Zbrodnia w majestacie prawa – część 2

Przesłuchany 19 …

Przesłuchany 19 października 1951 roku przez podprokuratora Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Lublinie kpt. Ireneusza Bolińskiego ujęty członek grupy „Żelaznego” – Józef Domański „Znicz”. W swoich zeznaniach ciężko ranny Domański bardzo mocno obciążył rodzeństwo Dobrowolskich. Stwierdził, że kontakty Dobrowolskich z partyzantami WiN datują się od 1946 roku. Między innymi w zabudowaniach Dobrowolskich Domański spotkał się ze swoją siostrą w drugiej połowie 1947 roku. Ponadto z przesłuchania „Znicza” wynikało, że u Dobrowolskich ukrywał się od października 1948 roku do listopada 1949 roku. W tymże miesiącu przyszedł do zabudowań Dobrowolskiego Edward Taraszkiewicz „Żelazny” oraz Stanisław Torbicz „Kazik” skierowani tam przez matkę narzeczonej Domańskiego – Marię Ozgę. Za kwaterowanie Dobrowolski otrzymał od Żelaznego 20 tys. złotych. Partyzanci ponownie pojawili się u rodziny Dobrowolskich w maju 1950 roku oraz w listopadzie. Między innymi dowiedzieli się, że w nowym mieszkaniu Dobrowolski zbudował bunkier dla ukrywających się partyzantów, za co otrzymał od „Żelaznego” 30 tys. złotych.
W lutym 1951 roku partyzanci pojawili się w Urszulinie, kwaterowali w bunkrze do maja 1951 roku, po czym odeszli do Jezierskiego.
20 października podprokurator kpt. Ireneusz Boliński przeprowadził konfrontację Józefa Domańskiego i Romana Dobrowolskiego. Podczas niej Dobrowolski przyznał się do utrzymywania kontaktów z partyzantami od 1946 roku oraz do udzielania kwatery Józefowi Domańskiemu w latach 1948-1949. Jednocześnie zaprzeczył, aby otrzymał pieniądze od „Żelaznego”. Potwierdził polecenie „Żelaznego” o zbudowaniu bunkra w nowym domu w Urszulinie oraz o udzieleniu pożyczki od „Żelaznego” w kwocie 20 tys. złotych, które oddał przy następnym spotkaniu z „Żelaznym” w 1951 roku.
24 października 1951 roku, siedemnaście dni po aresztowaniu, śledztwo przeciwko Janinie i Romanowi Dobrowolskim zostało zamknięte. W sporządzonym akcie oskarżenia oficer śledczy WPR w Lublinie ppor Czesław Bartłomiejczyk oskarżył ich o:

„ 1/ udzielanie pomocy partyzantom od 1946 roku do marca 1951 roku udzielanie kwater, informacji o ruchach WP i UB umożliwiając im przez to uprawianie bandyckiej działalności skierowanej przeciwko ustrojowi Państwa Polskiego,
2/ w okresie od 2 kwietnia 1951 roku do dnia aresztowania tj. 7.10.1951 roku w miejscowości Urszulin byli członkami zbrojnej bandy „Żelaznego pełniąc w niej funkcję wywiadowcy ps. „Ostrożny” , łączniczki ps. Joanna”.

Proces pokazowy

27 października 1951 roku Dobrowolscy zostali zaznajomieni z materiałami zgromadzonymi przeciwko nim, a już 29 odbyła się wyjazdowa sesja sądu wojskowego w ramach rozprawy publicznej w trybie postępowania uproszczonego w Urszulinie. Rozprawie przewodniczył Szef Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie mjr Juliusz Surażski, ławnicy strz. Rybczyński Zygmunt i strz. Będkowski Kajetan. Oskarżał podprokurator kpt. Ireneusz Boliński. Obrońcą z Urzędu był adwokat Jan Biczyński. W trakcie rozprawy oskarżeni przyznali się do udzielania pomocy partyzantom w postaci dostarczania jedzenia i kwaterunku, tłumacząc ten fakt obawą o własne życie ze strony partyzantów. Nie przyznali się natomiast do informowania ukrywających się partyzantów o milicji i UB.
Złożonych na rozprawie zeznań Dobrowolskich nie potwierdził przywieziony na proces ciężko ranny Józef Domański „Znicz”, który stwierdził, że „ (….) moim zdaniem „Żelazny” mógł się tak długo utrzymać, bo miał takich zaufanych ludzi jak Dobrowolscy i inni”.
Oświadczył również, że rodzina Dobrowolskich udzielała informacji o wojsku, UB i MO. Ponadto, kierując swoje słowa do zgromadzonej publiczności Domański powiedział, że „(….) Jak się dzisiaj dowiedziałem był on (Żelazny – JK) SS-manem. Przed tym nic o tym nie wiedziałem, gdyż on o swojej przeszłości nic nie mówił. Gdybym wówczas wiedział kim on jest, to bym z nim nie chodził”.
W ten sposób funkcjonariusze UB, zmuszając Domańskiego do zeznań na temat rzekomej przeszłości „Żelaznego” tworzyli negatywną legendę o braciach Taraszkiewiczach, którzy rzekomo mieli służyć w SS. Legendę, którą zapoczątkował już w 1946 roku „Sztandar Ludu”, a która funkcjonowała jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych na terenie Lubelszczyzny.
Zeznania Reginy Ozgi i Stanisława Marciniaka potwierdziły jedynie fakt kwaterowania partyzantów w zabudowaniach rodziny Dobrowolskich oraz otrzymywania przez nich listów od „Żelaznego”.

Wyrok

Rozprawa trwała kilka godzin. Zakończyła się o godzinie 14 – tej. O piętnastej odczytano wyrok, w którym sąd skazał na mocy art. 14 paragraf 1 M.K.K. Romana Dobrowolskiego na karę śmierci, natomiast jego siostrę – Janinę na 12 lat więzienia. Jednocześnie na mocy art. 49 paragraf 1 i 2 M.K.K. orzekł przepadek mienia obojga skazanych na rzecz Skarbu Państwa, utratę praw publicznych i obywatelskich oraz honorowych Romana Dobrowolskiego na zawsze. Natomiast Janina Dobrowolska została pozbawiona tych praw na lat pięć. W opinii składu sądzącego o Romanie Dobrowolskim dołączonej do prośby o ułaskawienie napisano między innymi:
„Z uwagi na szczególne niebezpieczeństwo społeczne i charakter okazywanej pomocy ps. „Żelaznemu” i członkom jego bandy najbardziej bestialskim bandytom na terenie woj. lubelskiego konieczna jest całkowita jego eliminacja ze społeczeństwa. Z tych względów na ułaskawienie nie zasługuje.”

Epilog

26 listopada 1951 roku Prezydent PRL Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski i wyrok na Romanie Dobrowolskim został wykonany na terenie Zamku w Lublinie.
Janina Dobrowolska wyszła na wolność po odbyciu kary sześciu lat więzienia w 1957 roku. Życie zaczynała od zera. Jej majątek oraz dom został przejęty przez skarb państwa. W czerwcu 1990 roku wystąpiła do Wydziału Karnego Sądu Wojewódzkiego w Lublinie z prośbą o radę dotyczącą otrzymania odszkodowania i zwrotu majątku. Nie otrzymała również informacji o miejscu pochówku swego brata – Romana. Zmarła w latach dziewięćdziesiątych bez otrzymania jakiegokolwiek zadośćuczynienia.

Dr Jarosław Kopiński, Instytut Pamięci Narodowej, O/Lublin


Legitymacja organizacyjna Romana Dobrowolskiego, wydana mu przez "Żelaznego"

Rozpracowanie grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" przez UB – część 1

Rozpracowanie grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" przez funkcjonariuszy WUBP w Lublinie w latach 1947–1951 (*)


(*) Poniższy artykuł publikuję dzięki uprzejmości jego autora, Pana dr. Jarosława Kopińskiego z Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie, za co serdecznie dziękuję !!
Tekst ten ukazał się w wydawnictwie "WOBEC KOMUNIZMU. Materiały z sesji naukowej pt. „Lubelskie i południowe Podlasie wobec komunizmu 1918-1989”. Radzyń Podlaski 2 IX 2005 , a stanowi część większego opracowania tegoż autora pt. "Rozpracowanie struktur konspiracyjnych AK-WiN na przykładzie działań operacyjnych WUBP w Lublinie w latach 1944-1956".

Grupa „Żelaznego” powstała z żołnierzy oddziału WiN Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”. Po śmierci tego słynnego dowódcy partyzanckiego komendę nad oddziałem przejął w styczniu 1947 r. jego brat Edward, używający pseudonimu „Żelazny”. 18 lutego 1947 roku wydał rozkaz, w którym zakazał podległym sobie żołnierzom oddziału i członkom siatki terenowej ujawnienia. Istotnie, zgodnie z tym zaleceniem, część żołnierzy nie ujawniła się i kontynuowała działalność konspiracyjną. „Żelazny” pozostawał w kontakcie z kpt. „Uskokiem” i uznawał jego nadrzędną rolę organizacyjną, co stwarzało skoordynowany mechanizm oporu na znacznych obszarach Lubelszczyzny penetrowanych przez oba oddziały. Już 22 kwietnia 1947 roku oddział „Żelaznego” odnotował spektakularny sukces w spotkaniu pod wsią Białka z grupą operacyjną PUBP we Włodawie dowodzoną przez ppor. Konasiuka (w starciu zginęło 4 żołnierzy KBW i dowodzący grupą oficer UBP, rany odniosło 4 żołnierzy KBW i 3 funkcjonariuszy MO). Partyzanci, którzy zostali panami placu boju, opatrzyli rannych przeciwników oraz zlikwidowali zdrajcę, który prowadził grupę operacyjną1.

7 maja 1947 r. PUBP we Włodawie we współdziałaniu z wydziałem III WUBP w Lublinie rozpoczął operację przeciwko grupie „Żelaznego” i współpracującej z nią grupie Józefa Struga „Ordona”. Pomimo zaangażowania 22 informatorów i agentów oraz dużej liczby żołnierzy KBW i 12 funkcjonariuszu UB akcja ta nie przyniosła rezultatów. W lipcu 1947 r., po akcji partyzantów na Puchaczów, została powołana tzw. Grupa „Puchaczów”. W odniesieniu do oddziału „Żelaznego” jej działalność nie przyniosła zbyt dużych rezultatów. Jedynie na podstawie doniesień informatora ps. „Dziadek”, 13 i 16 sierpnia 1947 r. zlikwidowano dwa magazyny broni. Z kolei informator ps. „Lipiński” wskazał magazyn broni, w którym znaleziono również archiwum „oddziału „Jastrzębia”.
Według planu z 17 sierpnia 1948 roku PUBP we współpracy z Komendą Powiatową MO we Włodawie utworzył dwie grupy operacyjne: „Iskra” – dowódca Stanisław Gierczak w sile 2 pracowników UBP + 10 funkcjonariuszy MO oraz „Błyskawica” – dowódca Krężel oraz 10 milicjantów. Obie grupy miały za zadanie zorganizować zasadzki w wytypowanych przez informatorów gospodarstwach osób podejrzanych o współpracę z grupą „Żelaznego” (we wsiach: Horodyska, Pieszowola, Nowiny, kol. Czerniejów, Mietełka, Kułaków, Zbójno i Drozdówka). Rezultat pracy obu grup okazał się jednak nikły. Na początku października podobne typu działania przeprowadzono także na terenie gminy Dębowa Kłoda, Sosnowica i Uścimów. Jednocześnie 19 listopada postanowiono przeprowadzić rewizję w zabudowaniach mieszkającej na terenie kolonii Łowiszów rodziny Korzeniowskich (planowano aresztować ich, a jedną z córek – Janinę – użyć do nawiązania kontaktu z ukrywającym się Władysławem Korzeniowskim „Andersiakiem”, „Fredkiem”, któremu zamierzano przypomnieć „jego zobowiązania wobec Urzędu Bezpieczeństwa”). Przekazano mu też informację, że w przypadku odmowy jego rodzina zostanie pociągnięta do odpowiedzialności karnej, a gospodarstwo zostanie przejęte przez państwo. Jednocześnie zamierzano objąć poprzez informatorów szczegółową kontrolą operacyjną Janinę Korzeniowską.
Z doniesienia informatora „Promienia” uzyskano informację, że w nocy 15 maja 1949 r. do Janiny Korzeniowskiej przyszła grupa „Żelaznego” w sile 6 osób, w tym jej brat Władysław. Planowano, aby informator ps. „Promień” nawiązał częstszy kontakt z Korzeniowską, zaprzyjaźnił się z nią i poprzez nią starał się nawiązać kontakt z grupą „Żelaznego”. W kolejnej odsłonie planu zamierzano zatrzymać potajemnie i zwerbować do współpracy pomagającego w gospodarstwie kuzyna Janiny Korzeniowskiej – Jana Korzeniowskiego. Ze sprawozdania z podróży służbowej, jaką przeprowadził we Włodawie starszy referent wydziału I Departamentu III MBP w Warszawie Stanisław Rozlał wraz z referentem Tadeuszem Odrobiną wynika, że 18 października na podstawie danych otrzymanych od informatora ps. „Promień” i potwierdzonych z inwigilacji, zostali zatrzymani pod zarzutem współpracy z „Żelaznym”: Janina Korzeniewska ps. „Wanda”, Józef Radko i Kazimierz Baran. W trakcie śledztwa uzyskano informacje, że Janina Korzeniewska pełniła funkcję komendanta pięcioosobowej placówki wywiadowczej grupy „Żelaznego” (było wśród nich dwóch informatorów PUBP we Włodawie: Zofia Pakuła „Oko” i Jan Korzeniewski „Lew”). Zostali oni aresztowani 29 października 1949 r. Z ich zeznań wynikało, że po podpisaniu współpracy z PUBP we Włodawie poinformowali o tym fakcie „Żelaznego”. Na spotkaniach z funkcjonariuszami UBP dawali materiał dezinformujący resort, prowadząc jednocześnie rzeczywista pracę wywiadowczą na rzecz oddziału „Żelaznego” „zbierając w terenie wywiad o ruchach WP, UB i MO, członkach PZPR i osobach przychylnie ustosunkowanych do obecnego ustroju […]”.

