III Rajd Szlakami Żołnierzy mjr. "Ognia"


III Rajd Szlakami Żołnierzy mjr. Józefa Kurasia “Ognia”

W imieniu organizatorów zapraszam na trzecią edycję Rajdu Szlakami Żołnierzy mjr. Józefa Kurasia "Ognia".

Tegoroczna edycja rajdu odbędzie się  w dniach 26-28 września bieżącego roku. Rajd jest kolejną inicjatywą nowotarskiego Polskiego Towarzystwa Historycznego oraz Instytutu Pamięci Narodowej, podjętą wokół problematyki polskiego podziemia niepodległościowego walczącego w latach 1939-55 na Podhalu.

Planowana w bieżącym roku III edycja rajdu ma charakter turnieju patroli, które będą realizować postawione przed nimi zadania z zakresu wiedzy historycznej, samarytanki, terenoznawstwa, sprawności „puszczańskich”. W program rajdu wplecione będą spotkania ze świadkami historii podziemia niepodległościowego z OP Bolesława Duszy „Szaroty”, Zgrupowania ”Błyskawica” mjr. Józefa Kurasia „Ognia”, OP „Wiarusy” oraz trasy kurierskiej ZWZ-AK „Kora”.

Szczegółowe informacje, jak regulamin, zadania, itp. zainteresowani znajdą na oficjalnej stronie Rajdu:

Strona główna>

„INKA” i „ZAGOŃCZYK”

62 rocznica zamordowania Danuty Siedzikówny ps. „Inka” i ppor. Feliksa Selmanowicza ps. „Zagończyk”

„Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. 
pożegnalne słowa Danuty Siedzikówny ps. „Inka”

62 lata temu, 28 VIII 1946 r., o godz. 6:15 komunistyczni oprawcy zamordowali strzałem w głowę, w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej 12, siedemnastoletnią sanitariuszkę 5 Brygady Wileńskiej AK Danutę Siedzikówną ps. „Inka”. Wraz z nią śmierć poniósł ppor. Feliks Selmanowicz ps. Zagończyk”.
Umierali z okrzykiem „Jeszcze Polska nie zginęła!” i „Niech żyje major „Łupaszko”!”. Do dziś rodzinom nie udało się odnaleźć ich miejsca pochówku. Wyrok śmierci był komunistyczną zbrodnią sądową, a zarazem aktem zemsty i bezradności gdańskiego UB (od którego realnie zależał wyrok) wobec niemożności rozbicia oddziałów mjr. „Łupaszki”.


Danuta Siedzikówna ps. "Inka" (1928-1946)


Ppor. Feliks Selmanowicz ps. "Zagończyk" (1904-1946)

GLORIA VICTIS !!!

Danuta Siedzikówna ps. „Inka” urodziła się 3 IX 1928 w Guszczewinie koło Narewki, na skraju Puszczy Białowieskiej. Wychowała się w rodzinie o ugruntowanych tradycjach patriotycznych. Ojciec Wacław Siedzik jako student Politechniki w Petersburgu został w 1913 zesłany na Sybir za uczestnictwo w polskiej organizacji niepodległościowej. Wrócił do Polski dopiero w 1926 r. Był leśniczym w Olchówce k. Narewki. Deportowany przez NKWD w lutym 1940 r. w głąb Związku Sowieckiego, od 1941 r. żołnierz gen. W. Andersa, zmarł w 1942 r., pochowany na cmentarzu polskim w Teheranie. Matka Danki, Eugenia z Tymińskich, spokrewniona z rodziną Piotra Orzeszki, męża pisarki Elizy Orzeszkowej, złożyła przysięgę i należała do siatki terenowej AK. Aresztowana przez Gestapo w listopadzie 1942, po ciężkim śledztwie zamordowana we wrześniu 1943 r. w lesie pod Białymstokiem, pochowana w nieznanym miejscu. Danka uczyła się w szkole powszechnej w Olchówce, a w okresie wojny w szkole sióstr salezjanek w Różanymstoku k. Grodna. Po zamordowaniu matki, razem z siostrą Wiesławą złożyła przysięgę AK w grudniu 1943. Miała zaledwie 15 lat. Odbyła szkolenie sanitarne.

