Listy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 2


Kolejny list został nadany z poczty w Sawinie na adres W.P. Turski Władysław, Staw, ul. Mickiewicza 28, pow. Gdańsk. Oto jego treść:

„Sobota, dnia 6 sierpnia 1950.
Moi kochani.
W pierwszych słowach mego listu pozdrawiam Was serdecznie, że jestem z łaski Bożej żywy i zdrowy, czego i Wam życzę z całego serca. Życie moje przebiega teraz jakoś spokojnie i dużo i dlatego też lepiej. Z tego powodu też przerabiam szybciej i łatwiej obce języki, których się uczę. U Stefana18 od tamtej pory jeszcze nie byłem i nic nie wiem co tam słychać. Mam nadzieję, że u Was wszystko jest w porządku, że jesteście zdrowi, bo to jest najważniejsze. żyjcie sobie zgodnie i mądrze, bo ludzie dziś są okropnie „nifowfifug”, tak że nie sposób to sobie nawet wyobrazić. Nie wierzcie dziś nikomu, nawet najlepszym. Listów żadnych nigdzie do mnie nie przysyłajcie narazie, aż ja Wam sam przyślę adres. Kończę na tym przesyłam Wam wszystkim najserdeczniejsze życzenia i pozdrowienia.

Wasz Edek


Pozdrowienia dla Janki od mych kolegów Kazika i Łukasza oraz dla wszystkich. Kłaniajcie się w każdym liście do Ciotki Marii ode mnie i dla jej rodziny. Pozdrówcie również serdecznie i państwo H19. ode mnie.

1 egz. CE./R

Za zgodność
/ brak podpisu/20

Ostatni List został napisany w dniu 5 września 1950 roku i został wysłany 11 września z poczty w Puchaczowie:

„Odpis nr 8562

Dnia 5 września 1950

Moja kochana ciociu, wujaszku, Jureczku i Janeczko!

W pierwszych słowach mojego listu chce was powiadomić, że jestem z łaski Bożej żywy i zdrowy, czego i wam z całego serca życzę. Życie moje przebiega tak jak zwykle, no ale grunt, że człowiek jest jeszcze zdrowym – bo zdrowie to najważniejsza rzecz. U Stefana nie byłem od tej pory jak była tam Janka. Jakoś droga moja nie wypada w tamte strony. Ale teraz będę pewnie u niego niezadługo. Radbym wiedzieć co u was słychać dobrego. Jak wasze zdrowie i co tam dobrego słychać. Jestem trochę zmartwiony, go w ostatnich czasach to mi się jakoś złe śniło o was, ale mam nadzieję, że Bóg najwyższy nie pozwoli was ukarać bo i tak przechodziliście już dosyć biedy i nędzy. Niech Janeczka napisze list do mnie na ten sam adres to jest do Aleksandra Konika21, wieś Kamionka p-ta Siedliszcze nad Wieprzem, pow. Chełm Lubelski. Wewnątrz niech dopisze u góry że to dla pana Tomasza22. Dużo nie piszcie, tylko co najważniejsze. Posyłam w tym liście Jurkowi 500 zł oraz kilka znaczków pocztowych na listy. Na tym kończę posyłam wam moje najserdeczniejsze pozdrowienia i ukłony i całuję was mocno Wasz Edek.
Pozdrowienia od moich kolegów( kłaniajcie się zawsze dla cioci „F” ode mnie). Czy otrzymaliście list od /sh/ H, który pisałem do nich i do was ostatnio?)

Drogi Jureczku !!!!

W pierwszych słowach mego listu całuję cię mocno i naciskam mój mały łobuzie. Nie wiem czy zdałeś do III-klasy- ale spodziewam się, że napewno zdałeś. Dlatego też posyłam Ci 500 zł. ażebyś sobie codziennie kupił kawałek kiełbasy i bułeczkę, bo z cukierków to pożytku żadnego nie będziesz miał. Ja ci teraz będę zawsze coś przysyłał w liści, bo teraz trochę zarobiłem pieniędzy jak Bóg da to jeszcze zarobię to ci przyślę ubranie albo co innego. Ale jak się dowiem żeś nie zdał albo się źle uczysz i nie słuchasz mamy i taty to ci przyślę rózgę. Pamiętaj Jureczku o to ja cię bardzo proszę bądź posłusznym dla rodziców. Ja o tobie nigdy nie zapomnę, Jak będziesz dobrym chłopcem. W szkole nie bij nikogo i chodź do kościoła i słuchaj co ksiądz mówi na lekcji religii. Napisz mi teraz duży i ładny list i opisz mi wszystko mi w nim wszystko jak ci w szkole leci nauka, itd. Żegnam, całuję cię mocno. Edek.

Uwagi: w środku znajdował się banknot 500 zł i znaczki pocztowe na sumę 1.390 zł.

Za zgodność
/podpis nieczytelny/”23


Przypisy do częśći 2:
18. Stefan Kaznowki – mieszkaniec wsi Stępków, bliski współpracownik Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego
19. Chodzi o państwo Hołubowiczów
20. Teczka Obiektowa krypt. „Dzikusy” IPN LU 08/213, t.21, k. 18
21. Współpracownik grupy „Żelaznego”
22. Wobec nieznajomych Edward Taraszkiewicz występował jako „Pan Tomasz”.
23. Teczka obiektowa „Dzikusy” IPN LU 08/213, t.21, k.19

Listy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 1>
Strona główna>

Wierny przysiędze Hipokratesa – część 1

Sprawa felczera Andrzeja Fedorowicza z Sosnowicy oskarżonego o leczenie partyzantów w latach 1946-1951
Dr Jarosław Kopiński IPN O/Lublin

7 października 1951 roku, dzień po likwidacji grupy WiN dowodzonej przez Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” został zatrzymany przez funkcjonariuszy PUBP we Włodawie Fedorowicz Andrzej, s. Jana ur. 1892, zam. Sosnowica. Oskarżono go o przestępstwo z art. 14 paragraf 1 dekretu z dnia 13 czerwca 1946 roku.1 10 października Prokurator Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Lublinie mjr Marek Szauber wydał postanowienie o aresztowaniu Fedorowicza zarzucając mu udzielanie w latach 1949-1951 czynnej pomocy członkom bandy „Żelaznego”2. Został osadzony w więzieniu w Chełmie. Kilka dni później, mianowicie 18 października oficer śledczy PUBP w Chełmie ppor Władysław Makowski wszczął śledztwo przeciwko wspomnianemu Fedorowiczowi.

Pierwsze informacje UB uzyskało o pomocy świadczonej partyzantom przez felczera Fedorowicza w lutym 1951 roku. Podał je przesłuchiwany w Szczecinie Monstrański Jan3, który zeznał, że dowiedział się od Jana Jarmuła i Edwarda Konstantynowa, że „(…) w Sosnowicy pow. Włodawa woj. Lubelskie mieszka doktor Fedorowicz, który jest w bliskim kontakcie z niedobitkami bandy „Jastrzębia” i „Żelaznego” ukrywającymi i grasującymi w woj. lubelskim. Zatem ten według tego co mi opowiadali wyżej wymienieni pomaga bandytom udzielając im pomocy lekarskiej, robiąc opatrunki, w ten sam sposób pomaga im też córka doktora Fedorowicza, studentka medycyny.”4
W kolejnym zeznaniu Monstarński poszerzył informacje przekazane mu przez Jana Jarmuła5. Po tym zeznaniu 20 marca 1951 roku został przesłuchany więzień Konstantynow Edward, który potwierdził, że wraz z Edwardem Taraszkiewiczem6 kilkakrotnie był w 1946 roku u felczera7.

