rodzina nie korzystała z ochrony organów
Bezpieczeństwa. Po drugie – dziwne zachowanie zawiadowcy stacji, który
rano w dniu uwolnienia porwanych zgłosił się wraz z synem Malewskiej
Romanem do WUBP i zadawał „tajemnicze pytania” (wyraził przekonanie, że
prezydencka rodzina nie zostanie zamordowana i pytał, co ma zrobić w
przypadku, gdy „bandyci zwrócą się do niego z jakąś propozycją”).

Piątkowskiemu podejrzane wydało się również zachowanie szwagierki
Wacława Malewskiego Berty Sadz. Otóż miała ona w czasie przesłuchania
zachowywać się „tak, jakby ją nic nie obchodziło porwanie”. Ponadto
kilka miesięcy wcześniej została zatrzymana na podstawie skierowanego
do niej listu przechwyconego przez UB. W liście tym „przywódca bandy z
Pomorza” chwalił się zabijaniem funkcjonariuszy UB i członków Polskiej
Partii Robotniczej. Na jej niekorzyść przemawiał również fakt, iż
„miała ona [w czasie wojny] restaurację tylko dla Niemców”. Szefowi
WUBP przyszło nawet na myśl, że Wacław Malewski wyjeżdżając z Chełma
mógł zabrać ze sobą „większą ilość złota i kosztowności” i zadawał
sobie pytanie, czy „środowisko, w jakim się znajduje nie zapragnęło go
[złota] posiąść”.

W innym piśmie, skierowanym do ministra bezpieczeństwa
publicznego, szef PUBP w Lublinie pozwolił sobie nawet na „zwrócenie
uwagi na ludzi, którzy kręcą się wokół krewnych ob. Prezydenta, gdyż
łatwowierność ob. Prezydenta może przynieść szkodę”. Nic dziwnego, że
jego przełożeni nie wiedzieli, co z takim raportem zrobić!

Tymczasem wszystko wskazuje, że nikt nie urządził zasadzki na
prezydencką rodzinę, lecz na samochody UB, którymi byli przewożeni
aresztowani w Siedliszczu ludzie podziemia.

Prezydencie, uwolnij

17 sierpnia 1946 r. został zlikwidowany oddział Boruty. Na początku
następnego roku został ciężko ranny w niewyjaśnionych do dziś
okolicznościach Leon Taraszkiewicz (Jastrząb). Zmarł w trakcie
transportu do lekarza. Nie przeżył go drugi z dowódców oddziału, który
porwał prezydencką rodzinę – Stefan Brzuszek (Boruta). W czasie
likwidacji swego oddziału, otoczonego przez grupę operacyjną UB-KBW we
wsi Kulik, popełnił samobójstwo. Przy jego zwłokach odnaleziono
oświadczenie podpisane przez porwanych (niestety, nie zachowało się
najprawdopodobniej w aktach b. Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego)
oraz pismo skierowane przez „grupę partyzancką” do Bieruta
Oto ono:

„Zatrzymaną
rodzinę Pańską wypuszczamy na wolność całych i zdrowych. Gdybyśmy
chcieli zastosować wobec rodziny Pana metody jakie stosuje Urząd
Bezp[ieczeństwa] Publ[icznego] wobec rodzin aresztowanych politycznie
Polaków – winniśmy rodzinę Pańską zmasakrować, powybijać zęby, wyłamać
ręce. Nie zrobimy tego, nam obce są bestialstwo i rozpasanie, nie
zatraciliśmy etyki chrześcijańskiej, walczymy tylko z tymi, którzy mają
umazane ręce w niewinnej krwi bratniej. My nie chcemy przelewu krwi
bratniej, a do tego rozpaczliwego kroku pcha Urząd Bezp[ieczeństwa]
Publ[icznego]. Wypuszczamy Pańską rodzinę na wolność – nie żądając za
to nic – uważamy jednak, że podobnie postąpi Pan Panie Prezydencie i
każe Pan zwolnić aresztowane rodziny ściganych politycznie”.




Kontrastuje ono ze stwierdzeniem syna Bolesława Bieruta Jana
Chylińskiego, który w biografii swego ojca pisał o „działalności
terrorystycznej zbrojnego podziemia”, mordującego bezlitośnie swych
przeciwników politycznych „nawet za sam udział w zabawach świątecznych
– bo były to święta nie uznawane przez opozycję”. Chyliński pisze, że
„spora część dokonanych zabójstw posiadała znamiona okrucieństwa,
niekiedy wręcz szokującego. Musiały być dziełem ludzi przesiąkniętych
ślepą nienawiścią, a czasem nawet po prostu psychopatów”.

Ale nawet włos z głowy nie spadł jego ciotce i jej rodzinie.

Artykuł ukazał się w tygodniku Polityka, nr 33/2003 (2414)

por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" i ppor. cz.w. Edward Taraszkiewicz "Żelazny" (część 1)


"JASTRZĄB" i "ŻELAZNY" – PARTYZANCCY BRACIA

W powstaniu
antysowieckim nie było drugiej pary takich braci – tak bohaterskich i
tak znienawidzonych przez komunistów. Propaganda PRL przedstawiała ich
nie tylko jako "andersowców" na żołdzie imperializmu, to była wówczas
normalka, i nie tylko jako "antysemitów", lecz także jako
Niemców-folksdojczów, a nawet esesmanów i oprawców z Majdanka (!).


Starszy z braci Taraszkiewiczów, ten z rocznika 1921, miał na imię
Edward, młodszy, z 1925 – Leon. Dowódcą oddziału WiN walczącego na
ziemi chełmsko-włodawskiej był najpierw, jakby wbrew tradycji, młodszy
z braci, noszący pseudonim "Jastrząb". Po nim dopiero, w niezwykle
dramatycznych okolicznościach, oddział przejmie starszy – "Żelazny". W
powstaniu antysowieckim nie było drugiej pary takich braci – tak
bohaterskich i tak znienawidzonych przez komunistów.


