65 lat temu, w poniedziałek 21 sierpnia 1944 r., w kresowej wsi Surkonty, podczas przygotowań do kolejnej odprawy Komendanta Nowogródzkiego Okręgu Armii Krajowej mjr. Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza" oddział polski liczący 72 żołnierzy został zaatakowany przez wojska NKWD. Po wielogodzinnej walce w okrążeniu mjr Maciej Kalenkiewicz "Kotwicz", hubalczyk, cichociemny, kawaler Krzyża Srebrnego Orderu Wojennego Virtuti Militari i dwukrotny Krzyża Walecznych, poległ wraz z 35 swoimi żołnierzami, z których część sowieci dobili bagnetami.

Mjr/ppłk cc Maciej Kalenkiewicz ps. "Kotwicz"
Na skutek donosu naczelnik raduńskiego rejonowego Oddziału Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych kapitan bezpieczeństwa państwowego Czikin skierował w okolice wsi Surkonty, celem likwidacji "zgrupowania bandyckiego", Grupę Wywiadowczo-Poszukiwawczą 3. batalionu 32. Zmotoryzowanego Pułku Strzelców Wojsk Wewnętrznych NKWD.
Przybywające ciężarówki dostrzeżono w chwili, gdy zahamowały i zaczęli z nich wyskakiwać bojcy. Cichy alarm wśród chłopców "Kotwicza", rozrzuconych po odległych gospodarstwach, spowodował sprawne zajęcie stanowisk przez obsługę rkm. Spokojnie obserwowano przez lornetki Sowietów, gdy milczkiem podkradali się do zabagnionej łąki. Tam oczka wody rozbiły rytmicznie rozstawioną tyralierę i skupiły Sowietów w małe grupki. Wtedy, na rozkaz "Kotwicza", otwarto zmasowany ogień. Jego skuteczność była ogromna.
Rozpiętość frontu liczyła około 1000 metrów. W pierwszej fazie walki zginęło 16-30 żołnierzy sowieckich i było kilkunastu rannych, w tym obaj sowieccy dowódcy. Straty po stronie polskiej ograniczały się do kilku zabitych i rannych. Około godz. 15.00 nastąpiła krótka narada. Część partyzantów wycofała się z lżej rannymi, "Kotwicz" postanowił zostać do wieczora, by zabrać ciężko rannych. Nie doczekał…
W tym czasie oddziałom sowieckim przybył z odsieczą dowódca Grupy Wywiadowczo-Poszukiwawczej 3/32 zmot. pułku strz. kpt. Szulga i naczelnik rejonowego oddziału NKWD kpt. bezp. państw. Czikin. Według dokumentów sowieckich: "w wyniku 5-godzinnego boju [bandę] całkowicie zniszczono – zabito 53 bandytów, w tym 6 oficerów białopolskiej armii. Schwytano do niewoli – 4".
Żołnierze 1 kompanii I batalionu 77. pp AK. Na białym koniu siedzi mjr/ppłk Maciej Kalenkiewicz "Kotwicz".
W Surkontach atakował, według ocen ocalałych oficerów AK, sowiecki batalion dowieziony na 30 ciężarówkach. Stosunek sił wynosił 10:1 na niekorzyść Polaków. W drugiej fazie bitwy oddziały sowieckie zaatakowały lewe skrzydło obrony, starając się przełamać opór polskich stanowisk, wedrzeć się na tyły obrońców i odciąć drogę odwrotu. Na prawym skrzydle rozpoczęły natarcie świeżo przybyłe oddziały NKWD. W tej fazie Sowieci zdobyli wzgórze, na którym ustawili cekaem. W tym czasie nastąpił nalot kilku sowieckich samolotów, które ostrzelały pozycję Polaków z broni pokładowej. Sowiecki cekaem swoim ogniem ze wzgórza zniszczył polski punkt dowodzenia, zabijając polską obsługę rkm, majora Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza", rotmistrza Jana Skrochowskiego "Ostrogę" i adiutanta pchor. Henryka Nikicicza "Orwida". Ten fakt spowodował wycofanie się pozostałych partyzantów.
Straty sowieckie wyniosły 132 zabitych. Po stronie AK poległo 36 żołnierzy.
Nie wszyscy zginęli w walce. Jedna z ocalałych sanitariuszek tak wspomina ostatnią fazę walk: "Ale najgorsze było to, że oni razem ze mną robili obchód placu boju i wszystkich nieżyjących, ciężko rannych i lekko rannych, wszystkich dobijali bagnetami. Wszystkich! Pamiętam twarz kapitana "Hatraka" [kpt. cc Franciszek Cieplik]. On miał taką złotą szczękę i patrzył na mnie przytomnie, patrzył na mnie tak, jakby jemu było mnie żal. Ja to widziałam po jego oczach. Sołdat podszedł i pchnął go bagnetem w bok. Ja tylko widzę jego zęby wyszczerzone, bo on jego walił w brzuch, w klatkę piersiową, ile tylko chciał. I tak po kolei, każdego".
Obecny widok cmentarza żołnierzy Armii Krajowej w Surkontach. Przez pół wieku pole bitwy i zbiorowa mogiła żołnierzy AK mjr. "Kotwicza" w Surkontach były kołchozowym pastwiskiem, pokrytym zeschłą skorupą krowiego łajna. Pod
tą skorupą leżeli ONI.
Kpt. dr Alfred Paczkowski "Wania", cichociemny, napisał po latach: "Maciej – to Poniatowski. Jego śmierć była demonstracją i sprawą honoru".
Według mjr. "Kotwicza" obecność żołnierzy polskich na Kresach Wschodnich miała „dokumentować wobec świata przynależność ziem kresowych do Rzeczypospolitej”.
Oddziały AK i oddziały samoobrony polskiej trwały na straży polskości na Kresach i dokumentowały tą przynależność aż do lat 50., tocząc nierówną walkę z bolszewicką okupacją i sowietyzacją tych ziem.
GLORIA VICTIS !!!
Więcej na temat mjr. "Kotwicza" i bitwy pod Surkontami czytaj w tekście: Mjr Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz” i bitwa pod Surkontami – 21 VIII 1944 r.