Ciekawe jest pierwsze przesłuchanie Andrzeja Fedorowicza, można by powiedzieć, klasyczne. Miał on opowiedzieć swój życiorys. Fedorowicz zeznał, że służył w armii carskiej w czasie I wojny światowej w charakterze felczera, następnie w 1920 roku powrócił do swojej rodzinnej miejscowości. Praktykował jako felczer powiatowy we Włodawie. Wymienił też, co uszło uwadze przesłuchującego, że w trakcie okupacji niemieckiej leczył partyzantów z ugrupowań Satanowskiego8, Czarnego9 i Chila10 oraz partyzantów AK z oddziału „Jaremy”11.
W 1944 roku został powołany do LWP i skierowany do 6 DP wchodzącej w skład I AWP, z którą przeszedł szlak bojowy na stanowisku felczera batalionowego.12 Został zdemobilizowany w 1946 roku i wrócił na teren Sosnowicy. W trakcie pierwszego przesłuchania zeznał, że przychodzili do niego partyzanci z grupy „Jastrzębia”, którym musiał udzielić pomocy, gdyż grozili mu bronią. Zeznał też, że zwracał się do niego z prośbą o pomoc Adam Zalewski13 oraz ukrywający się Karol Mielniczuk. W kolejnych zeznaniach Fedorowicz potwierdził swoje kontakty z partyzantami, opowiadając o ich leczeniu.14

13 października 1951 roku został przesłuchany przez oficera śledczego PUBP w Chełmie Wacława Lekszyckiego członek oddziału „Jastrzębia” Prucnal Feliks, który zeznał między innymi, że Fedorowicz były przywożony na kwatery do rannych partyzantów przez dowódcę oddziału Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”.15 W tym dniu została przeprowadzona konfrontacja Feliksa Prucnala z Andrzejem Fedorowiczem, w trakcie której Fedorowicz nie przyznał się do leczenia partyzantów na „melinach”.16 Kolejny świadek Adam Zalewski zeznał, że na prośbę ukrywających się partyzantów dostarczył im w lipcu 1950 roku zastrzyki kupione przez Felczera Fedorowicza w aptece w Sosnowicy. Oświadczył również, że informował Fedorowicza dla kogo są te lekarstwa.17

19 października felczer Fedorowicz został przesłuchany przez podprokuratora kpt Stefana Wiktora. Zeznał, podtrzymując poprzednie zeznania składane przed oficerem śledczym PUBP w Chełmie, że przychodzili do niego partyzanci w latach 1946-1950, ale on meldował o nich do Urzędu Gminy w Sosnowicy.18 Po tym przesłuchaniu podprokurator na podstawie jedynie dwóch świadków: Prucnala Feliksa i Adama Zalewskiego podjął decyzję o pociągnięciu Andrzeja Fedorowicza do odpowiedzialności karnej za kilkakrotną pomoc medyczną udzielaną partyzantom oraz za dostarczanie lekarstw.19 W tym samym dniu podejrzany został zapoznany z wynikami śledztwa, które było ujęte na 38 kartach.

Powstaje pytanie, skąd taki pośpiech w działaniach podprokuratora i oficerów śledczych. Moim zdaniem chodziło o szybkie postawienie zarzutów i przeprowadzenie procesu pokazowego, którym de facto chciano spacyfikować oporne środowiska, zwłaszcza wiejskie. Ostatecznie zamiast Fedorowicza wybrano do procesu pokazowego rodzeństwo Dobrowolskich z Urszulina uznając, że ich wina była znacznie cięższa, gdyż przez ponad rok przechowywali oni grupę „Żelaznego” w swoich zabudowaniach.
Jako swoiste kuriozum śledztwie należy przytoczyć charakterystykę sporządzoną przez Posterunek MO w Sosnowicy, w której można zacytować między innymi:
„W okresie okupacji nadal zamieszkiwał i pracował jako felczer, oficjalnie do organizacji podziemnych AK nie należał, lecz współpracował oraz był przychylnie ustosunkowany do okupanta, gdzie w tym okresie utrzymywał przyjazną znajomość z niemiecką policją” I dalej :”(…) Jako felczer bardzo w ordynarny sposób odnosił się do ludności biedniejszej, której z niechęcią udzielał pomocy lekarskiej”20
Całkowicie odmienną opinię wystawił Sekretarz GRN w Sosnowicy, który w zdaniu końcowym pisze:
„Nadmienia się, że jest opinii nieposzlakowanej, wśród społeczeństwa cieszy się dobrą opinią i zaufaniem”.21

25 października mjr Szauber Marek wydał postanowienie o zatwierdzeniu aktu oskarżenia sporządzonego przez oficera śledczego WUBP w Lublinie.22
Rodzina oskarżone
go chcąc bronić go wynajęła w listopadzie lubelskiego adwokata Mikołaja Reńskiego, który wystąpił o widzenie z więźniem.
7 Listopada odbyło się w Lublinie posiedzenie niejawne WSR, któremu przewodniczył mjr Juliusz Surażski. Postanowiono na nim akta sprawy przeciwko Fedorowiczowi skierować do ponownego uzupełnienia w śledztwie prowadzonym przez WPR, a nie WUBP oraz utrzymać w mocy areszt jako środek zapobiegawczy.23
19 listopada 1951 roku kpt. Wiktor Stefan przesłuchał mieszkańca wsi Sosnowica Józefa Szumskiego, który pełnił obowiązki wójta gminy Sosnowica od listopada 1946 do sierpnia 1947 (na niego powoływał się Fedorowicz, zeznając, że meldował jemu o pobycie partyzantów). Szumski zeznał, że nie przypomina sobie, aby Fedorowicz meldował mu o pobycie u niego partyzantów, mógł to mówić sekretarzowi gminy Tadeuszowi Szczygielskiemu. Jednocześnie powiedział, że:
„(…) jako felczer cieszył się dobrą opinią i był lubiany przez ludność wsi Sosnowica i okolicznych wsi, gdyż otaczał troskliwą opieką chorych, znał się na leczeniu ziołami, także ściągali do niego ludzie obcy nawet z innych gmin. Był specjalistą chorób dziecinnych. Biednych leczył bezpłatnie. Nikomu nie odmawiał pomocy lekarskiej, jeździł do chorych w dzień i w nocy. Za czasów okupacji niemieckiej jak słyszałem od ludzi, że nie jaki Kowalewski, imienia jego nie pamiętam, pochodzący z Lejna gm. Wola Wereszczyńska, pow. Włodawa (ojciec jego był młynarzem) woził Fedorowicza Andrzeja do partyzantów radzieckich, którym udzielał pomocy lekarskiej. Tak przed wojną jak i w czasie okupacji Fedorowicz leczył bezpłatnie biedną ludność żydowską zamieszkałą w Sosnowicy i nazywali go swoim ojcem. Panie, do mnie mówili, Panie Szumski, tak Fedorowicz to jest naszym ojcem. Obecnie przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej Wołoskowola z siedzibą w Sosnowicy jest Pająk (imienia jego nie znam). Za czasów okupacji niemieckiej Fedorowicz leczył partyzantów żydowskich, których dowódcą był niejaki Dąbrowski o ps. „Chyl”. Wiem to stąd, gdyż byli u mnie na kolacji i sami o tym mówili”.24
Kolejny przesłuchiwany w sprawie Tadeusz Parczyński – sekretarz gminy w latach 1946-1947 – nie potwierdził, aby Fedorowicz meldował mu osobiście o pobycie partyzantów, bądź swoich wyjazdach do nich.25


Przypisy do części 1:
1. Postanowienie o zarządzeniu rewizji z dnia 7.paździenika 1951, IPN LU 31/72,k.7
2. Postanowienie o tymczasowym aresztowaniu z dnia 10.10.1951, IPN Lu 31/72, k.11-11v
3. Monastrański Jan ur. 28.02.1921, skazany przez sąd rumuński za fałszowanie dokumentów na 7 lat wiezienia, następnie skazany w 1944 roku przez sąd polowy 5 DP LWP za napad na karę smierci, ułaskawiony do 10 lat, w 1946 roku został zwolniony. Ponownie aresztowany w 1949 roku przez funkcjonariuszy WUBP w Szczecinie.
4. Protokół przesłuchania świadka z dnia 6 lutego 1951 roku IPN LU 31/72,k. 15-15v
5. Protokół przesłuchania świadka z dnia 19 mara 1951 roku IPN LU 31/72,k. 16-18
6. Edward Taraszkiewicz "Żelazny", "Grot", żołnierz WiN. W 1945 roku powrócił z robót przymusowych w Niemczech. Wstąpił do oddziału dowodzonego przez swego młodszego brata Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia". W 1947 roku, po śmierci brata objął dowództwo nad oddziałem. Nie dowierzając zapewnieniom ówczesnych władz komunistycznych , nie ujawnił się w kwietniu 1947 roku. Zginął w walce z grupą operacyjną KBW i UB 6 października 1951 roku w Zbereżu koło Włodawy. Miał 31 lat.
7. Protokół przesłuchania świadka z dnia 20 marca roku IPN LU 31/72,k. 19-19v
8. Grupa Satanowskiego "Jeszcze Polska nie zginęła" była podporządkowana Sztabowi Partyzanckiemu.
9. Oddział partyzantki sowieckiej dowodzony przez płka Iwana Baanowa "Czornyj" operował na terenie północnej Lubelszczyzny w 1944 roku.
10. Oddział Chyla Gryszpana składał się z partyzantów żydowskich- uciekinierów z gett oraz z obozów śmierci w Sobiborze i w Treblince.
11. Oddział AK dowodzony przez kpt. Bolesława Flisiuka "Jaremę" został stworzony w 1944 roku. Tworzyli go żołnierze z Obwodu AK Włodawa.
12. Był odznaczony medalem na polu chwały, Medalem za Warszawę, Odrę i Nysę, odznaką Grunwaldu.
13. Protokół przesłuchania podejrzanego z dnia 8 października 1951 roku IPN LU 31/72,k. 20-23
14. Protokół przesłuchania podejrzanego z dnia 10, 11,12 października 1951 roku IPN LU 31/72,k. 24-30
15. Protokół przesłuchania świadka z dnia 13 października 1951 roku IPN LU 31/72,k. 30-31
16. Protokól konfrontacji z dnia 13.10.1951 roku IPN LU 31/72, k. 32-33 Kolejną konfrontację przeprowadzono w obecności podprokuratora WPR w Lublinie kpt Wiktora Stefana. Nie przyniosła ona również spodziewanych przez śledczych rezultatów.
17. Protokół przesłuchania świadka z dnia 14 października 1951 roku IPN LU 31/72,k. 34-35
18. Protokół przesłuchania podejrzanego z dnia 19 października 1951 roku IPN LU 31/72,k. 41-43
19. Postanowienie o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej z dnia 20 października 1951 roku IPN LU-31/72, k.44
20. Charakterystyka z dnia 19 października 1951 roku Andrzeja Fedorowicza, IPN LU 31/72, k. 48
21. Opinia dot. Andrzeja Fedorowicza, IPN LU 31/72, k49
22. Postanowienie o zatwierdzeniu aktu oskarżenia z dnia 25 października 1951 r. IPN LU 31/72, k. 53
23. Wyciąg ze wspólnego protokołu posiedzenia niejawnego z dnia 7 listopada 1951 roku IPN LU 31/72, k. 60
24. Protokół przesłuchania świadka J. Szumskiego z dnia 19 listopada 1951 r. IPN LU-31/72, k.63 i n.
25. Protokół przesłuchania świadka T. Parczyńskiego z dnia 21 listopada 1951 roku IPN LU 31/72 W piśmie do Prokuratury Przewodniczący GRN w Sosnowicy Stanisław Pająk napisał, że meldunki z lat 1945-1947
dotyczące pobytu partyzantów nie zachowały się, gdyż prawdopodobnie zostały spalone przez grupę "Jastrzębia" – patrz pismo z dnia 29 listopada 1951 roku IPN LU 31/72, k. 73