Z ustaleń UBP wynikało, że Władysław i Zofia Korzeniewscy, którzy zostali zwerbowani do współpracy agenturalnej przez PUBP we Włodawie w 1948 r. (pod pseudonimami „Bystry” i „Olga”), prowadzili także „dwulicową” grę z resortem2. Aresztowany „Lew” potwierdził w swych zeznaniach, że po przyznaniu się do podpisania współpracy z UBP otrzymał od Władysława Korzeniowskiego polecenie dezinformowania prowadzącego go funkcjonariusza, oraz przekazywania informacji na temat zadań stawianych mu przez resort. Zebrany w śledztwie materiał wskazywał na Moszczyńskiego, jako na człowieka zaangażowany w obsługę oddziału „Żelaznego” (ustalono, że wraz z
Janiną Korzeniewską wysyłał paczki żywnościowe aresztowanym współpracownikom oddziału.
Aresztowanie Korzeniowskiej poprzedziła przeprowadzona w dniu 18 października 1949 r. akcja KBW, w wyniku której miało zginąć, wg oficjalnych ustaleń, trzech partyzantów z grupy „Żelaznego” – Romulad Hordejuk, Ignacy Zalewski3 i Władysław Korzeniowski ps. „Andersiak”. Po tej „likwidacji doraźnej” aresztowano w terenie 36 osób. Nie wpłynęło to jednak w większym stopniu na ograniczenie działalności partyzantów.
Według stanu na 1 grudnia 1949 r. PUBP we Włodawie posiadał na kontakcie 81 informatorów, w większości zwerbowanych na materiałach kompromitujących. Sieć ta nie miała jednak większej wartości operacyjnej, gdyż jedynie informatorzy: „Promień”4, „Górski”, „Zagłoba”5, „Ryś I”, „Leszcz”, „Janka”, „Wóz"6, „Kania”, „Rak”, „Kwiat”, „Motor” i „Filia” posiadali przed werbunkiem kontakt z „Żelaznym”. Agentura była obsługiwana przez 6 referentów PUBP we Włodawie ulokowanych przy posterunkach MO w Sosnowicy, Dębowej Kłodzie, Uścimowie, Parczewie, Woli Uhruskiej i w Urszulinie. Część informatorów, zdaniem wizytujących funkcjonariuszy MBP Stanisława Rozlała i por. Odrobiny, mogła być zdekonspirowana w terenie nieodpowiednim zachowaniem ze strony funkcjonariuszy PUBP i WUBP w Lublinie. Np. ustalono, że informator ps. „Koń” (zwerbowany do współpracy w 1948 r. na materiałach kompromitujących), został zdekonspirowany wobec ludności przez prowadzącego go funkcjonariusza, który zbyt często kontaktował się z nim w jego domu.

Oficerowie MBP kontrolujący pracę PUBP we Włodawie ocenili, że praca z osobowymi źródłami informacji nie była tam właściwie prowadzona. Stwierdzono, że zadania nie były przekazywane w sposób planowy, czasami poprzez niewłaściwe postępowanie dekonspirowano informatorów. Sprawy ewidencyjne, prowadzenie teczek pracy, czy też robienie odpisów z doniesień, były poważnie zaniedbane. Stan wiedzy o „Żelaznym” i jego grupie był delikatnie mówiąc, niewystarczający. Na 81 informatorów będących na stanie PUBP Włodawa, uzyskano w listopadzie 1949 roku, jedynie tylko dwa doniesienia o przypuszczalnej marszrucie grupy. Jedno przekazał informator ps. „Ostry”, drugie oficjalne złożyła ob. Helena Kowalska. We wnioskach funkcjonariusze Departamentu III MBP Stanisław Rozlał i por. Tadeusz Odrobina polecali przeprowadzenie rozpracowania członków rodzin i krewnych żołnierzy grupy „Żelaznego” oraz uporządkowanie teczek informatorów. Zaniepokojenie wizytujących budził też fakt, że "Żelazny" przewerbowuje pozyskaną agenturę (sprawa „Oka”, „Olgi” i „Lwa”), w związku z czym zalecano sporządzenie dokładniejszej oceny pracy poszczególnych informatorów.


Przypisy do części 1:
1.Zdrajcą okazał się były żołnierz z oddziału „Jastrzębia” – Kowalczyk ps. „Huragan”.
2.Żołnierz grupy „Żelaznego ps. „Andersiak", został zabity przez funkcjonariuszy PUBP Włodawa w październiku 1949 r.
3.Okazało się, że Zalewski upozorował swoją śmierć. Zginął dopiero w marcu 1951 roku.
4.Informator „Promień” – Tomaszewski Hipolit z Dominiczyna, gm. Wola Wereszczyńska. Z informacji przekazanych przez niego funkcjonariuszom PUBP we Włodawie wynika, że w latach 1947-1948 utrzymywał kontakt z grupą "Żelaznego". Miedzy innymi "Żelazny" wysunął propozycję wykopania bunkra w jego stodole. Informator ten miał donosić o kontaktach Janiny Karczmarzewskiej.
5.Pod tym pseudonimem występował Wiktor Karczmarzewski z Woli Wereszczyńskiej. Był on zwerbowany pod żonę swego aresztowanego brata – Janinę Karczmarzewską.
6.Pod tym pseudonimem występował Mietułka Kasper z Mietełki, gm. Wołoskowola, pow. Włodawa, który, jak wynika z dokumentów PUBP we Włodawie posiadał powiązania rodzinne z ukrywającym się Karolem Mielniczukiem ps. „Wacek” (żona informatora była kuzynką Mielniczuka) oraz utrzymywał bliskie kontakty z „Żelaznym”.

Rozpracowanie grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" przez UB – część 2

Sprawa …

Sprawa „podwójnych” agentów nie była jedynym sukcesem odniesionym przez „Żelaznego” w rozgrywce z resortem. Jeszcze w grudniu 1946 r. zlikwidowana została sanitariuszka oddziału Halina Wójcik, która została zdemaskowana jako agent wewnętrzny WUBP w Lublinie. W marcu 1947 r. został zlikwidowany za donosicielstwo mieszkaniec wsi Pieszowola Piotr Grzywaczewski, a miesiąc później jego krewny – Michał Grzywaczewski7. O przypadkach tych „Żelazny” powiadomił opinię publiczną za pomocą ulotki rozkolportowanej w maju 1947 r. Autor ulotki pisał m.in: „takie wypadki są na porządku dziennym i zawsze jest taki koniec szpicla. Przy okazji tej ostrzegamy i nawołujemy wszystkich szpiclów w całym pow. włodawskim, ażeby przetarli sobie oczy na to co czynią, póki jeszcze czas, to pamiętaj szpiclu, gdy w mieszkaniu twym zjawi się grupa wykonawcza, to będzie za późno, z tą chwilą będziesz musiał zakończyć swe Judaszowe życie”.
18 czerwca 1947 r. wydano kolejną ulotkę, w której poinformowano opinię publiczną o zlikwidowaniu jeszcze jednego szpicla – byłego partyzanta z oddziału, Czesława Śledzińskiego „Cygana”, który wydał w ręce funkcjonariuszy UB braci Franciszka i Henryka Kucharuków, zamordowanych w drodze do Włodawy. W przeciwieństwie do dowódców innych oddziałów działających na Lubelszczyźnie, „Żelazny" doceniał – jak widać – znaczenie psychologiczne potrzeby wyjaśniania społeczeństwu przypadków stosowania surowych kar za zdradę. Stąd też, jak można domniemywać, pomimo tak dużej ilości informatorów, PUBP we Włodawie nie posiadało istotnych źródeł informacji, gdyż ludzie zmuszeni do współpracy obawiali się o swoje życie.
    W sporządzonej przez Wydział III WUBP w Lublinie szczegółowej charakterystyce oddziałów „Żelaznego” i „Kędziorka” z 26 listopada 1949 r. podaje się, że w rozpracowaniu „Żelaznego” zaangażowanych było 130 informatorów. Spośród nich, do mających poważne perspektywy rozpracowania oddziału, Wydział III WUBP w Lublinie zaliczył zaledwie pięć osób8. Naczelnik wydziału III, kpt. Władysław Kaliszczuk, przyznawał, że nie posiada obecnie agentury wewnątrz grupy. Zwerbowany w tym celu informator ps. „Samotny” okazał się agentem dwulicowym, w związku z czym planowano go aresztować.
25 października 1949 r. Żelazny na czele pięcioosobowej grupy przeprowadził na trasie kolejowej Włodawa – Chełm, w okolicach stacji Stulno, akcję na pociąg pasażerski. Partyzanci rozbroili 5 funkcjonariuszy MO i ORMO oraz dwóch oficerów: WOP i LWP. Zabrali z pociągu 1.500.000 złotych oraz przesyłkę z PUBP we Włodawie do PUBP w Chełmie i wydziału III WUBP w Lublinie. Zarządzony naprędce pościg nie dał rezultatu. W odpowiedzi na tą akcję 31 października 1949 r. został przez naczelnika wydziału III kpt. Kaliszczuka przygotowany kolejny plan „opracowania” członków rodzin oddziału „Żelaznego”. W sumie wytypowano 26 osób, z bliższej i dalszej rodziny „Żelaznego”. W pierwszej rzędzie zamierzano rozpracować następujące osoby: Mariana Taraszkiewicza z Włodawy9, Adelę Zielińską, która jak podano utrzymywała bliskie kontakty z „Żelaznym”, Władysława Huka z Korolówki, Bojarską z Holodyski, Antoniego Mielniczuka z Pieszowoli, Stefana Kaznowskiego ze Stępkowa, Wojtaka z Dominiczyna, Torbicza z Horostyty, Bolesława Kuca z kol. Wytyczno, Janinę Romaniuk z kol. Wytyczno i innych.
Równolegle podjęto działania operacyjne wobec znanej PUBP we Włodawie siatce tzw. „meliniarzy”. Na początku stycznia 1950 roku sporządzono kolejny plan przedsięwzięć, którego cechą przewodnią było „opracowanie” ujawnionych żołnierzy WiN, którzy pełnili w podziemiu funkcje dowódcze do chwili amnestii. Stanowiło to pośrednio przyznanie się do porażki poniesionej przez funkcjonariuszy UB, którzy przez trzy lata nie mogli zlikwidować całej grupy. W drugiej połowie 1950 roku departament III MBP skierował na teren powiatu włodawskiego agenta o kryptonimie „Łoza” (nieujawnionego członka grupy „Żelaznego”). Był to Witold Uliński10, który miał za zadanie ukrywając się u swojego dziadka Karola Osipa z kolonii Lipniak i poprzez niego nawiązać kontakt z grupą „Żelaznego”. Na trop nieujawnionego Ulińskiego wpadli funkcjonariusze WUBP w Olsztynie w trakcie poszukiwania rodziny „Żelaznego", która także zaszyła się w okolicach Braniewa. Za pośrednictwem jego ojca skłonili go do współpracy i podjęcia próby wstąpienia do grupy „Żelaznego”. Z planu operacyjnego wynika, że w trakcie trzytygodniowego ukrywania się u swego dziadka „Łoza” nawiązał jedynie kontakt z żołnierzem z oddziału „Żelaznego” – Ignacym Zalewskim „Linem”. W związku z powyższym, aby bardziej uwiarygodnić ukrywanie się agenta, w porozumieniu z nim, uzgodniono, że w dniu 15 września zostaną przeszukane przez grupę operacyjną UBP i KBW zabudowania jego dziadka Karola Osipa. Jednocześnie o ukrywającego zostaną wypytani sąsiedzi Osipa. W tym okresie agent miał przebywać poza kolonią Lipniak. Ostatecznie kombinacja z agentem „Łozą” nie została zrealizowana. Nie udało mu się dotrzeć do „Żelaznego”, być może okazał się on współpracownikiem „nieszczerym” – 26 marca 1951 roku został bowiem aresztowany i osądzony na 15 lat więzienia. Wyszedł na wolność dopiero w 1954 roku.11  Nie mogąc zlikwidować grupy postanowiono w myśl wytycznych departamentu III MBP w Warszawie w II połowie 1950 r. zastosować represje wobec rodzin poszczególnych żołnierzy Edwarda Taraszkiewicza. I tak na brata ukrywającego się Karola Mielniczuka – Antoniego nałożono domiar podatkowy w wysokości 100.000 zł oraz poprzez MO dodatkowo 50.000 złotych kary. W sumie domiar podatkowy oraz kary za domniemaną współpracę z grupą "Żelaznego" zastosowano wobec 65 osób. Z reguły przekraczały one 50 tys. złotych.


Przypisy do części 2:
7. H. Pająk, „Jastrząb” kontra UB, Lublin 1993, s. 104
8.Byli to informatorzy: „Ryś” – nieoficjalna narzeczona „Żelaznego” (na podstawie jej doniesień zlikwidowano 4 bunkry grupy), informator „X” (kuzyn Mielniczuka), „Filija” (kuzyn Pielaka), „Koń” (kuzyn Mielniczuka, wydał bunkier z bronią w miejscowości Pieszowola), informator „Górski” (leśniczy nadleśnictwa Makoszka, który  wskazał jeden z bunkrów grupy), zob. szczegółowa charakterystyka band „Żelaznego” i „Kędziorka” grasujących na terenie województwa lubelskiego z dnia 26 XI 1949 r.
9. stryj „Żelaznego”
10.Henryk Pająk tak o nim pisze : „Uliński Witold ps. Jawor” zeznał, że
„Żelazny” przybył do niego do Ornety z Gdańska, w którym szukał możliwości zamieszkania na stałe, lecz uznał, że to jest dlań niebezpieczne i wrócił na Lubelszczyznę. "Jawor" opuścił oddział "Jastrzębia" jesienią 1946 roku, dołączył do ojca w Ornecie, lecz w sierpniu 1950 zaczęło go ścigać UB, więc uciekł we włodawskie, a ukrywał się u siostry w Janówku i „wpadł” 26 III 1951 na 15 lat, lecz wyszedł z więzienia w 1954 roku" – patrz H. Pająk "Jastrząb" kontra UB, Lublin 1993, s. 60, przypis 1

11.H. Pająk., „Jastrząb” kontra UB, Lublin 1993, s. 60, przypis 1. 