- "Bezrukij Major" – część 1>
- "Bezrukij Major" – część 2>
- "Bezrukij Major" – część 3>
- "Bezrukij Major" – część 4>
- "Bezrukij Major" – część 5>
- "Bezrukij Major" – część 6>
Powyższy tekst w wersji angielskiej dostępny jest na stronie The Doomed Soldiers – Polish Underground Soldiers 1944-1963 – The Untold Story:
Zainteresowanych walką polskich partyzantów na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej (m.in. por. Jana Borysewicza "Krysi", ppor. Czesława Zajączkowskiego "Ragnera", ppor. Anatola Radziwonika "Olecha") po wkroczeniu sowietów, zapraszam do lektury kategorii im poświęconej:
59 rocznica rozbicia oddziału NZW "Garbatego"
59 lat temu, 19 sierpnia 1950 r. połączone siły UB, MO i KBW rozpoczęły obławę, która doprowadziła do zlikwidowania oddziału partyzanckiego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego dowodzonego przez Adama Kusza ps. "Garbaty". Oddział „Garbatego” był jedną z ostatnich działających na południu Lubelszczyzny zbrojnych grup antykomunistycznego podziemia. Adam Kusz „usamodzielnił się” po tragicznej śmierci (w grudniu 1946 roku) Józefa Zadzierskiego ps. „Wołyniak”, znanego na całym Zasaniu dowódcy oddziału NZW. Przejął wtedy dowodzenie grupą, z którą przeprowadził w następnych latach wiele akcji przeciwko MO, ORMO i UB oraz komunistycznym aparatczykom. Schronieniem dla żołnierzy „Garbatego” były lasy janowskie i lipskie.

Oddział Adama Kusza. W rzędzie górnym (od lewej): Adam Kusz "Garbaty", Kazimierz Zabiegliński "Kuna", Tadeusz Haliniak "Opium" (z tyłu), Józef Kłyś "Rejonowy" (z tyłu), Władysław Ożga "Bór", Stanisław Bielecki "Orzeł". W środkowym: Stanisław Łukasz "Marciniak", Tadeusz Parylak "Czarny", Michał Krupa "Wierzba". W dolnym: Andrzej Dziura "Stryj", Andrzej Kiszka "Dąb".
19 VIII 1950 r. rejon przebywania oddziału został okrążony przez oddziały KBW. O godzinie 5.00 w stronę partyzanckiego obozu ruszyła grupa szturmowa KBW. Obława trwała cały dzień. W jej trakcie miały miejsce dwa starcia z próbującymi się przebić partyzantami, w wyniku których zostało rannych dwóch żołnierzy KBW, a partyzanci stracili trzech ludzi. Po nastaniu zmroku grupa szturmowa opuściła las i wzmocniła kordon obławy, który w nocy był kilka razy nieskutecznie atakowany przez pozostałych przy życiu partyzantów.
20 sierpnia grupa szturmowa ponownie weszła do lasu i rozpoczęła przeszukiwanie. Tego dnia partyzanci ponownie próbowali wydostać się z okrążenia, lecz po ciężkich walkach, w wyniku których został ranny jeden z oficerów KBW, musieli się wycofać.
Trzeciego dnia akcji o godz. 8.00 KBW rozpoczęło ponowne przeszukiwanie terenu połączone z zacieśnianiem linii okrążenia. W trakcie tych działań żołnierze KBW znaleźli ukrytego po mchem Władysław Ożgę "Bora", którego zabito na miejscu, następnie jeszcze jednego partyzanta, ukrytego za pniem drzewa, który także został zamordowany.
W tym dniu, o godzinie 20.00 zakończono akcję. W jej wyniku zginęło pięciu partyzantów. Byli to: Adam Kusz "Garbaty", Władysław Ożga "Bór", Andrzej Dziura "Stryj", Wiktor Pudełko "Duży" i prawdopodobnie Stanisław Bielecki.

Lato 1949 r. Żołnierze z grupy Adama Kusza "Garbatego". Stoją od lewej: Wiktor Pudełko "Duży", Michał Krupa "Wierzba". Siedzą: Tadeusz Haliniak "Opium", Adam Kusz "Garbaty".
GLORIA VICTIS !!!
Więcej o likwidacji oddziału NZW "Garbatego" czytaj na stronie w kategorii "OSTATNI ŻOŁNIERZE NIEPODLEGŁEJ":
1 SIERPNIA 1944 – PAMIĘTAJMY !!!

Ks. Jerzy Szymik
Grecy
Czekają na Persów.
W wąwozie, w milczeniu,
w zapachu tymianku.
Skupieni na lęku
pocą się krwią
pięć wieków przed Chrystusem,
któremu są bliscy.
Ściskają mokre noże.
Księżyc w grotach włóczni
odbija z czułością odbite światło słońca.
Kiedy ono wzejdzie,
będzie już można śpiewać o nich pieśni.
Wszak Persów są krocie i jest z nimi Azja.
Wiedzą niewiele:
że umrą szybko i mało boleśnie,
że już nigdy życie nie wyjdzie z ich lędźwi.
Nie wiedzą,
że ocalą tęsknotę za harmonią i świat.
Dla nas


62 rocznica śmierci por. "Ordona"


Por. cz.w. Józef Strug ps. "Ordon" (1919-1947).
30 lipca 1947 r., osaczony przez obławę UB-KBW na kol. Sęków zginął w walce por. cz.w. Józef Strug ps. "Ordon", jeden z dowódców oddziałów partyzanckich podległych Komendzie Obwodu WiN Włodawa. Jego kilkunastoosobowa grupa ściśle współdziałała z oddziałami kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" oraz Leona "Jastrzębia" i Edwarda "Żelaznego" Taraszkiewiczów, będąc współuczestnikiem najbardziej spektakularnych działań tych dowódców.
GLORIA VICTIS !!!