Czerwiec 1947.
Od lewej: Henryk Wybranowski "Tarzan" (+ XI 1948), Edward Taraszkiewicz
"Żelazny" (+ X 1951), Mieczysław Małecki "Sokół" (+ XI 1947), Stanisław Pakuła "Krzewina"

Wykładnia kłamstw komunistycznych

Propaganda PRL przedstawiała Taraszkiewiczów nie tylko jako
"andersowców" na żołdzie imperializmu, to była wówczas "normalka", i
nie tylko jako "antysemitów", to też była "normalka", tyle że
przeznaczona dla zachodnich dziennikarzy, lecz także jako Niemców –
folksdojczów, a nawet esesmanów i oprawców z Majdanka (!). Od
komunistów dostało się też ich ojcu, Władysławowi, który zgodnie z tym,
co głosili spece od moskiewskiej propagandy, na początku lat
trzydziestych chodził razem z synami rozbijać strajki chłopskie, a w
latach wcześniejszych i późniejszych znęcał się nad biedotą wiejską,
miejską i starozakonną. Za wysługiwanie się "faszystowskim rządom
Piłsudskiego" starego Taraszkiewicza dosięgnął jednak słuszny gniew
ludu. Został powieszony w lesie na skórzanych lejcach i przez trzy dni
– jak wyliczyła komunistyczna propaganda – szczerzył zęby, wisząc na
sośnie. Były to oczywiście kłamstwa, do których, zgodnie z metodą
komunistów, dokładano ziarnko prawdy.
Ojciec „Jastrzębia” i „Żelaznego”, Władysław Taraszkiewicz urodził się 18 IV 1896 r. we Włodawie. Był synem Franciszka i Agaty z domu Haciuk ze wsi Przewłoka koło Parczewa. Z zawodu był stolarzem – kołodziejem.
Matka, Róża Klara urodziła się 31 VIII 1902 r., była córką Piotra Syblili i Jadwigi z domu Matuszewska. Piotr Sybilla, dziadek przyszłych partyzantów, pochodził z Kościan w woj. poznańskim, a babka Jadwiga, z oddalonej ok. 10 km. wsi Zadory, również w woj. poznańskim, jednak w tamtych czasach był to jeszcze ziemie polskie włączone do zaboru pruskiego.
W poszukiwaniu pracy Piotr i Jadwiga Sybilla wyjechali do Duisburga, miasta położonego w zachodniej części Niemiec w Zagłębiu Ruhry.
Władysław Taraszkiewicz, wraz z jeńcami rosyjskimi i francuskimi został wywieziony w 1914 r. do Niemiec, do kopalni węgla w Zagłębiu Ruhry. Tam też poznał swoją przyszłą żonę Różę Klarę Sybilla. W Niemczech działał w organizacji „Sokoły”, do której później przystąpili również szwagrowie jego żony: Jaskowiak i Czekała.
Również w Niemczech, w Duisburgu urodziło się trzech ich synów: Edward – 22 stycznia 1921 r., Władysław – 9 lipca 1922 r. i Leon – 13 maja 1925 r. W sierpniu 1925 r. całą rodziną wrócili do Polski i zamieszkali we Włodawie.

Na tym jednak wątek niemiecki rodziny
Taraszkiewiczów się nie kończy. W czasie okupacji hitlerowskiej Edward
i Leon zostali wywiezieni na roboty do Niemiec. Edwarda tylko
podejrzewano o jakąś nielegalną robotę i wysłano go "profilaktycznie";
u Leona, dosłownie pod łóżkiem, znaleziono materiały wybuchowe – wydał
go szkolny kolega, niejaki Muszyński. Najpierw Niemcy chcieli go
zamknąć w obozie, potem ze względu na młody wiek (16 lat!) zmieniono
decyzję i Leon Taraszkiewicz został wysłany na roboty pod Kwerfurt, na zach. od Halle.
Nawiasem mówiąc, do tego samego bauera, u którego pracował już starszy
z braci.

Ucieczka z Zamku w Lublinie

Latem 1942 r. Leonowi udaje się uciec z Niemiec, resztkami sił
dociera aż pod Radom. Tutaj drwale współpracujący z AK najpierw go
dokarmiają, potem organizują mu rekwizyty malarza pokojowego, z którymi
– niby do pracy – wędruje przez Polskę aż do Chełma. Na chełmskiej
stacji przeżywa kolejną przygodę: aresztowanie i pobicie przez
współpracującą z Niemcami ukraińską służbę ochrony kolei. Nie traci
jednak fantazji i dosyć pomysłowo podaje się za swojego znajomego z
Włodawy, nazwiskiem Blimke, który właśnie legalnie przyjeżdża z Niemiec
na urlop do rodziny i któremu, czasem tak bywa, zginęły po drodze
dokumenty. Jeszcze z Chełma Leon przesyła do matki autentycznego
Blimkego gryps, ta zgadza się potwierdzić jego tożsamość. Nie jest
pewne, czy zdążyło dojść do konfrontacji, gdyż tymczasem Leon zostaje
przewieziony do więzienia na Zamku w Lublinie. Na przesłuchania Niemcy
przeprowadzają go do siedziby gestapo. Podczas jednego z powrotów Leon
rzuca się do ucieczki, zostaje postrzelony w rękę przez żandarma –
udaje mu się jednak zaszyć w ruinach przy Bramie Krakowskiej. Potem
czas jakiś ukrywa się u Stefana Koropczuka – ojca chrzestnego swej
młodszej siostry. W pisanym po latach oświadczeniu Koropczuk wspomina:
Nie mogłem go poznać, tak był pobity, obszarpany i ranny w rękę. Ślady
pobicia dowodzą, iż podczas przesłuchań Taraszkiewicza poddawano
torturom. Zawiadomiona przez Koropczuka matka przywozi Leonowi ubranie,
co ułatwia mu dalsze ukrywanie się przed Niemcami. Nie chcąc narażać
krewnych, Leon Taraszkiewicz szuka schronienia w lesie i zbiegiem
okoliczności trafia do sowieckiego oddziału partyzanckiego "Anatola".
Po wejściu Armii Czerwonej może robić karierę jako "utrwalacz władzy
ludowej", może służyć w UB i MO – odmawia i zostaje znów aresztowany,
tym razem przez "wyzwolicieli".