Rozpracowanie grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" przez UB – część 3

W marcu 1951 roku …

W marcu 1951 roku powrócono do wątku z aresztowanym Józefem Kaczmarzewskim, zam. na kolonii Olszowo, gm. Urszulin, pow. Włodawa, u którego „Żelazny” posiadał bunkier. Za współpracę z grupą Taraszkiewicza został on skazany na 5 lat więzienia, z czego, jak wynika z dokumentu odsiedział 2,5 roku. Kaczmarzewski przed aresztowaniem był zwerbowany przez funkcjonariuszy PUBP we Włodawie, ale nie wywiązał się z nałożonych zadań, w związku z czym był represjonowany. W 1951 roku sam wysunął propozycję, że w zamian za zmniejszenie odsiadywanej kary ułatwi WUBP ujęcie „bandy” „Żelaznego”. Podał też jego cztery punkty kontaktowe. Jeden z nich, mianowicie kontakt poprzez Adelę Zielińską zainteresował funkcjonariuszy WUBP, gdyż według posiadanej wówczas przez „resort” wiedzy operacyjnej utrzymywała ona nadal kontakt z samym „Żelaznym”. Do tej kombinacji włączona została aresztowana siostra „Żelaznego” – Rozalia Taraszkiewicz, która miała napisać gryps do „Żelaznego” następującej treści : „Że jest aresztowaną i po odbytych przeżyciach w śledztwie obecnie leży w szpitalu w więzieniu i poprzez jednego człowieka z terenu pow. Włodawa, który również leży w szpitalu, do którego przyjeżdża żona na widzenie („Żelazny” wie, że Kaczmarzewski jest chory na płuca) i prosi o doręczenie grypsu niejakiej Zielińskiej.” Gryps do Zielińskiej zamierzano podać za pośrednictwem żony Kaczmarzewskiego, której umożliwiono w marcu widzenie z mężem. Z planu wynika, że żona Kaczmarzewskiego, jak ujawnił aresztowany, była doskonale zorientowana w działalności męża, miedzy innymi wiedziała, że został on pozyskany do współpracy przez PUBP we Włodawie. W związku z powyższym także i ją zwerbowano ją do współpracy12. Całą operację zamierzano kontrolować poprzez brata Kaczmarzewskiego, który współpracował z PUBP we Włodawie od kilku lat. Występował pod pseudonimem „Zagłoba”.13 Pomimo drobiazgowych przygotowań nie znaleziono żadnych informacji świadczących o tym, że kombinacja operacyjna odniosła pożądany przez jej twórców skutek.
W styczniu 1951 roku w związku z planowanym spotkaniem kontrolnym z agentem „Łozą” w PUBP we Włodawie przebywał przez kilka dni kierownik sekcji I wydziału I departamentu III MBP kpt Stanisław Rozlał, który przyśpieszył założenie sprawy na grupę „Żelaznego”. W jej ramach wstępną kontrola operacyjną objęto 38 żołnierzy z oddziału Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, w tym 28 ujawnionych oraz ponad 100 osób z nimi spokrewnionych. Ponadto kpt. Rozlał skontrolował pracę operacyjną działającej od trzech miesięcy trzynastoosobowej grupy operacyjnej, której zadaniem było ujęcie „Żelaznego”14. Do dnia 29 stycznia 1951 r. nie posiadała ona jednak bezpośrednich wyjść na „Żelaznego”15. We wnioskach kpt. Rozlał zasugerował, że pracę operacyjną powinien wytyczać chorąży Pawłowicz z Wydziału III WUBP w Lublinie, natomiast pracownikom grupy polecił zwrócić się poprzez szefa WUBP do wydziału II z prośbą o objęcie inwigilacją rodzin partyzantów.
Po wizycie kpt. Rozlała na początku 1951 r. wydział III WUBP w Lublinie rozpoczął pod nadzorem MBP kolejną, skomplikowaną operację przeciwko grupie „Żelaznego”. W tej kombinacji operacyjnej uczestniczyło dwóch braci – informatorów: posługujących się pseudonimami „Werba” i „Jabłoński”. Do operacji zostali wprowadzeni: „Jabłoński” w 1949 r.16, a „Werba” w lutym 1951 r. Informator „Werba”17 został zwerbowany przez funkcjonariuszy Wydziału III WUBP w Lublinie w 1946 r. Otrzymał wtedy kryptonim „Błyskawica”. Urząd Bezpieczeństwa w swoich raportach oraz charakterystykach określał go jako informatora pewnego, o dużym przywiązaniu do władz bezpieczeństwa, pozytywnie ustosunkowanego do panującej wówczas rzeczywistości. Wcześniej informator ps. „Błyskawica” przyczynił się do wykrycia dwóch bunkrów grupy „Żelaznego” ulokowanych w pobliżu Sosnowicy oraz do aresztowania bliskiego współpracownika „Żelaznego” – Feliksa Majewskiego „Roga”. Niezdekonspirowany został wyprowadzony z gry i przekazany 18 lutego 1948 r. przez zastępcę szefa PUBP w Lublinie kpt. Pawliszewskiego do wydziału IV WUBP w Lublinie. Przejął go por. Edward Łoszak, kierownik sekcji V wydziału IV i prowadził do lutego 1951 r. Spotkania odbywał z nim również chor. Czesław Piskorek. Przez wydział III został ponownie przejęty „na kontakt” w lutym 1951 r. i skierowany pod nowym pseudonimem „Werba”, do operacji „po linii bandy „Żelaznego”. Prowadzenie tego informatora przejął osobiście naczelnik wydziału III WUBP w Lublinie mjr Jan Wołkow, który kierował w 1951 r. rozpracowaniem grupy „Żelaznego”18 Skierowanie tego informatora do rozpracowania wnikało z tego, że znał on doskonale teren powiatu włodawskiego, zwłaszcza okolice gminy Sosnowica, gdzie przebywał w latach wojny. Ponadto znał osobiście jednego z członków siatki – Adama Zalewskiego,19 który jak ustalono w przeprowadzonym wcześniej rozpoznaniu, utrzymywał systematyczne kontakty z grupą Taraszkiewicza.
W ostatecznej rozgrywce z „Żelaznym”, oprócz wymienionych już dwóch informatorów, aktywnie wykorzystani zostali także informatorzy z powiatu włodawskiego: „Pieprzyk”20 i „Oko”21. Pierwszy był mieszkańcem wsi Zamołodycze, drugi prawdopodobnie mieszkańcem wsi Jagodno.
Po uzyskaniu tej informacji na teren gminy Sosnowica wysyłany został w lutym 1951 r. informator „Werba”. Nawiązał on kontakt z Adamem Zalewskim, Stanisławem Serwaczyńskim z kolonii. Zbójno, Kwiatkowskim z Sosnowicy i Kazimierzem Burdalem. W trakcie następnego pobytu w drugiej połowie lutego 1951 r. informator ponownie nawiązał kontakt z Adamem Zalewskim, który w tym dniu był przesłuchiwany przez funkcjonariusza UB na posterunku MO w Sosnowicy. W trakcie rozmowy podpity Zalewski przyznał się informatorowi, że 12 lutego miał kontakt z ukrywającymi się: Karolem Mielniczukiem i Ignacym Zalewskim. Ponadto przyznał się do systematycznego utrzymywania kontaktu ze Stanisławem Kuchcewiczem ps. „Wiktor”, który jak oświadczył Topolskiemu, zamierzał przejść za granicę, ale podczas pobytu w Gdańsku po akcji ekspropiaracyjnej na trop grupy wpadli funkcjonariusze MO, doszło do wymiany strzałów i dwóch ludzi z grupy „Wiktora” zostało zabitych, natomiast „Wiktor” wyszedł cało z opresji. Po tym wydarzeniu „Wiktor” powrócił na teren powiatu włodawskiego, gdzie urządził akcję w Sawinie, atakując posterunek MO oraz przeprowadzając rekwizycje w instytucjach administracyjnych i gospodarczych. Po odnowieniu znajomości z Zalewskim informator „Werba” otrzymał polecenie „oswojenia” Zalewskiego ze swoją częstą obecnością na terenie gminy Sosnowica i powolne ukierunkowywanie Zalewskiego w trakcie rozmó
w na sprawy grupy „Żelaznego”, jej ewentualnego wyjazdu do strefy niemieckiej. Na początku marca informator ponownie nawiązał kontakt z Zalewskim. W trakcie rozmowy z nim dowiedział się, że „Żelazny” melinuje się na terenie powiatu chełmskiego, natomiast „Wiktor” w pow. włodawskim. Łączność miedzy nimi jest utrzymywana przez kobietę – łączniczkę, która jest skierowana przez komendę WRN z Lublina22. Oświadczył również, że otrzymali z tej organizacji rozkaz ograniczenia akcji zbrojnych. Mieli natomiast główną uwagę zwrócić na ludzi współpracujących z UB. Jednocześnie zabroniono im opuszczenia tego terenu23. Po otrzymaniu tego doniesienia w wydziale III WUBP, w porozumieniu z wydziałem I departamentu III MBP w Warszawie, powstał zarys kombinacji operacyjnej z udziałem informatora „Werby”. W pierwszym okresie, działania resortu dotyczyły kilku kierunków. Głównym celem było przekonanie Zalewskiego, a poprzez niego ukrywających się, że informator „Werba” jest przedstawicielem podziemnej organizacji o zasięgu krajowym.Drugim, było skłonienie grupy do opuszczenia swoich miejsc ukrywania się i w efekcie podjęcie próby wyjazdu za granicę24. Ostatnim natomiast ustalenie miejsc ukrywania się partyzantów i ich likwidacja przez grupy operacyjne.


Przypisy do części 3:
12. Zamierzano
wykorzystać ją bez jej wiedzy odnośnie całej kombinacji, ale po
zeznaniu męża podjęto decyzję o werbunku żony, gdyż „Żona
jego w okresie, gdy był na wolności wiedziała o tym, że on
posiada kontakt z bandą i jednocześnie współpracuje z
Urzędem Bezpieczeństwa, wiedząc o tym nakłaniała go, aby ułatwił
władzom w ujęciu bandytów, a tym samym uwolnił się od
bandy”.

13.Między innymi od
niego posiadano wiadomości, że żona Kaczmarzewskiego otrzymała
paczkę od „Żelaznego”. W celu kontroli całej operacji ze
strony WUBP przekazano wraz z grypsem kartkę od Karczmarzewskiego do
jego brata.

14.Została ona powołana
przez szefa WUBP w Lublinie w listopadzie 1950 r. W jej skład
wchodzili funkcjonariusze PUBP Włodawa i Chełm oraz funkcjonariusze
milicji KP MO we Włodawie i w Chełmie. Na czele grupy stał kpt.
Pawliszewski. Jego zastępca był zastępca Szefa PUBP we Włodawie
por. Piotr Wtorek. Ponadto grupę tworzyli: st. ref. wydziału III
WUBP w Lublinie chor. Pawłowicz, ref. Kosior, ref. wydziału IV WUBP
w Lublinie chor. Baran, st. ref. PUBP Lublin st. sierż Klepka, st.
ref. PUBP Włodawa st. sierż Stefaniak oraz st. sierż Jóźwiak
funkc. KWMO Lublin Niedźwiedź, funkcj. KP MO Puławy Zagarło oraz
funkcionariusz KP MO Włodawa sierż. Caruk. Ponadto do grupy
wchodzili dwaj funkcjonariusze KP MO w Chełmie – Bożek i
Żołądkowski.

15. Grupa posiadała
swoim kontakcie 17 informatorów, którzy mogli
dostarczać jedynie wiadomości fragmentaryczne z terenu powiatu
włodawskiego, np. na terenie gminy Hańsk i Sobibór PUBP we
Włodawie posiadało tylko po jednym informatorze.

16.Wacław Topolski w
latach 1927-18 odbył służbę wojskową, w 1929 r. uzyskał
świadectwo dojrzałości. Od 1933 r. podjął zawodową służbę
wojskową w stopniu podoficera, następnie został przeniesiony do
Samodzielnego Referatu Informacyjnego w charakterze referenta. W 1939
r. po wkroczeniu wojsk niemieckich ukrywał się na terenie gminy
Sosnowica. Wstąpił do Korpus Obrońców Polski, a po jego
rozbiciu wiosną 1941 r. przeniósł się do Lublina i wstąpił
do Stronnictwa Narodowego. Pracował w charakterze Zastępcy Szefa
Wydziału Organizacyjnego. Po scaleniu z AK był zatrudniony w
Delegaturze Rządu. W kwietniu 1945 r. aresztowany i skazany na 6
lat. W grudniu 1945 r. na skutek amnestii wyszedł na wolność.
Podejmuje pracę w Urzędzie Wojewódzkim w Olsztynie,
następnie od września 1946 r. pracował w KKO w Oleśnicy jako
zastępca dyrektora. W kwietniu 1949 r. został aresztowany i
zwerbowany do współpracy z aparatem bezpieczeństwa.
Przyczynił się do likwidacji grupy Adama Kusza oraz pośrednio do
likwidacji grupy „Żelaznego”. W trakcie kwerendy
napotkałem informacje o wykorzystywaniu w 1949 r. „Jabłońskiego”
do rozpracowania grupy „Żelaznego”, ale działania podejmowanego
przez niego nie przyniosły widocznych rezultatów.

17.Pod pseudonim
„Błyskawica”, a później „Werba” występował
działacz Stronnictwa Narodowego, żołnierz AK Tadeusz Topolski, s.
Stanisława ur. 15 X 1912 r. w Horodle, pow. Hrubieszów. W
1951 r. był on zatrudniony w Oddziale CRS SCH w Lublinie w
charakterze inspektora młynarskiego. Do jego powinności należało
kontrolowanie znacjonalizowanych młynów na terenie całego
województwa lubelskiego. Stąd też, biorąc pod uwagę jego
swobodę poruszania po terenie województwa bez wzbudzania
podejrzeń, należy uznać, że wybór dokonany przez
funkcjonariuszy wydziału III WUBP w Lublinie był dobry, jeśli nie
najlepszy.

