Zbigniew Herbert


Por. Jan Leonowicz "Burta" (15 I 1912 – 9 II 1951)
62 lata temu, 9 lutego 1951 r., w zasadzce zorganizowanej we wsi Nowiny przez grupę operacyjną UB pod dowództwem sierż. Ryszarda Trąbki, zginął por. Jan Leonowicz ps. "Burta",
żołnierz Armii Krajowej, dowódca jednego z najdłużej walczących z
komunistami oddziałów partyzanckich samodzielnego Obwodu WiN Tomaszów
Lubelski.
Jego zwłoki przewieziono do Tomaszowa Lub., gdzie przez dwa tygodnie
wystawione były na widok publiczny przed budynkiem PUBP. Do dzisiaj nie
wiadomo gdzie zostało pogrzebane ciało por. "Burty". Zakopano je
najprawdopodobniej na dziedzińcu tomaszowskiego PUBP lub na nowym
cmentarzu przy drodze do Zamościa.
Zwłoki Jana Leonowicza "Burty" na dziedzińcu tomaszowskiego PUBP, luty 1951 r. Zdjęcie wykonane przez bandytów z UB.
GLORIA VICTIS !!!
Jan Leonowicz, ps. "Burta" (ur. 15 stycznia 1912 r. w Żabczu, gm. Poturzyn, pow. Tomaszów Lubelski, zm. 9 lutego 1951 r. we wsi Nowiny, pow. Tomaszów Lubelski) – członek SZP-ZWZ-AK, działacz WiN, dowódca oddziału partyzanckiego na Lubelszczyźnie.
Jan Leonowicz z żoną Marią Ludwiką z d. Lanckorońską, 1937 r.
Pochodził
z rodziny ziemiańskiej Mariana i Anastazji z d. Jurczak, był jednym z
dziesięciorga rodzeństwa. Ojciec był leśniczym, dziadek powstańcem
styczniowym. Po ukończeniu szkoły powszechnej rozpoczął naukę w
gimnazjum. Służbę wojskową odbywał w 2. psk w Hrubieszowie.
We
wrześniu 1939 walczył w szeregach macierzystej jednostki, ranny,
powrócił z frontu w październiku 1939. Wstąpił do Służby Zwycięstwu
Polski (SZP). 25 grudnia 1939 wziął udział w rozbiciu posterunku policji
granatowej w okolicach Łaszczowa. W 1940 został aresztowany przez
policję ukraińską w Poturzynie, zwolniony dzięki staraniom ojca.
Prawdopodobnie od 1942 dowódca sekcji szturmowej "Poturzyn" (jednej z
dziewięciu grup bojowych) odcinka "Wschód" Obwodu AK Tomaszów Lubelski. 1
marca 1943 wziął udział w akcji na posterunek policji ukraińskiej w
Poturzynie, w trakcie której placówkę tę rozbito, zabijając 6 Ukraińców
(w tym dwóch komendantów posterunków w Telatynie i Poturzynie) oraz
komisarycznego wójta gminy Poturzyn. Na przełomie 1943/1944 przebywał w
sztabie obwodu znajdującym się na skraju Puszczy Solskiej, w pobliżu
leśniczówki Rebizanty nad Tanwią. W 1944 żołnierz "Kompanii Leśnej"
ppor. rez. Witolda Kopcia, a także dowódca jednego z patroli plutonu
lotnego żandarmerii polowej sierż. rez. Wacława Kaszuckiego. W ostatnich
dniach lutego w Poturzynie oraz 5 i 9 kwietnia 1944 na odcinku
Podlodów-Żerniki-Rokitno, w rejonie Steniatyna i Posadowa, brał udział w
walkach przeciwko Ukraińskiej Narodowej Samoobronie i UPA. Od wiosny
1944 służył najprawdopodobniej jako zwiadowca w dowodzonej przez sierż.
Andrzeja Dżygałę "Kompanii Żelaznej". Podczas akcji "Sturmwind II" razem
z kilkoma partyzantami przebił się przez trzy pierścienie niemieckiej
obławy. W ramach akcji "Burza" znalazł się w szeregach odtwarzanego
przez Inspektorat Zamość 9. pp AK.
Por. Jan Leonowicz "Burta"
Po wkroczeniu Sowietów nie
złożył broni. Od grudnia 1944 służył jako podchorąży, następnie (na
przełomie maja i czerwca 1945) został awansowany do stopnia chorążego.
Działał jako oficer broni w strukturach Obwodu Tomaszów Lubelski,
Inspektorat Zamość AK-DSZ-WiN. Wiosną 1945 zorganizował grupę lotną w
sile ok. 20-30 żołnierzy, która operowała w północnej części powiatu
Tomaszów. Oddział przetrwał do końca czerwca 1945. Latem, po ogłoszeniu
tzw. małej amnestii część żołnierzy ujawniła się, natomiast ci, którzy
tego nie uczynili, ukryli się. Przy Leonowiczu pozostało jedynie dwóch
ludzi. Ich głównym celem było w tym czasie rozbrajanie funkcjonariuszy
MO i ORMO orz rozpędzanie zebrań agitacyjnych organizowanych przez PPR.
Od początku 1946 zaczął ponownie rozbudowywać swoją grupę, która
wsławiła się m.in. wykonaniem 31 maja 1946 wyroku śmierci na
wiceprzewodniczącym Powiatowej Rady Narodowej Wincentym Umerze
(Humerze), ojcu stalinowskiego zbrodniarza Adama Humera (czytaj również TUTAJ).
Powiększanie oddziału trwało do początku 1947. W okresie przedwyborczym
Leonowicz zaniechał wszelkich akcji zbrojnych, ograniczając się jedynie
do przeciwdziałania wyborczej propagandzie i agitacji. Po ogłoszeniu 22
lutego 1947 amnestii niemal wszyscy członkowie oddziału się ujawnili.
W kwietniu lub maju 1947 Leonowicz nawiązał kontakt z komendantem oddziałów leśnych Inspektoratu Lublin mjr. Hieronimem Dekutowskim "Zaporą"
i postanowił pozostać w konspiracji. 1947-1951 działał w strukturach
samodzielnego Obwodu WiN Tomaszów Lubelski. W tym czasie komendantem
Obwodu był por. Stefan Kobos (ps. "Wrzos"), który nie podporządkował się
strukturom tzw. drugiego Inspektoratu AK Zamość,
dowodzonego przez kpt. Mariana Pilarskiego. Leonowicz w stopniu
porucznika pełnił funkcję dowódcy patrolu leśnego, który 1947-1949
liczył 3-7 ludzi, a w końcu 1949 rozrósł się do rozmiarów kompanii
szkieletowej (ok. 30-40 żołnierzy). Jednocześnie rozbudowywała się
siatka terenowa, wg informacji UB liczyła ona ok. 200 współpracowników i
obejmowała 5 powiatów: Biłgoraj, Hrubieszów, Lubaczów, Tomaszów i
Zamość. Do lata 1948 Leonowicz utrzymywał kontakty z grupą OUN dowodzoną
przez Jana Niewiadomskiego ps. "Jurko". 
Por. Jan Leonowicz "Burta". Zima 1950/1951
Oddział
"Burty" rozbrajał milicjantów i ormowców, wykonywał egzekucje na
agentach UB, działaczach PPR i PZPR, aktywnych współpracownikach "nowej
władzy", a także na pospolitych bandytach, m.in. na działaczu PPR w
Maziłach, Józefie Pietrynie (13 września 1947), komendancie posterunku
MO w Rachaniach, Zygmuncie Bielaku (11 lipca 1948), mordercy i
konfidencie, byłym żołnierzu oddziału, Adamie Fornucu (lato 1948),
członku PZPR, wójcie gminy Telatyn, Władysławie Ślęzaku (30 kwietnia
1949), agencie UB Władysławie Adamie Adamcu (18 maja 1949 – egzekucję
wykonał osobiście Leonowicz), członku PZPR, wójcie gminy Majdan Sopocki,
Andrzeju Wrębiaku (12 lipca 1949). Ponadto grupa przeprowadziła wiele
akcji bojowo-dywersyjnych, m.in. na stację kolejową, pocztę i
spółdzielnię w Suścu (23 października 1948) oraz na posterunki ORMO w
Dyniskach (kwiecień 1949) i Tarnawatce (29 września 1950). Oddział
stoczył również wiele potyczek z grupami operacyjnymi UB, MO i KBW.
Jan Leonowicz
zginął 9 lutego 1951 w zasadzce zorganizowanej przez grupę operacyjną
UB pod dowództwem sierż. Ryszarda Trąbki, w zabudowaniach swojej
przyjaciółki, nauczycielki Władysławy Płoszajówny we wsi Nowiny. Jego
zwłoki przewieziono do Tomaszowa, gdzie przez dwa tygodnie wystawione
były przed budynkiem PUBP na widok publiczny. Ciało pogrzebano
najprawdopodobniej na dziedzińcu PUBP lub na nowym cmentarzu przy drodze
do Zamościa.
Po śmierci „Burty" dowództwo nad pozostałościami oddziału przejął Jan Turzyniecki „Mogiłka", którego jako jednego z ostatnich „burtowców" ujęto 10 października 1953 r.
Jan Leonowicz "Burta" był żonaty z Ludwiką z d. Lanckorońską, z którą miał córkę Barbarę.
- Pobierz i obejrzyj film Z archiwum IPN: "BURTA" (chomikuj.pl)>
- Pobierz i obejrzyj film "Burta i inni" (chomikuj.pl)>
Zobacz również film Z archiwum IPN: "Mogiłka", o Janie Turzynieckim ps. "Mogiłka",
zastępcy por. "Burty". W początkach 1948 r. nawiązał on kontakt z Janem
Leonowiczem "Burtą" i został przyjęty do jego oddziału. Został dowódcą
jednego z patroli i jednocześnie zastępcą dowódcy oddziału. Kres
działalności tego oddziału nastąpił dopiero we wrześniu 1959 r. Samego
"Mogiłkę" ujęto natomiast w maju 1953 r. Po trwającym 11 miesięcy
brutalnym śledztwie Turzynieckiego osądzono i skazano na wielokrotną
karę śmierci. Sąd Wojskowy zamienił ten wyrok w 1955 r. na 12 lat
pozbawienia wolności. "Mogiłka" wyszedł na wolność w czerwcu 1964 r.
jako wrak człowieka. Nie nacieszył się wolnością, gdyż już w osiem
miesięcy od wyjścia z więzienia zmarł. Pochowano go na cmentarzu w
Tomaszowie Lubelskim.
Jan Turzyniecki "Mogiłka", dowódca oddziału po śmierci "Burty".
O por. Janie Leonowiczu "Burcie" czytaj więcej:
- Por. Jan Leonowicz „Burta” (1912–1951) – część 1/2>
- Por. Jan Leonowicz „Burta” (1912–1951) – część 2/2>
- Sławomir Poleszak, W ciągłym ruchu…, "Rzeczpospolita" – dodatek "Żołnierze Wyklęci 1943-1963", Nr 7, 11 maja 2011 r.
- Bartłomiej Szyprowski, „Meliniarz” oddziału „Mogiłki”. Sprawa karna Aleksandra Szyprowskiego [PDF]>
- Ewelina Vonau, Zapiski wspomnień (wspomnienia siostry "Burty")>
- Odsłonięcie tablicy upamiętniającej śmierć Jana Leonowicza ps. "Burta">
62. rocznica śmierci mjr. "Łupaszki"
Zbigniew Herbert


Mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (12 III 1910 r. – 8 II 1951 r.)
62 lata temu, 8 lutego 1951 roku komunistyczni oprawcy zamordowali mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka", jednego z najwybitniejszych oficerów Wojska Polskiego i Armii Krajowej, dowódcę 5. Brygady Wileńskiej AK, dwukrotnego kawalera orderu Virtuti Militari.
Major
"Łupaszka"
został aresztowany przez UB 30 czerwca 1948 r. w Osielcu na Podhalu i po ciężkim
śledztwie, 2 listopada 1950 r. skazany przez Wojskowy Sąd
Rejonowy w Warszawie, pod przewodnictwem sędziego Mieczysława Widaja [czyt.: Stalinowski sędzia…, Zmarły, nieosądzony] na 18-krotną karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego
1951 r. w więzieniu na Rakowieckiej – strzałem w tył głowy.
Wraz z nim zamordowano trzech innych oficerów wileńskiej Armii Krajowej: ppłk Antoniego Olechnowicza ps. "Pohorecki", ppor. Lucjana Minkiewicza ps. "Wiktor" i kpt. Henryka Borowego – Borowskiego ps. "Trzmiel".
Ich ciała posypano wapnem i wdeptano w ziemię w nieznanym miejscu na warszawskich Powązkach.


Ppłk Antoni Olechnowicz ps. "Pohorecki"


Ppor. Lucjan Minkiewicz ps. "Wiktor"


czwartek, 8 lutego 1951 r. kat wywołał z celi majora "Łupaszkę". Za
chwilę miał się znaleźć na schodach krwawej mokotowskiej piwnicy.
Wszystkie piwnice są do siebie podobne, więc mokotowska pewnie nie
różniła się zbytnio od tej w Twerze, w siedzibie NKWD przy ul.
Sowieckiej 5, gdzie w kwietniu i w maju 1940 r. na polskich majorów
czekał w gumowym fartuchu i z naganem w łapie major NKWD Błochin. Jak
się nazywał morderca z Mokotowa, który tego dnia "pełnił służbę" i
przyłożył majorowi "Łupaszce" nagana do karku? Nie wiemy, są tylko
przypuszczenia, ale to nie ważne, bo i on, i Błochin to dzieci tego
samego diabła. A propos dzieci: pewnie je dobrze wykształcił, bo miały
dużo dodatkowych punktów na egzaminach wstępnych. Może te dzieci i ich
dzieci są teraz sędziami albo prokuratorami? Pewnie ojciec miał w tej
branży znajomości. Major powiedziałby na to wszystko tak, jak zwykł
mawiać w podobnych okolicznościach: "Kat z nimi !". Zanim wyszedł ze
zbiorowej celi, stanął przez chwilę nieruchomo, popatrzył po raz ostatni
na swoich towarzyszy niedoli i – jak relacjonował potem najmłodszy
więzień z celi, o pseudonimie "Młodzik" – powiedział głośno: "Czołem,
Panowie !"