Początki konspiracji powojennej

W połowie grudnia 1944 r. zostaje aresztowany przez UB i ponownie trafia do więzienia na Zamku w Lublinie, skąd zostaje przewieziony do filii tegoż więzienia – obozu NKWD i UB w Błudku koło Suśca. Od jesieni 1944 roku do końca marca 1945 roku w wyniku katorżniczej pracy w kamieniołomach w pobliskich Nowinach i Józefowie zmarło ponad dwustu więźniów -żołnierzy AK, wielu zostało rozstrzelanych. Obóz został rozbity 25 marca 1945 roku przez oddziały Inspektoratu Zamojskiego AK Konrada Bartoszewskiego ps. "Wir" i Mariana Wardy ps. "Polakowski". Wcześniej wywiad Armii Krajowej ustalił, że w Błudku są więzieni żołnierze i oficerowie AK. "Żyli w strasznych warunkach, byli głodni i chodzili ubrani w worki po cemencie" – wspomina były żołnierz AK Antoni Danielewicz ps. "Lew". Niestety gdy nadszedł dzień odbicia obozu, okazało się, że wszyscy więźniowie zostali wywiezieni, na dwie godziny przed planowanym odbiciem.
Pod koniec marca 1945 r., przyszły "Jastrząb", wieziony z obozu w Błudku, transportem na wschód, wyskakuje z
pociągu i wraca do rodzinnej Włodawy. Ukrywa się, szuka kontaktów,
udaje mu się dotrzeć do dowódcy rejonu AK "Orlisa" (Klemens Panasiuk) i
po zaprzysiężeniu wchodzi w skład leśnego oddziału "Sępa" (Tadeusza
Bychawskiego). Tak wyglądał pierwszy rozdział życiorysu rzekomego
esesmana i "kapo" z Majdanka – jak określała go propaganda PRL. Równie
"prawdziwe" były dziennikarskie rewelacje na temat ojca Władysława
Taraszkiewicza. Ani nie rozbijał wespół z synami strajków chłopskich
(synowie mieli wtedy 11 i 15 lat), ani nie został przed wojną
powieszony przez "gniewny lud", ani nie szczerzył zębów, wisząc na
drzewie. Władysław Taraszkiewicz, syn Franciszka, po prostu ciągle żył,
dożył lat 66 i zmarł w roku 1964 w Malborku. Jako ciekawostkę warto
dodać, że Taraszkiewicze wywodzili się ze szlachty Księstwa
Litewskiego, że optowali za wolną (od Rosjan) Białorusią, związaną
jakąś unią z Polską. Starszy brat Franciszka, a stryjeczny dziadek
obydwu partyzantów, Bronisław Taraszkiewicz, był jednym z twórców i
animatorów kultury białoruskiej. Napisał pierwszą gramatykę języka,
który uznał za ojczysty, przekładał też na białoruski Iliadę i Pana
Tadeusza. Jako przywódca "Hromady" wpadł w konflikt z prawem polskim,
został skazany na więzienie i w ramach wymiany więźniów politycznych
zgodził się lekkomyślnie na wyjazd do ZSRR. Zmarł w łagrze sowieckim w
1938 roku.

"JASTRZĄB" i "ŻELAZNY" – Partyzanccy Bracia – część  2>
Strona główna>

por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" i ppor. cz.w. Edward Taraszkiewicz "Żelazny" (część 2)


"Jastrząb"

Druga i ostatnia część biografii Leona Taraszkiewicza – to historia
"Jastrzębia". Od wiosny 1945 r. Taraszkiewicz dowodzi samodzielnie
małym oddziałkiem partyzanckim, bierze udział w rozbiciu siedziby MO w
Wytycznie, a 2 czerwca rozpoczyna słynny rajd, podczas którego
powstańcy rozbijają posterunki w Dubecznie (gdzie przy okazji
rozpędzono gminne koło PPR), Sosnowicy i Pieszowoli. Dwa ostatnie
posterunki żołnierze "Jastrzębia" zdobyli, podając się za oddział
ścigający "bandy". Według oficjalnych raportów, w Pieszowoli partyzanci
rozbroili grupę "ormowców". Jest to interesujące o tyle, iż oficjalnie
Ochotnicza Rezerwa MO nie została jeszcze powołana. Było to więc ORMO
przed ORMO! Po prostu tego czteroliterowego skrótu używano już
wcześniej, dla określenia aktywistów PPR zbrojonych i szkolonych do
walki z partyzantką AK i ludnością cywilną. Warto o tym pamiętać,
słuchając SLD-owskich "uczonych" oskarżających niepodległościową
partyzantkę o mordowanie bezbronnych, "szarych" członków PPR. Nie tylko
pepeerowcy gorliwie wysługiwali się nowym okupantom, również sporo
młodzieży ukraińskiej widziało swoją przyszłość we współpracy z UB i
MO, choć bardzo często współpracę z "resortem" traktowali jako okazję
do prześladowania Polaków.


Oddział Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" nad zwłokami Stefana Kucharuka "Rysia" – 1946 r.