Wierny przysiędze Hipokratesa – część 2>

Wierny przysiędze Hipokratesa – część 2


Sosnowica. Pozostałości po domu Andrzeja Fedorowicza.

8 grudnia 1951 roku akta przeciwko Andrzejowi Fedorowiczowi ponownie zostały przesłany do WSR w Lublinie. W styczniu po analizie zgromadzonych materiałów w sprawie mecenas Mikołaj Reński zgłosił wniosek o zbadanie nowych świadków:
1. Bolesława Turbinowskiego, s. Szlomy, zam. Dzierżoniów ul. Wesoła,
2. Henryka Burdala z Łodzi,
3.Stefana Kowalewskiego z Olsztyna,
4. Turbinera Kindera z Łodzi,
5. Łotysa Wacława z Sosnowicy,
6. Szustaka Andrzeja z Kodeńca,
7. Budzyńskiego Stanisława z wsi Górki.

Świadkowie ci mieli zeznać, że:
1. w czasie okupacji niemieckiej walcząc w żydowskim oddziale partyzanckim był świadkiem, jak oskarżony udzielał pomocy jemu jak i innym partyzantom,

2. że w czasie okupacji niemieckiej leczył bezpłatnie zbiegłego z niewoli żołnierza sowieckiego za co groziła mu kara śmierci,

3. że jako członek AL korzystał z pomocy lekarskiej udzielanej mu przez oskarżonego, którego woził również do lasów, gdzie udzielał on pomocy lekarskiej partyzantce aelowskiej i żydowskiej,

4. że jako uciekinierka z obozu śmierci w Sobiborze i będąca ciężko chorą znalazła w oskarżonym oparcie i pomoc, a przede wszystkim pomoc lekarską,

5,6,7. że oskarżony bezinteresownie udzielał pomocy lekarskiej podczas okupacji niemieckiej partyzantom z oddziałów polskich, żydowskich i radzieckich.26
Jednocześnie obrońca na prośbę rodziny wystąpił o zbadanie stanu zdrowia oskarżonego, co też uczyniono. Zezwolono, co było rzadkością w ówczesnych czasach na widzenie obrońcy z oskarżonym.

17 stycznia 1952 roku na sesji wyjazdowej w Chełmie odbyła się rozprawa sądowa. Sądził sąd w składzie: Przewodniczący kpt. Bolesław Kardasz strz. Monda Stefan i strz. Emil Bałuta. Oskarżał nadprokurator kpt. Wiktor Stefan. Zabierając głos na rozprawie oskarżony wyjaśnił, że nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów zawartych w akcie oskarżenia i złożył obszerne zeznania wyjaśniające.
Zeznania te zostały potwierdzone przez wezwanych przez obronę świadków: Józefa Szumskiego i Tadeusza Parczyńskiego, którzy potwierdzili podczas procesu, że mógł mieć miejsce fakt meldunku o pobycie partyzantów dokonany przez oskarżonego, ale nie ma na to stosownej dokumentacji w gminie, a oni nie pamiętają o tym.
Ciekawe zeznania na rozprawie złożyli: Bolesław Turbinowski, s. Szlomy, który potwierdził, że oskarżony zawsze niósł pomoc rannym partyzantom, w tym również uciekinierom z obozu śmierci w Sobiborze. Dodał, że robił to bezpłatnie.27
Również Turbiner Kinder zeznała:
„(…) Pewnego razu w czasie okupacji zostałam silnie pobita kołkiem tak, że myślałam, że nie wytrzymam, zaraz posłałam córkę po doktora Chomickiego jednak ten bał się przyjść i odmówił. Córka wobec tego zwróciła się do Fedorowicza, który mimo wszystko przyszedł i zbadał mnie. Okazało się, że miałam złamane żebro, Fedorowicz opatrzył mnie nasmarował maścią. Żeby nie Fedorowicz to na pewno bym już nie żyła, bo w tym czasie nikt inny nie odważył się udzielić pomocy żydkom. Później kiedy byłam z rodziną już w lesie Fedorowicz też mnie leczył, przywoził lekarstwa i za to nie chciał żadnych pieniędzy. Fedorowicz również i innych, kto tylko był biedny leczył bez grosza….W tym czasie Fedorowiczowi groziła śmierć za udzielanie pomocy żydkom jednak on był odważny i nie bał się niczego”.28

W ostatnie mowie prokurator zażądał 5 lat więzienia, natomiast oskarżony poprosił o najniższy wymiar kary.29 Skazany został na łączną karę dwóch lat więzienia z zawieszeniem na 3 lata.30
19 stycznia 1952 roku więzień Fedorowicz opuścił wiezienie w Chełmie.

24 lipca 1952 roku Naczelny Prokurator Wojskowy złożył wniosek rewizyjny w sprawie Fedorowicza zarzucając sądowi I instancji oparcie się tylko na zeznaniach oskarżonego złożonych na rozprawie oraz Józefa Szumskiego. „Przyjmując kwaflikację prawną Sąd I instancji w konkretnym przypadku stanął na politycznie i prawnie błędnym stanowisku. Wyszedł bowiem Sąd z założenia, że oskarżony z tytułu swego zawodu winien był każdemu udzielić pomocy lekarskiej w ramach swej wiedzy i uprawnień i dlatego w tym wypadku nie można zastosować kwalifikacji z art 14 paragraf 1 MKK. Z takim poglądem nie można się zgodzić”.31
Najwyższy Sąd Wojskowy po rozpatrzeniu sprawy postanowił uchylić wyrok i skierować ponownie sprawę do rozpatrzenia przez Sąd Wojskowy w Lublinie.32
27 stycznia 1953 roku decyzją WPR w Lublinie Andrzej Fedorowicz trafił z powrotem do wiezienia, tym razem z art. 28 do art. 86 KKWP.33
Ponownie funkcjonariusze WUBP w Lublinie rozpoczęli śledztwo, ale tym razem oskarżony nie przyznawał się do winy. 28 stycznia śledztwo zostało zamknięte i sporządzony został akt oskarżenia. Dodatkowo przesłuchano w nim tylko więźnia Feliksa Majewskiego,34 którego zeznanie nie obciążało oskarżonego. Oficerowie śledczy WUBP w Lublinie sprawę potraktowali niezwykle rutynowo, gdyż zapewne zdawali sobie sprawę, że wyrok w niej musi zapaść po ich myśli. 25 lutego 1953 roku na niejawnym posiedzeniu, któremu ponownie przewodniczył mjr Surażski Juliusz postanowiono skierować akt oskarżenia do rozpatrzenia na rozprawie oraz podtrzymać areszt w stosunku do oskarżonego.35