Po przejściu frontu podjęła pracę kancelistki w nadleśnictwie Hajnówka. Aresztowana w czerwcu 1945 r. wraz z innymi pracownikami nadleśnictwa przez grupę NKWD-UB, z polecenia zastępcy szefa WUBP w Białymstoku Eljasza Kotonia – za współpracę z antykomunistycznym podziemiem. Uwolniona z konwoju przez patrol  wileńskiej AK Stanisława Wołoncieja „Konusa”, operujący na tym terenie, podkomendnych mjr. „Łupaszki”. Została sanitariuszką w oddziale „Konusa”, potem w szwadronach por. Jana Mazura „Piasta” i por. Mariana Plucińskiego „Mścisława”. Przez krótki czas jej przełożonym w tym okresie był por. Leon Beynar „Nowina”, zastępca mjr. „Łupaszki”, znany później jako Paweł Jasienica. Przybrała pseudonim „Inka”, na pamiątkę szkolnej przyjaźni. Na przełomie 1945-46, zaopatrzona w dokumenty na nazwisko Danuta Obuchowicz, podjęła pracę w nadleśnictwie Miłomłyn pow. Ostróda.

Sanitariuszka V Brygady Wileńskiej AK, "Inka".

Wczesną wiosną 1946 r. nawiązała kontakt z ppor. Zdzisławem Badochą „Żelaznym”, dowódcą jednego ze szwadronów „Łupaszki”, i do VII 1946 r. służyła w tym szwadronie jako łączniczka i sanitariuszka, uczestnicząc w akcjach przeciwko NKWD, UB i ich konfidentom. Po śmierci „Żelaznego”, zabitego podczas obławy UB w czerwcu 1946 r., wysłana przez jego następcę ppor. Olgierda Christę „Leszka” do Gdańska po zaopatrzenie medyczne dla szwadronu. Tam aresztowana rankiem 20 lipca 1946 r. i umieszczona w pawilonie V więzienia w Gdańsku jako więzień specjalny. Po ciężkim śledztwie 3 sierpnia 1946 r. skazana na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku. Zarzucono jej nakłanianie do rozstrzelania dwóch funkcjonariuszy UB podczas akcji szwadronu w Tulicach pod Sztumem. Była to nieprawda. W szwadronie panowała dyscyplina wojskowa, sanitariuszka nie wydawała żadnych poleceń ani rozkazów. Z zeznań milicjanta Mieczysława Mazura przed sądem w Gdańsku (1946) oraz z relacji byłych żołnierzy „Łupaszki” wynika, że „Inka” opatrywała po walce także rannych milicjantów.

Pomnik poświęcony "Ince", wzniesiony staraniem Fundacji "PAMIĘTAMY" w jej rodzinnej wsi Narewka.

Wyrok śmierci na sanitariuszkę był komunistyczną zbrodnią sądową, zarazem aktem zemsty i bezradności gdańskiego UB (od którego realnie zależał wyrok) wobec niemożności rozbicia oddziałów mjr. „Łupaszki”. Szwadron „Żelaznego”, w którym służyła „Inka”, był szczególnie znienawidzony przez gdański WUBP z powodu licznych, udanych akcji na placówki UB, m.in. brawurowy rajd przez powiaty starogardzki i kościerski 19 V 1946 r., podczas którego opanowano kilka posterunków milicji i placówek UB, likwidując sowieckiego doradcę PUBP w Kościerzynie, kilku funkcjonariuszy UB i ich konfidenta. „Inka” nie uległa namowom obrońcy z urzędu i nie podpisała się pod pismem do Bieruta o ułaskawienie. Pismo pisane w pierwszej osobie („Ja, Danuta Siedzikówna…”) podpisał obrońca. Bierut nie skorzystał z prawa łaski. W przesłanym siostrom Halinie i Jadwidze Mikołajewskim z Gdańska grypsie z więzienia S. napisała: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Zdanie to należy tłumaczyć nie tylko przebiegiem śledztwa, lecz także odmową podpisania prośby o ułaskawienie.

Symboliczne groby "Inki" i "Zagończyka".