Komendantem Sosnowicy, znanym z bestialskiego znęcania się nad
schwytanymi partyzantami, był Ukrainiec Łuć; również jego zastępca (czy
może raczej protegowany ze względu na narodowość) Mikołaj Dmitruk
cieszył się sławą oprawcy. Latem 1945 "Jastrząb" urządził rajd, podczas
którego odwiedził trzy "czerwone" wsie ukraińskie: Hołowno, Górki i
Zienki. W tych wsiach większość mężczyzn należała do PPR, a uzbrojona
została jeszcze przez NKWD. Scenariusz pacyfikacji był we wszystkich
przypadkach taki sam: wieś otaczano, ryglując drogi erkaemami, potem do
środka wpadało kilku partyzantów na koniach, których galop wokół
zabudowań terroryzował ludność i zarazem stwarzał wrażenie większej
liczebności oddziału. Mieszkańców wyganiano z domów i trzymano pod
bronią na środku wsi – w tym czasie partyzanci przeprowadzali rewizje.
Znalezioną broń rekwirowano – pozostawiając jednak Ukraińcom kilka
karabinów dla obrony przed zwykłymi bandziorami. Na końcu "Jastrząb"
wygłaszał ostrzegawcze przemówienie, wspominał, że wszyscy razem
mieszkają na tej samej ziemi polskiej, ostrzegał, że komunizm wcześniej
czy później upadnie i wtedy wszyscy zdrajcy zostaną rozliczeni, po czym
oddział opuszczał wieś. Mieszkańcy, którzy liczyli się już z utratą
życia, żegnali partyzantów czasem z autentyczną serdecznością,
obiecując "poprawę", a nawet zaopatrując ich w prowiant. Akcje w tych i
kilku innych wsiach odniosły znakomity efekt propagandowy. Gorliwiej od
Ukraińców współpracowali z komunistami tylko Żydzi. "Kuźnią" ubeckich
kadr na Lubelszczyźnie były m.in. Parczew i Włodawa, miasteczka, w
których Żydzi już przed wojną stanowili ponad połowę mieszkańców. Wielu
z nich przeżyło okupację dzięki pomocy Polaków bądź w ZSRR. Przyjmowali
obywatelstwo "sowieckie", pracowali przeważnie w milicji, NKWD i
administracji partyjno-państwowej. Po "wyzwoleniu" w sposób niejako
naturalny zostawali pracownikami okupacyjnego aparatu i włączali do tej
pracy rodziny. W miastach takich jak Parczew Polacy byli ludźmi drugiej
kategorii, gołosłowne oskarżenia o antysemityzm i nacjonalizm
wystarczały do wyrugowania ich z własności, a często do wywózki i
fizycznej likwidacji. Atak na siedziby UB/MO w tych i kilku innych
miejscowościach stawał się z konieczności atakiem na budynki, w których
"pracowali" Żydzi – dlatego antypolska propaganda na Zachodzie mogła
przedstawiać je jako akty antysemityzmu.

Zajęcie Parczewa

Atak na posterunek i areszt MUBP w Parczewie skończył się
połowicznym sukcesem. Oddział "Jastrzębia" zajął całe miasto i… tylko
pół budynku UB, który znajdował się na piętrze, nad apteką, której
zniszczenia "Jastrząb" chciał uniknąć. Z góry ostrzeliwało się kilku
ubowców, którymi dowodził niejaki Konasiuk, ubowiec oddelegowany z
Włodawy. Ofiary jego przesłuchań wyławiano z pobliskiego stawu ze
śladami tortur na ciele i rękami skrępowanymi kolczastym drutem. Nie
mógł mieć złudzeń, jaki los go spotka, gdy wpadnie w ręce polskich
partyzantów. "Jastrząb" zostawił kilku ludzi, by ogniem ryglowali górę
posterunku, zaś sam z resztą oddziału udał się demonstracyjnie do
kościoła, potem pilnował rekwizycji. Towary zabierano ze spółdzielni
"Społem", ale także z prywatnych sklepików – wybierając co bardziej
"czerwonych" właścicieli. A ponieważ dziwnym trafem większość
prywatnych kupców komunistycznego Parczewa pochodziła z narodu
wybranego – rekwizycje też mogły zostać uznane za "pogrom". Po
załadowaniu niezbędnych towarów, głównie wiktuałów, partyzanci opuścili
miasto. W
efekcie akcji w Parczewie zginęło pięciu milicjantów i ubowców –
okazało się potem, że byli to sami Żydzi. Należy jednak podkreślić, że
nie ginęli oni jako przedstawiciele takiego czy innego narodu, lecz
jako funkcjonariusze okupacyjnego aparatu terroru.
Konasiuk,
któremu udało się ujść cało, nie uniknął jednak sprawiedliwości. Dwa
lata później będzie dowodził pacyfikacyjną ekspedycją UB-KBW i pod
Dębową Kłodą wpadnie w zasadzkę, urządzoną przez drugiego z braci
Taraszkiewiczów – Edwarda. Zginie od kuli wystrzelonej w walce,
śmiercią żołnierską, na którą nie zasłużył.


1946 r. – od lewej: Stefan Kucharuk "Ryś", Piotr Kwiatkowski "Dąbek", Leon Taraszkiewicz "Jastrząb"

Rok 1946 przyniósł partyzantom "Jastrzębia" walki z ekspedycjami
NKWD i KBW. Duży rozgłos przyniosło jego żołnierzom zwycięstwo nad
grupą NKWD i UB w Gródku – 8 czerwca 1946, jeszcze większy – wzięcie do
niewoli rodziny Bolesława Bieruta. Przypadek ten zdarzył się 17 lipca
1946 roku. Tego dnia oddział "Jastrzębia" przygotowywał zasadzkę pod
Chełmem na samochody miejscowego UB. By szybko opuścić miejsce akcji
trzeba było zarekwirować jakiś samochód. Nagle szosą nadjechał
elegancki, ogromny chevrolet. Po zatrzymaniu okazało się, że w
limuzynie jedzie czworo komunistów. Zdanie "pan nie wie kto ja jestem"
należało do najczęściej powtarzanych. Okazało się, że w chevrolecie
siedziała siostra Bieruta – Zofia Malewska z mężem oraz ich syn z żoną.