Zygmunt Szendzielarz urodził się 12 marca 1910 r. w Stryju (woj. stanisławowskie), w wielodzietnej rodzinie urzędnika kolejowego Karola i Eufrozyny z domu Osieckiej. Miał dwie siostry i trzech braci. Zygmunt uczył się we Lwowie i Stryju, gdzie w 1929 r. ukończył gimnazjum, a następnie wstąpił do szkoły podchorążych zawodowych w Różanie, którą ukończył w 1931 r. Następnie trafił do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, po którego ukończeniu w stopniu podporucznika został przydzielony do 4 pułku ułanów zaniemeńskich w Wilnie. W połowie 1936 r. otrzymał stanowisko dowódcy 2 szwadronu.
W szeregach 4 pułku ułanów brał udział w wojnie obronnej 1939 r. w składzie Wileńskiej Brygady Kawalerii WP. W końcowym okresie walk dołączył ze swym szwadronem do Grupy Operacyjnej Kawalerii dowodzonej przez gen. Andersa. 27 września 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej, z której uciekł po kilku dniach i przedostał się do Lwowa. W listopadzie 1939 r. powrócił do Wilna, gdzie ukrywał się przed aresztowaniem pod fałszywym nazwiskiem Władysław Chawling i uczestniczył w działalności konspiracyjnej. W sierpniu 1943 r. na mocy rozkazu Komendanta Wileńskiego Okręgu AK ppłk. Krzyżanowskiego „Wilka” został skierowany na stanowisko dowódcy oddziału partyzanckiego AK ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”. Dotarł w rejon jego bazy nad Jeziorem Narocz już po rozbiciu tej jednostki przez sowiecką brygadę Fiodora Markowa (zamordowano wówczas „Kmicica” i około 80 żołnierzy AK). Z niedobitków zorganizował nowy oddział partyzancki, od listopada 1943 r. noszący nazwę 5 Brygady Wileńskiej AK, na czele której wykonał kilkadziesiąt udanych akcji przeciwko Niemcom, kolaborującym Litwinom, a przede wszystkim partyzantce sowieckiej.
Dowodzona przez niego brygada, po uzgodnieniu tego z komendantem „Wilkiem”, nie wzięła udziału w operacji „Ostra Brama”, lecz atakując oddziały niemieckie wycofała się na zachód. 23 lipca 1944 r. część żołnierzy „Łupaszki” została rozbrojona przez Armię Czerwoną w Puszczy Grodzieńskiej, reszta w niewielkich grupach przedzierała się dalej na zachód, z zamiarem ponownego połączenia się w Puszczy Augustowskiej. W sierpniu 1944 r. część partyzantów wileńskich zebrała się ponownie pod rozkazami „Łupaszki” na terenie powiatu bielskiego, gdzie podporządkowali się Komendzie Białostockiego Okręgu AK, która awansowała Zygmunta Szendzielarza na stopień majora i „dowódcę partyzantki okręgu”. Odtworzona przez mjr. „Łupaszkę” 5. Brygada Wileńska AK ponownie wyszła w pole 5 kwietnia 1945 r. Oddział, którego liczebność początkowo wahała się w granicach 20-30 partyzantów, w szczytowym okresie rozwoju, latem 1945 r. osiągnął stan ok. 250 żołnierzy i był jedną z najsilniejszych, a z pewnością najlepszą jednostką partyzancką w Okręgu AKO Białystok. Podobnie jak na Wileńszczyźnie „Łupaszka” zastosował w prowadzeniu działań dywersyjnych taktykę operowania jednocześnie kilkoma pododdziałami spotykającymi się co kilka tygodni na wyznaczanych z góry koncentracjach. Działania jego podkomendnych cechowały dyscyplina, karność i wojskowy dryl, konsekwentnie egzekwowany przez dowódcę, lecz także zdecydowanie i radykalizm w walce z sowieckim okupantem i jego komunistycznymi poplecznikami. Funkcjonariusze UB – uznawani za członków organizacji zbrodniczej, podobnie jak wcześniej gestapo – byli przez nich likwidowani, tak samo jak i funkcjonariusze NKWD. W sumie dowodzona przez „Łupaszkę” 5. Brygada Wileńska, działając od kwietnia do września 1945 r., przeprowadziła na Białostocczyźnie około 80 akcji przeciw NKWD oraz UBP i ich agenturze, a także przeciw MO i KBW. W początkach września 1945 r. na rozkaz Komendy Okręgu Białostockiego AKO wydany w związku z zarządzoną przez Delegaturą Sił Zbrojnych akcją „rozładowywania lasów” „Łupaszka” polecił rozformować Brygadę. W polu pozostał jedynie niewielki pododdział dowodzony przez ppor. Lucjana Minkiewicza „Wiktora”, na bazie którego powstała wkrótce 6. Brygada Wileńska AK, nad którą dowodzenie objął kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”.
Zygmunt Szendzielarz wyjechał jesienią 1945 r. na Pomorze, gdzie podporządkował się komendantowi eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK, ppłk. Antoniemu Olechnowiczowi „Pohoreckiemu” i w 1946 r. wznowił działalność bojową. Początkowo na jego rozkaz zorganizowano cztery patrole dywersyjne, a w kwietniu 1946 r. ponownie wyszedł w pole w Borach Tucholskich zawiązek odtworzonej 5. Brygady Wileńskiej, nad którą objął osobiste dowództwo. Jednostka ta liczyła początkowo dwa, a od czerwca 1946 r. trzy kadrowe pododdziały zwane szwadronami (ok. 70 ludzi). W ciągu zaledwie 7 miesięcy działalności na Pomorzu wykonały one 170 akcji, w tym rozbiły 27 posterunków milicji i placówek NKWD.
Jesienią 1946 r. mjr Szendzielarz na czele 4. szwadronu dowodzonego przez ppor. Henryka Wieliczkę „Lufę” przeszedł na teren woj. białostockiego, gdzie dołączył do 6. Brygady Wileńskiej. Jeszcze zimą 1947 r. „Łupaszka” osobiście dowodził niektórymi akcjami, jednak po koncentracji 6. Brygady w końcu marca 1947 r. opuścił oddział. Początkowo przebywał w Warszawie, następnie w okolicach Głubczyc, wreszcie w Osielcu na Podhalu, gdzie został aresztowany przez funkcjonariuszy MBP 30 czerwca 1948 r.
Po długotrwałym śledztwie 2 listopada 1950 r. został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie pod przewodnictwem sędziego Mieczysława Widaja na 18-krotną karę śmierci. Podczas śledztwa zachował godną postawę, biorąc na siebie pełną odpowiedzialność za działania podległych mu oddziałów. Został zamordowany strzałem w tył głowy w podziemiach więzienia MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie w dniu 8 lutego 1951 r. Jego ciało pogrzebano w bezimiennej mogile na warszawskich Powązkach.
Wbrew kilkudziesięcioletnim zabiegom komunistów, którzy starali się wszelkimi sposobami zohydzić jego postać, mjr Zygmunt Szendzielarz przeszedł do historii jako jeden z najwybitniejszych polskich dowódców partyzanckich. Jak napisali znawcy historii Brygad Wileńskich, dr K. Krajewski i dr T. Łabuszewski, mjr „Łupaszka” był patriotą konsekwentnym, bez względu na zmieniające się teatry działań bojowych, na piętrzące się przeciwności losu, był nim wbrew kalkulacjom politycznym, wbrew znikomym, a później już żadnym szansom na zwycięstwo. Z potrzeby dawania świadectwa, wierności złożonej kiedyś przysiędze.
Obejrzyj film dokumentalny Z archiwum IPN – "Łupaszka":
- Z archiwum IPN – "Łupaszka" (1/3)>
- Z archiwum IPN – "Łupaszka" (2/3)>
- Z archiwum IPN – "Łupaszka" (3/3)>
Na temat mjr. "Łupaszki" i jego żołnierzy czytaj więcej:
- Mjr Zygmunt Szendzielarz ps. "Łupaszko" – część 1>
- Mjr Zygmunt Szendzielarz ps. "Łupaszko" – część 2>
- Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, "Łupaszka", "Młot", "Huzar". Działalność 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK (1944-1952)>
- Działalność V i VI Brygady Wileńskiej AK 1944-1952 – część 1>
- Działalność V i VI Brygady Wileńskiej AK 1944-1952 – część 2>
- Bitwa w Miodusach Pokrzywnych – 18 sierpień 1945 rok>
- Ppor. Zdzisław Badocha ps. "Żelazny" (1923-1946)>
- Rajd patrolu "Tygrysa">
- Szlakiem "Młota" i "Łupaszki" (cz. I – XII)>
- Mjr "Łupaszka" – głos zza grobu…>
- Pogrobowcy UB w akcji>
- „Łupaszko” – mazurskie tropy>
- Brygady "Łupaszki" i "Młota">
- "Jego śmierć odczytałam z alfabetu Morse’a" – wspomnienie o majorze „Łupaszce" Lidii Lwow-Eberle ps. "Lala">
- 60. rocznica śmierci mjr. Zygmunta Szendzielarza “Łupaszki” legendarnego dowódcy 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej>
* Fragment tekstu pochodzi z artykułu Piotra Szubarczyka Czołem, Panie Majorze!, który ukazał się w Nr 1/2010 (#47) Niezależnej Gazety Polskiej – Nowe Państwo.
Powązki – pierwsze identyfikacje ofiar !
Prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Łukasz Kamiński poinformował na konferencji prasowej, iż podczas prac prowadzonych w ramach Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów udało się zidentyfikować trzy osoby, których szczątki odnaleziono w trakcie ekshumacji ofiar komunistycznego terroru, zamordowanych przez bezpiekę po
sfingowanych procesach w latach 1945-1956 i pogrzebanych na tzw. Łączce, która obecnie stanowi część cmentarza na warszawskich Powązkach.
Zidentyfikowane osoby to:
- Edmund Zbigniew Bukowski
- Stanisław Łukasik
- Eugeniusz Smoliński

Od lewej: Andrzej Ossowski, Krzysztof Szwagrzyk, Łukasz Kamiński, Andrzej Kunert, Agata Thannhaeuser, Łukasz Szleszkowski.
Prezes IPN powiedział, że dzięki prowadzonym pracom będzie można oddać należny tym osobom hołd i przywrócić pamięć o bezimiennych do tej pory ofiarach UB. W konferencji zorganizowanej w Centrum Edukacyjnym IPN im. Janusza Kurtyki uczestniczyli Andrzej Kunert – sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Krzysztof Szwagrzyk – pełnomocnik Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, Andrzej Ossowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, Łukasz Szleszkowski oraz Agata Thannhaeuser z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu.
Od lewej: Andrzej Ossowski, Krzysztof Szwagrzyk, Łukasz Kamiński, Andrzej Kunert, Agata Thannhaeuser, Łukasz Szleszkowski.
Podczas konferencji Łukasz Kamiński, Andrzej Kunert i Krzysztof Szwagrzyk wręczyli zaproszonym rodzinom: córkom Eugeniusza Smolińskiego Ewie Smolińskiej-Szwocer i Elżbiecie Smolińskiej-Bellen oraz synowi Edumunda Bukowskiego – Krzysztofowi Bukowskiemu i synowi Stanisława Łukasika – Stanisławowi Łukasikowi informacje o identyfikacji ich bliskich, pozyskane na podstawie przeprowadzonych latem tego roku prac ekshumacyjnych na warszawskich Powązkach.
Dr Krzysztof Szwagrzyk przedstawia wyniki prac identyfikacyjnych.
Myślę, że to jest niezmiernie ważne, że możemy przy tej smutnej okazji jednocześnie poznać wspaniałe życiorysy bohaterów naszej historii, ludzi, których życie zostało brutalnie przecięte. I możemy zastanowić się, co by się stało, gdyby tacy ludzie mogli po wojnie kontynuować swoją działalność, gdyby to oni odpowiadali za odbudowę Polski, a nie ci, którzy ich zamordowali – powiedział Łukasz Kamiński.
Polska Baza Genetyczna Ofiar Totalitaryzmów>
PBGOT (DLA RODZIN)>
PBGOT (KONTAKT)>
***

Edmund Zbigniew Bukowski (1918–1950), porucznik Armii Krajowej, ps. „Edmund”, od urodzenia związany z Wileńszczyzną, gdzie ukończył szkołę powszechną i gimnazjum oo. Jezuitów, a także rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Wileńskim. Żołnierz Polskiego Państwa Podziemnego w strukturach: Służby Zwycięstwu Polski / Związku Walki Zbrojnej / Armii Krajowej. Działał w grupie łączności Wileńskiego Okręgu AK. Kilkakrotnie odbywał kursy do Warszawy, transportując sprzęt radiowy i tabele szyfrów. Dwukrotnie aresztowany w 1942 r. przez policję litewską i w lipcu 1944 r. przez NKWD, za każdym razem odzyskiwał wolność. Po drugiej ucieczce przeniesiony do Warszawy, gdzie aktywnie uczestniczył w Powstaniu współtworząc bazę łączności dla miasta. Po upadku Powstania nie zaniechał konspiracyjnej działalności. Kurier dowódcy Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK ppłk. Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego”. Przewoził przez całą Europę informacje, rozkazy i fundusze przeznaczone na dalszą działalność niepodległościową. W latach 1947-1948 jako członek sztabu OMWO AK zorganizował jego siatkę wywiadowczą. Aresztowany 28 VI 1948 podczas akcji mającej na celu rozbicie przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego siatki OW AK w całej Polsce. Podczas bardzo ciężkich przesłuchań zachował dzielną postawę. Skazany na karę śmierci wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 14 XI 1949 r. Stracony w więzieniu przy ul. Rakowieckiej 13 IV 1950 r. Wielokrotnie odznaczony, m.in. Krzyżem Walecznych, Krzyżem AK.
Szczątki Edmunda Zbigniewa Bukowskiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł” Cmentarza Powązkowskiego Wojskowego w Warszawie.