Zważywszy na ideowe przesłanki takiego zachowania, należy dostrzec w postawie młodej sanitariuszki rysy heroiczne. Została rozstrzelana rankiem 28 sierpnia 1946 r. o 6.15 strzałem w głowę przez dowódcę plutonu egzekucyjnego z KBW, ponieważ egzekucja z udziałem żołnierzy się nie udała, żaden nie chciał zabić „Inki”, choć strzelali z odległości trzech kroków do niej i jej współtowarzysza niedoli, ppor. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”, również żołnierza mjr. „Łupaszki”. Przebieg egzekucj
i znany jest ze szczegółowych relacji złożonych w oddziale gdańskim IPN przez żyjących do dziś świadków: ks. Mariana Prusaka (spowiednika „Inki” przed egzekucją) i ówczesnego zastępcy naczelnika więzienia w Gdańsku. Według tych relacji, przed egzekucją „Inka” krzyknęła: „Niech żyje Polska!”, a po salwie plutonu, przed strzałem kończącym jej życie, zawołała: „Niech żyje major „Łupaszko”!”.

Park imienia sanitariuszki "Inki", przy ul. Armii Krajowej w Sopocie.

Miejsce pochówku „Inki” i „Zagończyka” zostało przez UB utajnione. „Inka” i  „Zagończyk” mają symboliczne groby na cmentarzu garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku, domniemanym miejscu pochówku, nieopodal więzienia. „Inka” ma też tablicę pamiątkową w bazylice NMP w Gdańsku oraz kamienny obelisk w Sopocie, obok Pomnika AK. Zainteresowanie postacią „Inki” w ostatnich latach narasta, ze względu na symboliczne dla dziejów Polski tego okresu losy jej rodziny (represjonowanej przez NKWD, Gestapo i UB) oraz ze względu na szczególne walory edukacyjne historii życia młodej sanitariuszki, wiernej do końca przysiędze AK. 30 listopada 2001 r. Rada Miasta Sopotu  zadecydowała o nazwaniu imieniem „sanitariuszki Inki” parku przy ul. Armii Krajowej w Sopocie.  Powstał spektakl telewizyjny „Inka 1946”, a 27 sierpnia 2006 r. w Narewce, na Podlasiu, staraniem Fundacji „PAMIĘTAMY”, został osłonięty pomnik poświęcony „Ince”.
W 1991 r. Sąd Wojewódzki w Gdańsku uznał, iż działalność "Inki" i jej współtowarzyszy z 5. Wileńskiej Brygady AK zmierzała do odzyskania niepodległego bytu Państwa Polskiego.

Więcej na temat "Inki" czytaj:

Egzekucja "Inki" i "Zagończyka" – część 1>
Egzekucja "Inki" i "Zagończyka" – część 2>

The Execution of "Inka" And "Zagonczyk" (anglojęzyczna wersja na stornie www.doomedsoldiers.com)>

Danuta Siedzikówna – wspomnienie>

Strona główna>

CZERWONE BYDLAKI !!!

Czerwona hołota w Lublinie po raz kolejny zdewastowała pomnik poświęcony żołnierzom Antykomunistycznego Podziemia !!!
   

Sierp i młot namalowany czerwoną farbą na symbolu "WiN", zamalowane napisy informujące o walce zrzeszenia o wolną i suwerenną Polskę – tak wygląda pomnik ku czci Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" w Lublinie. O jego zdewastowanie podejrzane są osoby związane z lewacką organizacją Lewica bez Cenzury Michała Nowickiego. To na jej stronach internetowych pojawiła się informacja o tej dewastacji.

Zdewastowany pomnik żołnierzy WiN w Lublinie.

Płytę Zrzeszenia "WiN" znajdującą się w lubelskiej dzielnicy Czuby przy rondzie im. "WiN" zdewastowano przypuszczalnie w miniony weekend (25-27.06.2008 r.). Sprawcy czerwoną farbą namalowali sierp i młot na krzyżu Zrzeszenia, który wieńczy pomnik. Ponadto zamalowane zostały napisy "Bóg, Honor, Ojczyzna", "Zrzeszenie 'Wolność i Niezawisłość’ w latach 1945-1956 walczyło o wolność i suwerenność Polski" oraz fragment uchwały Sejmu stwierdzającej, że "Zrzeszenie 'Wolność i Niezawisłość’ dobrze zasłużyło się Ojczyźnie". O tym przestępstwie na razie nic nie wie lubelska policja [sic!]. Jak poinformowano nas w Komendzie Miejskiej Policji w Lublinie, nikt nie złożył stosownego zawiadomienia.