A więc rodzina Bieruta – superagenta sowieckiego, rodzina, która
korzystała z wszystkich dobrodziejstw okupacji sowieckiej, których
symbolem był ów luksusowy samochód! O mistyfikacji nie mogło być mowy –
następnego dnia do Włodawy przyjechało ponad 50 aut pełnych
funkcjonariuszy UB i KBW oraz dwa pociągi, to znaczy 72 wagony – wojsk
KBW. "Jastrząb" przewiózł rodzinę Bieruta do wsi Krasne,
nieoczekiwanych "gości" przetrzymywano dwie doby w domu komendanta
placówki AK, Władysława Borysika. Malewscy chodzili po obejściu, a pod
lufami pistoletów nawet do pobliskiego lasu. Widząc, że nic jej nie
grozi, a może chcąc zjednać partyzantów, siostra Bieruta powtarzała:
Mój brat był taki spokojny, porządny człowiek przed wojną. Do kościoła
chodził w każdą niedzielę. Teraz jest z komunistami, ale z przymusu (H.
Pająk: Oni się nigdy nie poddali, 1997, s. 108). Słysząc tego rodzaju
credo partyzanci "Jastrzębia" kazali tej "polskiej" i "katolickiej"
rodzince śpiewać przed śniadaniem "Kiedy ranne wstają zorze" a po
kolacji "Wszystkie nasze dzienne sprawy". To były jedyne "tortury"
jakim poddano rodzinę czerwonego namiestnika. Zasady odpowiedzialności
zbiorowej partyzanci nie stosowali. Po dwóch dniach pociotkowie Bieruta
zostali odwiezieni do pobliskiej gajówki, gdzie podstawiono chevroleta.

Zdobycie Włodawy

Jeszcze w 1946 roku – 22 października partyzanci "Jastrzębia"
odnieśli spektakularny sukces: zdobycie Włodawy, zajęcie posterunku MO,
rozbicie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (obecnie Komenda
Policji) i uwolnienie 65 więźniów. Potem było wiele mniejszych potyczek
i pechowe zakończenie roku. W wigilię 1946 roku UB i KBW urządziły
obławę i – dzięki donosowi – odnalazły dom, w którym zasiedli do
kolacji partyzanci "Jastrzębia". UB-owcy zaatakowali, nie spodziewając
się oporu, a tym bardziej ognia z broni maszynowej. Oddział
"Jastrzębia" stracił w walce dwóch ludzi, a to, że UB-owcy ponieśli
większe straty (5-7 funkcjonariuszy), było niewielką pociechą.
Partyzanci zaplanowali odwetowe uderzenie na Radzyń. Nad ranem 1
stycznia żołnierze "Jastrzębia" wraz z oddziałami obwodu WiN Radzyń
Podl. (razem ok. 300 ludzi) weszli do miasteczka. Niestety nie udało
się zdobyć siedziby UB/MO – zawiódł ładunek wybuchowy, który miał
utorować drogę do "ubojni". Rozpoczęła się wymiana ognia, która mogła
trwać nazbyt długo – komuniści zapewne od początku alarmowali o
odsiecz, teren pełen był wojsk NKWD i KBW. "Jastrząb" nakazał odwrót.
Jakby dla zadośćuczynienia do partyzantów uśmiechnęło się szczęście.
Radzyńskie szefostwo UB wysłało grupę pościgową, która wpadła na
partyzantów w Okalewie. UB-owcy stracili co najmniej 5 zabitych, w tym
powiatowego referenta UB Radzyń. Kilku dostało się do niewoli, Do
niewoli dostało się też 7 żołnierzy KBW, których "Jastrząb – po
rozbrojeniu – uwolnił. Rozstrzelano jedynie dowódcę plutonu, który
wedle relacji jednego z partyzantów – miał pełną pierś medali za walkę
z bandytami (tamże, 125 ). Tak więc odwet za krwawą Wigilię w końcu się
udał. Nie było to ostatnie zwycięstwo oddziału, choć ostatnie
zwycięstwo "Jastrzębia".

Padł w ataku na Siemień…

3 stycznia 1947 r. Leon Taraszkiewicz dowiedział się, że w
Siemieniu pod Parczewem stacjonuje oddział KBW przysłany do ochrony
"wyborów". Ponieważ żołnierze z tych jednostek nie wykazywali wielkiego
ducha bojowego, postanowił podejść pod budynek i wezwać do złożenia
broni. Na ogół to wystarczało, kabewiści wiedzieli, że szybkie
podniesienie rąk gwarantuje im przeżycie. Tym razem jednak miało być
inaczej. Do Siemienia wkroczono o zmierzchu. Gdy partyzanci byli
kilkanaście metrów od budynku – nagle rozległy się strzały. Nie padły
jednak od strony komunistów. Wystrzelił któryś z partyzantów, wkrótce i
pozostali – w biegu – zaczęli strzelać do okien. Zaskoczeni kabewiści
na odgłos pierwszych strzałów podnieśli ręce, nie wzięli nawet broni ze
stojaków. Partyzanci zajęli budynek i dopiero wtedy zorientowano się,
że nie ma wśród nich "Jastrzębia". Wniesiono go po chwili. Padł na
samym początku ataku.. Początkowo myślano, że od strzału z okna. Nikt
nie wiedział, że opatrującemu go koledze, "Wackowi" Mielniczukowi,
"Jastrząb" zdążył szepnąć To mi zrobił "Bolek", potem stracił
przytomność. Chwilę później do zdobytego budynku wszedł "Żelazny",
który nie wiedząc jaki był przebieg wydarzeń, na krótko przejął
dowództwo. Potem jednak przekazał je "Bolkowi" (nazwisko do dziś nie
jest pewne) uchodzącemu za zastępcę i przyjaciela "Jastrzębia".
Partyzanci zabrali trochę zdobycznej broni i amunicji, rannego
"Jastrzębia" położono na furmankę i oddalono się w stronę lasów
włodawskich. Mniej więcej po godzinie "Jastrząb" skonał. Miał 22 lata.
Został w tajemnicy pochowany na cmentarzu w Siemieniu i do 1992 r.
jedyną informacją na jego grobie był lakoniczny napis "Leon". Stopień
wojskowy nie jest pewny. Po prostu był komendantem zgrupowania
partyzanckiego WiN obwodu włodawskiego.