18.W miejscowości
Sosnowica posiadał w pierwszej połowie lat czterdziestych młyn
parowy, który został upaństwowiony, natomiast informator
podjął pracę w Lublinie w charakterze kontrolera młynów.

19.O Adamie Zalewskim
donosił w dniu 7 I 1951 r. informator Wydziału IV WUBP w Lublinie
ps. „Władek”, który podawał, że Adam Zalewski utrzymuje
kontakty z członkiem grupy „Żelaznego” Ignacym Zalewskim,. Nie
udało się ustalić jego personaliów. „Władek” był
instruktorem młynarskim

20.Pod tym pseudonimem
występował mieszkaniec wsi Zamołodycze Tadeusz Pilars.

21.Nie udało się
ustalić jego personaliów.

22.Nie udało się
ustalić, czy „Źelazny”” rzeczywiście utrzymywał kontakt
z organizacją występującą pod nazwą, czy też kryptonimem WRN,
wydaje się to jednak mało prawdopodobne.

23.Doniesienie
informatora ps. „Werba” z dnia 10 III 1951 r. Organizacja WRN
rzeczywiście istniała na terenie województwa Lubelskiego.
Udało się jej nawiązać kontakt z grupą „Wiktora” w skład
której wchodził utrzymujący systematyczny kontakt z
Zalewskim patrol Karola Mielniczuka „Wacka” oraz z operującą na
terenie powiatu lubartowskiego grupą Mariana Strzeleckiego „Borysa”.
Prawdopodobnie organizacja ta była sterowana przez MBP. Wymaga to
dalszych badań O tej organizacji pisze miedzy innymi Piotr
Gawryszczak – P. Gawryszczak, Podziemie polityczno-wojskowe w
Inspektoracie Lublin w latach 1944-1956, Lublin 1998, s.147.

24.Tak zrobiono z grupą
mjr Hieronima Dekutowskiego „Zapory”.

Rozpracowanie grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" przez UB – część 4

Tuż po wprowadzeniu do …

Tuż po wprowadzeniu do gry informatora „Werby”, prowadzący informatora ps. „Pieprzyk” zastępca szefa PUBP we Włodawie por. Wtorek otrzymał od niego w doniesieniu z dnia 5 marca informację, że w dniu 1 marca 1951 r. nawiązał on na terenie swojego miejsca zamieszkania kontakt z czteroosobową grupą Karola Mielniczuka „Wacka”. Z informacji uzyskanej od „Pieprzyka” wynikało, że wymieniona grupa ukrywa się w bunkrze wybudowanym w zabudowaniach gospodarczych rodziny Filipków.25 Od tego momentu gra prowadzona przez funkcjonariuszy Wydziału III WUBP w Lublinie nabrała tempa. Informator „Pieprzyk” prawie codziennie odwiedzał przebywających w bunkrze partyzantów, realizując zadania dawane mu przez prowadzącego. W jednym z ich czytamy: „W dalszym ciągu rozkręcać Filipka, prowadzić z nim tematy o chłopcach jak pouczano was poprzednio. Jeżeli bandyci przyjdą po amunicję do dubeltówki zaprosić do siebie udzielić żywności i innej pomocy, aby jak największe wyrobić sobie zaufanie, bardzo ostrożnie naprowadzać na tematy ich ukrywania się i starać się, by oni sami wypowiadali się, gdzie w Makoszce kryjówki mają i kto im pomaga. Można im nadmienić, że zawsze mogą u was skorzystać z pomocy i kwatery”26.
Dalej prowadzący zastępca szefa PUBP we Włodawie Wtorek polecił informatorowi „Ze względu jak tu podawaliście poprzednio27 Zalewski Adam skierował bandytów na kwatery do Filipka, a wy z nim się znacie spotkać się z nim w Sosnowicy i porozmawiać o sytuacji międzynarodowej zaczerpnąć o przeżyciu w ZSRR28 dodać, że obarczają was teraz podatkami, zrobili was teraz kułakiem i jest wam ciężko, narzekać na obecną rzeczywistość.”29
W celu lepszej kontroli informatora "Pieprzyka" zwerbowano spośród mieszkańców wsi Zamołodycze informatora „Jaskółkę”. Werbunek ten był istotny z dwóch powodów: po pierwsze miał osłaniać „Pieprzyka”, a po drugie miał dostarczać informacji o ewentualnej dekonspiracji agenta wśród członków podziemia.
Niezależnie od informatora „Pieprzyka”, informator Wydziału III WUBP w Lublinie ps. „Werba” odwiedzał kilka razy w marcu i kwietniu 1951 roku Sosnowicę, gdzie spotykał się ze swoi dalekim krewnym Adamem Zalewskim. Aby uwiarygodnić swoje powiązania z organizacją podziemną pokazał mu wydaną w podziemiu gazetkę pt. „Dziury w Żelaznej Kurtynie”30. To przełamało nieufność Zalewskiego wobec swego dalekiego krewnego Topolskiego. Odtąd kontakty obu stają się coraz częstsze. Ich ustalenia funkcjonariusze UB starają się kontrolować poprzez informatora ps. „Pieprzyk”, który na polecenie oficera prowadzącego por. Wtorka – zastępcy szefa PUBP We Włodawie spotykał się często z rodziną Filipków i kwaterującymi u nich partyzantami, z którymi z kolei systematyczny kontakt utrzymywał Zalewski, informując ich o wszystkich swoich kontaktach z informatorem „Werbą”. W ten sposób obieg informacji zamykał się. Po sprawdzeniu przepływu wiadomości w Lublinie powstał plan wprowadzenia do gry kolejnego agenta, tym razem prowadzonego przez departament III MBP. 20 kwietnia 1951 r. dyrektor departamentu III MBP płk Józef Czaplicki zatwierdził przygotowany przez naczelnika wydziału I departamentu III mjr. A. Baryckiego plan wprowadzenia do kombinacji operacyjnej agenta ps. „Hubert”, byłego prezesa okręgu WiN Pomorze31. Miał on występować jako bezpośredni przełożony agenta „Werby” i w niedługim czasie przejąć utrzymywanie kontaktu z Zalewskim. Tym samym wprowadzenie nowego agenta do gry jeszcze bardziej uwiarygodniało istnienie nielegalnej organizacji oraz pozwalało w przyszłości na wycofanie z gry agenta „Werby”, który uniknąłby w ten sposób dekonspiracji32.
Plany te pokrzyżowane zostały przez nieprzewidziany rozwój wypadków. 29 maja 1951 r. „Żelazny” wraz z dwoma partyzantami Torbiczem i Domańskim urządził rajd po terenie powiatu włodawskiego. Zaczęło się całkiem niewinnie od zatrzymania na trasie Lublin – Włodawa taksówki, którą jechał członek Okręgowego Zarządu Bojowników o Wolność i demokrację Bronisław Kozak. Po przywiązaniu Kozaka do drzewa partyzanci odjechali taksówką. Następnie zatrzymali samochód komisji budowlanej Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie. Jechali nim: przewodniczący WRN Ludwik Czugała, pracownicy WRN – Jan Zarosiński, Feliks Stasiak, Stanisław Soboliński, Józef Simbida, Zenon Stachurski i Janina Deneka. Po wylegitymowaniu i zrewidowaniu, "Żelazny" zastrzelił w okolicach wsi Domiczyn przewodniczącego WRN Ludwika Czugałę. Następnie partyzanci odjechali w kierunku wsi Dominiczyn. Tam zlikwidowali sekretarza PPR Stanisława Chódkowskiego, do którego „Żelazny” oddał dwa strzały. Jadąc dalej skręcili w kierunku Woli Werszczyńskiej. Zabili tam członka PZPR i GRN Hipolita Tomaszewskiego. Po tym w Woli Wereszczyńskiej wymierzyli chłostę nauczycielkom za zbyt aktywne budowanie ustroju komunistycznego w Polsce – Danucie Szulc i Krystynie Litwiniuk. Dalej we wsi Lejno zastrzelili sołtysa Czesława Skoczylasa oraz we wsi Komarówka członka PZPR Józefa Kosińskiego. Po zastrzeleniu Kosińskiego grupa udała się w kierunku północnym do lasów nadleśnictwa Makoszka. Tam zwolniono komisję oraz szoferów obu samochodów. Następnie partyzanci odskoczyli do wsi Zagłębocze i ukryli się w zabudowaniach Stanisława Dobrowolskiego.33 Z materiałów zgromadzonych przez Wydział III WUBP w Lublinie wynika, że „Żelazny” strzelał do ludzi, co do których miał uzasadnione przekonanie, że podjęli współpracę władzami bezpieczeństwa lub odgrywają czynną rolę w instalowaniu władz komunistycznych. Świadczy o tym doniesienie informatora ps. „Komar” – syna zabita Józefa Kosińskiego, w którym podaje on:
„przy zabójstwie Kosińskiego Józefa we wsi Komarówka gm. Wola Wereszczyńska był rozpoznany sam „Żelazny”. Przyczyny rozpoznania nastąpiły na wskutek tego, że Kosiński Józef uprzednio współpracował z bandą „Żelaznego”, a później zmienił swoje zdanie, poszedł na współpracę z grupą operacyjną K.B, przy której byli pracownicy UB, gdy wszedł do mieszkania „Żelazny” zdjął automat z pleców wymierzył do w/w i powiedział giniesz krew za krew za naszego chłopaka Zielińskiego, Bogusława. Zieliński został zabity w bunkrze, który wydał w/w.”
Również Hipolit Tomaszewski, ze wsi Dominiczyn był informatorem PUBP Włodawa o krypt. „Promień”. Brał on miedzy innymi udział w rozpracowaniu Janiny Korzeniowskiej.
Wydarzenia te nadały nową dynamikę pracy funkcjonariuszy PUBP we Włodawie i Wydziału III WUBP w Lublinie, bowiem odtąd „Żelazny” i jego grupa stali się „celem numer jeden” pracy operacyjnej prowadzonej przeciw pozostałościom lubelskiego podziemia. Uznano, iż dotychczasowe formy walki z „Żelaznym” są niewystarczające. Na mocy decyzji dyrektora departamentu III MBP płka J. Czaplickiego powołana została 30 maja 1951 r. g
rupa operacyjna "Włodawa", której celem było rozpracowanie i zlikwidowanie grupy Taraszkiewicza. Na jej czele stanął wicedyrektor departamentu III płk S. Wolański. Ponadto w jej skład weszli: starszy inspektor departamentu śledczego mjr Szymański, naczelnik Wydziału III WUBP w Lublinie mjr Jan Wołkow, który odpowiadał za pracę operacyjną oraz kierownik sekcji departamentu III por. Chmielewski. Sprawę istotnie traktowano jako priorytetową, gdyż szefowie WUBP z Poznania, Bydgoszczy, Łodzi, Wrocławia i Krakowa mieli oddelegować do pomocy wspomnianej grupie po 2 pracowników z wydziałów: I, III, IV i V, natomiast dyrektor departamentu śledczego MBP miał w myśl tego planu przekazać dodatkowo 20 oficerów śledczych. Ponadto płk A. Fejgin miał oddelegować pięciu funkcjonariuszy biura specjalnego do przyśpieszenia rozpracowania krypt. „Smuga”, w ramach którego miano rozpracować związanych ze sprawą, a będących prawdopodobnie członkami PZPR lub funkcjonariuszami MO34.
Zadaniem grupy operacyjnej było, po pierwsze – przejęcie całej sieci agenturalnej PUBP Włodawa i WUBP Lublin i prowadzenie z nią intensywnej pracy celem rozpracowania podziemia i bandy, po drugie – werbowanie nowych informatorów spośród ludzi powiązanych z „Żelaznym” i po trzecie – prowadzenie śledztw w stosunku do osób zatrzymanych podczas działań KBW w celu uzyskania ewentualnych „wyjść” na członków konspiracji pozostających w podziemiu. W tym celu dowodzący grupą operacyjną płk S. Wolański otrzymał polecenie opracowania planu aresztu aktywnych współpracowników „Żelaznego”, rozpracowania Związku Łowieckiego i myśliwych, którzy mogli współpracować z grupą „Żelaznego”, a także przyśpieszenia rozpracowania anonimów w sprawie organizacji o krypt. N.R.D. prowadzonej na terenie Włodawy przez Wydział V WUBP w Lublinie. Jednak jednym z najważniejszych poleceń płka Czaplickiego było uaktywnienie rozpracowania poprzez informatora o kryptonimie „Werba”.
Ponadto wydział I departamentu III MBP otrzymał zadanie uaktywnienia rozpracowania rodziny „Żelaznego” przebywającej na terenie województwa Gdańskiego.
Grupa operacyjna „W” miała, w myśl przytaczanego powyżej planu, zostać wzmocniona jednostkami KBW, nad którymi objął dowództwo Szef Oddziału I Sztabu KBW ppłk Tomaszewski. Do akcji skierowano 3 bataliony KBW ( 2 działające na północy powiatu i jeden na południu), które miały „intensywnym działaniem stwarzającym pozory wielkiego nasycenia wojsk zmusić bandę do opuszczenia niedogodnych obszarów leśnych Parczew, włodawskie lasy i lasy Sawicz (winno być Sawin – J.K.), po czym zmasowanym nalotem na wytypowane meliny doprowadzić do nawiązania kontaktu bojowego z bandą celem ujęcia żywcem lub jej likwidacji.”
Dodatkowo, aby zabezpieczyć się przed ewentualnymi przeciekami, postanowiono z dniem 22 czerwca 1951 r. przenieść wszystkich pracowników operacyjnych i gospodarczych PUBP we Włodawie na inny teren, natomiast na czele urzędu postawić starszego referenta Departamentu III MBP por. Odrobinę. Jego zastępcą został mianowany były zastępca szefa PUBP w Lublinie por. Kaczmarzyk. Pracowników operacyjnych mieli zastąpić absolwenci rocznej szkoły MBP.