Zaskoczenia i oburzenia nie kryje Jerzy Pasierbiak, prezes lubelskich kombatantów "WiN", który także nie wiedział o pomalowaniu pomnika. Z ubolewaniem podkreślił, że podobna dewastacja miała miejsce dwa lata temu [zobacz zdjęcie] i również w okolicach 22 lipca, byłego komunistycznego święta. Zapowiedział wystosowanie oficjalnego pisma do prezydenta miasta, w którego gestii leży opieka nad pomnikiem, aby ten złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

O uszkodzenie pomnika podejrzewa się działaczy związanych z lewacko-komunistyczną organizacją Lewica bez Cenzury Michała Nowickiego, syna znanej bojówkarki aborcyjnej Wandy Nowickiej. Na stronie internetowej LbC w poniedziałek pojawiło się bowiem zdjęcie zdewastowanego pomnika "WiN", zamieszczone przez administratora, z wulgarnym podpisem: "Pomnik skurwysynów z WiN w Lublinie".
Towarzyszą temu aprobujące ten czyn komentarze internautów. "Brawo Czerwony Lublin!!! Czy tak jak w 1944 zainspirujecie swoim przykładem całą Polskę? Na naszych oczach tworzy się nowy ruch społeczny" – pisze Michal_N, "Ładne… Piękna robota", "Tak trzymać! WiN – Werwolf i NSZ?" – dodają Adrian Ee i Mikels.

Do dewastacji pomników pamięci narodowej nawołuje sam przywódca organizacji Michał Nowicki, który chwaląc niedawne zniszczenie pomnika upamiętniającego dekorację artylerzystów konnych walczących z bolszewikami w 1920 r. w Górze Kalwarii, stwierdził, że gorąco to pochwala. "Pomniki ku czci Wojtyły, Dmowskiego, NSZ, roku 1920, amerykańskich prezydentów muszą przestać straszyć. Wystarczy wziąć olej i jakieś ziarno, a następnie oblać pomnik olejem i posypać je ziarnem i czekać – aż zlecą się ptaki, które swoim g… pokażą, gdzie mają antykomunistów" – zaapelował na swojej stronie.
Komentując działania lewackiej organizacji na swoim blogu, poseł Zbigniew Girzyński (PiS) stwierdza: "przyznam szczerze, że wolałbym, aby to, co opisałem, było jakimś koszmarnym snem. Niestety, jest prawdą, którą każdy może sprawdzić".
Zastanawia się także, dlaczego prokuratura tak wolno działa w sprawie Lewicy bez Cenzury, która otwarcie propaguje komunizm, co jest zakazane przez Konstytucję i odpowiednie przepisy kodeksu karnego.

Czytaj o sprawie w Naszym Dzienniku z 5 sierpnia 2008 r. – "Nowicki czmychnął z Warszawy">

Źródło: Nasz Dziennik
Strona główna>

1 VIII 1944 – PAMIĘTAJ !!!

POWSTANIE 1944 – BITWA O POLSKĘ

Powstanie Warszawskie było ostatnim w czasie drugiej wojny światowej tak dramatycznym aktem polskiej wojny o niepodległość Rzeczypospolitej i wolność jej obywateli. Żołnierze Armii Krajowej mieli świadomość, że na ulicach Warszawy toczy się walka o całą Polskę, a nie tylko o jej stolicę.

W szeregach warszawskiego korpusu AK znaleźli się żołnierze niemal z wszystkich regionów kraju. W walkach wzięły udział także duże jednostki AK, stworzone nawet w odległych województwach Polski wschodniej. Do walczącej Warszawy zmierzały oddziały z wielu regionów Polski. Na skutek działań sowieckich i niemieckich tylko niektóre z nich mogły wziąć udział w starciach w mieście. Jednak działania te, jak i walki toczone przez oddziały przedzierające się do Warszawy, należy uznać za nieodłączną część działań powstańczych.