W ubiegłym roku, z racji 61 rocznicy śmierci "Ordona", publikowałem artykuł biograficzny, autorstwa Tomasza Guziaka, poświęcony temu dowódcy, pt. Por. cz.w. Józef Strug ps. „Ordon” (1919 – 1947).
Dzisiaj zapraszam do lektury tekstu, który jest swego rodzaju suplementem do ubiegłorocznego i obszernie przedstawia okoliczności śmierci ppor. "Ordona". Jest on owocem kwerendy prowadzonej przez autora w zasobach archiwalnych lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej oraz Archiwum Państwowego w Lublinie.
IPN odnalazł miejsce pochówku gen. ”Nila”

Gen. August Emil Fieldorf ps. "Nil"
Reporterzy "Polski" jako pierwsi byli w miejscu, gdzie już jesienią rozpocznie się ekshumacja. Jej celem jest odnalezienie kości generała i jego towarzyszy.
Miejsce to znajduje się na obrzeżach Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie. Dziś są tam groby komunistycznych pułkowników Ludowego Wojska Polskiego. Poszukiwania mogiły "Nila" trwają już ponad 50 lat. Ale dokumenty, jakie odnalazł Jacek Pawłowicz, historyk z IPN, wskazują bez wątpliwości, że tym miejscem są właśnie Powązki. Jednym z nich jest raport, do którego dotarła "Polska".
Napisał go, z datą 12 kwietnia 1956 roku, Władysław Turczyński, grabarz zatrudniony w więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Wskazał w nim teren, gdzie do dołów wrzucano zwłoki pomordowanych. – Razem z generałem "Nilem" składano tam również ciała 240 innych bohaterów niepodległościowego podziemia, którzy zostali zamordowani przez bezpiekę w więzieniu na Rakowieckiej – wyjaśnia Jacek Pawłowicz i zabiera nas do Kwatery Ł na Łączkę Cmentarza Powązkowskiego.
Wówczas to miejsce wyglądało całkiem inaczej: znajdowało się za granicami ówczesnego cmentarza wojskowego, za krzakami, w zapadlisku. Tu nocami odbywały się tajne pochówki. W latach 50. urządzono tu śmietnik. Zwożono śmieci i gruz z całej Warszawy. W 1965 roku teren ten wyrównano i oddano do użytku jako część cmentarza komunalnego dla mieszkańców Warszawy. W końcu lat 60. cmentarz komunalny połączono z wojskowym i na tajnych grobach bohaterów zaczęto urządzać pochówki zasłużonych dowódców LWP.
– To chichot historii, że ciała pomordowanych żołnierzy podziemia jednak spoczywają dziś na cmentarzu wojskowym. Ale nie w Alei Zasłużonych, tylko blisko ogrodzenia – mówi Jacek Pawłowicz. I dodaje cierpko: – Za to w Alei Zasłużonych leżą ich kaci.
Naszym obowiązkiem jest sprawić, by polscy patrioci, elita tych, którzy walczyli o naszą niepodległość, zostali pochowani w godny sposób. Ale najpierw szczątki ciał trzeba ekshumować, a to wielkie logistyczne przedsięwzięcie. Zanim do tego dojdzie, odbędą się badania georadarowe. Specjalistyczny sprzęt zasygnalizuje, w którym konkretnie miejscu została naruszona ziemia i czy coś się pod nią znajduje.
Na ekshumację IPN musi uzyskać zgodę zarządu cmentarza, sanepidu i władz miasta. Z tym nie będzie problemu. Ale potrzebna jest także zgoda rodzin komunistycznych pułkowników, których pochowano nad ciałami bohaterów. A już dziś wiadomo, że jej dobrowolnie nie dadzą. Z niechęcią patrzyli nawet na pomiary i badania tego miejsca. Jest jednak sposób, by obyć się bez ich akceptacji. Wystarczy bowiem, że zgodę na ekshumację wyda prokuratura. Pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej dysponują już wystarczającym materiałem dowodowym, aby ją uzyskać. Oprócz wspomnianego raportu grabarza mają także zeznania innych, niezależnych świadków.
– Mam 84 lata, całe życie straciłam na poszukiwaniach mogiły ojca. Boję się, że już nie doczekam jej odnalezienia – mówi "Polsce" córka generała "Nila". Jednak Jacek Pawłowicz uspokaja: ekshumacja odbędzie się we wrześniu lub najpóźniej październiku. I wszystko stanie się jasne. Szczątki generała będą łatwe do identyfikacji: jako jedyny nie miał przestrzelonej czaszki. Aby go upokorzyć, bandyci z UB powiesili go jak zwykłego kryminalistę.
Spocznij generale
"Zwłoki od dłuższego czasu wożono samochodem (początkowo furmanką), przy czym podjeżdżano samochodem pod sam grób i wprost z samochodu składano zwłoki do dołu. Przeważnie chowano zwłoki bez trumny, w niektórych wypadkach w pół trumnie, tzn. w skrzyni zbitej z desek. Doły kopano na głębokości 1,5-2 m, o długości mniej więcej 2 m, a szerokości 70 cm. Po włożeniu zwłok do dołów zasypywano je i równano z ziemią" – tak brzmi raport o tajnych pogrzebach pomordowanych przez bezpiekę bohaterów niepodległościowego podziemia, do którego dotarła "Polska".
Gen. August Emil Fieldorf "Nil". Zdjęcie z 1950 r.
Dokument z datą 12 kwietnia 1956 r. napisał Władysław Turczyński, grabarz z więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, który był odpowiedzialny za tajne pochówki pomordowanych w sfingowanych procesach. To w tym więzieniu w 1953 r. powieszono generała Augusta Fieldorfa "Nila", dowódcę Kedywu AK. – Dzięki raportowi mamy już wytypowane miejsce, gdzie zakopano szczątki generała – mówi "Polsce" Jacek Pawłowicz, historyk z Biura Edukacji Publicznej IPN.
Raport Turczyńskiego powstał w związku z wystąpieniem w 1956 r. do Prokuratury Generalnej dwóch rodzin żołnierzy zamordowanych na Rakowieckiej. Zginęli od ubeckich kul w 1952 r., tuż przed egzekucją generała "Nila". Ich bliscy domagali się ujawnienia miejsca pochówku. Prokuratura powołała specgrupę do odnalezienia osób odpowiedzialnych za tajne pochówki. Jedną z nich był właśnie Turczyński.