Z kolei obrona korzystając z okazji wystąpiła z nowymi świadkami, którzy mieli potwierdzić jej linię. Jednocześnie dostarczono do sądu podanie podpisane przez mieszkańców wsi z gminy Sosnowica: Pieszowoli, Białki, Górek, Olchówki, Orzechowa, Marianki i Sosnowicy. W sumie jak wynika z zachowanych akt w obronie więźnia podpisało się kilkuset mieszkańców wspomnianych wsi.36
10 czerwca 1953 roku odbyła się ponowna rozprawa, której przewodniczył por. Basiński Leszek, a oskarżał podprokurator por. Leberda Edward. Po przesłuchaniu świadków sąd wydał wyrok skazując oskarżonego łącznie na mocy art. 86 par. 2 KKWP na 5 lat, utratę praw publicznych na okres 2 lat i przepadek mienia. Po zastosowaniu amnestii z 1952 roku wyrok złagodzono do 3 lat i 4 miesięcy.37
17 czerwca 1953 roku adwokat wniósł skargę rewizyjną, którą Najwyższy Sąd Wojskowy pozostawił decyzją z dnia 17 lipca bez biegu.38
3 grudnia 1953 lekarz więzienia w Lublinie rozpoznał u oskarżonego gruźlicę włóknistą obu płuc.39
W styczniu 1954 roku Rada Państwa skorzystała z prawa łaski i zawiesiła wykonywanie kary na okres lat dwóch.40
20 stycznia 1954 roku więzień Fedorowicz Andrzej opuścił mury zakładu karne
go.

Podsumowując, sprawa przeciwko Andrzejowi Fedorowiczowi ma kilka wątków. Po pierwsze, pokazuje represyjność ówczesnego aparatu bezpieczeństwa państwa, który aresztując człowieka opierał się tylko na niejasnych przesłankach o pomocy udzielanej partyzantom. Nie potwierdzili tego zatrzymani w 1951 r. żołnierze z grupy Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”: Stanisław Marciniak i Łukasz Domański. Po drugie widoczne jest bardzo mocno, można by rzec niechlujstwo funkcjonariuszy śledczych UB, którzy zadowolili się kilkoma przesłuchaniami oskarżonego oraz zrobili jedną konfrontację. Ich zdaniem to powinno było wystarczyć dla Sądu. Co ciekawe, prawdopodobnie pośpiech ten był powodowany chęcią urządzenia procesu pokazowego oskarżonemu. Nie wzięli pod uwagę późniejszego zachowania oskarżonego, który na rozprawie odwołał wszystkie swoje zeznania złożone, jak tłumaczył, pod przymusem. Po trzecie, zastanawiające jest zachowanie składu sędziowskiego Wojskowego Sądu Rejonowego w Lublinie, który dopuścił świadków obrony oraz w wyroku skazującym wziął pod uwagę wszystkie okoliczności, w tym między innymi postawę oskarżonego w trakcie wojny.

Wreszcie, po czwarte, co wynika z zachowanych akt i co też należy podkreślić, to fakt, że wyłania się z nich wspaniała postawa felczera Andrzeja Fedorowicza w trakcie okupacji niemieckiej, o której, gdyby nie akta sądowe i zeznania świadków, zapewne nie dowiedzielibyśmy się od niego samego. Niesienie w trakcie okupacji niemieckiej pomocy rannym partyzantom: radzieckim, żydowskim i polskim oraz ukrywającym się osobom narodowości żydowskiej wymagało dużego poświęcenia i niezwykłej odwagi, którą nie każdy posiadał. Za to w każdej chwili groziła mu kara śmierci ze strony okupanta – żandarmów niemieckich, którzy stacjonowali w Sosnowicy.
Inni odmawiali. On nie odmówił nigdy i co też jest bardzo ważne, nie brał od potrzebujących pieniędzy za wyświadczoną pomoc. Ba, nawet zostawiał leki chorym bez pobrania za nie zapłaty.
Andrzej Fedorowicz zmarł 23 stycznia 1959 roku. Jest pochowany na cmentarzu w Sosnowicy.

Grób Andrzeja Fedorowicza na cmentarzu w Sosnowicy.

Dr Jarosław Kopiński, IPN O/Lublin


Przypisy do części 2:
26. Pismo adwokata M. Reńskiego z dnia 4 stycznia 1952 roku IPN LU 31/72, k. 82-82v.
27. Protokół rozprawy głównej z dnia 17 stycznia 1952 IPN LU 31/72, k. 90 i n.
28. tamże.
29. tamże, k.99v.
30. Wyrok w sprawie przeciwko Andrzejowi Fedorowiczowi IPN LU 31/72 k. 100 i n.
31. Wniosek rewizyjny z dnia 24 lipca 1952 roku IPN Lu 31/72, k. 108-108v
32. Postanowienie IPN LU 31/72, k. 111-112.
33. Postanowienie o pociągnięciu do odpowiedzialności karnej z dnia 28 stycznia 1953 roku IPN LU 31/72.
34. Feliks Majewski ps. "Róg", żołnierz AK. W 1945 roku nie ujawnił swojej działalności. Przeszedł do Zrzeszenia WiN, w którym objął funkcję Komendanta Rejonu II Obwodu WiN Włodawa. W kwietniu 1947 roku ujawnił się, ale nadal utrzymywał kontakt z grupą Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego". Aresztowany, na skutek donosu informatora WUBP w Lublinie Tadeusza Topolskiego został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie na karę wieloletniego więzienia.
35. tamże, k. 127 i n.
36. tamże, k. 139 i n.
37. Wyrok w sprawie Andrzeja Fedorowicza IPN LU 31/72, k. 196 i n.
38. tamże, pismo adwokata z dnia 17 czerwca 1953 roku o protokół rozprawy niejawnej NSW z dnia 17 lipca 1953 roku, k.201-202, 204-205.
39. Orzeczenie lekarskie z 3 grudnia 1953 roku – k. 221.
40. Pismo Prezesa NSW z dnia 14 stycznia 1954 roku – IPN LU 31/72, k.224.

Wierny przysiędze Hipokratesa – część 1>
Strona główna>

Zabójstwo Komendanta Obwodu AK Włodawa kpt. Józefa Milerta „Sępa” – część 1

Poniższy artykuł, autorstwa dr Jarosława Kopińskiego z IPN O/Lublin, ukazał się w Roczniku Chełmskim, Tom 5, 1999. Dziękuję autorowi za wyrażenie zgody na publikację tekstu.

Zabójstwo Komendanta Obwodu AK Włodawa kapitana Józefa Milerta ps. „Sęp”, „Kowalski”

23 lutego 1944 roku we wsi Załucze (gmina Wola Wereszczyńska) został zastrzelony przez niezidentyfikowaną grupę zbrojną Komendant Obwodu AK Włodawa kapitan Józef Milert „Sęp”.1 Wraz z nim śmierć poniósł ppor. rez. Józef Majewski „Jotem”, syn znanego na Lubelszczyźnie działacza Stronnictwa Narodowego doktora Adama Majewskiego. Pełnił on wtedy funkcję adiutanta Komendanta Obwodu AK Włodawa. Zginął także towarzyszący obu oficerom st. strzelec Józef Pasoń „Słowik”.

Komendant Obwodu AK Włodawa Kapitan Józef Milert ps. „Sęp”

Do zabójstwa pośrednio przyznała się Armia Ludowa. Dowódca Obwodu II AL Mieczysław Moczar w jednym z meldunków adresowanym do centrali pisał:
„Zlikwidowano podżegacza do walk bratobójczych kom. na pow. Włodawa / «Sępa»”.2
Czy Komendant Obwodu Włodawskiego był „podżegaczem” walk bratobójczych? Według mojej oceny na pewno nie. Świadczą o tym między innymi nieliczne dokumenty zachowane w Archiwum Państwowym w Lublinie. W jednym z nich czytamy:
2.Proszę o przysłanie Pana Mecenasa Michała 3 w dniach miedzy 20 a 30 X br. Będzie obecny sztab PPR. Pan Mecenas Michał niech przyjedzie na kilka dni do Drozdówki przez Parczew. W Parczewie wstąpić do Kruka,4 on wskaże do kogo.
3.Przysłany do mnie został na zastępcę przez „Leśnika”5 por. „Aleksander”.6 Wolałbym, żeby zastępca był oficer z NOW, bo ja nie jestem wieczny. Proszę o tym pomyśleć, Sprawa PPR i dr Michała ważna.7

Jakie więc były przyczyny wydania wyroku śmierci na kapitana Milerta? Wydaje się, że pewne wątpliwości może wyjaśnić sprawozdanie za miesiąc październik 1943 roku podpisane przez „Zygmunta”, które jako jedno z nielicznych zachowało się w aktach Inspektoratu Chełmskiego Armii Krajowej. Oto jego treść:
„Na ogół jednak przeciw Niemcom PPR występuje bardzo ostrożnie. Za to tam, gdzie czuje swoją silę szantażuje, odbiera broń członkom AK”.8