Do legendy przeszedł rajd partyzantów Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK pod dow. ppor. Adolfa Pilcha ps. „Góra”, „Dolina”, którzy w lipcu 1944 roku dotarli do Warszawy z najdalszych kresów Nowogródczyzny, czyli z Puszczy Nalibockiej. To oni utworzyli „Zgrupowanie Kampinos” i wzięli udział w walkach powstańczych. Wśród innych jednostek, które przedarły się do Warszawy, była część oddziałów z podwarszawskich obwodów AK: Sochaczew, Błonie i Grójec.
Nie doszły do stolicy dobrze uzbrojone oddziały z Obwodu Mińsk Mazowiecki. Wobec groźby rozbrojenia przez Armię Czerwoną zostały rozwiązane w rejonie Otwocka. Również w tych okolicach, wobec zagrożenia ze strony NKWD, został rozwiązany zmierzający do Warszawy oddział z Kraśnika. Aresztowanie dowódcy i rozbrojenie przez Rosjan żołnierzy 9 Podlaskiej Dywizji Piechoty AK uniemożliwiło udział w Powstaniu oddziałów z okolic Białej Podlaskiej.

14 sierpnia 1944 roku Komendant Główny AK gen. dyw. Tadeusz Bór-Komorowski wydał rozkaz marszu na pomoc Powstaniu wszystkich pozostających w dyspozycji komend AK dobrze uzbrojonych jednostek. Wówczas w kierunku Warszawy ruszyły kolejne oddziały, nawet z bardzo odległych regionów – zarówno tych jeszcze okupowanych przez Niemców, jak i już zajętych przez Sowietów. Jednak siły SS i Wehrmachtu oraz jednostki NKWD i Armii Czerwonej skutecznie uniemożliwiały włączenie się tych jednostek do walk powstańczych.

Z okolic Lasek i Grójca przedarły się do stolicy jednostki liczące kilkaset osób. Przez pozycje niemieckie nie zdołał się przebić oddział AK z okolic Legionowa. Oddziały z Łowicza musiały stoczyć walki z Niemcami w lasach Chlebowskich. Wiele ciężkich walk stoczyły formacje Okręgu Radomsko-Kieleckiego AK, a także jednostku z ziemi piotrkowskiej, które nie zdołały przebić się do stolicy. Po ciężkich walkach z Niemcami w okolicach Częstochowy zakończył marsz ku Warszawie Samodzielny Batalion „Skała” z Okręgu Krakowskiego.

Armia Czerwona stanęła na drodze kolejnych oddziałów z Garwolina i Mińska Mazowieckiego w Dębem Wielkim i na linii Wisły. Na skutek działań NKWD i Armii Czerwonej w okolicach Garwolina oraz Żelechowa i Trojanowa zakończyły marsz do Warszawy oddziały z okręgu lubelskiego AK. Część oddziałów nie była w stanie sforsować obstawionej przez jednostki sowieckie linii Wisły. Liczące ponad 1200 ludzi oddziały z okolic Hrubieszowa, mimo uzgodnień z Rosjanami o przepuszczeniu oddziałów w kierunku stolicy, zostały zaatakowane przez oddziały Armii Czerwonej. W rejonie Siedlec zostały zatrzymane i rozbrojone przez Sowietów niektóre oddziały 30 Poleskiej Dywizji Piechoty AK, sformowanej na obszarach zabużańskich. Inne zostały rozbrojone przez Rosjan dopiero w rejonie Karczewa, Celestynowa i Dębego Wielkiego.

Zmierzające do Warszawy oddziały 26 pułku piechoty AK z obszaru lwowskiego zostały rozbrojone przez Sowietów w rejonie Sarzyny. Część oddziałów tego pułku dotarło jeszcze dalej – Sowieci zlikwidowali je dopiero pod Kockiem oraz pod Urzędowem.

Podobny los spotkał idące do Warszawy oddziały z okolic Rzeszowa, które zostały przez Sowietów otoczone w okolicach Sokołowa Małopolskiego. Do Annopola dotarły oddziały z inspektoratu mieleckiego.

Znaczna część AK-owców rozbrojonych przez NKWD i Armię Czerwoną została wywieziona do łagrów w głębi Związku Sowieckiego. Wielu z nich marsz na pomoc walczącej Warszawie zakończyło w GUŁagu. Niektórzy tam zmarli, inni powrócili do Polski dopiero w końcu lat 40. i po 1956 roku.

Zarówno sowieckie jak i niemieckie działania przeciwko oddziałom AK idącym na pomoc Powstaniu były częścią operacji wymierzonych w polskie dążenia niepodległościowe.

Wysiłek i los żołnierzy AK zmierzających do Warszawy z różnych regionów Polski był integralną częścią działań powstańczych w 1944 roku.