Ale to nie wszystkie dokumenty, w jakich posiadaniu jest dziś IPN.
– Dotarliśmy do rodzin, które na własną rękę szukały miejsc pochówku swoich bliskich. Udostępnili nam swoje dokumenty i zeznania grabarza z Powązek. Bezpieka zabierała go nocą z domu i przywoziła na cmentarz po każdej kolejnej egzekucji – mówi Jacek Pawłowicz z IPN.
Zeznania powązkowskiego grabarza, jakie spisała i udostępniła IPN córka również zamordowanego oficera Tadeusza Leśnikowskiego, nie tylko potwierdzają, ale i rozszerzają informacje o tajnych mogiłach pomordowanych żołnierzy AK. Poszukiwania tych grobów, w tym również mogiły generała "Nila" trwają od lat 50. Do tej pory nie wiadomo było, gdzie leżą ciała takich bohaterów, jak rotmistrz Witold Pilecki, Łukasz Ciepliński "Pług" czy Wiktor Stryjewski, na którego 38 razy UB wydał wyrok śmierci. Ich szczątków szukano i w Lesie Kabackim i w Dolince Służewieckiej. Bez skutku.
– Powązki to już piąte miejsce, jakie się wskazuje – mówi "Polsce" Maria Fieldorf-Czarska, córka generała "Nila". Jej mama, Janina Fieldorf w 1971 r. wystąpiła do gen. Wojciecha Jaruzelskiego o wskazanie miejsca pochówku męża. – To było kolejne wystąpienie do władz wojskowych – przypomina Czarska. I dodaje: – Mama umiała tak napisać, aby Jaruzelski zareagował. Napisała: "Pan również jest oficerem…" – Jaruzelski wysłał do Fieldorfów porucznika z MON z propozycją: miejsca pochówku nie wskaże, ale na koszt wojska wybuduje symboliczny nagrobek. Pomnik stanął na… Powązkach. Dziś córka generała "Nila" uważa, że Jaruzelski musiał wiedzieć, gdzie złożono ciało jej ojca. – A my szukali
śmy zupełnie gdzie indziej – wzdycha. – Na Las Kabacki skierował nas jasnowidz. Próbowano kopać, nic nie znaleziono.
Gen. Fieldorf "Nil". Zdjęcie wykonane przez UB.
Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, twierdzi, że w latach 90. nawet tak enigmatyczne wskazówki sprawdzano. – Pewną informacją miała być Dolinka Służewiecka, jaką podpowiedział księdzu Józefowi Majowi inny świadek. Tam zrobiliśmy badania. Na wytypowanym miejscu znajdował się parking. Struktura ziemi została tam tak zmieniona, że wykluczała możliwości odnalezienia ludzkich szczątków.
Tym razem wszystko wskazuje na to, że szczątki polskich bohaterów doczekają się godnego pochówku. – To nasi najwięksi bohaterowie. Powinni leżeć na Powązkach w Alei Zasłużonych – mówi Jacek Pawłowicz. – Ale dziś leżą tam ich kaci.
Źródło: Polska The Times
”Rozbić więzienie – Kielce 1945”

Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, Instytut Pamięci Narodowej Delegatura w Kielcach, Urząd Miasta Kielce oraz Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych „Jodła” zapraszają w niedzielę, 2 sierpnia 2009 r. na ul. Zamkową i do Parku Miejskiego w Kielcach na widowisko historyczne „Rozbić więzienie – Kielce 1945”.
Inscenizacja poświęcona jest wydarzeniom sprzed 64 lat, kiedy oddziały podziemia niepodległościowego pod dowództwem kpt. Antoniego Hedy ps. „Szary” opanowały wiezienie Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach i uwolniły aresztowanych przez reżim komunistyczny.
Patronat honorowy nad przedsięwzięciem objęła Bożentyna Pałka-Koruba, Wojewoda Świętokrzyski.
„Zgodnie z planem samochody z partyzantami miały przybyć do Kielc o godz.23.00, ale z powodu opóźnienia w drodze poszczególne pododdziały znalazły się na wyznaczonych stanowiskach dopiero około godz. 23.30. Pierwszy pododdział grupy osłonowej, w liczbie około 30 żołnierzy, dowodzony przez por. Henryka Podkowińskiego „Ostrolota”, zajął stanowiska w pobliżu Katedry z zadaniem ubezpieczania akcji od strony ul. Sienkiewicza. Drugi pododdział por. Stefana Bembińskiego „Harnasia” – „Sokoła”, w sile około 50 żołnierzy, zajął pozycje w parku, aby osłaniać działania od strony KWMO oraz blokować ewentualne natarcie 8. pułku KBW i 4. pułku piechoty. Pododdział por. Henryka Wojciechowskiego „Sęka”, liczący około 40 ludzi, również ulokował się w parku, lecz na jego przeciwległym krańcu, zabezpieczając akcję przed atakiem żołnierzy Armii Czerwonej i załogi WUBP od strony ul. Focha. Pododdział czwarty, dowodzony przez por. Zygmunta Bartkowskiego „Zygmunta”, w sile 40 żołnierzy, ubezpieczał przewidywaną trasę odwrotu wszystkich oddziałów, a także zorganizował we wsi Zagórze pod Kielcami podwody dla przewiezienia ewentualnych rannych. Piąty pododdział pod dowództwem Wacława Borowca „Niegolewskiego”, liczący 10 żołnierzy, opanował pocztę główną znajdująca się przy ul. Sienkiewicza, z zadaniem zniszczenia miejskiej centrali telefonicznej. Po opanowaniu kluczowych punktów w mieście i zablokowaniu ważniejszych siedzib sił represji, partyzanci przeprowadzili udany szturm na budynki więzienne i uwolnili 354 więźniów. Biorąc pod uwagę skalę trudności (atak partyzantów w centrum miasta wojewódzkiego) oraz niewielkie straty po obu stronach (zginął jeden partyzant z oddziału kpt. „Szarego”, 1 oficer z Armii Czerwonej ciężko ranny zmarł w szpitalu, 1 milicjant również ciężko ranny zmarł w szpitalu), akcja zasługuje na szczególne podkreślenie”.