Przypisy do części 4:
25.Informator ps. "Pieprzyk" namierzył grupę Karola Mielniczuka ps. „Wacek” 1 III 1951 r. O pobycie partyzantów powiedział mu Władysław Filipek, który w rozmowie w sklepie zaznaczył, żeby nie obawiał się, gdy do niego przyjdą. Funkcjonariuszy PUBP Włodawa poinformował o tym dopiero 5 III 1951 r.
26.Doniesienie informatora ps. „Pieprzyk" z dnia 5 III 1951 r.,
27.W doniesieniu wcześniejszym, z pierwszych dni marca.
28.Informator był wraz z Adamem Zalewskim internowany w latach 1944-1946 na terenie ZSRR
29.Doniesienie informatora ps. „Pieprzyk” z dnia 5 III 1951 r.
30. Gazetkę „Dziury w Żelaznej Kurtynie informator ps. „Werba" pokazał swemu bratu Wacławowi Topolskiemu, który był agentem departamentu III MBP. Występował pod pseudonimem „Jabłoński”. W sprawie przeciwko „Żelaznemu” zachowało się doniesienie agenta „Jabłońskiego”, które moim zdaniem warto przytoczyć „Po analizie opisanych wyżej wypadków, znalazłem się w bardzo trudnym położeniu. Niezabrałem ze sobą gazetki, lecz na wszelki wypadek prosiłem brata, ażeby dobrze zachował. Byłem przekonany, że brat w ostatnich dniach trafił na jakąś organizację i ażeby w jego przekonaniu zaimponować mi przyjął wspomnianą wyżej gazetkę, nie zdając sobie sprawy z następstw. Z drugiej strony wiedziałem, że moim obowiązkiem jest zgłosić o tym władzom. Dlatego powiedziałem do brata, że chcę koniecznie spotkać się z Obińskim, do którego chciałem powiedzieć, ażeby brata unikał, gdyż brat jest niepewnym człowiekiem, a sam miałem zamiar wziąć inicjatywę w swoje ręce”. W ten sposób informator „Werba” nieświadomie ujawnił swemu bratu , że współpracuje z UB.
31.Funkcję Prezesa Okręgu WiN „Pomorze” pełnił Marian Obiński „Hubert”, który w okresie okupacji niemieckiej przebywał na terenie Lubelszczyzny. Był związany z wywiadem wewnętrznym Okręgu AK Lublin.
32.Plan przekazania agenta ps. „Hubert” na teren województwa lubelskiego z dnia 20 IV 1951 r. Agent „Hubert" spotkał się na terenie Lublina ze swoim starym znajomym z działalności konspiracyjnej w latach 1940-1944 Wacławem Topolskim.
33.H. Pająk, "Uskok" kontra UB, Lublin 1992, s. 159-160.
34.Nie udało się ustalić, jakie osoby występują pod literami K i Ł. Prawdopodobnie byli to albo funkcjonariusze MO, lub UB lub też członkowie PZPR patrz Ramowy Plan przedsięwzięć operacyjnych na pow. Włodawa woj. Lubelskiego.

Rozpracowanie grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" przez UB – część 5

Plan ten wszedł do …

Plan ten wszedł do realizacji 21 czerwca 1951 r. Po analizie materiałów zgromadzonych w wydziale III WUBP w Lublinie i w PUBP Włodawa utworzono osiem grup operacyjnych w sile 8 funkcjonariuszy (6 operacyjnych i dwóch śledczych każda), które ulokowano we wszystkich gminnych posterunkach na terenie powiatu włodawskiego (Uścimów, Wola Wereszczyńska, Dębowa Kłoda, Sosnowica, Wyryki, Hańsk, Sobibór i Sawin). Podjęto w pierwszym okresie 75 informatorów PUBP Włodawa i wydziału III WUBP w Lublinie, 55 wyeliminowanych z sieci w latach 1945-1950 oraz 242 kontakty poufne.35
W sumie, jak wynika z powyższego zestawienia grupę "Żelaznego" w okresie od 21 czerwca do 25 sierpnia rozpracowywało 372 informatorów w tym dwóch będących na stanie wydziału III WUBP w Lublinie: „Werba” i „Pieprzyk”. Po przeprowadzeniu analizy przejętych informatorów pod kątem ich dalszych możliwości odnośnie rozpracowania grupy „Żelaznego” stwierdzono, „że większość to rozszyfrowani informatorzy nie mając możliwości ani chęci pracować”.
W omawianym okresie sprawozdawczym odbyto z agenturą 1080 spotkań, z których otrzymano 726 doniesień, z czego 78 cennych. Podjęto pod rozpracowanie 113 figurantów, w przeważającej większości byłych żołnierzy AK i WIN. Po dokonaniu analizy całości zebranego materiału, a zwłaszcza wszystkich doniesień, postanowiono rozpracowanie grupy "Żelaznego" realizować w trzech kierunkach:
1. poprzez agenta „Jabłońskiego” podjęto rozpracowanie Marii Wagnerowej, która, jak wynika z jego doniesień posiadała kontakty z grupą „Żelaznego” –za pośrednictwem dziewczynę o imieniu Regina (posiadano dane od agenta „Jabłońskiego” oraz z kontroli korespondencji Wagnerowej przez biuro „B”);
2. przez agentów: „Werbę”, „Pieprzyka” i „Marka” zamierzano inspirować istnienie nielegalnego ośrodka dyspozycyjnego. W ten sposób zamierzano rozpracować przez agentów: „Werbę" i "Marka” posiadającego kontakt z grupą Karola Mielniczuka Adama Zalewskiego, natomiast agent „Pieprzyk” miał stanowić w tym wypadku agenturę kontrolującą poczynania obu agentów.
3. poszczególne grupy operacyjne miały rozpracować pojedynczych partyzantów36, którzy ukrywali się na terenie powiatu włodawskiego i wykorzystanie ich pod katem ewentualnego nawiązania kontaktu z grupą „Żelaznego”.

Wariant pierwszy prowadzonego rozpracowania uznano za najlepszy. Według majora Jana Wołkowa miał on największą perspektywę powodzenia. Aby wyciągnąć partyzantów z melin podjęto decyzję o przerwaniu masowych działań wojskowych w terenie, jednak jednostki KBW nadal miały być trzymane w odwodzie. Manewr ten miał uśpić czujność partyzantów. Ocena mjr. Wołkowa okazała się istotnie trafna. Odkąd działania resortu skupiły się na jego realizacji, rozpracowanie „Żelaznego” nabrało innego tempa.
Na trop łączniczki „Żelaznego” – Reginy – Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie wpadł dość przypadkowo. Mianowicie informator ps. „Werba” w doniesieniu z dnia 11 czerwca 1951 r. podał, że spotkał się z byłym oficerem wywiadu WIN na Obwód Włodawa Stanisławem Widutą, który poinformował go, że, gdy będzie na terenie powiatu włodawskiego i będzie miał trudności z partyzantami, to niech używa hasła „Rysia”. Pod tym pseudonimem kryła się łączniczka „Żelaznego” Regina Ozga. W związku z uzyskaniem informacji zamierzano podjąć poprzez. „Werbę” rozpracowanie Widuty i wciągnąć go w dalszej kolejności do tworzonej przez UB organizacji podziemnej. Informacja o Widucie i jego kontaktach z „Żelaznym”, jak się okazało w toku dalszego postępowania, była świadomym wprowadzeniem w błąd funkcjonariuszy UB przez informatora „Werbę”, który informację o Reginie uzyskał od swego brata Wacława Topolskiego, również agenta departamentu III MBP. 30 czerwca w trakcie spotkania z zastępcą szefa WUBP płk Krupskim i mjr Wołkowem agent ps. „Werba” przyznał się, że powyższą informację uzyskał z tego właśnie źródła, a nie od byłego oficera wywiadu Obwodu WiN Włodawa – Widuty, mówiąc między innymi: „Nawiązując do sprawy Widuty i Topolskiego chcę wyjaśnić, że nie miałem zamiaru ukryć tego na przyszłość, chciałem tą sprawę doprowadzić do wyraźnego wyniku, a wówczas postawić się przed faktem dokonanym”.
W końcowej fazie wyjaśnienia „Werba” pisał: „ Po powrocie stawiam sobie za punkt honoru rozpracować bandę "Żelaznego" i trzon org. w Lublinie”. Informator „Werba” nieświadomy współpracy brata z UB ponownie zdekonspirował się przed swoim bratem – agentem ps. „Jabłoń”, „Jabłoński”, który już 6 lipca złożył przed płk J. Czaplickim obszerne wyjaśnienie odnośnie Reginy. Podał w nim, że informację o Rysi uzyskał będąc w Sosnowicy od Wajsowej na przełomie 1949 i 1950 roku. Ponowne informacje o dziewczynie o imieniu Rysia agent uzyskał od mieszkanki Lublina – swojej bliskiej znajomej Marii Wagnerowej, która powiedziała mu, że u niej bywa od czasu do czasu „Rysia”, która zna się z „Żelaznym”37. Udało mu się ustalić wcześniej, że „Rysia” mieszka na pograniczu powiatu chełmskiego i włodawskiego oraz, że pracuje w Gminnej Radzie Narodowej.38 Od tego momentu rozpracowanie łączniczki „Żelaznego” stało się priorytetem w działaniach operacyjnych WUBP. Agent „Jabłoński” został przekazany na kontakt zastępcy szefa WUBP w Lublinie płka Krupskiego, który już 7 lipca przyjął od niego kolejne doniesienie poszerzające informacje o „Rysi” i jej kontaktach z „Żelaznym”. W następnym doniesieniu z 11 lipca agent „Jabłoński”, zgodnie z sugestią oficera prowadzącego, napomknął Wagnerowej, że mógłby pomóc wyrobić „Żelaznemu” i jego ludziom dokumenty.
Nazwisko i adres „Rysi” oraz jej rodziny ustalił 9 lipca 1951 roku starszy referent sekcji I Wydziału III, ppor. K. Pawłowicz. 21 lipca jego ustalenia potwierdził agent „Jabłoński”, któremu Wagnerowa pokazała list od Reginy. Pisała ona w nim, że „po ostatnich wypadkach u nas, sytuacja jest taka, jakby wsadził kij w mrowisko. Wujek39 czuje się źle, choruje na wrzody. Mnie jest też ciężko, możeby ciocia postarała się o jakąś pracę dla mnie w Lublinie. Przyjadę do cioci około pierwszego. Wujek chce sprzedać zegarek, bo nie ma z czego żyć. Życzliwa Regina”.
Na odwrotnej stronie koperty agent przeczytał adres nadawcy. Informacje od agenta „Jabłońskiego” były również weryfikowane przez sekcję „W”, czyli poprzez kontrolę korespondencję przychodzącej do Wagnerowej. Po uzyskaniu informacji o szukaniu przez Reginę pracy na terenie Lublina agent zaczął namawiać Wagnerową, aby rozważyła, czy nie należy pomóc grupie „Żelaznego” poprzez znalezienie pracy dla Reginy oraz wyrobienie lewych dokumentów dla grupy. Wagnerowa obiecała, że pow
ie Reginie, że jest ktoś,40 kto mógłby pomoc w legalizacji partyzantów. W tym momencie funkcjonariuszy WUBP bardzo interesowało uzyskanie fotografii „Żelaznego” oraz możliwość opuszczenia przez niego terenu powiatu włodawskiego. Po uzyskaniu wspomnianego doniesienia w WUBP w Lublinie 21 lipca opracowany został plan operacyjnych przedsięwzięć z udziałem agenta „Jabłońskiego”. Miał on za zadanie przekonanie Wagnerowej o konieczności okazania pomocy Reginie w uzyskaniu pracy i zamieszkaniu na terenie Lublina. Jednocześnie agent miał nawiązać jako przyjaciel Wagnerowej osobisty kontakt z Reginą pod pozorem udzielenia jej pomocy w znalezieniu pracy. W dalszej kolejności miał jej udzielić pomocy w znalezieniu zatrudnienia, a następnie w wynajęciu oddzielnej kwatery. Planowano również zaprzyjaźnienie się agenta z Reginą. Jednocześnie zakładano, w związku z trudną sytuacją materialną „Żelaznego”41 oraz okazywaniem przez niego chęci opuszczenia powiatu włodawskiego uaktywnienie działalności grup operacyjnych i podległych im jednostek KBW celem wywarcia na niego dodatkowego nacisku. Równolegle z działaniami prowadzonymi przez agenta „Jabłońskiego” postanowiono wziąć pod inwigilację Wagnerową i Reginę. Odpowiadali za to funkcjonariusze Wydziału II WUBP w Lublinie.
1 sierpnia Regina Ozga pojawiła się w mieszkaniu Wagnerowej. Za jej pośrednictwem kupiła zastrzyki dla „Żelaznego” oraz uzyskała informację o możliwościach znalezienia dla siebie posady. Korzystając z okazji Wagnerowa napisała osobisty list do „Żelaznego”, w którym poinformowała go, że istnieje możliwość przygotowania dokumentów legalizacyjnych. Podkreśliła, że potrzebna do tego jest fotografia „Żelaznego”. Kilka dni później otrzymała odpowiedź od Reginy i Taraszkiewicza Potwierdził otrzymanie listu, a odnośnie propozycji wyrobienia dokumentów napisał, ze „częściowo zgadzamy się”. W zadaniach przekazanych agentowi przez oficera prowadzącego napisano, że istnieje pomimo trudności możliwość wyrobienia dokumentów dla całej grupy oraz ulokowania jej u pewnych ludzi na Ziemiach Odzyskanych. W kolejnym doniesieniu z 8 sierpnia agent „Jabłoński” donosił, że podczas pobytu w nocy z 6 na 7 sierpnia u Wagnerowej Regina wyjaśniła jej, że „Żelaznemu” chodzi o wyjazd całej grupy, a nie tylko jego. Mają jednak problem ze zrobieniem zdjęć, ponieważ nie dysponują aparatem fotograficznym. Regina oświadczyła również, że sprawa wyjazdu została ostatecznie zdecydowana.42


Przypisy do części 5:
35.Jak stwierdzono w dalszej części sprawozdania „na skutek tego, że inf. są członkami partii wyeliminowanych jednostek postanowiono wykorzystać jako kontakty poufne”.
36.Do nich zaliczono ukrywających się partyzantów: Jana Grzeszczuka, Sergiusza Pakułę, Zbigniewa Pogonowskiego, Leszka Marciniaka i Zygmunt Łoponga.
37.Wagnerowa poznała dziewczynę o imieniu „Rysia” poprzez swoją sublokatorkę w końcu 1948 lub na początku 1949 roku. Regina pracowała w hotelu w Lublinie.
38. Agent nie przekazał tych informacji UB, ponieważ Maria Wagner opiekowała się jego żoną, gdy on był aresztowany. Później po wyjściu na wolność mieszkał wraz z rodziną u niej.
39.Czytaj „Żelazny”.
40.Wagnerowa powiedziała agentowi, że nie zdradzi jego personaliów przed Reginą. Rodzina Topolskich przebywała w latach 1939 -1 947 roku na terenie Sosnowicy, stąd była znana również „Żelaznemu”, więc agent obawiał się dekonspiracji, zwłaszcza, że wiedział, że w rozpracowanie grupy jest czynnie zaangażowany jego brat Tadeusz Topolski.
41.Chciał poprzez Reginę sprzedać zegarek, aby uzyskać pieniądze na przeżycie.
42.O nastroju panującym wśród partyzantów najlepiej świadczy cytat z doniesienia – "Kiedy „Ż” dowiedział się, że wszystko jest już przygotowane do wyjazdu, że są ludzie, którzy w tym pomogą, wprost rozpłakał się z radości, ze wyrwie się z tego piekła i że normalnie zacznie żyć po ludzku”
.