Jesteśmy winni im pamięć !!!


Źródło: Instytut Pamięci Narodowej
Strona główna>

61 rocznica śmierci por. "Ordona"

61 rocznica śmierci por. cz.w. Józefa Struga ps. "Ordon"

Por. cz.w. Józef Strug ps. "Ordon" (1919-1947).

61 lat temu, 30 lipca 1947 r., osaczony przez obławę UB-KBW zginął w walce por. cz.w. Józef Strug ps. "Ordon",  jeden z dowódców oddziałów partyzanckich podległych Komendzie Obwodu WiN Włodawa.
Jego kilkunastoosobowa grupa ściśle współdziałała z oddziałami kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" i Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia", będąc współuczestnikiem najbardziej spektakularnych działań tych dowódców.

Z okazji tej smutnej rocznicy zapraszam do lektury nowego artykułu poświęconemu temu dowódcy, który znajduje się w kategorii: "JASTRZĄB" i "ŻELAZNY" – OBWÓD WiN WŁODAWA, pt. Por. cz.w. Józef Strug ps. „Ordon” (1919 – 1947)>

GLORIA VICTIS !!!

Strona główna>

Rozmowa z synem kpt. "Uskoka"

"Pod Prąd" – Rozmowa z Adamem Brońskim, synem kpt. "Uskoka"


W ostatnim programie Jerzego Zalewskiego "Pod Prąd", autor przeprowadził rozmowę z Adamem Brońskim, synem legendarnego dowódcy oddziałów partyzanckich na Lubelszczyźnie, kpt. Zdzisława Brońskiego ps. "Uskok", który osaczony przez grupę operacyjną UB-KBW 21 maja 1949 r. w Dąbrówce k/ Łęcznej popełnił samobójstwo, rozrywając się granatem.

Program można pobrać (w dwóch częściach) pod podanymi niżej linkami. Całość można poprawnie wypakować dopiero po ściągnięciu obu części.

1. Rozmowa z Adamem Brońskim – część 1>
2. Rozmowa z Adamem Brońskim – część 2>

Strona główna>

WSTRZĄSAJĄCE ODKRYCIE !!!

Przygotowując telewizyjny program dokonano wstrząsającego odkrycia !!!

Wstrząsające odkrycie twórców telewizyjnego programu „Było… nie minęło”. W miejscowości Łabunie Reforma pod Zamościem tropiciele historii odkryli szczątki polskich żołnierzy zamordowanych po II wojnie światowej.

Dziś już wiadomo, że są to szkielety polskich żołnierzy, zamordowanych wiosną 1947 roku. W tej sprawie trwało śledztwo; jeszcze są świadkowie mordu. Jednak historia komunistycznej zbrodni dopiero teraz się wyjaśnia…

W niewielkiej jamie znaleziono szczątki trzech mężczyzn w wieku 25-30 lat.  Przy szczątkach były charakterystyczne przedmioty, które wskazują na to, że zamordowani chcieli, by ktoś zidentyfikował zwłoki. Był to często zaszyty w mundurze lub trzymany w ręku guzik.

W tej sprawie prowadzone było prokuratorskie śledztwo, jednak 18 lat temu zostało umorzone. O tym, że w lesie dochodziło do egzekucji, wiedzieli mieszkańcy miejscowości Łabunie. Do dziś żyją świadkowie tamtych wydarzeń. Historia sprzed 60 lat znów staje się żywa. Zostanie opisana, a szczątki pomordowanych spoczną na gminnym cmentarzu.

To jednak nie koniec. W tym miejscu wciąż trwają badania archeologiczne, pracują historycy oraz ekipa magazynu historycznego „Było… nie minęło”. Nie wiadomo ile takich grobów kryje jeszcze ten las…

Kontakt z autorami programu TVP Lublin "Było… nie minęło":
tel: +48 81 5324291
e-mail: [email protected]

Źródło: TVP Lublin

Strona główna>

Mjr "Łupaszka" w Panteonie Żołnierzy AK

Symboliczny pogrzeb majora "Łupaszki" – 30 czerwca 2008 r., godz. 13:00

Na wojskowych Powązkach w Warszawie, w Panteonie Żołnierzy Armii Krajowej, 30 czerwca, o godz. 13:00 odbędzie się symboliczny pogrzeb majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", wybitnego dowódcy polowego wileńskiego okręgu AK, dowódcy 5. Wileńskiej Brygady AK, kawalera Virtuti Militari.