„Rozbicie więzienia w Kielcach w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 r.”

Program widowiska:
- 10.30 – zbiórka pocztów sztandarowych
- 11.00 – Msza święta w Bazylice Katedralnej
- 12.00 – rekonstrukcja wydarzeń z 4 na 5 VIII 1945 r.
- 14.00 – prezentacja grup rekonstrukcyjnych
Zdobycie więzienia w Kielcach

63 rocznica śmierci mjr. ”Orlika”
24 czerwca 1946 roku, podczas próby przebicia się przez kordon obławy koło wsi Piotrówek na Lubelszczyźnie, zginął major Marian Bernaciak ps. "Orlik", dowódca Inspektoratu WiN Puławy oraz dowódca zgrupowania oddziałów partyzanckich WiN w Inspektoracie Rejonowym "Puławy".

Mjr Marian Bernaciak ps. "Orlik"
Wraz z żołnierzami ochrony osobistej wracał z odprawy dowództwa Inspektoratu WiN Puławy do swojego zgrupowania stacjonującego koło wsi Hordzieżka w powiecie łukowskim. 20 kilometrów przed celem grupa zatrzymała się na skraju wsi Piotrówek, aby podkuć konia u kowala Jana Pyrki. O podejrzanych gościach sołtys Jan Maraszek, za pośrednictwem syna kowala, powiadomił posterunek MO w pobliskim Trojanowie i oddział żołnierzy z 1. DP w Więckowie, którzy patrolowali teren przed zbliżającym się referendum. Zorganizowano zasadzkę. Jedna grupa wkroczyła do wsi, a druga zablokowała przewidywaną drogę ucieczki do pobliskiego lasu.
Partyzanci podjęli próbę przebicia się z okrążenia, ale tylko dwóm udało się wyrwać z kotła. Dwóch wpadło w ręce UB, natomiast "Orlik" wraz z n/n "Ogarkiem", polegli. Do końca nie jest wiadome czy mjr Marian Bernaciak poległ w walce, czy będąc rannym, popełnił samobójstwo.
Pośmiertna fotografia mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika", wykonana przez ubeków dnia 24 czerwca 1946 r.
Ciało "Orlika" ubecy zabrali do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa na Pradze w Warszawie. Tam przez kilka dni upewniali się, czy to on, sprowadzając do jego zwłok więzionych rodziców i podkomendnych. Jedną z nich była Halina Rybakowska "Iskierka", która tak zapamiętała ostatnie spotkanie ze swoim dowódcą:
"W wielkiej świetlicy ułożono go na deskach podwyższonych w górnej części ciała. Twarz była czysta i spokojna, wyglądał jakby spał, ręce miał ułożone wzdłuż ciała, lewa była pokrwawiona i poszarpana pociskiem dum-dum, prawa zupełnie czysta. Miał na sobie zielonkawą kurtkę o kroju wojskowym i bryczesy. Zaszokowały mnie jego bose stopy, z palcami nadgryzionymi przez szczury. Sala była wypełniona przez wysokiej rangi umundurowanych, obwieszonych orderami – mundury polskie i ruskie. Żołnierzy "Orlika" zwożono z różnych więzień i aresztów, doprowadzono też jego rodziców w celu zidentyfikowania go. Modlitwą i łzami pożegnałam swojego dowódcę."
Ciało majora Mariana Bernaciaka "Orlika" pokazano rodzinie, a następnie – starając się zabić także pamięć po nim – ukryto. Pogrzebano go tam, gdzie leżeli inni skrytobójczo pomordowani przez NKWD i UB – na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie, w kwaterze 45 N. Przez dziesięciolecia była tam jedynie studnia, błoto, wysypisko śmieci i szalety.
Dopiero w latach siedemdziesiątych udało się rodzinom pomordowanych dowiedzieć, gdzie leżą ich bliscy. Bardzo duża w tym dziele jest zasługa brata mjr. "Orlika", Lucjana Bernaciaka. Po dziesięciu latach usunięto bezczeszczące groby szalety, postawiono brzozowy krzyż, który jednak bardzo szybko został zniszczony przez "wandali".
Minęło kolejne dziesięć zanim upadł PRL i wyrażono zgodę na zbudowanie "Pomnika Więźniów Politycznych Straconych w latach 1944 – 1956". Po wielu staraniach i kłopotach pomnik odsłonięto 15 września 2001 roku.
26 czerwca 2005 roku w Zalesiu koło Ryk, przed domem, w którym urodził się „Orlik” miała miejsce uroczystość odsłonięcia i poświecenia pomnika poświęconego majorowi Marianowi Bernaciakowi.
GLORIA VICTIS !!!
Pomnik mjr Mariana Bernaciaka ps. "Orlik" w Zalesiu. Wyryta w kamieniu inskrypcja głosi: "A jeśli komu droga otwarta do nieba, tym, co służą ojczyźnie" Pieśń XII Jan Kochanowski./ W HOŁDZIE URODZONEMU W ZALESIU 6 MARCA 1917 R. MJR. MARIANOWI BERNACIAKOWI "ORLIKOWI" / Obrońcy ojczyzny we wrześniu 1939 r. / Organizatorowi ZWZ-AK w podobwodzie Dęblin-Ryki / Dowódcy OPI/15 PP "Wilków" Armii Krajowej / Komendantowi zgrupowań partyzanckich WiN w inspektoracie Puławy / POLEGŁEMU W WALCE O NIEPODLEGŁĄ POLSKĘ 24 CZERWCA 1946 R. / Społeczeństwo powiatu ryckiego 26 czerwca 2005 r. 
Pomnik w Zalesiu.