Rozpracowanie grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" przez UB – część 6

W celu zdopingowania …

W celu zdopingowania „Żelaznego” do podjęcia oferty przerzutu płk Krupski polecił Grupie Operacyjnej „Włodawa” uaktywnienie działalności pododdziałów KBW w terenie. Jednocześnie zamierzał wystąpić do departamentu III o przygotowanie adresów do wyjazdów. Na następny kontakt wyznaczony w dniu 15 sierpnia Regina jednak do Wagnerowej nie przyjechała. Wywołało to zaniepokojenie ze strony „Jabłońskiego” i prowadzącego go płka Krupskiego. Chcąc podtrzymywać z nią kontakt Wacław Topolski pod koniec sierpnia 1951 roku zmusił swoją przyjaciółkę Wagnerową do napisania listu do Reginy. W liście tym Wagnerowa informowała, że w kierowanym przez agenta przedsiębiorstwie państwowym zwolniła się posada maszynistki i w związku z tym jest możliwość otrzymania pracy. W zadaniach do realizacji, jakie otrzymał agent po przedstawieniu tego doniesienia, jest zapis mówiący, że o ile „dojdzie w tych dniach do styku z R (Reginą – J.K.) – należy przekonać ją by nie zwlekała z objęciem proponowanej posady, ponieważ w tej chwili bardzo potrzebujemy maszynistki z uwagi na nawał pracy, przyrzekając jej równocześnie załatwienie sprawy mieszkania”.
W kolejnym doniesieniu z 15 września agent „Jabłoński” poinformował prowadzącego, że w dniu 11 i 12 września spotkał się z Wagnerową i przekonał ją do wyjazdu do Reginy. Miała ona sprowadzić Reginę do Lublina. Z dalszej części doniesienia wynika, że Wagnerowa pojechała do miejscowości Jagodno i spotkała się z Reginą. Treść prowadzonej tam rozmowy agent przedstawiał następująco: „Przez trzy godziny rozmawiała z „R”, której przedstawiła cel swego przyjazdu. Ob. W – przedstawiła sytuację tak, jak umówiliśmy się, to znaczy, że przygotowała dla R posadę w Lublinie, że ten u którego ma pracować dotychczas nie przyjął nikogo i w dalszym ciągu czeka na nią. Chodzi tu o poważne sprawy, o których dowie się osobiście od tego, który na nią czeka. Temu człowiekowi musi bezwzględnie zaufać. W odpowiedzi na to „R” wyraziła wdzięczność za troskę o nią, oświadczając, ze w sobotę nie może jechać do Lublina, ponieważ ten dzień ma umówione spotkanie z „Ż”. Musi przejechać 42 klm, rowerem i 6 klm pieszo, ponieważ te 6 klm to taki piach, że rowerem nie przejedzie. Od „Ż” wróci w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek wieczorem przyjedzie do Lublina".
Informacja o trasie pokonywanej z miejscowości Jagodno do kwatery „Żelaznego” już wkrótce okazała się mieć zasadnicze znaczenie przy „namierzaniu” jego kryjówki. Z przytoczonego dokumentu wynika, że Wagnerowa nieświadomie realizowała wszystkie zalecenia stawiane „Jabłońskiemu” przez oficera prowadzącego. W dalszej części informacji Wagnerowa poinformowała W. Topolskiego, że Regina nie przyjeżdżała tak długo do Lublina, ponieważ nie mogli zrobić fotografii do dokumentów oraz, że „Żelazny” nie był jeszcze do końca zdecydowany odnośnie swego wyjazdu z terenu powiatu włodawskiego. Dodatkowo jego wahania pogłębiał Stanisław Marciniak „Niewinny”, który dotychczas ukrywał się na terenie Gdańska i w ostatnim okresie dołączył do grupy43. W tym doniesieniu pojawiła się jeszcze jedna istotna informacja, mianowicie Wagnerowa poinformowała agenta, że: "rodzice „R” wyrazili swoje zadowolenie, ze córka zacznie pracować i że może nareszcie odczepi się od kawalera, który chce się z nią żenić. Tym kandydatem do żeniaczki jest brat, czy kuzyn miejscowego nauczyciela”.
Z innych materiałów zgromadzonych w sprawie wynika, że narzeczonym Reginy w owym czasie był informator PUBP Włodawa ps. „Oko”.
WUBP zależało bardzo na podtrzymaniu kontaktu z łączniczką "Żelaznego", gdyż od połowy września 1951 r. była to jedyna nić, która mogła doprowadzić do likwidacji grupy, bowiem kombinacja operacyjna z udziałem informatora "Werby" zakończyła się połowicznym sukcesem. W miesiącach letnich funkcjonariuszom WUBP w Lublinie udało się, przy udziale agenta MBP, zmontować kilku osobową grupę konspiracyjną. Mianowicie 24 lipca 1951 roku informator "Werba" skontaktował się za pośrednictwem Adama Zalewskiego z ukrywającym partyzantów z grupy Mielniczuka Filipkiem i zdobył jego zaufanie. Warto tutaj zacytować fragment spotkania informatora z Adamem Zalewskim i Filipkiem: " W omawianym czasie spotkaliśmy się w lesie. Po przywitaniu się zapytałem Zalewskiego, czy więcej rozmawiał już z kolegą o co właśnie chodzi. Z. Odpowiedział, że tak jest – że rozmawiali razem w domu i miał właśnie przyjechać stary Filipek, ale jest trochę chory, ta w jego miejsce przyjechał syn, który jest dobrze zorientowany i zdecydowany do wszystkiego. Na wstępie powiedziałem, że sytuacja co dzień jest dla nas wyraźniejsza i już się zbliża czas, ażeby rozpocząć konspirację – przygotowania do obrony przed sowietami, którzy na wypadek wojny niewątpliwie chcieliby się z nami rozprawić, dziś przystąpić chce z wami i omówić tok pracy i sprawę kontaktu z Lublinem, ze mną, gdyż ja już nie mogę przyjechać, bo wszystkie po którymi przyjeżdżałem już mi się wyczerpały i dalsze moje przyjeżdżanie mogłoby zwrócić uwagę i to by mogło spowodować, że mogłoby się tą sprawą zainteresować UB. To już wówczas byłoby źle. Jednak dzięki mej ostrożności do tej pory nie jest podejrzany. Zwróciłem się wówczas do Filipka, czy jest jakiś cień podejrzenia na wasz dom, odpowiedział, że niema na razie żadnego podejrzenia.(…)”.
W dalszej części doniesienia informator zasugerował Zalewskiemu i Filipkowi przeprowadzenie spisu ludności z podziałem na trzy grupy: pierwszą, która pójdzie za konspiratorami, drugą – ludzi wahających się i trzecią – to osoby popierające obecny reżim. Było to również posunięcie bardzo sprytne, bowiem umożliwiało, zakładając, że obaj współpracownicy grupy partyzanckiej nie podejrzewają agenta „Werbę” o współpracę z UB, wyłuskanie osób mogących stanowić potencjalne wsparcie dla konspiracji niepodległościowej. W kolejnej fazie rozmowy z dwoma współpracownikami partyzantów informator zwrócił im uwagę, że jest członkiem organizacji podziemnej, która zamierza prowadzić na tym terenie swoją działalność, w związku z tym nie wskazane są akcje samowolne i tzw. zaopatrzeniowe bez zgody jego konspiracyjnych przełożonych. W ten sposób. WUBP w Lublinie chciał zahamować wystąpienia zbrojne grupy oraz ująć ją w ramy organizacyjne i w konsekwencji płacić pieniądze na jej istnienie. Tym samym powodowałoby to uzależnienie grupy od UB, które wiedziałoby jaki jest stan grupy, jej uzbrojenie, a z czasem poznano by również wszystkie kryjówki.
Jak wynika z dalszej części doniesienia Filipek i Zalewski opowiedzieli agentowi o ostatnich wydarzeniach, jakie miały miejsce po akcji „Żelaznego”. Mianowicie w tym dniu, w którym „Żelazny” zlikwidował przewodniczącego WRN Czugałę, miał umówione spotkanie z grupą Karola Mielniczuka „Wacka” w okolicach położonego w pobliżu miejscowości Sosnowica jeziora Czarnego. Niestety „Żelazny” nie przybył na to spotkanie, zamiast niego pojawiły się jednostki KBW. Grupie Mielniczuka udało się wycofać w okolice Zamołodycz i pobrać od Filipków broń długą. Przekazali również informację o akcji na spółdzielnię w Starym Brusie, o zorganizowanym przez KBW pościgu zakończonym śmiertelnym postrzałem Ignacego Zalewskiego „Lina” o
raz o schronieniu się reszty grupy w kryjówce u Filipków. Dalej warto zacytować fragment mówiący o dotarciu partyzantów do swojej kryjówki z uwagi na udział w nim drugiego informatora ps. „Pieprzyk”: „Gdy Filipkowie dowiedzieli się, że chłopcy są w stodole, a wiedząc, że za nimi jest pościg wezwali mnie na naradę Pilarsa Tadeusza44 zam. w Zamołodyczu również na kolonii i razem wówczas uradzili przygotować wóz drabiniasty pełno słom, przygotować uprząż i konie i gdy ukaże się idące wojsko w kierunku budynków Filipka zapakować wszystkich trzech w słomę na wozie i wprost przy wojsku wywieść do lasu. Przebywali w kryjówce najkrytyczniejszy okres dla nich obławy i kiedy było trochę lżej udali się do lasu.”45 W ten sposób funkcjonariusze UB przydzieleni do grupy operacyjnej "Włodawa" uzyskali w tym doniesieniu informację potwierdzającą niezdekonspirowanie przed partyzantami informatora ps. „Pieprzyk”
29 lipca 1951 roku opracowany został przez naczelnika wydziału III WUBP w Lublinie mjr. Jana Wołkowa plan operacyjnych przedsięwzięć dot. grupy „Żelaznego” i uzyskanych wyjść na potencjalne wrogie środowiska. Odnośnie grupy Mielniczuka w celu utrzymania pozorów istnienia nielegalnej organizacji zakładano odbycie spotkania z udziałem Zalewskiego i Filipka z informatorem „Werbą” w obecności rzekomego przedstawiciela nielegalnej organizacji będącego jednocześnie jego zwierzchnikiem. W tym celu na 6 sierpnia 1951 roku zaplanowano przedstawienie „Werbie” agenta MBP „Marka”46 jako oficjalnego pracownika organów UBP z innego terenu. Zakładano, że ten sposób skontaktowania się dwóch współpracowników UB nie pozwoli na ich spoufalenie oraz zmusi informatora „Werbę” do składania prawdziwych i wyczerpujących informacji. Wobec Filipka i Adama Zalewskiego agent MBP „Marek” miał występować jako mjr „Oskar”. Nowowprowadzony agent miał potwierdzić zadania, jakie otrzymali od oni od „Werby”. Dodatkowo powierzono mu przekazanie dla Filipka i Zalewskiego zadań: „ ustalenia ludzi pewnych posiadających w ukryciu broń palną tzn. ilość, jakość i wartość” oraz „sygnalizować o istniejących i działających różnego rodzaju komórek w terenie”. W sprawie grupy partyzanckiej wysłannik MBP agent „Marek” – major „Oskar” miał naświetlić, że „organizacja podziemna mająca zadania szpiegowskie nie może przejść do porządku nad przejawami działalności nie zorganizowanych grup w terenie, wobec czego góra organizacyjna, a szczególnie płk „Jarema” polecił niezwłocznie nawiązać kontakt z grupą w celu ustalenia jej charakteru i podporządkowania organizacji mjr „Oskar” nadmienia odnośnie udzielenia pomocy materialnej, że góra organizacyjna wyraża zgodę na udzielenie pomocy, jednak uzależnia to od uprzedniego skontaktowania się z w/w i w tym celu należy jak najszybciej wykorzystać wszelkie możliwości, znane kontakty bandy, przez które należy doprowadzić do kontaktu z przedstawicielami organizacji.”
Charakterystyczne jest w cytowanym fragmencie odwołanie się do autorytetu ostatniego Komendanta Obwodu AK Włodawa kpt. Władysława Flisiuka „Jaremy”, co jak należy sądzić miało na celu uwiarygodnienie wysłannika MBP wobec partyzantów.


Przypisy do części 6:
43.Stanisław Marciniak usiłował żyć legalnie na terenie Płocka, ale zainteresowali się nim funkcjonariusze PUBP. Był aresztowany i po kilku dniach zwolniony. Obawiając się ponownego aresztowania uciekł na teren powiatu włodawskiego i we wrześniu 1951 roku dołączył do grupy „Żelaznego”.
44.Informator Wydziału III WUBP w Lublinie krypt. "Pieprzyk".
45. O pobycie partyzantów u Filipków funkcjonariusze UB byli dokładnie poinformowani przez agenta "Pieprzyka". Nie zamierzali jednak z uwagi na prowadzoną grę likwidować ich.
46.W tej roli występował agent MPB o kryptonimie „Ramzes” – Edward Wasilewski".