Major "Łupaszka" z córką Barbarą na Wileńszczyźnie, rok 1944.

Major Szendzielarz został aresztowany przez UB 60 lat temu, 30 czerwca 1948 r., podczas akcji X, zorganizowanej przez MBP przeciwko Polakom z Wileńszczyzny. Po licznych przesłuchaniach w więzieniu mokotowskim został skazany na 18-krotną karę śmierci. Proces "Łupaszki" i kilku innych wybitnych oficerów wileńskiej AK miał charakter pokazowy, transmitowany był przez radio. Major zachował się godnie w czasie śledztwa i procesu. Komunistyczny sąd skazał wszystkich "sądzonych" na śmierć. Miejsce pochówku pozostało do dziś nieznane. W okresie PRL "Łupaszko" stał się symbolem reprezentującym w świadomości Polaków wszystkich "żołnierzy wyklętych", walczących po wojnie przeciwko komunistom za "świętą sprawę" – niepodległy byt Polski.
Głównym organizatorem uroczystości jest Fundacja Żołnierzy Polski Walczącej. Zapraszamy wszystkich warszawiaków do oddania hołdu legendzie partyzantki antykomunistycznej. Poniedziałek, 30 czerwca, wejście bramą od ulicy Powązkowskiej 43-45, główną aleją do kwatery D18 (pod murem). Początek uroczystości o godzinie 13.00.

Piotr Szubarczyk
Źródło: Nasz Dziennik, 28-29 czerwca 2008, Nr 150 (3167)

O uroczystości czytaj więcej w: "Rzeczpospolita">

Strona główna>

Wystawa online: „…o Orła w koronie".

„…o Orła w koronie. Zgrupowanie partyzanckie »Błyskawica«”
Wystawa Online !!!

Zapraszam do obejrzenia online wystawy „…o Orła w koronie. Zgrupowanie partyzanckie »Błyskawica«”, przygotowaną przez IPN Oddział w Krakowie i PTH Oddział w Nowym Targu, a prezentującą – w 21 rozdziałach – archiwalne zdjęcia i dokumenty dotyczące zgrupowania mjr. Józefa Kurasia „Ognia”, w tym wiele nigdy wcześniej nie publikowanych.

KLIKNIJ W PLAKAT WYSTAWY

21 lutego 1947 roku we wsi Ostrowsko koło Nowego Targu wraz z nieliczną grupą podkomendnych został otoczony przez oddziały KBW, UB i MO mjr Józef Kuraś ps. „Ogień”, dowódca największego zgrupowania partyzanckiego w Krakowskiem. Nie mając możliwości odwrotu popełnił samobójstwo na strychu jednej z wiejskich chałup. Zmarł w nowotarskim szpitalu tuż po północy 22 lutego 1947 roku.
W drugiej połowie lat czterdziestych oficjalna propaganda przedstawiała go jako „psychopatę”, „znanego już przed wojną koniokrada”, bandytę „odznaczającego się szczególnym sadyzmem wobec eksploatowanej ludności góralskiej”, którego „najgorliwszymi współpracownikami”„członkowie SS i gestapo”, pomocnika „wilkołaków i pokrewnych ruchów faszystowskich”, chcącego zamienić Podhale w krainę obłędnych «ogników» niosących pożogę i mord”. Stefan Korboński, pełniący w 1945 roku obowiązki Delegata Rządu RP na Kraj nazwał go „Królem Podhala” i „tatrzańskim Janosikiem dwudziestego wieku, którego sława na Podhalu żyć będzie przez wiele lat przekazywana z pokolenia na pokolenie”.
Dzisiaj jest przez niektórych uznawany – w znacznym stopniu dzięki wieloletniej propagandzie komunistów – za postać kontrowersyjną.
Wówczas, jak wynika z PPR-owskich dokumentów, największą bolączką „władzy ludowej” było jednoznaczne poparcie ludności Podhala dla jego oddziałów. […]

Ze wstępu do wystawy…
CZYTAJ WIĘCEJ>>>


Mjr Józef Kuraś „Ogień” i Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica”>

Strona główna>