Biorąc pod uwagę powyższe stwierdzenie należy przyjąć, że dla PPR, postać Komendanta AK na Obwód Włodawa była bardzo niewygodna, zwłaszcza, że „Sęp” jako pierwszy w Okręgu Lublin 1944 roku utworzył w II połowie stycznia 1944 roku przy Komendzie Obwodu Powiatową Radę Jedności Narodowej.9 Na jej czele stanął rolnik z Sękowa Roman Panasiuk. Ta inicjatywa była bardzo niebezpieczna dla PPR, mogła jej odebrać wpływy polityczne, stąd też należy przypuszczać, tak gwałtowna reakcja.
Wydarzenia w lutym potoczyły się błyskawicznie. Według mojej oceny, były trzy próby zamachów na życie Komendanta Obwodu. Dwie nieudane i trzecia udana. Pierwsza miała miejsce na początku lutego. Wyrok miał wykonać żołnierz AK Marcinkowski „Brzytwa”10 z miejscowości Lipniak. Powiedziano mu, że „Sęp” jest Niemcem, który podszywa się pod oficera AK. Do wykonania wyroku, nie doszło, gdyż Marcinkowski po zorientowaniu się w sprawie opowiedział wszystko „Sępowi”. Ten natychmiast pojechał do Komendanta Rejonu III Bronisława Armacińskiego ps. „Tajfun”11, który posiadał dobre kontakty z partyzantką sowiecką i alowską operującą na terenie tzw. lasów Parczewskich. Nie jest znany przebieg rozmowy „Sępa” z „Tajfunem”, ale jego natychmiastowy wyjazd do Lublina do Komendanta Okręgu AK płka „Marcina”, z pominięciem Inspektora Rejonowego „Leśnika” wskazuje, że mógł potwierdzić swoje przypuszczenia o wydanym na niego wyroku śmierci.

Druga próba zastrzelenia Komendanta Obwodu Włodawa miała miejsce między 15 a 20 lutym 1944 roku w domu Pasoniów12, w którym bardzo często kwaterował „Sęp”. W tym dniu w zabudowaniach gospodarczych na tzw. „wyszkach” spali Józef i Bernard Pasoniowie. Zbudziły ich odgłosy rozmów stojących koło zabudowań gospodarczych. Dwaj z tej grupy – żołnierze AK: Jan Szymczak „Żydek”13 z Dubeczna i Zygmunt Lamont z Lejna weszli do domu, w którym szukali Komendanta Obwodu. Po stwierdzeniu, że nie ma w nim Komendanta oraz jego adiutanta wyszli do oczekujących, którym powiedzieli, że „zawsze ich można było tutaj zastać, ale teraz, gdy trzeba ich zabić, to ich nie ma”14 Taki przebieg rozmowy słyszeli bracia Pasoniowie.


Przypisy do części 1:
1. Milert Józef, „Sep”, „Kowalski”, oficer służby stałej, podporucznik, porucznik, kapitan. Urodzony 3 lipca 1898 roku w miejscowości Dubica koło Brześcia nad Bugiem. W 1924 roku zgłosił się na ochotnika do wojska. Odbywał służbę wojskową na terenie Brześcia i Pińska. Ukończył z wynikiem pozytywnym szkolę podchorążych w Bydgoszczy. W latach 1934-1939 służył w 8 pp Legionów w Lublinie. 19 marca 1939 roku otrzymał awans na porucznika. 15 lipca został przeniesiony do Poleskiej Brygady KOP, gdzie objął dowództwo kompanii KOP stacjonującej w Olchomlu. Po wkroczeniu Rosjan na tereny RP wraz z grupą gen. Orlik-Ruckemana wycofał się na teren lasów parczewskich. W październiku 1939 roku rozbroił swoją kompanię w okolicach Sosnowicy. Sam wraz z 2 zaufanymi podoficerami ukrył broń. Następnie udał się poprzez Bug w swoje rodzinne strony, skąd musiał szybko uciekać, gdyż jego rodzinę aresztowało NKWD. Po powrocie na teren Lubelszczyzny ukrywał się na terenie Chełma czynnie uczestnicząc w tworzeniu konspiracji – Organizacji Zbrojnej. Po scaleniu z AK objął na początku 1943 roku funkcję Komendanta Obwodu AK Włodawa – patrz I. Caban, Ludzie Lubelskiego Okręgu Armii Krajowej, Lublin 1995, s. 119-120, relacja NN (w zbiorach autora).
2. Raport Dowódcy Obwodu II AL. Mieczysława Moczara z dnia 1 marca 1944 r. – patrz Gwardia Ludowa i Armia Ludowa na Lubelszczyźnie 1942-1944, oprac. Z. Mańkowski, J. Naumiuk, Lublin 1960, s. 154.
3. Mecenas Mtchat – nie udało się ustalić kto pod tym pseudonimem występował w Okręgu Lublin.
4. „Kruk” – por./kpt. Tadeusz Golka „Kruk” pełnił od czerwca 1941 roku funkcję Komendanta Rejonu III w Obwodzie Wtodawskim. Pracował w charakterze kierownika „Społem” w Parczewie. Aresztowany przez żandarmerię niemiecką w październiku 1943 roku po kilku dniach został odbity z więzienia przez żołnierzy z rejonu I Obwodu Radzyń Podlaski. Po dekonspiracji przeniesiony do Obwodu Radzyń Podlaski, w którym pełnił funkcję I zastępcy Komendanta Obwodu mjra Konstantego Witkowskiego „Mullera”, „Ksawerego”. Brał udział jako zakładnik w rozmowach z szefem gestapo radzyńskiego w lipcu 1944 roku. Po zakończeniu „Burzy” został aresztowany przez NKWD w Olszewnicy i osadzony w obozie filtracyjnym w Świdrach koło Łukowa. Udało mu się stamtąd uciec wraz z ppor. Marianem Radzikowskim „Wesołkiem” Po zakończeniu wojny mieszkał w Warszawie – relacja Mariana Radzikowskiego z dnia 31.01.1991, (zbiory autora).
5. „Leśnik” — kpt. Władysław Zalewski, oficer służby stałej artylerii, ur. 14 listopada 1905 roku we wsi Szewno (kieleckie), w rodzinie pracownika cukrowni. Po ukończeniu szkoły powszechnej został przyjęty do Korpusu Kadetów nr 2 w Modlinie. W 1927 roku otrzymał pierwszy stopień oficerski jako absolwent Centrum Wyszkolenia Artylerii w Toruniu. Służbę wojskową odbywał w 3 pal stacjonującym w Zamościu. W trakcie kampanii wrześniowej dowodził początkowo baterią szkolną, a później dywizjonem w 3 palu. Pod Biłgorajem dostał się do niewoli niemieckiej. Uciekł z przejściowego obozu jenieckiego w Pińczowie. Zamierzał przedostać się na zachód, aby dalej walczyć. Jednak po rozmowie z mjr dypl. Marianem Drobikiem (szefem Sztabu Okręgu SZP Lublin) podjął decyzję o pozostaniu na terenie kraju. Rozpoczął organizację SZP na terenie powiatu hrubieszowskiego. W sierpniu 1940 roku zagrożony dekonspiracją został przeniesiony do Obwodu Janów Lubelski na stanowisko Komendanta. W marcu 1941 roku z powodu wsypy w Komendzie Okręgu został ponownie przeniesiony na teren Inspektoratu Rejonowego „Zamość”, w którym objął funkcję zastępcy Inspektora. Aresztowany 14 lipca 1942 roku przez gestapo na punkcie kontaktowym w Suścu zdołał zbiec podczas transportu do Zamościa. Przeniesiony do Inspektoratu Rejonowego „Chełm” pełnił najpierw funkcję oficera inspekcyjnego Obwodu Włodawskiego, a następnie od schyłku 1942 roku Inspektora Rejonowego. W sierpniu 1944 roku prowadził rozmowy z oficerami Armii Berlinga, ale nie ujawnił Inspektoratu. Jesienią 1944 został wyznaczony na zastępcę Komendanta Okręgu AK Lublin. Aresztowany 21 marca 1945 roku podczas odprawy Komendy Okręgu w Warszawie. Zwolniony w sierpniu 1945 roku na podstawie amnestii. Stanął na czele Komisji Likwidacyjnej AK na terenie Inspektoratu Rejonowego „Zamość”. Po zakończeniu jej prac wyjechał do Wrocławia. – patrz I. Caban, Ludzie Lubelskiego Okręgu Armii Krajowej, Lublin 1995, s. 217-219.
6. „Aleksander” – ppor. rez. Mieczysław Łabędź-Zatorski, przybył na teren Obwodu w październiku 1943 roku.
7. Pismo z 15 października 1943 roku, – patrz Akta AK-WiN Okręgu Lublin, teczka 23, k. 7 (AP Lublin).
8. Sprawozdanie za miesiąc październik 1943 r., Akta AK-WiN Okręg Lublin, teczka 23, k. 12 (AP Lublin). Na terenie Obwodu AK Włodawa w jego północno-zachodniej części, w tzw, lasach parczewskich od II połowy 1943 roku stacjonowało silne zgrupowanie AL pod dowództwem Mieczysława Moczara „Mietka”. W styczniu 1944 pojawiło się zgrupowanie partyzantki sowieckiej płka Iwana Banowa „Czornyj”. Można przyjąć, że wobec szczupłości AK na tym terenie (mieszkała na nim również ludność ukraińska) AL wspomagana przez partyzantkę sowiecką kontrolowała północną i zachodnią część powiatu włodawskiego.
9. Pierwsze posiedzenie Rady odbyło się w mająteczku w Nowym Załuczu, prowadzonym przez Cichowskiego – relacja NN (imię i nazwisko do wiadomości autora).
10. Tamże.
11. Bronisław Armaciński „Tajfun”, Wicher” pełnił funkcję Komendanta Rejonu II Obwodu AK Włodawa. W marcu 1944 roku został mianowany zastępcą Komendanta Obwodu do spraw organizacyjnych.
12. St. strzelec Józef Pasoń ps. „Słowik” pelnił funkcję dowódcy drużyny sztabowej przy Komendancie Obwodu Włodawa. W domu Pasoniów bardzo często kwaterował kpt. Józef Milert „Sęp”. Ojciec Pasonia brał udział w trzech powstaniach śląskich. Po ustaleniu granicy polsko-niemieckiej osiedlił się na terenie powiatu szamotulskiego. We wrześniu 1939 roku uciekł wraz z rodziną w obawie przed represjami niemieckimi.
13. Jan Szymczak „Żydek” przebywał w drużynie sztabowej przy Komendancie Obwodu AK Włodawa. Zginął w Załuczu – relacja NN (imię i nazwisko do wiadomości autora).
14. Relacja NN (imię i nazwisko do wiadomości autora).