Rozpracowanie grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" przez UB – część 7

Ponadto w cytowanym …

Ponadto w cytowanym planie odpowiadający za działalność operacyjną Grupy „Włodawa” naczelnik wydziału III WUBP w Lublinie mjr Jan Wołkow, odnośnie grupy „Żelaznego”, zakładał dalszą kombinację z udziałem agenta „Jabłońskiego”, natomiast rozpracowaniem Reginy i jej rodziny miał się zająć specjalnie oddelegowany w tym celu z wydziału III WUBP w Lublinie starszy referent Mieczysław Stępień. Zamierzano również zwerbować do współpracy, podejrzewanego o utrzymywanie kontaktów z „Żelaznym”, mieszkańca wsi Korolówka – byłego członka oddziału „Jastrzębia” – Władysława Huka oraz mieszkańca Włodawy Franciszka Miecha. Podjęto również działania zmierzające do zatrzymania i zwerbowania mieszkańca wsi Nadrybie Władysława Majchera, którego wydał aresztowany partyzant Bukowski. Miano tego dokonać poprzez prowokację, mianowicie zamierzano pod pozorem poszukiwania przez UB wysłać do Majchera informatora ps. „Józek”47, który miał w trakcie rozmowy nawiązać do jego współpracy z grupą Bukowskiego oraz poszukiwanym kontaktem na „Żelaznego”.48 W przypadku przyznania się Majchera do otrzymywania kontaktów z „Żelaznym” zamierzano go tajnie zdjąć i natychmiast zwerbować do współpracy. Werbunek miał przeprowadzić por. Bolesław Swita z wydziału III WUBP w Lublinie. Zamierzano również kontynuować rozpracowanie rodziny ukrywającego się Jana Grzeszczuka "Grubego Janka". W tym celu zamierzano zwerbować do współpracy szwagra Grzeszczuka Jana Biksztofa oraz Romanowskiego. Podjęto również działania wobec rodziny działającego w grupie Mielniczuka, Pielaka. Mianowicie ustalono, że brat Pielaka Jakub mieszka w Ostródzie. Zamierzano wydelegować do niego funkcjonariusza z Wydziału I Departamentu III MBP w celu skłonienia go do wyprowadzenia brata z grupy oraz rozpracowania i likwidacji jej. W związku z otrzymaniem informacji od przesłuchiwanego mieszkańca wsi Dębowa Kłoda Skorupskiego oraz pochodzącego z tej wsi informatora ps. „Bury”, z których wynikało, że siostra ukrywającego się w grupie Mielniczuka, Leszka Wojciechowskiego „Bronka” Janina utrzymuje z nim kontakty, zaplanowano nawiązanie z nią kontaktu przez informatora ps. „100”, który miał dążyć do nawiązania kontaktów intymnych.49
5 sierpnia w Lublinie pojawił się agent MBP „Marek”, który spotkał się z pułkownikiem BP50, mjr „Jerzym”51 i drugim majorem52. Na tej odprawie ustalono, że „Marek” będzie występował w stosunku informatora „Werby” jako jego przełożony z bezpieczeństwa mjr „Burza”, natomiast w stosunku do członków podziemia, jako major z „góry” organizacyjnej. W tym samym dniu agent „Marek” został przedstawiony agentowi „Werbie” przez mjra „Jerzego”, jako jego kolega z bezpieczeństwa.
10 sierpnia 1951 roku doszło do spotkania w Parczewie. Przybyli na nie: Feliks Filipek, Adam Zalewski, informator wydziału III WUBP w Lublinie Tadeusz Topolski „Werba” i agent MBP mjr „Oskar” – „Burza”. Z przebiegu tego spotkania zachowały się trzy relacje – agenta „Marka” i informatora „Werby”, którzy brali w nim udział oraz informatora „Pieprzyka”, który uzyskał dane odnośnie przebiegu spotkania od Feliksa Filipka. Wynika z nich, że operacja z wprowadzeniem kolejnego agenta przyniosła pożądany przez władze bezpieczeństwa skutek. Podczas tego spotkania Adam Zalewski otrzymał rozkaz od mjra „Burzy” nawiązania kontaktu z grupą Mielniczuka i ściągnięcie jej do Filipków.
10 września o godz. 13.15 informator „Pieprzyk” poinformował oficera prowadzącego, że do Feliksa Filipka przybyli dwaj partyzanci: Karol Mielniczuk i Leszek Wojciechowski. W tym dniu w zabudowaniach rodziny Filipków w Zamołodyczach pojawił się Adam Zalewski, który w następnym dniu miał wyjechać do Lublina. 11 września po otrzymaniu od informatora informacji potwierdzającej pobyt partyzantów w zabudowaniach Filipków i po uzyskaniu decyzji MBP o godzinie 17:30 przystąpiono do działań. Akcję rozpoczęła przebywającą 4 km od Zamołodycz grupa operacyjna, która po dotarciu do wsi okrążyła zabudowania Filipka oraz dwóch innych rodzin, które znajdowały się w pobliżu. W trakcie starcia obydwaj partyzanci polegli, zginął także jeden żołnierz KBW. Przy zabitym Karolu Mielniczuku znaleziono między innymi dwucyfrowy szyfr i klucz do niego pisany przez „Żelaznego” oraz wykaz siedmiu partyzantów z grupy Mielniczuka, a także dwa adresy: Kaszczuk Stanisław53, zam. Zbereże, gm. Sobibór, pow. Włodawa oraz Mieczysław Wiśniewski, zam. Makoszka, gm. Dębowa Kłoda, pow. Włodawa. Ponadto Mielniczuk posiadał przy sobie dwa zaszyfrowane z datą 12 września listy napisane przez niego do „Żelaznego” Były one wewnątrz kopert zaadresowanych do: Tadeusza Krzyżanowskiego, zam. wieś Nadrybie, poczta Cyców, pow. Chełm oraz Kaszczuka, zam. wieś i poczta Zbereże, pow. Włodawa. Po rozszyfrowaniu miały one jednakową treść: „Kolego „Żelazny”. 15.17.19. Chciałem widzieć się z Tobą jak w najkrótszym czasie. Jest taka sprawa mamy łączność z Warszawą, a Warszawa z zagranicą i mają dać nam pomoc pieniężną i inne środki do życia, tylko chcą się połączyć z nami wszystkimi, żeby nie robić żadnego szumu w terenie, bo to coś zabił zastępcę wojewody54 to był nasz człowiek, którego bardzo żałują on pracował dla naszej sprawy. Jak tylko otrzymasz list to natychmiast napisz list w te punkty i napisz spotkanie, gdzie Tobie pasuje i dla mnie do Edka Smagara Drozdówka, Czesław Opaliński wieś i poczta Krzesimów, pow. Lublin, Roman Łuć wieś Lubiczyn poczta Kodeniec, jak się spotkamy dowiesz się o wszystkim, które dla Ciebie jest ważne. 12.15.14 Wacek. Kolego Staśku proszę doręczyć ten rachunek dla Edka o którym Stasiek wie. Serdeczne pozdrowienia dla całej rodziny Wacek dnia 12 września".
Po rozszyfrowaniu listu funkcjonariusze WUBP otrzymali potwierdzenie, że istnienie rzekomej organizacji podziemnej tworzonej przez nich samych zostało przyjęte jako wiarygodne ze strony partyzantów. Jak wynika z cytowanego listu mogli zaczekać na nawiązanie przez Mielniczuka kontaktu z „Żelaznym”. Nie wiadomo jakie były przyczyny podjęcia decyzji o likwidacji partyzantów. W każdym razie, była ona zaakceptowana przez MBP.
Po zabiciu kwaterujących w zabudowaniach rodziny Filipków partyzantów funkcjonariusze WUBP w Lublinie stanęli przed o wiele trudniejszym zadaniem, mianowicie musieli wyprowadzić bez dekonspiracji z gry informatora „Pieprzyka”. Początkowo zamierzali zatrzymać Feliksa Filipka i jego synów, dodatkowo jeszcze kilka podejrzanych osób z tej miejscowości, w tym również i informatora „Pieprzyka”, ale tego pomysłu zaniechano, gdyż w trakcie akcji nie zastano Flilipka oraz jego synów. W związku z powyższym zrezygnowano z zatrzymań, jedynie wśród ludności rozpuszczono pogłoskę, że na grupę Mielniczuka natknięto się przypadkowo podczas penetracji lasu Makoszka. Ponadto na okres kilku godzin zatrzymano najmłodszego syna Filipka, którego po zawerbow
anbiu puszczono wolno. W ten sposób chciano wytworzyć wśród rodziny Filipków przekonanie o przypadkowości spotkania wojska z partyzantami. Po zlikwidowaniu grupy Mielniczuka 14 września w Sztabie G.O. „W” mjr J. Wołkow opracował nowy plan, w którym za główne zadanie uważał rozpracowanie przez osobę o inicjałach O.Z55 figuranta R56. Miał on, z uwagi na łączące go z figurantem stosunki uczuciowe ponownie nawiązać z nią kontakt. Zamierzano również zwerbować do współpracy mieszkańca wsi Lubiczyn Romana Łucia, który, jak wynikało ze znalezionej przy zabitym Mielniczuku korespondencji, pełnił rolę skrzynki kontaktowej miedzy „Żelaznym” i Mielniczukiem oraz podjąć rozpracowanie wymienionych w korespondencji Krzyżanowskiego z Nadrybia i Kaszczuka ze Zbereża. Rozpracowaniem Krzyżanowskiego i Kaszczuka miał się zająć por. Tadeusz Chachaj.


Przypisy do części 7:
47.Informator ps. „Józek” brał udział w rozpracowaniu grupy Bukowskiego, był również współpracownikiem działającej w zachodniej części powiatu lubelskiego grupy Kalickiego.
48.Bukowski przyznał się w zeznaniu, że jego grupa nosiła się z zamiarem nawiązania kontaktu z „Żelaznym”, a możliwości w tym zakresie posiadał Władysław Szych, który na terenie gminy Cyców miał swego krewnego Majchera. Bukowski napisał list do „Żelaznego”, na który poprzez Majchera otrzymał odpowiedź pozytywną. Spotkanie miało nastąpić w miejscowości Jastków w dniu 22 VII 1951.
49.Informator ps. „100” miał być włączony do przeniesionego w okolice Sosnowicy w związku ze zmianą granicy z ZSRR PGR Zdziarenka. Według oceny Wydziału III WUBP w Lublinie był to informator sprawdzony, gdyż na jego podstawie zlikwidowano w 1950 roku na terenie powiatu Chełm 2 osobową grupę Głowali.
50.Prawdopodobnie był to pułkownik Krupski pełniący wtedy funkcję Szefa WUBP w Lublinie.
51.Nie ustalono, kto występował pod pseudonimem mjr „Jerzy”.
52.Prawdopodobnie był to Naczelnik Wydziału III WUBP w Lublinie mjr Jan Wołkow.
53.Kaszczuk Stanisław jak stwierdzono w meldunku był w tamtym okresie zatrudniony w Zjednoczonym Budownictwie nr 5 w Lublinie. Z doniesień informatora ps. „Nawrócony” wynikało, że „Żelazny” posiadał w 1951 roku dokumenty na lewe nazwisko pracownika Przedsiębiorstwa Budowlanego z Lublina.
54. Chodzi o zastępcę przewodniczącego WRN Ludwika Czugałę. Na spotkaniu w Parczewie mjr „Burza” wmawiał Zalewskiemu i Filipkowi, że było to niepotrzebne zabójstwo, gdyż Czugała był człowiekiem organizacji.
55.Nie udało się ustalić, kto kryje się pod inicjałami O.Z.
56.Figurantem oznaczonym literą R była Regina Ozga. Po jej identyfikacji we wrześniu 1951 roku do jej miejsca zamieszkania udał się funkcjonariusz wydziału III kpt. Pawliszewski, który w trakcie rozmowy z Kazimierzem Kasyno, mieszkańcem wsi Jagodno ustalił, że Regina Ozga jest radną Gminnej Rady Narodowej w Urszulinie, oraz że utrzymywała do amnestii kontakty z partyzantami. W trakcie rozmowy Kasyno potwierdził, że była ona wzywana do W.R.N w Lublinie, gdzie ma uzyskać wyższe stanowisko służbowe. Podał również, ze utrzymuje z Reginą bliższe stosunki.