"JASTRZĄB" i "ŻELAZNY" – Partyzanccy Bracia – część  3>
Strona główna>

por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" i ppor. cz.w. Edward Taraszkiewicz "Żelazny" (część 3)

Komendant "Żelazny"
Dopiero po pewnym czasie "Żelazny" z "Wackiem" uświadomili sobie,
że to "Bolek" był mordercą "Jastrzębia". Czy powodowała nim ambicja,
chęć dowodzenia legendarnym oddziałem, czy był nasłanym agentem? –
sprawa do dzisiaj nie została rozstrzygnięta. Obydwaj partyzanci
skłaniali się ku drugiej z tych myśli, podobnie uważa dziś znawca
problemów partyzanckich Henryk Pająk. Przyjęcie, że w oddziale był
agent bezpieki i że był nim właśnie ów "Bolek", pozwalało wyjaśnić
wiele tajemniczych wydarzeń. Już raz podczas potyczki podobnie jak
"Jastrząb" został ostrzelany jeden z partyzantów – wtedy skończyło się
na przestrzeleniu czapki, więc chociaż wydawało się, że strzały padły z
boku – sprawę zlekceważono. Teraz strzały też padły z boku, z okien
chyba w ogóle nikt nie zdążył strzelić. Przypomniano sobie po czasie
różne tajemnicze zniknięcia "Bolka" z oddziału, jak i to, że właściwie
nie bardzo było wiadomo, skąd przybył. Podobno miał pochodzić zza Buga
– ale nie miał na to żadnych świadków. (Potem zaczęło się wyjaśniać, że
pochodził z chełmskiego, jednak jego tożsamość do dzisiaj nie jest
pewna). "Żelazny" z "Wackiem" wtajemniczyli w sprawę dowódcę
sąsiedniego oddziału, zresztą przyjaciela "Jastrzębia" – Stanisława
Kuchcewicza – "Wiktora". Ponieważ "Bolek" jako dowódca cieszył się
dużym posłuchem – postanowiono, że likwidacji dokona właśnie oddział
"Wiktora". Jako komendant oddziału włodawskiego "Bolek" otrzymał
wezwanie do oddziału "Wiktora" – rzekomo po odbiór rozkazów od dowódcy
całego zgrupowania – majora "Zapory". Upewnił się jedynie (co dodatkowo
przypieczętowało podejrzenia!), że u "Wiktora" nie będzie "Żelaznego" i
zgodził się pojechać po zapowiedziane rozkazy. Po przybyciu do kwatery
"Wiktora" "Bolek" został zlikwidowany. Dowódcą został Edward
Taraszkiewicz -"Żelazny", który walczył na czele oddziału jeszcze ponad
cztery i pół roku. Sprawa "Bolka" do dzisiaj nie została wyjaśniona. Na
pewno był mordercą, czy jednak był agentem od początku? Czy może raczej
zdrajcą, który w pewnym momencie zaczął kontaktować się z UB? Czy
zamordowanie dowódcy nie miało być "wpisowym" przy przejściu byłego
patrioty na stronę czerwonych?

Akcja w "małej Moskwie"

Z licznych wyczynów "Żelaznego" na szczególną uwagę zasługuje akcja
przeprowadzona nocą 2-3 lipca 1947 r. w "Małej Moskwie", czyli w
Puchaczowie. Przeprowadzono ją wspólnymi siłami połączonych oddziałów
"Żelaznego", "Ordona"-J. Struga i "Wiktora"-S. Kuchcewicza ". Akcja ta
nagłaśniana była przez komunistyczną propagandę jako "masakra"
przeprowadzana przez "bandytów z WiN" bądź "bandytów z AK". Jest
faktem, że w Puchaczowie partyzanci urządzili obławę na działaczy PPR;
według oficjalnej wersji spośród złapanych stracono 21 osób. Komuniści
twierdzili oczywiście, iż byli to ludzie niewinni, a podpierając się
dokumentami, stwierdzali, że tylko 8 ze straconych było członkami PPR.
Sprawę tej dziwnej akcji wyjaśnił Henryk Pająk w znakomicie
udokumentowanej pracy Uskok kontra UB (1992, s. 114 – 115). W aktach UB
trafił on na dokument z 25 czerwca 1952 r. podpisany przez sekretarza
PZPR z Lublina, Goraja Hipolita. Jego osoba nie była i nie jest ważna,
istotny jest fragment, w którym podając nazwiska 13 spośród 21
straconych w Puchaczowie, sekretarz ów podawał, iż wszyscy wyżej
wymienieni byli członkami PPR, natomiast formalnie nie byli ujęci w
ewidencji członków PPR. Pokrętnie brzmiący cytat to klucz pozwalający
rozszyfrować i tę tajemnicę, i tajne, zbrodnicze działania komunistów.

Tajne formacje PPR

"Żelazny" i "Uskok" (po aresztowaniu mjr cc Hieronima Dekutowskiego
"Zapory", kpt. Zdzisław Broński "Uskok" dowodził zbrojnym podziemiem na
całej Lubelszczyźnie do 21 maja 1949, kiedy to otoczony przez UB i MO w
swojej kryjówce [kolonia Dąbrówka gm. Łuszczów, pow. Łęczna] popełnił
samobójstwo rozrywając się granatem.) wielokrotnie otrzymywali
informacje o dziwnych zachowaniach mieszkańców Puchaczowa – o ich
wyjazdach "W Polskę", o partyjnych przyjęciach w Lublinie, podczas
których mieszkańcy tej wioski dostawali nagrody i gratyfikacje. Idąc na
akcję partyzanci wiedzieli, że będą mieli do czynienia z czerwonymi
aktywistami – nie wiadomo, na ile się orientowali, że trafili na
gniazdo "tajnych członków" PPR. Tajne formacje PPR zostały powołane
rozkazem szefa resortu bezpieczeństwa, Stanisława Radkiewicza, wydanym
4 grudnia 1945 r. Rozkaz polecał kierownikom placówek UB, aby w jak
największej tajemnicy przygotowali akcję, mającą na celu likwidowanie
działaczy stronnictw, którzy sympatyzowali z konspiracyjną
działalnością antypaństwową. Na mocy tego rozkazu werbowano grupy
tajnych członków PPR, które używane były do morderstw i akcji
terrorystycznych w odległych miejscowościach – zwłaszcza w okresie tzw.
wyborów. Krwawe ślady działania tych czerwonych szwadronów śmierci
odnaleziono też w Rzeszowskiem i na Mazowszu. Na co dzień członkowie
tych formacji udawali normalnych ludzi, no, może trochę intensywniej
parali się donosicielstwem. Ci z Puchaczowa aroganckim zachowaniem
złożyli donos na samych siebie. Pewni swej bezkarności przestali
zachowywać ostrożność. Jeździli do Lublina całą grupą, przechwalali się
prezentami, opowiadali o bandyckich wyczynach. A w Puchaczowie sypali
jeden drugiego. Rzeczywiście tylko 8 spośród zabitych było jawnymi
członkami PPR. Ale 13 straconych należało do tajnej formacji morderców
i chyba wyłowieniu tej grupy służyły nocne przesłuchania w Puchaczowie.
Wyrok wydany przez "Żelaznego" był surowy, ale sprawiedliwy.