Zabójstwo Komendanta Obwodu AK Włodawa kpt. Józefa Milerta „Sępa” – część 2>
Strona główna>

Zabójstwo Komendanta Obwodu AK Włodawa kpt. Józefa Milerta „Sępa” – część 2


Kwiecień 1944 r. Trzon oddziału partyzanckiego AK Obwód Włodawa po przysiędze oddziału na kol. Zahajki. Na dole leżą od lewej: Jan Gawron ps. „Piast”, Klemens Panasiuk ps. „Orlis”, L. Pałys ps. „Ludwik”, K. Piotrowski ps. „Zagłoba”, Stanisław Parzebudzki ps. „Mars”, po lewej z pepeszą stoi Piotr Kwiatkowski ps. „Dąbek”.

20 lutego „Sęp” powrócił z rozkazem przeniesienia na Zamojszczyznę do 9 pp AK. Zamierzał w ciągu kilku dni zdać Obwód swemu zastępcy – por. Mieczysławowi Łabędź-Zatorskiemu ps. „Aleksander”. Umówił się z nim na spotkanie w Załuczu Starym w domu por. Leona Rentflejsza ps. „Błyskawica”. Oprócz „Błyskawicy” o spotkaniu został powiadomiony oficer organizacyjny Inspektoratu Chełm por. Bolesław Flisiuk „Sławuta”15, który miał być obecny przy przekazywaniu Komendy.

23 lutego wieczorem kpt. Milert wyjechał z Sękowa do Załucza. Towarzyszył mu adiutant por. Józef Majewski ps. „Jotem”16 oraz dowódca drużyny ochronnej starszy strzelec Józef Pasoń ps. „Słowik” i żołnierz z tej drużyny strzelec Marceli Kazimierz Gościniak „Biały Kazik”. Powoził furmanką mieszkaniec Sękowa Zenon Zakrzewski. Poprzez Wereszczyn, Zabrodzie i Dębowiec dotarli do Załucza Starego około godziny 20-tej. Podczas zbliżania się do zabudowań Rentflejsza drogę zatarasowały im sanie. Zza przydrożnych topoli wybiegli zamachowcy – kilkunastu uzbrojonych w broń automatyczną ludzi. Żołnierze AK oślepieni światłem latarek elektrycznych oraz sterroryzowani kilkoma pepeszami nie zdołali użyć posiadanej broni krótkiej. „Sęp” po zorientowaniu się, że napastnikami są Sowieci wzywał swoich towarzyszy do spokoju mówiąc, że wszystko zaraz się wyjaśni. Po rozbrojeniu, oficerów i towarzyszących im żołnierzy zaprowadzono do mieszkania Stanisława Górki17, gdzie zamachowcy przeprowadzili identyfikację zatrzymanych oraz pobieżną rewizję.18
Po ustaleniu tożsamości w obecności gospodyni i ukrytej pod łóżkiem młodej córki odbyła się egzekucja. Pierwszy został zastrzelony strzałem w usta przez dowódcę grupy sowieckiej „Wołodię” kpt. Józef Milert „Sęp”. Następnie z rąk drugiego Sowieta – „Andrieja” został postrzelony w pierś adiutant por. Józef Majewski „Jotem”, którego dobił dowódca grupy strzałem w głowę z pistoletu. Ostatni zginął starszy strzelec Józef Pasoń „Słowik”.
Z tej egzekucji ocalał szeregowy Marceli Kazimierz Gościniak „Biały Kazik”, gdyż jego rysopis nie zgadzał się z rysopisem posiadanym przez zamachowców.
Podczas identyfikacji zamachowców zaintrygowało miejsce pracy
Gościniaka – parowozownia Chełm. Zatrzymali go do dalszych wyjaśnień,
gdyż prawdopodobnie byli zainteresowani dywersją na kolei.
Po zamachu oddział „Wołodii” przemieścił się do kolonii Bartoszycha
obok Kulczyna i Serniaw. Zatrzymał się w domu Romana Honorego, gdzie po rozebraniu Gościniaka (zabrano mu buty) Sowieci poczęli się raczyć
samogonem. Gościniak skorzystał z nieuwagi pilnujących i uciekł boso
polami do Sękowa. Udało mu się dotrzeć do zabudowań Karoliny i Romana
Panasiuków, których poinformował o całym zdarzeniu.
Kilka szczegółów wymaga dokładnego wyjaśnienia. Po pierwsze po śmierci
Komendanta Obwodu jego bezpośredni przełożony Inspektor Chełmski ppłk Władysław Zalewski „Leśnik” nie przeprowadził śledztwa w tej sprawie, pomimo tego, że tuż po zamachu pojawiły się na terenie Obwodu AK Włodawa pogłoski o zastrzeleniu „Sępa” przez żołnierzy AK. Z zebranych materiałów wynika, że zamachowcy czekali obok zabudowań Górków co najmniej półtorej godziny. W trakcie tego zatrzymali i zrewidowali przejeżdżające dwie furmanki. Było ich kilkunastu, więc takie
zachowanie nie powinno ujść uwadze mieszkającego obok Górków Rentflejsza. Mógł ostrzec nadjeżdżających.19
Oprócz niego o mającym nastąpić spotkaniu został jedynie poinformowany
kpt. Bolesław Flisiuk „Sławuta”, który miał być obecny przy przekazywaniu Obwodu przez „Sępa”. Do końca nie jest wyjaśniona jego obecność w domu Rentflejsza. Był czy nie był?
Wiele danych wskazuje, że informacja o przyjeździe „Sępa” przekazana została z kręgów dowództwa włodawskiej AK do partyzantki sowieckiej.
Pozostaje pytanie, zapewne na które nie padnie już odpowiedź, mianowicie, dlaczego zdecydowano się na wykonanie zamachu, pomimo tego, że wiedziano, iż „Sęp” opuści za kilka dni Obwód Włodawa.
Po zlikwidowaniu Komendanta Obwodu, 3 marca 1944 roku został zabity na terenie lasów parczewskich ppor. Dominik Bolesta „Abisyńczyk”, który pełnił funkcje kwatermistrza Obwodu AK Włodawa. Prawdopodobnie został rozstrzelany na terenie wsi Bójki przez partyzantkę sowiecką ze zgrupowania Iwana Banowa „Czornego”20.
Zginął również w niewyjaśnionych okolicznościach Komendant placówki AK w Dębowcu koło Urszulina plut. Antoni Miazga „Lew”.
I jeszcze jeden fakt, w pewien sposób rzucający nieco światła na zabójstwo „Sępa”. Otóż na przełomie lipca i sierpnia 1945 roku na rozkaz ówczesnego Komendanta Obwodu AK Włodawa Klemensa Panasiuka „Orlisa” został zlikwidowany przez patrol z oddziału „Jastrzębia” – Leona Taraszkiewicza Stanisław Marcinkowski „Dunaj”. „Orlis” powoływał się, zapytany o przyczyny, na wcześniejszy rozkaz wydany jeszcze przez poprzedniego Komendanta Obwodu AK kpt. Bolesława Flisiuka „Jaremę”21. Czyżby było to likwidowanie niewygodnych świadków?
Wiele pytań, z racji upływu czasu i śmierci uczestników tamtych wydarzeń nie zostanie wyjaśnionych. Wydaje się jednak, patrząc z perspektywy lat, że po śmierci „Sępa” partyzantka sowiecka i wspierające ją grupy AL przejęły kontrolę nad Komendą Obwodu AK Włodawa.