Rozpracowanie grupy Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" przez UB – część 8

21 września 1951 roku …

21 września 1951 roku "Jabłoński" pierwszy raz spotkał w mieszkaniu swojej przyjaciółki Wagnerowej Reginę Ozgę. Agent, zgodnie z instrukcjami oficera prowadzącego, nie poruszał spraw związanych z "Żelaznym" ograniczając się jedynie do spraw sensu stricto zawodowych, mianowicie zatrudnienia Reginy w kierowanym przez siebie przedsiębiorstwie państwowym. Ustalono na tym spotkaniu, że Regina rozpocznie pracę w Lublinie od 1 października 1951 roku. W dniu następnym zgodnie z otrzymaną instrukcją agent w towarzystwie Wagnerowej i Reginy wyjechał do Jagodna. Tam Wagnerowa poinformowała go, że „że w czasie ostatniego pobytu „R” u „Ż” zapadła decyzja, że „Ż” bezwzględnie wyjedzie z tego terenu przy pomocy przygotowanych dokumentów. Przed tym jednak musi zdobyć trochę gotówki, potrzebnej mu na kupno ubrań cywilnych dla niego i swoich kolegów. W tym celu postanowił, że w sobotę, tj. 29 bm dokona napadu na kasę, gdzie ma nadzieję, że będzie trochę gotówki. Cała robota ma wyglądać w następujący sposób. W sobotę przed południem wyjdą na drogę, zatrzymają pierwszą jaka się nawinie taksówkę /samochód/ wysadzą pasażerów, a sami pojadą do banku sterroryzują personel, zabiorą pieniądze i odjadą, opierając się na tym, że R przybyła drogę do „Ż” czterdzieści kilka km., a następnie doszła do Chełma i stąd przyjechała do Lublina należy przypuszczać, że „Ż” przebywa obecnie w pobliżu Chełma i że albo w Chełmie albo w którejś gminnej kasie ma zamiar zabrać gotówkę. Sprawa ta ma się rozstrzygnąć w sobotę. Ze względu jednak na to, ze W przekonała R, że nie wolno dopuścić do jakiegokolwiek napadu, że mogą być ofiary, bo wszystkie banki i kasy są porządnie strzeżone R zgodziła się jeszcze raz udać do „Ż” w dniu 28 bm. I prosić go, ażeby zrezygnował z tego napadu, zwłaszcza, że dokumenty otrzymają bezpłatnie, a ubranie cywilne można zdobyć w inny sposób. R ma nadzieję, że uda się jej odwieźć od zamiaru napadu na bank.”57
WUBP w Lublinie otrzymało dzięki temu doniesieniu kolejny sygnał o lokalizacji kryjówki "Żelaznego. Wystarczyło wziąźć mapę i zakreślić koło czterdziestu kilku kilometrów od miejscowości Jagodno. W dalszej części doniesienia agent informował, że „w chwili obecnej razem z „Ż” jest 4-ch ludzi. Przyłączył się do ich kolega „Ż” z Gdańska, o którym wspominałem w poprzednim moim meldunku. Osobnik ten, wg. jego opowiadania był zatrzymany przez UB w Gdańsku, został całkowicie rozpoznany i pomimo to, po 3 tygodniach zwolniony. Z obawy przed ponownym aresztowaniem, przyjechał do „Ż” i jest obecnie razem.” Z powyżej zacytowanych fragmentów doniesienia wynika, że praca agenta "Jabłońskiego" pozwoliła funkcjonariuszom WUBP rozpoznać skład grupy, jej liczebność oraz wstępnie zlokalizować „melinę” grupy. Sukces tj. zatrzymanie bądź zlikwidowanie grupy stawał się coraz bliższy.
Nie wiadomo, czy po otrzymaniu meldunku o wyjeździe Reginy wzięto ją pod obserwację w dniu 28 września. Chyba raczej nie, bo likwidacja grupy nastąpiłaby znacznie szybciej.
2 października 1951 roku Regina Ozga, jak wynika z doniesienia agenta „Jabłońskiego” zgłosiła się w Lublinie do jego przedsiębiorstwa do pracy w charakterze maszynistki. W rozmowie z Wagnerową powiedziała, że „spóźniła się dlatego, ponieważ w niedzielę wróciła dopiero od „Ż”. O żadnym napadzie w celu zdobycia gotówki nie mogło być mowy, ponieważ „Ż” jest ciężko chory na zapalenie płuc. Na tą samą chorobę chorował na wiosnę i dlatego lekarz, który był u niego ma obawy czy wytrzyma. W czasie pobytu „R” u „Ż” ten był nieprzytomny i nikogo nie poznawał”.
W doniesieniu z 5 października agent „Jabłoński” meldował oficerowi prowadzącemu, że rozmawiał z Reginą w dniu 2 i 3 bm. Uzyskał od niej informację, że chce się zwolnić w sobotę – 6 października, gdyż zamierza pojechać do domu, natomiast 20 października chce wyjechać do „chłopców”. 6 października rano Regina wraz ze swoim bratem wyjechała do Jagodna. Nie wiadomo, gdzie została aresztowana, ale wszystko wskazuje, że zatrzymano ją jeszcze na terenie Lublina, prawdopodobnie na dworcu. Wraz z nią zatrzymano jej brata. 6 października zatrzymano również jej rodziców. 9 października funkcjonariusze WUBP w Lublinie zatrzymali Wagnerową, natomiast będącego u niej z wizytą agenta „Jabłońskiego” po wylegitymowaniu zwolnili.
6 października 1951 roku we wczesnych godzinach rannych Grupa Operacyjna „W” w składzie 2 batalionów wzmocniona funkcjonariuszami Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Lublina i Włodawy okrążyła zabudowania rodziny Kaszczuków w Berezie oraz w Zbereżu. W tej ostatniej miejscowości kwaterowała 4 osobowa grupa Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”. W trakcie zamykania linii okrążenia przez jednostki KBW „Żelazny” podjął próbę przebicia się w kierunku północno -wschodnim. Partyzantom sprzyjało chwilowo szczęście, gdyż po zamknięciu okrążenia do środka „kotła” wszedł w celu sprawdzenia, gdzie są partyzanci dowódca 5 kompanii por. Daczkowski. Po przejściu 30 metrów natknął się na zbliżających się partyzantów, zadał im pytanie „kim są” i usłyszał odpowiedź, „nie strzelać tu idzie porucznik Kalinowski”, po czym otworzyli oni ogień z broni automatycznej do stojącego w pobliżu przewodnika psa służbowego strz. Brząkały raniąc go śmiertelnie. Następnie obrzucili leżących w linii żołnierzy granatami i obstrzeliwując się przerwali linię obławy. W czasie walki ze strony KBW śmiertelnie ranny został strzelec Brząkała, por. Daczkowski oraz celowniczy RKM strzelec Jeleń. Po przerwaniu okrążenia partyzanci rozbroili leżącego w pobliżu strzelca wyborowego Papka i zmieniając kierunek marszu na wschodni zaczęli się przemieszczać dalej. W odległości około 600 metrów od pierwszej linii okrążenia napotkali stojące przy drodze samochody, których pilnowało 5 żołnierzy KBW uzbrojonych w pistolety maszynowe. Po zauważeniu szoferów podali się za pracowników Urzędu Bezpieczeństwa wołając jednocześnie samochód po rannego żołnierza, co zdezorientowało szoferów i pozwoliło na ich sterroryzowanie bronią. Spośród nich „Żelazny” zabrał ze sobą szofera samochodu Gaz-67 st. strzelca Józefa Ciemieniewskiego. Nie przypuszczał, że żołnierz KBW zamiast wywieźć 3 partyzantów poza zasięg obławy zawiezie ich wprost na operującą w pobliżu 2 kompanię oraz będąca w jej pobliżu grupę sztabową. Będąc obok dowództwa szofer uspokoił ich, że jest tutaj tylko kilku żołnierzy, następnie zatrzymał raptownie samochód i wyskakując z niego krzyknął „koledzy ognia. Bandyci.”. W trakcie krótkiego starcia, jakie wywiązało się, stojący najbliżej wyskakujących partyzantów strzelec Tadeusz Gąsiorowski spuścił psa służbowego w kierunku „Żelaznego” i otworzył ogień zabijając go na miejscu. Dwóch pozostałych przy życiu partyzantów rzuciło się do ucieczki w kierunku północnym, po drodze zabijając na miejscu usiłującego ich zatrzymać funkcjonariusza Wydziału III WUBP w Lublinie por. Tadeusza Chachaja. W trakcie pościgu zabity został Kazimierz Torbicz „Kazik” oraz ujęty ciężko ranny Józef Domański „Łukasz”. Po zakończeniu walk przesłuchano Bronisława Kaszczuka ps. „Daleki”, który podał, że w ich domu kwaterowało 4 partyzantów. W związku z tym 2 plutony przeszukały okoli
czne krzaki i zarośla. W trakcie przeszukania ujęto Stanisława Marciniaka ps. „Niewinny” oraz znaleziono 5 pistoletów.
W sumie podczas dwóch starć poległo dwóch partyzantów i udzielający im kwatery Teodor Kaszczuk wraz ze swoją żoną Natalią. Ze strony władz bezpieczeństwa zginęło 3 żołnierzy KBW, 1 pracownik WUBP, ranny 1 oficer KBW i 4 żołnierzy. Taki był bilans zlikwidowania grupy „Żelaznego” poszukiwanej przez władze bezpieczeństwa od kwietnia 1947 roku.
„Żelaznego” namierzono, jak wynika ze sporządzonego raportu do dyrektora departamentu III MBP płka Czaplickiego, po przeanalizowaniu informacji uzyskanych od informatorów ps. "Oko" i "Jabłoński" (uzyskano informacje o wyjazdach Reginy i pokonywanej przez nią ilości kilometrów rowerem z Jagodnego do miejsca ukrywania się grupy "Żelaznego"). Dodatkowo hipotezę o Zbereżu potwierdzał znaleziony przy zabitym Karolu Mielniczuku „Wacku” list do „Żelaznego”, który był adresowany do Stanisława Kaszczuka, zam. kol. Zbereże, gmina Sobibór. Po likwidacji części grupy, na podstawie zeznań zatrzymanych, aresztowano kilkadziesiąt osób, które pomagały „Żelaznemu”.58 21 grudnia 1951 roku WUBP w Lublinie przesłał do PUBP we Włodawie wykaz osób do aresztowania, które podczas śledztwa ujawnił Józef Domański „Łukasz”, Stanisław Marciniak „Niewinny” i członek grupy „Wiktora” Mieczysław Lisowski. Byli to: Ignacy Hordejuk z Izabelina, Maria Zalewska, Jan Bernat, Józef Dobrowolski i Marian Miksuła z Jagodna, Stanisław Dobrowolski z Zagłębocza, Janina Wojciechowska z Dębowej Kłody, Jan Hordejuk z Izabelina, Kwiatkowski z Macoszyna, Świerzki z Dąbiny, Stefan Suchorab ze wsi Lipniak, i Mielczarek z Hańska.
Ciągnące się przez kilka lat rozpracowanie „Żelaznego” nasuwa kilka refleksji. Uderzający wydaje się długotrwały brak sukcesów resortu, jak również uporczywe trzymanie się metod, które nie sprawdzały się. Mam tu na myśli głównie rozbudowywanie sieci agenturalnej w oparciu o dość przypadkowy „materiał ludzki”, który nie dawał gwarancji „wyjścia” na rozpracowywane osoby i środowiska. Pewne działania, takie jak metodyczne rozpracowywanie środowisk rodzinnych tropionych partyzantów, podjęte zostały z dużym opóźnieniem, dopiero po serii niepowodzeń. Mamy tu chyba do czynienia z pewną rutynizacją i szablonowością pracy „powiatówek”, a potem także WUBP w Lublinie, których funkcjonariusze, przyzwyczajeni do dość łatwych sukcesów w walce z lokalnymi grupkami konspiracyjnymi, nie potrafili przestawić się na bardziej złożone formy działania, niezbędne w konfrontacji z przeciwnikiem wybitniejszym, takim jak „Żelazny” czy „Uskok”. Jak trudnym przeciwnikiem dla funkcjonariuszy UBP był "Żelazny", świadczyć może to, że w jego notatniku znaleziono listę z 31 nazwiskami osób podejrzewanych o współpracę z UB. Po sprawdzeniu w kartotece WUBP w Lublinie okazało się, że spośród nich 14 rzeczywiście figuruje w charakterze informatorów.

Dr Jarosław Kopiński, IPN Lublin


Przypisy do części 8:
57.Wersję o długości pokonywanej przez Reginę trasy potwierdził w doniesieniu z 2 października informator „Oko”, który podał, że była „gdzieś poza Włodawą 20 km i sama zaznaczała, że zrobiła rowerem 70 km w jedną stronę
58.Zatrzymano wtedy na podstawie zeznań, głównie Józefa Domańskiego „Łukasza” – „Znicza”: Romana Dobrowolskiego, Pawła Mazurka, Antoniego Jezierskiego, Leokadię Kaszczuk, Władysławę Kwiatkowską, Stefanie Kwiatkowską, Jana Wolińskiego i Henryka Krzyżanowskiego. Ponadto na podstawie czynności śledczych ustalono, że z 'Żelaznym współpracowali: Eugeniusz Dudek, Gajewski Józef i Kowalski Józef z Siedliszcza, Eugeniusz Harasimowicz z Załucza, Janina Dobrowolska z Urszulina, Jan Budzynski z Kołacz, Milczarek z Hańska i Anna Kowalczyk z Podpakula. W sumie do 10 października, jak wynika z meldunku sytuacyjnego PUBP we Włodawie aresztował 15 współpracowników grupy „Żelaznego”.

Kadra kierownicza włodawskiego UB w latach 1944 – 1956

Kierownicy/Szefowie
PUBP/PUdsBP we Włodawie w latach 1944-1956

Nazwisko i imię

Imię ojca

Stopień służbowy

Czas pełnienia funkcji

Kaliszczuk Włodzimierz

Jan

ppor./por.

14.09.1944 – 15.11.1945

Tylimoniuk Adam

Bartłomiej

chor.

p.o. 11.1945 – 31.12.1945

Oleksa Mikołaj

Marek

por./kpt.

01.01.1946 – 31.05.1948

Krut Mikołaj

Antoni

kpt./mjr

p.o. 01.06.1948 – 29.09.1950

Mackiewicz Jan

Mateusz

ppor.

01.10.1950 – 16.06.1951

Odrobina Tadeusz

Józef

por.

20.06.1951 – 01.03.1952

Adamus Antoni

Józef

ppor./por.

01.03.1952 – 14.02.1953

Czubiński Stefan

Ludwik

por.

15.02.1953 – 30.12.1953

Smołuch Wacław Marian

Wacław

kpt.

31.09.1954 – 31.12.1956


Zastępcy

Pajączkowski
Bronisław

Marceli

ppor.

09.1944 –
12.01.1945

Tylimoniuk Adam

Bartłomiej

chor./ppor

12.01.1946 –
31.07.1947

Krut Mikołaj

Antoni

kpt./mjr

01.06.1948 –
29.09.1950

Wtorek Piotr

Michał

ppor./por/

01.05.1950 –
31.06.1951

Adamus Antoni

Józef

st. sierż./chor.

15.07.1951 –
28.02.1952

Król Michał

Franciszek

chor./ppor.

01.03.1952 –
31.09.1953

Wlizło Czesław

Wojciech

ppor.

15.10.1953 –
31.12.1956

Opracowano na podstawie:
„Aparat bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza”, tom 1: 1944–1956, pod red. Krzysztofa Szwagrzyka.