Likwidacja agentury komunistycznej


Innym wyczynem zasługującym na uwagę była likwidacja tajnej
agentury we Włodawskiem – w październiku 1949 r. Rolę inspiratora
odegrał tu przypadek. Podczas akcji ekspropriacyjnej na stacji w
Stulnie (chodziło o 1,5 mln złotych wiezionych przez grupę 2
milicjantów i 3 ormowców z Włodawy!) "Żelazny" przejął wraz z
pieniędzmi teczkę z dokumentami włodawskiego UB przeznaczonymi dla
szefostwa w Lublinie. O jej znaczeniu świadczy fakt, że władze
natychmiast spuściły ze smyczy około 10 tysięcy żołnierzy KBW i ubeków,
by jak najszybciej wytropić partyzantów i odzyskać te dokumenty.
Najważniejszą ich część stanowił bowiem spis tajnych szpiclów. Pogoń za
teczką nie przyniosła jednak efektów. A kiedy odwołano już ekspedycję,
partyzanci – według list UB – zaczęli likwidować komunistyczną agenturę
we Włodawskiem. "Żelazny" stał się legendą nie tylko włodawskiego, lecz
całej wschodniej Polski. I postrachem zdrajców.

Wpadł wskutek zdrady…

Walka Edwarda Taraszkiewicza z okupacją sowiecką trwała w sumie 7
lat. Od 1944 do 1951 roku. Jeszcze w połowie 1951 r. skutecznie
atakował aparatczyków i agenturę komunistyczną, a likwidacją
przewodniczącego komisji budowlanej przy WRN Ludwika Czugały i
późniejszym rajdem po powiecie włodawskim, podczas którego wykonał
wyroki na szczególnie groźnych szpiclach UB doprowadził władze do
białej gorączki. Przysłany do lubelskiego WUBP sowiecki major Wołkow,
wprawiony w likwidacji polskiego podziemia w innych regionach kraju,
przeprowadził czystkę we włodawskim UB, podejrzewając, że część
funkcjonariuszy sprzyja podziemiu i od tej pory pętla zaczęła się
zaciskać wkoło "Żelaznego" i jego trzech ostatnich żołnierzy. Wpadł
wskutek zdrady. Jedną z jego łączniczek była "Lilka" (Regina Ozga) –
narzeczona Józefa Domańskiego – "Łukasza", partyzanta, który u boku
"Żelaznego" wytrwał do końca. "Lilka" mieszkała w Lublinie u niejakiej
Marii Wagnerowej, która także podobno sprzyjała partyzantom. Z
przesłuchań wynika, że kiedyś napiekła "bandytom" racuchów, kiedy
indziej przesłała im kurczaka.

Ogólnie jednak nie była to osoba godna zaufania. Z wywiadu
środowiskowego (przeprowadzonego na jej temat przez milicję) wiadomo,
że "…po śmierci męża i syna trudniła się pijaństwem…" Nie był też
chyba godny zaufania lokator Wagnerowej, Władysław Wójcik, chociaż też
niby sprzyjał partyzantom, a nawet przesyłał im różne przedmioty
zakupione za własne pieniądze. Jak potem się okazało, częściej kupował
na rachunek firmy, w której pracował, a robił to nie tyle z
patriotyzmu, ile z chęci przypodobania się "Lilce". Łączniczka czasem
przewoziła do oddziału, a czasem przesyłała na wskazane adresy czasem
medykamenty, a czasem np. latarki – wszystko co było akurat potrzebne
partyzantom i co dało się przesłać paczką bez wzbudzania podejrzeń. A
ponieważ naprawdę kochała "Łukasza" – gdy oboje byli już w celach
śmierci, chciała wziąć z nim ślub – pozostaje poza podejrzeniami. A
jednak zdrada musiała wyjść stamtąd, z mieszkania Wagnerowej. Nie
wiadomo, czy donosicielką była sama gospodyni, czy może jej lokator,
czy raczej ktoś z kręgu ich znajomych, komu nieopatrznie zaufali.
Równie dobrze oboje mogli dojść do wniosku, że trzeba "wkupić się" w
łaski komunistów i zadziałali podobnie jak "Bolek", tylko innymi
metodami. Faktem jest, że "Lilkę" aresztowano, gdy poszła nadawać
paczkę. Na przesyłce był adres: Stanisław Kaszczuk, Zbereże – bezpieka
postanowiła sprawdzić ten trop. Do Zbereża nad Bugiem wysłano kilka
samochodów KBW.