Pomnik w okolicach miejsca śmierci mjr. "Orlika". Napis na pomniku brzmi: NA TYCH POLACH POLEGŁ MJR MARIAN BERNACIAK "ORLIK" / KOMENDANT ODDZ. PARTYZ. ZGRUPOWANIA 15 PP "WILKÓW" AK / KMDT GRUP DYW. I O.P. WIN.
Więcej na temat mjr. Mariana Bernaciaka "Orlika" czytaj:
- Mjr Marian Bernaciak „Orlik” (1917 – 1946)>
- Marian Bernaciak "Orlik" – zginał wolny jak ptak>
- Marian Bernaciak [wikipedia]>
- Pamięć musi przetrwać>
- 63 rocznica rozbicia PUBP w Puławach>
- Inscenizacja rozbicia PUBP w Puławach – fotorelacja>
ZMARŁ POR. HENRYK LEWCZUK ”MŁOT”
Uroczystości pogrzebowe por. "Młota" rozpoczną się 25 czerwca 2009 r. (czwartek) o godz. 12.00 Mszą Św. w kościele Rozesłania Św. Apostołów w Chełmie przy ul. Lubelskiej, następnie nastąpi złożenie prochów do grobowca rodzinnego na cmentarzu przy ul. Lwowskiej w Chełmie.
CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI !!!


Por. Henryk Lewczuk „Młot”. Lato 1946 r. Władzin, gm. Uchanie.
Henryk Lewczuk ps. „Młot”, podchorąży AK, porucznik AK-WiN. Syn Józefa i Władysławy z domu Ostrowska, urodzony 4 lipca 1923 roku w Chełmie w rodzinie kolejarskiej o bogatych tradycjach narodowych i patriotycznych (ojciec brał udział w wojnie z bolszewikami w 1920 r.). Ukończył szkołę powszechną im. ks. Stanisława Staszica, a następnie 4 klasy Gimnazjum im. S. Czarnieckiego w Chełmie. Dużą maturę zdał w Lublinie w 1948 roku, a następnie powtórzył ją w języku francuskim w 1952 roku. Studiował prawo i ekonomię w Uniwersytecie w Lyonie. Zdobył też kwalifikacje z zakresu informatyki. Znał 5 języków.
Po 1 września 1939 roku wspólnie z kolegami ze szkolnej drużyny harcerskiej zorganizował obronę elektrowni miejskiej. W latach 1939-1940 pracował jako robotnik w Chełmie i najemny pracownik w gospodarstwach u okolicznych rolników. Pomagał w ten sposób rodzicom utrzymać 8-osobową rodzinę. W latach 1943-44 na polecenie AK pracował na kolei w ramach tzw. Junaków.
Na początku 1941 roku zaprzysiężony do ZWZ (wcześniej w konspiracji znalazł się ojciec i brat Kazimierz). W ramach trójek konspiracyjnych brał udział w samokształceniu, ćwiczeniach wojskowych i małym sabotażu. W 1944 roku ukończył tajną szkołę podchorążych AK. Na przełomie kwietnia i maja 1944 roku skierowany do oddziału leśnego kpt. „Sędzimira” (Zygmunt Szumowski) wchodzącego w skład odtwarzanego w ramach AK 7 pułku piechoty WP. W stopniu plutonowy podchorąży pełnił funkcję dowódcy drużyny. Wziął udział w akcjach przeciwko Niemcom w Lasach Parczewskich, bitwach pod Kolonią Warszawską i Czółnami. Po rozformowaniu oddziału „Sędzimira” powrócił do rodziny do Chełma.
W połowie sierpnia 1944 roku chroniąc się przed aresztowaniem i wywiezieniem na Sybir wstąpił do Oficerskiej Szkoły Artylerii w Chełmie. W szkole znalazł się wraz z bratem Kazimierzem i licznymi kolegami z AK. Mimo sowieckiego nadzoru w szkole w tym czasie panował jeszcze duch polskości i patriotyzmu. Na porządku dziennym były kontakty z konspiracją AK-owską w mieście i kolportaż ulotek i prasy. Po kilku miesiącach zaniepokojeni tym stanem Sowieci rozpoczęli przesłuchania i aresztowania podejrzanych o „propagandę akowską”. Sygnałem zbliżającego się aresztowania było nagłe nocne przesłuchanie w siedzibie Informacji Wojskowej przez oficera sowieckiego.
Po promocji w początku marca 1945 roku otrzymał kilkutygodniowy urlop podczas którego wspólnie z kolegami z AK podjęli decyzję o wstąpieniu do oddziału partyzanckiego. W marcu 1945 roku w kilkunastoosobowej grupie wyruszyli w Krasnostawskie na poszukiwanie swojego dowódcy z AK „Sędzimira”. Nie znaleźli go i powrócili w okolice Chełma.
Po nawiązaniu kontaktu z konspiracją w Chełmie został skierowany w teren w celu zjednoczenia i podporządkowania Komendzie Obwodu ROAK licznych wtedy oddziałów poakowskich Otrzymał, niewykonalne dotychczas dla wielu starszych wiekiem i stopniem, zadanie uporządkowania terenu. Uczynił to bardzo szybko. Następnie mianowany został komendantem rejonu I ROAK (południowa część powiatu chełmskiego). Często natrafiał na opór i niechęć, ale dość szybko przejął rejon i od nowa uporządkował struktury terenowe konspiracji. Utworzył jeden zwarty, umundurowany i bardzo dobrze uzbrojony oddział zbrojny znany powszechnie od jego pseudonimu oddziałem „Młota”. Był to w latach 1945-1947 jedyny odział zbrojny działający w Obwodzie Chełmskim WiN.
Por. Henryk Lewczuk "Młot". Zdjęcie z 16 marca 1947 r.