Dr Jarosław Kopiński, IPN O/Lublin


Przypisy do części 2:
15. Por. Bolesław Flisiuk „Sławuta”, „Jarema” związany z POZ, po scaleniu z AK pełnił w latach 1943-1944 funkcję Zastępcy Inspektora Rejonowego „Chełm”. Po zabójstwie „Sępa” przejął obowiązki Komendanta Obwodu AK Włodawa. Dowodził Obwodem do lipca 1944 roku, następnie ukrywał się. Aresztowany w grudniu 1944 roku pod przybranym nazwiskiem został osadzony w obozie w Wólce Abramowickiej. Zwolniony w II połowie stycznia 1945 roku wyjechał w składzie grupy operacyjnej na czele z Henrykiem Świątkowskim do Bydgoszczy, gdzie brał udział w organizowaniu miejscowego Urzędu Wojewódzkiego. Później mieszkał jako osadnik wojskowy na terenie Koszalińskiego i Szczecińskiego. Zmarł w 23 czerwca 1984 roku w Kudowie-Zdroju. Otwarte pozostaje pytanie, kto poręczył za „Jaremę”, skoro tak szybko uzyskał zaufanie nowych władz. Dla przypomnienia wydano wtedy kilkanaście wyroków śmierci wobec oficerów lubelskiej AK. Niektórych zabijano bez wyroków.
16.
Por. Józef Majewski ps. „Jotem”, syn znanego lubelskiego działacza narodowego dr Adama Majewskiego, adwokat.
17. Stanisław Górka mieszkał obok zabudowań Rentflejsza.
18. Rewizja była tak pobieżna, że nie zabrali mapnika „Sępa”, w którym były meldunki wywiadowcze z terenu całego Obwodu, miedzy innymi o próbie zamachu na adiutanta Komendanta Obwodu por. Majewskiego.
19. Rentflejsz tłumaczył później, że rzucił granat w stronę zamachowców, ale nie wybuchł – patrz relacja NN (imię i nazwisko do wiadomości autora). Trzeba stwierdzić, że to tłumaczenie jest co najmniej dziwne. Po zabójstwie „Sępa” Rentflejsz został mianowany na adiutanta kpt. Bolesława Flisiuka „Sławuty”, „Jaremy” – patrz I. Caban, Ludzie Lubelskiego Okręgu AK, Lublin 1995, s. 206.
20. Na terenie tej wsi rozstrzeliwano również ujętych żołnierzy AK z Obwodu Radzyń Podlaski. Między innymi zginął tam 16 lipca 1944 roku kpr. Władysław Kalisz ps. „Czarny II” oraz wójt gminy Siemień — żołnierz AK Nurzyński „Longin”, którzy mięli z ramienia Komendy Obwodu Radzyń Podlaski nawiązać kontakt ze stacjonującymi w południowej części lasów parczewskich oddziałami 27 Dywizji Piechoty AK – patrz relacja Stanisława Kalisza z 14.07.1991.
21. Po egzekucji Marcinkowskiego u „Orlisa” protestował Feliks Majewski „Róg”, pełniący wtedy funkcje Komendanta Rejonu III w Obwodzie AK Włodawa – patrz H. Pająk, Jastrząb kontra UB, Lublin 1993, s. 47-48.

Zabójstwo Komendanta Obwodu AK Włodawa kpt. Józefa Milerta „Sępa” – część 1>
Strona główna>

Fotorelacja z Uroczystości w 55 rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 1

"Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci".
Wisława Szymborska


Zbereże, 08.10.2006 r. – początek… spotkanie kilku pokoleń…

Zgromadzonych przywitano strofami Zbigniewa Herberta z "Przesłania Pana Cogito".


Pierwsze powitania…

Piękne i wymowne w treści słowa przekazał nam adiutant Komendanta "Żelaznego" Pan kpt. Stanisław Pakuła ps. "Krzewina"…

…oraz por. Zygmunt Pękała ps. "Śmiały", jeden z dwóch żołnierzy, którzy przebili się z obławy UB-KBW w Kolonii Sęków (pow. Włodawa) w dn. 30 lipca 1947 r., podczas której poległ ich dowódca śp. por. Józef Strug ps. "Ordon".

Piękne słowa przekazali nam również Prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Koła we Włodawie Pan por. Edmund Brożek i stojący z lewej strony Prezes Zarządu Okręgu Wschodniego Zrzeszenia WiN Pan płk. Zbigniew Boczkowski

Żywa historia…

Wieniec dla dowódcy…

Fotorelacji część 2

Fotorelacja z Uroczystości w 55 rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 2


Ruszyły pierwsze delegacje…

Ta wspaniała postać w oficerkach to mjr Romuald Bardzyński ps. "Pająk", reprezentujący Wileńsko – Nowogródzki Okręg AK, później żołnierz WiN, ranny w walce, aresztowany przez NKWD, zesłany na Syberię, podkomendny legendarnego por. Jana Borysewicza ps. "Krysia", "Mściciel", poległego 21 kwietnia 1944 r. pod Kowalkami (Nowogródczyzna) w zasadzce grupy operacyjnej 105. pułku pogranicznego NKWD.

Pamiętali…

Delegacja Instytutu Pamięci Narodowej

Delegacje szły długo… pomnik tonął w kwiatach… (z lewej: jeden z organizatorów niedzielnych Uroczystości, Pan Wiesław Holaczuk – Pełnomocnik powiatowy Prawa i Sprawiedliwości we Włodawie).

Fotorelacji część 3

Fotorelacja z Uroczystości w 55 rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 3


Poczty sztandarowe gotowe do Mszy…

Na uroczystości przybyło 13 pocztów sztandarowych z całej Polski.

Mjr Romuald Bardzyński ps. "Pająk" jest chorążym Proporca Bojowego Żołnierzy Oddziałów Zgrupowania Północ Okręgu Wileńsko-Nowogródzkiego Armii Krajowej "Krysiacy". Proporzec jest akredytowany przy Katedrze Polowej w Warszawie. Mjr Bardzyński wraz z pocztem sztandarowym proporca od lat uczestniczy w wiekszości uroczystości patriotyczno-religijnych w całej Polsce.

Towarzysze broni…

Frekwencja na sesji naukowej dopisała ilościowo…

… i "jakościowo" – por. Adam Broński, syn kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka", legendarnego dowódcy oddziałów partyzanckich Okręgu lubelskiego WiN, który poległ 21.05.1949 r. w Dąbrówce (obecnie Nowogród), w gm. Wólka, pow. Lublin, otoczony przez obławę UBP-KBW-MO.


Licznie przybyłych powitał Prezes włodawskiego Zrzeszenia WiN mec. Zdzisław Latoszyński…

… a wicewojewoda lubelski Pan Jarosław Zdrojkowski odczytał wzruszający list od Pana Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Fotorelacji część 4

Fotorelacja z Uroczystości w 55 rocznicę śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" – część 4


Sesję naukową rozpoczął dr Sławomir Poleszak z lubelskiego oddziału IPN…

…a niezmiernie ciekawe referaty zaprezentowali: dr Rafał Wnuk (IPN O/Lublin)…

…oraz dr Jarosław Kopiński (IPN O/Lublin).

Wykłady uzupełniono o prezentację multimedialną i projekcję filmu dokumentalnego z cyklu "Z archiwum IPN" pt. "Żelazny".