Przed świtem 6 października 1951 roku UB i KBW zaczęło otaczać
zabudowania Kaszczuka – lecz ujadanie psów zbudziło gospodarza.
Kaszczuk, też zresztą członek konspiracji (ps. "Daleki") wszedł do
stodoły, gdzie spał "Żelazny" i trzej jego partyzanci. UB otacza
zabudowania – rzucił półgłosem. Partyzanci błyskawicznie się ubrali,
wypadli ze stodoły i pomimo ostrzału przedarli się przez pierścień
obławy. Niestety za tym pierwszym pierścieniem był drugi – żołnierze
KBW czekający przy samochodach. Jeden z partyzantów- "Niewinny"
(Marciniak) postanowił się ukryć w zaroślach, "Żelazny" z dwoma
pozostałymi, podbiegł do samochodów i krzycząc: Samochód dla rannego
żołnierza! wskoczył do najbliższego gazika. Pozostali partyzanci,
"Kazik" i "Łukasz" (ten narzeczony "Lilki") – za nim. Terroryzując
kierowcę automatem "Żelazny" kazał ruszać. Po chwili trafili jednak na
grupę dowodzenia obławą wraz z psami. W napisanym po akcji raporcie ów
kierowca, niejaki Ciemięrzewski, przypisuje sobie przemyślny plan
dowiezienia "Żelaznego" w rejon działania KBW, z którego dowiadujemy
się, że po wjechaniu na miejsce dowodzenia obławą, kierowca zawiadomił
krzykiem, że w samochodzie jest "banda", po czym wysprzęglił, skręcił
kierownicę w lewo i wyskoczył z samochodu, który wjechał w środek grupy
operacyjnej UB-KBW.

Wyskakiwali w biegu, strzelali w biegu i padali w biegu… Edward
Taraszkiewicz został podczas tej szarży zabity strzałem w serce. Zabity
został także drugi z partyzantów, "Kazik" (Stanisław Torbicz). Jednak
nie padli bez walki, zanim zginęli zabili jeszcze ubeka i kilku
żołnierzy KBW. "Łukasz" został ranny, uciekał w głąb lasu, ale został
złapany. Schwytany został też "Niewinny", który wcześniej się ukrył i
nie brał udziału w szarży samochodu. W pokazowym procesie w sierpniu
1952 roku obydwaj otrzymali wyroki śmierci. Wyroki wykonano.

Październik 1951. Dziedziniec PUBP we Włodawie [zdjęcie zrobione przez UB]. Leżą zabici: Kazimierz Torbicz
"Kazik" (od lewej) i Edward Taraszkiewicz "Żelazny". W
ubraniu poszarpanym przez milicyjne psy siedzi Stanisław Marciniak
"Niewinny". Skazany na karę śmierci, zamordowany 29 stycznia 1953 na Zamku Lubelskim.


Jeszcze kilka zdań o pozostałych osobach dramatu. Na karę śmierci
skazana została także "Lilka", która w ostatnim słowie nie wyraziła
skruchy, lecz oświadczyła: Byłam i jestem wrogiem Polski Ludowej (…).
Wobec Boga i Ojczyzny, i ludzi mam czyste sumienie, bo nikomu nic złego
nie zrobiłam. Kary nie wykonano, zmieniono na dożywocie. Dożywocie
otrzymał także Stanisław Kaszczuk, w którego stodole "Żelazny" się
ukrywał. Jego rodzinne gospodarstwo zrównano z ziemią. Oboje rodziców
zabito podczas obławy. Jego brat Józef, który wiedział, a nie doniósł,
dostał 12 lat. Pozostałe osoby, które kontaktowały się z oddziałem,
otrzymały od 9 do 12 lat więzienia. Wspominam o tym, bo wysokość
wyroków może być kluczem do rozwiązania zagadki tamtej zdrady. Otóż:
sąsiedzi "Lilki", którzy także jakoś wspomagali "Żelaznego", otrzymali
zaskakująco niskie wyroki. Wójcik, który kupował dla partyzantów różne
rzeczy (czasem za zdefraudowane pieniądze!), otrzymał po odwołaniach
ostatecznie 15 miesięcy – tyle, ile przesiedział w śledztwie. Co
dziwne, sąd polecił go natychmiast wypuścić z aresztu. Niski wyrok – 2
lata – otrzymała też Wagnerowa, więc wyszła niedługo po Wójciku. Czy
wyroki te były wynikiem wcześniejszej współpracy z UB, czy może
wylewnych zeznań w czasie śledztwa – trudno dziś odpowiedzieć, na pewno
warto o tych szczegółach pamiętać.

Kończąc opowieść, dopowiedzmy, że po zwycięstwie ok. 800
funkcjonariuszy nad czterema partyzantami w Zbereżu nad Bugiem
przeprowadzono rewizje i aresztowania wśród współpracowników
"Żelaznego". Jeszcze w tym samym dniu, 6 października 1951 r. w domu
Romana Dobrowolskiego (skazany na śmierć i stracony) znaleziono
archiwum i pamiętniki "Żelaznego", a wśród notatek napisaną jego ręką
modlitwę:

Modlitwa żołnierzy Armii Podziemnej

Panie Boże Wszechmogący, daj nam siły i moc wytrwania w walce o
Polskę, której poświęciliśmy nasze życie. Niech z krwi przelanej
naszych braci, pomordowanych w lochach gestapo i czeki, niech z łez
naszych matek i sióstr, wyrzuconych z odwiecznych swych siedzib, niech
z mogił naszych żołnierzy poległych na polach całego świata powstanie
Wolna Polska. O Maryjo, królowo Korony Polskiej, błogosław naszej pracy
i naszemu orężowi. O spraw, miłościwa Pani, Patronko naszych rycerzy,
aby wkrótce u stóp Jasnej Góry i Ostrej Bramy zatrzepotały Polskie
Sztandary z Orłem Białym i Twoim Wizerunkiem . Amen.

Być może komuś tekst ten wyda się niezbyt sprawny literacko, może
nazbyt egzaltowany. Nim jednak zacznie krytykować, niech uświadomi
sobie jedno: ci, którzy tę modlitwę odmawiali, dali dowody największego
bohaterstwa, walczyli – kiedy inni utracili nadzieję, walczyli – kiedy
inni wybierali zdradę. Walczący do jesieni 1951 roku oddział autora tej
modlitwy, "Żelaznego" – Edwarda Taraszkiewicza, był jednym z najdłużej
walczących oddziałów Powstania Antysowieckiego.


Bohdan Urbankowski, NASZA POLSKA NR 22/2001