We wrześniu 1945 roku, już w ramach Zrzeszenia WiN otrzymał nominację na stopień podporucznika. W podległym rejonie wydał bezwzględną walkę mnożącym się w zastraszającym tempie i często jawnie popieranym (a nawet bezpośrednio organizowanym) przez komunistyczne władze bandom rabunkowym. Modelowo wręcz zorganizowana sieć konspiracji (wg ocen UB około 1000 członków) spowodowała, że w latach 1945-47 rejon stanowił swoistą Rzeczpospolitą Partyzancką – bez posterunków MO i sieci komunistycznej władzy. Rzeczywistym gospodarzem terenu był „Młot”. W oddziale zbrojnym utrzymywał tylko najbardziej sprawdzonych i zaufanych żołnierzy – licznie napływającą młodzież odsyłał do szkół i na Ziemie Zachodnie. Mimo licznych prób ze strony chełmskiego UB przez cały okres funkcjonowania oddziału, nie udało się wprowadzić do oddziału swoich agentów. Stąd do ujawnienia w marcu 1947 roku oddział był niezniszczalny, mimo wykonania szeregu spektakularnych akcji. Najważniejsze z nich to:
- rozbicie PUBP w Hrubieszowie i uwolnienie kilkudziesięciu aresztowanych członków WiN i UPA w ramach wspólnej akcji oddziałów UPA i WiN w nocy z 27 na 28 maja 1946 roku (akcja wykonana bez strat własnych),
- wykonanie wyroku na starostę chełmskiego Stefana Flisa kierującego akcją zwalczania PSL i podziemia w powiecie chełmskim w dniu 16.06.1946 roku (akcja wykonana w biały dzień na głównej ulicy Chełma, bez strat własnych),
- uwolnienie aresztowanego rannego oficera wywiadu WiN Stefana Winiarczyka ps. "Wyrwa" ze szpitala w Chełmie (24.10.1966 rok),
- przejęcie kasy pułkowej z Hrubieszowa podczas transportu pieniędzy z Chełma jesienią 1946 roku,
- starcia z ekspedycjami karnymi PUBP z Chełma w obronie miejscowej ludności, a także rozpraszanie grup propagandowych przed referendum w czerwcu 1946 roku i wyborami do sejmu w styczniu 1947 roku.
W sierpniu 1946 roku uczestniczył w spotkaniu z angielskim dziennikarzem (Derek Selby) w majątku Władzin pod Uchaniami. Oddział „Młota” całkowicie umundurowany i doskonale uzbrojony wywarł wielkie wrażenie na Angliku, który dał temu wyraz w opublikowanych artykułach na łamach londyńskiego dziennika Times.
W styczniu 1947 roku "Młot" otrzymał awans na stopień porucznika. W lutym 1947 roku podczas odprawy u komendanta obwodu chełmskiego WiN podjęta został a decyzja o ujawnieniu się obwodu w ramach ogłoszonej przez komunistów amnestii. „Młot” sam wybrał miejsce i czas ujawnienia się oddziału i członków konspiracji terenowej. Po pertraktacjach UB zgodziło się na przyjazd komisji ujawnieniowej do Wojsławic, gdzie 16 marca, po Mszy Świętej w miejscowym kościele, przemarszu pod urząd gminy i ostatnim raporcie, oddział zł
ożył broń. Zgodnie z zawartym porozumieniem żołnierze mogli przez kilka dni chodzić w swoich mundurach, a oficerowie zachowali broń osobistą. Ujawnili się również najbardziej zagrożeni członkowie konspiracji terenowej. W odróżnieniu od wielu innych tego typu akcji nie zdano archiwum rejonu i oddziału, nie przekazano tez spisu członków konspiracji.

Pierwsza strona oświadczenia ujawnieniowego por. Henryka Lewczuka "Młota".
W czerwcu 1947 roku wraz z grupą swoich podkomendnych wyjechał do Wrocławia, gdzie podjął pracę w leśnictwie. Na wieść o coraz liczniejszych aresztowaniach, tajemniczych zniknięciach i niewyjaśnionych zabójstwach w początku 1948 roku powrócił do Chełma. Wobec coraz bardziej oczywistego zagrożenia ze strony UB postanowił opuścić kraj. Po nawiązaniu kontaktów z konspiracją 4 lipca 1948 roku wraz z żołnierzem WiN z Hrubieszowa Tadeuszem Lipowiczem ps. "Klosz" (w 1946 roku uwolnił go z więzienia UB w Hrubieszowie) został przerzucony na barce z węglem ze Szczecina do Berlina. Po krótkim pobycie w Monachium udał się do Francji. Był pewien, że niebawem z Francji będzie wiodła najkrótsza droga do Ojczyzny.
Karierę zawodową na obczyźnie rozpoczął jako robotnik w fabryce, a zakończył na stanowisku dyrektora Centrum Obliczeń Komputerowych w Fontainbleau pod Paryżem. W międzyczasie przez wiele lat pracował na kierowniczych stanowiskach w cywilnych strukturach NATO we Francji.
Brał czynny udział w życiu politycznym emigracji polskiej – w latach 1949-1955 kierował okręgowymi strukturami młodzieżowej organizacji „Ogniwo”. Jego pracę z młodzieżą wysoko oceniali wizytujący okręg generałowie Władysław Anders i Stanisław Maczek. Odbył też specjalistyczne szkolenie wojskowe (w tym kurs spadochronowy) przygotowujące do działań zbrojnych na terytorium PRL na wypadek konfliktu zbrojnego z komunistami. Miał dowodzić polskimi oddziałami antykomunistycznymi na Lubelszczyźnie.
Henryk Lewczuk. Zdjęcie z okresu służby w Polskich Kompaniach Wartowniczych w Monachium.
W 1990 roku po raz pierwszy od 42 lat przyjechał do Chełma, a w 1992 roku powrócił do Polski na stałe. „Z marszu” włączył się w życie społeczne i polityczne kraju i regionu. W 1995 roku był współorganizatorem Ruchu Odbudowy Polski, a w latach 1996-2002 był wiceprzewodniczącym Zarządu Głównego tej partii.
W 1994 roku został radnym Rady Miejskiej w Chełmie uzyskując rekordową w skali Chełma liczbę oddanych na jego kandydaturę głosów. Został wybrany przewodniczącym Rady. W krótkim okresie sprawowania tej funkcji doprowadził do wybudowania i odsłonięcia pomnika Armii Krajowej. Głosami postkomunistów i liberalnej części prawicy został z tej funkcji odwołany w listopadzie 1994 roku. W latach 1997-98 pełnił też funkcję członka Zarządu Miasta Chełma.