Podsumowując tą przepiękną Uroczystość, pozwolę sobie przytoczyć wypowiedź Zbigniewa Herberta, która wspaniale puentuje historię Tych ludzi, Ich wartości i patriotyzm:

„Ja jestem przeciwko pragmatycznej zasadzie, że trzeba tylko wykonywać jakieś zadania celowe, dążyć do celów osiągalnych, że natomiast nieosiągalne cele są poza dyskusją, to znaczy są bezsensowne.
Wydaje mi się, że podejmuje się walkę nie dla wygranej, bo to by było zbyt łatwe, i nie tylko dla samej walki, ale w obronie wartości, dla których warto żyć i za które można umrzeć. (…) Musi być element walki i musi być założona w tej walce także przegrana, ale w imię wartości, które będą dalej żyły”. (…) Chodzi o takie założenie życiowe, że sprawą najważniejszą nie jest, czy wygram, ale że muszę podjąć walkę w obronie pewnych ideałów, pewnych wartości, które nie podlegają dyskusji”.

„Płynie się zawsze do źródeł pod prąd…" – Zbigniew Herbert


Warto było tam być, by zobaczyć, że u Tych wspaniałych ludzi, te wszystkie wartości i ideały są nadal, po przeszło pół wieku, żywe !!!

Fotorelacja – początek

Informacje o niedzielnych Uroczystościach

Zbrodnia w majestacie prawa – część 1

Dzięki uprzejmości autora, Pana dr Jarosława Kopińskiego z lubelskiego Instytutu Pamięci Narodowej, publikuję kolejny artykuł dotyczący ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" i jego współpracowników. Artykuł ukazał się również w Gazecie Polskiej Nr 41 (690) z 11 października 2006 r. Bardzo dziękuję autorowi za wyrażenie zgody na publikację.

Sprawa Janiny i Romana Dobrowolskich – „meliniarzy” grupy Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”

Dzisiaj w trakcie prac nad ustawą o lustracji jej przeciwnicy zapominają o ofiarach systemu komunistycznego. O ludziach, którzy wtedy bez wahania pomagali innym ryzykując karami finansowymi, długoletnim więzieniem, konfiskatą majątku, pozbawieniem praw publicznych, a nawet śmiercią.

W tym roku mija 55 lat od śmierci Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” dowódcy grupy partyzanckiej WiN operującej w latach 1947-1951 na terenie wschodniej Lubelszczyzny. Do likwidacji tej 4 osobowej grupy powołano w czerwcu 1951 roku specjalną grupę operacyjną „Włodawa”, złożoną z dwóch batalionów KBW, słuchaczy szkoły oficerskiej MBP oraz wytypowanych z Urzędów Wojewódzkich UB i Departamentu III MBP funkcjonariuszy zwalczających podziemie. Jednocześnie, co jest ewenementem w skali Polski, wszystkich funkcjonariuszy PUBP we Włodawie przeniesiono do różnych PUBP na terenie całego kraju. MBP obawiało się, że „Żelazny” mógł posiadać swoich informatorów w PUBP Włodawa. Działania UB przyniosły efekt dopiero w piątym miesiącu działalności grupy operacyjnej „Włodawa”.
Dzisiaj wiadomo już, w jaki sposób grupa „Żelaznego” została namierzona, jak ją zlikwidowano, ale dopiero teraz można dotrzeć do akt ludzi, którzy jej pomagali. Do najbardziej zasłużonych z pewnością należy rodzeństwo Dobrowolskich z miejscowości Urszulin na Lubelszczyźnie.

Rodzeństwo Dobrowolskich. Aresztowanie i śledztwo.

Dzień po likwidacji grupy „Żelaznego”, siódmego października 1951 roku, funkcjonariusze WUBP w Lublinie kierowani przez Aleksandra Lejaka przeszukali zabudowania Romana Dobrowolskiego w Urszulinie znajdując w domu bunkier, a w nim 1263 sztuk legitymacji WiN, 78 pieczęci, powielacz, matryce, tusz, suche ogniwo do baterii, 2 odbiorniki oraz 78 zeszytów z danymi aktywistów komunistycznych i szpiclów UB. Aresztowano gospodarza – Romana Dobrowolskiego oraz jego siostrę Janinę, których przewieziono do aresztu PUBP we Włodawie. Następnego dnia oficer śledczy UB Bogdan Jeleń przesłuchał zatrzymanego Dobrowolskiego. W pierwszym zeznaniu Dobrowolski mówił zdawkowo o pobycie partyzantów. Powiedział, że latem 1949 roku do jego domu we wsi Jagodno przyszedł ranny Józef Domański „Znicz”, któremu z siostrą udzielili pomocy. Później Domański pojawił się w jego domu wraz z dwoma partyzantami WiN: Edwardem Taraszkiewczem „Żelaznym” i Stanisławem Torbiczem "Kazikiem”. Zeznał też, że po rozmowie z „Żelaznym” zgodził się na wykopanie bunkra w swoim nowym domu w Urszulinie. Partyzanci kwaterowali w nim przez całą zimę 1950/1951. Ponownie przyszli dopiero na początku czerwca 1951 roku, byli około 2 godzin i odeszli. Zostawili jedynie jakieś dokumenty w kufrze i odeszli. Zapytany przez śledczego, dlaczego nie poinformował o pobycie partyzantów odpowiedział: „przyznaję się do tego, że miałem wszelkie możliwości, aby zameldować do władz powołanym do ścigania przestępców o tym, że u mnie w domu kwateruje banda „Żelaznego”, powodem nie zameldowania do władz jest to, że złożyłem przysięgę przed samym „Żelaznym”, że nikomu nie powiem o pobycie w mym domu (…). oraz miałem zagrożone karą śmierci. Wiem, że nie wypełniłem obowiązku obywatelskiego i tym samym przyniosłem całemu społeczeństwu ogromne straty”.
10 października Wojskowy Prokurator w Lublinie zatwierdził postanowienie o aresztowaniu Romana i Janiny Dobrowolskich powołując się na art 14 par.1 Dekretu z dnia 13 czerwca 1946 roku.

Koronny dowód – Zaświadczenie

W kolejnym przesłuchaniu prowadzonym przez oficera śledczego Tadeusza Korzeniewskiego Dobrowolski przyznał się, że otrzymał od „Żelaznego” legitymację członka nielegalnej organizacji WiN oraz zaświadczenie o pomaganiu partyzantom. Oba dokumenty ukrył w pobliżu swoich zabudowań.
W aktach sprawy zachowały się, zarekwirowane podczas drugiej rewizji w zabudowaniach rodziny Dobrowolskich dwa zaświadczenia o podobnej treści wystawione 4 kwietnia 1951 roku przez ukrywających się w ich domu partyzantów. Oto treść jednego z ich:

„(….) Niniejszym zaświadczam, że Dobrowolski Roman pseudonim „Ostrożny” urodzony 10.II.1906 roku, imię matki Jadwiga, imię ojca Stanisław, zamieszkały w Urszulinie powiatu Włodawskiego z chwilą okupacji sowieckiej z pełnym poświęceniem dla sprawy Polski Podziemnej udzielał zawsze pomocy dla członków podziemia oraz oddziałów zbrojnych. Dom jego służył często za kwaterę oddziału śp. „Ordona” oraz punkt opatrunkowy dla rannych członków oddziału. W chwilach najbardziej krytycznych, gdy UB przeprowadzało akcje na oddziały podziemne Dobrowolski Roman z narażeniem swego życia oraz całej rodziny, robił u siebie kryjówki, by ratować żołnierzy podziemia. W roku 1947-48, gdy fala teroru reżimowego wzrosła do najwyższego stopnia i gdy wielu członków oddziałów zbrojnych poległo ( mogę powiedzieć, że zostały tylko jednostki) Dobrowolski Roman i tym razem nie zawahał się i nie odmówił pomocy dla członków oddziałów podziemnych. W 1948 roku w jesieni, gdy naprawdę straciłem nadzieję, czy zdołam przetrwać zimę, która się zbliżała ( tym bardziej, ponieważ byłem rannym w lecie tegoż roku i ze zdrowiem szwankowałem dość poważnie) Dobrowolski Roman nie odmówił mi pomocy robiąc w swych budynkach kryjówkę, gdzie do listopada 1949 roku szczęśliwie u niego przeżyłem. W listopadzie tegoż roku spotkałem się z kol. „Żelaznym”. Kol. „Żelazny” także doznał od Dobrowolskiego Romana wprost rodzinnego współczucia i pomocy. Wiekszą część zimy 1950-1951r. razem z kol. „Żelaznym” i kol. „Kazikiem” przeżyliśmy u Dobrowolskiego Romana, dodać jeszcze muszę, że pomoc jakiej nam udzielał była zawsze szczera i bezinteresowna. Dużo można by wyliczyć szczegółów i szlachetnego poświecenia dla Polski Podziemnej przez tyle lat.(….)”


Pierwsza strona zaświadczenia o udzielaniu pomocy partyzantom, wydanego Romanowi Dobrowolskiemu przez Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego".

Druga strona zaświadczenia Romana Dobrowolskiego, z pieczęciami i podpisem "Żelaznego"

"Zbrodnia w majestacie prawa" – część 2