Stanisław Łukasik (1918–1949), ps. „Ryś”, kapitan Armii Krajowej / Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” – ur. w Lublinie, syn robotnika kolejowego. Ukończył Szkołę Podoficerską dla Małoletnich w Koninie, a następnie służył w 23. pułku piechoty we Włodzimierzu Wołyńskim, otrzymał stopień plutonowego służby stałej. Z rodzimą jednostką walczył w wojnie 1939 r., w składzie armii „Pomorze”. Uniknął niewoli i powrócił do rodzinnego domu w Motyczu k. Lublina. W konspiracji od listopada 1939 r., początkowo w Związku Czynu Zbrojnego, a po połączeniu organizacji w Polskiej Organizacji Zbrojnej. Po scaleniu w 1942 r., w AK. W latach 1940–1943 dowódca placówki i rejonu Konopnica. Od stycznia 1944 r. dowódca oddziału lotnego Kedywu w Obwodzie AK Lublin-Powiat. W czasie akcji „Burza” liczył on ok. 120 partyzantów. W dniu 21 lipca 1944 r. rozbrojony wraz z całym oddziałem przez wojska sowieckie. Aresztowany przez Sowietów w sierpniu 1944 r., zbiegł z aresztu NKWD przy ul. Chopina 18 w Lublinie, ukrywał się. Od marca 1945 r. ponownie dowódca oddziału partyzanckiego Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj i Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Inspektoratu Lublin. Od czerwca 1945 r. w składzie zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Ujawniony na mocy amnestii z sierpnia 1945 r. Wyjechał na Ziemie Zachodnie, skąd powrócił na Lubelszczyznę. Wiosną 1946 r. odtworzył oddział, który podporządkował mjr. „Zaporze”. Zatrzymany w wyniku prowokacji UB 16 września 1947 r. w Nysie, podczas próby przekroczenia granicy wraz z grupą żołnierzy mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Aresztowany pod fałszywym nazwiskiem Stanisław Nowakowski. Przeszedł okrutne śledztwo. 15 listopada 1948 r. skazany przez WSR w Warszawie na karę śmierci. Stracony w więzieniu mokotowskim 7 marca 1949 r. wraz z mjr. „Zaporą” i pięcioma innymi współtowarzyszami. Odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy i Krzyżem Walecznych.
Szczątki Stanisława Łukasika odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł” Cmentarza Powązkowskiego Wojskowego w Warszawie.

Eugeniusz Smoliński (1905–1949), ps. „Kazimierz Staniszewski”, chemik, przed wybuchem II wojny światowej pracował w Państwowej Wytw
órni Prochu w Pionkach koło Radomia. Jego zawodowe umiejętności wykorzystał Sztab Komendy Głównej Armii Krajowej, dla której służył od 1940 r., najpierw jako referent materiałów wybuchowych w oddziale produkcji konspiracyjnej, następnie kierownik wytwórni materiałów wybuchowych. Na początku 1945 r. zgłosił się do nowych władz, przedstawiając plan uruchomienia fabryki zbrojeniowej w Łęgnowie koło Bydgoszczy. Wkrótce został pełnomocnikiem rządu do jego realizacji. W lipcu 1947 r. rozpoczął produkcję trotylu, miesiąc później został zatrzymany pod fałszywym zarzutem sabotażu. Skazany przez Wojskowy Sad Rejonowy w Bydgoszczy w procesie pokazowym na karę śmierci. Stracony 9 IV 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
Szczątki Eugeniusza Smolińskiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł” Cmentarza Powązkowskiego Wojskowego w Warszawie.

Dr Krzysztof Szwagrzyk przedstawia wyniki prac identyfikacyjnych.
Źródło: Instytut Pamięci Narodowej
"Bali się spojrzeć mu w oczy". Ze Stanisławem Łukasikiem, synem kpt. Stanisława Łukasika ps. "Ryś", dowódcy oddziałów AK i WiN, zamordowanego na mocy wyroku wojskowego sądu w 1949 r., rozmawia Adam Kruczek ("Nasz Dziennik")

Stanisław Łukasik, syn kpt. Stanisława Łukasika "Rysia".
Widział Pan szczątki swojego ojca?
– To był chyba najgorszy moment mojego życia. Wiedziałem, że ojciec został rozstrzelany, ale w dokumentach, które dostałem z IPN, było napisane, że był tam pluton egzekucyjny. A tu zobaczyłem, że po prostu jakiś bandyta strzelił ojcu w potylicę. A potem zakopali go jak śmieć. Choć na co dzień jestem dosyć twardym człowiekiem, to łzy stanęły mi w oczach, gdy dotarło do mnie, w jak bestialski sposób został zamordowany. Jego czaszka była poważnie uszkodzona, bo pierwsza kula weszła przez potylicę i wyszła, rozbijając czoło, a druga uszkodziła szczękę. Pomyślałem, że strzelali od tyłu, bo bali się spojrzeć skazanemu w oczy. Nie wiem, czy był wleczony, czy prowadzony, czy spodziewał się tego strzału w tym momencie.
Komuniści bardzo starali się zatrzeć wszelkie ślady po mordowanych bohaterach walczących o wolną Polskę. Spodziewał się Pan, że ta prawda wyjdzie na jaw?
– Tyle lat to trwało, że straciłem nadzieję na odnalezienie miejsca, gdzie ukryto zwłoki ojca. Zresztą nikt ich wcześniej tak naprawdę nie szukał. Nadzieja wróciła po informacji w prasie o planowanej ekshumacji na tzw. Łączce na cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Latem skontaktowałem się z dr. Krzysztofem Szwagrzykiem z IPN. Ucieszył się bardzo, bo poszukiwał właśnie bliskich krewnych ofiar komunistycznych zbrodni. Niedługo potem przysłano mi specjalne próbówki do pobrania materiału genetycznego. Wtedy już moja nadzieja przerodziła się nieomal w pewność, że znajdą tam ojca. A mimo wszystko przeżyłem szok, gdy otrzymałem telefon od pana dr. Szwagrzyka, który powiedział, że badania potwierdziły to "na 200 procent".
Kiedy się Pan o tym dowiedział?
– W czwartek w Warszawie dostałem oficjalny dokument potwierdzenia faktu identyfikacji zwłok mojego ojca, ale o wynikach ekshumacji wiedziałem już od około trzech tygodni, tylko proszono mnie o zachowanie dyskrecji, bo zbyt wczesne zainteresowanie mediów mogłoby przeszkodzić w pracy ekipie IPN. Myślę, że pozostałe szczątki, w tym mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory", też już zostały zidentyfikowane, choć może jeszcze nie na "200 procent".
Patrząc na biografię Pana ojca, nie sposób nie zauważyć, że był urodzonym żołnierzem.
– Wychował się w patriotycznej atmosferze domu rodzinnego. I od najmłodszych lat miał ciągoty do wojska. Już w 1933 r. w wieku 15 lat wstąpił do Szkoły Podoficerskiej dla Małoletnich w Koninie, którą ukończył z wyróżnieniem. Został zawodowym żołnierzem. Do wybuchu wojny służył we Włodzimierzu Wołyńskim. W kampanii wrześniowej walczył pod Kutnem. Po zakończeniu działań wojennych został odznaczony Krzyżem Walecznych osobiście przez gen. Zygmunta Szyszko-Bohusza. Nie dał się wziąć do niemieckiej niewoli i w domu był już 7 października. Po miesiącu zaczął działać w konspiracji w Organizacji Czynu Zbrojnego, a później w Armii Krajowej. Całkowite zejście do podziemia nastąpiło po tym, jak zastrzelił niemieckiego oficera żandarmerii przy próbie wylegitymowania. Jako zawodowy żołnierz prowadził szkołę podoficerską w Motyczu, a wyszkoleni żołnierze później w większości zasilili jego oddział. Za Niemca przeprowadził szereg akcji bojowych. W lipcu 1944 r. dostał order Virtuti Militari. Jego oddział przed ujawnieniem się liczył 120 ludzi. NKWD aresztowało go w sierpniu 1944 r., ale uciekł ze znanego aresztu przy ul. Chopina w Lublinie. Zrekonstruował oddział złożony z osób, które nie mogły się ujawnić, a później wszedł w skład Zrzeszenia WiN mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory" i zapisał kolejne akcje, już przeciwko nowemu okupantowi.
Pana najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa związane z ojcem?
– Nie pamiętam go, zginął, jak miałem 4 lata. Wiem, że przyjeżdżał do mojej matki, ale ja tego nie pamiętam. Podobno cała okolica była wtedy obstawiona przez jego ludzi. Z tego, co mi wiadomo, był bardzo ludzkim, ciepłym człowiekiem. I bardzo kochał moją mamę. Zresztą mama była niezwykle piękną kobietą i podobno ojciec szczycił się, że ma taką urodziwą żonę. Sam też był, jak to się mówi, niczego sobie. Wysoki, przystojny mężczyzna, co zresztą widać na zdjęciach.
Kiedy dowiedział się Pan, kim naprawdę był ojciec?
– Bardzo długo tego nie wiedziałem. Ten temat był w domu skrzętnie pomijany, zapewne ze względu na bezpieczeństwo. Stale kręcili się koło nas tajniacy i sam pamiętam, jak jacyś nieznajomi brali mnie "na cukierki" i pytali, czy nie mam jakiegoś zdjęcia tatusia i czy przychodzą do nas goście. Jako mały chłopiec tłumaczyłem sobie nieobecność ojca tym, że może zabili go na wojnie Niemcy. Był taki epizod, który mi zapadł w pamięć, gdy pod koniec szkoły podstawowej na pracach ręcznych mieliśmy sobie coś wystrugać ze ścinków drewna. Ja zrobiłem pistolet, co wywołało wielką awanturę. "Drugi "Ryś"" – krzyczał nauczyciel. Wezwano matkę do szkoły. Mieliśmy z tego powodu dużo nieprzyjemności. Kim naprawdę był ojciec, dowiedziałem się dopiero, gdy byłem w szkole średniej. Ludzie już trochę mniej się bali i zaczęli o tych sprawach rozmawiać. Trochę mi opowiadała babcia, matka ojca.
Jak przedstawiano Panu ojca?
– Zawsze jako bohatera, który oddał życie za Polskę. Zresztą przyznam się, że nikt do mnie nigdy nie powiedział złego słowa o ojcu. Nawet tu, w okolicy. Gdy już dowiedziałem się, za co walczył i za co zginął, to byłem i do dziś jestem niezwykle dumny, że miałem takiego ojca.
Pana rodzina doświadczyła komunistycznych rep
resji?
– Życie matki w tamtym czasie było koszmarem. Wzywali ją na przesłuchania, jakiś czas siedziała w areszcie w Lublinie. W domu wszystko zostało rozszabrowane przez UB. Zostały tylko słomiane sienniki i jakaś płachta do przykrycia. Bezpieka wpadała co chwila, w dzień i w nocy. Robili rewizje i strasznie mamę katowali. Chcieli dowiedzieć się czegoś o ojcu i ludziach z podziemia. Jak mi opowiadała po latach, jednego z takich najść o mały włos nie przypłaciłem życiem. Strasznie mamie poodbijali piersi, a karmiła mnie jeszcze swoim mlekiem. Zatrułem się, a z bardzo ciężkiego stanu wyleczył mnie – o dziwo – sowiecki lekarz, bo nie było w okolicy innego, a Sowieci stali w pobliskiej Konopnicy. Żeby zejść z oczu bezpiece, mama musiała uciekać na Zachód. Przez kilka lat mieszkała we Wrocławiu, a ja wychowywałem się w Motyczu u dziadków ze strony matki. Później pojechałem do niej i przez pierwsze cztery lata chodziłem do szkoły podstawowej we Wrocławiu. Później wróciliśmy i już tu mieszkaliśmy. Zostawili nas w spokoju.
Sędzia Józef Badecki, który skazał na śmierć Pana ojca i około 30 innych patriotów, dożył spokojnie starości i umarł w latach 80. w Warszawie otoczony dobrobytem i szacunkiem. Sadysta Eugeniusz Chimczak, który przez rok znęcał się nad Pana ojcem, skazany w 1996 r. na 7,5 roku więzienia, nie odbył ani dnia kary, rzekomo ze względu na zły stan zdrowia. Przeżył jeszcze 16 lat i zmarł dosłownie kilka miesięcy temu. Jak Pan sądzi, dlaczego ludzie z krwią naszych bohaterów narodowych na rękach nie zostali sprawiedliwie osądzeni po 1989 roku?
– Dla mnie to wszystko jest niepojęte. Rozumiem jeszcze, że można kogoś zabić w czasie wojny w walce, na froncie. Ale tak z zimną krwią najpierw skazać na śmierć, a potem zastrzelić z tyłu – to dopiero trzeba być bandytą. To właśnie oni byli bandytami, choć tak nazywali ludzi takich jak mój ojciec. Przecież ci żołnierze z podziemia walczyli z okupantem niemieckim, a potem sowieckim. Przelewali swoją młodą krew za Polskę. Oni byli sądzeni i mordowani tak naprawdę za to, że byli dobrymi Polakami. Do dziś nie mogę tego pojąć i pogodzić się z tym, jak mógł tak mordować Polak Polaka.
Trudno może traktować stalinowskich zbrodniarzy jak Polaków. Oni mieli inną ojczyznę i jej służyli, nie Polsce.
– Tak, co to była za Polska po 1944 roku? Zresztą wcześniej tyle lat Polska była w niewoli, że może niektórym ludziom od pokoleń już w krew weszło bycie na obcych usługach.
Ci ludzie do dziś otrzymują bardzo wysokie emerytury, potworzyły się wręcz postkomunistyczne dynastie dysponujące ogromnymi pieniędzmi i wpływami.
– Patrząc z boku, można by pomyśleć, że państwo polskie jest niezwykle litościwe. I to szczególnie dla tych, którzy mają tak dużo na sumieniu. Ja nie jestem mściwy, ale mam nadzieję, że takie zbrodnie ciążące na sumieniu nie dają człowiekowi spokoju aż do śmierci. Może dlatego ten Chimczak tak długo żył, by chociaż w ten sposób ponieść karę za swoje zbrodnie?
Czy Pana ojciec został już zrehabilitowany i uhonorowany za bohaterską walkę o niepodległość Polski?
– Sąd Wojewódzki w Warszawie w 1994 r. unieważnił stalinowski wyrok, a śp. prezydent Lech Kaczyński w 2007 r. odznaczył go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
Gdzie powinny spocząć szczątki "Rysia"?
– Wszyscy razem ze swoim komendantem mjr. "Zaporą" powinni zostać pochowani z honorami na cmentarzu Wojskowym na Powązkach, tam gdzie dotąd razem spoczywali. Zasłużyli na to.
Dziękuję za rozmowę.
Źródło: "Nasz Dziennik"
Strona główna>
63. rocznica śmierci ostatniego komendanta NZW
Zbigniew Herbert
por. Kazimierz Żebrowski "Bąk" wraz ze swoim synem Jerzym ps. "Konar",
zostały otoczone przez grupę operacyjną II Brygady KBW i UB. Dowodzący
operacją wezwał partyzantów do poddania się. W odpowiedzi "Konar"
wystrzelił serię z automatu i wybiegli z ojcem przez tylne drzwi
stodoły, ale i tam natknęli się na linię obławy, którą ostrzeliwując się
próbowali sforsować. Teofil Lipka, gospodarz, u którego się ukrywali,
tak wspominał ostatnie chwile Komendanta:
"Bąk" z synem biegną w kierunku olszyny. Ci z podwórka grzeją do nich.
"Konar" zachwiał się, krzyczy: Tato! Jestem ranny – i zwalił się na
ziemię. "Bąk" zaraz się wrócił, ukląkł przy głowie syna, przeżegnał się,
przystawił mu pistolet do głowy i dwa razy strzelił. Tamci krzyczą,
żeby przestał się bić. "Bąk" strzelił sobie w głowę. Bój się skończył.
ostatniego komendanta białostockiego Okręgu NZW zastygło obok ciała
jego syna. Walczyli i zginęli razem. Stało się tak, jak często w
rozmowach z Teofilem Lipką zapowiadali. Mówili mu, że jeżeli znajdą się w
sytuacji bez wyjścia, nie dadzą się wziąć żywcem. Wedle rachuby:
zginąć, ale nikogo nie wydać. Uznawali, że są to winni ludziom, którzy
przez lata udzielali im schronienia. Wedle przyrzeczenia "Bąka", że z
komunistami "będzie się bił do ostatniego naboju, a ten ostatni nabój
zostawi dla siebie". Słowa dotrzymali!


Por. Kazimierz Żebrowski "Bąk", ostatni komendant III Okręgu NZW Białystok. Poległ 3 grudnia 1949 r.


Jerzy Żebrowski "Konar", syn Kazimierza Żebrowskiego. Żołnierz NZW Okręgu Białystok. W konspiracji od 1941 r. Poległ 3 grudnia 1949 r.
GLORIA VICTIS !
Więcej informacji o por. Żebrowskim znajdziesz w artykule:
65. rocznica śmierci kpt. "Bartka"
Zbigniew Herbert


Kpt. Henryk Flame "Bartek"
65. lat temu, 1 grudnia 1947 roku w Zabrzegu pod Czechowicami został zamordowany kpt. Henryk Flame "Bartek", legendarny dowódca zgrupowania partyzanckiego Narodowych Sił Zbrojnych na Śląsku Cieszyńskim.
Dnia 1 grudnia 1947 roku o godzinie 14 Henryk Flame przyszedł do warsztatu znajomego Wiktora Cimali z prośbą, żeby zrobił drzwi żelazne do kościoła Św. Katarzyny. Praca nad drzwiami, w której pomagał Flame, trwała do godziny 18. Po skończonej pracy, Cimola zaproponował „Bartkowi", że odprowadzi go do domu. Po drodze wstąpili do restauracji prowadzonej przez Kozika na piwo. Tam spotkali Wiktora Ryszkę do którego się dosiedli. Później doszło kilku innych znajomych między innymi Rudolf Stafi z żoną i Stefan Kapela. W tym mniej więcej towarzystwie na propozycję Stefana Kapeli cała grupa udała się samochodem do restauracji Czyloka w Zabrzegu.
Pod restaurację prowadzoną przez Józefa Czyloka w Zabrzegu samochód z gośćmi, wśród których był Flame, podjechał między godziną 19 a 20. Z samochodu oprócz wyżej wymienionych gości, wyszło również dwóch funkcjonariuszy MO oraz kilku członków orkiestry, którą wzięto z restauracji Kozika. Całe towarzystwo bez przeszkód weszło do restauracji i zajęło stoliki. W tym czasie około godz. 20 funkcjonariusz MO o nazwisku Drapacz poznawszy wchodzącego do restauracji Henryka Flame poszedł na miejscowy posterunek, gdzie poinformował komendanta placówki Kazimierza Dolacińskiego, że widział jak „Bartek" w towarzystwie znajomych wszedł do restauracji u Czyloka, mówiąc przy tym, że może dojść do „gradny" gdyż kilka dni wcześniej, 29 listopada 1946 roku, Flame strzelał w tej restauracji na wiwat i nieprzychylnie wypowiadał się o „władzy ludowej". Obaj milicjanci poszli zatem do restauracji, tam zastali już funkcjonariusza MO Całujka a chwilę później przyszli milicjanci, Rudolf Dadak i Multak. Byli tam również czechowiccy milicjanci Stanisław Kopeć i Jan Zygowski, którzy przyjechali w towarzystwie Flamego. W związku z tym, że miejscowy posterunek został bez obstawy, komendant Dolaciński odmeldował Dadaka i Drapacza na placówkę MO. Jednak Dadak został, a zamiast niego na posterunek poszedł Multak.
Około godziny 21.20 do baru, przy którym stali milicjanci, podszedł Flame i zaprosił komendanta Dolacińskiego do stolika, ale ten odmówił mówiąc przy tym, że jest na służbie a zresztą nie pije z nieznajomymi na co Flame przedstawił się podając jednocześnie swój NSZ-owski pseudonim, tak że wszyscy w pobliżu to usłyszeli. W tym czasie w restauracji znajdowało się pięciu milicjantów pilnujących porządku przed ewentualną awanturą, zwłaszcza, że towarzystwo Flamego było już mocno rozbawione. O godzinie 22 Czylok zabrał się do zamykania baru, widząc to Flame podszedł do Dolacińskiego i poprosił o dłuższe pozostanie obecnych na sali, ponieważ ma obawy, że na zewnątrz może dojść do awantury. Dzięki interwencji komendanta posterunku Czylok zrezygnował z zamknięcia restauracji.
Gdy kolejny raz Flame podszedł do baru zaczepił go Rudolf Dadak pytając czy pamięta go z roku 1944 na co zapytany odpowiedział, że jeżeli był w partyzantce to walczyli razem przeciwko okupantowi i na tym rozmowa się skończyła. Według późniejszej relacji samego Dadaka rozmowa przebiegła nieco inaczej, a mianowicie, że „podchmielony" Flame podszedł do niego i mu ubliżył używając przy tym wulgarnych słów. Bezpośrednio po tym incydencie Flame poszedł do osobnego pomieszczenie gdzie przysiadł się do Marii Stafi i do żony Ryszka. Był podłamany, skarżył się, że jego na świecie już nic nie cieszy, żyje tylko dla dzieci i dla matki.
Dochodziła godzina 23 dnia 1 grudnia 1947 roku gdy usłyszano serię strzałów i towarzyszący jej krzyk kobiet. Chwilę później Henryk Flame leżał bez ruchu w kałuży krwi obok krzesła na którym siedział. Strzał oddał funkcjonariusz MO Rudolf Dadak, który stał w drzwiach z karabinem w ręku z lufą skierowaną do pokoju, w którym siedział Flame. Od razu dopadł go funkcjonariusz Całujek, który odebrał Dadakowi broń. Na zapytanie dlaczego to zrobił odparł, że „nie może znosić by tacy wrogowie Demokracji, którzy przed niedawnym czasem strzelali do milicjantów chodzili teraz bezkarnie."
Tak zakończył życie Henryk Flame pseudonim „Bartek", legendarny „Król Podbeskidzia".

Zwłoki kpt. "Bartka"
skrytobójczo zastrzelonego przez milicjanta w barze w
Zabrzegu.
Henryk Antoni Flame, ps. "Grot", "Bartek", (ur. 19 stycznia 1918 we Frysztacie na Zaolziu, zm. 1 grudnia 1947) – pilot wojskowy, żołnierz NSZ.
Był
synem Emeryka i Marii z domu Raszyk. W 1919 roku rodzina Flame
przeniosła się do Czechowic (obecnie Czechowice-Dziedzice) znajdujących
się w granicach II Rzeczypospolitej. Wykształcenie zdobył w miejscowym
gimnazjum i w Szkole Przemysłowej w Bielsku. W 1936 roku wstąpił na
ochotnika do wojska rozpoczynając naukę w Szkole Podoficerów Lotnictwa
dla Małoletnich w Bydgoszczy, którą ukończył w roku 1939 w stopniu
kaprala pilota dostając przydział do 123 eskadry 2 pułku lotniczego
stacjonującego na lotnisku w podkrakowskich Rakowicach.
Wiosna 1946 r. Henryk Flame „Bartek”
(pierwszy od prawej) wraz ze swoimi żołnierzami
(od lewej: Gustaw Matuszny, ps. „Orzeł Biały”, Wiktor
Gruszczyk, ps. „Groźny”, Stanisław Włoch, ps. „Lis”).
W wojnie
obronnej Polski w 1939 r., jako pilot 123 eskadry myśliwskiej
przydzielonej do Brygady Pościgowej, Henryk Flame, bronił nieba nad
Warszawą przed samolotami wroga. 1 września w okolicach Zakroczyma
doszło do pierwszej bitwy powietrznej II wojny światowej, w wyniku
której maszyna kpr. Flame została zestrzelona, a on sam od tej pory
znajdował się w dyspozycji prezydenta Warszawy, Stefana Starzyńskiego. Z
6 na 7 września 123 eskadra została wycofana z Warszawy na podlubelskie
lotniska, a 17 września jej żołnierze przekroczyli granicę rumuńską. W
tym czasie Henryk Flame dostał prawdopodobnie przydział do nowo
sformowanej Eskadry Rozpoznawczej operującej na linii Lwów –
Zaleszczyki.
Po 17 września został zestrzelony przez Rosjan w
okolicach Stanisławowa po czym zorganizował z luźnych grup żołnierzy z
rozbitych jednostek konwój, który pod koniec września przekroczył
granicę z Węgrami. Na Węgrzech Flame wraz z innymi żołnierzami został
internowany i osadzony w tymczasowym obozie, z którego jednak szybko
uciekł. Ukrywając się u węgierskiego gospodarza został zadenuncjowany i
przekazany władzom niemieckim, które umieściły zbiega w obozie jenieckim
zlokalizowanym na ziemiach austriackich wcielonych do III Rzeszy. W
drugiej połowie 1940 roku, dzięki interwencji rodziny, Flame został
wypuszczony z obozu (historycy o orientacji lewicowej, uważają, że
kluczową rolę w wypuszczeniu Flamego z obozu, odegrał fakt podpisania
przez niego volkslisty). Po powrocie do Czechowic, Henryk Flame, podjął
pracę jako maszynista na miejscowej kolei i związał się jednocześnie z
niepodległościową konspiracją.
Założył organizację HAK podległą
AK, która zajmowała się wywiadem i sabotażem. Na przełomie roku 1943 i
1944, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, wraz z podkomendnymi
uciekł do lasu, gdzie zorganizował samodzielny oddział partyzancki
operujący w podbeskidzkich lasach. Zauważony przez dowództwo NSZ
otrzymał propozycję wejścia w raz z oddziałem w szeregi tej organizacji,
z której to propozycji skorzystał i w październiku 1944 roku został
zaprzysiężony na żołnierza NSZ.
12 lutego 1945 roku do Czechowic
wkroczyła Armia Czerwona, a Flame, realizując zalecenia dowództwa NSZ,
ujawnił się, i wraz z oddziałem, zachowując konspiracyjne struktury,
oddał się do dyspozycji "władzy ludowej" i wbrew protestom miejscowych
komunistów, objął stanowisko komendanta miejscowego komisariatu MO. W
dalszym ciągu realizując wytyczne dowództwa NSZ, Flame obsadził swoimi
ludźmi komisariat i podległe mu jednostki, a także gromadził wokół
siebie ludzi opozycyjnie nastawionych do komunistów gromadzić
jednocześnie broń przygotowując się do nieuchronnej konfrontacji z
komunistami.
W kwietniu 1945 roku, kolejny raz, jak za okupacji
niemieckiej, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, Flame uciekł ze
swoimi ludźmi w pobliskie lasy. Od tej pory Flame zaczął występować jako
"Bartek" odtwarzając odziały partyzanckie VII Okręgu
Śląsko-Cieszyńskiego NSZ rozpoczynając tym samym "drugą konspirację". Od
maja 1945 roku do lutego roku 1947 Henryk Flame stał na czele
największego zgrupowania niepodległościowego na Śląsku Cieszyńskim,
którego liczebność, w szczytowym okresie, wynosiła ponad 300 dobrze
uzbrojonych i umundurowanych żołnierzy. Składające się z kilku oddziałów
zgrupowanie przeprowadziło łącznie ok. 340 akcji zbrojnych. Do
największego wystąpienia zgrupowania pod dowództwem Flamego należało
zajęcie 3 maja 1946 roku małej, uzdrowiskowej miejscowości Wisły, w
której przeprowadził, na oczach sterroryzowanych komunistów, dwugodzinną
defiladę w pełni umundurowanych i uzbrojonych żołnierzy NSZ, co było
ewenementem w państwach "władzy ludowej". W okresie tym Flame otrzymał
stopień kapitana NSZ i przydomek "Króla Podbeskidzia", będąc największym
postrachem komunistów na Śląsku Cieszyńskim.
Od lewej: Alojzy Wizner „Lis”, Antoni Wizner „Brzoza”, członkowie zgrupowania „Bartka”, straceni 15 stycznia 1947 r. w Bielsku na mocy wyroku WSR w Katowicach.
We wrześniu 1946
roku, w wyniku ubeckiej prowokacji, co najmniej 167 żołnierzy
zgrupowania "Bartka" zostało wywiezionych na Opolszczyznę i
zamordowanych (według najnowszych przypuszczeń ten masowy mord miał
miejsce w lasach w okolicach wsi Barut lub okolicach Grodkowa. Kolejnym
postulowanym miejscem mordu są Łambinowice. Od tego czasu zgrupowanie
pod dowództwem Flamego zaczęło tracić inicjatywę kosztem komunistów,
którzy w licznych obławach dziesiątkowali oddziały podległe "Bartkowi".
Raport agenta MBP Henryka Wendrowskiego z prowokacyjnej operacji „Lawina”, zakończonej wymordowaniem żołnierzy „Bartka”.
W
obliczu beznadziejnej sytuacji Flame podjął decyzję o ujawnieniu się
przy najbliższej okazji, którą stała się uchwalona przez sejm na dzień
22 lutego 1947 roku amnestia. Sam "Bartek" z najbliższym otoczeniem
ujawnił się dopiero 11 marca 1947 roku w Cieszynie. Był to dla
komunistów ogromny sukces, który jednak przyćmiewał fakt, że Flame,
ujawniając się na mocy amnestii, był bezkarny, a według nich musiał
ponieść karę. Komuniści rozpoczęli więc kolejną prowokację mającą na
celu "ukaranie" Flamego. Ponoć nieoficjalny wyrok śmierci na "Bartka"
wydał sam Bierut, który nie mógł znieść myśli o przemarszu niemal 400
ludzi z NSZ przed posterunkiem MO w Wiśle.
Do skrytobójczego
zamachu na Flamego doszło 1 grudnia 1947 roku w Zabrzegu pod
Czechowicami. Zamachowcem był miejscowy milicjant Rudolf Dadak, który
nigdy nie został osądzony za swoją zbrodnię, tak samo jak inspiratorzy
zamachu (Henryk Wendrowski), mimo prowadzonego śledztwa, nie zostali
ujawnieni i postawieni przed sądem.
Więcej na temat zgrupowania kpt. Henryka Flame "Bartka" czytaj:
- OPERACJA "LAWINA" – UBecka zbrodnia bez precedensu – część 1>
- OPERACJA "LAWINA" – UBecka zbrodnia bez precedensu – część 2>
- 60 Rocznica śmierci kpt. "Bartka">
- WARTO PRZECZYTAĆ… (10) – Tomasz Greniuch, Król Podbeskidzia. Biografia kpt. Henryka Flame "Bartka">
- Wywiad z autorem książki "Król Podbeskidzia">
- Sebastian Reńca, Z cienia. Powieść o żołnierzach wyklętych>
- WARTO PRZECZYTAĆ… (47) – Maciej T. Nowak, Operacja "Lawina". Dzieje przemilczanej zbrodni UB>
Linki zewnętrzne:
- Zgrupowanie "Bartka" w Wiśle>
- Zgrupowanie NSZ Henryka Flamego "Bartka" (1945-1947)>
- Kim byli "Bartek" i "Sztubak"?>
- Zabójstwo żołnierzy ”Bartka”>
- Ubeckie ludobójstwo>
- Gdzie są szczątki stu żołnierzy NSZ>
- Nie znaleziono szczątków żołnierzy NSZ>
- Artykuł Tomasza Greniucha o śmierci kpt. "Bartka" (Endecja.pl)>
- Henryk Flame [Wikipedia]>
- Henryk Antoni Flame, ps. "Grot", "Bartek">
- Grzegorz Makus, Operacja "Lawina". Śląski Katyń (Gazeta Polska)>
Pomnik ostatnim z NZW na Mazowszu
W niedzielę 11 listopada 2012 roku, w 59. rocznicę walki w Dudach Puszczańskich, odbędzie się uroczyste odsłonięcie pomnika poświęconego żołnierzom Narodowego Zjednoczenia Wojskowego – Aleksandrowi Góralczykowi „Toporowi”, Stanisławowi Grajkowi „Mazurowi” i Władysławowi Sadłowskiemu „Twardemu” – którzy polegli w starciu z obławą UB-KBW-MO 11 listopada 1953 roku. Uroczystość rozpocznie się o godz. 12.00 mszą świętą w kościele pod wezwaniem Świętego Stanisława Kostki w miejscowości Zalas. Następnie, o godz. 13.30 nastąpi odsłonięcie pomnika i złożenie kwiatów w Dudach Puszczańskich.
Inicjatorami budowy pomnika i jego fundatorami są parlamentarzyści PiS – poseł Arkadiusz Czartoryski, senator Robert Mamątow oraz działacz tej partii Stanisław Sylwester Kamiński.
Z historią powstania pomnika, a dokładnie z głazem granitowym, który jest jego podstawą, wiąże się niezwykłe wydarzenie, które warto wspomnieć. Głaz został odkryto przypadkowo, przez osobę nie znającą historii wydarzeń w Dudach Puszczańskich. Znaleziono go w wiosce Rawy, w miejscu położonym niedaleko gospodarstwa państwa Boruckich, gdzie nadal mieszka brat Witolda Boruckiego „Babinicza”. Podczas podnoszenia głazu, by go przetransportować, okazało się, że mieszka pod nim jaszczurka, która jest symbolem narodowych formacji wojskowych. Pomimo huku silnika jaszczurka nie dała się spłoszyć i pięknie pozowała do zdjęcia…
Jaszczurka znaleziona w m. Rawy (gmina Sypniewo) podczas podnoszenia głazu stanowiącego podbudowę pomnika w Dudach Puszczańskich.
Historia, która wiąże się z pomnikiem w Dudach Puszczańskich, zaczyna się w roku 1949. Przełom lat 40. i 50. był na Mazowszu okresem kończącym walkę na śmierć i życie z bolszewickim zdobywcami Polski. Na Kurpiach pozostały ostanie małe oddziały partyzanckie, które utrzymywały się w lesie od 1942 roku. Komunistyczne siły UB, MO i KBW nie zwalczały wcale zwykłego bandytyzmu i złodziejstwa, który nadal doskwierał ludności wiejskiej, ale ścigały ostatnich partyzantów wolnej ojczyzny.
Komendant Okręgu XVI Narodowego Zjednoczenia Wojskowego chor. Witold Borucki „Babinicz”, jeden z najwytrwalszych antykomunistycznych partyzantów powojennej Polski, mając świadomość nadchodzącej chwili, w której odda życie za ojczyznę, 13 kwietnia 1949 r. stworzył Raport do Administracji Przyszłej Nowej Polski, który zachował się w archiwach UB i jest niezwykłym testamentem tego wspaniałego patrioty i dowódcy. Fragmenty raportu – testamentu "Babinicza" są tym bardziej wstrząsające, gdy wiemy już, że zginął on cztery miesiące po jego napisaniu, w sierpniu 1949 r.:
Niewielu z nas powzięło dalsze kroki podtrzymujące honor Organizacji i honor Tych, którzy na śmierć i życie chcieli walczyć z wrogiem. W roku 1947 i 1948 podnieśliśmy ponownie echo walk naszych. Ze swej strony proszę o pamięć macierzystą dla Tych, co w imieniu sił naszych za granicą [chodzi o rząd emigracyjny], walczyli tu, nie szczędząc życia.
Po śmierci w dniu 18 kwietnia 1952 r. ostatniego dowódcy XVI okręgu NZW Hieronima Rogińskiego „Roga”, który został otoczony w swoim bunkrze w kolonii Czerwone pod Kolnem, dowództwo nad oddziałem Komendy Powiatu NZW „Łużyca” – „Łuków” objął Marian Borys „Czarny”.
Żołnierze PAS powiatu
Kolno NZW, Okręg Mazowsze – prawdopodobnie 1950 r. Od lewej: Marian Borys
"Czarny", od kwietnia 1952 dowódca oddziału PAS NZW, zginął w walce w
1954; Hieronim Rogiński "Róg", Komendant Powiatu Kolno NZW, jednocześnie
d-ca 15-osobowego oddziału PAS, zginął w walce 17 kwietnia
1952; Stanisław Śledzik "Huragan".
Żołnierze PAS powiatu Kolno NZW, Okręg Mazowsze – prawdopodobnie 1950 r.
Stoją
od lewej: Stanisław Waszkiewicz "Piskorz", szef PAS Powiatu, ciężko
ranny w głowę, wyleczony dzięki uporowi i wytrwałości Komendanta Powiatu
"Roga", który przez cały czas opiekował się nim. Nie odzyskał pełnej
sprawności fizycznej. W kwietniu 1952 r. opuścił kryjówkę i wydał UB
schronienie "Roga", Władysław Sadłowski "Twardy", "Franek", zginął 11
listopada 1953 r.; w drugim rzędzie od lewej: Marian Borys "Czarny"; Stanisław
Śledzik "Huragan"; w dolnym rzędzie od lewej siedzą: Hieronim Rogiński
"Róg", Komendant Powiatu, Stanisław Grajek "Mazur".
Urodził się 30 lipca 1927 r. w Zabiele, pow. Łomża, w rodzinie chłopskiej. Ukończył 5 klas szkoły powszechnej. Od 1943 r. walczył w AK. W 1948 r. wstąpił do NZW, gdzie pełnił funkcję sekretarza KP NZW „Łuków”. Do jego obowiązków należało dokumentowanie spraw organizacyjnych Komendy i pisanie rozkazów „Roga”. Opracowywał informacje o członkach partii, organizacjach politycznych i funkcjonariuszach UBP, MO i ORMO, jak również dane o osobach podejrzewanych o współpracę z organami bezpieczeństwa. Brał udział w 25 akcjach. Cieszył się całkowitym zaufaniem „Roga”.
W 1952 roku oddział „Czarnego” liczył 9 członków. Nie posiadał już struktury organizacyjnej i nie utrzymywał żadnych kontaktów z innymi grupami. W środki do życia zaopatrywano się dzięki rozbudowanej siatce współpracowników. Według danych na dzień 1 stycznia 1953 r. trzon grupy stanowili: Marian Borys „Czarny”, Aleksander Góralczyk „Topór”, Władysław Sadłowski „Twardy” i Stanisław Grajek „Mazur”. Czwórka ta ukrywała się wspólnie. Natomiast Romuald Korwek „Orzech”, Czesław Kuliś „Chrom”, Stefan Kownacki „Gołąb”, Sczepan Sawicki „Wicher” i Stefan Greloch „Jastrząb” ukrywali się indywidualnie i utrzymywali stały kontakt z „Czarnym”. Od lutego 1953 r. partyzanci działali w dwóch patrolach, z których pierwszy operował na terenie gmin Czerwone, Mały Płock, Lachowo i w południowych gminach woj. olsztyńskiego, drugi natomiast na terenie gmin Turośl i Wiartel.
Żołnierz NZW z oddziału Mariana Borysa "Czarnego" – Władysław Sadłowski "Twardy".
Żołnierz NZW z oddziału Mariana Borysa "Czarnego" – Stanisław Grajek "Mazur".
Po śmierci komendanta Powiatu chor. „Roga” oddział nie przejawiał przez pewien czas dużej aktywności zbrojnej, ale nie zaprzestał całkowicie działalności. Pierwszą akcje przeprowadził w dniu 24 czerwca 1952 r., kiedy to partyzanci rozstrzelali członka PZPR i ORMO Piotra Roszko ze wsi Ciemianka, gm. Grabowo, pow. Kolno. 26 czerwca 1952 r. Aleksander Góralczyk „Topór” usiłował zastrzelić Jana Piaseckiego z kolonii wsi Mały Płock, pow. Kolno. Przeszkodził mu patrol milicjantów i ormowców. W walce ranny został członek ORMO Bogdan Kutuła, zaś „Topór” wycofał się. Następna akcja miała miejsce 9 lipca 1952 r. Tego dnia „Topór” postrzelił ormowca Makowskiego we wsi Kołaki, gm. Rogienice, pow. Łomża. Z kolei 22 lipca 1952 r. „Czarny” i „Topór” zaatakowali milicjanta kpr. Józefa Burę i dwóch ormowców, Aleksandra Pisowładzkiego i Franciszka Supińskiego. W starciu, do którego doszło we wsi Kąty, gm. Mały Płock, ciężko ranny został milicjant. 


Pośmiertne zdjęcia komendanta Hieronima Rogińskiego "Roga" wykonane przez UB 18 IV 1952 r.
Przez kolejny rok oddział nie przeprowadził żadnej akcji. Dopiero na początku lipca 1953 r. „Twardy” i „Mazur” uprowadzili pracownika GRN w Czerwonem, którego następnie rozstrzelano. 7 listopada 1953 r. oddział dowodzony przez „Czarnego”, w składzie: Władysław Sadłowski „Twardy”, Stanisław Grajek „Mazur”, Romuald Korwek „Orzech”, Aleksander Góralczyk „Topór” i Szczepan Sawicki „Wicher”, koło wsi Rogienice, pow. Kolno, usiłował opanować autobus PKS relacji Kolno-Łomża. Chciano zarekwirować przewożone pieniądze państwowe w sumie 80 tys. złotych. Wobec zaciekłej obrony jadących w charakterze pasażerów funkcjonariuszy PUBP i MO partyzanci ostrzelali autobus. W wyniku walki zabici zostali funkcjonariusz PUBP, milicjant z posterunku MO w Piątnicy i cztery osoby cywilne.
Żołnierz NZW z oddziału Mariana Borysa "Czarnego" – Szczepan Sawicki "Wicher".
Po akcji oddział podzielił się na dwa patrole i zapadł na „melinach”. Jej następstwem było uruchomienie natychmiastowych i zakrojonych na szeroką skalę działań sił bezpieczeństwa, które doprowadziły w efekcie do akcji likwidacyjnej we wsi Dudy Puszcańskie, gm. Łyse, pow. Kolno. W kolonii tej wsi schronił się trzyosobowy patrol, w składzie: Władysław Sadłowski „Twardy”, Stanisław Grajek „Mazur” i Aleksander Góralczyk „Topór”.
W dniu 11 listopada 1953 r. 3 pluton 2 kompanii 14 Samodzielnego Baonu KBW dowodzony przez ppor. Łosia przeprowadził przeszukiwanie „melin” w kolonii Dudy Puszczańskie. Według materiałów UBP partyzanci „Czarnego” mieli przebywać w zabudowaniach Franciszka i Franciszki Dąbrowskich, które były położone na otwartym terenie, ale od południa i północy, w odległości ok. 300 metrów, rozciągały się masywy leśne. Partyzanci mieli dogodne warunki do obserwowania przedpola. Mimo trudności, o godzinie 13.40 żołnierzom KBW udało się okrążyć „podejrzane” gospodarstwo. Dowódca plutonu wraz z grupą szturmową ruszył w stronę zabudowań, ale w pewnej odległości od nich zauważył biegnących trzech partyzantów. Rozwinął grupę szturmową w tyralierę i posuwał się w ich kierunku, otwierając jednocześnie ogień. Partyzanci próbowali wycofać się w kierunku południowo-wschodnim, kierując się na las, nie wiedząc jednak, że tam również znajdowała się już linia obławy. Gdy jeden z partyzantów został zabity, pozostała dwójka kontynuowała ucieczkę, co pozwoliło im przedrzeć się przez linię okrążenia. Niestety, żołnierze KBW rozpoczęli pościg, podczas którego zastrzelono kolejnego partyzanta. Ostatni z osaczonych został trafiony przez strzelca wyborowego z grupy szturmowej. Ponadto w wyniku akcji aresztowano czterech współpracowników oddziału. Przy zabitych partyzantach znaleziono automaty: bergman, PPSz, dwa pistolety parabellum, pistolet TT, pistolet nagan, 2 granaty, amunicję, notatki „Czarnego” i ulotki antypaństwowe. Miejsce pochówku ich ciał zostało starannie ukryte przez UB i nie jest znane do dzisiaj, natomiast gospodarstwo rodziny Dąbrowskich, gdzie ukrywali się żołnierze NZW, zostało całkowicie zniszczone, a ziemia w tym miejscu skrupulatnie zaorana.
Aleksander Góralczyk "Topór". Zdjęcie pośmiertne wykonane przez UB.
Władysław Sadłowski "Twardy". Zdjęcie pośmiertne wykonane przez UB.
Stanis
ław Grajek "Mazur". Zdjęcie pośmiertne wykonane przez UB.
Po śmierci Władysława Sadłowskiego „Twardego”, Stanisława Grajka „Mazura” i Aleksandra Góralczyka „Topora” w dniu 11 listopada 1953 r., oddział „Czarnego” przestał praktycznie istnieć. „Czarny” ukrywał się wspólnie ze Stefanem Grelochem „Jastrzębiem”, z którym przebywali przeważnie w kompleksach leśnych i na bagnach, nie podejmując żadnych akcji. Natomiast „Wicher” i „Orzech” ukrywali się indywidualnie. Na skutek donosu tajnego współpracownika, UBP ustalił miejsce pobytu „Wichra”. Ukrywał się on u swojego teścia Aleksandra Komorowskiego we wsi Gołdynek, pow. Pisz. W dniu 3 lipca 1954 r. grupa wojskowa w sile 1 kompanii przeprowadziła pozorowany „pościg” za jednym z pracowników UBP, który udawał partyzanta. Ubowcy okrążyli „podejrzane” obejście. W czasie rewizji odnaleziono bunkier pod zabudowaniami, w którym ujęto Szczepana Sawickiego „Wichra”.
W tym momencie organom bezpieczeństwa zależało już tylko na ujęciu bądź likwidacji Mariana Borysa „Czarnego”. Postanowiono wykorzystać do tego informacje zgromadzony w teczkach personalnych członków miejscowego podziemia. Ustalono, że agent „Krzakowski”, jako były podwładny Stefana Grelocha „Jastrzębia” ma możliwość nawiązania z nim kontaktu, a przez niego – z „Czarnym”. „Krzakowski” w dniu 30 czerwca 1954 r., udając ukrywającego się, nawiązał kontakt z „Jastrzębiem”, a za jego pośrednictwem z „Czarnym”. Dwaj ostatni żołnierze NZW ukrywali się w masywie leśnym koło wsi Dzierzba i Zaskrodzie, gm. Stawiski, pow. Kolno. Po dotarciu do partyzantów, agent przebywał z nimi przez 5 dni, a następnie z polecenia „Czarnego” wszyscy trzej rozeszli się na swoje „meliny” wyznaczając na dzień 10 sierpnia termin kolejnego spotkania. Na podstawie informacji uzyskanych od TW „Krzakowskiego” por. Zdzisław Banaś z WUBP w Białymstoku dokładnie sprawdził miejsce przyszłego spotkania „Czarnego” z „Jastrzębiem” i opracowano plan zasadzki.
W dniu 8 sierpnia 1954 r. o północy zasadzka została założona i trwała bez przerwy do 12 sierpnia, kiedy to ok. godziny 7.30 dowódca grupy operacyjnej zauważył zbliżającego się „Czarnego”, który wyszedł z lasu i kierował się do pobliskiego jeziorka po wodę. Kiedy „Czarny” był o 10 metrów od stosu drzewa, zgodnie z wcześniejszym planem próbowano wypuścić na niego psa, jednak okazało się to bezskuteczne. „Czarny” zorientował się w sytuacji, wymierzył pistolet w kierunku ubowców i ostrzeliwując się zaczął uciekać. W wyniku wymiany ognia „Czarny” został ranny w nogę i zgubił pistolet, jednak nadal uciekał, kierując się na wieś Zaskrodzie. Ubowcy strzelając wszczęli pościg, wzywając „Czarnego” do poddania się, jednak ten odwrócił się i chciał rzucić granat. Będąc rannym w rękę, nie mógł zerwać gumki z dźwigni spustowej, co wykorzystali ścigający, którzy otworzyli ogień z broni maszynowej, zabijając go na miejscu. Ostatni żołnierz XVI Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego – Marian Borys „Czarny” poległ w walce 12 sierpnia 1954 r. Podczas przeszukania lasu natrafiono na kryjówkę w ziemi, gdzie znaleziono 10-strzałowy karabin SWT i 40 sztuk amunicji.
Marian Borys "Czarny". Zdjęcie pośmiertne wykonane przez UB 12 VIII 1954 r.
W dniu 25 grudnia 1954 r. schwytano Stefana Grelocha „Jastrzębia”, jednak nie wytoczono mu procesu i został zwolniony. Romuald Korwek „Orzech” ukrywał się do 1960 r., mimo że prokuratura umorzyła jego sprawę na mocy amnestii w kwietniu 1956 r.
Chorąży Hieronim Rogiński „Róg” 24 października 2008 r. został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.
GLORIA VICTIS ! 
Więcej o XVI Okręgu NZW i jego żołnierzach czytaj:
- OSTATNI LEŚNI – Mazowsze i Podlasie w ogniu 1948-1953>
- Wierny Polsce do końca – Hieronim Rogiński "Róg">
- Hieronim Rogiński ps. "Róg" – opracowanie>
- Śladem "Roga" Rogińskiego>
- Śladem "Roga" Rogińskiego – ciąg dalszy. Losy Stanisława Ruchały i Stefana Jermacza>
- Krzysztof Kacprzak, Podziemie zbrojne na Mazowszu północnym w walce z systemem komunistycznym 1945–1952>
III Rajd Szlakami SBO NSZ mjr. Żubryda
Portal pomniksmolensk.pl, Fundacja Strzelecka oraz Komitet Założycielski Związku Strzeleckiego Rzeczypospolitej serdecznie zapraszają na:
Samodzielnego Batalionu Operacyjnego
Narodowych Sił Zbrojnych
mjr. Antoniego Żubryda "Zucha"
26-28 października 2012 r.
Bircza-Witryłów-Brzozów
PATRONAT HONOROWY RAJDU:
- Zuzanna Kurtyka (Prezes Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010),
- Janusz Niemiec (syn mjr. Antoniego Żubryda „Zucha”),
- Zbigniew Kuraś (syn mjr. Józefa Kurasia „Ognia”),
- Ppłk. Kazimierz Paulo „Skała” (dowódca komp. zgrupowania mjr. „Ognia”),
- Piotr Babinetz (Poseł na Sejm RP)
- Starostwo Powiatowe w Brzozowie
- Klub Gazety Polskiej w Brzozowie
PATRONAT MEDIALNY
- Portal www.pomniksmolensk.pl
ORGANIZATORZY
- Fundacja Strzelecka
- Związek Strzelecki Rzeczypospolitej – Komitet Założycielski
KOMENDANT RAJDU
- Andrzej Pocztański, tel.: 607 136 023 ; mail: [email protected]
CELE:
Celami rajdu, jako imprezy popularyzującej najnowszą historię regionu Podkarpacia jest:
- poznanie dziejów niepodległościowego podziemia zbrojnego z l. 1939-56 na terenie Bieszczadów, Beskidów i ich Pogórzy: Bukowskiego, Leskiego, Dynowskiego oraz Dołów Jasielsko-Sanockich,
- dotarcie do miejsc i obiektów – świadków historii,
- spotkanie z kombatantami formacji partyzanckich na szlaku rajdu,
- poznanie specyfiki dziejów i kultury Podkarpacia,
- przywrócenie społecznej pamięci o walce zbrojnej i ofierze żołnierzy Września 1939, ZWZ-AK-WIN oraz dowódcy, żołnierzy i współpracowników siatki terenowej Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ "ZUCH" walczących z sowieckim okupantem w l. 1944-47
Charakter rajdu jako imprezy turystyczno-edukacyjnej:
- rajd ma charakter rajdu pieszego przebiegającego oznakowanymi szlakami i ścieżkami zaznaczonymi na mapie,
- trasę rajdu uczestnicy pokonują w kilkunastoosobowych grupach,
- zadaniem grupy jest zgodne z oznaczeniem na mapie (otrzymanej na starcie) pokonanie dziennej trasy w wyznaczonym limicie czasu, odnajdując po drodze punkty kontrolne oraz wykonując w czasie marszu zadania wyznaczone przez przewodników prowadzących grupy.
Rajd ten jest kontynuacją inicjatywy związanej z odkłamywaniem dziejów polskiego podziemia niepodległościowego walczącego na terenie południowej Polski w latach 1939-56.
Ideą rajdu jest połączenie współdziałania grup młodzieży z różnych zakątków Polski z aktywnym poznawaniem najtrudniejszych momentów w historii naszego kraju. Zakładane rezultaty to dostarczenie młodym uczestnikom nieznanej i nieobecnej w podręcznikach wiedzy o dziejach antyhitlerowskiej i antykomunistycznej partyzantki na terenie Małopolski i Podkarpacia.
PLAN RAJDU:
Dzień 1, piątek 26-10-2012; Bircza – Witryłów
- Wszyscy uczestnicy rozpoczynają Rajd zgrupowaniem o godz. 8:00 na Rynku w Birczy. Tu następuje uroczyste powitanie oraz rejestracja uczestników i przydział przewodników do grup. Zakłada się podział uczestników na grupy „Strzelecką” oraz grupę „Cywilną”. Grupa „Strzelecka” zostanie podzielona na sekcje. Około 8:30 następuje wymarsz do Witryłowa.
- Grupa „Strzelecka” maszeruje trasą Bircza – Witryłów przez Borownicę, następnie przez las do Ulucza i dalej do Witryłowa przechodząc przez San kładką dla pieszych i stamtąd do Domu Ludowego w Witryłowie.
- Grupa "Cywilna" maszeruje tą samą trasą, raz jako eskortowana ludność cywilna wycofująca się z oddziałem, innym razem jako eskortowani jeńcy. Zasada ta obowiązuje także w 2 dzień Rajdu.
- W Witryłowie posiłek (obiado-kolacja) i odpoczynek. Po posiłku nauka piosenek strzeleckich, wojskowych i patriotycznych. Przygotowanie do noclegu i nocleg. Koniec I dnia.
Dzień 2, sobota 27-10-2012; Witryłów – Brzozów
- Obie Grupy maszerują przez Końskie, Dydnię, Jabłonki do Brzozowa.
- Przejście przez las – szkolenie, działania taktyczne.
- W Brzozowie obie grupy zostają zakwaterowane, posiłek (obiadokolacja), zapoznanie uczestników z historią mjr. Antoniego Żubryda i jego oddziału. Nocleg. Koniec II dnia.
Dzień 3, niedziela 28-10-2012; Brzozów – Malinówka – Brzozów
- 8.00 Brzozów – pobudka dla uczestników Rajdu, śniadanie we własnym zakresie.
- 9.30 Msza św. w Kolegiacie Brzozowskiej w intencji mjr. Żubryda i żołnierzy SBO NSZ „Zuch”.
- Ok. 10.45 – wyjazd Autokarami do wsi Malinówka, zbiórka przy cmentarzu w Malinówce, dojście pod krzyż Żubrydów, uroczyste złożenie kwiatów, następnie przejście do miejsca śmierci Antoniego i Janiny.
- 12.00 – poświęcenie tablicy pamiątkowej w miejscu śmierci Żubrydów, w lesie niedaleko Krzyża Żubrydów. Krótka uroczystość.
- 13.00 – wymarsz patroli strzeleckich oraz grupy uczestników cywilnych lasami do leśniczówki w Brzozowie. Pozostali uczestnicy wracają do autokaru i nim dojeżdżają do leśniczówki.
- Ok. 15.00 – 15.30 ognisko partyzanckie, poczęstunek, zakończenie i podsumowanie działań uczestników Rajdu.
- Ok. 16.30 – 17.30 wyjazd do domu.
Wszystkich Gości Specjalnych zapraszamy na godz. 9.30 do Kolegiaty Brzozowskiej, a gdyby stało się to z jakichś przyczyn niemożliwe, można do nas dołączyć ok. godz. 11.00 na parkingu przy cmentarzu w Malinówce lub w innym dogodnym dla Państwa momencie.
Kontakt: [email protected]
Więcej na temat mjr. Antoniego Żubryda ps. "Zuch" czytaj:
- Mjr Antoni Żubryd „Zuch” (1918 – 1946) – część 1>
- Mjr Antoni Żubryd „Zuch” (1918 – 1946) – część 2>
- Grzegorz Motyka – Antoni Żubryd – bieszczadzki "Ogień">
- Oddział partyzancki NSZ Antoniego Żubryda>
- Antoni Żubryd [wikipedia]>
- Mirek Kokoszkiewicz – "…lubię zabijać ludzi, ale to lubienie ulega przedawnieniu”>
- WARTO PRZECZYTAĆ…(1) – Andrzej Romaniak, Powstanie, działalność i likwidacja antykomunistycznego oddziału partyzanckiego NSZ pod dowództwem Antoniego Żubryda, [w:] Powiat sanocki w latach 1944-1956, Rzeszów – Sanok, s. 273-368>
- WARTO PRZECZYTAĆ…(12) – Waldemar Basak, Rzecz o majorze Antonim Żubrydzie. Samodzielny Batalion Operacyjny Narodowych Sił Zbrojnych kryptonim "Zuch" 1944 – 1947>
- WARTO PRZECZYTAĆ…(19) – Grzegorz Motyka, W kręgu "Łun w Bieszczadach". Szkice z najnowszej historii polskich Bieszczad>
49. rocznica śmierci sierż. "Lalka"
Zbigniew Herbert


Józef Franczak ps. "Lalek" (1918-1963)
na Lubelszczyźnie zginął Józef Franczak "Lalek", ostatni żołnierz
Niepodległej Rzeczypospolitej. Został wydany w ręce bezpieki przez
krewnego zwerbowanego do współpracy z SB. Jego siostry, dopiero 20 lat
później, mogły złożyć ciało [pozbawione przez komunistów głowy] w
rodzinnym grobowcu.
1963…
to był niesamowity rok. W Dallas ginie John F. Kennedy. Walentina
Tiereszkowa macha ludzkości z orbity okołoziemskiej. Na osłodę
imperialistom – The Beatles nagrywają singiel "She Loves You". A w
Polsce…? Na całego trwa nasza mała stabilizacja. Rewelacyjny Zbigniew
Pietrzykowski po raz czwarty zostaje mistrzem Europy w boksie, a Roman
Zambrowski wylatuje z KC, co jest wyraźnym sygnałem, że okres błędów i
wypaczeń jest już za nami. Prawdziwe rewelacje jednak czekają rodaków na
odcinku kultury. Przy salwach spontanicznego śmiechu odbywa się w
Warszawie premiera "Jak być kochaną" Wojciecha Hasa, Bohdan Łazuka
bierze udział w zdjęciach do filmu "Beata", zaś rewelacyjny Zbigniew
Maklakiewicz występuje w aż czterech filmach.
No
i jeszcze jedno. W małej wsi koło Piask w województwie lubelskim ginie
podczas obławy 45-letni Józef Franczak, poszukiwany listem gończym były
AK-owiec. Ten ostatni polski partyzant z bronią w ręku przeciwstawiał
się komunistycznemu zniewoleniu dokładnie 24 lata.
Sierż. Józef Franczak "Laluś", "Lalek" był ostatnim partyzantem polskiego podziemia
niepodległościowego. Jego życiorys jest typowy dla wielu z pokolenia
Kolumbów. Urodził się w 1918 roku w małej podlubelskiej wiosce Majdan
Kozic Górnych. Nie mając środków na dalsze kształcenie zgłosił się do
Szkoły Podoficerskiej Żandarmerii w Grudziądzu, a następnie służył w
Równem na Wołyniu. We wrześniu 1939 roku walczył z Sowietami, udało mu
się zbiec z niewoli i powrócić w rodzinne strony. W czasie okupacji
niemieckiej był żołnierzem ZWZ i AK, dowodził drużyną, a następnie
plutonem. Prowadził też zajęcia w konspiracyjnej szkole podoficerskiej.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej znalazł się w szeregach organizowanego
przez komunistów "ludowego" WP. Stacjonował w Kąkolewnicy, gdzie Sąd
Polowy II Armii WP skazywał na kary śmierci byłych żołnierzy
AK. Prawdopodobnie w pierwszych miesiącach 1945 roku zdezerterował.
Początkowo ukrywał się w okolicach Łodzi, a następnie na Pomorzu.

"Laluś" jako żołnierz żandarmerii Wojska Polskiego. Zdjęcie z czerwca 1939 r.
powrócił w rodzinne strony, ale tutaj już w czerwcu 1946 roku wpadł w
obławę grupy operacyjnej wojewódzkiego UB w Lublinie. Podczas transportu
uciekł wraz z dziewięcioma innymi aresztantami, zabijając m.in. trzech
funkcjonariuszy bezpieki. Na krótko dołączył do jednego z pododdziałów
zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory". Na początku 1947 roku zgłosił się do oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka".
Po akcji ujawnieniowej z wiosny 1947 roku został dowódcą jednego z
pododdziałów. Wraz ze swoimi partyzantami (było ich zazwyczaj od
czterech do sześciu) patrolował podległy mu teren na pograniczu powiatów
lubelskiego i krasnostawskiego; zbierali informacje dotyczące
aresztowań i operacji przeprowadzanych przez aparat represji, a także na
temat osób współpracujących z UB oraz najbardziej gorliwych
funkcjonariuszy UB i MO. Z powodu małej liczebności patroli działalność
zbrojna w owym czasie była znacznie ograniczona. Sprowadzała się do
zasadzek na małe patrole milicyjne, akcji ekspropriacyjnych oraz
wykonywania kar chłosty lub śmierci na konfidentach i aktywistach
komunistycznych. Patrole musiały ciągle uchodzić przed ścigającymi je
grupami operacyjnymi UB–KBW. Po stratach w zasadzce z maja 1948 roku
jego pododdział przestał istnieć. Z pięciu partyzantów poległo dwóch, a
dwóch zostało rannych (z których jeden zmarł). Bez szwanku wyszedł
jedynie "Laluś". W kolejną zasadzkę wpadł sam w Wigilię 1948 roku. W
czasie walki ranił jednego z milicjantów, sam też został ranny w brzuch.
Od tego czasu nie posiadał już zorganizowanego pododdziału zbrojnego,
ale utrzymywał łączność z kontynuującymi walkę zbrojną. Jego towarzysze
ginęli w walce lub wpadali w ręce UB w wyniku kombinacji operacyjnych.
Jemu nadal udawało się umykać przed tropiącymi go funkcjonariuszami UB,
niejednokrotnie dopisywało mu niesamowite szczęście.

1947
rok. Od lewej: Stanisław Kuchciewicz "Wiktor",
kpt. Zdzisław Broński "Uskok", Józef Franczak "Lalek", Walenty
Waśkowicz "Strzała".
nie budował świetnie zamaskowanych bunkrów, aby przebywać w nich przez
wiele miesięcy. Był w ciągłym ruchu, często zmieniając kwatery. Jak
szacowali funkcjonariusze UB/SB, jego siatka współpracowników liczyła
około dwustu osób, co jest liczbą imponującą, tym bardziej że za
udzielanie pomocy tak "niebezpiecznemu bandycie" groził kilkuletni wyrok
więzienia. Franczak poważnie zastanawiał się nad skorzystaniem z
uchwalonej 27 kwietnia 1956 roku amnestii i powrotem do normalnego
życia. W rozmowie z jednym ze swoich współpracowników miał powiedzieć,
że gdyby miał gwarancję, że otrzymałby wyrok mniejszy niż 15 lat
więzienia, to zdecydowałby się na ujawnienie. Jednak po konsultacjach z
jednym z lubelskich adwokatów zrezygnował, bo ten miał mu wyjaśnić, że
za popełnione przez niego przestępstwa groziła mu kara dożywotniego
więzienia.
W rozmowach ze swoimi współpracownikami mówił, że w
najbliższym czasie w Polsce musi dojść do zmiany ustroju, a on zrobi
wszystko, aby do tego dotrwać. Pragnienie powrotu do normalnego życia
powodował związek z Danutą Mazur z Wygnanowic, z którego 11 stycznia
1958 roku urodził się syn Marek. Oboje podejmowali próby sformalizowania
swojego związku. Kończyły się one niepowodzeniem, gdyż księża,
obawiając się prowokacji SB, odmawiali udzielenia ślubu. Funkcjonariusze
UB/SB używali przeróżnych sposobów, aby go wytropić. Pozyskiwano
konfidentów, którzy z jednej strony mieli penetrować jego rodzinę i
środowisko pomocników, z drugiej próbowali ustalić jego kryjówkę. W
domach członków najbliższej rodziny "Lalusia" oraz jego najbliższych
współpracowników instalowano aparaturę podsłuchową; w zabudowaniach
sąsiadujących organizowane były tzw. zakryte punkty obserwacyjne, w
których dwóch – trzech funkcjonariuszy spędzało po kilka tygodni w
oczekiwaniu na pojawienie się "Lalusia". Bezskutecznie.
Na
początku 1963 roku funkcjonariuszom Wydziału III SB KW MO w Lublinie
udało się wyselekcjonować człowieka, który mógł przyczynić się do ujęcia
lub likwidacji "Lalusia". Był to Stanisław Mazur – bratanek ojca Danuty
Mazur, mieszkający wtedy w Lublinie. Na podstawie "materiałów
kompromitujących" oficerom SB udało się go zwerbować jako tajnego
współpracownika; nadano mu ps. "Michał". Przez kolejne miesiące
dojeżdżał do Wygnanowic, spotykał się ze swoimi krewnymi, a jednocześnie
współpracownikami "Lalusia". Jako bliski krewny darzony był przez nich
zaufaniem. W sierpniu 1963 roku udało mu się spotkać z "Lalusiem". Przez
następne trzy miesiące SB przy pomocy TW "Michała" coraz bardziej
osaczała "Lalusia". 20 października 1963 roku agent wyposażony w
aparaturę podsłuchową spotkał się z Józefem Franczakiem. W okolicy oczekiwała
grupa likwidacyjna złożona z dziesięciu oficerów operacyjnych SB i 60
funkcjonariuszy ZOMO.
Akcja zakończyła się fiaskiem z powodu awarii
środków łączności posiadanych przez agenta, trudnych warunków terenowych
oraz wyznaczenia spotkania na wieczór. Następnego dnia rano TW "Michał"
przekazał swojemu oficerowi prowadzącemu, że poprzedniego dnia udało mu
się ustalić markę i numer rejestracyjny motocykla, którym "Laluś"
został przywieziony na spotkanie.
21 października 1963 roku
zorganizowano grupę operacyjną składającą się z dwóch oficerów SB i 35
funkcjonariuszy ZOMO, którą dowieziono w okolice wsi Majdan Kozic Górnych.
O godz. 15.45 zabudowania Wacława Becia – właściciela motocykla –
zostały okrążone. "Laluś" zauważywszy zbliżającą się obławę, próbował –
udając gospodarza – przejść przez linię obstawy. Gdy został wezwany do
zatrzymania się, wydobył pistolet, oddał kilka strzałów i zaczął
uciekać. Przebiegł ok. 300 metrów, po czym został śmiertelnie ranny i po
kilku minutach zmarł. W prosektorium Zakładu Medycyny Sądowej w
Lublinie przeprowadzono sekcję zwłok i pozbawiono je głowy, a następnie
złożono w bezimiennym grobie na cmentarzu komunalnym przy ul. Unickiej w Lublinie.
Dzięki pomocy pracownika cmentarza rodzinie udało się ustalić miejsce
pochówku. Dopiero w 1983 roku siostry "Lalusia" przeniosły prochy do
rodzinnego grobowca, na cmentarzu parafialnym w Piaskach.

października 1963 rok. Pośmiertne zdjęcie Józefa Franczaka, wykonane
przez SB po zastrzeleniu "Lalka" w Majdanie Kozic Górnych.

Wykonane przez SB pośmiertne zdjęcie Józefa Franczaka ps. "Lalek". Jak widać, ciało jeszcze w całości…
11
maja 2007 r. z inicjatywy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Obszaru
Wschodniego w Lublinie oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
odsłonięto w Piaskach pomnik Ostatniego Partyzanta RP – sierż. Józefa Franczaka ps. "Lalek". 
Odsłonięty 11 maja 2007 r. w Piaskach pomnik w hołdzie ostatniemu żołnierzowi Rzeczypospolitej Polskiej, sierż. Józefowi Franczakowi ps. "Lalek".
17 marca 2008 r. Prezydent
Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński nadał Krzyż Komandorski z
Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, pośmiertnie, ostatniemu żołnierzowi
wyklętemu Józefowi Franczakowi ps. "Lalek". Józef Franczak
odznaczony został za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej
Polskiej w 90. rocznicę swoich urodzin. Odznaczenie odebrał syn Marek
Franczak.
21 października 2008 roku. Marek Franczak, syn „Lalusia”, przy pomniku ojca na cmentarzu w Piaskach.
GLORIA VICTIS !!!
Więcej na temat życia i walki sierż. Józefa Franczaka "Lalka" czytaj:
- Ostatni niezłomny – Józef Franczak ps. "Lalek">
- Józef Franczak [Wikipedia]>
- Odsłonięcie i poświęcenie pomnika Ostatniego Partyzanta RP>
- Fotorelacja
z uroczystości odsłonięcia i poświęcenia pomnika Ostatniego Partyzanta
RP – sierż. Józefa Franczaka ps. „Lalek" w Piaskach Lubelskich, 11 maja
2007 r.> - Śmierć kapitana „Uskoka”>
- Sławomir Poleszak, Kryptonim
"Pożar". Rozpracowanie i likwidacja ostatniego żołnierza polskiego
podziemia niepodległościowego Józefa Franczaka "Lalka", "Lalusia"
(1956-1963), "Pamięć i Sprawiedliwość" nr 8 (2) 2005, s. 347-376 [PDF]> - Sławomir Poleszak, Ostatni niezłomni, Rzeczpospolita>
- Magdalena Bożko, "Laluś”, ostatni taki mężczyzna, Dziennik Wschodni>
- Adam Kruczek, "Laluś" wytrwał najdłużej, Nasz Dziennik>
- Tadeusz M. Płużański, Jak zginął Józef Franczak, "Lalek", ostatni żołnierz II Rzeczypospolitej, ASME>
Rondo im. Narodowych Sił Zbrojnych

Burmistrz Miasta Łuków oraz Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych zapraszają na uroczystości związane z nadaniem nazwy rondu im. Narodowych Sił Zbrojnych w Łukowie.
Uroczystości odbędą się 20 października (sobota) w Łukowie.
Program:
- 9:00 – Msza Św. w Kolegiacie Przemienienia Pańskiego w Łukowie.
- 10:30 – Przejazd pod rondo mieszczące się przy skrzyżowaniu ul. Ławeckiej z Wojska Polskiego (poświęcenie ronda oraz okolicznościowe przemówienia).
- 11:00 – Otwarcie wystawy "Ostatni Leśni, Żołnierze Wyklęci w Walce o Niepodległą Polskę" (Muzeum Regionalne w Łukowie).
59. rocznica śmierci kpt. "Huzara"
Zbigniew Herbert
lat temu, 11 października 1953 r., w więzieniu w Białymstoku
komunistyczni bandyci zamordowali ostatniego dowódcę 6. Brygady
Wileńskiej AK, legendarnego kpt. Kazimierza Kamieńskiego ps. "Huzar".


Kpt. Kazimierz Kamieński ps. "Huzar".
Kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar" w wyniku prowokacji przygotowanej przez MBP – związanej ze sprawą tzw. V Komendy WiN – został zwabiony podstępnie do Warszawy i tam 27 X 1952 r. aresztowany.
W
końcu marca 1953 r. w dwóch pokazowych procesach w Łapach i Ciechanowcu
kpt. Kazimierz Kamieński „Huzar” i jego pięciu żołnierzy skazano na
karę śmierci. Rada Państwa odmówiła skorzystania z prawa łaski.
Starannie wyreżyserowany proces stał się narzędziem najbardziej
brutalnej komunistycznej propagandy – żołnierzy Armii Krajowej oskarżano
w nim o współpracę z Niemcami, działanie z niskich pobudek, itp. Te
propagandowe kłamstwa powtarzali później, niemal do czasów nam
współczesnych, sprzedajni historycy, literaci i publicyści. Oprócz kpt.
"Huzara", w dniach 22 IX i 11 X 1953 r., zamordowano również pięciu
jego żołnierzy. Byli to:
- Mieczysław Grodzki "Żubryd",
- Wacław Zalewski "Zbyszek",
- Kazimierz Parzonko "Zygmunt",
- Kazimierz Radziszewski "Marynarz",
- Józef Mościcki "Pantera".
Miejsce ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane…
GLORIA VICTIS !

Od lewej: ppor. Witold Buczak "Ponury", kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar", N.N.
Patrol oddziału "Huzara". Od lewej: Mieczysław Grodzki "Żubryd", Eugeniusz Tymiński "Ryś", Tadeusz Kryński "Rokita", Stanisław Gontarczuk "Rekin". Zdjęcie z 1950 r.
Podlasie,
prawdopodobnie 1950, żołnierze z oddziału kpt. Kazimierza Kamieńskiego
"Huzara", stoją od lewej: sierż. Lucjan Niemyjski "Krakus", 22 sierpnia
1952 otoczony przez GO UB-KBW popełnił samobójstwo, Józef Brzozowski
"Zbir", "Hanka", zginął latem 1952 w walce z KBW; Wacław Zalewski "Zbyszek", zamordowany 11 X 1953 r. w więzieniu w Białymstoku,
ppor. Witold Buczak "Ponury", zginął w walce z KBW 28 maja 1952 r., NN
"Jurek", Eugeniusz Welfel "Orzełek", zginął w walce z KBW 30 IX 1950 r.
Podlasie 1951 r., kadra oddziału "Huzara". Stoją od lewej: Kazimierz Jakubiak "Tygrys" († 10 V 1952), Eugeniusz Tymiński "Ryś" († 30 V 1951), Wacław Zalewski "Zbyszek" († 11 X 1953), Józef Mościcki "Pantera" († 22 IX 1953), siedzą od lewej: Kazimierz Parzonko "Zygmunt" († 22 IX 1953), Adam Ratyniec "Lampart" († 11 V 1952).
Żołnierze kpt. "Huzara". Chwila odpoczynku przy muzyce, od lewej: Kazimierz Parzonko „Zygmunt” († 22 IX 1953), Kazimierz Radziszewski „Marynarz” († 22 IX 1953) i NN.
Pierwszy z lewej: agent MBP wprowadzony w początkowej fazie rozgrywki z "Huzarem" – Janusz Terlikowski, były akowiec z Obwodu AK Bielsk Podlaski, a w 1952 r. TW "Rytel", "Ryglewski".
Marian Strużyński vel Reniak.
Zdrajca i agent UB wprowadzony do oddziału kpt. "Huzara", sprawca
aresztowań i śmierci wielu wybitnych żołnierzy Niepodległościowego
Podziemia, m.in. w 1949 r. oddziału "Wiarusy", skupiającego byłych żołnierzy mjr. Józefa Kurasia "Ognia", działający na Podhalu. 
Kpt. Kazimierz Kamieński „Gryf", „Huzar",
ur. 8 I 1919 r. we wsi Markowo Wólka gm. Piekuty pow. Wysokie
Mazowieckie, w rodzinie pochodzenia drobnoszlacheckiego (jego ojciec
posiadał duże gospodarstwo i jednocześnie pełnił funkcję wójta tej
wioski). Ukończył Gimnazjum Handlowe w Wysokiem Mazowieckiem. Następnie
jako prymus ukończył 10-miesięczną szkołę podchorążych rezerwy
kawalerii, po czym skierowany został do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w
Grudziądzu. Szkolenie zakończył uzyskując stopień kaprala podchorążego
rez. kawalerii. Otrzymał przydział do 9 psk (Dywizjon Osowiec). W
szeregach tej jednostki wziął udział w wojnie obronnej 1939 r.,
przechodząc jej cały szlak bojowy. Brał udział m.in. w walkach na
pograniczu z Prusami Wschodnimi, oraz w dalszych działaniach odwrotowych
– aż po Lubelszczyznę. Po dołączeniu do Grupy Operacyjnej "Polesie"
uczestniczył w ostatnich bitwach Września w rejonie Kocka jako konny
łącznik pomiędzy dowódcą 9 psk i dowódcą GO "Polesie" (podczas tej
służby zabito pod nim cztery konie, on sam odniósł tylko lekkie
kontuzje). Dostał się do niewoli niemieckiej, z której od razu zbiegł,
jeszcze w październiku 1939 r., i powrócił w rodzinne strony, na teren
okupacji sowieckiej. W konspiracji pracował od pierwszych tygodni 1940
r., początkowo w lokalnej organizacji Podlaski Batalion Śmierci (tzw.
Legion Podlaski). Zaprzysiężony w ZWZ-AK od maja 1940 r. Ścigany przez
NKWD, w 1940 r. znajdując się w sytuacji przymusowej miał ponoć zabić
dwóch funkcjonariuszy usiłujących go aresztować. W okresie okupacji
niemieckiej pełnił pod pseudonimem "Gryf" różne funkcje dowódcze w
Komendzie Obwodu ZWZ-AK Wysokie Mazowieckie (m.in. dowódcy plutonu
terenowego, szefa uzbrojenia i adiutanta KO). Wiosną 1944 r. dołączył do
lotnego oddziału Kedywu Obwodu Wysokie Mazowieckie dowodzonego wówczas
przez ppor. Romana Ostrowskiego "Wichra". Uczestniczył w akcjach
zbrojnych, m.in. w czerwcu 1943 r. w walce pod Lizą, w akcji pod
Szepietowem w maju 1944 r., w czerwcu 1944 r. w akcji na bagnie Podosie
(likwidacja bandy komunistyczno – rabunkowej) i w akcji "Burza" w lipcu
1944 r. Po lipcu 1944 r. szef samoobrony Obwodu AK-AKO-WiN Obwodu
Wysokie Mazowieckie.
Działalność "po wyzwoleniu" rozpoczął późną
jesienią 1944 r. z przydzielonym przez Komendanta Obwodu czteroosobowym
patrolem. Po kilku miesiącach miał już spory oddział partyzancki w sile
plutonu (podlegały mu też 4 rejonowe grupy dyspozycyjne i partyzanckie).
Wykonał kilkadziesiąt akcji przeciw UBP, KBW, NKWD i ich agenturze.
Awansowany do stopnia podporucznika (2 XI 1943 r.), porucznika (1 VI
1945 r.), w WiN przedstawiony do awansu na kapitana (30 IV 1946 r.). Za
męstwo i zasługi został odznaczony Krzyżem Walecznych. W okresie
amnestii lutowej 1947 r. dowodzony przez niego oddział został
rozformowany, zaś większość żołnierzy ujawniła się. Sam nadal ukrywał
się, wkrótce wokół niego skupiła się grupa byłych żołnierzy AK – WiN
ściganych przez UBP i zagrożonych aresztowaniem, co pozwoliło na
odbudowę oddziału partyzanckiego. W maju 1947 r. podporządkował się
por./kpt. "Młotowi", zaś dowodzona przez niego grupa weszła na zasadach
autonomicznych w skład 6 Brygady Wileńskiej AK. Po śmierci "Młota" w
czerwcu 1949 r. objął komendę nad pozostającymi w polu patrolami 6.
Brygady Wileńskiej AK.
O poparciu jakim cieszył się wśród mieszkańców
Podlasia świadczy fakt, że utrzymał się w polu niemal do końca 1952 r. W
wyniku prowokacji przygotowanej przez MBP – związanej ze sprawą tzw. V Komendy WiN
– został zwabiony podstępnie do Warszawy i tam 27 X 1952 r.
aresztowany. 26 III 1953 r. skazany na karę śmierci przez WSR w
Warszawie w procesie pokazowym na sesji wyjazdowej w Łapach i 11 X 1953
stracony w więzieniu w Białymstoku (miejsce pochówku nieznane).
11
listopada 2007 r. Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie kpt.
Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia
Polski "Polonia Restituta".
18 listopada 2007 roku, z inicjatywy Fundacji "Pamiętamy", w centrum miasta Wysokie Mazowieckie odbyła się uroczystość odsłonięcia pomnika
upamiętniającego kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" i jego żołnierzy
z oddziałów partyzanckich Obwodu AK-AKO-WiN Wysokie Mazowieckie oraz 6.
Brygady Wileńskiej AK poległych w latach 1944 – 1953.

Zainteresowanych
historią walki kpt. "Huzara" i jego żołnierzy zapraszam również do
pobrania i lektury publikacji wydanej przez Fundację "Pamiętamy" – Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, KAZIMIERZ KAMIEŃSKI „HUZAR” – ostatni podlaski komendant 6 Brygady Wileńskiej AK i jego żołnierze 1939-1952 [kliknij w okładkę]>
Czytaj również:
- Kpt. Kazimierz Kamieński „Huzar” (1919 – 1953) – część 1>
- Kpt. Kazimierz Kamieński „Huzar” (1919 – 1953) – część 2>
- St. sierż. Adam Ratyniec „Lampart” (1926 – 1952) – część 1>
- St. sierż. Adam Ratyniec „Lampart” (1926 – 1952) – część 2>
- Kazimierz Krajewski, Działalność operacyjna WUBP w Warszawie przeciwko oddziałom kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" (1949–1952)>
- Tomasz Łabuszewski, Kryptonim "Obszar" – "Narew" – rozgrywka MBP przeciwko konspiracji kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara">
- TRZEBA
PRZECZYTAĆ !!! (26) – Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski,
"Łupaszka", "Młot", "Huzar". Działalność 5 i 6 Brygady Wileńskiej AK
(1944-1952)> - 11 Listopad 2007 r. Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył "Żołnierzy Wyklętych">
- Fotorelacja z odsłonięcia pomnika kpt. Kazimierza Kamieńskiego ps. "Huzar" i jego żołnierzy>