W latach 1998 –2001 był radnym Sejmiku Województwa Lubelskiego reprezentując w nim Ziemię Chełmską.
W 2002 roku został wybrany Posłem na Sejm RP IV kadencji. Był członkiem Poselskiego Koła ROP. Pracował w Komisji Spraw Zagranicznych.
28 listopada 2008 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński podpisał postanowienie o nadaniu Henrykowi Lewczukowi za wybitne zasługi dla niepodległości Polski Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystej dekoracji w imieniu Prezydenta dokonał 16 stycznia 2009 roku były Premier RP i aktualnie doradca prezydenta RP Jan Olszewski podczas uroczystości w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 6 w Chełmie.
Przez ostatnie 10 lat mieszkał w Milanówku, w 2008 powrócił do Chełma. Zmarł 15 czerwca 2009 r. Zgodnie z jego wolą uroczystości pogrzebowe odbędą się w rodzinnej parafii Lewczuków pod wezwaniem Rozesłania Świętych Apostołów w Chełmie, a prochy zostaną złożone w grobowcu rodziców na cmentarzu przy ul. Lwowskiej.
Więcej na temat Henryka Lewczuka "Młota" czytaj:
- Por. Henryk Lewczuk "Młot" i uderzenie na Hrubieszów – 27/28 V 1946 r.>
- Rozmowa z por. Henrykiem Lewczukiem ps. "Młot">
- Por. Henryk Lewczuk "Młot" odznaczony przez Prezydenta RP>
- Oddział WiN porucznika Henryka Lewczuka “Młota”>
- Angielski dziennikarz Derek Selby na spotkaniu z podziemiem antykomunistycznym we Władzinie w sierpniu 1946 roku>
- Pan Bóg powołał Komendanta „Młota” do wiecznej służby>
”Śladami zdrady” w TVP HISTORIA
"Żołnierze Wyklęci"
"Śladami zdrady"
W najbliższy czwartek, 4 czerwca 2009 r. w TVP HISTORIA, o godz. 20:00 zostanie wyemitowany kolejny odcinek programu z cyklu KONFLIKTY, BITWY, WOJNY – "Żołnierze Wyklęci", pt. "Śladami zdrady". Tym razem autorzy – Prezes Fundacji "Pamiętamy" Pan Grzegorz Wąsowski, Kazimierz Krajewski i Tomasz Łabuszewski – ukazują metody, jakimi władze komunistyczne posługiwały się zwalczając niepodległościowe dążenia społeczeństwa polskiego, których wyrazem było istnienie przez wiele lat zbrojnego podziemia.
W dyskusji wykorzystane zostaną przykłady szczególnie zbrodniczych działań bezpieki, takich jak wymordowanie żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z beskidzkiego zgrupowania kpt. Henryka Flame ps. „Bartek”, sprawa grupy agenturalnej o kryptonimie V Kolumna, działalność PPR-owskiego szwadronu śmierci Władysława Rypińskiego czy działalność nieletniego agenta Czesława Białowąsa o kryptonimach „Małachowski” i „Michał”.
W ramach programu zaprezentowany zostanie film Z ARCHIWUM IPN – ZBRODNIA W LEŚNYM UROCZYSKU – Tuż po godzinie czwartej rano 26 września 1946 roku leśnym uroczyskiem Hubertus koło wsi Barut na Śląsku Opolskim wstrząsnął potężny wybuch. Budynek gospodarski należący do pobliskiego zameczku myśliwskiego został zmieciony z powierzchni ziemi. Wewnątrz w przerażający sposób śmierć znalazło około 200 partyzantów z oddziału NSZ kpt. "Bartka". Przez wiele dni teren był szczelnie zamknięty przez ekipy UB zacierające ślady swej zbrodni…
POWTÓRKA PROGRAMU:
- Piątek, 5 czerwca 2009 r., godz. 10:30
Więcej na temat kpt. Henryka Flame ps. "Bartek" czytaj:
- OPERACJA "LAWINA" – UB-ecka zbrodnia bez precedensu – część 1
- OPERACJA "LAWINA" – UB-ecka zbrodnia bez precedensu – część 2
- 60 Rocznica śmierci kpt. "Bartka"
Linki zewnętrzne:
- Zgrupowanie "Bartka" w Wiśle
- Katowicki IPN szuka na Opolszczyźnie śladów ludobójstwa…
- Gdzie są szczątki stu żołnierzy NSZ
- Nie znaleziono szczątków żołnierzy NSZ
- Miałem spłonąć w tej stodole
- Artykuł Tomasza Greniucha o śmierci kpt. "Bartka" (Endecja.pl)
- Wywiad z Tomaszem Greniuchem, autorem książki „Król Podbeskidzia”. Biografia kpt. Henryka Flame "Bartka"
PRZYPOMNIJMY O ROTMISTRZU
z udziałem inicjatora ogólnopolskiej akcji społecznej „Przypomnijmy o Rotmistrzu” oraz pomysłodawcy ustanowienia rocznicy śmierci Witolda Pileckiego – 25 maja Europejskim Dniem Bohaterów Zmagań z Totalitaryzmem p. Michała Tyrpy.
PRELEGENCI:
- Justyna Dudek, Instytut Pamięci Narodowej: Biografia Witolda Pileckiego
- Marcin Nowak, Radny Miasta Lublin: Rotmistrz Pilecki jako bohater naszych czasów
- Michał Tyrpa, Fundacja Paradis Judaeorum: Witold Pilecki – polskość w godzinie próby
Collegium Norwidianum KUL s. 208
LUBLIN
Po konferencji nastąpi przemarsz z zapalonymi zniczami pod pomnik Konstytucji 3 Maja na Placu Litewskim oraz uczczenie 61. rocznicy śmierci Witolda Pileckiego minutą ciszy.
Patron medialny:
fronda.pl
Czytaj więcej o Rotmistrzu Witoldzie Pileckim:


